Miejsce: Lotnisko Ławica.
14:30 Stoję w kolejce do kontroli na lotnisku. Odwracam się, pan podnosi 100 euro z podłogi, uśmiecha się do mnie uprzejmie i chowa banknot w kieszeń.
Pomyślałam, że to jego i też się uśmiechnęłam i nadal rozmawiałam z chłopakiem.
15:30 Dzwoni do mnie mama: włożyłam ci w torebkę 100 euro na Dzień Dziecka (szybkie obeznanie sytuacji – brak kasy).
15:45 Zgłoszenie do kontroli granicznej, na kamerze widać sytuację, ale nie widać, co uprzejmy pan podnosi.
16:00 Straż graniczna rusza porozmawiać z panem, ale pan już w samolocie, więc już poza zasięgiem straży granicznej.
Nie pozdrawiam uprzejmego pana.
Zaprosiłem sporo znajomych na świętowanie mojego awansu. Pierwsza kolejka miała iść na mój koszt, więc wszyscy zamówili najlepsze drinki, jakieś przekąski, szmerki, bajerki, a jak przyszło do płacenia, to odrzuciło mi kartę. Okazało się, że weszło mi na konto jakieś głupie zajęcie komornicze niezapłaconych mandatów za jazdę bez biletu jeszcze z czasów szkoły. Wszyscy do dziś mają bekę z mojego „wielkiego awansu” i wielkiej szczodrości wobec znajomych, kiedy nawet nie było mnie stać na piwo. A musiałem im opowiedzieć tę historię, bo przecież musiałem od kogoś pożyczyć pieniądze.
Mam zespół Aspergera.
Miałam jakieś 8 lat, kiedy zaniepokojenie rodziców wzrosło na tyle, że zabrali mnie do psychologa. Świadomość na temat spektrum autyzmu nie była wtedy w Polsce zbytnio rozwinięta, a i ja nie byłam modelowym przypadkiem, więc minęło trochę czasu, zanim otrzymałam diagnozę. Mimo zaledwie kilku lat na karku zdążyłam już wtedy zauważyć, że jakakolwiek „inność” nie jest dobrze postrzegana. Bardzo chciałam być jak inne dzieci, mieć przyjaciół, dobrze się bawić.
Przez następne 10 lat wiele się zmieniło. Chodziłam regularnie na terapię, uczyłam się żyć z innymi ludźmi, kompensować swoje braki obserwacją, inteligencją i szybkim reagowaniem. Sporo dało mi wspólne wychowanie z rodzeństwem, sporo dał mi rozwój techniki (nagle okazało się, że można ignorować ludzi, nie mówić do nich i gapić się bezmyślnie w jakiś punkt i być uznanym za normalnego – byleby tym punktem był twój smartfon...). Gdyby ktoś teraz spotkał mnie na ulicy, nawet rozmawiał przez dłuższą chwilę, w życiu nie powiedziałby, że coś jest nie tak. Poszłam do normalnego liceum, jednego z lepszych w mieście i dobrze sobie tam radzę, utrzymuję nawet bliższe kontakty z kilkoma osobami.
Czyli co, mamy happy end?
Niekoniecznie. Zwykłe, codzienne życie jest dla mnie szalenie męczące. Nawet moi najbliżsi nie zauważają, jak wiele mnie kosztuje udawanie normalności. Wielu z nich uważa mnie za „wyleczoną”. A ja wciąż potrafię przespać ciurkiem 16 godzin po ciężkim dniu w szkole, dostać nagłego załamania nerwowego. Od stresu przed kontaktami międzyludzkimi wykraczającymi poza wypracowany schemat chce mi się wymiotować, trzęsą mi się ręce.
80% osób z zespołem Aspergera nie ma stałej pracy, większość mieszka dalej z rodzicami, tylko jakiś śmieszny procent zakłada własne rodziny. Boję się, że mi też nie uda się udźwignąć tego wszystkiego, a moja rodzina uzna mnie za darmozjada, bo przecież „wyrosłam z autyzmu” i to żadna wymówka.
