Mam 32 lata i niedawno moje życie zmieniło się o 180°.
Zacznę może od tego, że jestem zdecydowanie nieatrakcyjny dla kobiet: 170 cm na granicy niedowagi, zaawansowane zakola, krosty na twarzy, niesymetryczny nos. Z powodu urazu w dzieciństwie mam też jedną nogę krótszą, przez co chodzę w charakterystyczny sposób. Oczywiście próbowałem coś z tym zrobić, przetestowałem chyba wszystkie specyfiki na cerę i włosy ale nic to nie dało. Resztę wad być może dałoby się wcześniej zoperować ale barierą były koszty.
No właśnie, z powodów finansowych nie poszedłem na studia i łapałem się każdej dostępnej pracy. Do niedawna pracowałem na magazynie w typowym januszeksie i wynajmowałem pokój w kamienicy. Z wyżej wymienionych powodów żadna dziewczyna nie była mną zainteresowana, miałem krótką relację fwb w jednej z poprzednich prac ale nic poza tym.
Pół roku temu wygrałem w totolotka (mniejsza o kwotę). Kupiłem mieszkanie w nowym budownictwie, z pomocą doradcy inwestycyjnego zapewniłem sobie całkiem spory dochód pasywny. Resztę pieniędzy postanowiłem wydać na głupoty, trochę zaszaleć. Wziąłem auto w leasing i pewnego pięknego wieczoru udałem się do klubu. Oczywiście w najnowszych ciuchach z "odpowiednimi" metkami. Nie spodziewałem się cudów, ale już za pierwszym razem spędziłem noc z piękną dwudziestoparolatką. Od tamtej pory robię tak co tydzień: jak już wybiorę dziewczynę to wystarczy postawić parę drinków i dalej jest już z górki. Sam jestem w szoku. Wiadomo, zawsze znajdzie się jakiś temat do rozmowy, ale do tej pory dość szybko byłem spławiany. A teraz żadnej lasce nie przeszkadza mój wygląd ani trudności społeczne.
Do tej pory miałem kilkanaście takich jednorazowych przygód. Nie mówię że z jakimiś modelkami 10/10, ale większość z nich była naprawdę ładna, w normalnych okolicznościach poza moim zasięgiem. Oczywiście wszystkie w zbliżonym wieku, nie jestem groomerem. Z trzema mam stały kontakt, każda z nich wyraźnie liczy na dłuższą relację, na razie nie wiedzą o sobie nawzajem. Spotykamy się dość często, każda mówi mi że jestem "wyjątkowy" i że liczy się wnętrze. Oczywiście nie jestem naiwny, nie dam się wciągnąć w małżeństwo ani złapać na dziecko. Wiem, że za jakiś czas muszę przystopować, jeśli nie chcę żeby pieniądze się skończyły. Mam już wstępnie zarezerwowane operacje w prywatnych klinikach, może chociaż trochę poprawi to mój wygląd. Wzrost jest raczej nie do przeskoczenia.
Tak wiem, z żadną z tych kobiet nie zbuduję niczego wartościowego. Kupuję sobie złudzenia, ale wiem że w rzeczywistości jestem zerem. Zaliczam kobiety, które dawniej nawet by na mnie nie spojrzały. Na początku się cieszyłem, ale jak tak na to spojrzeć to w sumie smutne. Nie miejcie złudzeń, większość dziewczyn to materialistki.
Jestem ciekawy Waszej opinii, bo ja już nie wiem, co o tym sądzić. Prowadzę małą jednoosobową firmę, generalnie działam sam, w szczycie sezonu pomaga mi szwagier albo sąsiad. Mniejsza z tym, jaka branża, firma handlowo-usługowa, może bardziej usługowa. W każdym razie moja praca wymaga częstych wizyt w domu klientów, raczej stałego grona, którzy od czasu do czasu korzystają z moich usług. Dla przykładu niech będzie, że jestem hydraulikiem i jeżdżę na naprawy wodno-kanalizacyjne.
