#tugMJ

Mam 16 lat i mamę, która uważa, że ja nie potrzebuję od niej żadnych pieniędzy. Z braku funduszy z jej strony poszłam do pracy weekendy. Na początku było ciężko pogodzić to z dość wymagającym liceum, ale dałam radę. Tylko że teraz jest jeszcze gorzej, bo mama na każdym kroku szuka czegoś, co jej mogę kupić, np. ostatnio umówiłam się do fryzjera, a ona, że pozwoli mi pójść, tylko jeśli zapłacę także za nią... Nie wiem,

#JsCWy

Mam sny, które zawsze się realizują po pewnym czasie w realnym świecie.

Dwa lata temu rodzice wybierali się na wycieczkę na Kanary, wszystko super ekstra, ale nie do końca. Dzień przed ich wylotem miałam sen, w którym moja zmarła babcia (mama mojego taty) pojawiła się u mnie w pokoju i powtarzała w kółko: „Nie mogę się doczekać, kiedy go w końcu zobaczę, czekam, czekam, czekam...”. Nie powiem, obudziłam się przestraszona, ale cóż, sen to tylko sen. 
Rodzice wyjechali razem, ale razem już nie wrócili. Tata miał zawał i nie udało się go uratować. Babcia doczekała się swojego jedynego syna.

Rok temu moja ciocia miała operację. Wszystko się udało, ciocia po zabiegu stwierdziła, że dojdzie do siebie u swoich rodziców. Kilka dni później miała mieć wizytę kontrolną u lekarza, więc poprosiła mnie, żebym jej przyniosła z mieszkania biżuterię. Dzień przed wizytą cioci miałam sen. Śnił mi się mój zmarły wujek (mąż opisanej cioci), który pokazuje mi małe pudełeczko, a w nim kolczyki cioci. No OK, nic strasznego. Będąc w mieszkaniu cioci, nie mogłam znaleźć kolczyków. Już zrezygnowana chcę wychodzić, gdy zobaczyłam identyczne pudełeczko jak to ze snu. Otwieram je, a tam  kolczyki cioci...

Miesiąc temu kolejny sen. Śnił mi się zmarły dziadek, tata i wujek wraz z sąsiadem. Siedzieli, grali w karty i poklepywali po plecach mojego sąsiada i mówili mu, jak dobrze, że do nich dołączył. Sęk w tym, że sąsiad miał się dobrze i rano mi jeszcze „dzień dobry” powiedział. Tydzień później okazało się, że sąsiad dostał udaru i umarł.

Nie mam często snów, ale jak już są, to wiem, że muszę się mieć na baczność, tak samo jak moja rodzina i najbliżsi. Zmarli najwidoczniej lubią mnie odwiedzać i ostrzegać.

#6u6Xx

Gdy chodziłam do podstawówki, miałam z koleżankami zwyczaj, że w dzień, w który miałyśmy najmniej lekcji, chodziłyśmy po szkole na pizzę. Żeby później nie bawić się w rozliczanie, która ma ile oddać, umówiłyśmy się, że zawsze bierzemy tę samą pizzę, tylko za każdym razem inna z nas płaci. Uzgodniłyśmy, że kupujemy według naszej kolejności według dziennika lekcyjnego. Ja byłam ostatnia w kolejce.

Gdy przyszedł dzień, że ja miałam zapłacić za pizzę, rano chciałam wyjąć ze skarbonki pieniądze, a mama spytała, na co mi te dwie dychy. Powiedziałam, że zabieram dziewczyny na pizzę, bo moja kolej zapłacić. Wiedziała dobrze, że z nimi chodzę po lekcjach do pizzerii, bo wspominałam, czemu później wracam. Nagle matka zaczęła się drzeć, że nikt mnie nie lubi, że próbuję kupić koleżanki, żeby się ze mną trzymały... i zabrała mi moje oszczędności. Na nic moje tłumaczenia, że przecież tyle razy ja jadłam za darmo.

Dziewczyny naprawdę przestały mnie lubić i uważały za sępa, że chodziłam za darmo, a jak moja kolej, to nie postawię. I tak oto do końca podstawówki nie miałam koleżanek.

