Leczę się psychiatrycznie, jestem socjopatą, potrafię sp... życie osobom, których nienawidzę i chcę ich zniszczyć. Ale ostatnio po paru ładnych latach, co niektóre osoby zaczęły się orientować, że w każdej negatywnej sytuacji w ich życiu stałem ja gdzieś tam z boku! I że to ja zrujnowałem im życie. Skąd to wiem? Bo dochodzą mnie słuchy, że chcą mnie zaj...
Zazdroszczę im tej nienawiści, przynajmniej mają dla czego żyć.
Bo ja już nie mam na kim się mścić i moje życie się zakończyło.
W liceum po uszy zabujałem się w super dziewczynie – Ani. Bardzo dobrze się uczyła, jak komuś coś nie szło, to zostawała po szkole, pomagała. Działała w różnych fundacjach, pomagała w hospicjum i schronisku. Każdy ją podziwiał, każdy chciał z nią spędzać czas. Zawsze była uśmiechnięta, ale też o wszystkim mówiła otwarcie, np. gdy bardzo wredna polonistka zaczęła się nabijać z nowego chłopaka w klasie, wstała i stwierdziła z powagą, że to zachowanie nie jest godne nauczyciela.
Wiedziałem, że nie ma chłopaka, ale przez całe LO bałem się ją gdzieś zaprosić. Podobno dawała wszystkim kosza, a ja uważałem się za zbyt głupiego i brzydkiego, żeby spróbować. Po maturach, gdy zorganizowaliśmy sobie ognisko, a ja się trochę upiłem, wyznałem jej swoje uczucia. Wiedziała, co do niej czułem. Pocałowała mnie, uśmiechnęła się i powiedziała, że nie chce być w żadnym związku, że to jej nie interesuje i że życzy mi, żebym znalazł kogoś, z kim będę szczęśliwy.
Przeżyłem to potwornie, myślałem o niej jeszcze więcej.
Wyjechałem na studia jak najdalej od niej, a po jakimś czasie idiotycznie ubzdurałem sobie, że muszę ją zdobyć. Że muszę stać się lepszy, fajniejszy... Tak zacząłem się na poważnie uczyć, brać udział w różnych projektach, żeby mieć jak najlepsze stopnie, doświadczenie. Udało mi się nawet dostać stypendium. W międzyczasie siłownia, treningi, pływanie, zdrowa dieta. Potem zainteresowanie modą, żeby dobrze wyglądać.
I tak spędziłem prawie dwa lata – robiąc wszystko, żeby dziewczyna, w której się kochałem, widziała we mnie wspaniałego partnera na życie. Ona nie miała fejsa czy gg, więc nie miałem pojęcia, co u niej słychać... Ale i tak robiłem wszystko pod ten dziwny pomysł.
Po trzech latach studiów znajomi z klasy zorganizowali coś typu „trzylecie matury”. Pojechałem tam wysportowany, ze stypendium, w najnowszej stylówce, z niezłą jak na początkującego pracą... I co się okazało? Ani tam nie było. Koledzy z klasy ze smutkiem uświadomili mnie, że ma schizofrenię, co ukrywała w szkole, lecz w trakcie studiów jej się pogorszyło i musiała rzucić naukę. To był cios.
Numeru telefonu nie zmieniła i próbowałem się z nią kontaktować, ale nie oddzwaniała, nie odpisywała. W pierwszej chwili poczułem, że starałem się na marne. Że po co mi to wszystko. Była to dziwna, obsesyjna, jednostronna miłość.
Od tego czasu minęły trzy lata, a ja dalej staram się wyglądać dobrze i modnie, z przyzwyczajenia, siłka i moda mnie nie kręcą. Dzięki zdobytym umiejętnościom i doświadczeniu udało mi się awansować w pracy. Spoko... tylko nigdy nie miałem dziewczyny, ciągle wyobrażam sobie, jak by to było, gdybyśmy byli razem, mimo że ona jest chora. Nie mogę o niej nie myśleć, co jakiś czas próbuję się z nią kontaktować. Jestem jakiś powalony...
