Poszedłem z nowo poznaną dziewczyną na kolację. Twierdziła, że jest wegetarianką, po czym zamówiła filet z piersi kurczaka. Zdziwiłem się, więc pytam, czy aby na pewno wskazała kelnerce dobre danie. Odpowiedziała, że tak, „przecież ptaki to nie ssaki”. I z uśmiechem wyciągnęła lusterko, by poprawić sobie pomadkę na ustach.
Nie, więcej się nie spotkaliśmy i nie spotkamy. Mogłem mieć żonę intelektualistkę, ale jednak podziękuję.
Kiedy miałam 16 lat, na dyskotece poznałam chłopaka. Było dość ciemno, nie przyjrzałam mu się dobrze, ale dobrze tańczył, więc chwilę z nim potańczyłam. Chłopak poprosił mnie o numer, więc mu go dałam. To było coś około 2005 roku, więc nie było Fb czy nawet NK, tylko telefony.
Kilka dni później zadzwonił i umówił się ze mną po szkole. Mieliśmy się spotkać na dworcu PKS. Lekcje się skończyły, dochodzę do dworca wypatrując kolesia. Jest! Stoi obok stanowiska nr 8. W tym momencie zauważam, że na stanowisku nr 8 stoi mój autobus do domu. Jednocześnie widzę faceta w świetle dziennym i widzę, że jest niemiłosiernie brzydki. On stoi z kwiatkiem, patrzy i się uśmiecha do mnie. Ja stoję i w jednej chwili, zamiast podejść, szybkim krokiem skręcam i wskakuję autobusu. Tak, uciekłam przed nim tylko dlatego, że wydał mi się brzydki!!
Minęło już sporo lat, mam męża, ale do dziś pamiętam wyraz twarzy tamtego chłopaka, wstyd mi do dziś. Jeśli to czytasz, to przepraszam, to było chamskie z mojej strony :/
Mam 22 lata i niedawno wybrałam się z moją mamą na basen o 7 rano, ponieważ dawno się nie widziałyśmy i chciałyśmy razem spędzić czas.
Na początku wszystko było w porządku, idziemy uśmiechnięte i zadowolone. W pewnym momencie odczułam chęć pójścia do toalety. Umówiłam się z mamą, że ja pójdę do toalety, a ona pływać i po skończonej sprawie do niej dojdę. Więc tak zrobiłyśmy.
Wchodząc do kabiny roześmiałam się i pomyślałam co by było gdybym się zatrzasnęła. Wykrakałam. Waliłam do drzwi 15 minut, krzyczałam, płakałam i nikt nie chciał mi pomóc, a było wokół sporo osób. W końcu przyszła moja rodzicielka i zawołała kogoś z obsługi, żeby mnie wyciągnąć. Wszyscy się ze mnie śmiali i stwierdzili "a to te drzwi, które ciągle się zacinają".
Skończyło się na tym, że spędziłam w toalecie 4 godziny, ponieważ mieszkam na zadupiu gdzie nie ma ślusarza.
W podstawówce można powiedzieć, że byłem tym zawsze uśmiechniętym dzieciakiem.Teraz jestem w szkole średniej i wyniszcza mnie każdy dzień, nie wiem ile jeszcze zniosę. Chociaż koledzy mnie w pełni wspierają, tak nauczyciele coraz gorzej mnie traktują i na mnie patrzą. Czuję, że zawiodłem małego siebie.
Od małego lubiłem ćwiczyć sztuki walki. Po przeprowadzce do małego miasta stwierdziłem, że warto się zapisać na treningi. One odbywały się w szkole na jednej z małych sal gimnastycznych.
Podczas jednego z treningów strasznie zachciało mi się skorzystać z łazienki "tak na dłużej". Do łazienki trzeba było przejść przez szatnię. Po skończonej sprawie zauważyłem, że nie ma papieru. Nawet ręczników papierowych nie było. Cóż miałem robić? Ze spuszczonymi spodniami po kostki, doczłapałem się do szatni. W plecaku żadnych chusteczek. Przyznaję się, przeszperałem też i innym, ale to była sytuacja kryzysowa. Nikt nie miał.
