#pwSX5

Nastoletnie czasy wspominam z nostalgią. Był to czas pierwszych wielkich miłości, romantycznych randek i ukradkowych buziaków.

Mając jakieś 16 lat, spotykałam się z pewnym chłopakiem. Jako że był to początek naszej znajomości, latałam jak na skrzydłach. Byliśmy umówieni na spotkanie, z podekscytowania nie mogłam usiedzieć na miejscu. Przed wyjściem mama poprosiła mnie o sprzątnięcie kuchni, a ja całkiem o tym zapomniałam, bo wiadomo, chłopak czeka, ja motylki w brzuchu itp.

Randka była cudowna. Wróciliśmy do mojego domu i postanowiliśmy jeszcze chwilę ze sobą spędzić. Rozmawiamy z moimi rodzicami, żartujemy, luzacka atmosfera. Wymykamy się jednak do mojego pokoju...

Zamarłam. Mama zniosła do mojego pokoju wszystkie brudne naczynia i porozstawiała je na podłodze i meblach.

Nie było to nasze ostatnie spotkanie, ale tamten wstyd pamiętam do dzisiaj. Dobra lekcja, mamo!

#fywPB

Samotnie wychowuję 8-letnią córkę. Od małego uczyłam ją szacunku do pieniędzy. Czasami miałam moralniaka, bo młoda, mimo że ma zapewnione podstawowe warunki, to czasami na niektóre rzeczy musi czekać dosyć długo. Żyjemy skromnie. Jak każdy mamy wyzwania, problemy, ale czerpiemy radość z tego, co najważniejsze – tego, że mamy siebie. 
Wyzwania i zmartwienia przyszły w momencie, gdy zachorowałam. Nie jest to przeziębienie. Zwolniłam tempo, a nasze dotychczasowe życie zaczęło się dzielić między szkołę, dom i moje szpitale. Dziecko podsłuchało pewną rozmowę dotyczącą finansów domowych, leków itp. Tydzień później podczas przeglądania plecaka wyciągam liścik: „Moja mama jest chora. Ma urodziny. Wyślijcie jej kartki, by była zdrowa. Będzie miała dużo kartek, to na pewno będzie zdrowa. Wystarczy pieniędzy i nie będzie smutna”.
Ujęło mnie to. Tak zwyczajnie.
Za jakiś czas dziecko przychodzi ze skarbonką i ostentacyjnie informuje, że odkładała do skarbonki codziennie pieniążki, które dostawała do szkoły, byśmy miały na gorszy czas, bym miała na leki, bo jak będę miała leki, to na pewno będę zdrowa.

Łzy, wzruszenie. Pieniądze zostały w skarbonce. Ale sytuacje te pokazały mi, że to, co zaszczepisz w dziecku, będzie miało odbicie w jego przyszłości.
Duma! Duma!

#6KfLz

Wynająłem puste mieszkanie w obcym mieście i siedzę tutaj teraz w środku nocy w pustych ścianach. Jestem głodny, coraz bardziej głodny, a o tej godzinie wszystko w okolicy pozamykane. Siedzę i myślę, siedzę i dumam, aż w końcu przebłysk geniuszu! Przecież mam jeszcze w torbie dwie chińskie zupki! Tak! „Jestem głodny i genialny! Moje życie jest wspaniałe i wspaniała jest to chwila, nie zapomnę jej nigdy” – pomyślałem w duchu i ruszyłem do kuchni. Nastawiłem wodę w garnku (czajnika brak) i poczekałem, aż się zagotuje. Dopiero kiedy radośnie bulgotała, przypomniałem sobie, że przecież nie mam ani talerza, ani miski, ani nawet kubka, w którym mógłbym ją sobie zrobić. „Moje życie jest do dupy” – pomyślałem, usiadłem i wróciłem do przeglądania internetu. Dopiero po jakiejś minucie dotarło do mnie, jaki jestem głupi – może nie mam miski, ale przecież mam garnek! Pobiegłem więc do kuchni, wsypałem zawartość dwóch zupek do garnka i kiedy z bananem na gębie oglądałem kolorową breję o zapachu sera w bliżej niezidentyfikowanych ziołach, uświadomiłem sobie, że przecież nie mam nawet łyżki, którą mógłbym to wszystko zjeść.

