#ASwEj

Historia ta zdarzyła się w czasach, gdy byłem jeszcze dzieciakiem.
W ten dzień z kolegą przechodziłem obok sadu i postanowiliśmy poczęstować się jabłkami naszego nielubianego sąsiada, oczywiście bez jego zgody.
Nazrywaliśmy jabłek ile tylko się dało i stało się... przyłapał nas właściciel. My jak to młode wilki, w długą, ale właściciel się nie zniechęcił i niczym Usain Bolt mnie dopadł.
Zadowolony z siebie sąsiad, targając mnie pod pachą, przywlókł mnie do mojego
rodzinnego domu i domagał się od mego ojca jakiejś reprymendy, a raczej jakiegoś lania paskiem po dupie.
Tata wziął mnie do pokoju obok, aby zastosować reprymendę, sąsiad czekał w kuchni. Gdy byliśmy już sam na sam, ojciec pochylił się i powiedział mi na ucho "dobra, to ja walę w stół, a ty krzycz".
Jak powiedział, tak zrobił,  tata walił w stół z całej siły, a ja darłem się wniebogłosy, jak to bardzo boli.
Po wymierzeniu kary wróciliśmy do sąsiada i wszyscy byli zadowoleni: sąsiad, tata,
a najbardziej ja, choć rzecz jasna nie okazywałem tego, bo kto się cieszy, że dostał po dupie?
Tak oto mój tata o gołębim sercu zaskarbił sobie szacunek i u sąsiada (bo twardo z "obowiązków ojcowskich'' się wywiązał), i u mnie :)
wingardiumleviosa94 Odpowiedz

Pomysłowe :)

glowgirl Odpowiedz

Czy jest ktoś kto mówił na taką kradzież "pachta"?

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#pwSX5

Nastoletnie czasy wspominam z nostalgią. Był to czas pierwszych wielkich miłości, romantycznych randek i ukradkowych buziaków.

Mając jakieś 16 lat, spotykałam się z pewnym chłopakiem. Jako że był to początek naszej znajomości, latałam jak na skrzydłach. Byliśmy umówieni na spotkanie, z podekscytowania nie mogłam usiedzieć na miejscu. Przed wyjściem mama poprosiła mnie o sprzątnięcie kuchni, a ja całkiem o tym zapomniałam, bo wiadomo, chłopak czeka, ja motylki w brzuchu itp.

Randka była cudowna. Wróciliśmy do mojego domu i postanowiliśmy jeszcze chwilę ze sobą spędzić. Rozmawiamy z moimi rodzicami, żartujemy, luzacka atmosfera. Wymykamy się jednak do mojego pokoju...

Zamarłam. Mama zniosła do mojego pokoju wszystkie brudne naczynia i porozstawiała je na podłodze i meblach.

Nie było to nasze ostatnie spotkanie, ale tamten wstyd pamiętam do dzisiaj. Dobra lekcja, mamo!
azja Odpowiedz

Ja tak zrobiłam z workiem śmieci, syn zawsze "zapominał". Pierwszym krokiem było zaniesienie mu śmieci do pokoju. Etap drugi: wysypanie ich na środek. Na razie nie doszedł do trzeciego czyli śmieci w łóżku.

Bajonett Odpowiedz

Znam osobę, która chodziła kilka dni z brudnym talerzem do szkoły.
Tak, uczyłem siostrę porządku wkładając jej brudne rzeczy w plecak.
Polecam

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#tsqEs

Kilka miesięcy temu rozstałam się z chłopakiem. Powód? Więcej nas różniło niż łączyło i stwierdziliśmy, że taki związek nie ma sensu.

