Jestem Polakiem i przejawiam typowo polskie zachowania.
Kiedy jest mi źle, wchodzę tutaj poczytać, że ktoś ma gorzej ode mnie. Od razu pomaga.
Wiem, że to złe. Przepraszam.
Każde dziecko chce spełniać dobre uczynki, by potem trafić do nieba, śpiewać z aniołkami i jeść dużo waty cukrowej z chmur.
Ja nigdy nie chciałam tam trafić, ponieważ przesadnie wierząca ciotka powiedziała mi, że w niebie nie ma zwierząt.
Nie ma to jak zabić wiarę pięciolatki.
Ostatnio coraz częściej myślę o swoich osiemnastych urodzinach. Widzę wokół siebie ludzi, którzy organizują wielkie przyjęcia, wynajmują sale, zapraszają mnóstwo znajomych i dostają wymarzone prezenty. Zazdroszczę im tych chwil, radości i poczucia, że mogą świętować wejście w dorosłość w naprawdę wyjątkowy sposób. Ja niestety wiem, że moja osiemnastka nie będzie wyglądała tak samo. Sytuacja finansowa nie pozwala nam na organizowanie przyjąć, a moje urodziny nigdy nie były wielkim wydarzeniem. Najbardziej boli mnie jednak to, że nawet nie mam grona znajomych, z którymi mogłabym świętować ten dzień. Widzę zdjęcia pełne uśmiechniętych ludzi otoczonych przyjaciółmi i czuję ukłucie zazdrości. Nie chodzi nawet o drogą imprezę, ale o samo poczucie, że ma się obok siebie osoby, które cieszą się razem z tobą i chcą spędzić z tobą ten wyjątkowy moment. Moja osiemnastka prawdopodobnie będzie bardzo skromna i spędzę ją sama. To smutne, bo osiemnaste urodziny są tylko raz w życiu, a ja już teraz mam wrażenie, że ominie mnie coś, na co czekałam przez wiele lat :/
Po roku pracy w jednej firmie, w końcu wzięłam sobie urlop..
...bo w drugiej pracy wyjątkowo potrzebowali mnie stacjonarnie na parę dni.
Gdy miałem 14 lat, moi rodzice wyjechali za granicę do pracy. Wracali co miesiąc czy półtora na ok. dwa tygodnie. Zostałem sam z babcią, która mieszkała kilka domów dalej, więc po prostu była w pobliżu w razie potrzeby. Dbałem sam o siebie i dom. Do sklepu jeździłem po szkole na rowerze. Rodzice z zapasem zostawiali mi pieniądze na jedzenie i rachunki, które opłacałem na poczcie. Szybko nauczyłem się gospodarować pieniędzmi tak, żeby zostało mi na spotkania z kumplami albo gry. Dobrze się uczyłem i nie sprawiałem problemów, więc rodzice nie musieli przychodzić do szkoły.
Po gimnazjum i liceum poszedłem na studia i do pierwszej pracy. Utrzymywałem się już sam.
To wszystko sprawiło, że już jako młody chłopak byłem samodzielny i zorganizowany. Znalazłem dziewczynę (którą moi rodzice bardzo polubili), skończyłem studia i poszedłem do stałej pracy. No i moja swoboda nagle się skończyła, bo moi rodzice po ponad 15 latach przypomnieli sobie o mnie i zaczęli się nadmiernie angażować w moje życie (dalej pracując za granicą). Po tym, jak się ożeniłem i rozpocząłem budowę domu (tuż obok moich teściów, u których z żoną mieszkamy), we wszystko zaczęli się wtrącać i dzwonić do mnie kilka razy dziennie. Ja rozumiem i doceniam ich rady, ale oni są o włos od decydowania za nas. Dzwonią do firm budowlanych, ustalają ceny, rezerwują terminy i chwalą się rodzinie, jak mi budowa idzie (i to naginając prawdę i wybiegając do przodu, bo w rzeczywistości jestem o kilka etapów budowlanych do tyłu niż w ich opowieściach). Aktualnie o niczym nie mogę im powiedzieć, bo oni planują wszystko do przodu bez naszej wiedzy. Albo pytają mnie wielokrotnie o tę samą rzecz – na etapie fundamentów zalewali mnie pytaniami np. o to, kto będzie mi robił elektrykę, bo oni znają jednego fachowca i można powiedzieć, że już zaklepali termin. Do tego zasypują nas nagle jakimiś „prezentami” lub pomocą. Nie da się z nimi normalnie porozmawiać, bo kiedy podczas rozmowy np. pochwalę jakiś ich sprzęt domowy/ogrodowy, to przy najbliższej okazji przyjeżdżają do nas na kawę z właśnie takim sprzętem, tylko oczywiście nowym i dwa razy droższym/większym (podczas gdy ja go nawet nie potrzebuję).
Próbują nadrobić te lata, gdy ich nie było. Najpierw dali mi swobodę, a teraz ją odbierają. Nauczyłem się być samodzielny, a teraz zachowują się wobec mnie, jakbym sobie z niczym nie radził i nieustannie na każdym kroku potrzebował pomocy.
