Zawsze miałam talent do języków i tak się stało, że żyję sobie w Niemczech. Uczyłam się tu trochę języka serbskiego i dobrze mi szło, bo w przeciwieństwie do innych kursantów zawsze mogłam podeprzeć się rodzimym językiem, ponieważ w serbskim gramatyka, a nawet słownictwo, są całkiem podobne do konstrukcji polskiego. Miałam więc taką przewagę nad innymi kursantami i byłam dumna niczym paw, bo po prostu więcej kumałam z tego trudnego języka.
Po roku nauki wybrałam się na wakacyjny kurs serbskiego do Belgradu. W drodze pełnej przygód towarzyszyła mi koleżanka z moich zajęć, która również otrzymała stypendium na ten wyjazd, a sama pochodziła z Azerbejdżanu. Szukając drogi z dworca autobusowego do akademika, w którym miałyśmy zamieszkać, zdane byłyśmy na siebie i prostą zasadę „koniec języka za przewodnika” (smartfony miały się upowszechnić dopiero za parę lat). Bardzo szybko okazało się, że w Serbii praktycznie nikt nie mówi po angielsku, musiałyśmy więc aktywować nasze zasoby słownictwa serbskiego. Po pierwszej przygodnej konwersacji, ja jako nieco arogancka prymuska, zakomunikowałam koleżance, że wszystko zrozumiałam i mamy iść w prawo.
Szukałyśmy i szukałyśmy, błądziłyśmy i błądziłyśmy, i długo nic z tego nie wychodziło, a walizki ciążyły coraz bardziej. Kolejne napotkane osoby nawigowały nas zupełnie inaczej, co tylko potęgowało wrażenie kręcenia się w kółko. Po chyba godzinie trafiłyśmy. Cóż, nie wiem dlaczego, ale przez rok nauki poprzedzającej ten wyjazd nie zdążyliśmy na kursie przerobić tak podstawowej rzeczy jak kierunki. A ja po jakimś czasie, już w trakcie tego pobytu, ogarnęłam, że „prawo” po serbsku oznacza „prosto”. Nigdy nie przyznałam się koleżance, dlaczego tak wtedy błądziłyśmy.
Mam 26 lat. Wszyscy moi znajomi albo są już w poważnych związkach, albo już po ślubie, ja tymczasem permanentny singiel. Dzisiaj znowu spróbowałem zagadać do dziewczyny, którą znam. Efekt taki sam jak przy dwudziestu ośmiu poprzednich próbach – albo zajęta, albo niezainteresowana. Mam nieodparte wrażenie, że z każdym kolejnym koszem staję się coraz bardziej skorupą bez uczuć i myśli. Kiedy przyjdzie ta jedna, która będzie szukała i będzie mną zainteresowana, to czuję, że mnie już wtedy będzie wszystko jedno.
Gdy skończyłem szkołę i poszedłem na pierwszą rozmowę o pracę, na rozmowie kwalifikacyjnej, siadając do biurka, ze stresu się potknąłem i zwaliłem drukarkę.
Religia powinna być wycofana z zajęć szkolnych, albo chociaż nieprowadzona przez księży. Dlaczego?
Mój ksiądz dziś na lekcji przeczytał historię dziewczyny, która po rozwodzie rodziców została prostytutką i jasno dał do zrozumienia, że tak kończy każde dziecko z rozbitych rodzin. Człowiek, który gówno wie o rodzinie, będzie mi mówił że zostanę prostytutką, bo moi rodzice postanowili się rozwieść. Żenada.
Mój tata zawsze zapomina o dacie moich urodzin.
Wszystko byłoby OK, gdyby nie to, że od 20 lat ma ją wytatuowaną na przedramieniu.
Kojarzycie te wyznania dziewczyn z awersją do usuwania zbędnego owłosienia? Jeszcze kilka tygodni temu byłam pierwsza do atakowania takich dziewczyn. A potem do mnie dotarło, jak bardzo robi to ze mnie hipokrytkę... Spokojnie, maszynki używam regularnie. Jednak zupełnie nie rozumiem presji związanej z posiadaniem opalenizny. Tak, dokładnie tak. Presji. Rzygam już komentarzami moich znajomych i rodziny na temat koloru mojej skóry, jednak po kolei...
1. Mam jasną karnację i bonus w postaci przebarwień na twarzy. W związku z tym używam kremu z filtrem 50. Jaki pojawia się komentarz? "Nie za mocny? 20 ci wystarczy... nie opalisz się z tym". Po pierwsze: uwierz mi, że nie wystarczy, po drugie nie zamierzam się opalić.
