#o0oDX

Matka Chrzestna dała mi złoty pierścionek na okrągłe urodziny. Jest obłędny! Przepiękny, no cudowny! Noszę go tylko wtedy, gdy nie widzę się z narzeczonym.. pierścionka zaręczynowego nie lubię i mi się nie podoba. Oczywiście ukrywam ten fakt więc nie noszę pierścionka od cioci, aby narzeczonemu nie było przykro.

#gyq3c

Zaczynam nie rozumieć ludzi.

Basen na studium WF.
Po zajęciach pod prysznicem sciagam kostium i zmywam z siebie chlor przepłukuje kostium...

Koleżanka.
Po co się myjesz jesteś po basenie. Nawet nie odpowiadam.

A ona pod szafką. Rozbiera się ze stroju i goła ... wysycha.

Jak twierdzi jest czysta.

#LigFU

Czuję, że moja dziewczyna niszczy mi życie, a ja nie jestem w stanie zerwać.

Na początku wszystko było jak w bajce. Poznałam ją z moimi przyjaciółmi, wszyscy fajnie się dogadywali.
Wszystko zaczęło się niszczyć jak zaczęła być zazdrosna o moją przyjaciółkę, która mieszka daleko i jest aromatyczna, więc nie było nawet mowy o tym, że ona coś do mnie ma.
Moja dziewczyna była po prostu zazdrosna o to, że znamy się dłużej.
Już na moich 19 urodzinach zaczęło być dziwnie. To chyba moje najgorsze urodziny. Siedziałyśmy we trzy, ale gadałam tylko ja i moja przyjaciółka. Moja dziewczyna siedziała ze wzrokiem wbitym w ziemię. Nie dało się z nią gadać, a ja zamiast świętować moje urodziny, próbowałam ratować to co było.

Odwalała jeszcze trochę krzywych akcji (np. "Zapomniała", że (wtedy jeszcze nasza) przyjaciółka ma urodziny i nie złożyła jej życzeń). Po czasie ją zablokowała, a ja zostałam postawiona w bardzo niekorzystnej sytuacji. Wyznała mi, że tak naprawdę nigdy jej nie lubiła i starała się być miła dla mnie. Było to dla mnie dziwne bo nawet chodziły razem do kina, ale okej, jestem w stanie w to uwierzyć.

Ale moje życie zaczęło się jebać, gdy ona zaczęła "stawiać na siebie". Mój kontakt z moją przyjaciółką został mi ograniczony. Nie powiedziała mi "nie możesz się z nią spotykać", ale zawsze robiła wyrzuty, więc po czasie zaczęłam się po prostu bać z nią spotykać. Nie chciałam mieć jazd ze strony swojej dziewczyny, nie chciałam słuchać o tym jak bardzo jest przykro, nieważne jak samolubnie to brzmi.
Jednak mój strach nie skończył się tylko na mojej przyjaciółce. Straciłam parę przyjaźni bo odmawiałam spotkań. Głównie dlatego, że nie chciałam przeżywać komentarzy ze strony mojej dziewczyny. Finalnie została mi tylko grupka wspólnych znajomych.
Moja paranoja zaczęła wchodzić też na inne obszary życia. Przestałam rysować i wstawiać moje rysunki, boję się cokolwiek wstawić na instagrama. To brzmi głupio, ale tak uwarunkowały mnie jej komentarze, gdy moja przyjaciółka miała czelność skomentować mi post. Teraz mam po prostu przed tym blokadę.

Gdy zmarł członek mojej rodziny, nie dostałam od niej pocieszenia. Zaczęła obwiniać mnie, że nie mówiłam o nim za dużo. Zawsze mnie krzywdzi, a później przeprasza.
Boję się stracić moją dziewczynę, ale czuję, że coś we mnie umarło. Autonomie znalazłam w filmach i grach. Przestałam jej mówić, że w coś gram albo oglądam bo dzięki temu czułam, że mam nad czymś kontrolę. O to też były jazdy.

Ona jest naprawdę kochaną osobą i wiem, że nie skrzywdziła mnie specjalnie. Ale skrzywdziła mnie niewyobrażalnie, straciłam chęci do życia i nie widzę się żywej w przyszłości. Nie mogę nawet o tym pogadać z rodzicami bo nie wiedzą o mojej relacji. Stworzyłam dla siebie klatkę z której nie potrafię wyjść.

