Żal postu nie będzie, bo i tak każdy się tu na to skarży.
Moi rodzice zgotowali mi piekło nie płacąc za czynsz przez 15 przez co teraz miasto ciąga mnie po sądach, mimo wieloletniego wymeldowania. Już wcześniej miałam swoje problemy psychiczne, ale ta sytuacja dobiła mnie całkowicie i teoretycznie powinnam się leczyć ze swojej dość ciężkiej choroby, ale nie ukryje 12 tygodni pobytu w zakładzie dziennym, więc zrezygnowałam z tego. Od rodziców na temat tej sytuacji usłyszałam jedynie, że mam "wreszcie dorosnąć i być twarda, bo moja wrażliwość mnie zgubi" i "problemy finansowe to nie problemy". Tak więc nie wiedzą ani o lekach, ani o chorobie, ani o tym gdzie miałam pójść.
Przed samobójstwem uratował mnie tylko strach przed samą sobą i przyjaciółka, która mnie wsparła.
Nienawidzę ich za to, co mi zrobili. Nigdy im tego nie wybaczę, nawet jeśli mieli swoje dobre momenty. Postanowiłam też już nigdy przed nimi nie otwierać się emocjonalnie i tak mieliby to wiadomo gdzie.
Jestem Wiktor, opowiem o tym jak poszerzyły się nasze kontakty z rodzinką siostry mojej żonki. Pewnego dnia przyjechałem do ich domu bo mieliśmy porozmawiać o weekendzie, wszedłem do środka bo drzwi były otwarte, ale w środku była cisz tylko z pokoju ich 13 letniego syna dochodziły jakieś dziwne dźwięki.
Wszedłem więc po cichutku do środka, a tam Mateo z zapałem oglądał film jak to ojciec z synem mniejwięcej w jego wieku obrabiali sobie kutaski, a matusia równie intensywnie molestował swoją fujarkę. Nie zwlekając więc wyjąłem więc i mojego stercza i delikatnie się nim bawiłem. No kolego a ty z tatusiem takie zabawy również odprawiacie?
Aż podskoczył ze strachu i mało nie urwał swego kolegi.
- Spoko synek, jak widzisz mnie się również to podoba.
- Mogę się przysiąść?
- Obejrzał mojego kutaska i skiną głową.
- To co pobawimy się razem i złapałem delikatnie jego siusiaka.
- Nie krępuj się mój nie gryzie.
I tak zaczęliśmy na wzajem bawić się naszymi kutaskami.
Nie mogąc się powstrzymać wziąłem jego słodkiego siusiaka do buzi i zacząłem go obrabiać.
Mateo aż sapną z zaskoczenia i zapewne z rozkoszy.
Tak po niedługim czasie zajęczał głoś no i obdarzył mnie swoją słodką, gorącą śmietanką - mówię wam
to jest małmazja.
- Wujku ja przepraszam ale nie zdążyłem nawet powiedzieć...
- Nie przejmuj się młody.
Ja sam tego chciałem, ale na przeprosiny możesz mi się odwdzięczyć.
I tak również zrobił mi cudownego lodzika....
W dzieciństwie mieszkałem na wsi. Za moim domem była taka leśna dróżka pod górę na zasadzie 2 proste około 500 metrów z łukiem lewostronnym na dole mniej więcej w 3/4 długości . Wykorzystując zimy przełomu lat 90/2000 jeździliśmy regularnie z bratem i kuzynką tam. Jakiś czas później wyprowadziliśmy się stamtąd i w zeszłym roku miałem okazję iść tamtą drogą pierwszy raz od tamtego okresu, no i tak idąc doszedłem do wniosku ,ze trzeba było mieć odwagę żeby lądować w tych drzewach na łuku kilkanaście razy i mimo tego nadal tam jeździć. Dziś nie wiem czy bym się odważył
Irytuje mnie gdy ludzie kupują coś tylko po to żeby się pokazać. Sprzęt musi być nowy i koniecznie drogi (nieważne, że niektorych funkcji się nie używa), a ubrania i buty muszą mieć znane logo "luksusowej" marki. Moja matka tak robi. Od lat pracuje za granicą jako pomoc domowa (co szanuję, bo żadna praca nie chańbi). Gdy tam jest, wszystko jest w normie i ubiera się w normalne ciuchy, ale kiedy przyjeżdża do Polski wszystko się zmienia. Tutaj koszulki i sukienki muszą mieć naszyte niebiesko-biało-czerwone logo albo znane nazwisko. Pokazuje mi jakie buty chce sobie kupić i pierwsza rzecz na jaką zwraca uwagę to z jakiej firmy to jest. Ja tego nie potrafię zrozumieć. Bardzo się od niej różnię. Kiedy ja chcę kupić ubrania lub buty, to najpierw sprawdzam czy będzie mi wygodnie i czy będzie mi to pasowało do innych ubrań które mam w szafie. Nie zależy mi na tym by było to drogie i markowe.
