#smS0C

Sytuacja miała miejsce parę dni temu. Aby wejść do mojej kamienicy, trzeba drzwi otworzyć tak jak w mieszkaniu, tzn. trzeba przekręcić klucz dwa razy i potem tak samo zamknąć.

Zawsze jak wchodzę po zmroku do kamienicy, to od razu ją zamykam, nie zapalając światła, bo włącznik jest jakieś pięć kroków dalej, więc jak zamykam, to idę dopiero włączyć światło. Tak było i wtedy. Zamykam drzwi, podchodzę do włącznika, naciskam i czuję coś miękkiego pod palcami. No nic, ignoruję to. Kiedy już światło się zaświeciło dostałam zawału.

Zmiażdżyłam wielkiego, czarnego, włochatego pająka.

Od tamtego czasu świecę sobie telefonem.

#gtTRh

Pomimo młodego wieku (22 lata) nie wyglądam wcale młodo, wysoki, łysy, dość obszernie wytatuowany typ.
Wśród znajomych zrodziłem pewnego rodzaju zaufanie, gdy któryś z kumpli ma jakiś problem, życiowa zagwozdkę, udaje się z nią do mnie i ja mu w tedy pomagam znaleźć rozwiązanie. Postrzegają mnie jako swego rodzaju starszego brata, mężczyznę, który potrafi rozwiązać każdy mentalny problem.

Nigdy nie ukazałem słabości ani nadmiaru emocji w sytuacji, która tego nie wymaga. Mój image jak i opis tutaj zawarty wskazuje, że jestem twardzielem, niczym Chuck Norris czy inny Rambo. Po części tak jest, ale w gruncie rzeczy nie. Otóż najczęściej wolne i samotne wieczory spędzam na oglądaniu romansów czy melodramatów, sam nie wiem czemu to robię, ale robię. Wszelkiego typu filmy jak np. "Pamiętnik" czy "I że cię nie opuszczę" widziałem po kilka razy, moim ulubionym jest "Słodki listopad" - doprowadza mnie do "coś mi wpadło w oko" za każdym razem gdy go oglądam. Nie potrafię z tym skończyć, to coś w rodzaju uzależnienia. Na domiar złego, zawsze gdy ktoś w mój wieczór filmowy próbuje mnie gdzieś wyciągnąć, twierdzę, że oglądam coś naprawdę męskiego, zarezerwowanego wyłącznie dla twardzieli. Najczęstszą wymówką jest trylogia Ojca Chrzestnego, któremu zresztą poświęciłem całą powierzchnię pleców, dla jasności, nie dla poparcia wymówki, ten film jak i książkę rzecz jasna, również uwielbiam, ale z innych pobudek.

Jaki morał z tego płynie? Otóż taki, że faceci, nawet tacy, którzy wyglądają na największych twardzieli, też mają uczucia i też zdarza im się poświęcić nieco uwagi tej bardziej kobiecej części charakteru. :)

#jwyIi

Mam ja przyjaciółkę. No, dobrą znajomą.
Z wierzchu to wręcz idealna relacja, doskonałe dopełnianie się nawzajem okraszone szczyptą wspólnych zainteresowań. Mniej fantastycznie wygląda to z bliska.

Sprzedałabym nawet nerkę, płuco i po jednym bucie z każdej posiadanej pary, jeśli tylko gwarantowałoby mi, że owa znajoma przestanie być wampirem emocjonalnym o pragnieniu kontroli wszystkiego i wszystkich wokół niej.
Nie odbierajcie mnie źle, nie potrzebuję porad. Czuję się jakbym przez ostatni rok przekopała cały Internet w poszukiwaniu rozwiązań - od chałupniczych, po zaawansowaną psychologię. Dowolny sposób, dowolna konfiguracja, dowolny wydźwięk - NIC nie działa.

