Parę ładnych lat temu wraz z rodzicami wyprowadziłem się do Amsterdamu. Tu uczęszczałem do szkoły, a obecnie dorywczo pracuję, usiłując zebrać trochę pieniędzy na moje wymarzone (ale niestety prywatne) studia.
Jako że stolica Holandii jest miejscem turystycznej rozpusty, sporo ofert dotyczy branży erotycznej. I w takiej właśnie się zatrudniłem. Znam obsługę kilku programów graficznych, więc przyjąłem robotę projektowania folderów reklamowych i ulotek dla pewnej znanej sieci sklepów z zabawkami dla dorosłych.
Parę dni temu mój szef poprosił mnie, żebym za (naprawdę dobry) dodatkowy hajs rozdawał zrobione przeze mnie ulotki na jednym z najbardziej ruchliwych spacerniaków w mieście. Dopiero później okazało się, że mam to robić w stroju wielkiego, pluszowego członka.
Wiecie co? W czasie trzech godzin pracy podeszło do mnie więcej dziewczyn niż w ciągu całego mojego życia! Bardzo poważnie rozważam udanie się w tym przebraniu do jednego z nocnych klubów. Kto wie? Może wreszcie przestanę być prawiczkiem…
Kilka tygodni temu, po ciężkim dniu, wychodząc z pracy pożegnałam swojego szefa słowami "na zdrowie". Oczywiście w planach miałam zwykłe "cześć", ale mój przeciążony umysł był już najwyraźniej w domu.
Następnego dnia szef przywitał mnie słowami "A psik". :D
Z całego serca chciałabym podziękować autorowi historii o ślizganiu się w wannie z namydlonym tyłkiem. Na początku trochę nie wierzyłam, że to wypali, ale zabawa była przednia. Dziękuję, to była jedna z najlepszych rzeczy, które zrobiłam w życiu :D
Jak podłe potrafią być małe dzieci?
Odpowiedź brzmi: bardzo.
Miałam jakieś 8 lat, kiedy uratowałam rudego dachowca z rąk moich braci ciotecznych.
To był najmniejszy kociak z miotu, niedorajda-kocurek, najwolniejszy i najmniej zgrabny ze wszystkich okolicznych kociąt we wsi. Traf chciał, że jego mama upodobała sobie podwórko mojego wujaszka, a na podwórku mojego wujaszka jego uroczy synowie podtapiali regularnie tę biedę w wannie z deszczówką.
Któregoś pięknego dnia schowałam kota za pazuchą, informując wszem i wobec, że Maciek jedzie ze mną.
I tak Maciek wylądował u mnie. Niezwykle wdzięczne zwierzę, przytulas i mruczek jakich mało. Odwdzięczył mi się wspaniałą przyjaźnią najlepiej jak potrafił.
Sielanka trwała w najlepsze, do czasu.
Warto wspomnieć, że mój młodszy brat to urodzony sadysta. Wszystko co dostało się w jego ręce i po pięciu minutach miało jeszcze wszystkie nogi, uciekało byle dalej od tego gnojka.
W ciągu kilku miesięcy przypalił kotu wąsy, targał go za ogon, ciągnął za uszy, szczypał. Oczywiście jeżeli udało mu się dorwać kota, który, dopóki byłam w domu, nie odstępował mnie na krok. Spał ze mną, jadł ze mną, przynosił mi rzeczy, wysiadywał przed wanną, kiedy ja siedziałam w wannie, odprowadzał mnie do drzwi i witał u progu. Sytuacja była w miarę stabilna, bo większość czasu brat nie miał jak się do zwierzaka dobrać.
Przyszły trzecie kocie święta w naszym mieszkaniu, żywa choinka w doniczce po raz trzeci. I tu pojawia się problem. Mamy drugi dzień świąt, a z choinki śmierdzi moczem. Nie. Nie kocim moczem, bo ten po trzech latach zakocenia byłam w stanie rozpoznać bezbłędnie.
Poranek dnia następnego i do kompletu zasikane dwa łóżka. Smród okropny w całym mieszkaniu. Choinka na śmietnik, łóżka do porządnego prania.
Czyja wina? Wina kota, oczywiście.
Mój ulubieniec wylądował u cioci na działce, pomimo moich logicznych tłumaczeń, gdzie żyje mu się całkiem dobrze. Na noc wraca do domu, a w dzień buszuje po okolicy. Odwiedzam go regularnie. Ten kot jest jak pies - wyczuwa mnie nawet jeżeli jest kilka podwórek dalej i przychodzi się przywitać i poprzytulać.
W czym rzecz?
Dwa lata po całym zdarzeniu braciszek przyznał się do nasikania w choinkę i na łóżka.
Wszystko przez to, że kot go nie znosił.
Dzieci są naprawdę podłe.
Naprawdę bardzo uwielbiam się przytulać i jedyne o czym teraz myślę, to jak bardzo chcę mieć kogoś, kto po prostu będzie cały czas bez pytania mnie przytulał albo obejmował. Nie potrafię nikogo poprosić o przytulenie mnie, nie potrafię też tak o się do kogoś przytulić, bo myślę, że ta osoba tego nie chce albo będzie to niekomfortowe.
Na początku pandemii zostałam zgwałcona. Nie powiedziałam tego dla nikogo i stwierdziłam, że sama sobie z tym poradzę. Zachowywałam się jakby nic się nie stało i dopiero we wrześniu tego roku trauma dała o sobie znać i nie daję sobie rady z tym, co się stało. Zawsze byłam ambitna, teraz mam problem z wstaniem z łóżka i wszystkie moje marzenia stały się nieosiągalne.
