#DvdBo

Za kilka dni mija 18. miesiąc, dokładnie 1,5 roku, odkąd nie piję. Jako że bardzo lubię piwo, to bezalkoholowe jest idealnym zamiennikiem, zwłaszcza że rynek się cały czas powiększa. Mam swoje ulubione bezalkoholowe czyste piwo i piję średnio 2-3 dziennie. Dziś chyba wszechświat postanowił to uczcić, bo gdy otwierałem piwo w warsztacie, jak tylko kapsel wystrzelił, to ze ścianki przy biurku spadł klucz, który potrącił pudełko z końcówkami do kabli w różnych kolorach, które rozsypały się po biurku jak fajerwerk. No cóż... Jakie życie, taki rap :)

#ZitML

Historia miała miejsce jakieś 15 lat temu w mieście, w którym studiowałem zaocznie. Jak zwykle zameldowałem się w jednym z hosteli w starej kamienicy. Pokoje były tam koedukacyjne z łóżkami piętrowymi. Gdy się do jednego z nich wprowadziłem, zauważyłem na innym łóżku dziewczynę. Trochę porozmawialiśmy, po czym ona gdzieś wyszła. W międzyczasie do pokoju wprowadziło się paru chłopaków z jednej grupy. Widzieli wtedy, że z nią rozmawiam. Gdy już urządziliśmy się na swoich miejscach i każdy przygotowywał się albo do spania, albo do wyjścia na miasto, do pokoju wparował jeden z tych chłopaków. Zapytał się, czy znam się z tą dziewczyną, powiedział, że ona leży nieprzytomna w łazience. Wszyscy jak jeden mąż wpadliśmy do tej łazienki (były one koedukacyjne jak pokoje). Powiedziałem jednemu z chłopaków, żeby mi pomógł i razem wynieśliśmy dziewczynę na korytarz. Z racji tego, że była całkiem naga, poleciłem innemu chłopakowi, żeby ją przykrył. Była wtedy nieprzytomna, ale na szczęście oddychała. Zadzwoniliśmy po karetkę. Tam poinstruowano nas, żeby natychmiast otworzyć wszystkie okna w pokojach i wyjść z hostelu. Z karetką przyjechała straż pożarna, ewakuacja przebiegła całkiem sprawnie. 

Jak już się domyślacie, był to czad. Gdyby ten chłopak nie zauważył tej dziewczyny w porę, możliwe, że wszyscy byśmy się zatruli. 
Następnego dnia odwiedziłem tę dziewczynę w szpitalu, na szczęście była już przytomna. Była bardzo wdzięczna za uratowanie. 

PS Nie wracałem do tego hostelu przez dłuższy czas. Gdy tam potem zawitałem, zauważyłem, że w łazienkach są mobilne czujniki czadu.

#SKZ94

Jestem po maturze i nie wiem, co chciałabym robić w przyszłości, panicznie się boję, że sobie nie poradzę. Nie wiem, na jaki kierunek studiów chcę iść, nic mnie nie ciągnie. Boję się, że zaoczne studia i praca to dla mnie za dużo, nie będę miała czasu dla chłopaka, a tęsknię za nim minutę po jego wyjściu ode mnie. Mam mało czasu na decyzję, boję się, co powiedzą moi rodzice, uciekam od myśli o pracy i studiach jak najczęściej, bo chce mi się płakać.

#6LaXK

Moja mama nie miała lekko – praktycznie sama wychowywała kilkoro dzieci, pracując (tata w wiecznej delegacji).

Po latach widzę, jak to wyglądało. Ona: „zły policjant”, krzyczący, że nieposprzątane, że lekcje, że oceny, że gdzie się włóczysz... On: bohater wracający po tygodniu z torbą cukierków (pracował w większym mieście lub za granicą).

Niestety nie mam z matką więzi, nie jest dla mnie kochaną mamą i choć rozumiem, dlaczego była oschła, zimna, to nie wywołuje u mnie ciepłych uczuć. Wydaje mi się, że nigdy w życiu nie rozmawiałyśmy – zawsze to był jej monolog, wręcz rozkaz, do którego muszę się dostosować. Aż nie wyjechałam na studia, potem praca, własna rodzina. Nawet teraz próbuje mi rozkazywać, natomiast na tyle rzadko jestem w domu rodzinnym, że mało mnie to dotyka.

