Zawsze uważałam moich rodziców za przykład idealnej, kochającej się pary. Mój sen rozmył się wczoraj, kiedy zobaczyłam mojego ojca z inną kobietą. Obejmował ją i… całowali się. Pod jego pracą. Nie przyznałam się, że to widziałam, bo byłam (i zresztą nadal jestem) sparaliżowana tym widokiem.
Nie wiem, co robić, mówić mamie? Ona się przecież załamie… Choć nie jestem małym dzieckiem i mam już 17 lat, to w tym momencie mój świat się posypał. Nie myślałam, że coś takiego kiedykolwiek przytrafi się mojej rodzinie. Nie życzę takiej sytuacji najgorszemu wrogowi.
Moja przyjaciółka mieszka w zupełnie innej gminie, ale formalnie jest zameldowana w jednej z najbogatszych gmin w Polsce. Kiedyś opowiadała mi, że u przybranych dziadków ma porozkładane swoje rzeczy, żeby wyglądało, jakby tam naprawdę mieszkała. Dzięki temu może korzystać z rodziną z różnych przywilejów: stypendiów, dotacji, a nawet wyjazdów zagranicznych za bardzo niską kwotę.
Pamiętam, że raz pojechała na taki wyjazd zagraniczny, zapłaciła zaledwie 600 zł za 12 dni. Po powrocie opowiadała mi o wycieczce, ale narzekała, że hotel jej się nie podobał. Nie odezwałam się wtedy, ale w duchu pomyślałam sobie: Pojechałaś prawie za darmo i jeszcze narzekasz na hotel?....
Jestem kucharką. Jest to zawód, który chcąc nie chcąc wywiera presję, żeby ładnie wyglądało, żeby smakowało i takie tam. Do czego zmierzam? Nie wiem, czy przez ten zawód nie nabawiłam się depresji. Pracuję w zawodzie stosunkowo krótko, bo 4 lata, od momentu rozpoczęcia pracy zaczęłam się bardzo stresować, stres to nieodłączna część mojego życia i z jednej strony kocham to, bo gotowanie to moja pasja, ale z drugiej strony wiem, że mogę być lepsza. Przez długotrwały stres często się gubię, zapominam o czymś, nie robię wszystkiego na 100%, a do tego robię zaocznie (ale w tygodniu) technikum, bo zawodówka to dla mnie za mało. Chyba biorę na swoje barki zbyt dużo, bo zauważyłam, że często leci mi krew z nosa. Boję się, że takie życie mnie prędzej czy później wykończy.
Mam babcię, która bardzo szybko chodzi, myśli i działa, ale boi się sama poruszać po mieście, więc poprosiła mnie o eskortę do przychodni (RTG płuc miało być). Z autobusu wyskoczyła jak gazela, pomknęła jak strzała w kierunku przychodni i na portierni rzuciła krótkie: „Którędy na prześwietlenie klatki schodowej?”.
O dziwo, skierowano ją właściwie. :D
Poznałam kiedyś faceta. Spotykaliśmy się w sumie parę miesięcy. Gdy doszło do pierwszego razu, nalegał, aby mógł robić to ze mną w butach. Wydało mi się to dziwne, ale pomyślałam, że jakoś to zniosę.
Po wszystkim powiedział, że było cudownie i bał się, że nie zgodzę się na jego propozycję z butami. Bo wtedy wydałoby się, że jego stopy śmierdzą...
Koledzy z mojej klasy dziwią się, dlaczego pani ze sklepiku szkolnego zawsze odkłada dla mnie największą bułkę słodką i dlaczego zawsze uśmiecha się, jak mnie widzi.
Rada jest prosta: po prostu jestem dla niej miły, zawsze jak coś kupuję, to mówię „proszę” czy „dziękuję” – nie z chęci korzyści, tylko z czystej uprzejmości, bo zostałem tak nauczony. Najwidoczniej pani ze sklepiku chce mi się jakoś odwdzięczyć za moją uprzejmość.
Czasami warto być miłym ;)
Ukochany przez studentów czas, czyli sesja. Egzamin z bardzo prostego przedmiotu, z którego bardzo trudno nie zdać, jeśli cokolwiek się wie. 15 pytań zamkniętych, ponad połowa jednokrotnego wyboru. Żyć nie umierać.
Profesor wchodzi do sali, my za nim, rozdaje każdemu trzy kartki (jedna kartka z pytaniami, jedna kartka z arkuszem odpowiedzi i jedna kartka z diagramem do kilku zadań). Jako że mało zadań, egzamin miał trwać jedynie 30 minut. Mnie poszło bardzo szybko, w istocie prawie wszystko wiedziałem. Oddaję kartki po niespełna kwadransie, wychodzę. Przed salą dowiaduję się, że jakiś człowiek nic nie wiedział, bo oddał pusty arkusz. Wszyscy się dziwimy, bo przecież to taki prosty egzamin...
No... Tym kimś byłem ja. Dowiedziałem się o tym, widząc uroczą ocenę niedostateczną. Okazało się, że zapomniałem zaznaczyć odpowiedzi na karcie odpowiedzi. Dobijcie mnie.
Niedawno w mojej szkole zorganizowano akcję robienia kartek z życzeniami dla dzieci na oddziale onkologicznym. Moje ozdoby na kartce ułożyły się w krzyż. Jak zobaczyli to nauczyciele, to pomyśleli, że zrobiłem to specjalnie i że życzę chorym, żeby umarli. Chciałem dobrze, a tylko zaliczyłem pierwszą wizytę u dyrektora.
Ostatnio na chemii robiliśmy doświadczenia, mieszaliśmy różne substancje. W pewnym momencie zaczęło mi burczeć w brzuchu. Grzecznie pytam nauczycielki, czy wypuści mnie do łazienki, ale nie... Wytrzymałem chwilę, ale w końcu puściłem zabójczego cichacza... Na szczęście wszyscy pomyśleli, że te substancje z doświadczeń tak śmierdzą.
Fart życia!
Mam 30 lat i kilka nieudanych relacji na koncie. Zazwyczaj nie wychodziło z winy obu stron. Kilka lat temu, na imprezie sylwestrowej u mojej znajomej, poznałem dziewczynę. Kojarzyłem ją wcześniej z Instagrama i ze szkoły – fajna, normalna dziewczyna.
Od tej imprezy dużo ze sobą pisaliśmy. Pojawiał się flirt, ale do niczego więcej nie dochodziło – nie było spotkań ani niczego konkretnego. Po jakimś czasie kontakt osłabł, chociaż wciąż jakiś był. Przez pewien okres w ogóle nie pisaliśmy i wtedy zaczęła coraz częściej siedzieć mi w głowie. Zauważyłem, że mimo upływu tych kilku lat cały czas coś mnie do niej ciągnie. Nie wiem jednak, jak to wygląda z jej strony.
Korzystanie z jednej z aplikacji randkowych sprawiło, że moja samoocena spadła niemal do zera. Chciałbym do niej napisać i zaproponować jakieś wyjście, ale cały czas mam w głowie myśl, że to „nie moja liga”, że tylko się wygłupię. Do tego dochodzi fakt, że mamy wspólnych znajomych – obawiam się, że mogłaby komuś coś powiedzieć i że inni będą się ze mnie śmiać lub komentować to w nieprzyjemny sposób.
Może ktoś mógłby coś doradzić. Teraz i tak jest mi trochę lżej po wygadaniu się.
Dodaj anonimowe wyznanie