Kilka dni temu podczas golenia wyczułam niewielki guzek w okolicach intymnych. Serce mi stanęło, bo jestem w grupie ryzyka zachorowań na nowotwory. I choć w głowie miałam już najgorszy scenariusz, po małym ataku paniki uznałam, że przez parę dni poobserwuję guzek i jeśli nic się nie będzie zmieniać, umówię do lekarza.
Nawet nie wiecie, jaka byłam szczęśliwa dziś rano, gdy ten guzek okazał się największym, najobrzydliwszym pryszczem, jakiego kiedykolwiek miałam... Serio nigdy nie cieszyłam się tak z pryszcza.
Zacznę od tego, że mam 23 lata i mam chore serce. Mieszkam i utrzymuję się sama, co niby nie powinno być trudne za przeciętną pensję dla jednej osoby. W pracy zawsze uśmiechnięta, spokojna, pomocna i to ja zawsze trzymam zespół w dobrych humorach – normalnie dusza towarzystwa! Zawsze wszyscy chwalą moje samozaparcie do bycia fit, dążenia do celów, bo co dzień do pracy i z powrotem chodzę na pieszo – 3 km w jedną stronę. Jak pytają po co, to mówię, że zbieram na wakacje czy tam coś i w ogóle to spacer nie zaszkodzi, a nawet lekarz zalecił dużo ruchu. Nikt jednak nie zna całej prawdy... Mianowicie po opłaceniu wszystkiego, zrobieniu zapasów jedzonka i kupieniu leków (które są strasznie drogie, ale bez nich może być ze mną źle) po prostu już nie starcza mi na nic. Nieraz musiałam pożyczać, bo nawet na te leki brakło. Tylko po prostu z jednej strony wstyd mi się przyznać, bo boję się reakcji ludzi, że dorosła kobieta, a nie potrafi zarządzać swoim życiem i pieniędzmi. A druga strona medalu to obawa przed współczuciem i robieniem ze mnie ofiary... Jestem sama, więc nawet nie miałam komu się wygadać z moich rozterek :(.
Kilka dni temu miałam sen. Erotyczny i obrzydliwy jednocześnie. Śniło mi się, że do mojego domu przyszedł jakiś obleśny facet, który jednak był tak magnetyczny, że zaczęłam się z nim całować, i podczas głębokiego pocałunku wepchnął mi do gardła wielką kulę flegmy.
Faktycznie jestem przeziębiona i miałam zawalone gardło, więc pewnie stąd taki zwrot akcji w śnie. Niemniej jednak od tego czasu nie jestem w stanie nawet całować się z mężem, nie mówiąc o czymś więcej.
Nie mam pojęcia, jak mu wytłumaczyć tę nagłą oziębłość. Przecież nie powiem mu, że śniło mi się, że poszłam do łóżka z obcym facetem...
Nie wiem, czy będę w stanie dobrze opisać historię, ale do rzeczy.
Zaczęło się od tego, że raz powiedziałem sobie, że nie skorzystam z żadnej aplikacji do przerabiania zdjęć. No to zaczęły się schody. Oglądałem sobie filmik na YouTube pokazujący 10 aplikacji do przerabiania zdjęć. Natrafiłem na aplikację Faceapp. Głównie chciałem sprawdzić jak bym wyglądał jako dziewczyna. Tu był mój błąd. Przeróbka wyszła przepięknie, wręcz idealnie.
To nie jest przeróbka typu nakładania obrazu, tylko przez serwer aplikacji jest analizowane zdjęcie i przeliczane są punkty twarzy. No i właściwie nie wiem, jak to odebrałem. Niby wiedziałem, że to ja, ale także pojawiło się uczucie. Czy można zakochać się w swoim żeńskim odpowiedniku? W pewnym momencie nawet zaczynałem myśleć jak dziewczyna i patrzyłem na swoje oryginalne zdjęcie, oczywiście zastanawiając się jako dziewczyna, czy ładnie wyglądam. Nie wiem co właściwie zaszło w mojej głowie, ale to było na zasadzie 2 osoby w 1.
Miał ktoś może taki przypadek?
Gdy byłam z moim chłopakiem, podobał mi się inny. Nadal czuję wyrzuty sumienia i nie wiem, co mogę zrobić, aby się ich pozbyć. Mimo że go kochałam, podobał mi się ktoś inny. Może brzmi to nienormalne i komicznie, ale tak było. Nigdy mu tego nie powiedziałam, bo wiem, że by się załamał. Nie chcę czuć się temu winna, choć on sam, gdy minęło kilka dni od naszego zerwania, podrywał inne i pisał z innymi (zdarzyły się sytuacje, w których robił to nawet podczas naszego związku).