Pomimo częstych kłótni, bardzo kochałam mojego mężczyznę, a tęsknota za nim doprowadziła mnie do (aż takiej!) desperacji, że zabijałam czas, a przy okazji szukałam nowych znajomości na pewnym czacie. Właściwie nie wiem dlaczego, mam mnóstwo "realnych" znajomych, jednak rozmowa z zupełnie obcym człowiekiem sprawiała mi ulgę. Po wielu męczących próbach nawiązania rozmowy (uwierzcie mi, chyba jeszcze nigdy nie zobaczyłam aż tak wielu pytań w stylu "jesteś napalona/zboczona!?") pojawił się ON. Chłopak, z którym pisałam od 23:00 do 6:00. Niesamowite. Miałam wrażenie, że znamy się od zawsze! Jak wiadomo, noc jest idealną porą do rozmów dość prywatnych, tak więc mój nowy kolega zaczął mi opowiadać o swojej byłej dziewczynie. Dziwiłam się, że chłopak nie udusił tej trzpiotki, a w spokoju się z nią rozstał. Egoistyczna, nadęta, spóźnialska, złośliwa, zazdrosna, niemiła, arogancka, chaotyczna, zdradzała go na prawo i lewo. Koszmar! Współczułam mu bardzo, ale potem dowiedziałam się, że jestem przeciwieństwem jego "byłej" i szybko zmieniliśmy temat.
Zbliża się 6:00, oczy same mi się zamykają, a przecież nie mogę stracić takiej szansy! Przecież właśnie spędziłam noc z chłopakiem moich marzeń. Poprosiłam go o FB, z chęcią wysłał mi link.

To był mój były... W dodatku okazało się, że nie tylko w Internecie opowiada o mnie takie bzdury.
wingardiumleviosa94 Odpowiedz

Tak czułam, ze okaże się ze to twój były

Odpowiedzi (1)
Msciwoj82 Odpowiedz

Jak ktoś za dużo mówi o byłych, zwłaszcza źle, to raczej nie biorę takiej osoby pod uwagę jako partnera do związku, bo jak coś pójdzie nie tak, to co będzie opowiadał o mnie.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#GiqRc

Wczoraj wieczorem mój chłopak, z którym jestem chyba w poważnym związku od trzech lat, podczas wspólnego leżenia na kanapie i oglądania filmu złapał mnie za udo i powiedział, zupełnie beznamiętnie: "Albo zniknie ten tłuszcz, albo ja". To nie był żart. Wyszłam.
Od początku naszego związku nie zmieniliśmy nic w naszym wyglądzie. Oboje jesteśmy trochę miękcy, mamy lekką nadwagę, wyniki badań mamy bardzo dobre, noszę rozmiar 40. Czasem wychodzimy razem na niezdrowe jedzenie, zwykle to on zachęca do zamówienia pizzy czy wylegiwania się wspólnie w domu.
Myślałam, że dobrze nam z tym. Mi było do wczoraj.

Boję się komukolwiek powiedzieć, dlaczego jestem smutna i nieobecna. Próbowałam rozmawiać z lustrem w domu, ale im więcej o tym myślę i mówię, tym bardziej czuję się obrzydliwa i ciężka. Nie chcę, żeby inni spojrzeli na mnie w ten sposób, jak zrobił to nagle mój chłopak.
Fanth99 Odpowiedz

Żałosny gnojek. Dobrze, że wyszłaś. Rozmiar 40 nie upoważnił go do takiego zachowania. Wszystko zalezy od budowy sylwetki. Koleżanka ma 42 i to najbardziej seksowna dziewczyna jaką znam.

Odpowiedzi (4)
SolonaChrupka Odpowiedz

Parę lat temu miałam bardzo podobną sytuację. Związek, wydawałoby się wzajemna akceptacja, ale partner w pewnym momencie zaczął "sugerowac" zmianę mojego wyglądu. Fakt, było mnie trochę więcej (40/42). Zaczęło się od niewinnych komentarzy, potem dochodziło nawet do szantażu, obrażania (screeny niektórych rozmów mam do dzisiaj). Ja, ślepo zakochana robiłam co mi kazał, po prostu uległam. Przepłakane dni i noce, bo przecież miał rację, wstyd było ze mną się pokazywac. Szybko spadłam do rozmiaru 34/36, co przypłaciłam bardzo swoim zdrowiem, zarówno psychicznym jak i fizycznym. Po tym jak wylądowałam w szpitalu dotarło do mnie co tak naprawdę się wydarzyło. Zerwałam wszelki kontakt. A przecież on nie widział w tym nic złego i chciał dla mnie dobrze... Nauczka na całe życie.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#6CXEd

