#jyqsH

O tym, jak jedna osoba nieświadomie może wpłynąć na inną.

Moją rodzinę można uznać za trochę nietypową, bo przed ślubem to mój tata chciał przyjąć nazwisko mamy, lecz jego tata, a mój, świętej już pamięci, dziadek, obraził się i finalnie moi rodzice pozostali przy swoich nazwiskach. Ja mam nazwisko po mamie.
Skutki?
1. W podstawówce, gdy wypisywano listy gratulacyjne dla najlepszych uczniów, to pytali się mnie, czy tata ze mną mieszka (dopiero później zajarzyłam, o co chodzi).
2. Gdy składałam wniosek do akademika, potrzebowałam potwierdzenia, że jestem półsierotą (mój tato zmarł, gdy byłam w liceum) i poza tradycyjnym aktem zgonu, musiałam też dodać akt urodzenia, żeby wiedzieli, że tata jest faktycznie moim tatą.
3. Postępowanie spadkowe. Tu raczej tyczy się to mojej mamy, która musiała potwierdzić, że nigdy nie byli w separacji itp.

I jeszcze wiele takich bolączek, głównie w sprawach urzędowych. A tak szczerze, to dopiero ostatnio jakoś do mnie dotarło, że upór jednego człowieka tak bardzo może wpłynąć na przyszłość. Efekt domina jak się patrzy :P

#bA56W

Opowieść z dziedziny sportowej. Ale nie do końca taka, jak wszyscy myślą. Otóż w wieku lat nastu, okolice 10-13, mieszkałem w internacie ze szkołą sportową. Uprawiałem sport indywidualny i bardzo niebezpieczny. Nie podaję szczegółów, bo moja rodzina to czyta i wyjątkowo szybko by się połapali, kto to pisze ;)
Kontynuując: ludzie wysyłając swoje dzieci do szkoły sportowej, myślą, że dają im super czas i dobrą przyszłość. A jak to było u mnie?
07:00 – 07:50 śniadanie.
08:00 – 10:00 trening.
10:30 – 14:00 szkoła.
14:00 – 15:00 obiad.
15:00 – 18:00 trening.
18:00 – 20:00 kolacja i spać.
I tak codziennie.
Co warto zauważyć – bardzo mało czasu na naukę. Jak pojechałem do tej szkoły, byłem świetnym uczniem, po około roku już nie ogarniałem, jak się czyta. Jąkałem się przy czytaniu, na lekcji przyrody zapytałem nauczycielkę: „Dlaczego uczymy się tylko o tej stronie Ziemi?”. Zapytałem o to, patrząc na mapę świata, nie ogarniając, że to po prostu całość Ziemi przedstawiona na płaszczyźnie. Moja wiedza była tak bardzo uboga, że ciężko to sobie wyobrazić. Ale co na to szkolnictwo? Proste... Jak mi wychodziła jedynka na koniec roku i miałem nie przejść do kolejnej klasy, to nauczyciel dzwonił do trenera z pytaniem: „Dobry jest?”. Trener zawsze mówił prawdę. Jeśli ktoś był dobry, to zdawał. Zawsze, bez względu na wszystko.

A jak to było, że dawaliśmy radę fizycznie? Do domu wracałem średnio raz na dwa miesiące na weekend. A gdy byłem w internacie, treningi były codziennie, też w niedzielę. W sobotę najwięcej. Gdy nie miałem siły (przypominam, miałem około 11 lat), trener dawał mi tabletki na energię. Jak taką wziąłem, to byłem strasznie nakręcony i mogłem ćwiczyć. Sukces ponad wszystko. Zawody wygrywałem zawsze kiedy startowałem.

Rodzice wysyłają swoje dzieci... i myślą, że to im da przyszłość. Ze mnie zrobiło debila. Opóźnionego w rozwoju. Po powrocie z internatu nie radziłem sobie z emocjami. W internacie byłem codziennie sam, bez rodziny. Jak wróciłem, czułem potrzebę czegoś... głód czegoś. Wtedy nie wiedziałem czego, ale to pewnie była tęsknota za tabletkami.

Dzisiaj zastanawiam się, co ja tam robiłem. Czy rodzice mnie nie kochali?
Sam dzisiaj mam dziecię... i nigdy bym go nie wysłał w tym wieku do internatu. Dzisiaj jestem lekko gruby (stanowczo nie sportowiec) i szczęśliwy. Sport to zdrowie, a do dzisiaj po wielu latach walczę z bólami stawów i wieloma innymi problemami, które spowodował mój sport. Owszem, jestem szczęśliwy, ale kosztowało mnie to wiele pracy, aby nadrobić to, co stracone.

#mSo5R

Syn mojej sąsiadki z uporem maniaka wyszukiwał koty, najlepiej jeszcze małe, i a to kijem okładał, a to kamień do ogona przywiązał. Poszłam do jego matki – powiedziała, że jest zapracowana i nie będzie za dzieckiem biegała.
Następnego dnia mój facet złapał syna sąsiadki, jak ten zapalniczką przypalał futrzaka. Wysyczał mu do ucha, że znajdzie wszystkie koty na osiedlu, w nocy wrzuci mu je przez okno i one się na nim zemszczą.
Podziałało.

