Całe życie prowadzałam się z dwiema moimi najlepszymi przyjaciółkami, które były dla mnie niczym siostry. Wczoraj mój świat zawalił się, gdy odkryłam, że jedna z nich od dłuższego czasu regularnie sypia z Mackiem - moim narzeczonym. Rozgoryczona i zapłakana napisałam do niej bardzo emocjonalną wiadomość. Powiedziałam, że o wszystkim wiem, że jestem totalnie zawiedziona i że żałuję tej znajomości. Kazałam jej nigdy więcej się do mnie nie odzywać i nie szukać ze mną kontaktu. Byłam tak przejęta, że w roztargnieniu wysłałam tę wiadomość do mojej drugiej przyjaciółki – jedynej, która mi już teraz została.
Wkrótce dostałam SMS-a o treści: „Przepraszam. Jest mi bardzo przykro. Nie mam nic na swoją obronę. Sypiam z Maćkiem od pół roku. Nigdy nie miałaś się o tym dowiedzieć”.
Cóż, wygląda na to, że mój były narzeczony pomógł mi zakończyć dwie fałszywe przyjaźnie...
Nazywam się Agnieszka, mam 21 lat i jestem internetową panią lekkich obyczajów.
Krótko po osiemnastce, kiedy szukałam pracy, bo mieszkanie z ojcem, który jest trzeźwy raz w tygodniu, nie za bardzo mi pasiło odkryłam stronę, na której kobiety pokazują swoje ciało za pieniądze. Nawet stare babcie sporo zarabiają.
Nie owijając w bawełnę od razu stwierdziłam, że to praca moich marzeń. Mogę pracować kiedy chcę, kompletnie się nie przemęczając i zarabiając więcej niż zarabiałabym gdziekolwiek indziej. Tego samego dnia zamknęłam się w pokoju odpaliłam kamerkę i ustawiłam ceny za rożne pokazy.
Okazało się, że stawki są 3x większe niż myślałam. Robię krótkie pokazy max 5min. Za 2 minuty smarowania piersi oliwką dostaję 15zł, a za masturbację przez 5 min 50zł. Czuję się jak dziwka, ale fakt, że potrafię zarobić ponad 300zł w godzinę tak mnie satysfakcjonuję, że nie mogłabym tego rzucić. Dzięki temu teraz wynajmuję mieszkanie, żyję bez ograniczeń i oszczędzam miesięcznie minimum 1500 zł (przez ostatnie 3 miesiące ponad 3000 oszczędności).
Rodzinie mówię, że udzielam korepetycji z angielskiego. Ciekawa jestem czy życie za to mnie jakoś ukarze, nie licząc dziwnych myśli codziennie wieczorem.
Sytuacja zdarzyła się w niedzielne popołudnie. Strasznie znudzone wraz z młodszą siostrą (10 lat) grałyśmy w powszechnie wszystkim znaną grę "państwa miasta". Po kilku rundach dołączyła do nas nasza mama i trafiła się nam literka M. Mnie i moją siostrę dopadło jakieś otępienie i nie mogłyśmy znaleźć rośliny na tę literę, a nasza kochana mama chciała nam pomóc i zaczęła nam podpowiadać, że ta roślina nas uspokaja. Od razu nam to pomogło, zapisałyśmy swoje odpowiedzi i zaczęłyśmy sprawdzać.
Ja napisałam melisa, a moja młodsza siostra... marihuana. Mina rodzicielki bezcenna.
Straciłem cel w życiu, a mimo obfitości możliwości, brakuje mi motywacji. Rozstałem się z wyjątkową osobą, która była dla mnie jedyną w milionie. Podjąłem tę decyzję, ponieważ czułem się osamotniony w walce z problemami w naszym związku. Mimo że na co dzień między nami wszystko wydawało się idealne, to jednak poświęcenie ze strony drugiej osoby było niewidoczne. Boli mnie to, że mimo jej obietnic, nie potrafiła mi pokazać, jak bardzo jej na mnie zależało.
Czułem się rozczarowany, spędzając dla niej tyle czasu i nadziei, potencjalnie planując z nią wspólną przyszłość, a nawet chcąc zmienić dla niej swoje plany. Najtrudniejszym jest fakt, że mimo iż moje życie bez niej jest teraz stabilniejsze, straciło jednak na barwie.
Widząc reklamę powracającego piwa EB i czytając anonimowe przypomniała mi się pewna sprawa.
Gdy byłem mały rodzice długo czekali zanim powiem swoje pierwsze słowo. Potrafiłem już w miarę dobrze chodzić, więc był to czas zabaw i wygłupów. Mój ojciec chciał sprawdzić moją reakcję, gdy będę miał do wyboru mleko, lub piwo EB. Jestem mężczyzną to wybór był prosty i dla każdego oczywisty, ale podczas tego wydarzenia stało się coś niesamowitego. Otóż chwytając za butelkę piwa zacząłem krzyczeć "E Be!".
Tak o to pierwszym słowem jakie wypowiedziałem, była nazwa piwa. O ile tata był zadowolony, to mama już nie bardzo.
W podstawówce chodziłam do klasy z dziewczyną o imieniu Daria. Była taką typową gwiazdką, pewną siebie, mającą dobre oceny (tak, w tamtych czasach głównie "kujoństwo" było wyznacznikiem popularności), i rozstawiającą wszystkich po kątach. Nie lubiłam jej za bardzo.
Na zielonej szkole wydarzyła się wtedy pewna śmieszna sytuacja.
