#aWZrW

Odezwała się do mnie dziewczyna, która podobała mi się w ogólniaku. Umówiliśmy się na spotkanie i tam powiedziała mi, że w ogóle od tamtych czasów nikogo nie miała, bo nie potrafi myśleć o żadnym innym facecie - tylko o mnie. Happy end, co? Mam kochającą i kochaną żonę, dwóch synów i zablokowaną przeze mnie laskę. No i niefajnie.

#2qreb

Mam 23 lata i pracuję z ludźmi co mają podobny wiek. Chodzi o to, że są to osoby, które mają wywalone na pracę i byle tylko się obijać. Dzisiaj mój zmiennik nie zrobił nic ze swoich obowiązków, a wcale dużo ich nie było. 2 zadania miał zrobić, co zajęłoby 40 minut.

Po upomnieniu go, ale w normalny sposób (takie zwykle zwrócenie uwagi), zrobił się czerwony, zaczęła mu warga latać, szklane oczy i wyszedł z pracy...

Zauważył to kierownik i kazał mi go przeprosić, ale kurczę za co? Że nie wykonuje swoich obowiązków, nie jest wstanie wykonać najprostszych rzeczy, a na zwrócenie uwagi reaguje płaczem? Chłop co ma 22 lata.

#vGV3n

Za każdym razem, gdy w podstawówce dostawałam słabą ocenę, przez całą drogę powrotną wyobrażałam sobie jakieś super smutne rzeczy tylko po to, by się rozpłakać.
Gdy wchodziłam do domu udawałam, że płaczę, ponieważ jest mi tak przykro, że dostałam np. jedynkę (nie chciałam, żeby mama była zła i nie chciałam mieć jakiejś kary).

Tak naprawdę nigdy nie było mi przykro z tego powodu.

#yqMZJ

Poszłam kolejny raz do ginekologa, ponieważ męczę się z infekcjami od roku. Pani powiedziała, że pH pochwy mam idealne i skoro te infekcje nawracają pomimo tego, że zjadłam tyle leków i to cud, że wątroba mi nie padła, to prawdopodobnie może stać za tym choroba weneryczna.

Najlepsze jest to, że nie uprawiam seksu, nie siadam na deski klozetowe, nie chodzę na baseny i nie wiem skąd to może być.

Wyniki mają być za dwa tygodnie, a ja w stresie. Pani ginekolog dodała, że teraz nie wie, czy życzyć żebym nie miała, czy żeby w końcu coś wykryto, bo ciężko jest żyć, gdy miejsca intymne swędzą i robią się rany, a przyczyny nie ma.

#bvJCM

Kilka lat temu wracałam tramwajem zmęczona z zajęć na studiach do domu. W pewnym momencie do tramwaju weszła wycieczka, składająca się z kilku pań nauczycielek i dorosłych niepełnosprawnych osób z zespołem Downa. Widać było, że stopień nasilenia jest u nich różny, ale każdy z nich miał taki charakterystyczny wygląd.

Jechali tak kilka przystanków, w pewnym momencie tramwaj stanął na przystanku i wycieczka osób z zespołem Downa zaczęła zbierać się do wyjścia. Zauważyłam, że jeden z nich nadal stoi w miejscu i nie reaguje na polecenia pań opiekunek. Patrzyłam na niego uważnie przez dłuższą chwilę i gdy zauważyłam, że wszyscy z wycieczki już wyszli, a tramwaj zaraz ruszy, postanowiłam pomóc paniom opiekunkom, które najwyraźniej nie zauważyły, że jedna z osób zagapiła się i nie wysiadła z tramwaju.

Podeszłam do tego pana i powiedziałam, że chyba nie zauważył, ale jego grupa właśnie wyszła. Gość popatrzył na mnie z kompletnym zdziwieniem, zaczerwienił się i powiedział, że on nie jedzie razem z nimi.

Do tej pory jest mi głupio.

