#uWw2W

Coraz częściej widzę na Anonimowych - ale też na ulicy - niepokojącą tendencję. Zwykle objawia się jako "byłem brzydki, gruby, pryszczaty, miałem 140 cm wzrostu itp. itd., ale spodobała mi się najpiękniejsza dziewczyna w szkole, która nie potrafiła się opędzić od adoratorów". Krew mnie zalewa. Później kolejne wyznanie jest o friendzonie albo okropnym i chamskim odrzuceniu.

Zawsze uważałam, że trzeba patrzeć najpierw na siebie, zanim zaczynasz do kogoś podbijać, a nie później robić z siebie ofiarę losu.

#ahxbL

Zawsze jestem w złym miejscu i czasie, lub dobrym, zależy kto patrzy.

Przykład z ostatniego miesiąca. Kobieta, którą mogę nazwać przyjaciółką, a nawet moją nieszczęśliwą miłością, ma męża (prawdopodobnie w separacji) nie zwierza się z tego.

Tylko powtarza, że jest sama ona jedna i brakuje jej czasu dla wszystkich, a zwłaszcza jej bliskich. Ale piszą do siebie codziennie i obgadują co im się udało, na co pieniądze pójdą. Wieczorem zawsze z nim rozmawia przez telefon.

On pracuje za granicą i nie potrafię powiedzieć kiedy był ostatnio w domu. Na ostatnie urodziny dostała od niego prezent w tamtym roku warty 1000zł i możliwe, że nie wręczył go osobiście. Niby małżeństwo wystawione na próbę w takim związku na odległość. No ale niestety, przyjaciółka się nie popisała…

Mam mocne dowody na to, że go zdradza… z mechanikiem jej auta. Ona jest lewa z elektroniki, więc cokolwiek nie działa to ona z tym do mnie i nie specjalnie przykuwa uwagę co ja z tym robię. Ostatnio był problem z telefonem, więc próbuję zadziałać, a tam nagle pisze "brat".

Bardzo intymnie jak na brata, no bo "nie mogę się doczekać wieczoru kochanie" nie jest czymś w sposób jaki komunikuje się rodzeństwo. Brata jej znam i to nie był jego numer. Coś mnie tknęło go zapisać. Oczy mi się zaświeciły jak 5 złotówki jak potrzebowalem zrobić zbieżność i zdębiała ile chcieli mnie policzyć. Poleciła mi swojego dając tym samym ten sam numer, który mam zapisany…

Nawet ostatnio ich widuję razem na łące przy zalewie gdzie zwykle jeżdżę rowerem, na kocyku jak się obściskują. Wyglądają jak para zakochanych nastolatków… gdy jej mąż charuje by mogła mieć to co ma i swoją drogą zbliża się remont mieszkania, o którym wszystkich informuje dookoła, że to już niedługo… wielki remont i zmiany.

Jako, że przez zniszczone dzieciństwo zdradą wujka(mój ojciec chrzestny) z księgową, którego uwielbiałem i co rok wakacje spędzane u nich…i z kuzynami prawie dorosłymi, którzy w tamtym okresie uczyli mnie "życia", zrodziła u mnie czystą nienawiść do takich ludzi.

Jako, że ona jest moją najlepszą przyjaciółką, a na 3 palcach mogę takich policzyć… strata takiej boleśnie się odciśnie na mojej psychice. Ale z drugiej strony strony gardzę nią obecnie… Jest mi wstyd w sumie znać takich ludzi.

Dlatego mam pytanie. Czy powinienem się w to mieszać? Czy po prostu się powoli odcinać z tej relacji. Czy wy w sytuacji tego gościa, chcielibyście się dowiedzieć od obcej osoby? Myślę, jak to zrobić anonimowo, by nie miał szans w jakikolwiek sposób do mnie dotrzeć po śladach oraz czy tylko nakreślić mu sytuację, czy jednak dać dowody na tacy. Jak mu dam dowody, to łatwo wyjdzie, że to od mnie. Czy powinienem im zrobić zdjęcia i mu wysłać jako anonimowy wścibski polaczek?

