#GOv9B

Jak poznałam swojego teścia, najlepszego jakiego można mieć.

Lat temu 10, mając lat 16, kiedy szykowałam się do pierwszego razu z chłopakiem, który dziś jest moim mężem, postanowiłam rozstać się z owłosieniem w miejscach, których nie wystawia się na światło słoneczne zbyt często. Jakiś czas wcześniej zamówiłam środek do depilacji, coby pozbyć się włosów z miejsca, którego z przyczyn naturalnych wzrokiem nie dosięgnę (lustro się nie liczy). W domu byłam sama, ale mama mówiła "czy będziesz chciała zrobić farbę czy się pomalować, pamiętaj zawsze zrób próbę, czy nie dostaniesz jakiejś alergii", ale gdzie tam, zbyt pochłonięta byłam myślami o tym, co ma się stać.

Aplikacja poszła gładko, ale reakcji mojej skóry po zabiegu nie przewidziałam, piekło, szczypało i paliło żywym ogniem od "C" do "D" albo mniej wulgarnie od "W" do "A", kebab na ostro to pikuś przy tym.
Co robić? Jak jest coraz gorzej, ano schylić głowę i tuptać po pomoc do ośrodka. Gdy znalazłam się w ośrodku, to poruszałam się jak Morticia Adams, dosłownie.

Pan doktor był bardzo miły, na tyle miły, że zdradziłam mu sekret jak doszło do tego i po co doszło do tego i kolejna wtopa.
Zawsze sprawdzajcie, czy doktor, u którego stoicie nago od pasa w dół, to nie jest ojciec waszego wybranka...

Koniec końców historia ma happy end. Teściu słowem nie wspomniał nigdy, że taka akcja miała miejsce, tylko czasem przypomni jak wychodzę do fryzjera, żeby zrobić próbę na alergię :)
Dzolsi Odpowiedz

A ja sie kilka razy usmiechnelam :)

toribuckley Odpowiedz

Jezu, weźcie czytajcie co publikujecie.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#Kz8Mf

Pracowałem kiedyś w specyficznej recepcji. Przyjmowałem kilkaset wniosków dziennie. Ludzie aplikujący to była mieszanka od analfabetów po ministrów. Lubiłem tę pracę, lubię pracę z ludźmi.

Jedna z rzeczy, które mnie irytowały, to żucie gumy. Nie znoszę, jak przychodzi klient i dziamga paszczą gapiąc się na mnie. Jak do mnie zagadał, to czekałem gapiąc się na niego. Jak zapytał po raz trzeci dlaczego nic nie robię, to odpowiadałem, że czekam aż skończy jeść. Miny ludzi w kolejce - bezcenne.

No wiem, że buractwo, ale czasem to dla takich chwil chce się przychodzić do pracy.
tramwajowe Odpowiedz

analfabeta z ministrem to nie są skrajności ;-)

Odpowiedzi (4)
kolorowa7 Odpowiedz

Mnie tam bardziej denerwuje jak klient podchodzi do mnie i rozmawia przez telefon. Czekam aż skończy i dopiero obsługuje

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#rz1w5

Rzecz się dzieje w Głogowie, ostatni dzień lipca... Pewna pani, prosząca o pieniądze na małego loda lub o papierosa, wydawała się nieszkodliwa, i my, ludzie czekający na busa do Sławy. 

Pani dostała papierosa, rozmawia z nami, wydaje się być nieszkodliwą, drobną naciągaczką. Podjeżdża nasz bus, wszyscy siedzą, czekają na odjazd, a owa pani... Ściąga leginsy, na samym środku przystanku, zaczyna oddawać mocz, wszyscy pasażerowie w szoku, chwilę później robi kupę, chyba nie wszystko jej wyszło, bo zaczyna palcami wygrzebywać resztę z tyłka, no przecież kurka wodna masakra, osiągnięty szczyt obrzydzenia, żołądek chciał wydalić cała zawartość. Jak tak można? Noo jak?

Plus jest taki, że pani wygrzebała ze śmietnika papier, pozbierała swoje fekalia i wyrzuciła do śmieci. Jednak niesmak pozostaje, mega obleśna sprawa.
Poprostuodmiennie Odpowiedz

Wow, brakowało tu takich wyznań.
Opis mnie nie ruszył, widok zapewne zrobiłby to.

niebieskiatrament Odpowiedz

A mogła poprosić o 2 zeta na kibel....

Zobacz więcej komentarzy (22)

#3ICpa

Moja rodzina jest mała, składają się na nią ja (24 lata), moja mama Anna (45 lat), tata Jan (48 lat), jego brat Marek (40 lat) i babcia (mama taty, 69 lat).

