Jestem bardzo spokojnym, kulturalnym, nieśmiałym nastolatkiem, ale mam małą tajemnicę.
Znęcam się psychicznie nad osobami, które dokuczają słabszym. Najczęściej dokuczam bogatym bachorom lub patologicznym typkom.
Znęcam się nie tylko w internecie, ale i w realu.
Czemu tak, a nie fizycznie? Bo wyciągają z tego lekcję, je czerpię wręcz przyjemność z ich łez oraz tego, że doprowadzam ich do stanu, w jakim są ich ofiary bez brudzenia sobie rąk.
Dodatkowo nie mogą zrobić obdukcji w razie czego ;)
Czy ich ofiary o tym wiedzą? Niektóre (te, które mnie proszą o pomoc), a inne są zszokowane ich przeprosinami.
Byłam ostatnio na szkoleniu. Tak się złożyło, że było nas 12 kobiet w wieku od 25 do 45 lat.
Na początku każda miała się przedstawić i powiedzieć coś o sobie. Jak każdy normalny człowiek by to zrobił? „Cześć, jestem Basia, mam 30 lat, pracuję tu i tu, mam męża i dwójkę dzieci”, prawda? Tutaj wyglądało to inaczej.
Co mnie strasznie zirytowało, to że te kobiety zaczynały swoją przemowę od tego, ile mają dzieci (byłam jedyną bezdzietną kobietą na kursie). Jedna to w ogóle nie podała swojego imienia na początku, tylko wypaliła: „Cześć, mam trójkę dzieci, Brajanka, Nikolę i Dżesikę. Mam na imię Ania”. Inna, zamiast o swoim hobby, zaczęła gadać o zainteresowaniach swoich dzieci. A reszta jej wtórowała.
Czy tylko dla mnie to dziwne, czy może to jest normalne?
Po długim czasie milczenia któregoś pięknego dnia na fb napisał do mnie mój były. Pomimo tego, że rozstaliśmy się w dosyć niemiłej atmosferze, postanowiłam odpowiedzieć na jego wiadomość. Przez kilka dni prowadziliśmy dosyć niezobowiązujące rozmowy, aż zaproponował mi spotkanie na kawę. Oczywiście zgodziłam się. Dlaczego? Tylko po to, żeby prosto w oczy zdradzić mu finałowy odcinek jego ulubionego serialu, którego jeszcze nie zdążył obejrzeć.
Było warto.
Mama spytała mnie, co chcę na urodziny. Odpowiedziałam, że chciałabym książkę. Zadumała się na chwilę i ze skrzywioną miną odpowiedziała, że przydałoby mi się coś bardziej użytkowego, jak ciuchy, albo coś do makijażu.
Udajesz niedostępną? Na siłę robisz z siebie chłodną? Wrzucam to, żeby przestrzec Was dziewczyny przed różnymi manipulacjami i poddawaniu swoich facetów różnym gierkom, bo to nie działa, a na dłuższą metę zabija. Oto moje smutne story.
Poznaliśmy się nietypowo, bo na internetowym czacie. Jak się później okazało, dzieliło nas 400 km. Jednak to nas nie zrażało – przed naszym pierwszym spotkaniem praktycznie codziennie wieczorami rozmawialiśmy przez telefon i w ten sposób przecieraliśmy pierwsze szlaki znajomości. Trwało to około miesiąca, gdzie potem postanowiliśmy spotkać się na żywo. Spotkanie wspominam bardzo miło. Przyjechałam do jego miejscowości i spotkaliśmy się w umówionym wcześniej miejscu. Patryk (tak miał na imię) w ogóle jakby nie skupiał się na moim wyglądzie, widział we mnie rzeczy, których inni faceci nie dostrzegali. Był inteligentny i zabawny, inny niż wszyscy moi poprzedni partnerzy. Bardzo mnie to oczarowało i mimo tej okropnej odległości postanowiłam się w to zaangażować i poświęcić. Z początku bałam się zaryzykować i zaufać, ponieważ wcześniejsi partnerzy mnie zranili i przez jakiś czas miałam sceptyczne podejście do większości facetów. Jednak przełamałam się. Po pierwszym spotkaniu przez około dwa miesiące jeździliśmy do siebie na zmianę, raz on, raz ja. Było cudownie, widziałam, że bardzo mu zależy i z mojej strony działało to podobnie. Po tym okresie docierania się zostaliśmy oficjalnie parą.
Jako że byliśmy z tego samego rocznika, po obronieniu naszych prac licencjackich wybraliśmy się odpocząć nad polskie morze. Wynajęliśmy domek. On przynosił mi śniadanie do łóżka, wieczorami zaś zabierał na romantyczne spacery. Czułam się jak w bajce, czułam się w końcu komuś potrzebna, zakochałam się. Ale po jakimś czasie zaczęłam go olewać. Chciałam go po prostu sprawdzić, czy jest prawdziwym facetem, nie chciałam tego popsuć. Gdy mówiłam mu, że nie mogę do niego przyjechać, on bez wahania wsiadał w auto i przez 4 godziny do mnie jechał. Zaczęłam wykorzystywać jego zaangażowanie i po czasie stałam się chamska, w sumie sama nie wiedząc czemu. Chyba wpłynęło na mnie to, jak byłam traktowana w przeszłości i chciałam się odegrać, że mam nad nim pełną kontrolę, jednak pomyliłam się. Któregoś dnia niespodziewanie po ostatniej kłótni – wywołanej przeze mnie – przyjechał i zerwał ze mną. Próbowałam do niego wrócić, przepraszać. Obiecywałam, że się zmienię, jednak był nieugięty i nie chciał mnie już znać.
