Od 2 lat mam w rodzinie Szkota. Moja kuzynka (oczywiście jego żona) rozmawia z nim po angielsku, ja oczywiście też, ale czasem zdarza mi się zapytać o coś po polsku.
Gdy wrócił z pracy przeprowadziłam z nim standardową rozmowę. Oczywiście zapytałam jak było, czy poznał kogoś nowego i moje ulubione pytanie "Czy poznałeś jakąś nową koleżankę?". Grzecznie mi odpowiedział, ale na dźwięk ostatniego pytania zaczął się śmiać. Oczywiście żeby bardziej go rozśmieszyć, zapytałam się czy może zdradza żonę z tą nową koleżanką. Na co on odpowiedział piękną polszczyzną: "Chyba cię po*ebało". Miło słyszeć jakie robi postępy z naszą ojczystą mową :)
Mam dość mojej dziewczyny i zaczynam się coraz poważniej zastanawiać nad zakończeniem 3-letniego związku.
Moja dziewczyna wszystkiego się wstydzi.... Przez 3 lata może 2 razy widziałem ją nago i to przez przypadek. Seks tylko w 100% ciemności i na ściśle określonych warunkach, bo się wstydzi. Prezerwatyw nie kupi, bo się wstydzi, do ginekologa nie pójdzie, bo się wstydzi, nie przebierze się przy mnie, bo się wstydzi, no to może weźmiemy razem prysznic? Nie, przecież się wstydzi. A może zrobię ci coś "przyjemnego" w trochę inny sposób niż zwykle? No przecież wiesz, że się wstydzę. Na basen? No przecież nie pokażę się przed obcymi ludźmi w stroju kąpielowym, bo się wstydzę.
Mógłbym tak wymieniać w nieskończoność. Mam tego dość, zamiast cieszyć się ze spędzanego wspólnie czasu, dostaję nerwicy, przytłacza mnie to, mam zły humor i wszystkiego mi się odechciewa....
Jest jedna rzecz, która pozwala mi się odstresować. Jedna, jedyna skuteczna metoda.
A jest nią modlitwa.
Przykre jest to, że ludzie, widząc młodego człowieka z różańcem w ręce, patrzą na niego jak na idiotę. Modlitwa sprawia mi niesamowitą radość. Dzięki niej łatwiej jest mi spojrzeć w przyszłość.
Chodzenie do kościoła co niedzielę? Dla niektórych to niewyobrażalne. Dla mnie normalne, bo w kościele dobrze się czuję. Dodatkowo w drodze powrotnej mogę sobie rozmawiać ze starszymi osobami (łatwiej wtedy zagadać), zobaczyć uśmiech na ich twarzach.
Może wyznanie o niczym, ale boli mnie to, jaka jest nagonka na rzymskich katolików. To jakbyśmy odpowiadali za całe zło tego świata. Oczywiście wśród nas są ludzie lepsi i gorsi, ale to zupełnie tak, jak w innych społecznościach.
Uff... mogłem się wygadać. Dziękuję za uwagę i życzę wam, drodzy anonimowi, samych wspaniałości.
Kilka dni temu postanowiliśmy z narzeczonym spróbować czegoś nowego w łóżku. Mianowicie, miałam się wcielić w skrajną dominatrix, z kajdankami, ostrzejszym językiem i agresywniejszym podejściem. Trochę sado maso w końcu jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Dla podkręcenia atmosfery figlowaliśmy po ciemku, jedynie przy kilku świeczkach.
Może przez ten mrok nie zauważyłam, że za bardzo wczułam się rolę.
Po porannej pobudce chciałam powiedzieć narzeczonemu, że bardzo mi się podobało i chyba kręci mnie ten klimat. I wtedy zauważyłam, iż ma podrapane plecy, brzuch i ręce, twarz w siniakach i limo pod okiem. Na dodatek mimo tego stwierdził, że było fantastycznie i trzeba to powtórzyć jak najszybciej. Dodał, że najbardziej podobało mu się gdy go tłukłam i wyzywałam podczas seksu. Co gorsza, mi też.
Jesteśmy parą psycholi.
Kiedy się kocham, bardzo lubię pojękiwania kobiety. Jednak moja aktualna żona tego nie lubi i nie robi. Jaki mam na to sposób? Kiedy potrzebuję usłyszeć parę jęków, niby nieświadomie wchodzę gwałtowniej i głębiej. Jako że jestem dla niej trochę za duży, sprawia jej to taki niby ból, więc zawsze jęknie albo piśnie. Mi to zawsze pomaga, a focha po wszystkim wpisuję sobie w koszta :)
Oczywiście nie robię tego zbyt często, kocham ją i nie chcę, by seks kojarzył jej się z czymś nieprzyjemnym :)
Obecnie śmieję się z tej sytuacji, ale w tamtym momencie nie było mi do śmiechu.
Lato w zeszłym roku, poniedziałek, piękna pogoda i skończona praca o 14:00 z wizją kolejnego wolnego dnia. Sytuacja marzenie, prawda? Też tak pomyślałem, więc idąc na przystanek autobusowy i mijając Lokal (bar/pub z bilardem i ogółem miejscem spotkań gastrobandy) stwierdziłem, że wejście na jednego lub dwa drinki nie jest złym pomysłem. Kurna, jak ja się wtedy myliłem...
