#033ds

Jestem matką od ponad roku. Mam zdrową, cudowną córeczkę i męża, którego kocham. Wszystko wygląda pięknie. Mąż na nas zarabia, mamy własne mieszkanie. Problem zaczyna się w momencie, w którym pomyślę o sobie. Każdy dzień wygląda tak samo, żadne zaskoczenie. Dom, sprzątanie, pranie, zabawy itd. Jedyną ucieczką od rutyny jest wyjście do szkoły zaocznej, więc dwa weekendy w miesiącu. Chcę się dostać do służb, odkładałam to, bo chciałam, żeby młoda spokojnie dorosła do żłobka. Teraz zaczynam myśleć o tym, żeby złożyć papiery. Powiedziałam o tym mężowi. Niestety powiedziałam to w taki sposób, że sam postanowił złożyć kandydaturę. Ja domyślnie zostaję z dzieckiem, on się realizuje...

Czy to takie dziwne, że chcę wrócić do pracy? Że chcę rozwijać się zawodowo? Cudownie jest siedzieć z dzieckiem, ale ile można? Mam 23 lata i chcę wreszcie zrobić coś dla siebie. Nie dla córki i męża, tylko wreszcie dla siebie.

#zWzbN

Mam małą grupkę przyjaciół, jest wśród nich para, która za trzy miesiące bierze ślub. Problem w tym, że tydzień temu, kompletnie przez przypadek, dowiedziałam się, że przyszła panna młoda rok temu przespała się ze świadkiem swojego przyszłego męża, moim najlepszym przyjacielem, no i również jego najlepszym przyjacielem.
Rozmawiałam z nimi o tym i powiedziałam, że powinni powiedzieć o tym zdradzonemu, nawet jeśli to było „tylko raz i po pijaku”. Usłyszałam, że nic nie powiedzą, bo to zniszczy ich związek i mam się w to nie wpieprzać.

OK, ja nie zamierzam, tylko że kurczę... nie potrafię spojrzeć zdradzonemu w oczy, wiedząc, co się wydarzyło.

#ogygO

Mój kolega pracował jako kurier. Czas przeszły nie jest tu przypadkowy. Jego praca wyglądała tak, że część paczek miał dostarczyć jednego dnia, część następnego. Pewnego razu wszedł do samochodu po przesyłkę, a tam coś koszmarnie śmierdzi. Niuchał, niuchał... Aż w końcu dotarł do paczki, z której dochodził ten jakże sympatyczny zapach. Przez dziurę w paczce zobaczył, że w środku znajdował się martwy, rudy kot.  Facet złapał się za głowę, zaczął zastanawiać się co zrobić. Miał tę paczkę dostarczyć poprzedniego dnia, więc uznał, że to przez niego zdechł. Złapał więc podobnego rudego kota i dostarczył przesyłkę...

Jak się okazało, właścicielka kota, dojrzała kobitka, była ze swoim pupilem na wakacjach, kiedy kot zdechł. Wymyśliła, że wyśle go paczką do Polski. Jakież było zdziwienie pani, kiedy otworzyła paczkę, a z niej wyskoczył żywy kot...

#ttGI6

Moja mama była samotną matką, w wychowywaniu często pomagała jej babcia, która krótko mówiąc, lubiła nas straszyć i nie była typową czułą babcią. Wręcz przeciwnie – potrafiła na nas głównie krzyczeć i znęcać się psychicznie. Jednym z jej „pomysłów” na tego typu karę było napisanie tabliczki na kartonie z nazwą miejscowości, gdzie mieszkał nasz biologiczny ojciec (nie utrzymywał z nami kontaktów) i wyganianie nas na ulicę, żebyśmy do niego wracali. 

Mam już 30 lat i wciąż pamiętam jej sadystyczne kary.

