#5zo5S

Jestem 28-letnim facetem. Już od kilku lat poprawiam swoją urodę henną. Przyciemniam brwi i górne rzęsy. Raz przyciemniłem dolne rzęsy, ale zbyt rzucały się w oczy, więc nie powtórzyłem tego. Jestem blondynem i moje brwi naturalnie są bardzo niewyraźne. Po hennie stają się po prostu normalne, a twarz wygląda zdecydowanie lepiej. Rzęsy mam dość długie, ale ze względu na blond były praktycznie niewidoczne. Hennę powtarzam średnio raz na miesiąc. Sam rozrabiam roztwór z henny i sam go nakładam. Banalnie prosta sprawa. Nikt się nie dowie, że to robię, bo gdy zacząłem, zmieniłem także dość znacząco fryzurę. Gdy ktoś się zastanawia, czy coś się zmieniło w moim wyglądzie, to myśli, że to fryzura. Nikt nie pomyśli, że to henna.

Ot, takie anonimowe wyznanie.

#wMh01

W naszym domu rzadko kiedy coś zdąży się zepsuć, ale czasami to się zdarzało. Były to rzeczy typu pół małego jogurtu, pół mielonego, który spadł z talerza za wysoki słoik czy nieszczęsna sałata, która była obita już w sklepie i zaczęła zamieniać się w papkę dwa dni później. Moja babcia zjada taką zgniłą sałatę. Potrafi wyciągać takie rzeczy ze śmietnika (domowego i przydomowego), zalać szklanką octu, łyżką przypraw i zjeść. ŻEBY SIĘ NIE MARNOWAŁO, PIENIĘDZY, DARÓW BOŻYCH SZKODA – cytuję.
Nie dociera do niej, że leki, które trzeba kupić, gdy za każdym razem dostaje potężnej sraczki, rzygaczki itd. są WIELOKROTNIE droższe niż ta sałata czy pół kotleta. Próbowaliśmy zostawić ją samą sobie, ale gdy trafiła do szpitala, zagrożono nam prokuratorem, że babcią się nie opiekujemy, zaniedbujemy ją i ogółem chcemy zabić. Prośba, by lekarz jej wtłukł do głowy, że to, co babka robi, tylko jej szkodzi, kończyły się fiaskiem. Albo nam nie wierzyli i oskarżali o jej głodzenie, albo nie byli w stanie tego dokonać. Próbowaliśmy ją zaciągnąć do psychologa, psychiatry, ale odmawiała, a ubezwłasnowolniona nie jest. Zaburzenia odżywiania ma jak dla nas ewidentne. Ciekawe jest to, że babcia nigdy nie zaznała głodu ani chłodu, wręcz przeciwnie: pochodziła z rodziny szlacheckiej i wszyscy zdołali uciec przed II WŚ do Australii, gdzie żyli bardzo dostatnio.

Postanowiliśmy rozwiązać problem, nie dopuszczając, by w domu, nawet w śmietnikach, było cokolwiek zepsutego. Zaczęła chodzić po sąsiadach i zbierać odpadki, rzekomo na kompost. Rozmawialiśmy z nimi, ale nikt nie chciał nam uwierzyć w wyczyny babci, sądząc, że staruszkę szkalujemy, bo przecież to prawdziwa dama starej daty! Nigdy nie zdołaliśmy jej przyłapać na gorącym uczynku, zawsze było za późno. Nikt nie ma czasu pilnować tej obłąkanej baby, bo rodzice muszą pracować, ja się uczyć, a opiekunki nie dość, że pochłaniały majątek, to nic nie umiały poradzić.

Od siedmiu lat moje życie niemal codziennie wypełnione jest jej sraniem, rzyganiem i lekarzami. Co trzeci raz nie zdąża do toalety albo cofa się pod takim ciśnieniem, że sra i rzyga jednocześnie. Oczywiście my to musimy sprzątać. Po cichu liczę, że w końcu nażre się czegoś takiego, co jej zaszkodzi raz, a dobrze...

#MWg5v

Opowiem wam o tym, jak robi się biznes na pracownikach „praktykantach za darmo”.

