#kXGSt

Kiedyś, gdy jeszcze studiowałam, udało mi się dostać na wymarzony staż. Był tylko jeden problem – staż był bezpłatny. Nie chciałam się przyznać, że dałam się tak wyfrajerzyć, i to na własne życzenie, więc zaczęłam sprzedawać używane majtki i rajstopy fetyszystom z internetów.

Nie przestałam tego robić, nawet gdy po zakończeniu stażu znalazłam normalną pracę.

#2hIul

Zostałam wychowana w wierze, że seks dopiero po ślubie. Bardzo długo byłam sama, żadnego przytulania, chodzenia za rękę czy całowania – nie dlatego, że nikt się mną nie interesował, tylko dlatego, że nie chciałam się śpieszyć, a czasami nawet wydawało mi się, że jestem aseksualna – nigdy się nie dotykałam, nigdy nie miałam ochoty. Koleżanki opowiadały o cieple w podbrzuszu podczas czytania erotyków, a ja nigdy czegoś takiego nie czułam.

Swojego obecnego chłopaka poznałam dosyć późno, na początku naszego spotykania się poinformowałam go, że seks dopiero po ślubie, zaśmiał się i zaprzeczył. Mimo to i tak się ze sobą związaliśmy, powiedział, że do łóżka pójdziemy wtedy, kiedy będę chciała.

Podczas pierwszego pocałunku byłam sparaliżowana strachem, kompletnie nie wiedziałam, co mam robić. Gdy mnie przytulał, czułam się niezręcznie, dopiero z czasem się z tym oswoiłam. Chłopak miał bardzo wysokie libido, więc bardzo często mnie dotykał i dążył do kontaktów, zawsze go odpychałam i wyznaczałam granice, których nie może przekraczać. Bardzo ciężko było mu mnie oswoić z intymnością. Podczas bliższych kontaktów, gdy mnie dotykał, potrafiłam płakać, czasami miewałam ataki paniki, wtedy zawsze przerywał, przytulał i pomagał mi się uspokoić. Z czasem byłam coraz odważniejsza i pozwalałam na coraz więcej, a sprawianie mu przyjemności było najważniejsze.  Po dość długim czasie sama zaproponowałam seks, widziałam, jak się męczy i jak bardzo chce. Jednak nie podobało mi się, nic nie czułam, znowu płakałam. Oddaliliśmy się. Mówiłam, że jestem aseksualna i chciałam zerwać, nie pozwolił mi i od początku przekonywał do bliskości. I powoli, powolutku robiłam postępy.

Na dzień dzisiejszy nie mam problemu z seksem, do łóżka chodzę chętnie, ale dojście do tego to była droga przez mękę. Mimo wszystko cieszę się, że udało mi się zmusić i zrobić ten krok.

#7tU1v

W moim domu zawsze było dużo pieniędzy, ale nie dla mnie. Jestem najmłodsza z trójki rodzeństwa i zawsze byłam najbardziej odcinana od pieniędzy, bo „wydam na bzdury”. W którymś momencie to wszystko doszło do krytycznego momentu, kiedy nie miałam nawet pieniędzy, żeby kupić nowe spodenki na WF, bo moje stare się po prostu podarły.

Mój tata był wysoko postawionym biznesmenem, a mama sekretarką w jego własnej firmie, więc kasy mieliśmy jak lodu, nawet mieszkaliśmy w takim domu, że od razu widać naszą majętność.

W wieku 14 lat pierwszy raz to zrobiłam, za pieniądze... Nie będę się usprawiedliwiać, że ich potrzebowałam, żeby przeżyć, bo jedzenie i dach nad głową miałam. Jednak chciałam mieć jakiekolwiek własne pieniądze. Na jednym razie się nie skończyło... Robiłam potem to wiele razy, przyznam szczerze, że nawet do tego przywykłam, bo zarobki były bardzo dobre. W dniu swoich 18 urodzin postanowiłam przestać, i choć od razu mi nie wyszło, to z każdym dniem odchodziłam od tego „biznesu”.

