#49v1A

Moja siostra zaginęła 8 lat temu. Wychowywałyśmy się na wsi, ona miała wtedy 18 lat, ja 15. I zacznę od kluczowej rzeczy - siostra uwielbiała nietypowe perfumy. Zawsze zamawiała sobie bardzo drogie, konkretne perfumy o bardzo egzotycznym i wyrazistym zapachu, których nie można było dostać w Polsce i z tego co wiem, nadal ich tu raczej nie sprzedają. Zawsze się wszyscy z niej podśmiewali, że chodzi tak wyperfumowana, że czuć ją z drugiego końca domu. Ogólnie Ola była bardzo żywiołowa, ambitna, miała dużo znajomych w szkole i planowała studia weterynaryjne. Żadnych problemów psychicznych czy powodów, przez które mogłaby chcieć uciec. W rodzinie też było dobrze, co prawda prowadziliśmy typowo wiejskie życie, ale nie było biedy. Samo jej zaginięcie było dosyć dziwne, to były wakacje, dokładnie lipiec. Ola wyszła wieczorem do koleżanki, której dom mieścił się niecały kilometr od naszego. Do przejścia miała prostą drogę, główną we wsi. I nigdy do tej koleżanki nie dotarła. Podczas akcji poszukiwawczej znaleziono tylko jej opaskę na włosy, która leżała przy drodze jaką szła. Nikt też nic nie widział ani nie słyszał, mimo że przy ulicy znajdowało się kilka dużych gospodarstw. Jedynie jeden z sąsiadów opowiadał, że słyszał pisk opon samochodu o tamtej porze, ale to właściwie tyle z ewentualnych śladów. Przez wioskę czasem przejeżdżały jakieś samochody, ale bardzo rzadko, głownie tylko miejscowi się tu poruszali. W każdym razie Ola nigdy się nie odnalazła, rozpłynęła się bez śladu. Oficjalnie nie jest jeszcze uznana za zmarłą, ale policja przyznała, że po takim czasie prawdopodobnie Ola nie żyje, bo wersja o ucieczce i nowym życiu kompletnie by się nie zgadzała.

Od kilku lat mieszkam w mieście, jednak ostatnio pojechałam na wieś odwiedzić rodziców. Po obiedzie postanowiłam przejść się na spacer po wsi, powspominać dawne czasy, nacieszyć czystym powietrzem itd., jednak spotkało mnie coś dziwnego. Idąc dróżką obok rzeki w pewnym momencie poczułam silny zapach perfum, niemalże identyczny jak zapach Oli. Chwilowo wpadłam w panikę, wręcz byłam pewna, że czuję Olę. Ten zapach zawsze miałam w pamięci. W amoku zaczęłam się rozglądać i wołać ją... Gdy już się uspokoiłam, po prostu wróciłam do domu. Wiem, że to nie mogła być ona, może sobie uroiłam ten zapach, albo jakieś rośliny z pobliskich łąk i sadów wydzielają podobny. Może też powrót do wspomnień tak na mnie zadziałał. Jednak naprawdę to przeżyłam. Następnego dnia poszłam tam ponownie z tatą, ale już nic nie poczułam, więc raczej była to wyobraźnia lub po prostu jakieś rośliny. Mimo tego trochę to mną wstrząsnęło, wróciły wspomnienia z tamtych dni i ponownie nasilił się ból po stracie siostry. Chciałam tylko się wygadać, tęsknię za Olą.

#OoTkl

Na fali wyznań o wadze i odżywianiu postanowiłam dodać własne. Wpływ na to mają zwłaszcza komentarze zamieszczone pod #CIFW3, w którym szczupłe użytkowniczki napisały, że wbrew przekonaniu autorki wcale się nie męczą.

Ja jestem szczupła, żeby nie powiedzieć chuda. Fizycznie. W środku siedzi otyła dziewczyna kochająca jeść dużo i kalorycznie, odnajdująca w smakach poezję i delektująca się każdą praliną czy kawałkiem mięsa tak, jakby przyszło jej trzymać w ustach kawałek nieba.

Męczę się. Strasznie. Pilnuję, ile jem (choć nie są to dietetyczne produkty; to byłoby już dla mnie zbyt wielkie wyrzeczenie, wystarczy, że kontroluję kalorie i to, by nie przekraczać swego dziennego zapotrzebowania na nie), aby zachować figurę, na której bardzo mi zależy — uwielbiam dobrze wyglądać i móc założyć na siebie, co tylko chcę, co chyba jest zrozumiałe.

