#qEaZV

Mam 19 lat, chodzę do technikum i pracuję w pewnym markecie. Na moje nieszczęście market jest czynny do dość późnej pory i gdy wracam z pracy po drugiej zmianie, potrafi być już po 23. Z tego tytułu w szkole na drugi dzień chodzę jak zombie.
Gdy wczoraj zaspana weszłam na jedne z zajęć zawodowych, na „dzień dobry” rzucone z ust nauczyciela w moją stronę, odpowiedziałam mu: „Dzień dobry, karta clubcard?”. Facet trochę skołowany nie wiedział, o co chodzi, a do mnie dotarło to dopiero po czasie.

Cóż, przynajmniej dostarczyłam śmiechu nauczycielowi i klasie na dobry początek dnia!

#xV9WT

Moja siostra miała kiedyś koleżankę, która z kolei miała chłopaka-obcokrajowca. Jej luby przyjeżdżał do Polski dość rzadko, gdy zaś przebywał za granicą, owa koleżanka korzystała ze wszelkich okazji, by go zdradzać na prawo i lewo. Robiłam wszystko, co mogłam, by przekonać siostrę do próby ukrócenia tego jakże haniebnego procederu, jednak żadne prośby ani groźby nie pomagały. W końcu to nie jej związek, więc po co ma się mieszać? Poza tym przecież nie zniszczy koleżance relacji! Sama zdradzająca zaś skutecznie tuszowała wszelkie ślady i dowody niewierności, ja zaś nie znałam jej lubego na tyle dobrze, by mi uwierzył na słowo.

Pewnego dnia owa koleżanka przyszła do nas ze łzami w oczach. Jak mogłam się domyślić, spędziła upojną noc z nowo poznanym kolegą. Tym razem jednak karma/Bóg/Allah/Latający Potwór Spaghetti wreszcie się zdenerwował i postanowił ją ukarać za przyprawianie drugiej połówce więcej rogów, niż ma przeciętne stado baranów na Podhalu. Jej kochankowi pękła gumka... Cóż więc zrobiła owa rozwiązła dama, mając przed sobą perspektywę ciąży z praktycznie nieznajomym facetem, który w dodatku zapadł się pod ziemię zaraz po? Wyciągnęła zaskórniaki i pojechała do Czech? Z płaczem wyznała partnerowi, co dotychczas wyczyniała, gdy nie było go w Polsce? Ustaliła tożsamość kochanka, po czym pozwała go o alimenty? Nic z tego! Jak tylko jej chłopak przyjechał do Polski, upiła go najlepszym winem od mojej siostry, po czym, usprawiedliwiając się zżerającą ją tęsknotą za ukochanym, zaciągnęła go do sypialni, gdzie wypełniła swój kobiecy obowiązek, sprytnie zapominając o skorzystaniu przy tym z zabezpieczenia. Trzy tygodnie później okazało się, że jest w ciąży.

Na wieść o tym, że jego dziewczyna zostanie mamą, chłopak koleżanki siostry zadeklarował, że zaopiekuje się nią i dzieckiem, co bardzo ją ucieszyło. Ciąża i poród, z tego, co wiem, przebiegły bez większych komplikacji. No, może oprócz jednej:
ku zaskoczeniu matki lekarze wyciągnęli z brzucha czarnego jak smoła niemowlaka, który był żywą kopią jej partnera.

#xhISw

Śmieszy Was popularny w internecie nosacz? Mnie nie, bo przy moim ojcu chowają się wszystkie Janusze. Żyjąc w małej, biednej wiosce można odnieść wrażenie, że niektórzy to prawdziwe zwierzęta i degeneraci z uciętą piramidą Masłowa. Oto przykład człowieka, który zniszczył mi dzieciństwo.

