#v4edb
Start jakoś przeżyłem, a potem podczas samego lotu nie było najgorzej. Po godzinie lotu jednak samolot wpadł w turbulencje, a ja, zamroczony dodatkowym drinkiem, przeraziłem się nie na żarty. Strach ten poskutkował tym, że zesrałem się w gacie.
Spanikowałem i postanowiłem nie przyznawać się do tego, co mnie spotkało. Liczyłem, że na ciemnych spodenkach nie będzie tak widać, a po wylądowaniu szybko udam się do łazienki. Mój plan nie przewidział jednak tego, że w małej, zamkniętej przestrzeni zapach gówna rozniesie się dosyć szybko. Współpasażerowie szybko zaczęli narzekać na smród, a matki sprawdzały pieluchy dzieciom. Gdy moja dziewczyna zaczęła na mnie spoglądać coraz bardziej nerwowo, postanowiłem ewakuować się do łazienki i może spróbować się ogarnąć. Wziąłem podręczny, w którym miałem tylko kąpielówki i elektronikę i krokiem niczym pingwin udałem się do kibelka, modląc się, by gówno nie poleciało mi po nodze.
Kto był w samolocie, ten wie, że w łazienkach nie ma zbyt dużego pola manewru, ale udało mi się jakoś złagodzić sprawę. Gacie byle jak uprałem i wyrzuciłem do kosza, spodenki udało mi się odratować i upchałem je do podręcznego.
Pomimo tej akcji ratunkowej myślę, że co najmniej 80% pasażerów było pewne, że to ja się zesrałem. Resztę lotu udawałem, że śpię. Następnym razem, zanim wylecę, wezmę jakieś 30 stoperanów.
Zamiast stoperanów wystarczy się nie nawalić :P
Po prostu nie pij. Alkohol wpływa na zwieracze i kontrolę fizjologii. Dlatego alkoholicy sikają na siebie.
I melatoninę na uspokojenie zamiast łoić wódkę. Alkohol mógł dodatkowo wpłynąć na kiszki w połączeniu ze stresem.
Nie melatoninę tylko melisę na uspokojenie.
Współczuję cholernie
Wiedziałeś, że jesteś zestresowany i będziesz musiał długo lecieć, a mimo to wypiłeś alkohol. Genialne