Chciałbym, żeby zrozumieli, że przez tyle lat wszystko robiłem sam i teraz też dam radę. Że kiedy coś chwalę, to nie znaczy, że mają mi to kupić. Czas, kiedy powinni się mną opiekować, już dawno minął. Teraz jestem dorosły i pragnę takiego spokoju jak w czasach, kiedy byłem młody, a oni siedzieli za granicą i dzwonili do mnie maks. raz w tygodniu. Swoimi eurasami nie wykupią czasu, który już minął.
Od jakiegoś czasu pracuje z nami córka szefa, dorosła kobieta. Miała być pomocą, a w rzeczywistości bardziej przeszkadza, niż pomaga. Pracuję tu już wiele lat i wiem, że po czasie, jaki tu spędziła, powinna nabrać już biegłości, a tymczasem zadaje ciągle te same pytania. Każdy jej pomaga i tłumaczy. Nie tylko dajemy gotową odpowiedź, ale też tłumaczymy jak w przyszłości poradzić sobie z czymś samodzielnie, ale to jak grochem o ścianę.
Kobieta ogólnie miła, po studiach, ale w rozmowie jak z dzieckiem. Zastanawialiśmy się, czy to jej lenistwo, czy jakieś braki intelektualne. Czasem popełnia tak idiotyczne błędy, na poziomie 10 + 2 = 100. Ma dosłownie trzy proste obowiązki na głowie i sobie nie radzi (z czego jeden to podane na tacy dane przygotowane przez nas do wprowadzenia). Gdy jest pełno roboty, to ona chce pomóc, ale nawet nie wiadomo jak miałaby to zrobić, bo więcej czasu zajęłoby wytłumaczenie jej.
Najgorzej, że mi brakuje już cierpliwości. Pozostali się pilnują, jakoś łatwiej po nich spływa jej niekompetencja, a mnie trafia szlag i zdarza mi się odpowiadać co najmniej mało grzecznie. Ona wtedy oczy jak 5 zł, a na wszystko patrzy szef i współpracownicy.
Moje zmęczenie sięga zenitu, w planach zmiana pracy po nabyciu dodatkowych kwalifikacji, ale zanim to się stanie, minie co najmniej rok. Mam wrażenie, że padnę na ryj i zdechnę. Jakieś rady, jak to przetrwać?
Duszę w sobie fakt, że jestem z osobą, która mnie nie kocha. Kocha swoją byłą dziewczynę, o której mówi, że zrobiła mu wiele krzywdy, ale jednak mówi o niej nieprzerwanie i cały czas. Wiem, że chciałby po prostu, żeby jego była traktowała go tak, jak ja jego traktuję. Zakochał się w uczuciu, które mu daję – poczuciu, że jest kochany, zauważany i doceniany. Rozsypuję się. Osoba, którą kocham, jest idealna, ale gdy tylko zamknie oczy, widzi inną kobietę...
Po 5 latach zerwał ze mną chłopak. Zerwał, bo mnie nie kochał, a raczej twierdził, że nie wie, czy jeszcze mnie kocha i myśli, że tak będzie lepiej, bo widział, w jaką rozpacz ja wpadałam, próbując to ratować.
Nie mogę jeść, nie mogę spać, nie mogę sobie znaleźć nowego mieszkania, więc jestem u rodziców, gdzie są nasze zdjęcia, których nie umiem ściągnąć ze ściany.
Co w tym niezwykłego? Ano to, że bardziej niż za nim samym, tęsknię za wieloma rzeczami wokół. Za jego przyjaciółmi, na których mogłam zawsze liczyć, dopóki byliśmy razem. Za jego rodziną, którą kochałam czasem bardziej niż swoją. Za ciepłem, bliskością.
Nie wiem, co ze sobą zrobić, a w tych czasach ciężko znaleźć nawet nowych znajomych – na grupkach na fb widzę, że są sami przegrywy albo dzieciaki, na zajęcia po pracy nie mam czasu, a szukanie znajomych czy drugiej połówki w klubie czy na Tinderze nie ma dla mnie sensu…
Jestem, jak by to powiedzieć... przy kości. Byłem na diecie odchudzającej, lecz ona niezbyt pomagała. Więc wpadłem na pomysł...
Gdy najdzie mnie ochota na jakieś słodkości, włączam sobie na YouTube filmiki jakichś obrzydliwych robactw lub coś takiego, co mi obrzydzi jedzenie.
Powiem wam, że działa w każdym przypadku :D
Pracuję w internetowej obsłudze klienta. Nasze odpowiedzi są oceniane przez klientów w ankietach. Moje wyniki od wielu miesięcy są na bardzo wysokim poziomie – około 90-95% zadowolonych klientów, przy znacznie niższej średniej ogólnej naszego zespołu. Oprócz tego, że dostanę stówę więcej premii, to przyznaję, że czuję się niedoceniany.
Jednak ostatnio w pracy został ogłoszony konkurs z atrakcyjnymi nagrodami (w tym dosyć wysoka nagroda pieniężna), dotyczący właśnie wyników z ankiet. Sęk w tym, że najwyżej ocenianym czynnikiem jest nie wynik, a wzrost wyniku w porównaniu do aktualnego poziomu. Biorąc pod uwagę moje wysokie wyniki oraz to, że fizycznie nie ma możliwości mieć więcej niż 100% zadowolenia, zawody zostały skonstruowane w taki sposób, bym był przegrany już na starcie.
Dodaj anonimowe wyznanie