#mIDoj

Pięć lat temu na świat przyszła moja córka - Zuza. Wraz z żoną byliśmy bardzo szczęśliwi, ponieważ staraliśmy się latami, wielu specjalistów zajmowało się naszym problemem, ale udało się.

Lata mijały, Zuzia rosła, byliśmy bardzo szczęśliwą rodziną. Jednakże coraz częściej zacząłem zauważać znaczące różnice w wyglądzie małej. Niejednokrotnie ludzie bliscy, jak i obcy mówili, że niemożliwe jest to, że to nasze dziecko. Brak podobieństwa do żadnego z nas ani naszych rodzin. To właśnie bardzo nas zaintrygowało. Znajoma zażartowała, że pewnie podmienili nam dziecko w szpitalu.

Wcale się nie pomyliła. Okazało się, że Zuzia nie jest naszą córką, a wyszło to po zrobieniu badań DNA. Jak się okazało, pielęgniarka popełniła błąd i zamiast naszej biologicznej córki, przyniosła żonie Zuzię.

Oboje z żoną kochamy naszą córeczkę, wiemy, że musimy rozwiązać tę sprawę i znaleźć nasze biologiczne dziecko. Jednak boję się, że przez to moglibyśmy stracić Zuzię, która mimo że nie jest z nami spokrewniona, jest najważniejszą osobą w naszym życiu.

Trzymajcie za nas kciuki!

#DBaHM

Zacznę od tego, że mam alergię na większość zwierząt futerkowych. W naszym domu nigdy ich nie było (właśnie z tego powodu), a gdy szłam w odwiedziny do ludzi, którzy mieli psy i koty, musiałam uzbroić się w zapas chusteczek. W czasie napadu łzawiły mi oczy, kichałam, czasami puchła mi twarz. Według lekarzy nie istniały idealne leki na taką przypadłość i najlepszym remedium było unikanie alergenu. I tak robiłam, aż do czasu, gdy poznałam Marka.

Oboje mamy po 22 lata i mieszkamy w jednym mieście, tu pracujemy i studiujemy. Marek ma psa - dużego owczarkopodobnego Alexa. Jeszcze zanim zaczęliśmy chodzić ze sobą na poważnie, poinformowałam go o mojej przypadłości. Niby zrozumiał o czym mówię, ale machnął na to ręką - trochę sobie pokicham i będzie cacy. Zawsze gdy do niego przychodziłam, cierpiałam katusze związane z tym psem. Żeby nie było - jest to urocza, spokojna psinka, ale przez niego nawet godzinne spotkanie w mieszkaniu Marka zamieniało się w koszmar. Pobijałam wtedy rekordy we wstrzymywaniu oddechu i łez, które ciekły mi z czerwonych oczu. Wielokrotnie prosiłam go, byśmy spotykali się u mnie albo gdzieś na mieście, bo przy Alexie ledwo mogę wytrzymać. Czasami się zgadzał, czasami nie. Uważał, że przesadzam, bo zna mnóstwo alergików i żaden tak nie reaguje na zwierzaki. To był początek naszego związku i taka byłam w nim zakochana, że zgadzałam się na towarzystwo Alexa.

W końcu, po jakichś sześciu miesiącach związku, zgodziłam się u niego nocować. Przed tym wielkim wydarzeniem zaopatrzyłam się we wszystkie możliwe środki zaradcze, w tym jakieś krople do oczu, nawilżane chusteczki itd. Kiedy przyjechałam do Marka poprosiłam, by tę jedną noc Alex spędził zamknięty w salonie albo innym pokoju - zwykle spał z Markiem na łóżku. Zgodził się, ale gdy wyszłam z łazienki, to pies spał już w nogach łóżka - według Marka bał się spać gdzie indziej. No dobra, pomyślałam, przeżyję jakoś. Koło północy obudziłam się i poczułam paskudne drapanie w gardle. Oczy miałam spuchnięte, rzęsy zlepione od łez. Przeleżałam tak jeszcze godzinę, w końcu, uważając, by nie obudzić Marka, wyszłam na balkon. Teraz już naprawdę walczyłam o oddech. Nie wytrzymałam i poprosiłam, by zawiózł mnie na pogotowie, bo się duszę. Nie uwierzył mi, ale zawiózł do szpitala i wrócił wkurzony do mieszkania. Tam lekarze dali mi zastrzyk i przetrzymali do południa na obserwacji.

