Jestem chirurgiem. W szkole podstawowej znęcała się nade mną grupa chłopaków. Było naprawdę nieprzyjemnie, że tak oględnie powiem - włącznie z biciem i nurzaniem głowy w sedesie. Więcej chyba nie muszę pisać.
Kiedy wczoraj na dyżurze po wypadku z pękniętą śledzioną trafił do mnie jeden z nich, zobaczyłem w jego oczach prawdziwy przestrach - obaj się rozpoznaliśmy. Próbował nie wyrażać zgody na zabieg, ale poinformowałem go, że wtedy najzwyczajniej w świecie umrze, bo w zasięgu dość dużym nie ma żadnego innego chirurga (tak, w nocy zostaje jedna sztuka, przynajmniej w moim szpitalu).
Kazał ściągać kogoś innego albo przetrzymać się do rana. Poinformowałem go, że oczywiście, że spróbuję ściągnąć, bo zabieg jest duży, ale zanim dotrą, muszę zacząć. Przerażenie w jego oczach sprawiało mi taką radość, że aż mi wstyd.
Wiem, że nie powinienem się mścić, ale... O ironio, nawet tego nie robiłem, naprawdę ratowałem mu życie. Nikt z moich kolegów nie dojechał, musiałem sobie poradzić. Udało się.
Byłam w klubie ze znajomymi, gdy pojawił się ON. Bóstwo. Nic tylko go brać. Oczywiście do tego dążyłam. Kolejne shoty i lecimy na podryw. Oczywiście byłam wciśnięta w kieckę, ukazującą dokładnie to, co trzeba i wysokie szpile. I te szpile mnie zgubiły.
Sytuacja, kochani, wyglądała tak:
Ja, niczym dzika kocica, sunę ku mojemu przystojniakowi krokiem godnym Anji Rubik na wybiegu.
On stoi i czeka, wyciąga rękę i wyczytuję z jego ust zdanie "Chodź tu do mnie".
Tak to wyglądało z mojej perspektywy. A z jego?
Wyobraźcie sobie nawaloną mnie, idącą (czyt. "czołgającą się niczym dwunożna gąsienica") ku mojemu ideałowi. I nagle BUM. Leżę. Widzę sufit. Szpila złamana. Kiecka w górze, podciągnęła się dosłownie pod sam biust. Majty na wierzchu. I mój tekst, do NIEGO, który podszedł mi pomóc.
- Bierz mnie, ogierze.
Nie, nie wziął mnie. Nie, nie jesteśmy po ślubie. Nie, nie jesteśmy nawet razem. Nie, nie spotkałam go już potem.
I nie, nie załamałam się. Do dziś się z tego śmieję, choć minęło już parę lat. Tak że... no. Uważajcie na wysokie szpile! I kolejne shoty...:D
Zacznę od tego, że mam 23 lata jestem jedynakiem i jedynym nosicielem spodni w domu, opiekuję się także mamą i babcią. I tu zaczyna się historia właściwa.
Jak to w życiu bywa jest czas, że trzeba iść do pracy i zarabiać na utrzymanie. Chyba każdy to zna, u mnie było tak samo koniec technikum czas iść do pracy. Praca znaleziona "hajs się zgadza" wystarczy na utrzymanie domu i swojej pasji. Pewnie każdy się zastanawia do czego autor zmierza? A do tego że w miarę jedzenia wzrasta apetyt. Po jakimś czasie zaczęło się dziwnym trafem wszystko psuć, to tv, to lodówka itp. No cóż zepsuło się trzeba wymienić, wiec nawet zarabiasz, to możesz chyba kupić co? I kupowałem, nie miałem z tym problemu przecież mieszkam korzystam, a to tylko rzecz, która się zużyła. W końcu to moja mama i babcia, a coś im się od życia należy za moje wychowanie. Nie dostrzegałem, że babci powinny pomagać także pozostałe dzieci. Tak to trwało jakiś czas aż kobiety nie wpadły na pomysł "trzeba zrobić remont kuchni i łazienki" i to nie taki zwykły odmalować czy położyć nowe kafelki tylko przeprojektować całość i postawić od nowa ściany itp. kto robił ten wie jakie to jest czasochłonne i kosztowne.
Oczywiście nawet musiał za to płacić, jednak nawet to, że zarobki były niemałe nie starczało na wszystko, więc zdecydowałem się na kredyt, (wiem głupota) pieniądze szybko się rozeszły bóg wie na co (kolejny kredyt - jeszcze większa głupota). I właśnie teraz jesteśmy w chwili obecnej, z pracą mi nie wyszło i musiałem się zwolnic kredyty ciągle na mnie ciążą, po świętach wyjeżdżam za granicę by zarobić na spłatę długów. Tylko kobiety mówią mi ciągle "po co wyjeżdżasz, chcesz nas zostawić, przecież miałeś pracę itp.". Nikt jak do tej pory nie spytał mnie czy daje sobie radę, tylko coraz szersze kręgi rodziny pojawiają się i chcą a to wkręcenia do pracy lub pożyczki czy czegokolwiek. Psychicznie czuje się jak wrak, to ciągłe wykorzystywanie i inne złe emocje które na mnie spadają sprawiają ze mam już dość takiego życia. Chyba musiałem się po prostu wygadać.