Ale przy każdym przejściu obok cukierni czy restauracji towarzyszy mi wielka ochota, wręcz rozpaczliwe pragnienie, by wejść tam, zamówić dwa duże dania czy kupić cztery pączki i zjeść. Dosłownie nic nie daje mi takiej przyjemności (oprócz na moje nieszczęście ładnego wyglądu), jak jedzenie, jego smaki, faktury, temperatury, dźwięki (moim faworytem pod względem tego ostatniego jest chyba tulumba - wydaje dosłownie idealny odgłos, gdy się ją przegryza). Nawet seks nie jest dla mnie choć w ćwierci tym, czym dobra, treściwa potrawa bądź deser. Pokusiłabym się wręcz o stwierdzenie, że mam z nim problem - co prawda odczuwam pociąg seksualny, ale trauma z przeszłości i poglądy (w tym religijne) powodują, że nie mam ochoty realizować się łóżkowo.

Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy nie ma to ze sobą powiązania, czy nie próbuję zastępować sobie pożycia jedzeniem, ale chyba nie, bo uroki konsumpcji w pełnej krasie dostrzegłam sporo po wykształceniu sobie takiego, a nie innego światopoglądu (oczywiście zawsze kochałam jeść, ale wcześniej nie aż tak, wolałam inne rzeczy).

Raz w miesiącu robię sobie dzień, gdy jem wszystko, czego zapragnę i w każdych ilościach. Odliczam do niego czas, odpowiednio tydzień przed wybranym terminem przygotowuję sobie potrawy spore wagowo i dużo piję, by w „cheat day” móc jak najwięcej zmieścić, w wieczór go poprzedzający z ekscytacji ledwie zasypiam, a rankiem budzę się skoro świt, bo radość, że w końcu oddam się czynności, którą kocham nade wszystko w świecie, dosłownie wyrywa mnie z łóżka.

Ogólnie nie utożsamiam się z radosnymi, szczupłymi dziewczynami jedzącymi pięć niewielkich posiłków dziennie. Choć przypominam je fizycznie, nie czuję się jedną z nich. Ja jestem po prostu gruba, a to, że tego nie widać, jest jakby czarodziejskie zaklęcie. Jakbym pokazywała się pod postacią kogoś, kim nie jestem, choć chciałabym być.
Zazdroszczę i szczupłym, i grubym, wisząc gdzieś pomiędzy. Koszmar...

#AZ0vE

Raz na jakiś czas wspieram paroma złotymi różne zbiórki charytatywne, najczęściej na rzecz chorych dzieci.

Mam wyrzuty sumienia, bo spośród tylu potrzebujących wybieram tylko te dzieci, które są ładne i/lub są podobne do moich szkrabów.

#Rg7V5

Rodzice mówią, żebym nie wracała sama w nocy, bo gwałciciele itp. A ja nie pamiętam, kiedy ostatni raz uprawiałam seks i mam fantazje o każdym mężczyźnie, kobiecie, dziecku, babci, zwierzęciu, drzewie z ulicy... i jednocześnie wiem, że nikt nawet na mnie nie spojrzy, bo mam 30 lat.

#MQr2Q

Piękny, słoneczny poranek. Zwlekłem swoje leniwe 4 litery z łóżka, wziąłem prysznic i poszedłem na zakupy. Po drodze spotkałem kobietę, która była w ciąży. Niby nic dziwnego, ale niosła, a raczej targała dwie ciężkie torby. Jako że nie przechodzę obok takich sytuacji obojętnie, podszedłem do owej pani i nawiązał się między nami taki oto dialog:
- Dzień dobry. Pani w ciąży, więc chętnie pomogę z zakupami. Proszę tylko powiedzieć, gdzie trzeba je zanieść. - Cóż, ten wzrok zapamiętam przez długi czas. Zapaliła mi się lampeczka, ale po chwili dodałem - No wie pani, nie należy dźwigać takich ciężarów w stanie błogosławionym...
- Jak śmiesz, nie jestem w ciąży, smarkaczu! (Dodam, że kobieta miała max. 30 lat, a ja mam 20, więc różnica całkiem nieduża).
No cóż, zazwyczaj jestem kulturalny, ale z racji tego zachowania, wypaliłem:
- Aha, to pani taka gruba... Do widzenia.

Na odchodne dowiedziałem się, że jestem prostakiem i niewychowanym gnojem. Reszty słów nie powtórzę, ponieważ założyłem słuchawki i poszedłem w swoją stronę.
Chciałem pomóc - no cóż, nie wyszło. Nie trafiłem z tą ciążą, ale żeby od razu zwyzywać kogoś, kto mimo wszystko miał dobre zamiary? Ech...

