Mój mąż i ja od zawsze planowaliśmy poród rodzinny. Nigdy go nie zmuszałam, szanuję jego poglądy.
Wczoraj kociła się nasza kotka i mąż zemdlał, życzcie mu powodzenia...
Jestem położną i pracuję na bloku porodowym. Ostatnio jest trend bycia super eko, nieszczepienia dzieci i w ogóle niezgadzania się na nic, twierdząc, że to spisek big pharmy.
Jakiś czas temu przyjechała do nas pacjentka – ot, zwykła kobietka, przyjechała do porodu, ale okazuje się, że ta zwykła kobieta jest przeciwniczką wszystkiego. Wenflon nie (miała wskazania do podania antybiotyku dożylnie), po porodzie podać dziecku tlen – nie, przeciąć pępowinę – nie. A co najlepsze, nie chodziła przez całą ciążę do lekarza (to spisek!) i dziecko urodziło się z wadą serca i w ciężkim stanie pojechało do innego szpitala (można było skrócić czas przejazdu dziecka lub próbować operować malca w brzuchu mamy, gdyby ta chodziła na wizyty podczas ciąży).
Lubię swoją pracę, ale czasem nie mam siły do tych ludzi.
Od niemal dziesięciu lat nie jem i nie dotykam mięsa. Kiedyś uwielbiałam przyrządzać, jednak teraz na sam widok mnie mdli.
Wynajmowałam z chłopakiem kawalerkę. Oboje studiowaliśmy i mało zarabialiśmy, więc większość jedzenia przywozili nam rodzice Adama. Jako że mieli ubojnię, najczęściej było to świeże mięso.
Któregoś dnia wróciłam zmęczona do domu, wyciągnęłam steki, żeby się odmroziły i poszłam spać.
Rano Adam znalazł mnie w kuchni i jak mówił, myślał, że coś mi się stało. Leżałam na podłodze umazana płynami z surowego mięsa, sklejonymi włosami i widelcem w dłoni. Białe kafelki miały smugi, jakbym tym mięsem myła (?) podłogę.
Gdy się ocknęłam, zwymiotowałam niestrawioną mięsną kulą. Jak dotarło do mnie, co zrobiłam, to nawet nie zdążyłam dobiec do toalety. Cały dzień wymiotowałam żółcią.
Wtedy pierwszy i ostatni raz lunatykowałam.
Przez kilka tygodni miewałam paranoję, że znowu w nocy wstanę, więc nastawiałam budziki i sprawdzałam stan lodówki. Obłęd.
Urodziłam się ruda. I to nie tak zwyczajnie ruda, ale tak... dziwnie ruda. Zawsze lubiłam swoje włosy, podobało mi się to, jak się wyróżniam. Spotkałam dużo osób, które miały kompleksy przez właśnie rude włosy, ale sama do nich nie należałam. No, do czasu... Mianowicie do czasu, gdy parę dni temu postanowiłam porozmawiać na wideorozmowie z ludźmi z całego świata, a dosłownie każdy osobnik płci męskiej zaczynał rozmowę słowami typu „Jeezu... ruda”, „gdybyś nie była ruda, to byłabyś 10/10, ale jesteś 2/10”, „weź się przefarbuj”, „rude to fałszywe” itp.
Przeważnie obelgi mnie nie ruszają, ale od tamtego dnia codziennie zwracam uwagę na moje włosy, długo zastanawiałam się również, czy moja naturalna „wredota” rzeczywiście jest spowodowana tym niefortunnym kolorem włosów.
Możecie mówić, że to głupie, ale przez liczbę komentarzy na temat włosów coraz bardziej chcę je przefarbować. Dlaczego tego nie zrobię? Ano dlatego, że nie jestem pełnoletnia i moja mama nie pozwala mi na to, mówiąc, że jeśli to zrobię, będę tego żałować, że zrozumiem, jak piękne są rude włosy, i wiem, że ma rację. Jak już wspomniałam, wcześniej bardzo mi się ten kolor podobał.
No nic, mam nauczkę i więcej się już chyba nie połączę z żadnym nieznajomym, bynajmniej nie pokazując się w całości.
Między mną a moim facetem jest 10 lat różnicy. Był moim pierwszym mężczyzną, za to on miał ogromną liczbę kobiet i wyprawiał z nimi najróżniejsze rzeczy.
Jesteśmy ze sobą 5 lat, aktualnie robimy to może raz na dwa miesiące. Zawsze tak samo – po ciemku, na łóżku, krótko. Wmawia mi, że to jest normalne w związkach.
Problem w tym, że ja chciałabym częściej i inaczej, ponieważ dla mnie wszystko jest nowością, ale niestety. Próbowałam wszystkiego – bielizna, szpilki. Efekt? „Ładnie. Co jest obiad?” Gra erotyczna leży w szufladzie od 2 lat nieotworzona. Rozmowy kończą się obiecankami i tyle.
Nie zdradza mnie, sprawdziłam to, ale ja chyba zaczynam rozumieć, skąd biorą się zdrady.
PS Nie zostawię go, mamy dziecko.
Po 1. Jestem trans.
Po 2. Moi rodzice to homofoby.
Po 3. Jestem bi.
Po 4. Prawdopodobnie mam Tourette'a, ale objawy są jak na razie zbyt krótko (9 miesięcy).
