#tOX2W

Żona mojego przyjaciela jest w ostatnim tygodniu ciąży. Przedwczoraj zmarł jego wujek z drugiego końca Polski, więc jadą dzisiaj całą rodziną na pogrzeb, ale żona zostaje w domu. Spytał mnie, czy jeśli zaczęłaby rodzić, to ją zabiorę do szpitala – odpowiedziałem, że pewnie.
Teraz czuję się jak ojciec zastępczy, siedzę nakręcony w robocie i nie mogę się na niczym skupić, wiercę się na krześle i co chwila sprawdzam, czy dzwoniła.

#BKEAg

Po rozstaniu w dotychczasowym partnerem stwierdziłam, że nie zaszkodzi mi pochodzić trochę na randki. I jak to bywa, założyłam konto na portalu randkowym. Pisałam z kilkoma facetami, którzy po dłuższej czy krótszej konwersacji okazywali się co najmniej zaburzeni. Ale był ten jeden – jak główna wygrana w totka! Oczytany, inteligentny, z poczuciem humoru, dystansem do siebie. Dwa lata starszy (lat 31), rozwodnik, bezdzietny, PR-owiec. Rozmawialiśmy o wszystkim – literatura, film, muzyka, historia, psychologia, polityka, ekonomia. Wreszcie nieśmiało poprosiłam o zdjęcie – może z lekką nadwagą, ale wciąż przystojniak. Myślałam – co za fart! Tak trafić! Nie spieszyliśmy się z pierwszym spotkaniem, chcieliśmy się lepiej poznać, ale wreszcie nadszedł ten wymarzony dzień. Czekałam w wyznaczonym miejscu, o wyznaczonym czasie...10 minut, 20 minut. Wreszcie usiadłam z książką (on mi ją polecił) i zatopiłam się w niej. Po kolejnych 15 minutach przysiadł się do mnie starszy pan (na oko 60+). Trochę się wkurzyłam, myślę – przyjdzie mój Romeo, zobaczy mnie z takim dziadygą i stwierdzi, że przyszłam z tatusiem na randkę... No nic to, usiłuję grzecznie, acz stanowczo dać do zrozumienia, że nie mam ochoty na geriatryczne pogawędki – bez skutku. Facet zaczął coś ględzić, nie słuchałam go uważnie... aż w pewnym momencie usłyszałam, że zwraca się do mnie po imieniu i w dodatku usiłuje mnie złapać za kolano! Mój mózg wystartował jak Ferrari w wyścigu łączenia faktów. Niemożliwe! Mój przystojny Romeo to ten dziadek?! Kiedy, do cholery, zdążył się tak zestarzeć? Aż tak długo na niego nie czekałam! Zerwałam się na równe nogi i chyba wyczytał bezgłośne pytanie w moim spojrzeniu. Tak, to był on... tyle że nie miał 31 lat, tylko drugie tyle, zdjęcia były zdjęciami jego syna, a on dostał od syna tablet i – jak to określił – sprawdzał jego możliwości, umawiając się na randki przez internet.

Najkrótsza i najbardziej obleśna randka w moim życiu. Chyba wolę mieszkać sama z tuzinem kotów!

#JbuYy

Fala dyskontowej promocji i szału na Zaradniaki poniosła też moją teściową – z tym że ona poszła o krok dalej. 
Teściowa ma łącznie  zięciów. Ostatnio wpadła na pomysł, że będzie nam rozdawać „zięciaki” za dobre sprawowanie – z przykręcenie śrubki, podanie herbaty, pomoc w przyniesieniu zakupów z auta do domu...

Mam nadzieję, że to pozostanie tylko w jej zamyśle, bo boję się, co mogłoby być nagrodą główną za uzbieranie wszystkich potrzebnych punktów.

#ZWoLS

Miałam zamiar pisać o problemach w relacji z ojcem, o zaburzeniach lękowych, które mam dzięki niemu i ciągłych problemach, które występują przez jego oskarżenia i żądania.
Zamiast tego w sumie chciałabym napisać, jak wdzięczna jestem w życiu za moją mamę. Jest niesamowicie silną osobą, która nigdy we mnie nie zwątpiła. Zawsze stała po mojej stronie i robiła wszystko, żebym była szczęśliwa. I nie zrozumcie mnie źle. Jak coś narobiłam, to zawsze wyciągała z tego konsekwencje. Ale wierzyła we mnie, nawet kiedy ja myślałam, że lepiej będzie moim bliskim beze mnie.