Jakiś czas później spotkałam się z naszą wspólną koleżanką. Okazało się, że Marek powiedział innym o mojej sytuacji i wielu z nich uznało to za komiczne. Dodatkowo dali mu kilka wspaniałych rad - jak ktoś nie kocha zwierząt, to nie jest człowiekiem, zostaw ją, niech śmieci się same wyniosą, jestem zła, bo każę mu wybierać między psem a nią.

Jestem załamana - kocham Marka, ale nie będę ryzykować zdrowia dla Alexa.

#uZSqr

Przed chwilą przeczytałam wyznanie gościa, któremu śniło się, że uprawiał seks ze swoim przyjacielem.

To jeszcze nic...


Mi się śniło, że współżyłam z moją babcią, która miała przyczepione do swojego krocza wielkie, czarne dildo.
Ciężko mi było po tym śnie tak o sobie pójść do niej i wypić herbatkę.

#dg5Jv

Zacznę od tego, że już od małego zafascynowały mnie urocze stworzenia, jakimi są żaby. Często chodziłem na spacery wraz z rodzicami nad pobliski staw i to chyba tam narodziła się moja miłość do nich. Już wtedy wiele o nich czytałem i nawet dwie hodowałem w terrarium.

Dzisiaj, będąc już dorosłym facetem, moje zafascynowanie trwa nadal. Co prawda nie hoduję ich już w domu, bo uważam, że lepiej czują się one w naturalnym środowisku, ale chętnie angażuję się w różnego rodzaju akcje ekologiczne mające na celu ich ochronę. Chętnie też wypatruję nowych gatunków w terenie i robię im zdjęcia.

Jednak moje zainteresowanie nie ogranicza się do tego. W swoim domu mam całą kolekcję pluszowych żab, różnej wielkości figurek, książek na ten temat, pościel w żaby i wiele innych. Często też noszę koszulki czy krawaty w ten wzór.

Problemem jest to, że czuję się bardzo samotny. Wiek na stabilizację życiową dla mnie nadszedł już dawno. Nie zamykam się na kobiety, wręcz przeciwnie. Wielokrotnie byłem na randce. Jednak w większości przypadków zawsze kończyło się to zerwaniem kontaktu ze strony kobiety zaraz po jej bliższym poznaniu mojego zainteresowania.

Kompletnie nie potrafię tego pogodzić. Bardzo zależy mi na odnalezieniu drugiej połówki, a jednocześnie nie chciałbym się pod tym względem zmieniać, ponieważ te płazy to moja życiowa pasja i bardzo chciałbym być przez ukochaną w stu procentach zaakceptowany. Wybierając jedno z dwóch nigdy nie byłbym w pełni szczęśliwy.

#b5fv9

Mam 17 lat i jestem uzależniony od walenia konia. Pierwszy raz zwaliłem sobie pod prysznicem, kiedy miałem 14 i wtedy to było dla mnie odkrycie. Potem zacząłem walić do obrazków gołych bab z Google, jakichś randomowych pornosów, a potem nawet do zdjęć koleżanek z klasy. Tygodniowo robiłem to co najmniej cztery razy albo więcej, jak miałem okazję. Były takie dni, że jak sobie porządnie nie zwaliłem, to nie potrafiłem zasnąć. Cztery miesiące temu poznałem na imprezie u kolegi super dziewczynę. Gadaliśmy prawie przez całą noc i widziałem, że chyba też jej wpadłem w oko. Powiedziałem sobie wtedy w głowie, że już zaraz mam 18 i czas już dojrzeć i skończyć z waleniem konia. Problem jest taki, że nie umiem. Cały dzień próbuję o tym nawet nie myśleć, ale koniec końców wracam do domu i to robię. A potem mówię sobie, że to już był ostatni raz i tym razem już na pewno wytrzymam. Jestem wkurwiony na siebie, bo naprawdę zależy mi na tej dziewczynie, a nie chcę, żeby widziała we mnie jakiegoś napaleńca.

