Parę lat temu chodziłam z pewnym chłopakiem. Umiał mnie rozśmieszyć i również dobrze porozmawiać. Niestety drążył jeden i ten sam temat, który był zawsze tematem żartów. Raz powiedziałam, żeby tak nie mówił, drugi, trzeci itd. W końcu po jakimś czasie stwierdziłam, że nie ma to sensu i rozstałam się z nim.
Wracamy do okresu sprzed ok. 7 miesięcy. Zainstalowałam apkę, którą usunęłam jakiś czas temu. Zobaczyłam, iż mój „były” wysłał mi jakieś zdjęcia.
Pierwsze – z nową dziewczyną, serduszka. Super fajnie.
Drugie – oboje pokazują fucka i podpis „Je*ać lamusów”. Okeeeej?
Trzecie – zdjęcie w łóżku, chyba po seksie, bo nie mieli ubrań.
Tak szczerze, to kiedyś może i bym się tym przejęła, ale teraz zastanawia mnie jedno: co on właściwie chce osiągnąć? Pokazać mi, że znalazł kobietę? Mam zobaczyć, co straciłam? No błagam, ludzie...
Mam problem z ludźmi przejeżdżającymi przez las. Ciągle ktoś się zatrzymuje i prosi o wpuszczenie do domu, żeby móc się załatwić. Tłumaczymy z babcią, że nie mamy w domu łazienki, ale jest wychodek obok domu, więc mogą z niego skorzystać (głównie babcia ma miękkie serce). I oczywiście święte oburzenie, bo jak to, Brajanek ma w drewnianej szopce siusiu robić? Dżesice niedobrze od zapachu! Większość finalnie korzysta z wychodka... ale po ostatnim razie powiedziałam dość.
Rozumiem, że ktoś się brzydził usiąść na wychodku (czy w ogóle na jakiejkolwiek toalecie), ale jak już człowiek robi „z lotu ptaka”, to mógłby chociaż trochę celować, a nie, że wchodzę do wychodka i zastaję deskę w kupie, papier toaletowy w kupie, ściany i wewnętrzną stronę drzwi w krwi, a w dołku całą masę śmieci. Nie tylko po podpasce, ale i folie z rogalików, reklamówkę, butelkę... Serio, kobieto? Wielka dama, w ręce wielka torba drogiej marki, a o porządek trudno? Cóż, po tym incydencie wolę, żeby mi pod płotem robili w rowie, ale już nikogo nie wpuszczę.
NORMĄ też są śmieci. Dosłownie codziennie, bo swego czasu codziennie przed południem wszystko zbierałam i oczywiście następnego dnia znów był syf (teraz robię to rzadziej, ale rozpoznaję „nowe” śmieci i co kilka dni wszystko zbieram). Kubki po kawach na wynos, kubełki po kebabie i tony torb z fast foodów. Najbliższy taki lokal jest chyba 40 km dalej. Ktoś po zakupie przejechał kilkanaście wiosek i miast, mijając kosze na śmieci np. na stacjach paliw... i śmieci wyrzucił w lesie. Nieważne, że człowiek przed chwilą minął tablice z informacjami „Obszar Natura 2000” czy „Park Krajobrazowy”, śmieci widać nie mogły być wyrzucone wcześniej i nie mogą poczekać tych paru-parunastu kilometrów.
Co w tym anonimowego? Cóż, wczoraj trafiłam na syfiarę, tę od śmieci w wychodku. Wydaje mi się, że po wychodkowym incydencie kilka razy już jechała tą drogą (ale nie mam pewności, czy to na pewno były dokładnie te blachy i to auto), ale tym razem zjechała z asfaltu i zatrzymała się na środku drogi pożarowej kawałek przed moim domem. Znowu dama w płaszczu z torbą z charakterystycznym logo. Schowałam się i obserwowałam. Poszła dość głęboko drogą pożarową, a jak zniknęła mi z oczu, nie próżnowałam, tylko zebrałam trochę błota (pewnie lepsza byłaby kupa, ale do tego nie byłam w stanie się posunąć ;)) i kobiecie częściowo umazałam okna i samochód.
Warto było, zwłaszcza że pięknie przeklinała, próbując chusteczkami umyć boczne szyby. Po tym, jak odjechała, poszłam za zakręt, gdzie wcześniej była ona. I oczywiście były tam śmieci. Nie wiem, czy kobieta nauczy się porządku, w sumie to wątpię, ale na następny raz kamera/fotopułapka zamówiona.
Razem z mężem jesteśmy dwa lata po ślubie i mieszkamy od tego czasu w domu bliźniaku. Dzielimy go z innym małżeństwem, jego chłopakiem i moją dziewczyną.
Jestem ćpunem, aktualnie w stanie czystym. Jestem uzależniona od mocnych opioidów, mimo to pracuję i nikt nie ma pojęcia o tym, że dawałam sobie w żyłę.