20 lat temu jak byłem w szkole, na jednej z lekcji musiałem iść do WC. W toalecie zauważyłem stojący dozownik na mydło w 1/4 pełny. Co zrobiłem? Zabrałem go do kabiny i nasikałem do niego. Nie wiem, dlaczego to zrobiłem.
Jeszcze tego samego dnia wybuchła afera – ktoś się poskarżył, że mydło z dozownika śmierdzi, zorientował się, dopiero kiedy mył ręce. No to poszukiwania winnego. Wiedziałem, że będę wytypowany przez nauczycielkę, ponieważ na lekcji mnie wypuściła do WC. Myślałem, co tu zrobić i wymyśliłem coś, za co do dziś jest mi wstyd... Otóż poszedłem do nauczycielki i powiedziałem, że to taki jeden typek (szkolny łobuz), że widziałem, jak to zrobił, ale nie mówiłem, bo się bałem itp. Nauczyciele mi uwierzyli. Wszystko spadło na niego, a ja się wywinąłem. Nie pamiętam, co go za to spotkało. Do dziś strasznie mi wstyd, jak o tym pomyślę.
Moi rodzice jakiś czas temu się rozwiedli. Mój ojciec znalazł sobie nową kobietę, mama nowego faceta. To właśnie o nim będzie to wyznanie.
Na początku wydawał się spoko gościem. Ostatnio jednak musiałam zostać z nim sama w domu na godzinę. Wtedy szybko zmieniłam o nim zdanie. Zaczął na początku gadać coś o moim staniku, potem zapytał, czy pokażę mu piersi. Nie zgodziłam się, więc zapytał, czy może chociaż ich dotknąć. Również powiedziałam, że nie. Zmienił temat – pytał, czy mam owłosienie w miejscach intymnych. Nie odpowiedziałam mu, bo uznałam, że nie powinien mnie o coś takiego pytać. Potem chciał dotknąć mnie w krocze, ale odsunęłam jego rękę. Powiedział, żebym o niczym nie mówiła mamie i odszedł.
Nie wiem, co mam myśleć o tym wszystkim. Nie wiem, czy mówić mamie... Dodam tylko, że mam 14 lat.
Ostatnio znalazłem na strychu książeczkę do nauki dla 7-, 10-letnich dzieci. Konkretniej była do polskiego – na jednej stronie ściana tekstu, na trzech kolejnych zadania do niego itd.
Trochę znudzony postanowiłem wziąć jeden tekst i rozwiązać zadania do niego.
Poległem na drugim.
Z serii „moje dziwactwa”: kiedy coś sprawia mi ból, to nie przestaję tego robić.
Gdy byłam w liceum, odkryłam, że na Skypie istnieje profil z moim imieniem i nazwiskiem, założony na maila z bliźniaczo podobnym adresem do mojego, na którym ktoś pisał jako ja z kilkoma chłopakami z miasta, ale z innych szkół. Wysyłał im nagie zdjęcia znalezione w internecie, twierdząc, że to ja na nich jestem. Pisał paskudne i absurdalne, manipulacyjne brednie. Że jestem chora na raka. Że sypiam ze swoim kuzynem. Każdemu sprzedawał inną historię. Wyszło, dopiero gdy jeden z tych chłopaków opowiedział o tym kolegom, a że miasto, a w którym mieszkałam, jest niewielkie, info rozeszło się momentalnie. Znajomi się ode mnie odwrócili. Nauczyciele zaczęli traktować inaczej. Na korytarzu witały mnie spojrzenia i szepty. Prosiłam rodziców, by poszli ze mną zgłosić sprawę na policję, ale nie zgodzili się. Mówili, że zbyt wiele zachodu. Że na pewno nadepnęłam komuś na ogon i dlatego się mści i że mam nauczkę, by nie robić sobie wrogów. Przez to do końca szkoły nie miałam żadnej koleżanki. Na studniówkę nie poszłam. Zdaną maturę świętowałam sama.
