#ksbyf

Mam 22 lata, zaczęłam drugi stopień studiów i zaczęło do mnie dochodzić, że wszyscy wokół kogoś mają, biorą ślub, zakładają rodziny, kupują mieszkania/samochody i układają sobie życie, a ja stoję w miejscu. Czuję się, jakby coś mnie w życiu ominęło, jakiś etap, o którym nikt mnie nie poinformował. Nigdy nie byłam w związku, nie mam żadnego doświadczenia w relacjach i zastanawiam się, co może być ze mną nie tak, bo próbowałabym to jakoś zmienić. Koleżanki opowiadają o randomowych sytuacjach w miejskim, sklepie czy na uczelni, a ja nigdy czegoś takiego nie miałam. Wiem, że nie jestem w kanonie piękna i bardzo daleko mi od niego, więc może to jest problem. Nie mam z kim zbytnio o tym porozmawiać, bo nikt tego nie rozumie, a ja czuję się z tym fatalnie. Do tego dochodzi presja ze strony rodziny, która chciałaby, żebym kogoś znalazła i cały czas powtarzają, że chcieliby pójść na wesele. Jednak najtrudniejsze jest w tym wszystkim to, że podobają mi się kobiety. I nie jestem gotowa mówić o tym otwarcie. Boję się reakcji otoczenia, oceny i tego, czy zaakceptowaliby mnie taką, jaka jestem, szczególnie że mieszkam w małej miejscowości, gdzie takie informacje rozchodzą się dosyć szybko. I trochę nie wiem, co robić.

#Zi4eC

Zostałem wychowany w katolickiej rodzinie, co niedzielę całą rodziną chodziliśmy do kościoła. Początkowo byłem bardzo religijny, dbałem nawet oto, by mieć równo ręce złożone, przysięgałem sobie, że nigdy nie będę mieć tak byle jak złożonych, jak inni. Kiedyś na YT obejrzałem filmik, gdzie bodajże Natanek czy inny nawiedzony ksiądz podnosił do rangi wielkich zagrożeń duchowych Hello Kityy, Halloween, black metal. Byłem tak fanatyczny, że nękałem brata, żeby wyrzucił lampion w kształcie dyni, bo to diabelskie. Miałem wtedy jakieś 12 lat.

Nagle wszystko się zmieniło. Jakoś, nie wiem jak, odsłuchałem nagranie jakiegoś gościa, który zaczął kwestionować moją wiarę. Wówczas uznałem Kościół za wroga numer 1. Na religii w szkole była niezła jazda. Radykalizowałem się w swoim antyklerykalizmie coraz bardziej, lecz wciąż byłem chrześcijaninem, o zgrozo bardziej gorliwym niż kiedyś, tylko miałem poglądy niczym wściekli protestanci za wojny 30-letniej. I wtedy zjawił się on. Świadek Jehowy. Zacząłem z nim korespondować przez pewną stronę, on mnie mamił urokami swojej wiary. Po kilka godzin dziennie potrafiłem siedzieć na tej stronie. Wtedy moja religijność sięgnęła zenitu. Dbałem, by w żaden sposób nie obrazić Jehowy, wszystkim wokół mówiłem o Jehowie i o wierze (miałem jakieś 15 lat). Na religii cyrki były jeszcze większe (rodzice nie chcieli mnie wypisać), a w kościele stałem jak słup patrząc z pogardą na tych bałwochwalców. Ja nie wiem, jak do tego doszło, ale nie widziałem żadnej skazy na organizacji, była dla mnie po prostu idealna. Normalnie byłem ślepy na niektóre rzeczy.

