#f8HZq

Nie wychodzę z domu bez pełnego makijażu. Kiedyś bardzo chciałam zostać charakteryzatorką albo chociaż makijażystką, ale za namową rodziny poszłam na rozsądne studia typu rachunkowość. Teraz mam równie rozsądną pracę biurwy i niby nieźle mi idzie, ale z czasem coraz bardziej nie cierpię swojego życia. Robienie „mejkapu” przed pracą albo nawet wyjściem do biedry po bułki to jedyny naprawdę satysfakcjonujący moment w ciągu dnia.

#lm7Oo

Ludzie apelują, żeby okazywać imigrantom/uchodźcom tolerancję i wsparcie, ale coraz ciężej mi to idzie.

Żyję i studiuję w jednym z krajów UE. Mam znajomego, który pochodzi z Izraela, tam się wychowywał, ale ma obywatelstwo kraju, w którym mieszkamy i posługuje się jego językiem jak językiem ojczystym. Jest też ateistą. Postanowił on zacząć w zeszłym semestrze nowy kierunek studiów, orientalistykę, jednak przerwał po kilku miesiącach ze strachu o własne życie.

Po zajęciach z języka arabskiego podeszło do niego dwóch studentów, którzy zdecydowali się na ten kierunek/kurs, ponieważ był to ich rodzimy język. Wskazali małą przypinkę z flagą Izraela na jego plecaku (znamy się od prawie dwóch lat, zawsze nosi ze sobą ten plecak, a ja przypinki nigdy nie zauważyłam) i powiedzieli, że jeżeli zobaczą go tam jeszcze raz, zabiją go.

Kolega poszedł do profesora, aby to zgłosić, ale usłyszał, że sam jest sobie winny.

Jak być tolerancyjnym wobec takich ludzi? Jak okazywać im wsparcie, jeśli wszystko, co dają w zamian, to groźby i brak szacunku?

Chyba zamieniam się w rasistkę.

#d7q28

Sam nie wiem, ile razy zdarzyło mi się, że ludzie myśleli, że jestem gejem. Nie do końca wiem, skąd się to wzięło – być może dlatego, że z natury dużo się uśmiecham, lubię rozmawiać z ludźmi, mam spokojny głos, raczej łagodny charakter, i, podobno, jestem przystojny. Być może połączenie tych cech sprawia, że niektórzy mają mnie za homo, i to pomimo faktu, że mam żonę i dzieci. W każdym razie, co się natłumaczyłem, że nie jestem gejem, to moje.

Ostatnia tego typu sprawa miała miejsce na siłowni. Podczas ćwiczeń podszedł do mnie chłopak, młodszy ode mnie, i zagadał o treningach. Miło się rozmawiało i na koniec gość pyta, czy następnym razem poćwiczymy wspólnie, bo on nikogo tu nie zna. Ja na to, że jasne, czemu nie, ćwiczę co drugi dzień od 12 w południe, taka rutyna. No i za dwa dni gość czekał na mnie punktualnie o 12, zrobiliśmy razem trening, ja skończyłem trochę wcześniej niż on, idę do szatni, a on rzucił za mną coś, co zabrzmiało jak „to do zobaczenia pod prysznicem” – przy czym kiepsko to usłyszałem, bo byłem parę metrów od niego. Chwilę później jestem w jednoosobowej kabinie pod prysznicem i słyszę, że ten mi puka i mówi, żebym go wpuścił. Ja mu na to odkrzyknąłem, że nie ma mowy, ale ten nie odpuszcza, tylko szturmuje te drzwi zamknięte na haczyk. No to ja z całe siły się drę, że won, że nie jestem gejem, że ma wyp@$#$lać – mój miły charakter gdzieś się ulotnił. Jak wyszedłem spod prysznica, to już go nie było i nigdy już gościa więcej nie zobaczyłem.

Opowiadam te historie znajomym i wszyscy pękają ze śmiechu, aczkolwiek mi nie zawsze jest wesoło.

#zw6wM

Mam bardzo inteligentnego psa, który za psie przysmaki gotów jest zrobić wszystko. Nie dba o głaskanie po głowie czy ustne pochwały, jedynie o przysmaki. Szybko się nauczył, że noszę ze sobą woreczek z tymi przysmakami i chętnie nagradzam jego dobre uczynki. Nauczyłem go w ten sposób m.in. kichać na komendę. Wygląda to przeuroczo.
Raz poszedł za mną do łazienki i obserwował, jak się załatwiałem. Wyglądał tak pociesznie, że rzuciłem mu przysmak na podłogę… „Dzięki, człowieku!” Sytuacja powtarzała się w kolejnych dniach, aż zorientowałem się, że zaczął przybiegać za mną do łazienki, gdy tylko słyszał dźwięk podnoszenia deski sedesowej. Oczywiście nie była to sztuczka, którą chciałem dodać do jego repertuaru, więc przestałem dawać mu wtedy przysmaki. Jednak on zinterpretował to inaczej – „Muszę robić WIĘCEJ sztuczek, to człowiek znowu będzie dawał przysmaki”. W ten sposób podczas moich wizyt w toalecie pies urządzał prawdziwy psi teatrzyk – siadał, warował, turlał się itp. Nic nie przynosiło efektu, aż użył triku z kichaniem. Był taki słodki, że wymiękłem i dałem mu przysmak.

Od tego czasu za każdym razem, jak idę się załatwić, on pojawia się w łazience, siada i kicha raz za razem. Jeżeli zamknę drzwi, to siada przed nimi i też kicha. Żona się pokłada ze śmiechu. Gorzej, że powiedziała o tym znajomym i teraz jak przychodzą do nas goście, to gdy tylko zobaczą, że udaję się do toalety, to zalega cisza i wszyscy nasłuchują psich kichnięć.

