Jestem już kilka lat po ślubie. Do tej pory moje stosunki z teściową układały się przyzwoicie, niedawno stało się jednak coś, co popsuło relacje między nami. Co to było? Trudno powiedzieć. Jakiś czas temu dowiedziałam się, że teściowa miała stwierdzić, że ona ma tylko jedną synową, i bynajmniej nie chodziło o mnie. Strasznie mnie to zabolało, bo zawsze starałam się być wobec niej w porządku. Od tamtego momentu rzadko bywałam w jej domu. Czara goryczy przelała się po śmierci dziadka męża. Teściowa miała zamówić mszę od naszej rodziny. Dzień pogrzebu, ksiądz czyta osoby, od których zostały zamówione mszę i co? Podała mojego męża i dzieci. A mnie nie było, tak jakbym zapadła się pod ziemię i słuch po mnie zaginął. Zrobiło mi się ogromnie przykro, miałam ochotę wyjść z kościoła i więcej tam nie wrócić. Zostałam tylko i wyłącznie z szacunku do zmarłego.
Kilka miesięcy temu teściowa zachorowała. Ze względu na afazję kontakt z nią jest utrudniony. Nie byłam jej odwiedzić i jakoś nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Nie mogę się przełamać. W końcu jestem wyrodną synową...
Mam męskich przyjaciół i kolegów, co nigdy nie przeszkadzało mojemu chłopakowi. Nigdy nie dałam mu powodu do zazdrości, a on sam na tym polu ufa mi bezgranicznie. Nie przyszłoby mu do głowy, aby zabronić mi kontaktów z płcią przeciwną, a w razie czego, ja i tak bym się na to nie zgodziła. Potrzebuję zarówno męskiego, jak i kobiecego towarzystwa, rozmów o sukienkach i wspólnego grania, babskich wieczorów z winem i wyjść z kolegami do baru, a moje zachowanie zmienia się w zależności od towarzystwa. Nigdy nie kokietuję w obecności innych mężczyzn, nie komentuję ich atrakcyjności. Wiedzą, jak bardzo ich cenię, choć przyjaźń okazuję w chłodny sposób. Robię co w mojej mocy, żeby nie zawieść jego zaufania. Co w tym anonimowego? Chorobliwa zazdrość, wręcz nienawiść do I., jedynej przyjaciółki mojego lubego. Mówi o niej ciepło, tak ciepło, jak wyraża się o swojej mamie, najlepszym przyjacielu i młodszym bracie. Kiedy źle się jej dzieje, przejmuje się nią tak samo, jak przejmuje się najlepszym przyjacielem lub chorą babcią. Nie mam więc niby powodów do zazdrości. Jednak m spędzamy całe wieczory na kanapie, bo jest zmęczony, za to z nią robi masę ciekawych rzeczy. Choć potrafimy spędzać długie godziny na rozmowie, to oni mają więcej wspólnych tematów. Interesuje się wszystkim tym, co on. Pewnego razu, podczas oglądania filmu, zachwycił się urodą jego ulubionej postaci, po czym dodał, że przypomina mu I. Wiele razem przeszli, wiedzą o sobie wszystko i mimo że nie w „ten” sposób, kochają się. Prawdziwi przyjaciele.
Jestem od niej ładniejsza, ale, jak wiadomo, uroda nie jest najważniejsza. Poza tą jedną, małą przewagą, pod każdym względem czuję się gorsza, choć nie mam ku temu powodów, a luby dba o mnie, codziennie okazuje mi mnóstwo miłości i jest niemal ideałem. Każde ich spotkanie, opowieść o tym, co robili, zdjęcie, które mu wysyła, każde napomknięcie o niej doprowadza mnie do białej gorączki. Myślę wtedy o tym, co by było, gdyby rozstała się ze swoim wieloletnim chłopakiem. Może gdyby nie jej chłopak, już od dawna byliby parą? Oddałabym niemal wszystko, żeby zniknęła.
Ale przecież mu tego nie powiem, bo sama mam bliskich przyjaciół odmiennej płci, a swoją hipokryzję wolę zatrzymać dla siebie. I dla Was, Anonimowi.
