#49v1A
Od kilku lat mieszkam w mieście, jednak ostatnio pojechałam na wieś odwiedzić rodziców. Po obiedzie postanowiłam przejść się na spacer po wsi, powspominać dawne czasy, nacieszyć czystym powietrzem itd., jednak spotkało mnie coś dziwnego. Idąc dróżką obok rzeki w pewnym momencie poczułam silny zapach perfum, niemalże identyczny jak zapach Oli. Chwilowo wpadłam w panikę, wręcz byłam pewna, że czuję Olę. Ten zapach zawsze miałam w pamięci. W amoku zaczęłam się rozglądać i wołać ją... Gdy już się uspokoiłam, po prostu wróciłam do domu. Wiem, że to nie mogła być ona, może sobie uroiłam ten zapach, albo jakieś rośliny z pobliskich łąk i sadów wydzielają podobny. Może też powrót do wspomnień tak na mnie zadziałał. Jednak naprawdę to przeżyłam. Następnego dnia poszłam tam ponownie z tatą, ale już nic nie poczułam, więc raczej była to wyobraźnia lub po prostu jakieś rośliny. Mimo tego trochę to mną wstrząsnęło, wróciły wspomnienia z tamtych dni i ponownie nasilił się ból po stracie siostry. Chciałam tylko się wygadać, tęsknię za Olą.
#OoTkl
Ja jestem szczupła, żeby nie powiedzieć chuda. Fizycznie. W środku siedzi otyła dziewczyna kochająca jeść dużo i kalorycznie, odnajdująca w smakach poezję i delektująca się każdą praliną czy kawałkiem mięsa tak, jakby przyszło jej trzymać w ustach kawałek nieba.
Męczę się. Strasznie. Pilnuję, ile jem (choć nie są to dietetyczne produkty; to byłoby już dla mnie zbyt wielkie wyrzeczenie, wystarczy, że kontroluję kalorie i to, by nie przekraczać swego dziennego zapotrzebowania na nie), aby zachować figurę, na której bardzo mi zależy — uwielbiam dobrze wyglądać i móc założyć na siebie, co tylko chcę, co chyba jest zrozumiałe.
Ale przy każdym przejściu obok cukierni czy restauracji towarzyszy mi wielka ochota, wręcz rozpaczliwe pragnienie, by wejść tam, zamówić dwa duże dania czy kupić cztery pączki i zjeść. Dosłownie nic nie daje mi takiej przyjemności (oprócz na moje nieszczęście ładnego wyglądu), jak jedzenie, jego smaki, faktury, temperatury, dźwięki (moim faworytem pod względem tego ostatniego jest chyba tulumba - wydaje dosłownie idealny odgłos, gdy się ją przegryza). Nawet seks nie jest dla mnie choć w ćwierci tym, czym dobra, treściwa potrawa bądź deser. Pokusiłabym się wręcz o stwierdzenie, że mam z nim problem - co prawda odczuwam pociąg seksualny, ale trauma z przeszłości i poglądy (w tym religijne) powodują, że nie mam ochoty realizować się łóżkowo.
Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy nie ma to ze sobą powiązania, czy nie próbuję zastępować sobie pożycia jedzeniem, ale chyba nie, bo uroki konsumpcji w pełnej krasie dostrzegłam sporo po wykształceniu sobie takiego, a nie innego światopoglądu (oczywiście zawsze kochałam jeść, ale wcześniej nie aż tak, wolałam inne rzeczy).
Raz w miesiącu robię sobie dzień, gdy jem wszystko, czego zapragnę i w każdych ilościach. Odliczam do niego czas, odpowiednio tydzień przed wybranym terminem przygotowuję sobie potrawy spore wagowo i dużo piję, by w „cheat day” móc jak najwięcej zmieścić, w wieczór go poprzedzający z ekscytacji ledwie zasypiam, a rankiem budzę się skoro świt, bo radość, że w końcu oddam się czynności, którą kocham nade wszystko w świecie, dosłownie wyrywa mnie z łóżka.
Ogólnie nie utożsamiam się z radosnymi, szczupłymi dziewczynami jedzącymi pięć niewielkich posiłków dziennie. Choć przypominam je fizycznie, nie czuję się jedną z nich. Ja jestem po prostu gruba, a to, że tego nie widać, jest jakby czarodziejskie zaklęcie. Jakbym pokazywała się pod postacią kogoś, kim nie jestem, choć chciałabym być.
Zazdroszczę i szczupłym, i grubym, wisząc gdzieś pomiędzy. Koszmar...
