#Fb9lq
Znajomym i rodzinie wmówiłam, że ta oferta wcale nie była tak dobra. A była.
#PCAq7
Staram się nie włazić ludziom pod nogi, nie pakować w wąskie przejścia, nigdy nie proszę o przepuszczenie w kolejce. Najczęściej sama przepuszczam ludzi, bo nawet mając 10 przedmiotów na taśmie ślimaczę się z wykładaniem, pakowaniem, płaceniem i odchodzeniem, a gdy mam mijać kogoś z psem, wózkiem, to po prostu schodzę na bok i udając że czytam sms/poprawiam coś czekam aż ta osoba przejdzie. Ja naprawdę nie chcę być "odczuwalna" z moim kalectwem dla reszty i bardzo się staram. Gdybym mogła, to bym robiła zakupy z dostawą, ale nie mogę. Jest mnóstwo dobrych ludzi, kochanych, współczujących, bezinteresownych, ale...
Jest mi przykro, gdy rodzic/opiekun nie wytłumaczy dziecku, żeby nie kopało w moje kule, nie skakało nad nimi, nie biegało wokół mnie slalomem, nawet gdy o to grzecznie proszę. Albo gdy ludzie nie pilnują psów i któryś wystraszony moimi "pałąkami" podbiega, warczy i szczeka, a czasami nawet się rzuca. Niestety to są nagminne sytuacje, te z dziećmi i psami. Gdy słyszę/widzę dzieci albo psy to już się boję, chociaż fafiki uwielbiam. Mój stan 7 razy uległ pogorszeniu, bo się przewróciłam/straciłam równowagę/zostałam kopnięta/poszarpana za nogawki i upadłam. Moje krzyki i prośby w takich sytuacjach spotykają się z jeszcze gorszymi krzykami i groźbami. W sklepie pół biedy, jest monitoring, ale na ulicy nie ma. Nawet gdybym miała siłę, to nic nie wywalczę.
Ludzie, ja nie mogę się bronić! Nikogo tymi kulasami nie pobiję, nie zastrzelę nimi nikogo, nic nie mogę, bo poruszam się w zawrotnym tempie ok. 2km/h a co 200 metrów muszę siadać na ławce. To że mam 25 lat i brak widocznych oznak (poza kulami) mojego stanu, nic nie zmienia. Nie jestem niczyim wrogiem.
Dziękuję wszystkim tym tym, dzięki którym jest mi lżej. Którzy widząc mnie, nie widzą zagrożenia, a kogoś kto potrzebuje pomocy. Zwłaszcza pewnej mocno starszej Pani, która widząc mnie z siatką zakupów wzięła ją ode mnie i zaniosła mi ją pod drzwi, bo ja ledwie człapałam, a jeść musiałam. I ta Pani była dużo sprawniejsza niż ja...
#0FTl1
Z rówieśnikami nie dogadywałem się najlepiej, więc uciekłem do raczkującego wtedy świata wirtualnego.
Odnalazłem się na blogu zrzeszającym ludzi, którzy odgrywali postacie lwów.
Każdy kto chciał dołączyć, zapisywał się przez mail, umieszczał własną historię, krótki opis swojej postaci.
Rozmawialiśmy w komentarzach pod notkami, zdjęciami, wymyślaliśmy intrygi i każdy kto chciał dopisywał coś od siebie.
Później przyszedł czas na założenie chatu dla stada. Poznałem tam wspaniałych ludzi, nawiązałem przyjaźnie na odległość.
Zatraciłem się w tym.
Gdy wracałem ze szkoły, robiłem wszystko w ekspresowym tempie, by tylko móc jak najszybciej wrócić do wirtualnego świata.
Żyłem życiem moich 'przyjaciół' ze stada, fantazjowałem, że gdy będziemy samodzielni to zamieszkamy w jednym mieście i będziemy nierozłączną paczką przyjaciół.