#qG8Mu

Wracaliśmy z mężem do domu, kiedy wyprzedziło nas to auto. Wpadło do rowu, w ułamek sekundy zobaczyłam jak leci i jak przez drzwi pasażera wychodzi kobieta i biegnie na drugą stronę ulicy.
Mąż skręcił na pobocze, wyszliśmy pomóc. Auto uszkodzone, ale kobieta była sama i nic jej się nie stało, była cała i zdrowa. Po zabezpieczeniu auta i kobiety usiedliśmy i czekaliśmy na odpowiednie służby. Kobieta płakała, że ma takiego okropnego pecha i tyle pieniędzy stracone. Pocieszaliśmy.
A ja siedziałam obok i nie wiem co czułam.

Parę miesięcy wcześniej straciliśmy tragicznie całą rodzinę męża, w tym jego małą siostrę, którą kochałam jak swoje dziecko.
Siedziałam i nie wiedziałam co czuć, bo gdyby cokolwiek mogło temu zapobiec, rozwaliłabym nasze auto, spaliła dom i pieniądze i patrzyła, czy się równo pali, byle oni wrócili.

Ach i jeśli znacie kogoś, kto przeżył tragedię, pamiętajcie o nim. O nas już mimo obietnic nie pamiętają, a wbrew pozorom, parę miesięcy później nadal boli. A zwykle "jak sobie radzicie?" i chwila, w której ktoś słucha bardzo pomaga...

#RRonc

Mam ochotę podzielić się tym z całym światem!
Mój ukochany oświadczył mi się i wypełniło to moje serce miłością i radością.
Być może to dla niektórych śmieszne, że wstawił na swój profil na Facebooku zdjęcie pierścionka. Może niektórzy powiedzą, że się nie postarał, bo pierścionek był bardzo skromny.

Ale wiecie co? Nie obchodzi mnie to! Jedyne, co się dla mnie liczy, to fakt, że facet, którego kocham na zabój, odwzajemnia moje uczucia i zdobył się na taki krok. Jestem szczęśliwie zakochana i wiem, że będziemy żyć razem już do końca – nie obok siebie, a prawdziwie, razem, na dobre i na złe. Tylko to się liczy!

#DqqkQ

Mam w domu lodówkę, która ma na zewnątrz kostkarkę do lodu.

Kiedyś robiłam imprezę urodzinową na 30 osób. Dużo, czy mało, nie sposób było widzieć co każdy robi. Rano obudziłam się pierwsza, skacowana poszłam do lodówki żeby nalać sobie wody i dosypać kostek z lodówki. Naciskam ,"wodę", leje się. Naciskam ,,lód" - też się leje. Nie wzbudziło to moich wątpliwości, stwierdziłam że ta druga woda się nie zdążyła zamrozić. To była wódka.

#1EVAG

Mam kuzynkę, ma 26 l. Odwiedziłyśmy ostatnio babcię i tak siedzimy i pijemy herbatkę.

Babcia przynosi pomarańcze, żebyśmy się poczęstowały. Kuzynka jeść nie będzie, jeśli jej się nie obierze. Ja w szoku, babcia zaczyna obierać, ja w jeszcze większym szoku.

Jakiś czas później babcia przynosi jabłuszka. Kuzynka jeść nie będzie, jeśli nie będą obrane i pokrojone. Ja w szoku, babcia obiera i kroi, ja w jeszcze większym szoku.

Nadchodzi wieczór, czas spać. Ścielę sobie łóżko, kuzynka stoi i czeka, aż ktoś to za nią zrobi. Patrzę, nie dowierzam. Babcia (mimo moich uwag) pościeliła łóżko kuzynce.

Ranek. Kuzynka nie wstanie, jak nie dostanie śniadania do łóżka. Babcia przyniosła herbatkę i kanapeczki.

Po obiedzie kuzynce zachciało się czipsów. Oczywiście sklep tak daleko... (200 metrów), babcia poszła.

Ja rozumiem, że babcie lubią rozpieszczać wnuki, ale czy to nie jest już lekka przesada?
Dodaj anonimowe wyznanie