Przedwczoraj mój brat Maciek i jego dziewczyna wpadli do mnie z wizytą, aby poinformować mnie o czymś szalenie ważnym. Oczywiście przyjęłam ich z odpowiednimi honorami. Mimo że spotykają się od niedawna, to najwyraźniej jest w ich związku sporo chemii, więc naprawdę bardzo mocno im kibicuję.
Gdy tylko weszli, od razu przeszli do rzeczy: „Kaśka, usiądź. Weź głęboki oddech. Uwaga! Będziesz ciocią!” – powiedział Maciek. Szczęka mi opadła. Chwilę siedziałam w bezruchu, gapiąc się tępo w ścianę. Potem trzęsącymi się rękoma chwyciłam za paczkę fajek i zapaliłam jedną. Jąkając się, powiedziałam, że gratuluję i takie tam, a następnie w nerwach odprawiłam ich.
Pewnie myślicie, że zachowałam się jak ostatni burak. Cóż, może warto, abyście dowiedzieli się czegoś o przeszłości mojego brata. Otóż kiedy mieliśmy po 10-12 lat, często graliśmy w „nogę”. Byłam od Maćka znacznie lepsza w tej dziedzinie, a siła z jaką kopałam piłkę, zmiatała bramkarza razem z bramką! Podczas jednej z takich zabaw mój braciszek przyjął taki strzał prosto w krocze. Zwinął się w kulkę, zaczął płakać. Ból nie ustępował. Pogotowie. Szpital. Nerwy. Diagnoza: Maciek nigdy nie będzie mógł mieć dzieci.
Całe życie miałam z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia, mimo że przecież cios piłką w jaja wcale nie był żadnym zaplanowanym zamachem na płodność mojego braciszka. Rodzice stwierdzili, że powiedzą mu o tym w swoim czasie, jak dorośnie. Nie powiedzieli.
Teraz dowiedziałam się, że będzie ojcem. Nie mam pojęcia, co ciężej zniesie – informację, że jest bezpłodny, czy to, że jego ukochana go zdradza...
Jestem mężatką, mam praktycznie poukładane życie, ale od wielu lat praktycznie co noc śni mi się moja wielka i chyba jedyna prawdziwa miłość. Są to przeróżne sny – raz się kłócimy, innym razem śmiejemy, całujemy, rozmawiamy, innym jesteśmy na siebie wściekli. Budzę się zwykle okropnie rozdrażniona i smutna. On był moją największą miłością i to chyba już nigdy się nie zmieni. Rozstaliśmy się w okropnej atmosferze, nigdy nie wyjaśniając wielu kwestii – ja w ogromnej traumie śmierci najbliższej osoby, on niepotrafiący tego udźwignąć. Z biegiem lat wiem, że wina była po obu stronach. To było 10 lat temu, a ja do tej pory się z tym nie uporałam. Próbuję żyć normalnie, iść do przodu, ale czuję taki żal, smutek. Jeszcze przed swoim ślubem próbowałam z nim porozmawiać, wyjaśnić pewne rzeczy, ale dał mi do zrozumienia, że nie jest w stanie się ze mną spotkać. Myślę, że bardziej ze strachu niż ze złości. Czy kiedykolwiek to minie?
Mam 25 lat. Ostatnio kupiłem sobie pluszowego misia. Zacząłem nawet z nim spać. Nie wiem, o co chodzi, ale przytulas z takim miśkiem po ciężkim dniu na uczelni albo w pracy świetnie pomaga w stresie i sprawia, że niesamowicie się relaksuję.
Uprzedzając pytania, myślę, że poza tym jestem normalnym facetem, w dzieciństwie niczego mi nie brakowało, teraz na brak przyjaciół również nie narzekam. Sam nie wiem, co o tym myśleć.
