#GMr28

Każdy kiedyś chodził do kościoła, więc na pewno kojarzycie pieśń „pełne są niebiosa i ziemia chwały twojej...”. Ja natomiast od małego słyszałam tam „będę sobie wiosał”. Nie pytajcie, co to znaczy, bo sama nie wiedziałam, o co tam chodzi. Jak byłam jeszcze młodsza, to wyobrażałam sobie aniołka, który wiosłuje po niebie. Dopiero jak miałam 17 lat, siostra uświadomiła mnie, jak to leci. I tak była w szoku z powodu mojej głupoty.

#UG5lJ

Chodzę do pewnego technikum i jestem w klasie, która jest ze sobą bardzo zżyta. Często wspólnie chodzimy pograć w gałę, na kebaba itp.

Jest u nas jeden chłopak, na którego mówimy KKK, lub po prostu Ku Klux. Nie, nie jest on członkiem tej organizacji (chyba...), mówimy tak na niego, dlatego że uwielbia czarny humor, zwłaszcza jeżeli chodzi o ciemnoskórych lub o imigrantów.

Na początku tego roku przyszedł do nas, powiedzmy, Ahmed. Ahmed okazał być się Syryjczykiem, który mieszkał w Polsce od 2 lat.
1 września: wszyscy już w naszej sali, a nasz nowy kolega się przedstawia na forum klasy. Wśród nas nie ma tylko KKK. Napisał na FB, że się spóźni kilka minut. Ahmed kończy się przedstawiać i siada do ławki. Po chwili przychodzi KKK:
- Przepraszam za spóźnienie, ale zobaczyłem, jak Murzyn jechał na rowerze i musiałem się upewnić, czy to nie mój.

Myślał, że zaczniemy się śmiać, ale wszyscy byliśmy w szoku. Po chwili Ahmed wstał i powiedział, a raczej zaśpiewał piosenkę z 13 posterunku:
- Zabij białasa, utnij mu... palec, biały jest gorszy niż chory... padalec.
- O ku**a... nowy!
Niesamowite było to, że ta dwójka znalazła wkrótce wspólny język, dogadała się i są teraz kumplami.

Zanim pojawią się tutaj komentarze „Syryjczyk nie jest Murzynem” albo inne podobne do tego. Tak, wiem o tym, ale Ahmed jest uczulony na rasizm, ponieważ doświadczył go w życiu wiele razy.

#LBBdn

Mam 18 lat. Nie mogę narzekać na to, że mam złe życie. Mogę powiedzieć wręcz, że jestem szczęściarą. Doceniam to bardzo. Ale ostatnio totalnie bez powodu czuję się po prostu nijaka. W mojej głowie są praktycznie same złe myśli, które tak ciężko mi od siebie odsunąć. Wiele razy chciałam pogadać o tym z kimś dla mnie bliskim, ale ostatecznie ciężko jest mi się otworzyć i wylać to wszystko co czuję. Na ogół jestem osobą towarzyską i nie mam problemu, żeby z kimkolwiek pogadać. Przez ostatnie tygodnie cholernie boję się być sama ze sobą. Nie mam jednak ochoty na wyjścia gdziekolwiek. Dziś wyszłam do znajomych po kilku tygodniach i wśród tak wielu osób dobrze mi znanych czułam się jak zupełnie obca osoba.

W ciągu dnia aby oderwać się od złych myśli znajduję sobie jakiekolwiek zajęcia, byle tylko nie mieć natłoku myśli, albo spędzam dzień z chłopakiem. Gdy jest ze mną mój brat albo chłopak, to czuję się dobrze i jestem spokojna. Ale gdy tylko zostanę sama, dostaję jakiejś paniki. Od razu wybucham niekontrolowanym płaczem i nie umiem odgonić się od myśli. Wieczorami czuję się cholernie zmęczona i jedyne czego chcę to sen, ale nigdy nie mogę spokojnie zasnąć, przez co za dnia jestem jak zombie. W nocy zasypiam na chwilę, zaraz się budzę i czuję jak okropnie szybko bije mi serce, a czasem ciężko mi się oddycha.

Potrzebuję cały czas mieć obok siebie kogoś, aby nie zwariować. Ale nie mogę trzymać bliskich osób tylko przy sobie. W końcu mają też swoje życie. Bardzo chcę wrócić do normalności i zacząć znów cieszyć się życiem jak jeszcze niedawno. Nie rozumiem tego, co się ze mną dzieje. Jestem świadoma tego, że mam w życiu to co jest mi najbardziej potrzebne i chcę się z tego cieszyć, by moi rodzice wiedzieli, że dali mi wszystko i jestem szczęśliwa. Nie chcę, żeby moi bliscy widzieli we mnie smutek. Tutaj łatwiej jest to wszystko wylać z siebie.
Czy ktoś z was miał (bądź może ma) podobnie? Macie może pomysł jak to zmienić?

