#J4KGN

Taka refleksja, którą się z nikim nie podzielę.

Nienawidzę przymuszania do "bycia dorosłym i odpowiedzialnym". Nie zrozumcie mnie źle. Mieszkam sam, zarabiam na siebie i swoje zachcianki. Kocham książki fantasy i SF. Kocham seriale i filmy o tej tematyce. Czytam komiksy i mangę. Bardzo lubię anime. Kolekcjonuję też gadgety z tym związane. Lubię grać na konsoli czy komputerze. Nienawidzę, jak mi mówią że mam "dorosnąć", bo bycie dorosłym to wyjście do restauracji (wolę sam coś upitrasić), wyjście ze znajomymi do pubu (wolę browara ze znajomymi przy dobrym filmie w domu). Kocham tę cząstkę dziecka we mnie, która pozwala mi cieszyć się z małych przyjemności i mieć fantazję. Nie mogę znieść wszystkich tych starych-malutkich, którzy twierdzą, że koniecznie trzeba być poważnym i dostojnym. Po wuja? Zarabiam na siebie, moimi zainteresowaniami nikogo nie krzywdzę, a w zawodzie informatyka spora doza fantazji jest wręcz zbawienna. Ale społeczeństwa nie przekonasz, że bycie innym od poważnych korposzczurów nie jest złe.

Tak z siebie to wyrzucić chciałem - bo nie mam nikogo, kto by mnie zrozumiał - za bardzo "dorośli" są na takie bzdety.

#KLZfk

Stałem sobie przy ratuszu, gdzie zawsze lata masa gołębi. Czekałem na kolegę i sobie oddychałem. Nagle poczułem, że w mojej jednej dziurce od nosa coś jest. Włożyłem dyskretnie palec tak aby nikt nie widział i pobawiłem się w górnika. Wydobyłem ogromnego gluta wielkości całego mojego palca. Byłem w szoku, że to zmieściło się do mojego nosa.

Nie wiedziałem co z tym zrobić, ponieważ jeść gile niedawno się oduczyłem. Zacząłem go kulkować niczym żuk gnojnik swoje dzieło życia. Powstała dosyć duża kulka, którą rzuciłem na ziemię. Nagle podleciał do tego gołąb i to zjadł. Moje sumienie jest czyste.

#VueWw

Gdy byłam mała, babcia każdego ranka i wieczora kazała mi odmawiać modlitwę. Strasznie tego nie lubiłam i wymyślałam mnóstwo powodów, by nie mówić po raz setny "Ojcze nasz" i "Aniele Boży".

Pewnego dnia babcia zmarła. Na stypie jakiś wujek dowiedział się o jej próbach nauczenia mnie modlitw i zażartował, że babcia umarła przeze mnie, bo byłam nieposłuszna. Inni dorośli zaczęli się śmiać, a ja przez wiele lat poważnie myślałam, że przyczyniłam się do jej śmierci.

#5bdG5

Pracuję na magazynie.
Większość stanowią Hinduski, jest kilka Ukraińców, ale najmniej Polaków. Kto wykonuje najcięższą robotę? Oczywiście Polacy. Jesteśmy gorzej traktowani od obcokrajowców. Jak Ukraińców traktują normalnie, to Hinduski jak święte krowy.

Ostatnio nam kazali poprzenosić kartony - nic ciężkiego, jeden ważył może góra 2,5 kg. Hinduski zaczęły protestować, że nie będą tego robić, bo je ręce bolą, są zmęczone (po całym dniu siedzenia na tyłku) itp. Ostatnio im powiedziałam, żeby przestały się lenić, bo my nie będziemy za nie wszystkiego robić. Po tym jedna z nich poszła do kierownika, oburzona, że zwróciłam jej uwagę. Później wraca z kierownikiem, a ten krzyczy na mnie, że po co się wtrącam i skarżę.
Co to za sprawiedliwość? I jak niby mam nie mieć uprzedzeń do ich rasy...
Leniwe baby. Jeszcze zawsze po tym, jak wejdę po nich na stołówkę, to zawsze zastanę tam syf - resztki jedzenia na stole, porozlewane picie, nieumyte naczynia.

Czy te osoby są jakieś upośledzone? Czy wzięli jakieś księżniczki do pracy na magazyn?

#S1ouI

Mam prawie 26 lat i jestem zmęczona. Po prostu zmęczona. Ciągłą walką, ciągłymi zmianami, brakiem jakiejkolwiek stabilizacji.

Kilka lat temu wyprowadziłam się z domu, w tym czasie zmieniłam 9 razy miejsce zamieszkania - w żadnym miejscu nie mieszkałam dłużej niż 8 miesięcy. Tak wyszło.

Nie pracowałam nigdy dłużej niż 8 miesięcy, niekiedy zamykali dane stanowisko, innym razem firma upadała, a czasem po prostu wygasała umowa o zastępstwo. To nie to, że mam złe kwalifikacje czy brak chęci. Tak wyszło.

Byłam w dwóch związkach, z mężczyznami raczej bez ambicji. Chyba żeby liczyć granie i oglądanie TV - tutaj mieli ambicje. Od początku wiedziałam, że to bez przyszłości. Czemu się z nimi związałam? Może tak chciałam znaleźć odrobinę stabilizacji. Tak wyszło.

W momencie, gdy znalazłam fajną pracę, fajne mieszkanie i zaczęłam się rozwijać, dowiedziałam się, że mój stan zdrowia jest na tyle zły, że potrzebuję przeszczepu nerki. Znowu całe życie musiałam zacząć od początku. Tak wyszło.