Każdemu życzę takiej osoby w życiu. To nie zawsze jest rodzic, czasami to partner czy przyjaciel. Ale wierzę, że każdy zasługuje na taką osobę i faktycznie ją znajdzie.
Cudownego dnia dla wszystkich!

#J8slT

Moją żonę można opisać dwoma słowami – złote dziecko. Od początku zawsze wszystko dostawała, od początku miała podane pod nos wszystkie kursy, korepetycje i możliwe środki.
Ach, no i jest Kasia, siostra żony.
Kasia jest 5 lat młodszą siostrą mojej żony. Teściowa lubiła mówić, że wygląda jak strach na wróble, nawet siano na głowie już ma. Nie za to ma przyjaciół, bo po co – ma siedzieć w domu i sprzątać. Nie ma hobby, bo po co? Ma się na starość zajmować rodzicami. Maksymalna praca, jaką jest w stanie podjąć, to sprzątanie/praca fizyczna. Brak matury bardzo doskwiera, zresztą cokolwiek chce więcej – awantura w domu. Od dziecka dostawała niezbędne minimum – ciuchy po siostrze, przybory szkolne po siostrze, nawet bieliznę. Bo po co dwa razy to samo wydawać, prawda? Moja żona się litowała, kupowała jej za własne kieszonkowe bieliznę. Kiedy Kasia dostała pierwszego okresu, wzięła ją na stronę, kupiła podpaski i wyjaśniała „dziewczęce sprawy”. Pomagała dobierać staniki, dosłownie matkowała, kiedy miała czas, ale nigdy nie postawiła się rodzicom. Gdy poszła na studia, Kasia została sama. Stała się pozbawioną życia lalką, która tańczy według przykazań rodziców – do szczęścia potrzebny był im tylko Kopciuszek. 
Było mi jej żal. Nie wiem, dlaczego, może widziałem w niej siebie? Zacząłem działać, ale tak, by nikt niczego nie podejrzewał. Kiedy zostawaliśmy na chwilę sami, po kryjomu z nią rozmawiałem, dając jej małe wskazówki i nadzieję. Tłumaczyłem, jak zacząć odkładać własne pieniądze, żeby rodzice nie znaleźli schowanych oszczędności, podpowiadałem, gdzie szukać darmowych kursów i jak krok po kroku odciąć się psychicznie od tej toksycznej sytuacji. Słuchałem jej, gdy płakała, i powtarzałem, że zasługuje na coś więcej niż bycie domową służącą. Powoli, powolutku Kasia zaczęła o siebie walczyć. Nabrała pewności siebie. Trochę to trwało, ale niedawno Kasia wyprowadziła się od rodziców, zaczęła nowe życie. Teściowie są wściekli, bo miała się nimi opiekować na starość, a ta się wyprowadziła, niewdzięcznica.

Nie żałuję.

#ASswn

Jestem osobą dość niepewną siebie, nad czym ostatnio staram się pracować i efekty są widoczne, ale niestety wciąż mi się zdarzają momenty, gdy nieśmiałość bierze górę i nie wiem, co odpowiedzieć drugiej osobie w tej czy innej sytuacji, żeby się nie ośmieszyć (pewnie swojego rodzaju trauma z czasów, gdy byłam gorszą wersją siebie i byłam wyśmiewana przez rówieśników).

Ostatnio szłam do szkoły i zobaczyłam starszą panią, siedzącą na ulicy obok budynku i sprzedającą jajka. Pełnym rozpaczy głosem zwróciła się do mnie: „Chciałaby pani kupić jajka?”. Miałam ze sobą mało pieniędzy i były przeznaczone na klasową zbiórkę, no i nie pójdę przecież do szkoły z jajkami... Pani błagalnie mówiła dalej: „Nie mam na chleb...”. I w tym momencie zabłysnęłam. Wydukałam: „Ja też nie mam”... i poszłam dalej, dopiero po fakcie uświadamiając sobie, co odwaliłam. Powiedziałam biednej staruszce, że też nie mam na chleb...

