#yzwaK

Jakiś czas temu zacząłem myśleć, że popadam w paranoję, bo wydawało mi się, że dziewczyna mojego kolegi trochę za bardzo mnie lubi. Nieraz zdarzyło się, że puszczała mi oczko albo patrzyła w TEN sposób, po którym wiesz, że kobieta czegoś od ciebie chce. Jednak wciąż mówiłem sobie, że mi się to wszystko tylko zdaje.
Przed Wielkanocą widziałem się z moim kumplem, ona też się pojawiła. Rozmawialiśmy o świętach – jak i gdzie planujemy je spędzić. Mój kolega zdecydował, że na święta jedzie do domu. Ja zostaję w Warszawie, a ta dziewczyna mieszka z rodzicami w Wawce.
Napisała mi potem SMS: „Może spotkamy się w święta i pokażesz mi swoje jajka?”.

Chyba jednak nie mam paranoi.

#odp9P

Moja babcia jest po wylewie, szybko wraca do zdrowia i coraz bardziej męczy rodzinę swoim zachowaniem. Kobieta jest nie do zdarcia i raczej z tych, co to lubią wejść komuś na głowę i czekać, aż zacznie tańczyć do jego melodii.
Budzenie wszystkich w nocy o trzeciej tylko dlatego, że musi się napić? Norma. Jęczenie przez 30 minut, bo źle poduszka pod głową leży? Norma.
Najśmieszniejsze, że w dzień babcia normalnie sama wstaje, je i pije, a nawet przechadza się po domu. W nocy ma małą lampkę, coby po ciemku nie musiała w razie potrzeby wstawać. 
Przez całą tę sytuację moja mama jest chronicznie niewyspana, a tata coraz bardziej odsuwa się od rodziny, za to ja... potajemnie życzę babci drugiego wylewu.

#mNY8d

Mamy w firmie telekonferencje z kamerkami w kilkuosobowej grupie, aby omówić strategie działania i przedstawić pomysły na najbliższe miesiące.

Mój szef płaci mi za to, że podczas takiej konferencji mam na sobie wibrujące majtki i walczę z dojściem na oczach nieświadomych współpracowników.

#kTddj

Będę gderać, dużo...

Po pierwsze:
Pierwsza Komunia Święta, nie interesuje mnie to, że kogoś nie stać, że dziecko chce wesele w sukni z koroną. Moja komunia była 1998 roku. Jest nas troje. Mama i tata, żeby mi chociaż zrobić skromne przyjęcie w domu, nie rozpisywali się po świecie, że proboszcz kazał alby i bez wianka. Łącznie w maju ważyli razem 100 kilo, mama 45, a tata 55 kg. Tak, na kilka skromnych polskich obiadów ze schabowym, ziemniakami, rosołem czy tortem z cukierni i z moją albą, wiankiem ze stokrotek i bukszpanu, torebką, prezentem dla księdza itd. Najważniejsze jest wydarzenie w sercu, a nie nowy quad, telefon czy 10 000 zł. Nauczcie swoje dzieci wyrozumienia, akceptacji.

Po drugie:
Zadania domowe ze szkoły:
Rozżalanie się nad dzieckiem, że w 5 klasie podstawówki nie umie policzyć, że 9 koszyków po 4 zł kosztowało tyle i tyle. Jak nie wiedziałam, jak zrobić, to otwierałam książki szkolne, encyklopedię, atlasy. Sami musieliśmy do tego dojść, nikt waszych dzieci nie będzie głaskał po głowie na 5 roku studiów, że dobrze ściągę przepisał.

Po trzecie:
Śluby, rozwody, zdrady itd.
Nie interesuje mnie, że twój chłop nie chce dać ci rozwodu, najpierw trzeba było brać ślub lub NIE!!! a potem dawać d.... Są śluby państwowe, bez całej tej otoczki świętości. Są intercyzy, rodziny, prawnicy - miliony osób które uwolnią was od problemu. Nie zamieszkuj z nim z nią. I zanim zakochasz się w kolejnym łapserdaku, nierobie, pijaku z wzajemnością do pań to pomyśl, że to ci życie zniszczy.

Byłyby jeszcze ze 4 rozdziały, ale mam 40 stopni gorączki, przeczytam jeszcze coś na Googlu to wyparuje. PRZEPRASZAM!

#oQgt2

Moja babcia mieszka razem ze swoją najstarszą córką, jej mężem i dziećmi w malutkiej wiosce. Ledwo wiązali koniec z końcem, więc wpadli na genialny pomysł. Handel zagranicznymi fajkami. Wszystko szło znakomicie, w miesiąc zarabiali tyle, co kiedyś w rok. Interes się kręcił przez długi czas, dopóki ktoś z sąsiadów poczuł się zazdrosny. 
Szósta rano, kryminalna wpada na chatę, zawija mojego wujka, wywraca cały dom do góry nogami i zabiera wszystkie pieniądze oraz towar. Ale zaraz, zaraz... nie wszystkie! Moja babcia, jako rezolutna 75-latka, gdy zobaczyła, co się święci, szybko wyciągnęła ze swojej skrytki kilka tysięcy, wsadziła w majtki i udawała głuchoniemą.