Poddałam się. Trudno, mam twardą skórę, przeżyję. Jesteśmy młode, prawdopodobnie kiedyś nasze drogi się rozejdą, a mnie szkoda już więcej czasu i zaangażowania marnować na bezowocne próby. Dopóki moja znajomość nie "infekuje" pozostałych, uznaję, że jest stabilnie.

Jak łatwo przewidzieć - jednak zainfekowała.

Pewnego pięknego wieczoru siedzieliśmy sobie w ulubionej knajpie. Ja, ona, mój narzeczony oraz parę innych osób ze studiów rodzaju wszelakiego. Zaliczyłabym ten czas do udanych - śmiechy, jedzenie, trochę picia i absolutny brak niepożądanych zachowań znajomej. W pewnym mało znaczącym momencie narzeczony na sekundę pochylił się nade mną i dał całusa w policzek - nic obleśnego, nikt się tym nie obruszył, nikogo to nie uraziło. Poza znajomą. Nie obserwowałam jej bacznie cały czas, więc nawet nie zauważyłam kiedy przyłożyła prawdopodobnie z całej siły w mojego faceta, w plecy, w nerkę lub okolice. Zauważyłam za to, jak mu się oczy zaszkliły. Jestem w stanie uwierzyć, że to nie było lekkie klepnięcie - dziewczyna jest z tych potężniejszych, z brakiem umiejętności kontrolowania własnej siły.

Znajoma została automatycznie wyproszona z grona, a ja zadeklarowałam odprowadzenie jej na przystanek. Zdążyłam już sobie w głowie ułożyć uroczy komentarz-wiązankę. Byłam przekonana, że to jej uschną uszy, ale po tym co usłyszałam, brakło mi sił na nawet dezaprobatę. Warto tutaj zaznaczyć, że jest wyjątkowo zagorzałą katoliczką.

Dowiedziałam się, że mój narzeczony nie ma prawa mnie tak bezczelnie obłapiać w jej towarzystwie. Zarówno ja nie mam prawa się na to zgadzać i powinnam utrzymywać celibat. Ponadto muszę być jej wdzięczna za bronienie mnie przed zbezczeszczeniem. Nagle rozpłakała się zapewniając, że chciała dobrze oraz wcale nie planowała uderzyć, aż tak mocno. No, ale to było dobro wyższe, w końcu jest moją przyjaciółką i to był jej obowiązek. Wszakże należę do niej, a ona jest zazdrosna. Z wątpliwym zrozumieniem przyjęła do wiadomości, że jednak znajduje się niżej w hierarchii od przyszłego męża i ciągle chlipiąc weszła do autobusu.

Na koniec mam tylko jedno pytanie.
Jak 22-latkę nauczyć teorii umysłu?

#sAoNd

Byłam z moją córeczką w supermarkecie, w pewnym momencie mała zobaczyła dział z zabawkami. Pobiegła oczywiście do lalek barbie. Przyglądała się jednej z nich i stwierdziła, że jestem do niej podobna. Ucieszyłam się i podziękowałam za komplement, a ona po chwili dodała:
„Tylko ty masz trochę starą i pogniecioną buzię. I większą pupę. Ale prawie tak samo wyglądacie”.

Kochane dziecko.

#Ak2ni

Nieśmiałość niszczy mi życie. W dodatku jestem introwertykiem. Te dwie rzeczy nie zawsze idą ze sobą w parze, ale u mnie jest takie combo, że mam i to, i to.

Zbliżam się do trzydziestki. Jakie mam doświadczenie w związkach damsko-męskich? Zero. Jakiś seks? Zero. Jestem śmiesznym prawiczkiem. Wiem, że już raczej za późno na szukanie sobie kogokolwiek. Gdybym nie był nieśmiały i introwertyczny, nie byłoby jeszcze wszystko stracone. Ale te moje dwie ułomności sprawiają, że jakikolwiek „podryw” jest dla mnie abstrakcją. Mam zaczepiać obce laski na ulicy, jak jakiś oblech? Przecież to jest żałosne!