#vdM0h

Przez dwa ostatnie lata liceum przyjaźniłam się z Bartkiem, na zasadzie podsyłania sobie zboczonych memów i dziwnych filmików, których humor tylko my rozumieliśmy, i spędzania wolnego czasu po szkole w towarzystwie wspólnych znajomych. Całkiem dobrze się przy nim czułam, ale nigdy nie dawałam żadnych sygnałów, że mogłoby być z tego coś więcej. Starałam się go nie dotykać, żeby nie poczuł zbytniej bliskości, a nawet w żartach, rzadziej niż do innych kolegów, rzucałam do niego wyświechtanymi tekstami na podryw. Wszyscy w ekipie tak robiliśmy. Kiedy Bartek pierwszy raz próbował się do mnie zbliżyć, stanowczo odmówiłam. Wiedziałam, że w romantycznych relacjach z dziewczynami nigdy nie miał do nich szacunku. Był strasznie seksistowski, nawet gdy, zauważając to, przestałam z nim żartować na takie tematy. Mówiłam, że życie to nie porno i żeby się ogarnął. Nie brał tego na poważnie, a inni nie widzieli problemu. Oprócz tego był w porządku. Często pomagał bezinteresownie, nie chciał za swoją pomoc brać pieniędzy, miał wiele zainteresowań. Ale po tym pierwszym razie stał się nachalny. Łapał mnie za udo, gdy gdzieś jechaliśmy, obejmował w pasie. Zawsze wtedy mówiłam, że tego nie chcę i odsuwałam się. Ale Bartka chyba to jeszcze bardziej nakręcało.
Nasi znajomi zaczęli mnie napominać – dlaczego jestem taka niedostępna, dlaczego nie dam mu szansy. Ale ja czułam, że on jest toksyczny. Że nie chcę. To było frustrujące.

Pewnego wieczoru ostro sobie popiliśmy ze znajomymi. Bartka wtedy miało nie być, więc, spokojna, ulokowałam się w pokoju gościnnym gospodarza i próbowałam zasnąć.
Ale przyszedł. Usłyszałam go, chciałam szybko uciec z pokoju, ale był szybszy. Wszedł, zamknął drzwi i rzucił mnie na łóżko. Wepchnął mi język do gardła, dotykał mnie wszędzie. Mówił, że tego przecież chciałam, charczał do ucha, że będzie mi z nim dobrze. Nie mogłam krzyczeć, wyrwać się. Płakałam. Wtedy zadzwonił mój telefon, Bartek speszył się, gdy zobaczył, że to mój ojciec. Zapiął spodnie i wyszedł z pokoju.

Następnego dnia znajomi mówili, że czas najwyższy, że oni wiedzieli, że w końcu do tego dojdzie. Bartek powiedział im, że jesteśmy parą. Nikt mi nie uwierzył. Według nich taki dobry chłopak nie był zdolny do takich strasznych rzeczy. Wmawiali mi, że to był sen. Uznali mnie za świruskę.

Wyjechałam na drugi koniec Polski na studia. Tylko rodzina wie gdzie. Bartek próbował się ze mną kontaktować. Pisał, że mnie kocha. Że się zabije beze mnie. Potem, że przecież był dla mnie miły, dlaczego nie chcę z nim być. Mówił, że mam szczęście, że mnie zechciał, choć jestem gruba. Zablokowałam go.
Kończę studia, a dalej czuję się brudna. Rzadko kiedy się śmieję. Nie wiem, czy kiedyś sobie z tym poradzę.

#IYNOL

Wczoraj, kiedy szukałam w kurtce mojego męża kluczy do samochodu, w rękę wpadło mi opakowanie gumek. Jako że używam pigułek i nie korzystamy z „lateksowej” ochrony, zapytałam mojego ukochanego o powód zakupu tego produktu. Powiedział, że kiedyś, jeszcze przed tym, jak się poznaliśmy, miał dziewczynę i że tej kurtki nie nosił wiele lat, więc pewnie to jakieś stare gumki, sprzed dekady.
Cóż, data ich produkcji wskazuje, że fabrykę opuściły trzy miesiące temu...