#wTeDY

Czasami, pomimo posiadania własnego auta, poruszam się komunikacją miejską. Pewnie większość pomyśli: „Cóż w tym dziwnego, dużo osób tak robi”. Dziwny jest jednak cel moich podróży.
Zwykle przed każdą wycieczką ładnie się maluję, ubieram, układam włosy, psikam najlepszymi perfumami i taka odpicowana wchodzę z uśmiechem do autobusu.
Wciąż pozostaje pytanie, po co jeżdżę.
Otóż jeżdżę, bo... liczę na to, że ktoś mnie będzie szukał na spotted.

Jestem życiowym przegrywem – pomimo wielu trudów nie znalazłam ani jednego posta, który mógłby mnie dotyczyć.

#IP2H1

Kiedyś spotykałem się z dziewczyną, która była gotką. Wiadomka - smutny makijaż, czarne, skórzane ciuchy, jakieś pieszczochy, buty na wysokim koturnie. Wyglądała jakby ktoś ją wyjął z jakichś spaczonych fantazji sadomasochistycznych.

Gdy pewnego dnia byłem u niej w domu, jej siostra wpadła do nas do pokoju i zapytała, czy będziemy szli do sklepu. W sumie to planowaliśmy iść do Biedry po warzywa na surówkę. Młoda poprosiła więc, żebyśmy kupili jej jedno opakowanie wazeliny kosmetycznej.
Mój mroczny przedmiot pożądania odział się zgodnie ze swoją stylówą i już wkrótce ja i moja Mortycja Addams kroczyliśmy w stronę sklepu. Kiedy zabraliśmy się za wybieranie warzywek, do mojej ukochanej zadzwoniła mama, która - jak się okazało - właśnie wróciła z rynku i zrobiła potężne zakupy. "Ogórki tylko były takie jakieś marne, więc jak już w Biedronce jesteście, to proszę - kupcie jednego dorodnego, a ja w międzyczasie przygotuję resztę" - powiedziała.

Wyjęliśmy wszystko z koszyka, wybraliśmy największego ogórasa w dziale warzywnym i siup do kasy. Po drodze zahaczyliśmy o półkę z kosmetykami i zwinęliśmy wazelinę.
Kiedy już byliśmy przy kasie, zdałem sobie sprawę, że połączenie wazeliny, wielkiego ogóra i odzianej w skóry babeczki o aparycji germańskiej dominy może wskazywać na coś zdrożnego. O swoich wątpliwościach poinformowałem moją ukochaną dosłownie kilka sekund przed tym, jak przyszło jej płacić za nasze towary. Spojrzała na taśmę i z przerażeniem podniosła oczy w moją stronę. Tymczasem pani kasjerka wzięła już do ręki ogórka. Moja bladolica anielica spaliła buraka i wskazawszy na mnie swym czarnym szponem rzekła głośno (aby ludzie w kolejce słyszeli):
- Eeeeee... To nic złego... Znaczy się... On jest moim bratem i... eee... my nie tego...

Dopiero wtedy wszyscy z zaciekawieniem rzucili okiem na kupowane przez nas produkty i zaczęli rechotać.
W takich sytuacjach najlepiej nic nie mówić i starać się nie zwracać na siebie uwagi. Potem za każdym razem, gdy szliśmy na zakupy do tego sklepu, to pani kasjerka mrugała do nas oczkiem. Ale my przecież nie tego... eeee...

#b4bLn

Adoracja Najświętszego Sakramentu. Odbywało się to w takiej formie, że naprzemiennie była śpiewana pieśń i czytany fragment Biblii z rozważaniami. Dostałem mikrofon do ręki, czytam „swój” kawałek. Oddając mikrofon ekipie muzycznej, rzuciłem krótko „jedziemy z tym koksem”.

Mikrofon to złapał i poszło na cały kościół.

