#D2V03

Dziś o 10 miałam zdalną rozmowę kwalifikacyjną do pracy, na której mi zależy. Niestety z powodu stresu zasnęłam dopiero nad ranem, no i zaspałam. Za pięć dziesiąta zorientowałam się, co się stało, na wpół przytomna włączam laptopa, przeczesuję włosy, przemywam twarz (mam to szczęście, że wyglądam całkiem ładnie bez makijażu). Próbuję sobie przypomnieć, co powinnam wiedzieć, żeby przejść test na to stanowisko. W ostatniej chwili zauważam na krześle wyprasowaną wczoraj koszulę i narzucam ją na siebie, przecież trzeba jakoś wyglądać.

Punkt 10 zaczyna się spotkanie, rekruterem jest mężczyzna w średnim wieku, oprócz tego jeszcze drugi – bezpośredni przełożony dla stanowiska, na które aplikuję. Zadają mi pytania, na które, o dziwo, odpowiadam bez problemu, mimo że walczę z opadającymi powiekami i z tęsknotą zerkam na ekspres do kawy. W pewnym momencie rekruter mówi: „A teraz sprawdzimy pani umiejętności manualne. W tej pracy często będzie pani musiała rozrysować coś klientowi na kartce”. Cholera, przygotowałam wczoraj kartki i długopis, ale kompletnie o tym zapomniałam. Leżą na regale za laptopem, muszę wstać i sięgnąć.

Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Podnoszę się, biorę kartki i siadam z powrotem. Rekruterzy są w szoku, ja uśmiechnięta czekam na dalsze instrukcje. I nagle do mnie dociera. Przecież byłam tak zaspana, że całą energię skupiłam na poprawnym odpowiadaniu. Niektóre szczegóły uleciały mi z głowy. Jak chociażby to, że po zerwaniu się z łóżka przebrałam tylko górę. I może nie byłoby to tak tragiczne, gdyby nie fakt, że śpię nago...

PS Rekruterzy dość nerwowo się ze mną pożegnali, więc wymarzonej pracy nie dostanę. Najgorsze, że rozmowa była nagrywana. Leżę i ryczę. Dziś czeka mnie jeszcze druga zmiana w obecnej pracy, której nienawidzę.

#rRk2v

Mam obecnie 32 lata. Gdy miałam 16 lat, napisał do mnie lokalny dziennikarz. Połowę życia, dosłownie, zajęło mi poradzenie sobie z traumą, jaką mi zafundował, chociaż wydawało mi się, że przecież nie zrobił nic złego. Co można zrobić złego pisaniem, wysyłaniem zdjęć i kilkoma spacerami po lesie? Okazało się, że można. 
Mam za sobą ponad rok tygodniowych spotkań z terapeutką. Mnóstwo wydanych pieniędzy. Płacz, krzyk, wkurw, koszmary senne.
Dlaczego to piszę? Żeby żadna z Was nie uległa ładnym słówkom starszego mężczyzny. Nie, nie jesteście bardziej dojrzałe jak na swój wiek. Nie, nie rozmawia mu się z Wami lepiej niż z kimkolwiek innym. On pisze do Was w jednym celu i im szybciej to zrozumiecie, tym będziecie bardziej bezpieczne i szczęśliwe.

#j47n4

W moim życiu przez ostatni rok sporo się zmieniło. Zdecydowanie ma gorsze.
Zacznijmy od tego, że miałem żonę i dwie córki. Byliśmy (przynajmniej tak mi się wydaje) szczęśliwą rodziną. Żona nie pracowała, tylko zajmowała się córkami, ja utrzymywałem rodzinę.

W pewnym momencie w pracy zaczął się ciężki i stresujący okres. Zostawiłem po godzinach, a gdy już wracałem do domu, sięgałem po alkohol. Najpierw jedno piwko, potem dwa, trzy, dziesięć, wino, wódka i inne ścierwa

Uzależniłem się. Często nie było mnie w pracy, bo leczyłem kaca. W końcu szef mnie zwolnił. Nie miałem czasu dla żony, córek. Miałem czas tylko na alkohol. Żona ode mnie odeszła. Powiedziała, że mam rok, aby przywrócić się do stanu sprzed separacji. Potrzebowałem czasu, by to do siebie przyjąć, ale się udało.
Mija właśnie drugi miesiąc od jej odejścia, ja też odszedłem od alkoholu. Znalazłem pracę, w której może i płacą mniej, ale cokolwiek zarabiam. Coraz częściej piszę z żoną, za niedługo mam się z nią zobaczyć.
Trzymajcie za mnie kciuki, ja wierzę, że mi się uda.

