#dmFt6

Byłam kiedyś na pogrzebie matki mojej najlepszej przyjaciółki. Po złożeniu kondolencji rodzina dziękowała mi za przybycie i mówi, że śmiało mogę już iść, bo spóźnię się do pracy. Odpowiedziałam: "Och, nie martwcie się, przecież nie umrą beze mnie".

#YlWhC

Chytra baba autobusowa w akcji.

Niedoszacowałam temperatury i ubrałam się na ciepło. Kierowca nie oszczędzał ogrzewania i chwała mu za to, mi jednak po dwóch minutach zrobiło się nieznośnie gorąco. Zdjęłam więc bluzę i trzymałam na kolanach. Po chwili dosiadła się obok mnie jakaś babka w wieku starszym, nie zwracałam na nią szczególnej uwagi, zatopiona w otchłaniach internetu.

Po chwili czuję, że bluza próbuje wyemigrować z kolan. Pozwolenia na zmianę pobytu jej nie wydałam, patrzę więc, a tu obcy czynnik chce dokonać aneksji mojej własności niczym Rosjanie Krymu. A konkretnie jest to owa baba, która z wielkim zacięciem na twarzy szarpie za materiał. Uprzejmie (jeszcze) się pytam, co ona wyprawia. Odpowiedź powaliłaby mnie z nóg, gdybym nie siedziała: skoro odłożyłam, to znaczy, że jej nie potrzebuję, więc może sobie wziąć.
Tu mnie wkurzyła ostro, powiedziałam, że dojazd do Caritasu tą a tą linią, a co moje, niech zostawi w spokoju. Fuknęła, że brak szacunku do starszych i nikt mi na starość kubka wody nie da (łot?). Na szczęście nie musiałam się przepychać, wysiadła szybciej ode mnie. Strach się bać, co by było, gdyby musiało być odwrotnie - cło w postaci czapki?

#3fE8V

Jedna z moich koleżanek sprzed lat rozpoczęła walkę z nowotworem i podzieliła się tym na Fb. Napisałam do niej, pocieszałam, że ma wsparcie w mężu bo on taki przyzwoity, ach i och. Poświęciłam wiele czasu, żeby wiedziała jaki jej mąż jest jej oddany itp.

Po dłuższej chwili odpisała: "jesteśmy rozwiedzeni".

#XsYOU

Jestem w liceum. Jak to w klasie maturalnej, ludzie zaczynają planować przyszłość, studia, no i padł temat założenia rodziny i dzieci.
Klasa prawie samych dziewczyn, hormony szaleją, a połowa nudzi się w domu na zdalnym nauczaniu, więc nawet mnie to nie dziwi.

W tym jestem ja. Dzieci nienawidzę, nie chcę ich mieć, całkowicie inaczej widzę swoją przyszłość (chłopaka nie mam i w sumie ten aspekt życia przestał mnie obchodzić).
Nie mogę się pogodzić z tym, że moje ciało dąży do posiadania dziecka. Zdarzają się dziewczyny, które nie potrafią pogodzić się z oznakami dojrzewania, ja chyba nigdy się z tym nie pogodzę. Głupi problem, ale ja przeryczałam już kilka nocy.
Tłumaczę sobie, że to tylko biologia i nic więcej, ale i tak mnie to mocno frustruje.

#HcppT

Byłem w parku z psem, pies się załatwił - dwójeczka.
Zostałem upomniany przez panią, że nie sprzątnąłem, więc żeby nie psioczyła dalej, posprzątałem po moim psie.

Wracając tą samą drogą widzę, jak pani wysadza dziecko do załatwienia się, nawet nie w jakimś dyskretnym miejscu.
Widząc to, po tym, jak już dziecko się załatwiło, podszedłem do pani i zasugerowałem, że odchody to odchody i po dziecku też wypada sprzątnąć i wręczyłem jej woreczek.

Mina tej pani była warta wszystkiego :D

#XUWvk

Kilka lat temu brałam ślub. Jak to zwykle bywa, przy tworzeniu listy gości weselnych powstał problem kogo zaprosić, a kogo nie. Tutaj muszę nakreślić ogólną sytuację u mnie w rodzinie: z dalszych krewnych utrzymuję kontakt tylko z rodzeństwem dziadka od strony mamy i ci byli zaproszeni, rodzice taty nie żyją, natomiast rodzeństwo babci od strony mamy stoczyło się w patologię - siłą rzeczy widzieć ich nie chciałam nawet na ślubie. Niestety dowiedzieli się o nim, bo mieszkają w tym samym miasteczku co babcia, a wiadomo, jak szybko wieści w takich miejscach się rozchodzą.

Ile starowinka się musiała nasłuchać, jaką to ma wyrodną wnuczę, jaką niedobrą, co rodziny się wstydzi, że oni mnie wydziedziczą (heh, nie wiem z czego, z długów?), i oni koniecznie muszą mnie zobaczyć, wypić ze mną wódkę i bawić się do białego rana. Przy takim podejściu nie dostali adresu, wydębili go jednak od babci - zapomniała, że miała go nie dawać. Trudno, jakoś przeżyję. Jak się okazało, nie do końca...

Prezenty od gości przenieśliśmy do samochodu teścia, miał nas z mężem odwieźć po ślubie do mieszkania - abstynent z wyboru i się uparł, nie będziemy narzekać :D Idziemy sobie do restauracji, w której ma być wesele (jakieś 5 minut na piechotę z kościoła), gdy rozlega się alarm samochodu. Nietypowe, bo sobotnie popołudnie, żadnej burzy nie ma, boisko do piłki nożnej co prawda obok, ale ogrodzone naprawdę wysoką siatką... Świadek i kuzyn poszli zobaczyć, co się dzieje. Po paru minutach dostaję telefon, że natychmiast mamy przychodzić, a po drodze kupić coś na uspokojenie.

Gdy docieramy na miejsce, naszym oczom ukazuje się straszny widok. Samochód teściów z rozbitą szybą, obok stoi brat babci, trzymany mocno przez tych, którzy poszli zobaczyć, co się stało. Obok leży jakaś rura, którą najprawdopodobniej wybił okno, stąd alarm. Telefon na policję oraz karetkę - siostra niedoszłego złodzieja zemdlała (nie dziwię się jej).

Co się okazało? Szanowny krewny postanowił się zemścić. Stwierdził, że jest stratny brakiem zabawy, więc my - jako że bogatsi (nieprawda, przez pierwsze trzy lata żyliśmy od pierwszego do pierwszego) - musimy być proporcjonalnie stratni. I postanowił ukraść nam prezenty... Alkohol wyżarł mu mózg tak bardzo, że nie pomyślał, że usłyszymy to i zareagujemy, albo sądził, że zdoła zabrać chociaż parę i się ulotnić.

Efekt - on w więzieniu, nie miał z czego zapłacić za szkody, bo bezrobotny. Teściowie wymienili samochód, bo koszt wymiany przewyższał jego wartość. Babci na szczęście nic się nie stało, my bawiliśmy się mimo wszystko w miarę dobrze. Tylko wciąż zastanawiam się, jak można być tak głupim...
Dodaj anonimowe wyznanie