Po latach dojrzałem do tego, żeby odinstalować bloker reklam, bo to kurczę jest nie w porządku, że się go używa. Ludzie się męczą, pracują nad tymi swoimi stronami i chcą mieć z tego jakieś pieniądze. Za pracę należy się zapłata. Postanowiłem więc, że nie będę blokował reklam. W ogóle. Od dziś będę lepszym, sprawiedliwym człowiekiem – tak pomyślałem.
Godzinę później znerwicowany i z totalnie zamulonym kompem instalowałem bloker z powrotem.
W pierwszych dniach nowego technikum szybko poinformowali nas o motywacji, jaką kuszą uczniów, aby starali się spełniać 100% frekwencji w ciągu roku. Powiedzieli, że jakiś tamtejszy zarząd tak pilnym uczniom oferuje ponad dwa tysiące złotych w ramach nagrody.
Po roku pobytu tam stwierdzam, że ja żem w życiu tylu ludzi w szkole dzień po dniu nie widział. :D
Wstyd mi przyznać, że dałem byłej mnie oszukać, że jest bezpłodna, zrobić sobie ze mną dziecko i robić mnie na hajs, a potem znęcać się nade mną latami. Zasądzone alimenty wynoszą ponad 75% moich dochodów, a ja nie jestem psychicznie w stanie o siebie zawalczyć i złożyć pozew o ich obniżenie.
Wiecie, jakie jest najgorsze uczucie na świecie? Takie, w którym kochasz drugą osobę tak bardzo, że mógłbyś zrobić dla niej wszystko, skoczyć w ogień albo wyjechać na koniec świata, ale nie możesz, bo od ponad dwóch lat jesteś tylko jego kochanką, głupią laską, która nie umie pojąć, że to nie ma sensu, że i tak nigdy nie będziecie razem. Nie życzę tego nikomu.
Od 30 lat jestem uzależniony od niezbyt typowego fetyszu, jakim są łaskotki. Konkretnie – łaskotki stóp kobiet, choć tułowiem i pachami też nie pogardzę. Do tego dochodzi oczywiście skrępowanie ofiary, bo, bądźmy szczerzy, mało kto wytrzyma tego typu zabiegi bez unieruchomienia.
Zawsze zdawałem sobie sprawę, że dziewczyny z takimi upodobaniami nie znajdę. Do lania po tyłku czy fetyszu stóp jeszcze się da, ale łaskotki toleruje pewnie jedna na tysiące. Nie mówiąc o czerpaniu z tego jakiejkolwiek satysfakcji. A gdy byłem młody, Internet był w powijakach i nie istniały jeszcze serwisy o tej tematyce. Zresztą do dziś społeczność łaskotkową w Polsce można policzyć na palcach niewielu rąk, no i oczywiście w 90% to faceci. Największym moim marzeniem było zostać producentem filmów o tej tematyce. Ale na początku wieku trudno było o dobre łącze internetowe, nie istniały też jeszcze platformy do sprzedaży własnych klipów. Do tego sprzęt, oświetlenie, umiejętność operowania kamerą, postedycja, marketing... no i same modelki, których pewnie i tak bym nie znalazł (ewentualnie za sporą kasę). Zresztą zdaję sobie sprawę, że te produkcje są trochę naciągane. Te, które się naprawdę boją nie zgodzą się na występ, a te bardziej wytrzymałe nie przyciągną zainteresowania odbiorców.
I tak pozostają mi filmy, zdjęcia i opowiadania i fantazje, bo nawet gdy coś robię z żoną, mam przed oczami śmiejące się dziewczyny. Ona oczywiście wie/podejrzewa, że coś tam sobie oglądam, ale dopóki nie ma to przełożenia na realne działania, to chyba nawet woli takie dewiacje niż typowe filmy dla dorosłych czy tym bardziej gadanie z innymi kobietami.
Od kilku lat nie mieszkam już z rodzicami oraz nie rozmawiam z ojcem alkoholikiem.
