#0w2CG

Woje włosy zawsze były długie. Ostatnio sięgały mi prawie do pasa. Ich utrzymanie trochę mnie męczyło, więc postanowiłam je ściąć mniej więcej do ramion, a nawet oddać je na fundację. Więc idę do fryzjera, siadam w fotelu. Byłam już uprzedzona, że włosów trzeba będzie ściąć dużo. Fryzjerka związała mi włosy w kucyk i tnie. Kucyk się odrywa i widzę moje włosy mniej więcej do ramion. Efekt wow, ale coś jest nie tak...

Otóż fryzjerka źle zawiązała kucyk i moje włosy z tyłu były KRÓCIUTKIE, krótsze niż do linii brody. Myślałam, że może się to uda uratować. Ale nie. Ostatecznie zamiast upragnionych włosów do ramion wyszłam od fryzjera z short bobem LEDWO do brody, mimo że, o ile się znam na fryzjerstwie, istnieje fryzura „krótko z tyłu, długo z przodu”. Fryzjerka tłumaczyła, że tak to musi być, jak włosy idą na fundację, że muszą być krótkie, ale przecież NIE AŻ TAK.

Teraz siedzę w domu i płaczę. Jestem trochę podłamana.

#vWPIP

Przypomniała mi się historia koleżanki pracującej kiedyś w sklepie mięsnym.
Takie rzeczy, jak: niemycie rąk (na zapleczu, przy kliencie w rękawiczkach), sprzedawanie mięsa, które upadło na ziemię, i dodawanie przypraw do starawego mięsa (plus oczywiście wyższa cena) były normą. Czasem ruch był tak duży, że przywiezione rano mięso stało na palecie na zapleczu w temperaturze pokojowej pół dnia, bo trzeba było obsługiwać klientów.
Jednak kiedy koleżanka zarzygała kuwetę z mięsem mielonym, a szefowa kazała jej zamiast wywalić całość, to zebrać z wierzchu i wymieszać, koleżanka stwierdziła, że czas uciekać. Okazało się, że jest w ciąży, więc przyniosła zwolnienie i więcej się tam nie pokazała.
Do dziś pamiętam jej słowa: „Jeśli chcesz mięso mielone, sama wybierz kawałek szynki czy innego mięska i niech zmielą przy tobie”.

#nn8GN

W zeszłym roku napisałem tu wyznanie. Ot, typowe wylewanie żali o tym, że nigdy nie byłem w poważnym związku, frustracji wynikłej z braku powodzenia u kobiet i inne tym podobne wywody desperata obwiniającego wszystkich wokół zamiast siebie, które zazwyczaj nie opuszczają niezweryfikowanych.

Chciałem tylko podziękować Wam, anonimowym użytkownikom. Fala krytyki z waszej strony spowodowała, że w końcu dotarło do mnie, iż czas się poważnie wziąć za siebie. Zacząłem nad sobą pracować, skupiłem się na rozwoju siebie i swoich pasji, uczeniu się na błędach, a także stopniowym przełamywaniu swojej nieśmiałości. Czuję się już o wiele lepiej, przełamuję swoje granice, spotykam się z ludźmi i jestem zwyczajnie zadowolony ze zmian, które wprowadziłem w swoim życiu.

I nie, nadal nikogo nie znalazłem, ale dojrzałem do tego, żeby zrozumieć, że nie zawsze w życiu można mieć wszystko, czego się pragnie. Byłoby miło kogoś poznać i może kiedyś tak się stanie, ale nie zamierzam mieć już z tego powodu żadnych wyrzutów.

#asmQS

Zacznę od tego, że mam 14 lat, jestem dzieckiem adoptowanym, a moi prawdziwi rodzice nie żyją. Nie myślałem prawie w ogóle o przeszłości, zresztą niewiele z tamtego okresu pamiętam. Do teraz.

Otóż jem sobie obiad z mamą, gdy nagle mówi do mnie: „Pamiętasz, że jesteś adoptowany?”. Na co odpowiadam, że oczywiście, że tak. Po czym mama ciągnie: „No to masz siostrę, która jest o rok młodsza”.

Byłem w szoku. Popłakałem się. Później mama powiedziała, że to ta siostra mnie odnalazła.

Naprawdę się cieszę i nie mogę się doczekać spotkania z nią. Nie popsuło mojej radości nawet to, że jest ona chora na mukowiscydozę (to taka choroba genetyczna, której ja na szczęście nie mam). Postanowiłem trochę poczytać o tej chorobie. Wyczytałem, że średnia życia osób chorych wynosi ok. 40 lat. Trochę się zasmuciłem i nie daje mi spokoju myśl o tym, że najprawdopodobniej umrze ona przede mną. Mimo wszystko naprawdę nie mogę się doczekać spotkania.

#JaGka

Zawsze jak słucham muzyki, wyobrażam sobie, że stoję na wielkiej scenie i śpiewam daną piosenkę, a tłumy fanów zachwycają się moim wokalem i umiejętnościami.

Szkoda, że w rzeczywistości mój śpiew jest gorszy niż odgłosy godowe waleni :)

#U3xXU

Jakiś czas temu pewna firma postanowiła ściągnąć mnie do siebie. Oczywiście finanse na plus, dodatkowe warunki spełnione. Ale zanim tam poszedłem, w poprzedniej firmie wszyscy dowiedzieli się, gdzie będę pracować i nagle wszyscy chwalą się, że tam aplikują. A co robię ja? Jak mi się ktoś nie podoba (nie ze względu na to, że kogoś lubię bądź nie, po prostu ludzie się obijają i patrzą co zrobić, by tylko móc się obijać), to dzwonię do nowej firmy i mówię, kogo lepiej nie zatrudniać. Nie wiem, ale mierzi mnie myśl, że mógłbym znów pracować z niektórymi nierobami.

