#qieZe

Od roku jestem w związku z moim przyjacielem, ale już nie czuję do niego miłości i od jakiegoś czasu chcę zerwać. Jednak nie wiem, co mu powiedzieć, by go mocno nie zranić, mimo wszystko zależy mi na nim i nie chcę, by cierpiał. Nie mam pojęcia jak ubrać słowa, boję się jego reakcji. Jestem pod ścianą, a nie mogę dalej ciągnąć tego związku, skoro niczego już nie czuję...

#uWp8J

W rodzinie i wśród znajomych razem z mężem jesteśmy uważani za idealną parę, parę, która dzieli obowiązki, zwłaszcza w wychowywaniu dzieci.
Dzieci mamy dwójkę, obecnie sześć i siedem lat.
Odkąd dzieci skończyły odpowiednio rok i dwa lata, w każdą niedzielę na zmianę jedno z nas zabiera dzieci albo do sali zabaw, albo na przejażdżkę rowerową lub w inne miejsce, wiele zależy od pogody – tak, by drugie miało kilka godzin odpoczynku, odpoczynku całkowitego, bez żadnych obowiązków domowych i rodzinnych.
Ja lubię ten czas poświęcić na gorącą godzinną kąpiel w wannie, a później leżenie na kanapie i bezmyślne klikanie w telefon, mąż, gdy jego jest wolna niedziela, wychodzi powłóczyć się sam po mieście. Moje koleżanki dopytują, jak to wywalczyłam (również fakt, że na zmianę gotujemy, sprzątamy czy robimy pranie). Moja odpowiedź? Że wszystko mieliśmy przedyskutowane przed ślubem, że jak któreś z nas ma jakieś obiekcje, to rozmawiamy – wiecie, tacy z nas kulturalni i inteligentni ludzie.
A prawda?
A prawda jest taka, że jak dzieci były małe i nie dawałam rady, zostawiłam męża samego z dziećmi i wyjechałam do rodziny na tydzień, wybrałam czas, jak teściowa będzie w sanatorium, by zrozumiał ogrom pracy przy dzieciach. Gdy wróciłam, były krzyki, płacz, a dopiero później rozmowa i kompromis.
Ale tego nikomu nie powiemy, bo my „tacy kulturalni ludzie” jesteśmy.

#uZALp

Myślę o pójściu na całkowicie inne studia od października 2027. I tutaj zaczynają się „ale”. Miałabym wtedy 24 lata, przy dobrych wiatrach nowe studia skończyłabym w wieku 27 lat i mogłabym już pracować, ale zostałaby jeszcze magisterka 2 lata, którą mogłabym robić zaocznie. I o ile planowałam poczęcie dziecka w wieku ok. 30 lat, to miałam wizję, że wcześniej się czegoś dorobię...
Kolejne „ale” – jeśli wybrałabym ten zawód i gdyby były dzieci, to nie widzielibyśmy się prawie w ogóle z moim partnerem, bo jest to praca zmianowa, a on sam pracuje już na zmiany. Dodatkowo mieszkamy bardzo daleko od naszych rodziców, więc nie moglibyśmy liczyć na ich częstą pomoc...

Więc przesądziłam o swojej karierze w wieku 19 lat :(((

#Zv3kq

Moja relacja z mamą nigdy nie była dobra. Nie kocham jej, nawet jej nie lubię jako człowieka. Miewa dobre momenty, daje mi dach nad głową, jedzenie i pomaga jak może, ale nigdy nie czułam od niej tego, że mnie kocha. Czasem mam wrażenie, że ona nawet nie lubi być matką.

Na początku roku trafiła do szpitala, musiała przejść operacje usunięcia woreczka żółciowego, jak wyszła, to wszyscy wokół niej skakali i byli mili, robiliśmy wszystko, żeby doszła do siebie.

Czasem zastanawiałam się, co by było, jakbym ja trafiła do szpitala. Czy by się przejęła? Czy byłaby milsza? Czy przyjechałaby?

Miałam okazję się przekonać w tym tygodniu. Trafiłam na SOR z bólem brzucha, po badaniach wyszło, że mam kamienie w woreczku żółciowym, więc to samo co ona na początku roku. Trafiłam na oddział, w środę była operacja. Ona „nie mogła” przyjechać, bo była w pracy. Przyjechała moja babcia, za co jestem jej wdzięczna. Powiedziała mi jednak coś, co sprawiło, że przekonałam się, iż praca to była tylko wymówka. Cytując: „Po co będziesz jechać, ona i tak będzie spała cały dzień”. Moja babcia jej odpowiedziała: „Ciekawe, jak byś ty się czuła, jakby do ciebie nikt nie przyjechał”.

