#1Z3iV

Od dawna chciałem, aby przyśnił mi się sen erotyczny, bo ostatni taki miałem chyba 5 lat temu, jako nastolatek. Aż w końcu wczoraj w nocy się to zdarzyło! Przyśniło mi się, że do mojej sypialni przyszła w nocy zupełnie naga Taylor Swift i zaczęła mruczeć zalotnie. Chwilę pogadaliśmy, a potem pobiegłem szukać gumek. Nie znalazłem ich w domu, więc musiałem się ubrać i iść do sklepu. Resztę snu spędziłem, chodząc po sklepach, aż w końcu się obudziłem...

#iUvHc

Mam dziecko, któremu do 2 lat brakuje jeszcze kilku miesięcy. Dziecko ma dwie babcie. Jedna jak chce coś kupić dziecku, to dzwoni i pyta, czym się maluch aktualnie interesuje. Zabawki od tej babci są najczęściej trafione i przez pewien czas ukochane, o co druga babcia jest zazdrosna. Za wszelką cenę chce przebić pierwszą babcię, ale wszystko wie lepiej – i tak dziecko, które ledwie chodziło, dostało hulajnogę, która do tej pory leży w szafie, bo jest duża, ciężka i niestabilna. Kupiła furę zabawek dla 5-,6-latka, nawet jak dziecko miało kilka miesięcy, a potem była obraza majestatu, bo każę to trzymać u babci albo wyprzedaję, bo nie mam gdzie położyć zabawek dostosowanych do wieku.
Kilka miesięcy temu dziecko dostało konia na biegunach, mimo że mówiłam, że to nie jest coś, co mu się spodoba. Argument dla kupienia był taki, że dzieciom kupuje się duże zabawki, bo z małych się nie cieszą. Koń stoi, dziecko się boi na nim bujać, a małe układanki od drugiej babci są non stop w ruchu.

Ostatnio była afera, bo babcia kupiła rowerek biegowy, a my kilka dni później też kupiliśmy. Różnica między rowerkami była taka, że babcia kupiła wielki, wypasiony rower, który jest za wysoki, za ciężki i ma za dużo bajerów nawet dla rok starszego kuzyna, a rowerek, który my kupiliśmy, był przymierzony w sklepie, jest lekki i tylko jeździ.  Dziecko z dobranego rowerka nie chce schodzić, a na ten od babci nie chciało nawet wejść, ale wg babci powinniśmy malucha zmuszać i nie dawać alternatywy, żeby się nauczył. 
Po prostu nie mam już siły.

#fQIyb

Mój chłopak nigdy nie zaznał w domu miłości od rodziców. Znęcali się nad nim psychicznie, porównywali do brata i wypominali chorowitość. W szkole wcale nie było lepiej, znajomi odwrócili się od niego i został przez nich dotkliwie pobity. W pewnym momencie W. całkowicie wyłączył uczucia, a nawet jeśli nie je same w sobie, to wszelkie mechanizmy ich okazywania, przestał się uczyć i popadł w imprezy, alko i fajki. I tu pojawiam się ja... Dziewczyna z innego miasta, taka, której nienawidził (temat na inną historię :)), a która podała mu swoją malutką łapę i pomogła wstać. W. przestał palić, imprezować za dwoje i nauczył się okazywać inne emocje niż nienawiść. Przy mnie pierwszy raz od dłuższego czasu się popłakał i postanowił coś w życiu osiągnąć. Codziennie mówi mi, że jestem jego cudem i promyczkiem w tunelu. Mówi, że przy mnie wie, czym jest miłość, moi rodzice traktują go jak swojego dzieciaka, a moi znajomi są do niego mega pozytywnie nastawieni.

Spytacie: „Kurka, pochwaliłaś się, ale co w tym anonimowego?”. Już spieszę z odpowiedzią... Nie kocham go. Zawsze, gdy mam go pocałować, krzyczę w głowie, że tego nie chcę. Chciałabym go zostawić, ale wiem, że on sobie z tym nie poradzi.

#fTbOc

Od czterech dni mam prawo jazdy. Zdobycie go kosztowało mnie wiele nerwów i wyrzeczeń. Nie jestem fatalnym kierowcą, ale zdaję sobie sprawę, że muszę się jeszcze wiele nauczyć. Od razu po otrzymaniu dokumentu wsiadłam za kółko i nakleiłam sobie na szybę zielony listek. Ze względu na to, że moje prawko jest bardzo świeże, staram się nie szarżować. Na autostradzie jadę 90-100 km/h i stosuję się do ograniczeń prędkości. To frustrujące, kiedy inni kierowcy mają gdzieś to, że w terenie zabudowanym jadę równo 50 km/h.