W moim gimnazjum utworzyła się dresiarska grupa przestępcza chłopaków, którzy kiblowali po kilka lat i byli już po prostu niemal dorośli. Warszawa, Grochów, wiadomo, HWDP i JP100% – wszyscy dupa cicho, jak sprzedasz kogoś na psach, to masz do końca życia przejebane, bo braterstwo dzielnicy cię dojedzie itd. itp. Kradli, bili, sprzedawali pigułeczki itd. Nikt sobie nie był w stanie z sytuacją poradzić, ale kiedy w końcu wzięli mnie na celownik i ukradli mi portfel i telefon, to poszedłem do sekretariatu, wziąłem stacjonarny i zrobiłem to, czego księga ulicy absolutnie zakazuje, czyli zadzwoniłem na policję.
Do szkoły przyjechał patrol z dodatkową suką. Kiedy policjanci ich wyprowadzali, to Sebastiany krzyczały do mnie: „I tak cię zajebiemy, frajerze, kto sprzedaje na psach, ten gryzie piach” i takie tam cytaty z księgi ulicy i murów na Grochowie. Bardzo miły policjant zabrał im moje „fanty” i mi je oddał, mówiąc: „Jak weźmiemy jako dowody, to pojadą ze mną, a tak to powiedzmy, że nic nie widziałem”. Pojechałem z nimi na komisariat, złożyłem zeznania, odwieźli mnie do domu. Następnego dnia urządzono przeszukania w ich domach. Kolejnego dnia wypuszczono ich z aresztu.
Kiedy wrócili do szkoły, byli bardzo spokojni i nic złego nie robili, nawet się nie odgrażali. Sytuacja w szkole się uspokoiła, ja nie miałem żadnych problemów, a zyskałem nawet uznanie wśród pozostałych osób w szkole. Czysty zysk!
Jestem innej orientacji i mam dziewczynę. Z Darią długo się kryłyśmy, ale ustaliłyśmy, że czas najwyższy się przyznać.
Gdy poszłyśmy do moich rodziców i jakoś wydusiłyśmy to z siebie, mój tata śmieszek powiedział: „Przynajmniej nie wpadną, he, he”.
Poznałam przez internet fajnego chłopaka, pisaliśmy godzinami o wszystkim i o niczym przez ponad rok. Wszystko byłoby pięknie i cudownie... gdyby nie fakt, że to dziewczyna. ;-;
Moja koleżanka, fanka anonimowych, często czytała nam najlepsze wyznania na przerwach w szkole. Kiedyś przeczytała moje. Wyobraźcie sobie, co czułam, udając rozbawienie razem z resztą klasy.
Boli mnie żołądek i serce od stresu związanego z powrotem męża z zagranicy. Wyjechał, bo bardzo chcemy wyprowadzić się z 25-metrowej kawalerki, którą wynajmujemy, i iść na swoje. W Polsce nie stać nas na kredyt, więc podjęliśmy wspólną decyzję o wyjeździe męża do Norwegii, gdzie zarabia na nasze pierwsze, własne cztery ściany. Miał przyjeżdżać co 6 miesięcy, ale przez różne zawirowania, a później brakiem możliwości wzięcia urlopu w interesującym nas terminie, postanowiliśmy, że pociągnie do końca, aż nie odłoży całej kwoty. Nie widzieliśmy się 21 miesięcy i w tym czasie mąż przysłał do Polski ponad 300 tys. zł, za które razem mamy poszukać sobie mieszkania.
Stresuję się, bo nie mam tej całej sumy. Została niecała połowa. Mąż o tym nie wie, nie miałam odwagi mu powiedzieć. Chciałam sobie zrekompensować rozłąkę i smutek zakupami. Pochodziłam trochę do kosmetyczki i na SPA oraz zahaczyłam kilka weekendowych wyjść. Zdaję sobie sprawę, że straciłam kontrolę nad wydatkami, ale ile można gnić w 25-metrowej komunistycznej kawalerce, i to jeszcze samej? Z mojej wypłaty było mnie stać tylko na jej opłacenie i jedzenie.
Zrobiłam jeszcze jedną głupotę – pożyczyłam mojej siostrze 60 tys. zł na działkę budowlaną i to jeszcze gotówką do ręki, na gębę, bez żadnej umowy, bo to przecież moja siostra. Zlitowałam się nad nią, bo działka była okazją i właściciel nie chciał czekać, aż weźmie hipotekę i sprzedałby ją komuś innemu. Po wszystkim okazało się, że jedynym kredytem, jaki może wziąć, jest gotówkowy. Siostra powiedziała, że nie stać ją na gotówkowy i nie odda do banku drugie tyle, więc postanowiła spłacać mnie po tysiąc zł miesięcznie, zamiast wziąć ten cholerny kredyt i oddać mi pożyczone pieniądze od razu tak jak się umawiałyśmy. Oczywiście nie rozumie, że ja też potrzebuję tych pieniędzy. Tym sposobem nie mam siostry.