#AZ0vE
Mam wyrzuty sumienia, bo spośród tylu potrzebujących wybieram tylko te dzieci, które są ładne i/lub są podobne do moich szkrabów.
#Rg7V5
#MQr2Q
- Dzień dobry. Pani w ciąży, więc chętnie pomogę z zakupami. Proszę tylko powiedzieć, gdzie trzeba je zanieść. - Cóż, ten wzrok zapamiętam przez długi czas. Zapaliła mi się lampeczka, ale po chwili dodałem - No wie pani, nie należy dźwigać takich ciężarów w stanie błogosławionym...
- Jak śmiesz, nie jestem w ciąży, smarkaczu! (Dodam, że kobieta miała max. 30 lat, a ja mam 20, więc różnica całkiem nieduża).
No cóż, zazwyczaj jestem kulturalny, ale z racji tego zachowania, wypaliłem:
- Aha, to pani taka gruba... Do widzenia.
Na odchodne dowiedziałem się, że jestem prostakiem i niewychowanym gnojem. Reszty słów nie powtórzę, ponieważ założyłem słuchawki i poszedłem w swoją stronę.
Chciałem pomóc - no cóż, nie wyszło. Nie trafiłem z tą ciążą, ale żeby od razu zwyzywać kogoś, kto mimo wszystko miał dobre zamiary? Ech...
#t02kq
Zdarza się, że przychodzą do nas osoby, które ewidentnie mają problemy ze zdrowiem psychicznym (najczęściej chodzi o depresję). W takich sytuacjach zawsze kierowałam pacjentów do lekarza psychiatry, jak uczono nas na kursach. Niestety, kilka miesięcy temu mój szef, a zarazem właściciel firmy, przeprowadził ze mną rozmowę, w której jasno dał mi do zrozumienia, że mam tego nie robić, bo lepiej, żeby przychodzili do nas niż do nich. Oczywiście psychoterapia nie stoi w sprzeczności z farmakoterapią, a nawet psychiatrzy często ją zalecają, ale ten argument nie przekonał mojego pracodawcy.
Nie wiem teraz co robić, bo to mimo wszystko dobra praca i nie chcę jej stracić.
#QDJCh
Poznałem bardzo miłą i inteligentną dziewczynę. Spotykamy się już jakiś czas. Niedawno poznałem jej rodziców, polubili mnie od razu. Więc w czym problem?
Otóż...
Niesamowicie kręci mnie jej ojciec.
To taki typ wyglądającego na swoje lata, ale mimo to jednak wciąż pociągający i przystojny. Taka męska wersja MILFa.
Ona wie o mojej orientacji, ale nie wie nic o tym wszystkim. Strasznie boję jej się powiedzieć, nie wiem jak na to zareaguje.
Zastanawiam się czy z nią nie zerwać, chociaż bym tego nie chciał bo jednocześnie strasznie mi na niej zależy.
#8RjBz
Przygotowany w odpowiednie narzędzia wziąłem się do roboty. Kiedy zacząłem mieszać szpachlę wlało mi się za dużo wody i mieszanka był za rzadka, a więcej szpachli nie było, i wpadłem na najdurniejszy pomysł w moim życiu. Przypomniało mi się, że na makijaż mocno pomalowanych kobiet mówi się szpachla. Otworzyłem szafkę w łazience i przeszukałem żony kosmetyki. Znalazłem to czego szukałem - puder do twarzy. Wsypałem trochę do mieszanki, a że jeszcze było mało, to wrzuciłem całą zawartość. Mieszanka jak się patrzy, dziury zaszpachlowane, ale cóż, trzeba odkupić kosmetyk, coby dziewczę się nie zorientowało i żeby nie było rozwodu. Chwyciłem opakowanie i pędzę do laptopa, żeby sprawdzić w jakim sklepie dostanę ten puder... i doznałem szoku, jak można za takie małe opakowanie dać tyle kasy. Nic, popędziłem do drogerii, kupiłem z zaskórniaków ten przeklęty puder. I była to najdroższa szpachla, która - uwaga - kosztowała mnie 400 zł za 66 gramów. Oczywiście nie było tak kolorowo, luba i tak się zorientowała, bo nie zdjąłem zabezpieczenia.
Za żadne skarby się nie przyznam jakim osłem jestem i że mamy najdroższą szpachlę wszech czasów. Powiedziałem, że puder spadł, jak szukałem kremu do rąk.
#hssB9
Odpuszczę sobie.