#mxXEA

Kiedyś przez dwa tygodnie pracowałam w burdelu, bo przez problemy zdrowotne narobiłam sobie długów, których nie byłabym w stanie spłacić w inny sposób. W dodatku miałam kilka dni na zapłacenie zaległego czynszu, jeśli nie chciałabym skończyć na ulicy.

To był mój ostatni miesiąc w tym kraju. Stwierdziłam, że nie umiem tutaj żyć i wyjechałam w siną dal. Żałuję, że tak późno się na to zdecydowałam. Nikomu się nie przyznam, jakie zdarzenia ostatecznie mnie do tego zmobilizowały.

#gir48

Wyznanie nie dla zwolenników rasy aryjskiej...
Jestem Mulatem, mój tata jest biały, moja mama jest bardziej Mulatowata niż ja, lecz nie całkiem czarna . Rodzice mojego ojca byli biali, rodzice mamy - czarny jegomość i Azjatka, odeszli dawno na łono Abrahama, ale nie to jest w tym wyznaniu głównym wątkiem. 

Poznałem dziewczynę na wymianie szkolnej typu Erasmus. Zaiskrzyło, okazało się że jest z Niemiec, ja mieszkam w Polsce, choć studiowałem wtedy w Pradze w Czechach. 

Dziewczyna istny anioł - blada jak księżyc, włosy srebrzysty-blond, oczy szaroniebieskie, uśmiech jak milion dolarów. Nie będę ukrywał, zakochałem się po uszy, z wzajemnością. Problem to "teściowie", a może bardziej "teść". Jak się domyślacie, to "zwolennik rasy aryjskiej", i to z pokolenia na pokolenie, jego dziadek był w SS, a ojciec w Hitlerjugend, a takiego mieszańca jakim jestem ja nie zdzierży. 

Z dziewczyną jesteśmy już 3 lata, wiele o tym rozmawialiśmy, byliśmy nawet u jej rodziców razem, by mnie przestawić i liczyć, że jakoś może to będzie. Ale nienawiść jaka bije od tego człowieka jest niewyobrażalna, a groźby jakie mówił wyrzucając mnie za drzwi były przerażające... 

Chcemy być razem i wiem, że rodzice nie staną na przeszkodzie, wszak to XXI wiek, ale takiego obrotu sprawy nigdy nie przewidziałem. 
Cóż począć?

#yM7V3

Po sąsiedzku mieszka mały chłopiec, ma 4 latka. Jest niezwykle kontaktowy, miły i to takie "cygańskie dziecko". Do każdego pójdzie, nie boi się, zagada... Spędza u nas sporo czasu. Uwielbia moją mamę, która ma złote serce, a z dziećmi rozumie się jak nikt. 

Pewnego razu przyszedł do nas akurat kiedy mama robiła sernik z brzoskwiniami. Zachciało mu się pić, więc moja mama dała mu ten sok, który jest w puszcze po brzoskwiniach. Spróbował. Powiedział, że niedobre. Ale mama mówi do niego, że pyszne, niech wypije, bo to dobre, smaczne z brzoskwinek. Ze skrzywioną minką, ale wypił.

Później mama zorientowała się, że zamiast soku z brzoskwiń w puszce dała mu oddzielone białka z jajek. No cóż... kolor podobny!

#qKaHG

- Przepraszam najmocniej, chyba się pani pomyliła... - nieśmiało zwróciłem uwagę kasjerce po uważnym przeanalizowaniu paragonu i przeliczeniu reszty.
- Nie ma mowy o pomyłce! Wszystko jest tak jak powinno! - rzuciła.
- Myślę, że mimo wszystko warto by było, żeby mnie pani wysłuchała...
- Pójdzie już, albo ochronę wezwę!

Niejednokrotnie brałem udział w takiej wymianie zdań. Nie należę do osób, które lubią się kłócić, więc opuszczam teren sklepu i udaję się w swoją drogę.

Zastanawiam się tylko, czy panie kasjerki podczas przeliczania dziennego utargu, w razie stwierdzenia manka (w różnych wysokościach - od 50 gr do 20 zł) przypominają sobie gościa sugerującego pomyłkę.

