#Hn4Ev

Zacznijmy od tego, że na każdych świętach i innych spotkaniach rodzinnych padają pytania, skierowane do mnie, kiedy przyjdę z dziewczyną albo słynne "A może ty gejem jesteś?". Potem cała rodzinka debatuje na temat tego, że homoseksualiści są nienormalni i powinno się ich leczyć. Na ostatnim spotkaniu było najgorzej.

Zaczęło się od typowych dla mojej rodziny pytań, a ja w przypływie emocji palnąłem, że już kogoś mam. Myślałem, że po tym dadzą mi spokój. Przeliczyłem się. Wszyscy odrazu chcieli poznać "wybrankę mojego serca". Moja mama stwierdziła, że mam ją koniecznie zaprosić na kolację i nawet nie wymyślać wymówek. Ojciec dodał pół żartem, pół serio, że jak przyprowadzę jakiegoś chłopaka, to nie chce mieć ze mną nic wspólnego.

No cóż. Prawdopodobnie nie polubią mojego chłopaka.

#hFPt7

Do napisania tego wyznania skłoniły mnie wyznania wielu ludzi, którzy stali się dorośli i nie wiedzą jak żyć. Początek jest łatwy. Chodzimy do szkoły, mówią nam co trzeba zrobić. Czasami pomoc w domu, iść do szkoły, odrobić lekcje... Potem wpadamy na dylematy. Czy iść do liceum, czy do zawodówki? Co po maturze? Czy iść na studia. Kiedy jeszcze się uczymy jest jeszcze ok, schody zaczynają się po zakończeniu edukacji. Nie ważne czy masz 18 lat, czy 26. Co dalej? Wydaje mi się, że osoby z trudnym dzieciństwem będą mieć łatwiej z wkraczaniem w dorosłość, bo musiały szybciej dorosnąć. Inni, bardzo duża część ludzi, ma papierek i nie wie jak żyć. Co ciekawe wygląda tak, jakby wszyscy doskonale wiedzieli co robią, tylko my stoimy ośrodku płonącego budynku, uśmiechając się nerwowo i mając nadzieję, że wszystko się ułoży.

Może to was pocieszy, ale niewiele ludzi wie co robić w życiu. Nie chodzi tu o pracę, czy znajomych. Tak zwyczajnie. Ludzie dorośli robią coś, mają nadzieję, że to co robią jest dobre, tylko sami nie są pewni, czy tak powinno to działać. Większość ludzi "ogarniętych" robi rzeczy udając pewność siebie. Wychodzę na herbatkę z koleżankami? Tak, to chyba powinno tak wyglądać, tak robią dorośli, a ja też jestem dorosła. Czujesz się zagubiony? Większość ludzi tak ma, ale potrafi udawać, że nie jest. Nie jesteś sam. Idziesz do banku i nie wiesz co powiedzieć? Improwizuj i udawaj, że zjadłeś zęby w bankach. Poczta? Zakupy online? Zakupy na żywo? Koszmar wielu ludzi, ale udają, że to proste.

Tylko nieliczni wiedzą co robią, ale nie jesteśmy geniuszami. Ktoś może być świetnym chirurgiem, ale wyjście do banku jest straszne, ale przecież jestem dorosły, nie będę płakać i nie powiem, że nie pójdę. Będę udawać, że wiem co robię.

Nie wiesz "jak w życie"? Nie martw się, inni też nie wiedzą. A teraz ubierz się w dorosłe ubranie i podbijaj świat dorosłych ludzi.

#KgEyR

Długi czas byłam samotna... do czasu gdy poznałam X.
Co mogę powiedzieć, zawrócił mi w głowie. Brzmi głupio i gdy to opisuję to czuję się niezręcznie...

Gdy się poznaliśmy ja dobiegałam 30, miałam ustabilizowane życie, niezłą pracę, on 25 lat, informatyk o specyficznym poczuciu humoru.
Różnica wieku mnie przerażała, ale jego ogromna pewność siebie, dojrzałość i sposób bycia sprawiał, że czułam się bezpieczna, kochana, a tylko tego mi w życiu brakowało do szczęścia.

Pierwszy rok razem minął bardzo szybko. Było naprawdę dobrze, dogadywaliśmy się niemal na każdej płaszczyźnie, a drobne sprzeczki były dobrym pretekstem by się przemiło godzić w łóżko. Wreszcie po 1,5 roku zamieszkaliśmy razem.
Początkowo wszystko grało. Normą było, że rozmawialiśmy o wszystkim. Pewnego razu X wyznał, że ma fantazję, które chciałby ze mną spełniać. Zaczęło się od kupna bielizny, którą chciał bym zakładała do łóżka. Wtedy byłam tym zachwycona, w końcu miałam faceta, który mnie pożądał, spełniał ze mną swoje dzikie fantazje i obrzucał mnie piękną bielizną, czego chcieć więcej?

