#uWp8J
Dzieci mamy dwójkę, obecnie sześć i siedem lat.
Odkąd dzieci skończyły odpowiednio rok i dwa lata, w każdą niedzielę na zmianę jedno z nas zabiera dzieci albo do sali zabaw, albo na przejażdżkę rowerową lub w inne miejsce, wiele zależy od pogody – tak, by drugie miało kilka godzin odpoczynku, odpoczynku całkowitego, bez żadnych obowiązków domowych i rodzinnych.
Ja lubię ten czas poświęcić na gorącą godzinną kąpiel w wannie, a później leżenie na kanapie i bezmyślne klikanie w telefon, mąż, gdy jego jest wolna niedziela, wychodzi powłóczyć się sam po mieście. Moje koleżanki dopytują, jak to wywalczyłam (również fakt, że na zmianę gotujemy, sprzątamy czy robimy pranie). Moja odpowiedź? Że wszystko mieliśmy przedyskutowane przed ślubem, że jak któreś z nas ma jakieś obiekcje, to rozmawiamy – wiecie, tacy z nas kulturalni i inteligentni ludzie.
A prawda?
A prawda jest taka, że jak dzieci były małe i nie dawałam rady, zostawiłam męża samego z dziećmi i wyjechałam do rodziny na tydzień, wybrałam czas, jak teściowa będzie w sanatorium, by zrozumiał ogrom pracy przy dzieciach. Gdy wróciłam, były krzyki, płacz, a dopiero później rozmowa i kompromis.
Ale tego nikomu nie powiemy, bo my „tacy kulturalni ludzie” jesteśmy.
#uZALp
Kolejne „ale” – jeśli wybrałabym ten zawód i gdyby były dzieci, to nie widzielibyśmy się prawie w ogóle z moim partnerem, bo jest to praca zmianowa, a on sam pracuje już na zmiany. Dodatkowo mieszkamy bardzo daleko od naszych rodziców, więc nie moglibyśmy liczyć na ich częstą pomoc...
Więc przesądziłam o swojej karierze w wieku 19 lat :(((
#Zv3kq
Na początku roku trafiła do szpitala, musiała przejść operacje usunięcia woreczka żółciowego, jak wyszła, to wszyscy wokół niej skakali i byli mili, robiliśmy wszystko, żeby doszła do siebie.
Czasem zastanawiałam się, co by było, jakbym ja trafiła do szpitala. Czy by się przejęła? Czy byłaby milsza? Czy przyjechałaby?
Miałam okazję się przekonać w tym tygodniu. Trafiłam na SOR z bólem brzucha, po badaniach wyszło, że mam kamienie w woreczku żółciowym, więc to samo co ona na początku roku. Trafiłam na oddział, w środę była operacja. Ona „nie mogła” przyjechać, bo była w pracy. Przyjechała moja babcia, za co jestem jej wdzięczna. Powiedziała mi jednak coś, co sprawiło, że przekonałam się, iż praca to była tylko wymówka. Cytując: „Po co będziesz jechać, ona i tak będzie spała cały dzień”. Moja babcia jej odpowiedziała: „Ciekawe, jak byś ty się czuła, jakby do ciebie nikt nie przyjechał”.
Nie wspomnę już o tym, że nawet jak byłam w szpitalu, to potrafiła się czy to telefonicznie, czy osobiście czepiać o głupoty, a jak wróciłam, to już w ogóle nie mogła się powstrzymać.
I wiecie co? Ja naprawdę chciałabym ją kochać, zrozumieć, że ma też inne rzeczy na głowie, ale... Tu się przejawia zwykła ludzka empatia do drugiego człowieka, już nie mówiąc, że empatia i szacunek do własnego dziecka.
#RTOnL
#1VCWP
Dochodzę do wniosku, że strach w tych czasach powiedzieć kobiecie, że jest atrakcyjna, bo od razu cię zaszufladkuje jako mało pewnego siebie desperata.
