#uK6Dz

Nie przepadam za jedzeniem. Nie sprawia mi to żadnej przyjemności. Przez to wszyscy wmawiają mi, że mam anoreksję, bo ważę 47 kg przy 169 cm wzrostu. Jestem bardzo wychudzona i wcale się sobie nie podobam. Z zazdrością patrzę na kobiety o pełniejszych kształtach. Niestety nie umiem jeść dużo, nie lubię za bardzo jedzenia. Jestem bardzo wybredna w tej kwestii. Całe życie jadłam bardzo mało. Ponoć byłam strasznym niejadkiem i płakałam, krzyczałam, uciekałam, jak mama chciała mnie karmić. Gdy próbowali mnie karmić na siłę, plułam jedzeniem. Ta niechęć do jedzenia jakoś tak mi została.

Zaczęłam zmuszać się do jedzenia. Zaczęłam parę dni temu, ale dopiero dzisiaj, pierwszy raz od 18 lat, zjadłam 3 posiłki. Co prawda małe, ale to, co sobie nałożyłam na talerz, to zjadłam. Wcześniej albo nie jadłam wcale (nie potrafiłam jeść nawet 3 dni), albo bardzo mało, czytajcie: talerz zupy i jabłko/banan przez cały dzień. Na szczęście picie nie sprawia mi takiej trudności, więc każdego dnia, aby podbić kcal, wypijam kawę z mlekiem i cukrem i jakiś litr soku owocowego.

Dzisiaj zaś zjadłam płatki z mlekiem, talerz zupy i kanapkę z łososiem i jestem z siebie cholernie dumna. Niestety, gdy pochwaliłam się rodzicom, usłyszałam tylko, że to, co zjadłam to i tak za mało i że powinnam jeść dwa razy więcej, jeśli nie chcę umrzeć.

#4qFCv

Mam własną firmę w branży informatycznej. Współpracuję z klientami z kilku europejskich państw. Kilka lat temu przyszła do nas na staż młodziutka dziewczyna. Przeciętnej urody, nie zauważyłam, żeby na męskiej części załogi, w tym moim mężu, zrobiła jakiekolwiek wrażenie. 

Pewnego razu, z okazji zakończenia bardzo dochodowego projektu, było zorganizowane spotkanie dla pracowników. Nie mogłam się na nim zjawić, ale reprezentował nas mój mąż. Bardzo rzadko pije alkohol, tym razem przesadził i na drugi dzień rano śmialiśmy się, że film mu się urwał jak nastolatkowi. 

Wieczorem dostałam email z nieznanego adresu. Po przeczytaniu myślałam, że zemdleję. Jak już się pewnie wszyscy domyślają, mąż zdradził mnie z tą małolatą na imprezie. Płakał, przepraszał, przysięgał, że nic nie pamięta. 

Po kilku tygodniach, gdy emocje odrobinę opadły poszłam do lokalu, w którym się to stało. Zapłaciłam właścicielowi i dał mi wgląd w monitoring. Faktycznie pijany tak, że ledwo stał na nogach, poszedł za nią jak cielę do toalety. Za parę dni poinformowała nas, że jest w ciąży i oczywiście będzie żądać ogromnych alimentów na dziecko i siebie, bo musiała przerwać studia, wróciła na wieś do rodziców. Od początku sobie to zaplanowała. Usiadłam na spokojnie z butelką wina i obmyśliłam plan. Powiedziałam mężowi, że do niego wrócę i wybaczę pod jednym warunkiem – przepiszemy firmę wyłączenie na mnie. Skontaktowaliśmy się z naszym prawnikiem. Wszystko przygotował, formalności związane z rozdzielnością majątkową w trakcie małżeństwa, umowę dla męża jako serwisant za najniższą krajową. Stażystka o niczym nie wiedziała. Jak dziecko się urodziło, zrobiliśmy badania DNA dla pewności – było jego. 