Na szczęście na swojej drodze spotkałem kogoś, kto otworzył mi oczy. Gdyby nie on, nie wiem, co by się teraz działo. Nawet nie wiecie, jak mi wstyd za to, co wtedy gadałem do znajomych. Później straciłem zainteresowanie religijnością, do czasu, aż spostrzegłem, że moja wiara słabnie. Za wszelką cenę nie chciałem jej stracić, rozpaczliwie modliłem się do Boga, aby mi ją przywrócił. Straciłem. I wiecie co? Dobrze się stało. Nigdy wcześniej nie byłem tak otwarty na rozmowę i innych ludzi. Już w katoliku nie widzę przebrzydłego bałwochwalcy, a w fanie Behemotha (którego z resztą słucham) okropnego satanisty. Widzę człowieka. Człowieka, z którym nie mam problemu pogadać bez emocji, wysłuchać, co nim kieruje i zrozumieć.

#EUIhW

W trakcie napadów depresyjnych wchodzę na anonimowe. Czytam wasze historie, które są krótkie i treściwe, dzięki czemu nie wczuwam się w waszą psychikę (tak bardzo jak przy czytaniu książek). Wyłączam się, nie myślę tak źle o sobie, w sumie to prawie o niczym nie myślę i szybciej wracam do normalnego fukcjonowania.
W moim przypadku to pomaga. Dziękuję wam.

#f7XgC

Jak miałam 3-5 lat, wymyśliłam, skąd się biorą dzieci. Otóż jak kobieta je, to w jej brzuchu robi się powoli dziecko. Ziemniaczek to serduszko, kotlecik - główka itp. Jako iż byłam niejadkiem, musiałam się zmienić. Bardzo chciałam mieć dzidziusia, więc zaczęłam więcej jeść. Rodzice myśleli, że po prostu się zmieniłam. Nikt nie wie, co było przyczyną nagłego jedzenia. Nikt. (Nie lubię słowa "żodyn").

#dn6Cs

Ja wiem, że nie lubicie historii o fundacjach robiących peruki, ale chciałam coś dodać od siebie.


Mam takie szczęście, że mam zdrowe i gęste włosy, które sięgają mi do połowy uda. Często byłam wręcz napastowana przez zwolenników tych fundacji. Pytanie, czemu sami nie oddadzą nie działało, bo przecież to ja mam cudowne włosy a oni przeciętne, więc to ja mam obowiązek ściąć włosy i oddać je fundacji.


Tak bardzo miałam tego dość, że przefarbowałam włosy na ciemniejszy kolor. Tak, żeby było widać zmianę, ale jednocześnie nie aż tak, aby odrosty nie były widoczne. Włosy nieznacznie się zniszczyły i musiałam zmienić odżywkę, ale za to teraz, za każdym razem jak ktoś nakazuje mi oddać włosy na fundację "z ciężkim sercem" odpowiadam, że "głupia ja pofarbowałam włosy i niestety takich mi nie przyjmą".



Zapewne znalazła by się fundacja, która i farbowane bierze, ale działa, ludzie dają mi spokój. Nareszcie.

#kadg2

Napisałam niedawno komentarz i zostałam poproszona o opisanie całej tej sytuacji w wyznaniu. Historia dotyczy "dyktatorstwa modowego" w szkole. Zanim znowu doczepi się jakiś hejter, napiszę, że zgadzam się z tym, że "szkoła to nie dyskoteka", w pełni popieram zakaz zbyt obcisłych/za dużo odsłaniających ubrań. Od biedy mogę uznać zakaz makijażu, malowania paznokci, piercingu i farbowania włosów, jednak reszta wymysłów dyrektorki zahacza o paranoję.

Nie wolno było mieć odkrytych ramion (nawet jeśli stanik był niewidoczny), nosić leginsów, spodni dresowych (chyba, że takie bardzo porządne), mieć kolorowych sznurówek, pasków z dużą klamrą, ubrań w żywych kolorach, ubierać się na czarno (na żałobę trzeba było mieć pozwolenie), nosić rzeczy charakterystycznych dla subkultur, ubrań z widocznym logo marki (Nike, Gucci itp., wyjątkiem był wf), ubrań zbyt ekstrawaganckich/modnych.

