#nuOGV

Mając 11 lat, chodziłam do klasy z chłopcem, który był synem dyrektora szkoły. Bardzo korzystał ze swojego „przywileju” – uprzykrzał życie mi i innym dzieciom. No cóż, jemu było wszystko wolno, bo był synem dyrektora. Miarka się przebrała, gdy przez niego spadłam ze schodów i wylądowałam w szpitalu ze złamaniem. 
Co zrobił jego ojciec?
Dopilnował usunięcia nagrania z monitoringu na korytarzu. W ten oto sposób jego synalek uniknął kary, a sprawę zatuszowano jako „zwykły wypadek”.

Ciekawe, czy po latach żałuje, bo brak konsekwencji za to i inne wydarzenia utwierdził jego synalka w przekonaniu o własnej bezkarności i wyrósł z niego człowiek pozbawiony wszelkich hamulców. Właśnie się dowiedziałam, że jego zachowanie na długie lata zaprowadziło go za kratki.  W ten oto sposób „kochający tatuś”, zamiast uratować syna, doprowadził do jego upadku.

Ciekawa jestem, czy też spotkaliście się kiedyś z taką bezkarnością „uprzywilejowanych” dzieci? A jeśli tak, to jak po latach potoczyły się ich losy? Dajcie znać w komentarzach.

#AtwoQ

Mój kumpel miał śliczną, rozrywkową i jak wtedy myślałem, pracowitą dziewczynę. Często nie było jej w domu, bo jako stewardesa latała po świecie, ale zawsze wracała z dużą ilością gotówki i mówiła, że ta praca ją uszczęśliwia. On ze swojej nie wyciągał zbyt wiele, dlatego to ona ufundowała im wakacje, kupiła sobie nowe auto, było ją stać na luksusowe ubrania, kosmetyki, nawet jakieś tam zabiegi chirurgiczne na twarzy. Nie zrezygnowała z pracowitości nawet w zaawansowanej ciąży i mimo że nie była już stewardesą, pomagała koleżance rozkręcić sklep z ubraniami, innej koleżance biuro architektoniczne i też rzadko bywała w domu.
Pewnego dnia na popularnej stronie z filmami dla dorosłych trochę mnie poniosło i odpaliłem sobie jakiś filmik z dziwnej kategorii. Po chwili zobaczyłem tam dziewczynę kumpla  i nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Nie była stewardesą, tylko aktorką filmów dla dorosłych... Miała mocny makijaż, ale nie na tyle, żebym jej nie rozpoznał. Zadzwoniłem do kumpla, bo musiałem mu to pokazać. Też był w szoku. Niektóre sceny tam były naprawdę ostre, ale obejrzał wszystko do końca. Gdy wróciła do domu, pokazał jej ten film i jeszcze kilka innych. Kazał jej się wynosić. Płakała, ale gdy zobaczyła, że jest niewzruszony, spakowała walizki i rzuciła, że dziecko i tak nie jest jego, tylko kolegi z branży. 
Kumpel załamany, ale przynajmniej w porę poznał prawdę, bo miał zamiar na święta się oświadczyć.

#c0ymv

Wyznanie „spod koloratki”.
Pierwsza parafia, luty, drugi rok posługi. W kościele przy jednej z kaplic była od zawsze duża skarbonka. Bardzo duża i pusta jest ciężka, a co dopiero wypchana drobniakami. Ksiądz proboszcz opróżniał ją co trzy tygodnie w czwartki. W takim tempie się zapełniała. Akurat tego dnia postanowił opróżnić ją dwa dni wcześniej (we wtorek zamiast w czwartek). Jeszcze tego samego dnia po 23 inny z wikariuszy, wynosząc śmieci, zobaczył skarbonkę przed wejściem do kościoła. Otwartą. No cóż... Obejrzeliśmy monitoring, skarbonka była puściusieńka, jak ją ukradziono, więc nie zgłosiliśmy tego na policję (złodziej był w kapturze, nie widać było twarzy). Nieźle się namęczył i się trochę pośmialiśmy z jego wyczynu. Zmieniliśmy kłódkę i odstawiliśmy skarbonkę na miejsce.

Tak więc złodzieju, niezły wyczyn, ale nie kradnij, bo to grzech. Choć dobrze, że oddałeś skarbonkę.

#qJLmD

Dzisiaj odezwała się do mnie mama. Po ośmiu latach, odkąd uciekłam z domu do Szkocji. Założyłam jakiś czas temu Facebooka, a niedawno dodałam kilka zdjęć z moim już narzeczonym na naszej łajbie i kilka z wakacji w Meksyku. To zapewne skłoniło ją, żeby po ośmiu latach, odkąd po raz kolejny zwyzywała mnie od najgorszych, odezwać się z prośbą o pożyczkę – „bo Tomasz wyszedł z więzienia i trzeba mu jakieś auto kupić, coby do roboty mógł jeździć”.
Gdy w miarę grzecznie wyperswadowałam jej to, mówiąc, że za lata poniewierki nie dostanie ode mnie złamanego grosza, usłyszałam jak zawsze, że jestem niewdzięczna, a jak mi się powodzi i się z rodziną nie chcę podzielić dobrowolnie, to sąd mnie z pieniędzy lepiej ogołoci, bo ona jutro idzie do prawnika po alimenty.
Fantastycznie.

