#EN5h9

Najbardziej przykrą rzecz, jaką ktokolwiek mi powiedział, usłyszałam od męża. Podczas kłótni stwierdził, że wstyd mu ze mną chodzić za rękę po ulicy, ponieważ jestem aż tak gruba. Co by nie było, miałam siedem kilo nadwagi po urodzeniu dziecka. Serce mi po prostu pękło. Pomimo tego, że przeprosił i powiedział, że tak nie myśli, ja już nie potrafię z nim normalnie obcować. Zawsze mam z tyłu głowy to, co powiedział. Nawet gdy mnie komplementuje, to uważam to za kłamstwo, gdy stara się mi doradzić, odbieram to jako atak. Przy czym cały czas mi mówi, że robię z igły widły, że powiedział to dwa lata temu, a ja nadal to przeżywam... I nie wiem, czy to ze mną jest problem, ale siedzi to we mnie cały czas. Nie chcę się rozstawać, ponieważ mamy dzieci, na co dzień jest cudownym mężem. Tu chodzi po prostu o moje nastawienie, o te słowa, które nie chcą wyjść z mojej głowy.

Może się to wydawać błahe. Jedno zdanie na całe lata małżeństwa, narzeczeństwa i związku, ale bardzo mnie to dotknęło. Nie czuję się już atrakcyjna. Wróciłam do dawnej wagi, ale wciąż czuję się jak pełzające monstrum. Za rękę już też z nim nie chodzę, wolę wziąć córeczkę na ręce jak widzę, że mąż wystawia w moją stronę dłonie. Wiem, że jemu też jest przykro z tego powodu i to ja powinnam się ogarnąć, wziąć w garść i zapomnieć. Ale cały cholerny czas mam to w głowie.
mitochondrion Odpowiedz

Współczuję i nie dziwię ci się w sumie. Mnie też by zabolało

ToTylkoJa90 Odpowiedz

Tak to jest, że słowa często ranią bardziej niż czyny. Sama jestem osobą, która bardzo przeżywa tego typu sytuacje i rozpamiętuje je zapamiętale. Niby wiem, że to nie ma sensu, że tylko niepotrzebnie się nakręcam, ale ciężko mi to zmienić.

Zobacz więcej komentarzy (16)

#oN5Z4

Praktycznie już od końca podstawówki bałam się, że skończę z facetem takim, jak mój ojciec. Omijałam szerokim łukiem wszystkich, którzy przejawiali jakieś podobieństwa.
Ostatnio uświadomiłam sobie, że jestem zaręczona z męską wersją mojej matki.
Whereru Odpowiedz

A to dobrze czy źle?

Odpowiedzi (1)
Jawiem1210 Odpowiedz

Gdy ja powiedziałam, że mój chłopak charakterem jest podobny do mojego taty, to mama od razu kazała mi z nim zerwać. xD Żeby nie było, oni wyglądali na zgrane małżeństwo, a mama rozpaczała po jego śmierci.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#UP7C9

Mieszkamy z mężem z teściami od dwóch lat, za kilka miesięcy się wyprowadzamy. Teść jest alkoholikiem/pijakiem, teściowa i reszta rodziny (oprócz mojego męża) wykazuje typowe objawy współuzależnienia. Teść długo nie pił, był po zawale, niestety jakieś pół roku temu znowu zaczął pić. Jest z tych awanturujących się alkoholików, więc możecie sobie wyobrazić co się działo w domu, zwłaszcza,że mamy roczne dziecko (które już zaczyna rozumieć co się dzieje). Ponieważ i tak wyprowadzić mieliśmy się w ciągu najbliższych miesięcy, postanowiliśmy zacisnąć zęby i zaczekać (nie było innej możliwości).