Do niedawna było u nas zwyczajnie, do czasu jak stryjek Marek nie związał się z kobietą o imieniu Zosia (35 lat).

Odkąd pamiętam mieszkaliśmy w domu rodzinnym taty razem ze stryjkiem.
Marek pracował od zawsze jako hydraulik i nie najgorzej zarabiał, a że był sam, to pomagał rodzinie. Mama nigdy nie pracowała, jak i babcia, a tata jako szeregowy pracownik zarabiał mało, dlatego stryjek kupował / robił prezenty bardzo często.
To od Marka dostałam pierwszy rower, jak i pierwszy telefon, sponsorował babci wyjazdy do sanatorium, a i rachunki domowe były dzielone na pół.

Gdy stryjek poznał Zosię, bardzo się ucieszyłam, w końcu ma kogoś.
Zosia pracuje w urzędzie, jest miła, uprzejma i inteligentna, ale moja babcia razem z mamą były w stosunku do niej kąśliwe i złośliwe.
Gdy Marek pojechał do Zosi na weekend, a rodzinka wyzywała od najgorszych i jego, i ją, nie wytrzymałam. Usiadłam w fotelu niedaleko nich i włączyłam dyktafon w telefonie. Nagrałam słowa takie jak "ten idiota dał się omotać tej szmacie" czy "wydoi go ze wszystkich pieniędzy", "co my zrobimy, trzeba kupić nowe meble, bo te się już do niczego nie nadają, a Marek zwariował".

Umówiłam się z wujkiem w parku, w ustronnym miejscu pokazałam mu nagranie.
Był w szoku i nie dowierzał.

W krótkim czasie stryjek wyprowadził się do Zosi i są szczęśliwi, ja odwiedzam ich co jakiś czas, a babcia z rodzicami dalej nie wiedzą co się stało.

Nigdy nie przyznam się nikomu co zrobiłam, bo z jednej strony zdradziłam rodziców, ale Marek to naprawdę bardzo dobry człowiek i zasługiwał znać prawdę.
A Zosia to fajna ciotka.
Franz1983 Odpowiedz

Rodzinka sobie bankomat z wujka zrobiła. I nowej cioci nie polubiła bo jasne było, że teraz część pieniędzy wujek na nią przeznaczy. Zwykłe hieny, a nie rodzina.

NocnaZmora Odpowiedz

Autorko wielkie gratulacje! Naprawdę masz klasę! Szacunek ode mnie 😉

Zobacz więcej komentarzy (9)

#FjoKA

Działo się to ponad 20 lat temu, jako gówniarz pełen pomysłów, razem z kolegami postanowiliśmy porzucać w samochody, nie były to kamienie, tylko kasztany, żołędzie, jabłka dziczki, czyli coś, co nie zniszczy samochodu, a jedynie wywoła (lub nie) pewną reakcję kierowcy. Rzucanie oczywiście było z ukrycia, coby nie ładować się na przypał. I tak kilka takich akcji było, kierowcy co najwyżej zwolnili lub zatrzymali się by obejrzeć, czy nie ma zniszczeń i pojechali dalej.

Jeden raz zapamiętałem szczególnie, schowaliśmy się pod dużym dębem i pech chciał, że obrzucaliśmy kilkukrotnie ten sam przejeżdżający samochód dostawczy.
Po ostatniej serii z żołędzi samochód się zatrzymał i wybiegło z niego dwóch facetów, wybiegli i lecą do nas, my oczywiście w długą, ale po ok 100 m dogonili nas, stwierdzili, że rzucamy w nich kamieniami i że zaraz za to dostaniemy.

Tłumaczenia, że to były żołędzie, przeszły bez echa.

Faceci zrobili tak jak mówili, jeden z nich zdjął pas skórzany ze spodni i każdy z nas dostał po dupie ze 2-3 razy.
Dupa nie bolała, bo zasłoniłem ją ręką, bolała więc ręka.
Po tym wszystkim przeszła nam ochota na rzucanie w samochody.
marioo96 Odpowiedz

Rzucanie tym, co napisałeś jak najbardziej mogło uszkodzić samochód, chociażby mogliście porobić wgniecenia

Odpowiedzi (4)
Lavandavandy Odpowiedz

Przemocy nie popieram. Natomiast alternatywą formę perswazji, skuteczną bardzo, jak widać, jak najbardziej...

Zobacz więcej komentarzy (13)

#mvLug

Kiedy jestem w pracy i jest mi zimno, uciekam do toalety pod pretekstem, że idę na dwójkę, ale tak naprawdę ogrzewam swoje ciało pod suszarką do rąk i udaję, że biorę prysznic. Czas wtedy wymyka mi się spod kontroli. Jak wracam to wszyscy rzucają mi dwuznaczne spojrzenia. Dziś wyznałam to mojej koleżance z pracy. Okazało się wszyscy tak robią. Tylko pracodawca zastanawia się dlaczego przychodzą takie wysokie rachunki za prąd.
Angel12345 Odpowiedz

A to gdzie wy pracujecie że nie macie ogrzewania?

