#RKiYp

Kandydatka do pracy przyszła do mnie na rozmowę rekrutacyjną. W połowie spotkania wzięła kubek z wodą i ostentacyjnie przechyliła go nieco mocniej przy ustach. Krople wody zaczęły jej spływać po brodzie, szyi i aż na dekolt, mocząc jej bluzkę. Przez cały czas nie odrywała ode mnie wzroku.

Praca na moim stanowisku to przez to masakra. Ciągle mam takie przypadki i z reguły i założenia to bym od razu takie paniusie wyrzucał na drzwi, a z drugiej strony się boję, że jak one stosują takie sztuczki, to jak ich nie przyjmę, to mnie w takiej sytuacji pozwą o dyskryminację i jeszcze oskarżą o nie wiadomo co.

#eVkGF

Pamiętacie to wyznanie, w którym ktoś kupował przez cały rok prezenty na święta? Ja robiłam tak samo. Tylko zamiast prezentów kompletowałam wyposażenie nowego mieszkania.

Wpadłam na ten pomysł mając 15 lat. Dorabiałam sobie pieniądze, więc mogłam sobie na to pozwolić. Kiedy nadszedł dzień wyprowadzki, nie musiałam wydawać ogromnej sumy pieniędzy na np. talerze, sztućce, kubki etc.
Przez 5 lat nazbierałam chyba 6 albo 7 kartonów.

#d28Qw

Dzisiaj przeczytałam wyznanie na temat zabierania drzwi jako kary, u mnie w domu była również stosowana.
Może wam się wydawać to śmieszne, ale była to najgorsza kara, jaką sobie mogłam wymyślić.
Gdy moi rodzice kazali mi posprzątać kuchnię gdy miałam 6 lat, biegłam do pokoju ile sił i trzaskałam drzwiami, po czym mój kochany tata przychodził, mówił "nie trzaskaj drzwiami", na co ja znów trzaskałam. Wtedy mój opiekun brał drzwi i stawiał obok zawiasów. Oczywiście ja w ryk, że nie może mi tak robić. Mój kochany ojczulek wtedy odchodził do swojego pokoju.

Tu bym mogła skończyć, gdyby nie to, że mój 6-letni móżdżek wymyślił, że zrobi na złość tacie i włoży drzwi z powrotem. Jak pomyślałam, tak zrobiłam... no prawie.
Drzwi były jednak trochę cięższe niż mi się na początku zdawało i wywróciły się na mnie, robiąc przy okazji dziurę w ścianie.
Przyszli rodzice i pojechaliśmy do szpitala. Brew rozcięta - 3 szwy, a drzwi nie miałam do końca 8 roku życia :)
Tak oto rodzice zadbali o moje zdrowie.

#6vLZc

Z pewnością większość z Was kojarzy Danonki.

Nie wiem, czy nadal tak jest, ale gdy miałam około 8 lat, dołączane były do nich różne magnesy z literkami, było tego kilka serii.
Danonki jadłam może z pięć razy w życiu.
Za to cała moja lodówka była zawalona tymi magnesami.
W domu się nam wtedy zbytnio nie przelewało, więc szkoda było pieniędzy na takie "pierdoły".
Skąd miałam te magnesy?

Na każdych zakupach mój tato przyczajał się i wyciągał kilka magnesów spod tekturek.
Wiem, że to nie jest najlepszy przykład dawany dzieciom, ale złodziejką nie zostałam :D
W sumie jak sobie o tym teraz pomyślę, to trochę mi za niego wstyd ;)
Nie robiłam histerii, że chcę magnesy, po prostu rodzice widzieli jak świeciły mi się oczy, gdy widziałam reklamy Danonków w TV.

Przepraszam wszystkich, którzy po kupieniu Danonków rozczarowali się, bo nie znaleźli pod tekturką gratisowych magnesów - możliwe, że to mój tatko - typowy Janusz.

#3QBpd

Kilka miesięcy temu zostałam mamą. I sobie z tym nie radzę.

Ciąża była naszą świadoma decyzją. Bardzo chcieliśmy być rodzicami, zawsze zazdrościłam znajomym, którzy mieli już dzieci. Czułam, że macierzyństwo jest dla mnie. Lecz od kiedy pojawiła się na świecie nasza córka, wszystko wywróciło się do góry nogami. Brzmi banalnie, przecież to oczywiste. Poród był trudny, ale gdy ją zobaczyłam, poczułam wielkie szczęście. Jednak teraz gdy myślę o macierzyństwie, wolałabym nie zostać mamą. Brzmi strasznie i samą mnie przerażają te słowa, ale tak właśnie czuję. Kocham naszą córkę, jest urocza i nie jest bardzo problematycznym dzieckiem. Jest dla mnie niesamowitym cudem, który powstał z miłości, ale z drugiej strony denerwuje mnie, że nie mam już czasu dla siebie. Mówię tu o zwykłych czynnościach, jak wzięcie prysznica (biorę ją ze sobą do łazienki), zjedzenie w samotności śniadania itp. Że z partnerem nie możemy oglądnąć w spokoju serialu czy porozmawiać lub wyjść gdzieś jak kiedyś. Że moje piersi są pokryte rozstępami i mam bliznę po cesarskim cięciu. Wszystko mnie denerwuje. Mała nie chce za bardzo spać w dzień, więc nie mam chwili, żeby coś oglądnąć lub zrobić cokolwiek innego. Na początku spała, miała przynajmniej jedną dwugodzinną drzemkę, a teraz śpi na rękach, a po odłożeniu do łóżeczka się budzi i tak w kółko. Partner jest naprawdę kochany, pomaga mi jak może, ale pracuje, więc większość dnia jestem sama z dzieckiem w domu. Poza tym gdy wraca, jest naprawdę zmęczony i chciałabym, żeby też sobie odpoczął. Nieraz mówi mi, że mogę sobie jechać gdzieś na zakupy itp., ale karmię piersią, więc zawsze czuję presję czasu, gdy gdzieś wychodzę.