Mój dziadek (lat 84) to dziarski, świetnie trzymający się starszy pan, który nie wymaga żadnej specjalnej opieki. Rok temu przeprowadziliśmy go do nowego mieszkania w nieco bardziej nowoczesnym budownictwie. Na początku zeszłego lata do mieszkania nad nim wprowadzili się nowi lokatorzy, ale zarówno dziadek, jak i ja widywaliśmy tylko uroczą, rudą sąsiadkę, nigdy jej mężczyznę.
Pod koniec sierpnia, przy okazji naszego cotygodniowego posiedzenia na balkonie, dziadek wyjątkowo obficie szafuje nalewkami i w końcu prosi, żebym pomógł mu zawiązać bliższą znajomość z panem Leopoldem Torebką, owym fantomowym sąsiadem należącym do rudej pani. Dziadek w jednym miejscu mieszkania czasami mimowolnie słyszał, jak pani Ania (owa ruda) zawzięcie rozmawia z tym panem, który najprawdopodobniej jest zapalonym wędkarzem (teksty w stylu „Leoś, no co ja się mam z tobą i tymi twoimi robalami/muchami...”). Dziadkowi oczy się świecą, bo uwielbia wędkowanie, ale oczy i palce już nie te, ja przez pracę i co tu dużo mówić, kompletny brak zainteresowania nijak się nie nadaję, a tu pod bokiem młody sąsiad, wędkarz, a nuż zaiskrzy...
Cóż, pretekst się znalazł, powędrowałem na górę i dzwonię. Pytam panią Torebkę o pana Leopolda, mam do niego interes w imieniu dziadka... Śliczna ruda pani robi wielkie oczy i wyraźnie zdezorientowana znika w głębi mieszkania, a po chwili wraca z ogromnym (metrowym) wspaniałym samcem legwana (jeśli dobrze pamiętam to, co o nim mówiła) i pyta, co to za egzotyczne owady uprzykrzają życie dziadkowi, że musi je smokiem szczuć.
Ów smok na imię Leoś (na cześć działa kolejowego) alias Torebka, a sąsiadka regularnie go zagaduje. Ale dziadek się nie rozczarował, bo jak się okazało, panna Anna z zapałem uprawia wędkarstwo spinningowe (zaraził ją tym jej świętej pamięci dziadek) i regularnie przesiadują wspólnie na pobliską rzeką, albo i dalszym jeziorem, jak im się nie chce zanadto zmachać. Za to kiedy ona musi gdzieś wybyć na kilka dni, Leopold ma oddanego opiekuna. Panna Anna tej wiosny wychodzi za mąż... ale ani za mnie, ani za dziadka, tylko za bardzo sympatycznego, równie zapalonego co dziadek, programistę, też wędkarza :)
Wszyscy myślą, że jestem super gościem – atrakcyjny, inteligentny, wesoły, odważny. Prawda jest taka, że często ogarnia mnie przerażenie, samotność, smutek, bezsilność.
Czy wszyscy wokół mnie też udają, czy tylko ja jestem tak nieszczęśliwy wewnętrznie i codziennie gram kogoś, kogo oczekują inni?
Próbowaliście kiedyś umyć okna podczas silnego wiatru, bo przyjeżdża teściowa? Nie polecam. Dostałam gołębiem w twarz.
Mam takie małe dziwactwo, polegające na ciągłym przeglądaniu osób zaginionych. Robię to kilka razy dziennie, zapamiętuję imiona, nazwiska, wiek. Czasami przyglądam się zdjęciom bardzo długo. I nie tylko z Polski, z całego świata. Liczę chyba na to, że idąc ulicą, kogoś rozpoznam i będę w stanie pomóc rodzinie odnaleźć kogoś im bliskiego.
Od ponad 10 lat cierpię na depresję, brałem już chyba większość dostępnych w naszym kraju leków, próbowałem różnego rodzaju terapii, badałem się na inne możliwe przyczyny depresji, tarczyca itd. Generalnie jest bardzo ciężko i marzy mi się, by po prostu „zniknąć”, no ale nie o tym chciałem.
Trzykrotnie do tej pory usłyszałem od psychiatry czy psychologa, że zmyślam, przesadzam i zwyczajnie powinienem ruszyć tyłek z łóżka i cieszyć się życiem, bo inni mają gorzej albo jeszcze inny powód. Wczoraj, po zasugerowaniu nowemu lekarzowi, że skoro nic nie działa i próbowałem już wszystkiego, to może warto zastanowić się nad np. elektrowstrząsami, usłyszałem po raz czwarty, że udaję.
I zastanawiam się, czy to ze mną jest coś nie tak, czy to nasi specjaliści to takie dno? Nierzadko taki lekarz to dla chorego człowieka ostatnia deska ratunku, jedyna podpora i osoba w jego życiu, a takie słowa mogłyby zwyczajnie pchnąć do skończenia życia.
Dodaj anonimowe wyznanie