#DOXcn
Jak tu żyć?
#Uk07l
No może nie aż tak, ale mam duże problemy z komunikacją z ludźmi. Często brakuje mi słów, zmieniam wymowę wyrazów, zapominam podstawowych słów i macham rękami jak opętana. Gdy nie potrafię czegoś powiedzieć, to czasem próbuję to pokazać albo po prostu wystawiam język ze zdenerwowania (np. zamiast światła/sygnalizacja mówię czerwony, żółty i zielony I pokazuję dłonią gest migania światła).
Potrafię też mówić bardzo szybko i niewyraźnie, tak że nikt mnie nie rozumie. Często po prostu nie odpowiadam komuś na pytanie, bo nie potrafię ułożyć sensownego zdania.
Mam też specyficzny rodzaj wymowy, nieświadomie akceptuję ą, ę i ostatnie sylaby w wyrazie. Kiedy mówię, to często źle odmieniam przez przypadki albo mówię składnią mistrza Yody. Nigdy nie spotkałam się z tym, aby ktoś się wyśmiewał otwarcie z mojego sposobu komunikacji, ale jest to mega niekomfortowe. Tym bardziej, że chciałabym zmienić pracę, ale boję się, że w nowej nie zdobędę klientów ze względu na to, jak mówię.
Osoby postronne myślą, że jestem nieśmiała albo przygłupia. Mam duże zdolności/wiedzę w wielu dziedzinach I potrafię całkiem dobrze wyrażać moje myśli pisząc, ale co z tego, skoro nie potrafię się komunikować z nikim o podobnych zainteresowaniach.
#vcZfA
Pewnego dnia, gdy dziewczyny z mojej klasy jak zwykle rano naśmiewały się ze mnie, pojawiła się Eliza. Wykrzyczała, że mają mnie zostawić w spokoju.
Wszyscy przestali się ze mnie śmiać. Pewnie cieszyłabym się, ale zdarzyło się coś jeszcze.
Eliza dwa dni później popełniła samobójstwo. Okazało się, że śmiech był tylko na pokaz. Tak naprawdę dziewczyna potrzebowała pomocy, ale nikt tego nie zauważył.
A ja mam wyrzuty sumienia. Nigdy nie podziękowałam jej za ten drobny gest. Gdyby nie to, pewnie dalej nikt by ze mną nie rozmawiał...
#HRg8b
Otóż mam pewną przewlekłą chorobę układu pokarmowego. Często mi się odbija, ale to potrafię jakoś opanować lub zatuszować, natomiast miewam także bardzo częste wzdęcia. Moja dieta nie ma na to większego wpływu (są tylko niektóre rzeczy, które wzmagają dolegliwość, ale nigdy nie udało mi się jej całkowicie zniwelować). W dzień nie jest tak źle, bo się ruszam, a czasem potajemnie uda mi się przemycić coś do powietrza, ale najgorzej jest właśnie wieczorem, kiedy kładę się do łóżka. Wtedy po prostu całe powietrze musi ze mnie ujść, czemu oczywiście towarzyszą zapachy dalekie od fiołków i bratków.
Boję się, że kiedy w końcu nadejdzie ten moment, kiedy będę zasypiać obok mojego chłopaka, nie dam rady opanować moich jelit, a tym samym kompletnie się skompromituję.
Wiem, że nic co ludzkie nie jest nam obce, jednak codzienne zasypianie w takiej ‚nieczystej’ atmosferze to może być za dużo, nawet dla chłopaka...
#3O0fD
Jak to się stało?
Moja ciotka, 49-letnia singelka, jest siostrą mojego ojca. Zawsze prowadziła dosyć rozrywkowy tryb życia, jest typową wyzwoloną kobietą. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek była z kimś związana na dłużej. Jej tryb życia oczywiście był dosyć krytykowany przez dużą część naszej rodziny. Już od czasów, gdy byłem dzieckiem, miałem do niej słabość, była bardziej wyluzowana niż reszta moich ciotek, które były dosyć konserwatywne. Ja także nie byłem jej obojętny, zawsze byłem dla niej słodkim szkrabem, który lubił się do niej przytulać. Z czasem, gdy zacząłem dorastać, zauważyłem, że zaczyna mi się nawet podobać jako kobieta (jest atrakcyjna, powiedziałbym, że wygląda jak typowy tzw. MILF).
Niedawno ciotka przyjechała do nas na parę dni (mieszka na drugim końcu Polski). Rodzice pojechali na jakąś imprezę do znajomych i mieli wrócić następnego dnia po południu. Ciotka trochę wypiła i zaproponowała mi, że poczęstuje mnie w sekrecie przed rodzicami (mam 17 lat). Wypiłem parę drinków, alkohol obniżył nasze granice i skończyło się tak, że wylądowaliśmy w łóżku. Dla ciekawskich – ciotka była na pigułce, dodatkowo założyłem jedną z gumek, które zawsze przy sobie nosi w razie w. Nazajutrz oprócz kaca po alkoholu mieliśmy także i kaca moralnego. Uznaliśmy to za błąd i że nikomu o tym nie powiemy. Zdążyliśmy się ogarnąć przed powrotem rodziców, a dwa dni później ciotka wróciła do siebie.
Zastanawiam się teraz, jak bardzo niezręczne będą nasze spotkania rodzinne.
#Lqsdp
#WRsqD
Wychowałem się na wsi, rodzice mają gospodarstwo, do tego pracują na etacie w fabrykach. Dom jest poniemiecki, ma 150 lat. Wspominam o tym, dlatego że zawsze było coś do zrobienia – a to jakiś remont w domu, a to naprawy, konserwacja sprzętu rolniczego, przygotowanie go do żniw.