Wiem, że pewnie wiele matek tak ma, ale czuję, że nie radzę sobie emocjonalnie i chcę to z siebie wyrzucić. Po porodzie miewałam takie humory, prawdopodobnie baby blues, ale w końcu mi przeszło. Teraz znowu mnie dopadło. Odliczam codziennie godziny aż partner wróci z pracy, żebym po prostu czuła, że on jest. Nie mamy pomocy od nikogo, bo mieszkamy za granicą. Najchętniej wróciłabym już do pracy. Zamiast cieszyć się chwilami z dzieckiem, patrzeć jak rośnie i zdobywa nowe umiejętności, myślę tylko o tym, żeby już była trochę większa i mniej marudna. Czuję się strasznie z tymi wszystkimi myślami, bo co ze mnie za matka, to niewinne dziecko potrzebuje mojej miłości. I kocham ją, ale chyba nie tak mocno, jak powinnam.

#lqq3e

Jak każdy, mam problem - jest szkoła, na dodatek zdalnie, egzaminy za niedługo, wszystko się komplikuje. A ja nie mam chęci do nauki, obiecuję sobie, że od jutra wezmę się w garść, ale z każdym dniem jest coraz gorzej. Notatek nie piszę, no bo po co, udaję, że się uczę, ale oszukuję nie tylko nauczycieli.
Nie wiem jak mam znaleźć w sobie siłę, by pokonać tego lenia lub jakkolwiek to się nazywa. Czy tylko mnie dopada ten problem i nie może opuścić?

#agR64

Mój kolega ma dość dziwnego szefa. Zawsze jest przy nim dużo śmiechu, tylko nikt do końca nie jest pewien, czy szef akurat był poważny, czy robił sobie jaja...

Wpadłem kiedyś do niego na budowę, gdzie firma, w której pracuje robiła jakieś kable czy coś. Stoję i rozmawiam z kumplem i kilkoma jego współpracownikami, kiedy nagle jeden gość skoczył z dość wysokiego rusztowania. Wszyscy pełni podziwu już chcemy go pochwalić, kiedy nagle podchodzi ich kierownik, który akurat wszystko widział, i zaczyna dość niecenzuralnie ochrzaniać naszego bohatera: A ty taki owaki! Czy ciebie poje%$*o? itp. itd. Wszystkim nam zrobiło się dość głupio. Dotarło do nas, że rzeczywiście mogło mu się coś stać i w ogóle taki nieodpowiedzialny, jak by nie patrzeć w robocie jest... A szef dalej swoje - a że głupi, że jak jeszcze raz takie coś zobaczy, to go na zbity pysk wyrzuci...
Po czym zakończył słowami:
- Co ty sobie kurna wyobrażasz? Bez telemarku!?
I odszedł.

#VHL9H

Jestem w domu u mojej babci, widzę, że ona się szykuje, czesze, coś tam ogarnia, więc podchodzę i zagaduję.
- O! Babcia, a gdzie się tak szykujesz? Idziesz na jakąś imprezkę?
- Na bal. - Babcia odpowiada albo krótko, albo wolno, bo jest po udarze, ale tak ogólnie to wszystko z głową i ciałem w porządku, tylko ma zaburzenia mowy.
- Ooo, a gdzie, jaki?
- Do dupy...
- ...
- Na raki.
- ...
- Łapać...
- ...
- Szczupaki! - odpowiedziała, z ostatnim słowem uśmiechając się od ucha do ucha i śmiejąc się z tego, że mnie tak wyrolowała. :D Też się uśmiechnąłem, a w duchu cieszyłem się jeszcze bardziej, widząc, jak świetny humor jej dopisuje.

Jeszcze niedawno stała niemal dwiema nogami w grobie, nie mogła w ogóle mówić, była częściowo sparaliżowana i już była pewna, że to śmierć, że to koniec. A w tej chwili stała przede mną i śmiała się, jakby miała ze 20 lat, ciesząc się, że udał jej się nawet ten drobny żart. Jeśli uczyć się od kogoś hartu ducha, umiłowania życia i wewnętrznej siły, to właśnie od takich babć. Kocham, szanuję po wsze czasy.

#bCSuO

Jak byłam małą dziewczynką, to miałam idiotyczny nawyk. Wstydzę się tego do dziś. Nie wiem dlaczego.. świadkowie tego też nie rozumieli.
Mianowicie... Gdy tylko robiono zdjęcia, stawałam całkiem z przodu i... ściągałam spodnie.

Nie wiem dlaczego. Jest wiele zdjęć, z przyjęć, wesel... na których wszyscy zgromadzeni pozują do pamiątkowego zdjęcia, a ja stoję z gołym przodem i uśmiechem niewinnego aniołka.

Zniszczyłam tyle zdjęć, ile zdołałam. To gorsze od tych na nocniku... I dalej nie wiem, czemu rodzice mi na to pozwalali.
Dodaj anonimowe wyznanie