Moja 36-letnia żona bawiła się z naszą 3-letnią córeczką domkiem dla lalek. Pokłóciły się o lalkę z różowymi włosami. Dziecko się popłakało, a matka obraziła.
Czy to już czas na wizytę u psychiatry?
Jestem już tak zmęczona chodzeniem do szkoły, że dzisiaj rano pakując śniadanie, zamyśliłam się i wlałam do torby herbatę.
O tym, jak zyskałam najlepszą przyjaciółkę... w dość zaskakujących okolicznościach.
Można hejtować za to, że byłam kochanką, ale nie o tym ta historia.
Spotykałam się z żonatym mężczyzną kilka lat. Po jakimś czasie zakochaliśmy się w sobie, ale nigdy nie naciskałam na to, żeby odszedł od żony, bo wiedziałam, że ma córkę, której nie zostawi. Niestety sytuacja przerosła mnie i postanowiłam z wielkim bólem serca zakończyć ten związek. Bez żadnych dram, płaczu, po prostu powiedziałam, że nie potrafię dłużej się dzielić. I choć on powiedział, że odkąd mnie poznał, z nikim innym nie był, to szanuje moją decyzję.
Po kilku tygodniach napisał, że nie da rady beze mnie żyć i odchodzi od żony. Wierzyłam, bo nigdy wcześniej mnie nie okłamał... Niestety to jego odchodzenie przeciągało się w czasie już kilka miesięcy, co bardzo wpływało na mój stan psychiczny. W końcu powiedziałam, że albo ją zostawi, albo ja z nią porozmawiam. No i na tym się skończyło. Cisza przez następne tygodnie.
Pewnego dnia coś mnie tknęło i po prostu zapukałam do jej drzwi. Kobieta koło 40, szczupła, wpuściła mnie i zapytała, czy się czegoś napiję. Takiej reakcji się nie spodziewałam. Powiedziała, że domyślała się, bo jej mąż chodził szczęśliwy przez dłuższy czas, ale z mężem od dawna jej nic nie łączy, nie są ze sobą od wielu lat. Mieszkają razem tylko ze względu na dziecko i jeśli chcę być z nim, to ona nie ma nic przeciwko.
A ja? Resztkami dumy, próbując się nie rozpłakać, odpowiedziałam „nie”. Prawda jest taka, że chciałam tego najmocniej na świecie, ale chciałam to usłyszeć od niego, nie od niej. Babka wyciągnęła butelkę wina i tak spędziłyśmy jeszcze kilka godzin. Zmyłam się do domu, zanim on wrócił z pracy.
Zadzwonił do mnie kilka dni później. Spodziewałam się, że mnie opieprzy, ale powiedział, że jest mu przykro, że nie dałam mu szansy załatwić tego po swojemu... Postanowiliśmy jednak spróbować i przez jakiś czas byliśmy razem, ale rozstaliśmy się, chyba z braku zaufania i zbyt dużej zazdrości z obu stron. Natomiast w międzyczasie bardzo zaprzyjaźniłam się z żoną mojego faceta. Spotykaliśmy się wszyscy razem na kolacje, ba! nawet jeździliśmy razem na wakacje. Również bardzo polubiłam się z ich córką.
Po rozstaniu facet wrócił mieszkać do żony, ja z nim kontakt mam już teraz całkiem dobry, widujemy się czasem. Od tamtego czasu minęły 2 lata. Z tego, co wiem, nie spotyka się z nikim. Z jego żoną widuję się co najmniej raz w miesiącu. Ona była moim największym wsparciem, kiedy rozstałam się z jej mężem. Nadal nam kibicuje i chciałaby, żebyśmy do siebie wrócili. Natomiast dla mnie to chyba już skończona historia, chociaż już zawsze będę go uważać za miłość mojego życia... Chyba tak miało być. Traktuję ich wszystkich jak rodzinę i nie wyobrażam sobie, żeby mogło ich zabraknąć w moim życiu.
To najbardziej zwariowana rzecz, jaka mi się przydarzyła, nie wiem, jak to się dalej potoczy, ale chciałabym, żeby każde z nas miało swój mały happy end.
Miałam w klasie, którą uczę, chłopaka – i co tu dużo mówić, był dziwny, chociaż to mało powiedziane. Dziecko miało nierówno pod kopułą: wyzywał, bił nawet nauczycieli, wykonywał dziwne ruchy, krzyczał coś, czego nikt nie rozumiał (do tego stopnia, że katechetka pomyślała, iż jest opętany). Jakakolwiek reakcja ze strony nauczycieli kończyła się fiaskiem, bo rodzice chłopca mieli to w głębokim poważaniu.
Miarka się przebrała, kiedy chciał uciec ze szkoły, wyskakując przez okno z drugiego piętra. Chłopaka zabrano na obserwację na oddział zamknięty. Po czterech tygodniach psycholodzy stwierdzili, że dzieciak musi iść do szkoły specjalnej, bo bycie w szkole publicznej stwarza zagrożenie dla niego i innych.
Co na to rodzice? Że to jest spisek przeciwko nim, że ich dziecko jest normalne i że to wszystko wina klasy, do której on uczęszcza. Chłopiec został przeniesiony do innej szkoły (także publicznej) w tym samym rejonie.
Dziecka jest nam szkoda, jednak z koleżankami modlimy się, by nie wrócił do naszej szkoły.
Chciałam się poradzić w sprawie, która od dłuższego czasu mnie męczy. Sama nie wiem, czy coś ze mną jest nie tak i nie potrafię cieszyć się tym, co mam. Chodzi o mój związek i mojego partnera.