#w7YpG

Wyznanie z gatunku odkryć zupełnie rzeczywistych, jednak mnie oświeciło – właśnie oświeciło mnie, że NIE MUSZĘ, nie muszę w imię źle pojmowanej lojalności uznawać za swoje i emocjonować się przekonaniami osoby mi bliskiej.
To, że dobijająca 80. teściowa chce niańczyć 50-letnią córkę i gotować jej obiadki, mogę mieć w dupie.
To, że moja żona, młodsza siostra tej niańczonej, odczuwa i przeżywa to jako odrzucenie (pewnie tak jest), to przykro. Ona nie ma obiadu ani żadnego wsparcia. Ale ja nie muszę w imię źle pojmowanej lojalności przeżywać tego tak jak ona. Mając to gdzieś, nie zdradzam jej. Po prostu – widzę, że to porąbane i zgadzam się, że to porąbane. Ale ja nie muszę tego tak przeżywać, nie muszę tego tak samo emocjonalnie widzieć.

Moje wielkie odkrycie.

#O2Jfc

Całkiem niedawno zostałam matką. Pierwsza ciąża, nie wiedziałam właściwie z czym to się wiąże, jakie wizyty są lepsze, nikt mnie nie uświadomił o możliwości wyboru sposobu porodu - za dopłatą czy też nie. Po prostu byłam w tym nowa.
Zdecydowałam się na wizyty na NFZ, pani w recepcji okazała się straszną jędzą, chodzącą do pracy jak za karę. Pamiętam sytuację, kiedy umawiałam się na wizytę, zazwyczaj mówiła ,między którymi godzinami przyjść. W tym wypadku 9-10, jeszcze zaznaczyła, żebym może wpadła chwilę wcześniej, to szybciej załatwimy KTG (wejdę pierwsza) i zaraz po konsultację z lekarzem. Miałam już dosyć duży brzuszek, siedzenie powyżej pół godziny sprawiało mi ból, a dodatkowo strasznie spuchłam. Tamtego dnia spędziłam w poczekalni w sumie 6 godzin. Pod koniec ledwo powstrzymywałam płacz. Może komuś się to wydać błahostką, ale w tamtym czasie dla mnie nie było, tym bardziej że to nie był pojedynczy przypadek. Denerwowałam się, gdy któraś z pań, przychodząc kawał czasu po mnie, dostawała wcześniejszy numerek, a ja jeszcze po jej wyjściu kwitłam, czekając na swoją kolej.

Poród zaczął się od odejścia wód, nie miałam skurczów, nie było rozwarcia. Rozumiem, że masaż szyjki nie należy do najprzyjemniejszych, jednak różnica między opryskliwą położną a lekarzem, który akurat miał dyżur, była kolosalna, dlatego też uważam, że można to było zrobić delikatnie, jeśli ktoś chciał. Problem w tym, że mało która z pracujących wtedy pań chciała. Komentarze, które w ogóle nie powinny mieć miejsca, na temat ślubu, którego nie mamy. W końcu zdecydowano się na cesarskie cięcie i do tej pory zastanawiam się, co by się stało, gdyby go nie zrobiono. Podczas zabiegu usłyszałam: „Jakby rodziła sama, to byśmy go połamali”. Zdaję sobie sprawę, że w ciągu doby trzeba wstać, ale zwracanie uwagi, że już powinnam skakać z rękami podniesionymi do góry również nie jest na miejscu, gdy przez ranę nie daję rady wyprostować ciała.

Uważam, że OBOWIĄZKIEM lekarzy i pielęgniarek jest być dla ludzi. Wybrali taki zawód, więc powinni ludzi szanować. Wiem, że nie każdy jest taki jak osoby z mojego wyznania, mam w rodzinie przynajmniej dwie osoby pracujące w służbie zdrowia, jednak przez jedną osobę mijającą się z powołaniem cierpi wizerunek ogółu.

#3EYCu

Szedłem sobie w nocy starówką, wracając do domu. Zaczepiło mnie trzech dresów słowami typu: „Zgubiłeś się?”, „Masz jakiś problem?”. Miałem przy sobie tylko wojskową legitymację, ale zachowałem zimną krew i zarazem zaryzykowałem. Otworzyłem ją, mówiąc: „Kolego, policja, daj sobie spokój lepiej, dobrze?”.
Przeprosili i się rozeszli. 
Uff...