Mieszkam w niewielkim mieście w domku rodzinnym, na dodatek z rodzicami. Zbieram pieniądze na własne mieszkanie, ale jeszcze trochę mi zejdzie, zanim uzbieram wystarczającą kwotę. W pracy wyrabiam znacznie więcej niż podstawowy wymiar godzin w miesiącu. Po pracy wracam do domu, by odpocząć. Nie mam sił, by łazić po mieście tylko po to, by zaczepiać jakieś kobiety. Dyskoteki? Dla mnie introwertyka i nieśmiałego zarazem to tortura. Zresztą nienawidzę tańczyć. Portale randkowe? Próbowałem, ale bezskutecznie. Nawet jak były jakieś ciekawe dziewczyny, to w ogóle nie odpowiadały na żadne próby kontaktu. Jedyne chętne to albo z drugiego końca kraju, albo jakieś, za przeproszeniem, totalnie zaniedbane pasztety (a nie szukam modelki).

Z czego wynika moja nieśmiałość? Z kompleksów. Jestem niski – 176 cm wzrostu. W szkole byłem uznawany raczej za dziwaka. Miałem wyższe ambicje niż siedzenie na przystanku MPK, jaranie szlugów i picie browca. Na studiach było lepiej. Miałem nawet paczkę znajomych, chodziło się na imprezy, ale raczej na domówki. I nawet wtedy nie potrafiłem przełamać się z powodu kolejnych kompleksów. Mianowicie nie jestem atrakcyjny fizycznie. I teraz doszedł kolejny kompleks. Nigdy nie byłem w związku. Stary facet zbliżający się do trzydziestki i nikogo nie miał? Pewnie jakiś pomyleniec – tak wszyscy myślą. Wpadłem w błędne koło, wstydzę się tego, że się wstydzę. Na dodatek nie jestem zbyt gadatliwy. Lubię słuchać innych, a nie samemu ględzić bez składu i sensu. Introwertycy tacy jak ja są niestety traktowani przez współczesne społeczeństwo jak inwalidzi. Liczy się tylko przebojowość i pewność siebie.

Jeśli ktoś w moim monologu widzi siebie samego, ale jest młodszy, to niech działa. Niech idzie do psychologa albo psychiatry. Nie pozwólcie, aby nieśmiałość, która jest jak nowotwór, wysysała z Was życie i pozbawiała Was szans na normalne funkcjonowanie.

Dla mnie jest już za późno. Nawet jakbym poszedł do psychologa i się leczył, to raczej w wieku prawie 30 lat bez żadnych wcześniejszych doświadczeń nikogo normalnego już nie poznam. Nie mam na myśli dziewczyny na jeden wieczór. Chciałbym kogoś już na poważnie. Ale to tylko marzenia ściętej głowy.

#vWuZ0

Po czterech latach związku dziewczyna zostawiła mnie dla innego.
Fatalnie to przeżyłem. Zawsze zmagałem się z depresją, ale przy niej czułem, że żyję. A teraz mam jeszcze gorsze stany. Depresja, załamanie, rozpacz.
Od jakiegoś czasu nie była ze mną szczera. Kiedy chciałem jej pomagać z jej problemami, odtrącała mnie. Czułem, że się oddaliła ode mnie i że coś ukrywała. Nie jestem podejrzliwy, ale moje przeczucia nigdy mnie nie zawiodły, tak jak i tym razem.
Sam nigdy nie byłem idealny, ale chcę dążyć do rozwiązywania wspólne problemów, wspierania się i bycia szczerym. Niestety ona nigdy nie mówiła mi, że już nie chce być ze mą. Przeciągała to nawet kiedy już sama była pewna, że nic poza przyjaźnią nie chce mi zaoferować. Wiem, trudno jej było powiedzieć, bo to by oznaczało, że i tak utraci we mnie przyjaciela. Ale trudne decyzje muszą być podejmowane, bo ich odwlekanie tylko pogarsza sprawy. Niestety o wszystkim dowiedziałem się wypytując ją. Nigdy sama nie powiedziała mi prawdy. I to było najgorsze, bo kompletnie straciłem zaufanie nie tylko do niej, ale do tego, że znajdę kogoś szczerego.
To nie był mój pierwszy związek zakończony oszustwem ze strony mojej partnerki. Niby był magiczny, a sprowadził się do tego, że zakończył się tak samo. Tym, że dałem się wyrolować.