#WG1Gl

Mam dość tego, że w wieku 17 lat życie zgotowało mi taki los.
Na co dzień jestem uśmiechnięta, mam dużo znajomych i na pieniądze też nie narzekam. Patrzę jednak, jak moja mama coraz gorzej się czuje i powoli brakuje jej sił. Mój tata jest cholerykiem i tylko szuka powodu, żeby się mnie czepiać. Wypieram całe zło, bo zawsze jak się komuś wygaduję, to słyszę, że inni mają gorzej. Czasami dopada mnie taka noc, gdzie kilka godzin duszę się łzami i boję się, że jak mojej mamy zabraknie, totalnie nic nie osiągnę w życiu.

#BO7HS

W gimnazjum przyjaźniłam się z jedną osobą i pod koniec drugiej klasy pokłóciłyśmy się tak strasznie, że do końca szkoły nie zamieniłyśmy ze sobą ani jednego słowa, a od szkoły średniej widywałam ją bardzo rzadko. Obecnie mam 33 lata, wyprowadziłam się 100 km dalej od mojego domu rodzinnego, mimo to po wielu latach spotkałyśmy się w jednym ze szpitali. Zarówno ona, jak i ja czekałyśmy na badanie onkologiczne. I wiecie, co się stało? Pewnie się spodziewacie, że zaczęłyśmy rozmawiać i poszłyśmy na kawę? Otóż nawet nie powiedziałyśmy sobie cześć. Podczas gdy ja nie mogłam oderwać od niej wzroku, ona po zobaczeniu mnie gapiła się cały czas w inny kąt. Opowiedziałam o tym mojemu mężowi i wspólnie doszliśmy do wniosku, że nie ma co odbudować tej znajomości – w końcu z jakiegoś powodu ona się zakończyła. Szkoda tylko, że pomimo iż ja na chwilę obecną jestem zdrowa, to moja była przyjaciółka odeszła z tego świata miesiąc temu. 
Dzisiaj po raz pierwszy od wielu lat zrobiłam coś dla niej dobrego – zapaliłam znicz na jej grobie.

#Hy5iM

Mam 25 lat, dwoje dzieci. Mieszkam u chłopaka/narzeczonego, otworzyłam niedawno własny interes. Mam dobrych rodziców, dobrych teściów. I mam bardzo złą sytuację finansową. 
Chłopak opłaca mieszkanie, a ja utrzymuję dzieci. Starsze dziecko nie jest jego. W tym roku miało komunię oraz bardzo dużo kosztowała mnie wyprawka szkolna dla niego. Młodszy poszedł do przedszkola, za które również ja płacę. Dużo pieniędzy wydałam też na rozpoczęcie działalności. Zanim pospłacam najgorsze długi, minie jeszcze kilka miesięcy lub dłużej. To pierwsza sprawa, która spędza mi sen z powiek.
Kolejna – mój chłopak ma problem z alkoholem. Albo nie pije wcale, albo pije ciągiem kilka dni. Nienawidzę go wtedy z całego serca i najchętniej odeszłabym. Kłamie mi w żywe oczy, że nie pił, a ja mam alkomat już w oczach... Sama przez to nawet piwa nie wypiję, tak mi się źle kojarzy. I tak szczerze to nawet nie wiem, czy kocham swojego chłopaka. Byłam po prostu dłuższy czas sama, z żadnym facetem mi się nie układało, więc wzięłam, co było. Przed odejściem powstrzymują mnie dzieci, które są mocno do niego przywiązane, i rodzice, którzy go lubią.
W zeszłym roku poznałam kogoś za jego plecami i straciłam głowę – chciałam porzucić całe dotychczasowe życie dla niego. Tamten facet też miał kogoś i niestety, postanowił pozostać z obecną partnerką, choć później nie raz, nie dwa, pisał do mnie, prosząc o szansę, po czym znów urywał kontakt. 
Wiem, że był to błąd, bo po pierwsze zdradziłam chłopaka, a po drugie wzięłam się za kogoś zajętego, nie wiem, co miałam wtedy w głowie. Faktem jest to, że nadal myślę o tamtym chłopaku i zastanawiam się, co by było, gdyby jednak nam się udało, czy byłabym szczęśliwsza. Nie potrafię zapomnieć o uczuciu, jakim go darzyłam.
Rozmyślam nad tym, czemu nie wybrał mnie, o tym, czego mi brakuje.
Mój chłopak wybaczył mi zdradę i choć wypomina mi ją przy ostrych kłótniach, to nadal twierdzi, że mnie kocha i chce ze mną być. A ja, zamiast się cieszyć, że wybaczył mi mój błąd, to jestem apatyczna, bez emocji, bierna. Jest mi już wszystko jedno.
Chyba naprawdę uwierzyłam w to, że nie zasługuję na nic lepszego. I tkwię tak sobie w tym stanie już dłuższy czas, zastanawiając się, jak to się skończy. Jestem bardzo nieszczęśliwa.

