#Okc6D
Wykonuję pracę u klientów – pranie tapicerki meblowej, samochodowej itd. Dostałem zlecenie od pewnej firmy – wyprać wszystkie krzesła w pewnej firmie. 500 sztuk. Ustalona cena, ustalony termin. Zaczynam pracę. Pracuję już ileś godzin. Zgłodniałem. Zamówiłem fast food. Zobaczyłem shake'a w promocji. Biorę! Zjadłem całe jedzenie, wypiłem shake'a. Po ok. 40 min czuję ból w brzuchu i wiem, że muszę do kibla. Jako że robiłem zlecenie w garażu firmy, a nie było tam toalety, dzwonię do szefa, który zlecił robotę. Niestety nikogo nie ma w firmie, a sprzątaczkom nie wolno wpuścić mnie na salę. Ból był nie do zniesienia. Poszedłem do pomieszczenia ze śmietnikami. Sto razy sprawdziłem, czy nikogo nie ma. Wziąłem worek na śmieci, położyłem na ziemi i zacząłem srać. Wyszło ze mnie chyba wszystko z tygodnia. Totalnie na rzadko... Ale to po prostu było apogeum. Kiedy myślałem, że to już koniec, poszła kolejna seria.
I w tym momencie sprzątaczka otworzyła drzwi od śmietnika... Zobaczyła mnie bez spodni, srającego do worka na śmieci. Nie wiem, kto był bardziej zażenowany – ja czy ona.
Zlecenie zrobione, faktura opłacona. Sprzątaczki nigdy więcej nie widziałem.
#i5ZeW
Upiekłam ciasto? Poprawia dekoracje „żeby fajniej to wyglądało”. Kilka osób pochwaliło mój obiad? Gdy zostajemy sami, zaczyna głośno zastanawiać się, czy tym osobom naprawdę smakowało, czy powiedziały to z grzeczności. Ugotuję inny obiad? Zaczyna go przerabiać, bo jest dobry, ale... Pomaluję paznokcie, to sam poprosi, żeby pokazać, powie, że ładne, ale ładniejsze by były w innym kolorze. Dostanę awans w pracy, o który intensywnie się starałam? To fajnie, ale nie zapomni wspomnieć, że ciekawe, czemu zdecydowali się dać ten awans właśnie mnie, skoro w firmie jest tyle innych kompetentnych osób.
I tak za każdym razem. Co bym nie zrobiła, zawsze poprawia po swojemu albo sugeruje mniej lub bardziej delikatnie, że wszystko, co osiągnęłam, nie jest moją zasługą, tylko ktoś chciał być miły albo coś. Albo inny powód, dla którego nie powinnam się cieszyć z sukcesu, bo ten sukces tak naprawdę niewiele znaczy.
#vCOcC
#OBFXh
Po ok. 2 latach zerwałam z nim, bardzo to było dla mnie bolesne i czułam poczucie winy, że go zostawałam. Jego kolega zaczął do mnie zarywać, a że on szanował kobietę, dał kwiatka od czasu do czasu, był inny, więc postanowiłam spróbować, lecz czułam, że to nie to. Wróciłam do byłego. Co prawda trochę się zmienił i jest dużo lepiej, lecz miejscami widzę jego dawne oblicze. Wróciłam do niego, lecz już czuję, że się nim męczę, chciałabym się zakochać, poczuć jeszcze raz to uczucie, może z kimś innym, kto by traktował mnie od samego początku dobrze, lecz bardzo się boję znowu z nim zerwać, mówi, że coś sobie zrobi, jak z nim zerwę i wjeżdża mi na psychikę dosyć często. On nie wie o moich wątpliwościach, ale boję się, że jak z nim zerwę, będę chciała ponownie do niego wrócić, nie wiedząc czemu. Co w takiej sytuacji powinnam myśleć? Jak powinnam postąpić, aby znowu nie mieć wyrzutów?
#eMWe2
Teraz ma siedem lat, a zna WSZYSTKIE flagi na świecie i na podstawie flagi potrafi określić, które to państwo i gdzie leży. Zna stolice, kultury i wiele ciekawostek dotyczących geografii. Zna stany w Ameryce i prezydentów, aktorów, naukowców i bóg wie kogo jeszcze.