Pieniądze miałam zawsze na dwie rzeczy – na swojego psa i na ćpanie. Gdzie pies miał pierwszeństwo.
Zdarzyło się, że pies zachorował. Diagnostyka pochłonęła kilka setek, a diagnoza była nieciekawa. Rokowanie ostrożne do złego – jakieś 10% szans na przeżycie. Gdy pieniądze zaczęły się kończyć, umówiłam się z lecznicą na spłatę w późniejszym terminie. Pies jakoś ciągnął, raz było lepiej, raz gorzej, aż któregoś dnia jego stan pogorszył się do krytycznego. Nie było wątpliwości, że walka przegrana – była to kwestia może godziny. Do weterynarza nie zdążyłabym dojechać, żeby zakończyć psinie agonię, umarłaby po drodze, nie mówiąc już o tym, że każda minuta była dla niej męczarnią.
Zapas ćpania miałam na jakiś tydzień w dawkach podtrzymujących, żeby nie wpakować się w głód. Dla mnie mało. Żeby uśpić tym umierającego psa – wystarczająco. To chyba jeden z niewielu przypadków, gdy ćpanie i przez to posiadanie środków, które mogły kogoś/coś zabić, przyniosło paradoksalnie coś „dobrego”.
Żałuję, że straciłam najlepszego i jedynego przyjaciela. Nie żałuję, że pomogłam mu odejść.
Od ponad 10 lat mam ogromną ochotę na moją teściową, ale nie wiem jak zacząć, bo nie chcę narozrabiać, a bardzo bym chciał z nią to zrobić.
Dziś po latach odwiedziła mnie znajoma. Ucieszyłam się, ALE do czasu. Okazało się, że umówiła się z facetem w knajpie naprzeciw mego mieszkania. Wystawiła gościa, gapiąc się na niego z okna.
Gdy skończyłam 18 lat, babcia ze strony taty zawsze miała pretensje, gdy się do niej uśmiechałam, bo to dziecinne i mam być poważna, bo nie jestem małe dzidzi.
A gdy byłam u tej babci poważna, to mówiła: „Oj, ty dziś humoru nie masz u babciluńki”.
Niektórym nie dogodzisz.
Jestem z moim chłopakiem już 2 lata, więc stwierdziliśmy, że pora na wspólny pierwszy raz. Sama bardzo się ekscytowałam, bo to dla mnie wielka i ważna chwila, dla niego też. W końcu miało do tego dojść. Po długim wstępie wreszcie chcemy przejść do rzeczy, ale kiedy on próbował wejść, nawet najdelikatniej jak potrafił, to zaczynałam płakać i jęczeć z bólu. Odpuściliśmy. Byłam zawstydzona, że nie mogę mu dać, czego chce i że sama nie spełniam swoich oczekiwań. Przyszła pora na druga próbę i znowu spróbował wejść, a ja czułam straszny ból. Tym razem dotarł nieco głębiej, ale już nie wytrzymałam i zaczęłam płakać, a w końcu krzyczeć, więc przestał. Wiem, że teraz jest na mnie wściekły.
Kocham go, ale problem jest w tym, że on jest po prostu za duży. Ja mam równo 150 centymetrów, on ponad metr dziewięćdziesiąt i ma bardzo duże (jak na moje oko) przyrodzenie. Te próby są po prostu okropnie niekomfortowe. Nie chcę go rozczarowywać, ale nie wytrzymuję tego bólu.
A do lekarza boję się iść, bo nie chcę zostać przez niego wyśmiana, że „przecież każdego boli przy pierwszym razie”, poza tym jestem osobą młodą i boję się oceny innych osób i samego lekarza.
To tyle, musiałam się tym podzielić.
Wczoraj mój ojciec przedstawił mi swoją nową dziewczynę – wcześniej mówił, że ma nadzieję, że znajdę z nią wspólny język, mamy bowiem wiele wspólnego.
Okazało się, że się nie mylił. Naszą największą wspólną cechą było to, że jesteśmy z tego samego rocznika.
Kiedy chcę, żeby moja dziewczyna zainicjowała baraszkowanie, gdy jesteśmy sami w domu, włączam konsolę. Oczywiście odpalam taką grę, która nie jest online i w każdej chwili mogę ją zapauzować. W momencie, gdy ja odpalam tryb kariery w Fifie, jej odpala się tryb nimfomanki w głowie. Ogólnie jak tylko zobaczy, że 100% uwagi poświęcam jakiejś innej przyjemności niż jej, budzi się w niej demon.
Z jednej strony jestem szczęśliwy, bo w łóżku jest świetnie. Szczególnie w takich sytuacjach bywa wyjątkowo pomysłowa. Z drugiej strony, jeśli rzeczywiście chcę sobie pograć, to muszę czekać, aż jej nie będzie w domu.
Dodaj anonimowe wyznanie