#wlRzv

Uwielbiam swoje urodziny. Już dwa miesiące przed nimi rysuję mały torcik w kalendarzu, cieszę się jak dzieciak, odliczam dni, przeglądam sklepy internetowe z myślą, co by tu sobie jako prezent sprawić. Lubię je organizować. Tworzę wydarzenie na Facebooku, zamawiam porządny tort (bo choć piec lubię, moje wypieki do jedzenia się raczej nie nadają), liczę, ile balonów będzie mi potrzebnych do udekorowania mieszkania, a ile żeby goście mogli nawdychać się helu. W głowie mam już przygotowane menu z przekąskami, kanapeczkami, słodyczami. Nigdy nie wymagam prezentów, wolę poprosić, żeby znajomi sami zaopatrzyli się w alkohol.

Moje urodziny wypadają (zazwyczaj) idealnie w sam środek Pyrconu – popularnego zjazdu fanów fantasy wszelkiej maści, na który moi znajomi wybierają się regularnie, więc wybieram po konsultacji z zaproszonymi datę raczej okoliczną (w tym roku padło na 30 kwietnia) i zawsze upewniam się po trzy razy, że każdy ma czas i przyjdzie. I cóż, wydaje mi się, że to dosyć dobry sposób na organizację – zaplanować, skonsultować, potwierdzić. Zostaje tylko dobra zabawa, czyż nie?
No właśnie nie.
Znajomi nagle przypomnieli sobie o majówce, rodzice jadą na jakiś zlot motocyklowy,
rodzeństwo kręci nosem nawet nie za bardzo wiadomo na co. Trudno, zadzwoniłam do cukierni, odwołałam mój tort z Batmanem. Został mi chłopak, z którym mieszkam od trzech lat i propozycja, że w takim razie oboje bierzemy wolne 29-30 i jedziemy gdzieś na jakiś wypad na cztery dni.
No kurczę, jakoś też nie, bo jednak praca, bo szef, bo nie mamy pieniędzy. Co najdalej pojedziemy na jedną nockę na weekend, zjemy coś w innym mieście, zwiedzimy muzeum i wypijemy urodzinowego drina.

To będzie już &#^$%! mać piąty rok z rzędu, gdy spędzę je sama...

I szybkie posłowie – to będą moje 21 urodziny. „Osiemnastki” też nie miałam. A na pozostałe urodziny po prostu nikt nie przyszedł, mimo zaproszeń i potwierdzeń obecności. Uwielbiam swojego chłopa i urodzinowe spacery z nim to czysta przyjemność, ale cholercia, ja bym chciała po prostu takie zwykłe przyjęcie z tortem i balonikami i grupką znajomych...

#7Hcg8

Byłam bardzo grzecznym dzieckiem. Zawsze słuchałam dorosłych, bawiłam się cicho i spokojnie. Miałam bardzo dobre oceny w szkole, do końca podstawówki zawsze dostawałam świadectwo z paskiem. Moja mama była ze mnie zadowolona. Nie bardzo zadowolona czy dumna – nie pamiętam, żeby kiedyś mi pogratulowała dobrych ocen czy w ogóle powiedziała coś miłego. Pytała tylko jaką ocenę dostały moje najbliższe koleżanki. Jeśli gorszą lub taką samą, to mówiła: „To dobrze”, a jeśli dostały lepszą, to słuchałam tyrady o tym, że widocznie za mało się uczyłam i że muszę robić więcej. I patrzyła z pogardą. Nie biła mnie, ale też nie przytulała, nie chwaliła. Panicznie się jej bałam. Pamiętam ogromny strach, gdy po raz pierwszy dostałam „jedynkę” z muzyki, za brak fletu. Gdy płakałam, nie pocieszała mnie, pytała, co się stało i mówiła mi, żebym przestała, bo nie ma o co płakać.
Moja mama, jak się później jako dorosła osoba dowiedziałam, przeczytała w jakichś poradnikach na temat wychowywania dzieci, żeby zostawiać dziecko same, żeby się uspokoiło. Postępowała tak, nawet gdy byłam niemowlakiem. Jest dumna z tego, że szybko nauczyła mnie zasypiać samą, opowiadała, że po prostu przestała przychodzić, gdy w nocy płakałam. Nie wpadła na to, że roczne dziecko po prostu zasypia z wyczerpania płaczem. 
Patrząc na to teraz, wiem, że już wtedy nauczyłam się, że nie mogę na nią liczyć.
Dlatego gdy mój ojciec mnie molestował, a ja zorientowałam się, że to jest coś złego, nie powiedziałam jej. Bałam się i wiedziałam, że ona nic nie zrobi. I miałam rację. Ta kobieta dwa miesiące temu dowiedziała się, co mi robił – i nic. Żyje z nim dalej.
Nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się przełamać i opowiedzieć o tym komuś, kto mnie zna. Ogromnie się wstydzę, chyba nawet bardziej biernej, okrutnej matki niż wykorzystującego mnie ojca.

