#rxosM

Kiedyś poszłam pracować do najzwyczajniejszego burdelu. Na kilka lat, z przerwami. Nie było fajnie, ale na pewno nie gorzej niż w domu albo przy zrywaniu wiśni za 40 zł dniówki.

Nie żałuję. Miałam wtedy niecałe 17 lat i dowiedziałam się, jak to jest nie być głodnym i w dodatku widzieć, że jutro też nie będę. I jak się mieszka bez zaćpanej matki oraz szóstki rodzeństwa, które albo tak samo zaczęło ćpać, albo niedługo miało zacząć.

#YPpMS

Tata odszedł od mamy do młodszej laski jakieś 3 lata temu. Matka się kompletnie załamała, na szczęście terapia i antydepresanty z czasem jej pomogły i nie skończyła jako alkoholiczka. Cieszę się bardzo, że się podniosła i dzisiaj jest w świetnej formie. Tylko czasami mam wrażenie, że chyba w aż „zbyt świetnej”. Mieszkamy razem, ja jestem w drugiej klasie liceum, a ona, tuż po czterdziestce, chyba przeżywa drugą młodość. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że… no właśnie. Trochę przesadza.

Moja mama ma lepszą figurę niż ja. Trzy razy w tygodniu chodzi na siłownię i dwa razy na basen plus raz w tygodniu ma zajęcia taneczne. Dba o siebie bardzo, codziennie ma pełny makijaż, zrobione włosy, zawsze ubiera się w kuse i seksowne sukienki. I tu właśnie zaczyna się problem. Od pewnego czasu ona stała się w tym wszystkim strasznie wyzywająca i wulgarna. Nie ma w sobie żadnej skromności, zakłada tak krótkie spódniczki, że prawie widać jej tyłek. Dekolt zawsze do pasa. Momentami to po prostu jest niesmaczne. Wstyd mi, gdy idzie w takim stroju na zebranie do szkoły. Ona kompletnie nie wygląda jak matka! Mówiłam jej o tym, ale ona sobie nic z tego nie robi. Jednak najbardziej mi wstyd zapraszać do siebie znajomych. Gdy tylko wpadną do mnie koleżanki, moja matka stara się grać kumpelę. Zagaduje do nich głupimi tekstami o lakierach do paznokci i próbuje rozmawiać jak ze swoimi koleżankami, nie zauważając, że to znajome jej córki, młodsze o ponad 20 lat! Najgorzej jest, kiedy przyjdą do mnie koledzy. Wtedy matka zaczyna się przed nimi wyginać, przybiera dziwne pozy, ewidentnie wypina tyłek, by przykuć ich wzrok. Flirtuje z moimi kolegami, a przecież każdy z nich mógłby być jej synem! Moi koledzy z chęcią na to patrzą i ciągną te durne pogawędki, a potem nabijają się z niej. 

Mam ochotę zapaść się pod ziemię, jak widzę, gdy moja własna matka robi z siebie pośmiewisko. Co więcej, ostatnio przestałam zapraszać do siebie mojego chłopaka, bo nawet do niego ma jakieś chore teksty… Jest mi strasznie przykro i nie wiem, jak z nią rozmawiać. Nie chcę, by znów wróciła do depresji, ale jej aktualne zachowanie przekracza wszelkie normy. Co jej powiedzieć, by w końcu do niej dotarło, że nie musi się tak zachowywać, by czuć się wartościowa?

#0B2V4

Godzina 1:30. Przychodzę do pokoju świeżo umyta, z zamiarem położenia się spać. Oświecam światło, by nie zabić się na wstępie i co widzę? Moim oczom ukazują się przerażające ślepia czarnego monstrum przyczajonego na skraju biurka. Osiem długich, włochatych odnóży przygotowanych jest do ucieczki, która gwałtownie następuje. Obiekt przemieszcza się z prędkością światła pod blat drewnianego mebla, gdzie jeszcze przez kilkanaście sekund jeszcze przebywa zwinięty w kłębek. Żeby ulżyć moim trzęsącym się ze stresu kończynom dolnym, na chwilę odwracam wzrok. Kiedy zerkam ponownie, potwora nie ma i nie widać go aż do tej pory, kiedy półżywa ze strachu stoję na środku pomieszczenia, pilnie patrząc we wszystkie kierunki, szczególnie uwzględniając sufit, przerażona myślą o ataku z powietrza. Zaczynam miewać halucynacje z większą ilością tych podłych zwierzątek oblepiających mnie rzekomo z każdej strony. Boję się wejść do łóżka, jak zamierzałam jeszcze 20 minut temu, by uniknąć otoczenia przez sadystę, który ciągle ma możliwość teleportacji do szczeliny między wyżej wymienionym łóżkiem a ścianą.
Wszyscy w domu śpią, nikt nie może mi pomóc. Najchętniej zemdlałabym z nagromadzenia nerwów, jednak wizja ohydnych wielkich nóg stąpających po moim ciele nie jest mile widziana. Chyba przestoję tak całą noc, skoro wytrzymałam już pół godziny. Może rycerz na białym koniu mnie uratuje. Jeśli nie, zginę śmiercią męczeńską w kokonie białej nici.

Pozdrawiam wszystkich ludzi z arachnofobią.

#Ad31b

Uwielbiam czytać wyznania dziewczyn, które były bite i/lub poniżane. Im bardziej dziewczyna upodlona, tym lepiej. Po lekturze kilku takich wyznań przykrywam się kołderka i zanim zasnę, wyobrażam sobie, że jestem jedną z nich (a tak naprawdę jestem studentem, lat 22).
Lepiej wtedy śpię. :)

#VSQ5P

Pewnego dnia, gdy mój starszy brat pracował jeszcze w sklepie sportowym, przyjechałam do niego i wybierałam sobie jakieś rzeczy. Nadeszła godzina, w której klienci musieli opuścić sklep, a pracownicy (czyli mój brat) mogli zebrać się do domu. Dał mi więc klucze do auta i kazał zaczekać w środku, a on tam się jeszcze zbierał na zapleczu.
Usiadłam przed kierownicą i z nudów zaczęłam się bawić, że gonię razem z całym Avengers jakiegoś złoczyńcę, że jesteśmy w pościgu i naprawdę nieźle zapieprzamy. No i wydaję polecenia mojemu zespołowi, próbuję naśladować dźwięki karabinu, kręcę tą kierownicą jak debil i wtedy otwierają się drzwi. Mój brat z miną mniej więcej *japierdole* patrzy na mnie, a obok niego stoi kolega, którego, jak się okazało,  mieliśmy podwieźć do domu :"))))

PS Podobno stali przy tym aucie trochę i wszystko było słychać, czekali, aż się skapnę, że mnie widzą, ale byłam chyba za bardzo skupiona wydawaniem poleceń. Tak że ten...

#t4wp2

Miałam wtedy około 12 lat. Jak zwykle musiałam pójść do Szkoły Muzycznej. Zajęcia się skończyły i postanowiłyśmy porzucać moim beretem w sufit. Po paru rzutach zdecydowałam rzucić beretem prosto w lampę. Myślałam, że nic się nie stanie.

Po chwili spadł beret, a potem niezliczona ilość kawałków owej lampy. Za chwilę przyszła dyrektorka, oczywiście zapytała: „Co się stało?”. Cała czerwona odpowiedziałam, że lampa sama spadła. Potem razem z koleżanką szybko opuściłyśmy salę.
Trzy lata później zastanawiam się, dlaczego żaden kawałek lampy na mnie nie spadł i dlaczego tej lampy jeszcze nie wymienili.
Dodaj anonimowe wyznanie