Wybrałam się na ślub znajomej. Uczesałam się ładnie, włożyłam elegancką sukienkę... I na szczęście długą kurtkę, gdyż zakładając rajstopki, część tyłu sukienki wyciągnęłam pod rajstopki i drogę około 12 km, w tym dwie przesiadki i spacer po Starówce, przebyłabym, świecąc tyłkiem niczym nowa ozdoba świąteczna...
Pani szatniarka w urzędzie stanu cywilnego zwróciła mi uwagę na moją elegancję. Jestem jej bardzo wdzięczna, bo mogłam skraść show pannie młodej.
Od czterech lat choruję na dość wstydliwą chorobę. Kilka miesięcy temu nie wytrzymałem i zdecydowałem się wyżalić o tym mamie. Błagałem, żeby nic o tym nikomu nie powiedziała. Obiecała, że oczywiście, nikt się nie dowie.
Ostatnio mama z ojczymem mieli ślub i wesele. Na weselu wyrazy współczucia z powodu choroby wyraziło mi chyba 15 osób, z czego połowy nawet nie znam, bo to bardzo daleka rodzina i koleżanki mamy.
Nie miałam jeszcze roku, gdy moi rodzice się rozeszli. Mieszkali wtedy u rodziny mojej mamy, mój ojciec bardzo dużo pracował, moja mama siedziała ze mną całymi dniami i nie czuła jego wsparcia, jeszcze moja babcia ją trochę buntowała – taki standard, doszło w końcu do kulminacyjnej kłótni i finito.
Ojciec zabierał mnie co tydzień do siebie na kilka godzin, z moją mamą utrzymywał bardzo chłodne relacje, szczególnie że mama jest bardzo, ale to bardzo uparta i jak się już obraziła, to na amen. Trwało to rok.
Pewnego jesiennego popołudnia rodzice mieli spotkać się w parku, by ojciec mógł mnie wziąć jak zwykle do siebie. Znam to tylko z opowieści, w końcu byłam jeszcze bardzo mała, ledwo zaczęłam chodzić. Gdy zobaczyłam ojca, zaczęłam się mamie wyrywać, więc postawiła mnie na ziemi. I teraz scena: po jednej i drugiej stronie alejki kolorowe drzewa, z których sypią się liście, gdzieniegdzie prześwituje słońce, mój ojciec w oddali i ja nieporadnie „biegnąca” w jego kierunku z dziecięcymi piskami radości. I ta scena sprawiła, że coś w mamie pękło. Podeszła do ojca i ze łzami zapytała, czy mogą spróbować jeszcze raz.
Do dzisiaj jak mama wspomina tę historię, bardzo się wzrusza. Przyznaje, że gdyby nie ta sytuacja, nigdy nie zeszłaby się z ojcem. Do dzisiaj są razem, już w sumie 30 lat, i nie znam drugiego małżeństwa tak pełnego miłości i szacunku do siebie nawzajem.
Moim pierwszym wspomnieniem jest lanie. Nie pamiętam dokładnie, ile mogłem mieć lat, ale ledwo co sięgałem głową do stołu, z którego chciałem ściągnąć kawałek ciasta urodzinowego mojej siostry. Ojczymowi się to nie spodobało, odepchnął mnie, a potem kopnął. Zapłakany podczołgałem się pod ścianę i zacząłem wołać mamę. Wyglądała przez okno, nie zerknęła na mnie nawet przez ułamek sekundy.
Kolejne wspomnienie: nieco starszy ja wróciłem ze szkoły z pierwszą uwagą w dzienniczku. Ciesząc się, że ojczyma nie ma w domu, bez obaw pokazałem ją matce. Wtedy pierwszy raz dostałem wpier*ol od niej. Zaczęła krzyczeć, szarpać mną, a potem raz za razem policzkowała mnie. Gdy przestała, kazała mi iść do kąta, gdzie stałem bardzo, bardzo długo. W końcu zachlała mordę i mogłem wymknąć się do pokoju.