Dwa miesiące temu teść poważnie zachorował, jest częściowo sparaliżowany. Teraz wszyscy się nad nim użalają, jaki on biedny, taki zdrowy chłop był, a tu choroba z niczego itp. Każdy też żałuje teściowej, bo musi się nim opiekować (choć jego picie jest po części z jej winy, zawsze na to pozwalała). A ja się cieszę. Cieszę się, że już nie ma w domu awantur, że nikt nie musi się codziennie bać w jakim stanie on wróci do domu, nie trzeba go szukać po całej wiosce, żeby pijanego przywieźć do domu (zawsze robiła to teściowa). Cieszę się, że zachorował, w ogóle mu nie współczuję (czasem tylko teściowej, bo widzę jak się męczy). Ale w stosunku do teścia nie ma we mnie nawet odrobiny współczucia, zrozumienia. Nikomu tego nie powiem, ale nawet nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Jestem zła.
trutuska Odpowiedz

To, że teściowa pozwalała mu na picie nie czyni z niej osoby winnej za jego alkoholizm. Z resztą się zgadzam.

Odpowiedzi (6)
trutuska Odpowiedz

Absolutnie nie jesteś zła. Masz pełne prawo do swoich odczuć. Agresywny alkoholik to straszny hardkor dla rodziny. Ciesz się, że się wyprowadzacie. Broń Boże nie pozwól mężowi na zmianę planów, bo ojciec chory.
Gniew i obojętność wobec człowieka, który niszczy nam życie nie jest złem.

Zobacz więcej komentarzy (7)

#n9bZt

Mój chłopak bardzo często ostatnimi czasy oskarżał mnie o zdradę. W końcu miałam tego dość i przyznałam się... do tego, że nie uprawiamy seksu, bo najzwyczajniej w świecie on przestał mnie pociągać.
Od jakiegoś czasu zaczął zaniedbywać higienę osobistą, myje się rzadko, mimo tego, że często go do tego zachęcam, nie używa dezodorantu, a w przepoconych koszulkach potrafi chodzić kilka dni z rzędu. Dodatkowo potrafi nie wychodzić z mieszkania przez kilka dni siedząc przed komputerem i jedząc żarcie na wynos.
Na dłuższą metę po prostu odechciało mi się wszelkich zbliżeń, bo nawet jak jest świeżo po prysznicu, od razu kojarzy mi się z zapachem niemytego ciała i jakąś taką rozlazłością.
Kocham go, ale przestał być dla mnie atrakcyjny.

Nauczona doświadczeniem z anonimowych w końcu powiedziałam mu o tym wszystkim, starając się zrobić to w miarę grzecznie i wiecie co?
Obraził się śmiertelnie, po czym oznajmił, że za dużo od niego wymagam i jestem hipokrytką, bo sama noszę kolczyk w nosie (!), który jemu się nie podoba.

Ludzie, nie rozleniwiajcie się będąc w związkach! To, że macie kogoś nie upoważnia Was do tego, aby przestać o siebie dbać, bo pożądanie w związku nie jest dane raz na zawsze!
majer Odpowiedz

No widzisz. I bardzo dobrze. Porozmawiałaś grzecznie i spokojnie i już wiesz że najprawdopodobniej masz niereformowalnego chłopaka idiotę.

Odpowiedzi (1)
trutuska Odpowiedz

Rozleniwienie się w związku to jedno, ale taki rażący brak higieny to drugie.

Zobacz więcej komentarzy (8)

#vRIh5

Mam 24 lata i niedługo kończę studia informatyczne na dość dobrej uczelni. Dodatkowo pracuję już w zawodzie za dobre pieniądze.

W dzieciństwie zawsze lubiłem chodzić na wesela - głównie dlatego, że bardzo dobrze bawiłem się do biesiadnych i tanecznych piosenek. Widziałem też jak weselnicy świetnie się do tej muzyki bawią i zawsze jest pełny parkiet. Moim marzeniem było założenie takiego zespołu i granie na weselach. W wieku 14 lat byłem na ostatnim weselu, na następne musiałem czekać 10 lat. Przez ten czas o tym marzeniu się "zapomniało", gdyż inne sprawy miałem na głowie.