Chciałem w mojej miejscowości pójść na technika-elektryka, nie otworzyli profilu, więc poszedłem do zawodówki i załatwiłem sobie praktykę w firmie.
W pierwszej klasie ogólnie nie wiesz, o co chodzi, uczą trochę, ale w większości sprzątasz tylko i robisz typowo fizyczną robotę dwa dni w tygodniu po 8 godzin za nieduże pieniądze. W drugiej klasie już wiesz więcej, tak samo jak i w trzeciej klasie, i pracujesz jak normalny pracownik dwa dni w tygodniu po 8 godzin + ferie + wakacje i każdy dzień pracujący wolny od szkoły za niewiele większą kasę! Ale to nie jest wszystko! Cała pensja, jaką dostajemy (suma wszystkich miesięcy praktyk i pensji), zostanie pracodawcy zwrócona z naszego państwa w ramach refundacji.

Obecnie pracuję w firmie, która robi elektrykę na blokach. W firmie mamy dwóch szefów, dwóch pracowników i dziewięciu (!) praktykantów, którzy robią większość roboty.

To dopiero jest biznes prywaciarzy!

#Tp48t

Jakiś czas temu trafiłam w internecie na obrazek pokazujący, że ludzie robią kupę w niewłaściwej pozycji. Jeśli oparliby o coś stopy, żeby nogi były wyżej, byłoby im łatwiej się wypróżniać. Nigdy nie miałam z tym problemu, więc po prostu go zignorowałam. Przypomniałam sobie o nim, kiedy dopadło mnie lekkie zaparcie. Siedzę na tronie, w zasięgu jedynie krzesło stojące w łazience... Trochę za wysokie jak na to, co mówił obrazek, ale w akcie desperacji przysunęłam je bliżej, oparłam stopy i... sukces, po krótkiej chwili udało mi się pozbyć balastu! Uradowana nie pomyślałam o tym, żeby powrócić do standardowej pozycji kibelkowej, tylko zostałam z girami w górze. Przed zejściem z kibelka zebrało mi się jeszcze na oddanie moczu, więc robię, co trzeba... i okazało się, że z powodu nietypowej pozycji obsikałam deskę klozetową, podłogę w łazience, nogę od krzesła i dywanik. 

W związku z moimi doświadczeniami:
1. Polecam robienie kupy z nogami w górze.
2. Nie polecam sikania z nogami w górze.

PS Łazienkę wysprzątałam po tej przygodzie kilka razy, zostałam jednak zauważona, jak znoszę dywanik do pralki. Dobrze jest mieć kota, na którego można zrzucić winę :)

#eUIn0

W dzisiejszych czasach można kupić gumki o dowolnym kolorze, zapachu, smaku (!) i rozmiarze – jakie kto tylko chce. Pod koniec PRL-u był tylko jeden rodzaj produkowany przez pewną firmę z Olsztyna, o żółtawej barwie, z dość grubej gumy, który trochę przypominał baloniki dla dzieci (użycie tego wyrobu niektórzy porównywali do słuchania muzyki przez ścianę). Dziś zdobyć ten produkt może praktycznie każdy, wtedy podejście było bardziej rygorystyczne i osoba o zbyt młodocianym wyglądzie nie miała raczej szans na zakup.
Dlatego pod koniec podstawówki z dwoma kolegami zrobiliśmy zakład – komu pierwszemu uda się kupić prezerwatywę. Chodziliśmy od kiosku do kiosku i na zmianę pytaliśmy, czy są erosy, kondomy, prezerwatywy. Odpowiedź zawsze była jednakowa: „Dzieciom nie sprzedajemy!”. Aż wreszcie kolega natrafił na osiemdziesięcioletnią babcię w kiosku, która miała już słaby wzrok i mu sprzedała. Kolega był tak z siebie dumny, że otworzył opakowanie między przechodniami i nadmuchał na całą długość.
I po chwili... zaczął się dusić, a zaraz potem potwornie kasłać. Nie wiedzieliśmy, co robić. Ludzie się dziwnie patrzyli, ktoś chciał nawet wzywać pogotowie. Na szczęście kolega zdołał się opanować. Kiedy już wszystko ucichło, zapytał głosem Beaty Szydło:
„To nie mogliście mi powiedzieć, że tam jest talk w środku?”.

