Mój były oświadczył mi się pierścionkiem, którym wcześniej oświadczył się swojej byłej…
Pewnie do dzisiaj bym nie wiedziała, gdyby nie fakt, że na tym pierścionku jest grawer z datą ich zaręczyn.
Od 20 lat jestem uzależniony od hazardu, nikt o tym nie wie, dobrze to ukrywam przed rodziną, znajomymi. Dlatego nie mam stałego związku, dlatego nie założyłem rodziny.
Oficjalna wersja jest taka, że trudno znaleźć normalną kobietę, a poza tym nie lubię dzieci. To oczywiście nieprawda.
Ktoś powie, że można się zmienić, założyć rodzinę. Jasne, że można, ale trzeba chcieć. Nie wyobrażam sobie zostać ojcem w wieku 40-45 lat. Ani żadnych oszczędności, ani pozycji zawodowej.
Przegrałem swoje życie, dosłownie przegrałem.
Może ktoś to przeczyta i się zastanowi, hazard do niczego dobrego nie prowadzi.
Jestem absolwentem szkoły muzycznej i po 12 latach nauki żałuję straconego czasu.
Spędziłem ponad 7000 godzin sam, zamknięty w sali z pulpitem, ćwicząc techniki gry i powtarzając najdrobniejsze błędy muzyczne. Nie idę na akademię muzyczną, więc opuszczam jakże elitarne grono znajomych. Jestem sam, ze słabym wykształceniem i brakiem pomysłu na życie. Chcę wrócić do przeszłości i mieć możliwość wyboru szkoły.
Mam dom, partnera, z którym mam dwoje dzieci, ale nie jestem szczęśliwa. Partner jest przemocowcem – łatwo wpada w furię, a wtedy rzuca przedmiotami, krzyczy, poniża, a czasem podnosi na mnie rękę. Z reguły jest spokojnie, ale często słyszę słowa krytyki nawet do czegoś, co stało się lata temu. Jego ojciec to samo. Odciął mnie od rodziny, znajomych, nie mam nikogo. Coraz częściej myślę o odejściu, ale boję się, że sobie nie poradzę sama z dziećmi albo że on mi coś zrobi.
Rok temu odezwał się do mnie kolega z dawnych lat. Chwila rozmowy podniosła mnie na duchu, do dzisiaj miło mi na samo wspomnienie, choć więcej się nie odezwaliśmy. Ten jeden znajomy był dla mnie miły (choć tylko na piśmie), ale to dało mi nadzieję, że ludzie jeszcze potrafią traktować innych z szacunkiem. Życzę temu koledze jak najlepiej, bo dzięki niemu wciąż mam siłę trzymać się przy życiu.
Takie depresyjne wyznanie, ale jeśli chcecie do kogoś się odezwać – piszcie, bo może ten ktoś właśnie marzy, by ktokolwiek się do niego odezwał.
Nie znam bardziej nerwowej i nawiedzonej, a przy tym nieporadnej życiowo osoby niż moja siostra. O każdą bzdurę, która dla normalnego człowieka jest bzdurą, prosi mojego męża – „Przyjedziesz? Bo światła nie mam w łazience”, „Przyjedziesz wypełnić mi wniosek o 800+? Bo nie potrafię”, „Przyjedziesz zobaczyć coś w komputerze? Bo nie działa”, „Weźmiesz mi przez internet coś na raty? Bo są dwie gratis, a ja nie potrafię”. Jak na początku jeszcze się pytała, czy mąż może przyjechać, tak ostatnio nawet do mnie mówiła: „Powiedz, żeby (imię męża) przyjechał i zrobił to czy tamto”. Oczywiście cały sprzęt do tych drobnych napraw mąż sam kupował, no bo to tylko parę groszy. Ale 20 zł tutaj, 50 tam i zbiera się ładna sumka.
W końcu rozdrażniło mnie to tak bardzo, że zapytałam się jej wprost, dlaczego na własne życzenie zmarnowała sobie życie. Żaden facet z nią nie wytrzymał i nie wytrzyma, a siebie przedstawia jako wielce pokrzywdzoną i tę nieskazitelnie idealną. Ona czeka na księcia, a ja jej mówię, że książę nie przyjdzie, bo ma prawie 40 lat, 7-letnie dziecko, problemy z panowaniem nad sobą, jest leniwa, nieporadna życiowo i zaniedbana. Siedzi i biadoli jak jej źle, bo ja mam takiego faceta, a ona nie może znaleźć porządnego. No nie może, bo jak miała normalnego, to wyżywała się na nim tak mocno, że facet w końcu nie wytrzymał i uciekł, a dziecko zrobiła sobie z alkoholikiem, bo miała do niego słabość... Ręce opadają. Jak to można znosić? Ile tego można słuchać? I jeszcze co nie przyjdę, to wieczny syf w tym domu, a ona leży i narzeka. Wszystko jej wykrzyczałam, a mężowi zabroniłam z nią kontaktu.
