#7RiAr

Uwaga, będzie mięso. Bez tego się nie da.

Byłam sobie kiedyś na imprezie w klubie wyłącznie dla dziewczyn. Nie chodziło jednak o "ladies night" z chippendalesami i różowym szampanem, tylko... no chyba o to, by bawiące się tam lesbijki miały pewność, że podmacujący je osobnik w bojówkach i skórzanej kamizelce, bez karku i z głową zgoloną na łyso, jest jednak kobietą.

Ale ja nie o tym. Czekając w kolejce do WC słyszałam z jednej z kabin (tak, kabin) taką oto wymianę zdań:

- Spierdalaj od niej, kurwo, bo ja ją bardziej kocham!
- Nie, to ty spierdalaj, szmato jebana, bo ja ją bardziej kocham!
- Nie, wy obie wypierdalajcie, bo ja ją kocham najbardziej!
- Ale czy ty kretynko nie rozumiesz, że ja ją kocham? Tobie się wydaje, a ja ją naprawdę kocham!
- Nie, ty gówno wiesz, bo ja ją najbardziej kocham!
.
.
.
... i tak jeszcze przez jakieś pięć minut. Po tym czasie z kabiny wyszło pięć rozpalonych do czerwoności nastolatek.

I tak sobie myślę, jakie to szczęście miała ta ich wybranka. No bo czy kogokolwiek z Was kiedykolwiek ktoś tak kochał, by się o to kłócić w kiblu?

#UW7sW

Kilkanaście miesięcy temu dodałam swoje wyznanie na anonimowych, które bardzo długo oczekiwało na zatwierdzenie. W końcu zapomniałam o tym, a pewnego razu czytając tę fenomenalną stronę, trafiłam na wyznanie bardzo podobne do historii, którą sama wcześniej opisałam. Postanowiłam dodać komentarz dzieląc się swoimi doświadczeniami, a tu szok. Mój nick był oznaczony na kolorowo. Nie wiem co się stało z moim mózgiem, ale kompletnie nie zauważyłam że to było moje wyznanie...

Finalnie, czytelnicy zminusowali mnie, a moja historia została okrzyknięta nieprawdziwą. Puenty nie ma... Po prostu nie pozwólcie swojemu mózgowi mieć takiego laga.

#cLUL8

Mam na imię Martyna, mam 23 lata i jestem matką 10-miesięcznej córeczki. W sumie to nie wiem jak dobrze zacząć to wyznanie, chciałam napisać po prostu o tym jak bardzo krzywdzące jest teraz myślenie (zwłaszcza młodych ludzi), w moim wieku, trochę starszych jak i młodszych. Panuje moda na atakowanie młodych matek, często są one nazywane MADKAMI i właśnie o to w tym chodzi.

Nawet nie wiecie jak mi jest przykro, kiedy idąc przez miasto słyszę w moim kierunku "o idzie kolejna madka". Nie jestem nią, nie zachowuję się jak patologia, dla której ta nazwa została nadana. Kiedy komentuję coś w internecie, wyrażając własne zdanie, zaraz jest masa komentarzy wyśmiewających to, że jestem durna madka, że mam wracać do garów czy zająć się dzieckiem tylko dlatego, że mam profilowe z dzieckiem.

To nie fair, nie spędzam w internecie całego dnia, jeśli znajdę chwilę dla siebie to korzystam z tego, nie zaniedbując tego co muszę czy mam zrobić. To, że mam dziecko nie znaczy, że jestem tępa. Staram się jak mogę żeby wychowywać Małą na dobre dziecko. Nie krzyczę na nią, pokazuję świat, uczę, nie pozwalam sobie na zmianę pampersa w miejscu do tego nie przeznaczonym, może dwa razy mi się zdarzyło, kiedy naprawdę nigdzie po prostu nie było przewijaka, a i tak wykorzystałam do tego wózek, tak żeby nikt nic nie widział. Na plaży nie rozbieram do naga. Jeśli płacze, staram się uspokoić i jeśli jest bardzo kryzysowo odchodzę gdzieś na bok żeby innym nie przeszkadzać. Czasami nie da się nad tym zapanować, wiadomo, ale robię co mogę.

Nadal karmię piersią i nie raz zdarzyło mi się robić to w parku na ławce czy nawet i restauracji, ZAWSZE się zakrywam, nigdy nikogo nie zmuszam do oglądania moich piersi, a i tak nie raz się zdarzyło, że jakaś dziewczyna czy chłopak skomentowali to w podły sposób, często gęsto nazywając mnie właśnie madką. Za każdym razem to słowo jest po prostu wypluwane jak jad w moją stronę i mocno podkreślane w sposób prześmiewczy I chamski.