#uU14Q

Namawiałam mojego chłopaka, żebyśmy obejrzeli razem pewien serial, w którym był wątek o gejach. Cały czas mówiłam przy nim jak słodcy i seksowni są ci dwaj razem i jak cudownie wygląda ich związek.

Kilka tygodni później mój były już chłopak powiedział mi, że ten serial uświadomił mu, że tak naprawdę to woli chłopców i "bardzo dziękuje mi, że pokazałam mu ten serial".

Aha. No to mam czego chciałam.

#i75wa

Właśnie dostałem opierdol od ojca. Za co? Ano za to, że ktoś w klatce był na tyle bystry, by zmienić nazwę WiFi na „MójOjciecToDebil”, a że po otworzeniu ustawień sieciowych na nowym laptopie ta sieć wyskoczyła mu jako pierwsza, był przekonany, że to z naszego routera. Oczywiście nie uwierzył mi, że nie mam z tym nic wspólnego.

#GQu2N

Mam problem ze znoszeniem bólu innych ludzi. Jako ofiara przemocy psychicznej oraz fizycznej nie potrafię sobie poradzić, gdy widzę, że ktoś inny staje się ofiarą.


Czy to w rzeczywistości, czy w internecie. W przypadku internetu to staję w obronie i zgłaszam takie zachowania, w przypadku rzeczywistości parę razy mnie pobito za pomoc innym. Mimo że bycie pobitym bo stanęło się w czyjejś obronie nie dotyka mnie tak bardzo jak bezpośredni atak wyłącznie na mnie chociażby z powodów poglądów politycznych, tak jednak boli w tym najbardziej to, że taka sytuacja musiała zaistnieć.

Widząc jak wiele przemocy jest na świecie zastanawiam się, czy to jest świat w którym chcę żyć i wtedy działa to na moją depresję. Wiem, że nie powinienem się przejmować, ale od zawsze posiadam zdolność postawienia siebie na miejscu innych i odczuwania tego co czują, chociaż w minimalnym stopniu. 


Kiedyś po obronie jednej dziewczyny przed agresywnym facetem byłem załamany przez dwa tygodnie, ledwo jadłem i jedynie spałem. Nie wiedziałem wtedy czy ona coś zrobiła, że to on pod wpływem emocji prawie ją pobił. Ale mogła też niczym sobie zasłużyć, może tylko tym, że późno chodziła po mieście. 


Po obronie jej i przeboleniu ciężkich dwóch tygodni okazało się, że on faktycznie był obsesyjnie zazdrosny i myślał, że umawia się z innymi. Podobno po jakimś czasie faceta zatrzymano za przemoc na innej dziewczynie... I znowu zacząłem się przejmować, nie znałem tej drugiej, ale jednak martwiłem się o nią. 


Tak samo teraz przejmuję się linczem osób o odmiennych orientacjach, czy ostatnio zauważonym przeze mnie tu ataku na dziewczynę tylko dlatego, że lubi rzeczy, których ktoś nie rozumie.

Moja dziewczyna mówi, że darzę ludzi za dużą empatią, że nie zasługują na to bym się wszystkimi przejmował. Może poniekąd ma rację, współczucie wszystkim sprawia, że mnie to coraz bardziej przytłacza i za bardzo przekłada się to na moje życie.

#mBkKg

Na wstępie napiszę, że chciałam podzielić się tu moją historią, żeby z Waszego odzewu wywnioskować, jak bardzo złe jest moje postępowanie.

Wydaje mi się, że jestem aromantyczna. Przez całe swoje życie nie spotkałam nikogo, kogo bym naprawdę kochała, cokolwiek to właściwie znaczy. Mam za sobą kilka związków, które trwały od dwóch do trzech lat i zazwyczaj bardzo dobrze się w nich czułam, jednak brak w nich było zaangażowania emocjonalnego z mojej strony. Z obecnym partnerem mieszkam już ponad dwa lata i jest nie inaczej.