Spódnica (do niej obowiązkowo rajstopy) musiała sięgać co najmniej do kolan, buty na absolutnie płaskiej podeszwie i bez odkrytych paców, a biżuteria bardzo dyskretna i skromna. Musieliśmy mieć buty zmienne, ale nie mogły to być Conversy, Nike itp.

W glanach ani butach na obcasach nie wpuszczano do budynku, nawet jeśli miały być zostawione w szatni. Tak samo było z kurtkami w neonowych kolorach. Nie wolno było się zbyt wymyślnie uczesać (grzywka na bok, korona z włosów, warkocz na jedną stronę, czy duże, kolorowe spinki się do tego zaliczały).
Dziewczyny z dużym biustem, musiały mieć dekolt pod samą szyję (reszta 2-3 palce poniżej obojczyka), żeby nie prowokować chłopców. Chłopcy musieli mieć spodnie co najmniej do połowy łydki. Później doszedł zakaz okularów w grubych, kolorowych oprawkach.

Co się zalicza do zbyt ekstrawaganckich ubrań? Bluzka z rozszerzanymi rękawami, koronkowa bluzka z nieprzezroczystą podszewką, t-shirty z śmiesznymi nadrukami/nazwami zespołów, choker, spódnica z tiulową podszewką itp. Za każdorazowe przyjście w czymś takim była uwaga.
Za strój galowy uznawano białą koszulę i czarną/granatową spódnicę u dziewcząt oraz białą koszulę i czarne/granatowe spodnie od garnituru lub garnitur u chłopców. Buty oczywiście eleganckie. Każde odstępstwo np. biała bluzka zamiast koszuli, skutkowały uwagą.

Na wf musieliśmy mieć osobne buty, dozwolone były tylko te tanie halówki. Spodnie tylko czarne i luźne, długość co najmniej do kolan i najwyżej do połowy łydki. Bluzka koniecznie biała i luźna, gdy komuś choć lekko prześwitywał stanik (co czasem się zdarzało, bo nie trudno się zapomnieć i ubrać czarny stanik pod ciemną górę), dostawał jedynkę. Skarpetki musiały być białe, frote i dla odmiany markowe (swoje "pumy" kupiłam na bazarze, bo szkoda mi było kasy).

Dyrektorka co roku próbuje wprowadzać mundurki, ale rodzice się nie zgadzają.

#uLysk

Jakiś czas temu dawałem wyznanie o tym, że poznałem fajną dziewczynę na boisku (to było jakoś w lipcu) i chciałem powiedzieć, że mamy to. 


Cały się trzęsę i myślałem, że takie love story jakie się tu działo to tylko w filmach.


Także nie będę się powtarzał tylko powiem, że jest moja <3

#FGGqm

Dużo się mówi o osobach LGBT, nie tak dawno nawet... Chciałbym powiedzieć, że znalezienie odpowiedniej osoby do "czegoś więcej" jak przelotny seks (bo niestety bardzo dużo osób tylko tego chce), jest co najmniej bardzo ciężkie. Samo życie w tej społeczności nie jest lekkie. Nie pomaga fakt życia w tym państwie. Jestem jedynakiem w katolickiej rodzinie. Codziennie zmagam się z własnymi myślami dlaczego nie mogę być jak inni.



2 lata tamu miałem swój comming out przed rodzicami. Niby przyjęli to do wiadomości, ale nie uznali tego. Każdorazowe zahaczanie o tematy związane z dziewczynami budzi u mnie niesmak. Moja dalsza rodzina nawet o tym nie wie (znając ich może lepiej by tak pozostało).



Kończąc to chciałbym powiedzieć, że bycie już członkiem tej komuny (bo to jest pół-zamknięty krąg osób, w którym wszyscy się znają, bądź kojarzą) jest jednym z problemów, z którym się muszę mierzyć samotnie. Brakuje mi kogoś kto będzie prawdziwym wsparciem. Takich osób jak ja jest więcej, tych co boją się mówić i muszą przeżywać wszystko po cichu - wewnątrz siebie...
Dodaj anonimowe wyznanie