Po 5. Mam stwierdzoną depresję i jestem po samookaleczeniu się (od dawna tego nie robię, naprawdę nie polecam, blizny mogą zostać do końca życia).
Po 6. Mam niedowagę, ale nie mogę z tym nic zrobić, nieważne ile jem.
Po co to piszę?
Po prostu wiem, że strasznie dużo z was ma podobne problemy. Wiedzcie, że nie jesteście z tym sami. Jeżeli możecie, udajcie się do psychologa. Moi rodzice tego nie robili przez całe lata i teraz, gdy jestem na swoim, mogę. To jest trudne, moi rodzice do dziś nie wiedzą o wielu z tych rzeczy. Strasznie mnie boli, jak ludzie mówią rzeczy typu „kochaj swoich rodziców, bo oni też cię kochają”. Moi mnie bili, znęcali się itd. Zawsze problemem było niezrozumienie ze strony innych osób względem nas, dzieci jakichś osób. Szanujcie siebie i swoje zdrowie, bądźcie dla siebie dobrzy, oraz starajcie się mieć dobre relacje z rodziną. Jeżeli was ranią bardzo mocno i ciągle, zgłoście to gdzieś. Mam nadzieję, że wszyscy będziecie szczęśliwi, dużo zdrowia!
Kiedyś szłam sobie ulicą, a z naprzeciwka szedł jakiś podpity facet. Z daleka zawołał:
„O, jaka ładna pani!”.
Po chwili podszedł bliżej, spojrzał na mnie i powiedział: „Wcale nie taka ładna...”.
Nie powiem, zabolało.
Jakieś 7-8 lat temu był czas, że nie dałam o siebie. Potrafiłam kilka dni z rzędu się nie myć i iść tak do szkoły. Raz nawet jeden chłopak śmiał się ze mnie, że mi się miód wylewa z uszu. Włosy miałam wiecznie przetłuszczone, związane w gumkę, a zęby? Aż cud, że teraz są zdrowe. Spodnie nosiłam te same przez tydzień, może i więcej, ale najgorsze chyba było to, że czasem popuściłam, a następnego dnia bez problemu szłam w nich do szkoły. Czemu? Nie mam pojęcia.
Jako dzieciak bałam się iść pod prysznic i się umyć. Dom był wiecznie taki pusty i cichy, zwłaszcza jak miałam dla siebie całe piętro. Zawsze też było coś innego, ciekawszego do zrobienia niż wieczorna higiena. Teraz już dbam o swoją higienę, a wspomnienia? Sama się zastanawiam, co mną kierowało.
Takie ot wyznanie brudaski :)
Mam 30 lat, mój partner 31. Staraliśmy się o dziecko i się udało. Wychodzę z nim na spacerki z widocznym już brzuszkiem. Niby nic dziwnego, ale opiszę nasz nietypowy wygląd. Ja wyglądam na dużo młodszą, niż jestem, jeszcze się mnie pytają o dowód, żeby było śmieszniej, to pytają zwłaszcza kiedy się pomaluję, bo chyba wtedy biorą mnie za dziewczynę, która chce wyglądać doroślej.
Mój ukochany w drugą stronę. Wysoki, broda dodająca +10 lat, zmarszczki wokół oczu i do tego laseczka, o której chodzi z przyczyn zdrowotnych.
Uwielbiam, jak ludzie krzywo się patrzą, a najbardziej, jak komentują. Wtedy mogę odpowiedzieć tekstem, który kilka lat temu zobaczyłam w internecie – „Każdy ocenia wedle swojego zepsucia” :)
Będąc w gimnazjum, odwaliłam chyba najgłupszą akcję w swoim życiu.
Byłam sama w domu i chciałam zadzwonić do znajomej ze stacjonarnego, bo na komórce miałam jakiegoś grosze. Telefon był bezprzewodowy, dom spory, a poprzedni użytkownik oczywiście nie raczył odłożyć go na widełki. Postanowiłam więc na niego zadzwonić z komórki, żeby go znaleźć. Wykręcam numer i czekam. Słyszę domowy na piętrze, więc biegnę jak głupia, żeby odebrać, a w międzyczasie zakończyłam połączenie z komórki. Gdy dobiegłam, telefon akurat ucichł. Pomyślałam, że trudno, jak to było coś ważnego, to oddzwoni. A to byłam, do jasnej cholery, ja... I do tego zadzwoniłam ponownie. Gdy usłyszałam dzwonek, znowu podniosłam słuchawkę. Słyszę ciszę, więc się rozłączyłam. Zadzwoniłam po raz trzeci (!!) i znowu odebrałam, już nieźle wkurzona, kto mi dupę zawraca i dlaczego się nie odzywa.
Usłyszałam swoje głośne: „Halo, haaaloo!!” w komórce, którą trzymałam w ręce (nie ogarnęłam od razu, że to ja), więc przyłożyłam komórkę do ucha i, niewiele myśląc, się odezwałam. Oczywiście nikt mi nie odpowiedział, dopiero jak spojrzałam jednocześnie na domowy i komórkę w swoich dłoniach pojęłam, co się właśnie odjaniepawliło.
Do dzisiaj mam z tego bekę i jednocześnie wstyd mi, że mnie tak zaćmiło :D
Dodaj anonimowe wyznanie