Czuję nienawiść do niej, ale jednocześnie kocham ją. Staram się myśleć przez pryzmat złych chwil, lecz nie potrafię. Mało tego, przez to jak bardzo nasiliła się moja depresja, wymagam regularnej terapii, a więc ciężko też o pracę. Podjąłem się pracy zdalnej za grosze, ale zawsze coś. Tylko wiem, że nie mogąc być dostępnym o każdej wymaganej godzinie czuję, że długo tej pracy nie utrzymam.

Nigdy nie było mi aż tak ciężko. Chciałbym już zapomnieć o wszystkim, łącznie z tym, że ją poznałem, bym mógł ruszyć przed siebie z podniesionym czołem. Niestety, nie wiem jak...

#2y6Y8

W zeszłą sobotę umówiłem się z kumplami na piwo – zaprosiłem ich do siebie na mecz. Zapomniałem, że w ten sam dzień obiecałem mojej dziewczynie kolację i kino. Mieszkamy razem, ale oboje pracujemy, więc w tygodniu ciągle się mijamy. Dopiero w sobotę rano zorientowałem się co jest grane i musiałem wybrać: odwołać przyjście chłopaków albo przełożyć randkę z ukochaną.
Nie lubię takich sytuacji, ale wybór był dla mnie prosty. Oczywiście napisałem chłopakom, że niestety nie dam rady. Połowa z nich się „obraziła”, że na ostatnią chwilę odwołuję spotkanie i nazwała mnie pantoflarzem.
Serio? Jeśli stawianie miłości wyżej niż rozrywki czyni mnie pantoflarzem, to tak, jestem pod pantoflem i zajebiście mi z tym dobrze.

#gArZ1

W życiu codziennym ludzie do tej pory postrzegają mnie jako MATKĘ POLKĘ. Grzeczna, miła, poukładana. Prawda jest taka, że w żadnym związku nie umiem znaleźć sobie miejsca. Jeśli coś mi się nie podoba, walę od razu kawę prosto na ławę i zazwyczaj kończy się to tak, że chłop nie może przepalić i odchodzi, albo ja nie daję rady i wywalam go z domu.

W końcu się zakochałam, ale to tak, że kiedyś nawet do chłopa powiedziałam, że jak będzie miał wypadek i wyląduje na wózku, to będę przy nim... Wszystko w nim było piękne...

Byłam ślepa i teraz dopiero to wiem. Wykorzystał mnie i moją szczerość i ufność do niego. Okradł mnie, a ja nie mam na to żadnych dowodów w postaci wyciągów bankowych. Jestem na siebie zła, że się tak zakochałam. MIŁOŚĆ JEST ŚLEPA!!!

#0AdMG

W rodzinie dramat. W weekend wujek z ciotką pojechali do znajomych, jednak coś się pozmieniało i wrócili po kilku godzinach zamiast na następny dzień. Zastali swoją córkę, jak ubrana w seksowną bieliznę nagrywała się kamerką internetową, jak przyrządza sobie jedzenie. Dziewczyna w wieku 15 lat! Ugięła się pod nawałą pytań i przyznała, że publikuje różne swoje zdjęcia i nagrania na Tiktoku, Insta i kilku innych mniej znanych serwisach. W tym momencie ja zostałem wezwany (jako etatowy rodzinny informatyk) i poproszony o dowiedzenie się (przejrzenie lapka i komórki), co tak naprawdę ona publikuje. Jej rodzice bali się, że może nie tylko zdjęcia w bieliźnie publikuje. Wujek musiał odwiedzić przychodnię, bo coś niepokojącego zaczęło się z nim dziać - serce z nerwów zaczęło wariować.

