#w2K1v

Gdy miałam 8 lat, uwielbiałam podglądać przez lornetkę ludzi z bloku naprzeciwko. Nie chowałam się za firanką, czułam się zupełnie wyluzowana. Nadawałam im nawet w mojej głowie różne imiona i tworzyłam o nich wymyśloną historię, do czasu gdy oni zaczęli ze strachu obserwować mnie :D

#zqzD2

10 lat temu zdawałem egzamin na prawo jazdy. W tamtym okresie byłem mocno sfrustrowany faktem, że na każdym egzaminie oblewali mnie na pierdołach typu „nie zatrzymał się pan na znaku stop, koła samochodu jeszcze się toczyły”. Grubo po 21:00, puste miasto, zero samochodów czy ludzi w promieniu kilometra, idealna widoczność, żadnych przeszkód, ale koła się toczyły... Miałem dość i powiedziałem sobie, że jak teraz nie zdam, to się poddaję.
Przy dziesiątym podejściu wylosowałem egzaminatora, który był tak niesamowicie otyły, że miał problem wejść do auta. Wyginał się jakieś 2-3 minuty, zanim udało mu się zająć miejsce. W końcu po zadanym placu wyruszyliśmy na miasto. Upalny dzień, jedziemy już sobie kilkanaście minut, i dojeżdżamy do zamykających się szlabanów przejazdu kolejowego. Posłusznie zatrzymuję się przed rogatkami i czekam. Jeden pociąg, drugi, trzeci. Stoimy już dobre 3 minuty, nerwowo spoglądam na egzaminatora, a ten śpi. Mijają kolejne minuty, a gość dalej: oczy zamknięte i mlaszcze coś przez sen. Patrzę na zegarek. Koleś śpi od 7 minut. W tym momencie postanawiam: „Jeżeli ten grubas będzie chciał cię oblać, zaszantażujesz go i doniesiesz, że zasnął na egzaminie. Zero skrupułów”. W końcu szlaban się otwiera, sprzęgło gaz i ruszamy. Grubas budzi się w końcu i nie potrafię stwierdzić, czy on w ogóle kojarzy, że spał. Ale już postanowione, prawo jazdy albo szantaż. 
Wracamy na ośrodek, egzaminator wypisuje kwit i wali przemowę: „Jest kilka sporych niedociągnięć w pana jeździe i mam nadzieję, że nie będę tego żałować, ale cóż, gratulacje, egzamin kończy się dla pana wynikiem pozytywnym”. 
I chociaż i tak bym nie doniósł na tego poczciwego grubasa, to zdziwiło mnie to, z jaką łatwością przyszłoby mi go szantażować.

#ZjICZ

Puszczam się. Według wszystkich znajomych – od około 9 lat (mam 20). Z początku bolała mnie ta opinia, ale po jakimś czasie się przyzwyczaiłam. Po swoim pierwszym razie pokochałam seks. Uwielbiam go, więc niejednokrotnie poderwałam faceta, żeby zaciągnąć go do łóżka (tak, oni myśleli, że było na odwrót). Nie czuję się z tym źle. Dowiedziałam się również, że podobno jestem dziwką. Ciekawe, bo pieniędzy nigdy za to nie wzięłam.

Ostatnio napotkałam na reklamę strony z ofertami sponsoringu. Postanowiłam, z czystej ciekawości, sprawdzić jak to wszystko działa. Założyłam konto, dodałam zdjęcie i niezbyt wyczerpujący opis. Niemal od razu dostałam mnóstwo propozycji. Chociażby jeden mężczyzna zaproponował mi 1200 zł za dwugodzinne spotkanie, czyli drink, rozmowa, później ewentualnie hotel (nie, to nie jest reklama, bo zdarzają się też poje*y). Niczego mi nie brakuje, jedzenie mam, ubrania i dach nad głową też, ale stwierdziłam, że skoro już i tak w oczach ogółu jestem dziwką, a ktoś chce mi zapłacić spore pieniądze za coś, co i tak mam ochotę zrobić nawet za darmo, to czemu nie?

Oczywiście nikt o tym nie wie, bo nie chcę słuchać, że to jest czyste zło itd. Po prostu stwierdziłam, że spiszę swoje aktualne przemyślenia tak na przyszłość, jakbym miała do siebie pretensje za to wszystko i jestem nieco ciekawa, co myślicie na ten temat.

