#Y0pHN

Kręci mnie, jak jakaś maszyna pod wpływem wciśnięcia jakiegoś przycisku albo przekręcenia jakiegoś pokrętła stawia delikatny opór, a potem zaskakuje jak dobra skrzynia biegów i dźwięki temu towarzyszące doprowadzają mnie do stanu skrajnego ukojenia. Najlepsze są stare maszyny z lat 70. TOS do obróbki skrawaniem, kiedy trzeba włączyć pompę oleju, żeby nasmarować od środka maszynę przed jej uruchomieniem. Każde pokrętło wydaje inny dźwięk i stawia inny opór na ciepłym oleju. Potrafię po dźwięku wrzeciona tokarki określić, czy wrzeciono jest osadzone na panewkach, czy na łożyskach. I dodatkowo maniakalnie, wręcz pedantycznie smaruję łoże, po którym śmiga konik, żeby poruszał się po nim z jak najmniejszym oporem i nie wydając przy tym żadnego dźwięku.

W warsztacie się nie zabawiam tylko dlatego, że są kamery.

#kaDSP

Wiecie, czym jest paraliż senny? Kiedy się budzisz i nie możesz się ruszyć, oddychać, jednak jesteś świadomy. Czasem po przebudzeniu jawa przeplata się ze snem. Czasem wychodzą z tego naprawdę niezłe koszmary, które konkretnie ryją psychikę.

Znajomy mojego taty ma firmę w Niemczech i akurat jedna osoba mu się wykruszyła, więc potrzebował mojej pomocy przy zrealizowaniu zlecenia. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że dzień przed wyjazdem dowiedziałem się, że dwa tygodnie wcześniej zmarła na raka jego córka. Miała 17 lat. Podczas pobytu w Niemczech mieszkałem u nich w domu i nocowałem w jej pokoju. Wszystko było zostawione tak, jakby cały czas tam mieszkała. Przy samym łóżku było popiersie, na którym wisiały jej peruki, na biurku jej perfumy itd. Spałem w jej łóżku – łóżku dziewczyny, która zmarła dwa tygodnie wcześniej. Wiem, że nic w tym złego, jednak świadomość tego mnie trochę dołowała.

Pewnego dnia nad ranem, gdy się budziłem, miałem właśnie paraliż senny. To był jeden z tych strasznych koszmarów. Obudziłem się, leżąc na boku, widząc przed twarzą popiersie z jej włosami, za którym były drzwi wejściowe do pokoju. Zauważyłem, że się otwierają i ona powoli wchodzi do pokoju, wyglądając, jakby właśnie wyszła z trumny. Zaczęła mówić, że mnie tu nie chce i żebym się wynosił, podnosiła ciągle głos. Pod koniec już krzyczała niczym kobieta opętana przez szatana.

Obudziłem się zlany potem, serce waliło mi chyba 230 uderzeń na minutę. Bałem się strasznie. W głowie pojawiały mi się wszystkie internetowe artykuły mówiące o znaczeniach snów itd. Chciałem się stamtąd wynieść, ale wiedziałem, że racjonalne myślenie nakazuje mi pozostanie. Zresztą co bym miał znajomemu taty powiedzieć? Rezygnuję, bo w snach nawiedza mnie twoja córka?

Zostałem oczywiście do samego końca, ale takie paraliże zdarzały mi się co dwa-trzy dni. Nie życzę tego nikomu.

#M8K8c

Wyznanie nie do końca anonimowe, bo przyznałam się, że to moja zasługa, ale do rzeczy.


Działam w pewnej organizacji młodzieżowej od małego, na coraz wyższych szczeblach. Od wieku nastoletniego zaczęłam zauważać, że na każdym wyjeździe starsza część pije. Nie zwracałam na to większej uwagi, dopóki nie widziały tego dzieci, ale z roku na rok zaczęło mnie to coraz bardziej uwierać – w teorii dorośli, odpowiedzialni ludzie, w praktyce nie potrafią wytrzymać weekendu bez picia. W końcu miarka się przebrała. 
W weekend mieliśmy spotkanie. W piątek część dorosłych upiła się wieczorem, zanim skończyły się zajęcia. Na całe szczęście następnego dnia zjawił się u nas organ kontrujący. Zgłosiłam tam dwa razy starszych od siebie ludzi. Nie chcąc wzywać policji, ponieważ zależy mi na dobrym imieniu organizacji, chciałam załatwić to wewnątrz. Co otrzymałam w zamian? Główni winni zarzucili mi brak lojalności, świadkowie udawali, że wcale nie widzą tego, co się dzieje od lat i koniec końców sprawa została zamieciona pod dywan. Nie wspominając o tym, że w swoim środowisku stałam się persona non grata...

