#eWBUH
Minie długi czas, zanim znowu się skuszę rozmawiać z jakimiś „kobietami” i w realu, i w internecie.
#E4WXs
W pewnym momencie u mnie w domu się uspokoiło, bo ojciec zmarł. Zero jakichkolwiek uczuć względem niego. Matka zaczęła terapię i wyszła z uzależnienia. Zacząłem w końcu jakieś normalne życie, ale psychika mimo wszystko zniszczona. Poszedłem do pracy, wynająłem jak najszybciej jakieś mieszkanie i ojciec Krzyśka sprezentował mi elektryczną perkusję, która w zasadzie była dość nowym urządzeniem w tamtych czasach. Mogłem grać u siebie, nie tracąc czasu na dojazdy i powroty. Dalej był moim mentorem życiowym. Życie sobie dalej leciało, aż do pół roku przed śmiercią, gdzie pierwszy raz w życiu usłyszałem, że jest ze mnie dumny, że wyszedłem na ludzi i zawsze we mnie wierzył. Oczywiście podziękowałem na zasadzie „dzięki”, bo nie wiedziałem, co z tym zrobić. Po powrocie do domu uderzyło mnie to i po prostu się popłakałem. Najwidoczniej potrzebowałem tych słów i dodało mi to skrzydeł, by żyć jeszcze mocniej.
I nagle zmarł. Zawał serca. Moja opoka spokoju i zrozumienia zniknęła. Nigdy mu za nic nie podziękowałem tak naprawdę i to mnie najbardziej teraz boli. Dzięki niemu nie skończyłem na ławce z browarem albo więzieniu, tylko nadał mi kierunek w życiu.
Teraz marsz do kogoś, przytulcie i podziękujcie, bo może nie być okazji.
#NhFfV
Zawsze chcieliśmy mieć trójkę dzieci, ale na to trzecie zdecydowaliśmy się rzutem na taśmę przed czterdziestką, jak starsza dwójka była już w szkole. Powrót do pieluch i nieprzespanych nocy był dużo cięższy, niż nam się zdawało. Jesteśmy tu bez żadnej rodziny, wiec moja żona została w domu, a ja wziąłem dodatkową pracę. Po dwóch latach mieliśmy dosyć i chcieliśmy dać córkę do przedszkola, ale okazało się, że mała jest na to niegotowa, strasznie płakała, bała się opiekunek, taka bardzo strachliwa była. Zrobił się problem, bo nie chcieliśmy stresować dziecka, ale ani żona, ani ja nie chcieliśmy utknąć w domu na kolejne miesiące. I jakoś tak wyszło, że nasza dalsza znajoma o imieniu Diane, Maoryska z Nowej Zelandii, zaoferowała nam pomoc: zajmowała się dwa dni w tygodniu swoja wnuczka i powiedziała, że za małą opłatą możemy podrzucać naszą córeczkę do niej do domu dwa dni w tygodniu, żeby bawiły się razem. Zgodziliśmy się na próbę, dziewczynki bardzo się polubiły, wszystko się ładnie ułożyło, żona zaczęła pracować na pół etatu, ja mogłem zwolnić tempo.
Po krótkim czasie nasza córka – na pytania „jak było” – zaczęła opowiadać, że Diane nie było, że jacyś ludzie, że pociąg, gdzieś jechali, że inny dom – ona sama nie była w stanie wytłumaczyć, bo dopiero się uczyła mówić. Poprosiliśmy Diane o rozmowę i powiedziała, że ma liczną Maoryską rodzinę i po prostu „przekazuje dziewczynki dalej”, żeby inni się nimi zajmowali. Wtedy dotarło do nas, że przez dwa dni w tygodniu kompletnie nie wiemy, co się dzieje z naszą córką, kto się nią zajmuje, gdzie jest, jak się z nią skontaktować itd. Samej Diane też zbyt dobrze nie znaliśmy – ot, pracowała w kawiarni, gdzie zamawiałem kawę. No i… zostawiliśmy to tak, jak jest. I stało się tak, że przez kolejne dwa lata, aż do zerówki, na dwa dni w tygodniu nasza córka dołączała do rodziny Maorysów. I była zachwycona. Zabierali ją wycieczki na dalekie plaże, do buszu, spędzali całe dnie na piknikach albo w czyimś domu nie wiadomo gdzie. Zostawialiśmy ją u do Diane rano, a potem, przed wieczorem, ktoś podrzucał nam ją z powrotem do domu – czasem przywozili ją ludzie, których nigdy wcześniej na oczy nie widzieliśmy! Zawsze wracała zmęczona jak nie wiem, ale przeszczęśliwa. Zresztą ci Maorysi bardzo ją polubili i w pewnym momencie przestali od nas brać pieniądze. Czasem myślałem sobie, że jesteśmy koszmarnie nieodpowiedzialni i gdyby coś się stało – nie wiem, wypadek albo zaginięcie – to pewnie zostalibyśmy ogłoszeni najgorszymi rodzicami roku. Ale… trudno to wytłumaczyć, ale jak mieszkasz za granicą, bez rodziny, to czasem jest tak ciężko, że trzeba się chwytać takich rozwiązań. A z tą dziewczynką są przyjaciółkami do dzisiaj.