2. Opalam się na czerwono. Tak, wiem, że po jakimś czasie skóra mi się "uodporni" i zmieni kolor na brąz, ale zanim to się stanie, zerwę z siebie płaty naskórka, a świąd, który temu towarzyszy jest nie do zniesienia. Poza tym opalona skóra mi się nie podoba.
3. Sugestie typu "ładny dziś dzień, chodźmy na słońce" i "poszłabyś do solarium" też przerabiam. Ze słońcem jest tak, że po kilku minutach leżenia plackiem boli mnie głowa, a na solarium nie chodzę, za dużo o szkodliwości lamp. Poza tym to przyspiesza proces starzenia się skóry. Tak, słońce też.
4. Paplanie jak anemicznie wyglądam i że dzięki wizycie w solarium będę wyglądać zdrowiej? Jasne... a wizyty w solarium są niby dobre dla zdrowia, bo witaminę D się wtedy "dostaje". Nie martwcie się... potrafię ją sobie dostarczyć w inny sposób.
5. "Dlaczego nie użyjesz samoopalacza?" Jeszcze czego?
I jak wspomniałam: opalenizna po prostu mi się nie podoba, nie pasuje do mnie i postarza, a ja wolę wyglądać na mniej lat, niż mam w rzeczywistości.
Czasem, kiedy nie mogę spać, wchodzę na jakiś randomowy czat i rozmawiam z ludźmi o filozofii. Po kilkunastu minutach jestem tym tak zmęczona, że zasypiam.
A mówili, że epistemologia nie przydaje się w życiu. :D
Kilka lat temu miałam wspaniałego chłopaka. Prawie ideał. „Prawie”, dlatego że miałam wrażenie, że mimo swojego wieku nie wiedział, na czym polega związek.
Był taki okres w trakcie naszego związku, że wyjechałam na kilka tygodni do pracy w Niemczech. Dosłownie kilka tygodni, ale wróciłam stęskniona jak nigdy. Liczyłam na to, że spotkamy się jeszcze tego samego dnia, max kolejnego, bo mój powrót był dużą niespodzianką i rozumiałam, że ktoś może już mieć coś zaplanowane na dany dzień.
Jednak mój chłopak dopiero po tygodniu stwierdził, że trzeba się spotkać. Byłam na tyle oburzona tym, że przez tydzień miał mnie gdzieś, że skończyło się zerwaniem.
Dzisiaj jest 4,5 roku później. Od pół roku jesteśmy znów razem. Mądrzejsi o doświadczenia z tych kilku lat. Niektórzy się dziwią, że wróciliśmy do siebie, tym bardziej że ja zdążyłam w międzyczasie urodzić synka, którego wychowuję bez jego ojca. Aktualnie zaczynamy planować na nowo ślub, o którym wspominaliśmy kilka lat wstecz, jednak przez naszą wspólną głupotę nie doszło wtedy do bardziej poważnych planów.
Kiedy miałem 10 lat padłem ofiarą molestowania seksualnego przez kobietę kilka lat starszą ode mnie. Od tamtego czasu z jakiegoś powodu odczuwam paniczny strach przed kobietami. Wszystkimi. Wystarczy spojrzenie w moją stronę, chwila rozmowy i od razu serce mi bije trzy razy szybciej.
Kompletnie nie jestem w stanie stworzyć zdrowej relacji z kobietą. Pierwsza dziewczyna, z którą byłem w związku zerwała ze mną bo byłem "zbyt spięty". Za każdym razem czy to na ulicy czy w komunikacji miejskiej odwracam wzrok gdziekolwiek się da byleby nie spojrzeć takiej w oczy.
Na rozmowie o pracę prowadzoną przez młodą rekruterkę w zdecydowany sposób kazała mi wyjść po kilku minutach. Nie wiem już co mam robić, to jest tak silnie zakorzenione, że w żaden sposób choćbym nie wiem jak się starał nie umiem nad tym zapanować.
Pracuję w sklepie z komputerami i codziennie zmuszony jestem obsługiwać setki osób. Przedwczoraj mój szef wziął mnie na stronę i powiedział, że dostał parę anonimowych zgłoszeń od niezadowolonych klientów, którzy twierdzą, że jestem niemiły. Powiedział, że niektórzy ludzie są przewrażliwieni i oczekują od sprzedawcy, aby ten tryskał optymizmem i zagadywał o pierdoły. Wziąłem sobie tę uwagę do serca i dziś, kiedy do sklepu przyszła pewna pani, od razu skomplementowałem jej „niecodzienny akcent”.
Przed momentem dowiedziałem się, że babeczka złożyła na mnie skargę. Powód? Uznała, że mój tekst był próbą wyszydzenia jej niewyraźnej dykcji, którą ma od czasu ostatniego wylewu...
Dodaj anonimowe wyznanie