#igjLF

Jestem w ciąży i udałam się do jednej z drogerii, żeby zakupić kilka rzeczy dla mojego maluszka. Stoję sobie przy pampersach i kosmetykach, wybieram, co mi potrzebne, starając się nie wadzić nikomu mimo mojego bębna. Jakieś trzy metry ode mnie stoją psiapsióły w wieku raczej mocno 60+, dyskutują o swoich wnukach, jednak chyba znudził im się temat, bo zauważyłam jakieś komentarze i znaczące zerknięcia w moim kierunku.
Słyszę tekst:
– Coraz to młodsze w ciąży, dzieci rodzą dzieci, patologia jakaś...
W końcu pada pytanie w moim kierunku:
– Ile ty, dziewczynko, masz lat?
– 25.
Zza regału usłyszałam tylko parsknięcie śmiechem jakiejś innej klientki, a starsze panie przybrały kolor buraczkowy.

Pozdrawiam kurduple i dziękuję mamie za dobre geny wiecznego wyglądania jak dziecko :D

#x7Om4

Dostawców pizzy często spotykają jakieś jaja po dotarciu z zamówieniem. Nie inaczej było, gdy to ja dostarczałem ludziom zamówienia. Jedna z sytuacji...

Odbieram telefon. Słyszę ewidentnie młodego człowieka, który zamawia dużą hawajską i cztery piwa. No to co, zbieram browary do torby, gdy pizza wychodzi z pieca, wkładam ją do drugiej torby i komu w drogę, temu...
Dojeżdżam do klienta, idę do drzwi i pukam. Otwiera młody jegomość, na oko piętnastolatek i zaprasza do środka z wyrazem zaniepokojenia na twarzy, jakby nie chciał, aby ktoś nas zobaczył. Daję mu pizzę, spoglądam na te piwka i na niego, no i nie wytrzymuję. Proszę o dowód tożsamości, toć widać, że to niepełnoletnie jeszcze, a problem by był, że pizzeria nieletnim alkohol do domu dostarcza. Nad chłopakiem chyba przyzwyczajenie wzięło górę, bo wypalił szybko: „W domu zostawiłem”.
Chwila niezręcznej ciszy. Toć jesteś u siebie w domu – pomyślałem. W końcu mówię:
„No to proszę po niego pójść, daleko pan nie ma...”.
Chłopak zaczął się wykręcać, że nie wie, gdzie go rzucił, ale że dostanę dobry napiwek, jak sobie daruję ten dowód.
No nie darowałem sobie. Piwka zabrać musiałem z powrotem, tak lekko nie będzie.
O napiwku mogłem zapomnieć, na odchodne zza drzwi już usłyszałem tylko głośne trzaśnięcie. Czyżby pizza poleciała na ścianę? :D

#PtapP

Jak ja nienawidzę tych współczesnych słówek! Jak słyszę „essa”, „legancko”, „vibe” (czy jak to się tam pisze), „jesieniara” czy jakieś „npc” albo inne „odklejki”, to mam ochotę rozmówcę strzelić w dziób. To już nie ma innych słów w języku polskim? Albo jakieś hasełka wzięte z TikToka i zdziwienie, że się ich nie zna. Szlag człowieka trafia. I nie, nie jestem starszym panem na emeryturze, ale młodym człowiekiem, wchodzącym w trzecią dekadę życia, nierozumiejącym swoich rówieśników.