#nCCkF

Oficjalnie mam na utrzymaniu bezrobotną kobietę w ciąży, ale od jakiegoś czasu odnoszę wrażenie, że utrzymuję też jej siostrę i jej 5-letnie dziecko. Kiedy po kilku miesiącach znajomości wpadliśmy, postanowiliśmy pomimo gorszych warunków lokalowych na razie żyć u niej na wsi, w domu prowizorycznie podzielonym na dwie rodziny. Jest tu więcej przestrzeni niż w moich 55 metrach w bloku. 
Wracając do meritum, miałem trudną rozmowę o zakup opału na zimę do wspólnego pieca. Jej siostra stwierdziła, że nie ma pieniędzy i nie da. Z jednej strony nie mogę sobie pozwolić na niekupienie opału, bo mam ciężarną w domu, z drugiej strony nie chcę być sponsorem dla kogoś. Poruszyłem też inne nienormalne rzeczy, chociażby to, że denerwuje mnie noszenie im obiadów, przychodzenie jej dziecka i grzebanie w mojej lodówce i szafkach. Co przyjdzie, to od razu do lodówki i „Ciocia, zrób jeść, bo jestem głodna”. To samo tyczy się pożyczania produktów spożywczych na wieczne nieoddanie, albo jakiś czas temu dowiedziałem się, że moja kobieta dała temu dziecku moje 300 zł na buty. Przecież ona, do cholery, ma matkę, i to matka powinna jej zapewnić pieniądze na buty, obiad czy głupiego danonka do śniadania, a nie ja, obcy facet. Z chęcią wróciłbym do bloku albo poobcinał im rury wychodzące z pieca do ich części domu, bo na razie to rozkładam ręce i jestem między młotem a kowadłem. Moja kobieta priorytetowo traktuje swoją siostrę i siostrzenicę, a ze mną od ostatniej kłótni drze koty, bo nie chcę dawać się więcej wykorzystywać i zabroniłem ich żywić za moje pieniądze. Obawiam się teraz, że to jedyna słuszna opcja, bo to w czym się znalazłem jest chore. One obie są na mnie poobrażane i tylko się kłócimy, bo nie chcę być sponsorem obcego dziecka i jego matki. Jestem tak zirytowany i zmęczony tym wszystkim, że zrobiłem się szorstki nawet dla dziecka. Dodam, że dom, w którym mieszkamy sypie się i nie wiem jak one sobie wyobrażają dalszą egzystencję tutaj, ale wcale bym się nie zdziwił, gdybym po pewnym czasie usłyszał, że skoro tu mieszkam, to wypadałoby zacząć jakiś remont. A jest w co wkładać. Najgorszą bolączką jest, że dom jest nieocieplony, dach do wymiany, okna stare, co powoduje, że opału ubywa w zatrważającym tempie jak na tę temperaturę na zewnątrz. Kiedy zaczynałem tu mieszkać, było nawet fajnie, teraz jest tragicznie. Nie potrafię zrozumieć, w co ja się wrypałem.
Przepraszam za agresywny tryb wypowiedzi, ale noszą mną nerwy, a musiałem to gdzieś z siebie wyrzucić.

#VI1zJ

Chomik. Powiecie, że to tylko zwierzątko, które możecie zastąpić nowym chomikiem. Otóż dla mnie nie. Jakiś rok temu doznałam uszczerbku na zdrowiu, który wykluczył mnie z uprawiania swojego ulubionego sportu. Dwa miesiące spędziłam w łóżku, leżąc, nie mogąc ruszać się z domu. I właśnie chomik sprawił, że cały ten czas trzymałam się jakoś na duchu. To on pokazywał mi, że warto wstawać codziennie i cieszyć się z każdego dnia. Niestety jakiś czas temu dowiedziałam się, że jest poważnie chory. Każdy z moich „znajomych” śmiał się i mówił teksty typu: „To tylko chomik, jak zdechnie, to kupisz sobie nowego”. Ale nie dla mnie. Dla mnie to był przyjaciel, dla którego nie oszczędzałam pieniędzy na jego zdrowie. Byłam gotowa wydać fortunę na to, żeby doprowadzić go do pełni zdrowia. Niestety... Dzisiaj nadszedł trudny moment, kiedy musiałam go uśpić. Miał złośliwy nowotwór... Jest mi cholernie ciężko i nie potrafię się pozbierać po śmierci tego małego zwierzątka.

#oy1Tr

Całą podstawówkę miałam dobre oceny z historii, a to tylko dlatego, że siedziałam w pierwszej ławce twarzą przed nauczycielem. Nauczyciel zawsze wyłapywał kto ściąga, ale mi jako jedynej zawsze się upiekło i nie zostałam złapana nigdy, chociaż ściągałam na prawie każdym sprawdzianie.
Jaki był mój myk? Otóż ściągi chowałam do piórnika, a piórnik leżąc na krańcu ławki, był „zadaszony” jakieś 7-8 cm przez wystające biurko nauczyciela, dodatkowo nauczyciel zawsze kładł swoją torbę w ten sposób, że nie widział tego, co dzieje się na moim stoliku. Dlatego widział całą klasę oprócz mnie, a że był leniwy i chodzić mu się nie chciało, to ułatwiał mi sprawę :)

#Y3MlB

Jakiś czas temu postanowiłem zrobić sobie dłuższy spacer. Wracając, zauważyłem sarnę, która biegła przez pole i kierowała się na ulicę wprost pod nadjeżdżający samochód. Coś mnie tknęło – krzyknąłem, a sarna znieruchomiała tuż przed ulicą. Samochód przejechał, sarna chwilę się na mnie pogapiła, po czym zawróciła i wróciła na pole. Pomyślałem, że oszukała przeznaczenie.

Nie oszukała. Następnego dnia w tym samym miejscu potrącił ją mój wujek, który postanowił nas odwiedzić.
Dodaj anonimowe wyznanie