#uZEZK

Nie przepadam za wszelakiej maści dyskotekami. Wolę domówki czy zwykły bar. Kilka razy zdarzyło się jednak, że zawitałem do klubu. Jeden z takich razów miał miejsce podczas tzw. półmetka w liceum.

Siedzimy ze znajomymi na kanapach w jednej z sal. Na kanapie obok jakiś chłopak całuje się z dziewczyną siedzącą mu na kolanach. Cała nasza grupa zerka na to kątem oka z coraz to większym obrzydzeniem. Uczucie uczuciem, namiętność namiętnością, ale to bardziej wyglądało na zawody, czyje ślinianki wyprodukują więcej śliny i szybciej dostarczą ją do ust partnera. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść.
Chłopak przerwał pocałunek i odezwał się do dziewczyny: „Zaczekaj chwilę...”, po czym bezceremonialnie zwymiotował między nogi... i jakby nigdy nic para wróciła do przerwanego pocałunku.

Od tamtego momentu minęło ponad 10 lat, a ja przez ten czas podobne miejsca rozrywki odwiedziłem może ze trzy razy.

#KsHRX

Pracuję w hotelu 4-gwiazdkowym za granicą. Na szczęście nie ma u nas sytuacji, w których wszystko wycieram mokrym, brudnym ręcznikiem, nie brakuje jakichś środków czystości. Zdaję sobie też sprawę, że jako sprzątaczka będę musiała zajmować się rzeczami czasem obrzydliwymi. Brązowe ślady niestety nie są mi obce. Ale nie o tym chcę mówić w tym wyznaniu.

Jakiś czas temu czekałam, aż zwolni się jeden z pokojów, który musiałam ogarnąć. Wyszły z niego dwie młode dziewczyny w chustach, popędzane przez wyraźnie wściekłego ojca. Dziewczyny wyglądały na dość bogate, ubrane w markowe ubrania, z drogimi telefonami w dłoniach. To był chyba ostatni raz, kiedy pomyślałam, że jeśli ktoś jest tak ubrany, to jest i zadbany...

Pokój to była tragedia. Śmieci były po prostu wszędzie, ale to mnie nie dziwiło jakoś bardzo, bo nastolatki w pokojach potrafią zostawiać istny armagedon, to kwestia kultury i wychowania, moim zdaniem. Sprawnie wszystko zebrałam i zajęłam się pościelą. 

W pierwszym momencie pomyślałam – co to? Piasek w łóżku? Czy one spały w butach?  A potem do mnie dotarło... To nie był piach. To były wszy. WSZY. Były bardzo duże i było ich mnóstwo. Wszędzie. Znalazłam je w łóżku, na łóżku, pod łóżkiem, na stole, na podłodze obok lustra, nawet na sedesie. Byłam tak zszokowana, że przez chwilę nie wiedziałam kompletnie co z tym zrobić. Zawołałam przełożoną, która nie wydawała się przejęta sytuacją. Powiedziała tylko: „Spokojnie, to mogą być też pluskwy. Przyniosę nowe poduszki i będzie dobrze”.

Po pracy od razu poszłam do apteki po specjalny szampon. Nie wydawało mi się, żebym miała z nimi bezpośredni kontakt, ale głowa swędziała od samej myśli o tym. Sprzątania pokoju odmówiłam, ale w ramach rekompensaty zapłacono mi za niego tak, jakbym go posprzątała.

Ciągle mam w głowie obraz tego, co musiało dziać się na ich głowach pod tą chustą. Jako dziecko zdarzyło mi się mieć wszy, więc wiem, jak to jest i jest to również moja mała trauma. Najbardziej jednak ciekawi mnie to, czy one tego nie czuły? Świąd im nie przeszkadzał? Gdzie są rodzice w takiej sytuacji? Nie rozumiem, jak można do czegoś takiego dopuścić. 

Osiągnęłam dzięki temu swój szczyt obrzydzenia, choć nadal tam pracuję.

#QHzhB

Pragnę podzielić się z Wami moją historią sprzed 24h.
Wieczór, godzina 22:00, miejscowość nadmorska. Idę pieszo do domu mojej siostry oddalonego od mojego o 1,5 km. Co ważne dla wyznania – droga między nami jest kamienista na przemian z żużlową, więc ubrałam martensy.
Moja siostra dorabia, kąpiąc i strzygąc zwierzęta w swoim domu, jako iż jest na zwolnieniu macierzyńskim. Zostawiłam jej swojego kundelka pod opieką na dwie godziny, coby zrobiła go na bóstwo, i wracam na umówioną godzinę, ze sobą mam tylko smycz i torebkę. Dookoła półmrok, ciemne światło latarniane, żywej duszy brak, gdy nagle drogę zagrodził mi mężczyzna w kapturze. Zapytał, czy mogę mu pożyczyć zapalniczkę, bo swoją zgubił, i przy okazji pyta, która godzina. Z torebki wyciągnęłam zapalniczkę, podając mu ją, z kieszeni telefon, gdy on w tym czasie wyrywa mi go, wyciąga nóż i każe oddać portfel. Spanikowałam, zaczęłam się jąkać, a on mnie szarpał. Wyciągnęłam portfel i poczułam, że może mi się uda. Trzęsącymi się rękoma upuściłam go na chodnik, a gdy kucnął po niego, sprzedałam mu najsolidniejszego kopa w twarz, na jakiego było mnie stać. Złapał mnie za nogę i runął z kolan jak długi. Spanikowałam po raz drugi, ponieważ się nie ruszał. Ostatkami rozumu sprawdziłam, czy żyje, a gdy wyczułam puls... związałam gnojowi ręce na plecach smyczą.