Najciekawsze jest to, że tam za granicą chodzi w zwykłych ubraniach, które daje jej córka kobiety, u ktorej moja mama pracuje. Nie mam nic do używanych ubrań - sama lubię czasem pójść do secondhandu i kupić coś tanio i dobrej jakości.
Tylko jaki to ma sens, że tam chodzi normalnie ubrana, a tu robi wszystko na pokaz, żeby ludzie widzieli? Finansowo jesteśmy przeciętną rodziną. Po co udawać bogatszych niż się jest?
To będzie wyznanie o tym, jak nie da się wszystkim dogodzić.
Mam dwoje dzieci, a moje ciąże przebiegały zupełnie różnie. Pierwsza bez komplikacji, czułam się świetnie, pracowałam prawie do końca. Co słyszałam? Że za długo pracuję i nie dbam o zdrowie, a w ogóle powinnam dawno być na zwolnieniu. Szybko wróciłam do pracy, z dzieckiem została babcia. Swoje wysłuchałam, jak mogłam zostawić takie maleństwo.
Drugą ciążę miałam zagrożoną i prawie całą musiałam leżeć, częściowo w domu, częściowo w szpitalu. Oczywiście wysłuchałam utyskiwań, jak to roszczeniowe ciężarne wyłudzają zwolnienia. Kiedy wzięłam urlop wychowawczy, od bliskiej osoby usłyszałam niby w żartach, że się rozleniwiłam i teraz odpocznę.
Na dodatek między dziećmi jest dość duża różnica wieku i niektórym osobom też to przeszkadza.
Został rok do ślubu, a ja jestem w kropce. Byłam zakochana w swoim narzeczonym po uszy, dopóki nie zaczęły się problemy finansowe spowodowane bezmyślnością jego rodziców. Prosiłam, by naprostował sprawy póki jeszcze nie było za późno. Nie posłuchał. Efekt? Problemy ciągną się do tej pory. Zamiast cieszyć się i stresować tym, że zbliża się ślub a ja nie wiem jaki krój sukni wybrać, to martwię się o to czy narzeczony zdąży cokolwiek odłożyć pieniędzy do ślubu. Na wsparcie jego rodziców nie liczę. Nie jestem materialistką, jednak boję się co jeszcze może wyjść po ślubie i jakie szambo może się jeszcze wylać, bo widzę, że działają u niego podobne (złe) mechanizmy co u jego taty (po co oddawać komuś pieniądze teraz jak jest mała kwota, która za wiele nie zmieni na moim koncie, skoro mogę poczekać aż urośnie i wtedy będę się martwił - ich myślenie). Personalnie jest wspaniałym mężczyzną, który o mnie dba i się troszczy, niestety po tej sytuacji która ciągnie się od 1,5 roku i znikomej reakcji na moje prośby widzę, że coś się we mnie zmieniło. Przestał mnie pociągać, najmniejsza głupota wystarczy bym spakowała się i pojechała odpocząć do rodziców. Kocham go, tylko cały czas z tyłu głowy mam myśli, że nasze życie nie będzie spokojne, a ja ciężko zarobionymi pieniędzmi będę musiała wspierać teścia, który zarabia dwa razy więcej niż ja i mój narzeczony razem. Czy tego chcę? Absolutnie. Czy będę czuła presję, bo to tata moje przyszłego męża? Jak najbardziej. Sprawa bezpośrednio mnie nie dotyczy, ale czuję, że to ja bardziej się tym przejmuje niż oni sami, a ja tylko chcę czuć się bezpiecznie w kwestii naszej przyszłości.