Od tamtego momentu awantury stały się codziennością, jakby właśnie tego dnia coś się w mojej matce przełamało. Przerosła nawet ojczyma, on używał tylko rąk, a ona znajdywała coraz „lepsze” rzeczy do karania takiego niechcianego, niewdzięcznego bachora. Noga od starego stołu? Wyśmienita. Kapcie? Tylko gdy miała lepszy humor. Chochla? Idealna, gdy napatoczę się w kuchni... Długo by tak wymieniać. Kiedyś pękłem i po prostu zapytałem ją dlaczego, za co mi to wszystko robi? „Bo jesteś zbyt podobny do ojca” – wywarczała.
Często również mawiała, że nikt mnie nie kochał, nie kocha i nie będzie kochać. Wpajała mi, że jestem zerem, niepotrzebnym gównem i nie zasługuję na nic.
Zatracałem się powoli w nienawiści do całego świata. Im starszy byłem, tym częściej myślałem o śmierci.
Bicie ustało wraz z dniem, gdy się postawiłem. Byłem już „dużym” chłopcem i chociaż nie jestem teraz z tego dumny, po prostu oddałem ojczymowi na oczach matki. Wtedy zostały im tylko słowa. Choroba? „Szkoda, że nie zdychasz”. Złamana ręka? „Szkoda, że nie kark” itd.
Gdybym kiedyś na szkolnym korytarzu nie zobaczył tego pięknego uśmiechu, tej radości w oczach koleżanki mojej siostry, nie wiem, jak bym skończył. Poprawczak, więzienie albo cmentarz. Poznałem swojego Anioła, który pomaga mi teraz jeszcze bardziej. Wcześniej sama jej obecność dodawała mi siły i wiary. Ona, nasze dzieciaki, wiem, że dla nich warto żyć, wiem, że dla nich jestem ważny.
Walczę z przeszłością, mimo że nawet po tylu latach wciąż śni mi się matka machająca przed moją twarzą swoją nową „zabawką” do bicia. Zapisałem się do psychologa, trzymajcie za mnie kciuki. Może niedługo nawet te koszmary znikną.
Rozwiodłam się przed trzydziestką, z eks mam dwie córki.
Jest coraz gorzej. Zabiera dzieci co drugi weekend, czasami nie przyjeżdża i nie informuje mnie o tym. Czasami odbiera dzieci z placówek i też mi o tym nie mówi, dowiaduję się, jak zastaję „puste” przedszkole.
Ostatnio ogolił dzieciom głowy, również z przodu, tłumacząc im, że jest ciepło na dworze. To dziewczynki, mają 6 i 8 lat. Nie 12-letni chłopak... Są oszpecone.
Eks jest wojskowym, starszy szeregowy od 12 lat. Ekhm.
Od dwóch lat sprawa jest w sądzie, zgłaszałam porwanie rodzicielskie na policji, starsza córka miała tiki nerwowe i lekarz zalecił psychoterapię oraz magnez na uspokojenie. Młodsza córka miała atak paniki przed weekendem ojca.
Byłam z tym w komitecie ochrony praw dziecka, doniosłam na jego przełożonego w wojsku. Szkoła odmówiła pomocy córce (psycholog).
NIKT oprócz mojej mamy nie pomaga. Co jest z tym je*abym krajem?
Co musi się jeszcze wydarzyć i jaka krzywda ma się stać dzieciom, żeby zacząć robić coś na takim etapie, żeby uchronić przed czymś gorszym?
