#Ugoeb

Kiedyś usłyszałam termin „bezpłodność społeczna”, a teraz opisuje on moją sytuację.

Jestem po rozwodzie. Ja chciałam mieć dzieci, były mąż zwodził mnie, że on też, ale zawsze znajdował wymówkę, żeby jeszcze zaczekać ze staraniami. Podczas jednej kłótni wykrzyczał prawdę.
Rozstaliśmy się, a ja czuję pustkę. Chciałam mieć dzieci właśnie z nim. Jestem po trzydziestce, zegar biologiczny tyka, nie zdecyduję się na samotne macierzyństwo z wyboru, bo dziecko potrzebuje ojca, z tego samego powodu nie zdecyduję się na adopcję. Myślałam nawet o co-parentingu, czyli wychowywaniu dziecka przez oboje rodziców, którzy nie są w związku, ale nie znam nikogo na tyle dobrze, żeby się zdecydować. Próbuję kogoś poznać, chciałabym znów być w związku, ale na razie trafiłam na dwóch panów nienadających się na rodziców. Jeden powiedział, że nie jest gotowy na założenie rodziny, a jest prawie dziesięć lat starszy ode mnie. Drugi przyznał, że nie chce mieć dzieci.

Statystyki są po mojej stronie, podobno więcej mężczyzn niż kobiet chciałoby mieć dzieci, więc może uda mi się znaleźć kogoś sensownego.

#f6jgK

Byłem w związku z kobietą o dość burzliwej przeszłości. Z pozoru wydawała się fajną, rodziną dziewczyną z poczuciem humoru. Zakochałem się. Szybko zaproponowała mi wprowadzenie się do niej. Wszystko układało wspaniale, ale ja przez swoje „różowe okulary” nie dostrzegałem czerwonych flag. Jej byli to przemocowcy, zwykłe chamy z uzależnieniami. Do tego zaczęły wychodzić z jej historii relacje oparte tylko na łóżku. Masa przeprowadzek związana z dramatami z facetami. Byłem z innego miasta, więc byłem zdany tylko na nią, jej rodzinę i grono znajomych w zróżnicowanym wieku. Mimo wszystko w trakcie tej relacji dostawałem subtelne ostrzeżenia od innych facetów z tego grona. Nawet w jej rodzinie znalazł się ktoś jej bliski, kto powiedział mi delikatnie, żebym uważał. 
Po dobrych 2-3 miesiącach relacji zaczęło się przekraczanie moich granic, obrażanie mnie, komentarze, raniące mnie zachowania. Wyszedł też szeroki kontakt z bliskimi jej przemocowego eks, który wg oficjalnej wersji bardzo ją wykorzystał i skrzywdził. Byłem zszokowany zachowaniem kobiety, która jawiła mi się jako ta jedyna i ostatnia. Pojawiły się u niej chamskie zachowania wobec mnie przy znajomych. W mieście unikała chodzenia ze mną za rękę, jakby bała się, że ktoś ją zobaczy. Po kilku miesiącach powiedziałem sobie dość i odszedłem. To było bardzo trudne, ponieważ bardzo kochałem tę kobietę i żyłem nadzieją, że wróci ta dawna ona. Trafiłem do terapeuty, który wyjaśnił mi, czym jest love bombing, trauma bonding i inne następstwa zaburzeń kobiet z tzw. raną ojca. 
Przekaz do facetów chcących wejść w poważny związek i założyć rodzinę – obserwujcie bacznie rodziców swojej wybranki, zwłaszcza jeśli od wielu lat są po rozwodzie. Badajcie cechy jej byłych facetów. Jeśli to bad boye w dresach z nałogami, to uciekajcie od takich kobiet, bo one rozumieją miłość tylko przez ból i negatywne emocje. Nie lekceważcie czerwonych flag. Nie akceptujcie nigdy braku szacunku, jeśli nie idzie za tym refleksja i słowa skruchy. Nie bądźcie ślepi jak ja. To była najtrudniejsza lekcja w zakresie relacji, jaką dostałem od życia.

#ZByHw

Moja mama nie dała rady pojechać na pogrzeb swojej kuzynki Marianny. Kilka tygodni później kupiła wiązankę i miała pojechać na grób. Obudziła się chora. Szybka decyzja – to ja pojadę z kwiatami.
Jako że też nie byłam na pogrzebie, zapamiętałam numer kwatery, przeczytałam wszystkie nazwiska na nagrobkach, ale Marianny Iksińskiej nie znalazłam. Zadzwoniłam do mamy, czy na pewno podała mi właściwy numer kwatery, bo żadnej Iksińskiej nie ma. Mama zdziwiła się, że nie wiedziałam, jakiego nazwiska szukać. Iksińska było nazwiskiem panieńskim (tak jak mamy), a Marianna kiedyś miała męża, rozwiodła się lata temu, a nazwisko zostawiła sobie po mężu, Igrekowska. Tak więc zaczęłam szukać Igrekowskiej, ale mama za moment zadzwoniła z pytaniem, czy wiem, że naprawdę była Marią Anną, a nie Marianną.
Bez problemu znalazłam Marię Igrekowską. Tak tylko się zastanawiam, czy to normalne w dalszej rodzinie, żeby nie znać nazwisk.