Kilka lat temu, kiedy miałam może ok. 10 lat, pojechałam do babci na wieś. Bardzo lubiłam tam jeździć. Niedaleko mieszkał kuzyn, z którym uwielbiałam się wygłupiać. Oboje mieliśmy zryte banie, tym bardziej jak długo ze sobą przebywaliśmy.
Więc tak siedzieliśmy, aż nagle wpadliśmy na genialny pomysł wkręcenia mojej mamy. Zmieniliśmy mój numer w telefonie mamy na "Biuro Obsługi" i wysłaliśmy SMS-a "Z powodu komplikacji proszę wyjąć kartę SIM z telefonu w ciągu 2 minut. W przeciwnym razie telefon eksploduje".
To co się później wydarzyło przekroczyło granice mojej wyobraźni. Mama wybiegła z krzykiem za dom i wyrzuciła telefon w pole. My z kuzynem składaliśmy się na ziemi ze śmiechu. Nigdy nie sądziłam, że dorosły człowiek uwierzyłby w taką bzdurę - a jednak. Potem nasz pomysł się wydał, mama była bardzo zła i byłam pewna, że spuści nam porządny wpieprz, ale się obeszło. Za to my z kuzynem do późnego wieczoru szukaliśmy telefonu w polu... Było warto :)
Wczoraj moja świeżo upieczona żona zrobiła mi dziką awanturę. Ale nie o jakieś poważne rzeczy, tylko o to, że:
- nie tryskam energią (o 23 wieczorem),
- ryż, który ugotowałem był niesmaczny,
- nie domknąłem drzwi w łazience.
Wkurzyło mnie to, a kiedy spytałem czemu kłócimy się o takie pierdoły powiedziała, że nudzi się, bo jestem za spokojny i wcale się nie kłócimy, a ona potrzebuje więcej adrenaliny w związku.
Mam młodszą siostrę - młodszą sporo, bo o 15 lat. Moja mama nieraz prosi mnie, bym się nią zajęła, a ja oczywiście zgadzam się, choć nierzadko mi się to średnio podoba.
Tak też było ostatnio, kiedy mama wcisnęła mi Zuzię akurat w popołudnie, w które umówiłam się na spacer z Tomkiem - chłopakiem, który mi się podoba. Nie miałam zbyt wiele do gadania, gdy użyła argumentu, że mi to wynagrodzi - po prostu wiem, że jak mama tak mówi to znaczy, że mi się opłaca! Zatem zabrałam Zuzię ze sobą i przez moment nawet pomyślałam, że może będzie śmiesznie z tym 4-letnim brzdącem.
No nie, nie było. Cały czas nam uciekała i psociła. W pewnym momencie powiedziała do mnie, że widziała jak całuję zdjęcie Tomka i krzyczała do niego, że jestem w nim zakochana. Po chwili pojawił się problem natury fizjologicznej i... Mała popuściła w majtki. To był gwóźdź programu, który urządziła mi kochana siostrzyczka.
I właśnie dlatego nie chcę mieć dzieci.
Czyli dlaczego? Bo z wyznania tylko wynika, że przeszkodziła Ci w randce, ale dzieci się raczej na randkę nie bierze (ani żadnych osób trzecich), więc nie wiem jaki problem.
Jadę sobie autobusem, siedzę na miejscu koło jakiegoś zakapturzonego starszego faceta. Nagle facet wyjął z torby ketchup i trysnął mi nim twarz, po czym krzyknął: IT'S A PRANK BROŁ!
Po czym wybiega na najbliższy przystanek.
O CO TU CHODZI!?
Długi rodziców to chyba ich problem? A jeśli już nie żyją to trzeba było odrzucić spadek (długi).