#50cSr
Nikt o tym nie wie, ale dość regularnie, gdy jestem sam lub dość pewny, że nikt nie będzie przeszkadzał, przeglądam najnowsze fanarty z pewnej kreskówki i te lepsze dodaję do ulubionych na moim profilu na portalu dla artystów internetowych. Samo to, że dorosły lubi kreskówki, chyba już nie jest jakoś ogólnie źle widziane. Problem w tym, że chodzi o kreskówkę, której głównym odbiorcą miały być małe dziewczynki, a która jednak zebrała dość spore grono fanów u chłopców i mężczyzn. Wiecie, taka o kucykach. Zawsze lubiłem i otwarcie oglądałem bajki w stylu nienajnowszego dobrego Disneya, Pixara czy Dreamworks. Uważam, że ta konkretna kreskówka też ma coś w sobie z tamtych produkcji. To sprawiło, że wstępnie wciągnąłem się w nią, ale to, co najbardziej mnie do niej przywiązał, to jak bardzo mi ona pomogła. Akurat stała się na tyle popularna i znana w sieci, gdy miałem jeden z najcięższych i bardzo samotnych okresów w moim życiu. Zacząłem oglądać tak z czystej ciekawości, co w niej takiego jest, no i nieźle mnie wciągnęła. Ona mnie dosłownie uratowała psychicznie, pozwoliła zająć głowę czymś pociesznym i wciągającym jednocześnie. Dodatkowo pomogła wrócić do mojego małego hobby, jakim jest rysowanie (które porzuciłem gdzieś na wczesnym liceum), co też pomogło odciągnąć myśli. Na początku jeszcze tworzyłem i publikowałem część swoich prac w sieci, całkiem dobrze mi wychodziły, jednak już od paru dobrych lat, definitywnie od małżeństwa, już znów tego nie robię. Zostało mi tylko przeglądanie prac innych ludzi.
Planowałem zdradzić żonie ten mój mały sekret, ale niestety nie czuję, by zrozumiała i dobrze to odebrała.
#io9g7
Poznałem dziewczynę 4 lata temu, nasza relacja była „on/off”. Często nie mieliśmy kontaktu po zerwaniu, a końcowo i tak do siebie wracaliśmy. Przełom tego nastał w grudniu. Nie gadamy od tej pory. Minęło osiem miesięcy. Na początku mnie zaczepiała przez social media, ale niedawno usunęła wszystkie konta. Wiem, że jej nieobecność to dla mnie lepsze rozwiązanie, przy niej dostaję stanów depresyjnych. Z drugiej strony, nie umiem bez niej żyć. Od ośmiu miesięcy pracuję na potęgę, byle nie mieć czasu o niej myśleć, aby nie sprawdzać kont jej przyjaciół, żeby choć trochę się coś o niej dowiedzieć. Chciałbym to zakończyć, a jednocześnie chcę, żeby wróciła.
#UfJfK
Wydaje mi się, że facet pomyślał, iż ściemniam i chcę go spławić. Będąc mniej więcej na półpiętrze, usłyszałam, jak skręca autem w bramę, wysiada, trzaska drzwiami i biegnie. Zaczęłam tak szybko przebierać nogami, jak nigdy w życiu. Wbiegłam na drugie piętro, na którym mieszkałam, weszłam jak najszybciej do domu i zaczęłam krzyczeć: „Mamo, ktoś mnie goni”. Mama prędko wyszła na klatkę, ale nikogo już nie było. Nie chcę nawet sobie pomyśleć, co by było, gdyby wtedy to nie była moja brama albo gdyby mnie złapał.
Najgorsze jest to, że minęło prawie 10 lat, a ja do tej pory boję się przejeżdżających wieczorem aut. Zawsze, gdy widzę, jak jakieś jedzie, chowam się gdzieś. W dzień też często mam jakiś taki strach w sobie, że faceci z aut mnie obserwują po to, żeby później wieczorem gdzieś mnie złapać.
#dDd5Y
#aZlXl
Mając troszkę ponad trzydzieści lat, przekonałam się dokładnie, jak wygląda ich miłość do mnie. Z mężem spłacamy kredyt za dwupokojowe mieszkanie, a mój brat dostał od rodziców mieszkanie w nowym budownictwie, bo mężczyzna musi mieć swój kąt.
I nie chodzi o pieniądze, ale o sam fakt, że brat według nich zasługuje na prezenty, pomoc, a ja jakoś sobie mam poradzić. Przykro.
