#pvyFt
Kilka lat później, jak byłam w 1 klasie gimnazjum, zmieniłam szkołę. Nikogo nie znałam i jak koleżanka opowiadała, że jej rodzice są rozwiedzeni i tata mieszka w tym samym mieście, w którym mój pracował od razu zagadałam.
-Twój tata też pracuje w tym zakładzie z taką wielką bramą?
-Nie... mój tata nie pracuje w tym więzieniu.
Właśnie w ten sposób, przy całej klasie dowiedziałam się, że rodzice tyle czasu robili ze mnie głupka i tata w żadnej pracy nie był.
Nie mam pojęcia dlaczego chociażby widząc więzienie w filmie sama się tego nie domyśliłam. Nie miałam potem życia w szkole.
#8Mzt0
Wiele razy prosiłam również, aby co 5 minut nie namawiały mnie do posiadania dziecka, ale niestety, jak grochem o ścianę. Ostatnio udało mi się wymigać z jednego spotkania, jednak na kolejne nie mam już wymówki. Bardzo lubię moje koleżanki i uwielbiałam spędzać z nimi czas, kiedy jeszcze żadna z nich nie miała dzieci. Tęsknię za tamtymi czasami. Cieszę się oczywiście, że spełniają się w roli matek, jeśli im to pasuje, to ok, życzę im jak najlepiej, ale już kilka razy postanowiłam sobie, że nie będę się z nimi więcej spotykać, bo moja rola ogranicza się na spotkaniach do biernego słuchacza. Ciągle jednak zrywam swoje przyrzeczenie postawione przed samą sobą, bo inaczej zostałabym całkiem sama. Nie mam bezdzietnych koleżanek. Ale i tak czuję się samotna.
PS.
Pewnie zastanawiacie się, czemu nie zrobimy bezdzieciowego wypadu na przykład do pubu. Nie zrobimy. Ich mężowie nie chcą zostawać sami z dziećmi.
#wuNSi
Osoba, za którą tak bardzo tęsknię w każdej minucie swojego życia przyśniła mi się. Pamiętam sporą część snu oraz jego przekaz: Weź się w garść człowieku, bo nie mogę patrzeć na to jak cierpisz.
Pamiętam, że w ogóle się nie zmienił, był pełny energii i uśmiechnięty, dokładnie taki jaki zawsze.
Pamiętam uczucie ciepła i bezpieczeństwa kiedy mnie przytulił.
Pamiętam jego spokojny głos.
Pamiętam, że powiedziałem mu, że go kocham i tęsknię za nim oraz, że nie poradzę sobie bez niego, bo jestem na to za słaby.
Pamiętam, że dostałem z liścia w twarz, a na koniec usłyszałem: Owszem poradzisz sobie, nie zapomnij, że wszystko widzę.
Po tym jak się obudziłem (około godziny 3 w nocy) usiadłem do komputera i znalazłem dobrego psychologa. Moja żona słysząc o tym zaczęła płakać ze szczęścia. Dopiero teraz widzę jak bardzo ją raniłem.
Jestem już po paru wizytach i zamierzam to kontynuować dopóki nie poczuje, że odzyskałem kontrolę nad swoim życiem. Muszę pamiętać o tym, że on wszystko widzi i nawet po śmierci potrafi postawić mnie do pionu. Mam nadzieję, że przy naszym następnym spotkaniu będę z siebie dumny.
#jXPyJ
Teraz sam jestem strażakiem i 4 lata temu wyniosłem z płonącego budynku pewną dziewczynę. Z czasem się okazało, że to była córka owego strażaka, mało tego, dowiedziałem się o tym, gdy wraz nią byłem zaprosić jej rodziców na nasz ślub.
#AZyk1
Mam chłopaka, rodzinę, znajomych, w miarę dobrze się uczę. Ale nikt nie wie, że mam to wszystko gdzieś.
Udaję, że kocham rodzinę, udaję zazdrość czy dobry seks.
Kłótnia z chłopakiem czy siostrą? Nie zależy mi na przeprosinach czy pogodzeniu się z nimi. Potrafię nie odzywać się do nikogo godzinami, po prostu nie mam takiej potrzeby. Śmierć bliskiej osoby? Łza mi nawet nie poleci. Mimo to, gdy ktoś pyta mnie o radę, potrafię go wesprzeć, doradzić, wysłuchać, choć wcale mi na nim nie zależy.
Funkcjonuję chyba tylko dlatego, że od zawsze miałam duże poczucie obowiązku. Mimo wszystko mam bardzo silną wolę i temperament.
Nikt nie wie, jaka jestem naprawdę, ja też nie.
