#4iZXG

Jestem seksuologiem i będąc nieskromną muszę przyznać, że mam naprawdę dużą wiedzę w temacie. Wszystko dzięki temu, że już będąc nastolatką zaczęłam się interesować seksem, parafiliami, dysfunkcjami i ogólnie ludzkim ciałem. Zbierałam różne książki na ten temat (i oczywiście je czytałam), rozmawiałam z bardziej doświadczonymi ludźmi, czytałam różne historie i uczyłam się bardzo, bardzo dużo i często. Do ostatniej klasy liceum to była dla mnie najciekawsza rzecz. Inni chodzili na imprezy, ja się uczyłam. Ale, żeby nie było, zdaję sobie sprawę z tego, że nie jestem nieomylna. Wiem, że w każdej chwili coś mnie może zaskoczyć i naprawdę umiem przyznać się do błędu, przeprosić i doszkolić się.

Niestety nie mogę tego wszystkiego powiedzieć o niektórych mężczyznach. I nawet nie chodzi tylko o innych seksuologów. Czasami taki kolega męża (dentysta) potrafi popisywać się wiedzą i śmiać się, bo co tam to, że po mojej stronie stoją lata nauki, doświadczenia. Po jego stronie stoi niezachwiana męska pewność siebie... Tak wspaniała, że nawet znalezione w internecie i książkach obrazki nie potrafiły go przekonać, że cewka moczowa i pochwa nie są tym samym.
Innym razem dorosłemu facetowi (kolejny znajomy) tłumaczyłam, czym w ogóle jest fetysz i że powinien trochę poczekać ze stwierdzaniem, że jego fetyszem jest bycie karmionym przez partnerkę. Dodam, że karmiła go PIERWSZY RAZ i to DZIEŃ PRZED rozmową.
Zdarzają się też irytujące kobiety, ale one albo się obrażają po kilku minutach, albo ucinają rozmowę. Jak na razie tylko panowie zawzięcie walczą ze mną i próbują obalić nawet definicje, badania i wszelkie statystyki.

#jBre6

Kilka lat temu wyszła gra Sims 3, w którą zaczęła śmigać moja kilkuletnia wówczas siostra. W grze chodzi o założenie rodziny i dbanie o dom, taka zabawa w rodzinę na PC. Owe ludziki, którymi można sterować, wydają dźwięki typu: "łabadabaduu", "ambi brokola" itp. To wymyślone przez autorów okrzyki - wydaje mi się, że chcieli uniknąć w ten sposób dodatkowych plików dźwiękowych i uprościć grę - słychać w tych dźwiękach bowiem emocje.
Ale o co chodzi?
Moja siostra myślała, że to angielski. Ja nie dość, że z błędu jej nie wyprowadziłem, to jeszcze "tłumaczylem" jej jako dobry, starszy brat, co oni mówią. Trwało to prawie całe wakacje i uzbrojona w taką "wiedzę" poszła do szkoły.

Najlepsze (albo najgorsze) jest to, że nie zdążyłem - w sumie zapomniałem - jej powiedzieć, że to nie angielski.
Nie odzywała się do potem do mnie ponad miesiąc i do teraz ma mi to za złe. Jak chcę jej w czymś pomóc, to uszczypliwie rzuca: "Jak z angielskim?" :D

#dttGE

Nie jestem do końca pewna, czy niektóre fakty mi się nie rozmywają, co więcej, kiedy pytałam mamę, czy pamięta to wydarzenie, odpowiedziała, że niezbyt, chociaż przypomniał jej się zarys pewnego istotnego faktu. Odnoszę jednak wrażenie, że te zdarzenia miały miejsce – wspomnień mam naprawdę dużo, są dość szczegółowe. W każdym razie... oto moja wakacyjna przygoda.