Wezwałam policję, wszystko działo się jak w zwolnionym tempie. Powiedziałam im, gdzie jestem, co się stało i jak unieruchomiłam napastnika. Przyjechali po kilku minutach. Monitoring miejski potwierdził moją wersję.
Mam nadzieję, że ten gnój dostanie za swoje, bo jak się dowiedziałam, miał już wyrok w zawieszeniu za napaść. Jeśli nie, chyba przestanę wychodzić z domu. Boję się, że mnie znajdzie i dokończy, co zaczął, tylko w odwecie tym razem on zrobi mi krzywdę. Trzymajcie za mnie kciuki, anonimowi!

#18Zns

Pewnego mocno słonecznego dnia po rozwiezienie towaru jechałem do domu z pomocnikiem i moją żoną. W drodze powrotnej mijaliśmy jezioro, gdzie dość często odpoczywaliśmy. Rzuciłem hasło do mojego pracownika, że skręcamy nad jezioro się wykąpać. Żona była trochę skrępowana, gdyż jak to stwierdziła, gdyby wiedziała, że mamy jechać w drodze powrotnej nad jezioro, to ubrałaby kostium. Ja nierozważnie odpowiedziałem, że przecież może się kąpać w majtkach lub poczekać na nas w aucie. Widziałem, że była na mnie wkurzona, bo jak stwierdziła, ma nieodpowiednie majtki. Byłem pewien, że zostanie w aucie lub pójdzie gdzieś pochodzić. 
Ja z Andrzejem szybko zdjęliśmy spodnie, koszulki i plusk do wody. Nadmienię, że był to gorący dzień, ale ludzi ogólnie było mało. Kiedy wychodziłem po krótkiej kąpieli z wody, mój pracownik jeszcze pływał, zobaczyłem na plaży moją leżącą żonę w biustonoszu i... mocno skąpych majtkach, z których obficie wystawało owłosienie. Podszedłem i zobaczyłem, że żona przyciągnęła już uwagę kilku gapiów. W tym czasie wyszedł z wody również Andrzej i mocno zmieszany poszedł dalej. Poprosiłem żonę, żeby się ubrała, a ona wstała i weszła do wody. Nawet nie chcę opisywać widoku, kiedy wychodziła z wody w mokrych, przezroczystych majtkach i biustonoszu... 
Droga powrotna do domu przebiegła w milczeniu. A ja zwyczajnie się wstydzę, że ktoś ją taką widział.

#8FXNT

W naszym życiu często zdarzają się sytuacje, które wywołują zażenowanie i uczucie braku komfortu. Ja z jakiegoś powodu czuję się tak, kiedy ktoś mi za coś dziękuje, ze szczególnym naciskiem na to, kiedy składam życzenia lub komuś w czymś pomogę. Rozumiem, że to jest kulturalne po prostu podziękować, aczkolwiek strasznie niekomfortowe jest to dla mnie, ale nigdy nikomu tego nie mówię.

#5s83J

Kiedy byłam młodsza, wpakowałam się w bardzo nieciekawy związek. Szybko wpadliśmy, a facet okazał się świrem, od którego bardzo ciężko się uwolnić. Tylko dzięki temu, że poszedł siedzieć, udało mi się od niego odejść. Udało mi się w sądzie ograniczyć mu władzę rodzicielską na czas odsiadki, wywalczyłam alimenty, znalazłam nowego faceta i zapomniałam, że mój były w ogóle żyje.

Dziś odebrałam list, w którym napisał, że za kilka tygodni wychodzi z więzienia, chce do mnie wrócić i składa wniosek do sądu o przywrócenie władzy rodzicielskiej. Prawie dostałam zawału. Nie wiem, jak zdobył mój adres, ale jestem przerażona. Nie powiedziałam mojemu obecnemu facetowi całej prawdy. Zataiłam to, że mój były to psychol i siedzi w więzieniu z wyrokami za najróżniejsze rzeczy, żeby go nie przestraszyć. Bałam się, że go przepłoszę, że źle sobie o mnie pomyśli, że będzie się bał byłego. Boję się, po pierwsze, że mój facet straci do mnie zaufanie, bo go okłamałam, jak i boję się tego, że mój były go przestraszy. To jest napakowany psychol ze skłonnością do agresji, a mój obecny facet to spokojny, przeciętny chłopak, który z przemocą i patologią miał tyle wspólnego, ile widział na filmach.