Nie wspomnę już o tym, że nawet jak byłam w szpitalu, to potrafiła się czy to telefonicznie, czy osobiście czepiać o głupoty, a jak wróciłam, to już w ogóle nie mogła się powstrzymać.

I wiecie co? Ja naprawdę chciałabym ją kochać, zrozumieć, że ma też inne rzeczy na głowie, ale... Tu się przejawia zwykła ludzka empatia do drugiego człowieka, już nie mówiąc, że empatia i szacunek do własnego dziecka.

#RTOnL

Moja mama jest bardzo religijna i po całym domu mamy porozwieszane krzyże i obrazy. Kupuje mi nawet specjalne ubrania do kościoła i nigdy nie pozwalała mi chodzić do kościoła w dżinsach, bo „dziewczynie nie wypada”. Za to mój brat może iść po prostu w dżinsach i podkoszulku. Ot, równość.

#1VCWP

Dziś moja nowa dziewczyna opowiadała mi o swojej koleżance, która pojechała na randkę w góry. Opowiadając przebieg randki, zaznaczyła, że tamten facet powiedział do jej koleżanki, że jest bardzo ładna itp. i że chciałby robić zdjęcia widokom, ale woli jej. Kobiety wspólnie uznały tego gościa za mało pewnego siebie i to była ich ostatnia randka. Od razu przypomniałem sobie sytuację, gdzie jakoś pół roku wcześniej powiedziałem innej kobiecie na naszej drugiej randce, że jest naprawdę ładna i tak naprawdę dzieli nas kilka leveli atrakcyjności, a ona zapytała mnie, dlaczego jestem tak mało pewny siebie i więcej się ze mną nie chciała umówić :)
Dochodzę do wniosku, że strach w tych czasach powiedzieć kobiecie, że jest atrakcyjna, bo od razu cię zaszufladkuje jako mało pewnego siebie desperata.

#DqO5t

Mieliśmy z 10 lat. Czwarta klasa szkoły podstawowej. Ja i mój kolega spędzaliśmy przerwę, grając na telefonie w gierki, aż tu nagle przeszła obok nas koleżanka z klasy i zapytała, czy przygotowani jesteśmy na kartkówkę. My popatrzyliśmy na siebie i prawie równocześnie zapytaliśmy, o jaką kartkówkę jej chodzi. „No przecież na ostatniej lekcji pani zapowiadała” – odpowiedziała koleżanka i odeszła. Od razu przystąpiliśmy do opracowywania planu uniknięcia pisania kartkówki. Na pewno nie wchodziło w grę to, by pojawić się na lekcji. A przynajmniej nie na pierwszych 15-20 jej minutach. Najlepszą opcją było schowanie się gdzieś na ten czas. Toaleta? Zbyt oczywiste, od razu by nas tam nauczycielka znalazła. Bufet? Nie przejdzie. Wpadliśmy więc na pomysł piwnicy. Tam nauczyciele nie schodzą, a kręcące się tam panie sprzątające raczej nie powinny zwrócić na nas uwagi, nie w kryjówce, którą wybraliśmy. 
Piwnica składała się z dużej hali, na której końcu było rozgałęzienie. Skręcając w prawo, można było trafić do szatni, wybierając ścieżkę w lewo natomiast, trafiało się na korytarz, na którego końcu były stare ławki, krzesła oraz kilka materacy. Dzięki odpowiedniemu ułożeniu tych przedmiotów mogliśmy się ukryć na amen, szczególnie że panie sprzątające tam nie zaglądały. Wraz z kolegą usadowiliśmy się w kryjówce i zaczęliśmy grać na telefonach. Postanowiliśmy, że spędzimy tu całą lekcję, by uniknąć sytuacji, w której na sam koniec zajęć pani kazałaby nam napisać jednak tę kartkówkę. Przez pół godziny z przyjemnością siedzieliśmy w naszej prowizorycznej kryjówce, ciesząc się, że udało nam się uniknąć kartkówki i przechytrzyć nauczycielkę. Nagle jednak zaczęły się problemy. Kolega wyszeptał do mnie, że musi iść do łazienki. Oczywiście powiedziałem mu, że nie ma opcji, bo nas wtedy zobaczą, i że musimy pozostać w kryjówce aż do końca lekcji i wtedy będzie mógł pójść. Po pięciu minutach kolega powiedział, że naprawdę bardzo pilnie musi pójść do łazienki. Odpowiedziałem, że za dziesięć minut będzie przerwa i musi jeszcze wytrzymać, bo nasz plan nie może pójść na marne. Po upływie dziesięciu minut usłyszeliśmy dzwonek na przerwę. Wyskoczyłem i krzyknąłem: „Zwycięstwo!”, ciesząc się z przechytrzenia naszej pani. O wiele mniej euforycznie zareagował mój kolega, który skulony siedział pod ścianą. Zapytałem go: „Nie cieszysz się? Uniknęliśmy kartkówki! Wygraliśmy!”. Odpowiedział cicho: „Cieszę się”. Po chwili poczułem brzydki zapach w powietrzu i zrozumiałem, jaką cenę mój kolega zapłacił za odniesienie tego zwycięstwa... 
Może i wrócił do domu z brudnymi majtkami, ale za to bez jedynki w dzienniku.