#pAi4W

Historia ta wydarzyła się dzisiaj, dlatego też nadal nie mogę się otrząsnąć.
Środek miasta, na zegarku prawie czternasta, całkiem ładna pogoda. Kulturalnie siedziałam, czekając na przyjaciela, który za chwilę miał się tam zjawić. Skrzyżowałam nogi po turecku, plecak położyłam obok i jak zwykle sięgnęłam zeszyt, by móc w tym czasie napisać kilka tekstów czy wierszy. Telefon odruchowo położyłam na drugiej nodze, po czym zupełnie wciągnęłam się w pisanie.
Nagle zobaczyłam nad sobą postać – typowego osiedlowego Sebka z kapturem na głowie. Przysłowiowy dres wyciągnął rękę po mój telefon, chwycił go i z cwaniackim uśmiechem rzucił tylko: „Już jest mój”. Wcięło mnie, tym bardziej że zaledwie kilka miesięcy wcześniej, będąc z grupką znajomych, również spotkałam Sebków, a tamto spotkanie nie skończyło się miło. Chwilę później złapałam komórkę, mówiąc: „Nie, jest mój, oddaj!”. Chłopak chyba trochę się zdziwił i jednocześnie wyczuł mój strach, bo powiedział: „Nie bój się, przecież ci go nie ukradnę”. No ależ oczywiście, kto by się spodziewał... Nie rozumiałam nic z tego, co przed chwilą zaszło, więc momentalnie dodał: „Nie trzymaj tak telefonu, bo ktoś inny z łatwością by go zabrał. Schowaj go do kieszeni” i oddał mi urządzenie. Byłam w takim szoku, że z trudem wydusiłam tylko: „Dobra, dzięki...”, włożyłam telefon do kieszeni i patrzyłam, jak Sebek kiwnął mi głową, po czym z uśmiechem poszedł dalej.
W szoku jestem do teraz.

#VDWmX

Podczas mojej wizyty na krakowskim rynku zauważyłem sporą grupę Azjatów próbującą zrobić sobie zdjęcie na tle Kościoła Mariackiego. Postanowiłam im pomóc. Podszedłem więc i bardzo powoli zapytałem: „CZY WY... CHCECIE... JA... ZROBIĆ ZDJĘCIE?”, dodatkowo bardzo dosadnie gestykulując. Jeden z nich odwrócił się do mnie i ze zniesmaczoną miną piękną polszczyzną odpowiedział: „Nie, dzięki. Poradzimy sobie sami”. Chciałem zapaść się pod ziemię.

#RVYjI

Niedziela, rodzinny obiadek. Siedzimy wszyscy przy stole. Patrzę na mojego brata, dziwnie się zachowuje, wierci się na krześle, jest cały czerwony... Podniósł tyłek z krzesła, ale za chwilę znowu usiadł. W końcu wydusił z siebie:
– Słuchajcie, jestem gejem.
Zapadła grobowa cisza. Na co ja, niewiele myśląc, postanowiłam wykorzystać okazję i rzekłam:
– A ja rzuciłam studia i zrezygnowałam z pracy w sklepie. Ciekawi czemu? Jestem w ciąży.
I zaczęłam się panicznie śmiać. Tylko że to nie był żart...

Zastanawiacie się, co było później? Tata wziął pilota do ręki i włączył program przyrodniczy. Obiad dokończyliśmy w zadumie, oglądając piżmowoły.

#9Z33L

Naście lat temu wraz z moim 4 lata starszym bratem uwielbialiśmy dokuczać sobie nawzajem. Kiedy miałam jakieś 3 lata, nasi rodzice zrobili nam niespodziankę, kupując nam wielką (taka nam się wtedy wydawała) zjeżdżalnię, którą postawili na podwórku.

Pewnego dnia bawiliśmy się na dworze, zjeżdżając na zmianę. Niestety mój wredny brat (mający wówczas jakieś 7 lat) usiadł na górze zjeżdżalni i nie chciał zjechać. Ja, stojąc za nim, zaczęłam płakać i krzyczeć, żeby zjechał, ale on z perfidnym uśmieszkiem siedział dalej. Z wielką złością i niespodziewanym napływem siły mocno go pchnęłam, po czym ten spadł i... złamał rękę w łokciu.

Brat z płaczem pobiegł do domu i powiedział mamie, że to ja go zepchnęłam, lecz ta nie uwierzyła, że 4 lata młodsza i drobna dziewczynka mogłaby to zrobić. Do tego oczywiście dostało się jemu, że nie umie się normalnie bawić, a później zwala winę na mnie. Ja się oczywiście nie przyznałam.

Skończyło się ręką w gipsie i sprzedażą zjeżdżalni.
Dodaj anonimowe wyznanie