#2pzg5

Mam dość swojego domu rodzinnego a raczej domowników! Ugotuj, odgrzej, podaj i może jeszcze zjedz za nich? Wypierz, wywieś, zdejmij i może jeszcze ubierz? Posprzątaj, zadbaj, ogarnij. Chce wyjść na pół weekendu? Pojawia się oburzenie, bo co na obiad i kto posprząta? Sprzątam bardzo często. Jak zamierzam wyjść w sobotę po południu, to sprzątam w czwartek/piątek aby mieć więcej czasu na przygotowanie się przed wyjściem. Nikt nie pokwapi się wziąść szmatki i powiedzieć np. "Zostaw, ja ogarnę później albo jutro". Sprzątam bo jutro mnie nie ma, a oni oglądają serial. Ich jutro nie będzie? Nie sprzątają bo przecież ja będę.. Nie jestem niczyją matką ale tak się czuję. Szukam pracy od dawna lecz niestety w moich rejonach jest ciężko. Wolę być sama w domu, zrobię co mam zrobić a jak oni są to dostaję szału! Zamiast mnie w czymś wyręczyć słyszę "CO NA OBIAD? JEST PRANIE? PRANIE WYSCHŁO? CO NA KOLACJĘ? TRZEBA BY OGARNĄĆ TO, TAMTO..". Dorośli ludzie..

#xSZy5

Jeszcze do niedawna nie oglądałam telewizji, mam wykupioną „kablówkę” oraz platformy streamingowe, ale przez większość czasu to mój mąż ogląda telewizję.
Na kilka tygodni przyjechała do mnie mama i razem z moją córką siadały w punkt 16 przed telewizorem i oglądały turecki serial. Na początku trochę to obśmiewałam, bo słyszałam, że to są seriale dla babć i na pewno mi nie przypadłoby do gustu. Ale wróciłam któregoś razu wcześniej z pracy i obejrzałam z nimi ten serial i mnie naprawdę wciągnął... A najbardziej lubię to, że w tym serialu nie ma nadmiernej nagości czy wulgaryzmów, tak jak w produkcjach streamingowych. I tak prawie codziennie punkt 16 siadam sama bądź z córką i oglądamy serial, mam możliwość odtworzenia w późniejszym czasie, to nawet wieczorem sobie nadrabiam.
Mój mąż nawet podchwycił temat i jak mamy gdzieś wybierać się po południu, to musimy najpierw odhaczyć serial i dopiero wtedy możemy jechać :D

#97Hd2

Odkąd pamiętam odczuwałem potrzebę chodzenie boso. Kiedy mam na sobie buty lub skarpetki odczuwam ciągły, nieustępujący dyskomfort i rozdrażnienie. To jakby uczucie "duszności w stopy".
Jako dzieciak często biegałem na bosaka przez całe dnie. Kiedy jednak zacząłem przeobrażać się w nastolatka, przestałem biegać bez butów z powodu braku powszechnej społecznej akceptacji. W efekcie nauczyłem się radzić sobie z ciągłym dyskomfortem związanym z butami i skarpetkami. Przez lata buty i skarpetki nie stanowiły dla mnie dużego problemu. Były jedynie "niedogodnością tła". Jakiś czas temu, po przeprowadzce z centrum miasta do domku na przedmieściach, przełamałem się jednak i zaczołem chodzić boso. Początkowo po domu i ogrodzie. Z czasem pozwalałem sobie na dalsze spacery. Efekt jest taki że im więcej chodzę boso, tym trudniej wytrzymać mi w butach. Aktualnie założenie butów i skarpet sprawia że cały czas odczuwam silny dyskomfort bardzo utrudniający mi skupienie. Utrudnia mi to pracę a nawet prowadzenie auta. Jestem spełnionym prywatnie i zawodowo dorosłym facetem więc nie mam problemu z reakcjami ludzi kiedy spaceruję boso. Niestety, sytuacja w której "występuję" w miejscu publicznym bez butów jest nie do przejścia dla mojej Żony.
Efekt jest taki, że - ze względu na Żonę - na codzień noszę buty... i strasznie się przy tym męczę. Ciągły permanentny stan braku możliwości skupienia i rozdrażnienie utrudnia mi normalne funkcjonowanie.
Jeśli tak jak ja zawsze lubiłaś/lubiłeś chodzić boso - zastanów się dwa razy zanim zrzucisz buty bo odwrotu nie będzie a konsekwencje mogą być różne.