Przeczytałem w gazecie, że na mojej uczelni stypendium socjalne pobiera ponad połowa studentów. I zastanawiam się, jak to możliwe. Zdecydowaną większość moich koleżanek i kolegów z roku stać na flagowe smartfony czy wypasione samochody. Rzadkością nie jest też chwalenie się wczasami za granicą. To skąd te stypendia?
Sąsiedzi postanowili zrobić remont i od tygodnia przy jednej ścianie ich domu stoi rusztowanie, na którym przez większość dnia krzątają się budowniczy. Tak się składa, że z tego rusztowania mają widok na mój pokój. Zepsuła mi się roleta, mam tylko przezroczystą zasłonkę zamiast firany, więc wszystko pięknie widać. Wczoraj rano poszłam się umyć, ale zapomniałam ubrań na zamianę. Jako że byłam sama w domu, poszłam do pokoju po te ciuchy bez niczego, bo po co zawijać się w ręcznik...
Jak już się pewnie domyślacie, trzej budowniczy nagle stracili zainteresowanie malowaniem domu i zaczęli się namiętnie wpatrywać w moje okno. Staliśmy tak chwilę wpatrzeni w siebie, po czym ja zsunęłam się na ziemię i zaczęłam czołgać się do drzwi, myśląc, że podłogi nie widzą. Widzieli...
Pracuje ze mną bardzo nieprzyjemna baba (nazwijmy ją Ewelina). Obgaduje, knuje, kłamie, robi wszystko, co się da, byle się wybielić i przy okazji komuś zaszkodzić. Pracuje w tym samym miejscu od dziesięciu lat, a ogarnia mniej niż niejeden nowy. Przed przełożonymi oczywiście zgrywa najmądrzejszą, która wszystkich musi wszystkiego uczyć.
Koleżanka z pracy poszła do kosmetyczki na manicure hybrydowy. Ewelina następnego dnia słodziutkim głosikiem wychwaliła paznokcie koleżanki. Minęły 2-3 dni i było po manicure. Odpadł. Sam z siebie.
Miesiąc temu skorzystałam z zabiegu keratynowego prostowania włosów. Włosy po takim zabiegu mogą być proste nawet do pół roku. Na początku rzeczywiście było WOW. Później widziałam się w pracy z Eweliną. Oczywiście dosłownie piała z zachwytu nad efektem. No i cóż... Zaczęło się od kołtunów. Teraz włosy znowu zaczynają być puszyste i falowane (robiłam wszystko zgodnie z zaleceniami fryzjerki, do tego przekopałam internet, żeby się upewnić, czy na pewno dbam o włosy we właściwy sposób).
Zauważyłam, że Ewelina często mówi do siebie pod nosem, coś mamrocze... Do tego bez przerwy zawieszają jej się komputery.
Kiedyś śmiałam się z zabobonów, a sama zaczęłam nosić w pracy bransoletkę z czerwoną wstążeczką. I mam nadzieję, że to pomoże. Jeszcze kilka miesięcy temu nie wierzyłam w takie rzeczy. Sama jestem chwilami zdziwiona, że traktuję to poważnie.
Moja mama była świetnym kierowcą, ojciec zresztą też, więc dorastając, wierzyłam, że kiedyś również szybko opanuję jazdę autem. Niestety, pomyliłam się. Byłam kiepska, w dodatku trafiłam na instruktora mówiącego z ciężkim rosyjskim akcentem i który nie miał za grosz cierpliwości i zrozumienia. Myślałam, że w opanowaniu nauki prowadzenia przeszkadza mi bariera językowa.
Podczas naszej drugiej lekcji kazał mi zjechać na pobocze. Wyszedł wtedy z auta na chodnik i odwrócony tyłem wykrzyczał na całe gardło: „KU*WA, daj mi Boże cierpliwość, bo mnie tu szlag trafi!!”. Tego dnia także dowiedziałam się, że mój instruktor jest Polakiem.
PS Prawo jazdy mam, ale i tak częściej używam publicznej komunikacji miejskiej.
Dodaj anonimowe wyznanie