#sQMkb

O higienie niektórych dziewczyn, które odwiedzają salony kosmetyczne.

Kilka razy zdarzyło mi się odmówić stylizacji paznokci - pani pracująca na mięsnym miała pod paznokciami mięsko, które czuć było zaraz jak usiadła, mdłości mam do teraz. Oczywiście jest więcej dziewczyn, które akurat sprzątały, robiły coś do jedzenia i wpadały na pazurki... Nie miejcie pretensji, jak ktoś wam grzecznie odmówi. Bo później dajecie jakieś negatywne opinie, że stylistka odmawia.
Sztuczne rzęsy - średnio co drugą panią muszę upominać, że te rzęsy też się myje! Grudy ropy, każda rzęsa w inną stronę i lata z takim mopem... Powiedzenie "jak zrobisz sobie te rzęsy 5D, to wstajesz i idziesz do pracy" to jest MIT. Więcej z tymi rzęsami zachodu niż z tuszem :)
Damy, które przychodzą od rana "bez mejkapu" - profilaktycznie zawsze robi się demakijaż. I tu bardzo często się zdarza, że są niedomyte - widać resztki podkładu czy pandę pod oczami...
Co do porannych wizyt - niektóre panie chyba zębów nie myją. No zrzygać się idzie, zawsze dyskretnie częstujemy je gumą do żucia. Połowa odmawia.

Muszę też przyznać, że takie sytuacje zdarzają się tylko u kobiet. Panowie przychodzący na depilację zawsze są czyści i zadbani (a jest ich sporo).
Uprzedzając wasze komentarze - lubię tę pracę i na szczęście większość pań zna zasady higieny. To tylko taka sugestia do tych, które może nawet nie pomyślą o tym, że mogą kogoś czymś zarazić. I do nich mówię: MYJCIE SIĘ!

#l5eK3

Może nie będzie do końca anonimowo, ale może wy odpowiecie mi na kilka nurtujących mnie pytań.

Jakiś czas temu zaczęłam pracę w niewielkim klubie w małej miejscowości. Moja praca polega na donoszeniu do stolików alkoholu i innych napojów, zbieraniu pustych kufli i szklanek, dbanie o czystość w toaletach, na palarni oraz obu salach.

Kiedy widzę te wszystkie dziewczyny, które przychodzą do nas się pobawić, jest mi niedobrze. Patrząc na nie są ładne, wymalowane, dobrze ubrane, widać, że o siebie dbają, ale inaczej myślę, kiedy po raz setny muszę odklejać od ścian zużyte podpaski, zbierać z podłogi zużyte tampony i różne inne. A to ponoć faceci są świniami... Ale spokojnie, w męskim kiblu też nie jest kolorowo.

Powiedzcie mi, czy każdy kto zacznie pić traci coś takiego jak kultura osobista? Nie chodzi mi tu o zarzygane kible, zlewy czy drzwi, bo do tego już przywykłam, ale chodzi mi o zachowanie ludzi względem pracowników. Rozbijanie celowo kufli czy szklanek patrząc mi w oczy jest na porządku dziennym, wyzywanie mnie od najgorszych również. Najbardziej dobijające jest to, że ci, którzy wokół siebie robią największy syf, najbardziej się tego syfu czepiają. W momencie kiedy jestem sama na salach ciężko mi jest ogarnąć wszystko idealnie.
Najgorszym typem są ludzie, którzy po tym, jak posprzątam spod ich stolika i jeszcze dobrze nie odejdę, rozwalają celowo kolejne śmieci...

Co jest nie tak z ludźmi? Czemu nie potrafią uszanować cudzej pracy? Czemu wymalowane dziunie w kiblach zostawiają taki syf? Panowie, czy tak ciężko trafić gównem do kibla, a nie na deskę?