Jestem fizjoterapeutą i nie znoszę dzieci ani tych zdrowych, ani chorych. Podczas pracy zawodowej było mi dane spotkać się z najróżniejszymi przypadkami zarówno dzieci powypadkowych, jak i z wadami wrodzonymi lub okołoporodowymi. Mimo że na wierzchu muszę zaciskać zęby, zachowywać się profesjonalnie oraz jak najlepiej wykonywać swoją pracę, absolutnie nienawidzę (to nie jest za mocne słowo) pracować z dzieciakami z dwóch ostatnich wymienionych grup. Wynika to z moich osobistych poglądów, że jeśli płód jest uszkodzony lub dziecko urodzi się chore, to powinna być wykonana aborcja. Podobnie przy uszkodzeniach okołoporodowych powinna być dozwolona eutanazja. Jeśli dziecko będzie niezdolne do czegokolwiek, to przez 18 lat bez sensu będzie opłacana jego rehabilitacja, która nie wniesie nic. W tym samym czasie ludzie po wypadkach (też i dzieci) czekają na rehabilitację i słyszą: za pół roku, za rok, skończył się limit.

Nigdy nie zapomnę widoku zabiedzonej matki, która dosłownie przynosiła dziecko 17-letnie (potocznie nieładnie nazywane warzywem) na rehabilitację, a potem podczas terapii powiedziała, że dziecko zostało uszkodzone okołoporodowo i gdyby mogła, dokonałaby eutanazji, aby oszczędzić cierpienia dziecku i sobie. Bo miałaby wtedy szansę mieć kolejne dziecko, być może zdrowie.

Możecie mnie hejtować, mówić o zmianie zawodu, grupy, z którą pracuję (dzieci zdarzają mi się w terapii bardzo rzadko już na szczęście), że gdybym był rodzicem, to moje zdanie uległoby zmianie. Zawód swój kocham, ale patrząc na niego też pod względem czysto medycznym i biologicznym, to niestety selekcja naturalna. Normalnie nie mogę się głośno podzielić swoimi poglądami, więc chociaż tu się "wypiszę".
IHateMyLife Odpowiedz

Się wszyscy obruszają, a cóż, pewną dozę słuszności autor ma. Czym innym jest niepełnosprawność czy choroba, która wciąż pozostawia umysł sprawnym, a czym innym jest utrzymywanie przy życiu osoby, która jest zupełnie niesprawna umysłowo i fizycznie, i wymaga 24/7 opieki medycznej do końca "życia". Cudzysłów stąd, że dla mnie osobiście - życie z niesprawnym umysłem, zawsze na poziomie niemowlęcia bądź jeszcze niższym to nie życie.
Jest to ogromne obciążenie pieniężne i psychiczne dla rodziców, dla potencjalnego rodzeństwa, bo rodzice prędzej czy później umrą, dla społeczeństwa wreszcie bo całodobowa opieka i leczenie kosztują, a i można wzbudzać w bliźnim poczucie winy "a co, na chore dzieci nie dasz, świnio?" A my lubimy czuć się lepszymi od reszty. A cóż, zysk z tego żaden. Ale robimy to bo jesteśmy "humanitarni" i możemy poczuć się fajnie, bo za wszelką cenę ratujemy wszystko, co ma DNA człowieka.

Odpowiedzi (2)
DrBright Odpowiedz

Opinię autora popieram, ale decyzja o ewentualnej aborcji/eutanazji powinna należeć tylko do rodziców. Lekarz powinien tylko podać diagnozę i dalsze możliwe działania. Uważam że środki do przerywania ciąży powinny być szerzej dostępne, ale bez presji na ich używanie.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (21)

#MMiiB

Jestem złem wcielonym...

