Ostatnio dostałam telefon z pytaniem, czy miałam wypadek samochodowy. Potwierdziłam. Rozmawiałam najpierw z robotem, który po prostu został nagrany i tę kwestię wali na początku do każdego. Gdy odpowiesz twierdząco, połączy cię z prawdziwą osobą, byś mógł opisać szczegóły. Tak więc powiedziałam, że byłam w drodze do domu i nagle niespodziewanie się obsrałam. Pan wkurzył się, klnąc przy tym swoim wschodnim akcentem, i rzucił słuchawką.
Oczywiście nie obsrałam się. Mieszkam za granicą i tutaj jest moda na takie oszustwa podatkowe. Wystarczy, że gdzieś dodasz jakieś ogłoszenie ze swoim numerem telefonu i jak się na ciebie uprą, to mogą dzwonić parę razy dziennie. Nic nie da to, że powiesz im, że sobie nie życzysz, żeby do ciebie dzwonili, generalnie im bardziej się wkurzasz, tym bardziej będą dzwonić. Dlatego gdy zaczniesz robić sobie z nich jaja, to jest najlepszy sposób, żeby przestali.
Kiedy byłam w liceum, należałam do grupki osób raczej nieśmiałych. Nie chodziłam na imprezy, nie zadawałam się z „popularnymi” dzieciakami i ogólnie nie wyróżniałam się z tłumu. Tym bardziej zaskoczyło mnie, kiedy jakiś miesiąc przed studniówką mój kolega z angielskiego, towarzyski, lubiany imprezowicz, zaprosił mnie na studniówkę, tłumacząc, że jego partnerka się wykruszyła. Byłam bardzo zdziwiona, ponieważ nigdy z tym chłopakiem nie rozmawiałam dłużej niż 15 min. Ale się zgodziłam i byłam przeszczęśliwa. Po tym pamiętnym balu powiedział mi, że nie spodziewał się, że jestem taka zabawna i bystra. Cóż, nie przy każdym można się tak otworzyć od razu...
Zaczęliśmy ze sobą chodzić pod koniec liceum i było naprawdę wspaniale, to był mój pierwszy poważny chłopak. Czasami źle się czułam w towarzystwie jego znajomych, jakbym tam nie pasowała. Jednak mimo to spędziliśmy cudowne miesiące.
Przed wyjazdem na studia (mieliśmy iść do jednego miasta) w jakiejś rozmowie z jego kumplami, wyszło na jaw, że zaprosił mnie na studniówkę tylko dlatego, że... się założył. O pół litra wódki! Byłam zła, miałam złamane serce. Mimo że zarzekał się, że się we mnie zakochał, a ten głupi zakład przestał mieć znaczenie, to i tak mu nie wybaczyłam. Przychodził do mnie z kwiatami, przepraszał, lamentował... Nawet moje siostry uznały, że jestem bezduszna, ale cóż, bardzo mnie zranił. Kiedy mu powiedziałam, że ma mi udowodnić, że coś do mnie czuje, to mi się oświadczył. Wyśmiałam go wtedy i biedaczek przez kolejne tygodnie mnie przepraszał, aż w końcu wybaczyłam. A trzy lata później rzeczywiście się oświadczył.
Tu przechodzimy do meritum.
Podczas nocy poślubnej, kiedy byłam cała rozanielona nową drogą życia, on zażartował: „Ale byłoby śmiesznie, gdybym założył się z kumplami o to, że doprowadzę cię przed ołtarz”.
Noc spędził na kanapie, ale do tej pory lubi wspominać ten żart.
Za dzieciaka wujek dał mi i siostrze stary dotykowy telefon, żebyśmy miały go na spółkę. Byłam strasznie zła, bo prawie cały czas używała go starsza siostra. Wymyśliłam symbol blokady tak skomplikowany, że po prostu go zapomniałam. Było trochę krzyku i płaczu, ale ostatecznie telefon został schowany do szuflady.
Po paru miesiącach jakimś cudem udało mi się to przypomnieć symbol, odblokowałam telefon, nikomu się nie przyznałam i sama grałam w gry. Nikt do tej pory nie wie, że tak się stało.
Chyba nic nie kręci mnie tak bardzo, jak dotykanie mięsa. Czy to surowe/smażone/gotowane, uwielbiam je kroić, odrywać od kości, zwyczajnie czuć jego fakturę pod palcami. Samo patrzenie na nie sprawia mi przyjemność. Ale go nie jem.
Jestem wegetarianką, która kocha mięso.