Stało się to pół roku temu, a ja po dziś dzień nie mogę sobie wybaczyć, że przez jakieś swoje głupie gry i dziwne posunięcia straciłam najbardziej wartościowego człowieka, jakiego spotkałam. Wstyd mi za to bardzo.
Nie chciałem iść na studia, bo chciałem zarabiać i odciążyć mojego ojca. Zapewniał mnie, że powinienem iść studiować, a on zawsze mi pomoże.
Wyrzucił mnie z domu, zanim skończyłem pierwszy semestr.
Pewnego pięknego dnia, gdy wraz z lubym odwiedziliśmy koleżankę, mój kochany postanowił zrobić koleżance psikusa. Wziął jej bezprzewodową myszkę i schował do kieszeni. Gdy koleżanka wróciła do pokoju, mieliśmy już wychodzić na dwór. Po 10 minutach spaceru, oddalając się coraz dalej od jej domu, luby pomyślał sobie, że to już ten czas, by pochwalić się zdobyczą. Wyciągnął ją z kieszeni i zaprezentował koleżance. Ona tępym wzrokiem patrzyła się na niego i zadała pytanie: „Po co ci myszka?”. Wraz z moim chłopakiem popłakaliśmy się ze śmiechu i dopiero po chwili zrozumiała, co się stało, odebrała co jej i musieliśmy wrócić się do jej domu, by mogła odstawić myszkę na swoje miejsce.
Gdy mam ogromną chcicę, włączam Simsy 4 i tworzę tam siebie z idealnym haremem e-boyów (XD). Pobrałam nawet specjalny mod, który pozwala na odtwarzanie realistycznych animacji seksu. Nic mnie tak bardzo nie podnieca.
Nowo otwarty prywatny ośrodek rehabilitacyjny pod Warszawą. Przyjechała do nas pacjentka z innej placówki. Też prywatnej.
Pani z odleżynami, ciało reagujące bólem na najdelikatniejszy dotyk. Leżąca. Wrak człowieka. Jak zobaczyłam ją pierwszy raz, to pomyślałam, że to chyba końcówka jej życia.
Kilka tygodni w naszym ośrodku wystarczyło, żebym tej pani nie poznała. Uśmiechnięta, na wózku inwalidzkim, odleżyny już prawie zaleczone (pomogli fizjoterapeuci i ich sprzęt). Wypielęgnowana przez nasze cudowne panie opiekunki, którym „się chce”. Uczestniczy w terapii zajęciowej i w rehabilitacji. JEST UŚMIECHNIĘTA. Można? Można!
Jestem przekonana, że gdyby ta pani została dłużej w poprzedniej placówce, to już by nie żyła.
Wyznanie o tym, jak to byłam zmuszona srać do reklamówki kilkadziesiąt razy.
Na wstępie chcę tylko zaznaczyć, że robię naprawdę duże kupy (do 20 cm długości), często mam zatwardzenia i nie umiem się wypróżnić inaczej, niż kucając na sedesie*.
Zaczęło się to od kiedy przeprowadziliśmy się do starego bloku na 3 piętrze i kanalizacja była stara i rury strasznie wąskie. Dwa razy zatkałam kibel i musiałam przepychać i rozdrabniać gówno, żeby jakoś poszło w dół. Najbardziej anonimowa część – mieliśmy długą, dużą łyżkę, której mama używała do nakładania sałatek. Umyłam łyżkę i dałam pod zlew, chcąc potem mamę powiadomić o tym, by pod żadnym pozorem jej już nie używała, ale zapomniałam i skończyło się na tym, że przypomniałam sobie, jak wróciłam do domu, a rodzice mojego ojczyma z mamą i siostrą zajadają się sałatką nakładaną tą łyżką. Może miałabym wyrzuty sumienia, ale sama musiałam ją zjeść, więc no...
Za każdym razem, kiedy jedziemy gdzieś na 2 lub więcej dni, zawsze muszę brać ze sobą reklamówki, bo moje gówna się nie spłukują. A jak jedziemy w gości lub oni przychodzą do nas, to muszę trzymać kupę, dopóki nie wyjdą, no bo co mam powiedzieć? „A tak tylko sram sobie od czasu do czasu w reklamówkę”? (którą muszę wynieść do dużego kontenera koło bloku).
PS Próbowałam wszystkiego na zaparcia i nic to nie dało. Do tego mimo mojego młodego wieku już mam hemoroidy i dochodzi do tego, że jak sram, to płaczę z bólu i bezsilności.
*siadam na kibel, opieram się plecami o klapę /spłuczkę (?), podkurczam kolana i daję stopy na sedes. Raz srając w ten sposób w toalecie publicznej, za przeproszeniem, wyjebałam się i byłam cała w gównie...
Dodaj anonimowe wyznanie