Ogólnie jestem osobą miłą, pomocną i wrażliwą. Wydaje mi się, że partnerka też ze mnie dobra. Nie zaniedbuję żadnych obowiązków gospodarstwa domowego, w zarodku rozwiązuję wszystkie potencjalne konflikty, szukam kompromisów, jestem w stanie ulec układowi, który jest dla mnie mało korzystny, ale dobry dla mojego towarzysza, staram się we wszystkim wspierać drugą osobę, napędzać do działania itp. Jednak z mojej perspektywy mój chłopak jest dla mnie bardziej współlokatorem/przyjacielem, z którym uprawiam seks, niż moją miłością.

Czułam, że każdy z moich partnerów bardzo mnie kochał i skoczyłby za mną w ogień, ja niestety o sobie nigdy nie mogłam tego powiedzieć. Nie umiem się zmusić nawet do zazdrości, gdy mam ku temu powodu. Nie miałam też nigdy problemu, żeby chłodno zerwać z nimi znajomość w czasie, gdy zdałam sobie tylko sprawę, że cechy, które mają mogą być uciążliwe lub szkodliwe dla mnie w przyszłości.

Problemem w tym wszystkim jest to, że nie potrafię być sama. Jak tylko kończy się jeden związek, muszę natychmiast poszukać kolejnego, bo na singielstwo dostaję reakcji uczuleniowej w postaci stanów depresyjnych. Nie chodzi też o to, że potrzebuję pomocy materialnej, bo pod tym kątem uważam, że radzę sobie świetnie. Po prostu najzwyczajniej w świecie musi ktoś być obok mnie, bo inaczej jest mi źle i czegoś mi brakuje.

Wiem, że nie jest do końca fair wobec wszystkich moich partnerów. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć tylko tyle, że nigdy nie wyznaję im miłości, bo czułabym, że to kłamstwo. A oni są pozostawieni emocjonalnie samym sobie i na pewno niewygodnie im z tą myślą. Niewykluczone nawet, że pęka im przez to serce, ale nie umiem nic z tym zrobić.

Potrzebuję ich w moim życiu, ale są dla mnie tylko przyjaciółmi. Próbowałam, ale umiem obudzić w sobie miłości. Próbowałam, ale nie umiem być sama. I tak oto krzywdzę każdego faceta, który wejdzie ze mną w związek.

#s0lZK

Dodałem tu kiedyś wyznanie o tym, jakie głupstwa robiłem, aby zaspokoić swój popęd w czasie mojego dorastania (#9phoh). Ale wiecie co? Takich chorych akcji było jeszcze kilka.

O stałym dostępie do internetu, do komputera i, co za tym idzie, do filmów erotycznych nie było mowy. Więc ja, który umiał całkiem ładnie rysować, tworzyłem sobie na kartonie rysunki obnażonych z szat kobiet, a potem się nimi bardzo "zadowalałem" ;) Ukrywałem je za biurkiem i z czasem stworzyłem niezłą kolekcję. Ale w obawie przed odkryciem przez rodziców, podarłem wszystko w drobne kawałki i spuściłem w toalecie (wiecie, żeby przypadkiem ktoś w śmieciach nie znalazł).

Kolejnym hitem było, jak robiłem sobie prezerwatywy. Jako jeszcze mało wiedzący osobnik myślałem, że służą one do większej przyjemności mężczyzny, a nie do antykoncepcji. Brałem więc lateksowe rękawiczki i odcinałem od nich te największe palce. Następnie odcięte kawałki zwijałem i tak kondomy DIY były gotowe. Niestety rozczarowałem się, kiedy na własnym przykładzie sprawdziłem, że nie służą one do większej przyjemności mężczyzny.

I teraz wyznam wam mój największy sekret! Kiedy jednego razu zostałem sam w domu, to wszedłem na komputer starszego brata, włączyłem GTA SA i poszedłem (w grze oczywiście) do klubu z nieskromnymi tancerkami. Może tamta grafika gry nie była wysoka, ale mi wystarczyła. Tak, mastrubowałem się do tancerki z GTA...

Jak tak teraz z perspektywy czasu na to wszystko patrzę, to po prostu... nie wiem. Ale co poradzić? Takie hmmm... wspomnienia z dzieciństwa to chyba rarytas.
Dodaj anonimowe wyznanie