Lubię takie zestawy liczb, jak np. "6, 16" - sama urodziłam się właśnie 16 czerwca, więc to moje ulubione połączenie. Naprawdę lubię te liczby.
Ostatnio sobie uświadomiłam, że poza tym, że urodziłam się 16.06, to mam teraz 16 lat i 6 miesięcy, a moja waga to dokładnie 16*6.
Już nie lubię matematyki...
Mieszkam tuż obok moich dziadków, co skutkowało częstymi wizytami obu stron. Za każdym razem, gdy moi rodzice starali się mnie przekonać do odwiedzin staruszków, wymigiwałem się na różne sposoby - a to lekcje trzeba odrobić, pokój posprzątać lub nieraz wprost z czystego lenistwa odmawiałem pójścia w odwiedziny. Ojciec zawsze kwitował to słowami: "Nie wiesz ile masz czasu, tym razem lepiej chodź z nami", na co ja zawsze odpowiadałem, że czasu mam dużo.
Czas właśnie się skończył. Nie zdążyłem.
Tak bardzo mi przykro.
Znajomy podszedł do medycyny, jak to on sam mówi, "od dupy strony" i jest obecnie proktologiem. Przyszła ostatnio do niego laska, całkiem ładna blondynka. Bo ją "swędzi dup". Dosłownie.
No to koleś bierze sprzęty, zagląda gdzie trzeba. I tu zdziwienie. Jak sobie poświecił - to tam w środku się wszystko błyszczy. Przygląda się. WTF? Brokat. No to babeczka mu wyjaśnia, że dzień wcześniej z chłopakiem z okazji jego urodzin robili to "po grecku". Po raz pierwszy. I podczas gdy niektóre aspekty ogarnęli jeszcze jako tako (higiena, lubrykant), to już dodatkowy pomysł laski był nie bardzo. Mianowicie już w łóżku udekorowała się tam szczodrze brokatem, "żeby ładnie wyglądało". A równie inteligentny facet zrobił swoje, tak że część tego brokatu wcisnął do środka. No i mimo że po zabawie się niby ogarnęła higienicznie, to najwyraźniej nie dość dokładnie. A jej organizm najwyraźniej stwierdził, że aż taki ładny to on nie chce być i nastąpiło podrażnienie. Dokładne płukanie i odpowiednia maść pomogły.
Kumpel mówi, że już myślał, że wszystko widział (a z tego co opowiadał, to ludzie potrafią sobie tam dla zabawy wcisnąć najdziwniejsze rzeczy), a tu go świat po raz kolejny zaskoczył.
.
Jakieś 5 lat temu wyjechałam do Holandii zarobić na studia. Trafiło na sprzątanie (które swoją drogą bardzo lubię). Tak trafiłam do wielkiego i pięknego domu. Był naprawdę ogromny i luksusowy. W owym domu mieszkało małżeństwo, dwie córki oraz syn. Z synem miałam świetne relacje, ułożony chłopak w moim wieku, zabawny i uroczy! Córki to zupełnie inna historia...
Kiedy wchodziłam do ich pokoi, w mojej głowie pojawiało się jedno pytanie "jak one mogą funkcjonować w takim burdelu?". Łazienka - odruchy wymiotne (sprzątałam ją co drugi dzień). Nie mogłam zrozumieć, jak w jeden dzień można zrobić taki syf? Alice była starszą siostrą, wyjątkowo trudny charakter, na kilometr było widać, że jest fałszywą suką. Marie to zupełnie inna historia, pogodna i zawsze uśmiechnięta dziewczyna, miła do wszystkich. Dziewczyny miały znaczną nadwagę ( już zahaczały o otyłość).
Jakoś na początku, jak przyszłam do tej rodziny, rodzice wyjechali gdzieś na 3 dni. Zaczęłam sprzątać jak co dzień, najpierw parter, potem piętro. Zobaczyłam, że dziewczyny są w jadalni, dlatego poszłam do salonu, żeby im nie przeszkadzać. Ujrzałam stół, a na nim śniadanie niczym w hotelu z all inclusive. Serio, czego tam nie było: bułki, crossianty, pankejki, jajecznice, normalnie stół zastawiony dla 5 osób. Zapytałam się z ciekawości, czy ktoś do niech przyjeżdża, bo tyle jedzenia, a Alice do mnie "nie, no co ty, normalne, ZBILANSOWANE śniadanie jemy". OK, myślałam, pewnie tyle tego zrobiły, ale zjedzą to co im smakuje, a resztę zostawią. Pomyliłam się, po 1,5 godz. opróżniły wszystko, a ja miałam do mycia mnóstwo naczyń!