#4VNoG

Z wykształcenia jestem polonistką. O tym, że chcę uczyć, wiedziałam już w czwartej klasie szkoły podstawowej. Robiłam wszystko, by wiedzieć, jak zainteresować uczniów danym tematem. Od najmłodszych lat zbierałam w segregatorach uwagi o najlepszych lekcjach moich nauczycielek. Poszłam do liceum ogólnokształcącego, wiedząc, że liczy się czas. Potem szybko na studia. Nie było łatwo, ale moje powołanie, pasja pchały mnie do przodu. Brałam udział w wielu projektach studenckich. Wykładowcy byli zachwyceni, wróżyli wspaniałą przyszłość mi i moim uczniom. Po praktykach w podstawówce dzieci płakały, jak odchodziłam, a rodzice przychodzili mi dziękować. Po praktykach w liceum młodzież chciała iść z petycją do dyrekcji, by mnie przyjęli. Oczywiście ich powstrzymałam. Wierzyłam bowiem, że z takimi umiejętnościami i zaangażowaniem nie może zabraknąć dla mnie miejsca w polskich szkołach. Chciałam być jak ta nauczycielka w „Młodych gniewnych”. Wierzyłam, że nie ma złych uczniów, tylko do każdego trzeba umieć dotrzeć.

Kiedy po studiach okazało się, że pracy w szkole nie ma, załamałam się. Kiedy pojawiało się ogłoszenie, leciałam tam jak na skrzydłach, ale zawsze okazywało się, że „to już nie jest aktualne”. Któregoś dnia znalazłam ogłoszenie, że jest wolny etat, więc jeszcze tego samego dnia, w którym ukazało się ogłoszenie, pojechałam do szkoły. Pani z sekretariatu poinformowała mnie, że to już nieaktualne. Na moje pytanie: „Jak to? Przecież ogłoszenie ukazało się dzisiaj?!”, dostałam następującą odpowiedź: „Proszę pani, to ogłoszenie było nieaktualne, zanim się pojawiło...”.
Musiałam zacząć pracować, więc tułałam się: a to jakieś przedszkola, a to sklepy... Jak ukazywało się jakieś ogłoszenie, to wstępowała we mnie nadzieja, ale za każdym razem jeszcze szybciej gasła...

Dziś, po latach od studiów, nadal czasem próbuję, ale wiecie, co teraz słyszę? „Przykro mi, ale pani nie ma żadnego doświadczenia... Wypadła pani z obiegu”. Moje marzenia legły w gruzach. I choć pracuję z dziećmi, choć mam wpływ na wychowanie młodych ludzi, to wiem, że to nie jest to samo. A chciałam z całego serca, niemal od zawsze, tylko uczyć.

#rkJOP

Nikt nigdy mi tego nie powiedział, ale nie ma innej opcji – jestem wpadką. Moi rodzice poznali się na studiach, ale tak naprawdę nic nie wiem o ich relacji. Wychowywała mnie mama, a temat ojca pozostaje do teraz tematem tabu. Od wczesnego dzieciństwa do początku okresu dojrzewania żyłyśmy z mamą bardzo skromnie. Moi dziadkowie nie zarabiali dużo, a sama rodzicielka, wychowując dziecko w trakcie studiów oraz w okresie zaraz po nich bez jakiegokolwiek wsparcia od strony mojego ojca, nie radziła sobie najlepiej, jeśli chodzi o finanse – nie ma co się dziwić. 
Sprawa zmieniła się, kiedy moja mama dostała lepszą pracę. Wtedy też nagle zaczął odzywać się mój ojciec oraz jego rodzina. W sumie dopiero wtedy wydało mi się to podejrzane. Nagle wskoczył temat ojca i zaczęło się wypominanie jego błędów czy nieodpowiednich zachowań. Mama i dziadkowie nie pozostawili na nim suchej nitki. Jako bodajże 12- czy 13-latka oczywiście im uwierzyłam, że ojciec nie był dobrym człowiekiem, zostawił mamę i mnie, wolał podróżować i imprezować, zamiast zajmować się swoim dzieckiem, a to wszystko mimo ślubu z moją mamą i zadeklarowania pomocy w opiece nade mną.

