W czasach kiedy byłam dzieckiem, a potem nastolatką, robiłam dość dziwne rzeczy.
Oto kilka przykładów:
1) zakładałam plastikową siatkę na głowę, zaciskałam i próbowałam ją uszkodzić, używając tylko języka (na wypadek, gdyby ktoś próbował mnie tak udusić);
2) często wykonując takie czynności jak chodzenie, robienie herbaty, krojenie warzyw itd. zamykałam oczy (na wypadek, gdybym straciła wzrok);
3) uczyłam się pisać lewą ręką (na wypadek utraty prawej);
4) wiązałam ręce i nogi, wkładałam szmaty do buzi i próbowałam się uwolnić (na wypadek porwania);
5) ćwiczyłam udawanie martwej w takich sytuacjach jak topienie lub duszenie (chyba na wypadek, gdyby mój morderca okazał się łatwowierny).
A wy, drodzy anonimowi, pamiętacie swoje dziwactwa z dzieciństwa?
Pozdrawia was jedynaczka rocznik '85.
Jestem typem człowieka, który gdy musi wykonać telefon, ma szczerą nadzieję, że ten, do którego dzwonię, nie odbierze. Chęci do pracy zawsze miałam, jednak miałam też problem ze znalezieniem pracy. W końcu zwierzyłam się ze swojego problemu znajomemu. Wysłuchał, powiedział, że popyta znajomych, za co byłam ogromnie wdzięczna.
Mój znajomy zadzwonił do mnie jakiś tydzień później i przekazał mi radosną wiadomość. Otóż znajomy znajomego chętnie mnie zatrudni! Ucieszona dopytałam szczegółów... Wtedy dowiedziałam się, że moja praca będzie polegać na tym, aby codziennie wykonywać ok. 50 telefonów do klientów...
Hej, potrzebuję obiektywnej opinii i porady. Za 4 dni kończę 18 lat, mój chłopak ma 22 lata (mamy 4 lata różnicy). Jesteśmy razem od jakiegoś czasu, bardzo go kocham. Jest dla mnie cudowny, opiekuńczy, przemiły i zawsze sam płaci za nasze wyjścia (nigdy nie dał mi na siebie wydać ani złotówki). Mieszka ze swoją mamą, nie pracuje obecnie ani nie studiuje, ale nie jest żadnym leniem – ciągle coś ogarnia na miejscu, pomaga w domu i jest bardzo zaradny. Dzieli nas też spora odległość (200 km), ale do tej pory dobrze sobie z tym radziliśmy.
Dzisiaj pierwszy raz powiedziałam o nim rodzicom i wyszła z tego fatalna sytuacja. Rodzice zareagowali bardzo negatywnie. Najbardziej przeszkadza im to, że on nie pracuje i nie studiuje – moja mama od razu założyła scenariusz, że za 10 lat też nic nie będzie robił i że będę musiała go utrzymywać. Boją się też tej odległości między nami.
Chciałam zapoznać ich w ten piątek (w moje 18. urodziny), bo będziemy w jego okolicach u rodziny, ale rodzice od razu odmówili, tłumacząc się brakiem czasu. Bardzo zależy mi na tym, żeby go poznali, bo chciałam ułatwić nam spotkania w roku szkolnym (żeby mógł u nas czasem przenocować albo ja u niego, a za parę miesięcy marzy mi się wziąć go na studniówkę).
Odczuwam ogromny stres, ciągle płaczę i mam w sobie paraliżujący strach, że rodzice będą próbowali zniszczyć ten związek, blokować nam kontakt i ograniczać mnie ze względu na szkołę. Nie wiem, jak to rozegrać, jak z nimi rozmawiać i jak ich przekonać, żeby dali mu szansę i go poznali. Co byście zrobili na moim miejscu?
Nie wiem, czy to mi się śniło, czy coś podobnego gdzieś widziałam. Ale odkąd pamiętam, czyli jak miałam jakieś 5-6 lat, to mam to wspomnienie w głowie. A mianowicie pamiętam, że dotykałam mojego wujka starszego o 11 lat. Siedzieliśmy w jego pokoju na dywanie, a on powiedział, że mi coś pokaże. Pamiętam dokładnie, jak rozpina rozporek i jak mówi, żeby się nie bać i każe się dotknąć. I pamiętam, że była tam moja o rok młodsza siostra. Robiła to, co ja. Ale nigdy jej nie zapytałam o to, nawet nie wspomniałam, że coś takiego mam w głowie.
Jestem teraz przed 30. Ta sytuacja na szczęście nie odbiła się na moim życiu. Tylko od czasu do czasu wracają wspomnienia i łamię sobie wtedy głowę, czy tak było naprawdę, czy w wieku 5 lat coś takiego bym wymyśliła. Mam rodzinę i w miarę poukładane życie i nikt o tym nie wie.
W końcu po kilkunastu latach mój brat się wyprowadza. Po raz pierwszy w życiu będę miał swój własny pokój, urządzę go tak, jak zechcę. Nie będę musiał spać z matką w jednym pokoju, a czasem i łóżku, oraz gnieździć się po kątach salonu, próbując znaleźć sobie miejsce, gdzie nikt mnie nie zauważy. Będę mógł śmiać się bez obaw, że zaraz zacznie mnie wyzywać, bo mu przeszkadzam, oraz nikt nie będzie próbował mnie pobić, bo wylałem wodę na podłogę. Nikt nie będzie budził mnie w środku nocy dla zabawy, rzucając we mnie tym, co akurat mu się pod ręką napatoczy. Zaproszę po raz pierwszy kolegów.
