#01v5F

W zeszły weekend poznałem na imprezie pracowniczej pewną dziewczynę, która dopiero co dostała etat w naszej firmie. Melanż nas trochę poniósł i wylądowaliśmy w łóżku, ale wcale tego nie żałuję. Może i stało się to za szybko, jednak tamtego wieczoru pierwszy raz w życiu poczułem się zakochany. Od tamtej pory myślę o niej codziennie i czuję, że serce bije mi szybciej niż zwykle, gdy tylko ją zobaczę. Mógłby to być początek pięknej miłości, lecz tak się nie stanie. Dlaczego? Bo ona za miesiąc wychodzi za mąż, a ja nie mam ani odwagi, ani argumentów, by ją powstrzymać, by odwrócić jej poukładane życie do góry nogami. Wciąż snuję w myślach scenę, kiedy to krzyczę w ostatnim momencie: „NIE!”, a ona odbiega sprzed ołtarza w moje ramiona – ale takie scenariusze zdarzają się chyba tylko w filmach…

Powinienem zaryzykować i zagrać księcia? Czy zejść na ziemię?

#GCLf3

Kilka lat temu zmarł mój dziadek. Nigdy nie miałam z nim dobrego kontaktu, wręcz go nie lubiłam. Przez większość życia był alkoholikiem, robił awantury i zdarzało mu się podnieść rękę na babcię. Na koniec życia przestał pić, ale to nie zmieniło mojego stosunku do niego, więc gdy umarł, to nie było mi smutno, nawet się ucieszyłam, że babcia w końcu odetchnie.

Kilka dni po jego śmierci miałam sen. Dziadek stał naprzeciwko mnie, nagle wyciągnął dłonie, złapał mnie za piersi i jakby chciał mnie pocałować, ale zamiast tego wcisnął mi do ust ugotowane na twardo jajko. Po tym się obudziłam. To było tak chore i nienormalne, że do tej pory czuję zażenowanie na samą myśl o tym. Nie wiem, co byłoby gorsze, że to wytwór mojego umysłu, czy jakaś wiadomość zza grobu. I nawet teraz jest mi wstyd o tym pisać.

#K51nX

Poznałem fajną dziewczynę. Kilka razy się spotkaliśmy na różnych imprezach i zaczęliśmy się do siebie zbliżać. Jestem ogólnie skryty z uczuciami. Zbudowałem mur, za którym chowam uczucia, żeby nikt nie mógł mnie skrzywdzić, no i w końcu postanowiłem się jej zwierzyć z tego, co mam w duszy. Napisałem romantyczną wiadomość o pragnieniu, o tym, że chcę utonąć w jej oczach, że ciągle myślę o niej itp. Wyznałem to, co mi leżało na sercu. 
No i się zaczęło... Milion pytań: a dlaczego, a po co, a na co. Czuję się jak pacjent u terapeuty. Dostaję ciągle jakieś głupie pytania – a dlaczego w oczach, a czy pragnę jej ciała, czy tylko tak sobie piszę, czy może zrobię coś więcej. A jeśli tak, to co? Pisze, że ona nie jest taka prosta, że jest trudna we współżyciu. Albo że ma dziecko i trzeba to zaakceptować. 
Obdarła mnie z uniesienia duszy. Nie mam już siły jej odpisywać na te pytania. Tłumaczyć, co miałem na myśli. Ogólnie tracę chęci do wszystkiego.

#7CDM0

Ocknęłam się w sytuacji, w której nie planowałam być. Stoję przed dylematem zamążpójścia za mężczyznę, do którego czuję tylko sympatię i który na początku z założenia miał być dla mnie jedynie wypełnieniem nudy, okazją do wyjścia, a później miał pełnić funkcję plastra po kimś, na kim mi zależało. Jednak wszystko bardzo szybko się potoczyło, nawet nie wiem, kiedy minął ten rok, od kiedy przyszłam mieszkać do niego, niby tylko na czas znalezienia stancji. Ale do rzeczy... Oświadczył mi się, ja powiedziałam, że to za szybko. On, że ma już 34 lata i jeżeli nie planuję z nim przyszłości, to powinnam się wyprowadzić, pozwolić mu zapomnieć i dać szansę na znalezienie kogoś, z kim założy rodzinę. Zszokował mnie, bo nigdy nie był tak stanowczy w naszych relacjach i jeszcze w tak poważnym temacie.