Po czasie jednak zaczęło go to jakby nudzić, parę razy wspominał, że ciekawy jest jak by było mieć na sobie takie koronki. Niewinne pytanie prawda? Ze śmiechem więc rzuciłam, żeby się nie krępował i przymierzył... a on jakby nigdy nic to zrobił.

Po czasie myślę, że X szukał tylko pretekstu, celowo mnie nakierował w tą stronę.
Od tamtej pory ochoczo nakładał na siebie bieliznę, "testował" pończochy, biustonosze, rajstopki, pokazywał mi się i pytał o opinię.
Moją krytykę zbywał żartami, że przecież to tylko zabawa...
Jego zabawa poszła o krok dalej gdy poprosił mnie o seks, w którym on będzie w damskiej bieliźnie, odmówiłam. Przyjął to ze spokojem, po czym po kilku dniach obudził mnie w nocy by się kochać, gdy skończyliśmy okazało się, że on miał na sobie pończochy i stringi... Poczułam się wykorzystana, ale moje słowa nic nie dały.

X wciąż przekraczał granicę, a ja nie byłam w stanie nic zrobić poza odmawianiem i krytyką, która po nim spływała, wciąż zapewniał, że to tylko fantazja, spełni ją i skończymy.
Przez pewien czas zadowalał się zakładaniem bielizny do łóżka, nawet gdy odmawiałam seksu to w niej spał, a teraz zauważam, że zakłada ją pod normalne ubranie.

Nie raz proponował mi "zabawę" w dominę, jak się okazało jest przygotowany bardziej niż bym się spodziewała... nakupował korków analnych, klatkę na penisa i sztucznego penisa, którym chce być zgwałcony... a ja po prostu nie mogę.
Kocham go i jednocześnie się brzydzę, wiedząc, że używa swoich zabaweczek by się samemu zaspokoić.
Boję się odejść, nie mam gdzie... chociaż wiem, że nie umiem tak żyć.
X zaczął w domu mówić w formie żeńskiej, chce bym nazywała go Klaudią... nie wiem co robić...

#qjsBL

Lubię chodzić nocą po mieście, choć zwykle jest niebezpiecznie.

Byłam wtedy około 5-letnią słodką dziewczynką, gdy dotykał mnie mój niedużo starszy brat. Doskonale pamiętam każdy szczegół, gdy swoim rękami obłapiał moje ciało. Ciągle nadmiernie długo przesiaduję w wannie, aby zmyć "brud", choć minęło 20 lat.

Zły dotyk boli przez całe życie, dlatego nie czuje strachu, ponieważ nic gorszego nie może mnie już spotkać.

#P6HIe

Mój chłopak stosował wobec mnie bierną agresję. To taka forma przemocy, w której ofiara, pomimo frustracji, nie umie udowodnić win oprawcy, a czasem, jak było w moim przypadku, zostaje zmanipulowana do tego stopnia, że woli przyznać się do swojego rzekomego błędu, by móc tylko znów poczuć złudną błogość i miłość.

Zaczęło się niewinnie, z dystansem podchodziłam do złośliwych żartów, czasem wmawiając sobie samej, że może jednak jestem przewrażliwiona. Zapominanie o obietnicach i spotkaniach, ciągłe spóźnienia tłumaczyłam roztargnieniem ukochanego i nadmiarem zajęć. Z czasem zaczęło robić się coraz gorzej – nieodbieranie telefonu, gdy akurat przyszła mu na to ochota, poniżanie w towarzystwie, wybuchy złości skoncentrowane na mnie, gdy coś nie wychodziło, a przede wszystkim obojętność na moje uczucia i prośby. Na końcu oczywiście wyparcie winy i odwracanie kota ogonem.

Dziś czuję frustrację. Powoli pozbawiał mnie pewności siebie, choć kiedyś byłam dziewczyną, która wierzyła, że może zmienić świat. Moja niepewność zamieniła się w słabość i dziś ciężko mi zawalczyć o swoje. Nie potrafię sobie poradzić ze świadomością, że mój cały świat potrafił celowo mnie krzywdzić, a mało brakowało, bym ja zaczęła krzywdzić samą siebie.

#0lWcq

Sytuacja ta może się wydać dość absurdalna. Byłem w trakcie spontanicznej drzemki w salonie, miałem całkiem „przyjemny” sen, czułem, że krew mi dopłynęła do wiadomo której części ciała. Jak wiadomo, podczas snu świadomość ma się dość ograniczoną, zatem niewiele wtedy myśląc, pozwoliłem sobie dopuścić do wytrysku. Jednak w tym momencie się obudziłem i zorientowałem się, że poleciało co innego...
Chciałem się spuścić, a się zeszczałem.