Oczywiście współczuję jej, już nie pierwszy raz widzę, jak tam sprzedaje jajka, ale ta sytuacja naprawdę mnie rozbawiła. Najgorsze jest, że nie wyglądam na biedną osobę, bo nią nie jestem, więc staruszka mogła sobie pomyśleć, że żałowałam pieniędzy, aby jej pomóc ;-;

#Z5I9L

Mam dużo starszego brata, który zdążył dorobić się potomka, gdy ja miałam zaledwie 16 lat. Bratanek urodził się tego samego dnia co ja. Komu bym o tym nie powiedziała, to wszyscy uważają to za rzecz wręcz świetną, bardzo fajną. Tymczasem ja uważam to za coś okropnego. Czemu? Bo żadne moje urodziny nie wyglądały już tak samo. Nieraz bywało tak, że trzeba było je spędzać wspólnie z rodziną brata „bo D. też ma urodziny”. Nawet osiemnastkę musiałam przesuwać ze względu na urodziny bratanka. Wciąż mam o to straszny żal do mamy, która na to naciskała. Obecnie mam 23 lata i mieszkam z rodzicami, gdyż nadal mam na głowie uczelnię. Osiemnastkę, dwudziestkę i oczko wyprawiałam dla znajomych poza domem, mimo że mieszkamy na wsi i mam teoretycznie gdzie je wyprawiać. No ale wspólny tort to standard od kilku lat. Co najlepsze, zawsze dostaję swój prezent wcześniej, nigdy w same urodziny, żeby małemu nie było przykro. Nie rozumiem, czemu mówią dzieciakowi, że mamy tego samego dnia urodziny, jeśli praktycznie obchodzi je tylko on? Ani razu przy bratanku nie dostałam prezentu urodzinowego.

Może to głupi problem, ale męczy mnie to już latami i będzie pewnie do końca życia, pod warunkiem że utrzymam kontakt z bratem. Do samego brata nic nie mam, ale boli mnie, że od wielu lat w dzień urodzin schodzę na drugi plan. Przez to mam niechęć do bratanka, staram się jak najmniej mieć z nim do czynienia. Gdy brat przyjeżdża w odwiedziny, zamykam się u siebie, zawsze z jakąś wymówką.

Nigdy nie myślałam, że nie będę lubiła swoich urodzin. Jednak teraz D wchodzi w wiek „zasypywania prezentami” i organizowania małych przyjęć. A ja? Chciałabym chociaż raz wyprawić w domu urodziny w tym tygodniu, w którym one faktycznie wypadają... Ale cóż, taka stara baba jak ja nie powinna się już skarżyć.

#SRTiu

Ponad rok pracowałam w magazynie z taką dziewczyną, która za każdym razem, zanim umyła ręce, to ściągała z nich wszystkie pierścionki, bransoletki, zegarek. Często zdarzało jej się zapomnieć tych rzeczy i zostawiała to w łazience. Nieraz jej to przynosiłam i nieraz sama biegła do kibelka, jak się zorientowała. Nasz szef akurat zatrudnił ekstra 20 osób przez agencję na kilka tygodni, żeby pomogli się wyrobić z towarem. Mówiłam jej już wiele razy, że jest teraz dużo nowych ludzi i że ktoś obcy nie będzie sprawdzać, czyj jest ten zegarek w łazience, tylko weźmie dla siebie, ale ona nie słuchała.

Pewnego dnia po raz kolejny zostawiła zegarek w łazience. Akurat ja byłam po niej, więc wzięłam go, żeby jej oddać, ale wpadłam na pomysł, że schowam zegarek, żeby ją wystraszyć, że ktoś go ukradł. Może się nauczy – pomyślałam. Podchodzę do niej, gadka o niczym, nagle „zauważam”, że ona nie ma zegarka na ręce. Pobiegła do kibla, wraca z paniką w oczach, biega, szuka, gdzie on może być. Kilka minut zostawiłam ją w panice i w końcu wyciągam go z kieszeni i śmieję się: „Może się w końcu nauczysz zabierać swoje rzeczy z łazienki”.

Nie uznała tego za żart czy nauczkę. Uznała mnie za złodziejkę! Nawet koleżanka, która widziała, co robię, nie dała rady jej przekonać. Rozpowiedziała wszystkim w pracy, że chciałam ją okraść i od tamtej pory nigdy się już do mnie nie odezwała. A ja miałam kolejną motywację, żeby znaleźć lepszą pracę. :)
Dodaj anonimowe wyznanie