#qY6pi
Wczoraj wróciłam do domu, w szpitalu przeleżałam sama parę dni, bo byłam zbyt wyczerpana, żeby z kimkolwiek rozmawiać. Zdjęłam bluzkę i przywitałam się z chłopakiem. Wiecie, co zrobił mój ukochany, z którym planowałam wspólną przyszłość? Rzucił mnie, bo jego zdaniem „nie jestem już kobieca”. Kurtyna.
#vtHvy
#H4LM3
Pół roku później byłem na masażu erotycznym i to była zupełnie inna liga.
Niecały rok później poznałem moją obecną żonę. Nigdy jej się do tego nie przyznałem. Powiedziała mi kiedyś, że gdybym z takich usług skorzystał, to by się w życiu ze mną nie związała i brzydzi się takimi facetami. Nigdy jej się do tego nie przyznam. Z drugiej strony jest to nieuczciwe, bo np. ona mi wyznała już na samym początku związku, że kiedyś po trawce i piwie dała się koledze ze szkoły namówić i poszła do niego w wiadomym celu, choć nic ich nie łączyło. Podobno spanikowała i uciekła, gdy zaczynali. Teraz mówi, że żałuje tamtej sytuacji, ale to nie ma znaczenia, tym bardziej że najpierw mówiła mi, że jestem jej pierwszym partnerem, a nie do końca tak było. Mimo wszystko czuję się źle z tym, że ona odważyła mi się do tego przyznać, a ja nigdy nie wyjawiłem jej całej prawdy o swojej przeszłości,
#EA9Ge
Nie miałam wielu okazji kupowania ubrań dla córki, bo dostałam z drugiej ręki i po dziewczynkach, i po chłopcach. Ostatnio koleżance, która ma syna trochę starszego od mojej, spodobało się jej białe body z obrazkiem kota. Weszłam na stronę producenta i nie znalazłam, więc pomyślałam, że takie się skończyły. Ale nie, trzeba było kliknąć artykuły dziewczęce i się pojawiło. Nie wiem, co w tym body dziewczęcego.
Wczoraj poszłam z młodą kupić czapkę, bo tak się złożyło, że z dwóch w tym samym rozmiarze jedna była za mała, a druga za duża. Ekspedientka nie znalazła nic odpowiedniego, ale pokazałam jej jeden model z wystawy. Spojrzała na mnie wrogo i mruknęła, że to dla chłopca. Był rozmiar, więc i tak wzięłam. To, że czapka jest ciemnozielona, naprawdę nie znaczy, że dziewczynka nie powinna jej nosić.
Co innego starsze dzieci, kiedy w przedszkolu stają się częścią grupy i chcą być jak rówieśnicy, ale niemowlętom jest wszystko jedno, a rodzicom powinno zależeć, żeby ubrania były wygodne i praktyczne, zresztą starczają na jakieś 3 miesiące i trzeba całą garderobę wymieniać. Po co dodatkowe ograniczenia?
#aTHYV
Zacznijmy od tego, że Marcelek, 10 lat, idzie do 4 klasy, pierwsze oceny itp. I porypana presja ze strony rodziców, żeby zawsze była szóstka, babcia też każe się uczyć: „Masz być najlepszy we wszystkim, będziesz lekarzem”. Pisałem test, dostawałem szóstkę minus i był smutek i żal, a potem zaczęło to przechodzić na każdy aspekt mojego życia. Za każdym razem, jak przegrałem, miałem wrażenie tego obrzydliwego wzroku innych, doszło do tego, że pomyślałem, że każdy mnie nienawidzi. Dziś? 19 lat, depresja od ponad 5, od paru miesięcy psychiatra i psycholog, na szczęście jest coraz lepiej. Pozdrawiam wszystkich ludzi dobrej woli, odpuśćcie sobie troszkę. Ta chęć bycia najlepszym we wszystkim to najgorsze, co możecie zrobić. Uzależnianie poczucia własnej wartości od osiągnięć, niedawanie sobie czasu i przestrzeni – konieczna jest tutaj umiejętność dystansowania się od świata i rzeczy, na które nie mamy wpływu. Miejcie balans, jest nas prawie 9 miliardów (albo już przekroczyliśmy tę liczbę) i zawsze będzie ktoś z lepszym startem. Jebnijcie się na wyro, otwórzcie paczkę czipsów, zapalcie szluga, wypijcie piwo i posłuchajcie dźwięków ukulele, po czym obejrzycie sobie komedie (czasami trzeba, żeby nie zwariować).