#P0K3e
Pewnego dnia odwołali mi w szkole wszystkie zajęcia i to był dzień, gdzie miał mnie odebrać ze szkoły, by pokazać kolegom z mojej klasy, że mam chłopaka i mają się do mnie nie odzywać, nawet gdy wychodzimy na fajkę. Niestety plan uległ zmianie i wysłałam mu potwierdzenie od nauczyciela, że niestety zajęcia się nie odbędą, ale mogę się z nim spotkać gdzieś na mieście. Myślałam, że zareaguje w spokojny sposób i napisze „oki, no to spotkajmy się tu albo tam”, nic bardziej mylnego. „Specjalnie to zrobiłaś, bym nie mógł przyjść pod szkołę, tak? Boisz się? Twoi koledzy nie wiedzą, że masz chłopaka? Pewnie z jakim spotkałaś, co? A ten kolega wie, że jesteśmy razem?”. Nie rozumiałam, o co mu chodzi. Teraz mogę się z tego śmiać, a wtedy to chciałam już dzwonić do oddziału psychiatrycznego, by go wzięli na stałe. :)
#ltEnT
I tutaj pojawia się problem... On jest bardzo zaangażowany, ale w moje życie. Chce, żebym cały czas siedziała w domu i nigdzie nie wychodziła, żeby dziecku się nic nie stało. Chce, żebym zaprzestała wykonywania jakichkolwiek ćwiczeń i ograniczyła wszelki ruch. Sugeruje, że to już najwyższy czas, żeby odjeść z pracy (ciąża nie jest zagrożona). Cały czas do mnie wypisuje, czy jestem u siebie w mieszkaniu, a jeżeli nie, to dlaczego, z kim jestem i o której planuję powrót do domu. Kiedy dowiedział się, że byłam ostatnio z innym mężczyzna na lunchu i kawie, zrobił taką awanturę, że co ja sobie myślę, wychodząc z innymi mężczyznami, podczas kiedy noszę jego dziecko. Oczywiście on nie widzi nic złego w umawianiu się z innymi kobietami...
Ja nie jestem inkubatorem, ale kobietą, która ma inne zajęcia poza siedzeniem w domu, czytaniem książek dla młodych matek i wybieraniem potencjalnych imion.
Kiedy byliśmy razem, nie był ani chorobliwie zazdrosny, ani kontrolujący. Teraz... stał się kompletnie inną osobą. Chcę mieć z nim dobry kontakt, bo to jednak ojciec mojego dziecka, ale nie zamierzam tolerować takiego zachowania. Zastanawiam się, czy po narodzinach mu przejdzie, czy będzie tylko gorzej.
#BSq0Y
Najbardziej wkurza mnie to, że mój brat, który zamiast pracować „zajmuje się” piciem alkoholu i szlajaniem się po melinach, zrobił już dzieci trzem kobietom. Mimo swojej lekkomyślności i generalnego „zżulenia” wszyscy wspierają go finansowo i zawsze może liczyć na ciepłe słowa oraz pełne zrozumienie z racji na jego „trudną sytuację”.
#raKRb
1. Nikt z personelu nie raczył pomóc mi z kąpielą. Po zabiegu byłam w takim stanie, że nie mogłam sama wstać. Sądziłam, że od tego są pielęgniarki czy salowe, by pomóc przy takich czynnościach. Po czterech dniach, gdy już czułam własny zapach, zza granicy wrócił mąż, zaniósł mnie do łazienki (ponieważ pani dyżurująca nie pozwoliła na użycie wózka) i wykąpał.
2. Pewnego wieczoru na kolację (druga doba po zabiegu) dostałam ten okropny kleik. Pech chciał, że gdy próbowałam poradzić sobie z tym posiłkiem, trochę paskudztwa wylało mi się na pościel. No nic, zawiadomiłam dyżurującą w sali pielęgniarkę. Wszystko OK, zadzwoniła, dostałam nowy komplet. Niestety, przebrać tej pościeli nie miał kto. Od jakże miłej pani dowiedziałam się, że skoro nabrudziłam, to muszę po sobie posprzątać. Ale jak ja miałam to zrobić, skoro sama nie wstawałam z łóżka, a świeże szwy czułam aż zbyt dokładnie? W końcu pewna starsza pani, z którą dzieliłam salę, zlitowała się i mi pomogła. Inaczej spałabym w towarzystwie kleiku.
3. Gdy poprosiłam lekarza o środki przeciwbólowe, bo już nie wytrzymywałam, ten zaczął się śmiać. Łzy niemal ciekły mi po twarzy, a on: „Ha, ha, nie może aż tak panią boleć, ha, ha”. Cały dzień spędziłam, zwijając się z bólu na łóżku.
To, co się dzieje w szpitalach, jest żałosne. Nie mam nic do dodania.