Ogólnie może zacznę to tak, że kocham chwalić się swoim życiem. Tymi wspaniałymi momentami i nawet tymi złymi. Mogłabym opowiadać o moim dniu i życiu wiele godzin, jednak wiem, że ludzi to nie interesuje, dlatego się wstrzymuje. Ale to nie koniec.
Jak miałam 14 lat, zmarł mój ulubiony piosenkarz. Strasznie to przeżyłam, ale jakoś wbiłam sobie do głowy, że teraz jest cały czas przy mnie duchowo, więc cieszyło mnie to, że może „zobaczyć” moje życie. Potem z czasem podobali mi się też inni piosenkarze lub aktorzy, albo po prostu jacyś crushowie ze szkoły. No i skoro oni żyją, to nie mogą „oglądać” mojego życia jako duchy, więc wymyśliłam sobie, że na bransoletkach i naszyjniku mam małe ukryte kamery, przez które patrzą, co robię. Do dziś bransoletki i naszyjnik noszę codziennie i z przyzwyczajenia jak np. coś przeglądam w telefonie, to tak trzymam rękę na klatce piersiowej, by te „ukryte kamerki” widziały, z czego się śmieję lub co oglądam.
Może to dosyć dziwne, ale to też mnie jakoś wspierało w trudnych chwilach, ta myśl, że są obok. No i też nie zamęczam znajomych ciągłym gadaniem o sobie.
Pamiętacie aferę z Dniem Kobiet w X-Demonie w Zielonej Górze? Jestem jedną z kobiet z tych zdjęć, mam męża. Jeden z tych czarnoskórych panów będzie ojcem dziecka, które urodzę... Nie wiem, jak spojrzę mężowi w oczy... Zrobiłam to, by zobaczyć, jak to jest. Jestem tą p0lką z memów, która gdy zobaczy kawałek salami, to od razu na nie wskakuje. Brzydzę się siebie.
Przeraża mnie to, jak różne źródła podają, że Europa nie ma głównych zapasów olejów napędowych na dłużej niż maks. 3 tygodnie i grozi nam energetyczny lockdown. Gdy rozglądam się wokół, to zero jakiejkolwiek troski. Tam za płotem emerytka jeżdżąca z nudów do supermarketów, z innej strony matka jeżdżąca kilka razy dziennie do szkoły i przedszkola kilometr dalej po dzieciaki tylko po to, żeby jeszcze później jechać spalić kalorie na siłowni. A ja wszędzie z buta oglądam, jak nawet niepełnosprawni nie muszą się martwić nudą, bo ich wszędzie za friko wożą busami jak nie na basen, to do kina. Wszędzie taka beztroska, lenistwo i życie chwilą, a ciekawe skąd wyczarują ogrzewanie zimą i napęd dla traktorów, żebyśmy mieli co jeść, że już o energii w szpitalach i placówkach zdrowia wolę nie wspominać.
Moja kuzynka nie lubi, gdy ktoś zwraca się do jej dziecka po imieniu. Bo uwaga to jest "Niunia, Nusia, Mała, Lala, Gwiazdeczka". Dziewczynka mająca ponad 2 lata nie wie jak ma na imię, a jeśli ktoś powie do niej Zosia, już nawet nie Zofia ale Zosia to zaczyna płakać bo sądzi, że ktoś chce ją obrazić.
Totalnie boję się, że na co dzień źle pachnę. Myję się dokładnie, raz, czasem dwa razy dziennie, używam antyperspirantów a i tak panicznie boję się, że jednak śmierdzę
Ogółem jestem strasznym nocnym markiem i bywa że pójdę spać o 2 albo nawet 3 bo wtedy mam najwięcej pomysłów (chyba niezdiagnozowane adhd). Mieszkam na tydzień w akademiku, a w weekendy przyjeżdżam do domu, do taty i psa.
Do cholery, jak ja mam się wyspać bez jakichkolwiek "przerw"? Albo mnie ojciec obudzi jak się wybiera do pracy, albo pies mnie obudzi. I z psem nie ma że "po prostu zamknij drzwi" bo wtedy będzie tylko jęczał i piszczał żebym wstała i go wpuściła. A jak mam drzwi otwarte to wtedy mnie budzi kontaktem. Co ja mam do cholery robić???
Jak ja nienawidzę majowki. Dobijam do trzydziestki nie pamiętam nawet kiedy ostatni raz ją spędziłam w gronie znajomych czy chociażby z jedną osobą. Mieszkam w bardzo turystycznym mieście więc to jest dla mnie katorga. Non stop słyszę bryki typu BMW E36, skutery, widzę szczęśliwych ludzi wybierających się gdzieś i planujących grille i wspólne imprezy. Mimo, że jestem introwertykiem i takie spędzanie czasu to dla mnie katorga to w głębi siebie zastanawiam się czy to okej, że gdybym znalazła ludzi odpowiadających mi to na pewno bawilabym się świetnie. W sumie planuje zrealizować trochę osobistych projektów i poświęcić czas na naukę do prawa jazdy, więc to mnie trochę pociesza. Mam też cudownych rodziców i pewnie zorganizuje z nimi jakiegos grilla czy wycieczke rowerową. Eh, mam dziś podły dzień od samego obudzenia się i musiałam się powyzalac a nie chce truć dupy nikomu w realu. Drodzy introwertycy i ludzie samotni, trzymajcie się.
W szkole jestem wyzywana od dziwek, bo mam chude nogi i szerokie biodra, w wyniku czego naturalnie, prosto stojąc mam przerwę między udami. Ponoć to dlatego, że się puszczam, jedyne co umiem robić to rozchylać nogi, aż mi się wykrzywiły w drugą stronę i pewnie mam "dużą dziurę".
Mam 14 lat.
Około 13:05 zaczęła lecieć mi krew z nosa. Około 13:07 kichnąłem. Około 13:08 zorientowałem się, że po tym kichnięciu namalowałem pięknego czerwonego ptaka na białej ścianie u siebie w salonie.
Bezdomny, ale nie taki śmierdzący, poprosił mnie o złotówkę na bułkę. Miałem czas, powiedziałem "spoko, podejdę do sklepu po coś do jedzenia". Zaszkliły mu się oczy ze szczęścia, przytulił mnie krótko i podziękował, powiedział, że poczeka.
Przy kasie w sklepie zorientowałem się, że nie mam portfela. Bezdomnego też już nie było.
Dodaj anonimowe wyznanie
Według mnie, to nietypowe zachowanie. Dobrze, że masz świadomość, iż nie można ciągle opowiadać o swoim życiu. Mam znajomą, która chyba nie jest tego świadoma. To dobra dziewczyna i ma dobre intencje, ale mogłaby opowiadać głównie o sobie i nie wydaje się zbyt zainteresowana rozmówcą, a jeśli rozmówca opowie coś o sobie, to ma wrażenie, że ona zaraz osądzi sprawę, wyda werdykt albo da jakąś "złotą radę", której z różnych przyczyn lepiej nie stosować. Ale wszystko w dobrej wierze. Mam tak, że lubię czasem z nią rozmawiać, bo nie ma niezręcznej ciszy, mogę zadawać pytania, a ona nie uzna mnie za wścibską. Pewnie nawet ucieszy się, że rozmawiamy. Ale wolę jej o sobie za dużo nie opowiadać, bo myślę, że jej to nie interesuje. We wszystkim trzeba umieć zachować umiar. Może powinnaś mieć więcej bliższych relacji, żebyś mogła na luzie dzielić się swoimi przeżyciami? Z osobami bliskimi jednak bardziej można niż ze zwykłymi znajomymi, kolegami czy koleżankami.