#ct9qD

Mam 43 lata, jestem singlem. W zasadzie zawsze nim byłem, gdyż z racji swojego wyglądu połączonego z dość mocnym introwertycznym charakterem i problemami natury intymnej zawsze miałem kłopot z interakcją z kobietami. Co zaburzyło mój spokój? Właśnie kobieta. Tylko w tej sytuacji wszystko jest nie tak. To ona o mnie zabiega i mnie podrywa, a jest to dla mnie sytuacja nowa i stresująca. Spotykamy się, a nawet doszło między nami do pierwszego zbliżenia, na które nie byłem przygotowany i na polu którego poległem. 
Nie trzeba być psychologiem, żeby domyślić się, że ona udaje, że się jej podobam, bo jest 37-letnią samotną matką 2-latka, bez stabilnego zatrudnienia, mieszkającą kątem u schorowanej matki i z kategorii kobiet o takim wyglądzie, że mężczyźni kiedyś pewnie się o nią zabijali. Wyczuła, że mam pieniądze. Powiedziała, że szuka opiekuńczego, dojrzałego mężczyzny, który będzie miał odwagę dzielić z nią trudy wychowania syna, a wygląd ma dla niej znaczenie trzeciorzędne, i podniecają ją inne cechy u mężczyzn, które akurat ja posiadam. 
Teraz meritum tego wyznania: nie wiem, co robić, czuję, że się zakochuję, ale też wiem, że jeżeli zerwę tę relację, to mogę już skończyć żywot jako wieczny kawaler. Nigdy nie miałem takiego bałaganu w głowie.

#SfqmH

Mam dosyć mojego ponad 4-letniego związku. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz między nami do czegoś doszło. Próbowałam już milionów rozmów, próśb, płakałam. Prosiłam o wyjaśnienia, co jest nie tak? We mnie? W nim? Co mam zmienić, co mu się nie podoba? Niby wszystko jest OK. A jednak od lat jest tak samo. Ale ile można prosić…
Po kilku latach przestało mi zależeć. On nie zabiega, nie rozmawia o tym, nie dostrzega mnie seksualnie czy bliskościowo. Zdaje sobie sprawę, jak mnie to boli i jak bardzo na mnie to wpłynęło. Nienawidzę siebie. Nie podobam się sobie, przestałam o siebie dbać, nie widzę czasem sensu, aby chociażby umyć włosy. Brak mi wiary w siebie. Nie umiem się z nim całować, choć i tak robimy to bardzo rzadko i jest to raczej przelotny buziak. Kiedy on chce namiętnie, to ja sztywnieję, a on robi się delikatnie obrażony, że przecież on chce dobrze.
Nie wyobrażam sobie zbliżeń z nim, a bardzo bym chciała, by było normalnie.
I wie o tym. A jego odpowiedź: „No to co ja mam zrobić, skoro ty i tak sobie tego nie wyobrażasz?”.
Z jednej strony nie mam już na to siły, a z drugiej już mi na tym nie zależy. Nie wiem, co robić… Mam dopiero 25 lat, a czuję się jak jedno wielkie g…

#HUUes

Moja była się zaręczyła. I… jest mi z tym bardzo dziwnie. Jedna moja część jest smutna, druga neutralna, a trzecia sama nie wie, co myśli. Minęło już z 5 lat, to była pierwsza taka prawdziwa relacja, którą ona zakończyła ze względu na odległość, jaka nas dzieliła. Wiem, że gdyby nie te kilometry, prawdopodobnie byśmy byli razem ze sobą szczęśliwi. Boli mnie ta wizja. Byłem w wielu innych relacjach, a w nich zawsze coś wychodzi po czasie. Czuję dziwną pustkę, nie wiem, co robić.

#vtpRN

Gdy miałem około 18-19 lat, postanowiłem wraz z kumplami zrobić pewien eksperyment. Polegał on na podpaleniu pierda. Usiadłem na krześle, uniosłem nogę, przybliżyłem zapalniczkę i uwolniłem metan ze swoich trzewi. Ogniem zajął się nie tylko gaz, ale również moje wówczas długie włosy (na głowie) oraz firanka, która znajdowała się w pobliżu.

#Jly4k

Dawno temu, na przełomie liceum i początku studiów, bardzo lubiłam wrócić do domu i zjeść obiad, oglądając jakąś telenowelę meksykańską. To był czas „Esmeraldy” i tego typu historii. Co się tam działo! Miłości, skrywane uczucia, zdrady, rozstania i powroty, dylematy sercowe i tajemnice rodzinne. Wtedy było to dla mnie fascynujące.
Teraz kiedy moja przyjaciółka przeżywa podobne historie, czuję niesmak i ciężar. Zdradzający mąż i kochanek z żoną. Miliony wyznań i rozstań zakończonych powrotem. Dylematy od rana do nocy.
Usłyszałam w życiu bardzo wiele historii, wręcz nieprawdopodobnie zagmatwanych i nawet bym rzekła z pogranicza zdrowego rozsądku, i teraz już wiem, że wszystkie opery mydlane oparte są na faktach.

#F9LPX

Mam problem natury takiej, że nie umiem mówić całej prawdy. Chodzi mi np. o fakt, że gdy wiem, że moja dziewczyna będzie zazdrosna o wstawienie innej dziewczyny na relację i zrobi dramę, to ja wolę ukryć przed nią relacje na 24 godziny i uniknąć awantury niż być z nią w 100% szczery. Mam tak od lat, nieważne jak ktoś by reagował (nigdy bym się nie dopuścił zdrady ani nic z tych rzeczy). Robię tak nie tylko w związku – jeśli wiem, że coś się nie spodoba przyjaciołom, rodzinie czy komukolwiek innemu, to staram się to ukryć bardzo długo, rzadko kiedy wyjdzie coś na jaw, ale jeśli wyjdzie, to przyznaję się do błędu. Żeby było jasne – nie są to wielkie rzeczy, są to drobnostki. Jest mi cholernie wstyd, że tak postępuję i czuję się strasznym kłamcą przez to, ale nie umiem tego zmienić. Czy ktoś miał podobny problem? Myślałem nad terapią, ale nawet nie wiem, jak miałbym zacząć i czy nie ma „poważniejszych” przypadków niż mój.

#DCg0t

Ja już totalnie nie rozumiem kobiet... Można świetnie się dogadywać, wzajemnie sobie ufać, wspierać się, wzajemnie podobać się sobie, a i tak zostanie się nazwanym przyjacielem, a dziewczyna będzie kolejne godziny spędzać na tej lub innej aplikacji randkowej...
Właśnie to mi się przytrafiło, myślałem, że przez ostatnie miesiące buduję jakąś romantyczną relację, a jak odważyłem się zapytać, czy chce ze mną być, to dostałem odpowiedź: „Traktuję cię jak przyjaciela”. Jak zacząłem dopytywać dlaczego, to ona na to: „To nie to, czego szukam”, no ale relację FWB mi zaproponowała... Oczywiście odmówiłem, teraz mam dosyć jakikolwiek relacji na kolejne parę lat.

#mbGm9

Rodzice naprawdę strasznie wpływają na samoocenę dzieci. Kiedy byłam młodsza (10-11 lat), moja mama miała w zwyczaju mi mówić, że jestem bardzo ładna. Tak też się czułam. Do czasu kiedy zaczęłam mieć problemy z trądzikiem – wtedy już zaczęła mi mówić, jaka to brzydka jestem. Minęło sporo lat, problem z trądzikiem znikł, a ja do dziś nie umiem na siebie spojrzeć jak na kogoś choć odrobinę ładnego.
Dodaj anonimowe wyznanie