#voRKq

Parę lat temu byłam studentką marketingu. Pewnego dnia wracałam po ciężkim dniu z uczelni bez jakiejkolwiek ochoty na żarty. Bolała mnie głowa, dlatego też postanowiłam, że zjem coś szybko na mieście, a później zaszyję się w swoim mieszkaniu.
Wstąpiłam do McDonalda. Obsługiwała mnie młoda dziewczyna, która tego dnia (w przeciwieństwie do mnie) miała wyjątkowo dobry humor. Cały czas śmiała się wraz ze swoją koleżanką z pracy. Z czasem śmiech coraz bardziej się nasilał, a nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że cały czas się tak zachowując, obsługiwała mnie.
W pewnym momencie przypomniałam sobie, że co jakiś czas McDonalda „odwiedza” tzw. tajemniczy klient, którego zadaniem jest kontrola jakości obsługi. Popatrzyłam na dziewczynę lekko zirytowana i z kamienną twarzą, bez żadnego uśmiechu, stanowczo powiedziałam: „Tajemniczy klient patrzy”. Pracownicy najwyraźniej zrobiło się głupio i bardzo się zmieszała. Zdążyła tylko wydukać ciche: „Przepraszam”.

Jej przestraszonej miny chyba nigdy nie zapomnę.

#1xPPF

Mam problemy. I najgorsze jest to, że wiem, że je mam, i to od dłuższego czasu, tj. przynajmniej od 5 lat. Problemy z rodziną – rodzicami, partnerką oraz dzieckiem.
Dziś pierwszy raz byłem na wizycie u psychologa. Wiem teraz, że czeka mnie przynajmniej kilka spotkań, każde po godzinie zegarowej, gdzie w sumie sam z siebie gadam o sobie, tak jak dziś było.
Dlaczego to piszę?
Czytam anonimowe od dawna, od dawna zmagam się z problemami i samym sobą.
Piszę to, ponieważ może jesteś ciekawy/a, jak sobie pomóc.
Zadzwoń na telefon zaufania/pomocy psychologicznej (jest darmowy) lub zadzwoń do psychologa w Twojej okolicy. To tylko zwykły człowiek, który może wiedzieć, jak Ci pomóc. Spróbuj!
Jeśli jednak umówisz się do psychologa prywatnie, to bądź gotowy na wydatki, ale uwierz mi – WARTO! Jak Cię nie stać, to dzwoń na ten darmowy numer pomocy psychologicznej! Działaj! I uwierz, że warto dać sobie szansę!

Trzymajcie się.
Maciek

#oWded

Mam żonę, jesteśmy już razem od kilku ładnych lat, kocham ją całym sercem, doceniam, ale jest jedna rzecz, której w mojej żonie nie potrafię zrozumieć ani przezwyciężyć. Otóż odkąd tylko zostaliśmy parą, jeszcze na studiach (ja kończyłem studia i pracowałem, natomiast ona dopiero zaczynała), żona była wyjątkowo zazdrosna. Na początku nawet mnie to cieszyło, przecież trochę zazdrości dodaje pikanterii w związku, no i wiadomo, jak jest zazdrosna, to musi jej zależeć, nie? Myślałem, że wraz z upływem czasu zazdrość jej minie, że dotrze do niej, że ze wszystkich kobiet na świecie wybrałem właśnie ją. Niestety zazdrość jej nie przeszła, choć nigdy nie dałem żonie pretekstu do zazdrości. Nigdy nawet nie flirtowałem z innymi. Zawsze byłem i jestem jej wierny, ale do niej nie dociera to, że kocham ją za jej charakter, inteligencję, a wygląd ma drugorzędne znaczenie.
Ma manię przeglądania mojego telefonu, komputera, czasami przychodzi do mojej pracy niby pod pretekstem zjedzenia razem obiadu, a gdy tylko muszę wyjść gdzieś coś załatwić, ogarnąć, ona przegląda mój komputer w pracy oraz śledzi historię wyszukiwarki. Wiem to, bo wszędzie jest monitoring.

Mam dość jej manii, prześladowania, śledzenia mnie (potrafi jeździć za mną autem i patrzeć co, gdzie i z kim robię) i tej ciągłej, toksycznej zazdrości. Ona nie potrafi zrozumieć, że ją kocham i mi na niej zależy. Tłumaczy się, przy każdej kłótni, że to przez niską samoocenę itd. JUŻ TAK DŁUŻEJ NIE WYTRZYMAM. Poważnie myślę nad złożeniem papierów rozwodowych, może wtedy coś do niej dotrze.

#G0uMG

Ostatnio zajarałem se w środku nocy i zobaczyłem, że ktoś dronem lata. Mam ogólnie małego bzika na punkcie dronów, to sobie pomyślałem, że popatrzę co za model i co robi. Patrzę się na te mrugające światełka i myślę, że może to jakieś badania terenowe, może kogoś szukają, a może sprawdzają, kto pali śmieciami. Jedna wielka niewiadoma. Po chwili zaczęło mnie zastanawiać, czemu ten dron ciągle wisi w powietrzu i nie zmienia pozycji. Może kogoś konkretnego obserwują?
I okazało się, moi drodzy, że urobiony jak meserszmit przez 20 minut gapiłem się w mrugającą gwiazdę. Kurtyna.

