#4e0uI

Od jakiegoś czasu cierpiałam na okropne bóle żołądka, poszłam więc do lekarza.
Jak to na wizycie wywiad, co, gdzie i jak boli, wszystko panu dr wytłumaczyłam, dodając też, że jestem w 5 mies. ciąży. Trafiłam na starszego, średnio ogarniętego doktorka, więc po badaniu ok. 10-15 min jednym palcem skrupulatnie i szczegółowo wszystko zapisywał na swoim komputerku, pytając m.in. jak zrobić „ź”. Na koniec zalecił badania krwi itd. i miałam się pojawić już z wynikami. Jak kazał, tak zrobiłam i po kilku dniach wróciłam z wynikami, zaznaczając znowu, że jestem w ciąży. Doktor spędził kolejne 10 min na wstukiwaniu w klawiaturę wszystkich informacji. Tym razem dostałam leki i miałam się pojawić za miesiąc na kontrolę. Na wizycie kontrolnej powiedziałam, że bóle nie ustają, zawahałam się, czy przypominać o ciąży, ale uznałam, że pewnie przeczytał zapiski z poprzednich wizyt.
Doktor poprosił mnie o położenie na kozetce. Leżę więc i podciągam bluzkę, lekarz w tym czasie zakasał rękawy i nagle widzę, jak staje wryty z przerażeniem w oczach, po czym pyta zszokowany: „Pani ma takie wzdęcia???”.
Przez śmiech lewo udało mi się powiedzieć, że to ciążowy brzuszek.

Dodam jeszcze, że jak na 6 mies. miałam spory brzuch w stosunku do drobnej sylwetki oraz dobrze widoczną kreskę ciągnącą się przez cały brzuch, typową dla ciężarnych :)
Zmieniłam lekarza.

#uXT31

Jako dziecko byłam bardzo nieśmiała, bałam się ludzi, rówieśnicy mnie nie lubili. Moi rodzice stwierdzili, że najlepszą terapią będzie wysłanie mnie na kolonię.

Za pierwszym razem jakoś udało mi się przełamać, rozmawiałam z dzieciakami w moim wieku, nawet chcieli się ze mną bawić. Dlatego bardzo czekałam na wyjazd na drugi obóz rok później, namówiłam też rodziców, żebym mogła wziąć ze sobą moją młodszą siostrę, bo przecież fajnie będzie.

Od razu po przyjechaniu na miejsce było w porządku, ale... Pierwszego wieczoru, kiedy cała kolonijna brać się przedstawiała, wiecie, imię, wiek, co lubimy, skąd jesteśmy, okazało się, że tylko ja i siostra pochodzimy z mniejszej miejscowości. Cała reszta dzieciaków przyjechała z dużych miast powiatowych albo wojewódzkich, a przynajmniej tak utrzymywali.

Od tej pory dzieciaki traktowały nas źle. Najgorsze były dziewczynki, wręcz ziały nienawiścią; chłopcy chcieli się tylko pośmiać, ale pamiętam, że większość z nich była tylko bierna. Nikt nie chciał z nami siedzieć, rozmawiać, grać w piłkę, pracować w warsztatach w grupie. Parę razy jakieś dziewczyny zamknęły nas na klucz w domku, żebyśmy nie poszły na kolację. Parę razy ktoś wrzucił nam ogórka do herbaty, szynkę do kakao albo w ogóle zrzucił talerz czy kubek na podłogę. Siostra najczęściej była traktowana jak nie człowiek, tylko „wiejskie zwierzątko”, które można szarpać i drażnić.
Broniłam ją, to słyszałam, że obie powinnyśmy skończyć na łańcuchu jak wiejskie kundle. Kiedy dzwoniłam do rodziców powiedzieć, że jest źle („to wasza wina, bo nie potraficie żyć z ludźmi”), dzieciaki łaziły na mną i śmiały się, że mam nie dzwonić, bo na mojej wsi nie ma telefonów ani zasięgu, a to, co mam, to zabawka albo ukradłam. Kiedy skarżyłam się do opiekunów (nic sobie z tego nie robili), dzieciaki szły tam również i opowiadały, że uciekłyśmy z półkolonii dla dzieci rolników i żeby coś z tym zrobić, bo nie należy nam się tu spanie, jedzenie ani udział w zabawach. Słyszałam o pomysłach, żeby zabierać nam co cenniejsze rzeczy, bo na pewno je ukradłyśmy.

Dopiero dwa dni przed końcem, zaczęłam się dogadywać z jakimiś chłopcami z drugiego obozu, bo okazało się, że gramy w te same gry i czytamy te same książki...
Przetrwałam, kilka lat później poszłam do liceum do dużego miasta, na studia tak samo, ale dopiero niedawno poczułam, że przestaję bać się rozmawiać z osobami pochodzącymi z dużych miast. Siostra nadal ma wielką rezerwę do takich ludzi.