#cff4l

Mąż i żona. Mąż to ja, a żona to kobieta, którą znam od 12 lat. Jestem w niej zakochany, tak sądzę, albo tak przynajmniej było przez ostatnie 11 lat. Nasze życie jest dość szare i normalne. Nie doczekaliśmy się jeszcze dzieci i mam nadzieję, że szybko się to nie zmieni... ponieważ moja żona jest po prostu nieogarnięta życiowo. Wiem, jak to brzmi... Nie potrafi sama jechać komunikacją miejską gdziekolwiek, mimo iż mieszkamy w tym samym mieście już kilka lat, a nie jest to wielka metropolia. Nie umie załatwić żadnej sprawy urzędowej ani bankowej, we wszystkich muszę jej pomagać, i to nie jest tak, że ona leży w domu i pachnie, próbuje sama, ale zawsze kończy się to telefonem i proszeniem o ratunek... Trzy razy nalała benzyny do naszego diesla, zgubionych telefonów, torebek i kluczy już nikt nie liczy...

Ale to wszystko jest OK, kocham ją i w sumie to nie jest tragedia. Anonimowe w tym są moje przemyślenia... I o ile jestem w stanie zaakceptować te, w których umieram nagle, zostawiając ją samą ze wszystkimi sprawami, to zaczynam się zastanawiać, ile dni by jej zajęło zorganizowanie choćby pogrzebu. Czuję smutek, gdy pomyślę, że musiałaby się z tym wszystkim uporać sama, z życiem i jego problemami. Ale są też myśli, których nie potrafię powstrzymać - te, w których to ona umiera, a ja zostaję sam i pomimo tego całego przytłaczającego spektrum śmierci ukochanej to czuję, że razem z tym wszystkim przyszłaby też spokojna, błoga atmosfera, bez tysięcy spraw do rozwiązania za nią. I ta myśl ,że bardzo dobrze bym sobie poradził. Po takich momentach czuję obrzydzenie do samego siebie, choć gdzieś ta ciemna strona mnie uśmiecha się i szepcze, że z jej inteligencją i zaradnością śmiertelny wypadek jest kwestią czasu.
Tak że ten, anonimowe, choć chyba nie w guście anonimowiczów.

#BdxSe

Wraz z nadejściem ciepłych dni rozpoczął się ciężki okres w Korpolandii. Król piętra, menadżer Franio, którego dzielną asystentką jestem, sprawdzał właśnie czy infloł (przypływ) kejsów (spraw) jest tego dnia duży, kiedy do pokoju wpadł Team Leader (wódz) jednego z zespołów i powiedział, że źle się dzieje w Państwie Szczurzym.
Otóż wszyscy pracownicy podzielili się na grupy i zaczęli ze sobą wojować, na całym spejsie (czyli powierzchni, na której żyją sobie korpoludki) panował chaos. Spejs wschodni ostentacyjnie odwracał się plecami do spejsu Zachodniego, a spejs Południowy zabrał wszystkie kubki z kuchni żeby narobić sobie w nich ciepłej herbaty. Całe to zamieszanie Team Leader określił dwoma słowami - WOJNA KLIMATYZACYJNA, spowodowana tym, że do panelu sterowania klimatyzacją dostęp miał każdy.

Otóż dla niektórych lato było już w pełnym rozkwicie, a innym zima jeszcze zaglądała do okien. Kiedy wyszliśmy zobaczyć, co też się wyprawia w Korpolandii, zauważyliśmy, że podczas gdy niektórzy pracownicy siedzą w krótkim rękawku sącząc mrożoną kawę, inni siedzą opatuleni w koce, drżącymi rękami ściskając kubek ciepłej herbaty.
Menadżer Franio zwołał więc zebranie, z którego dowiedział się co następuje:

- Na całym spejsie jest strasznie zimno.
- Na całym spejsie jest strasznie ciepło.
- Pocimy się.
- Przeziębimy się.
- Przydałyby się jakieś podwyżki, premie...

W ramach rozwiązania problemu szef postanowił, że wyznaczy jedną osobę, która od dziś będzie strażnikiem klimatyzacji. Funkcję tą powierzył swojemu najdzielniejszemu wojownikowi (czyli temu, który robił najwięcej kejsów, to jest spraw) - "Oto przekazuję Ci wielką władzę i wielką odpowiedzialność" - rzekł mu, a następnie wysłał do wszystkich maila z tą wielką nowiną. Dwa dni potem okazało się, że wielki wojownik przestał robić kejsy, bo pozostali korpoludzie zasypywali go masą maili dotyczących temperatury pomieszczenia, i biedaczek biegał w te i we wte starając się spełnić wymagania wszystkich.

