#oFDQo

Ostatnio kupiłam sobie do mieszkania kaktusa. Postawiłam na parapecie, zadowolona z nowego nabytku, kiedy to napotkałam skrzywioną twarz mojego chłopaka.
Obraził się, bo według niego, kupiłam kaktusa „w kształcie męskiego przyrodzenia”. Uznał, że „zrobiłam to celowo, by podkreślić, że jego przyrodzenie mi nie wystarcza”.
Pomocy, mój chłopak cofnął się w rozwoju.

#UBrH5

Ostatnio odkryłem, że moja matka przerodziła się w feministkę, i to taką wojującą. Teraz wrzuca w internecie wpisy typu „Jestem za pełnym prawem do aborcji. Gdyby była dostępna, to uchroniłoby mnie to przed największymi błędami życia”. 
Jestem jedynakiem i kurna, nie wiem, co mam teraz o tym myśleć.

#khB96

Chyba jestem potworem, bo mam problem z zaakceptowaniem swojego synka takiego, jakim jest. Nie chodzi o chorobę czy niepełnosprawność, tylko o to, że Michaś (5 lat), kolokwialnie mówiąc, jest beksą. Wiem, że to okrutne mówić tak o własnym synu, ale nie tylko ja to widzę. 
Mały nie wyjdzie na podwórko, jeśli pies sąsiadów (zwykły kundelek) jest na swoim podwórku. Nieważne, że nasze posesje dzieli płot, a sąsiedzi zamykają bramę, kiedy wypuszczają psa na dwór. Kiedy Michał widzi Maksa, kurczowo trzyma się barierki i nie zejdzie ze schodów, chyba że go zniosę, a i tak wtedy histeryzuje, jakby pies miał go zaatakować. 
Na huśtawce bujamy go, jakby był niemowlęciem, bo inaczej panikuje, że spadnie. Na karuzelę ani na najmniejszą zjeżdżalnię za nic nie wejdzie. 
Ostatnio sąsiadów odwiedził syn z żoną i córką. Jakoś namówiliśmy z żoną syna, żeby się razem pobawili, ale gdy tylko Maja lekko kopnęła piłkę w jego stronę, uciekł z płaczem. Zawsze, gdy ktoś nas odwiedza, albo gdy my gdzieś jedziemy, Michał za nic nie schodzi nam z kolan.
Psycholog stwierdził, że po prostu musimy nad małym pracować. Michał niedługo pójdzie do przedszkola, ale ja sobie tego nie wyobrażam. Chcielibyśmy mieć z żoną jeszcze jedno dziecko, ale na razie nie wygląda na to, żeby dało radę przy zachowaniu syna. Nie ośmieszamy go, chwalimy, zachęcamy – wszystko na nic. Żona zajmuje się domem i małym, widzę, że ma dosyć. Próbowaliśmy z opiekunkami, żadna nie wytrzymała dłużej niż miesiąc.
Patrzę na inne dzieciaki, jak bawią się, biegają i śmieją, nie płaczą z byle powodu i cholernie zazdroszczę ich rodzicom. I czuję się z tym okropnie.

#70RV8

Rok temu do szkoły na karnawał przywieźli do nas fotobudkę. Wszyscy byli szczęśliwi, gdyż to było na geografii, a cała klasa tej lekcji nienawidziła, bo nauczycielka była jakaś puknięta. Kiedy starsze klasy po nas przyszły, to była taka akcja, że ona ich nie zauważyła. My próbowaliśmy jej to powiedzieć, ale ona prowadziła swoją świętą lekcję. Aż w końcu łaskawie się odwróciła i zauważyła ich.

Potem było normalnie, bez żadnych akcji, dopóki czas się skończył na robienie zdjęć. Wchodziła już następna grupa, a ja i moje 3 koleżanki kończyłyśmy robienie zdjęć. Czekała na nas jeszcze grupa chłopaków, bo kiedy my sobie robiłyśmy zdjęcia, to im się te zdjęcia drukowały. W tym czasie cała klasa, oprócz nas i grupy chłopaków, razem z nauczycielką poszła do klasy.

Kiedy wracaliśmy do klasy, to któryś z chłopaków wpadł na pomysł, żeby trochę zwolnić i zrobiliśmy to. Ale tylko przez maksymalnie 10 sekund, bo na korytarzu stała nauczycielka i na nas czekała. Najlepsze jest to, że chciała nam wstawić uwagi za to, że przesiadywałyśmy na korytarzu, zamiast siedzieć na lekcji. Ale tego nie zrobiła, bo nie znała naszych nazwisk i nawet o nie nie zapytała. Po lekcji poszliśmy do naszej wychowawczyni i jej o tym opowiedzieliśmy. Miała gdzieś, że nauczycielka od geografii chce nam wstawić uwagi. Ale interesowało ją to, że zostawiła nas samych.

System edukacji w polskiej szkole jest fatalny.

Najlepsze jest to, że dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nauczycielka nas tymi uwagami straszyła.

#G7VR0

Dziś rano odkryłam, że ktoś umieścił zawartość słoika majonezu w butelce, w której powinien być szampon. Mieszkam sama, a ostatnią osobą, która mnie odwiedziła, była moja babcia… Minęło 8 godzin od momentu, kiedy po mozolnym myciu piór udało mi się usunąć z głowy tę tłustą masę, a ja nadal pachnę jak świąteczna sałatka jarzynowa.

#GO8Wt

Podejrzewam, że mam mitomanię. Ostatnio zmyśliłam, że mam rodzinę na Ukrainie i że coś im się stało, że nie żyją. Powiedziałam o tym wszystkim, których znam, przez co dowiedzieli się o tym nauczyciele...
Czasem odczuwam, że mam potrzebę kogoś okłamać. Niezależnie, czy wpływa to na moją korzyść czy nie. Tak jak np. w tym przypadku. Z rodziną na Ukrainie nic to nie zmieniło w moim życiu, ale to powiedziałam.