Po 10 latach przytrafiła się impreza u kuzynki. Wiejskie wesele, 250 osób, zespół starszych facetów, którzy śpiewali klasyki jak "Wódko ma", "Wesele, hej wesele", "Ja do lasu nie pojadę" czy "Cyganeczka Zosia". Do tego granie przy stołach biesiad i przyśpiewek. Zespół robił przerwy tylko jak nie było nikogo na parkiecie.

To była najlepsza impreza, na jakiej kiedykolwiek byłem, zostawiając w tyle imprezy klubowe i inne tego typu. Spore grono gości również podzielało moją opinię. Po poprawinach ciężko było ustać na nogach, bo to była powtórka z rozrywki. Jednocześnie zauważyłem, jaką satysfakcję ma zespół z tego, że zapewnił dobrą zabawę gościom.

Po imprezie przypomniało mi się moje marzenie... postanowiłem, że muszę coś z tym zrobić. Skończę studia, ale nie zamierzam pracować w zawodzie. Założę zespół weselny, wzorując się na starszych panach pod względem podejścia i repertuaru.

Kupiłem już keyboard i w wolnym czasie ćwiczę grę oraz śpiew.
PurpleLila Odpowiedz

Facet, który grał w zespole na moim weselu jest lekarzem pracującym w zawodzie. Także da się połączyć dwie rzeczy

Odpowiedzi (2)
Nieoczywista1234 Odpowiedz

Możesz grać w weekendy a na codzień pracować w zawodzie

Zobacz więcej komentarzy (9)

#TslPZ

Egzamin na prawo jazdy zdałam za pierwszym razem. Byłam z siebie dumna i uważałam, że to nie przypadek, tylko potwierdzenie, że jestem bardzo dobrym kierowcą. Mój mąż dość sceptycznie podchodził do tego mojego entuzjazmu, jego zdaniem 30 godzin nauki jazdy to za mało i dopiero na drodze się okaże co potrafię. Postanowiłam mu to udowodnić przy najbliższej okazji, kiedy mieliśmy jechać w sobotę na większe zakupy.

Drogę do sklepu przemilczał, spokojnie siedząc na fotelu pasażera, dojechaliśmy pod supermarket i musiałam zaparkować. Wybrałam sobie dość wąską lukę miedzy seatem a busem (w którym siedział kierowca obserwujący moje poczynania). Mąż się tym razem uaktywnił, namawiał, abym poszukała innego miejsca, bo tu nawet on miałby problem z parkowaniem, jednak ja się uparłam i udało się - zaparkowałam.

Mąż pełen podziwu, ja uradowana i podekscytowana jakbym co najmniej zdobyła Mount Everest, rozejrzałam się i upewniłam, że mój wyczyn widział też kierowca busa... Z dumą wysiadłam z auta, obróciłam się... i swoim tyłkiem urwałam lusterko zaparkowanego obok seata.

No i po radości. Musiałam wytłumaczyć właścicielowi uszkodzonego auta (w akompaniamencie salw śmiechu męża i pana z busa) jakim cudem dokonałam tego dzieła.
Angel12345 Odpowiedz

Miałam podobnie. Też ucieszyłam się że się zamieściłam w miejsce, i to za pierwszym razem. A tu zonk bo niestety zapomniałam o niskiej barierce od strony kierowcy. Wysiąść nie mogłam bo nie dało się otworzyć drzwi.

Zobacz więcej komentarzy (3)

#GP2rU

Zakochałam się w dziewczynie...
Mieszka daleko ode mnie i rzadko się widujemy. Wiem, że prawdopodobnie odwzajemnia moje uczucie i bardzo za nią tęsknię, szczególnie za przytulaniem jej.
Jedną z charakterystycznych cech jej wyglądu jest bardzo niski wzrost. I... Moja mama również jest niziutka i ogólnie mają bardzo podobną posturę.