Historia dotyczy jednego z moich stałych wieloletnich klientów, dajmy mu na imię Darek. Facet jest starym kawalerem, jeszcze niedawno bardzo dobrze zarabiał, widać było, że nie musi się zastanawiać przed wydaniem pieniędzy i posiada w domu mnóstwo niekoniecznie potrzebnych mu gadżetów. Podobnie też było z płatnością za moje usługi – Darek nigdy się nie targował, wręcz nieraz dawał mi więcej. Przykładowo wyceniłem pracę na 500 złotych, a on dawał mi 800, mówiąc, że przecież się napracowałem i wcisnąłem go w grafik poza kolejką.
Niestety, Darek poważnie podupadł na zdrowiu, aktualnie jest na rencie i jeździ od lekarza do lekarza. Z moich usług korzysta nadal z dotychczasową częstotliwością, ale coś się zmieniło. Teraz już nie płaci mi więcej, niż oczekiwałem, a daje w rozliczeniu różne ze swoich gadżetów, które kupił, bo mu się podobały, a ich nie używa. Raz wróciłem od niego z nierozpakowanym z kartonu markowym odkurzaczem piorącym, kiedyś też z wyglądającą na użytą może raz czy dwa myjką ciśnieniową dobrej firmy, a wczoraj zabrał mnie na zwiedzanie domu słowami: „Chodź, pokażę ci, co mam” i pokazywał kolejne tego typu nieużywane rzeczy.
Z jednej strony fajnie, mam stałego klienta i mam jakieś rozliczenie, te rzeczy mogą się przydać. Ale z drugiej, kupiliśmy nowy dom i mamy spore wydatki na wykończenie, a ja nie przynoszę z pracy pieniędzy. Oczywiście, to tylko jeden klient, który zresztą poleca mnie znajomym, więc jest też dobrą reklamą, a w skali miesiąca wizyty u niego to kropla w morzu, ale inaczej planuje się wydatki, mając do dyspozycji pieniądze, a inaczej, przynosząc z pracy odkurzacz. Sam już nie wiem, co o tym sądzić.
Wiem, że to irracjonalne, ale boję się włączać piekarnik.
Niedawno wynajęłam pokój w mieszkaniu, w którym jest kuchenka gazowa z piekarnikiem również na gaz. Myślałam, że takich już od dawna nie produkują i piekarniki zawsze są elektryczne. A jednak. Zazwyczaj unikam włączania piekarnika lub proszę współlokatorkę, żeby nie wyłączała, kiedy ona użyje. Gdy muszę zrobić to sama, zawsze mam wizję buchającego mi w twarz płomienia, palących się włosów i brwi. Może się przyzwyczaję. Wstydzę się przyznać nawet współlokatorce.
Zawsze to babcia była dla mnie najbliższą osobą w rodzinie. To ona znała moich znajomych, choćby tylko ze słyszenia.
Tylko jej opowiedziałam o nowopoznanej dziewczynie, Asi. Ja miałam wtedy bardzo niską samoocenę i bałam się życia, a Asia, przebojowa i odważna, była wszystkim, kim chciałabym być. Opowiadałam o niej z zachwytem jako o niedoścignionym wzorze. Potrafiłam ciągle nawijać, co fajnego zrobiła, zaplanowała, powiedziała. Zachowywałam się jak fanka jakiejś celebrytki.
Raz mówiąc babci, że wychodzę, oznajmiłam, że jestem umówiona właśnie z Asią. Babcia popatrzyła na mnie zdziwiona i zapytała:
- Z TOBĄ się umówiła?
Jestem zwyczajnym facetem koło pięćdziesiątki, nie mam żadnego eksponowanego stanowiska ani wrogów. Wyróżnia mnie jedna rzecz: jestem dość podobny do Roberta Biedronia (z tego co wiem nie jesteśmy spokrewnieni).