1. Sam nawet nie ukrywa, że spłodził mnie i brata TYLKO jako pomoc. Żadnej miłości. Nawet się nami nie opiekował, a teraz całą winę za naszą pogardę w stosunku do niego zwala na matkę. No, kurczę, bardzo mądrze, ale ten cep nie widzi, że gardzą nim wszyscy wokół. Skąpi nam pieniędzy na wszystko. Mimo że pomagamy przy żniwach, całe wakacje od rana do nocy zrywamy różne owoce, to on bierze pieniądze i mówi, że są JEGO. Ta, sam by nic nie zarobił, a uważa się za specjalistę i znawcę od wszystkiego i mówi, że my nie zasługujemy i się nie znamy. A, i oczywiście liczy, że na starość będziemy mu pomagać, w końcu po to się robi dzieci, prawda?

2. Zachowuje się jak socjopata i wariat. Siedzi całymi dniami przed telewizorem albo żali się mamusi (najgorszy moherowy sort). Uwielbia śmiać się ze mnie, gdy włożę wygodny, męski szlafrok: „Te, ślachcić, he, he”. HA, HA, HA, bardzo, BARDZO śmieszne. Albo gdy pójdę do sklepu, „ooo, ale podkupił pyszności he, he, a skąd na to kasę miał, he, he?”. No na pewno nie od ciebie. Sam to na piwo chodzi, a zwykłą czekoladę albo chipsy uważa za przesadny luksus.

3. Jest chamski i agresywny. Bicie pomaga dzieciom nabrać szacunku do starszych, nauczyć ich zachowania? No to wyobraźcie sobie takiego Janusza, który podczas mojej sprzeczki z bratem wpada i uderza mnie otwartą dłonią w twarz. No bo przecież nie da się dziecku wytłumaczyć, że tak nie wolno, prawda? Niektórzy rodzice chyba zapominają, że w wychowaniu potrzeba autorytetu, który nabywa się poprzez spędzanie z dziećmi czasu, wspieranie ich. No ale przecież łatwiej jest uderzyć, co z tego, że potem przechodzisz załamanie nerwowe, tniesz się i czujesz jak śmieć. A takich sytuacji w stosunku do mnie i brata było trochę. Ale to jakoś przebolałem, po latach oddalasz niemiłe wspomnienia, chowasz je głęboko w sobie i do nich nie wracasz.

4. Dopiero niedawno zdałem sobie sprawę, że zniszczył on życie matuli, zawsze traktuje ją jak szmatę i obraża. Jak on związał się z tak wspaniałą kobietą? Ona naprawdę była w młodości głupia, no i teraz cierpi. A z nią i cała rodzina. Pewnej nocy pokłócili się i uderzył ją z pięści. Czara goryczy się przelała. Przyjechała policja, spisali go i zabrali do psychiatryka. Wiecie, co jest najgorsze? Nie zrobili z nim nic, po prostu go wypuścili. Co prawda już nie bije, ale to nic nie zmienia. On i inni degeneraci żyją sobie, mnożą jak karaluchy, a państwo jest bezradne.

Jeszcze półtora roku. Kończę liceum i wyprowadzam się na drugi koniec brzydkiej Polski. Wybaczcie, ale jest mi przykro i smutno.

#ccm04

Znajomy znajomego (ale na oczy widziałam) zainspirował się gifem/filmikiem z popularnej strony z memami i postanowił nastraszyć swoją narzeczoną pod prysznicem, bo, cyt.: „Ona się tak ZAJE***CIE złości!!!” . Na spotkaniu, na którym to słyszałam, panowie wyjątkowo nakręcali się reakcjami kobiet na drastyczne przebudzenia – straszna maska ułożona naprzeciwko twarzy, straszenie za pomocą bardzo głośnych dźwięków, strzałów, rzekomego wyrzucenia dzieci w dziwne miejsca itd. Moje zdanie zostało całkowicie olane, „bo to takie śmieszne/baby są głupie/dobrze jej tak”. Przyznam, że po tym, co usłyszałam, jeszcze bardziej niż kiedykolwiek ograniczyłam zarówno spotkania, jak i grono znajomych.

