#OwGgl

Pierwszy dzień w nowej i to pierwszej w życiu robocie. Kelnerstwo – niby nic, ale jednak jest to odpowiedzialny zawód... 
Pomyślcie tylko: piękny ślub, wesele, przystrojona sala, nadobni goście, państwo młodzi całujący się przy torcie, wszyscy robią zdjęcia i w tym momencie w kadr wpadam ja (!), jednocześnie potykając się o czerwony chodnik i wypieprzając tacę z 60 kieliszkami do szampana prosto na młodych.
Nikomu na szczęście nic się nie stało, ale nikt nie chciał ryzykować jedzenia tortu z kawałkami szkła.

Zatem gdybyście się zastanawiali, czy coś może spektakularnie pójść nie tak w tak „prostej” pracy, no to już wiecie. Nie dziękujcie.

#mHvQH

Zadziwiające, niby kraj na wskroś katolicki, a jednak niekierujący się wzorcami przedstawionymi w Piśmie Świętym. Zwłaszcza w pojęciu ojcostwa.

Każdy, kto aktywnie bierze udział w życiu kościoła, słyszał na pewno, jak wielką i chwalebną pozycję rolę w historii wiary odegrał św. Józef, ba... wszyscy jak jeden mąż zwą go wzorem prawdziwego mężczyzny-opiekuna. Tym bardziej dziwi fakt, jak w praktyce postrzegani są mężczyźni, którzy wiążą się z kobietą, która ma dziecko. Józef przecież nie był biologicznym ojcem Jezusa, a ówczesne prawo dawało mu możliwość bezpardonowego odtrącenia swej żony. Mimo to podjął się trudu wychowywania „cudzego” dziecka. Czyn ten jest uznawany za chwalebny, a fakt postawienia przez Kościół Józefa za wzór winien nieść za sobą jakieś logiczne konsekwencje. Ale niestety nie niesie.

Moja dziewczyna ma syna, jest to bardzo mądry i energiczny chłopak. Gdy go poznałem, miał iść do pierwszej klasy, swego prawdziwego ojca nigdy nie widział. Nie będę tu teraz roztrząsał, czemu tak się akurat stało, nie jest to bowiem istotne. Istotne za to jest, że bardzo jesteśmy ze sobą zżyci. Mnie nie przeszkadza to, że on nie nosi mojego nazwiska, ani to, że nie nosi moich genów. Chłopak tego, jak być mężczyzną, uczy się właśnie ode mnie, więc w sumie i tak będzie kiedyś prawie taki sam jak ja. Razem się bawimy, razem gramy w gry na konsoli, razem gramy w piłkę, razem dokonujemy drobnych napraw w domu czy samochodzie. Nie ma między nami wielu różnic, poza tym, że on jest jeszcze dzieckiem, a ja dorosłym facetem. Wkurzam się, kiedy inni mędrkują, że to przecież nie jest mój syn i że jeśli chcę wychowywać dziecko, to powinienem dążyć do tego, by mieć „swoje”. Tak jakby plemniki decydowały o tym, czy kogoś się kocha, czy nie. Ojcostwo nie jest jak macierzyństwo, które jest przecież bardziej naturalne, ojcostwo to przede wszystkim chęć pokazania małemu człowiekowi drogi, którą ten miałby podążać. Autorytet się wypracowuje, on w żaden sposób nie jest kwestią przyrodzoną, tak uważam, dlatego nie rozumiem, czemu w opinii wielu robię coś niemądrego?

Ja rozumiem, że w dzisiejszych konsumpcyjnych, hedonistycznych czasach dbanie o coś więcej niż o czubek własnego nosa jest postrzegane jako skrajne wariactwo, ale naprawdę nie rozumiem, jak można być przy tym tak zakłamanym, by uważać siebie za chrześcijanina (katolika) i jednocześnie tak negować postawy, które przez tę właśnie religię uznane zostały za godne naśladowania.

#lxsh9

Kilka nocy temu obudził mnie wyrywający się z moich ust rozpaczliwy krzyk: „Kacper!”. Chwilę potem w półmroku zobaczyłam swojego wściekłego męża, który zabiera kołdrę i przenosi się na kanapę... 
Tak się składa, że Kacper to imię mojego byłego.

Mąż za nic mi nie chce uwierzyć, że śniła mi się olimpiada, a mój szalony umysł pragnął dopingować Tomasiaka.

#M2OU6

Niedawno w autobusie byłem świadkiem dysputy filozoficznej – dwie panie dyskutowały, czy jak ginekolog bada pacjentkę, to za każdym razem „konar płonie”. Nie wiem, jaki był wniosek końcowy, bo od tej dyskusji mój konar zapłonął i musiałem wyjść.
A wy jak myślicie, co jest silniejsze – pierwotny odruch czy profesjonalizm?