Wiem, że brzydko zrobiłem nie używając swoich, ale... ktoś musiał wracać bez skarpetek. Właścicielu skarpetek, jeśli to czytasz - przepraszam.
Jak zostać najgorszą dziewczyną gracza?
Bardzo szybko, dzień przed spotkaniem chłopaka z kolegami na "wymyślanki" zrobić sobie test na Covid...
Tak, tak, wyszedł mi pozytywny, impreza odwołana, chłopak załamany, bliski depresji...
Drodzy anonimowi, przychodzę do Was z kolejnym oklepanym i depresyjnym tematem, ale po prostu jest coś, co mi ciąży na sercu, a nie mam komu się wygadać.
Z pozoru jestem normalną dziewczyną, a w moim życiu nie wydarzyło się nic szczególnego. Mam dach nad głową, mam co jeść i pić, na nędzę nie narzekam. Nawet studiuję, więc warunki fenomenalne. Jednak wewnątrz czuję się totalnie pusta i mam wrażenie, że nigdzie nie pasuję. Nie ma takiego miejsca, w którym czuję się dobrze.
W moim rodzinnym domu nie ma dla mnie ciepła. Często mam wrażenie, że dla matki jestem tylko utrapieniem (bo jeśli wypowiem się na jakiś temat, to zawsze uznaje, że jest to atak przeciwko niej; nawet stwierdzenie, że „nie lubię pomidorów” jest już oburzające), a dla ojca jestem praktycznym dzieckiem, które nie stwarza problemów i zwyczajnie istnieje.
Wśród znajomych wszyscy uważają mnie za taką ciepłą, wesołkowatą osobę, ale nikt nigdy nie pyta jak się czuję czy co u mnie.
Gdy poznaję nowych ludzi, mimo najszczerszych chęci poznania ich, mam wrażenie, że nie pasuję do towarzystwa.
Powoli dopada mnie coraz większa rozpacz, bo z żadnej ze stron nie czuję od kogoś miłości. Chciałabym żyć ze świadomością, że jestem dla kogoś ważna.
Z dnia na dzień jestem coraz smutniejsza, a jednocześnie jestem zażenowana, że tak się czuję, bo wiem, że inni mają gorzej w życiu.
Jeśli ktoś przeczytał mój wywód do końca, to dziękuję.
Wyrzucając z siebie tę treść zrobiło mi się nieco lepiej na sercu.
Mój ojciec ma prorocze sny. Każdy w rodzinie jest już przyzwyczajony. Czasem są to mało ważne rzeczy, np. w czasach szkolnych zawsze wiedział, o której godzinie odebrać mnie z miejsca zbiórki po wycieczce, bo mu się przyśniło. W śnie dowiedział się też jak będę wyglądać, kiedy się urodzę (faktycznie tak potem było).
Zawsze się z tego śmiałam, ale teraz zauważam to u siebie.
Kilka dni temu przyśniło mi się, że obudziła mnie szczoteczka elektryczna. Wczoraj wieczorem niestety moja się popsuła i co chwilę wibrowała. Tak, obudziłam się przez to, dokładnie tak jak we śnie. Zdarza się to coraz częściej. Sen, rzeczywistość. Sen, rzeczywistość. I tak w kółko.
Niby nic, ale ostatnio śniło mi się, że trafiłam do więzienia, wyglądało realistycznie.
Tracę wiarę w mojego ojca.
Tak się moim rodzicom życie potoczyło, że się rozwiedli. Trochę w sumie smutno, ale ani ja, ani brat na tym nie ucierpieliśmy psychicznie.
Rodzice się związali, więc można by pomyśleć, że wszystko spoko, są szczęśliwi. No właśnie kurna, nie do końca.