Będzie trochę anonimowo. Trochę, choć dla mnie to bardzo anonimowe.
Mam na karku już 21 wiosen, a od lutego 2012 roku (tak, już 6 lat) gram w popularną grę Słodki Flirt. Tak się w to wciągnąłem, że kiedy tylko zacząłem pracować, wykupiłem sobie punkty akcji tylko po to, żeby przejść odcinki jeszcze raz i zdobyć te ilustracje, które mi się podobały.
Warto było.
Najgorsze uczucie, jak zasypiasz około północy, budzisz się po drugiej w nocy np. za potrzebą do toalety, a potem kładziesz się i już nie możesz zasnąć do rana. Za nic w świecie nie możesz już zasnąć. Budzik zupełnie niepotrzebny, a za dnia po 2h snu czuję się, jakbym był nieprzytomny i wszystko mnie boli, a najbardziej głowa. Zawroty głowy, szumy uszne i otępienie. Około godziny 14-15 czuję już mega zmęczenie i senność, aż mnie mdli. No jest wyśmienicie.
Kilka lat temu osoba mi bardzo bliska została wykorzystana seksualnie. Podczas imprezy, wśród swoich znajomych. Całkiem nieprzytomna po spożyciu alkoholu, bez świadomości. Dowiedziałam się niedawno - ból rozdziera mi serce. Nigdy nie zostało to zgłoszone z jednego powodu - bo ona sama tego nie pamięta, a z rozmów ze znajomymi wynikało, że miało to miejsce, był nawet jakiś film. Po kilku dniach od zdarzenia wszyscy się wyparli, nic nie pamiętają. Później była wytykana palcami.
Nie wiem, czy to szczęście, że nie pamięta, czy nie. Nie mogę zrozumieć jak to się stało, że jej "przyjaciele" do tego dopuścili, widząc dowody i podśmiewając się z niej zwyczajnie się wyparli, że coś miało miejsce, że nie pamiętają. Nie było dowodów, bo sami je ukryli. Sam sprawca jest winny, ale najbardziej winni są oni, że nie pomogli komuś, kto był bez świadomości po spożyciu.
Anonimowe jest to, że umieram w środku, nie wiem co robić. Tego się już nie da wyjaśnić, cofnąć, za wiele lat minęło. Życzę wszystkim, którzy to widzieli... nie żeby przeżyli to samo, ale żeby doświadczyli tego bólu dowiadując się, że takie coś spotkało ich bliskich.
Jeśli widzisz krzywdzoną osobę i nie pomagasz, to TY JESTEŚ WINNY! Reaguj, bo niszczysz życie nie tylko ofierze, ale całej jej rodzinie. Krzywda seksualna jest wyjątkowo parszywa i traumatyczna. Proszę, nie zostawiaj takiej osoby samej, bo to jest czyjaś siostra, brat, żona czy dziecko.
Mój partner twierdzi, że mu się podobam najbardziej ze wszystkich dziewczyn, które do tej pory poznał. Mówi, że całe życie szukał właśnie mnie i to ze mną chce być.
Ja mu w to nie wierzę i wiem, że on kłamie... Dlaczego? A dlatego, że nie jestem w ogóle w jego typie. Widziałam dziewczyny, które mu się podobały i ani trochę nie jestem do nich podobna.
Zdjęcia dziewczyn, które podobały się mu wysyłał swoim znajomym i mówił, czego to by dla nich nie zrobił, a moje zdjęcia? Nikomu ich nie wysłał, nikomu nie napisał, że jestem dla niego ważna, że mu się podobam.
Dlaczego to dla mnie problem? Bo wcześniej wiązał się z pierwszą lepszą, żeby tylko była i żeby tylko był seks. Musiała mieć tylko w miarę ładną buzię, ale nie ukrywał przed przyjaciółmi, że ona nigdy mu się nie podobała i jest tylko dlatego, że ma jakiś pożytek.
Jak mam mu uwierzyć, że ze mną jest inaczej? Przecież mnie też kiedyś wielokrotnie okłamał i czuję, że jestem tą pierwszą lepszą i że jest ze mną tylko dlatego, że mamy dziecko.
Naprawdę oddałbym wszystko, żeby poznać prawdę i wiedzieć na czym stoję.