Mamie z roku na rok jest gorzej. Nerwica, depresja, siadające również zdrowie fizyczne i mamy kłębek nerwów, z którym jeszcze trudniej się dogadać.

Boję się, że już niedługo moja matka będzie potrzebować opieki i to spadnie na mnie. Nie mam tyle kasy, żeby zapłacić za pielęgniarkę/oddać do przyzwoitego domu opieki, a nie dam rady sama, każdego dnia, znosić jej humorów, jej jedynie słusznych opinii, cichych dni i nie wiadomo czego jeszcze.

#SJhiB

Swego czasu bardzo pragnąłem zostać ojcem. To było silniejsze ode mnie, myśl o dziecku nie dawała mi spokoju. Żona zaszła w ciążę, ale nie ze mną – zdradziła mnie. Wtedy, zaślepiony tym pragnieniem i wiarą, że możemy to jakoś poskładać, podjąłem najbardziej nieracjonalną decyzję w życiu. Postanowiłem jej wybaczyć i uznałem dziecko za swoje. Marcelina przyszła na świat, a ja stałem się jej ojcem w świetle prawa.

Przez siedem lat byłem tatą dla tej dziewczynki. Nie myślałem o tym, co było, chciałem po prostu być dobrym ojcem.

Kilka tygodni temu wszystko runęło po raz drugi. Żona ponownie mnie zdradziła. Tego już nie jestem w stanie wybaczyć. Decyzja o odejściu jest ostateczna i nieodwołalna. Ale pojawił się problem, który spędza mi sen z powiek – Marcelina. To nie jest moja biologiczna córka, a ja teraz stoję przed widmem alimentów na cudze dziecko. Z jednej strony czuję się oszukany i wykorzystany, z drugiej – przez 7 lat byłem jej ojcem.

Nie wiem, co mam robić. Czy ktoś był w podobnej sytuacji? Jak z tego wybrnąć, nie tracąc wszystkiego, ale też nie dając się zniszczyć do końca ?

#bnwHF

Odkąd byłam dzieckiem, pamiętam, że zawsze pragnęłam ocierania. Umiałam robić to nieświadomie przez sen (zawsze bałam się, że będę to robić u koleżanek na nocce). W tamtym okresie spałam z rodzeństwem na podwójnym łóżku, na górze, a moje leżenie na brzuchu i kręcenie biodrami tylko po to, by poczuć ekstazę, sprawiało, że łóżko skrzypiało. 

Najgorsze były momenty, gdy mama w środku nocy przychodziła mnie uspokoić i trzęsła mną, bym przestała.

#qjbgx

Krótko. Nie wiem, jak się zachować, kiedy maj mąż zaczyna być wobec mnie agresywny. Nie wiem, jak mu pokazać, gdzie leżą granice, żeby przestał mieć je w dupie. Wzięliśmy ślub 10 miesięcy temu. Nie chcę tak szybko się rozwodzić. Chcę podjąć ostatnią próbę naprawy. Nawet nie zaczekał tygodnia po ślubie, kiedy pierwszy raz mnie zwyzywał.

#doQPz

Byłem w przemocowym związku. Osoba, którą kochałem, znęcała się nade mną psychicznie. Wzbudzała we mnie poczucie winy, manipulowała oraz zaburzała poczucie własnej wartości. Przez chwilę pokazywała swoje dobre oblicze – tylko po to, bym sam obwiniał siebie, gdy była dla mnie zła, abym widział w tym swoją winę. Abym myślał, że jej znęcanie i poniżanie było czymś, na co zasłużyłem.

Sprawiła, że byłem słaby, niepewny siebie, swojej tożsamości. Jej uderzenia były bardzo celne i bolesne. Uderzała tam, gdzie bolało najbardziej. Podważała moją seksualność, umiejętności. Dewaluowała moje osiągnięcia i niszczyła to, na czym mi zależało. Z pozycji siły wywierała wpływ i odzierała mnie z godności. Albo się jej podporządkuję, albo skrzywdzi mnie bardziej.

Nigdy nie dała mi niczego przegadać, a jeśli nie było wyjścia, to zrzucała całą winę na mnie. A ja się przyznawałem i za wszystko ją przepraszałem.