Dziś pojechałam z narzeczonym do jego rodziny. W terenie zabudowanym jadę z prędkością, jaką nakazuje prawodawca i nagle na zderzaku pojawia mi się inny samochód. Jedzie w odległości 1,5 m ode mnie. Mało tego, miga światłami, żebym przyspieszyła albo mu zjechała. A ja już cała w nerwach. Nie zjadę, bo nie mam gdzie, ani nie przyspieszę, bo nie po to zdawałam egzamin, żeby prawem jazdy cieszyć się niecały tydzień. Poza tym łamanie przepisów nie jest w moim stylu. Rozumiem, że ktoś jest lepszym kierowcą niż ja albo że gdzieś mu się śpieszy, ale czy tak ciężko jest uszanować to, że ktoś jedzie zgodnie z przepisami? Mało tego, ten ktoś ma zielony listek na szybie, więc to chyba oczywiste, że jest początkujący.

Przeraża mnie również to, że temu kierowcy najwyraźniej brakowało wyobraźni. Co by było, gdybym musiała nagle hamować? To była wieś, na drodze w każdej chwili mógł pojawić się człowiek albo zwierzę. Dodam jeszcze, że pasażerka jadącego za mną samochodu robiła mi zdjęcia. Po co? Żeby wrzucić na fejsa post „spóźnię się na imprezę, bo ktoś zamula na drodze”?

Gdybym faktycznie była zawalidrogą, to mogłabym zrozumieć takie zachowanie, ale jechałam tak, jak powinnam.
Proszę, jadąc, nie wymuszajcie na innych łamania prawa i nie stresujcie ich.

#9XUTQ

Wstydzę się tego, co poniżej napiszę, ale nie do końca żałuję.

Moi rodzice mieli dużo pieniędzy, nie są milionerami, ale wystarcza na wszystko + odłożyć niezłą sumkę można. Natomiast jako rodzice byli do dupy – mimo że hajs mieli, to jakoś nie bardzo chcieli się z nami dzielić. Na wycieczki szkolne dostawałam najmniej ze wszystkich dzieci, nawet te najuboższe miały więcej. Jeśli nie kupiłam wcześniej bułki albo chleba, to w domu był, ale taki 3-dniowy, ojciec mówił, że można odgrzać i zjeść. Kiedyś robił zakupy, ale zaczął robić wielkie zakupy, których nie byliśmy w stanie zjeść, więc, zamiast kupować mniej, obraził się i w ogóle przestał kupować. Matka z kolei miała w dupie dom, umie tylko narzekać jak jej ciężko i wydawać hajs. Potrafiła mi powiedzieć, że nie mamy pieniędzy i nie mogę zjeść w maku, ale w tym samym momencie płaciła tysiące za swoje ubrania, niewarte tej ceny.

Strasznie dziwne uczucie, kiedy wszyscy ci zazdroszczą, bo widzą ładny duży dom i zadbanych rodziców jeżdżących ładnym samochodem, ale tak naprawdę nie było czego zazdrościć.

W liceum powiedziałam sobie, że mam kurna dość i niech płacą za to, jacy są. Zaczęłam brać najpierw po 5-10 zł, ale później już wyciągałam z torebki stówkę albo dwie. Nie jest mi głupio, że to robiłam, bo matka jak mi dała 10 zł, to jej zdaniem na cały tydzień albo dwa powinno wystarczyć, a sama wydawała 350 zł na bluzkę. Efektem tego wychowania jest to, że teraz muszę się leczyć na głowę, bo narobili mi daddy issues i mummy issues i jestem nieco niepełnosprawna emocjonalnie.

Życzę wszystkim, którzy musieli się zmagać z fałszywie doskonałym obrazem domu, aby nie zrobili tego swoim dzieciom. Ja po to chodzę na terapię.

#dW0OJ

Kiedy miałam 10-11 lat, byłam molestowana i gwałcona przez chłopaka, który się wkupił w naszą rodzinę. Nikt mi w to nie uwierzył, bo przecież jestem tylko głupią gówniarą, mało tego, dostałam od matki za kłamstwo, powiedziała, że mam nie zmyślać, bo przez moją głupotę będzie miał problemy. Od tamtej pory zamknęłam się w sobie i zaczęłam uciekać z domu. Już nigdy więcej o tym nie wspomniałam. Oczywiście dziś udaję, że nigdy nic się nie stało i ze wszystkimi dobrze żyję, chociaż gdzieś tam w środku cholernie boli...

Od niedawna do jednego kawalera z rodziny przyjeżdża dziewczyna, która, jak się okazało, też była kiedyś zgwałcona. I co na to moja rodzina? „Ojej, kochana jak ty musiałaś strasznie cierpieć, to gnój jeden, powinni mu jaja urwać” i różne tam takie... Każdy ją przytula, żeby nie była samotna, każdy jej współczuje itp. Ja też lubię tę dziewczynę i absolutnie nic do niej nie mam, ale boli mnie fakt, że mi nikt nie uwierzył, nikt mi nie pomógł, nikt mnie nie przytulił, płakałam gdzieś samotnie w kącie i nikt nie widział mojego bólu... Dziś jak widzę, że ktoś tę dziewczynę przytula i jej współczuje, to stoję obok jak gdyby nigdy nic, a moje serce rozpada się na milion kawałków.
Dodaj anonimowe wyznanie