Kiedyś zapytałam jednego chłopaka w wieku mniej więcej 16/17 lat dlaczego tak do mnie mówi, skomentował krótko - nie ma teraz normalnych matek. Cóż, nie skomentowałam, stwierdziłam, że nie mam po co. Z internetem teraz nie wygrasz, bo jeśli większość mówi, że jesteś madka tylko dlatego, że masz dziecko, to widocznie tak jest i ludzie zaczynają mieć takie zdanie. Oczywiście muszę zaznaczyć, że nie mówię tu o wszystkich ludziach, bo i normalni chodzą po tym świecie. Chciałam po prostu zwrócić jakoś uwagę, że nie każda młoda mama to chodząca patologia, która żyje z 500+ i żebrania w internecie na "horom curke". Jestem MATKĄ, a takie docinki po prostu mogą zaboleć. Pozdrawiam Was Anonimowi! :)

#tmO2E

Potrzebuję opinii osób postronnych...

Spotykałam się z facetem 8 miesięcy, ale nie mieszkaliśmy razem. Wróciliśmy ze wspólnych wakacji w czwartek. W sobotę spędziliśmy razem dzień, a wieczorem byłam na urodzinach brata i przegięłam z alko... W niedzielę mieliśmy się spotkać z chłopakiem, ale gdy przyjechał, poprosiłam go, żebyśmy przełożyli nasze spotkanie, bo średnio się czuję. Na odchodne powiedział, że jedzie do koleżanki. Jak powiedział, tak zrobił (tutaj chciałam wspomnieć, że od początku znajomości zapewniał, czego w ogóle nie oczekiwałam, że zerwał wszelkie kontakty ze wszystkimi koleżankami i robił mi afery, jak tylko rozmawiałam z jakimkolwiek kolegą w miejscu publicznym). Wyszło więc na to, że „na już” umówił się z koleżanką, z którą niby nie miał żadnego kontaktu od co najmniej 8 miesięcy. Pojechał do niej na piwko, odezwał się ok. 23.00. Zapewnia, że do niczego nie doszło, miło spędził z nią czas, bo ja odmówiłam. Zupełnie nie potrafi zrozumieć, dlaczego nie chcę się już z nim spotykać...

PS Kaca moralnego z tego alko miałam, więc tutaj opinii już nie potrzebuję. Wnioski wyciągnęłam.

#nWRoI

Uwaga, będzie obrzydliwie - o kupie.

Od kilku lat, każdorazowo robienie kupy to dla mnie przygoda. Nigdy nie wiem, na co danego dnia trafię, jaka będzie lepkość, mazistość i zapach (nie, smak nie, próbowałam tylko raz, nie polecam). Nie robię często całych, zwartych kup - wtedy jest radość i puszczam wolno te wieloryby. Zazwyczaj są to boby, bobki i dziwnokształtne formy kupienne. 


Pierwszego zawsze łapię w papier toaletowy i zaczynam badanie. Rozcieram i poszukuję kawałków, których nie strawiłam. Skąd wiem, że nie trawię ziaren lnu. Potem jest test na zawartość wody, która ew. mogła jeszcze zostać. Ściskam wtedy kawał boba na maksa - czasami lekko przesiąka. Potem czas na wąchy, ale to akurat bardzo rzadko robię. Swoją drogą - gdy robię na rzadko, to takich testów nie przeprowadzam. Ciekawe dlaczego...

Coś na deser? Uwielbiam uczucie tuż po wyróżnieniu. To tak, jakbym nagle uwolniła się od jakiegoś złego wspomnienia.

#en8EU

Mam 17 lat, dokładniej w lutym 18. Mam chłopaka, ale moi rodzice go nie akceptują. Ogólnie sytuacja wygląda tak, że kiedy raz wróciłam za późno do domu od koleżanki, usłyszałam, że mam wypier*alać z domu skoro nie szanuję ich zdania. Przez to, że słyszałam to nie pierwszy raz, to spakowałam się i pojechałam do chłopaka. Ja tego dnia nie chciałam wracać do domu, więc zabrali mnie siłą i w tym momencie mój chłopak powiedział, że są pojebani, stąd ta nienawiść do niego.