Poszłyśmy do tego samego gimnazjum. Daria nie zmieniła się, od razu zdobyła popularność w nowej szkole. O dziwo, zaprzyjaźniłyśmy się, bo jako jedyne byłyśmy z tej samej podstawówki. Bardzo się z nią wtedy lubiłam, chodziłyśmy po szkole za rękę, spałyśmy u siebie, uczyłyśmy się razem.
Pewnego dnia, zupełnie bez powodu rozpowiedziała wszystkim mój największy sekret, którym podzieliłam się z nią w tajemnicy i kazałam przysięgać na mnóstwo rzeczy, że za nic nikomu nie rozpowie - a mianowicie, że jestem lesbijką. Powiedziała, że podglądam ją w szatni na wf-ie i kiedyś próbowałam ją zmolestować.
Wieść szybko się rozeszła. Co dziwne, nikt się ode mnie nie odwrócił. Wręcz przeciwnie. Wszyscy odwrócili się od Darii. Nagle okazało się, że nikt jej tak naprawdę nie lubił. Pomyślałam: dobrze jej tak. Wtedy Daria całkowicie zamknęła się w sobie, przeprosiła mnie, a potem zmieniła szkołę.
Parę lat później odkryłam nasze cudowne Anonimowe. Opisałam tam śmieszną historię, która wydarzyła się na zielonej szkole. Wyznanie trafiło do poczekalni.
Dzień później na facebooku zaprosiła mnie... Daria. Napisała do mnie i zapytała, czy to ja dodałam wyznanie, bo poznaje sytuację. Odpowiedziałam, że tak. Zaczęłyśmy pisać, okazało się, że całkowicie się zmieniła z charakteru i z wyglądu. Przeprosiła jeszcze raz za wszystko. Spotkałyśmy się.
...i tak, jesteśmy parą. ;)
19-letnia ja podkochiwałam się w swoim przyjacielu. Spędzaliśmy razem sporo czasu. W każdy weekend spotykaliśmy się w gronie znajomych i do nocy oglądaliśmy filmy. Tym razem mieliśmy być sami i miałam nadzieję, że tego wieczora "coś się wydarzy". Wieczór mijał nam bardzo miło, do momentu, w którym nie poczułam, że coś jest nie tak... Poprosiłam Michała o przyniesienie piwa z lodówki i kiedy wyszedł z pokoju, wstałam z kanapy by sprawdzić, czy moje przypuszczenia są słuszne. No i były...
Na kanapie, w miejscu, w którym przed chwilą spoczywał mój tyłek, była sporych rozmiarów czerwona plama... Tak oto okres przyszedł do mnie bez uprzedzenia i z tygodniowym wyprzedzeniem. Niewiele myśląc złapałam za kawałek pizzy z sosem paprykowym, wtarłam ją w kanapę i... usiadłam na tę plamę. Przyjacielowi powiedziałam, że pizza spadła mi nieszczęśliwie na kanapę między skrzyżowane nogi przy siedzeniu po turecku... Pomyślicie, że to strasznie głupie... i macie rację, ale chłopak uwierzył i zapewniał mnie, że to nic takiego.
Wieczór spędziłam na szorowaniu kanapy.
Nigdy nie zapomnę wstydu jaki wtedy czułam i do dziś zastanawiam się, czy Michał na pewno nie domyślił się prawdy.
Jestem dorosłym facetem i współczuję dzisiejszym nastolatkom.
Czasami po pracy dla relaksu oglądam paradokumentu i czasami zdarza mi się obejrzeć szkołę. To co tam pokazują przechodzi ludzkie pojęcie.
Nie mówię o imprezowaniu, alkoholu czy też, że co druga osoba pali marihuanę chociaż to też mi się nie podoba ale takie zachowanie na końcu jest krytykowane i okazuje się, że uczniowie tego żałują.
Najgorsze jest to, że Dosłownie w każdym odcinku jest pokazywany uczeń, który jest w związku a nawet są wątki seksu. Nie jest to prawda, w tym wieku mało kto ma drugą połówkę. Przynajmniej jak ja kończyłem liceum to tak było.
Jest to bardzo szkodliwe. Wyobraźcie sobie, że taki dzieciak ma masę kompleksów, w szkole jest wyśmiewany a jeszcze ogląda sobie taki serial i co widzi? Osoby młodsze od niego, które były w co najmniej 10 związkach. To raczej nie zadziała budująco na niego. Wiem, że teraz liczy się oglądalność i nie winię scenarzystów bo to jednak ich praca. Po prostu szkoda mi młodych ludzi z perspektywy swoich młodych lat gdzie nie miałem pewności siebie i nawet nie zapraszałem dziewczyn na randki. Myślę, że gdybym był faszerowany takimi treściami to czułbym się jak gówno.
Spodziewam się masy hejtu bo nie jest to popularna opinia ale nawet jak kilka osób się że mną zgodzi to też sukces.
Historia sprzed 6-7 lat. Byłem z kolegą na meczu. Po skończonym oglądaniu kumpel wracał do domu, a jako że mieszka ok. 5 km ode mnie, miał wrócić autobusem, którego jak się okazało jednak nie było, więc zmuszony pozostał do pojechania autostopem.
Po jakimś czasie zatrzymał się ktoś i go zabrał. I teraz do sedna: Facet przedstawił mu warunki przejazdu: "Podwiozę cię , ale w zamian ty odmówisz ze mną 10 różańca. Ja będę zaczynał, ty będziesz kończył", a jako że ten kolega jest bardzo mały i okropnie szczupły jak na swój wiek, to wystraszony modlił się przez całą drogę do domu.
Mój ojciec jest patologiem sądowym.
Wczoraj zwymiotował, przewijając swoją czteromiesięczną wnuczkę...
Dodaj anonimowe wyznanie