Było to już kilka dobrych lat temu. Piątek. Miałem chyba wtedy 18 wiosen za sobą. Jak wiadomo, w tym wieku „chłopcy” lubią sobie trochę pofolgować z alkoholem, tak było i z nami. No w czterech słowach, to upiłem się jak szpadel. To był ten stan, gdy idziesz sobie spokojnie, ktoś puka cię od tyłu, odwracasz się, a tam chodnik, droga, jezdnia, pobocze czy inna nawierzchnia – niepotrzebne skreślić. Muszę w tym miejscu dodać, że mieszkam na wsi, a tego dnia uchlaliśmy się z kolegami w miasteczku oddalonym około 5 kilometrów, a ja musiałem wracać sam. I tak po zakończonej libacji powoli toczę się ku miejscu zamieszkania, za chwilę wschód i w tym romantycznym plenerze ujrzałem to – obraz, który zmienił moje życie. Na poboczu drogi powiatowej drogowcy przygotowali znaki informujące o objeździe – nawierzchnia miała być remontowana. Szybka kalkulacja i stwierdziłem, że im pomogę. Tak, kochani. Zamknąłem drogę, wystawiłem znaki na środek (taki duży na dwóch nogach również – sam nie wiem, jak w tym stanie to zrobiłem), przetarłem ostatnią chusteczką świecący się na żółto „objazd” i spokojnie wróciłem do domu.
Budzę się nieświadomy następnego dnia, godzina 12, akurat mama wróciła z wymienionego wcześniej miasteczka, i przemówiła do skacowanego mnie tymi słowami: „Tej, drogę do miasteczka zamknęli i będą remonty”. I wtedy mnie olśniło...
Do dzisiaj zastanawia mnie, jakim cudem droga była zamknięta przeze mnie chyba ze 4 czy 5 dni, nim zaczęto działać (tylko z jednej strony).
Zapytacie, dlaczego ta sytuacja zmieniła moje życie? Ano nie zostałem drogowcem, ale często zdarza mi się biegać w odblaskowej kamizelce po drogach. ;)
Wszedłem do łazienki, umyłem ręce, wytarłem i... dłonie śmierdziały mi gównem. Po krótkim dochodzeniu okazało się, że mój młodszy brat „pomaga kupie”, następnie wyciera palce w ciemne ręczniki (ciemne są moje), a dopiero potem myje ręce i wyciera je w swój ręcznik.
Gdy nie uprawiam długo s€ksu, to potem po pierwszym orgazmie tak wywala mnie z mocy, że żyć mi się nie chce i nie mam siły na więcej.
Jestem kobietą.
Jak dowiedziałam się, czym jest s€ks?
Pewnie dość typowo, w wieku 9 lat znalazłam kasety zachomikowane w szafie mojego ojca.
Tyle że chyba niewielu ludzi wraz z wiedzą, czym to w ogóle jest, otrzymuje w pakiecie wiedzę, jak wygląda „głęboki masaż pięścią” w czterech literach.
Co jest najgorsze? Mam lat 25 i nadal nie umiem podniecić się mniej powalonymi rzeczami, niż widziałam w tamtych filmach.
Wracałem dziś z pracy i na moje nieszczęście przypałętał się do mnie jakiś kundel i zaczął zaciekle ujadać, ukazując swoje uzębienie w pełnej okazałości. Trzymał swój pysk w niebezpiecznie bliskiej odległości od mojej nogi, a ja bojąc się, że mnie zaraz ugryzie, odskakiwałam i machałam torebką w jego kierunku. Nagle na środku ulicy, tuż przy krawężniku zatrzymał się samochód i wysiadł z niego facet 25-30 lat. Podszedł do bagażnika, wyciągnął coś z niego i powolnym krokiem zbliżył się do mnie i tego psa. Kiedy stał już z metr ode mnie, pies przeniósł swoją szajbę na niego, a on jak gdyby nigdy nic wymierzył w jego kierunku dezodorant, odpalił zapalniczkę i walnął w niego sporym płomieniem. Pies zaskomlał i spieprzał aż miło. Po wszystkim gość po prostu wsiadł do auta i odjechał. Nic nie powiedział, nawet nie spojrzał na mnie, po prostu sobie pojechał. W ogóle nie było widać po nim żadnych emocji, był tak spokojny, jakby właśnie robił sobie kanapkę. Stałam w tym miejscu jak głupia, jeszcze kilka minut i do tej pory się zastanawiam, co tam się właśnie odwaliło.
Dodaj anonimowe wyznanie