#VKGne

Wróciłam dzisiaj wcześniej z delegacji (miałam być dopiero po południu, a przyjechałam nad ranem). Zastałam mojego męża w łóżku z... Nie, nic, co teraz byście podejrzewali. Spał z moim zdjęciem położonym na poduszce. 
Nie muszę chyba mówić, jak ciepło mi się zrobiło na sercu?

#BbEQp

Chcę opisać tu pewną historię, w której kluczową rolę zajmuje osoba niesamowicie dla mnie ważna.

Kiedy byłem w liceum, zachorowała moja mama. To był nowotwór złośliwy, który niestety, zakończył się śmiercią. Po tym wydarzeniu miałem swoją pierwszą próbę (tabletki nasenne).

Rok później mój ojciec poznał kobietę, która zmieniła go w alkoholika. Był pijany dzień i noc. Miałem wrażenie, że jestem sam. Wszyscy wokół się odwrócili. Chciałem podciąć sobie żyły. Znaleźli mnie.

Mimo tego wszystkiego, był pewien człowiek, który zawsze się mną przejmował. Dawał mi pieniądze na jedzenie, kupował ciuchy. Można powiedzieć, że mieszkałem w jego domu (właśnie teraz u niego jestem i piszę to wyznanie).

Mój wychowawca. Nauczyciel angielskiego. Mój przyjaciel. Wzór do naśladowania. Prywatny psycholog.

Wiem, że to czytasz Adam. Uratowałeś mi życie. Dzięki tobie wiem, że jestem coś wart. Życzę wszystkim, żeby spotkali na swojej drodze takiego nauczyciela jak ty. Zastąpiłeś mi ojca. Kocham cię.

#abj1J

Sytuacja miała miejsce dziś rano i należy raczej do takich, których nie opowiada się publicznie, bo ludzie mogą nas wziąć za socjopatę.

Po podniesieniu klapy od sedesu okazało się, że leci rdzawo-czerwona woda. Moją pierwszą myślą nie było to, że przecież miało nie być wody w tym dniu i pewnie spływają pozostałości z rur. Nie. To była druga myśl. Pierwszą myślą było: „Kurde, zarżnęli kogoś w wodociągach?”.

Czasami naprawdę boję się swoich myśli. ;)

#hMliX

Do tej pory jest mi za to wstyd i czuję się jak stalker, ale przez kilka lat miałem dostęp do historii haseł wyszukiwarki na koncie Google mojej kierowniczki. Kiedyś musiała zalogować się na wspólne konto Gmail i nie wylogować. Na co dzień korzystała z innej poczty, więc pewnie o tym zapomniała. Zorientowałem się przez przypadek, kiedy po zalogowaniu na YouTube pojawiały mi się dziwne podpowiedzi do „zobacz ponownie”. I tak, od strony do strony, przeszedłem do historii wyszukiwania w Google. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie wyszukiwał nigdy głupot, ale po tym, co tam było, zupełnie straciłem do niej szacunek.
Zapracowana i zawsze mądrzejsza od wszystkich w pracy, okazała się po prostu ponadprzeciętnie głupia. Sprawdzanie, co tam robiła dziś w biurze i po pracy stało się dla mnie rutyną. Wiedziałem, kiedy planuje urlop, o którym wszystkim powie ostatniego dnia. Wiedziałem, że wcale nie jedzie do Karpacza, tylko leci na Fuertę i że przez 8 godzin wyszukiwała promocji na kostiumy kąpielowe, czytała życiorys Edyty Górniak i sprawdzała ile lat ma Cezary Pazura, zamiast przygotowywania raportu, na który tak głośno narzekała. W końcu widziałem, jak zajmuje się dzieckiem po notorycznie wypisywanych hasłach „Jak zająć sześciolatka na godzinę”, „Jak upiec ciastka w 5 minut”,  „Jedzenie dla dziecka na wynos”, „Jak dziecko połknęło guzik, to czy muszę jechać na pogotowie?”, „Gorączka dziecka co to znaczy?”, „Czy jak wyjdę, to dziecko budzi się w nocy?”. Facepalm za każdym razem. Brak podwyżek dziwnie zbiegał się z „odsysanie podbródka Warszawa” i „tania sprzątaczka codziennie”. Do tego były: „gotowa umowa wzór”, „o czym rozmawiać z podwładnym”, „jakie miny wzbudzą respekt pracownika”... WTF? :D 
Wyrzuty sumienia pojawiły się, kiedy wychodziła wcześniej z pracy, a ja wiedziałem, że chodzi o problemy małżeńskie i terapię. Ba, wiedziałem dokładnie, jakie to problemy, bo wszystko pełnymi zdaniami wyszukiwała w Google. 
Nigdy się o tym nie dowiedziała, zmieniła kompa, więc problem zniknął sam, a i ja też już z nią nie pracuję. Pilnujcie, gdzie się logujecie!