Niedawno w moim mieście odbywało się spotkanie z pewnym prawicowym posłem o niemiecko brzmiącym nazwisku. Pracuję w budynku obok, więc wracając pod wieczór do domu niestety natknąłem się na wychodzących stamtąd sympatyków. Grupka dzieciaków w garniturach (ciężko powiedzieć, czy byli pełnoletni), ewidentnie po kilku piwach. Pech chciał że mój przystanek jest ulicę dalej w mało uczęszczanym miejscu a autobus się spóźniał.
Bachory podeszły do mnie od tyłu i przewróciły na ziemię. Byłem w szoku, nie zdążyłem się podnieść bo jeden z nich przygniótł mi głowę butem. Było ich co najmniej czterech, kopali mnie i darli się żebym wypie*dalał do Brukseli do innych pe*ałów. Na koniec wyjęli mi z kieszeni telefon i roztrzaskali o chodnik. Straciłem przytomność, w szpitalu dowiedziałem się że jakieś babcie zadzwoniły na policję i tylko dlatego napastnicy uciekli. Mam złamane żebro i siniaki na całym ciele. Lekarz powiedział, że muszę zostać do końca tygodnia na obserwacji. Boję się wyjść na ulicę.
Moim dziecięcym hobby były imiona. Notowałam je w zeszycie razem ze zdrobnieniami, wersjami w innych językach, czasami innymi uwagami. Przy każdym zapisywałam odpowiednik żeński lub męski, ponieważ wydawało mi się, że każde imię ma dwie wersje. I tak niektóre były intuicyjne jak Kamila i Kamil, o inne musiałam kogoś zapytać (np. Paweł i Paulina), jeszcze inne próbowałam dopasować sama (trochę mi wstyd, że tak zapisałam imię Andrzelika i sparowałam z Andrzejem). Nie przejmowałam się, kiedy jakiegoś odpowiednika nie znałam, uważałam, że jeszcze poznam taką osobę albo że imię nie jest spotykane w Polsce.
Mój spokój zakłóciła Paula. Nie wiem, która z nas była bardziej zszokowana, ja z powodu istnienia takiego imienia, czy Paula, której próbowałam wmówić, że jej imię jest zdrobnieniem, a tak naprawdę musi nazywać się Paulina.
A więc wstyd mi powiedzieć o tym komukolwiek ze swojego otoczenia bo to będzie droga w jedną stronę. Do sedna.
Znalazłam na telefonie narzeczonego pewien numer. Był on w schowku i ten numer znajdował się na liście kontaktów na Whatsapp.
Weszłam na stronę z paniami do towarzystwa (na e) wpisałam owy numer w wyszukiwaniu po numerze i cóż. Wyskoczyło ogłoszenie. Pewna pani.
Gdy klikalam na numer na Whatsapp u niego pokazywało wyżej ze konwersac. Zaczęła się we wtorek jednak nic. Jakby treść usunieta. On mówi że z nikim nie pisal i nic nie wie i że to nie on. No wypiera się. Ja głupia nie jestem chociaż może i jestem bo chce w to uwierzyć zeewzgledu na 10lat razem, dwójkę dzieci i ślub w tym roku..no i miłość. Czy jest to jakimś cudem możliwe że nie miał nic z tym wspólnego?
Pewnego słonecznego dnia, w trasie po Norwegi w ciężarówce z moim ojcem, mój pęcherz zaczął dawać mi znać, że już dłużej nie pociągnie. Miałam wtedy 15 lat. Poprosiłam rodziciela, żeby się zatrzymał.