#QtIhT

Jestem w związku od 4 lat, układa nam się bardzo dobrze. Z okazji naszej 4 rocznicy postanowiłem oświadczyć się Oli. Zorganizowałem wszystko, zaczynając od restauracji, a kończąc na spacerze nad jeziorem, które Ola tak bardzo uwielbiała.
Jednego nie przewidziałem – w momencie kiedy zadałem jej najważniejsze pytanie, zdążyła wyszeptać „tak”, w jej oczach pojawiły się łzy i straciła przytomność. Zadzwoniłem na pogotowie, przyjechali bardzo szybko. Później pamiętam wszytko jak przez mgłę – droga do szpitala, czekanie z jej rodzicami na lekarza, nie wiedziałem co się dzieje, tak bardzo chciałem być przy niej i ja przytulić. W końcu lekarz powiadomił nas, że Ola miała w głowie tętniaka, który pękł.

Operacja się udała. Ola jest w śpiączce, codziennie przy niej czuwam i mam żal do siebie, że nie zareagowałem, kiedy mówiła, że cięgle boli ją głowa i kiedy było jej słabo. Nie przejmowałem się tym, a dziś modlę się do Boga, by otworzyła oczy i uśmiechnęła się do mnie jak zawsze. Jeśli ona z tego nie wyjdzie, moje życie straci cały sens.

Proszę was, kochani, nie lekceważcie nawracających bólów głowy, życie mamy tylko jedno, dbajmy o nie. Ja zrozumiałem to dopiero teraz, kiedy moja ukochana walczy o życie. Proszę was o trzymanie kciuków za Olę.

#BlMfM

Za dzieciaka niewinnie zapytałam tatę, czy to banan w jego kieszeni, czy też cieszy się, że mnie widzi. Miałam jakieś 8 lat i nie miałam pojęcia, co to znaczy, po prostu podobał mi się ten zwrot, uważałam, że to zabawne. Mama zapytała mnie, czy rozumiem, o co pytam; skłamałam i odpowiedziałam, że tak.
Przez kilka dni tata nie potrafił spojrzeć mi w oczy, a czasem wręcz mnie jakby unikał.

Minęło wiele lat, zanim dotarł do mnie sens tego, o co spytałam. Na samo wspomnienie czuję ciarki żenady.

#Fh1xI

Poszłam raz na spacer z psem i jako że nie miałam nigdzie kieszeni, telefon wsadziłam do stanika. Każda dziewczyna czasem potraktuje swój biustonosz jak torebkę.
Zmieścił się, nie było widać, że tam jest.  Usadowiłam go ekranem do biustu i ruszyłam.

W pewnym momencie zorientowałam się, że jakimś cudem włączyłam latarkę.
Szłam przez pół miasta doznań, dosłownie świecąc swoimi atrybutami...

Nigdy więcej nie włożyłam tam telefonu.

#ALlxg

Mam 28 lat i wpadłam w nieskończoną spiralę, o której wam opowiem. 
Uznałam, że moja twarz, dokładniej skóra, jest niedoskonała. Poszłam w te pędy do drogerii i po kilkudziesięciu minutach wyszłam biedniejsza o ponad dwie stówki, ale zaopatrzona w najlepsze kosmetyki. Problem był z, jak wtedy uznałam, porami – musiałam je wyczyścić. Użyłam odpowiednich kosmetyków, w tym peeling. Twarz jak marzenie. Ale pojawiły się pryszcze. Pomyślałam, że to efekt uboczny peelingu i że źle oczyściłam skórę. No i ponownie peeling, oczyszczanie, nawilżanie. I dramat – skóra tłusta, jakbym w oleju się myła. Więc kosmetyki na skórę tłustą. Potem kosmetyki na skórę wysuszoną. Kosmetyki na skórę pękającą, na zaskórniki, na pryszcze, znowu na tłustą, znowu na suchą. Mycie po kilka razy dziennie, makijaż nie chce się trzymać, bo albo skóra tłusta, albo nawilżona kosmetykami, których nie można malować. Poszłam do dermatologa, przepisała lepsze kosmetyki, w tym maści na receptę, jakieś tabletki...
Wszystko trwało lekko ponad półtora roku, moja twarz z przeciętnie niedoskonałej stała się istnym pogorzeliskiem mojej pewności siebie.
Jakoś na początku maja byłam na wyjeździe ze znajomymi. Moja torba niestety nie poleciała razem z nami, nim dotarła na miejsce, już nas tam nie było... A w torbie wszystko do mojej twarzy. Poddałam się, moja twarz z dnia na dzień wyglądała coraz gorzej, a wtedy jeden z moich znajomych powiedział, bym w końcu dała jej odpocząć... Przestałam robić cokolwiek, poza myciem dużą ilością wody. 
Po dwóch tygodniach moja twarz miała jakby nową skórę. Delikatną, ale zdrową. Po trzech, mimo że już dawno miałam swoje wszystko, nadal nie używałam niczego. Po trochę ponad miesiącu moja twarz wyglądała lepiej niż kiedykolwiek wcześniej...
Wystarczyło od początku nie robić nic. Teraz bardzo uważam na swoją twarz, by jej nie psuć, a każda niedoskonałość jest powodem do uśmiechu i akceptacji.
Wpadłam w spiralę, ale na szczęście zgubiony bagaż mnie z niej wydostał, no i może pocałunek greckiego słońca w tym miał swój udział... ;)