#uH8JE

Mała przestroga przed chwilówkami.

Zaczęło się niewinnie, 100 zł, bo brakowało na melanż ze znajomymi na studiach. Spłaciłem, ale przecież to było takie łatwe... Pożyczka za zero, oddajesz i masz z głowy. Obiecałem sobie, że więcej tego nie zrobię, ale życie studenta przypiliło (miałem stały dochód w postaci renty rodzinnej, więc nie było problemu z przyznaniem). I kolejna na 100, potem kolejna na 200, bo jak dali mi na 100, to na 200 nie dadzą? I tak to wszystko się zaczęło, uzbierały się trzy tysiące do spłaty. Co zrobiłem? Wziąłem kredyt, żeby to spłacić i spłaciłem. Wszystko fajnie, kredyt spłacałem, aż nagle zabrakło mi kasy na jakąś pierdołę. No to co? Chwilówka, bo przecież mam czyste konto.

Przez pół roku byłem „bogaty”, żyłem pełnią życia, spłacałem jedną chwilówkę kolejną. Do momentu, kiedy wziąłem chwilówkę na cztery i pół tysiąca. Wtedy dobry okres się skończył. Przy mojej rencie nie dałem rady. Rzuciłem studia przez osobiste problemy, przez które również pogrążyłem się w alkoholu, renta odpadła, a ja zostałem z jakimiś dwudziestoma tysiącami długu.

Zacząłem pracę, po pół roku na wypłatę wszedł mi komornik, dostawałem połowę pensji, więc zapierdzielałem po 230 godzin w miesiącu, żeby mieć za co żyć. Po czasie doszedł drugi, trzeci komornik, a inne moje długi (miałem zaciągniętych kilkanaście chwilówek) wciąż rosły. Przeszedłem ciężką depresję, zapożyczałem się u znajomych, żeby mieć co jeść.

W końcu poznałem jego. Człowieka z zupełnie innego świata, dobrze zarabiał, mógł sobie pozwolić na bardzo dużo. Zakochałem się. Chciałem mu dorównać, też dobrze żyć, jeździłem z nim na wakacje, na które nie było mnie stać, w pewnej chwili zrozumiałem jednak, że u niego również zacząłem się zapożyczać. Po roku związku przyznałem mu się do długów. Zrozumiał, obiecał, że wesprze, ale ja wciąż, zamiast z tym walczyć, zapożyczałem się u niego.

Teraz mieszkamy wspólnie w Holandii, jestem zapisany na terapię u psychologa, chcę nauczyć się rozporządzania pieniędzmi. Swoje długi powoli spłacam, ale jeszcze długa droga przede mną.

Na szczęście zarobki mam dobre, więc jest światełko w tunelu.

Czemu Was ostrzegam przed chwilówkami? Z jednego względu: nic na świecie nie jest za darmo. Przez darmową pożyczkę przy odrobinie nieostrożności możecie znaleźć się w naprawdę ciężkiej sytuacji. A wiecie, co jest najgorsze? Mam dopiero 23 lata, a przez własną nieostrożność i głupotę, zamiast czerpać z życia, zastanawiam się, jak wyjść z długów.

#6Mtxq

Nigdy nikomu się do tego nie przyznam. Uwaga, będzie obrzydliwie.

5 lat temu, domówka u koleżanki. Byłam wtedy po zdanych trudnych egzaminach, więc hamulce, pierwszy raz w życiu, całkowicie mi puściły. Piłam jak szalona, końcówki imprezy zupełnie nie pamiętam, z wyjątkiem zamknięcia się w łazience w celu zwymiotowania.
Pamiętam, że rozpięłam sobie spodnie, bo bardzo bolał mnie brzuch. Zdarzyło mi się puścić kilka bardzo intensywnych bąków.