Mówią, że po urodzeniu dziecka wszystko się zmienia. Byłam na to przygotowana - nieprzespane noce, dziura w budżecie i brak czasu na siebie. Jest jednak jedna rzecz, której się nie spodziewałam, a która od kilku już lat mnie gnębi…
Po co owijać w bawełnę - wpadłam w wieku 19 lat - stres przed pierwszym rokiem studiów, rozchwianie hormonalne i przeświadczenie, że przy takim trybie funkcjonowania można polegać na jedynie tabletkach antykoncepcyjnych był "brzemienny" w skutki.
Właściwie z partnerem nie mieliśmy z tym problemów, mamy mieszkanie po dziadkach, finansowo też ok, bo oboje zaczęliśmy pierwsze prace jeszcze przed maturą. Jedyne, czego żałuję, co może wydać się dziwne, to relacja z Piotrkiem - mężem mojej siostry.
Przed ciążą był po prostu moim kumplem, chociaż dzieliło nas 15 lat różnicy. Graliśmy razem na PlayStation w Fifę i rzucaliśmy przekleństwami, od których uszy więdły, oglądaliśmy razem Grę o Tron i Gwiezdne Wojny zażerając się popcornem i popijając hektolitrami coli... A kiedy zaszłam w ciążę, stało się coś dziwnego - jakby nagle uświadomił sobie, że jestem kobietą, mam macicę i inne tego typu rzeczy i zaczął mnie traktować w zupełnie inny sposób. W ciąży rzadko widywałam się z siostrą i jej rodziną, bo źle się czułam/miałam problemy zdrowotne i wędrowałam od lekarza do lekarza/ przystosowywałam mieszkanie do przyjścia kaszojada - widywaliśmy się wszyscy może z godzinę, w kawiarni, czy u rodziców.
Kiedyś umówiłam się z siostrą, ale utknęła w korku i się spóźniała. Drzwi do domu otworzył Piotr. I zamiast zbić mi pionę, powiedział "oo tak wcześnie, może się kawy napijesz, Magda będzie za kwadrans". Tak oficjalnie to się wcześniej do mojego ojca zwracał.
Dwie minuty później pojawił się przede mną w KOSZULCE. Gość założył koszulkę, chociaż moja siostra zawsze, z niego żartowała, że jest ekshibicjonistą i przynajmniej dobrze, że wkłada spodnie, kiedy ktoś przyjdzie. I żeby wyjaśnić - Pioter (zamierzone) jest dla mnie całkowicie aseksualny i nie w moim typie, po prostu poczułam się jakby odrzucona w dalszy krąg rodziny. Przeszkadza mi to, ale minęły już 3 lata i wiem, że do tej luźnej, upierdliwej relacji opartej na wzajemnym gnębieniu nie wrócimy.
Moja siostra i chłopak też to zauważyli i czasami zwracają uwagę, że "jacyś sztywni jesteśmy", ale mimo prób, nie udaje nam się już pogadać tak szczerze i bez kija między pośladkami.
Mój kot lubi wskakiwać na stół i podkradać jedzenie ze stołu.
Ostatnio leżały na stole dwa ugotowane jajka, które miały być na śniadanie dla mojego ojca. Poprosił mnie bym je przypilnowała bo musiał iść. Odwróciłam się na chwilę, a kot jedno jajko nadgryzł, a drugie zrzucił na podłogę.
Nie widziałam co robię, ale umyłam je a nadgryziony kawałek odcięłam. Gdy ojciec wrócił chciałam mu powiedzieć o tej sytuacji, ale zaczął się na mnie wdzierać, bo czegoś nie zrobiłam. Więc nic się nie odzywałam. Tak zjadł te jajka. Było mi głupio, ale jeszcze głupiej jest mi się przyznać.
Kiedy byłam w gimnazjum pani od matematyki kazała nam zalogować się na stronę internetową i mniej więcej raz na tydzień robić na niej zadania domowe z działu, który właśnie omawialiśmy, oczywiście na ocenę.
Po zrobieniu zadania trzeba je było wysłać do nauczyciela i od razu otrzymywało się wyniki i ocenę. Po około miesiącu zorientowałam się, że na dole strony jest przycisk "spróbuj ponownie" po kliknięciu można było wysłać zadania jeszcze raz.
Okazało się, że nauczycielka nie ma wglądu do tego ile razy zadania zostały do niej wysłane.
Liczył się ten ostatni wysłany raz. Tak więc zawsze wchodziłam na tą stronę, wysyłałam puste rozwiązania, a gdy dostawałam odpowiedzi spisywałam je na kartkę, uzupełniałam zadania jeszcze raz poprawie i wysyłałam ponownie do nauczycielki.
Czasem robiłam drobne błędy, żeby nie było, że mam same 5. Nikt się nie zorientował przez całe gimnazjum.
Dodaj anonimowe wyznanie