Mijały kolejne dni, wchodzę jak zwykle z bananem na twarzy, żeby się pocieszyć przed najgorszym, czyli pokojami córek. Przekraczam próg pokoju Marie i nie mogę uwierzyć (to ten sam pokój?). Wszystko ładnie ułożone, buty, ubrania WOW. Kurde, pewnie jej nie było czy coś... Poszłam do pokoju Alice, a tam niestety to czego się spodziewałam. Po godzinie wychodzę odpocząć na tarasie, a tam Marie popija drinka
- O hej, Daria, jak się masz?
Odpowiadam, że dobrze. Zapytałam, czy była gdzieś poza domem, bo nie widziałam żadnych zmian w pokoju.
- Nie, byłam tu cały czas, po prostu spodobało mi się jak wszystko ułożyłaś i mogłam szybko znaleźć ubrania i buty.
Jezu, nie wierzę, PIERWSZA osoba, która doceniła moją pracę! Później scenariusz się powtarzał: Alice - totalny sajgon, Marie - schludnie i czysto.
Niestety po pół roku musiałam opuścić ten dom, szkoda, naprawdę fajnie mi się pracowało...
Z Marie piszę do dziś, wyprowadziła się z domu od toksycznej rodzinki (która nie mogła pogodzić się z faktem, że dziewczyna pięknie schudła). Obecnie studiuje medycynę, ma chłopaka i jest piękną dziewczyną! Starsza siostra została w domu, zrezygnowała ze studiów, a na zdj na fb widać, że jeszcze bardziej przytyła.
Cóż, nie szkoda mi jej! :D
Mam 28 lat. Jestem kobietą i jakiś miesiąc temu wypadły mi dwa zęby. Mleczne zęby. Dolne jedynki. Tak że tego...
Zacznę od tego, że jestem atrakcyjną, młodą dziewczyną. W moim życiu nigdy nie byłam samotna, zawsze miałam jakiegoś partnera. Zawsze byłam adorowana i wielu mężczyzn zachwycało się moja urodą.
Od paru lat jestem po ślubie. Miłość od pierwszego spojrzenia, niesamowita namiętność. Po jakimś czasie doczekaliśmy się synka. Nasze oczko w głowie, kochamy go niesamowicie. Ale wraz z pojawieniem się synka, mój świat zmienił się o 180 stopni.
Mąż, wcześniej mistrz w łóżku, teraz unika nawet dotknięcia mnie stopą. Zero czułości, seksu, a nawet przytulenia. Ostatnio zrobiło mi się tak przykro, że założyłam sobie konto na Badoo. Nie, nie w celu randkowym. Patrzę sobie tylko z radością, że ktoś lubi moje zdjęcie i że komuś się podobam.
I tak podbudowana i wierząca w swoją kobiecość kładę się do łóżka do męża, który pierdząc na mnie rechocze pod nosem.
Mam 15 lat. Na obozie w tym roku poznałam jednego kolegę, dajmy mu na imię Marcin. I, krótko mówiąc, od razu wpadliśmy sobie w oko. Po wyjeździe parę razy się spotykaliśmy, pisaliśmy trochę, ale nie byliśmy w związku. Po jakimś czasie zaczęły mi coraz bardziej dokuczać jego wady; jedną z nich nie wiem do końca jak nazwać, chyba agresja. Ilekroć bym nie widziała Marcina z kolegami, to się po prostu zawsze bili i zawsze on zaczynał. Opowiadał mi też o tym, że przez przypadek wjechał rowerem w motocyklistę czy coś takiego, który się bardzo przez to zdenerwował. I Marcin w zamian go pobił. Drażniące było też jego... tak jakby... poczucie humoru.
Po obozie poszliśmy do nowych szkół, nowe środowiska, ludzie. Poznałam w mojej klasie jeszcze innego kolegę, dajmy mu na potrzebę tej historii imię Szymon. Akurat wracamy codziennie tym samym autobusem, więc nawiązaliśmy jakąś tam relację. Było to w czasie, gdy kręciłam z Marcinem i Szymon o tym wiedział. Po parunastu dniach powiedział mi, że mu się podobam.
Szczerze mówiąc, to widziałam to już od jakiegoś czasu, więc miałam przygotowaną odpowiedź. Delikatnie mu wytłumaczyłam, że bardzo go lubię, ale chyba moją opinię w tej kwestii zna, ponieważ już kogoś na oku mam. I bardzo się tego nie spodziewałam, ale po tej rozmowie zaczęłam patrzeć na Szymona właśnie pod kątem potencjalnego związku i chyba to zauważył. Po paru dniach powiedziałam o całej sprawie Marcinowi, który też widział, że średnio nam się układa, więc rozeszliśmy się bez negatywnych emocji.
