#M0ie0

Mój dziadek zmarł przez ludzką znieczulicę. Dostał zapaści w centrum miasta. Przechodziło koło niego mnóstwo ludzi. Nikt nie podszedł, nikt się nie zainteresował. Pewnie wszyscy uznali, że jest pijany albo bezdomny. 
Najgorsza jest chyba ta myśl, że gdyby ktoś podszedł i spróbował nawiązać z nim kontakt czy zadzwonił na pogotowie, mój dziadek mógłby żyć.

#JITkF

Zawsze myślałem, że mam normalnych i spoko rodziców. Urodziłem się, gdy oboje byli właściwie jeszcze nastolatkami, więc pierwsze lata życia spędzałem głównie z dziadkami. Można powiedzieć, że rodzice ominęli pierwsze lata mojego życia. Może dlatego odkąd urodził się mój brat, tak im odbiło. Dosłownie... Mama ciągle wrzuca zdjęcia młodego do internetu. Założyła nawet profil na Instagramie: mama_(tu wstaw imię dziecka). Moje próby wytłumaczenia jej, jak złe jest wrzucanie zdjęć dziecka do internetu, zawsze kończą się awanturą. Dosłownie skupia się tylko na nim. Strasznie mnie to boli, ponieważ czuję się odstawiony na drugi plan. Nie możemy nigdzie wyjść bez młodego (nawet z samym tatą nie mogę nigdzie wyjść, bo dziecku będzie przykro (?!)), a moje potrzeby są kompletne nieważne. Usłyszałem, że nie dostanę pieniędzy na wycieczkę integracyjną (jestem obecnie w 1 liceum), bo te pieniądze bardziej się przydadzą dla dziecka. Jeszcze bym rozumiał, gdyby faktycznie czegoś brakowało. Ale nie, ta kasa zawsze idzie na kolejne zabawki czy akcesoria dla niego. Dosłownie cały dom tonie w rzeczach dziecięcych.

Z jednej strony rodzice wydają masę pieniędzy na brata (nie zliczę nawet, ile ma „śmiesznych przebrań” za zwierzątka czy jakieś postaci z bajek), a z drugiej próbują oszczędzać na nas. W tym roku nie byliśmy nigdzie na wakacjach, ja też nie mogłem pojechać na kolonię. Jakość jedzenia, które jemy, też mocno się pogorszyła. Nie dostaję już kieszonkowego, a moje potrzeby są kompletnie nieważne.

Mam tego dość. Każda próba rozmowy z rodzicami kończy się groźbą szlabanu czy wypowiedzeniem magicznej formułki „dzieci i ryby głosu nie mają” czy „nie pyskuj”. Po prostu dramat.

#bu5Se

Rok temu moja koleżanka Zuzia zaczęła się wkręcać w środowisko głuchych i przez jej gadanie trochę mi się udzieliło. Pokazała mi alfabet palcowy i parę podstawowych znaków, mówiła o dyskryminacji, utrudnieniach i stereotypach. 
Z miesiąc temu zaproponowała mi wyjazd z jej znajomymi głuchymi. Pomyślałam, że co mi szkodzi, a nuż poznam bliżej ich codzienne życie. I to był chyba największy błąd. Pierwszy dzień był naprawdę świetny, mimo trudności komunikacyjnych. 
Drugi dzień był już gorszy. Jeden z chłopaków widząc, że rozmawiam z koleżanką, zaczął krzyczeć i „agresywnie” migał. Nie wiedziałam, o co mu chodzi, dopiero potem Zuzka powiedziała mi, że czuł się wykluczony z rozmowy i zabronił (!) nam używać polskiego. Zdziwiło mnie to, ale odpuściłam, może po prostu jeden taki narwaniec. Jakże się myliłam! W ten sam dzień przy kolacji wszyscy wesoło migali, a ja siedziałam jak cielę, próbując coś rozszyfrować. Minęło 15 minut, ja nadal nic, więc poprosiłam, żeby albo spowolnili, albo zaczęli gdzieś spisywać, bo mam dość. W piątkę zaczęli na mnie naskakiwać, jeden oblał mnie sokiem, inny zaczął wyzywać (specjalnie później sprawdziłam znaki), a koleżaneczka, która rzekomo była niema, nagle przemówiła i kazała mi wypi*rdalać, skoro mam problem. 

Poza tym akcja z publicznym wyśmiewaniem niewidomego starszego pana, machając mu przed twarzą i zdejmując przed nim spodnie, obrażanie się o źle pokazany znak, wyraźne sugerowanie wyższości ich i ichniejszej kultury przez brak słuchu. 

