#pwSX5
Mając jakieś 16 lat, spotykałam się z pewnym chłopakiem. Jako że był to początek naszej znajomości, latałam jak na skrzydłach. Byliśmy umówieni na spotkanie, z podekscytowania nie mogłam usiedzieć na miejscu. Przed wyjściem mama poprosiła mnie o sprzątnięcie kuchni, a ja całkiem o tym zapomniałam, bo wiadomo, chłopak czeka, ja motylki w brzuchu itp.
Randka była cudowna. Wróciliśmy do mojego domu i postanowiliśmy jeszcze chwilę ze sobą spędzić. Rozmawiamy z moimi rodzicami, żartujemy, luzacka atmosfera. Wymykamy się jednak do mojego pokoju...
Zamarłam. Mama zniosła do mojego pokoju wszystkie brudne naczynia i porozstawiała je na podłodze i meblach.
Nie było to nasze ostatnie spotkanie, ale tamten wstyd pamiętam do dzisiaj. Dobra lekcja, mamo!
#fywPB
Wyzwania i zmartwienia przyszły w momencie, gdy zachorowałam. Nie jest to przeziębienie. Zwolniłam tempo, a nasze dotychczasowe życie zaczęło się dzielić między szkołę, dom i moje szpitale. Dziecko podsłuchało pewną rozmowę dotyczącą finansów domowych, leków itp. Tydzień później podczas przeglądania plecaka wyciągam liścik: „Moja mama jest chora. Ma urodziny. Wyślijcie jej kartki, by była zdrowa. Będzie miała dużo kartek, to na pewno będzie zdrowa. Wystarczy pieniędzy i nie będzie smutna”.
Ujęło mnie to. Tak zwyczajnie.
Za jakiś czas dziecko przychodzi ze skarbonką i ostentacyjnie informuje, że odkładała do skarbonki codziennie pieniążki, które dostawała do szkoły, byśmy miały na gorszy czas, bym miała na leki, bo jak będę miała leki, to na pewno będę zdrowa.
Łzy, wzruszenie. Pieniądze zostały w skarbonce. Ale sytuacje te pokazały mi, że to, co zaszczepisz w dziecku, będzie miało odbicie w jego przyszłości.
Duma! Duma!
#6KfLz
W tym momencie zrozumiałem, co czują ludzie z ciężkim borderlinem i moja była dziewczyna w trakcie okresu. Huśtawka nastrojów – szczęście, smutek, szczęście, smutek, głód, szczęście, zupka, smutek, zapach sera. No ale nic, taki duży chłopiec jak ja musi ze wszystkim sobie radzić, więc skończyło się na tym, że siedziałem przy oknie w kuchni, trzymając ręką rondelek i chliptając z gara zupę jak pies, czy raczej świnia. Kiedy podniosłem twarz znad rondla rozkoszy i z gębą oblepioną krótkimi nitkami żółtego makaronu uśmiechałem się własnego do odbicia w szybkie, przyuważyłem, że w oknie naprzeciwko siedzi właśnie moja nowa, śliczna sąsiadka i mi się przygląda. Wyobraźcie sobie tylko, jak to musiało z jej perspektywy wyglądać! Ja o tym nie pomyślałem, więc otworzyłem okno i krzyknąłem: „Hej, jestem Wojtek!”, ale zanim wybrzmiała ostatnia literka mojego imienia, dziewczyna wystraszona zatrzasnęła za sobą okno, schowała się w mieszkaniu i powyłączała wszystkie światła. „Genialnie, Wojtek” – pomyślałem. – „Byłeś głodny, genialny, a do tego teraz jeszcze spalony na dzielni”.
#b2QTq
#dCpsB
Przyszli teściowie się pojawili, miło porozmawialiśmy. Podałam obiad, potem kawę i ciasto – wszytko toczyło się po mojej myśli.
Do czasu.