#yUpdl

Pracuję w tygodniu, studiuję w weekendy. W majówkę pierwszy raz od czterech miesięcy wstałem później niż o szóstej rano. 

Wszyscy naokoło mnie mówią: „Jak tobie musi być ciężko”, „Nie masz dla siebie ani grosza wolnego czasu”, „Współczuję ci, ja bym tak nie potrafiła”.

A prawda jest taka, że nie mam żadnych przyjaciół, dziewczyny, nie mam hobby ani żadnego zajęcia. Gdy jestem w domu, to po prostu wegetuję, czekam na kolejny dzień. Tylko w pracy i na uczelni żyję.
Nie wiem, czy to dobrze, czy źle.

#MnqYP

Zakupy zazwyczaj robię w markecie osiedlowym. Jako że mieszkam tu już 7 lat, a obsługa sklepu mało się zmienia (pracodawca bardzo porządny, dobre zarobki, sama interesowałam się kiedyś pracą u niego, ale znalazłam lepszą ofertę), to co najmniej część zna mnie z widzenia. Przez większość czasu zakupy robię w miarę te same, co ważne, nie ma w nich praktycznie alkoholu. Aż do niedawna.

Znajomy robił grilla, robię spóźnione zakupy tuż przed zamknięciem, czyli o 23. Oprócz kiełbasy i piwa w ilości dwóch butelek w koszyku znalazło się pół litra czystej. Taka ze średniego przedziału cenowego. Kasował młody chłopak, chwilę pożartowaliśmy, zbieram się do wyjścia i słyszę, że starsza babka z garmażerki, której nikt nie lubi, jęczy, że patologia. Tia...

Dwa dni później znów robię zakupy, w tym sery z jej stoiska. A ta jak nie zacznie mnie objeżdżać! Że kto to widział, tak się rozpijać, jak jakiś menel! Nie obchodziło jej, że flaszka była na więcej osób, bo dostałam cynk, że alko się kończy. Nie, kupuję wódkę, więc jestem dnem społecznym. Na szczęście niedaleko towar wykładał właściciel sklepu (tak, jeszcze się tacy zdarzają) i ostro ją odjechał. Wątpię, żeby zwolnił, ale niech swoje wie :D

#Neq1B

Gdy miałam 12 lat, wydawało mi się, że jestem dosyć ogarnięta. Czułam się dorosła i dojrzała. Do czasu...

Pewnego razu, jako że strasznie mi się nudziło, postanowiłam poszukać znajomych w necie. I tak trafiłam na jednego chłopaka. Chłopak był zboczony – nie ukrywam, że ja też byłam. Poza tym, że uważał mnie za największą piękność świata, to często pisał jakieś erotyczne historyjki czy prosił mnie o jakieś odważne zdjęcia. Nie podobało mi się to, jako że on miał wtedy 19 lat, ale w końcu pękłam. Wysłałam mu swoje nagie zdjęcia oraz z czasem filmiki, jak się zabawiam... Chłopak był spoko, ale za dużo sobie wyobrażał i ciągle chciał czegoś więcej... Nie chciałam więcej tego robić, ale on szantażował mnie, że jak nie zostanę jego dziewczyną i nie będę mu codziennie wysyłać nagich zdjęć, to on wyśle to do mojej mamy. Bałam się strasznie, że wszystko się wyda. W końcu przełamałam się i go zablokowałam. Byłam przerażona i mnóstwo czasu myślałam, czy nie pokaże tego nikomu, czy nie wrzuci tego do netu. 
Minęło ładnych kilka lat, a czasami nadal, jak słyszę jego imię, to przechodzą mnie dreszcze.

#CXUXr

Wyznanie może co niektórych trochę zniesmaczyć (temat okresu).

Przeżywałam wtedy kolejną menstruację. Oddawałam dużo skrzepów krwi (wielkości paznokcia u kciuka) i sporo krwi, co mnie zaniepokoiło, bo wcześniej tak nie miałam. Na dodatek ten ból, który mogłabym opisać jako kłujący lub miażdżący...
Była noc, a ja nie mogłam przez to zasnąć. Postanowiłam, że się pomodlę, bo już tylko to mi pozostało (nawet tabletki nie pomagały), i wiecie co? Już w pierwszych sekundach po tym zaczęłam czuć się coraz lepiej i ból stopniowo zaczął zanikać (może nie zniknął w 100%, ale dało się już z nim zasnąć). Wcześniej ten stan utrzymywał się bez przerwy przez 2 dni i zaczynałam martwić się o swoje zdrowie, planować wypad do ginekologa.
Ból nie wrócił, okres nie był już tak intensywny jak wcześniej. Była godzina 2 w nocy, a ja z ulgą w końcu zasnęłam.

#eFSnl

Śniło mi się, że chciałam umyć zęby. Nie wiem skąd taki sen, ale jak trzeba, to trzeba. Idę do łazienki i zaczynam szorować uzębienie. Po chwili poczułam dziwny smak...
 W tej chwili obudziłam się i faktycznie myłam zęby. Szkoda tylko, że zamiast pasty użyłam mydła w płynie... No ale higiena to higiena, pozbyłam się z paszczy 99% bakterii ;).