Po przejrzeniu wszystkiego - pod groźbą kar udostępniła mi konta na serwisach - wziąłem ją na rozmowę od serca. W końcu to byłem tym fajnym kuzynem (starszym, ale jednak rozumiejącym ją), więc może się czegoś dowiem. Poszliśmy napić się browara nad rzeczką i pogadać od serca (wiem, że alkohol w tym przypadku to zło, ale to już był akt desperacji, piwa z koleżankami już próbowały, a sprawa wyglądała nieciekawie, po tym co zobaczyłem można było sądzić, że nagie zdjęcia nie były szczytem jej możliwości).

Od słowa do słowa, zbaraniały, dowiedziałem się, że ona pragnie zostać "Influencerką". Bo "to modne, można zarobić sporo, ma się klawe życie, a nie trzeba tyrać w robocie". Ta mała idiotka nie myślała o studiach, pracy itp., tylko jak zarobić, żeby się nie narobić. Na pytanie "ale jaką influencerką chcesz być? Modową, zdrowotną, podróżową? Przecież to tak działa, robisz coś ciekawego, masz fajne hobby, no i pokazujesz to ludziom i masz na nich wpływ, pokazując jak coś robisz. A ty tylko jakieś sesje erotyczne robisz" zostałem uświadomiony, że ona na razie zbiera "folołersów". Erotycznymi sesjami, nagrywaniem filmików, na których w bieliźnie sprząta, podryguje do muzyki itp. A potem zdecyduje się co będzie "influencerowała". A potem znajdzie sobie jakiegoś "równie fajnego" męża, koniecznie bogatego i znanego.
To był jej pomysł na życie. Leżeć i ładnie pachnieć. A niech inni dają jej pieniądze, bo jest zajebista...

Jak mogłem najdelikatniej porozmawiałem z wujostwem. Nie wiedzą, co z tym fantem zrobić. Ich córka ma głowę tak nabitą gównem z internetów i od psiapsiółek, że serio liczą się z możliwością, że jakby ją odcięli o pieniędzy i internetów, to byłaby w stanie np. dać tyłek za pieniądze, żeby kontynuować swój "marsz do sławy". Ma głowę tak nabitą całym tym gównem motywacyjno-celebryckim ("musisz iść do przodu", "YOLO", "możesz wszystko", "nie oglądaj się za siebie"), że nie wiem, czy to się da odkręcić. Póki co psychoterapeuta, zobaczymy co się dalej dziać będzie.

#O2d0N

Nie toleruję LGBT.
Co w tym anonimowego?

Ano to, że w dobie TOLERANCJI dla odmiennych poglądów, TOLERANCJI dla homoseksualnych związków, TOLERANCJI dla zasadniczo wszystkiego, nie mogę publicznie wyrazić swojego zdania, bo spotyka się to z NIETOLERANCJĄ.

Co jest, do cholery? Nie rozumiem, dlaczego spokojne wyrażenie swojej opinii o tej... sprawie (pragnę zaznaczyć: nie obnoszę się ze swoimi poglądami, mówię o tym jedynie w ostateczności) powoduje natychmiastowe wylewanie jadu ze strony rycerskich obrońców homoseksualistów. Nawołujecie do tolerancji, a sami jej nie okazujecie? Co za hipokryzja. Rozumiem stanowczą odpowiedź na hejt i agresję homofobów, ale wyzywanie ludzi za ich własne zdanie od zaściankowych debili i niepostępowych katoli jest ŻAŁOSNE. Nie wtrącam się w niczyje życie, nikomu nie zaglądam do łóżka, nie prześladuję, nie wyzywam, po prostu: nie toleruję i koniec. Jak weganie mięsa, antyszczepionkowcy szczepionek, i tak dalej. Chcecie tolerancji? Sami ją okażcie. I nie nawracajcie nikogo na swoje poglądy, bo każdy ma prawo mieć własne zdanie.
Dodaj anonimowe wyznanie