W tym momencie zrozumiałem, co czują ludzie z ciężkim borderlinem i moja była dziewczyna w trakcie okresu. Huśtawka nastrojów – szczęście, smutek, szczęście, smutek, głód, szczęście, zupka, smutek, zapach sera. No ale nic, taki duży chłopiec jak ja musi ze wszystkim sobie radzić, więc skończyło się na tym, że siedziałem przy oknie w kuchni, trzymając ręką rondelek i chliptając z gara zupę jak pies, czy raczej świnia. Kiedy podniosłem twarz znad rondla rozkoszy i z gębą oblepioną krótkimi nitkami żółtego makaronu uśmiechałem się własnego do odbicia w szybkie, przyuważyłem, że w oknie naprzeciwko siedzi właśnie moja nowa, śliczna sąsiadka i mi się przygląda. Wyobraźcie sobie tylko, jak to musiało z jej perspektywy wyglądać! Ja o tym nie pomyślałem, więc otworzyłem okno i krzyknąłem: „Hej, jestem Wojtek!”, ale zanim wybrzmiała ostatnia literka mojego imienia, dziewczyna wystraszona zatrzasnęła za sobą okno, schowała się w mieszkaniu i powyłączała wszystkie światła. „Genialnie, Wojtek” – pomyślałem. – „Byłeś głodny, genialny, a do tego teraz jeszcze spalony na dzielni”.

#b2QTq

Jestem 25-letnią dziewczyną i mam bekę z chłopczyków walących gruchę do pornosów. Jak wy to k...a możecie w ogóle robić? XD Przecież to tak żałośnie i prymitywnie wygląda, że brak słów. Jakby spojrzeć z boku czy z tyłu na faceta, który sobie trzepie, to ma się wrażenie, że ogląda się niewyżytego orangutana, który nie potrafi opanować swoich potrzeb. Mało tego, robiąc to, nie panujecie też nad mimiką swojej twarzy i nieraz macie przy waleniu minę niczym kot, który właśnie o.......ł mysz. Pamiętam, jak kiedyś przyłapałam na tym mojego o 2 lata młodszego ode mnie brata. Myślałam, że się oszczam ze śmiechu. XD Każdy zdrowy chłop szuka sobie kobiety do współżycia, a nie goni skórę do ryjących łeb pornosów. XD

#dCpsB

Mój chłopak od dawna chciał mnie przedstawić swoim rodzicom. Wspólnie postanowiliśmy, że zaprosimy ich do naszego mieszkania na obiad. Nie chciałam zaserwować tradycyjnego schabowego, więc zdecydowałam się na tajską zupę z mleczka kokosowego.

Przyszli teściowie się pojawili, miło porozmawialiśmy. Podałam obiad, potem kawę i ciasto – wszytko toczyło się po mojej myśli. 
Do czasu. 
Po zjedzeniu mojego wyrobu odezwały się ich żołądki. Delikatnie mówiąc – dostali sraczki. Nie bardzo mogli wyjść, bo ich goniło, a mamy tylko jedną toaletę...

Najbardziej niezręczny dzień w moim życiu.

#VT5R8

Pewnej nocy obudziłam się, leżąc na plecach. Ledwo przytomna poczułam, że mam coś za głową, więc sięgnęłam ręką i wymacałam jakieś palce... Początkowo zamknęłam oczy i chciałam spać dalej, ale po chwili dotarło do mnie, że to dziwne i straszne. Znowu sięgnęłam i wymacałam obce palce. W półśnie otworzyłam szeroko oczy, a serce zaczęło mi walić z przerażenia wywołanego tą paranormalną, nieruchomą dłonią. Byłam przerażona do tego stopnia, że rozdarłam się na cały głos i dopiero wtedy w końcu odzyskałam przytomność i doszło do mnie, że zwyczajnie spałam oparta głową o rękę, która zdrętwiała i straciła czucie.
Co najlepsze, następnej nocy historia się powtórzyła, a ja ponownie wpadłam w panikę. Mąż ma ubaw do tej pory.

#saKDr

Od jakiegoś czasu należę do harcerstwa. Raczej mniej niż więcej, ale razem z wilczkami to będzie jakieś 4 lata. Na początku moją zastępową została X. Wydawała mi się bardzo odpowiednią i sympatyczną osobą, lecz po pewnym czasie zaczęłam zauważać, jak ona do tego podchodzi. Zbiórki rozpisywała w czwartek lub piątek, mimo iż obiecała robić to we wtorki. Niby nic, ale ja musiałam jeszcze później rozpisać składniki, więc mi to przeszkadzało. W cyklu nie wykonałyśmy ani jednej pracy do końca jako jedyne w drużynie. Miałyśmy coś dokończyć na następnej zbiórce, ale temat wygasał. Raz czy dwa bez powodu wyszła ze zbiórki, bo była zmęczona. Zawsze czegoś zapominała na zbiórkę (nie wyolbrzymiam). Potrafiła kogoś obwinić za swoje niedopatrzenie (przykład: nie powiedziała koleżance, jaki materiał ma przynieść, a potem robiła jej wyrzuty, że przyniosła nie taki jaki trzeba). Nie była zbyt odpowiedzialna.
Tamtej zimy miałam mieć przyrzeczenie, najważniejszy moment w życiu każdej harcerki. 2 tygodnie przed moim terminem X oznajmiła, że odchodzi z harcerstwa, bo „nie wyrabia psychicznie”. Wszystko rozumiem, szkoda tylko, że i tak w tym roku miała odejść. Teraz poleci hejt, że obsmarowuję niewinną nastolatkę, ale nie jestem w stanie jej wybaczyć, iż nie wzięła pod uwagę tego, że jej obecność będzie mi potrzebna podczas składania przyrzeczenia.