Z tamtego tygodnia miło wspominam tylko sytuację, gdy wszystkich wyrzucono z baru, gdy pseudoniemowa krzyczała na barmana, że nie rozumie jej migów. Pierwszy raz w spokoju sączyłam piwo bez pogardliwych spojrzeń.
Niby wiem, że nie wszyscy tacy są, ale jak widzę potencjalnych głuchych, to uciekam.

#KSmOE

Kurczę, ale obciach, ale wstyd... Chcę zapaść się pod ziemię i zostać tam przez najbliższe dwa wieki…

Od paru tygodni spotykam się ze wspaniałą dziewczyną. To dość intrygująca historia – poznałem ją u mechanika, który reperował mi auto. Okazało się, że to jego córka. Jakoś tak potem na nią wpadłem, zaprosiłem na kawę. Wypaliło. Zaczęliśmy się spotykać i pisać dużo SMS-ów. Zapisałem ją sobie w komórce jako „Mechanika córka”. Tak dla beki.

Pewnego wieczora, kiedy mój kilkudniowy wyjazd w góry uniemożliwił mi spotkanie z moją nową dziewczyną, zaczęliśmy trochę świntuszyć. Ona napisała coś sprośnego, ja odpisałem. Śmiesznie było. Uradowałem się, gdy wysłała mi fotkę swoich nagich piersi. Nawet mnie to trochę podjarało.

W kolejnej wiadomości poprosiła, abym tym razem ja wysłał jej jakieś zdjęcie. Niewiele myśląc, pobiegłem do ubikacji, zamknąłem się w kabinie i uwieczniłem wizerunek mego przyrodzenia, starając się, aby wyglądało ono jak najbardziej okazale. Klik. Wysłane. I dopiero wtedy doszło do mnie, co się właśnie odwaliło. Chcąc wklepać w pole odbiorcy „Mechanika córka”, kiedy zacząłem wprowadzać pierwsze litery, automatycznie pojawił się „Mechanik”. I to właśnie jemu, czyli ojcu mojej dziewczyny, wysłałem fotografię mojego wacka.

Tring! - dostałem odpowiedź. Bałem się jak cholera. Otworzyłem wiadomość. Okazało się, że facet wysłał mi reklamę skutecznej metody powiększania członka...

#C1eTu

Z powodu ogromnego problemu z moimi nogami, a mianowicie włosami na nich, razem z mamą zdecydowałyśmy, że poddam się zabiegowi usuwania laserowego.

Słyszałam, że boli jak diabli i większość czasu tak było...

Zapomniałam dodać, że jestem okropnie wstydliwa (mama załatwiła wszystko formalnie, a ja prawie mdlałam, gdy miałam pokazać obcej osobie moje nogi i siedzieć dłuższy czas bez spodni), na tyle, że głupio było mi się wyrwać kobiecie spod urządzenia, krzyknąć czy choćby zasugerować cicho, że boli za bardzo. Strasznie mnie chwaliła, mówiąc, że jestem jej ulubioną klientką, a ja po prostu umierałam w środku, leżąc jak kłoda i zajmując głowę zadaniami matematycznymi.

Przynajmniej efekt jest świetny.

#0O2xm

Z wielkim ciężarem na sercu przyznaję, że moja matura nie poszła tak, jak bym chciała. Pomimo że inni dawali sobie z nią radę łatwo, dla mnie to było prawdziwe wyzwanie. Czuję, jakby moja własna niemoc stała się moją porażką, ponieważ powinnam była poświęcić więcej czasu na naukę, jednak były chwile, kiedy brakowało mi sił. To doświadczenie ciąży na moim samopoczuciu, ale staram się pamiętać, że każdy ma prawo do pomyłek i słabszych chwil.

#4FRyq

Sytuacja wydarzyła się, gdy miałam jakieś 7, może 8 lat. Warto zaznaczyć, że mieszkam w domku jednorodzinnym, a mój pokój znajduje się na parterze, z widokiem na ogród. Czas akcji: około drugiej nad ranem.

