#fXyTF

Moja matka zostawiła mnie i tatę, gdy miałam 4 miesiące, odchodząc do innego mężczyzny. Według dokumentów pielęgniarki środowiskowej nie chciała mieć ze mną nic do czynienia od chwili moich narodzin – mimo że wcześniej bardzo cieszyła się, że jest w ciąży. Wiem, że mogła mieć depresję poporodową, ale miała dosłownie wsparcie wszystkich dookoła, mojego taty, rodziny taty, pielęgniarki. Pewnego dnia podobno po prostu wyszła i już nie wróciła, zostawiając mnie samą na ponad 8 godzin, zanim tata wrócił z pracy. Tata codzienne potem podjeżdżał z wózkiem pod dom tego mężczyzny, w nadziei, że matka wyjdzie i choć trochę się do mnie zbliży. Nic bardziej mylnego, a mijały miesiące.
Pewnego dnia tata poszedł sam, by z nią porozmawiać. Miałam wtedy 9 miesięcy. Znalazł ją na ulicy, już martwą. Po sekcji zwłok okazało się, że był to nieleczony tętniak. Tamten mężczyzna jak szybko się pojawił w jej życiu, tak znikł – to tata poinformował jej rodzinę o śmierci. Nie wiedzieli nawet o moim istnieniu.
Tata przez lata chodził ze mną do niej na cmentarz, mówiąc o niej same pozytywne rzeczy, że mnie kochała itd., nie mówiąc prawdy o tym, co się naprawdę wydarzyło. Zmarł, jak byłam nastolatką.
Prawdę odkryłam przypadkiem, gdy miałam 19 lat. Znalazłam w starych papierach wypisy z przychodni, w tym opisy ze szpitala w dniu moich narodzin, a później pielęgniarki środowiskowej. Co gorsze, niektórzy z rodziny wiedzieli i też milczeli przez te lata – a mi świat w momencie czytania tych dokumentów się zawalił. Elementy układanki ułożyły się w całość – dlatego nie miałam żadnych zdjęć z matką, dlatego nikt nic „nie wiedział” o matce, dlatego nie zostały po niej rzeczy.
Teraz mam 23 lata, robię się z twarzy strasznie podobna do niej, nienawidzę tego. Mam ochotę zrobić sobie operację plastyczną, byle by tylko usunąć wszystkie cechy mi o niej przypominające. Na cmentarz chodzę o wiele rzadziej niż przedtem. Czuję złość. Rodzina taty i ludzie, którym się zwierzam, mówią, żebym tego tak nie przeżywała – że to było lata temu, że mogła to być wspomniana depresja poporodowa. Że muszę wybaczyć. Nie potrafię. Nie chcę. Tata bardzo kochał mamę, kochał też mnie, a dla matki to nic nie znaczyło. Bo wychodzę z założenia, że skoro była w stanie pójść cztery miesiące po porodzie do innego mężczyzny, to była w stanie podejmować świadome decyzje. A „dzięki” jej decyzjom (ignorowaniu mojego płaczu, niechęci, aż w końcu zostawienia) po dziś dzień borykam się z ograniczonym zaufaniem i problemami w nawiązywaniu relacji – mimo że jej nie pamiętam. Nie życzę jej szczęśliwego dnia mamy.

#FmAcR

Będąc dzieckiem, mieszkałam z rodzicami w bloku. Pewnego razu, kiedy byłyśmy z mamą same w domu, zadzwonił domofon. Nic niezwykłego. Może ktoś idzie do nas z wizytą albo ktoś zapomniał klucza, a może listonosz/kurier/Jehowi... cokolwiek. Ale to było bardziej niż „cokolwiek”.

Mama odbiera, a mężczyzna w słuchawce pyta, czy może wejść na górę (mieszkaliśmy na pierwszym piętrze) i pożyczyć.... długopis!  Mama powiedziała, że jeżeli potrzebuje długopisu, to niech kupi go sobie w sklepie naprzeciwko (akurat był tam sklep papierniczy, a obok spożywczy).

Miałyśmy to szczęście (i nieszczęście), że nasze okna wychodziły akurat z przodu budynku i mogłyśmy zobaczyć, kto stoi na dole i dzwoni domofonem. Wyjrzałyśmy dyskretnie, nie odsłaniając firanki. To było bardzo dziwne, bo ten facet stał tam cały czas i się kręcił, spacerował. Nie znałyśmy go. Trochę się martwiłyśmy, co to za typ, bo zdarzały się już dziwne akcje, że przychodzili do bloku różni ludzie i łapali za klamkę. My zawsze zamykaliśmy drzwi na klucz, nawet jak wszyscy byli w domu. Wam też radzę.

#dHbsP

Moja koleżanka miała zawsze bardzo ciekawe poglądy na temat zdrady. Mianowicie to w facetach tkwi problem, takiego co zdradził, od razu trzeba kopnąć w dupę. A kochanka? Kochanka nie jest niczemu winna, pewnie ma życiowe problemy, każdy czasem może zbłądzić, taka kobieta pewnie ma jakieś nierozwiązane sprawy z ojcem.
Swoje teorie tłumaczyła tym, iż została obdarzona nadludzkimi pokładami empatii, o której uwielbiała opowiadać niezależnie od tego, czy ktoś chciał jej słuchać, czy nie.