Tym razem Franio wkurzył się nie na żarty i zasięgnął rady swojego znanego wujka, który podpowiedział mu, że optymalna temperatura wynosi dokładnie 20,5 stopnia Celsjusza. Zakazał komukolwiek ruszać klimatyzacji, trzasnął drzwiami i pogrążył się w kejsach.

Wielki żal i płacz zapanował w Korpolandii, ale nikt nie ośmielił się ruszyć klimatyzacji, i teraz połowa spejsu siedziała w zimowych kurtkach, a druga wachlowała się papierami. I tak też jest do teraz. Czasem tylko jakiś dzielny buntownik przemyka skryty w mroku do panelu sterującego, i zmienia temperaturę, podburzając ludzi do kolejnej wojny....

#Vl0mG

Gdy lekarz powiedział mi, że mam raka, jedyne, o czym myślałam, to czy będę w stanie nadal opiekować się należycie moim 8-letnim synkiem. Bałam się, że zawiodę jako matka, a nie chciałam, by syn też cierpiał.

Dziś rano przyszedł do mnie do szpitala ze swoim tatą. Obaj mieli ogolone głowy. Złożyli mi życzenia urodzinowe, a syn wręczył mi ładnie zapakowane pudełeczko. „Tobie się bardziej przydadzą”, powiedział. W środku były pukle ich włosów. 
Minęło kilka godzin, a ja dalej płaczę.

Nie poddam się. Obiecuję!

#Q3ahQ

Wyznanie z przesłaniem.

Moja starsza siostra była fantastycznym człowiekiem, przemiłą osobą, dobrym pediatrą. W czasie studiów nauczyła się francuskiego – jej marzeniem było zamieszkać we Francji. Jak chciała, tak zrobiła. Wyjechała, tam leczyła dzieci, poznała Francuza, planowali ślub. W miarę możliwości ja i rodzice odwiedzaliśmy ją, byliśmy w regularnym kontakcie. Naprawdę wydawała się szczęśliwa.

Na początku tego roku zadzwonił do nas Victor, facet siostry. Nie żyła, zabiła się.
Cała rodzina w szoku, przyjechaliśmy do Francji. Siostra była przecież taka szczęśliwa... 
Błąd.
Victor przyznał, że od dłuższego czasu miała problem z piciem. Nie mówiła nam, żeby nas nie martwić. W styczniu powiedziała, że idzie na kawę z koleżanką. Wynajęła pokój w hotelu i przedawkowała leki. Zostawiła list, napisała, że jest porażką i nie chce tak żyć. O co jej chodziło, nikt dokładnie nie wie.

Uważajcie na swoich bliskich. Ludzie naprawdę potrafią doskonale udawać szczęśliwych.

#gvcnV

Na studia przeprowadziłem się do innego miasta. To były czasy, kiedy modne były tzw. flashmoby, czyli że ludzie zmawiali się przez internet i potem robili coś wspólnie w miejscu publicznym, np. tańczyli. Dowiedziałem się o takiej właśnie akcji, która miała mieć miejsce akurat w dzień mojego przyjazdu. Uznałem, że to ciekawy pomysł i może okazja, aby kogoś poznać w nowym miejscu. Pojawiłem się o odpowiedniej porze w ustalonym miejscu i gdy zaczęła się akcja, zauważyłem, że stoję obok bardzo ładnej blondynki. Nasze spojrzenia szybko się spotkały, nawet przez chwilę tańczyliśmy razem. Ale na koniec odeszła do grupy dziewczyn, z którymi przyszła, a ja nie miałem śmiałości, by podejść, więc nie zamieniłem z nią ani słowa. 
Przez resztę tygodnia myślałem o niej codziennie. Plułem sobie w brodę, że nie zagadałem i teraz prawdopodobnie nigdy w życiu już jej nie spotkam.

Minęło kilka dni, gdy wychodząc z pokoju w akademiku, prawie wpadłem na dwie dziewczyny. Byłem w szoku – jedną z nich była ta blondynka z flashmoba. Tym razem od razu się odezwałem, oczywiście mnie poznała. Okazało się, że mieszka w tym samym akademiku, nawet na tym samym piętrze! Miałem więc okazję ją poznać i... okazała się wredną suką. Nie wszystko złoto, co się świeci :)
Dodaj anonimowe wyznanie