#ePigC

Mam 20 lat. Od kilku miesięcy moi rodzice, ja i 74-letnia babcia przeżywamy piekło z moim 49-letnim wujkiem (starszym o 10 lat bratem mojej mamy). 
Mój dom jest podzielony na dwie części z osobnymi wejściami: w pierwszej mieszkam ja z rodzicami, w drugiej wujek z babcią. Wujek od młodości miał bardzo burzliwe życie. W 1997 roku w wieku 20 lat został ojcem z dziewczyną poznaną jeszcze w podstawówce, która nie miała wtedy skończonych 16 lat. Zanim ukończyła 18 lat, była w ciąży trzykrotnie. Ostatecznie doczekali się piątki dzieci (dziś mają od 20 do 29 lat). Ich małżeństwo od początku było pasmem nieszczęść: wszechobecne pijaństwo, karczemne awantury wszczynane przez lata, ciągłe interwencje policji i niebieskie karty. W 2017 roku po jednej z takich burd żona w końcu spakowała mu rzeczy i wystawiła za drzwi, a w 2018 roku rozwiodła się z nim i zażądała alimentów. Wujek wrócił do naszego domu, gdzie początkowo był całkowicie zamknięty w sobie, ale w miarę spokojny.

​Wszystko zmieniło się diametralnie w maju 2026 roku. Wyszło na jaw, że wujek nigdy nie płacił alimentów, przyszedł mu list z długiem sięgającym kilkudziesięciu tysięcy złotych. Porzucił legalną pracę, musiał usunąć konto w banku i zaczął pracować na czarno. Do tego jego była żona (której w wieku 45 lat nie w głowie było rezygnowanie z małżeństwa) wyszła za mąż. Za jego najlepszego przyjaciela ze szkolnej ławki, który latami mieszkał z nimi pod jednym dachem i namawiał ją do odejścia od wujka.

​Od tamtej pory wujek stał się tykającą bombą emocjonalną. Pije i bez przerwy wszczyna piekielne awantury. Początkowo dręczył babcię, a gdy ja z mamą i tatą stajemy w jej obronie, agresja przechodzi bezpośrednio na nas. Dom dosłownie dudni od wrzasków, siarczystych wulgaryzmów, trzaskania drzwiami, rzucania przedmiotami i tupania w podłogę.

​Sytuacja drastycznie eskalowała we wrześniu, gdy po zdecydowanym sprzeciwie naszej rodziny uśpiono ich 15-letniego psa, który krztusił się od dwóch lat. Od tej pory wujek zgotował nam codzienny terror psychiczny. Stoi godzinami pod ścianą i podsłuchuje nasze prywatne rozmowy, a potem złośliwie szydzi z tego, co powiemy, lub robi gigantyczną awanturę, gdy rozmawiamy na jego temat.

​Kiedy we wrześniu dopadła mnie ciężka grypa i mocno kaszlałem, wujek stał tuż za ścianą i ostentacyjnie przedrzeźniał każdy mój kaszel.

​Kiedy wracam z zakupów do domu, a wujek pali w oknie, nagle w moją stronę leci krzyk przez okno: „Co się k***a gapisz?!” lub inne ordynarne uwagi pod moim adresem.

​Czujemy się jak więźniowie we własnym domu. Boimy się wezwać policję, bo obawiamy się, że jego agresja jeszcze bardziej wzrośnie. Nie wiemy, jak zmusić tego starego, siwego dziada do opamiętania się, jak ukrócić jego toksyczne zachowanie i odzyskać wreszcie święty spokój.

#3Fu0C

Jestem tak rozjechana psychicznie, że odczuwam poczucie winy po tym, jak odmówiłam randki koledze z pracy, bo mam z mężem rocznicę ślubu. Najgorsze jest to, że mąż jest alkoholikiem i kompletnie nic nie robimy z okazji rocznicy i chyba naprawdę wolałabym ten czas spędzić miło w towarzystwie kogoś innego. Kogoś, kto nie będzie spał pijany.
Dodaj anonimowe wyznanie