#xDiq7

Historia o tym, jak jedna książka może odmienić życie.

Z moim mężem w długoletnim związku układało się świetnie – podobne zainteresowania, wzajemne wsparcie w codziennych sytuacjach i cele. Jednak jak to w życiu jest, nie mogłoby być tak pięknie, była jedna sprawa, która do tego stopnia wpływała na całokształt, że po ponad dekadzie rozważałam rozwód, mianowicie w sypialni fajerwerków brak... Do pewnego momentu byłam w stanie się z tym pogodzić, napomykałam czasem, żeby coś zmienił w podejściu czy technice, zwłaszcza że ze swojej strony starałam się urozmaicać sprawy dla niego, czy to wymyślnym strojem, czy propozycją nowej pozycji. Jednak w wyniku braku odzewu przestałam mieć jakąkolwiek ochotę na cokolwiek.

Przypadkiem trafiłam na książkę „Jej orgazm najpierw” Iana Kernera. Przeczytałam z zapartym tchem, część opisanych technik nieświadomie stosowałam sama przy samotnych zabawach, namówiłam męża, żeby też się zainteresował i teraz po kilku próbach mogłabym się kochać codziennie, stał się dosłownie kochankiem doskonałym.
Polecam tę książkę, panowie, dowiecie się o takich szczegółach kobiecej anatomii, o której nawet połowa z nas samych nie wie, będziecie wiedzieć, jak rozpoznać udawany orgazm, i jak dokładnie krok po kroku wykonać idealną minetkę. Jest tylko jeden warunek – dobre chęci.

#Z9ktl

Miałam ostatnio bardzo nieprzyjemną sytuację. Na pewnej imprezie, w domu mojej koleżanki, poznałam chłopaka, Adama. Adam przedstawił się, uśmiechnął i porozmawiał chwilę ze mną oraz moją kumpelą. Była to zdawkowa wymiana zdań: coś o pogodzie, coś o alkoholu, ktoś powiedział dowcip i przez minutę się pośmialiśmy – i to by było na tyle. Potem Adam usiadł obok swojej dziewczyny i spędził z nią resztę wieczoru. Już wtedy, gdy zobaczyłam tę laskę po raz pierwszy, pomyślałam, że coś jest z nią nie tak. Patrzyła na mnie spode łba takim wzrokiem, jakby chciała mnie zabić (choć nie miałam pojęcia dlaczego). Później, tego samego wieczoru, dziewczyna Adama podeszła do mnie, gdy wychodziłam z toalety. „Trzymaj się od niego z daleka!” – powiedziała niskim tonem, aż mnie ciarki przeszły. Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, laska trzasnęła drzwiami i zniknęła w toalecie, a ja wróciłam do znajomych lekko oszołomiona.

Pech chciał, że jakiś miesiąc później znów spotkałam tę uroczą parę, tym razem mieliśmy okazję zobaczyć się w klubie. Adam trzyma się z chłopakiem mojej dobrej kumpeli, stąd prawdopodobieństwo spotkania się w sobotni wieczór jest dość duże. Podszedł przywitać się, jak z resztą zrobiłby każdy kulturalny człowiek. Na moje nieszczęście, pocałował mnie w policzek. Już wtedy wiedziałam, że ten czyn będzie przykry w skutkach. Niecałe trzy minuty później jego dziewczyna podeszła do mnie i z całej siły… stuknęła mnie z główki w czoło (!). Rozumiecie? Obca laska bez powodu podeszła i walnęła mnie z bańki. Nie jestem przyzwyczajona do takich sytuacji, więc w moment osunęłam się na krzesła barowe, dobrze, że w pobliżu był kolega, który mnie przytrzymał. Dziewczyna Adama w tym czasie była przytrzymywana przez swoje dwie koleżanki, które próbowały ją uspokoić. „Ostrzegałam cię, szmato, załatwię cię jednym ruchem!” – darła się na cały klub, ślina jej ciekła z kącików ust i nie mogłam uwierzyć w to, że można być tak szurniętym. Potem musiała być jeszcze bardziej niepocieszona, bo Adam zaczął mnie przepraszać za jej zachowanie, po czym wsadził ją do taksówki i zapowiedział, że potrzebuje chwili odpoczynku od związku. Cóż, jeśli ta laska zachowuje się w ten sposób na każdej imprezie, to wcale się mu nie dziwię. Myślałam, że tylko faceci bywają tak narwani z zazdrości, ale ta dziewczyna przeszła samą siebie.

Na koniec rada do każdej zazdrośnicy: jak będziesz z chłopaka robić pieska do prowadzania na smyczy, to uważaj, bo w efekcie możesz mieć psa na baby (jak to śpiewała w którymś ze swoich numerów Marika). Serio, jak ma być Twój, to będzie, przede wszystkim zachowaj swoją godność.
Dodaj anonimowe wyznanie