#2tbRr

Pewnego razu rozbolał mnie żołądek. Zaparzyłam więc sobie miętę. Jak wiadomo, aby mięta się dobrze zaparzyła, należy ją odstawić na parę minut zalaną wrzątkiem.
Zaczęłam więc sprzątać. 
Po pewnym czasie wróciłam po kubek. Byłam zdziwiona, że połowy zawartości nie ma. Pomyślałam, że to pewnie wiek robi swoje i po prostu nie pamiętam, że tyle już wypiłam, więc dokończyłam resztę wywaru.

Kilka dni temu znów zaparzyłam miętę. Przychodzę, a tu moja wspaniała kotka miała właśnie pół ryjka zanurzonego w moim kubku. Kiedy już nie mogła sięgnąć pyszczkiem, zamoczyła w kubku swoją łapkę i ją oblizywała...

Wtedy zorientowałam się, iż poprzednim razem ja to dopiłam :(

#J1G6F

Z serii: polska służba zdrowia.
Sytuacja miała miejsce kilka lat temu. W owym czasie leżałem na jednym z oddziałów szpitalnych (nazwy nie podaję, by ktoś nie skojarzył). Jako że był to oddział dziecięcy, to po 2, może 3 dzieciakach w wieku około 10 lat do mojego pokoju trafiła dwójka chłopaków w wieku 15-16 lat, czyli mniej więcej tyle, ile ja wtedy miałem. Wszystko fajnie, rano badania, wieczorem wpierdzielanie niezdrowego żarcia i oglądanie filmów. Nie ma co, zakumplowaliśmy się dość szybko. Ale nadszedł dzień wypisu, w tym dniu szpital opuścić miała cała nasza trójka. Miała, ale tak się nie stało. Cały oddział stanął na nogi ze względu na naszego kolegę. Czekanie na lekarzy. Potwierdzanie wyników. Przeniesienie go do izolatki, a nas wyrzucenie z pokoju i odkażanie. Nawet nie pozwolono nam się z nim pożegnać. Tylko że do końca nie powiedziano nam, o co tak właściwie chodzi.
Jakiś czas później do niego napisałem, dowiedziałem się, że leży już w innym szpitalu.
Diagnoza: Gruźlica.

Zachorowałem. I pewnie gdyby nie fakt, że wiedziałem, jak chłopak się nazywa, to dowiedziałbym się o tym za późno. Bo w szpitalu nikt nie raczył nam o tym powiedzieć.

#q0UOX

Było to około 10 lat temu. Ja i moja wielka, pierwsza miłość, oraz jego ojczym (dla mnie w tamtej chwili niczym sam Lucyfer). Miałam 16 lat, a mój wybranek 18. Wiadomo, że czasem lepiej niż w szkole spędzić czas na wagarach. I tak było właśnie w ten pamiętny dzień. W naszych głowach powstał plan, a na jego realizację wyznaczyliśmy mieszkanie chłopaka. Miało być pusto. Plan idealny.

Gdy radośnie spędzaliśmy czas, grając na konsoli, naszych uszu dobiegł straszliwy dźwięk. Dźwięk otwierania drzwi... Na co wpadła genialna para? Ano że schowam się do szafy w pokoju chłopaka. Poczekamy, aż ojczym wyjdzie.

Niespodzianką okazał się fakt, że ojczym również miał plany na ten dzień, mianowicie naprawienie skrzypiących desek. Czekanie okazało się 2-godzinnym siedzeniem w szafie. Szeptem zaczęliśmy kombinować co dalej. Nasz następny genialny plan polegał na przemyceniu mnie do szafy w korytarzu. A ostatecznie, gdy oczy ojczyma będą skierowane w inną stronę, na wolność, na obszar poza szafą. 
Pierwsza część planu przebiegła bez komplikacji. Następny etap jednak wymagał cierpliwości. Znów siedzę w szafie. Siedzę i rozważam swoją sytuację. Siedzę i wypełniam sudoku w myślach. Mój chłopak gdzieś tam przy ojczymie się kręci. Próbuje odciągnąć go, abym ja mogła opuścić zepsute wejście do Narnii. Jeden jednak szczegół, bardzo ważny szczegół, został przegapiony przez nasze młode umysły. Szafa nr 2 była szafą na narzędzia. Ojczym mimo starań mego lubego postanowił zaopatrzyć się w ich większy zestaw...

Po długim czasie spędzonym w ciemnej szafie, wzrok mój potrzebował dłuższej chwili, aby ogarnąć, co widzi. A wyglądało to tak: drzwi szafy się otwierają, widzę ogromną postać, lecz nie dostrzegam rysów. Za jej plecami widzę oślepiający blask. Moich uszu dobiega głęboki głos.
– Co ty tutaj robisz?
– Czekam na chłopaka.
– W szafie?
– Tak...