Trochę jej mina zrzedła, jak na pierwszej rozprawie mąż przedstawił swoje zarobki jako zwykły pracownik. Zamiast w sumie 10 tys. (!!!), o które wnioskowała, dostała 650 zł. Miał być interes życia, a została sama z dzieckiem, praktycznie bez środków do życia. Mąż zrzekł się praw rodzicielskich. Wiem, że dziecko niczemu nie winne, ale zagroziłam, że jak kiedykolwiek się z nim spotka, nie zobaczy więcej ani mnie, ani naszych dzieci. Niczego nie żałuję, moje dzieci na pewno nie będą się dzielić majątkiem ani tym bardziej ojcem. Ostatnio ją widziałam, jej syn jest bardzo podobny do mojego, cały ojciec. Mam nadzieję, że dzieci kiedyś zrozumieją, że zrobiłam to dla ich dobra.

#eCioE

Gdy rozpoczęłam kurs na prawo jazdy, bardzo stresowałam się swoją pierwszą jazdą. Być może wynikało to z tego, że nigdy w życiu nie siedziałam za kierownicą. Nadszedł w końcu ten dzień, dostałam ze szkoły informację gdzie i jakie auto przyjedzie. Szybko nauczyłam się ruszać, nie było to wcale takie trudne. Gdy wyjechaliśmy na ulicę, nie mogłam opanować zerkania na skrzynię biegów, za co dostawałam co chwilę upomnienia od swojego instruktora, więc chcąc nie chcąc, musiałam w końcu okiełznać mój zły nawyk.

Jechaliśmy dalej w terenie niezabudowanym, szło mi coraz lepiej i w pewnym momencie nadszedł czas, żeby wrzucić „piątkę”. Noga na sprzęgło, ręka na... No właśnie. Ręka w emocjach zamiast na drążek poszła na... instruktora, który podsumował to: „Przecież się prawie nie znamy, poza tym mam żonę” :D

#NNKmv

Chodzę do liceum, które połączone jest ze szkołą podstawową, co równoznaczne jest z dzieleniem korytarzy, toalet, sklepiku itp. Tym ostatnim się dziś zajmiemy.

Jakoś od 2-3 lat dzieciarnia jest straszna i okropnie rozpycha się w sklepiku, nie znając słów typu „kolejka”. Nikomu z liceum nie chce się walczyć z bachorami, więc uczęszczamy tam jak najrzadziej. Niestety dziś zapomniałam kanapek do szkoły, a lekcje od 8.00 do 17.05 sprawiają, że człowiek musi zjeść. Wygrzebałam jakieś drobniaki z plecaka i ruszyłam do sklepiku w oczekiwaniu na najgorsze. Po 10 min użerania się z dziećmi (była to długa przerwa), oberwania parę razy po żebrach i wyzwania od szmat wkurzyłam się. Wyciągnęłam za koszulkę najbardziej agresywnego dzieciaka i całej gromadce zaczęłam tłumaczyć, na czym polega kolejka, nie szczędząc niecenzuralnych słów.

Najpierw zostałam wyśmiana przez wadę wymowy (nie mówię r), a potem jedna z dziewczynek powiedziała, że mam uważać, bo nauczyciele i tak staną po ich stronie. I wiecie co? Miała rację. Moi rodzice zostali wezwani do szkoły, ocena z zachowania o jedną obniżona, oraz miałam przeprosić tego chłopca. Rodzice stanęli po mojej stronie, ale niestety jedyne co się udało, to nie muszę się poniżać przed tym chłopakiem.

Właśnie się dowiedziałam, że gdy tylko ludzie z rocznika dowiedzieli się o mojej karze, uznali, że zorganizują protest. Każdy ma dość, że te dzieciaki mogą wszystko (ostatnio jakieś dziewczynki z 5 klasy kompletnie zdewastowały łazienkę i jedyne, co im się dostało, to uwaga za złe zachowanie), a my obrywamy nawet za to, że się źle uśmiechniesz (ja nie żartuję). Może to coś zmieni.

#OBqH8

Mam 25 lat, mój narzeczony jest alkoholikiem. Od 6 lat jesteśmy razem i przez ten czas cały czas pije, no może nie cały, bo chodzi do pracy, dobrze zarabia, ale jak ma wolne, to załapuje takie ciągi po kilka dni. Dużo osób mi mówi, żebym go zostawiła, ale nie potrafię, za bardzo go kocham i chciałabym mu pomóc, ale nie potrafię. Koleżanki z pracy mi mówią, żebym go zostawiła, a ja nie potrafię. Nie wiem co robić.