Po zjedzeniu mojego wyrobu odezwały się ich żołądki. Delikatnie mówiąc – dostali sraczki. Nie bardzo mogli wyjść, bo ich goniło, a mamy tylko jedną toaletę...
Najbardziej niezręczny dzień w moim życiu.
#VT5R8
Co najlepsze, następnej nocy historia się powtórzyła, a ja ponownie wpadłam w panikę. Mąż ma ubaw do tej pory.
#saKDr
Tamtej zimy miałam mieć przyrzeczenie, najważniejszy moment w życiu każdej harcerki. 2 tygodnie przed moim terminem X oznajmiła, że odchodzi z harcerstwa, bo „nie wyrabia psychicznie”. Wszystko rozumiem, szkoda tylko, że i tak w tym roku miała odejść. Teraz poleci hejt, że obsmarowuję niewinną nastolatkę, ale nie jestem w stanie jej wybaczyć, iż nie wzięła pod uwagę tego, że jej obecność będzie mi potrzebna podczas składania przyrzeczenia.
Podczas tej samej zbiórki, na której oznajmiła nowinę, pisała z kraszem, olewając częściowo nasze plany. Musiałam parę razy ją upominać (na zbiórkach używanie telefonu jest zakazane).
Ponadto po odejściu z harcerstwa zerwała z nami wszystkimi kontakt. Nawet z osobami, z którymi wydawała się zaprzyjaźniona. Zero wyrzutów sumienia.
Żenujące.
Cholernie przykro, bo serio myślałam, że coś dla niej znaczymy.
#PS08I
Na początku myślałam – oj, no dobra, to tylko facet, normalne, że nie umie nastawić prania lub nie wie, jak kibel zalać środkiem czyszczącym. Ale odkąd zaczęłam bliżej poznawać chłopaka z pracy, zobaczyłam, że jednak to nie jest normalne. On mieszka sam i umie wszystko zrobić. A mój nawet nie wie, gdzie mamy pudełka plastikowe w domu...
Czasem mam wrażenie, że nie mam w domu partnera, tylko rozwydrzonego nastolatka, który ciągle czegoś żąda. Poza tym wszystko z nim w porządku – normalny, kochany człowiek.
#GOv9B
Lat temu 10, mając lat 16, kiedy szykowałam się do pierwszego razu z chłopakiem, który dziś jest moim mężem, postanowiłam rozstać się z owłosieniem w miejscach, których nie wystawia się na światło słoneczne zbyt często. Jakiś czas wcześniej zamówiłam środek do depilacji, coby pozbyć się włosów z miejsca, którego z przyczyn naturalnych wzrokiem nie dosięgnę (lustro się nie liczy). Mama zawsze mówiła: „czy będziesz chciała nałożyć farbę, czy się pomalować, pamiętaj – zawsze zrób próbę, czy nie dostaniesz jakiejś alergii”, ale gdzie tam, zbyt pochłonięta byłam myślami o tym, co ma się stać. W domu byłam sama, aplikacja poszła gładko, ale reakcji mojej skóry po zabiegu nie przewidziałam – piekło, szczypało i paliło żywym ogniem, kebab na ostro to przy tym pikuś. Z każdą chwilą było coraz gorzej. Co robić? Ano schylić głowę i tuptać po pomoc do ośrodka. Gdy znalazłam się w ośrodku, to poruszałam się jak Morticia Adams, dosłownie.
Pan doktor był bardzo miły, na tyle miły, że zdradziłam mu sekret, jak doszło do tego i po co doszło do tego – i kolejna wtopa. Zawsze sprawdzajcie, czy doktor, u którego stoicie bez ubrań od pasa w dół, to nie jest ojciec waszego wybranka...
Koniec końców historia ma happy end. Teściu słowem nie wspomniał nigdy, że taka akcja miała miejsce, tylko czasem przypomni, jak wychodzę do fryzjera, żeby zrobić próbę na alergię :)