#IdocU

Rok temu oglądaliśmy z żoną „Misia” (oboje bardzo lubimy ten film). W pewnym momencie moja druga połówka przysunęła się bliżej i cicho spytała:
– Kochanie, a co byś zrobił, gdybym zdradziła cię z ministrem?
Byłem pewien, że to jakaś dziwna gra wstępna, więc przytuliłem ją i wyszeptałem:
– Domagałbym się posady w spółce skarbu państwa.

Cóż, nie mam już żony i pracuję wciąż tam, gdzie pracowałem. Tyle dobrego, że ostatnio dostałem sporą podwyżkę.

#nDuzU

Zakochałam się w chłopaku mojej przyjaciółki. Na szczęście on nie zwraca na mnie uwagi, widujemy się rzadko i udaje mi się go unikać. Niczego się nie domyślił, przyjaciółka też nie wie.
Po sesji zaplanowaliśmy kilkuosobową grupą kilkudniową wycieczkę. Moja przyjaciółka miała jechać sama, bo jej chłopak myślał, że nie dostanie wolnego z pracy. Kilka dni temu dowiedziałam się, że jednak ma urlop i pojedzie, więc postanowiłam, że ja nie pojadę.
W czym problem? Jeden z noclegów ma być w domku letniskowym mojej rodziny. Zgodzili się dać klucze mnie, ale nie mojej przyjaciółce, chociaż ją znają. Próbuję ich namówić, ale jeśli się ostatecznie nie zgodzą, nie wiem, co robić.

#OjA2t

Jestem nudziarą. Mam 24 lata, a czuję, że wszystko, co mogło mnie dobrego spotkać, już minęło. W tygodniu pracuję, w weekendy mam studia. Po pracy/zajęciach pójdę na zakupy, zjem coś, poczytam albo obejrzę serial i tyle. I następnego dnia to samo. Chociaż mieszkam ze współlokatorami, to u nich wiecznie przesiadują ich partnerki i nie mam nawet do kogo gęby otworzyć. Chciałabym mieć paczkę znajomych albo chociaż jedną bliską koleżankę, móc zwierzyć się z problemów albo ot tak pogadać. O wypadzie do klubu albo w góry już nawet nie marzę. Na studiach wszyscy natychmiast po zakończeniu zajęć się wylogowują i ograniczają kontakt do minimum. Na propozycję spotkania na żywo nikt nie odpowiedział. W pracy wszyscy traktują mnie z góry, bo jestem tam najmłodsza i pracuję najkrócej. Wcześniej miałam znajomych ze studiów, nie przyjaźniliśmy się jakoś specjalnie, ale zawsze można było pogadać na przerwach, a i chętni na piwo/kluby zawsze się znaleźli. Teraz nie mam już kontaktu z żadną z tych osób, próbowałam coś pisać, nawet nie żeby się spotkać, tak tylko zapytać co u nich. Takie rozmowy bardzo szybko się urywały, tak jakbyśmy nie mieli już o czym rozmawiać. Jako ekstrawertyk czuję, że niedługo oszaleję z samotności.

#NB274

Jestem naprawdę szczupła i masa osób pyta mnie o sekret mojej figury. Z uśmiechem odpowiadam, że ćwiczenia. Ale to tylko pół prawdy.

Nie potrafię oszczędzać pieniędzy. Każdą złotówkę wydam na jakieś nie do końca potrzebne rzeczy. Jedyne, czego potrafię sobie odmówić, to jedzenie. Więc żyję tydzień na paczce makaronu i serku topionym, by móc kupić kolejną bluzkę czy książkę.
pogromcaszurow Odpowiedz

i na takiej diecie zaraz będziesz wydawać na lekarzy xD

Zobacz więcej komentarzy (1)

#QWHpv

Niedzielny wieczór, chłopak mówi mi o filmie dokumentalnym „Tylko nie mów nikomu” – pomyślałam sobie, że w sumie może go puścić, niech sobie leci w tle. Wtedy jeszcze nie wiedziałam dokładnie, o czym to jest.

Już od pierwszych minut filmu reżyser wprowadza nas w dosyć ciężki temat, kobieta już dorosła molestowana przez księdza. Już wtedy słysząc i oglądając wypowiedź pedofila, zaczynam mieć mord w oczach, mój chłopak widzi to i pyta, co jest, odpowiadam, że jest OK... Nie jest. Oglądam cały film, wciągając go jak gąbka, dopiero po zakończeniu dokumentu zdaję sobie sprawę, że cały czas miałam zaciśniętą szczękę, tak że mnie boli, brzuch boli od napięcia, a w gardle mam kulę, której nie mogę przełknąć. Odezwały się stare wspomnienia, które już dawno wyrzuciłam z pamięci. Czy byłam ofiarą? Można tak powiedzieć. Doznałam molestowania od bardzo, bardzo bliskiej osoby. Czy ktoś wie? Cóż, wie, ale wtedy nie wierzyła chyba sama... Bo usłyszałam wtedy: „To nie pozwól mu na to”.

