#2qreb
Po upomnieniu go, ale w normalny sposób (takie zwykle zwrócenie uwagi), zrobił się czerwony, zaczęła mu warga latać, szklane oczy i wyszedł z pracy...
Zauważył to kierownik i kazał mi go przeprosić, ale kurczę za co? Że nie wykonuje swoich obowiązków, nie jest wstanie wykonać najprostszych rzeczy, a na zwrócenie uwagi reaguje płaczem? Chłop co ma 22 lata.
#vGV3n
Gdy wchodziłam do domu udawałam, że płaczę, ponieważ jest mi tak przykro, że dostałam np. jedynkę (nie chciałam, żeby mama była zła i nie chciałam mieć jakiejś kary).
Tak naprawdę nigdy nie było mi przykro z tego powodu.
#yqMZJ
Najlepsze jest to, że nie uprawiam seksu, nie siadam na deski klozetowe, nie chodzę na baseny i nie wiem skąd to może być.
Wyniki mają być za dwa tygodnie, a ja w stresie. Pani ginekolog dodała, że teraz nie wie, czy życzyć żebym nie miała, czy żeby w końcu coś wykryto, bo ciężko jest żyć, gdy miejsca intymne swędzą i robią się rany, a przyczyny nie ma.
#bvJCM
Jechali tak kilka przystanków, w pewnym momencie tramwaj stanął na przystanku i wycieczka osób z zespołem Downa zaczęła zbierać się do wyjścia. Zauważyłam, że jeden z nich nadal stoi w miejscu i nie reaguje na polecenia pań opiekunek. Patrzyłam na niego uważnie przez dłuższą chwilę i gdy zauważyłam, że wszyscy z wycieczki już wyszli, a tramwaj zaraz ruszy, postanowiłam pomóc paniom opiekunkom, które najwyraźniej nie zauważyły, że jedna z osób zagapiła się i nie wysiadła z tramwaju.
Podeszłam do tego pana i powiedziałam, że chyba nie zauważył, ale jego grupa właśnie wyszła. Gość popatrzył na mnie z kompletnym zdziwieniem, zaczerwienił się i powiedział, że on nie jedzie razem z nimi.
Do tej pory jest mi głupio.
#cff4l
Ale to wszystko jest OK, kocham ją i w sumie to nie jest tragedia. Anonimowe w tym są moje przemyślenia... I o ile jestem w stanie zaakceptować te, w których umieram nagle, zostawiając ją samą ze wszystkimi sprawami, to zaczynam się zastanawiać, ile dni by jej zajęło zorganizowanie choćby pogrzebu. Czuję smutek, gdy pomyślę, że musiałaby się z tym wszystkim uporać sama, z życiem i jego problemami. Ale są też myśli, których nie potrafię powstrzymać - te, w których to ona umiera, a ja zostaję sam i pomimo tego całego przytłaczającego spektrum śmierci ukochanej to czuję, że razem z tym wszystkim przyszłaby też spokojna, błoga atmosfera, bez tysięcy spraw do rozwiązania za nią. I ta myśl ,że bardzo dobrze bym sobie poradził. Po takich momentach czuję obrzydzenie do samego siebie, choć gdzieś ta ciemna strona mnie uśmiecha się i szepcze, że z jej inteligencją i zaradnością śmiertelny wypadek jest kwestią czasu.
Tak że ten, anonimowe, choć chyba nie w guście anonimowiczów.
#BdxSe
Otóż wszyscy pracownicy podzielili się na grupy i zaczęli ze sobą wojować, na całym spejsie (czyli powierzchni, na której żyją sobie korpoludki) panował chaos. Spejs wschodni ostentacyjnie odwracał się plecami do spejsu Zachodniego, a spejs Południowy zabrał wszystkie kubki z kuchni żeby narobić sobie w nich ciepłej herbaty. Całe to zamieszanie Team Leader określił dwoma słowami - WOJNA KLIMATYZACYJNA, spowodowana tym, że do panelu sterowania klimatyzacją dostęp miał każdy.
Otóż dla niektórych lato było już w pełnym rozkwicie, a innym zima jeszcze zaglądała do okien. Kiedy wyszliśmy zobaczyć, co też się wyprawia w Korpolandii, zauważyliśmy, że podczas gdy niektórzy pracownicy siedzą w krótkim rękawku sącząc mrożoną kawę, inni siedzą opatuleni w koce, drżącymi rękami ściskając kubek ciepłej herbaty.
