#oecz7
#e9PTm
Jest w tym dużo analogi do dzisiejszej sytuacji – ludzie nie chcą dzieci, nie chcą związków. Czerpią radość, przyjemność, spełnienie z innych rzeczy.
To wcale nie chodzi o mieszkania, zarobki czy rządowe dotacje, nikogo normalnego 800 złotych nie przekona do posiadania dzieci. Jeśli kto chce, to będzie je miał, bez znaczenia, czy to będzie 800 plus, czy 2000 plus. Po prostu takie mamy czasy, nie jest to wina kobiet ani mężczyzn, nie warto obrzucać się nawzajem błotem. Nie oceniajmy tych, co mają dzieci ani tych, co ich nie chcą, bo każdy ma wybór.
#mhPXz
Tata pojechał pod wskazany adres, dzwoni do drzwi, otwiera jakiś facet. No więc mój tata pyta: „Czy tu mieszka pan Grzywka?”, a gościu zrobił się aż cały czerwony, ale wycedził przez zęby: „Tak, to ja”.
Dopiero później mój tata dowiedział się, że „Grzywka” to było jego przezwisko, bo ten pan był łysy jak kolano :D
#dw3IU
#XwaU4
Minął ponad rok od tamtego wydarzenia, chodziła do różnych psychologów i nawet do psychiatry. Pomimo tego wciąż potrafi siedzieć przy stole, jeść posiłek i nagle zacząć płakać, bo coś się jej przypomni. Boi się wejść do parku, gdzie to się stało i chodzi dookoła, pomimo że tłumaczę jej, że zwyrol, który to zrobił, siedzi już w więzieniu i nie będzie go w parku. Ale najgorszy jest fakt, iż nabrała niechęci do zbliżeń. Na początku to rozumiałem, wszystko było świeże, współczułem jej, chciałem pomóc. Ale teraz już mam tego dość, mam swoje potrzeby, które od ponad roku nie są zaspokajane i jeżeli już dochodzi między nami do czegokolwiek, to ona po chwili zaczyna płakać i mówi, żebym przestał.
Uważam, że i tak długo wytrzymałem i dawałem jej wystarczająco wsparcia, ale z niektórymi rzeczami musi poradzić sobie sama, bo takim postępowaniem niszczy psychikę również mnie.
Kilka dni temu pokłóciliśmy się o to dość poważnie. Nie chcę jej zdradzać, bo nie tędy droga i mam już dość robienia sobie samemu dobrze. Choć z ogromnym żalem i łzami w oczach, jutro rano chcę to zakończyć, wyprowadzić się i zacząć w końcu normalne życie, zanim sam zwariuję. Zdaję sobie sprawę, że bardzo mocno ją to dobije, ale muszę też kierować się swoim dobrem i swoimi potrzebami.
Nie wiem, dlaczego to wszystko opisuję zupełnie obcym ludziom. Może szukam tu usprawiedliwienia swojej decyzji, a może chcę wyrzucenia z siebie tego wszystkiego, co się nagromadziło.
#I4t3g
Kilka lat temu, gdy byłam jeszcze na studiach, podczas jednego z takich napadów rozbiłam obcemu typowi nos o barierkę w autobusie i wywaliłam go z niego. Wracałam do mieszkania, w środku mną telepało, bo miałam egzaminy i dość napiętą sytuację rodzinną. Chłopak, mniej więcej w moim wieku, trochę podpity, wpadł do czekającego na odjazd autobusu. Łaził po nim, zaczepiał ludzi, kogoś potrącił. Do teraz nie wiem, co się stało, że mnie sprowokował, ale ocknęłam się, stojąc w drzwiach i patrząc, jak podnosi się z chodnika, zbiera swoje rzeczy i krzyczy bełkotliwie: „Przepraszam, przepraszam!”. Nikt mnie wtedy nigdzie nie zgłosił. Później w przypływie szału cisnęłam w mojego narzeczonego pękiem kluczy. Uchylił się, ale siła była tak duża, że w ścianie pojawiło się wgłębienie. I znowu: ja naprawdę nie pamiętam, czemu w niego rzuciłam ani jak to zrobiłam – pamiętam zalewającą mnie falę wściekłości i dźwięk uderzających o ścianę kluczy. To był impuls, który sprawił, że poszłam do psychiatry i zdiagnozowano u mnie depresję. Byłam na lekach, w związku z depresją chodziłam na terapię i wydawało mi się, że ataki szału samoistnie ustały. Przez kilka lat naprawdę był spokój. Ale moja wściekłość nie minęła. Ostatnio zdarzyły się dwie sytuacje, w których znowu doszła do głosu. W obydwu chodziło o to, że ktoś z rodziny obraził mojego męża i ja to usłyszałam. Za pierwszym razem z transu wybudził mnie dźwięk rozbryzgującego się szkła, za drugim mąż wpadł między mnie a moją przestraszoną matkę i zaczął mnie przytulać. Muszę coś ze sobą zrobić, bo tak się nie da żyć.