Przez 10% czasu była najlepszą osobą w moim życiu, idealną, kochającą i czułą. Mówiła mi wspaniałe rzeczy, dawała to, czego potrzebowałem. Wspierała mnie, rozumiała, rozpieszczała, chwaliła. Mówiła, że nigdy jej nie było z nikim lepiej, bardzo by chciała, abym się jej oświadczył lub patrząc mi w oczy, powiedziała, że chciałaby urodzić mi dziecko. Tego typu rzeczy nie są tylko słowami, to zostaje w głowie, rezonuje. Lecz przez pozostałe 90% czasu była dla mnie zła, oziębła. Robiła wszystko, co mogła, by sprawić mi ból. Czasami miałem wrażenie, że mnie nienawidzi.

Rozstaliśmy się nagle i na odległość, po maratonie jej znęcania się nade mną, zaczęła od razu nowy związek, a ja nie dostałem szansy na rozmowę ani wyjaśnienie. Byłem blokowany, ignorowany, zwodzony obietnicami spotkania, które nigdy nie doszło do skutku. Czekałem na jedno: usłyszeć, że moje cierpienie było prawdziwe.

23 grudnia 2023 roku byłem bliski odebrania sobie życia. Ona nigdy się o tym nie dowiedziała.

Przez blisko trzy lata żyłem w przekonaniu, że wszystko było moją winą. Analizowałem każdy szczegół, szukałem błędów w sobie, błagałem o rozmowę i próbowałem zrozumieć, za co jestem karany. W odpowiedzi słyszałem, że to ja jestem problemem.

Dopiero terapia pozwoliła mi zobaczyć, że byłem ofiarą przemocy psychicznej. Zrozumiałem, że osoby stosujące manipulację bardzo rzadko biorą odpowiedzialność za swoje czyny, a czekanie na ich przeprosiny oznacza oddanie kontroli nad własnym życiem oprawcy.

Nie potrzebuję już, żeby przyznała mi rację. Wiem, co przeżyłem. Wiem, że cierpiałem. Wiem, że to było prawdziwe.

Nie chcę żyć nienawiścią. Chcę odzyskać siebie. Rany jeszcze bolą i pewnie pozostaną ze mną długo, ale wierzę, że kiedyś przestaną definiować moje życie. To wyznanie jest przypomnieniem dla mnie samego. Nie zasłużyłem na to. I nie chcę pozwolić, by ta historia odebrała mi to, kim jestem.

#xVSDW

Jestem po rozwodzie. Córka została przy mnie, ojca odwiedza wedle ustaleń sądu co drugi weekend oraz 2 x 2 tygodnie na wakacjach. Pominę szczegóły mojego rozstania z jej ojcem, wspomnę tylko, że stosunek wychowania dziecka mieliśmy od zawsze zupełnie inny (przy czym wyszło to dopiero „w praniu”).

Od rozwodu były mąż robi wszystko, żeby przeciągnąć córkę na swoją stronę. Potrafił jej opowiadać niestworzone historie tylko po to, żeby zrobić ze mnie tą złą. Zdarzało się, że mówił jej, że jej nie kocham, przy czym robił to przy naszych wspólnych znajomych. Jak już po rozwodzie znalazłam sobie nowego partnera, potrafił przy czteroletniej córce zrobić mi dziką awanturę. Krzyczał, że jestem dziwką, przeklinając przy tym dość siarczyście. Dziecko tego wszystkiego słuchało.
Oprócz tego on pozwala jej na wszystko. Dosłownie wszystko. Jak miała cztery lata, to mogła cały dzień oglądać bajki, grać na telefonie i zajadać się słodyczami. Zabiera ją na najróżniejsze atrakcje i kupuje prezenty, które później leżą u niego i tylko u niego może z nich korzystać. Alimentów ma przyznane 800 zł, przy czym nie zapłaci ani złotówki więcej, nawet gdy bardzo tego potrzebuję. Mnie nie stać na zapewnianie jej tylu atrakcji co on, kupowanie drogich prezentów.

Jakie to ma efekty? Córka mnie nie lubi. Jak jest u mnie, ma jakieś obowiązki (posprzątać zabawki po zabawie itp.). U mnie musi jeść normalne posiłki, a nie żywić się samymi słodyczami. Na bajki ma określony limit. Słowem u mnie są jakieś zasady, u niego nie. Staram się wpoić jej jakieś wartości, ale jest bardzo ciężko. Najgorsze, że przez całą tę sytuację, ona wyrasta na złego człowieka. W przedszkolu nikt jej nie lubi, dzieci nie chcą się z nią bawić, bo przez jego „wychowanie” jest bardzo samolubna. Zawsze musi dostać to, czego chce (on ją do tego przyzwyczaił). Jak bawi się z dziećmi, to wszystkie mają robić to, co ona powie. Jasne jest, że dzieci z kimś takim nie chcą się bawić. Próbuję to tłumaczyć córce, ale ona wtedy wpada w płacz (jakby była uzależniona od bycia numerem jeden we wszystkim).