Najlepsze jest to, że co jakiś czas mamy imprezy 16+ i te tak zwane "dzieci" są w stanie utrzymać wkoło siebie większy porządek niż panowie prezesi popijający najdroższe alkohole :)

#sBYcd

W dzień pogrzebu mojej babci mama obdarzyła mnie tabletkami uspokajającymi. Byłam z babcią bardzo zżyta, więc było bardziej niż pewne, że będę ryczała jak bóbr. Tabletki miały mnie uspokoić i powstrzymać od beczenia. Nikt nie powiedział mi, ile mam ich wziąć, więc połknęłam trzy. Stwierdziłam, że im więcej, tym lepiej.

Kiedy siedziałam już w kościele, a ceremonia trwała, byłam mocno zaskoczona, że lek działa tak dobrze. Nie uroniłam ani jednej łzy. Wręcz przeciwnie. Zaczęły mnie śmieszyć niektóre sytuacje, np. że ktoś smarkał i brzmiał jak słoń; że ktoś miał czkawkę, potem rozśmieszył mnie kościelny zbierający na ofiarę. Był łysy i jego glaca świeciła się jak psie jajca. Wszystko mnie śmieszyło. Rodzina patrzyła na mnie jak na wariatkę, mama zaczęła mnie nawet szturchać. Każdy był zapłakany, a ja ledwo powstrzymywałam się od śmiechu.

Do dziś pamiętam zgorszony wzrok wszystkich żałobników.

#5sm7K

Uczę się w liceum. Wku*wia mnie najbardziej jedno.
Gdy chodzę sobie do tej brudnej, śmierdzącej, obrzydliwej łazienki i chcę sobie kulturalnie zrobić kupkę, naokoło kibli siedzą dziewuchy i robią wszystko. Palą e-papierosy, jedzą, malują się, robią lekcje, plotkują, śmieją się, leżą itd.
Fuj. Ja nie rozumiem po co. Mamy ładne korytarze i ławeczki, a w salach lekcyjnych też można bez problemu siedzieć. A one wolą jeść kanapki i plotkować obok kogoś, kto sra.

#J1YAT

Mam 16 lat i jestem samotny... Chodzę do technikum, w którym klasa mi się bardzo nie podoba. Kiedy byłem w ósmej klasie, miałem wybór pomiędzy szkołą z internatem (30 km od domu) a szkołą, do której dojeżdżałbym autobusem. Złożyłem papiery do tej szkoły z internatem, ale w ostatniej chwili zmieniłem zdanie i wybrałem drugą szkołę – i to był największy błąd w moim życiu.

W pierwszej klasie już od października wiedziałem, że źle minie mi te 5 lat, po tym gdy wszyscy z klasy nie zwracali na mnie uwagi. Mówiłem o tym rodzicom, a oni na to, że nie mogę zmienić już szkoły, bo już za późno. W klasie jest wojna pomiędzy chłopakami a dziewczynami. Dziewczyny nie lubią niektórych chłopaków, bo są zboczeni (tak mi się tłumaczyła jedna, ale jej nie uwierzyłem), żartują sobie, a one to biorą na poważnie. Mieliśmy grupę, ale po tych incydentach dziewczyny usunęły ich z grupy. Gdzieś około lutego (poprzedniego roku) z 3 chłopakami i jedną dziewczyną zacząłem mieć jakiś kontakt. Gdy dziewczyny to zauważyły, to też mnie usunęły. Tego samego dnia po szkole bez wyjaśnienia rodzicom czemu jestem taki zły poszedłem do pokoju i nie chciałem z nikim rozmawiać, babcia to zauważyła i porozmawiała z rodzicami, że inna szkoła to najlepsze wyjście. Po tym, jak ta jedna dziewczyna się połapała, że mnie nie ma na grupie, zaczęła z resztą dziewczyn to wyjaśniać. Napisały mi, że przepraszają mnie za to, że unikały mnie, bo myślały, że nie chcę się z nikim dogadywać. Było dobrze w klasie potem, ale trwało to tylko miesiąc i się przez to na nich zawiodłem, ale z inną grupką ludzi dobrze było. Zapytałem się chłopaków, co byłoby, gdybym zmienił szkołę, a oni na to, że nie chcieliby tego i powiedziałem rodzicom, że jednak chcę zostać w aktualnej szkole. Przez wakacje próbowałem popisać lub spotkać się z kimś z chłopaków i tą dziewczyną, ale nikt mi nie odpisywał lub pisał, że nie może, rozczarowałem się wtedy.