Skoro on się dowiedział, gdzie mieszkam, to pewnie też wie, gdzie pracuję i boję się, że ten psychol znów będzie mnie nachodził w miejscu pracy i znów mnie przez niego zwolnią. Boję się o swojego faceta, że mój były coś mu zrobi. Doskonale wiem, do czego on może być zdolny. Mój synek tratuje mojego obecnego jak ojca i nie chcę narażać go na stres i mieszać mu w głowie.

Ten gnój zniszczy moje poukładane i spokojne życie.

#Uhwhv

O żebrzących ludziach i pomaganiu im trzy historie.

Pewna starsza kobieta przychodziła co tydzień do mojej babci, że jej brakuje na jedzenie, więc babcia jej dawała dwie dychy. Dowiedziała się o tym moja mama, bo akurat była w domu, a dziwnym trafem starsza pani przychodziła tylko w godzinach jej pracy. By udowodnić babci, że starsza pani kłamie, mama dała jej szynkę, chleb, jajka i kiełbasę i ani grosza. Pani nie odeszła od domu nawet 20 metrów, jak to pieprznęła w krzaki i poszła. Pieniędzy więcej nie ujrzała, to i przychodzić, i chyba głodować przestała.

Ciekawszy jest przypadek faceta, który siedząc na wózku przez kilkanaście lat, codziennie, zbierał pieniądze na głównym deptaku dużego miasta. Nie wiem, czy jeszcze żyje, ale jak ostatni raz o nim słyszałem solidne lata temu, to dobił ówcześnie 16 lat żebrania. I może i nie miałbym nic przeciwko, gdyby nie fakt, że zdarzyło mu się być pacjentem u mojej mamy. Otóż chłop był górnikiem, chodzi normalnie i ma całkiem sporą emeryturę, a to jego sposób na nudę i dorabianie sobie.

Ostatnia historia:  w galerii jakiś facet prosi o zakup posiłku na teraz, bo głodny, w restauracji, gdzie się samemu nakłada jedzenie. Ja odmawiam, zgadza się inny chłop, ja obserwuję. Biedny głodny szybko, by płacący się nie połapał, zasłania widok plecami i upycha do pojemnika jakieś 10+ schabowych i nic więcej. Facet się orientuje, ale i tak płaci za trzy schabowe, co wywołuje mój podziw, nawet za okruszek bym nie zapłacił w takiej sytuacji. A biedny głodny, gdyby mu uszło na sucho, miałby kotletów do obiadu w domu na ponad tydzień.

Było wiele innych przypadków, przez które nauczyłem się nie dawać ani jedzenia, ani pieniędzy. I żal mi tylko ludzi, którzy naprawdę będą w potrzebie, a nic nie dostaną.

Jedyny przypadek, gdy daję drobne, to ludzie, którzy chcą odwieźć wózek pod marketem i zgarnąć resztę. Złotówka czy dwie mnie nie zbawią, a tym przynajmniej chce się tyłek ruszyć, by zarobić.

#fXPEg

Kiedy jest jakiś nieszczęśliwy wypadek w moim rodzinnym mieście, zawsze wydzwaniam do moich bliskich, żeby tylko usłyszeć ich głos i wiedzieć, że nic im się nie stało. Jeśli odbiorą telefon, to na poczekaniu wymyślam jakiś pretekst, typu czy zrobić jakieś zakupy itp. Jeśli nie odbiorą, to liczę, że oddzwonią i wtedy udaję, że już nieaktualne. Dzięki temu jestem zawsze o nich spokojny.

#uu0uq

Miałam jakieś 8-10 lat. Moja mama z ciociami zrobiły sobie małą imprezkę, ja z bratem korzystając z okazji, siedzieliśmy do późna jak nigdy i oglądaliśmy bajki.
Mama z ciocią chciały sobie kupić jeszcze jedną flaszkę, no ale jak? Była druga nad ranem, sklepy pozamykane, tylko nocny w centrum miasta... Wpadły więc na pomysł, że zamówią wódkę taksówkową. Oczywiście kosztowało to trochę więcej, no więc zaczęły liczyć miedziaki, wszędzie szukały kasy, po kieszeniach, w szafach etc.
W końcu uzbierały, szczęśliwe zamawiają, czekają. Jest!
Mama poszła na dół, żeby odebrać pakunek od taksówkarza. Wchodzi po schodach (czwarte piętro) i nagle huk i krzyk... Wchodzi do domu z reklamówką pełną szkła. Walnęła butelką o schody i ta się rozbiła.
Nigdy w życiu nie widziałam jej tak wkurzonej! Nie mogłam uwierzyć, że tak potrafiła przeklinać!

Byłam na nią wściekła, że wódka potrafiła ją doprowadzić do takiego stanu. Nie mogłam zrozumieć, czemu musiała aż tak zareagować. Byłam na nią taka zła i pamiętałam to przez lata.

20 lat i jedną rozbitą butelkę wódki później zrozumiałam i jej wybaczyłam.
Dodaj anonimowe wyznanie