Kilka lat temu pojechałam na kolonię. Wcześniej także spędzałam wakacje w podobny sposób, jednak ten wyjazd różnił się tym, że wszystko było tam nowe – organizatorzy, uczestnicy i miejsce (jechałam o wiele dalej niż w poprzednich latach). Generalnie nieznane doświadczenie. Byłam tym podekscytowana... do czasu.

Na wspominanej kolonii był jeden chłopak, dość wycofany, cichy, czym najwidoczniej naraził się „kolegom”, nastoletnim samcom alfa, którzy za wszelką cenę chcieli wszem wobec udowodnić światu, jacy to oni nie są super. Więc zaczęli owego chłopaka gnębić. Historia, niestety, dość standardowa. Ja akurat przez to poczułam sympatię do tego chłopca, ponieważ sama byłam gnębiona (dziewczyny z mojego domku ukradły mi podpaski i ponaklejały je na kibel – nie wiem, w jakim celu, nie pytajcie – a potem były wielce oburzone, że muszą mi odkupić całą paczkę, a nie tylko tyle podpasek, ile zużyły do tej niesamowitej instalacji artystycznej).

Jednak ten chłopiec chyba miał bardziej przewalone.

To, co najbardziej mnie zaskoczyło i rozsierdziło, to fakt, że na tego chłopca uwzięła się także jedna z opiekunek. Żeby dobrze zarysować jej postać, wspomnę, iż kobiecina miała około czterdziestu/pięćdziesięciu lat, a temat, który niesamowicie ją interesował, miał związek z wszelakimi zjawiskami paranormalnymi. Babka często serwowała nam jakieś historie o duchach, tak po prostu. I byłoby to całkiem niewinne, gdyby pewnego razu nie stwierdziła, że przecież można jakiemuś niewinnemu dzieciakowi schrzanić życie. Pewnego dnia obwieściła, że widziała, jak ten gnębiony chłopiec jadł trawę i mówił w nieznanym języku (w domyśle: był opętany). Reakcji pozostałych uczestników chyba się domyślacie...

Nie wiem, dlaczego to zrobiła, czym jej ten chłopak zawinił, ale dla mnie było tego wszystkiego za wiele. Nie dość, że sama byłam gnębiona, to jeszcze ktoś, kto w teorii powinien bronić słabszych, sam tych słabszych pogrąża. Nie wiem, jak skończyła się tamta historia, ponieważ wkur***na do granic rzuciłam telefonem o bruk i zażądałam, aby NATYCHMIAST zadzwonić do mojej mamy. Pragnęłam uciec stamtąd jak najszybciej. Mama nie była zadowolona, ale odebrała mnie.

Co najlepsze, jedna z opiekunek powiedziała: „Ale wiesz, że jak wrócisz przed ukończeniem turnusu, to już nigdy z nami (tą organizacją) nie pojedziesz?”. Hm, rzeczywiście, tak strasznie chciałam z nimi pojechać kolejny raz...

Jestem tylko ciekawa, co stało się z tym chłopcem.

#045Z9

Dostałem w latach 90 tych, w małej wsi .
Jak to większość rodzin w tamtym czasie nie przelewało się .
Z racji tego że byly to tereny wiejskie, zawsze można było coś zarobić. Na początku prace przy zbiorach warzyw, wozów, oczywiście na akord, im więcej uzbieram, tym więcej zarobię.
Jak byłem trochę starszy to pracę na budowie, zazwyczaj przy łopacie, tam też trzeba było po kilkanaście godzin pracować.

Wspominam o tym , będąc dorosłym mam swój dom, rodzeństwo też , zawsze jest tam coś do robienia, nie umiem wolno robić, irytuje mnie jak robię coś z kimś, a ten ktoś, za długo stoi, za długo z kimś gada. Bo ja chcę zrobić jak najwięcej.
Tak samo jak sprzątam w domu, tak samo w pracy, nie potrafię wolno pracować, zawsze staram się robić jak najwięcej.
Bardzo nie lubię pracować z kimś , spowalniają mnie