#Z35nD

Moja mama załamała się po rozpadzie małżeństwa. Wszystko odbyło się w okropnej atmosferze, na tle zdrad i awantur. Staram się jej pomóc. Wożę do psychologa, próbuję prośbą i groźbą ją przekonać do zmiany zachowania. Ale wszystko na nic. Mama pije.
Uważa, że to jej życie, a ja nie mam prawa się wtrącać. Pije, bo chce, bo lubi i nie widzi w tym problemu. Mnie już brakuje sił. Widzę, że ją to niszczy. Przestała dbać o siebie, podupadła na zdrowiu, po alkoholu krzyczy i przestaje być sobą. To fajna babka, całkiem młoda. Ale nic do niej nie dociera.

#bIvhX

Jestem człowiekiem bardzo spokojnym, niekonfliktowym. Znajomi uważają mnie za empatycznego, lubię rozmawiać z ludźmi i jeżeli mogę, to nie odmówię pomocy. Jeszcze nie zdarzyło się, abym w czyimś towarzystwie przeklął lub doprowadził do kłótni. Zawsze powtarzam, że ludzkie złe zachowanie nie rodzi się znikąd i warto znaleźć jego źródło, by móc nad sobą pracować. 

Niestety, ale jest ktoś, kto sprawia, że staję się na chwilę demonem. Wystarczy tylko wspomnienie o tej osobie, a ja tracę nad sobą kontrolę. Wówczas nie poznaję siebie, ale inaczej nie potrafię. Syn siostry mojego ojca. Niegdyś chłopak z pasjami, dzisiaj dorosły menel, jakiego większość spotyka w parku, na dworcu, pod sklepem. Gdy był dzieckiem, jego rodzice woleli flaszkę i hazard. Dzięki mojemu ojcu zwiedził świat i miał się w co ubrać. Nigdy nie było nawet słowa „dziękuję”, za to kolejne roszczenia siostrzyczki mojego ojca. I kiedy jego rodzice coraz częściej oddawali się niszczącym uciechom, on coraz częściej spędzał czas między blokami. Szybko pojawiło się złe towarzystwo i chęć zaimponowania. Potem pierwsza kreska, następnie inne używki. Wtedy był jeszcze do odratowania. Moi rodzice od razu interweniowali, ale spotkali się tylko z wyzwiskami ze strony jego rodziców. Dosłownie usłyszeli, że mają nie wpychać nosa w nie swoje sprawy. Wraz z dziadkami jednak postanowili o chłopaka zawalczyć mimo wszystko. Znaleźli mu najlepsze ośrodki odwykowe, do których osobiście zawozili. Nie wyniósł żadnych lekcji z terapii, a rozwijająca się u niego osobowość dyssocjalna tylko pogarszała sytuację. Aby zdobyć dragi, okradał dziadków i mojego ojca. Potem zaczęły się większe kradzieże i wiadome konsekwencje.

Obecnie jego rodzice się go wyrzekli i wyjechali, a on sam terroryzuje psychicznie i fizycznie od lat moją rodzinę oraz robi piekło swoim synom. To człowiek bez żadnych hamulców, wyzbyty wszelkich uczuć. Niebieska karta w niczym nie pomaga. Kiedyś próbowałem być dla niego dobry, ale kilka lat temu coś we mnie pękło. Wówczas, gdy krzycząc w amoku do mojego ojca, życzył moim rodzicom i mi śmierci. A potem napisał to samo w liście. Od tamtego dnia nie mam kuzyna. Muszę jednak patrzeć, jak wyniszcza i poniża moich najbliższych. I nic nie mogę z tym zrobić. Mam związane ręce, ponieważ nikt nie potwierdzi moich zeznań o przemoc, a mnie osobiście nie tyka, więc z założenia nie jestem ofiarą. Za to jestem tym bezdusznym, który nie potrafi wybaczać. Wybaczałem wiele razy, ale już nie umiem. Czuję tylko lęk i obrzydzenie do niego. I może jestem bezduszny, ale są sytuacje, w których już nie można pomóc, gdy ktoś tej pomocy nie chce. Czasem człowiek musi sam odbić się od dna. I albo coś zrozumie i sobie pomoże, albo nie. I tak jest mi bardzo przykro.
Dodaj anonimowe wyznanie