Od diagnozy do przeszczepu minął rok. Rok pełen słabości, strachu, złego samopoczucia i bezsilności. Były dni, gdzie wyzwanie stanowiło dla mnie wejście na pierwsze piętro. Sama przed sobą starałam się udawać silną i pocieszać osoby, które się o mnie martwiły. Udowodnić, że to tylko kolejny etap w moim życiu i "trzeba to załatwić i tyle".
Co prawda mam przyjaciół i osoby, na które mogę liczyć. Ale byłam wychowywana na "twardą babkę", nie umiem sobie pozwolić na słabość przy innych. Przed samą sobą też nie. Od kilku lat pękam w środku na coraz więcej drobnych kawałków, a nawet nie umiem tego komukolwiek powiedzieć.

Mimo wszystko przez cały czas parłam do przodu, skończyłam dwa kierunki studiów, cały czas pracowałam, odbywałam staże. Zresztą planuję dalsze kształcenie, to akurat dobrze mi wychodzi.
Starałam się walczyć też o swoje szczęście, przyjaciół, dobry wygląd i samopoczucie. Teraz coraz częściej zastanawiam się po co, skoro to i tak do niczego nie prowadzi. Średnio raz w roku muszę zaczynać wszystko od początku. Żyję w ciągłym stresie wiedząc, że nic w moim życiu nie trzyma się kupy, a ja nie potrafię tego zmienić - nieważne co robię i jakie decyzje podejmuję, wszystko sprowadza się do totalnego wywrócenia całego życia do góry nogami.

Powoli mam dość. W momencie, gdy cokolwiek zaczyna się układać, dostaję "niespodziankę" od życia. Mam wrażenie, że ciągle walczę i trzymam gardę, jestem naprawdę zmęczona i tracę ducha.

Dziękuję, jeśli przeczytaliście to do końca :)

#tb2Py

Szczerze boję się odrzucenia. Mam przyjaciółkę, która gada z inną osobą i boję się, że ta osoba pewnego dnia zabierze mi moją przyjaciółkę. Przyjaciółka cały czas gada o niej i piszą do siebie cały czas o czymś. Jak to słyszę, to mam ochotę odciąć się od niej i nie myśleć o tym, ale nie potrafię. Nie mam nawet komu tego powiedzieć…

#0UinJ

Na skutek różnych sytuacji przestałam ufać swojemu chłopakowi. Żeby go sprawdzić, opowiedziałam mu fikcyjną historię, która niby miała mi się przydarzyć. Po jakimś czasie rozstaliśmy się, każde z nas ułożyło sobie życie. Jedynym moim problemem stały się anonimy, które otrzymuję kilka razy do roku już od dekady. Dziś dostałam kolejny, a w nim pozdrowienia od wymyślonych przeze mnie bohaterów historii z adnotacją „Opłaciło się ich namierzyć i ściągnąć do kraju, mimo że od lat tu nie mieszkają. Dużo o tobie mi opowiedzieli”.

Nie wiem, czy gratulować pomysłu na uprzykrzenie mi życia, czy współczuć głupoty...

#8CgZO

Chcecie coś bardzo anonimowego? No to macie. Spałam ze swoim nauczycielem.

Miało to miejsce 3 lata temu. Klasa maturalna. Nowy nauczyciel. Zagadywał do mnie często. Potem ode mnie wyciągnął nr telefonu pod pretekstem informowania mnie o sprawach, które miałabym przekazywać klasie. No, ale wykorzystywał ten numer do pisania do mnie typu "jak mi minął dzień". Kazał mi mówić sobie po imieniu. Byłam przekonana, że on nic ode mnie nie chce, w końcu to nauczyciel. Miał też powód by się tak zachowywać. Byłam bardzo zamknięta w sobie, w klasie byłam szykanowana. Myślałam, że on chce mi tylko pomóc, dlatego tak się wobec mnie zachowuje.

Byłam naiwna.

Zaproponował mi pomoc w nauce, bo z jego przedmiotu szło mi tak nie za bardzo. Miejsce spotkania u niego w domu. Trochę mnie poduczył po czym zaproponował mi piwo. Było mi głupio, ale przekonał mnie tym, że przecież jestem już dorosła i to nic złego. Wypiłam dwa, a mam słabą głowę, więc byłam nieco podpita.

On wtedy przekroczył granicę. Zaczął się do mnie przytulać, próbował całować. Wielokrotnie odmawiałam, odsuwałam się. Mówiłam, że nie powinniśmy i muszę już wyjść. On jednak nie dawał za wygraną. W końcu pod jego naciskiem uległam. W trakcie w mojej głowie był krzyk, że co ja wyprawiam i powinnam to przerwać, ale było za późno.

Po tym incydencie nie odpisywałam już na jego wiadomości. Ignorowałam go. Bałam się, że mnie oleje, ale nie chciałam ciągnąć tego romansu. Ale nie szantażował mnie ani nic z tych rzeczy, wręcz dostawałam u niego niezasłużone piątki. Chyba ten raz mu wystarczył.

Teraz już jestem dawno po szkole, dostałam się na dobre studia, mieszkam z chłopakiem. Totalnie nikt nie dowiedział się o tym i nikt się nie dowie. Co do Pana nauczyciela to rok po maturze słyszałam, że już w mojej szkole nie pracuje. Oficjalnie sam odszedł, bo uznał, że nauczanie to nie jego powołanie. Ale krążą plotki, że molestował uczennicę i za to to wywalili. Chyba coś bardziej wierzę w drugą wersję.
Dodaj anonimowe wyznanie