#TN2W3
Po powrocie z wyjazdu odebrałam laptop i to, co tam znalazłam, zmroziło mnie. Technicznie sprzęt był bez zarzutu, jednak znajoma nie do końca wszystko usunęła, jeśli chodzi o aktywność. W koszu znalazłam mnóstwo dokumentów z pracy oraz selfiki jakiegoś mężczyzny ściągnięte z jakiegoś czatu (na to wskazywała nazwa pliku). OK, nie jest zabronione poznawanie ludzi w takich miejscach, ale przeraziło mnie to, co znalazłam obok, datowane na ten sam dzień. A były tam skopiowane moje stare zdjęcia profilowe z mało używanego już przeze mnie portalu. Wyglądało na to, że chyba jakimś cudem dotarła do niego albo przeoczyłam i się stamtąd nie wylogowałam. Wrzucałam tam kiedyś zwykle fotki z podróży po różnych krajach, taki niby blog podróżniczy oraz miałam ze dwa selfiki. To jeszcze nie było najgorsze, bo w koszu były też jakieś zdjęcia z internetu, przedstawiające jakieś półnagie dziewczyny (w bieliźnie), wszystkie bez twarzy. Koleżanka usilnie je przycinała i przerabiała oraz nakładała filtry w programach do zdjęć, bo były tam różne wersje. Zszokowało mnie to, ale trzeźwo dodałam dwa do dwóch. Zaczęłam ją podejrzewać, że w zamian za zdjęcie od jakiegoś obcego faceta z czatu wysłała nie swoje, a moje, może nawet kilka! Gdy dotarło to do mnie, dosłownie się załamałam. Mam poukładane, spokojne życie z cudownym partnerem i nie bywam w miejscach takich jak to. Chciałam z nią skonfrontować to, co znalazłam, ale twierdzi, że moje zdjęcia były już w tym koszu, jak dostała laptopa, a ona przez nieuwagę je przywróciła i ponownie usunęła wraz z innymi dokumentami, stąd wszędzie ta sama data. Zdjęcia faceta to owszem, sam wysłał, a te odważniejsze, skopiowane z internetu, miały posłużyć do „nabierania” napaleńców i „każdy tak robi”, ale moich zdjęć nie wysłała. No spoko, tylko jakoś jej nie wierzę. Od tamtej pory nie rozmawiamy ze sobą. Nie wiem, jak jej to udowodnić, a już tym bardziej doprowadzić do tego, żeby poniosła konsekwencje. Niestety tej osoby ze zdjęcia również nie namierzę przez ograniczenia wyszukiwania. Nie zdziwiłabym się, jakby on też wysłał nie swoje zdjęcie. Boję się, że jeśli to wszystko jest prawdą i moje zdjęcie trafiło do jakiegoś psychola, to on to roześle dalej i dotrze to do moich znajomych. Myślę o tym codziennie, prawie obsesyjnie, mam problemy ze snem, jestem zestresowana i nie potrafię już normalnie żyć :(
#2XqGR
Pobyt w szpitalu był dla mnie czymś na tyle intensywnym, że poza dość bolesnym dochodzeniem do siebie byłam rozbita emocjonalnie. Rodzina super się mną zaopiekowała, już po jakichś dwóch dniach chwiejność nastroju w miarę się ustabilizowała. Tęskniłam za własnym domem, a to wciąż łatwo wywoływało płacz. Wyobrażałam sobie, że jak wrócę do domu, rzucę się w ramiona partnera, wyczochram pieski i obejrzymy film.
Przyszedł dzień powrotu, partner po mnie przyjechał. Wszedł do przedpokoju, a ja nie rzuciłam się mu w ramiona z takim entuzjazmem, jakiego się spodziewałam. Normalnie się przytuliliśmy i pojechaliśmy do domu. W samochodzie przyznałam, że czuję się dziwnie.
W domu obco. Pieski wygłaskałam, ale we mnie jakoś pusto. Godziny mijały i niby robiło się nieco normalniej, ale poczucie obcości nie znikało. Położyliśmy się spać. Nagle okazuje się, że moje pieski mnie denerwują, że przeszkadza mi ich włażenie do łóżka, a partner to w ogóle chyba za blisko mnie leży. Jak postanowiłam wstać, by posiedzieć w salonie, zobaczyłam, że partner wcale nie leży za blisko, wszystko było jak zwykle. Siedzę sobie na kanapie w środku nocy i rozważam, czy na niej nie zostać. Nie wiem, co się dzieje, czy to kwestia stresu i rozłąki, ale nie podoba mi się to uczucie. Partner, choć jest mi najbliższy, teraz prawie jak ktoś obcy. W ogóle, łącznie z psami, wszyscy tu dla mnie jacyś nieznajomi. Siedzę i próbuję znaleźć w internecie odpowiedzi na moje samopoczucie. Źle się czuję z takim wyjałowieniem. Łatwiej by było, gdybym wiedziała, co się ze mną dzieje.
Czy ktoś przeżył coś podobnego?
Jakiś syndrom poszpitalny mi internet podpowiada albo PTSD, ale nie bardzo mi to pasuje. Z partnerem nie chcę o tym gadać, bo co ja mu powiem, że patrzę na niego jak na obcego? Jesteśmy bardzo kochającą się i dobrą parą, nie mam co do tego wątpliwości, tylko jakby uczucia mi się sprały.
#smeZz
Ale to smutne, że czuję, że muszę się tak izolować, że tylko czatbot pozostaje.