Znajomy znajomego chciał zrobić pranka zbyt długo kąpiącej się narzeczonej i mówiąc wprost, zabił ją. Wparował ze smartfonem do łazienki (jak dla mnie chore, żeby kogokolwiek w łazience filmować), a ona przestraszona i zażenowana zaczęła krzyczeć, po czym próbując okryć się czymkolwiek, wywaliła się spektakularnie na brzeg brodzika tak niefortunnie, że uszkodziła kręgosłup i przywaliła głową o kafelki na podłodze. Jej wycie zaalarmowało sąsiadów, przyjechała policja, pogotowie. Zmarła z powodu uszkodzenia mózgoczaszki i jeśli dobrze kojarzę, uszkodzonego ze strachu osierdzia*. Zabiło ją podłe combo obrażeń. Kręgosłup by jej nie zabił, ale był bardzo poważnie uszkodzony. Narzeczony próbował ją uspokoić i wmówić, żeby nie histeryzowała...

Jedyne co po jej śmierci chłopak umiał powiedzieć, to: „Nie chciałem, żartowałem!”. Sąd nie przyjął takiego tłumaczenia. Tym bardziej że nie udzielił jej pomocy, a gdyby nie najbliżsi sąsiedzi...

*Wiem, co wiem, bo to znajomy, mieszkam blok obok, a do tego „świadkowałam” w sądzie. Byłam pierwszą osobą, do której obsrany ze strachu zadzwonił po godzinie od wypadku, po szybki kurs pierwszej pomocy. Gdy tam przybiegłam, była już policja i pogotowie. Widziałam i słyszałam swoje, zarówno na żywo, jak i poprzez media społecznościowe, np. w formie wcześniejszych postów winowajcy.

#gPzYp

Pewnej nocy uprawiałam leniwy s3ks po pijaku z moim chłopakiem.
Byłam na górze, a on był bardzo zrelaksowany. Kiedy zmienialiśmy pozycję, zauważyłam jakąś plamę na prześcieradle. Nie wiedziałam, co to jest, więc niestety, ale jakoś odruchowo powąchałam... okazało się, że to kupa! To był początek naszej znajomości, więc nie chciałam go zawstydzać. Poprosiłam, żeby przyniósł mi coś z łazienki. Kiedy wyszedł, wyrzuciłam prześcieradło do kosza na brudy. Był tak pijany, że nie zauważył, że nie ma prześcieradła, gdy wrócił. 

Zanim się obudził rano, ja zdążyłam zrobić pranie.
Do dziś nie wie o swojej wpadce.

#sHu8i

Mam 24 lata i mam dziwny problem, o którym nie mam z kim porozmawiać. Pewnie większość mnie wyśmieje lub obrazi, ale mam nadzieję, że może zobaczy to ktoś, kto może był w podobnej sytuacji lub wie coś więcej ode mnie. Wyznanie to będzie o jaraniu.

Od wielu lat kupowałam tylko u jednego zaufanego dilera. Wszystko było super, mogłam sobie zawsze w spokoju zapalić. Ostatnio pojawił się u niego nowy towar. Powiedział tylko, że trochę mocniejszy. Nie miałam żadnych podejrzeń, przecież zawsze było dobrze. Wróciłam sobie wesoło do domu, nabiłam lufkę i wzięłam tak z 2-3 chmurki. Zadziałało dopiero jakoś po 3 minutach i nagle serce zaczęło mi tak mocno i szybko uderzać jak nigdy... Podłoga mi się ruszała, miałam czarno przed oczami, piszczało mi w uszach i ledwo mogłam oddychać. A na dodatek wszystkie przedmioty i meble w moim domu wydawały mi się bardzo malutkie.
Wiem, że sprzedał mi jakiś syf, ale chodzi mi o coś innego. Teraz jak próbuję zapalić coś, co jest w 100% ekologiczne (wiem, bo koleżanki normalnie to palą i nic im nie jest, czują się okej, jak zwykle), to ze mną zaczyna się dziać coś dziwnego, bo wraca do mnie tamten strach i zamiast tamtego miłego uczucia co kiedyś, czuję się zagrożona, że zaraz znów stanie się tak strasznie jak wtedy. I chociaż się tak nie dzieje, to mój lęk jest za duży, abym mogła tak jak kiedyś beztrosko sobie zapalić, bo cały czas mam paranoję. Boję się, że popsuł mi się mózg i już zawsze będę się tak bać.

