#duTkM

Pracuję u operatora telefonii komórkowej, kontroluję, czy każdy zapłacił za swój telefon.

Pewnego dnia patrzę, a tu za telefon jest wpłacane raz z jednego konta, raz z drugiego. Patrzę, że jeden z numerów tego konta należy do innego telefonu. Lecę do szefa, mówię, że chyba pomyłka w systemie, szef na to, żebym zadzwoniła i zapytała, może to celowo. Dzwonię, odbiera starsza kobieta, tłumaczę o co chodzi, przepraszam, że przeszkadzam itp.

Okazało się, że to telefon jej syna, który zmarł jakiś czas temu. Raz ona płaci za telefon, raz jego była dziewczyna, bo chcą choć tak posłuchać jego głosu, który nagrał na pocztę głosową.

#iriV9

Nienawidzę kiedy moja mama mnie dotyka.
Jestem dziewczyną, mam 19 lat i nic nie wkur*wia mnie bardziej niż dotyk mojej mamy.

Nie wiem dlaczego tak mam, bo mama nigdy nic złego mi nie zrobiła, nie jest też żadną fleją, jest całkowicie normalna i wiem, że bardzo mnie kocha. Często przychodzi do mnie, bo chce się przytulić, a mnie wtedy wzdryga i w duchu modlę się o to, żeby już poszła. I nie chodzi tutaj tylko o przytulenie ale o zwykłe przejechanie mi po ręce czy jakieś zahaczenie przez przypadek. Nienawidzę tego.



Zupełnie inna sprawa jest z innymi ludźmi, mogę się przytulać z przyjaciółkami, z tatą, czy ogólnie z innymi i sprawia mi to przyjemność, a od niej każde zbliżenie mnie odrzuca i bardzo się denerwuję przez co potem często się kłócimy albo mama płacze, bo nie wie o co chodzi.
Chciałabym się z nią normalnie przytulić, przełamać się ale nie dam rady, to siedzi gdzieś we mnie, w środku i nie chce się odblokować. A chyba też nie jest to całkiem normalne. Nie wiem co mam z tym zrobić.

#SdrRC

Często od koleżanek słyszałam, że traktują zbliżenie jako nagrodę dla partnera. Nie potrafiłam tego zrozumieć, dla mnie jest to czymś naturalnym, fajnym, potrzebą każdego człowieka, a nie nagrodą za dobre sprawowanie dla mężczyzny. Do czasu. 

Jestem z facetem 4 lata, ostatnio wyjechaliśmy za granicę do pracy. Pracujemy razem, mieszkamy razem, nie mamy tu jeszcze znajomych, bo to dopiero kilka tygodni od naszego przyjazdu, wiadomo, na początku znajomości są dosyć luźne z nowo poznanymi ludźmi za granicą. Tyle że Michał, stał się nie do wytrzymania. Ciągle gra w gry, gdzie nigdy wcześniej tego nie robił (w Polsce mieszkaliśmy razem), ale tak serio ciągle. Wraca z pracy i komputer, potrafi się nie wykąpać i nie zjeść, bo albo gra, albo ogląda coś ważnego. Zawsze pomagał mi w domowych obowiązkach, teraz zapomnij kobito, by się doprosić o wyniesienie talerzyka. Kłótnie, rozmowy na nic: „Czepiasz się babo, a ja nic złego ci nie robię!”. Owszem, bo nawet nie rozmawiasz ze mną, bo nie masz czasu! W swoje urodziny nie dostałam nawet najdrobniejszego prezentu, nawet polnego kwiatka. Za to dostałam Michała oglądającego YouTube przez cały dzień.

Nie wytrzymałam i spróbowałam „techniki” moich koleżanek. Przez moją złość i smutek samej odechciało mi się bliskości, a gdy Michał zaczynał, ja po raz pierwszy zaczęłam go odtrącać. I wiecie co? Podziałało. Powoli zaczął rozumieć, że spędzając cały dzień przed komputerem, może pożegnać się z czymkolwiek, a spędzając dzień ze mną, pomagając mi w obowiązkach domowych, dzień kończy w fajnym stylu w łóżku.