#Fdx1T

TLDR: myślę o powrocie do masturbacji i oglądania porno.

Ja 34, ona 32. Z żoną jestem już 9 lat, 3 lata w małżeństwie. Od zawsze byłem w niej zakochany i w sumie nic się nie zmieniło. Cudowna kobieta, a od 3 miesięcy również mama. Długo staraliśmy się o dziecko, po wielu próbach w końcu nam się udało. Niestety, ciąża z racji wcześniejszych poronień była uznawana od początku za zagrożoną, więc żona miała zakaz jakichkolwiek ćwiczeń. Przez cały okres straciła dużo sprawności (jest obolała, mało rozciągnięta, często narzeka, że coś ją boli w kolanie czy kręgosłupie), ale również przytyła. Najlepsze jest to, że ona mnie wciąż niesamowicie pociąga i tutaj zaczyna się problem. Nasze libido.

Ja, jako wciąż młody facet, mam ciągle dużo siły i chęci na zbliżenia. Powiem więcej, po głowie chodzą mi coraz większe fantazje seksualne, których nie udało mi się jeszcze spełnić, a uważam, że życie jest tylko jedno. Ona natomiast nie ma większej ochoty na seks. Od początku ciąży kochaliśmy się może kilka razy. W pierwszym trymestrze ciągle spala, mdliło ją, źle się czuła. W drugim było trochę lepiej, więc tutaj kilka razy się zbliżyliśmy. Trzeci już zero seksu przez zalecenie ginekologa. Od urodzenia dziecka (3 miesiące) kochaliśmy się raz. Dla mnie jest to zdecydowanie za mało, bo moja żona jest dla mnie piękną kobietą i widzę ją często w myślach w różnych sytuacjach. Rozmawialiśmy o tym wiele razy. Rozmowa kończy się zawsze tym samym: "ja wiem, że mało ostatnio jest seksu, ale (tutaj różne wymówki, zmęczenie, że boli ją coś, że nie ma ochoty, zmienię to jeżeli (kolejne wymówki))". Ja już nie daję rady racjonalnie myśleć, bo moim drugim problemem jest to, że stronię od samozaspokajania. Zawsze kojarzyło mi się to źle, że facet robi sobie dobrze. I tak kilka lat już nawet raz samodzielnie nie osiągnąłem orgazmu, zawsze z małżonką. Porno? Tylko z małżonką, średnio raz na kilka miesięcy, od ciąży zero.

Ja już nie wiem co mam robić. Wiem, że to tylko potrzeba seksualna i nie jesteśmy zwierzętami, ale już mnie nosi. Dorzuciłem rower, żeby trochę się wymęczyć. Mam duże libido, które nie jest zaspokajane. Żadne romanse czy zdrada nie wchodzą absolutnie w grę, bo kocham swoją żonę i nie potrafiłbym zaspokajać się z inną. Rozmowy czasem prowadzą do seksu, ale jest on mam wrażenie wymuszony - rozchyla nogi i tyle. Ona zawsze dochodzi, więc to nie kwestia braku satysfakcji. Tym oto sposobem doszedłem do momentu, że zaczyna ciągnąć mnie do masturbacji, bo nie wiem, jak inaczej to zrobić. Przed ciążą żona bardzo lubiła seks i żałuję, że większość fantazji przyszła mi do głowy wtedy, kiedy seksu zaczęło brakować.

Jak sobie z tym poradzić? Rozmowy działają krótkoterminowo, a ja też nie chcę naciskać.

#NthTw

Jestem ze swoją dziewczyną od 3 lat. Ola (imię zmienione) jest cudowną dziewczyną, która zasługuje na wiele więcej, niż dostała od życia. Wychowała się w domu dziecka, a nikogo ze swojej rodziny nie zna. Poznaliśmy się na studiach, ja kończyłem magisterkę, a Ola zaczynała studia. Oboje studiowaliśmy dziennie i oboje utrzymywaliśmy się z prac dorywczych i stypendium socjalnego. Było dosyć skromnie, ale bez piszczącej biedy.

Obecnie zarabiam bardzo dobrze jako programista, a Ola jest na 3 roku studiów (został jej rok do inż.) i wiedzie nam się super. Problem polega na tym, że już od jakiegoś roku czuję, że moja miłość do Oli wygasła i chciałbym się rozstać, ale boję się, że ona sobie beze mnie nie poradzi i nie będzie miała gdzie pójść. Jasne, że nie zginie z głodu, a akademiki nie są takie drogie, ale chciałbym, żeby w końcu mogła naprawdę żyć i się z tego życia cieszyć, nie martwiąc się o przyszłość i pieniądze. Wiem, że Ola mnie kocha ponad wszystko i że kiedy z nią zerwę, to straci chęci do czegokolwiek i jej życie znowu się zawali. Wiem też, że jest zbyt dumna, żeby przyjąć ode mnie jakąkolwiek pomoc po zerwaniu.