Sklep, kolejka do kas ogromna, dosłownie jak przed Bożym Narodzeniem. Ale co zrobić, stoję i liczę batony na wystawie, gdy nagle podeszło dwóch panów w wieku 20-25 lat ,takie trochę Seby, tylko z lepszej dzielnicy, wiecie, DG i te sprawy.

Panowie stwierdzili, że oni nie będą stać w kolejce, bo nie mają czasu (a wszyscy inni go mają) i bez ceregieli wypchnęli (dokładnie tak, wypchnęli jak ostatnie chamy) dziewczynę, która stała przede mną. Powiedziałam, że tak nie wolno, ale usłyszałam, że mam zamknąć buzię (tylko bardziej dosadnie). Nikt inny nie zareagował, dosłownie nikt. Dziewczyna, którą wywalili z kolejki miała łzy w oczach i chciała wrócić na swoje miejsce, ale skutecznie jej te działania blokowali, zostawiła zakupy i wybiegła...

Tym razem karma okazała się być nie tyle suką, co mężem owej dziewczyny, który czekał na żonę w aucie. Koleś wpadł tam z żoną i zapytał tylko "kto?", a ona ich wskazała. Tych dwóch cwaniaczków to chyba nawet nie wiedziało co ich trafiło, to co się potem stało to była jakaś magia, dosłownie w kilka sekund ich poskładał, nie tak, że się z nimi szarpał czy coś, ja nawet nie umiem opisać dokładnie jak ty wyglądało...

A dlaczego to niby ja jestem zła? Bo mnie ich widok z obitymi buziami po prostu ucieszył jak prezent dziecko na gwiazdkę. Możecie pisać, że tak się nie załatwia takich spraw, ale co się ucieszyłam, to moje :)
aceofspades Odpowiedz

Już byś bardziej zła była, jakbyś te batoniki z wystawy ukradła.

MeganeIII Odpowiedz

Aleś jest okrutna i zła, strach się bać.

Zobacz więcej komentarzy (7)

#tTfZ6

Jestem dość szczupła, taka zwyczajna, ale chciałam poprawić trochę kondycję i ujędrnić to czy tamto.
Zapadła decyzja - idę na siłownię, po konsultacjach z znajomymi padło na pewną małą siłownię, ale za to w godzinach, jakie mi pasowały, było prawie że pusto.
Kolega, który trenuje już ładnych parę lat, obiecał mi to trochę ogarnąć i po jakimś czasie już sama dawałam radę z układaniem planu itd.

Wkręciłam się na dobre w siłownię, postanowiłam, że popracuję trochę nad plecami i zacznę się podciągać, ale z braku siły nie bardzo mi to szło, z pomocą przyszedł YT i pomysł, aby gumę do rozciągania zawiązać do drążka i następnie przełożyć ja przez kolano, co pomoże w podciąganiu. Jak zobaczyłam, tak zrobiłam i okazało się to całkiem pomocne, ale nie byłoby tej historii, gdyby nie totalna wpadka.

Tego dnia zjadłam coś, co nie bardzo odpowiadało moim jelitom, ale jak trening, to trening. Na koniec miałam podciąganie, standardowo z gumą. Tym razem, gdy już byłam u góry, guma zeskoczyła z kolana i siłą grawitacji dostałam taki strzał między nogi, że z bólu się, kolokwialnie pisząc, zesrałam. Nie, nie tak delikatnie, dosłownie poszło nogawkami. Na szczęście nikt tego nie widział, ja z prędkością światła uciekłam do szatni i zmyłam się do domu.

Zmieniłam siłownię i tylko z opowiadań kolegi wiem, że podobno ktoś narobił w gacie na siłowni, bo tak jechało, że cały dzień nie dało się ćwiczyć...