#DqO5t
Piwnica składała się z dużej hali, na której końcu było rozgałęzienie. Skręcając w prawo, można było trafić do szatni, wybierając ścieżkę w lewo natomiast, trafiało się na korytarz, na którego końcu były stare ławki, krzesła oraz kilka materacy. Dzięki odpowiedniemu ułożeniu tych przedmiotów mogliśmy się ukryć na amen, szczególnie że panie sprzątające tam nie zaglądały. Wraz z kolegą usadowiliśmy się w kryjówce i zaczęliśmy grać na telefonach. Postanowiliśmy, że spędzimy tu całą lekcję, by uniknąć sytuacji, w której na sam koniec zajęć pani kazałaby nam napisać jednak tę kartkówkę. Przez pół godziny z przyjemnością siedzieliśmy w naszej prowizorycznej kryjówce, ciesząc się, że udało nam się uniknąć kartkówki i przechytrzyć nauczycielkę. Nagle jednak zaczęły się problemy. Kolega wyszeptał do mnie, że musi iść do łazienki. Oczywiście powiedziałem mu, że nie ma opcji, bo nas wtedy zobaczą, i że musimy pozostać w kryjówce aż do końca lekcji i wtedy będzie mógł pójść. Po pięciu minutach kolega powiedział, że naprawdę bardzo pilnie musi pójść do łazienki. Odpowiedziałem, że za dziesięć minut będzie przerwa i musi jeszcze wytrzymać, bo nasz plan nie może pójść na marne. Po upływie dziesięciu minut usłyszeliśmy dzwonek na przerwę. Wyskoczyłem i krzyknąłem: „Zwycięstwo!”, ciesząc się z przechytrzenia naszej pani. O wiele mniej euforycznie zareagował mój kolega, który skulony siedział pod ścianą. Zapytałem go: „Nie cieszysz się? Uniknęliśmy kartkówki! Wygraliśmy!”. Odpowiedział cicho: „Cieszę się”. Po chwili poczułem brzydki zapach w powietrzu i zrozumiałem, jaką cenę mój kolega zapłacił za odniesienie tego zwycięstwa...
Może i wrócił do domu z brudnymi majtkami, ale za to bez jedynki w dzienniku.
#ePigC
Mój dom jest podzielony na dwie części z osobnymi wejściami: w pierwszej mieszkam ja z rodzicami, w drugiej wujek z babcią. Wujek od młodości miał bardzo burzliwe życie. W 1997 roku w wieku 20 lat został ojcem z dziewczyną poznaną jeszcze w podstawówce, która nie miała wtedy skończonych 16 lat. Zanim ukończyła 18 lat, była w ciąży trzykrotnie. Ostatecznie doczekali się piątki dzieci (dziś mają od 20 do 29 lat). Ich małżeństwo od początku było pasmem nieszczęść: wszechobecne pijaństwo, karczemne awantury wszczynane przez lata, ciągłe interwencje policji i niebieskie karty. W 2017 roku po jednej z takich burd żona w końcu spakowała mu rzeczy i wystawiła za drzwi, a w 2018 roku rozwiodła się z nim i zażądała alimentów. Wujek wrócił do naszego domu, gdzie początkowo był całkowicie zamknięty w sobie, ale w miarę spokojny.
Wszystko zmieniło się diametralnie w maju 2026 roku. Wyszło na jaw, że wujek nigdy nie płacił alimentów, przyszedł mu list z długiem sięgającym kilkudziesięciu tysięcy złotych. Porzucił legalną pracę, musiał usunąć konto w banku i zaczął pracować na czarno. Do tego jego była żona (której w wieku 45 lat nie w głowie było rezygnowanie z małżeństwa) wyszła za mąż. Za jego najlepszego przyjaciela ze szkolnej ławki, który latami mieszkał z nimi pod jednym dachem i namawiał ją do odejścia od wujka.
Od tamtej pory wujek stał się tykającą bombą emocjonalną. Pije i bez przerwy wszczyna piekielne awantury. Początkowo dręczył babcię, a gdy ja z mamą i tatą stajemy w jej obronie, agresja przechodzi bezpośrednio na nas. Dom dosłownie dudni od wrzasków, siarczystych wulgaryzmów, trzaskania drzwiami, rzucania przedmiotami i tupania w podłogę.
Sytuacja drastycznie eskalowała we wrześniu, gdy po zdecydowanym sprzeciwie naszej rodziny uśpiono ich 15-letniego psa, który krztusił się od dwóch lat. Od tej pory wujek zgotował nam codzienny terror psychiczny. Stoi godzinami pod ścianą i podsłuchuje nasze prywatne rozmowy, a potem złośliwie szydzi z tego, co powiemy, lub robi gigantyczną awanturę, gdy rozmawiamy na jego temat.
Kiedy we wrześniu dopadła mnie ciężka grypa i mocno kaszlałem, wujek stał tuż za ścianą i ostentacyjnie przedrzeźniał każdy mój kaszel.
Kiedy wracam z zakupów do domu, a wujek pali w oknie, nagle w moją stronę leci krzyk przez okno: „Co się k***a gapisz?!” lub inne ordynarne uwagi pod moim adresem.
Czujemy się jak więźniowie we własnym domu. Boimy się wezwać policję, bo obawiamy się, że jego agresja jeszcze bardziej wzrośnie. Nie wiemy, jak zmusić tego starego, siwego dziada do opamiętania się, jak ukrócić jego toksyczne zachowanie i odzyskać wreszcie święty spokój.
#wZjZY
Kocham jeść, kocham słodycze.