Nie wiem co zrobić i czuję, że jestem w pułapce. Nie potrafię już okazywać Oli uczuć, próbuję udawać i mówić jej, że ją kocham, chociaż z każdą taką sytuacją czuję się jak świnia i skończony dupek. Wiem też, że im dłużej to trwa, tym dłużej ją oszukuję, kiedy ona wyobraża sobie wspólną przyszłość i dzieci...

Jestem szantażowany emocjonalnie, chociaż oprawca o tym nie wie. Pewnie skończy sie tak, że będę z Olą, aż uda się jej ułożyć życie, i wtedy odejdę.

#r6VwX

Mówi się, że jedynaki są rozpieszczone, ale ja spotkałam się z innym rodzajem rozpieszczania. W rodzinach, gdzie jest 2-3 dzieci często rozpieszczone jest to najmłodsze. Starsze rodzeństwo całe życie słyszy "ustąp mu".

Ewentualnie starsze rodzeństwo nie mogło iść nigdzie jak miało np. 15 lat, ale za to jak miało już 18, to mogło zabrać ze sobą 15 letniego brata/siostrę. W ten oto sposób wychowano pewnego potworka. 

Całe życie: "on jest młodszy, ty starszy, to mu ustąp, pomóż mu". Młodszy braciszek mógł wszystko, a starszy był od pomagania. Młodszy braciszek, nazwijmy go Andrzej, dla ludzi z zewnątrz: miły, wygadany, wie co powiedzieć. Po bliższym poznaniu pozwala sobie na swoje wybuchy złości, a jest ich sporo. Mieszkał ze starszym bratem na studiach. Jakiś współlokator zwraca mu uwagę, żeby pozmywał po sobie, on wybucha, bo jakże tak można, zwracać mi uwagę? Ty też robisz przecież coś źle! Trzaskanie drzwiami, rzucanie rzeczami. Furia. Po czym starszy braciszek bez gadania myje naczynia po młodszym. Kupujesz sobie krem czekoladowy. 

Andrzejek pyta czy może kanapkę sobie z tym zrobić. Nie ma sprawy. Pół godziny później on i jego znajomi jedzą kanapki z Twoim kremem, którego już nie ma. Ty nie zjadłeś nic. Zwrócić uwagę, że "zrobić jedną kanapkę, a zjeść cały krem, to dwie różne rzeczy" nie da się, krzyki i wyzwiska polecą w Twoją stronę. Starszy brat odkupi Ci krem. 

Idziesz na imprezę. Wracasz późno, Andrzejek śpi w Twoim łóżku. Co do? Koleżanka nocuje w jego pokoju, na jego łóżku, a myślał, że Ciebie nie ma, to wszedł do Twojego pokoju, bo przecież nie będzie spać na podłodze, skoro łóżko wolne. 

Wyzywanie rodziców, czy najbliższej rodziny po kilka razy dziennie. Ojciec nie reaguje słowami "jak Ty się do matki odzywasz", bo to u Andrzeja normalne. 

Andrzejek jest dobrym katolikiem, przynajmniej za takiego się uważa. Co niedzielę tupta do kościoła. Nie chodzisz do kościoła? Jesteś nikim! Andrzejek skończył studia, Ty nie skończyłeś? Jesteś zerem! Praca? Gdyby nie starszy braciszek, to by jej nie znalazł. 

Tak oto Andrzejek został dorosłym furiatem. Nic nie robi źle, wszystko jest winą innych, ale nie jego. Nie można mu zwrócić uwagi, bo w pada w szał. Taki jest tylko dla rodziny i najbliższych znajomych. Dla innych, wygadany, miły, młody mężczyzna. 

Dla mnie rozwydrzony gówniarz w dorosłym ciele.

#NU204

Ukończyłem technikum i mam teraz zajebistą pracę, tylko dlatego, że dziewczyna z zupełnie innej klasy (kierunku też) prawie codziennie witała mnie słowami "panie hotelarzu", bo mieliśmy szafki obok siebie.

Z tego co wiem mówiła tak do wszystkich, per panno/panie "kucharzu", "architekcie", "fotografie" i tak dalej ze wszystkimi możliwymi kierunkami jakie mieliśmy.

Aby to usłyszeć, chodziłem codziennie do tego piekła, którego nienawidziłem (przez nauczycieli, kierunek był super) i skończyłem je z wyróżnieniem. Gdyby nie ona, po prostu bym się poddał.

Nie spotkaliśmy się więcej po skończeniu szkoły ;(
Dodaj anonimowe wyznanie