Kończy się teraz ten rok szkolny i rozważam nad przeniesieniem się, ale nie wiem jak jest w tamtej szkole. Czy tam jest lepsza klasa? Czy nauczyciele są też dobrzy? (w tej szkole mam najlepszego nauczyciela z matematyki, boję się, że w tej nowej szkole jest ktoś inny i nie dam rady sobie z maturą), z polskiego mam niezbyt fajną nauczycielkę i może w tej nowej szkole jest lepsza. Wychowawczyni jest super. Czy będę miał dobrych współlokatorów? (jest szansa na osobny pokój, ale jest on droższy). Wiem kto chodzi do tej klasy i nie jestem pewny, czy napisać do kogoś, bo nie wiem jak zareagują na to po tym, jak od nich się wypisałem i znów chcę teraz wrócić. Byłem na liście zakwalifikowanych i mogli zobaczyć moje imię i nazwisko. Bardzo podoba mi się mieszkanie w mieście. Rodzice mają nowy powód, żebym nie szedł do innej szkoły, bo od niedawna mam prawdopodobnie łagodną padaczkę.

#y0QjN

Jestem studentem i mieszkam z rodzicami.

Jak może wiecie, na razie wszystkie wykłady odbywają się zdalnie.
Pewnego dnia na nudnym wykładzie poczułem potrzebę wyłączenia go i obejrzenia jakichś filmików w internecie. Mogłem sobie na to pozwolić, ponieważ wykłady są nagrywane, więc mogłem to nadrobić w każdej chwili.
Włączyłem sobie wykład profesora Jordana Petersona. Kto ogląda ten wie, że profesor często nagrywa filmiki, siedząc przy biurku.
W tym momencie weszła do mnie mama, żeby przynieść mi herbatę. Ja już wydygany, że przypadł, bo powinienem być na wykładzie. Ważne jest to, że słuchałem wykładu na słuchawkach, więc mama nie słyszała dźwięku.
Mama tylko spojrzała na ekran, postawiła kubek z herbatą na biurku, powiedziała "już wychodzę, miłego wykładu" i wyszła.
Odetchnąłem z ulgą.
Później jak rozmawialiśmy o tym, jak mi minęły zajęcia, mama powiedziała, że mam przystojnego wykładowcę.

Nigdy się jej nie przyznam. ;)

#bfOHu

Leżę rano półnaga w pokoju przy moim facecie. Jednoznacznie daję mu do zrozumienia, że mam na niego ochotę, odsłaniając coraz więcej ciała. Patrzy na mnie i po chwili rzuca tekstem: Myślisz, że ten wczorajszy bigos mi zaszkodzi, jeśli go zjem na śniadanie?

Nie poczułam się fajnie, wręcz była to dla mnie pewnego rodzaju obraza.
Zastanawiam się, czy może to oznaczać, że już go nie pociągam jak kiedyś, że mu się znudziłam.

#iqtmp

Jestem w klasie maturalnej. Pani od języka polskiego jest dosyć nadgorliwa i sprawdza jak kto nadrobił tematy, na których był nieobecny, robiąc test z materiału z całego miesiąca. Zazwyczaj jeśli moje nieobecności były spowodowane chorobą czy egzaminem na prawo jazdy, nie miałam nic przeciwko, jednak ostatnio miarka się przebrała.