#AzMl2

Moje gimnazjum było okrutne. Gdy kończyłam szkołę, byłam najszczęśliwsza na świecie. Nie wspomnę o nauczycielach, którzy zniszczyli moją wiarę w ludzkość, bo szkoda gadać. Dziś skupię się na prawdziwym diable, z jakim dane było mi się użerać przez trzy lata mojej edukacji, pani W., dyrektorce szkoły i nauczycielce chemii.

Każda lekcja z nią była torturą. Wszyscy siedzieli cicho jak myszki, czekając na wybuch. Potrafiła drzeć się na nas o najmniejszą głupotę. Kiedy jej coś spadło, nie schyliła się i tego nie podniosła, tylko patrzyła na nas wzrokiem zabójcy i z jadem w głosie pytała, na co czekamy, już dawno powinniśmy to podnieść – mimo że dana rzecz leżała tuż przy jej stopach. Przed każdą lekcją chemii trzęsłam się i prawie mdlałam ze stresu. Modliłam się, aby jej nie było lub by tym razem mnie oszczędziła. Zresztą nie tylko ja tak bardzo się bałam. Mój strach to i tak nic w porównaniu do dziewczyny, która wymiotowała przed każdą lekcją i jakoś funkcjonowała jedynie dzięki lekom uspokajającym.
W. brała swój dziennik, jeżdżąc palcem po nazwiskach i szukając potencjalnej ofiary do tablicy. A gdy tylko ktoś podszedł, nie zdążył nawet wziąć kredy w dłonie, kiedy zaczynała się drzeć, wymachując swoimi pomarszczonymi łapami, że nic nie umie i zaraz dostanie jedynkę. Najbardziej jednak znęcała się na cichych, spokojnych uczniach, którzy starali się jak mogli, żeby nie zwracała na nich uwagi. Takim kimś byłam ja i nie raz przez nią płakałam. Moja koleżanka tak się jej bała, że zawsze idąc do tablicy, całkowicie zapominała, jak ma na imię, a dyrektorka jeszcze z niej drwiła i ośmieszała przed całą klasą. Jak jej się nie spodobał twój styl pisma, to niemal cię nie udusiła, mamrocząc, że ta dzisiejsza młodzież nawet pisać nie umie. Wyrywała z ręki zeszyt, przeglądała go, kręcąc głową, po czym rzucała na stolik jak psu i odchodziła. Pamiętam, jak wchodziła dumnie do klasy, skanując każdego nienawistnym wzrokiem, aż dech zapierał. Zawsze z hukiem rzucała dziennik i się zaczynało... Jacy to my nie jesteśmy głupi, jak to się nic nie uczymy, będzie nam ciężko w życiu i pewnie skończymy na ulicy. A kiedy nadszedł dzień sprawdzianu, miała dwie grupy, tę łatwiejszą z praktycznie samymi zadaniami zamkniętymi, która miała jedynie dwie strony, oraz trudniejszą, z o wiele większą liczbą zadań, w której trzeba było większość obliczać, pisać jakieś nie wiadomo skąd wzięte wzory. Wybierała sobie, kogo w miarę akceptuje, a kogo nienawidzi i taki dawała mu sprawdzian (ja zazwyczaj dostawałam ten trudniejszy). Kiedy lekcja się kończyła i szliśmy zmordowani, lepiący się od potu na przerwę, inne klasy czekające na nieuniknione pytały, czy dziś ma dobry humor. Nigdy nie miała. Przez to gimnazjum zamiast dobrych wspomnień miałam nerwicę.

#kCT5z

Zwolnili mnie, a nie, przepraszam, po prostu nie przedłużyli ze mną umowy. Nie powiem, zawód był spory, bo byłem pewien, że będzie inaczej. No nie było.

Ja wiem, że to było mało rozsądne, ale z tego wszystkiego poszedłem się napić. Tak po prostu, a że piję bardzo rzadko, to mam słabą głowę. Dość szybko się upiłem, ale nie na tyle, żeby całkiem urwał mi się film. To popołudnie i wieczór pamiętam jak przez mgłę, ale pamiętam.
Nie, nie zrobiłem nic głupiego jak np. tatuaż po pijaku czy coś. Ja poszedłem zagrać w Lotto! Nie wiem czemu, ot, taki miałem kaprys. Kiedyś grałem od czasu do czasu, ale że nigdy nic nie wygrałem (zupełnie nic, nawet złotówki), to w końcu dałem sobie spokój. Tym razem z jakiegoś powodu postanowiłem do tego wrócić.

Wygrałem trochę ponad 3 tysiące (całe szczęście, że nie zgubiłem gdzieś kuponu). Wiem, że to nie jest jakaś ogromną suma, ale dla bezrobotnego to już nieźle :) No i teraz mi nie żal tego, co przepiłem, bo się zwróciło, i to z nawiązką! Chyba powinienem częściej grać po pijaku!

#iKpar

Przez rok byłem w związku z nimfomanką. Odkryłem to, dopiero jak sprawdzałem monitoring w naszej firmie, bo ciągle gdzieś mi znikali pracownicy z hali zakładowej. Ona potrafiła mówić mi, że idzie do drugiej pracy, a tak naprawdę siedziała przez kilka godzin w schowku na miotły i robiła to ze wszystkimi naszymi pracownikami, którzy tylko mieli na to ochotę. Kochani... to jest choroba, to trzeba leczyć, naprawdę...
Dodaj anonimowe wyznanie