W ten sposób na zawsze zostałam w ich rodzinie „dziewczyną, która wyszła z szafy” :D

#0yp7h

Najgorsze uczucie na świecie? Kiedy poznajecie jakiegoś faceta i trafia Was od razu piorun miłości, wiesz, że to jest to! Wiesz także, że nic z tego nie będzie, bo facet jest przystojny, a Ty brałaś do tej pory sterydy i masz w zanadrzu dodatkowe 15 kg, i nie wyglądasz, jak chcesz.

Ludzie mówią, że „wygląd nie jest ważny”. Nieprawda, wygląd jest częścią nas, czy nam się to podoba, czy nie.

#Wb9GF

Mój najlepszy przyjaciel woli chłopców i na corocznym męskim wypadzie, który organizujemy w kilku kumpli, wyznał mi miłość, a potem totalnie zaczął niszczyć moje życie. Chyba wciąż nie rozumie, że orientacji się nie wybiera i „no chociaż spróbuj” w ogóle nie wchodzi w grę. W OGÓLE!

#1rwQc

Na studiach poznałam pewną dziewczynę. Została moją najlepszą przyjaciółką. Jest cudowna, mamy ten sam gust i podobny charakter. Zdążyła mi opowiedzieć o swojej trudnej sytuacji w domu, o przemocy, jakiej doznała w szkole, o swoim słabym zdrowiu, o chorych nerkach, o problemach z sercem, o wielu innych chorobach, które zostaną z nią do końca życia. Mimo to zawsze jest radosna, żartuje ze swoich ułomności, robi szalone rzeczy. Wszędzie jej pełno, jest po prostu urocza. Bardzo ją za to podziwiam, gdybym miała tyle problemów, nie potrafiłabym cieszyć się życiem. Nieraz jej to mówiłam, a ona zawsze zbywała mnie jakimś śmiesznym tekstem.

Tydzień temu byłyśmy na obiedzie, zapomniała portfela. Nic się nie stało, zapłaciłam za nią, następnym razem ona zapłaci za nas obie. Gdy szukała portfela, pisnęła, że jest beznadziejna i się popłakała. Nigdy jej takiej nie widziałam. Po chwili znowu była tą radosną dziewczyną i udawała, że to nie miało miejsca. Jeśli ktoś tego nie widział, nie domyśliłby się, że przed chwilą coś się stało. Nie wiedziałam, jak mam zareagować, więc nie drążyłam tematu, nie chciałam, by było jej głupio.

Te kilka sekund nie daje mi spokoju, nie mogę przestać myśleć o tej sytuacji. Było mnóstwo wyznań o ludziach, którzy byli uważani za radosnych, a w głowie mieli czarne myśli... Ich bliscy wyrzucali sobie, że nic nie zauważyli... Czy to jest ten moment, w którym powinnam jakoś zareagować?
Boję się, jestem jedyną osobą, która zauważyła, że coś może być nie tak. Jej rodzina się od niej odcięła. Jeśli nic sobie nie uroiłam, tylko ja mogę ją wesprzeć... Sęk w tym, że nie wiem, co robić.

#YFPJW

Nikt nie wie, że dokonałam kiedyś aborcji, 5 lat temu, chwilę po przeprowadzce do nowego kraju. Po prostu uznałam, że nie jestem w stanie dziecka urodzić, nienawidziłam go wręcz. Ojcem był mój były partner, który został w Polsce i nie chciałabym mieć z nim nic wspólnego. Usunęłam. I czuję się z tym bardzo dobrze. Nie zniszczyłam swojego życia ani temu dziecku, które na starcie miałoby przekichane i to bardzo, bo jak może się czuć porzucone, niekochane dziecko? Z pewnością nie tak wspaniale, jak przeciwnicy tych zabiegów to przedstawiają.

Pozdrawiam, obecnie szczęśliwa matka dwójki CHCIANYCH dzieci.

#V1HLR

Moja starsza siostra od wielu lat walczy z uzależnieniem od alkoholu. Od kilku miesięcy zatrzymuje się w naszym domu. Nie zliczę, ile razy musiałam sprzątać jej wymiociny i myć ją, gdy wypróżniła się w majtki. Nie pomagają rozmowy ani wizyty u specjalistów, a w dodatku nauczyła się manipulować terapeutami do tego stopnia, że przypisują jej najróżniejsze środki na zmyślone schorzenia. Leki w połączeniu z alkoholem dają jej taką „fazę”, że niejednokrotnie baliśmy się o jej życie. Nigdy nie zgadzała się na pobyt w ośrodku leczenia uzależnień. Jednak ostatnio pojawił się przełom – udało się nam ją przekonać, żeby podjęła się leczenia. Wtedy cała rodzina zgodnie zaczęła jej to odradzać, wręcz wymuszać, żeby nie zamykać jej w klinice, bo „co ludzie sobie pomyślą”...
Dodaj anonimowe wyznanie