#fw1fx

Po 9 latach mojego związku widzę, że to chyba jednak nie jest to... Żyjemy bez ślubu, ale mamy dziecko, które tak naprawdę sprawia, że codziennie jest uśmiech na mojej twarzy. Mój partner jest ciężkim człowiekiem, ma charakter tyrana – to zrób, zrób tamto, to brudne, to źle zrobione... Czasem patrzę na niego i się zastanawiam: co ja jeszcze robię w tym domu?! Nie jestem typem panny, co siedzi ciągle przy lustrze. Owszem, dbam o siebie, ale i gotuję – codziennie jest ciepły obiad, jak książę wróci z pracy. Sprzątam również codziennie, od kurzy po podłogi, ale wiadomo, dziecko jak to dziecko, jak się bawi, to rozrzuci klocki, tam coś zje, to pokruszy itd., więc słyszę pretensje. Sama też pracuję, mam elastyczny grafik, do budżetu domowego rzecz jasna się dokładam. Ale jestem zmęczona tym cyrkiem –  podaj obiad, podaj to... Walentynki? Nawet słowa nie usłyszałam. Wyjście do kina? Film to mam w tv. Wyjścia razem to tylko po zakupy... 

Dzisiaj doszłam do wniosku, że to nie ma sensu i się wyprowadzę. Że latem zabiorę się z maluchem na wakacje, zacznę robić to, co lubię. Tylko boję się, że nie dam sobie sama rady. Mieszkanie przecież zostawię dla tyrana – bo z jego pieniędzy jest cały sprzęt i wyposażenie.

Mam nadzieję, że cisza w domu go zmieni.

Musiałam to napisać, bo tak naprawdę to komu mam to powiedzieć? Koleżance, która powie: „Daj spokój, macie dziecko, dom, auto, idealne życie, finansowo również OK, nie wymyślaj”? Tiaaa, super życie... A gdzie marzenia? Gdzie uczucie? Może jestem inna, ale jestem człowiekiem i mam serce.

#5hNXe

Historia z wczoraj. Jeszcze nie pozbierałam wszystkich zębów z podłogi, a i pewnie w piwnicy się ich trochę znajdzie.

Do drzwi zapukał mój były – zostawił mnie po pół roku pod lipnym pretekstem, że on musi pracować i nie ma czasu do mnie przyjeżdżać (mieszkaliśmy w innych miastach). Bolało mnie to, bo sama często proponowałam, że wpadnę, a on tyle razy mówił o tym, że tej pracy nienawidzi. Jednak intuicja mówiła, że coś tu nie gra.

Wczoraj jednak okazało się, że miałam rację. Przyjechał odstawiony, z kwiatami i dużą czekoladą prosić mnie, byśmy się zeszli, bo... on tak bardzo chciał trójkąciku z dwiema kobietami (namawiał do tego w bezczelny sposób już po dwóch miesiącach), a ja nie chciałam się zgodzić, więc zerwał ze mną, spróbował i teraz chce, byśmy żyli jak normalna para.

Wzięłam czekoladę i zamknęłam drzwi. Mimo że, skubany, kupił moją ulubioną, nie było mi go żal.

#iZYZv

Jako dziecko nigdy nie lubiłam typowych dziewczęcych zabaw. Odkąd pamiętam biegałam z chłopakami za piłką, w podstawówce zaczęłam trenować boks w lokalnym klubie, potem siłownia, gdzie stopniowo dorównywałam facetom. Ogólnie gdyby nie twarz, wielu ludzi mogłoby mnie wziąć za mężczyznę. Mam 185 cm, rozbudowane mięśnie na całym ciele (przyznaję bez bicia, trochę dzięki sterydom), od paru lat jestem obcięta na krótko. Makijaż i golenie nóg ograniczam do minimum. Noszę oversizowe ciuchy, więc moich kobiecych kształtów za bardzo nie widać. Sukienkę założyłam w sumie tylko na studniówkę, jakiś czas temu przerzuciłam się też na męską bieliznę (stanik to dla mnie tortury). Z wyżej wymienionych powodów moja rodzina próbowała mnie "nawrócić", martwili się że nigdy nie znajdę faceta.

