#vtpRN

Gdy miałem około 18-19 lat, postanowiłem wraz z kumplami zrobić pewien eksperyment. Polegał on na podpaleniu pierda. Usiadłem na krześle, uniosłem nogę, przybliżyłem zapalniczkę i uwolniłem metan ze swoich trzewi. Ogniem zajął się nie tylko gaz, ale również moje wówczas długie włosy (na głowie) oraz firanka, która znajdowała się w pobliżu.

#Jly4k

Dawno temu, na przełomie liceum i początku studiów, bardzo lubiłam wrócić do domu i zjeść obiad, oglądając jakąś telenowelę meksykańską. To był czas „Esmeraldy” i tego typu historii. Co się tam działo! Miłości, skrywane uczucia, zdrady, rozstania i powroty, dylematy sercowe i tajemnice rodzinne. Wtedy było to dla mnie fascynujące.
Teraz kiedy moja przyjaciółka przeżywa podobne historie, czuję niesmak i ciężar. Zdradzający mąż i kochanek z żoną. Miliony wyznań i rozstań zakończonych powrotem. Dylematy od rana do nocy.
Usłyszałam w życiu bardzo wiele historii, wręcz nieprawdopodobnie zagmatwanych i nawet bym rzekła z pogranicza zdrowego rozsądku, i teraz już wiem, że wszystkie opery mydlane oparte są na faktach.

#F9LPX

Mam problem natury takiej, że nie umiem mówić całej prawdy. Chodzi mi np. o fakt, że gdy wiem, że moja dziewczyna będzie zazdrosna o wstawienie innej dziewczyny na relację i zrobi dramę, to ja wolę ukryć przed nią relacje na 24 godziny i uniknąć awantury niż być z nią w 100% szczery. Mam tak od lat, nieważne jak ktoś by reagował (nigdy bym się nie dopuścił zdrady ani nic z tych rzeczy). Robię tak nie tylko w związku – jeśli wiem, że coś się nie spodoba przyjaciołom, rodzinie czy komukolwiek innemu, to staram się to ukryć bardzo długo, rzadko kiedy wyjdzie coś na jaw, ale jeśli wyjdzie, to przyznaję się do błędu. Żeby było jasne – nie są to wielkie rzeczy, są to drobnostki. Jest mi cholernie wstyd, że tak postępuję i czuję się strasznym kłamcą przez to, ale nie umiem tego zmienić. Czy ktoś miał podobny problem? Myślałem nad terapią, ale nawet nie wiem, jak miałbym zacząć i czy nie ma „poważniejszych” przypadków niż mój.

#DCg0t

Ja już totalnie nie rozumiem kobiet... Można świetnie się dogadywać, wzajemnie sobie ufać, wspierać się, wzajemnie podobać się sobie, a i tak zostanie się nazwanym przyjacielem, a dziewczyna będzie kolejne godziny spędzać na tej lub innej aplikacji randkowej...
Właśnie to mi się przytrafiło, myślałem, że przez ostatnie miesiące buduję jakąś romantyczną relację, a jak odważyłem się zapytać, czy chce ze mną być, to dostałem odpowiedź: „Traktuję cię jak przyjaciela”. Jak zacząłem dopytywać dlaczego, to ona na to: „To nie to, czego szukam”, no ale relację FWB mi zaproponowała... Oczywiście odmówiłem, teraz mam dosyć jakikolwiek relacji na kolejne parę lat.

#mbGm9

Rodzice naprawdę strasznie wpływają na samoocenę dzieci. Kiedy byłam młodsza (10-11 lat), moja mama miała w zwyczaju mi mówić, że jestem bardzo ładna. Tak też się czułam. Do czasu kiedy zaczęłam mieć problemy z trądzikiem – wtedy już zaczęła mi mówić, jaka to brzydka jestem. Minęło sporo lat, problem z trądzikiem znikł, a ja do dziś nie umiem na siebie spojrzeć jak na kogoś choć odrobinę ładnego.

