#cu6cV
Wstałam rano, robię kawę, a do kuchni wchodzi dziadek w koszulce z napisem I LOVE SWEDISH BOY. Zaczęłam krztusić się ze śmiechu, gdy w końcu odzyskałam oddech i wytłumaczyłam dziadkowi co głosi jego koszulka, w której wybierał się do lekarza, zagotował się i ruszając w stronę łazienki mruczał coś o zabiciu babci.
Kocham tego starego nietolerancyjnego wariata :D
#Nrm69
Ta jedyna, wymarzona, złotowłosa, Roszpunka odwróciła się i uśmiechnąwszy się, zainicjowała rozmowę z najbardziej rasowym debilem, jakiego świat widział (czytaj mną). Z burakiem onieśmielenia na twarzy zapytałem, czy umówi się ze mną na herbatkę. Ze swym uśmiechem aniołka odpowiedziała, że tak i następnie wymieniliśmy się numerami. Cały w skowronkach wróciłem do domu.
Tydzień potem spotkaliśmy się. I tak drugi, trzeci, czwarty raz... Po kilku miesiącach zostaliśmy parą. Czuliśmy się ze sobą nadzwyczaj dobrze, a wzajemne spotykanie się uszczęśliwiało nas. Żeby oszczędzić wam nudnie opisywanego love story...
Tak. Dziś mijają trzy miesiące, odkąd jesteśmy małżeństwem. I nasz potomek jest w drodze. Jeżeli Anonimowe będą żyły za ileś lat, to chyba zaszczepię w mym synu/ mojej córce uwielbienie do tej strony. Bo w gruncie rzeczy to ona i herbatka sprawiły, że nie jestem przegrywem i mam kochającą żonę, a za jakieś 7 miesięcy będę miał własne dziecię. :)
#VwC5m
Se myślę kurde, niebezpiecznie. Się rozglądam - nikogo. No to mając szkolenie CPR za sobą podchodzę i zgodnie z instrukcją zapytuję "halo, glebę kontemplujemy?". Truposz się poruszył, więc oprzytomniałem nieco i zacząłem zauważać szczegóły, co mi wcześniej umknęły - płaszcz rozpięty, choć zimno, torba w krzakach, wzrok mętny, głos bełkotliwy.
Pytam więc, co mu się przytrafiło, czy pogotowie wzywać? On na to, że od kumpla wraca, ale się z siłami przeliczył i się nie dotoczył, a mieszka niedaleko. Nawet adres pamiętał i rzeczywiście, dwie przecznice dalej.
Ale że trzeba przejść dość ruchliwą ulicę, to mówię mu, że go podwiozę. No serio, bałem się, że pod jakiś samochód wpadnie, skubany, bo nogi to mu lambadę odstawiały.
Zaholowałem go do samochodu i podwiozłem pod klatkę.
Gość nie mógł uwierzyć. Pewnie nazajutrz myślał, że mu się przyśniło, ale kiedy zapytał, jak się ma odwdzięczyć, kazałem mu zająć się jakimś zmęczonym nieznajomym, jakby też znalazł jakiegoś kiedyś w krzakach :-)
#PvvyC
Kiedyś jak miałem znajomych, to jakoś było trochę raźniej, ale wszystko się zmieniło, każdy się poszedł w swoją stronę i teraz jestem sam jak palec.
Czy jestem żałosny?
Czy jest tu ktoś, kto ma podobnie?
#5VySD
Po kilku dniach zadzwoniła do mnie z awanturą, że wszyscy faceci są tacy sami, a ja jestem bydlakiem i potraktowałem ją jak dziwkę.
Jakieś pytania?
#eTAwP
Przez kolejne miesiące próbowaliśmy naprawić nasze stosunki. Oboje się staraliśmy, poświęcaliśmy wiele trudu, aby było jak wcześniej. Nie chcieliśmy zadowalać się półśrodkami, że ja mu wybaczę, on przestanie myśleć o niej i kiedyś się pewnie uda zapomnieć. To były tygodnie i miesiące starań, ale żeby zakończyć ten rozdział definitywnie i zrozumieć co teraz czujemy, postanowiliśmy przepracować wszystko jeszcze z terapeutą. Przez dwa miesiące chodziliśmy do naprawdę super faceta.
To miał być koniec, mieliśmy ruszyć z naszym życiem dalej, zostawiając przeszłość i te wszystkie wzajemne żale. Tak też zrobiłam. Natomiast mój mąż stał się nie do zniesienia. Za każdy razem gdy wypił drinka czy dwa zaczynał mnie przepraszać i płakać, że nigdy sobie tego nie wybaczy. Rozumiałam pierwszy raz, drugi, ale w końcu zaczęło mnie to wkurzać. Zaczęła mnie wkurzać ta mina zbitego psa, jego kolacje co drugi dzień "na przeprosiny" i te głupkowate teksty, że będzie mi to wynagradzać do końca życia. Z faceta pewnego siebie, przyjaciela, z którym mogłam porozmawiać o wszystkim, stał się jakąś cholerną beksą, którą można było obrazić byle czym!
Tak, to był cios dla naszego małżeństwa, ale to chyba ja miałam większe prawo na takie zachowanie i na pewno już nie chciałam, żeby co chwilę mi o tym przypominał.