Odpowiedzi (4)
Janierozumiem Odpowiedz

Pewnie w chłodni:)

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#tC4yo

Ze swoim facetem jestem już od sześciu lat. Od roku mój luby często wspomniał o ślubie. Myślałam, że powoli planuje zaręczyny, więc na jego propozycję sali, muzyki czy menu reagowałam pozytywnie, jednak bez jakiegoś ogromnego entuzjazmu.

Ostatnio jednak przeszedł samego siebie. Rozpowiada rodzinie i znajomym o tym rzekomym ślubie, dzwoni po salach weselnych i ustala terminy. To nie jest tak, że ja nie chcę za niego wychodzić, ale brakuje mi pierścionka na palcu, żebym myślała o takich rzeczach. Próbowałam jakoś powstrzymać jego zapał, gdy zorientowałam się dokąd to zmierza, mówiąc coś w stylu "Co ty ustalasz, jak się jeszcze nie oświadczyłeś" lub wprost, że nie można myśleć o ślubie bez zaręczyn. Na podobne stwierdzenia odpowiada, że po co mi pierścionek, skoro ślub będę miała. No niby nie jest mi jakoś specjalnie potrzebny, ale zaręczyny to pewien etap i nie chciałabym go przegapić.

Jestem strasznie rozgoryczona, bo nie chcę uchodzić za taką pannę, co wręcz na siłę domaga się pierścionka, ale powoli nie wiem co mam robić. Wiem, że nie jest to niezbędne, ale czułabym się o wiele lepiej, gdyby jednak do tych zaręczyn doszło. Rodzina już dopytuje (zwłaszcza moja) gdzie pierścionek, skoro tak dużo myślimy o ślubie. Mój facet udaje wtedy głuchego albo po prostu ignoruje pytania.

Jak pomyślę o tym, że kiedyś trzeba będzie odwiedzić rodzinę w celu dania zaproszenia, a rodzina zapyta o pierścionek, to mi się słabo robi. Bo co powiem? Zaręczyn nie było, bo mój facet poskąpił na pierścionek?

Chcę tego ślubu, ale nie tak powinno być.
Promotorkaburdelu Odpowiedz

Najpierw obiad później deser. Moim zdaniem szkoda mu kasy i zachodu, skoro ignoruje pytania Twoje i rodziny. Pogadaj z nim szczerze, ja nie chciałabym wychodzić za mąż za kogoś kto będzie podejmował decyzje które wpływają na nasz związek bez konsultacji ze mną.

Odpowiedzi (14)
bardzoczarnawrona Odpowiedz

To w jakiej formie cię spytał, czy chcesz z nim wziąć ślub?

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (29)

#DTE4K

Kiedy byłem w podstawówce, pożarłem się dość mocno z jednym chłopakiem.
Nie pamiętam już o co nam poszło, ale zdecydowałem się w akcie zemsty naszczać mu do plecaka.
Najlepsza okazja była w szatni podczas wf-u.
Nikogo nie było, więc wprowadziłem swój plan w życie. Nikt mnie nie nakrył ani nic. Co ciekawe, moja ofiara nie zdradzała żadnych oznak, że wie co się odwaliło. Zapewne uznał, że picie mu się rozlało. Za to ja miałem wtedy straszną radochę przez resztę dnia.

Patrząc na to teraz czuję lekki wstyd, ale jednocześnie znów zbiera mi się na śmiech, jak o tym pomyślę.
derp Odpowiedz

„Patrząc na to teraz czuję lekki wstyd, ale jednocześnie znów zbiera mi się na śmiech, jak o tym pomyślę” – to zupełnie jak z rysowaniem penisów w zeszytach kolegów. Niby człowiek dorasta, ale mimo to czasem go kusi, żeby znów komuś zrobić taki arcyzabawny żart, a zaraz potem trochę mu wstyd, że w ogóle przyszło mu to na myśl.

Odpowiedzi (4)
NocnaZmora Odpowiedz

Ja w dzieciństwie w akcie zemsty planowałam obciąć włosy mojej starszej siostrze. Miałam zamiar zrobić to w nocy. Wiedziałam że będę głównym podejrzanym (albo od razu winnym) i tylko dlatego zrezygnowałam.

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#GOYFX

Na pierwszym roku studiów obowiązywało mnie wychowanie fizyczne. Razem z nowymi koleżankami wybrałyśmy sobie tak zwany "wuef ogólny" - czyli wszystkiego po trochu: gier zespołowych, fitnessu, siłowni.