Więc kiedy myślę o tej dziewczynie, podchodzę do mojej mamy i przytulam ją od tyłu, masuję jej plecy lub chwytam ją za rękę, zamykając przy tym oczy i wyobrażając sobie, że to moja ukochana... Mama chyba niczego się nie domyśla, przynajmniej mam taką nadzieję, bo sama jest osobą, która bardzo lubi się przytulać... Bardzo się wstydzę swoich myśli, ale podkreślam, że moja matka w żaden sposób mnie nie pociąga i nigdy nie posunęłabym się z tym dalej.
majer Odpowiedz

Przynajmniej erekcja cię nie zdradzi.

Whereru Odpowiedz

Jakoś obrzydliwe mi sie to wydaje

Odpowiedzi (9)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#hNqbs

Specjalnie staram się wyglądać nieatrakcyjnie.

Zaczęło się od gimnazjum. Byłam raczej nieśmiała, chociaż ze względu na urodę wokół mnie kręciło się dużo chłopców. Nie odwzajemniałam ''zalotów", jednak co chwilę i tak byłam zaczepiana. Miałam problemy z matematyką. Nauczycielka uczyła mojego brata, który jej załaził za skórę, więc od początku szkoły wyjątkowo lubiła wywoływać mnie do tablicy i w moim odczuciu mnie poniżać przed klasą. Nie wiem, co ma w głowie kobieta po 40, żeby tak się zachowywać względem dziecka, lecz sprawiało jej to najwidoczniej satysfakcję. Zaczęłam bardzo bać się lekcji i opuszczać je, udając m.in. chorobę. Oczywiście zaległości rosły, a ja zamiast wziąć się za naukę bardzo od niej uciekałam. W klasie miałam koleżankę, która mnie wyjątkowo nie lubiła. Jak się później okazało, była po prostu zazdrosna o chłopaka... Ciągle mówiła o mnie, że jestem ładna, ale głupia, dlatego "mam powodzenie". Strasznie się wstydziłam i nie chciałam, by inni tak o mnie myśleli. Wtedy rzuciłam w kąt ładne ubrania, pojechałam do galerii i kupiłam najzwyklejsze, szare bluzy, męski plecak i resztę garderoby. Matematyki dalej się bałam nawet uczyć i kiepsko mi szło, ale chłopcy przestali się mną interesować i miałam spokojną głowę.

Teraz jestem dorosła. Nie osiągnęłam sukcesu i wykonuję prostą pracę. Przez bardzo niskie poczucie własnej wartości nawet nie patrzę na eleganckie ubrania. Kiedy takie właśnie zakładam na różne okazje czy święta, czuję się głupio, jakbym nie zasłużyła na nie. Zawsze imponowali mi doktorzy różnych nauk. Ja czuję, że jestem nikim i nie mam nawet prawa wyglądać z klasą.
FoxyLadie Odpowiedz

Ale wiesz, że sama sobie stoisz na drodze do szczęścia?

Odpowiedzi (2)
Noentiendo Odpowiedz

Dziewczyno! Nie powinnaś się tak czuć, mówisz że jesteś atrakcyjna, to nie jest powód do wstydu czy wyrzutów sumienia. Zasługujesz na to żeby dobrze czuć się we własnym ciele, nie musisz zakładać od razu jakichś wystrzalowych ubrań, kupuj to co Ci się podoba, spróbuj powoli, od jakichś małych zmian. Zapomnij o tym co było, szkoda życia, korzystaj z niego :) głowa do góry!

Zobacz więcej komentarzy (4)

#m8wUz

Pracuję jako niania. Od 1,5 roku zajmuję się (obecnie 3-letnią) dziewczynką. Jej mama jest sama, bo tatuś się zawinął do innej, z czasem zaczynam go rozumieć...