Tak jak mówiłam, zawsze byliśmy ze sobą szczerzy, dlatego też wywaliłam wszystko na stół, żeby nie robił z siebie pipy, tylko wziął się w garść i zachowywał normalnie. Wpadł w szał... a raczej w szloch. Zaczął ryczeć jak dziecko, że nie jest mnie godny... Miałam dość. Tak bardzo jak kochałam go wcześniej, tak przez to zachowanie doprowadził do tego, że cała ta miłość gdzieś zniknęła. Nie mogłam na niego patrzeć. Chyba przestałam go kochać.
Miesiąc temu zakończyłam związek z tym mężczyzną. Mówię tak, bo to nie jest już mój ukochany. Nie poznaję go. Nie potrafię powiedzieć dlaczego tak bardzo się zmienił przez tę sytuację. Dałam mu czas, żeby się się ogarnął, ale z każdym tygodniem było jeszcze gorzej. Zasugerowałam wizytę u psychiatry (sama kiedyś brałam leki na depresję), ale nie chciał nawet o tym słyszeć. Odeszłam, czuję, że mogę normalnie oddychać. Bardzo tęsknię za moim mężem i nie rozumiem co tak drastycznie zmieniło jego cały charakter, ale ja już nie potrafię być z tym człowiekiem...
#dC3di
Była już noc, a mnie chciało się siku, bardzo. I to co chwilę. Taki nerwowy sik wynikający ze świadomości tego, że mam cały korytarz do pokonania, a chce mi się spać i mam już dość tego wstawania, wspinania się po drabince i chodzenia do łazienki.
W pewnym momencie już przysypiałam i znowu mi się zachciało. Byłam już okropnie sfrustrowana. Udało mi się sięgnąć po mały worek nylonowy leżący na biurku koło łóżka, zrobiłam siku do tego worka, zawiązałam i położyłam z powrotem na biurku, tyle że z zawartością. Już do rana nie musiałam wstawać.
Rano, z nieuzasadnionych przyczyn, zamiast do jakiegoś kosza, wyrzuciłam ten worek przez okno na chodnik. Patrzyłam oczywiście, czy nikt nie idzie. Wylało się trochę tego moczu na biurko, posprzątałam. Nie zalało na szczęście żadnych notatek ani nic innego.
#jx8hF
Wpisuję dokładny adres miejsca, niezależnie czy to galeria handlowa, kawiarnia czy czyjś dom. Z tyłu notatnika zapisuję też różne ważne fakty o moich bliskich i znajomych, np. "Asia K... - nie częstować pomidorami, bo nie lubi", "Marcin W... - nie mówić o związkach - tęskni za swoją byłą", itp.
Problem w tym, że nie robię tego, bo jestem pedantyczna, interesują mnie cudze życia lub chcę mieć wszystko ładnie uporządkowane i zależy mi na pamiętaniu nawet najdrobniejszych faktów o znajomych. Robię to dlatego, że okropnie przeraża mnie myśl, że mogłabym kiedyś się obudzić i nie pamiętać kompletnie nic, kim są moi bliscy, znajomi...
Boję się, że zostanę wtedy zupełnie samotna pośród osób, które kiedyś były mi bliskie, a nagle stały się obce. Chcę wtedy móc wyciągnąć notatnik i na przykład powiedzieć przyjaciółce "poczęstowałabym Cię moim śniadaniem, ale jest w nim pomidor" i pokazać, że trochę o niej pamiętam - nie ranić ich.
Czuję się z tym głupio, nikt nie wie o istnieniu tego notatnika, bo wiem, że moje obawy odnośnie amnestii są irracjonalne i podchodzą pod paranoję, ale nie umiem tego pokonać.
#VTbiJ
Jakieś 1,5 roku temu przyczepił się do mnie A. Nikt go w klasie nie lubił i nie było to przez jego wygląd (A. ma garba, masę pryszczy, metr pięćdziesiąt w kapeluszu oraz mech na twarzy, no ogólnie bardzo niezadbany typ), ale dlatego, że jest po prostu okropnym człowiekiem. Wywyższa się, obraża innych (mnie początkowo również obrażał) i jest wrzodem na dupie.
Pewnego dnia ubzdurał sobie jakąś dziwną miłość do mojej osoby i od tej pory nie daje mi żyć. Przeszkadza w rozmowie ze znajomymi, ciągle się na mnie gapi (aż przestałam jadać w szkole pod wpływem jego obrzydliwego wzroku), przytula mnie bez mojej zgody i czasami mnie śledzi, gdy wracam do domu. Nauczyciele nic z tym nie robią, bo przecież "on chce się tylko zaprzyjaźnić". Jak dla mnie jego zachowanie jest chore i nie daje mi spokoju, mimo dawania mu znać, żeby się odpieprzył.
Nie gloryfikujcie tych "biednych przegrywów", których odrzuca dziewczyna, bo naprawdę mogą być okropnymi ludźmi. Nie mam przecież obowiązku z nim rozmawiać, bo nikt inny tego nie robi. Nie mam obowiązku dawać mu się dotykać, bo nikt inny tego nie robi. Dajcie spokój tym dziewczynom, bo często mają naprawdę dobre powody, żeby delikwenta odrzucić.