Teraz jest czas, gdy kręcę bardziej z Szymonem. Warto zaznaczyć, że oboje mamy sporo wspólnych cech, na przykład oboje jesteśmy dość introwertyczni. Przez to nie powiedział mi, w którym momencie stracił mną zainteresowanie, tylko sama musiałam się tego domyślić z jego zachowań. Ostatecznie o tym porozmawialiśmy. Dowiedziałam się, że ciągle mnie bardzo lubi, ale straciliśmy trochę kontakt. To ewidentnie nie jest wszystko, co mi chciał powiedzieć, ale nie naciskałam. Wystarczyła mi wiadomość, że nic z tego nie będzie. Aktualnie jak to piszę jestem na etapie unikania i próbach zapomnienia o Szymonie. Przez to coraz częściej zaczęły wracać do mnie myśli o Marcinie. Krótko mówiąc.
W tej całej sytuacji poza mną nikt nie ucierpiał i jedyną osobą, która mnie obwinia, to ja sama. I tak, wiem, zepsułam, ale nie wiem dlaczego nie mogę po prostu wyciągnąć z tego lekcji i się nie przejmować.
Ostatnio wracając przez park wieczorową porą, zostałem pobity przez trzech dresów. Każdy z nich miał jakiś element garderoby związany z „patriotyzmem” (pamiętam, że jeden z nich nawet miał charakterystyczną, biało-czerwoną bluzę ze znakiem Polski Walczącej na całym przodzie).
Mam rozumieć, że mój telefon, zawartość portfela oraz wizyta w szpitalu po kilka szwów na twarzy były zapłatą za ochronę naszej ojczyzny przed jej „wrogami”?
Nie wiem czy uciekać.
Jeśli ktoś liczy na umoralniające albo śmieszne wyznanie to ono takie nie będzie. Chyba że śmieszy Was ludzkie nieszczęście i wielki żal post.
Jestem z chłopakiem ponad dwa lata, ale to chyba do historii mało ważne. W każdym razie jebie się ostatnio solidnie, ale nie wiem czy to już ten moment, kiedy gorzej być nie może.
Od jakiegoś czasu towarzyszy nam całkowite niezrozumienie. Dziś to już chyba jakieś kuriozum nastąpiło. Niby fajnie, leżymy, przytulamy się. W duchu się modlę, żeby to jeszcze chwilę potrwało, żeby nie brał tego pierdzielonego telefonu ani innego rozpraszacza. Powiedziałam na głos, że kiedyś wieczorami leżeliśmy i gadaliśmy do nocy i fajnie się przytula i mam cichą nadzieję powtórzyć to dziś...
Wojna, która się z tego rozpętała sprowokowała, że zostało mi wykrzyczane w twarz, że wyładowuję na nim swoją desperację związaną z utknięciem w rozwoju. Że ogólnie ciągle się czepiam, że nie ogarniam mentalnych podstaw dyskusji, BO twierdzę, że najlepiej wiem co czuję, a przecież na pewno lepiej widzi to osoba z boku. Jeszcze luby wypracował sobie, że jak go dwa razy klepnę to jestem na niego zła. Paranoja totalna.
On nie chce iść na terapię, bo twierdzi, że ja i tak wszystko zmanipuluję przed terapeutą/terapeutką. A ja czuję, że się wypalam i że psychicznie tego dalej nie udźwignę. Nie wiem czy decyzję już podjęłam, może nieświadomie. Usłyszałam też, że “dostałam żółtą kartkę” i co z nią zrobię to już moja sprawa.
Czy to jest normalne? Czy to podchodzi pod przemoc? Czy będzie lepiej?
Ja pierdole, mam 27 lat a się czuję jakbym duchem dobijała 90.
Moja eks Aleksandra (przez rok z nią mieszkałem) mówiła, że jest psychologiem kryminalnym. Ba, nawet wychodziła i wracała o tych samych godzinach, żeby nie było podejrzeń, a okazało się, że się prostytuuje, a wykształcenie ma średnie zaledwie i jedyne co umie to dawanie dupy, bo analfabetka nawet SMS-a bez błędu nie umie napisać. I pomyśleć, że ja jej żałowałem, gdy chodziła na nocki do pracy, a tu proszę, dupili ją aż miło.
Na profilowym ma, że pracuje w straży granicznej i na uniwersytecie, a na towarzyskich Białystok wystawia ogłoszenia.
Teraz mam przez nią same kłopoty, straciłem koło 10 tysięcy w sprzęcie i mam sprawę w sądzie, bo okradła mieszkanie, które wynajmowaliśmy, a właściciele oskarżyli mnie o współpracę z nią. Wszystko wyprzedałem żeby jej pomóc, gdy mówiła, że nie ma pieniędzy, miała oddać, to znalazła sobie młodszego z dłuższym bolcem, a potem pobiegła na psy i zrobiła zakaz zbliżania i kontaktu cwaniara, żebym przypadkiem się nie domagał zwrotu kasy. Zdradliwa miotła teraz ukrywa się jak szczur w apartamentach na Jurowieckiej i nawet telefonu odebrać nie chce, blokuje, bo stara prukwa zajęta bolcami za hajs. Żenada.
Dodaj anonimowe wyznanie