YT i durne poradniki...
OhWow Odpowiedz

To nie durny poradnik, tylko brak techniki z Twojej strony

MalaBestyja Odpowiedz

To nie wina poradnikow na YT, że sie nażarłaś a potem jak gdyby nigdy nic postanowilas ćwiczyc.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#n4z5r

Kiedy miałam 12-13 lat, obudziłam się w środku nocy. Jak to bywa u mnie w takich przypadkach - poszłam do łazienki, kuchni, trochę pokręciłam się po domu, aż w końcu doszłam do wniosku, że wyjdę sobie na balkon. Ledwie wyszłam, a mój wzrok przykuły dwie osoby idące po drugiej stronie ulicy - stary sąsiad ciągnął jakaś młodą dziewczynę, która miała związane ręce i zaklejone usta (o tym szczególe dowiedziałam się później).

Jako że rodzice zawsze powtarzali mi, bym przychodziła do nich, kiedy widzę coś niepokojącego, od razu pobiegłam do ich sypialni. Trochę histeryzując opowiedziałam co widziałam, matka zadzwoniła na policję, ojciec z bratem wybiegli z mieszkania zatrzymać sąsiada. Zaczęła się szarpanina, sąsiad zaczął uciekać, dziewczyna w pewnym momencie gdzie się w ogóle zapodziała, inni sąsiedzi obudzili się przez hałas. Generalnie panował chaos.

W końcu zjawiła się policja. Sąsiada (dość obitego) zatrzymali, dziewczynę znaleźli i po rozwiązaniu jej oraz zdjęciu taśmy... zaczęła się kolejna awantura, a policjanci zostali opieprzeni przez nią z góry na dół "za przerywanie zabawy".
FoxyLadie Odpowiedz

Jak dla mnie, wszyscy super zareagowali. Lepiej by ktoś powkurzał się o 'przerwaną zabawę', niż pozwolić, by komuś stała się taka krzywda.

KlaraBarbara Odpowiedz

Przynajmniej zareagowałaś, jesteśmy dumni

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#Vw1cB

Miałam ostatnio wrażenie, że ktoś grzebie mi w rzeczach, myślałam, że rodzice robią mi przeszukanie albo coś w tym stylu, z tego powodu pożyczyłam małą kamerę od przyjaciółki, którą włączyłam i wyszłam z domu. Wielkie było moje zdziwienie, gdy przy przeglądaniu nagrania ujrzałam mojego brata robiącego sobie makijaż, zresztą dosyć nieudolnie, ubierającego się w moją bieliznę i ubrania i do tego masturbującego się w moim łóżku. Chciałabym to odzobaczyć.
KlaraBarbara Odpowiedz

Niech ci odkupi bieliznę i dorzuci czekoladę. Nie odzobaczysz, ale będziesz miała czekoladę. A i nową pościel taż niech dorzuci, nie kasuj nagrania, jak nie będzie chciał odkupić to zawsze można użyć siły perswazji w postaci: pokarzę nagranie rodzicom/ znajomym.

Odpowiedzi (2)
Tradycjonalista Odpowiedz

Lepiej się z nim poważnie rozmów i pilnuj swoich rzeczy żebyś jakiegoś uczulenia nie dostała

Zobacz więcej komentarzy (9)

#zSWcK

Gdy byłam dzieckiem babcia powiedziała mi, że burza to gniew Matki Boskiej za ludzkie grzechy.

Jak była burza, to czułam się winna i zastanawiałam się czym mogłam zgrzeszyć, że "Bozia na mnie grzmi". Prawie za każdym razem gdy nie mogłam znaleźć powodu tłumaczyłam sobie, że na pewno grzmi na naszych sąsiadów, a my niczemu winni musimy cierpieć przez bliskie sąsiedztwo z tymi wstrętnymi grzesznikami.
Wtorek09 Odpowiedz

Ciekawe, że to pokolenie jakoś wolało nastraszyć dziecko na różne sposoby (bozia się na ciebie pogniewa/przyjdzie dziad i cię zabierze itd) niż po prostu mu wytłumaczyć, czego nie wolno robić i dlaczego.

Diavel Odpowiedz

Nigdy nie zrozumiem tych wszystkich bredni i straszaków na dzieci. Jakby nie można było dziecka potraktować jak człowieka i wytłumaczyć.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (4)
Dodaj anonimowe wyznanie