Miałam wtedy 13 lat, niedużo, niemało. Ale zdecydowanie wtedy nie wiedziałam, co on mi robi, nie wiedziałam, co miałam robić, mogłam przerwać, ale nie potrafiłam, jedyne co słyszałam, to plątanina myśli w mojej głowie. Gdzie byli rodzice? Tata za granicą, a mama mieszkała z nowym facetem. Byłam zostawiona sama sobie z nim, bo to on miał mną się opiekować. Nie trwało to długo, były to 2-3 razy, nie pamiętam dobrze. 

Teraz mam 23 lata i nie ma to wpływu na moje życie, zapomniałam, aż do tego teraz. Po filmie rozryczałam się jak dziecko, nie czułam żalu, smutku nie czułam nic, po prostu łzy leciały i leciały... Nie mam co porównać swoich doświadczeń do ludzi, którzy zostają przedstawieni w filmie, oni byli gwałceni, molestowani miesiącami, latami. Więc czemu płaczę i piszę to wyznanie w nocy obok śpiącego obok mojego chłopaka, powstrzymując łzy i próbując ukryć przyspieszonych oddech i gile z nosa? Chcę mu powiedzieć, chcę, żeby mnie przytulił i powiedział: „Wszystko będzie dobrze”, ale czemu nie mogę? Mam tę magiczną blokadę w głowie, która nie pozwala mi o tym powiedzieć.

Czy tak się właśnie czują ofiary? Pomimo iż każdą cząstką siebie chcesz powiedzieć prawdę, ty po prostu nie możesz powiedzieć nikomu, co się stało, nie możesz.
Płaczę nie przez to, co mi się stało, płaczę za tych ludzi, których zobaczyłam, za mężczyznę, który wpędził się w anoreksję, bo rodzice wysyłali go do jego oprawcy, pomimo iż powiedział im, co mu robi, za mężczyznę, który jeździł na wycieczki z księdzem, a ten godził się na to (jego rodzice zresztą też), bo ksiądz zagroził, że jeśli się nie zgodzi, to weźmie się za jego młodszego brata... Boże, co ci ludzie musieli przecierpieć, jaką traumę przeżyć!

Łzy lecą same, lecą same, bo potrafię chociaż w ułamku wyobrazić sobie ich ból... Uwierzcie mi, ten ułamek jest cierpieniem nie do opisania... A co z resztą?
Słuchajmy się nawzajem, proszę... słuchajcie swoich dzieci, błagam was...

#q5nWN

Mam ojca. „Pijak” to chyba najbardziej trafne jego określenie. Nie ma dnia, żeby nie wychlał sobie piwka, dwóch czy czterech. Ogólnie jest nerwowym człowiekiem, ale czasem da się z nim żyć (pije tylko wieczorami). Mama też swoje dokłada, więc żyje im się razem nie za dobrze.  Jako że ojciec z czasem narobił mi wstrętu do swojej osoby i alkoholu (aczkolwiek nie idę ze skrajności w skrajność i czasem sama dzióbnę pół puszki piwa), postanowiłam, że nigdy nie zwiążę się z mężczyzną, który będzie mi o nim przypominał.

Teraz mam chłopaka. Lubi alkohol. W sumie nie jestem pewna, czy można nazwać go alkoholikiem, bo raczej nie przesadza z tym piciem, ale zazwyczaj lubi sobie wypić do kolacji itd. Pod względem charakteru to zupełnie dwie różne osoby i tu nie ma co porównywać. Rozmawialiśmy już na wiele sposobów o tym, że wychowałam się w domu, w którym codziennie wieczorem patrzyłam na zalanego, leżącego na kanapie ojca i ciężko mi zaakceptować taką częstość spożywania alkoholu, jaką spożywa mój chłopak. Niby miał zacząć pić mniej, ale mam wrażenie, że to mu nie wychodzi. Niby nie jest agresywny, ale boję się (jakoś siedzi mi to w psychice) rozmawiać z nim, kiedy jest pod wpływem alkoholu. Bardzo go kocham, chciałabym, aby się udało, ale boję się, że nie dam rady sobie poradzić z tą kwestią, bo na pewno nie stłamszę w sobie tej niechęci do alkoholu.
Duszka1 Odpowiedz

Normalizujesz alkoholizm. Dorastałaś w środowisku alkoholowym i pomimo świadomości negatywnych aspektów tego nałogu, automatycznie w relacjach szukasz znanego już sobie wzorca. Bo to co znasz zawsze dla Twojego mózgu będzie bardziej bezpieczne. Dlatego zaczynasz sama usprawiedliwiać swojego chłopaka (niby nie przesadza, ale do kolacji lubi wypić; niby zaczął pić mniej, ale chyba mu to jednak nie wychodzi itd.).

Jeśli więc nie chciałaś związać się z mężczyzną, który będzie przypominał Ci historię ojca-alkoholika, to cóż... nie tędy droga. Musisz popracować nad przerwaniem tego błędnego koła. Może spróbuj terapii?

Zobacz więcej komentarzy (2)
Dodaj anonimowe wyznanie