#XFXiE

Mój tata rzadko używa komputera, ale ostatnio wystawił pewną rzecz na OLX. Jakaś kobitka w wiadomościach zaproponowała mu niższą cenę, ojciec napisał jej, że się nie zgadza. W odpowiedzi wysłała mu tę emotkę „:D”.
Siedziałem w swoim pokoju i nagle słyszę, jak ojciec mówi: „Ku*wa! De jak dupa! Ja grzecznie, a ona tak do mnie?! Ja jej, ku*wie, pokażę!”. Już miał na nią jechać w wiadomości, ale przyszedłem i wytłumaczyłem mu, co ta emotka oznacza.

Chyba muszę zaznajomić go z paroma rzeczami :D

#xGOEF

Dwa miesiące temu przeprowadziłam się z miasta na wieś, kupiłam duży, piękny dom i spodziewałam się, że teraz zacznę lepsze życie i w końcu odpocznę. Jednak ktoś mi to wybitnie utrudniał. Zaczęło się od tego, że ktoś w nocy wrzucił do mojego ogrodu popsute mięso. Nie wiedząc, o co chodzi, po prostu posprzątałam. Kilka dni później na mojej furtce ktoś powiesił zdechłą kurę. Tego samego dnia również ktoś pomazał moją bramę odchodami. Przestraszona poszłam do sąsiadów zapytać, czy może coś widzieli albo wiedzą, o co tu chodzi, jednak byli tak samo zszokowani jak ja. Wahałam się, czy iść na policję, do momentu, gdy ktoś oblał w nocy mojego psa żrącą substancją (pies na noc jest w domu, ale czasem wychodzi na krótki spacer na podwórko). Przerażona oddałam psa do rodziców na czas, dopóki sytuacja się nie wyjaśni, a ja wybrałam się na policję. Tam mi powiedziano, że to pewnie głupie żarty i oni nie mogą nic zrobić, wiec mogę sobie ewentualnie kamery zamontować. I tak w zasadzie zrobiłam, gdy wyszło na to, że policja mi nie pomoże. I to mnie właściwie uratowało.

Sprawca złapał się na kamerze, gdy próbował przejść przez moją bramę. A był to jeden z sąsiadów. Natychmiast wezwałam policję, a chwilę później doszło do konfrontacji. Jak się okazało, okoliczni wieśniacy byli po prostu zazdrośni. Nie jestem specjalnie bogata, ale widać po mnie, że nie narzekam na brak pieniędzy, więc kilku osobom tak przeszkadzała moja majętność, że postanowili utrudnić mi życie. 

Co prawda do mojego domu się już nikt nie zbliżał, odkąd policja interweniowała, ale przyznam, że życie w takim otoczeniu jest po prostu ciężkie. Stresuję się, chodząc po chleb rano i staram się praktycznie nie poruszać po wsi pieszo. Nie wiem, ile jeszcze tu wytrzymam.

#yIrNM

Kiedy miałem około 12-13 lat wybrałem się z rodzicami do domku nad jezioro w pewnym wojskowym ośrodku wypoczynkowym. Było super – rano grill, jezioro, na obiad grill, jezioro, na kolację grill i znowu nad jezioro. 

Jak wiadomo, w takich sytuacjach zawiera się wakacyjne przyjaźnie z sąsiadami z domku obok. I tak było z nami. Była to pewna ładna licealistka i jej rodzice. Po przesiedzianej wspólnie nocy nad grillowaną karkówką i kiełbasą postanowiliśmy się rano wybrać nad jezioro popływać. Mimo dużej różnicy wieku między nami bawiliśmy się dobrze (ja i owa licealistka), chlapaliśmy, podtapialiśmy no i właśnie to był ten moment. Goniłem ją za to, że mnie pochlapała i gdy byłem blisko, niespodziewanie mnie podtopiła. Jako że się z początku wystraszyłem, zacząłem chwytać się wszystkiego, czego się dało i tak oto... zerwałem z niej stanik. Widziałem wszystko, do tego niechcący pojechałem jej rękami po biuście i to wszystko przy plaży pełnej ludzi. Udawałem potem, że się podtopiłem i zacząłem kaszleć, łapać oddech, że nic nie wiem, co się stało, i w ogóle biedny ja.

Jak tak sobie pomyślę o tym, to z jednej strony do dziś wstyd, ale z drugiej...