#5wlzw

W podstawówce uczyłam się z dziewczyną, która powinna chodzić do szkoły specjalnej, nazwijmy ją X. Nic do niej nie miałam, odzywałam się do niej, spędzałyśmy czas na przerwach, ale jej nie podobało się to, że rozmawiam również z innymi koleżankami. Dlatego urwałam z nią kontakt. Nie o tym jednak będzie wyzwanie.

Był taki okres, że moi rodzice często się kłócili. Ja nie mogłam tego słuchać, więc przerywałam im, opowiadając śmieszne historie. Pewnego razu wpadłam na pomysł, by opowiedzieć nieprawdziwą historię na temat panny X. Skłamałam, że puściła głośnego bąka na lekcji, i to podnosząc wysoko pośladki. Rodzice przerwali kłótnię i zainteresowali się moją historyjką. Postanowiłam więc, że będę kontynuować opowiadania. Po kilku dniach powiedziałam, że X biegała po klasie, podskakując i puszczając bąka. Rodzice jeszcze bardziej zainteresowali się opowiadaniem, więc kolejna część nieprawdziwej historyjki była tylko kwestią czasu. Następnie zmyśliłam, że X podeszła do nauczycielki, wypięła tyłek i puściła bąka jej w twarz. Mama wtedy skomentowała: „Niedługo to ona chyba pokaże gołą pupę całej klasie”. Tak się złożyło, że tak właśnie miała wyglądać kolejna część opowiadania. Myśląc, że rodzice pewnie pomyślą, że te słowa mamy i rzekome wydarzenie to zbieg okoliczności, następnego dnia powiedziałam, że X wyszła do tablicy, odwróciła się, ściągnęła spodnie i... pokazała pośladki. Rodzice jednak tym razem mi nie uwierzyli. Mama zorientowała się, że zmyślam, bo o takiej sytuacji mówiła wczoraj. Przyznałam się, rodzice powiedzieli mi, że nie wolno tak zmyślać i nie, nie dostałam kary.

Od tamtej pory nie opowiadam nieprawdziwych rzeczy przy ludziach, ale zostało mi to, że opowiadam śmieszne (i prawdziwe) historie, gdy ludzie się kłócą.

#vknTS

Gdy byłam mała, razem z bratem uwielbialiśmy wykręcać mamie psikusy. Pewnego dnia naszym współpracownikiem została duża szmaciana lalka. Była ona mniej więcej mojego rozmiaru. Ubraliśmy ją w moją sukienkę, polaliśmy keczupem i wyrzuciliśmy za okno. Ja ucieszona schowałam się w szafie, a mój brat zaczął wrzeszczeć wniebogłosy: „Nie żyje, o Matko Boska, nie żyje!”. 

Mama, która akurat była w łazience, tak się przestraszyła, że nawet nie zdążyła ubrać majtek, a gdy przybiegła i zobaczyła za oknem moje „zwłoki”... zemdlała. Byliśmy bardzo zawiedzeni tym, że mamie nie podobał się dowcip i poszła spać, więc za karę pomalowaliśmy jej tyłek niezmywalnym flamastrem.

Nie ma to jak dziecięce zabawy :D

#aFFVY

Stało się to, jak miałam 6 lat, moja mama miała ciężką operację, przy której mogła nie przeżyć. Przed tą operacją, jak już moja mama była w szpitalu, zmarł mój wujek. Był różaniec w naszym domu (dom rodzinny) i była cała rodzina. Jednak ja tęskniłam za wujkiem i płakałam, moja siostra nie mogła mnie uspokoić. Przyszła moja chrzestna matka i powiedziała: „Nie płacz, bo twoja mama może jeszcze umrzeć” i się uśmiechnęła. Zaczęłam płakać jeszcze bardziej. 
Do tej pory nie rozumiem, jak można powiedzieć tak komukolwiek, a co dopiero dziecku.
Dodaj anonimowe wyznanie