Radość mnie rozsadza, ale nie mogę tego nikomu powiedzieć. Przed rodziną udaję, że żałuję, że mój brat wyprowadza się tak daleko i że prędko go nie zobaczę.
Mój ojciec był bardzo szczęśliwy, jak trafił w dużego lotka szóstkę. Ze szczęścia tak mu odbiło, że postanowił kupić mi i mamie mieszkanie w bloku i kazał się tam nam wyprowadzić i zostawić go w spokoju, bo nie chce więcej mieć z nami nic wspólnego.
Jego szczęście trwało niecałe dwa lata, ojciec rozpieprzył kasę na panienki i imprezki, a teraz jest gołodupcem, który ledwo ciągnie.
Niby smutne, ale wcale mi go nie żal. No i przynajmniej mamy mieszkanie.
Mam bardzo dobre stopnie w szkole, garstkę spokojnych znajomych, lubię czytać poezję, oglądać potyczki recytatorskie. Z racji „nudnych” zainteresowań raczej rzadko wychodzę z domu. Wyjątkiem są nieczęste spotkania z chłopakiem, z którym jestem od dawna.
Dziś zostałam zwyzywana od puszczalskich szmat, kurew, pieprzących się na prawo i lewo szlaufów itd. Autorką tej wiązanki jest moja młodsza siostra. Zabolało. Cały monolog słyszała moja mama. Zapytana o reakcję powiedziała: „Skoro spotykasz się z nim u niego w domu, to co innego możemy o tobie pomyśleć?”.
Mam 19 lat, nigdy nie zrobiłam nic złego, zawsze myślałam, że rodzice mają o mnie dobre zdanie. Odechciało mi się wszystkiego.
Miałam kiedyś przyjaciółkę, taką od serca na zawsze. Przyjaźniłyśmy się blisko 20 lat. W jakimś etapie życia przyjaciółka poznała chłopaka. Byli ze sobą dobre kilka lat. Wspólne mieszkanie, zaplanowany ślub (ja za starszą) i nagle... Moja przyjaciółka stwierdziła, że jednak to nie to. Przez te kilka lat zdążyłam się zaprzyjaźnić z jej chłopakiem. Przeżył ich rozstanie, więc postanowiłam go wesprzeć, tak jak ją.
Po jakimś czasie coś zaczęło nam na sobie zależeć. Żeby nikogo nie stracić, postanowiłam rozegrać to uczciwie, porozmawiałam z chłopakiem, powiedziałam, że nic się nie wydarzy, dopóki nie porozmawiam z przyjaciółką... Porozmawiałam – powiedziała, że nie ma nic przeciwko i będzie się cieszyć naszym szczęściem. Później jeszcze parę razy się spotkałyśmy, wydawało mi się, że wszystko jest w porządku... do czasu ślubu. Od mojego ślubu całkowicie się do mnie nie odzywa. Ułożyła sobie życie, poznała kogoś, więc dlaczego nie możemy się normalnie spotkać jak kiedyś?
Czy naprawdę jestem złym człowiekiem? Wszystko załatwiłam, jak należy, zapytałam o pozwolenie, spotykałam się z nią, gdy tylko chciała. Mam wspaniałego męża, ale przyjaciółkę straciłam. Wiele razy próbowałam się odzywać – bezskutecznie.
Kurczę, naprawdę bardzo za nią tęsknię...
Sytuacja sprzed dwóch godzin. Robię sobie zakupy w markecie. Każdy pewnie kojarzy chłodziarki z działu mięsnego, takie przeszklone. Stoję sobie więc właśnie wzdłuż takich chłodziarek. Kolejka dłużyła się niemiłosiernie, w końcu każdy musi kupić zapas szynki na rok ;) Gdy przede mną zostały tylko cztery osoby, stałam przy takiej właśnie szybce. Oparłam się o nią ręką, cały czas przesuwając się do przodu – i w tym największy mój błąd. W pewnym momencie oderwałam rękę, by sprawdzić przygotowaną listę, co też mam kupić tym razem. Kolejka znów ruszyła o kilka kroków, a ja jak głupia, zamiast spojrzeć, od razu chciałam położyć swoją łapę na szybce. Już w czasie lotu skapnęłam się, że to była chłodziarka bez szybki. Moja twarz wylądowała na karkówce, włosy poszybowały po skrzydełkach, filetach i wątróbkach, na szczęście chociaż nogi pozostały na swoim miejscu.
Gdy podniosłam się do pozycji pionowej, zobaczyłam, że wszyscy się patrzą na mnie wielkimi oczami, a kilka osób usilnie próbuje stłumić śmiech. Jakiś pan spytał mnie, czy nic mi się nie stało, a ja paląc buraka, pokręciłam głową i jak najszybciej pobiegłam do wyjścia.
Mam starszą siostrę, której nigdy w życiu nie widziałem pijanej, a ja już parę lat temu wracałem do domu pijany z przypałami. Niby nic takiego, bo alkohol dla ludzi i tak dalej, ale jednak czuję, że to ja jestem tym gorszym dzieckiem, które zawodzi rodziców.
Dodaj anonimowe wyznanie