To wyznanie piszę, aby wszystkie osoby, które kiedyś doświadczyły tragedii, nie czekały na nic i szły do specjalisty, bo to żaden wstyd i nigdy nie wiecie, kiedy trauma da o sobie znać. Trzymajcie się cieplutko!
Sprzedałam zdjęcia USG mojego dziecka. Nie chce wiedzieć po co tej dziewczynie one były i co z nimi zrobiła.
Rozstałem się z dziewczyną, a ta kazała mi z dnia na dzień wynieść się z mieszkania. Planowałem pomieszkać chwilę w rodzinnym domu, ale moi rodzice powiedzieli mi, że w moim dawnym pokoju jest teraz mały magazyn połączony z "suszarnią" prania i nie widzą dla mnie miejsca. Nawet nie zgodzili się, żebym przenocował przez kilka dni na kanapie w salonie.
Część z was pewnie zarejestrowała, że w polskich szkołach odbył się "Kolorowy piątek". Strasznie mnie ta akcja irytuje, nie dlatego, że jestem nietolerancyjna czy coś. Po prostu irytuję mnie ta ogromna obłuda i hipokryzja, bo temat jest medialny. "Nasza szkoła jest przyjazna wszystkim uczniom i uczennicom" - ten slogan irytuje mnie chyba najbardziej.
Cały czas mam w głowie historię mojej koleżanki, którą poznałam na terapii, chciała się zabić, bo uczniowie się nad nią znęcali, a nauczyciele udawali, że nie widzą. Mam w głowie te wszystkie historie z anonimowych, gdzie użytkownicy pisali ile zła ich spotkało ze strony uczniów i nauczycieli i że nikt nie chciał im pomóc. Mam w głowie swoje własne przeżycia, ja tak naprawdę żyję tylko dlatego, że jestem tchórzem i boję się śmierci. Wciąż nienawidzę swojego życia, mimo że już jestem dorosła i nikt się nade mną nie znęca. Cały czas wspomnienia ze szkoły są żywe, nie potrafię zapomnieć o tym, że przez kilka lat wmawiano mi, że jestem śmieciem.
W każdej klasie jest jakiś kozioł ofiarny, jednak nikt z tym nic nie robi. Niektórzy są silni i sobie z tym radzą, niektórzy cudem przez to przejdą i są wrakiem, inni popełnią samobójstwo, a mimo to takie rzeczy się wciąż dzieją. Tak było w szkołach moich rodziców, w moich szkołach, a teraz i w szkole mojego młodszego brata. Nikt z tym nic nie robi, jedynie w serialach można zobaczyć takie cudowne historie, gdzie oprawcy są karani, a życie ofiary wraca do normy. To jednak nie pomaga, dobija tylko bardziej, bo życie to nie Trudne Sprawy, takie sytuacje w rzeczywistości się właściwie nie zdarzają.
Za każdym razem, jak widzę akcje typu "Kolorowy piątek", mam ochotę pod tymi wszystkimi plakatami dopisać:
"Nie jestem lesbijką, nie jestem czarna, nie jestem obcokrajowcem, nie wyznaję innej religii. Nie jestem nikim ciekawym, nikogo nie obchodzi to, że nad takimi jak ja ktoś regularnie się znęca. Że wiele takich jak ja planuje lub popełniło samobójstwo. Nikt nie robi dla nas takich akcji, nikogo nie obchodzimy, nad nami można się znęcać".
Miałam kiedyś chłopaka, którego bardzo kochałam. W sumie to całkiem niedawno, bo jeszcze rok temu, chodziliśmy za ręce. Byłam gotowa zrobić dla niego wszystko. Szybko z nim zamieszkałam, dawałam więcej na mieszkanie, praktycznie usługiwałam mu w domu, ale on tego nie doceniał. Prosiłam, by spędzał ze mną więcej czasu, ale on zamiast tego latał za innymi laskami i nieustannie ze wszystkimi flirtował. Nieraz mnie zdradził – wiem, bo pytałam, a on się przyznawał. Przynajmniej nie kłamał. Tkwiłam w takim związku z nadzieją, że kiedyś w końcu stanę się dla niego tak ważna jak on dla mnie. Jak się domyślacie, tak się jednak nie stało.
Któregoś dnia stwierdził ni stąd, ni zowąd, że zostawia mnie dla innej. Powiedział prawdę – że się zakochał i nie będzie mnie oszukiwać ani dawać więcej złudnej nadziei. Płakałam za nim, cierpiałam niemiłosiernie, ale ostatecznie stare, dobre przysłowie - czas leczy rany – sprawdziło się również w moim przypadku. Z pomocą przyjaciółki i mamy jakoś to przeżyłam i ułożyłam sobie swoje życie na nowo. Dziś mija 13 miesięcy od naszego rozstania. Mieszkam w wynajmowanej kawalerce, spotykam się z pewnym, miłym chłopakiem, ale nie rzucamy się na głęboką wodę, tylko małymi kroczkami budujemy nasz związek i wzajemne zaufanie. Mogę powiedzieć, że jest mi dobrze.
I właśnie dzisiaj dostałam od SMS-a od byłego. Zdziwiło mnie to, bo nie odzywał się do mnie przez cały rok. Napisał mi, że jego dziewczyna go zdradziła, zaszła w ciążę z innym i zostawiła go na lodzie. Podobno znalazła sobie bogatego, starszego faceta. Mój eks przeprosił mnie za wszystkie krzywdy, które mi wyrządził i przyznał, że byłam jedyną wartościową osobą w jego życiu oraz że żałuje, że mnie nie doceniał.
Niby tylko wiadomość, a nie macie pojęcia jak cieszy i jaką daje satysfakcję. Karma jest nieubłagana. Nie odpisałam, ale życzę mu wszystkiego dobrego.
Dodaj anonimowe wyznanie