Popijając już drina i wymieniając ploteczki ze znajomymi, poczułem lekki ucisk na brzuch i zwieracze... Ehhh, zwykły bączek, jesteśmy na powietrzu, niech idzie sobie wolno – pomyślałem. No ale dupa mnie oszukała... Poczułem ciepło i już wiedziałem – po prostu posrałem się w gacie. Śmieciowa kolacja z brakiem porządnego posiłku rano plus alkohol zrobiły swoje. Telefon w łapę i lecę do łazienki (na szczęście nic po nogach nie poleciało, a wiadomo, krótkie spodenki nie utrzymają długo balastu). Zamknąłem się w jedynej kabinie (na szczęście nikt się tam nie dobijał), ponieważ reszta w męskim to pisuary, i szybki ogar sytuacji. Spodnie i gacie w dół – ufff, nie jest tak źle, ale przecież nie wyjdę z draską na jasnych spodenkach. Decyzja to telefon po ratunek do przyjaciela, który po wysłuchaniu mojej historii pełnej żenady, wstydu i kompromitacji zachował zimną krew. Uspokoił, że właśnie wraca do domu, zabierze ubrania na zmianę i przybędzie na ratunek. No i przybył bardzo szybko. Zmiana odzieży, zapakowanie w kilka toreb dowodów zbrodni (przecież nie zostawię gaci śmierdzących gównem w koszu) i powrót do domu. Całą drogę powrotną spacerkiem, gdyż przyjechał na rowerze, wymienialiśmy sytuacje, gdy słyszeliśmy od znajomych takie historie... Przytoczyłem mu kilka z Anonimowych.
Jednak sprawdza się staropolska prawda – prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Morał taki, że prawdziwy przyjaciel nawet z gównianej sytuacji potrafi wyprowadzić z twarzą.
Wczoraj tak bardzo się opiłam, że zadzwoniłam do mojego byłego faceta i płacząc wyznałam mu miłość i błagałam go o to, żeby przyjął mnie z powrotem. Zrobiłam to na oczach mego obecnego faceta.
Mój ex do mnie nie wrócił, a mój obecny mężczyzna, po tej akcji rzucił mnie. Teraz mam kaca, wyrzuty sumienia i straszliwy ból głowy. Nienawidzę alkoholu!
Zawsze miałam długie, w miarę kręcone włosy. W praktyce - bajzel często nie do opanowania. Ostatnio poszłam je trochę podciąć, a wyszłam z salonu z połową ich długości. Były oczywiście wymodelowane i wyprostowane przez panią fryzjerkę. Sama nie mogłam się przekonać do nowej fryzury, ale zebrałam mnóstwo komplementów, w tym jeden (a jakże) od mego małżonka. Powiedział mi mianowicie po całym dniu namysłu:
- W sumie, to dobrze, że obcięłaś włosy, bo w końcu chodzisz uczesana.
...Ot taki romantyzm 21 wieku...
Będąc na pogrzebie znajomego, byłam świadkiem przykrej sytuacji, która miała miejsce na cmentarzu. Żona zmarłego chciała zamówić mszę za męża, nie miała ona już dużej ilości pieniędzy gdyż choroba męża wyssała z nich ogromne pieniądze.
Za mszę, za którą ksiądz powinien wziąć maksymalnie 50 złotych zażyczył sobie 60 i w dodatku bez wstydu nakrzyczał na nią, że od nowego roku msze będą droższe. Nie dość że za pogrzeb wziął dużą sumę + zebrał jeszcze ofiarę od uczestników pogrzebu, których było baaaardzo dużo i za samą ofiarę miał sporą kwotę. Tacy ludzie uważają, że mogą wszytko, ale to nie prawda karma wraca i oni kiedyś zapłacą za to. Człowiek bez wstydu!!!!!
Parę dni temu, kiedy na zewnątrz trzaskał solidny mróz, do autobusu, którym sobie jechałem wszedł pan menel i zaczął parować. Jeśli w samochodach osobowych za mocny zapach odpowiada mała, tekturowa choinka, to w tym przypadku źródłem wykręcającego trzewia odoru był właśnie ten jegomość. W autobusie wybuchła panika, ludzie zaczęli odsuwać się na przód pojazdu, jedno dziecko wybuchło płaczem, jakiś piesek zakwilił rozpaczliwie, babcia zasłabła…
Żul tymczasem odchrząknął i wygłosił krótkie przemówienie na temat swojej niedoli, na którą to lekarstwem jest jak najszybszy zakup taniego napoju alkoholowego. „Przejdę się teraz między państwem i zbiorę darowiznę. Jeśli uda mi się uzbierać pięć złotych, to na następnym przystanku wysiadam, bo tam zaraz taki sklepik jest... he, he… to blisko będę miał”.
Skubany w ciągu kilku minut zarobił tyle, że mógłby kupić chyba całą fabrykę tanich win. Grunt, że dotrzymał obietnicy i faktycznie wysiadł na następnym przystanku. Prawdziwy rekin biznesu...
Dodaj anonimowe wyznanie