#2ndrT

W podstawówce przybito mi łatkę Ukrainki i uważano, że nią jestem – wszystko przez niepolskie brzmienie nazwiska i dziwną wymowę. Mimo tłumaczeń, że jestem Polką kilka pokoleń wstecz, ludzie wiedzieli swoje i dla moich rówieśników pochodziłam ze wschodu Europy.
W końcu podstawówkę opuściłam i przyszedł czas na gimnazjum. Tam od nowa – jestem Ukrainką. Starając się zdementować tę „plotkę”, zadałam chyba niewłaściwe pytanie.
– Czy ja ci wyglądam na Ukrainkę? – zapytałam chłopaka, który od razu się z tym wyrwał. Spojrzał na mnie uważnie i w końcu powiedział słowa, które na zawsze zmieniły moje życie.
– W sumie nie... Ukrainki są podobno akurat ładne – odpowiedział.

Wszyscy to podłapali i chyba uznali, że jestem za brzydka na Ukrainkę... 

PS Niepolskie brzmienie nazwiska bierze się z czeskich przodków, ale bardzo dalekich, a wymowa... cóż, mam po prostu wadę szczęki i mówiąc „cz”, „sz” bardziej je akcentuję, przez co brzmią nienaturalnie.

#iWDQY

Od paru lat w swoim pokoju, w trudno dostępnym miejscu, mam ukryte listy z podziękowaniami i przeprosinami do najbliższych dla mnie osób: rodziny (do każdego członka osobno), chłopaka, przyjaciółki... Często je rozwijam i dopisuję nowe rzeczy, najdłuższy ma chyba z 15 stron.

Po co? Na wypadek, gdybym pewnego dnia postanowiła umrzeć – wtedy wyjmę je i zostawię w widocznym miejscu. Co najdziwniejsze, jeszcze nigdy w życiu nie miałam takich planów i nie pamiętam nawet, skąd mi się wziął pomysł na te listy.

#ekh5N

Myślę, że to dość popularna przypadłość, kiedy zaraz po przyjściu do domu chce się skorzystać z toalety. U mnie ta potrzeba jest nagła i niespodziewana. Mogę nie pić nic cały dzień, ale i tak kiedy wchodzę na moje piętro, mój pęcherz automatycznie łączy się z domowym WiFi i muszę iść. I to od razu, nie mogę nawet ściągnąć butów. Na dotarcie do toalety mam kilka sekund, inaczej spodnie do prania. Ile razy się posikałam, bo nie mogłam odpiąć paska, to moje.

W czasie juwenaliów razem z koleżankami pozwoliłyśmy sobie na odrobinę zabawy przed sesją. Na noc miałyśmy wrócić do mojego mieszkania.
Wróciłyśmy, koleżanka zajęła pierwsza kibel... a ja zesikałam się w spodnie. Szkody były tak duże, że przeciekło też na buty innych dziewczyn.

Wybaczyły, ale nawet duże ilości alkoholu nie sprawią, że o tym zapomną.

#zDBF1

Mój partner, z którym spędziłam przeszło trzy lata, kupił jakiś czas temu dom. W tym tygodniu pomagałam mu się przeprowadzić. W czasie gdy ja urządzałam wnętrze, dogadywałam ostatnie poprawki z budowlańcami, wyrzucałam stare meble i cieszyłam się nowym etapem, on wyrzucił mnie. Miło, że pozwolił mi chociaż umeblować dom i się połudzić, że robię to dla nas. Mam nadzieję, że odda mi pożyczone pieniądze, bo faktury stoją na mnie. 
Pamiętajcie, jak wkładacie w coś hajs, a nie jest to wasze, to miejcie na to faktury albo chociaż niech będą to rzeczy, które można później wynieść ;)

#MWJvm

Jest mi bardzo wstyd, bo nie zdałam egzaminu na prawo jazdy już dwa razy. Za dwa tygodnie mam kolejny, ale strach sprawia, że czuję się sparaliżowana. Rodzice mówią, że trudno i że wreszcie zdam, ale mam wrażenie, że oni też są mną zawiedzeni. Uważam, że umiem jeździć autem, a egzaminy są dla mnie największym koszmarem. Przed znajomymi udaję, że mam to gdzieś, ale jak ktoś z nich zaczyna ten temat, to chce mi się płakać. Niedługo niektórzy z nich będą zdawać swoje egzaminy i mimo że życzę im jak najlepiej, to po cichu liczę, że też nie zdadzą. Czy jestem złym człowiekiem?

#4tPp8

Chcę zdać egzamin na prawo jazdy. Po mieście poruszam się sprawnie, jeżdżę dynamicznie. Wyjeżdżaliśmy na trasę z ograniczeniem do 70, to jechałam 68 i było OK. Nie boję się ruchu w dużym mieście. Znam przepisy, nie trąbią na mnie, nie jestem zawalidrogą, ruszam sprawnie na światłach, ustępuję pieszym itp. Co w tym wszystkim dziwnego? Odcina mnie na egzaminie. Nie potrafię pokonać stresu, zapominam o podstawowych rzeczach, jadę nerwowo i popełniam głupie błędy i kończę z wynikiem negatywnym. Zaczyna mnie to frustrować. Nie chcę się poddawać, bo potrzebuję tego prawa jazdy do zmiany zawodowej ścieżki i możliwości dojazdu do małych miejscowości. Tylko emotka facepalm może wyrazić to, co ostatnio czułam. Egzaminator się wylosował złoty. Takich jest naprawdę niewielu. Nawet się razem pośmialiśmy z mojej głupoty. Macie jakieś legalne sposoby na stres na egzaminie?
Dodaj anonimowe wyznanie