#DCg0t

Ja już totalnie nie rozumiem kobiet... Można świetnie się dogadywać, wzajemnie sobie ufać, wspierać się, wzajemnie podobać się sobie, a i tak zostanie się nazwanym przyjacielem, a dziewczyna będzie kolejne godziny spędzać na tej lub innej aplikacji randkowej...
Właśnie to mi się przytrafiło, myślałem, że przez ostatnie miesiące buduję jakąś romantyczną relację, a jak odważyłem się zapytać, czy chce ze mną być, to dostałem odpowiedź: „Traktuję cię jak przyjaciela”. Jak zacząłem dopytywać dlaczego, to ona na to: „To nie to, czego szukam”, no ale relację FWB mi zaproponowała... Oczywiście odmówiłem, teraz mam dosyć jakikolwiek relacji na kolejne parę lat.

#mbGm9

Rodzice naprawdę strasznie wpływają na samoocenę dzieci. Kiedy byłam młodsza (10-11 lat), moja mama miała w zwyczaju mi mówić, że jestem bardzo ładna. Tak też się czułam. Do czasu kiedy zaczęłam mieć problemy z trądzikiem – wtedy już zaczęła mi mówić, jaka to brzydka jestem. Minęło sporo lat, problem z trądzikiem znikł, a ja do dziś nie umiem na siebie spojrzeć jak na kogoś choć odrobinę ładnego.

#8jwoe

Czy to normalne, że 8-latka i 4-latek nie rozumieją, że telewizor w salonie nie jest wyłącznie od tego, żeby cały czas leciały tam bajki i wpadają oboje w szał, kiedy dorosły chce coś tam obejrzeć? 
Jestem kierowcą międzynarodowym w systemie 3/1, kiedy na ten niepełny tydzień przyjeżdżam do domu, zaznaczam – do mojego domu, nie kobiety z dwójką dzieci, z którą się związałem – i chcę pooglądać coś na MOIM telewizorze, okazuje się, że wyłączenie tych durnowatych bajek równa się z krzykiem, płaczem, szantażem emocjonalnym ze strony dzieci i interwencją matki w ich obronie. Mam powoli dość tej relacji, bo coraz mniej w niej pozytywnych momentów, a coraz więcej rozczarowań, i jeszcze załapałem już drugą chorobę od września przywleczoną przez dzieci i znów wyjadę z nią w trasę. Dziękuję, jeżeli ktoś to doczytał do końca.

#4qlRi

Moja żona choruje na SM, więc mam do niej dużo wyrozumiałości. Mamy dziecko, aktywne, wymagające uwagi, więc wiele razy ją wyręczam, bo jest chora, niech odpoczywa. Patrzę na inne kobiety – one robią to, co ja. Moja żona jest wyręczana. Nie mam z tym problemu. Problem mam z tym, jak mnie gnoi, a robi to na swój „subtelny” sposób. Co jakiś czas pretensje o gówno, co jakiś czas wypominki o gówno i później odwracanie kota ogonem. Zostawiłbym ją i od dawna mam takie myśli. Kiedyś było mi jej szkoda, bo chora. Teraz mamy dziecko, które jest dla mnie wszystkim i nie rozbiję mu rodziny. 
Nie dziwię się, że faceci się wieszają. Ja tego nie zrobię. Pieprzę ją, syn jest dla mnie najważniejszy. Może ją przeżyję i spełnię marzenia.

#D0xay

Mam żonę i roczne dziecko. Ostatnio pewna sytuacja przypomniała mi o mojej eks. Postanowiłem wejść na jej profil i zobaczyć, co u niej słychać, jak się zmieniła.  Zobaczyłem zdjęcia z jej ślubu, który odbył się miesiąc temu.

Eks była moją pierwszą miłością. Rozstaliśmy się 9 lat temu. Teraz mogę stwierdzić, że w tamtym okresie, mając 20 lat, nie byłem jeszcze zbyt dojrzały na związek. Kochałem ją, ale nie umiałem jej docenić. Gdy ze mną zerwała, z przyczyny do dzisiaj dla mnie nie do końca jasnej, nie umiałem o nią zawalczyć. Po zerwaniu utrzymywaliśmy jeszcze kontakt „koleżeński”, do czasu aż napisała, że nie chce już więcej utrzymywać ze mną kontaktu. Nie walczyłem. Po kilku miesiącach próbowała się ze mną skontaktować, w nieznanym mi celu. Jednak ja nie odpisałem, ponieważ od kilku miesięcy spotykałem się już z dziewczyną, która jest aktualnie moją żoną. Mój brak odpowiedzi później strasznie mnie bolał i przeszkadzał mi w obecnej relacji. Nigdy nie dowiem się, co chciała mi przekazać. Może cierpiała dokładnie tak, jak ja teraz.