#erIij

Jak każdy mały chłopiec, miałem swojego ulubionego kolegę w przedszkolu. Często razem się bawiliśmy, rysowaliśmy itd. Zawsze chodziłem z nim w parze. I to właśnie dlatego piszę tę historię. Pewnego dnia, podczas wyjścia na stołówkę, dostałem od niego buziaka w usta. Nie wiedziałem, jak zareagować, więc tylko się zaśmiałem. Później tego samego dnia zrobił to jeszcze dwa razy. Nikomu o tym nie powiedziałem, bo się wstydziłem. Zacząłem go unikać jak ognia.

Teraz jestem w ósmej klasie i nienawidzę tego człowieka. Nie chodzi akurat o te „buziaki”. Od pierwszej klasy ten gnój mnie wyśmiewa, przezywa i ośmiesza przed klasą. To przez jego zachowanie mam w szkole opinię psychola i patola.

#R7GFy

Jakiś czas temu dowiedziałam się, że nie mogę mieć dzieci. Wcześniej nigdy o tym nie myślałam, bo sądziłam, że mam jeszcze czas na te sprawy i szczerze mówiąc, nie widziałam siebie w roli matki. Jednak w momencie, kiedy usłyszałam to od lekarza, zrobiło mi się naprawdę dziwnie i… przykro.
Zwlekałam z tym, by powiedzieć o tym chłopakowi. Kiedy zaczął mówić w żartach o zakładaniu rodziny, coś we mnie pękło i z tych wszystkich emocji wpadłam w nagły płacz. Przyznałam mu się do tego, że nie mam szans, by kiedykolwiek urodzić mu dziecko. A Tomek w ogóle się nie zmartwił. Nie dlatego, że nie chce mieć dzieci (to rodzinny człowiek i bardzo chce), ale dlatego, że w jego mniemaniu to żaden problem.
„Po prostu adoptujemy, uszczęśliwimy jakąś małą istotę, a ona uszczęśliwi nas. Nie mamy powodów do zmartwień, kocham cię” – powiedział mi mój chłopak.

Może dla niektórych z Was to wyznanie wyda się ckliwe i dziecinne. Myślcie, co chcecie, ja wiem, że mam najwspanialszego chłopaka na świecie.

#ZMcw3

Byłam zmęczona, trochę zamyślona i naprawdę musiałam siku, ale tak pilnie. Byłam akurat w galerii handlowej, więc nic takiego, prawda? Wchodzisz, załatwiasz się, wychodzisz. Taki był plan, ale mama zwykła mnie uczyć, że deski klozetowe w galeriach są brudne. Wniosek? Sikać na Małysza! Plan dobry, wykonanie? Cóż.
Byłam zmęczona po całym dniu + spałam tylko 3 godziny.
W efekcie nie zauważyłam zamkniętej klapy klozetowej i tak, zsikałam się na nią.
Oczywiście po chwili zorientowałam się, że coś jest nie tak. Nie słychać dźwięku wody, tylko kapanie na podłogę, i czuję, że moje nogawki robią się mokre.
W panice staram się powstrzymać tę Niagarę, ale się nie da, bo potrzeba była tak wielka, że mięśnie odmówiły posłuszeństwa.
Podsumowując...
– obsikane spodnie
– utracona duma
– kilka minut sprzątania własnego moczu z całej kabiny oraz wstyd, gdy zorientowałam się, że mój mocz dosięgnął kabiny obok (były dość małe) i było widać, że coś się tam „wylało”. A w kabinie obok była sprzątaczka wymieniająca papier...

Przepraszam, pani sprzątaczko, naprawdę nie było to planowane.

#BNxjy

Bardzo nie lubię mentalności starych bab w kościele – w pierwszej ławce klepią różaniec, a w domu uprzykrzają życie rodzinie. 
Moja koleżanka miała właśnie taką cudowną teściową. Nie akceptowała jej jako synowej i na każdym kroku uprzykrzała życie. A że zamieszkali razem po ślubie, to było tego sporo. 
Zrobili remont domu i wybudowali łazienkę, żeby nie musieć kąpać się w miednicy i chodzić do wychodka – źle. Gotowała i dbała o dom – źle. Z zaciśniętymi zębami przeżyła nawet fakt, że kobieta przyprowadziła dla swojego synusia lepszą kandydatkę na żonę (rozwódkę) tylko po to, żeby sprawić synowej przykrość. Złota dziewczyna znosiła to wszytko, tłumacząc to wiekiem mamusi. No a mamusia po tygodniu robienia świństw leciała do kościoła, modliła się gorliwie i przyjmowała komunię jakby nigdy nic. 
Po mszy zaś z koleżankami z kółka różańcowego obrabiała tyłek synowej, jaka to zła jest, nie dba o dom, nie dba o męża i teściową... 
Nie mam szacunku do takich ludzi za grosz.
Dodaj anonimowe wyznanie