Oczywiście pieniądze na studia dostałam od rodziców, bo jak dziewczyna z takiego domu ma nie studiować! Wyjechałam do odległego miasta, aby się uczyć, ale po pierwszym semestrze zrezygnowałam i wyjechałam do Niemiec za zaoszczędzone pieniądze. Ciężko tam pracowałam – uczciwie. W pewnym momencie wpadłam na pomysł założenia własnego biznesu, ale brakowało mi funduszy i znowu zaczęłam, jak to się teraz mówi, dawać dupy. Jest mi głupio i wstyd z tym, co zrobiłam, ale chciałam zapewnić sobie godne życie. Ostatecznie udało mi się złożyć własną firmę i teraz, po 8 latach, na moim koncie na koniec każdego miesiąca wpływają kwoty pięciocyfrowe. Los się chyba do mnie uśmiechnął, bo firma rodziców podupada, siostra jest przeciętną nauczycielką, a brat ciągle siedzi na bezrobociu.

Rodzice ciągle się do mnie zwracają po pieniądze. Może i jestem okropnym człowiekiem albo pieniądze uderzyły mi do głowy, ale nie dam im ani grosza. Sama na to wszystko zapracowałam, nawet hańbiąc samą siebie. Możecie mnie krytykować albo uważać za puszczalską, ale ja wiem, że po prostu się opłacało.
Pozdrawia 28-letnia pani prezes :)

#nHcoq

Kiedy poszłam do pierwszej klasy, byłam mało rozgarniętym dzieckiem, dlatego myśląc, że łazienka jest wspólna dla chłopców i dziewczynek, chodziłam do łazienki bliżej mojej klasy (męskiej). I tak sobie żyłam w nieświadomości, aż pewnego dnia wychodząc z kabiny natknęłam się na panią sprzątaczkę, która zapytała: „Co tu robisz, CHŁOPCZYKU, przecież jest lekcja?!”. Odpowiedziałam jej, że jestem dziewczynką i przyszłam zrobić siku, a sprzątaczka zaprowadziła mnie do klasy i przy wszystkich zapytała: „Czemu to dziecko chodzi do męskiej toalety?”.

Do końca szkoły wszyscy chłopcy przezywali mnie BABOCHŁOP :/

#Sc8Kw

To trochę głupie, ale nieważne co by się działo, zawsze moje młodsze rodzeństwo jest ważniejsze w każdej sprawie. Nieważne, że masz atak paniki, depresję czy się dusisz – twojego brata boli brzuch, więc biegnij do apteki po tabletki i przynieś termofor. Nie liczyło się to, że w tym czasie miałam atak paniki i nie mogłam wziąć oddechu.

Nie mam tego za złe rodzeństwu, ale moi rodzice to inny wymiar.

#WN2Ar

Pewnie wszyscy kojarzą popularną aplikację do randkowania, gdzie można na lewo i prawo przebierać w facetach. Postanowiłam i ja skorzystać, ale głównym celem była po prostu dobra zabawa, a nie dłuższe związki. Na profilu podałam tylko imię, pokazałam kawałek ciała i dość szybko nawiązałam znajomość z tajemniczym M., któremu również zależało po prostu na dobrej zabawie. Przez tydzień pisaliśmy, co to ze sobą zrobimy, jak się spotkamy.

Dzień spotkania. Ja miałam być w czerwonej kurtce, on miał mieć czerwoną różę. Co w tym anonimowego? Ano okazało się, że umówiłam się na gorącą noc ze swoim szefem... Żonatym szefem. Szefem po 60.

Nie, nie było szansy uciec z miejsca spotkania.
Nie, nie było gorącej nocy i nie, nie jesteśmy razem.

Jakiś miesiąc później zostałam przeniesiona do innego oddziału firmy. To pewnie przypadek.

#bF3nB

Miałam wiele wspaniałych wyjazdów wakacyjnych już w dorosłym życiu, a jednak za najlepsze w życiu wakacje uważam jedne z dzieciństwa. Byłam nad morzem z rodzicami oraz ich znajomymi z córką. Wcześniej nie znałam tej dziewczynki, ale zaprzyjaźniłyśmy się od razu. To był sezon mody na kolorowe włosy, ja miałam różowe, ona czerwone, nasze mamy też odważyły się na barwne pasemka. Dużo plażowaliśmy, zbieraliśmy muszelki i bursztyny, byliśmy na wycieczce w większej, bardziej popularnej miejscowości i w sumie było tak typowo wypoczynkowo i beztrosko. Do dziś pamiętam pewną smażalnię i lodziarnię. Wtedy jeszcze nie było tylu rozrywek typowo dla dzieci, ale byliśmy w wesołym miasteczku. Niby nic specjalnego, kiedy o tym piszę, ale wszystko wryło się w pamięć jak żadne urlopy w dorosłości.
Obecnie tamte wakacje przypominają mi modne znowu kolorowe włosy. Aż miałabym ochotę powtórzyć różową fryzurę, ale kiedy moda wróciła, unikałam zbędnych kosmetyków z uwagi na starania o ciążę, a teraz unikam ze względu na wrażliwą skórę dziecka. Może za kolejne parę lat moda znowu powróci?

