Mój brat zawsze był strasznie zaniedbany. Uważam, że nie jest brzydki, ma naprawdę śliczne rysy, ładne błękitne oczy i gęste brązowe włosy, jednak kompletnie nie potrafi o siebie zadbać. Ostatnio płakał mi w ramię, że nigdy nie miał dziewczyny, że żadna go nie chce, prosił też mnie o pomoc. Jako dobra młodsza siostra chciałam mu pomóc, jednak on na wszystko reagował krytyką.
Dopiero teraz zauważyłam, jak wypaczony ma obraz męskości. Regulacja brwi nie (no tak, lepiej chodzić z klocami), maseczka nie (co tam pryszcze, mazidła są dla bab i tyle!), zgolenie kilkudniowego zarostu też nie. Brat zapierał się w każdy możliwy sposób. Nie rozumiał, że powinien się myć codziennie, częściej myć włosy czy używać kremu do twarzy. Przecież to taaakie niemęskie!
Czy naprawdę minimalne dbanie o siebie odbiera wam męskość? Serio, panowie?
Około trzech miesięcy temu, gdy wracałem z pracy na piechotę, naprzeciw mnie szedł młody chłopak ze średniej wielkości psem rasy kundel. Nic nie wskazywało, że pies będzie agresywny, jednak gdy tylko przechodziłem już obok, pies rzucił się na mnie z niewiadomych przyczyn. Złapał mnie zębami za nogę, łapiąc przy okazji za skórę i spodnie, co zabolało. Próbowałem go odciągnąć jak najszybciej, jednak uderzanie po ciele czy unoszenie go nic nie dawało. Wszystko trwało bardzo szybko i działając w panice, mój mózg wpadł na genialny pomysł jak uwolnić się od psa. Postanowiłem wsadzić mu palec w tyłek... Tak, dobrze czytacie. Wsadziłem psu palec w tyłek i o dziwo ZADZIAŁAŁO. Pies wydał z siebie pisk i na sekundę puścił uścisk, więc mogłem się uwolnić.
Nie mam pojęcia skąd ten pomysł, jednak mimo że zadziałał, to nie przyznałem się do tego nikomu. Oprócz was, oczywiście.
Gdyby nie to, że muszę wychodzić z psem, to w ogóle nie rozmawiałabym z ludźmi. Taki typ człowieka ze mnie, że boję się zawierać znajomości.
Mój towarzyski pies zaczepia wszystkich po kolei i dzięki niemu mam okazję z kimś pogadać tak o niczym :)
Moja siostra w tym roku kończy szkołę. Na każdą okazję (typu Dzień Nauczyciela, zakończenie roku szkolnego, urodziny/imieniny wychowawczyni) rodzice muszą kupować prezent. Wychowawczyni podaje im trzy warianty do wyboru. Są to rzeczy typu żelazko i inne sprzęty domowe, droższa biżuteria... Nie jakieś tam zwykłe kwiatki i czekoladki.
Do tego dochodzi składka na poczęstunek z okazji zakończenia szkoły i upominki dla reszty nauczycieli...
Nie każdego rodzica stać na takie wymysły, a mnie przeraża bezczelność niektórych ludzi.
Mój szwagier pracuje jako pielęgniarz. Pracował w placówce leczenia uzależnień, w szpitalu dla śmiertelnie chorych, a teraz w ośrodku psychiatrycznym. Opowiedział mi kilka ciekawych historii, ale opowiem jedną, która mnie mnie zmroziła – o pewnej dziewczynie.
Szwagier jako pielęgniarz dba o bezpieczeństwo, o to, aby nikt nie zrobił sobie lub innym krzywdy, dba o codziennie potrzeby podopiecznych, wydaje lekarstwa itp. W trakcie pracy jest dużo czasu na rozmowy z ludźmi.
Rodzice zgłosili swoją 16-letnią córkę na leczenie psychiatryczne ze względu na jej niepokojące zachowanie. Dziewczyna spędziła w ośrodku już cztery tygodnie, przez ten czas zachowując się normalnie – żadnych dziwnych zachowań zarówno w swoim pokoju, jak i pokojach wspólnych. Szwagier codziennie z nią rozmawiał, opowiadała mu, jakie filmy lubi, muzykę, że tęskni za znajomymi, jakie ma plany na przyszłość, że chciałaby po ukończeniu szkoły znaleźć spokojną pracę, zakochać się, założyć rodzinę.
Gdy kolejnego razu, siedząc na kanapie w pokoju wspólnym i oglądając TV, opowiadała mu to samo – że marzy jej się ukończenie szkoły, praca w marketingu albo może gdzieś w stacji telewizyjnej, zakochać się, wyjść za maż i mieć dwójkę dzieci – szwagier zapytał: „To dlaczego tego nie zrobisz?”. Wtedy ona szeptem odpowiedziała: „Bo głosy mi nie pozwalają”...