Jako mała dziewczynka miałam straszne problemy ze spaniem. Często budziłam się i nie byłam w stanie dalej spać. Tak też było tej nocy. Rodzice dawno zasnęli, a ja, obudziwszy się jakąś godzinę temu, bawiłam się zabawkami. Wiedziałam, że światło i hałas mogą obudzić rodziców i ich zdenerwować, więc niczym ninja zapewniałam sobie rozrywkę po ciemku, dialogi między zabawkami prowadząc w głowie. Wtedy zaczęło się dziać. Mianowicie usłyszałam jakiś szmery za oknem (warto zaznaczyć, że mieszkam w domku jednorodzinnym, a mój pokój znajduje się na parterze, z widokiem na ogród). Zaciekawiona delikatnie wychyliłam się, by zobaczyć co to. Po podwórku krzątało się (chyba) dwóch panów. Ujrzawszy ich, padłam na ziemię i w tej pozycji czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. Jedna z czarnych sylwetek zbliżyła się do okna i zaczęła uważnie oglądać framugi itp. Z początku chciałam iść z tym do rodziców, ale pomyślałam, że nakrzyczą na mnie za to, że nie spałam. W mojej małej główce narodził się inny plan. Wzięłam sporych rozmiarów zabawkowy radiowóz (taki, któremu się koguty świecą) i przyczołgałam się pod okno. Chciałam włączyć światła koguta, po czym nagle wyskoczyć i krzyknąć: „BUU!”, żeby ich wystraszyć. Niestety, podnosząc się, walnęłam czołem o parapet. Nieznajomy ujrzał zatem zataczającą się dziewczynkę, której twarz wykrzywiał grymas bólu. Mimo to nie poddałam się. Włączyłam koguty, światła błyskają, opieram się o zdradziecki parapet i ze łzami w oczach tłukę w szybę, wyjąc płaczliwie: „Buu!”. Koleś odskoczył jak kwasem przeżarty. Padł na ziemię i zaczął się czołgać w rozpaczliwiej ucieczce. Chwilę potem pokonał płot i ogródek był pusty. Niestety cały ten rumor zwabił do pokoju mojego tatę. Ujrzawszy swą córkę z czerwonym, bolącym czołem, ze świecącym radiowozem w ręce i łzami w oczach zapytał, co tu się wyprawia. A ja, z dumą odparłam:
- Tato, wygoniłam czarnego pana!

Kary za niespanie nie dostałam, za to zleciała się policja. Nieznajomych co prawda nie złapano, ale też nigdy więcej nie pojawili się na terenie naszego ogródka. Zresztą, co się dziwić...

#nG6n2

Nie mam dziewczyny (nigdy nie miałem), nie staram się specjalnie, żeby takową mieć (chłopaka też nie, chociaż by mi to nie przeszkadzało). Mam pracę, mieszkam sam, jestem pod trzydziestkę, nie jestem zakompleksionym nastolatkiem mieszkającym z rodzicami, który ma na wszystko czas. Do żony i dzieci mnie nie ciągnie. Mam jakieś tam życie towarzyskie (na stopie koleżeńskiej), więc nie jestem raczej socjopatą. Preferuję spotkania w małym gronie, z osobami, które znam przynajmniej od pewnego czasu, nie głośne imprezy co tydzień. Akceptuję samego siebie i do terapeuty się nie wybieram, a na siłę nikogo szukać nie będę. 
Ot, anonimowe wyznanie chłopaka, jakich pewnie wiele na tym świecie.

#1pItr

10 lat temu byłam na stażu. Już na samym początku pracownicy raczyli mnie opowieściami o facecie, który powiesił się w tym miejscu. Jakoś nie zrobiło to na mnie wrażenia. Chodziłam tylko i wyłącznie na nocki. Ekipa była fajna i zgrana. Nie kryła się z tym, że na nockach jest spokój i można uciąć sobie drzemkę. Wszyscy korzystali z tego przywileju, tylko nie ja, bo przecież nie wypada spać w nocy. Co będzie, jeżeli mnie ktoś mnie nakryje?

Po trzech czy czterech miesiącach i siódmej nocce z rzędu postanowiłam się położyć na kanapie. Zmęczenie i niedobór snu wzięły górę. Przykryłam się kocem i odpłynęłam... Kiedy się przebudziłam, było jeszcze ciemno. Z moim ciałem działo się coś dziwnego. Całe drżało, jak przy padaczce. Trwało to zaledwie kilka sekund. Moja pierwsza myśl była taka, że ktoś się do mnie dobiera. Wstałam, przeszłam się po korytarzu, cisza, spokój, żywego ducha nie widać. Nigdy więcej się to nie wydarzyło. Czasem zastanawiam się, co to było? Na samą myśl o tym mam ciarki na ciele...
Dodaj anonimowe wyznanie