Jak były żniwa i wyszło za mało ton z hektara, to narzekał, wszystkich wyzywał.
Jak było za dużo, to też narzekał i wszystkich wyzywał, bo co on z tym zrobi...
Póki coś się nie rozwalało, to on nawet tego nie ruszył. Jak już nie było wyboru i musiał coś zrobić, to robił to z odpadów, bo szkoda czegoś nowego, bo trzeba wydać pieniądze. Co za tym idzie, praca, zamiast zająć godzinę czy dwie, bo po prostu nowe elementy pasują, zajmowała cały dzień. Bo deski spróchniałe, bo stare, wykrzywione, bo mają gwoździe itp.
Robiąc coś, zachowuje się, jakby to była kara dla niego, i wszyscy wokół muszą mieć zepsuty dzień, bo królewicz musi coś zrobić.
W domu kompletnie nic nie zrobił przez całe życie, nie licząc malowania ścian, a i to z wielką awanturą, bo musi coś robić.
Jedno trzeba mu przyznać – ma dar udawania fachowca, eksperta na każdy temat, ktoś mało wprawiony w temat by powiedział, że to majster budowany, świetny mechanik, elektryk itp.
Nigdy nie spotkałem nikogo z podobnym podejściem do życia, ciężko mi pojąć jego tok myślenia.
#vjbua
Ja mam ciemne włosy, ona jasne. Ja ciemne oczy, ona niebieskie. Twarz zupełnie inna, rysy takie, że jak ktoś by zobaczył nas obok siebie, to raczej by nie powiedział „ojciec i córka”. Sylwetka też inna – ja całe życie raczej szczupły, ona od małego miała tendencję do tycia. Ja niski, ona z roku na rok coraz wyższa, jak na swój wiek to wręcz bardzo. Nawet takie drobiazgi – ja leworęczny, ona praworęczna. Do tego charakter i zainteresowania… totalnie inne. Ja spokojny, raczej wycofany, ona głośna, pewna siebie, wszędzie jej pełno. Ja lubię ciszę, ona muzykę na cały pokój. I tak sobie to wszystko zbierałem w głowie przez lata. Najgorsze było to, że czasami widziałem w niej więcej podobieństw do byłego mojej żony niż do mnie. I wiem, jak to brzmi – jak jakaś paranoja. Tym bardziej że oni rozstali się długo przed tym, jak się poznaliśmy. Więc logicznie to się w ogóle nie kleiło. Ale głowa potrafi płatać figle.
Próbowałem sobie to tłumaczyć – że dziecko może być bardziej podobne do matki, że geny się różnie mieszają, że to normalne. Tylko że u nas… nie było praktycznie żadnych podobieństw. Jak bym nie porównał, zawsze wychodziły różnice.
I w końcu nie wytrzymałem. Postanowiłem, że muszę zrobić badania DNA, bo inaczej nie da mi to spokoju. Jak nadarzyła się okazja, to wziąłem butelkę wody, z której ona piła, poszedłem możliwie jak najszybciej do laboratorium i zrobiłem te badania.
Czekanie na wynik było najgorsze. Z jednej strony chciałem wiedzieć, z drugiej bałem się, co wyjdzie. No i przyszły wyniki. Jednoznacznie potwierdzone ojcostwo. Do dziś nie wiem, jakim cudem. Serio. Patrząc na nas, dalej czasami ciężko mi w to uwierzyć. Momentami łatwiej mi pomyśleć, że w laboratorium się pomylili, niż że to naprawdę moje dziecko. Ale z drugiej strony… poczułem ulgę. Ogromną. Jakby ktoś zdjął ze mnie ciężar, który nosiłem przez lata. Ta niepewność mnie zjadała, nawet jeśli na co dzień starałem się o tym nie myśleć. I w sumie to jest chyba najdziwniejsze, bo nic się nie zmieniło. Ona dalej wygląda tak samo, dalej jest zupełnie inna niż ja. A jednak coś w środku się uspokoiło.
Czasami dalej mam te myśli, nie będę ściemniał. Ale już wiem, że to bardziej moja głowa niż rzeczywistość.
#0aGhP
Ten pasożyt doprowadza mnie do szału, inaczej go nazwać nie można. Ma 35 lat, pracuje na czarno, ale nie było tygodnia, aby przepracował cały. Nie jest ubezpieczony, nawet jako bezrobotny, nawet nie ma dowodu, bo zgubił, a po co wyrabiać?
Do niczego się nie dokłada – ani do rachunków, ani nie kupi niczego do lodówki.
Pije, ćpa, później całą noc chodzi po domu, stuka garnkami, bo przecież trzecia w nocy to najlepsza pora na gotowanie.
Bierze ciągle pieniądze od rodziców, oczywiście nie oddaje. Nie sprząta po sobie, ubrudzona toaleta po wizycie, wszędzie zostawia syf. Jego pokój wygląda jak śmietnisko, tak tam śmierdzi, że nie można wejść. Jak rodzice zwracają mu uwagę, to drze na nich ryja.
Ale mnie korci, żeby mu walnąć w ten pusty łeb...
Gdyby taka sytuacja miała miejsce 10 lat temu, to od razu by go rodzice wyrzucili z domu, ale odkąd pojawiły się wnuki, bardzo zmiękli. Teraz tylko rozkładają ręce, a mama bardzo to przeżywa, jak to mama.
Niedługo pójdą na emeryturę, zamiast się nią cieszyć, będąc użerać się z pasożytem.