#POIdV

Byłam transpłciowym mężczyzną przez kilka dobrych lat. Byłam badana przez kilku psychiatrów i miałam jakieś cztery zaświadczenia o swojej transpłciowości na papierze. A teraz? Od roku czuję się ponownie kobietą. Nie jestem już mężczyzną ani osobą niebinarną. Nie wiem, co się stało, ale cieszę się, że nie przeszłam operacji.

#XSpQ1

W wieku 14-15 lat razem z kumplami obejrzeliśmy „Podziemny krąg”, przesłanie ani głębsza interpretacja tego wspaniałego filmu do nas nie trafiło, ale sama idea nas zafascynowała. Zorganizowaliśmy sobie taki krąg w stodole taty jednego z nas. Oczywiście nie było tak epicko jak na filmie, ale emocji nie brakowało. Cała akcja odbyła się tylko raz, bo za drugim razem każdy miał jakieś wytłumaczenie... 

Do dzisiaj nie mam dwóch jedynek, dolnej i górnej. Nikt nie wie, że w taki durny sposób pożegnałem się z nimi i noszę protezy. No ale przynajmniej wygrałem swój pojedynek!

#x9C3O

Nieco ponad rok temu wreszcie przeprowadziliśmy się z mężem z małego mieszkania do domu jednorodzinnego. Okolica spokojna w miarę, ludzie w większości spoko. Z wyjątkiem rodziny mieszkającej obok. Zasadniczo nie ulegam stereotypom, ale to typowa prawilna patologia. I co dzień powtarzają, jacy to z nich wzorowi wierni.

W domu mieszkają: seniorka rodu, wredne wulgarne babsko, jej synowa z siódemką dzieci, której mąż od niedawna siedzi w areszcie za bójki i rozboje (w okolicy nie ma pracy godnej jego osoby), a że to nie pierwszy raz, to traktują to jako recydywę.
Żal mi jego żony, widać, że jest zahukana, unika ludzi. Młodszych dzieci też żal, zwłaszcza że najmłodsze jest wyraźnie niepełnosprawne (trzylatek ma problemy z chodzeniem, prawie nie mówi, dalej korzysta z pampersów).
Starsze to rozpuszczone bachory. Wiem, że nie powinnam tak mówić, ale ich wrzaski i słownictwo mnie przerażają. Rzucanie śmieci ludziom za płot, wyzwiska, rzucanie kamieniami w zwierzęta to standard. Kiedy rozmawiałam z ich rodziną, matka obiecała powiedzieć im, że tak nie wolno, babka wrzasnęła, że u nich się po bożemu żyje, dzieci się kocha i jest ich dużo i ogólnie rzecz biorąc mamy się odpier... Rodzina ma kuratora. W czasie wizyt (oczywiście zapowiedzianych) wszystko jest cacy. Kiedy z mężem i kilkoma innymi osobami chcieliśmy z kuratorką pogadać, zbyła nas. W opiece uważają, że skoro jest kurator, to wszystko gra. Najgorszy jest najstarszy z dzieciaków, ma 15 lat. Awanturuje się, pyskuje, będzie miał sprawę w sądzie, ale oczywiście to zła policja czepia się o porysowanie samochodów nauczycieli. Raz pozwolił sobie na bardzo niewybredny komentarz na mój temat, w obecności mojego męża. Tomek (mąż) założył młodemu dźwignię na rękę, sprowadził go do parteru i ochrzanił. O dziwo głupie teksty ustały, chłopak nawet mówi dzień dobry.

W lipcu w końcu sfinalizowaliśmy adopcję, mamy pięcioletniego synka. O ile większość dzieci szybko przyjęła Kubę do towarzystwa i fajnie się razem bawią, to od dzieciaków sąsiadów słyszy, że jest kundlem, podrzutkiem, przybłędą i szybko go oddamy. Kilka razy płakał z tego powodu. Kiedy próbowałam z nimi rozmawiać na ten temat, pokazali mi środkowy palec. Matka obiecała, że im wytłumaczy, a babka kazała mi spadać. Wiem, że to od niej wnuki nauczyły się tych tekstów.

Powoli mamy dość, bo jest coraz gorzej. Po aferze z wyzwaniem naszego synka po powrocie z pracy znaleźliśmy wielką stertę odchodów na podjeździe. Dostali tylko mandat. Samochody zawsze trzymamy w garażu, jak wszyscy sąsiedzi. Opieka społeczna nie widzi problemu, policja twierdzi, że za dużo nie może.
Dodaj anonimowe wyznanie