Na pierwszych zajęciach w semestrze grałyśmy w siatkówkę, sport zupełnie mi nieobcy - w liceum byłam nawet kapitanem reprezentacji szkolnej. W trakcie zajęć radziłam sobie na tyle dobrze, że przy wyjściu zaczepił mnie prowadzący z sugestią dołączenia do sekcji siatkówki w ramach wychowania fizycznego. Jako że był sympatycznym i młodym wuefistą (przystojnym zresztą też), postanowiłam być szczera i zgodnie z opiniami starszych koleżanek powiedziałam: "raczej nie chcę tam grać, bo słyszałam, że trener strasznie się spina, robi ciężkie treningi, a nic z tego nie wynika; ogólnie tam jest beznadziejnie".
Wstyd, zdziwienie i zażenowanie były ogromne, gdy grobowym tonem oświadczył, że to właśnie on jest trenerem siatkarek.

Nie, nie jesteśmy małżeństwem, ani nawet przyjaciółmi. Zostałam tylko jego ulubienicą: od tamtej pory na wuefie zap**rdalałam trzy razy szybciej niż reszta dziewczyn.
Xanx Odpowiedz

I dobrze że to był on. Skoro jesteś w stanie obgadywac kogoś to tym bardziej bądź w stanie powiedzieć tej osobie to samo

Odpowiedzi (5)
Accio Odpowiedz

Trochę nie rozumiem tych, co najeżdżają dziewczynę, że obgadywała. Ona po prostu powiedziała szczerze to, co słyszała o zajęciach. Moim zdaniem to trener zachował się słabo, że potem się na niej mścił. Strasznie nieprofesjonalne zachowanie

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#Np5bM

Odeszłam od chłopaka, który jest niepełnosprawny. Zanim powiecie, że jestem szmatą bez serca... przeczytajcie.

Poznałam go w pracy. Przyjeżdżał na wózku niemal codziennie, by kupić owoce i warzywa. Pracuję na straganie, w naszym przypadku to wystarczyło, by po kilkuset "dzień dobry" wraz z uśmiechem, wzajemnie zaprosić się na kawę. Od razu się polubiliśmy. Chłopak z niego inteligentny, czarujący. Jest sparaliżowany od pasa w dół, przez wypadek jaki miał będąc nastolatkiem. Nie przeszkadzało mi to w niczym. Mieliśmy wspólne tematy i zainteresowania. Nie zwracałam uwagi na jego inwalidztwo.

Zaczęliśmy się przyjaźnić, a ja pomagałam mu jak mogłam. Byłam na telefon, kiedy czegokolwiek potrzebował. W ramach robienia mu zakupów, on robił obiad dla nas obojga. Mimo wózka jest sprawny i wiele razy udowodnił mi, że brak nóg nie robi z niego słabszego czy gorszego.

Po czasie zaczęliśmy umawiać się częściej. A potem przyszły pocałunki oraz mizianie się przed serialami, a nawet spanie ze sobą - nic więcej. Było nam dobrze razem. Jednak on chciał czegoś więcej, naciskał na współżycie. Kiedy odmawiałam, starał się zachęcać, aż robił mi wyrzuty sumienia mówieniem, że jest beznadziejny, że jestem z nim z żalu, że się go brzydzę itd. Odbierał wszystko personalnie. Potrafił mnie dotykać, by mnie przekonać. Potrafił mówić wulgarnie, opisując, co ze mną zrobi.
Nie chciałam się kochać, bo nie czułam, że to już ten odpowiedni moment.
Miałam tego dość. Tej presji. Chciałam się od tego wyrwać i zerwałam z nim.

Po paru dniach zaczęli wypisywać do mnie jego znajomi oraz rodzina na Facebooku. Okazało się, że to ja jestem tą złą, która jest bez serca i porzuca niepełnosprawnego tylko dlatego, że jest niepełnosprawny.

Nikomu poza wami, nie powiedziałam prawdy. Musiałam zmienić pracę, bowiem jego znajomi zaczęli mnie nachodzić i krzyczeć do mnie różne niemiłe określenia. Wyjechałam i zaczynam nowe życie w nowym mieście, w nowej pracy.

Nie wiem co myśleć o tej historii. Chciałabym o niej zapomnieć. Mimo to nadal mam jakiś żal w sobie.
ewin Odpowiedz

Mogłaś napisać/powiedzieć prawdę znajomym. Tylko tyle i aż tyle.

Odpowiedzi (3)
imaginaryfuture Odpowiedz

Nie dziwię ci się. Ludzie są pierdolnięci.

Zobacz więcej komentarzy (20)
Dodaj anonimowe wyznanie