Najgorsze w tym jest to, że ja się z tym źle czuję. Wiem, że nie tak powinien działać związek. Porównuję to trochę do psa, który wykonuje aport, bo dostanie kiełbaskę.

#Wv52C

Kiedy byłam mała, bawiłyśmy się z koleżankami w gotowanie, robienie sałatek i różnych soków – oczywiście nie z normalnych składników, tylko z roślin, które znalazłyśmy na łące + zabarwianie wody farbkami akwarelowymi. Potem to jadłyśmy i piłyśmy – o dziwo nikt nie umarł ani nie dostał sraczki :)

Jednej koleżanki bardzo nie lubiłam. Przygotowałam dla niej specjalny napój. Zamiast zabarwić wodę żółtą farbką, podałam jej moje siki. Wypiła. Do dzisiaj o tym nie wie, a ja zawsze mam satysfakcję, jak sobie o tym przypomnę :)

#MdZIS

Piszę tutaj, bo znalazłam się w kropce i nie wiem, jak poradzić sobie z psychiczną barierą, która całkowicie odcięła mnie od życia towarzyskiego. 
Jestem dość młodą, 30-letnią kobietą. Jakiś czas temu przeżyłam poważną napaść – nie chcę wchodzić w szczegóły tamtego wydarzenia, ale sprawa była na tyle ciężka, że mimo miesięcy intensywnego leczenia, skutki noszę na twarzy do dziś.
Moje oczy zostały permanentnie uszkodzone w taki sposób, że są bez przerwy mocno przekrwione. Wyglądają, jakbym była wiecznie chora, zapłakana albo miała silną infekcję. Przed tym wypadkiem byłam naprawdę ładną, atrakcyjną kobietą. Dzisiaj, przez ten jeden defekt, czuję się obiektywnie brzydka i „10101 uszkodzona”.
Mój problem trwa już od 1,5 roku. Przez ten czas całkowicie wycofałam się z życia randkowego. Przestałam kogokolwiek szukać, bo wmówiłam sobie, że świat jest pełen pięknych, zdrowych kobiet, więc żaden mężczyzna nie spojrzy na kogoś z takim defektem. Towarzyszy mi ciągły strach przed odrzuceniem i obrzydzeniem ze strony drugiej osoby. Doszło do tego, że nie wychodzę z domu bez okularów przeciwsłonecznych, a w pracy przeżywam permanentny stres. Wstydzę się swojego wyglądu, bo non stop dostaję od ludzi krępujące pytania: co mi jest, czy mam alergię albo czy jestem na coś chora.
Zastanawiam się, czy w mojej sytuacji jest w ogóle sens zakładać konta randkowe i próbować kogoś poznać? Czy powinnam raczej pogodzić się z losem i uczyć się życia w samotności?
Czy z perspektywy facetów (i nie tylko) taki trwały defekt estetyczny oczu jest czymś, co całkowicie skreśla kobietę na starcie? Czy są ludzie, dla których nie byłoby to barierą ani powodem do odpychania? Bardzo potrzebuję Waszego szczerego spojrzenia na tę sytuację.