Po zobaczeniu świeżych zdjęć z jej mężem coś we mnie pękło. Pierwszy raz od wielu lat się poryczałem. Zacząłem na nowo rozpamiętywać tę historię, wymyślać potencjalne scenariusze, szukać swoich błędów i wątpić w swoje małżeństwo.

Aktualnie moja psychika ledwo daje radę. Nie umiem przestać o niej myśleć, choć ciągle próbuję. Czuję się, jakbyśmy zerwali przed chwilą, a nie 9 lat temu.

Nie wyobrażam sobie zostawić żony dla historii sprzed tylu lat, której nie da się już zmienić. Nie wyobrażam sobie, by moje dziecko miało wychowywać się w rozbitej rodzinie, a jednocześnie czuję się, jakbym oszukiwał żonę, bo nie jestem w stanie patrzeć na nią tak jak na eks.

Dbajcie o swoje związki. Nie zostawiajcie niewyjaśnionych historii i jeśli kochacie, to walczcie. I nie wchodźcie na profile swoich byłych. Nie sądziłem, że po takim czasie to może aż tak zaboleć.

#mpSlD

Mam 25 lat, jestem w związku od kilku lat, ale czuję się bardzo nieszczęśliwy, a jestem zbyt głupi lub nie wiem, jak to inaczej wytłumaczyć. Utrzymuję nas sam, ciężko pracuję, żeby sprostać wymaganiom drugiej osoby. Oczekuje ona ode mnie zarobków rzędu 20/30 k miesięcznie i raczej udaje mi się tyle zarabiać. Problem polega w tym, że druga osoba nie ma zamiaru iść do pracy, a 80% tych pieniędzy idzie na nią, ja nic z tego nie mam, a co najgorsze, nawet szacunku czy ugotowanego obiadu, miłego słowa. Czuję się jak bankomat, a druga osoba tego zbyt nie ukrywa. Najgorsze jest to, że nie potrafię z tego wyjść, pojawiają się szantaże, grozi, że odbierze sobie życie, a ja nie chcę mieć tej osoby na sumieniu, z drugiej strony usprawiedliwiam to jej ciężkim dzieciństwem, ale wiem, że nie chcę tak żyć. I tak sobie żyję od kilku lat, mając złudną nadzieję, że coś się zmieni, chociaż już coraz mniej w to wierzę. 
Nie wchodźcie w takie związki, nawet na chwilę, unikajcie ich jak ognia, potem strasznie ciężko z tego wyjść, a możecie sobie zmarnować życie i psychikę.
Po prostu chciałem się gdzieś wygadać, a nie mam do kogo.

#Nu9GM

Jestem najmłodsza w rodzinie, a pełnię funkcję najstarszej. 
Moi rodzice wiecznie próbują robić ze mnie swój bufor w małżeńskich konfliktach. Teraz mówię już wprost, żeby załatwiali to między sobą, ale ciągła walka, by nie dać się znów wepchnąć między młot a kowadło, też męczy. Tak samo ciągle jestem wpychana w rolę opiekunki wszystkich innych. Najbardziej mam opiekować się straszą siostrą. Wyręczać ją we wszystkim, czego jej się nie chce robić. Nie robię tego już, odkąd mieszkam osobno, ale naciski wciąż są.
Najgorzej działa na mnie konflikt mojego męża z siostrą. Oboje mają ciężki charakter i wiecznie doszukują się w wypowiedzi tego drugiego powodu do konfliktu. A potem przychodzą do mnie i mówią, żebym to załatwiła, bo to drugie zrobiło coś nie tak. A ja się tym zajmuję, bo znam oboje i nie chcę, żeby doszło do otwartej wojny.
No i sam mój mąż. Wierzcie mi, że ma ogrom zalet, ale ma też ciężki charakter. Ciągle popada w konflikty ze wszystkimi wokoło i oczekuje, że to ja wszystko załatwię. Nie podoba mu się, że ktoś zaparkował źle – próbuje mnie zmusić, bym to ja dzwoniła po straż miejską. Kłóci się z rodzicami – ja powinnam do nich zadzwonić i załatwić sprawę. Sąsiad zastawia drogę pożarową – ja mam dzwonić. Dzwonię, załatwiam, ale mam wciąż dzwonić, bo wciąż jest jakiś pojedynczy kwiatek. Wścieka się na mnie, że go nie wspieram, gdy odmawiam załatwiania jego konfliktów ze wszystkimi wokoło. Jest pokłócony z prawie wszystkim sąsiadami, w pracy też ma konflikt z 3/4 zespołu. Nazywa mnie niedobrą, bo opiekuję się, poradzę, jak potrzebuje, ale nie chronię go przed konsekwencjami jego wyborów.
Jestem zmęczona wymaganiami wobec mnie.