#HqXjq

Wybrałam życie bez znajomych. To nie tak, że jestem zbyt nieśmiała, po prostu nie lubię ludzi i z nikim nigdy nie wychodzę, nawet z rodziną. Wystarczy mi towarzystwo roślin i książek. Żeby jednak całkiem nie zdziczeć, przeprowadzam krótkie rozmowy z klientami przez internet – sprzedaję sporo rzeczy wykonanych przeze mnie lub pozbywam się staroci. I tu moja ulubiona część w tych krótkich kontaktach – dokładnie przeglądam profil chętnego nabywcy, cieszę się ze szczęśliwych momentów, które udostępnia, patrzę, czym się interesuje i wtedy ozdabiam koperty według preferencji i dołączam ciekawy drobiazg, nie informując o tym uprzednio. A po zdobyciu danych do wysyłki sprawdzam miejscowość, w której ktoś mieszka. Niektóre miejsca okazały się tak piękne, że postanowiłam je zwiedzić.
Najtrudniej jest, gdy ktoś ma prywatny profil i nie mogę na jego podstawie nic wywnioskować. Wtedy nie wiem, co dołączyć, więc udaję, że muszę opóźnić wysyłkę i w ramach rekompensaty proponuję dodać coś, co wybierze dana osoba. Zazwyczaj jest to czekolada.

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że nie muszę zgłębiać się w tych relacjach. Ja zaspokajam swe wrażenia estetyczne i dostaję pieniądze, a klient cieszy się z kupna przedmiotu i dodatku, który „jakimś cudem” trafia w jego gusta.

To jedyne momenty, w których ludzi toleruję, bo mnie doceniają. Poza nimi unikam ludzkości jak ognia.

#GV0A2

Kiedyś to było...

W zerówce było fajnie. Jedyne, co miało zły wpływ na świetnie spędzony tam czas, było to, że przez jakiś czas wstydziłem się pytać pani, czy mogę iść do toalety, co skończyło się kilka razy mokrymi majtami. Lecz pewnego razu, kiedy przezwyciężyłem wszystkie opory, w końcu poszedłem do tej toalety z ogromną potrzebą wysikania się. Kiedy doszedłem do toalety, okazało się, że ktoś tam już siedzi. Pukałem i próbowałem otworzyć drzwi z coraz większym ciśnieniem, ale się nie udało. Kiedy już wiedziałem, że się nie uda, zrobiłem to, co pierwsze wpadło mi do głowy. Wszedłem do pomieszczenia obok, gdzie były prysznice, i tam z ulgą załatwiłem swoją potrzebę. Jakież to było zwycięstwo! Po dokonaniu tej czynności wróciłem do sali i wznowiłem to, co musiałem przerwać.
Myślałem, że nikt się nie dowie, lecz niestety stało się inaczej.
Przyszła pani sprzątaczka i z oburzeniem spytała, kto nasikał do pryszniców. Nikt się nie zgłaszał i nikt nie zadawał szczegółowych pytań, więc po wyjściu sprzątaczki uznałem to za kolejne zwycięstwo.

Tak że tak to kiedyś było. Mam nadzieję, że nikt wtedy nie połączył tych faktów ze mną.

#k36VS

Przypominała mi się taka jedna śmieszna sytuacja z wakacji. 

W ubiegłym roku moja rodzina wyjechała na 2-tygodniowe wakacje, więc razem z dziewczyną mieliśmy cały dom tylko dla siebie. Wieczorem dziewczynie było trochę zimno, więc poszedłem do pokoju siostry, aby pożyczyć kołdrę. Pod kołdrą znalazłem kartkę: „Nie rób tego w moim łóżku”.

#nelW1

Dzisiaj wpadł do mnie mój brat cioteczny, z którym łączy nas ponad dwudziestopięcioletnia, nigdy nienaruszona przyjaźń. Rzucił się na mnie z rykiem wściekłości, złapał za krtań i zaczął wyciskać ze mnie oczy, przerywając spektakl dopiero wtedy, gdy moja narzeczona rąbnęła go dębowym krzesłem w grzbiet.
Dlaczego chciał mnie zabić? Ma sześcioletnią córeczkę – uwielbiam dzieciaka, dzieciak mnie i gdy trzeba jej popilnować, zawsze jest odstawiana do mnie, tak jak dzisiaj rano. Po południu mama zabrała ją do domu i gdy kuzyn po powrocie z pracy zapytał latorośli: „Co tam dzisiaj namodziliście ze stryjkiem?”, mała zaczęła słowami: „Fajnie, jak zwykle dał mi ptaszka do possania!”.

Nie dodała tylko, że non stop zapomina, iż te twarde cukierki zawsze stojące na moim biurku nazywają się „kukułki”...
Dodaj anonimowe wyznanie