#ehM1X

Mój chłopak zawsze był egoistą.

W tygodniu warzywo, w weekend król imprez. Nie umiał się ze mną bawić, nie zabierał na randki. Za każdym razem gdy mówiłam, że to koniec, po miesiącu się ogarniał i było super.

Po ponad 3 latach zamieszkaliśmy razem i się zaczęło.
W tygodniu odzywał się do mnie tylko podczas obiadu i gdy kładliśmy się spać. W weekend zawsze kumple. Dla nich był cudowny, ja byłam jak jego mama.
Pranie, gotowanie i sprzątanie, dbanie o budżet i zakupy.

Miarka się przebrała, rzuciłam go.

Tylko jest jedno małe ale... on mieszka teraz w salonie, a ja w sypialni. Nie stać mnie na wynajęcie mieszkania, a nie chcę mieszkać z kimś obcym.
Dogadujemy się jak nigdy.
Tylko że ja dbam o siebie, ćwiczenia, dieta, kino i spotkania ze znajomymi.
A on cały dzień na kanapie, YouTube i zupki chińskie na obiad i kolacje.

Trochę mnie to śmieszy, a trochę mi go żal.

Patrzenie jak bezsensowne jest jego życie tylko bardziej mnie motywuje. I nie chcę, by się wyprowadził, bo znów byłoby tak samo jak zawsze - zatęskniłabym i byśmy do siebie wrócili, a tak to widzę co "straciłam".

#WZOvY

Mamy już z mężem oboje ponad 30 lat, jesteśmy razem 6, ale nadal wstydzę się i nie wiem jak się zachować, gdy ktoś mnie pyta o to, jak się poznaliśmy. Nie potrafię kłamać i zawsze mam wtedy taki głupi uśmiech na twarzy i robię się czerwona. Z reguły odpowiadam coś w stylu „przez znajomych” i staram się zmienić temat, ale wiem, że wygląda to dziwnie i podejrzanie. Nie mam też pojęcia co mam wymyślić i powiedzieć naszym dzieciom, jeśli kiedyś o to spytają.

Miałam w życiu bardzo zły okres i przez rok pracowałam w klubie jako "dziewczyna do towarzystwa", a on był moim klientem. Dodam tylko, że odeszłam stamtąd dzięki niemu, a może właściwie dla niego.

#bXoER

Jestem muzułmanką, jestem Polką, moja rodzina od zawsze żyła w Polsce i nie mam żadnych innych korzeni. Właściwie nawet nie wiem skąd pojawił się w niej islam, wiem tylko, który z pra - parę razy - dziadków przyjął go jako pierwszy, a teraz wierzy po prostu większość mojej rodziny (dość sporej, jeśli liczyć wszystkie ciotki, wujków itp). Moi rodzice, mimo że od dzieciństwa wychowali mnie w religii, nie mieliby problemów, gdybym z niej zrezygnowała, miałam taki okres, kiedy w sumie prawie to zrobiłam, ale ostatecznie sama dla siebie znalazłam powód, dla którego jednak wierzę. Co dziwne nigdy nie miałam zbytnio problemów przez swoją religię, nie chodzę w burce, ale mimo wszystko moje włosy są zakryte, a ubiór skromny, co rzecz jasna zwraca uwagę, ale najgorsze co usłyszałam to Allah Akbar wykrzyczane przez jakieś dziecko. Mój mąż też jest mojej wiary, sama go sobie znalazłam, bez udziału rodziców, Polak, którego kocham i jestem z nim już około 15 lat.