Próbowałam rozmawiać z byłym mężem. Nie pomogło. Próbowałam sądownie, też nie pomogło (częstotliwość widywań została minimalnie zmniejszona i to wszystko, co ugrałam).

Najbardziej anonimowe jest to, że ja już zwyczajnie nie chcę wychowywać własnej córki. Czuję się wyczerpana. Robię wszystko, co mogę, ale to nic nie daje. Chciałabym odciąć ją od mojego byłego męża, ale wiem, że to niemożliwe.

#wkwAc

Od małego byłam raczej sympatyczną, koleżeńską dziewczynką. Lata szkoły mijały dobrze, ze wszystkimi się dogadywałam, raczej większość mnie lubiła. W nauce orłem nie byłam, ale nauczyciele tez darzyli mnie sympatią.
Bajka kończyła się, kiedy wracałam do domu. Wieczne pretensje ze strony ojczyma, że to nieposprzątane, tamto niezrobione. A spróbowałabym tylko wtedy trzasnąć drzwiami albo coś odpyskować – od razu pas albo kabel leciały w obroty. Dostawało mi się nawet za to, co mama zleciła jemu, ale nie nie chciało mu się tego zrobić, i przekazywał to mnie. 

Mama i siostra nigdy nic nie powiedziały. One były traktowane jak księżniczki. Zabierał je na zakupy, do kina, kiedy ja w tym czasie kosiłam trawnik albo grabiłam liście.


Pewnego dnia nadszedł wyczekiwany przeze mnie od niepamiętnych czasów dzień moich 18 urodzin. Spakowałam swoje rzeczy i wyszłam. Po prostu wyszłam.
Nie wiedziałam, dokąd mam iść, stwierdziłam, że najlepszym rozwiązaniem będzie wsiąść do pociągu i pojechać do dziadków na drugi koniec Polski.
Oni chyba jako jedyni wierzą mi, co tak naprawdę działo się w domu i mnie wspierali. Babcia, gdy zobaczyła siniaki na nogach i zgrubiałe paski od kabla na pośladkach, zabrała mnie na obdukcję, a później na policję. 

Z tego, co potem słyszałam od mamy, odwiedził ich dzielnicowy, chwilę porozmawiał i na tym sprawa się skończyła. Jednak dostałam jakby zastrzyku chęci zemsty na tym gnoju, przez którego mam teraz stany lękowe i ciężką depresję. 

Pojechałam do nich. Zaczęłam go wyzywać, krzyczeć, obrażać, aż w końcu stało się to, na co czekałam. Uderzył mnie.
W mojej mamie coś się obudziło, bo zaczęła mnie bronić. Na nieszczęście ją też uderzył. Chociaż może i na szczęście?

Mnie tłukł tak, że wyszłam stamtąd cała zakrwawiona. Ledwo oddychałam, miałam złamany nos, pęknięte żebra...
Pojechałam prosto do szpitala, stamtąd zadzwonili na policję.
Wszczęto proces ukarania go.

I wracając do tego, że może jednak na szczęście uderzył moją mamę, dlatego, że moja siostra zeznała, że uderzył ją, bo mama się wszystkiego wyparła i powiedziała, że to moja wina, bo go prowokowałam.
Dostał zawiasy.
Ale na tym nie koniec.

Siostra panicznie się go bała, unikała go, jak mogła. Któregoś dnia ojczym kazał jej jechać na rowerze 30 km do sklepu, bo nie opłaca mu się odpalać samochodu, a potrzebował jakichś śrubek z budowlanego. Powiedziała, że jest zmęczona po treningu. Tyle wystarczyło, żeby skatował ją tak, że ledwo uszła z życiem.
Gnój niedługo wychodzi z więzienia. 

Moja siostra uciekła na drugi koniec Polski, nie utrzymuje kontaktu z mamą, podobnie jak ja. Dlaczego? Bo powiedziała, że nie ma zamiaru brać rozwodu z powodu takiej błahostki.
Między ludźmi kochająca się rodzinka, w domu patologia.
Dodaj anonimowe wyznanie