#1ygqB

Skradziono mi portfel w tramwaju. Był tłok, a zawsze trzymam go w torebce w zamkniętej kieszonce, więc o zgubieniu nie było mowy. Byłam strasznie zła i zrozpaczona jednocześnie – z jednej strony straciłam wszystkie dokumenty i karty (co ważne dla tej historii, w portfelu znajdowały się karta dawcy z DKMS i Dawca.pl), a z drugiej zdjęcia członków rodziny, w tym stare portrety babci, dziadków, które były unikalne, czarno-białe i których duplikatów nikt nie miał.

Po trzech dniach przyszła do mnie niewielka paczka z moim portfelem i wzruszającym listem. Złodziejka pisała, że zobaczyła u mnie kartę dawcy, przepłakała pół nocy i że ma straszne wyrzuty sumienia, bo jej brat jest biorcą przeszczepu, przysięgała jednocześnie, że już nigdy nic nikomu nie ukradnie.

Szkoda tylko, że z portfela zniknęła cała gotówka, w tym żabka „na szczęście”, trzymająca w pyszczku grosik. No ale przynajmniej odzyskałam zdjęcia...

#JDCjn

Wszędzie słyszy się, że kobiety powinny dostawać kwiaty.

Kilkanaście lat temu, w wieku gimnazjalnym czy licealnym, wpadłem na pomysł realizacji takiego podarunku. Rodzice prowadzą ogrodnictwo, więc kwiatów dostatek. Kupiłem od mamy jakieś ładne i próba została podjęta.
Reakcja dziewczyny?
„Ha, ha, ty to sobie możesz dawać, przecież masz za darmo!”

Więcej nie próbowałem.

#1RZUP

Nie przyznałem się nikomu, że kolejny raz oblałem poprawki na studiach. Obecnie studiuję budownictwo, jestem na urlopie dziekańskim. Nie ma we mnie krzty ochoty, by tam w ogóle wracać. Chciałbym iść na inny kierunek od października, ale cholernie się boję, że zostanę bez wykształcenia i podstawy, by móc spełniać marzenia. Nie jest to kierunek, jaki sobie wymarzyłem. Chciałem i spróbowałem. Szkoda jedynie zmarnowanych 3 lat.

#2F3og

Kiedyś mój młodszy brat, podczas kiedy tata się nim opiekował, chciał pobawić się resorakami w „tor przeszkód”. Małemu do głowy by nie wpadł tak durny pomysł, ale ojciec stwierdził, że urozmaici mu zabawę i pojechał z młodym do sklepu po 5 kg mąki, a potem rozsypał to na kafelkach w salonie – mąka służyła jako piasek z torów wyścigowych... Zbrodnia prawie doskonała, tylko w wielkim salonie rozsypywana mąka osiadła na parapetach, szafkach, w fugach od kafelek... i ojciec nie był sam w stanie tego posprzątać, więc ślady zbrodni zostały. Jednak nikt nie wiedział, skąd to się tam wzięło, a młody milczał, bo to taki „męski sekret”.

Tata przyznał się dopiero kilku latach, co się tak naprawdę stało, kiedy na wigilię oglądaliśmy jakieś rodzinne filmiki z kamery podłączonej do TV i jeden z nich przestawiał 5-letniego wówczas brata, całego białego, z autkami w mące :)

#hfY1v

Nie daję już rady. Po prostu mam dość. Wszystko wydaje się takie puste i totalnie bez sensu. Nie mam z kim już rozmawiać ani komu się zwierzyć. Ciągle tylko siedzę sama w pokoju, rozmyślając nad moimi problemami. Chciałabym mieć po prostu taką osobę, z którą mogłabym szczerze porozmawiać na każdy temat. Już próbowałam rozmawiać z wieloma osobami, ale zwykle kończyło się to tym, że osoba mnie najzwyczajniej olewała. Nie wiem, czy mam jakichkolwiek przyjaciół. Wszyscy mają mnie totalnie w dupie. Nie wiem, co mam robić. Mam ochotę po prostu zniknąć stąd.

Nie wiedziałam, komu mam to powiedzieć. Z góry przepraszam za to całe wyznanie, ale już nie dałam po prostu rady.

#aYIma

Pewnego razu odwiedziłem znajomego, którego poznałem w Niemczech na zbiorach. Mieszka on w miejscowości Tymbark, gdzie jest sporo szczytów do zdobycia. Nakupiliśmy alko, wzięliśmy namiot, gastro itd. i ruszyliśmy na szczyt Łopienia. Po drodze duuużo piliśmy. Gdzieś w połowie drogi urwał nam się film. 
Obudziliśmy się rano na samym szczycie. Rozglądnąłem się, zauważyłem pomnik Jana Pawła II, przy którym była księga. Wpisywali się tam wszyscy, którzy tam dotarli. Zacząłem przeglądać wpisy i... natrafiłem na swój własny. Chwaliłem w nim Jana Pawła II i napisałem, że zgubiłem aparat fotograficzny, w którym miałem zdjęcia byłej dziewczyny. Prosiłem go, by pomógł mi go znaleźć, bo to jedyne, co mi po niej zostało. Sprawdziłem – faktycznie go nie miałem. 
Skacowani  ruszyliśmy w drogę, pokręciliśmy się po jaskiniach, a kiedy zachciało mi się siku i wszedłem w krzaczki, żeby oddać mocz... znalazłem swój aparat.
Nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że schodziliśmy innym szlakiem, niż zaczęliśmy wchodzić i w dodatku leżał on kilka metrów od ścieżki w gąszczu traw i krzaków.