Tylko nie zdawałem sobie sprawy, że ludzie w internecie mogą kłamać, że dziewczyna, która opowiadała mi o swoim nowotworze jest całkowicie zdrowa. Że chłopaki, którym się zwierzyłem z miłości do umierającej Julii to tak naprawdę dziewczyny. Że koleżanka, z którą chciałem studiować wcale nie ma 15 lat.
Długo zajęło mi odkrycie prawdy i otrząśnięcie się z fikcyjnych relacji.
Dla większości stada, to była tylko zabawa. Ja przeżywałem wszystkie ich wymyślone problemy na sobie, podchodziłem do nich emocjonalnie.
I tylko nostalgiczna łezka kręci mi się w oku na myśl, że to były jedne z najlepszych relacji w moim życiu. Nawet jeśli nie były prawdziwe.
#wu5C9
Na spotkaniu wypiłam 2 piwa, ale nie korzystałam z toalety. Kiedy już przyszedł czas powrotu do domu, wybiegłam szybko z pubu, żeby zdążyć na autobus. Już na przystanku moje myśli krążyły wokół jednego - musiałam jak najszybciej się załatwić. Jako że do autobusu miałam dosłownie dwie minuty, kolejny za godzinę, a ja w centrum miasta - musiałam wytrzymać.
Podróż była ciężka i trwała 7 minut. Jak wysiadłam z autobusu, to już nie byłam w stanie iść. Niesamowity ból blokował moje ruchy. Stałam jak wryta na przystanku, z myślą, że jak zrobię krok, to po prostu się posikam. Do domu 100 metrów pieszo, mówię - dam radę!
Nie dałam. Zaraz jak zrobiłam krok, zaczęłam popuszczać mocz pod siebie. Z każdym kolejnym krokiem było gorzej. Nie byłam w stanie już tego powstrzymać. Zdecydowałam na bieg do domu, jednocześnie sikając w majtki.
Teraz mam uraz i jak tylko poczuję lekkie parcie na pęcherz, to od razu idę do toalety.
#dkBto
Córka ma ponad cztery lata, moja kobieta przez cały ten czas nie miała czasu doprowadzić się do porządku. Jest otyła, zaniedbana i wiecznie narzeka. Narzeka na wszystko. Od dłuższego czasu wolę robić nadgodziny, niż wracać do domu do wiecznie niezadowolonej kobiety, która ma o wszystko pretensje. Od ponad dwóch lat nie może znaleźć stabilnego zatrudnienia, bo za ciężko, bo szef ją wkurzył, bo atmosfera zła, bo ktoś podniósł na nią głos, bo ta praca sprawia, że ma depresję itp. Po ostatnich podwyżkach wszystkiego, w tym kredytu hipotecznego, poprosiłem ją, że musi ograniczyć spożywanie cukrów, fast foodów, już nie tylko, bo wygląda jak wygląda, ale ze względów ekonomicznych, bo nie damy rady. Jej dieta oparta o cukry i tłuszcze naprawdę dużo kosztuje. Myślicie, że zrozumiała? Nie zrozumiała. Obraziła się. Kobieta najzwyczajniej mnie obrzydza.
#4oB1Q
Na tym samym obozie w ciągu dnia organizowane były też różne rozrywki, m.in. walka o flagę lub taplanie się w błocie. To drugie wyglądało tak, że brało się duży rozbieg i ślizgało brzuchem po zrobionym wcześniej przez organizatorów torze. Ponieważ było to już po mojej reakcji alergicznej, opiekunowie obozu bali się pozwolić mi na tę zabawę, w zamian za to mogłam ślizgać się... po suchej trawie. Nie powiem, ekstra zabawa, nawet udało mi się zedrzeć kolana.
#1FUIM
Do 20 roku życia byłam dziewicą. Pierwszy raz był z kimś, kogo na ten czas kochałam. Po tym, jak się rozstaliśmy w nieco dramatycznych okolicznościach (on związał się z moją przyjaciółką, my w sumie nigdy nie mieliśmy szansy, więc to wyszło nam na dobre) do dnia dzisiejszego (mam 33 lata) miałam około 30 partnerów seksualnych. Od pojedynczego numerku do dłuższych związków bez przyszłości. Teraz jestem z kimś, z kim chcę spędzić resztę swojego życia. Nie wstydzę się swojej przeszłości, dało mi to bardzo dużo przyjemności, ale teraz chcę się skupić na moim związku.