Zjechaliśmy na stary parking, wzięłam ze sobą papier toaletowy i poszłam pod tajemniczo wyglądające WC. Weszłam, uścieliłam deskę sedesową papierem i zasiadłam wygodnie, ażeby podstawową fizjologiczną potrzebę zaspokoić. Rozglądałam się po tym małym pomieszczeniu i nagle moje oczy przykuła pewna zagadkowa dziura w ścianie. Miała mniej więcej 6/7 centymetrów średnicy, a pod nią widniał napis 'Glory Hole'. Niesamowicie mnie ten fakt rozbawił, bo po przetłumaczeniu na polski brzmiało to 'Dziura Chwały'... Postanowiłam zrobić zdjęcie i pokazać ojcu, żeby też się pośmiał. Podciągnęłam stare dresy i wróciłam do ciężarówki.
Po pokazaniu zdjęcia, na początku nie mogłam zrozumieć czemu się z tego nie śmieje, tylko od razu zmienił temat. Pomyślałam, że może to po prostu nie jego typ żartu i odpuściłam.
Dwa lata później, tak, dopiero po dwóch latach, siedziałam z kolegą i nie wiedzieć czemu zaczęliśmy rozmawiać o różnych kategoriach pornografii (tak wiem, że to dziwne, że prowadziłam konwersację na ten temat z kumplem, ale no cóż), kiedy padły dwa słowa 'Glory Hole'... Zbladłam... Poprosiłam go o wytłumaczenie, co to znaczy... Nigdy więcej nie pokazałam mojemu ojcu zdjęcia, którego znaczenia nie byłam pewna... Tato, przepraszam.
Ćwierć wieku temu, chodząc do liceum, spotykałem się z pewną dziewczyną. Ogólnie oboje byliśmy niedojrzali, kłóciliśmy się o byle co, co chwila się rozstawaliśmy i wracaliśmy do siebie. Z perspektywy czasu widzę, że to było za wcześnie, nie dorośliśmy jeszcze do związku. Na studniówkę poszliśmy niby razem, ale podczas imprezy odstawiłem jej scenę zazdrości, bo „za długo” tańczyła z innymi. Od tamtej pory obraziliśmy się na siebie definitywnie, po maturze nasze drogi się rozeszły. Potem trochę tego żałowałem, wiem, że wiele razy zraniłem ją bez powodu, chociaż ona mnie w sumie też. Mijały lata, byłem jeszcze w paru związkach, potem tak się złożyło, że zostałem samotnym ojcem.
Dwa miesiące temu moja córka przedstawiła mi swojego chłopaka, oboje mają po dwadzieścia lat i widać, że są dużo bardziej odpowiedzialni niż ja w ich wieku. Szybko okazało się, że wpadli i postanowili wziąć ślub. Wiem, co sobie myślicie, ale naprawdę nie naciskałem, to była wyłącznie ich decyzja.
W zeszły weekend młodzi zaprosili rodziców na uroczysty obiad, parę tygodni przed ślubem. Do tej pory wiedziałem tylko, że jego matka jest wdową. Kiedy weszła do salonu, byłem w szoku. Mimo upływu lat poznałem moją wielką licealną miłość. Reszta obiadu przebiegła w dość niezręcznej atmosferze.
Na razie nie powiedzieliśmy dzieciom o naszej przeszłości. Szczerze nie wiem, co robić, wszystkie dawne uczucia odżyły, ona po latach jest nawet piękniejsza niż wtedy. Na razie nie poruszałem tego tematu, w przyszłym tygodniu jedziemy z dziećmi kupować dekoracje (wesele będzie w moim domu, skromna rodzinna uroczystość). Wiadomo, że będziemy się od czasu do czasu widywać. Co mam robić?
Wielu moich rówieśników kłamie i oszukuje, aby wybrać się potajemnie na imprezę lub do dziewczyny/chłopaka. Ja tymczasem oszukuję moich rodziców mówiąc im, że wychodzę ze znajomymi po to, aby nie zorientowali się jak bardzo samotna jestem.
Przynajmniej w kwestii oszustw czuję się jak inni!
Dodaj anonimowe wyznanie