Po okresie kontaktu z rodziną ojca nastała cisza. Nikt się do mnie nie odzywał, nikt nie składał mi chociażby życzeń urodzinowych. Zapomnieli o mnie ot tak. Po kilku latach mój ojciec zaczął do mnie wydzwaniać, zablokowałam jego numer. Później wysyłał maile (oraz po raz pierwszy od kilkunastu lat zaczął wysyłać alimenty). Okazało się, że przeprowadził się do naszego miasta i mieszkał tuż obok mojej szkoły. Zostawił nawet woźnej prezent z okazji moich imienin (których zresztą nie obchodzę) oraz poszedł do dyrekcji, żeby wypytać o moje oceny. Narobił mi sporo wstydu przed nauczycielami i znajomymi ze szkoły. Później znowu wszystko ustało.

Kolejne maile zaczęły przychodzić, jak rozpoczęłam naukę w technikum. Ojciec chciał się zaprzyjaźnić. Kupował mi drogie prezenty, proponował pieniądze oraz zapytał, czy nie chciałabym się do niego wprowadzić.

Teraz, przed rozpoczęciem studiów, znowu oferuje mi pieniądze, spotkania i odnowienie kontaktu. Z tego, co wiem z jego wiadomości, historia opowiedziana mi przez dziadków i mamę jest zmyślona. Mówił, że to on był zawsze dobrym ojcem, że to mama chciała rozwodu, że on chciał dla mnie jak najlepiej. Trudno mi uwierzyć w to po tym, jak nie widziałam go przez całe moje życie, czy po tym, jak unikał zasądzonych wizyt u mnie.

Anonimowe jest w tym wszystkim to, że o całej sytuacji nie wie nikt poza moją najbliższą rodziną. Nie wiem, co zrobić w tej sytuacji z ojcem i dodatkowo wstydzę się o tym opowiadać znajomym czy przyjaciołom. Pewnie dlatego, że ten temat u mnie w domu nie był zbyt często poruszany, a wszyscy moi znajomi mają pełne i szczęśliwe rodziny. Zawsze w ich towarzystwie czuję się w jakiś sposób gorsza, niekompletna...

#iEXcX

Pochodzę z rodziny takiej nie za bogatej, ale nie z biednej (stać nas było na remont, gdy był potrzebny). Ot, przeciętna rodzina.
Moja mama słuchała takiej muzyki bardzo spokojnej. Nigdy za taką nie przepadałem. Od kiedy usłyszałem pierwszą piosenkę rockową, to się zakochałem. Cały elektroniczny syf czy rap został usunięty. Moją głowę, jak i serce przejął rock. Potem metal. Potem wszystkie inne gatunki powiązane z tymi wymienionymi.

W wieku 16 lat postanowiłem dać upust mojemu punkowemu wnętrzu i zafarbowałem włosy na niebiesko. Za zgodą rodziców oczywiście.

Tydzień przed kolejnymi urodzinami, poruszyłem temat tatuaży w rozmowie z mamą. Wtedy zdziwiłem się tak bardzo, że teraz, lata później, jestem dalej pozytywnie zaskoczony. Moja mama powiedziała mi, że nie miała pojęcia, że słucham tak dobrej muzyki i opowiedziała mi o swoich latach młodzieńczych. Wyglądały podobnie do moich. No ale wracając do tatuaży, to mama powiedziała:
- No co uważam? Są zajebiste, jak są zrobione dobrze i z pomysłem. A czemu pytasz? Chciałbyś tatuaż?
- No właśnie tak. Może na 18 zrobię.
- No dobra, ale masz dać mi znać wcześniej, to ja się wydziaram razem z tobą...

Byłem tak zdziwiony, że ledwo wydukałem:
- Naprawdę? Też chcesz tatuaż?
- Oczywiście, od zawsze chciałam mieć tatuaż.

Pierwszy tatuaż zrobiłem razem z mamą u świetnego artysty na drugim końcu Polski.

W nocy po tym, jak się dowiedziałem o przeszłości mamy, płakałem, bo dostrzegłem, że porzuciła to, by być sobą dla siebie, żeby być sobą dla nas. Dzisiaj dalej jestem wzruszony tym, ile poświęciła dla rodziny. Doceniam rodziców, bo pamiętam, że ktoś zawsze musiał coś poświęcić...
Dodaj anonimowe wyznanie