Facet naprawdę jest poukładany, miał pomysł na siebie, dobrze zarabia i ma dom. Jednak nie ma w nim tego czegoś, brakuje mu męskości, bywa nudny do granic możliwości. No ale kiedy jestem już w tej nudzie, w tej przewidywalności jutra i braku finansowych problemów, zdałam sobie sprawę, co straciłabym, odchodząc. Taki jak on trafia się raz na milion, ale czy jest to warte poświęcenia kawału życia, które mogłabym przeżyć naprawdę intensywnie z kimś innym? Mam dopiero 24 lata i przeraża mnie pchanie się w małżeństwo i zaraz dziecko. Jestem w takiej rozsypce, że mam problemy z funkcjonowaniem.

#JTbIU

Jestem zdrową dorosłą kobietą, lubię się pomalować, dobrze ubrać, wyjść do ludzi. Jednak gdy tylko wiem, że przez kilka dni zostanę w domu bez planów, to wiem, że przez te dni się nie umyję. Dlaczego? Bo mi się nie chce. Nie jestem chora ani niepełnosprawna, po prostu nie lubię się myć. Lubię zapach potu. I tyle. Jednak gdy gdzieś wychodzę, czy do pracy, czy ze znajomymi, to myję się codziennie, ale jak zostaję sama, to po prostu mi się nie chce.

#86mpc

Jako mała dziewczynka byłam kąpana przez swoją mamę, jak każdy inny dzieciak w moim wieku. Cała kąpiel przebiegała bez większych trudności, aż do pełnego grozy dla mnie momentu – czasu mycia włosów. Dosłownie nienawidziłam tej części kąpieli. Nie wiem dlaczego, nie pytajcie. Kiedy wyczułam, że ta tragiczna chwila nieuchronnie się zbliża, popatrzyłam na mamę oczami pełnymi łez i błagalnym głosem powiedziałam:

– Mamusiu, nie myjmy dzisiaj główki...
– Skarbie, ale dlaczego?
– Bo... bo... bo ja nie chcę! Mamusiu, nie myjmy!
– Dobrze, skarbie. Dzisiaj nie będziemy myć główki. Umyjemy tylko włoski, chcesz?
Spojrzałam na mamę moimi dużymi, zielonymi oczami z niewyobrażalną ulgą, wdzięcznością i ufnością i odpowiedziałam:
– Naprawdę, mamusiu? Ale obiecujesz, że główki nie będziesz myła?
– Oczywiście, kochanie. Myjemy tylko włoski. Słowo matki!

Kiedy mama myła mi włosy, ja grzecznie siedziałam w wannie i promieniowałam dumą – mam przecież taką kochaną mamusię, taką zaradną, potrafiła tak szybko znaleźć wyjście z trudnej sytuacji. A przy tym jest taka zdolna, ma sprytne ręce – przecież to nie lada wyzwanie umyć włosy, a głowy nie!

Niestety, kiedy trochę podrosłam, dotarła do mnie przerażająca prawda. A mama do tej pory ma z tego niezły ubaw. Dzisiaj patrzę z podziwem na moją mamę – nie dość, że udało jej się wymyślić tak szybko i wmówić do mojej dziecięcej główki taką bzdurę, była przy tym tak śmiertelnie poważna i przekonująca, chociaż w środku na pewno zwijała się ze śmiechu.

#vOeFW

Pracuję jako kasjer w dużym mieście w Polsce. Często słyszę od ludzi, że trzeba zmienić Polskę i tak dalej. I tak od lat w kółko. Ja to tak myślę, że tu Polska nie jest do wymiany, tylko obywatel musi zmienić nastawienie, musi zacząć od siebie. Bo jeśli prostemu niczemu niewinnemu kasjerowi taki „dżentelmen” na wypowiedziane słowa „dzień dobry” nie umie odpowiedzieć tym samym z taką samą życzliwością, to ja nie wiem, co to będzie. Rozmowa kończy się na sakramentalnym: „Płacę kartą”, przyłożeniu tego plastiku bogów do terminalu i wyjściu ze sklepu bez „do widzenia”. 

Michael Kors czy Louis Vuitton nie czyni cię kimś wyższym na tyle, żeby nie musieć mówić „dzień dobry”. Kultury trochę w tej Polsce i podnieście głowy znad tych telefonów, bo to już przechodzi ludzkie pojęcie.

Pozdrawiam dobrych ludzi.
Dodaj anonimowe wyznanie