#4e0uI

Od jakiegoś czasu cierpiałam na okropne bóle żołądka, poszłam więc do lekarza.
Jak to na wizycie wywiad, co, gdzie i jak boli, wszystko panu dr wytłumaczyłam, dodając też, że jestem w 5 mies. ciąży. Trafiłam na starszego, średnio ogarniętego doktorka, więc po badaniu ok. 10-15 min jednym palcem skrupulatnie i szczegółowo wszystko zapisywał na swoim komputerku, pytając m.in. jak zrobić „ź”. Na koniec zalecił badania krwi itd. i miałam się pojawić już z wynikami. Jak kazał, tak zrobiłam i po kilku dniach wróciłam z wynikami, zaznaczając znowu, że jestem w ciąży. Doktor spędził kolejne 10 min na wstukiwaniu w klawiaturę wszystkich informacji. Tym razem dostałam leki i miałam się pojawić za miesiąc na kontrolę. Na wizycie kontrolnej powiedziałam, że bóle nie ustają, zawahałam się, czy przypominać o ciąży, ale uznałam, że pewnie przeczytał zapiski z poprzednich wizyt.
Doktor poprosił mnie o położenie na kozetce. Leżę więc i podciągam bluzkę, lekarz w tym czasie zakasał rękawy i nagle widzę, jak staje wryty z przerażeniem w oczach, po czym pyta zszokowany: „Pani ma takie wzdęcia???”.
Przez śmiech lewo udało mi się powiedzieć, że to ciążowy brzuszek.

Dodam jeszcze, że jak na 6 mies. miałam spory brzuch w stosunku do drobnej sylwetki oraz dobrze widoczną kreskę ciągnącą się przez cały brzuch, typową dla ciężarnych :)
Zmieniłam lekarza.

#uXT31

Jako dziecko byłam bardzo nieśmiała, bałam się ludzi, rówieśnicy mnie nie lubili. Moi rodzice stwierdzili, że najlepszą terapią będzie wysłanie mnie na kolonię.

Za pierwszym razem jakoś udało mi się przełamać, rozmawiałam z dzieciakami w moim wieku, nawet chcieli się ze mną bawić. Dlatego bardzo czekałam na wyjazd na drugi obóz rok później, namówiłam też rodziców, żebym mogła wziąć ze sobą moją młodszą siostrę, bo przecież fajnie będzie.

Od razu po przyjechaniu na miejsce było w porządku, ale... Pierwszego wieczoru, kiedy cała kolonijna brać się przedstawiała, wiecie, imię, wiek, co lubimy, skąd jesteśmy, okazało się, że tylko ja i siostra pochodzimy z mniejszej miejscowości. Cała reszta dzieciaków przyjechała z dużych miast powiatowych albo wojewódzkich, a przynajmniej tak utrzymywali.

Od tej pory dzieciaki traktowały nas źle. Najgorsze były dziewczynki, wręcz ziały nienawiścią; chłopcy chcieli się tylko pośmiać, ale pamiętam, że większość z nich była tylko bierna. Nikt nie chciał z nami siedzieć, rozmawiać, grać w piłkę, pracować w warsztatach w grupie. Parę razy jakieś dziewczyny zamknęły nas na klucz w domku, żebyśmy nie poszły na kolację. Parę razy ktoś wrzucił nam ogórka do herbaty, szynkę do kakao albo w ogóle zrzucił talerz czy kubek na podłogę. Siostra najczęściej była traktowana jak nie człowiek, tylko „wiejskie zwierzątko”, które można szarpać i drażnić.
Broniłam ją, to słyszałam, że obie powinnyśmy skończyć na łańcuchu jak wiejskie kundle. Kiedy dzwoniłam do rodziców powiedzieć, że jest źle („to wasza wina, bo nie potraficie żyć z ludźmi”), dzieciaki łaziły na mną i śmiały się, że mam nie dzwonić, bo na mojej wsi nie ma telefonów ani zasięgu, a to, co mam, to zabawka albo ukradłam. Kiedy skarżyłam się do opiekunów (nic sobie z tego nie robili), dzieciaki szły tam również i opowiadały, że uciekłyśmy z półkolonii dla dzieci rolników i żeby coś z tym zrobić, bo nie należy nam się tu spanie, jedzenie ani udział w zabawach. Słyszałam o pomysłach, żeby zabierać nam co cenniejsze rzeczy, bo na pewno je ukradłyśmy.

Dopiero dwa dni przed końcem, zaczęłam się dogadywać z jakimiś chłopcami z drugiego obozu, bo okazało się, że gramy w te same gry i czytamy te same książki...
Przetrwałam, kilka lat później poszłam do liceum do dużego miasta, na studia tak samo, ale dopiero niedawno poczułam, że przestaję bać się rozmawiać z osobami pochodzącymi z dużych miast. Siostra nadal ma wielką rezerwę do takich ludzi.

#VKGne

Wróciłam dzisiaj wcześniej z delegacji (miałam być dopiero po południu, a przyjechałam nad ranem). Zastałam mojego męża w łóżku z... Nie, nic, co teraz byście podejrzewali. Spał z moim zdjęciem położonym na poduszce. 
Nie muszę chyba mówić, jak ciepło mi się zrobiło na sercu?

