#Daky6

O tym, jak duży mam problem z ludźmi.

Jestem jeszcze młoda i niepełnoletnia, co sprowadza się do tego, że naturalnie mieszkam z rodzicami. Tak się składa, że mieszkamy na małym osiedlu oddalonym o dobre pięćdziesiąt kilosów od jakiegokolwiek większego miasta, tu dosłownie psy dupą szczekają, każdy zna każdego, a jedyną formą ochrony są babcie wyglądające z okien i patrolujące okolicę. Tak się składa, że moi rodzice mają też spożywczaka, a to oznacza, że zawsze kupowałam "u siebie" i mniej więcej o tym będzie to wyznanie.

Zawsze kiedy mam iść do jakiegoś innego sklepu na osiedlu, to zaczynam się stresować i szukać wymówek tylko po to, żeby nie musieć tego robić (mimo że sprzedawczynie oczywiście znam). Kiedy jestem już zmuszona, to mówię cicho i wychodzi na to, że nie kupuję połowy rzeczy, bo wstydziłam się powiedzieć, że jednak jeszcze poproszę ten chleb. Raz byłam u cioci i musiałam iść do dużego sklepu kupić owoce. Jakie było moje zdziwienie, kiedy przy kasie pani powiedziała, że to powinno być zważone. Przerażona powiedziałam, że zaraz wracam. Poszłam, zaważyłam i powiedziałam ile wyszło, a ona pyta gdzie naklejka. Pamiętam jak dziś kolejkę i zniecierpliwionych sąsiadów, uhhh, koszmar. Kiedy mam iść kupić jakąś bluzkę do przydrożnego sklepu, to strasznie wstydzę się powiedzieć, że nie chcę jej kupić i że jednak na nic się nie zdecyduję (i to kiedy pani ekspedientka, którą znam z pięć lat, poświęciła mi trochę czasu). W trakcie dnia praktycznie nie wychodzę sama na dwór - iść samej na rozpoczęcie szkoły? Nie ma mowy. Sama na pizzę w życiu bym nie poszła. Ba! Nawet kiedy muszę poczekać tam sama na znajomych. Albo kiedy czekam na kogoś przed blokiem czy sklepem. Coś okropnego.
Kiedy z kimś piszę, nawet ze znajomym, to trzy razy myślę nad odpowiedzią, a potem zawsze usuwam konwersację, żeby nie musieć tego czytać.
Mimo pozorów w towarzystwie nie jestem nieśmiała. Zawsze to ja gadam najwięcej, uwielbiam poznawać nowych ludzi i nie boję się odezwać. Ludzie nazywają mnie - uwaga - duszą towarzystwa.
Byłam ostatnio u babci w mieście i tam aż tryskałam energią. Nie bałam się iść sama do Maca albo do kina. Codziennie łaziłam po nieznanym (to miasto województwa, w którym nigdy nie byłam, a weźcie pod uwagę, że całe życie spędzam na malutkim osiedlu) mieście i byłam w nowym sklepie. Przy zakupach nie bałam się wejść do dużego sklepu i zapytać o pomoc. Nawet sama pojechałam autobusem (pierwszy raz bądź co bądź) i spytałam przypadkową osobę o cenę bilet. W kinie spytałam jednego pana o coś, z drugim chwilę pogawędziłam.

Rozmawiałam z jedną koleżanką i wreszcie powiedziałam jej to, co od dawna chciałam. Kupiłam kilka ubrań, które od zawsze mi się podobały, chociaż są trochę kontrowersyjne i przyciągające uwagę. Czułam na sobie wzrok ludzi, ale szczerze i pięknie miałam wyrąbane. Ścięłam nawet włosy.

Naprawdę nie wiem o co chodzi, na osiedlu nawet nie chcę wyjść na śmieci, a tu sami widzicie. Może tak sobie tylko wmówiłam, że tutaj mi lepiej.

#e1cuK

Historia sprzed wakacji. Od dłuższego czasu podobał mi się pewien chłopak z mojej szkoły. Nigdy nie miałam okazji ani też odwagi, żeby do niego zagadać – jest o wiele starszy. Mam jednak to (nie)szczęście, że posiadam starszego brata, który czasem organizuje domówki, kiedy rodziców nie ma w domu.