Minęły dwie godziny, dobijano się do mnie, odpowiadałam, że wszystko OK, ale niestety wymiotuję i na razie nie dam rady wyjść (na całe szczęście w domu były jeszcze dwie inne łazienki). Gdy w końcu stwierdziłam, że chyba już dosyć i idę położyć się do łóżka, postanowiłam jeszcze przed tym zrobić siku. Ściągam majtki, a tam...  spore ilości nie do końca prawidłowo uformowanej kupy. Po prostu myśląc, że to bąk, zesrałam się na miękko w majtki. Byłam przerażona. Na szczęście miałam wtedy końcówkę intensywnego okresu i wszystko zatrzymało się na ogromnej podpasce. Podpaskę zwinęłam, spuściłam w toalecie, podmyłam się i całkowicie załamana psychicznie wróciłam na imprezę. Miałam moralniaka jak nigdy i najszybciej jak mogłam, zwinęłam się do domu.
Morał – od tamtej pory uważam na każdego bąka po alkoholu.

#fY4GE

Jestem piętnastolatką i mam problem z utrzymaniem moczu w nocy. Zawsze korzystam z toalety przed snem, mimo to często budzę się rano z mokrym prześcieradłem. Zwykle wtedy śni mi się, że siedzę bezpiecznie na ubikacji, ale to jest pułapka. Moi rodzice twierdzą, że to tylko przejściowe, ale ja chciałabym pójść z tym do lekarza. Boję się tego, że kiedyś nie wytrzymam i posikam się przez sen na jakiejś wycieczce. Starsza siostra mi dokucza, śmieje się ze mnie, że powinnam kupić pieluszki. Wstydzę się o tym mówić, ale nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Płaczę po nocach i nie umiem się uspokoić, coraz częściej zarywam noc. Nienawidzę siebie za to. Czuję się jak ostatni śmieć.

#5ABOD

Po roku i siedmiu miesiącach zrozumiałem, że moja dziewczyna jest osobą aseksualną. To wyjaśnia mi absolutnie wszystko, ale nie mam pojęcia, co teraz robić. Nasze języki miłości drastycznie się mijają. Dla niej bliskość to codzienność: wspólne rozmowy, poczucie humoru i więź emocjonalna. Ja natomiast nie potrafię funkcjonować bez dotyku, czułości i fizycznego oddania. Połączenie tych dwóch światów jest tym trudniejsze, że jej ADHD sprawia, iż często bywa przebodźcowana, co jeszcze bardziej odpycha ją już od jakiegokolwiek kontaktu fizycznego.

W niej po prostu nie ma pożądania – i nigdy go nie było. W jej głowie nie pojawia się myśl o współżyciu, a jeśli już do czegoś dochodzi, traktuje to jak obowiązek, który chce mieć jak najszybciej z głowy. Robi to z poczucia powinności, a nie z własnej chęci czy potrzeby eksploracji. Nigdy nie czuła pociągu seksualnego do żywego człowieka; jej jedyne fascynacje dotyczą bohaterów literackich lub czystych fantazji, których jednak wcale nie chce przenosić do rzeczywistości. Mam poczucie, że nie jestem w stanie jej rozpalić – u niej strefy erogenne nie istnieją, a gra wstępna jest praktycznie niemożliwa.

Wpadliśmy w niszczące błędne koło. Marzę o pocałunku, czułym dotyku i cieple, a w zamian dostaję chłód i odrzucenie. Każda moja kolejna próba kończy się upokorzeniem i słowami „przestań” lub „stop”. Statystyki naszego związku są bolesne: współżyjemy może dwa razy w miesiącu, z czego 90% moich inicjatyw kończy się odmową. Przez cały czas trwania relacji mógłbym na palcach jednej ręki policzyć sytuacje, w których ona, bezinteresownie i nie z mojej inicjatywy, zadbała o moją przyjemność. Nawet o głębsze przytulenie czy dłuższy pocałunek muszę się dopraszać.

To wszystko sprawia, że czuję się we własnych oczach jak „zboczeniec”, bo ciągle myślę o bliskości, której mi brakuje. Ona broni się zmęczeniem, wymówkami albo sugeruje, że to wina zbyt słabej sylwetki. Choć wielokrotnie prosiłem o drobne gesty, które nie są seksem – jak masaż czy pieszczoty – kończy się na obietnicach bez pokrycia. Na masaż, który obiecała mi wielokrotnie, czekam już od dziesięciu miesięcy.