Chciałam się tym podzielić, ponieważ nikomu poza moim najbliższym przyjacielem nigdy o tym nie powiedziałam i od lat czuję jakbym miała dwa osobne życia, które teraz są przeszłością. Tak samo mogę powiedzieć, że tego co było nigdy nie zapomnę, to jest częścią mnie.
Dlaczego napisałam jak wyglądam i jaki jest poziom mojej edukacji? Ponieważ ludzie mają prawo do swoich wyborów, możesz wyglądać jak chcesz i być kim chcesz i możesz robić co Ci się podoba, z kim Ci się podoba, żyć pełnią życia, którą sama czy sam sobie definiujesz, o ile daje ci to szczęście. Czy przespanie się z taką liczba mężczyzn i kobiet spowodowało, że byłam szczęśliwa? Nie, właściwie często mnie zasmucało, ale nie czułam, że chcę czegoś innego. I właściwie dało mi to bardzo dużo, nie przejmuję się tym co ludzie mówią, zaakceptowałam fakt, że niektóre relacje są dla funkcji, nie przywiązuję się łatwo i trudno mnie zranić. :)
#UKeth
Jest jednak jedna rzecz, która mnie irytuje w ich zachowaniu. Chodzi o sposób, w jaki dzieci kolorują malowanki: wychodzenie poza linię, nieodpowiednio dobrane kolory (niebieskie włosy, fioletowe drzewo), część malowanki niepomalowana. Nie oszukujmy się, większość to bazgroły, które nie wyglądają ładnie, ale muszę chwalić, udawać sztuczny zachwyt "jakie piękne", "jakie cudowne", "brawo", "super"... mimo że w duchu czuję zażenowanie tym, na co patrzę. Wiem, że są to maluchy i nie oczekuję malunków na poziomie Picassa. Irytuje mnie bardziej sam fakt udawania, że są wspaniałymi malarzami. Oczywiście jestem od motywowania i chwalenia dzieci, dlatego żadne z moich podopiecznych nigdy nie usłyszy ode mnie bolesnej prawdy, jednak to co zalega mi w sercu wylewam na papier w domu.... i tu zaczyna się anonimowa część wyznania.
Mając 29 lat, kupuję sobie malowanki dla dzieci. Najróżniejsze, ze zwierzakami, owocami, w okresie świątecznym z choinkami i Mikołajem. Wieczorami, weekendami, w wolnych chwilach je maluję. Starannie, nie wychodząc za linie, odpowiednio dobierając kolory, czasem bawię się w cieniowanie. Po skończeniu z dumą patrzę na moje dzieło i chwalę się w duchu za mój "wyczyn". Wszystkie malunki odkładam na półkę, nie wyrzucam.
...A potem przychodzi kolejny dzień, idę do przedszkola i z przyklejonym uśmiechem na twarzy chwalę dzieci za ich cudowne rysunki...
#sFQGM
Kiedy tylko odkryłam, że mam bardzo zdolną córkę, mocno promowałam jej edukację - jakieś dodatkowe zajęcia itp. Do tego dodatkowe korki z biologii i chemii, by przygotować ją do matury jak najlepiej. Jej ojciec się w to szczególnie nie wtrącał, ale nie miał nic przeciw. Oczywiście miała dostać się na medycynę. I dostała się, z pierwszego naboru.
Dopiero dzisiaj powiedziała mi, że nie dostarczyła dokumentów, bo ona nigdy nie interesowała się medycyną, nie ma ochoty na nią iść i złożyła też za moimi plecami papiery na romanistykę, bo właśnie języki (szczególnie francuski) są tym, co uwielbia i tym chce się zajmować całe życie. Wcześniej nie miała odwagi mi powiedzieć, „bo przecież tobie tak bardzo zależało”.
Przepraszam, córeczko…