#BbEQp

Chcę opisać tu pewną historię, w której kluczową rolę zajmuje osoba niesamowicie dla mnie ważna.

Kiedy byłem w liceum, zachorowała moja mama. To był nowotwór złośliwy, który niestety, zakończył się śmiercią. Po tym wydarzeniu miałem swoją pierwszą próbę (tabletki nasenne).

Rok później mój ojciec poznał kobietę, która zmieniła go w alkoholika. Był pijany dzień i noc. Miałem wrażenie, że jestem sam. Wszyscy wokół się odwrócili. Chciałem podciąć sobie żyły. Znaleźli mnie.

Mimo tego wszystkiego, był pewien człowiek, który zawsze się mną przejmował. Dawał mi pieniądze na jedzenie, kupował ciuchy. Można powiedzieć, że mieszkałem w jego domu (właśnie teraz u niego jestem i piszę to wyznanie).

Mój wychowawca. Nauczyciel angielskiego. Mój przyjaciel. Wzór do naśladowania. Prywatny psycholog.

Wiem, że to czytasz Adam. Uratowałeś mi życie. Dzięki tobie wiem, że jestem coś wart. Życzę wszystkim, żeby spotkali na swojej drodze takiego nauczyciela jak ty. Zastąpiłeś mi ojca. Kocham cię.

#abj1J

Sytuacja miała miejsce dziś rano i należy raczej do takich, których nie opowiada się publicznie, bo ludzie mogą nas wziąć za socjopatę.

Po podniesieniu klapy od sedesu okazało się, że leci rdzawo-czerwona woda. Moją pierwszą myślą nie było to, że przecież miało nie być wody w tym dniu i pewnie spływają pozostałości z rur. Nie. To była druga myśl. Pierwszą myślą było: „Kurde, zarżnęli kogoś w wodociągach?”.

Czasami naprawdę boję się swoich myśli. ;)

#hMliX

Do tej pory jest mi za to wstyd i czuję się jak stalker, ale przez kilka lat miałem dostęp do historii haseł wyszukiwarki na koncie Google mojej kierowniczki. Kiedyś musiała zalogować się na wspólne konto Gmail i nie wylogować. Na co dzień korzystała z innej poczty, więc pewnie o tym zapomniała. Zorientowałem się przez przypadek, kiedy po zalogowaniu na YouTube pojawiały mi się dziwne podpowiedzi do „zobacz ponownie”. I tak, od strony do strony, przeszedłem do historii wyszukiwania w Google. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie wyszukiwał nigdy głupot, ale po tym, co tam było, zupełnie straciłem do niej szacunek.
Zapracowana i zawsze mądrzejsza od wszystkich w pracy, okazała się po prostu ponadprzeciętnie głupia. Sprawdzanie, co tam robiła dziś w biurze i po pracy stało się dla mnie rutyną. Wiedziałem, kiedy planuje urlop, o którym wszystkim powie ostatniego dnia. Wiedziałem, że wcale nie jedzie do Karpacza, tylko leci na Fuertę i że przez 8 godzin wyszukiwała promocji na kostiumy kąpielowe, czytała życiorys Edyty Górniak i sprawdzała ile lat ma Cezary Pazura, zamiast przygotowywania raportu, na który tak głośno narzekała. W końcu widziałem, jak zajmuje się dzieckiem po notorycznie wypisywanych hasłach „Jak zająć sześciolatka na godzinę”, „Jak upiec ciastka w 5 minut”,  „Jedzenie dla dziecka na wynos”, „Jak dziecko połknęło guzik, to czy muszę jechać na pogotowie?”, „Gorączka dziecka co to znaczy?”, „Czy jak wyjdę, to dziecko budzi się w nocy?”. Facepalm za każdym razem. Brak podwyżek dziwnie zbiegał się z „odsysanie podbródka Warszawa” i „tania sprzątaczka codziennie”. Do tego były: „gotowa umowa wzór”, „o czym rozmawiać z podwładnym”, „jakie miny wzbudzą respekt pracownika”... WTF? :D 
Wyrzuty sumienia pojawiły się, kiedy wychodziła wcześniej z pracy, a ja wiedziałem, że chodzi o problemy małżeńskie i terapię. Ba, wiedziałem dokładnie, jakie to problemy, bo wszystko pełnymi zdaniami wyszukiwała w Google. 
Nigdy się o tym nie dowiedziała, zmieniła kompa, więc problem zniknął sam, a i ja też już z nią nie pracuję. Pilnujcie, gdzie się logujecie!
Dodaj anonimowe wyznanie