Podczas tej samej zbiórki, na której oznajmiła nowinę, pisała z kraszem, olewając częściowo nasze plany. Musiałam parę razy ją upominać (na zbiórkach używanie telefonu jest zakazane).

Ponadto po odejściu z harcerstwa zerwała z nami wszystkimi kontakt. Nawet z osobami, z którymi wydawała się zaprzyjaźniona. Zero wyrzutów sumienia.
Żenujące.

Cholernie przykro, bo serio myślałam, że coś dla niej znaczymy.

#PS08I

Od dłuższego czasu pracuję z pewnym chłopakiem. Nasze kontakty ograniczały się tylko do pracy, raz zaczęliśmy rozmawiać o życiu i tak jakoś wyszło, że zaczęliśmy się kolegować. Wiem, że mu się podobam, ale nie naciska ze względu na to, że mam chłopaka. Ale nie to jest w tym anonimowe. Anonimowe jest to, że odkąd zaczęłam z nim więcej rozmawiać, zauważyłam, że zaczął drażnić mnie mój chłopak. Zauważyłam, że nie ma dla mnie czasu – praca, trening, nagle teściowa nie może sobie bez niego poradzić, a tutaj koledzy zadzwonią... i do domu wraca w sumie na noc. Wiecznie z pretensjami, czemu nie ma zrobionego prania, czemu nie ma ugotowane, co on ma zjeść, skoro wracam z pracy i siedzę w domu. 
Na początku myślałam – oj, no dobra, to tylko facet, normalne, że nie umie nastawić prania lub nie wie, jak kibel zalać środkiem czyszczącym. Ale odkąd zaczęłam bliżej poznawać chłopaka z pracy, zobaczyłam, że jednak to nie jest normalne. On mieszka sam i umie wszystko zrobić. A mój nawet nie wie, gdzie mamy pudełka plastikowe w domu... 
Czasem mam wrażenie, że nie mam w domu partnera, tylko rozwydrzonego nastolatka, który ciągle czegoś żąda. Poza tym wszystko z nim w porządku – normalny, kochany człowiek.

#GOv9B

Jak poznałam swojego teścia, najlepszego, jakiego można mieć.

Lat temu 10, mając lat 16, kiedy szykowałam się do pierwszego razu z chłopakiem, który dziś jest moim mężem, postanowiłam rozstać się z owłosieniem w miejscach, których nie wystawia się na światło słoneczne zbyt często. Jakiś czas wcześniej zamówiłam środek do depilacji, coby pozbyć się włosów z miejsca, którego z przyczyn naturalnych wzrokiem nie dosięgnę (lustro się nie liczy). Mama zawsze mówiła: „czy będziesz chciała nałożyć farbę, czy się pomalować, pamiętaj – zawsze zrób próbę, czy nie dostaniesz jakiejś alergii”, ale gdzie tam, zbyt pochłonięta byłam myślami o tym, co ma się stać. W domu byłam sama, aplikacja poszła gładko, ale reakcji mojej skóry po zabiegu nie przewidziałam – piekło, szczypało i paliło żywym ogniem, kebab na ostro to przy tym pikuś. Z każdą chwilą  było coraz gorzej. Co robić? Ano schylić głowę i tuptać po pomoc do ośrodka. Gdy znalazłam się w ośrodku, to poruszałam się jak Morticia Adams, dosłownie.

Pan doktor był bardzo miły, na tyle miły, że zdradziłam mu sekret, jak doszło do tego i po co doszło do tego – i kolejna wtopa. Zawsze sprawdzajcie, czy doktor, u którego stoicie bez ubrań od pasa w dół, to nie jest ojciec waszego wybranka...

Koniec końców historia ma happy end. Teściu słowem nie wspomniał nigdy, że taka akcja miała miejsce, tylko czasem przypomni, jak wychodzę do fryzjera, żeby zrobić próbę na alergię :)
Dodaj anonimowe wyznanie