Niedawno okazało się, że jej mąż miał krótki, aczkolwiek bardzo intensywny romans (na obronę „kochanki” muszę dodać, że dziewczyna nie miała bladego pojęcia o istnieniu żony, serio). Jak to w życiu bywa, koleżanka dowiedziała się o wszystkim bardzo szybko. Wiecie, co podziało się z jej empatią? Z mężem pogodziła się błyskawicznie „bo to tylko facet i jest głupi”. Ale to, co zrobiła dziewczynie, przeszło ludzkie pojęcie. Otóż znalazła ją na fb, napisała do jej wszystkich znajomych, jaką to dziewczyna nie jest dziwką, ale było jej mało, więc nawiedziła jej rodziców, zrobiła awanturę, jej matce nawrzucała, że jak w ogóle może patrzeć na siebie w lustrze, skoro taki czarci pomiot wydała na świat. A samą dziewczynę na koniec poszarpała.

Teraz będzie miała sprawę o napaść, ale o swojej nadprzyrodzonej empatii nie chce już mówić.

#MiR00

Bardzo lubię chodzić do Złotych Tarasów tylko po to, żeby przyglądać się pracującemu w tamtejszym sklepie BARDZO niskiemu chłopakowi. Najczęściej zamówienia składam, tak by to on je przyjął (z tego też wiem, że prawdopodobnie pochodzi z Ukrainy). Jego energiczność i żywiołowość oraz zapał do pracy w porównaniu z jego niską, drobną posturą budzą we mnie spokój, wesołość, podziw. Stalkowanie go dosłownie mnie odpręża.

#rILJN

Ubieram się w ciuchy, które teoretycznie przypisane są do innej płci. Będąc kobietą, bardzo lubię kupować ubrania (spodnie również) w dziale męskim – moim zdaniem są lepszej jakości i po prostu wygodne. Łączę je z kobiecymi dodatkami. Jestem też szczęśliwą mężatką :).

Przyjaźnimy się blisko z pewnym małżeństwem. Na ostatniej imprezie ona, będąc pod wpływem, wyznała mi miłość. Płacząc, poinformowała, że kobiety woli „od zawsze”, a że jej rodzina tego nie akceptuje, wyszła za swojego przyjaciela z dzieciństwa. Jest szczęśliwa, widząc inną „kryjącą się”... Delikatnie wytłumaczyłam jej, że... cóż, pomyłka.

Od tamtej pory uważa mnie za tchórza, co to się boi ostracyzmu społecznego (przyganiał kocioł...) i nie zamieniła ze mną ani słowa. Nasi mężowie, skołowani, co chwila pytają, o co chodzi. Ech...

#s7iOz

Odkąd pamiętam, nigdy nie miałem z ojcem dobrych relacji. Zawsze kłócił się z matką, która nie miała pracy – ojciec utrzymywał ją, mnie i mojego młodszego brata. Mamy spore mieszkanie, dosyć dużo pieniędzy i wiele osób ma mi za złe, że tak go nie lubię. Ale mam swoje powody.

Zaczęło się, kiedy w wieku 15 lat ujawniłem się jako gej. Nie znalazłem w nim wsparcia – w sumie to ani w nim, ani w matce. Ale to on zrobił to, co zrobił. Dał mi w twarz, złapał za włosy i popchnął przez cały pokój. Wpadłem na lustro z takim impetem, że całe się roztrzaskało. Wykrzyczał mi w twarz chyba wszystkie obelgi, jakie znał. Od tamtego czasu jest tylko gorzej. Wyzywa mnie i robi wszystko, żeby mnie udupić. Próbował wysyłać mnie do różnych pseudo psychologów i do kościoła, ale w zawsze mówiono mu to samo – że tego nie da się wyleczyć ani też nie jest to grzech (mam bardzo tolerancyjną parafię, ale mój ojciec wie swoje). Kiedy zapuściłem włosy, dostał białej gorączki i zmusił mnie do nocowania u mojej przyjaciółki, która jako jedyna wie o tym, co się dzieje.

To nie był mój wybór. Nie wstałem pewnego dnia i nie stwierdziłem „Och, zostanę gejem!”. Ja się taki urodziłem. Taki jestem. Nie „wyrosnę” z tego. Czy tak trudno to zrozumieć?

#iyybQ

Chciałabym podzielić się z Wami moim największym problemem, który spędza mi sen z powiek. Może ktoś miał/ma podobnie i będzie w stanie mi jakoś pomóc.

Na moim ciele pojawiły się okropne rozstępy, takie jak po porodzie. Na nogach, brzuchu, ramionach, dosłownie prawie wszędzie. Przez to nie jestem w stanie nawiązać normalnej relacji z żadnym facetem, gdyż perspektywa pokazania mu się nago jest dla mnie wręcz paraliżująca. Wstydzę się podzielić tym z kimkolwiek, dlatego piszę do Was, drodzy Anonimowi, żeby się trochę wyżalić.

#J3oZD

Dwa miesiące temu moja dziewczyna zerwała ze mną i kazała mi się wyprowadzić. Byłem załamany, ryczałem w poduszkę jak baba. Błagałem ją, żeby tego nie robiła, ale była zdecydowana.

Wyprowadziłem się i ku mojemu zdziwieniu już po tygodniu jakoś stanąłem na nogi – w końcu mam studia i pracę, muszę jakoś żyć i przede wszystkim mieć za co żyć. Ale co najważniejsze – odnalazłem spokój, bez ciągłych kłótni, pretensji z jej strony, bez krzyku. W końcu nie muszę brać tabletek na uspokojenie trzy razy w tygodniu. I choć to boli, to mimo wszystko cieszę się, że zakończyła ten destrukcyjny związek.

Napisałem jej dziś SMS-a z podziękowaniami: dzięki jej decyzji wróciłem do siebie, jestem znów zrelaksowany i w pewien sposób daje mi to szczęście. Czasem trudne decyzje potrafią obrócić się w dobro, które na pierwszy rzut oka trudno dostrzec.
Dodaj anonimowe wyznanie