#5EFLo

Mam męża i dwuletnie dziecko. Parę miesięcy temu mój mąż stracił mamę. Odkąd się to stało, zrobił się nie do zniesienia. Nie chce żadnej pomocy ani pocieszenia. Już wcześniej był wybuchowy, ale nie aż tak jak teraz. Każda mała pierdółka go drażni, co gorsza drze się na mnie, jakbym była winna wszystkiemu, co się przydarzyło. Nie da się z nim rozmawiać, bo wszystko odwraca kota ogonem. Mam już po dziurki w nosie takiego zachowania, bo nawet nie potrafi wyrazić swoich emocji i powiedzieć, co go trapi. 
Nasze dziecko bardzo go potrzebuje. A ja nie potrafią go przy nas zatrzymać. Ostatnie dni były trudne, bo znikał na kilka godzin. Dziś też wyszedł bez słowa. Wcześniej, jak jeszcze nie mieliśmy dziecka, też znikał na kilka godzin, a na moje pytania, gdzie był i co robił, to albo nie odpowiadał, albo mówił, że pochodzić.

Mam strasznie mieszane uczucia, rozważam rozwód i wyprowadzkę. Kocham nasze dziecko i chcę dla niego jak najlepiej, a życie z takim cholerykiem chyba do niczego nie prowadzi...

#HmaLV

Mam pewną nietypową dziwnostkę. Otóż nie cierpię leżeć z kimkolwiek z mojej rodziny. Spanie z dziewczyną? Super, idealnie wręcz. Spanie z kumplem po grubym melanżu – czemu nie? Ale jak mam się położyć obok mamy czy taty, to mi gorzej. Są normalni, myją się codziennie, ogólnie zadbani ludzie, ale ja nie umiem obok nich leżeć, aby chociaż obejrzeć telewizję.

Najgorzej jest z siostrą. Wystarczy, że choć usiądzie na skraju łóżka, w którym leżę, to chcę wyjść z niego, bo zwykłe dotknięcie jej nawet stopą powoduje we mnie odrazę. Nie cierpię jej dotykać w żaden sposób, nie umiem jej nawet przytulić. Jak chociaż przez przypadek potrąci mnie swoją ręką w moją rękę, mam ochotę ją uciąć. Ot, taka mała dziwnostka.

#ObPNJ

Do momentu, w którym poznałam mojego męża, byłam w dwóch bardzo chorych, toksycznych relacjach. Niestety nie umiałam ich w porę zakończyć, bo za bardzo kochałam moich partnerów.
Po paroletniej terapii udało mi się wybrać na partnera, a potem męża – człowieka, który mnie kocha i szanuje.
Tyle że ja nie kocham jego.
Za to kocham naszą dwójkę dzieci i to poczucie, że wracam do domu, w którym nie zaskakuje mnie nic groźnego i nie muszę się bać, że mój facet leży pijany we własnych wymiotach. Nie muszę też się martwić tym, że połowa wypłaty zostanie wydana na alko, trawkę i gry komputerowe.
Nie kocham mojego męża, ale jestem z nim szczęśliwa.

#vRZgf

Lato 2012 roku, jako 17-latek pokonałem 250 km z miejscowej wiochy do stolicy, aby wybrać się na koncert ukochanej artystki (wielkie uczucie). Przyjechałem kilka dni wcześniej, aby zwiedzić miasto po raz pierwszy, potem cudowny koncert, na którym udało mi się zrobić zdjęcie, a na następny dzień powrót. 

Siedziałem na ławce, gdy podeszła do mnie jakaś organizacja pozarządowa, a mając kilka drobnych, postanowiłem je wpłacić. Wchodzę potem na dworzec, zaglądam do portfela... a bilet zniknął. Zaczynam szukać wszędzie, ale nie ma, wtedy zaczyna się nerwówka – podchodzę do kilku ludzi, prosząc o pomoc, ale każdy mnie zbywa. Zmarnowany i wściekły na siebie uświadamiam sobie, że koszt biletu był taki sam jak darowizna na organizację. Zniechęcony, w ostatniej chwili widząc, że podjeżdża na dworzec mój pociąg, proszę jakiegoś chłopaka, czy kupi mi bilet. Ku mojemu zdziwieniu robi to! Mogłem wrócić w spokoju do domu, nigdy nikomu tego nie powiedziałem. Chciałem przesłać mu pieniądze, podziękowanie, ale on nic nie chciał, dlatego gdy dawał mi bilet, z całego serca go przytuliłem.

Bilet z tamtej podróży noszę cały czas w portfelu, przypomina mi o bezinteresownej dobroci człowieka. Oby więcej takich osób.

#rbbOX

Postanowiłam wyjechać na majówkę, jak to wiele osób. Pojechałam do babci. Wszystko było super, aż pewnego dnia (dokładnie wczoraj) do babci przyszedł pewien „dziadzio”. Był to wujek ojca mojej kuzynki. Godzina była późna, bo coś koło 20. Facet przyszedł pijany, ledwo wtoczył się do domu. Siedział w salonie i gadał z dziadkami, popijając wódkę. Dziadkowie coś tam z nim pogadali przez chwilę, ale zaczął im w końcu działać na nerwy. Gość zaczął coś mamrotać, żeby przenocować itd. No to tego było już za wiele. Zadzwoniono mu po taksówkę, sam ją chciał. Gdy taksówkarz przyjechał, gość zaczął go wyzywać od kurew, chujów i złodziei. Na szczęście był to znajomy cioci, i to wytrzymał. Gość nie chciał też zapłacić, ale w końcu to jakoś uzgodniono. Oczywiście gość wyzywał też dziadków. 
Pojechał. Wszyscy wkurzeni, no bo jak to tak można.

Biedny nie był, bo miał przy sobie dużo pieniędzy (sam się chwalił).

Co w tym takiego anonimowego?
Gość jest księdzem. W Radomiu.
Dodaj anonimowe wyznanie