#se8zW
#1oneb
Gdy jednak się już z kimś spotkam, większość czasu mój towarzysz spędza na telefonie, pisząc z kimś lub mówi tylko o sobie, a mnie nie dopuszcza do słowa! Nie wiedziałam, że jestem aż taka beznadziejna... Problem też w tym, że ja się po prostu męczę w domu i już przez to wariuję. Nie mam pojęcia co zrobić aby uporać się z tą samotnością.
#FnrJC
Otóż nic bardziej mylnego, życie przed ukończeniem 25 lat nie rozpieszczało mnie. Byłem odrzucony przez rówieśników, płeć piękną i przez rodziców, którym zależało wyłącznie na moich dobrych wynikach w nauce. Chorobliwa nieśmiałość, wycofanie od ludzi i kompleksy, w które zostałem wpędzony, wywołały u mnie depresję i rozpacz, których nijak nie potrafiłem załatać. Kompleksami był wzrost - 178 cm, mały penis - 13 cm, oraz wychudzona sylwetka. Wyglądałem jak siedem nieszczęść i analogicznie się zachowywałem. Ciągle cisnęło mi się na usta pytanie, dlaczego ja?! Jaki sadysta mnie zesłał na ten niesprawiedliwy dla dobrych i miłych chłopaków świat?! Chciałem ze sobą skończyć ale tego nie zrobiłem.
Wyprowadziłem się z domu, znalazłem pracę, która się rodzinie nie podobała, ale miałem gdzieś ich zdanie. Za oszczędności podjąłem się współpracy z trenerem personalnym, przy którym zaplanowałem zbudować sylwetkę marzeń, oprócz tego poszedłem na ryzykowną operację powiększania penisa. Efekt nie był powalający, ale byłem zdesperowany. Po zagojeniu ran kupiłem dwa drogie przyrządy do powiększania (pompkę i ekspander). Przy ich pomocy regularnie przez dwa i pół roku wykonywałem ryzykowne i poniżające ćwiczenia, dzięki którym miałem zwalczyć swój kompleks i udało się! Po dwóch latach zrobiłem pomiar i wyszło 17cm (wcześniej 13). Euforia nie znała granic, tym bardziej że już wtedy wypadły dwa lata stażu na siłowni i wyglądałem rewelacyjnie, a ponieważ wykonywałem sporadycznie dużo ćwiczeń kalistenicznych polegających na zwisaniu na drążku urosłem o dodatkowe 2 cm, dzięki czemu przekroczyłem magiczną granicę (choć zasługa mogła być też w hormonie wzrostu). Byłem już innym człowiekiem, resztę już znacie.
Co do mojego podejścia do życia, to nie chcę mieć ani żony ani dzieci, podchodzę do wszystkiego dość egoistycznie, stawiam na siebie i rozwój osobisty, miły jestem już dużo mniej, zwłaszcza dla ludzi fałszywych, których było pełno w moim życiu. Moim marzeniem jest osiągnięcie dochodu pasywnego, aby w pełni oddać się mojemu hedonistycznemu życiu.
#mefXi
Moi sąsiedzi doprowadzają mnie do szału. Każdy wolny dzień, każda wolna godzina to albo darcie się dzieci i rzucanie meblami, albo wieczny remont. Wprowadzili się 6 lat temu piętro wyżej do w pełni wykończonego mieszkania... A następne 1,5 r. poświęcili na gruntowny remont. Na cholerę? Nie wiem.
Ale to im nie starczyło, o nie. Co weekend od 8 do 20 wiercą, walą młotami, przestawiają meble. Czasami i o północy to robią. Od 4 lat. Każde wolne, weekend, ferie, każde święta, nawet w Nowy Rok 1 stycznia o 8.00. Temu towarzyszy krzyk dzieci, ale żeby to chociaż były dzieci w wieku przedszkolnym, to bym rozumiała... Tam się drą dzieci w wieku 14-15 lat. Jakby miały nie więcej niż 5.
Upomnienia nic nie dają. "Mój dom, mogę robić co mi się podoba". No może i wasz, ale to kuźwa pieprzone 11 piętro w 12-piętrowym bloku w środkowej klatce i z każdej strony macie sąsiadów... Mieszkanie mają na własność, więc nie można się ich pozbyć, do rozumu też się nie da przemówić. Parę razy wezwałam policję, jak po północy dalej waliły młoty i dzieci się darły, "że nie zapisały gry i im przepadło". Ale oczywiście nic to nie wniosło, bo co oni mogą?
Właśnie zaczęły się wakacje i znowu rozpoczęli remont. Od rana znów młoty i wrzaski. Zaczynam dostawać już nerwicy. Jak 20 lat tu mieszkam, to nie poznałam jeszcze gorszych sąsiadów... A wyprowadzka nie wchodzi w grę... Co z nimi zrobić?