Wczoraj, czyli prawie 15 lat po tamtych wydarzeniach, dowiedziałam się, że autorką tego profilu była dziewczyna z równoległej klasy, z którą w życiu nie zamieniłam słowa. Przyznała się do tego na imprezie. Zapytana, czemu to zrobiła, odpowiedziała, że z nudów.
Dawniej na pytanie o dzieci odpowiadałam, że nie chcę ich mieć, choć w rzeczywistości od zawsze marzyłam o macierzyństwie.
Dlaczego kłamałam? Bo łatwiej było skłamać niż przyznać, że już straciliśmy nadzieję, a leczenie niepłodności nic nie daje.
Wolę teraz, kiedy w końcu udało mi się zajść w ciążę, usłyszeć głupi komentarz, że nam się odmieniło albo zaliczyliśmy wpadkę i go zignorować niż tłumaczyć, jak było naprawdę.
Jeżeli masz ochotę zapytać kogoś, kiedy planuje mieć dziecko, proszę, powstrzymaj się. Najprawdopodobniej nie zaspokoisz swojej ciekawości, a możesz komuś sprawić ogromną przykrość.
Po kilkuletnim nałogowym piciu alkoholu odbyłem terapię, znalazłem pracę, w której świetnie się odnajduję, dobrze zarabiam i wiem, że jestem na prostej drodze do bycia koordynatorem, pracuję w przemyśle farmaceutycznym, na naprawdę odpowiedzialnym stanowisku i to wszystko w trochę ponad pół roku. Żona zadowolona, dzieci w końcu mają ojca, mama dumna, że tak szybko wszystko mi idzie, do tego na własnej budowie w wolne pracuję od rana do nocy i wszystkie najgorsze prace, które odwlekam, mam dawno zrobione. Alkoholową nadwagę zgubiłem, kondycję odzyskałem.
Niby wszystko pięknie, ale jednak nie. Zamieniłem alkohol na amfetaminę.
Zjazdy wypadają, kiedy mam wolne i nikt mnie nie widzi. Wtedy też śpię oddzielnie, bo niby jestem wykończony. We wszystkie inne dni śpię z moją piękną żoną, która jest w siódmym niebie, kiedy dochodzi do zbliżenia, bo jadę jak nigdy wcześnie (kiedy chlałem, to była żenada, jeśli chodzi o te sprawy). I tak spróbowałem zrobić sobie przerwę i niestety... w pracy nieogar, zero skupienia, a na budowie jestem zbyt leniwy, żeby bez używek cokolwiek robić, i tak oto jestem w kropce. Z uzależnienia w uzależnienie.
Nikomu nie polecam eksperymentów z zamienianiem uzależnienia w kolejne dziadostwo, bo źle się to skończy prędzej czy później.
Dzisiaj zrobiłam coś, o czym chyba będę śnić w koszmarach.
Byłam w pracy i pech chciał, że dzień wcześniej miałam jakiś napad głodu, więc nażarłam się śmieciowego jedzenia. Nie uszło mi to na sucho, bo właśnie w pracy mój organizm uznał, że trzeba to jak najszybciej z siebie wydalić. Poszłam do toalety, upewniłam się, że jest papier toaletowy i na spokojnie załatwiam swoje sprawy, ale mówiąc wprost, były one mocno rzadkiej konsystencji... Łapię papier, żeby się podetrzeć i co? Były tam dosłownie dwa listki. DWA. A ja w tamtym momencie potrzebowałam zdecydowanie więcej. Sprawdzam torebkę – chusteczek higienicznych brak.
I takim sposobem, w akcie desperacji, wyciągnęłam z kosza na śmieci zużyte przez kogoś chusteczki (wolę chyba nie wiedzieć co było nimi wycierane). Nigdy nie czułam większego obrzydzenia.
Dodaj anonimowe wyznanie