Ostatnio dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Jako że jestem na zwolnieniu, postanowiłam na parę dni pojechać do mamy oraz z rana chciałam bardzo pojechać na targ. Pierwszego dnia mojego przyjazdu mama z babcią kręciły się wokół mnie – a to winogronko, a to pączek, a to herbatka itd. W tym całym zamieszaniu nie zwracały uwagi na mojego biednego, pijanego ojca. Mój stary pokój jest nad tzw. gankiem, przedpokojem, z którego wszystko doskonale słychać. Usłyszałam rozmowę między babcią a ojcem:
Ojciec: Kiedy ona stąd wreszcie pojedzie?
Babcia: Co ty chcesz, niech siedzi.
Później, jak ojciec przyszedł do swojej nory, to słychać było brzdęk butelki.
Bogu dzięki, że opuściłam ten dom i przyjeżdżam tylko, jak coś potrzebuję. Od razu uprzedzę wasze komentarze: wiem, że to chore; ojciec jest jedynym synusiem babci, więc wydaje mi się, że takie dzieci zawsze są pod kloszem; moja mama jest już głęboko współuzależniona, zamawiałam wizyty do psychologów, ale niestety nigdy nie ma czasu.
Moja największa wtopa podczas egzaminu na prawo jazdy? Zapomniałam zabrać egzaminatora...
Przemawia do was zimny sk*****, który nie pomógł kobiecie, gdy ta doświadczała przemocy domowej, ale od początku...
Od klasy 3 byłem prześladowany przez dziewczynę, która chodziła wówczas do klasy 5, wiodła prym w swoim „gangu szkolnym”. Nie wiem, co ona sobie we mnie upatrzyła, ale wymyślała ze swoją grupą co rusz nowe pomysły, aby mi dokuczyć, od posklejania zeszytów i książek, przez wymuszanie kasy pod groźbą pobicia, po kradzieże. Interwencje u nauczycieli tylko pogarszały sprawę, byłem uznawany za konfidenta i pipę, która daje się bić przez dziewczynę. Ta gehenna trwała do końca jej gimnazjum (dodam, że szkoła wówczas była zespołem szkół z podstawówką i gimnazjum). Od kiedy poszedłem do liceum, postanowiłem, że nigdy nie będę czyjąś ofiarą. Zapisałem się na siłownię i boks, dziś jestem gościem, do którego lepiej nie podchodzić, ale o gołębim sercu, który z chęcią pomoże komukolwiek.
Wyznanie właściwe...
Jakiś czas temu, gdy robiłem zakupy, byłem świadkiem pewnej kłótni między parą, mianowicie kłócił się z wyglądu typowy osiedlowy Seba z pewną dziewczyną, też można byłoby przypisać wygląd Karyny. W pewnym momencie Seba dał jej z liścia tak, że się przewróciła. Wtedy pomyślałem „O nie, skoro on taki damski bokser, to może niech spróbuje do mnie wyskoczyć...” i oczywiście podszedłem do nich i z miejsca dałem mu przysłowiowego „lepa”. Tak jak myślałem, do słabszych kozak, a z równym sobie p****. Przyjrzałem się z bliska dziewczynie, widać było siniaki na jej ciele, czyli ofiara przemocy domowej, chciałem jej pomóc, ale gdy spojrzała się na mnie... tak patrzę, skądś ją kojarzę. Wtedy wspomnienia ze szkoły do mnie wróciły. TAK, W OFIERZE PRZEMOCY DOMOWEJ ROZPOZNAŁEM SWOJĄ OPRAWCZYNIĘ Z LAT SZKOLNYCH. Wtedy chęć jej pomocy od razu minęła i odszedłem ze swoimi zakupami.
Przypadkiem dowiedziałem się, gdzie oni mieszkają, więc podpytałem się sąsiadów o tę parę. Potwierdzili, że mają niebieską kartę, co najmniej raz na 2 tygodnie przyjeżdża policja, ale ilekroć się nie zjawią, ona broni swojego Seby. Czyli tak jak myślałem, typowa ofiara przemocy, chociaż w tej kwestii mam względnie czyste sumienie. Nawet gdybym faktycznie jej pomógł, zaraz by do niego wróciła.