Obecnie to nie problem ich spotkać razem, w miejscach, które ona lubi…

#ST9eN

Niedawno oglądałem na kanale Człowiek Absurdalny na YT, materiał o wysokiej wrażliwości w kontekście seksualności ludzkiej i coś mi przyszło do głowy.

Niewątpliwie jestem człowiekiem wysoko wrażliwym. Jeden ze skutków tej wrażliwości w moim przypadku okazał się nietypowy: nigdy nie byłem w związku ani nigdy nie uprawiałem seksu (chociaż nie uważam się za osobę aseksualną - może jedynie czuję, że z roku na rok ten komponent aseksualny się we mnie powiększa; tym bardziej nie uważam się za incela, bo incel to nie sytuacja życiowa, ale przede wszystkim mentalność).

Nie było też tak, żebym bał się kobiet, wręcz przeciwnie, miałem wiele udanych relacji koleżeńskich z kobietami, powiedziałbym, że więcej niż z mężczyznami. Nie wykluczałem, że któraś z tych relacji może się przerodzić w związek, ale również tego nie zakładałem i nie miałem parcia na to, więc chociaż nigdy tak się nie stało, obyło się bez rozczarowań. W przeciwieństwie do inceli mam bardzo dobre zdanie o większości kobiet - w tym o wszystkich, z którymi się kolegowałem czy przyjaźniłem. To były (i nadal są) mądre, życzliwe osoby, najczęściej też dobrze wykształcone i bardzo oczytane, takie, z którymi dało się porozmawiać na wiele różnorodnych tematów. Cieszę się, że teraz w większości są już w szczęśliwych związkach.

Po prostu życie dziwnie się ułożyło (nietypowa kombinacja czynników osobowościowych + czasami niespodziewane czynniki zewnętrzne). Pewnie też było za dużo w tym wszystkim ostrożności, uważania, żeby nie sprawić innym osobom jakiegokolwiek dyskomfortu (i z obecnej perspektywy nie postąpiłbym inaczej, to nie w moim stylu). Tak bywa, ale nie narzekam, reszta aspektów życiowych ułożyła się o wiele lepiej.

Moje dotychczasowe doświadczenie życiowe pokazuje, że bez seksu można świetnie funkcjonować (nie jest on na liście moich priorytetów). Bez bliskości emocjonalnej jest trudniej (zdarzają się chwile załamania), ale również da się żyć, szczególnie, że istnieje wiele osób, które muszą się mierzyć z nieporównywalnie większymi trudnościami życiowymi, takimi jak niepełnosprawność, choroby przewlekłe, toksyczne środowisko rodzinne czy niedostatek materialny.

Takie życie bywa dziwaczne, ale już generalnie mam to wszystko głęboko w głębokim poważaniu. Istnieje wiele innych aktywności życiowych, w których można się spełniać i zdecydowanie z nich korzystam - a przynajmniej korzystałem przed pandemią, nudy nie było. Praca, sport, wycieczki, podróże, teatr, czytanie książek, programowanie, pisanie, trochę nawet aktywizm społeczny. Jest co robić.

#7TJN9

Jakiś czas temu mój narzeczony przyszedł z radosną nowiną. "Kochanie, spotkałem Gosię, ma swoją firmę i zrobi nam dekorację ślubu". Myślę - spoko. Gosi osobiście nie znałam, słyszałam o niej, że kiedyś się kolegowali, bo ich rodzice razem pracowali. Wiadomo, zapoznawcza kawka, co i jak, uzgodnienia. Narzeczony tak się cieszył, tak się angażował, twierdził, że jak będziemy mieć koleżeńskie stosunki, to nam większy rabat da.

No i dała, ale jemu dupy.