Menadżer Franio zwołał więc zebranie, z którego dowiedział się co następuje:
- Na całym spejsie jest strasznie zimno.
- Na całym spejsie jest strasznie ciepło.
- Pocimy się.
- Przeziębimy się.
- Przydałyby się jakieś podwyżki, premie...
W ramach rozwiązania problemu szef postanowił, że wyznaczy jedną osobę, która od dziś będzie strażnikiem klimatyzacji. Funkcję tą powierzył swojemu najdzielniejszemu wojownikowi (czyli temu, który robił najwięcej kejsów, to jest spraw) - "Oto przekazuję Ci wielką władzę i wielką odpowiedzialność" - rzekł mu, a następnie wysłał do wszystkich maila z tą wielką nowiną. Dwa dni potem okazało się, że wielki wojownik przestał robić kejsy, bo pozostali korpoludzie zasypywali go masą maili dotyczących temperatury pomieszczenia, i biedaczek biegał w te i we wte starając się spełnić wymagania wszystkich.
Tym razem Franio wkurzył się nie na żarty i zasięgnął rady swojego znanego wujka, który podpowiedział mu, że optymalna temperatura wynosi dokładnie 20,5 stopnia Celsjusza. Zakazał komukolwiek ruszać klimatyzacji, trzasnął drzwiami i pogrążył się w kejsach.
Wielki żal i płacz zapanował w Korpolandii, ale nikt nie ośmielił się ruszyć klimatyzacji, i teraz połowa spejsu siedziała w zimowych kurtkach, a druga wachlowała się papierami. I tak też jest do teraz. Czasem tylko jakiś dzielny buntownik przemyka skryty w mroku do panelu sterującego, i zmienia temperaturę, podburzając ludzi do kolejnej wojny....
#Vl0mG
Dziś rano przyszedł do mnie do szpitala ze swoim tatą. Obaj mieli ogolone głowy. Złożyli mi życzenia urodzinowe, a syn wręczył mi ładnie zapakowane pudełeczko. „Tobie się bardziej przydadzą”, powiedział. W środku były pukle ich włosów.
Minęło kilka godzin, a ja dalej płaczę.
Nie poddam się. Obiecuję!
#Q3ahQ
Moja starsza siostra była fantastycznym człowiekiem, przemiłą osobą, dobrym pediatrą. W czasie studiów nauczyła się francuskiego – jej marzeniem było zamieszkać we Francji. Jak chciała, tak zrobiła. Wyjechała, tam leczyła dzieci, poznała Francuza, planowali ślub. W miarę możliwości ja i rodzice odwiedzaliśmy ją, byliśmy w regularnym kontakcie. Naprawdę wydawała się szczęśliwa.
Na początku tego roku zadzwonił do nas Victor, facet siostry. Nie żyła, zabiła się.
Cała rodzina w szoku, przyjechaliśmy do Francji. Siostra była przecież taka szczęśliwa...
Błąd.
Victor przyznał, że od dłuższego czasu miała problem z piciem. Nie mówiła nam, żeby nas nie martwić. W styczniu powiedziała, że idzie na kawę z koleżanką. Wynajęła pokój w hotelu i przedawkowała leki. Zostawiła list, napisała, że jest porażką i nie chce tak żyć. O co jej chodziło, nikt dokładnie nie wie.
Uważajcie na swoich bliskich. Ludzie naprawdę potrafią doskonale udawać szczęśliwych.
#gvcnV
Przez resztę tygodnia myślałem o niej codziennie. Plułem sobie w brodę, że nie zagadałem i teraz prawdopodobnie nigdy w życiu już jej nie spotkam.
Minęło kilka dni, gdy wychodząc z pokoju w akademiku, prawie wpadłem na dwie dziewczyny. Byłem w szoku – jedną z nich była ta blondynka z flashmoba. Tym razem od razu się odezwałem, oczywiście mnie poznała. Okazało się, że mieszka w tym samym akademiku, nawet na tym samym piętrze! Miałem więc okazję ją poznać i... okazała się wredną suką. Nie wszystko złoto, co się świeci :)