#1ygqB
Po trzech dniach przyszła do mnie niewielka paczka z moim portfelem i wzruszającym listem. Złodziejka pisała, że zobaczyła u mnie kartę dawcy, przepłakała pół nocy i że ma straszne wyrzuty sumienia, bo jej brat jest biorcą przeszczepu, przysięgała jednocześnie, że już nigdy nic nikomu nie ukradnie.
Szkoda tylko, że z portfela zniknęła cała gotówka, w tym żabka „na szczęście”, trzymająca w pyszczku grosik. No ale przynajmniej odzyskałam zdjęcia...
#JDCjn
Kilkanaście lat temu, w wieku gimnazjalnym czy licealnym, wpadłem na pomysł realizacji takiego podarunku. Rodzice prowadzą ogrodnictwo, więc kwiatów dostatek. Kupiłem od mamy jakieś ładne i próba została podjęta.
Reakcja dziewczyny?
„Ha, ha, ty to sobie możesz dawać, przecież masz za darmo!”
Więcej nie próbowałem.
#5sdTo
Jest pełnoletni.
#1RZUP
#2F3og
Tata przyznał się dopiero kilku latach, co się tak naprawdę stało, kiedy na wigilię oglądaliśmy jakieś rodzinne filmiki z kamery podłączonej do TV i jeden z nich przestawiał 5-letniego wówczas brata, całego białego, z autkami w mące :)
#hfY1v
Nie wiedziałam, komu mam to powiedzieć. Z góry przepraszam za to całe wyznanie, ale już nie dałam po prostu rady.
#aYIma
Obudziliśmy się rano na samym szczycie. Rozglądnąłem się, zauważyłem pomnik Jana Pawła II, przy którym była księga. Wpisywali się tam wszyscy, którzy tam dotarli. Zacząłem przeglądać wpisy i... natrafiłem na swój własny. Chwaliłem w nim Jana Pawła II i napisałem, że zgubiłem aparat fotograficzny, w którym miałem zdjęcia byłej dziewczyny. Prosiłem go, by pomógł mi go znaleźć, bo to jedyne, co mi po niej zostało. Sprawdziłem – faktycznie go nie miałem.
Skacowani ruszyliśmy w drogę, pokręciliśmy się po jaskiniach, a kiedy zachciało mi się siku i wszedłem w krzaczki, żeby oddać mocz... znalazłem swój aparat.
Nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że schodziliśmy innym szlakiem, niż zaczęliśmy wchodzić i w dodatku leżał on kilka metrów od ścieżki w gąszczu traw i krzaków.
Janie Pawle, dziękuję za spełnienie prośby!
#4gZfl
Po ostrym przeponiewieraniu się szlakami na jeden z wyższych szczytów, gdzie rośnie jedyny w Polsce alpejski storczyk, wróciliśmy spoceni, brudni i dość zmęczeni. Kumpel swoje gatunki obfocił, ja nie, i dopiero wtedy wyjawił mi, że moje obiecane stanowisko było na innym szlaku, a na tym tylko szansa, żeby znaleźć jakieś nowe. Wkurzyłem się, czułem mega niedosyt i chciałem zostać jeszcze na jedną noc, by rano uderzyć jeszcze po mój gatunek i choć nie byliśmy przygotowani, zacząłem drążyć, żebyśmy jeszcze nie jechali, poszukali jakiegoś spania, na co Władziu nie chciał się zgodzić. Wtedy na tarasie drewnianej chaty stojącej obok parkingu pojawiły się dwie prześliczne, długowłose i piersiaste młode dziewczyny – wyglądało na to, że samotnie wynajmują domek i mają mnóstwo miejsca. Władziowi pociekła ślinka, nie omieszkał skomentować warunków fizycznych młodych pań i po chwili naszedł go szatański pomysł: „słuchaj, zostaniemy, ale pod warunkiem, że pójdziesz tam do tych lasek, zagadasz i nas przenocują. Ty się wyśpisz, a ja sobie z nimi poteguję, hue, hue, hue”.
Patrząc na Władka (on tak 3/10) i na dziewczyny (9/10), a także na turboniereprezentacyjnego siebie: zmęczonego, ubłoconego, przepoconego, 170 w kapeluszu, pomyślałem: Jezu, czemu on mi to robi? To są marzenia ściętej głowy, nie widzę siebie w roli żebrzącego u obcych ludzi o nocleg.
Władziu dalej jednak drążył, licząc na cud: „No i co? Wymiękasz?”. Wtedy coś mnie natchnęło, wysiadłem z samochodu i poszedłem w stronę dziewczyn. Korzystając z tego, że chatka była wystarczająco daleko, żeby Władziu nie słyszał, co też mówię, podszedłem do zaskoczonych lasek i zagadałem: „Cześć, nic od was nie chcę, ale byłoby śmiesznie, gdybyście chwilę ze mną postały i pogadały...”. Nakreśliłem im sytuację, wymagania kumpla i nasz prawie zakład. Dziewczyny okazały się mieć poczucie humoru, podłapały mój żart, odstawiliśmy małe przedstawienie, na koniec mnie wyściskały, dały po buziaku, życzyły znalezienia roślinki i tak wróciłem do oszołomionego Władzia.
Władziu do tej pory nie wie, co zaszło, a ja swój gatunek odnalazłem na kolejnej wyprawie, już bez niego.
#jjtVk
Kobieta jest na tyle perfidna, że na imprezach okolicznościowych przedstawia mnie jako „koleżankę” syna. Nie wiem, czy to jakaś matczyna zazdrość, ale zaczynam się martwić, że ślubu nie będzie.