Urodziłam się w biednej, ale kochającej się rodzinie. Moi rodzice dosłownie od ust sobie odejmowali, aby mi i mojemu rodzeństwu niczego nie zabrakło. Nie mieliśmy jednak gadżetów, którymi mogli pochwalić się nasi rówieśnicy. Nosiliśmy ubrania po sobie nawzajem albo po dzieciach znajomych, często były to ubrania znoszone, niemodne i brzydkie. Jako nastoletnia gówniara nienawidziłam swojego życia. Miałam wielkie pretensje do moich ciężko pracujących rodziców, że nie są w stanie zapewnić mi dobrobytu. Imałam się różnych zajęć, aby zarobić na „podstawowe rzeczy”, tj. kosmetyki, ciuchy itp. Parę razy koleżanka namawiała mnie na sponsoring, ale resztki szacunku do samej siebie uratowały mnie przed wieloma głupotami. Wciąż groziłam moim rodzicom, że się wyprowadzę, bo nie mogę ich znieść. Krzyczałam, że nienawidzę całej rodziny i naszej biedy. Mama ciągle płakała, ojciec po cichu prosił, żebym przestała tak mówić, bo mamie pęka serce, ale mnie to nie obchodziło. Chciałam być kimś i mieć kupę szmalu, szastać nim na prawo i lewo i nie martwić się, czy mi starczy do pierwszego. Zaczęłam być arogancka, bardzo niegrzeczna, w ogóle nie słuchałam rodziców, wracałam do domu, o której chciałam i miałam gdzieś, że mama nie może przeze mnie spać, bo odchodzi od zmysłów, co się ze mną dzieje. Posunęłam się nawet do tego, że zaczęłam chodzić z jednym nieatrakcyjnym kolegą tylko dlatego, że jego rodzice mieli dużo pieniędzy, a on miał gest i obsypywał mnie prezentami. Nie widziałam (albo nie chciałam widzieć) cierpienia moich rodziców. W końcu poznałam chłopaka starszego od siebie o dobrych kilka lat, pod wpływem którego rzuciłam szkołę i przeniosłam się z naszego miasteczka do wielkiego miasta.
Do rodziców odzywałam się rzadko, bo sądziłam, że nie mam po co utrzymywać z nimi kontaktu, skoro są odpowiedzialni za moje nieudane (w moim przekonaniu) dzieciństwo. W międzyczasie chłopak założył firmę, zaczęliśmy zarabiać, kupiliśmy mieszkanie, potem dom. Wstydziłam się rodziców, których uważałam za nieudaczników, nie jeździłam na śluby rodzeństwa, nie widywałam ich dzieci. Kiedy na zawał umarł mój ojciec, byłam na pogrzebie, ale stałam z tyłu, bo nie chciałam, aby identyfikowano mnie z moją skromną rodziną. Na własny ślub też nikogo z nich nie zaprosiłam.
Teraz moja mama po latach pracy w fabryce ma ostatnie stadium raka z przerzutami. Kiedy się o tym dowiedziałam, zawalił się mój świat. Nagle dopadły mnie koszmarne wyrzuty sumienia za wszystkie lata, kiedy izolowałam się od mojej rodziny. Pojechałam do mamy. Chciałam, żeby przeprowadziła się do mojego domu, ale nie chciała. Brat pojechał do pracy za granicę, żeby móc zapłacić za jej leczenie, a ja spałam na pieniądzach, tylko że wydawałam je na głupoty. Czuję pustkę. Nie mają dla mnie znaczenia rzeczy, które dotychczas były dla mnie najważniejsze. Bardzo, bardzo żałuję.
Pochodzę z biednego domu, więc kiedy byłam w podstawówce, grupka bogatych i popularnych dziewczyn z klasy znęcała się nade mną, doprowadzając mnie do depresji i niezbyt przyjemnych myśli. Zawsze chciałam się zemścić i na wakacjach przed szóstą klasą nadarzyła się ku temu okazja.
Kuzynka pokazała mi popularny w tamtym czasie portal, na którym czatowało się z obcymi. Pisałam tam regularnie i kiedy trafiali się bardziej zboczeni użytkownicy i prosili o namiary, podsyłałam im Facebooki koleżanek. Wyobraźcie sobie, jak miło było słuchać we wrześniu, że koleżanki musiały pousuwać swoje konta z setkami lajków i tysiącami znajomych, bo wypisują do nich jakieś zboki.
Mam 32 lata i duży problem z randkowaniem. Nie mam na myśli, że nie mogę kogoś poznać, bo okazji jest aż za dużo. Zawsze dbałem o siebie – siłownia, różne zabiegi na twarz itp. – i z tego, co widzę, podobam się kobietom, duża pewność siebie też pomaga.
Problem pojawia się wtedy, gdy pytają, czym się zajmuję, a mam zwykłą pracę na produkcji, na trzy zmiany. Nie widzę w takiej pracy nic złego, tym bardziej uwłaczającego. Jednak reakcja kobiet jest, jaka jest – oczekują, że facet mający 32 lata będzie miał „lepszą” pracę.
Mnie bardzo pasuje ta praca, bo mam duży spokój, nie zmęczę się, nie wybrudzę, mam dużo swobody.