Wczoraj u mnie w szkole były rekolekcje, zaczynały się o 9, więc pierwsza lekcja planowo była. Nauczycielka powiedziała, że ten kto się nie stawi z czystego lenistwa, ma pisać za karę test. Pech chciał, że tego dnia nie mogłam być w szkole z powodów rodzinnych, o czym jej powiedziałam i poinformowałam, że nie będę pisać testu przez jej widzimisię oraz przez to, że mam też życie prywatne. Dzisiaj zostałam skierowana do dyrekcji za pyskowanie nauczycielowi. Przede mną pani dyrektor, wicedyrektor, polonistka i wychowawczyni, trochę jak w sądzie. Polonistka powtarza moje wczorajsze słowa, dyrektorka przytakuje, że to zachowanie zasługuje na naganę, wice się nad czymś zastanawia, a wychowawczyni mnie broni, mówiąc że przecież jestem grzeczna, miła i musiałam mieć powód. Wtedy wicedyrektor zapytała się czy mogę jej wyjaśnić powód mojej nieobecności. A oto i on.

Moja babcia jest po udarze, ma niedowład prawej strony ciała i nie może zostać sama w domu. Moja ciotka, która na co dzień się nią opiekuje, musiała jechać do pracy, bo zmienili jej zmianę na ten jeden dzień, mój ojciec w pracy, a wujek za granicą. Mam dwie starsze kuzynki, które są na studiach w miastach oddalonych o ok. 100km, więc powrót o godzinie 21, kiedy ciocia szukała opieki dla babci, był niemożliwy. Powiedziałam, że ja z nią zostanę. Mówiąc to miałam łzy w oczach, bo bardzo kocham babcię i jednocześnie nie mogę patrzeć jak ona się męczy, składa zdania z kilku podstawowych słów, bo więcej po udarze nie potrafi, prawie cały dzień leży, tylko czasem kiedy ma naprawdę siłę wychodzi z kimś na spacer wokół domu. Powiedziałam też, że to niesprawiedliwe, że nauczyciele często oskarżają nas, uczniów, o lenistwo, nie znając sytuacji, dlaczego nie ma nas w szkole i karzą nas za empatię i miłość do rodziny.

Polonistkę i dyrektorkę zatkało, a pani wicedyrektor z wychowawczynią powiedziały mi, że dobrze zrobiłam i są dumne, że uczennica ich szkoły jest taka wrażliwa na cierpienie innych. Polonistka ma zakaz robienia testów za nieobecności i sama wicedyrektor obiecała ją sprawdzać czy zakazu nie łamie.

#2byCT

W wieku 18 lat uciekłam z domu - bardzo odpowiedzialnie, prawda? Nawet nie zdałam matury. Dwa tygodnie po 18 urodzinach spakowałam manatki i uciekłam za granicę. Dlaczego? Nie mogłam znieść przemocy domowej, nieustannego bicia i picia. Nie raz prosiłam mamę, byśmy zostawiły tatę i uciekły. Nigdy nie chciała o tym nawet słyszeć.

Nie kontaktowałam się z rodziną przez dwa miesiące. Znalazłam pokój, pracę. W miarę normalne życie. Po jakimś czasie zadzwoniłam do mamy - rozmowa trwała może minutę i ojciec wyrwał mamie słuchawkę.

Po kilku latach postanowiłam przyjechać do Polski, odwiedzić znajomych i spotkać się z mamą. Poszłam również na cmentarz zapalić znicz na grobie dziadków. Szłam przez cmentarz, gdy coś przykuło moją uwagę. Nagrobek z moim imieniem i nazwiskiem. Podchodząc bliżej nie miałam wątpliwości - moi rodzice pochowali mnie za życia... Podobno starali się o uznanie mnie za osobę zmarłą ze względu na brak kontaktu od ponad 5 lat.

Jak się domyślacie, tego samego dnia byłam w drodze do domu. Nie chcę mieć już z moją rodziną nic wspólnego. Skoro dla nich umarłam, to okej.
Do dzisiaj czuję dreszcz na myśl, że stałam nad własnym grobem, na którym paliły się znicze.
Dodaj anonimowe wyznanie