W sumie nie wiem, czy robię dobrze, ale nie chcę wkurzać się w nowej pracy, zasuwając za trzech, co w poprzedniej firmie ciągle robiłem.

#Dboax

Gdy siedzę w gronie znajomych i akurat mamy jakieś spotkanie na zewnątrz, to zabieram ze sobą dużo środków przeciw owadom (szczególnie przeciw komarom, i o ile to możliwe staram się wybierać naturalne środki odstraszające). Dzielę się nimi ze znajomymi, a sam często ich nie używam. Dlaczego? Chcę, żeby moi towarzysze byli bezpieczni, podczas gdy ja robię za przynętę na te krwiożercze stworzenia.

#eakjV

Pracuję w firmie ojca. Synalek tatusia, co? No właśnie tak średnio i z przymuszenia... Ale po kolei.

Okradziono mnie, nie dość, że nie byłem w stanie utrzymać się i jako-tako opanować sytuacji życiowej, to jeszcze nie miałem pieniędzy nawet na druk własnej pracy magisterskiej. Narzeczona jakoś tam mi pomagała, ale nie dawaliśmy rady nawet razem na wyjście z dołka (miałem kredyt hipoteczny). Następnego kredytu nie daliby mi, w lichwę nie chciałem się bawić. Jedyną opcją było wrócenie z podkulonym ogonem do ojczulka, który dał mi wymaganą kwotę, aby studia w spokoju ukończyć i wydrukować pracę. Nieproszony sam się zaoferował, że spłaci całą moją hipotekę, co ja przyjąłem z radością. Ale, ale – coś za coś. Miałem w zamian iść do pracy w jego firmie jako szeregowy pracownik. Zgodziłem się, i tak nie robiłem w zawodzie wyuczonym, to co mi szkodzi, wypłata porównywalna.

W maju jego firma zaczęła mieć gigantyczne straty. Nie wiem, co mój tatulo odwalił, ale było tak źle, że musiał pozwalniać połowę personelu, a mi powiedział w gabinecie, że za tamten miesiąc nie dostanę wypłaty, bo zwyczajnie go nie stać, ureguluje płatności w następnym. Biorąc pod uwagę to, ile dla mnie zrobił, przystałem na to. Jakoś ten miesiąc z dziewczyną przeboleliśmy... Aż minął następny i sytuacja się powtórzyła. Niby w firmie było już stabilniej, niby „wychodzimy na prostą”, ale też powiedział mi, że o wypłacie mogę pomarzyć i „w lipcu na 100% dostaniesz obydwie zaległe”. A teraz mamy lipiec i zgadliście – kasy nadal nie ma.

Firma prosperuje lepiej, nawet przyjęliśmy trzech nowych pracowników.
Wypytałem ludzi, okazuje się, że dostają co miesiąc swoje wypłaty jak w zegarku. Poszedłem zatem do ojca i zapytałem, co to ma znaczyć. Zareagował agresją, zaczął mnie wyzywać od żebraków, którzy myślą, że wszystko im się należy i robił wyrzuty, że zapłacił mi hipotekę, że nie dostanę wypłaty ani z maja, ani z czerwca, ani z nigdy, dopóki nie odrobię tego, co na mnie wyłożył „i nie obchodzi mnie, czy będziesz żarł tynk ze ścian przez ten czas”. Wyszedłem dosłownie w szoku. Mój ojciec nigdy wcześniej się tak nie zachowywał.

Oczywiście szukam nowej pracy w trybie natychmiastowym, bo dziewczyna już jest wkurzona na maksa, a życie na jednej wypłacie na dłuższą metę jest praktycznie niemożliwe... Dziewczyna jednak nakłania mnie do tego, abym poinformował PIP i wszystkie możliwe służby, ale nie chcę tego, bo w sumie to mój ojciec i nigdy taki nie był...
Naprawdę nie wiem, co mam robić.

#Ozn9A

Mam 26 lat i sporą nadwagę. Leżałem na łóżku, pobolewał mnie brzuch, a przyznać trzeba, że mój brzuch mógłby mieć swoją własną orbitę w swojej największej fazie... Ale od kilkunastu miesięcy walczę z nim, jak mogę – dieta i lekkie ćwiczenia kardio, takie, na jakie pozwalała mi tusza.
Pod palcami wyczułem miejsce, które mnie boli – dość twarde, nieustępliwe i promieniujące przy naciskaniu... Przerażony wchodzę w internet i jest diagnoza (szybciej niż najznakomitszy lekarz ją wystawiłem) – przepuklina. No dramat...

Załamany  i zrezygnowany udałem się do lekarza. 
Lekarz przeprowadził wywiad, zrobił badania i USG i... okazało się, że to moje mięśnie, które mają zakwasy po nowym treningu.

PS Na swoje usprawiedliwienie powiem, że odkąd skoczyłem 14-15 lat, nie było możliwości wyczuć moich mięśni, bo były tak słabe i wiotkie i pod taką górą tłuszczu.
Dodaj anonimowe wyznanie