Teraz nawet nie inicjuję kontaktu na ulicy czy w sklepie. Kiedyś to lubiłem, gdy zauważyłem, że kobieta się patrzy, uśmiecha, a teraz udaję, że nie widzę, bo wiem, jak to się skończy, a umawianie się na sam seks mi zbrzydło. A do związku takiego typa większość nie będzie chciała, bo co powiedzą koleżanki czy rodzina.
Jestem od prawie 2 lat w związku, wszystko super, tylko że od półtora roku podkochuję się w byłym chłopaku mojej dziewczyny. Nie rozmawiam z nim, chociaż kiedyś czasami gadaliśmy, ale gdy widzę go na mieście, albo jego profil wyświetla mi się w proponowanych na FB, moje serce zaczyna wariować.
Mam 17 lat i naprawdę dobrą sytuację życiową i mimo tego, że we wcześniejszych latach potraciłam mnóstwo znajomych, doznałam odrzucenia, niezrozumienia przez rodziców, to wszystko się unormowało, a obecnie mam zaufanych przyjaciół i ogromne wsparcie rodziny. Moja rodzina na przestrzeni lat podniosła swój status życia. Zaczęliśmy więcej podróżować, jeśli chcę sobie coś kupić, zawsze dostaję na to pieniądze. Nie brakuje mi niczego, jeśli chodzi o potrzeby materialne. Ale odczuwam ogromną pustkę psychiczną. Jestem bardzo nerwowa. Potrafię zwyzywać całą rodzinę w myślach lub do innej osoby, potem odczuwam ogromne wyrzuty sumienia, bo przecież nic złego mi nie robią. Nie dają mi kar, nie są mściwi. Kocham ich bardzo i nie wyobrażam sobie życia bez nich, ale potrafię przyczepić się do nich o każdy szczegół. Jeśli np. ktoś tupie nogą, ale jest to mój wujek, nie denerwuje mnie to, ale denerwuje mnie, jeśli robi to mój tata. Denerwuje mnie to, że mój brat ma swoje własne zasady, własne życie. Mam wrażenie, że po cichu każdy jest przeciwko mnie, że zachowują się najgorzej jak tylko można, ale jednocześnie wiem, że tak nie jest, że są ludzie o gorszej mentalności.
Wiem, że to normalne w tym wieku, ale wykańcza mnie ciągłe poczucie złości, żalu. Boję się poprosić o pomoc psychologa, bo przecież nic złego się ogólnie nie dzieje. Czuję, że mimo wsparcia rodziców, oceniliby moje problemy. Nie chcę dawać im znać, że coś się dzieje, rozczarować ich. Potraciłam wszystkie pasje, mam problemy z koncentracją, czuję, że zaczynam popadać w uzależnienia. Nie wierzę w siebie, mimo że odnoszę sukcesy.
Mój mąż ma przyjaciółkę, z którą kiedyś łączyło go uczucie, jednak nie stworzyli pary. Mieli elementy romantyczne swojej relacji, przyznali sobie, że się sobie podobali, byli bardzo blisko ze sobą, przytulali się, wygłupiali, jednak nie stworzyli nigdy związku, nie chcieli. Nie całowali się nigdy i nie doszło do zbliżenia. Potem mąż poznał mnie. Pokochał mnie i widzę to na co dzień. Jest ze mną, jest zaangażowany, czuły. Ze swoją dawną przyjaciółką ma kontakt sporadyczny. Piszą ze sobą raz na jakiś czas (kilka razy w miesiącu), czasem się spotkają (może 1-2 razy w roku) czy zadzwonią do siebie. Nie flirtują. On respektuje granice.
Zanim się dowiedziałam, że kiedyś mieli do siebie uczucia, to nie przeszkadzał mi ich sporadyczny kontakt, dla mnie było to okej. Jednak kiedy dowiedziałam się o tym, wszystko w mojej głowie się zmieniło. Porozmawialiśmy o ich relacji i on powiedział, że nigdy między nimi nic nie było i nie ma teraz i nie będzie, że mnie kocha i nigdy mnie nie zostawi ani nie zdradzi.
Jak duża jest szansa, że na tę chwilę on czuje do niej jakieś uczucie i namiętność? Czy może coś takiego przede mną ukrywać? Mam taki lęk, że on ją jednak kocha, a mnie oszukuje. Moja przyjaciółka poradziła mi, abym zabroniła mu kontaktu z nią, jeśli mnie to denerwuje, ale wg mnie to bez sensu. Czy myślicie, że mam powód do niepokoju? Czy to, że kiedyś byli ze sobą blisko, mieli do siebie romantyczne uczucia, oznacza niebezpieczeństwo dla naszej relacji? Ja patrzę na te sytuacje emocjonalnie i wiem, że mam tendencje do przesadzania z zazdrością. Proszę o obiektywną opinię.
Dodaj anonimowe wyznanie