#22wXB

„Zmień towarzystwo! Poznaj nowych znajomych!” To jedne z najczęstszych rad, jakie Wy, Anonimowi dajecie. I wszystko super, tylko... jak? Ja wiem, że od toksycznych ludzi powinniśmy się odcinać i tak dalej, ale co jeżeli faktycznie (fizycznie) nie mamy takiej możliwości, bo np. chodzi o ludzi w naszej pracy, na studiach, o rodzinę? Studia zmienić, pracę rzucić, wyprowadzić się pod most? Okej, można iść na swoje, czyli w młodym wieku do akademika albo na stancję, ale później? Zmieniać pracę co pół roku albo częściej ze względu na środowisko? Bo gdzie WY znaleźliście to super tolerancyjne, akceptujące środowisko, które nie ocenia was przez pryzmat związku czy sukcesów zawodowych?

#h74Cu

Pracuję w małej firmie, w której pracodawca wpadł w poważne kłopoty kadrowe, które spowodowały może jeszcze nie kłopoty finansowe, ale wyraźny spadek dochodów. Zmierzam do tego, że zrozumiałem, iż to idealny moment do wykorzystania problemów szefa i zażądania podwyżki. A jednak się boję, bo to wiąże się z poważną rozmową i zapamięta mnie jako tego, który wykorzystał jego ciężki czas. Moralność takiego zachowania to druga strona medalu, bo to trochę jak kopanie leżącego. Dodatkowo gdzieś z tyłu głowy jest cień szansy, że może mnie jednak w przypływie złości zwolnić.

Ciężko mi zaakceptować, że jestem takim tchórzem i nie potrafię wykorzystać czyjejś słabości jako sprzyjających okoliczności. Czuję się trochę jak taki nikt.

#ppSeK

Jest w pobliżu mnie taki jeden pirat drogowy, który myśli, że dzięki sportowemu samochodowi za 200 tys. będzie fruwał, a nie jeździł. Nagrywa czasem relacje na Instagram i pokazuje, z jaką prędkością jedzie. Nie zważa, czy to teren zabudowany czy nie, zawsze powyżej 120 km/h. Niestety nie wiem jakimi trasami się dokładnie porusza, bo mieszka jakieś 30 km ode mnie. Chciałabym gdzieś to zgłosić, coś zrobić, ale nie wiem co. Codziennie tylko myślę, żeby mu jakieś dziecko czy zwierzę na drogę nie wyskoczyło, bo na pewno nie przeżyje tego starcia.

#bk4Ha

W ramach mojej pracy bywam w miejscu, gdzie studentki mają praktyki. Jest tam ogólnodostępny korytarz ze stolikami i krzesłami, żeby sobie usiąść na przerwie, odpocząć itp. Często zostawiają tam swoje rzeczy, bo i tak praktycznie nikt tam nie zagląda. No właśnie...
Kiedy tam jestem i wiem, że nikogo nie ma w pobliżu, przeglądam zawartość ich torebek i portfeli. Dreszcz emocji i adrenalina, jakie temu towarzyszą, trudno opisać. Zaznaczyć chcę, że NIGDY niczego nie zabrałem. Przypuszczam, że to bardziej z obawy, że łatwo mogłyby się domyślić, kto jest winowajcą niż przez sumienie. Zdarzyło się nawet, że oglądałem zawartości telefonów, ale najdłużej kilkanaście sekund, bo oprócz dokładnego zapamiętania układu przedmiotów w torebce musiałem jeszcze pamiętać, na jakiej aplikacji zostawiony był telefon.

Jeszcze mnie nie przyłapano.

#H4KdX

Moja 5-letnia siostrzenica dostała na urodziny świetne gadżety: poduszkę z brokatem, puchaty różowy notes, plecak w jednorożce, pidżamę w świecące flamingi, skarpetki z kolorowymi jednorożcami.
Popatrzyłam na to i uświadomiłam sobie, że wyglądają dokładnie jak prezenty, które dostałam na swoje ostatnie urodziny i z których cieszyłam się jak nienormalna.
Mam 35 lat.
Dodaj anonimowe wyznanie