Teraz sytuacja wygląda tak, że od tamtego momentu zostałam uderzona kilka razy po buzi kiedy wracałam za późno. W tym momencie nie daję już rady i tu pytanie do wszystkich co mam zrobić. Chcę się wyprowadzić do chłopaka jak najszybciej, ale nie wiem czy to jest dobry pomysł...

#HYRfL

Uważam, że sytuacja w mojej rodzinie jest bardzo dziwna. Mianowicie chodzi o mojego tatę. Uważa mnie i mamę za swoje służące. Dlaczego? Już pisze. Tata wyjeżdża do pracy o godzinie 7 A wraca o 17 (do pracy tylko kilka kilometrów) za to mama zaczyna pracę o 6, przez to, że ma daleko musi wyjeżdżać z domu o 5. Wraca również koło 18, nieraz przez korki o 19. 


W tym momencie tata nie robi w domu nic, do sklepu jeździ codziennie kilka razy ale jedynie co kupi to piwo i fajki. Mimo tego w domu ma być codziennie obiad/obiadokolacja, ma być posprzątane, pomyte i zakupy oczywiście też zrobione. Co piątek duże A w tygodniu codziennie małe bo np. On ma ochotę na schab czy salceson. I choćby się paliło, to ma być w lodówce. 


To nie wygląda tak strasznie, jednak jestem jedynaczką, studiuje dziennie bardzo wymagający kierunek w mieście gdzie pracuje mama. Z domu wyjeżdżam o 7 A wracam nieraz po 20. Dodam, że najwięcej garów zostawia tata. Przykład, naleje sobie soku, za 15 minut znów Ale do innego kubka. Nic nie myje po sobie. 


Potrafi krzyczeć na mamę, bo np. Nie pozbierała (jeszcze mokrego!) Prania z suszarki bądź nie wyprasowała ich od razu. Nie tak dawno zdarzyło się, że miałam wolne w szkole, dokładniej jeden dzień. Postanowiłam spędzić go na nauce i dorywczo poszłam do znajomej zaopiekować się jej dziećmi. (Na spokojnie mogłam się tam też uczyć z notatek, to niemowlaki bliźnięta, większość czasu spały). Co mnie spotkało jak wróciłam do domu? Ogromne larmo, że nic nie zrobione a ja jestem darmozjadem i leniem (mam bardzo dobre wyniki w szkole i prace). Korona by mu z głowy spadła gdyby kupił masło i chleb jeśli już jest w sklepie? Albo umysł po sobie talerz? Oczywiście staramy się to robić, ale wiadomo nie zawsze da się, zwłaszcza, że mama pracuje fizycznie i nie ma siły po powrocie żeby cokolwiek robić, mimo tego i tak robi (dzięki czemu doprowadziła swój organizm do wycieńczenia bo po pracy musi robić wszystko w domu). 


Był pewien czas gdzie się zbuntowałam i nic nie robiłam. Ale to jedynie jakie skutki przyniosło to to, że tata nie tylko całą złość przelał na mamę, to rozwalił kilka przedmiotów i wyrzucił mamę z sypialni grożąc przy tym, że wyrzuci ją na bruk również mówiąc, ze mama jest z nim dla pieniędzy (mama zarabia więcej).Miarka się przebrała kiedy mama zemdlała, po chwili wstała A ja kazałam jej się położyć. On widząc to, rozbił jej telefon i kopnął mojego psa, który go ugryzł. Na drugi dzień psa już nie bylo, twierdzi, że "uciekł". 


Tak, sam wyszedł z bloku pod naszą nieobecność. Co do mamy zwyzywał ją od leni i innych mniej przyjemnych słów. Dziś mama złożyła pozew o rozwód, w mieszkaniu została, należy do niej. Mimo tego kocham tatę, ale wiem, że ona dłużej nie wytrzyma. Będę ją wspierać. Choć i tak tata twierdzi, że to on ma najgorzej bo "sam musi wszystko robić w domu".

#OpjK0

Pewnego dnia zaspany jechałem do pracy. Wszedłem do sklepu spożywczego i stoję w kolejce. Przyszła moja kolej a ja mówię:
- Poproszę dwa pączki z mortadelą.
W kolejce za mną śmiech, a pani sprzedawczyni:
- Chyba z marmoladą?
- Jak nie ma z mortadelą to niech będą z marmoladą. Niech będzie moja strata.

Zapłaciłem i czerwony jak burak wyszedłem.
Dodaj anonimowe wyznanie