Jestem na etapie swojego życia, że planuję ślub i dzieci. Niestety jednego dnia straciłam pracę i miejsce do życia. Dowiedziałam się, że jestem dla rodziców nikim, jak nie „pomagam” w ich firmie. Tylko że oni nie chcieli, abym tam pracowała, tylko żebym znalazła sobie inną pracę... więc tak też robiłam. Następnie, gdy pracowałam w innej firmie, dostawałam za to, że powinnam się zwolnić i pracować u nich... ale nie cały czas, tylko wtedy kiedy akurat jestem im potrzebna.
Przez wiele lat znosiłam to i przepraszałam, mimo że nie ja tutaj byłam winna.
Obecnie wyrzucili mnie z domu, mówiąc wiele przykrych słów. Szukam mieszkania i pracy, bo po tylu latach traktowania gorzej niż pracownika i bycia na każde ich zawołanie, coś we mnie pękło.
Boję się, co będzie, czy na wszystko wystarczy mi odłożonych pieniędzy.
I nie czuję się dobrze z myślą, że ich nie obchodzę jako córka.
Od jakichś dwóch miesięcy spotykam się z facetem, więc świeża sprawa, ale naprawdę bardzo dobrze się to zapowiada. Świetnie się dogadujemy i niedługo przyjdzie czas na przedstawienie go rodzinie i znajomym... i tutaj pojawia się problem, bo on strasznie siorbie, jak coś pije. Jedna sprawa, że mój układ nerwowy reaguje na ten dźwięk tak, jak na przejechanie paznokciami po tablicy, aż mnie skręca, ale oprócz tego uważam, że jest to zwyczajnie niekulturalne.
Próbowałam z nim o tym rozmawiać, ale on mówi, że tak mu lepiej smakuje, a na moje prośby, żeby pił normalnie mówi, że trudno mu będzie się pozbyć tego nawyku i nie obiecuje, że się uda. Czyli między wierszami czytam, że po prostu mam nie liczyć na to, że coś się zmieni w tej sprawie.
Boję się teraz bardzo wzięcia go do ludzi, bo najpierw myślałam, że on tak tylko w domu, ale ostatnio pił tak, jak byliśmy w restauracji. On siorbie, a ja mam ochotę się schować pod stołem.
Nie chcę go skreślać, bo z jednej strony taki powód wydaje się głupi, ale z drugiej obawiam się bardzo przedstawienia go rodzinie i znajomym, bo będzie mi za niego zwyczajnie wstyd.
Wiem, że najlepiej po prostu porozmawiać, ale właśnie próbowałam i nie jestem w stanie do niego dotrzeć. Jak byście postąpili w takiej sytuacji?
Kiedyś byłem bardzo brzydki – okulary, pryszczaty ryj itp., jedynie sylwetka była okej.
Nie miałem wtedy problemu z zagadywaniem do kobiet, mam dobrą bajerę, jestem w miarę elokwentny. Dużo znajomych się dziwiło, jak to możliwe, że taki brzydal potrafi tak podrywać.
Trochę czasu minęło, okularów nie noszę, pryszczy nie ma. Bym powiedział nawet, że jestem trochę przystojny. Problem w tym, że boję się zagadać do obcych kobiet, widzę, że one się patrzą, uśmiechają, ale się cykam.
Nie wiem, czemu tak jest, może dlatego, że będąc brzydkim, i tak nie miałem nic do stracenia. Czasami tęsknię za tym „brzydszym facetem”.
Spotkałam się z facetem na trzecią randkę. Na początku wypiliśmy piwo nad jeziorem, zjedliśmy pizzę, pospacerowaliśmy, jakieś przytulenie. Gdy odwoził mnie do domu, w pewnym momencie zatrzymał się gdzieś koło lasku, zaczął mnie całować w usta, takie typowe cmoki, i ręce na biust... Powiedziałam, żeby przestał, bo mi się to nie podoba, poza tym już wcześniej mu mówiłam, że w aucie dla mnie klimatu na takie rzeczy nie ma, a do tego po ciemku. Powiedział, że przeprasza, ale mam takie słodkie usta i w ogóle mógłby mnie tak całować całą noc. W ogóle czułam się jak w komedii romantycznej dla nastolatków typu jakiegoś „American pie”, a facet ma 32 lata. Do tego jestem osobą wysoko wrażliwą, więc jakiekolwiek zachowanie bez wyczucia jest dla mnie przytłaczające. Usta to mnie bolą do tej pory... Jeszcze na koniec dostałam wiadomość, że tak miło było mnie pocałować i ma nadzieję, że podobały mi się buziaki.
Nigdy wcześniej niezależnie od tego, co to był za facet i co z tego wyszło, nie czułam się sytuacją tak przytłoczona. Randek odechciało mi się na długo.
Dzisiaj jest rocznica naszego ślubu. Szesnasta.
Na początku, po ślubie, świętowaliśmy, a później z pojawieniem się dzieci coraz mniej – jednak ciasto i toast były.
Dzisiaj idąc do toalety, minęłam męża myjącego coś w zlewie i mówi do mnie: „Sprawa jest taka, żebyś w tygodniu pojechała i wybrała sobie biżuterię, to ja za nią zapłacę z okazji rocznicy”.
Biżuteria, o której mowa, jest dużo warta (ponad 5k), jednak sposób przekazania tej informacji sprawił, że odechciało mi się wszystkiego.
Dodaj anonimowe wyznanie