#8jwoe

Czy to normalne, że 8-latka i 4-latek nie rozumieją, że telewizor w salonie nie jest wyłącznie od tego, żeby cały czas leciały tam bajki i wpadają oboje w szał, kiedy dorosły chce coś tam obejrzeć? 
Jestem kierowcą międzynarodowym w systemie 3/1, kiedy na ten niepełny tydzień przyjeżdżam do domu, zaznaczam – do mojego domu, nie kobiety z dwójką dzieci, z którą się związałem – i chcę pooglądać coś na MOIM telewizorze, okazuje się, że wyłączenie tych durnowatych bajek równa się z krzykiem, płaczem, szantażem emocjonalnym ze strony dzieci i interwencją matki w ich obronie. Mam powoli dość tej relacji, bo coraz mniej w niej pozytywnych momentów, a coraz więcej rozczarowań, i jeszcze załapałem już drugą chorobę od września przywleczoną przez dzieci i znów wyjadę z nią w trasę. Dziękuję, jeżeli ktoś to doczytał do końca.

#4qlRi

Moja żona choruje na SM, więc mam do niej dużo wyrozumiałości. Mamy dziecko, aktywne, wymagające uwagi, więc wiele razy ją wyręczam, bo jest chora, niech odpoczywa. Patrzę na inne kobiety – one robią to, co ja. Moja żona jest wyręczana. Nie mam z tym problemu. Problem mam z tym, jak mnie gnoi, a robi to na swój „subtelny” sposób. Co jakiś czas pretensje o gówno, co jakiś czas wypominki o gówno i później odwracanie kota ogonem. Zostawiłbym ją i od dawna mam takie myśli. Kiedyś było mi jej szkoda, bo chora. Teraz mamy dziecko, które jest dla mnie wszystkim i nie rozbiję mu rodziny. 
Nie dziwię się, że faceci się wieszają. Ja tego nie zrobię. Pieprzę ją, syn jest dla mnie najważniejszy. Może ją przeżyję i spełnię marzenia.

#D0xay

Mam żonę i roczne dziecko. Ostatnio pewna sytuacja przypomniała mi o mojej eks. Postanowiłem wejść na jej profil i zobaczyć, co u niej słychać, jak się zmieniła.  Zobaczyłem zdjęcia z jej ślubu, który odbył się miesiąc temu.

Eks była moją pierwszą miłością. Rozstaliśmy się 9 lat temu. Teraz mogę stwierdzić, że w tamtym okresie, mając 20 lat, nie byłem jeszcze zbyt dojrzały na związek. Kochałem ją, ale nie umiałem jej docenić. Gdy ze mną zerwała, z przyczyny do dzisiaj dla mnie nie do końca jasnej, nie umiałem o nią zawalczyć. Po zerwaniu utrzymywaliśmy jeszcze kontakt „koleżeński”, do czasu aż napisała, że nie chce już więcej utrzymywać ze mną kontaktu. Nie walczyłem. Po kilku miesiącach próbowała się ze mną skontaktować, w nieznanym mi celu. Jednak ja nie odpisałem, ponieważ od kilku miesięcy spotykałem się już z dziewczyną, która jest aktualnie moją żoną. Mój brak odpowiedzi później strasznie mnie bolał i przeszkadzał mi w obecnej relacji. Nigdy nie dowiem się, co chciała mi przekazać. Może cierpiała dokładnie tak, jak ja teraz.

Po zobaczeniu świeżych zdjęć z jej mężem coś we mnie pękło. Pierwszy raz od wielu lat się poryczałem. Zacząłem na nowo rozpamiętywać tę historię, wymyślać potencjalne scenariusze, szukać swoich błędów i wątpić w swoje małżeństwo.

Aktualnie moja psychika ledwo daje radę. Nie umiem przestać o niej myśleć, choć ciągle próbuję. Czuję się, jakbyśmy zerwali przed chwilą, a nie 9 lat temu.

Nie wyobrażam sobie zostawić żony dla historii sprzed tylu lat, której nie da się już zmienić. Nie wyobrażam sobie, by moje dziecko miało wychowywać się w rozbitej rodzinie, a jednocześnie czuję się, jakbym oszukiwał żonę, bo nie jestem w stanie patrzeć na nią tak jak na eks.