#UeLoN

Mając 15 lat, dostałam swój pierwszy dotykowy telefon, z pełnym pakietem internetu itp. Po pewnym czasie bardzo zaczęły interesować mnie znajomości internetowe. Już po niecałym miesiącu tak się wkręciłam w znajomości z płcią przeciwną, że niczym innym nie żyłam na co dzień. Każdą wolną chwilę wykorzystywałam na pisanie z obcymi mężczyznami. Już wtedy poczułam, że kręcą mnie starsi mężczyźni. Poznałam pewnego Pana X. Mieszkał ode mnie około 50 km (tak przynajmniej oświadczał). Miał 28 lat. Podobała mi się w nim dojrzałość, że był taki szarmancki, pracował w wojsku i bardzo skupiał się na mojej osobie. Czatowałam z nim przeszło pół roku. Dzwoniliśmy do siebie, długie kilkugodzinne rozmowy przez kamerkę, ciągle sms. Aż w końcu poczułam, że chcę się z nim spotkać. Po szkole, wraz z moją przyjaciółką, wybrałyśmy się do pobliskiej galerii handlowej w moim mieście. Przed tą galerią umówiłam się z Panem X, że będę na niego czekać. Po długiej chwili zajechał jednym z nowszych aut (moja przyjaciółka wszystko nagrywała, robiła zdjęcia jemu i jego samochodowi w razie jakby coś się stało). Wyglądał tak samo jak na zdjęciach czy na rozmowach video. Podczas rozmów śmiałam się, że musi przyjechać z miarą, żeby mógł zatrzymać spory odstęp ode mnie, gdyż trochę się go boję z powodu jego wieku. 
Po godzinę zaproponował przejażdżkę po okolicy. Ja podekscytowana zgodziłam się. Jeździliśmy jakiś czas bez żadnego celu, dopóki nie dostałam sms od taty, że mam wracać do domu niby od koleżanki, bo będziemy mieli gości. Kulturalnie odwiózł mnie domu. 

Do dwóch lat, dopóki nie dostałam dowodu osobistego, nie było mowy o jakimś całowaniu, obejmowaniu. Mogłam tylko liczyć na głaskanie głowy czy pocałunku w policzek. Miłość ukazała się po roku znajomości. I trwa do dzisiaj. Gdy dostałam dowód, wraz z nim pojechaliśmy na pierwszą wycieczkę na kilka dni razem. To był przełom w naszym związku. Różnicy wieku nie widać do teraz. Od roku nasze rodziny wiedzą o nas. A ja wraz z biegiem miesięcy czekam na ślub.

#vYhRD

Mam 14 lat, moim problemem jest nauka. Pomyślicie może – nie umiesz się skupić? Uczysz się za mało? Dostajesz złe oceny? Jest dokładnie na odwrót. Uczę się zdecydowanie za dużo. Nawet jeśli nie mam prawie nic zadane, następnego dnia sytuacja przedstawia się „bezsprawdzianowo”, tak czy siak siedzę po kilka, nawet kilkanaście godzin dziennie, kując na blachę cały materiał, którego przecież nie jest aż tak dużo.

Nie byłoby w tym kłopotu, gdyby nie moje ataki paniki. Pięć minut za mało? Płacz i napad szału. Muszę gdzieś jechać i nie mam czasu na kolejną godzinę pracy? Ciągły niepokój i wyrzuty sumienia. Już nie czytam powieści, które niedawno były moją pasją, nie słucham muzyki, nie piszę opowiadań – cały czas mam w głowie tę dziwną potrzebę, a raczej przymus nauki.

To nie wina moich rodziców, oni zachęcają mnie do innych rodzajów aktywności, na przykład jakiegoś sportu, wyjścia z przyjaciółmi. Ja mam w głowie tylko książki, zeszyty, prace domowe, sprawdziany i odpytywanie, jestem tym typowym kujonem. Chciałabym przestać, oderwać się od tego, po prostu żyć. Cholerne sumienie nie daje mi spokoju.
Cieszę się, że rok szkolny się skończył. Czy młodość nie powinna być piękna?
Dodaj anonimowe wyznanie