Na czym polega problem? Poznałam niedawno parę rodzin, przyjechali do Polski bardzo dawno, więc to nie z Syrii, ale też muzułmanie, i jestem kompletnie załamana zachowaniem ich kobiet. Ja mimo swojej wiary nigdy nie pozwoliłabym żadnemu mężczyźnie tak mnie traktować, jak one pozwalają. Szczególnie jedna, dałam jej kiedyś swój numer i się zaczęło. Codziennie potrafi do mnie dzwonić tylko żeby się skarżyć na męża, że wszystkie pieniądze są u niego, że schował jej dokumenty, że krzyczy, że to, tamto. A kiedy proponuję jej rozwiązania, które mogą jej realnie pomóc (mam znajomości w kilku ośrodkach dla samotnych mam, raz nawet już załatwiłam jej pokój i prawnika, żeby mogła uciec, zabrać swoje rzeczy itp.), to znajduje wymówki. Ta znajomość trwa już kilka lat i nadal to samo, ona tam siedzi, dzieci coraz więcej, on ma wszystko gdzieś. Mam wrażenie, że ona lubi być tą ofiarą, której wszyscy współczują i pomagają. Najpierw myślałam, że ona się go boi, ale teraz na 100% wiem, że nie.

Mam sporo znajomych Polek, Tatarek i innych swojej religii, ale wszystkie potrafią postawić faceta na miejsce, znają swoje prawa (których btw. mamy sporo) i obowiązki męża wobec siebie. Wcześniej myślałam, że to przez mężczyzn takie są, ale teraz nie wiem, skoro tak większość siedzi, to chyba im takie traktowanie pasuje. Oczywiście nie chcę powiedzieć, że ten facet jest porządnym człowiekiem, bo nie jest, ale wiem od męża, że ma taki charakter, że gdyby ta kobieta chciała coś zrobić, to już od dawna żyłaby normalnie albo by odeszła, on by nie chciał biegać po sądach i nie robiłby żadnych problemów.

Od jakiegoś czasu mam nowy numer, ale wiem, że ona czasem nadal próbuje się ze mną skontaktować. Ja mam dość.

#Tdyvb

Było to dawnymi czasy, kiedy byliśmy jeszcze młodzi. Każdy z nas po około 19-20 lat, studenci (głównie zaoczni), pracujący za psie pieniądze, ale mimo wszystko imprezujemy, że aż miło! Konkretnie co drugi dzień i leje się morze alkoholu (sam nie wiem jak tak mogłem, bo dzisiaj po dwóch piwkach jestem ciepły i gotowy do spanka).
Gwoli wyjaśnienia mieszkałem wtedy z rodzicami, niczego nawet nie podejrzewającymi (chyba myśleli, że całe dnie na uczelni i w pracy spędzam), na wsi oddalonej o jakieś 7 kilometrów od miasta, gdzie działa się większość akcji, co stanowiło dla mnie przeszkodę.

Podczas gdy cała pijana wiara zasypiała ululana, ja prawie zawsze wpadałem na pomysł wracania na piechotkę do domu (ostatni autobus o 22). Problem w tym, że droga była niezmiernie nudna – 3 kilometry prostej, dwa zakręty, 4 kilometry prostej. I totalnie monotonna – domy i latarnie, chodnik i tyle. Na szczęście nogi moje jak ten wierny koń niosły mnie tam, gdzie należy, a ja w międzyczasie potrafiłem zasnąć w ruchu i budzić się tylko po to, żeby wziąć ww. zakręty. Potem była brama do posesji rodzicieli – komu by się chciało otwierać, skoro można przeskoczyć, a następnie drzwi do garażu (bo rodzice nie usłyszą, poza tym miały wielki klucz łatwy w użyciu po pijaku), prysznic i kimono (choćby nie wiem jak nawalony, zawsze myłem zęby i brałem prysznic). Potem 3-4 godziny spania i śniadanie, rodzice tylko pytali, czy późno w pracy musiałem zostać itp. Jednak po pewnym czasie takiego, nudnego w końcu, dreptania pieszo po użyciu w końcu wpadłem na rewelacyjny pomysł łapania stopa. W końcu idę wzdłuż drogi (cokolwiek pustej o 4-5 nad ranem). Więc idę sobie tak na wpół przytomny i jakaś cząstka mnie usłyszała zbliżający się pojazd. Macham rączką jak ten kulturalny autostopowicz, oczy zamknięte, więc nie widziałem, że macham na radiowóz. Panowie się zatrzymali i w śmiech. Cały dowcip sytuacji polega na fakcie, że w naszej małej mieścinie praktycznie wszyscy się znają, więc starszy pan za kierownicą był dobrym znajomym moich rodziców, a jego młodszy kolega moim kolegą ze studiów... Na szczęście panowie się zlitowali, a że byli w drodze do dyskoteki niedaleko mojego domu (gdzie zawsze w soboty miejscowi po użyciu bawili się za pomocą sztachet z płotów itp.), więc zawieźli mnie pod sam dom.