Gdy mi to opowiadał, to włos mi się zjeżył na głowie.
Jestem w związku na odległość z facetem, którego jeszcze nie widziałam na żywe oczy. I boję się, że kiedy się spotkamy, całe to uczucie zniknie.
Żyjemy w dwóch różnych krajach, teraz powoli planujemy nasze pierwsze spotkanie. On mówi mi o miejscach, które możemy zobaczyć razem, a ja uklepuję sobie w głowie plan na czarny scenariusz, czyli co zrobię, jeśli on po 10 minutach stwierdzi, że wraca do siebie, a nie ze mną do hotelu.
Jest to silniejsze ode mnie. Zakochałam się po uszy w tym facecie. Rozbawia mnie, rozmawiamy dniami i nocami. Spędzamy prawie każdą wolną chwilę ze sobą. Czuję, że „mogłabym być matką jego dzieci” czy tam „trwać w biedzie i w chorobie”, ale strach przed odrzuceniem po spotkaniu paraliżuje mnie do tego stopnia, że boję się kupić bilet lotniczy. Nawet jak o tym myślę, czuję, jak całe ciało broni się przed tym.
Mam 15 lat i mam pewien problem, mianowicie myślę, że mogę być uzależniony od m@sturb@cji, ponieważ robię to dwa razy dziennie, a czasami więcej. Ponadto robiłem to już do naprawdę dziwnych rzeczy, na które kiedy patrzę, nie jestem podniecony, tylko obrzydzony.
Jest to strasznie niepokojące i czy mam udać się do specjalisty?
Nie jestem trollem, więc naprawdę proszę o odpowiedź.
Kilka miesięcy temu przespałam się ze swoim bratem ciotecznym Pawłem. Miałam wyrzuty sumienia, ale trudno, stało się. Później znalazłam sobie chłopaka, zamieszkaliśmy ze sobą i zapomniałam o tamtym zdarzeniu.
Przedwczoraj wróciłam z miasta wcześniej niż zwykle, bo staram się jeszcze unikać tłumów i robię szybkie zakupy. Po przekroczeniu progu mieszkania usłyszałam dziwne krzyki, poszłam do sypialni i zobaczyłam Pawła w łóżku z moim chłopakiem. Nie mogę się otrząsnąć po tym widoku. Chyba to karma...
O segregacji klientek salonów sukien ślubnych.
W jakim ja byłam szoku, gdy okazało się, że za przymierzenie sukni, która mi się podoba, muszę zapłacić 200 zł! Takie opłaty za przymiarki pobierają wybrane salony, gdy suknia ma wyższą cenę, czytaj kilka tysięcy.
Mało tego, w jednym z salonów wejście do pomieszczenia, w którym były sukienki z linii premium, było zastawione tablicą reklamową. Zastanawiam się tylko na jakiej podstawie klientki są tam wpuszczane, kto ocenia kogo stać, a kogo nie?
Jak byłam mała, to byłam grubym dzieciakiem. Uwielbiałam jedzenie, a za sportem nie przepadałam. Na początku liceum zaczęłam tracić nadprogramowe kilogramy i zyskiwać bardziej kobiecą sylwetkę. Koleżanki zazdrościły – pytały o dietę cud, w końcu na początku pierwszej klasy byłam taka okrągła, a kilka miesięcy później wyglądam super. Jakieś 1,5 roku później okazało się, że to nie był cud, tylko pasożyty. Wtedy dały fajne combo wraz z alergiami. Przez kilka miesięcy praktycznie nic nie mogłam jeść – co chwilę nowe produkty spożywcze powodowały u mnie nowe reakcje alergiczne. Przez to, że prawie nic nie jadłam, znowu schudłam, tym razem powoli przekraczając dolną granicę dopuszczalnego BMI.
Po jakimś roku udało mi się w miarę wrócić do normy z wagą i tym, co mogę jeść. Od tego czasu jeszcze bardziej kocham jedzenie. Uwielbiam poznawać nowe smaki. Jedzenie to, moim zdaniem, jedna z najwspanialszych rzeczy w życiu. Mogłabym jeść cały czas. Już zaczęły przybywać mi kilogramy.
Z jednej strony lubię swoją figurę, nie chcę przytyć i być okrągła jak w dzieciństwie. A z drugiej uwielbiam jedzenie i dalej nie przepadam za sportem. Do tego strasznie boję się tego, że kiedyś znowu nie będę mogła jeść i będę cały czas głodna, nie wiedząc, czy to, co zjem, nie zaszkodzi mi bardziej niż głód.
Dodaj anonimowe wyznanie