Na początku brałem całą winę na siebie. Zadręczałem się myślą, że jestem niewystarczający, że nie mam odpowiednich walorów fizycznych lub umiejętności. Czułem się „zjebany”, bo potrafiłem zbudować z nią piękną więź emocjonalną, ale kompletnie poległem na polu seksualnym. Dziś widzę, że to nie jest moja wina, ale to nie zmienia faktu, jak bardzo czuję się w tym wszystkim samotny.

#CYFtL

Jestem ateistą jakoś od 13 roku życia, czyli od ok. 7 lat. Uważam, że po śmierci nie może nic nastąpić, po prostu umieramy – jednak to, co mi się przytrafiło, zmieniło moje nastawienie.

Jakoś w połowie grudnia mój brat do mnie zadzwonił, że jakiś koleś wystawił przed dom swoje „graty” i jest rower, ale bez powietrza w oponach, więc czy mógłbym podjechać samochodem. Zgodziłem się i tam pojechałem. Na miejscu od razu wpadło mi w oko duże lustro, przypomniałem sobie, że moja dziewczyna marudzi mi o duże lustro do korytarza od kilku tygodni. Przywiozłem je do domu i skapnąłem się, że nie mam jak tego lustra powiesić, nie mam żadnego haczyka ani nic. Nie mogłem też go postawić, więc stwierdziłem, że przykleję to lustro na taśmę i będzie git.

Moja dziewczyna wróciła z pracy, pośmialiśmy się trochę, że na taśmę jak wszystko, no ale ogarnie się potem, gdzie to powiesić.

Nadeszła noc, śpimy sobie smacznie, nagle słyszę jakiś dziwny dźwięk, sprawdzam godzinę – po pierwszej w nocy. Dalej słyszę ten dźwięk – ktoś tam jakby coś zrywa. Nagle sobie uświadamiam, że to dźwięk zrywanej taśmy... Budzę Natalię i nic nie musiałem tłumaczyć, od razu było po niej widać, że jest obsrana jak ja. I nagle słyszymy bicie się lustra. Pomyślałem, że może samo się odkleiło i spadło.

Idziemy z Natalią do korytarza, a lustro leży na ziemi całe obmacane, jakby ktoś jeździł po nim palcami. Od tej pory nie spaliśmy, po prostu przeżyliśmy ten dzień z pobudką o pierwszej w nocy.

Nikomu o tym nie mówiliśmy – chcieliśmy o tym powiedzieć rodzinie na święta, ale przełożyliśmy to na sylwka i wyszło tak, że nikt nie wie. Dalej nie wierzę w paranormalne rzeczy, ale to chyba tylko dlatego, że się boję w to wierzyć. Ta noc zmieniła moje życie.

#YeIdK

Piszę to, żeby „uwolnić” się od tego, co siedzi mi w głowie. Mam 14 lat i prawdę mówiąc, czuję się brzydka, nudna i generalnie mało interesująca. A to głównie dlatego, że prawie wszystkie osoby, które znam, miały już jakieś swoje miłostki.
Niektórzy po prostu byli zakochani bez wzajemności, inni z wzajemnością, jeszcze inni byli albo są w związkach – a ja nigdy nie dostałam nawet propozycji związku, ani tej durnej adoracji z boku.
Wiem, co pewnie teraz pomyślisz: „masz jeszcze czas”, „jesteś młoda” itd. Rozumiem to, naprawdę. Ale i tak czuję się samotna. Już nawet nie chodzi mi głównie o związek (chciałabym, jasne, ale przeżyję bez). Chodzi o kogoś, kto będzie moim naprawdę najlepszym przyjacielem / najlepszą przyjaciółką – kogoś, kto będzie wiedział o mnie dosłownie wszystko, a ja o nim też wszystko.
Mam „najlepszą przyjaciółkę”, ale szczerze mówiąc, niewiele o niej wiem. Czasem czuję się, jakby ona widziała całe moje wnętrze, miała mnie całą w garści, a ja o niej praktycznie nic nie wiem.
Dodaj anonimowe wyznanie