#Utn58

Jestem wciąż roztrzęsiona, ale muszę to z siebie wyrzucić – zostałam oszukana. Ba, byłam oszukiwana na przestrzeni lat. 
Siedem lat byłam w związku z człowiekiem, z którym przeżyliśmy dobre i złe chwile, ale wiązaliśmy ze sobą wspólną przyszłość. Przynajmniej ja wiązałam. Gdy ostatnio go widziałam, pocałował mnie czule na pożegnanie.

Ostatniej nocy, gdy słodko spałam, wszedł do mojego mieszkania (które od lat zamieszkiwaliśmy razem), okradł mnie z kosztowności, w tym z leków, które są mi niezbędne do przeżycia, i zniknął. Zostawił mnie w fatalnej sytuacji finansowej (leki były bardzo drogie) i rozpłynął się w powietrzu.

Nie będzie pointy. Moje życie się skończyło. Nie życzę tego nikomu.

#lisR2

Na ogół staram się być dobrym człowiekiem. Chętnie pomagam innym, staram się w każdym zobaczyć coś dobrego i być wyrozumiała. Mam dobre kontakty z rodziną, znajomymi, przyjaciółmi. Ale jest taki jeden współpracownik, który jest w stanie wyciągnąć ze mnie to, co najgorsze. Pracował już, kiedy ja rozpoczęłam pracę i jest w wieku mojego ojca. Ogólnie wykształcony, miastowy, obyty i zaznajomiony z ważnymi osobami w okolicy. Kiedy jednak chodzi o mnie, traktuje mnie jak ostatnie gówno. 
Jako że pracujemy w budżetówce, przychodzą petenci. Mimo faktu, że przyszłam na konkretne stanowisko, mam doświadczenie w tym zawodzie i radzę sobie świetnie z obowiązkami, pan X potrafi bez wahania „przejąć” rozmowę z moim petentem tekstem, że „koleżanka nie pracuje tu długo i nie bardzo ma pojęcie”, po czym opowiada bzdury, które ja wielokrotnie muszę później odkręcać, bo nie zajmuje się tą samą materią i jego wiedza opiera się na podsłyszanych rozmowach z kierownikiem. Wielokrotnie podważa wszystko, co mówię, zakładając, że jeśli jestem młodą kobietą, to nie mam żadnej wiedzy np. odnośnie do elektroniki, a sam nie umie wymienić pojemnika z tonerem. Krytykuje mnie za wszystko, co wyjdzie w rozmowie z innymi współpracownikami: że nie przepadam za alkoholem („No tak, księżniczce by spadła korona, jakby się napiła...”), że nie wyrażam wszem i wobec zdecydowanych poglądów politycznych („No tak, mieszka pani na wsi i nawet telewizji nie ogląda...”), że nie mam dzieci, chociaż nigdy nie wyrażam się źle o dzieciach i idei ich posiadania („Lata lecą, nie wiem, na co pani czeka”). Staram się go ignorować albo odpowiadać z humorem, ale przychodzi mi to coraz trudniej. Zauważyłam, że zwyczajnie go nienawidzę i źle mu życzę, tak serdecznie mam go dość. Wstydzę się bardzo tych uczuć, ale trudno mi cokolwiek z tym zrobić. Czuję się, jakbym miała dwie twarze – tę, którą widzą rodzina, przyjaciele i inni ludzie, i tego gremlina, który siedzi we mnie i wychodzi na widok Pana X. Kiedy otwiera buzię w pracy, myślę tylko o tym, żeby np. złamał nogę i siedział na zwolnieniu dwa miesiące, żebym nie musiała patrzyć na jego głupią mordę.

PS Przeniesienie do innego pokoju czy podpierniczenie go nie wchodzą w grę, bo jest zakumplowany z „górą”.
Dodaj anonimowe wyznanie