#KU6Ku

Jestem już dorosłym człowiekiem, kończę studia, mam za sobą pewne doświadczenia związkowe. Wychowałem się w domu z bratem i rodzicami. Wydawałoby się, że zawsze byliśmy zgraną rodzinką, która lubi ze sobą spędzać czas. Niemniej zabrakło w niej według mnie jednego czynnika. Otóż rodzice nigdy, odkąd pamiętam, nie okazywali sobie czułości cielesnej. Chociaż może źle się wyraziłem... były (i są) pocałunki w policzek czy w czoło, ale nic więcej. Nigdy nie widziałem, żeby była między nimi jakaś chemia. A starałem się dobrze przyglądać. Wiadomo, że z takimi sprawami się ukrywa. Ale chyba to nie jest normalne, że w zdrowym małżeństwie nie dąży się do sytuacji sam na sam z małżonkiem chociaż raz na jakiś czas. Oglądam filmy czy seriale, w których mówią, że w wieku 50 lat to już „tylko” raz w tygodniu. A tutaj jestem pewny, że przez miesiące lub nawet lata nie mieli okazji na cokolwiek, bo zawsze albo ja, albo brat byliśmy w domu. Chyba że wynajmowali w tym celu pokój w hotelu w godzinach pracy... Jak się zrobiliśmy starsi, to staraliśmy się z bratem wysyłać rodziców na wyjazdy we dwoje, na które jeździli niechętnie i wracali prędzej pokłóceni niż w skowronkach. 
Na co dzień sypiają w innych pokojach. Rozumiem, że wygodniej jest mieć duże łóżko tylko dla siebie, ale chyba jak się kocha kogoś, to się chce go/ją mieć jak najbliżej. Ale oni śpią osobno, odkąd tylko pamiętam. Długo myślałem, że wszyscy tak mają, i odbiło się to na mojej psychice. Nie umiem inicjować zbliżeń z dziewczynami. Pociągają mnie, marzę o tym, ale przez to, że seksualność była czymś obcym w domu, to wydaje mi się nienaturalna, nie na miejscu. Lubię sprośności, ale jak je komuś mówię, to czuję się... gorszy. Temat seksu wydaje mi się ogromną tajemnicą, o której można mówić tylko szeptem na ucho.

Od razu mówię, że rodzice nie kłócą się jakoś często, w każdej innej kwestii to normalne, w miarę zgrane małżeństwo. Po prostu mam wrażenie, że matka dała ojcu szlaban na zbliżenia jakieś 20 lat temu. Tylko o co foch może trwać tyle lat? Marzę o tym, żeby kiedyś wrócić do domu, jak będą się w pośpiechu spoceni ubierali...

#J2BxK

Obecnie mam 25 lat, niedawno dowiedziałam się, że mam raka w zaawansowanym stadium. Marna szansa, abym w pełni się z tego wyleczyła. Cóż mi więc pozostało? Jedynie pogodzić się ze swoim losem.
Nie mówiłam o tym nikomu, jedynie chłopakowi, na którym mogłam polegać, a przynajmniej tak mi się wydawało. Ten zostawił mnie jednak i powiedział, że to go przerasta, nie może już dłużej ze mną być. Śmieszne, bo po niecałym tygodniu był już w związku z jakąś inną dziewczyną, widziałam na Facebooku. Zostawił mnie właśnie wtedy, kiedy najbardziej potrzebowałam wsparcia. Serce pękło, zostałam z tym całkiem sama.

#RNdqv

Mój kot zakochał się w mojej dziewczynie. Odkąd tylko zaczęliśmy widywać się u mnie, Toffi nie opuszcza jej na krok, kiedy ona wychodzi, zaczyna żałośnie miauczeć, snuje się smętnie po domu, zachowuje się jak nieszczęśliwie zakochana nastolatka. Słucha też tylko jej. Przykład? Od czterech lat próbujemy całą rodziną oduczyć go drapania mebli, bezskutecznie. Izie wystarczyło kilka minut, powiedziała mu coś w stylu: „Nie podoba mi się, kiedy tak się zachowujesz” i problem rozwiązany! Gdy oglądamy film na kanapie, Toffi siedzi na jej kolanach i nie ma siły, która by go stamtąd ruszyła, miewa też napady zazdrości, kiedy chcę pocałować swoją dziewczynę, raz nawet ugryzł mnie w brodę, poza tym strzela fochy i prycha. Iza się z tego śmieje, ale czuję, jakby nawet wolała sierściucha ode mnie. Z nim wita się najpierw, jego mizia po główce, jemu przynosi smakołyki, prawi komplementy... Jestem przekonany, że gdyby Toffi był człowiekiem, zrobiłby wszystko to samo dla niej, jest w nią wpatrzony jak w obrazek.

Nie wiem, czy moja luba jest jakąś zaklinaczką czy czymś takim, że tak oczarowała tego kota, ale zaczynam być poważnie zazdrosny. Nie pamiętam, kiedy ostatnio spędziliśmy czas sam na sam. Mój kot odbija mi dziewczynę.
Dodaj anonimowe wyznanie