Dbajcie o swoje związki. Nie zostawiajcie niewyjaśnionych historii i jeśli kochacie, to walczcie. I nie wchodźcie na profile swoich byłych. Nie sądziłem, że po takim czasie to może aż tak zaboleć.

#mpSlD

Mam 25 lat, jestem w związku od kilku lat, ale czuję się bardzo nieszczęśliwy, a jestem zbyt głupi lub nie wiem, jak to inaczej wytłumaczyć. Utrzymuję nas sam, ciężko pracuję, żeby sprostać wymaganiom drugiej osoby. Oczekuje ona ode mnie zarobków rzędu 20/30 k miesięcznie i raczej udaje mi się tyle zarabiać. Problem polega w tym, że druga osoba nie ma zamiaru iść do pracy, a 80% tych pieniędzy idzie na nią, ja nic z tego nie mam, a co najgorsze, nawet szacunku czy ugotowanego obiadu, miłego słowa. Czuję się jak bankomat, a druga osoba tego zbyt nie ukrywa. Najgorsze jest to, że nie potrafię z tego wyjść, pojawiają się szantaże, grozi, że odbierze sobie życie, a ja nie chcę mieć tej osoby na sumieniu, z drugiej strony usprawiedliwiam to jej ciężkim dzieciństwem, ale wiem, że nie chcę tak żyć. I tak sobie żyję od kilku lat, mając złudną nadzieję, że coś się zmieni, chociaż już coraz mniej w to wierzę. 
Nie wchodźcie w takie związki, nawet na chwilę, unikajcie ich jak ognia, potem strasznie ciężko z tego wyjść, a możecie sobie zmarnować życie i psychikę.
Po prostu chciałem się gdzieś wygadać, a nie mam do kogo.

#Nu9GM

Jestem najmłodsza w rodzinie, a pełnię funkcję najstarszej. 
Moi rodzice wiecznie próbują robić ze mnie swój bufor w małżeńskich konfliktach. Teraz mówię już wprost, żeby załatwiali to między sobą, ale ciągła walka, by nie dać się znów wepchnąć między młot a kowadło, też męczy. Tak samo ciągle jestem wpychana w rolę opiekunki wszystkich innych. Najbardziej mam opiekować się straszą siostrą. Wyręczać ją we wszystkim, czego jej się nie chce robić. Nie robię tego już, odkąd mieszkam osobno, ale naciski wciąż są.
Najgorzej działa na mnie konflikt mojego męża z siostrą. Oboje mają ciężki charakter i wiecznie doszukują się w wypowiedzi tego drugiego powodu do konfliktu. A potem przychodzą do mnie i mówią, żebym to załatwiła, bo to drugie zrobiło coś nie tak. A ja się tym zajmuję, bo znam oboje i nie chcę, żeby doszło do otwartej wojny.
No i sam mój mąż. Wierzcie mi, że ma ogrom zalet, ale ma też ciężki charakter. Ciągle popada w konflikty ze wszystkimi wokoło i oczekuje, że to ja wszystko załatwię. Nie podoba mu się, że ktoś zaparkował źle – próbuje mnie zmusić, bym to ja dzwoniła po straż miejską. Kłóci się z rodzicami – ja powinnam do nich zadzwonić i załatwić sprawę. Sąsiad zastawia drogę pożarową – ja mam dzwonić. Dzwonię, załatwiam, ale mam wciąż dzwonić, bo wciąż jest jakiś pojedynczy kwiatek. Wścieka się na mnie, że go nie wspieram, gdy odmawiam załatwiania jego konfliktów ze wszystkimi wokoło. Jest pokłócony z prawie wszystkim sąsiadami, w pracy też ma konflikt z 3/4 zespołu. Nazywa mnie niedobrą, bo opiekuję się, poradzę, jak potrzebuje, ale nie chronię go przed konsekwencjami jego wyborów.
Jestem zmęczona wymaganiami wobec mnie.
Dodaj anonimowe wyznanie