Tak też było kilka miesięcy temu. Brat zorganizował małą imprezę i przyszedł między innymi TEN chłopak. Tak czułam, że się pojawi, więc wystroiłam się. Pomalowałam się i ubrałam seksowny, bieliźniany top. Wiecie, teraz są modne takie aksamitne topy z koronką. Chciałam zwrócić jego uwagę, myślałam, że może w końcu mi się uda zagadać… a tylko najadłam się wstydu.

Kiedy wyszłam z pokoju i udałam się do kuchni po małe piwo, zwróciłam co prawda jego uwagę, ale raczej nie w ten sposób w jaki bym chciała. Odwrócił się w moją stronę i całkiem głośno powiedział do mojego brata:
- Hej, Tomek, Twoja siostra chyba idzie już spać, to może my się jednak zmyjemy, co, nie przeszkadzamy?
Uznał, że jestem w PIDŻAMIE, rozumiecie?

Tomek wyjaśnił mu, że ja się tak po prostu ubrałam, ale wstyd palił mi policzki. Chciałam, żeby zobaczył we mnie kobietę, a on wziął mnie za smarkulę, która psuje starszym imprezę i powinna już lulać.
Teraz to raczej nieprędko odważę się do niego zagadać. No chyba że za jakieś dwa lata, „jak podrosnę”. Jestem załamana!

#548H2

Żona dowiedziała się, że chcę ją zostawić. Pomogła mi się spić, a nie mam mocnej głowy. Przestała brać tabletki i była wyjątkowo chętna, więc uległem prymitywnym pragnieniom. Po kilku tygodniach siedziałem w pracy, szukając w międzyczasie kwatery w innym mieście po planowanym rozstaniu. Telefon, że jest w ciąży i to bliźniaczej. Załamka trwająca chyba z półtora roku. Teraz kocham dzieci i nienawidzę żony i jakoś muszę to pogodzić.

#5l9da

Udawałam, że zdradzam męża, bo molestował mnie teść.

Tak nam się życie ułożyło, że z mężem i synem zamieszkaliśmy u teściów. Na początku było OK, z teściową się bardzo dobrze dogaduję, teść jest typem, który zawsze ma rację i jest najmądrzejszy. Po 4 latach mieszkania z teściami mąż zmienił pracę, która wiązała się z delegacjami, w domu był tylko w weekendy. Syn zaczął chodzić do przedszkola, ja szukałam pracy. W pewnym momencie, nawet w sumie nie pamiętam kiedy i jak, teść zaczął podsuwać mi alkohol, zazwyczaj odmawiałam lub udawałam, że piję, ale wylewałam. Jak myślał, że wypiłam, to mówił jaka to jestem piękna, że mam świetną figurę itp. Im więcej wypił, tym stawał się śmielszy. Moje słowa żeby przestał i szedł do siebie olewał. Cztery razy powiedział mi wprost, że mam się z nim przespać, bo inaczej powie mojemu mężowi, że go zdradzam. Zaczęłam robić wszystko, żeby nie być w domu, kiedy był w nim tylko on. Jeździłam do koleżanek, do mamy, siostry, byle nie zostać z nim sam na sam. On zaś opowiadał mojemu mężowi, jakie to piękne kobiety spotyka, że każda by się mojemu mężowi podobała, że dla każdej z nich by mnie zostawił.
Myślałam, jak to rozwiązać... Nie powiedziałam mężowi, bo mógłby mi nie uwierzyć. Teściowej tym bardziej, dogadywałyśmy się, nie chciałam tego psuć.
Kupiłam telefon, założyłam konto na fb, randomowi znajomi, zdjęcie z internetu i wiadomości do mnie typu "Kocham cię, tęsknię" itp. Wystarczyło. Szczegółów nie będę mówić, mąż wyrzucił mnie i syna z domu, wróciłam do mamy. Najśmieszniejsze było to, że teść mówił mężowi, że faktycznie go zdradzałam, że wychodziłam gdzieś w nocy, że jak byłam sama w domu, to przyjeżdżał do mnie jakiś facet... No cyrk. Mąż jest bardzo związany z rodzicami, wiem, że jakbym powiedziała mu prawdę, to byłoby gorzej.

Summa summarum z mężem się pogodziliśmy, wybaczył mi "zdradę", ale postanowiliśmy iść na "swoje". Od 6 lat mieszkamy sami, odzyskałam zaufanie u teściowej, ale teścia, tego starego dziada, omijam szerokim łukiem.