Nie widzę miłości, przytulania itp. między mamą i córką, za to odnoszę wrażenie, że mama rekompensuje młodej brak taty pozwalaniem jej na wszystko... Odnoszę wrażenie, że to dziecko rządzi w domu, śpi z mamą w łóżku, wypłacze i wyjęczy wszystko, zero konsekwencji - mama mówi nie, ta trochę powyje i mama ulega.

Na początku się starałam wymyślać jej różne posiłki (nie je nic poza kilkunastoma składnikami), zapewniać rozrywkę, uczyć podstawowych rzeczy jak: nie podchodzić do kuchenki, kiedy się coś gotuje, że dzieci nie otwierają drzwi wejściowych, że nie biega się przy ulicy, że możemy się postarać przy kolorowaniu i uważać na linie. Na wszystko słyszałam, że mama pozwala. W dodatku kłóci się ze mną, nie reaguje na prośby, płacze kiedy przychodzi czas sprzątania zabawek, bo przecież mama posprząta... Mówi do mnie na "ej, ty" albo "niania, chodź tu", jak do psa.. Kiedy przy wymuszaniu wpadała w szał, krzyczała i mnie biła, sadzałam ją na krzesełku i prosiłam, żeby się uspokoiła. Nie podobało jej się, ale działało... Niestety, usłyszałam od mamy, że mam tak nie robić, a dziecku wolno płakać...
Ostatnio miałam wizytę u lekarza i przyszłam później do pracy, a młoda była pod opieką taty w tym czasie - syf jaki zastałam po powrocie był straszny, tatuś wszystko tak zostawił i wyszedł bez słowa - przecież przyszła służba i posprząta...
W dodatku mama jest zagorzałą katoliczką i wciąż czeka, aż niewierny mąż do niej wróci, bo ona jako dobra żona musi mu dać możliwość nawrócenia się z grzechu...

Wypaliłam się, poddałam, nie walczę już, pozwalam jej na wszystko, podaję jej posiłki, ale jak nie chce jeść, to nie je, chce - niech wyje, ja staram się trzymać obok, jak najmniej wchodzić z nią w dyskusje. Często daję jej kredki, farby, klocki, coś do wycinania, a ja czytam książkę albo gram na telefonie, dbam tylko, żeby nie zrobiła sobie krzywdy. Odliczam już czas do końca umowy i raczej będę szukała pracy w innej branży.
Rodzice pozwalający dzieciom na wszystko bez żadnych ograniczeń czy konsekwencji wychowują potwory!
niebieskiatrament Odpowiedz

Poszukaj innej rodziny do pilnowania dzieci.
A od nich wiej.

Espersso Odpowiedz

Niestety tak to wygląda jak rodzice się zachowują jak dzieci, a potem na siłę chcą dziecku wynagrodzić, to że nie umieją podołać. Prędzej czy później potrzeba będzie specjalisty.
Ale sama też popełniasz błędy. Po pierwsze jak taki maluch ma ataki szału czy nawet agresji, to trzeba je przytulić, przytrzymać (ale tak by nie zrobić krzywdy) bądź posadzić w takim miejscu by nie mógł zrobić krzywdy sobie i komuś, mówić do niego, ale nie kazać mu się uspokoić tylko poczekać aż mu przejdzie. Broń Boże nie zostawiać samego do wypłakania, ale też nie zmuszać do przestania. Jak ma się nauczyć radzenia z emocjami jak mu się zabroni ich wyrażania? I tak samo wygląda sprawa z jedzeniem. Jak dziecko nie chce jeść, to się go nie zmusza tylko czeka aż poprosi. To jest chyba bardzo podstawowa sprawa.
Poza tym no niestety, ale zatrudniając się jako niania masz obowiązek szanować zasady wychowania, które uznają rodzice. Jeśli Ci nie odpowiadają, to możesz zrezygnować, ale bez ich wyraźniej prośby nie masz prawa w to ingerować.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (7)
Dodaj anonimowe wyznanie