Ojciec zrobił sobie i swojej żonie niespodziankę - dzieciaka. Młody ma siedem lat (w maju osiem) i JEST OKROPNY. Posprzątać nie, bo nie umie. Ubrać się też nie potrafi (tu nie chodzi nawet o takie zwykłe ubieranie. On nie wie, jak poprawnie założyć gacie). Hitem jest to, że jego rodzice nadal muszą mu podcierać dupę oraz spuszczać za niego wodę. O myciu rąk już nawet nie wspomnę. A co robi, gdy chce mu się dwójkę, ale starszych nie ma? Nic, idzie leżeć z obsranym tyłkiem w łóżku.
Tata (bardzo odpowiedzialny zresztą, ale o tym później) stwierdził, że kupi sobie zwierzę. Ale nie jedno. Rybki, chomika, psa i kota, bo czemu nie. Co się w końcu może stać, przecież nie ma go w domu tylko piętnaście godzin.
Ano to szczeniak labradora. Traktuje wszystko jako zabawę, dlatego często zwracam uwagę młodemu, by nie machał jej przed pyskiem piłką/kablem/czymkolwiek, bo na niego naskoczy, by to złapać. Ten oczywiście nie słucha, a później jest ryk, bo psina go użarła. Do kota też podchodzi, jak ten jest widocznie najeżony, a później OJezuOnMniePodrapał i wielkie zdziwienie, że zwierzak tak bardzo go nie lubi.
Nie lubię prosić o pieniądze, bo wiem, że tata często ich nie ma. Czasami mam jednak wrażenie, że kłamie mi w żywe oczy. Kamil ma wszystko - Xboxa, PlayStation, PC i telefon + masa gier kupionych przez rodziców, często PEGI 16 lub 18. Moja mama często nie może doprosić się o pieniądze, a wiadomo - dorastam, ciuchy za małe, potrzebne mi jakieś kosmetyki, jedzenie, przybory szkolne, wycieczki szkolne czy nawet głupi hajs na dojazdy.
Jest mi z tego powodu po prostu przykro, bo czuję się jakbym była gorszego sortu. Zdarza mi się ryczeć, jak ojczym dzwoni do swojego dorosłego syna codziennie i z nim gada przynajmniej 15 minut. Ja nie mogę na to liczyć, a jak już sama zadzwonię, to pierwsze co jest to wyrzuty typu "Dlaczego nie dzwonisz".
Nie chodzi już nawet o te pieniądze. Chcę po prostu czuć, że to jest mój tata, a nie obcy facet, do którego jadę "bo będzie mu przykro".
Słowem wstępu, mam naturalnie bardzo ciemne włosy, ale jasne i rzadkie brwi. Od pewnego czasu lekko przyciemniam je brązowym cieniem, mam do tego specjalny, cienki pędzelek, sprawdza się doskonale.
Jakiś czas temu, gdy nieco zaspałam i musiałam szybko wyjść z domu, zobaczyłam, że mój pędzelek leży na półce w łazience, a nie w mojej kosmetyczce. Zdziwiłam się, ale uznałam, że widocznie go tam zostawiłam przez przypadek dzień wcześniej. Szybko zrobiłam makijaż i wybiegłam z domu. Na przystanku i w autobusie zauważyłam, że ludzie dziwnie mi się przyglądają, ale byłam zbyt zaspana, żeby się tym przejmować. W szkole koleżanki na mój widok wybuchły śmiechem i oznajmiły, że moje brwi są granatowe!
Jak się później okazało, mama, która wychodziła niedługo przede mną, również była spóźniona i postanowiła pójść na łatwiznę - nie mogła znaleźć swoich pędzli, więc po prostu wzięła z mojej kosmetyczki pierwszy od góry pędzelek i użyła do granatowego cienia. Po wszystkim rzuciła go na półkę i zapomniała o nim. A ja byłam na tyle zaspana, że jakimś cudem tego nie zauważyłam i po prostu zrobiłam sobie makijaż.
Dla tych, co nie lubią niedokończonych historii - granatowe brwi starłam mokrą chusteczką, mama dostała ochrzan, a koleżanki z klasy do tej pory mi to wypominają.
Dodaj anonimowe wyznanie