#jRUbQ

Nie udało mi się życie...?
Mam 22 lata, urodziłem się w dysfunkcyjnej rodzinie w małej wsi. Życie od początku nie było dla mnie lekkie, wychowywałem się bez ojca. W jednym domu wraz z matką, dziadkami, ciotką i wujkami – cóż, nigdy tam się nie przelewało, jeśli chodzi o pieniądze, ale i atmosferę... W szkole podstawowej często byłem wyśmiewany z uwagi na moją nadwagę oraz spokojne usposobienie. Potem kiedy matka poznała nowego faceta, wyprowadziliśmy się, a ja zmieniłem szkołę – tam też nie było za dobrze, ale lepiej. Jego rodzina niezbyt za mną przepadała, niestety nowo poznany ojczym w krótkim czasie (około 2 lata) zmarł na nowotwór, po raz kolejny musieliśmy się przeprowadzić i znowu zmieniłem szkołę i otoczenie. Jakby tego było mało, to był jeszcze mały brat, którym musiałem często się opiekować. Wtedy jeszcze tego nie wiedziałem, ale zacząłem wchodzić w rolę bardziej partnera niż syna... Tutaj też brakowało często pieniędzy i matka musiała dużo pracować, aby nas utrzymać. Przez cały ten czas towarzyszyła mi ogromna samotność i miałem ogromne problemy z nawiązywaniem relacji, w tym relacji intymnych. Potem pojawił się trądzik i moje poczucie wartości już całkowicie uległo załamaniu. Jednak w pewnym momencie postanowiłem coś zmienić, udało mi się schudnąć 30 kilogramów, zacząłem się lepiej uczyć i zdałem maturę, i nawet w pewnym momencie miałem dziewczynę. Jednak życie znowu zaczęło się sypać, chciałem iść na studia, jednak sam nie wiedziałem, co tak naprawdę potrafię, wybrałem jakieś losowe i po chwili się wypisałem, poszedłem do pracy i chciałem pójść na zaoczne, aby mieć jakieś pieniądze, ale też wykształcenie. Wtedy ponownie zaczęły się problemy, tym razem ze zdrowiem psychicznym... Zacząłem brać leki oraz chodzić na terapię, dopiero wtedy zrozumiałem, w jakim tak naprawdę schematyczno-psychicznym szambie się znajduję... Terapia była dla mnie ciężka pod każdym względem, jednak dała mi nowe spojrzenie na świat. Popadłem w kolejną skrajność, tym razem musiałem trochę się wyszaleć! Zacząłem nowe relacje, pojechałem na wakacje, jedne, drugie imprezy, czułem, że było mi to potrzebne zdecydowanie, jednak przez ten czas totalnie się nie rozwijałem oprócz studiów zaocznych z kiepskiego kierunku humanistycznego. Mało tego, straciłem przez leki formę i znowu przytyłem, dużo by tu jeszcze pisać, wystarczy powiedzieć tylko, że teraz jestem w punkcie życia, w którym nie wiem, co dalej.  Mimo młodego wieku emocjonalnie jestem już starym facetem, czuję, że muszę już wszystko mieć, chcę zmienić pracę, może się wyprowadzić? Przede wszystkim poznać kobietę, ale kompletnie nie potrafię tego wszystkiego ogarnąć, czuję stres, wstyd i frustrację...
Dziękuje za przeczytanie tej historii, co dalej nie wiem niestety...

#tdfiU

Delegacja. Jakiś hotel. Środek nocy. Budzi mnie nagły dotyk. Otwieram oczy i sztywnieję z przerażenia. Czyjaś lodowata, obca dłoń spoczywa na mojej głowie i ramieniu. Ma nienaturalnie wygięty nadgarstek i powykręcane palce – wypisz wymaluj horror klasy B. W głowie gonitwa myśli: Gdzie ja jestem? Czy ten pokój jest nawiedzony? Próbuję zerwać się na równe nogi, ale tracę równowagę i z impetem spadam z łóżka na podłogę. Dopiero wtedy ostatecznie przytomnieję. W pokoju panuje grobowa cisza, nikogo nie ma. A ta potworna, obca ręka? Leży bezwładnie obok mnie na dywanie.

Ręka, na której leżała moja głowa, tak zdrętwiała, że zanikło czucie i możliwość poruszania nią. Zupełnie jakby była sztuczna, opadła na mnie zgięta w łokciu. Zanim wróciło krążenie, minęło kilkanaście minut. A bolało jak jasna cholera.
Dodaj anonimowe wyznanie