#XJahj

Mój chłopak chce być tzw. femboyem... Jestem z nim już bardzo długo, ale ostatnio mówi ciągle, że chciałby nosić damskie ubrania, malować się... Nawet kupił sobie parę damskich ciuchów w sklepie. Ja niestety nie potrafię tego zaakceptować, nie podoba mi się to i nie chcę, żeby tak wyglądał. Bardzo go kocham i chcieliśmy być razem na zawsze, chcę jego szczęścia, ale nie chcę robić nic wbrew sobie. Wiem, że nie będzie mnie wtedy podniecał, nie będzie mi się podobał wizualnie i nie dam rady ciągnąć tego związku dalej.

#nLAOW

Jako dziecko i nastolatka miałam problemy z nadwagą, a właściwie z otyłością. Doszło do tego, że mając około 12 lat kupowałam ubrania w działach dla dorosłych, niedługo później nawet w nich niełatwo było znaleźć coś, w co wszedł mój tyłek. Nie mieściłam się w nic ładnego czy modnego, byłam skazana na babcine ubrania.

Pomimo tego jak wyglądałam słodycze i niezdrowe przekąski były w moim domu na wyciągnięcie ręki. W kuchennych szafkach zawsze było pełno ciastek, chipsów czy paluszków. Do picia kupowano gazowane napoje typu cola czy fanta.

Rodzice przypominali sobie o moim problemie z wagą tylko wtedy, kiedy trzeba było kupić mi coś do ubrania, co wiązało się z całodziennym chodzeniem po sklepach i płaczem. Wtedy przez parę dni zabraniano mi jeść słodycze. Moja mam potrafiła w czasie ,,zakazu" zjeść na moich oczach paczkę chipsów, zapijając colą, ojciec zjeść opakowanie paluszków czy słonych orzeszków. Po paru dniach wszytko wracało do normalności. Nierzadko na obiad jedliśmy pizzę, jedzenia gotowe do odgrzania czy z paczki, mimo że moja mama nie pracowała (nie lubiła/nie lubi gotować). Zamiast śniadania do szkoły dostawałam pieniądze na kupienie sobie czegoś w szkolnym sklepiku. Jak się łatwo domyślić, dziecko nie kupiło sobie owocu, tylko sięgnęło po batona i słodzony napój zamiast wody.

Rodzice winą za moją nadwagę obwiniali dziadków. Bo babcia kupiła mi kinder-niespodziankę czy upiekła ciasto, bo dziadek kupił mi słodką wodę owocową.
Do dziadków chodziłam parę razy w tygodniu, ale przecież więcej czasu spędzałam w domu, więc obwinianie babci za kawałek cista z truskawkami, kiedy samemu kupowało mi się paczkę chipsów i czekoladę, było hipokryzją.

Dopiero w liceum zaczęłam pilnować się z jedzeniem, mój wygląd coraz bardziej zaczął mi przeszkadzać. Prawdziwa zmiana przyszła, kiedy wyprowadziłam się na studia do innego miasta, sama kupowałam sobie jedzenie, odrzuciłam gotowe posiłki i ograniczyłam słodycze i przekąski, słodkie napoje zamieniłam na wodę. Waga zaczęła spadać, a ja czułam się coraz lepiej. Więcej się ruszałam i w końcu mogłam kupować to, co mi się podoba, a nie to, w co się mieszczę. Schudłam do rozmiaru 38 (czasami 40). Dalej mam masę kompleksów, zdarzają się dni, że płaczę patrząc na siebie w lustrze, wstydzę się ubrać sukienkę czy krótkie spodenki. Nie wiem, czy kiedykolwiek zaakceptuję siebie.

Mam ogromny żal do rodziców, że nie wspierali mnie w walce z otyłością... wręcz ją utrudniali. Kiedy wracam do domu na wakacje, muszę dalej walczyć z pokusą, słodycze wciąż leżą w każdym kącie. Najgorsze jest jednak to, że moja 10-letnia siostra zaczyna przypominać mnie z dzieciństwa (10 kg nadwagi). Pomimo moich próśb rodzice nie mają zamiaru przypilnować jej odżywiania, na każdą moją próbę rozmowy na ten temat i prośby reagują stwierdzeniem, że przesadzam.
Dodaj anonimowe wyznanie