Janie Pawle, dziękuję za spełnienie prośby!

#4gZfl

Miesiąc temu wybrałem się na ekspresową, jednodniową wyprawę z kumplem (nazwijmy go Władek) w Tatry, by sfotografować kilka gatunków bardzo rzadkich roślin, których nigdy jeszcze nie widzieliśmy na żywo (on inne, ja inne). W trakcie 300-kilometrowej przejażdżki jego samochodem Władek żalił mi się koszmarnie na swoją dziewczynę i co chwilę komentował idące ulicą laski („ta ma niezłe cycki, tą bym wyruchał, co za dupcia, te dwie to naraz”), co jako zadeklarowany gej przyjmowałem ze zrozumieniem i milczącym uśmiechem.

Po ostrym przeponiewieraniu się szlakami na jeden z wyższych szczytów, gdzie rośnie jedyny w Polsce alpejski storczyk, wróciliśmy spoceni, brudni i dość zmęczeni. Kumpel swoje gatunki obfocił, ja nie, i dopiero wtedy wyjawił mi, że moje obiecane stanowisko było na innym szlaku, a na tym tylko szansa, żeby znaleźć jakieś nowe. Wkurzyłem się, czułem mega niedosyt i chciałem zostać jeszcze na jedną noc, by rano uderzyć jeszcze po mój gatunek i choć nie byliśmy przygotowani, zacząłem drążyć, żebyśmy jeszcze nie jechali, poszukali jakiegoś spania, na co Władziu nie chciał się zgodzić. Wtedy na tarasie drewnianej chaty stojącej obok parkingu pojawiły się dwie prześliczne, długowłose i piersiaste młode dziewczyny – wyglądało na to, że samotnie wynajmują domek i mają mnóstwo miejsca. Władziowi pociekła ślinka, nie omieszkał skomentować warunków fizycznych młodych pań i po chwili naszedł go szatański pomysł: „słuchaj, zostaniemy, ale pod warunkiem, że pójdziesz tam do tych lasek, zagadasz i nas przenocują. Ty się wyśpisz, a ja sobie z nimi poteguję, hue, hue, hue”.

Patrząc na Władka (on tak 3/10) i na dziewczyny (9/10), a także na turboniereprezentacyjnego siebie: zmęczonego, ubłoconego, przepoconego, 170 w kapeluszu, pomyślałem: Jezu, czemu on mi to robi? To są marzenia ściętej głowy, nie widzę siebie w roli żebrzącego u obcych ludzi o nocleg.

Władziu dalej jednak drążył, licząc na cud: „No i co? Wymiękasz?”. Wtedy coś mnie natchnęło, wysiadłem z samochodu i poszedłem w stronę dziewczyn. Korzystając z tego, że chatka była wystarczająco daleko, żeby Władziu nie słyszał, co też mówię, podszedłem do zaskoczonych lasek i zagadałem: „Cześć, nic od was nie chcę, ale byłoby śmiesznie, gdybyście chwilę ze mną postały i pogadały...”. Nakreśliłem im sytuację, wymagania kumpla i nasz prawie zakład. Dziewczyny okazały się mieć poczucie humoru, podłapały mój żart, odstawiliśmy małe przedstawienie, na koniec mnie wyściskały, dały po buziaku, życzyły znalezienia roślinki i tak wróciłem do oszołomionego Władzia.

Władziu do tej pory nie wie, co zaszło, a ja swój gatunek odnalazłem na kolejnej wyprawie, już bez niego.

#jjtVk

Nie potrafię dogadać się z moją przyszłą teściową. Kobieta najzwyczajniej w świecie mnie nie znosi. Daje o tym znać, komentując wszystko, co tylko ze mną związane mojemu lubemu. Na jej nieszczęście synek nie popiera jej zachowania i powtarza mi wszystko co do joty. Tak więc już wiem, że irytuje ją mój szacunek do moich rodziców, bo niestety, ale ona takiego od swoich dzieci nie ma. Drażni ją zdrobniała forma imienia mojego faceta wypowiadana przez moją osobę. Jestem pasożytem mimo tego, że gdy tylko się pojawiam u nich, pomagam we wszelkich pracach domowych. Moje studia podobno były proste, a kierunek mało przyszłościowy, chociaż mam dobrze płatną pracę w zawodzie.

Kobieta jest na tyle perfidna, że na imprezach okolicznościowych przedstawia mnie jako „koleżankę” syna. Nie wiem, czy to jakaś matczyna zazdrość, ale zaczynam się martwić, że ślubu nie będzie.
Dodaj anonimowe wyznanie