Jesteśmy razem od liceum, już ponad 5 lat. Do pewnego momentu był to burzliwy związek, z czasem jednak udało nam się większość rzeczy wypracować. Jednak po 5 latach wkradła się z mojej strony pewna nuda w związku. Zaczęłam się zastanawiać nad tym, jak by to było z kimś innym. Jak by to było być singlem, bo tak naprawdę nie miałam okazji doświadczyć życia singla, więc po prostu mnie to ciekawi. Dużo osób naokoło zaczęło się zaręczać, co wywołuje u mnie jakiś niepokój i strach. Mam 23 lata, on też, ale nie czuję się kompletnie gotowa na takie deklaracje, nawet nie mieszkamy razem. Zastanawia mnie, skąd mieć pewność, że to właśnie z tą osobą chce się spędzić resztę życia. Przecież w życiu nie ma nic pewnego. Boję się małżeństwa, a nie chciałabym rozwodu, ponieważ doświadczyłam rozwodu rodziców jako dziecko.
Jeśli chodzi o seks, to sprawa też podupadła, po 5 latach nie jest to już dla mnie takie ekscytujące i coraz częściej odmawiam lub robię to tylko żeby jemu nie było smutno. Jest to frustrujące dla obojga, ja czuję presję, a on czuję się nieatrakcyjny. Nie wiem, jak to zmienić, a bardzo bym chciała. Jest bardzo przystojny i dobrze zbudowany, miałby powodzenie. Ja to widzę natomiast z drugiej strony – czuję, że już nic mnie nie zaskoczy.
Druga bardzo uwierająca mnie sprawa to według mnie brak wspólnych pasji i zainteresowań. On jest bardziej typem domatora, niewiele potrzebuje do szczęścia. Ja uwielbiam sport, podróże, poznawanie nowych rzeczy, potrzebuję adrenaliny. Nie chcę, żeby życie przeleciało mi przez palce. Wciągnęłam go trochę w narciarstwo i chodzenie po górach, ale to zawsze wygląda tak, że muszę go namówić, wymyślić cały plan, nocleg, wszystko jest na mojej głowie. On za to zawsze jest kierowcą. Chciałabym, żeby on kiedyś wyszedł z inicjatywą, gdzieś mnie zabrał, pokazał coś nowego, żebym czuła, że dzięki temu związkowi się rozwijam. Jego zainteresowania to piłka nożna i siłownia. Oprócz tego jest bardzo ambitną osobą i rozwija się zawodowo w szybkim tempie, co podziwiam oczywiście i wiem, że odniesie zawodowy sukces.
Teraz nadchodzą wakacje, a ja zamiast radości czuję smutek, bo wiem, że będę musiała proponować i namawiać, a on tylko będzie mówił, że nie jest w stanie się określić, że zobaczymy (zawsze jest jakieś „ale”), w końcu gdzieś pojedziemy, zrobimy, ale będzie to takie wymuszone i nie da tyle radości, chciałabym, żeby to przychodziło obustronnie, swobodnie. Ja bardzo chcę eksplorować świat i próbować nowych dyscyplin sportowych, nie wyobrażam sobie innego życia.
Rozmowa tylko pogarsza sprawę, on mówi, że wcale tak nie jest.
W tydzień po założeniu konta na FB zerknęłam w folder wiadomości „inne”. Dostałam zdjęcia członków od 7 facetów.
Mam 14 lat i zaznaczyłam to w profilu.
Nigdy nie mogłam zarzucić mojemu tacie, że miał wobec mnie jakieś ciągoty seksualne, nic z tych rzeczy. Jednak jednego razu, gdy mnie odwiedził, przy pożegnaniu pocałował mnie w usta. To było kilka lat temu. Ciągle mam nadzieję, że to było przypadkiem, jednak nie mogę pozbyć się tego uczucia niesmaku. Niestety, tato już nie żyje, nie mam jak go o to zapytać, a nawet jeżeli by żył, to pewnie bym i tak do tego nie wróciła.
Jestem instruktorką fitness. Moja 4-letnia córeczka zapytała mnie po raz pierwszy, co robię w mojej pracy. Powiedziałam jej więc, że ćwiczę i tańczę razem z zespołem kilku innych pań.
Stwierdziła, że „to nie jest prawdziwa praca, tylko zabawa”. Po chwili dodała, że szkoda, że nie jestem strażakiem, bo teraz nie wie, co powiedzieć dzieciom w przedszkolu.
Jestem w długotrwałym związku i wszystko jest OK, ale zmagam się z pewnym problemem, przez który wstyd mi było się związać z kimkolwiek, a jeszcze przez to zaliczyć wtopę już na pierwszej randce... Otóż pierdzę. Ale nie byle jak... Głośno i wyjątkowo smrodliwie.
Problem dotyczy całej rodziny, wszyscy zawsze pierdzieliśmy, że aż cud, iż jeszcze żyjemy. Nie jadamy nie wiadomo jak ciężkostrawnych rzeczy, nie jesteśmy też grubasami, którzy obżerają się chipsami, więc jeśli takie było wasze wyobrażenie o nas, to przepraszam za jego zrujnowanie.
Moja dziewczyna rozumie to i żartuje z tego, ale mi za każdym razem robi się wstyd, bo widzę, jak bardzo próbuje się nie skrzywić, gdy poczuje woń. Gdy jesteśmy z dala od siebie, bo mieszkamy nieco oddaleni, to jest łatwiej, ale wciąż słychać, gdy rozmawiamy ze sobą za pomocą komunikatorów głosowych. Jakbym został youtuberem, to wiadomo, z czego bym słynął :/
Gdy miałam 20 lat, mój tata powiesił się na moich oczach. Przeżył, lecz ja do dziś nie mogę spać po nocach.
Dodaj anonimowe wyznanie