#ClxY0

Robię właśnie specjalizację z psychiatrii. Od początku widziałam, że chcę wybrać akurat ten kierunek. Już w gimnazjum zgłębiałam tematy związane z psychiatrią i psychologią, w liceum czytałam podręczniki akademickie. Udzielałam się w wolontariatach. Na medycynę dostałam się i ukończyłam ją z trudem, bo po prostu spora część wymaganej wiedzy mnie nie interesowała.Po prostu siedziałam na d... i kułam.
Za to moja ulubiona dziedzina szła mi nadzwyczaj dobrze, udzielałam się w kołach, uczestniczyłam w projektach tak, że przed 5 rokiem byłam po imieniu z każdym psychiatrą w moim mieście, włącznie z profesorami z uniwersytetu. Nikogo więc nie zdziwiło jaką specjalizację wybrałam, zwłaszcza że często traktowano mnie ulgowo, wiedząc, co chcę robić. Według wszystkich mam dar do rozmawiania z ludźmi, jestem empatyczna i czeka mnie błyskotliwa kariera na uniwerku.
Wszystko to było by normalne, gdyby nie to, że ja nie staram się pomóc pacjentom, ja badam ich zachowanie i zachwycam się nim. Fascynują mnie socjopaci, kanibale, nekrofile, wszelkiej maści dewianci i świry najgorszego sortu. Zaczytuję się w najbrutalniejszych przypadkach. Ja nie czuję strachu, obrzydzenia, tylko zachwyt i szczęście. Sama nie jestem lepsza od nich, jestem psychopatką, sadystką i piromanką. Lubię oglądać tortury, makabryczne miejsca zbrodni, urządzam ogniska, godzinami patrząc się w ogień. Gdy widzę kogoś, kto brutalnie zabił kilka osób, to zamiast badać jego stan, chciałabym mu pogratulować.

#8KXby

Wyznanie #SqIVX mnie poruszyło, a jeszcze bardziej niesprawiedliwe komentarze.

Mam dziadka, który ma własne ziemniaki, truskawki, itp. Jeździ, więc co jakiś czas na rynek i tam sprzedaje swoje plony. Tylko że wiecie, za miejsce na takim rynku trzeba zapłacić. Co oczywiście mój kochany dziadek uczciwie robi, chociaż nie jest w zbyt dobrej sytuacji finansowej. Ale są jeszcze inni ludzie, staruszkowie, czy też i młodsi, którzy rozstawiają się OBOK rynku i sprzedają swoje rzeczy... To nie jest legalne, ani to nie jest uczciwe względem takich ludzi jak mój dziadek.

Starość czy bieda nie zwalnia z bycia uczciwym.

#CKgaf

Jak byłem małym, nierozsądnym szczylem dopiero odkrywającym ciemne zakątki Internetu, znalazłem stronę z filmami xxx, gdzie główne role grały karły. Nie żeby mnie to jakoś specjalnie jarało, ale stwierdziłem, że sam zweryfikuję czy to temat odpowiedni dla mnie. Szybko jednak stanąłem w obliczu poważnego problemu – witryna była płatna.

Początkowo trochę mnie to zafrasowało, ale szybko znalazłem rozwiązanie. „Wykupię sobie jednodniowe konto za pomocą karty kredytowej mojego taty. To tylko równowartość 5 dolarów. Nawet się nie zorientuje” - pomyślałem.


Jak postanowiłem – tak uczyniłem. Wypełniłem wszystkie rubryczki i wklepałem numer środka płatniczego podkradzionego mojemu staruszkowi. Kiedy chciałem zakończyć procedurę rejestracji, wyskoczyła informacja: „Przykro nam, ale istnieje już konto powiązane z tą kartą kredytową”.



Wygląda na to, że nie tylko ja miałem tak zryty beret, żeby płacić za oglądanie karlego grupen-seksu. Może to jakieś rodzinne zboczenie?

#XG7Cc

Zacznę od tego, że nie przepadam za moją teściową tak samo, jak ona za mną. Mój syn spędzał właśnie wakacje u babci na wsi i w ostatnim tygodniu sierpnia teściowa przywiozła moją pociechę. Wchodzą na podwórko i pierwsze, co widzę to kilka ogromnych siniaków na nogach teściowej. Pytam więc zbytnio nie przejęta: "Mamusiu, a co to się stało?". "A jechałam na rowerze i jakoś tak niefortunnie upadłam". Mój 5-letni syn na to: "Ale babciu gdybyś nie piła tego wina z ciocią Marysią, to nie przewróciłabyś się".

Nie weszła nawet na herbatę, nie mówiąc o winie.
Dodaj anonimowe wyznanie