#xE4L8

Dawno temu będąc dzieckiem miałam okropną sytuacje, która mnie niestety dotknęła. Mianowicie moja mama z moim biologicznym ojcem jest po rozwodzie już wiele, wiele lat. Miała partnera, który ewidentnie był p*d**il*em. Zrobił mi ogromną krzywdę. Mimo upływu wielu lat od tego zdarzenia dopiero teraz zdałam się na to, aby iść do psychiatry z tym problemem.

Pamiętajcie drogie Panie lub Panowie, sięgnięcie po pomoc nie taka straszna jak diabeł opowiada.

#d1Foq

Nie znoszę chłopaka z mojej klasy przez jego orzeczenie. Nie wiem dokładnie, co ma, nikt z oczywistych powodów nie może mi powiedzieć, a o tym, że ma jakieś orzeczenie czy inny papier dowiedziałam się od niego samego.

Problemem głównie jest to, że on może robić, co mu się żywnie podoba – rzuca rzeczami po klasie, chodzi sobie w trakcje lekcji po sali, krzyczy, śpiewa (na cały głos oczywiście), a nauczyciele nic z tym nie robią, bo „on już tak ma”. W tym miesiącu (w momencie pisania jest 22 października) dostałam już gniotkiem needoh z 10 razy (a do 13 mnie w szkole nie było), raz, gdyby nie fakt, że zdjęłam okulary, aby je przetrzeć, połamałby mi je, ponieważ dostałam z pełnej tym gówn!anym gniotkiem. Podczas sprawdzianu chodzi po sali, krzyczy, śpiewa jakieś brainrotowe piosenki, przez co nie mogę się skupić, I NIE TYLKO JA! Większość rodziców z klasy już próbowało rozmawiać z jego mamą, ale bez skutku, więc każdego dnia wracam przez jego krzyki do domu z paskudną migreną.

I przez to, co teraz powiem, zabrzmię paskudnie, ale jeśli wiele osób zgłasza ci przez kilka lat, że twój dzieciak doprowadza innych z klasy do tego stanu, to albo się za niego bierzesz, albo szkoła specjalna, bo to już jest po prostu chore.

#2Raup

Moja Kontrowersyjna Opinia
Nie rozumiem, dlaczego ludzie, tak często się teraz przytulają. Przytulają się na powitanie, na pożegnanie. Imo kiedyś ludzie po prostu mówili sobie „cześć" albo machali ręką. Nie trzeba było się za każdym razem tulić.
Rozumiem, że to może byc symbol po prostu sympatii i nie mam nic do przytulania, ale jeśli przytulamy każdą osobę, z którą się zadajemy to przytulanie traci w ten sposób na znaczeniu. Dlaczego nie mogę po prostu powiedzieć „cześć”, skoro następnego dnia i tak się widzimy. I niby mogę powiedzieć po prostu że nie chce się przytulać na powitanie/pożegnanie, ale wyjdę wtedy na dziwną albo dziką jakąś, bo tulą się dosłownie wszyscy ludzie jakich poznaje. Jak ktoś będzie chciał mnie przytulić na pożegnanie to co mam powiedziec? ,,stop, ja nie chcę żebyś mnie tuliła" wezmą mnie za asocjalną i nienormalną, taka jest prawda.
Wiecie o co chodzi - poznałam człowieka dwie godziny temu, a ten już mnie obejmuję na pożegnanie jakbyśmy byli co najmniej przyjaciółmi i mieli zobaczyć się za pół roku (będziemy widzieć się jutro). Tulić to ja się mogę z chłopakiem, babcia albo jak kogoś długo nie widziałam, a nie z osobą którą poznałam przed chwilą i nie wiem jeszcze czy chce się w ogóle z nią zadawać.
Dodaj anonimowe wyznanie