#V6G8V

Nie jestem szczęśliwa w swoim małżeństwie. Mam coraz bardziej dosyć. Zawsze miałam poczucie, że kocham go bardziej niż on mnie, że nie jestem wystarczająco dobra, żeby oczekiwać. Łudziłam się, że to się uda, że się ułoży. Ale z każdym rokiem przeszkadza mi więcej. To, że on codziennie musi wypić 2-3 piwa, ale przecież nie ma problemu z alkoholem. Że potrafi przez kilka dni nie zwracać na mnie najmniejszej uwagi – nie wita się ze mną ani nie mówi dobranoc, ale później oczekuje namiętnej nocy. A gdy jej oczywiście nie ma, to jest obraza majestatu i znowu jestem ta zła, co dyktuje, kiedy coś jest, a kiedy nie. Ciągłe uwagi: „Za mocno jesteś pomalowana”, „Za słabo jesteś pomalowana”, „Tak ubrana wyjdziesz? No tak, z mężem się tak nie stroisz”. Albo „Ciągle chodzisz w tym samym” – a jak coś kupię: „Nie masz na co pieniędzy wydawać?”. Oczywiście, gdy dzieci są nieposłuszne, to też moja wina, bo wszyscy w domu tatę mają za nic…
Do łba wreszcie dostanę, ot co… Ulało mi się.

#nDfjH

W zeszły weekend odwiedziłam kuzyna, z którym od paru lat nie miałam kontaktu. Słyszałam, że jego styl życia jest co najmniej nietypowy, ale rzeczywistość okazała się jeszcze gorsza.

Kuzyn (nazwijmy go Krystian) od dzieciństwa lepiej się czuł w towarzystwie dziewczynek. Wolał bawić się lalkami, chodził na koncerty idoli nastolatek, farbował włosy, tego typu rzeczy. Już w podstawówce znalazł sobie grupkę koleżanek, szczególnie blisko trzymał się z dwoma (powiedzmy Julka i Kaja). Dla nikogo nie było zaskoczeniem, jak w szkole średniej zaczął się spotykać z Kają. W klasie maturalnej dowiedzieli się, że zostaną rodzicami. I właśnie wtedy wyszło na jaw, że on na jakiejś imprezie zdradził ją z najlepszą przyjaciółką (niby po pijaku). Kiedy okazało się, że również Julka jest w ciąży, rodzice całej trójki zaczęli się zastanawiać, jak z tego wybrnąć. I wtedy oni zrobili coś, czego nie potrafię zrozumieć. Uznali, że w sumie od dawna są prawie jak rodzina i skoro już tak się stało, to nie ma sensu niszczyć wieloletniej przyjaźni.

Najdziwniejsze, że ten ich układ trwa już trzy lata. Mieszkają w domu Kai (jej rodzice przez większość roku pracują za granicą). Wszyscy troje studiują i zarabiają na pół etatu. Poszli na uczelnie dopiero w zeszłym roku, jak już dzieci trochę podrosły. Teraz wnukami zajmuje się głównie matka Krystiana (emerytka policyjna). No właśnie, dzieci jest czworo. W naszej rodzinie jest sporo bliźniaków i mój kuzyn podtrzymuje tradycję. Nie wypytywałam oczywiście o sprawy intymne, ale sami powiedzieli mi, że nie są o siebie zazdrośni, a to, co było na początku, już dawno wyjaśnili. Podobno „w związku najważniejsze jest, żeby jednocześnie być przyjaciółmi”. Co ciekawe, zamierzają mieć więcej dzieci, jak już skończą studia.

Szczerze mówiąc, jestem zszokowana. Niby wszyscy troje tego chcą, ja jednak mam wątpliwości. Boję się, że takie wzorce negatywnie wpłyną na dzieci. Wiadomo, sama też nie jestem święta, ale nigdy nie spotykałam się z dwiema osobami naraz. Z drugiej strony jak słyszę, że każde z nich ma swoje życie i znajomych, że nie muszą tłumaczyć się, dlaczego wrócili później, tylko po prostu ufają sobie nawzajem... Zestawiając to z moim byłym, który robił mi awantury, jak poszłam na piwo ze starym znajomym, mam łzy w oczach. Cała rodzina stara się tolerować tę sytuację, może to ja przesadzam?

#zqsP0

Mam chłopaka od prawie 2 lat. Na ten moment jesteśmy w związku na odległość, bo tak musiało się stać. Zaczęła nas przerastać odległość, więc on planuje się przeprowadzić do mojej miejscowości, myślimy o kredycie. Przez odległość zdałam sobie sprawę, że nie jestem pewna swoich uczuć do niego. Niby jest dobrym chłopakiem, ale mam wrażenie, że zasługuję na więcej. Cały czas wspieram go, pomagam mu, jestem przy nim, ale w drugą stronę to tak nie działa. Zwykle, gdy mówiłam mu, jak się czuję, kłóciliśmy się. Przez dwa lata nawet złamanego kwiatka nie dostałam. Męczy mnie trochę ta relacja i nie wiem, czy wspólny kredyt na mieszkanie to dobra decyzja.
Dodaj anonimowe wyznanie