#t02kq

Jestem psychoterapeutką. Od prawie 2 lat pracuję w prywatnym gabinecie psychoterapii, gdzie jestem zatrudniona na umowę o pracę. Jest to miejsce, gdzie chcę zdobyć doświadczenie i fundusze potrzebne do założenia własnej działalności w przyszłości. Dodam, że jest to moja pierwsza praca w zawodzie.

Zdarza się, że przychodzą do nas osoby, które ewidentnie mają problemy ze zdrowiem psychicznym (najczęściej chodzi o depresję). W takich sytuacjach zawsze kierowałam pacjentów do lekarza psychiatry, jak uczono nas na kursach. Niestety, kilka miesięcy temu mój szef, a zarazem właściciel firmy, przeprowadził ze mną rozmowę, w której jasno dał mi do zrozumienia, że mam tego nie robić, bo lepiej, żeby przychodzili do nas niż do nich. Oczywiście psychoterapia nie stoi w sprzeczności z farmakoterapią, a nawet psychiatrzy często ją zalecają, ale ten argument nie przekonał mojego pracodawcy.

Nie wiem teraz co robić, bo to mimo wszystko dobra praca i nie chcę jej stracić.

#QDJCh

Jestem biseksualny. To tak na wstępie.
Poznałem bardzo miłą i inteligentną dziewczynę. Spotykamy się już jakiś czas. Niedawno poznałem jej rodziców, polubili mnie od razu. Więc w czym problem?
Otóż...
Niesamowicie kręci mnie jej ojciec.
To taki typ wyglądającego na swoje lata, ale mimo to jednak wciąż pociągający i przystojny. Taka męska wersja MILFa.
Ona wie o mojej orientacji, ale nie wie nic o tym wszystkim. Strasznie boję jej się powiedzieć, nie wiem jak na to zareaguje.
Zastanawiam się czy z nią nie zerwać, chociaż bym tego nie chciał bo jednocześnie strasznie mi na niej zależy.

#8RjBz

Kupiliśmy z żoną lustro do przedpokoju. Wieszałem je sam, pod mój wzrost było idealne, ale dla niej okazało się za wysoko. Kiedy ustaliliśmy wysokość, lustro zostało przykręcone na właściwe miejsce, po poprzednim zostały dziury. Chciał nie chciał trzeba zaszpachlować i pomalować, żeby jakoś to wyglądało.

Przygotowany w odpowiednie narzędzia wziąłem się do roboty. Kiedy zacząłem mieszać szpachlę wlało mi się za dużo wody i mieszanka był za rzadka, a więcej szpachli nie było, i wpadłem na najdurniejszy pomysł w moim życiu. Przypomniało mi się, że na makijaż mocno pomalowanych kobiet mówi się szpachla. Otworzyłem szafkę w łazience i przeszukałem żony kosmetyki. Znalazłem to czego szukałem - puder do twarzy. Wsypałem trochę do mieszanki, a że jeszcze było mało, to wrzuciłem całą zawartość. Mieszanka jak się patrzy, dziury zaszpachlowane, ale cóż, trzeba odkupić kosmetyk, coby dziewczę się nie zorientowało i żeby nie było rozwodu. Chwyciłem opakowanie i pędzę do laptopa, żeby sprawdzić w jakim sklepie dostanę ten puder... i doznałem szoku, jak można za takie małe opakowanie dać tyle kasy. Nic, popędziłem do drogerii, kupiłem z zaskórniaków ten przeklęty puder. I była to najdroższa szpachla, która - uwaga - kosztowała mnie 400 zł za 66 gramów. Oczywiście nie było tak kolorowo, luba i tak się zorientowała, bo nie zdjąłem zabezpieczenia.

Za żadne skarby się nie przyznam jakim osłem jestem i że mamy najdroższą szpachlę wszech czasów. Powiedziałem, że puder spadł, jak szukałem kremu do rąk.

#hssB9

Podoba mi się kolega z pracy. Jest już po 30 i jest singlem. Niektórzy uważają go za geja. Próbowałam zagadywać, dawać sygnały, flirtować, ale nie zauważał. Wczoraj podczas rozmowy wspomniał o swojej byłej. Powiedział tak: "To zboczona szmata była. Jak kobieta już po roku znajomości pakuje się do łóżka, to nie zasługuje na mój szacunek. Żaden facet nie wytrzyma z babą, z którą co kilka miesięcy trzeba sypiać. Minęło 10 lat odkąd się rozstaliśmy, ale niesmak pozostał".

Odpuszczę sobie.
Dodaj anonimowe wyznanie