#4Xzfj
Rodzice pracowali całe weekendy, więc w mało którą niedzielę szli do kościoła. Babcia zaprowadzała mnie w każdy pierwszy piątek, ale nie w każdą niedzielę. Nie wolno mi było jeszcze chodzić samej, więc zawsze miałam jedną lub więcej mszy opuszczonych.
Podczas którejś spowiedzi ksiądz nakrzyczał na mnie, że nie ma sensu, żebym się spowiadała co miesiąc, skoro nie chodzę na msze niedzielne. Z jednej strony poczułam, że to niesprawiedliwe, bo przecież nie miałam z kim chodzić, a z drugiej poczułam nadzieję. Powtórzyłam babci, że ksiądz powiedział, że nie ma sensu, żebym się spowiadała co miesiąc, a babcia nakrzyczała na mnie, że kłamię. Powtórzyła to rodzicom, a oni też na mnie nakrzyczeli, że kłamię babci.
Wtedy zaczęłam kombinować. Jako że mam alergię i bardzo często jestem zakatarzona, a z katarem wyglądam, jakbym była chora, zaczęłam na spowiedzi mówić, że opuściłam mszę, bo byłam chora.
#BxvRi
#6ExeF
Mijały lata, większość mojego rodzeństwa super się ogarnęła pod kątem finansowym, w tym ja. Nadrabiam podróże po Polsce i świecie, mam dobrą pracę i zgromadzony niemały majątek w nieruchomościach. Ostatnio wprowadziliśmy się do nowo wybudowanego domu z dużym metrażem, który wygłaskaliśmy i zrobiliśmy szereg parapetówek (dom duży, ale nie aż tak, żeby pomieścić liczną rodzinkę naraz). I co? I kuzynostwo zrobiło się zazdrosne i urwało kontakt. Poza tą dwójką, która nigdy nie miała problemu z różnicą w zarobkach. I to nie jest tak, że ja sobie radzę lepiej od wszystkich, niektórzy są na tym samym lub wyższym poziomie finansowym. Kuzyni, którzy nie mają problemu, ostatnio powiedzieli, że reszta po prostu nie może się już dowartościować wizytami u nas, bo widać, że lepiej sobie radzimy. Wcześniej, mimo że nasze finanse były dobre, to nie było tego widać, bo fotek z wakacji nie wrzucamy, a o zakupach nieruchomości nie wspominaliśmy, kwotami zarobków też nie rzucaliśmy przy stole. Natomiast nowy dom widać i tego już kuzyni nie mogą zignorować... Anonimowa część z mojej strony to ta, że o ile w większości mi trochę przykro, to co do kilku kuzynek mam wielkie poczucie satysfakcji, że je tak trafiło.
#Wm0ra
Który to poziom friendzonu?
#ayNzy
Jest to dla mnie wielki kompleks, ponieważ mam świadomość tego, że ludzie w moim wieku mają ładne i zadbane zęby. Sytuacji nie poprawia fakt, że dosyć często trafiam w mediach społecznościowych na artykuły, w których osoby piszą, że jedną z najważniejszych rzeczy, na jakie zwracają uwagę u drugiej osoby, są właśnie zęby. To nasila moje niskie poczucie własnej wartości. Obawiam się, że w randkowaniu jestem na straconej pozycji. Co prawda byłem w związku z dziewczyną i to już po utracie przedniej „dwójki”, ale cały czas z tyłu głowy mam blokadę. Nikt nigdy nie powiedział mi złych słów na temat moich zębów, ale i tak mam wrażenie, że mogę być źle oceniany z tego powodu.
Z pozytywnych aspektów mogę powiedzieć, że jestem też na końcowym etapie leczenia stomatologicznego swoich zębów. Później będę miał zakładany aparat ortodontyczny i po leczeniu, które potrwa 3 lata, będę miał implanty w miejscu braków. Nie mogę się doczekać momentu, kiedy będę mógł się w końcu szeroko uśmiechnąć bez żadnych kompleksów. Może wtedy uda mi się zyskać pewność siebie, aby zagadywać do dziewczyn.
#hoQZk
Czy rzeczywiście ja wyolbrzymiam, czy to moja rodzina nie ma żadnych wartości i zdrada po 30 latach małżeństwa to nic wielkiego? Według mnie nie zdradził wyłącznie mojej mamy, ale i całą swoją rodzinę.
#f7BbM
Mój brat popatrzył na mnie uważnie, skrzywił brwi i po chwili namysłu podsumował: „Wygląda na to, że tracisz kontrolę nad swoim życiem i przelewasz frustrację na sprzątanie, myśląc, że przez porządne wysprzątanie domu ułożysz sobie również życie. To nie tak działa, siostra, przestań sprzątać, idź zrób coś dla siebie”.
Przyznam, do zbyt mądrych to on nigdy nie należał… ale tym tekstem mnie ujął – może coś w tym jest?!
#lQ98c
#tHczG
Kilka miesięcy temu stanęłam na nogi, odzyskałam radość i sens życia, wróciłam do pracy. Nikt nie wie, że stało się tak, gdy zasmakowałam w imprezach, na których sypie się mnóstwo mefedronu, kryształu i amfetaminy. Nikt nie wie o tym, że zaliczyłam mnóstwo facetów, niektórzy są 10 lat starsi, inni 10 lat młodsi i niemalże mogliby być moimi uczniami. Nikt nie wie, że uwielbiam trójkąty i zamianę partnerów. Na co dzień jestem towarzyską, wesołą nauczycielką, bardzo lubianą przez uczniów i im oddaną. W weekendy zmieniam się w kogoś, przed kim staram się przestrzegać młodzież.
Wiem, że to hipokryzja, ale nie potrafię zrezygnować z "nowego" życia. Wiem również, że mogę przez nie stracić pracę, szacunek, poważanie. Ale pokusa jest zdecydowanie za silna.
Nigdy dotąd nikomu o tym nie mówiłam i wiem, że nie będę mogła przyznać się do tych dwóch wcieleń, bo stracę jedno z nich. Dlatego w tygodniu sprawdzam prace uczniów, a w weekendy oddaję się szaleństwu. Czuję się, jakbym była dwiema, zupełnie innymi osobami.