Pewnie pomyślicie, że jestem zwyczajnym draniem, który przyzwala na przemoc. Owszem, nie jestem dumny z tego powodu, ale odpowiedzcie sami na pytanie, czy chcielibyście pomóc osobie, przez którą swoje też wycierpieliście?
A co do Ciebie, kobieto, mogę napisać, że los się na tobie zemścił :)
W mojej rodzinie wszyscy to tak zwani „psiarze”. W domu zawsze były psy, ale ja nie lubię psów. Dla rodziców były jak kolejne dzieci, dla mojego rodzeństwa jak najlepsi przyjaciele, a dla mnie jak wścibscy współlokatorzy. „Oficjalnie” podział psów był taki: jeden moich rodziców, jeden młodszej siostry i dwa starszej siostry. Ja swojego „na własność” nie miałem. Wszyscy stwierdzili, że to dlatego nie lubię psów i na urodziny zamiast upragnionego prezentu dostałem właśnie zwierzaka. Od razu wyjaśniłem im, że to było bardzo nieodpowiedzialne, że to niczego nie zmienia, że nie zamierzam się nim zajmować. Machnęli na to ręką, twierdząc, że się przyzwyczaję.
Całą wyprawkę malucha zostawiłem na korytarzu i nie wpuszczałem go do swojego pokoju. Nieraz były kłótnie, gdy pies nasikał albo nasrał w domu. Nic do nich nie docierało. Na szczęście moja młodsza siostra zaopiekowała się maluchem. Niestety przez to moi rodzice zaczęli traktować mnie bardziej oschle, stałem się mniej ważny niż psy.
Na szczęście za rok idę na studia, wyprowadzam się i pierwsze co robię, to kupuję sobie kota, o którym marzyłem, odkąd pamiętam.
Co jakiś czas pojawia się informacja o próbach wyłudzenia pieniędzy przez fałszywe zbiórki, takich drobnych przekrętów jest niemało. I tutaj pojawia się problem dla osób, które naprawdę potrzebują pomocy.
Od pięciu lat leczę się – zaczęło się od depresji i anoreksji, potem uraz kręgosłupa w wypadku (przy RTG wyszło, że i zwapnienie tkanek miękkich), uszkodzenie słuchu i błędnika (które były skutkiem przesuniętych w wypadku kręgów na poziomie C4/C5). Przez większość tych wydarzeń przeszedł ze mną mój obecny mąż (wypadek samochodowy miał miejsce podczas naszej pierwszej wspólnej wycieczki – kierowca jadący za nami nie zareagował na to, że jest awaryjne hamowanie przed zjazdem na autostradę i skasował nam cały tył). Jako że moja mama zawsze na mnie krzyczała, gdy się żaliłam, to o swoim zdrowiu czy sytuacji materialnej ani jej, ani nikomu innemu nie mówiłam. Jakoś z mężem dawaliśmy sobie radę, może nie było nas stać na wakacje czy wyjście do restauracji, ale było OK. Niestety w tym roku to mój mąż trafił do szpitala. Podejrzenie wylewu, na szczęście niepotwierdzone badaniami, za to wyszło sporo innych komplikacji zdrowotnych. Jego dochodzenie do siebie trwało ponad 2 miesiące, a to on jest główną osobą utrzymującą rodzinę (ja pracuję u niego, on jest szefem małej firmy, generującej niewielki zysk, ale po prostu kocha to, co robi i sprawia mu to ogromną radość).
Mieliśmy w te wakacje chociaż załatać dach. Sytuację mamy fatalną, przecieka, na suficie, ścianach i w szafkach grzyb, na korytarzu odpada sufit. Odłożone pieniądze, które zbieraliśmy na ten cel trzy lata, musieliśmy przeznaczyć na życie, leki, rehabilitacje. Więc założyłam zbiórkę, opisując w niej moje choroby, bo na to mam pełną dokumentację. Próba proszenia obcych ludzi o udostępnienie (i dodanie, że mam dokumentację, a poza tym za każdy grosz się odwdzięczę) kończy się wyzwiskami o oszustach, które za*ranej d*py do pracy nie ruszą.
Pozostało tylko wierzyć, że przez kilka najbliższych lat przetrwamy, bo kredytu nikt nam nie da.
Dodaj anonimowe wyznanie