Ostatnio zaczął interesować się chemią. Zna pierwiastki, ich symbole i liczby atomowe. Wiązania i tego typu rzeczy.
Do tego śpiewa, rysuje, świetnie gra w gry planszowe i w te komputerowe, pięknie pisze i tańczy. Jest szczupły i bardzo ładny.
Nie wiem, czego chcieć więcej. Wszyscy w klasie go lubią i został przewodniczącym. Uczestniczy w konkursach i innych tego typu sprawach, oceny ma oczywiście świetne.
Tymczasem ja mam 15 lat i nie znam pierwiastków z układu okresowego, a w szkole nikt mnie nie lubi...
#FRRmr
Mam jednak wrażenie, że mojej rodzinie trochę to przeszkadza. Nie jestem już dostępna non stop, nie można mieć mnie na wyłączność. Pewne rytuały, które mieliśmy, zaczęły się rozjeżdżać, bo widuję się z chłopakiem i to jemu poświęcam czas kosztem niektórych rodzinnych zwyczajów. Nie zawsze teraz wyjdę na spacer, bo nie zawsze mogę. Oczywiście staram się godzić i rodzinę, i chłopaka, jeśli mam konkretne plany z rodziną, to informuję go o tym i vice versa. Nie robię nic złego, nic nie ukrywam i nie oszukuję. A mimo to mam przeczucie, że głównie mama stała się trochę zazdrosna o mojego chłopaka. Spóźnię się 5 minut na umówioną godzinę spaceru, bo chcę się pożegnać z chłopakiem przed dłuższym wyjazdem – mama już dostaje piany. Mówię jej, że nie wiem, czy z nią wyjdę, pewnie nie, bo czekam na wiadomość od chłopaka, gdy wyjdzie z kina i mi dokładniej powie godzinę, o której się zobaczymy (tak się umówiliśmy) – mama mówi, że traktuję ją jak wyłączną strefę czasową i nie mogę jej mieć wtedy, kiedy mi wygodnie.
To przykre, bo mam wrażenie, że moja mama nie widzi tego, że naprawdę zależy mi i na niej, i na nim, i staram się godzić te dwa ważne rozdziały mojego życia ze sobą. A moja mama po prostu robi smutną minę, rzuca ciche: „Aha, no tak” i ja czuję się okropnie, bo myślę, że robię jej krzywdę, choć wcale tak nie jest. Zaznaczę, że na spacery z nią chodzę niemal codziennie, a jeśli nie pójdziemy, bo ona jedzie do znajomych, to nie ma problemu. Tak jakbym ja miała być dostępna zawsze, a mama, kiedy jej pasuje.
#BCZWS
W głębi serca go nienawidzę. I nie potrafię odejść.
#U3Ukx
Gdy jestem sam, to nie muszę udawać, mogę być całkowicie sobą. Jest mi wtedy wszystko jedno, co się stanie. Gdy mam partnerkę i jestem w związku, to cały czas boję się, co ona o mnie pomyśli, gdy coś robię. Jestem ogólnie zestresowany i wpływa to na moje decyzje, a ostatecznie na samopoczucie.
Myśl o tym, że miałbym się przy niej przyznać do słabości, tworzy we mnie obawę, że pomyśli, że jestem gorszym mężczyzną i mnie kiedyś zostawi. Nie mogę się przez to cieszyć życiem. Tak samo gorzej to wpływa na nasz związek – bo nie jestem już tym super wyluzowanym gościem, co na początku związku.
Chciałbym być w pełni sobą, ale to nie jest proste.
#0T0EX
Od 8 lat pracuję za granicą, nie na stałe, ale tak 10 miesięcy w roku. Pozostałe dwa jestem u rodziców. Bywało tak, że w ciągu roku byłem tylko tydzień w domu rodzinnym – nie ma co tam robić, to mała wioska, część znajomych się wyprowadziła, część ma swoje życie.
Ale odkąd rodzice mają pieska, aż tęsknię za domem, a raczej za nim.
Dziwnie to zabrzmi, ale nie tęsknię za rodzeństwem, rodzicami, tylko za tym pieskiem – jak mnie zawsze wita, jak się cieszy na mój widok, jak pcha się spać do łóżka.
Dla mnie jest tak samo ważny jak człowiek, w niektórych przypadkach nawet bardziej.