#7oxmY

Niedawno zwichnąłem rzepkę, gdy chciałem uciec przed ochroniarzem na terenie pewnego opuszczonego budynku. Chciałem wyjść przez okno, bo to był parter. Jedna noga na parapet, drugą podnoszę i bum, leżę na ziemi. Ruszam nogą – wszystko git. Po chwili dopiero dotarło do mnie, że coś jest nie tak. Po około 40 minutach przyjechali ratownicy medyczni. Dopytywali, czy jestem trzeźwy. Też w sumie bym nie wierzył, gdyby ktoś po prostu przewrócił się tak o i spadając z wysokości nie większej niż metr, zwichnął nogę.

Żeby było ciekawiej, to nawet nie był ochroniarz. Dotarło to do mnie, bo typ nie robił obchodu. Raczej zajrzałby chociaż przez to okno, bo jednak tam na luzie można wejść. Dodatkowo raczej zwróciłby uwagę na kogoś, kto leży na podłodze z nogą w dziwnej pozycji. Wczoraj uświadomiłem sobie, że ten „ochroniarz” wyglądał bardziej jak... żul. Jestem absolutnie załamany sobą.

#57eVk

W liceum miałem dziewczynę i powoli zamierzaliśmy współżyć. Na początku próbowaliśmy przyzwyczaić się do tej myśli, nic na siłę i powoli. Tylko że ja od pewnego czasu zdawałem sprawę, że tam na dole coś jest u mnie nie tak. Otóż miałem tak dużą stulejkę, że nawet nigdy nie widziałem swojej „szyszki”. A oddawanie moczu polegało najpierw na napełnianiu się takiego balonika ze skóry. Późno się dowiedziałem, że tam jestem tak zbudowany i coś pod tą skórą się znajduje. I to coś bardzo przyjemnego w użyciu ;). Dowiedziałem się tego z filmów dla dorosłych. Widziałem to już jakiś czas, ale nie wpadło mi na początku do głowy, że ja też tak mam. Nawet moja masturbacja wyglądała tak, że obcierałem samą skórę od przodu.

Wracając do dziewczyny i mojego przygotowania, zacząłem rozciągać skórę, doznałem bardzo odczuwalnego załupka. Później bardziej uważałem. I po trochu wraz z kilkoma ranami, w końcu mój mały przyjaciel był zdolny do czegoś więcej. Nie wiem, czy postępowałem słusznie, prawdopodobnie powinienem udać się do lekarza i on chirurgicznie pozbawiłby mnie napletka. Ale naprawdę nie miałem z kim o tym porozmawiać w domu, a wstydziłem się mega. Do tej pory wydaje mi się, że mam za dużo skóry w tym miejscu.

Może ktoś miał podobnie? Do tej pory nie wiem, jak powinienem wtedy postąpić. To moje pierwsze wyznanie tu, boję się trochę złej oceny z waszej strony, jak i tego, że ktoś mi pokaże to wyznanie i powie coś głupiego na mój temat.

#ky2XQ

Od pewnego czasu mam problemy ze skórą. Lekarze nie mają pomysłów: dostaję w kółko sterydy albo antybiotyki albo jedno z drugim ew. super drogie mydła i balsamy, a i tak nic nie działa. Zaczęłam więc uczyć się czytania składów. Nie jestem w tym mistrzem, co chwila dopisuję nowe substancje do mojej listy, co za co odpowiada, ale na podstawie tego, co już wiem, odstawiłam masę badziewia z mojego życia. Nawet w produktach dla dzieci znajdują się rzeczy, które całkowicie powinny wypaść z obiegu kosmetycznego. Są oczywiście normy, że dany składnik nie szkodzi w jakiejś dawce, ale skąd mam wiedzieć, że jak ten składnik jest w kremie i żelu pod prysznic, to już go nie przekraczam, albo skoro dane składniki ze sobą reagują, to używając nieświadomie kilku produktów, robię sobie krzywdę. Jestem wściekła, bo nie każdy musi wiedzieć wszystko, a w obecnym świecie nastawionym tylko na kasę, albo znasz się na wszystkim, albo się truj. 

Najlepsze jest to, że są kosmetyki z ładnym albo przynajmniej niezłym składem bardzo często produkowane u nas w kraju, nasze rodzime marki, o których bym w życiu nie usłyszała, gdyby nie moje problemy – i na to też jestem wściekła, bo zagraniczny (i polski pewnie też) syf można kupić na każdym kroku. 

Kończąc historię, ograniczenie chemii daje lepsze rezultaty niż super drogie (i syfiaste) emolienty od lekarzy. Sterydów i antybiotyków też już nie stosuję.
Dodaj anonimowe wyznanie