No ale cóż, trzymajcie za mnie kciuki, bo nie planuję tego zostawić samego sobie (uważam, że jeśli ma się pod opieką dzieci i zrzesza w takiej, a nie innej organizacji, to nie czas ani nie miejsce). A chcąc mieć odpowiedzialność cywilną, trzeba mieć twardą dupę ;)

#Ef84T

Ostatnio poszłam na randkę z pewnym facetem, który bardzo mi się podobał. Niestety mam wrodzoną potliwość i poci mi się nawet twarz, gdy jest więcej niż 10 stopni na dworze. Z tego powodu przed wyjściem wypsikałam się cała dezodorantem, aby nie wyglądało, jakbym się roztapiała. Nie popsikałam tylko tyłka, bo stwierdziłam, że nie ma to sensu.
Poszłam na randkę, wszystko super, cud, miód i nawet ciasteczka, poszliśmy do restauracji, gdzie siedzieliśmy dość długo.
Na koniec, gdy wstałam z krzesła, okazało się, że od siedzenia w jednej pozycji dwie godziny moja dupa się tak spociła, że miałam tam wielką, mokrą plamę. Nie wiem, czy ten facet to zauważył, chyba tak, bo mimo udanej randki nie jesteśmy razem.

#gpdc6

W szkole mieliśmy w ramach lekcji WF-u również basen. Był obowiązkowy, jeździliśmy na niego zebrani z wszystkich trzech klas, a robiliśmy tam, co tylko chcieliśmy.

Pewnego razu graliśmy piłką w wodzie, w basenie, który sięgał mniej więcej do pasa. Po kilku minutach piłka poleciała do brodzika. Można było wyjść z wody, przejść kawałek i wejść do brodzika, ale to oczywiście było dla słabych. Postanowiłam wyskoczyć na takie murki oddzielające dwa baseny i wziąć piłkę. Jestem już w połowie wyskoku, gdy czuję, jak moje majtki od stroju spadają z tyłka... To było okropne, pół szkoły widziało mój, mówiąc szczerze, średni i goły tyłek. Było mi tak wstyd, że nie wiedziałam, co zrobić. Spaliłam buraka i udawałam, że nic się nie stało. Po prostu przestałam grać i odeszłam do swojej koleżanki, która jako jedyna tego nie widziała.

Pamiętali to niestety jeszcze jakieś pół roku, później się im trochę znudziło. To był największy przypał, jaki zaliczyłam w czasach szkolnych.

#ZafR3

Zostałam sądownie wykluczona ze zboru. Rzekomo za niemoralność. Tak naprawdę mam chłopaka i po prostu całowaliśmy się. To wszystko. Jednak u nas w zborze, i chyba we wszystkich innych też, jakiekolwiek kontakty fizyczne dziewczyny z chłopakiem przed ślubem są zakazane. Tolerowane jest co najwyżej podanie ręki na przywitanie. Żadnych przytulań, żadnych objęć, żadnych spotkań sam na sam. Nic.

Nie wiem kto nas widział, ale zapewne ktoś nas musiał podpatrzeć i donieść o całowaniu do starszych zboru. Powołano komitet sądowniczy. Trzech facetów i ja naprzeciw. Byłam przerażona. A on chcieli wiedzieć wszystko. Jak często się spotykaliśmy, jak często się całowaliśmy, z jaką intensywnością było to całowanie. Szczególnie jeden z nich dociekał, czy wsuwał mi język do buzi, a ja jemu. Czy było coś więcej, np. macanie. A ja czerwieniłam się i odpowiadałam, że owszem, czasami dotykał mnie, ale tylko przez materiał. I znowu maglowali, czy było mi przyjemnie od tych dotyków, czy chciałam jeszcze, czy sama też go dotykałam. No i wreszcie, czy doszłam. Czy kiedykolwiek tak się zdarzyło. Przyznałam, że owszem, ale gdy robiłam to sama. Wtedy ten jeden znów się ożywił. Jak to sama? – pytał. – Palcami? A może coś wkładasz? Tłumaczyłam, że nic sobie nigdy nie wkładałam. A on dalej dociekał – jak często to robiłam? Gdzie? Pod prysznicem? Jak? Trudno uwierzyć, ale musiałam szczegółowo opowiedzieć na te wszystkie pytania.