Zdarzyło mi się jeszcze nieraz łapać stopa i nieraz wracać radiowozem. Policja też czasem potrafi służyć obywatelom w potrzebie :)

#Rlfe5

Wyznanie o instant karmie.

Gdy opuszczamy autobus, to wychodzimy pierwsi, a gdy wchodzimy, to drudzy. Niestety nie wszyscy to rozumieją i wolą komplikować życie innym, a również i sobie.

Chciałam opuścić autobus, drzwi się otwierają, chcę wysiadać, ale nagle wpycha się do środka baba. Nie zdążyła wejść, bo runęła na ziemię, potykając się o schodek autobusu.

Mówcie co chcecie, że znieczulica, że prostak, ale zaczęłam się śmiać i poszłam dalej. Nikt nie pomógł babeczce, bo prawdą jest, że nie trzeba było się pchać, tylko dać wysiąść ludziom, szczególnie że było tłoczno.

#5ve4w

Mam męża od 4 lat. Kocham go, a on mnie, ale mam ochotę na innych facetów. Tęsknię za moim byłym i tym jaki był w łóżku. Mąż pomimo wielu rozmów na temat tego czego potrzebuję totalnie mnie zlewa. Mówi, że się poprawi, ale tego nie robi. Ja spełniam jego wszystkie łóżkowe fantazje, a on moich nie, bo mówi, że później. A jak raz na jakiś czas się do czegoś zabierze, to trwa to minutę i mówi, że więcej mi nie przysługuje. Chyba oszaleję.

#vq2yW

Pewnego razu wracałam z moim chłopakiem z romantycznego spaceru po warszawskiej starówce. Byłam wtedy studentką Uniwersytetu Warszawskiego, i na randkę pognałam prosto po zajęciach. Żeby nie nosić ze sobą tobołków, zostawiłam je w uniwersyteckiej szatni, a lubego poinformowałam, że w drodze powrotnej musimy zahaczyć o kampus główny.

Wracamy sobie, grudzień, Krakowskie Przedmieście błyszczy się od światełek, normalnie cud, miód i orzeszki. Żeby zaoszczędzić sobie drogi, postanowiłam wejść przez boczne wejście koło wydziału geografii. Jako nowo upieczona studentka nie znałam jeszcze dobrze kampusu i nie używałam nigdy tego bocznego wejścia, ale wiedziałam, że takowe istnieje. Skręciłam z Krakowskiego przy barokowym kościele i podchodzę do furtki, niestety zamkniętej. Skoro już skręciłam, to żeby nie łazić bez potrzeby, zaczęłam się z furtką szarpać w nadziei, że ją sforsuję.
Nagle, ni z tego, ni z owego, pojawia się przede mną żołnierz i pyta podejrzliwie "Co pani tu robi?".
Ja, nie tracąc werwy, odpowiadam dziarsko, że próbuję się dostać na wydział geografii.
Żołnierz popatrzył na mnie, na chłopaka (który ufał, że wiem, co robię) i powiedział tylko:
- Ale to jest Pałac Prezydencki...

Okazało się, że zagadana i zapatrzona jak cielę w mego wybranka skręciłam przy złym kościele i niczego nieświadoma próbowałam sforsować tylnym drzwiami Pałac Prezydencki...

#6YIhl

Jestem ateistą. Moja babcia jest osobą bardzo religijną. Ostatnio na jej urodziny postanowiłem jej kupić łańcuszek z krzyżykiem. Zadowolony z zakupu nie mogłem się doczekać, aż podaruję go babci. W dzień urodzin zapakowałem go ładnie i poszedłem dać go babci, jednak jedyne co usłyszałem, to że babcia jest chrześcijaninem i nie będzie chodzić w żadnym satanistycznym badziewiu.
Dodaj anonimowe wyznanie