Dziś mam 29 lat i od paru miesięcy żyję w szczęśliwym związku. Poznaliśmy się przez internet, mój chłopak jest 7 lat młodszy i co najważniejsze jest femboyem. Dokładne przeciwieństwo mnie: niski, delikatny, z długimi niebieskimi włosami. Swoją tożsamość odkrywał od dłuższego czasu, ale dopiero przy mnie zaakceptował siebie w pełni. Na co dzień nosi spódniczki mini, podkolanówki, nawet damską bieliznę. Regularnie depiluje całe ciało, maluje paznokcie i twarz, jest praktycznie nie do odróżnienia od kobiety. Na ulicy ludzie nie zwracają na nas większej uwagi (mieszkamy poza Polską).

Po raz pierwszy jestem naprawdę szczęśliwa, czuję się akceptowana mimo nietypowego stylu życia. Nasz związek to całkowite odwrócenie klasycznych ról. Ja pracuję, on zajmuje się domem. Jako ta "silniejsza strona" wyznaczam kierunek. Ale spokojnie, nigdy nie podniosłam na niego ręki. W łóżku też ja dominuję, jego sprzęt jest praktycznie nieużywany. Uprzedzając pytania: nie, żadne z nas nie bierze pod uwagę tranzycji. Mamy swój układ i tak jest nam dobrze. Na razie wiecie tylko wy, w przyszłości pewnie się nasłucham od rodziny, ale nie chcę się martwić na zapas.

#g41Pa

Moja dziewczyna miała problemy zdrowotne. Przez zespół jelita drażliwego nabawiła się nerwicy depresyjnej. Bała wychodzić się z domu, wychodziła tylko wtedy gdy musiała np. do pracy bądź na uczelnię. Z czasem jednak rzuciła studia i zmieniła pracę, bo dojazdy były już ponad jej siły.

Znosiłem to rok, chciałem jej pomóc. Robiłem zakupy, bo ta bała się stać w kolejce w sklepie, bo wstyd by było gdyby nagle się zesrała w kolejce pełnej ludzi.
Z czasem zaczęła robić zakupy online. Rzuciła pracę, zaczęła dawać korepetycje w domu, zrezygnowała z psychoterapii, bo jej nie pomagała.

Wielokrotnie próbowałem ją wyciągnąć z domu, ale ona panicznie bała się wyjść dalej niż pod blok. Każdy spacer, który trwał dłużej niż kwadrans powodował u niej tak silny stres, że kończyła zaraz w łazience z biegunką.

Nastał dzień, w którym musiała wyjść z domu.
Bolał ją ząb, a że dentysty nie da się zamówić z wizytą do domu pojechaliśmy do lekarza.
Wyszliśmy wcześniej, bo wiedziałem, że będzie jej ciężko. Trzy razy wracała do domu aby wejść do łazienki, bo źle się czuje.

Jechaliśmy samochodem delikatnie ponad 20 min. Zatrzymaliśmy się raz w supermarkecie i raz na stacji benzynowej. Przez 20 minut płakała, przepraszała mnie i mówiła, że chce wrócić do domu. Ciągle powtarzała, że nie ma już siły walczyć z chorobą.

Parę dni po tej sytuacji zerwała ze mną... bo ona nie chce bym tracił życia przy kimś takim jak ona.
Po wielogodzinnej rozmowie wiedziałem, że ona mówi serio. Wyprowadziłem się, pojechałem do jej rodziców i powiedziałem o tym w jak kiepskim stanie psychicznym jest.

Po 2 tygodniach dostałem wiadomość, że popełniła samobójstwo.

Nie mogę się z tym pogodzić.
Nie wierzę, że pozwoliłem jej odejść ode mnie.
Żałuję, że nie wysłałem jej do psychiatryka.

Żałuję...
Dodaj anonimowe wyznanie