Teraz kiedy to wspominam, aż nie wierzę, że to się wszystko działo naprawdę. Trzech facetów wypytujących młodą dziewczynę o najintymniejsze sprawy. A ja choć wstydziłam się nieprawdopodobnie, to opowiadałam zgodnie z prawdą, bo wciąż wierzyłam, że to po ich stronie jest racja, że skoro są starszymi, to chyba wiedzą, co robią, że widocznie tak trzeba, że jeśli chcę pozostać w zborze, to muszę się ukorzyć, muszę okazać żal, a przede wszystkim muszę wyznać grzech do końca. A najgorsze, że jednak w zborze nie zostałam. Po dwuipółgodzinnym przesłuchaniu ogłoszono wyrok, że nie ma we mnie skruchy. Że grzeszenie mi się wyraźnie podobało. I że dlatego muszą mnie wykluczyć. Byłam tym zdruzgotana. Przecież wiara i zbór to całe moje życie. Tu mam rodzinę, to mam znajomych, tu mam wszystkich. Usłyszałam, że mogę nadal przychodzić na zebrania, ale nie wolno mi z nikim utrzymywać kontaktu, abym swą niemoralną postawą nie zaraziła innych. I że jeśli będę posłuszna, to za kilka miesięcy znowu może mnie przyjmą. Może.

Raz przyszłam. Kiedy usiadłam na dawnym miejscu, krzesła wokół mnie momentalnie opustoszały. Wszyscy się odsunęli jak od trędowatej. Czułam się okropnie. Nie wiem, jak wytrzymałam do końca. Więcej już chyba nie pójdę.

#YUuyj

Moja mama ma 50 lat, a tata 49. Mój tata jeszcze nie wygląda staro, a moja mama to jakiś koszmar... Może dodam jeszcze, że moi rodzice są rozwiedzeni i mieszkam z mamą. No i kto chodzi np. na wywiadówki? No oczywiście, że moja mama. Ja się strasznie wstydzę, bo ona ubiera się strasznie kiczowato i ma nadwagę, no i na przykład jak idziemy razem do sklepu, to się strasznie wstydzę, że będzie tam np. moja koleżanka z klasy.

Nie wiem, co zrobić, żeby ją namówić, żeby schudła, zaczęła się ładnie ubierać i żeby ogólnie o siebie zadbała.

#1aNh0

Od trzech lat podszywam się pod inną osobę...
Założył*m konto na pewnym portalu społecznościowym i tam utrzymuję kontakt z jedną osobą. Nasza relacja rozkwitła i jesteśmy przyjaciółmi. Tylko że ta osoba uważa mnie za kogoś innego. Tak bardzo jak chciał*bym wyznać tej osobie prawdę, tak boję się, że mnie znienawidzi... Nic dziwnego. Stworzył*m własny, nierealny świat, fikcyjne życie, fikcyjną tożsamość. Tylko że tkwię tutaj z tą osobą, której nie chcę zranić. Trwa już to tyle lat i wiem, że gdy wyznam prawdę, wszystko się zburzy. Czasem mam ochotę po prostu zerwać kontakt bez słowa.
Proszę bez wrednych komentarzy.

#ZrNfe

Moja cudowna dziewczyna dowiedziała się dwa miesiące temu, że ma glejaka, guza mózgu. Obecnie jest na leczeniu w Niemczech. Wyniki są złe, guz rośnie. Nie umiem sobie z tym poradzić, mamy tyle planów. Przerasta mnie to wszystko. Całe dnie nie wychodzę z domu. Nie mogę jej odwiedzić. Nie wiem, co robić. Jestem rozbity. Wiem, że to jest miłość mojego życia, tylko raz się spotyka taką osobę.
Dodaj anonimowe wyznanie