Podczas nieobecności mojego męża wydarzyło się coś jeszcze. Byłam dość blisko z pewnym mężczyzną. Nie mam usprawiedliwienia. Hormony wygrały. Potrzebowałam faceta. Spotykałam się z nim kilka miesięcy i kiedy zorientowałam się, że zaczynam coś do niego czuć, przestraszyłam się i natychmiast zakończyłam tę relację. Dręczą mnie wyrzuty sumienia, gardzę sobą, kiedy pomyślę, że mąż ciężko pracuje za granicą po kilkanaście godzin dziennie i ma czas tylko na spanie, a ja go zdradzałam z innym. Nie wiem, czy mu powiedzieć. Chciałabym, aby był na tyle silny i potrafił mi wybaczyć. I tak wpadnie w szał, kiedy dowie się, że to na co tak ciężko pracował, ja przepuściłam lekką ręką. Im bliżej jego powrotu, tym gorzej się czuję.
Obiecuję sobie, że jeżeli wybaczy mi moje błędy, będę najlepszą żoną, jaką jakikolwiek mężczyzna mógł sobie wymarzyć.
Tak bardzo mi przykro, ponieważ siostra mówi, że do niczego się nie nadaję i nic nie umiem, zgadzam się z tym. Jestem po prostu bardzo głupi. Gdy coś zgubię, to zupełnie nie pamiętam, gdzie to jest, jakby tego w ogóle nie było. Nie umiem wkręcić żarówki, a jak lampka nie działa, to nie rozumiem czemu, choć mogłem zwyczajnie odruchowo odłączyć ją z kontaktu. Dziś przestała działać drukarka, o dziwo odłączyłem ją od prądu, nie wiedząc, kiedy i jak. Jestem tym wszystkim zdruzgotany. Nic mi się nie udaje, jest mi tak przykro. Jestem chory na mózgowe porażenie dziecięce i mam zaburzenia lękowo-depresyjne. Boję się żyć, nie mam matury i jest mi smutno. Chciałbym zdać maturę i dostać się na fizykę teoretyczną, ale jej nie umiem. Mam 21 lat i nikt mi nigdy nic za dziecka nie pokazał, nie powiedział, że mam możliwość coś zrobić, byłem traktowany jak jajko. Co mam zrobić?
Ostatnio siostra wyszła na korepetycje w poplamionych spodniach, a ja bym zaraz był zmuszony zmienić i słuchał tego, jak mama nie chce ze mną wyjść.
Nie jest to najlepsze miejsce do takich spraw, ale nie wiem, co o tym myśleć.
Jest sobie koleżanka, dajmy jej na imię Ania. Ania jest w trakcie rozwodu. Od prawie roku jest w nowym związku z Michałem. Ania ma dwójkę dzieci. 11- i 6-letni chłopcy. Michał podczas zabaw z dziećmi dotyka ich po brzuchu, całuje po plecach, zdejmuje ubrania, zagląda w majtki, jak i je zdejmuje, klepie i dotyka po tyłku.
Czy to normalne? Dzieci znają go od wakacji. Dla mnie i innych nie jest to normalne.
Jak dyskretnie powiedzieć o tym Ani, aby nie powiedziała tego Michałowi (wtedy zaprzeczy i powie, że chcę zrobić z niego pedofilia)?
Michał nie ma innych tematów przy innych poza seksem. Jak siedzimy przy stole ja, Michał oraz Ania, Michał ciągle mówi o jednym, jak to będzie grzmocić Anię co noc.
Tak się zastanawiam, co ludzie mają w głowach. Ludzie młodzi, starsi, w średnim wieku. Już kilka razy dochodząc do przystanku autobusowego, czułem dym, widziałem, jak jara się w koszu na śmieci (niedopałek na pewno). A ludzie stoją, gapią się wszędzie, kaszlą od gryzącego dymu... ale kurna żaden nie ugasi, chociaż dookoła pełno śniegu. I kolejny raz biorę śnieg i wywalam do kosza, a ci stoją i się dalej patrzą.
Co jest z wami kurwa, wstydzicie się reagować? Wolicie stać i kręcić nosem? Ja pierdzielę, co za naród.
Dodaj anonimowe wyznanie