#aUE6y

Pół roku temu zostałam mamą. Dziecko planowane. Ogromne szczęście. Początki były trudne – wcześniak, ogromne problemy z karmieniem, nie potrafiłam sobie z tym poradzić psychicznie. Non stop płacz. Po dwóch miesiącach trafiliśmy do szpitala. Ogromny stres. Wróciliśmy do domu. Udało się ogarnąć karmienie, przyszedł spokój – względny. Ogrom miłości do dziecka, uczucie nie do opisania. Aż do teraz. Od kilku dni dziecko stało mi się obojętne. Wręcz mnie wkurza. Wiadomo, czasami marudzi, ale bywały gorsze dni i robiłam wszystko, żeby je rozbawić, uspokoić. Teraz wkurza mnie tak bardzo... Nie mam ochoty odwzajemnić uśmiechu. Nie mam ochoty utulić. Wszystkie czynności wykonuję jak robot, bo muszę. Czuję się jak najgorsza matka na świecie.

#lON3Q

Jestem kosmetologiem. Wypłata w tej branży składa się z najniższej krajowej + procentu od swojego obrotu. U mnie to 10% od każdego zabiegu. Wszystko OK, zarabiałam całkiem nieźle, do czasu... Od sześciu miesięcy jest jakaś plaga kobiet, które notorycznie i na ostatnią chwilę odwołują zabiegi. Ja rozumiem, może coś wypaść, dziecko się może rozchorować, auto paść itp., jednak mamy agentki, które potrafią się zapisywać dwa razy tego samego dnia na wizytę i na żadną nie przyjść. Często jest tak, że z wypełnionego kalendarza zostają mi góra dwie wizyty, bo panie się rozmyśliły, przeliczyły budżet lub zwyczajnie im się nie chciało. I to też jest OK, nikt nikogo nie zmusza, ale na jej miejsce są co najmniej dwie następne osoby, które chętnie by przyszły.

Zadatki nie pomogły, buntowały się strasznie, były co chwila awantury na recepcji, żeby im to oddać, bo skąd one mogły wiedzieć, że im się dziecko pochoruje. Zaczęłyśmy stosować przedpłatę 10% już przy zapisywaniu się na wizytę. Też nie pomogło. Zdarzały się krzyki, płacz itp., kiedy po np. szóstej odwołanej wizycie nie chciałyśmy już dalej zapisywać. Najgorsze, że szefowa wymyśliła promocyjne pakiety. Polega to na tym, że klientka wykupuje sobie pięć zabiegów do przodu za obniżona cenę i przy każdej wizycie taki zabieg się „ściąga” z systemu. Robią sobie co chcą, przychodzą kiedy chcą, bo przecież one mają zapłacone. Wielokrotnie było tak, że specjalnie zostawałam dłużej w pracy, żeby po usilnych prośbach klientki (a nieraz i także płaczu) zrobić jej zabieg i czekałam na marne np. dwie godziny, bo ona zapomniała, choć pewnie jej się nie chciało.

Kocham tę pracę, ale powoli przestaje być ona opłacalna, bo siedzę w niej na marne. Już nawet nie chodzi o nieprzychodzenie, tylko o to, żeby dać znać, że nie da się rady dotrzeć na umówiona wizytę. A tak to mam turbo dużo nadgodzin, podczas których siedziałam i nic nie robiłam albo sterylizowałam narzędzia. A z tego, niestety, nie ma pieniędzy...

Uwaga! Będzie apel! Uprzedzajcie usługodawców o odwołaniu wizyty. To naprawdę pomaga.

#C5WRi

Przeczytałam już całkiem sporo dziwnych, przykrych historii o rodzicach, którzy nie nadają się do opieki nad dziećmi i pomyślałam, że podzielę się z wami jedną z moich.

Kiedy zmarł mój dziadek, a było to 1,5 roku temu, wszystko kręciło się w domu wokół pogrzebu i spadku, pewnie wiecie jak to jest, płacz całej rodziny, głównie wnuków. Kiedy cała rodzina zebrała się nad grobem (pogrzeb odbywał się w środku wakacji, więc było gorąco), nagle poczułam się strasznie słabo. Byliśmy ubrani na czarno i staliśmy w pełnym słońcu, więc byłoby to normalne, ale tym razem było znacznie gorzej, czułam, że tracę przytomność i nie mogłam utrzymać się na nogach. Postanowiłam więc, że powiem mojej mamie, że coś jest nie tak i zapytam, czy jest tu gdzieś odrobina cienia lub miejsce, w którym mogłabym usiąść. Niestety te zostały już zajęte przez księdza i wszystkie ciotki, których nie znam i właściwie pierwszy raz widziałam na oczy, nikt nie chciał oddać mi swojego miejsca, więc kucnęłam sobie gdzieś z boku, co spotkało się ze złością mojej matki. Kiedy obraz mi się rozmywał, a ja sama z pozycji kucnięcia musiałam przejść do siadu, usłyszałam tylko ze strony mojej matki, jak wielki wstyd przynoszę rodzinie, udając gwiazdę w takiej poważnej sytuacji, że „w domu czekają mnie konsekwencje” i że mam natychmiast wstać (jakby to w ogóle było możliwe). Odmówiła mi pomocy, sądząc, że robię to wszystko dla „show”.
 
Jak się pewnie domyślacie, dostałam udaru słonecznego. Nigdy nie będę w stanie tego zapomnieć ani tym bardziej jej wybaczyć.

#rHz6q

Mieszkanie "studenckie" w starej kamienicy, a jak to w tego typu budynkach bywało, dobrze słychać co się dzieje w pokoju obok.
Pewnego pięknego majowego wieczoru współlokatorka musiała poczuć miłość.
Przyszedł do niej chłopak, zamknęli się w jej pokoju, puścili muzykę i zabrali się do dzieła...
Klaszcząc bardzo nierytmicznie... if U know what I mean... ;)
Otóż zaczynało to "klaskanie" być na tyle irytujące swoim brakiem rytmiki, a słuchawek akurat nie miałem, że puściłem na kompie chyba wszystkim znany klaskany utwór Rubika...
I wiecie co?
Szybko złapali rytm.

#BaLqZ

Moja Babcia (obecnie 89-letnia kobieta), uczestniczka Powstania Warszawskiego, z roku na rok słabła fizycznie, a że jej mąż nie żyje już od paru ładnych lat, to mi i mojej matce przypadło opiekowanie się nią na stare lata. Przez pewien czas zdawało to egzamin, pomagaliśmy jak mogliśmy, lecz kiedy zaczęły się poważne problemy z chodzeniem, przewracanie się, chodzenie 2 razy w nocy do toalety z asystą, co zajmowało około 30 minut za każdym razem, było coraz ciężej. Po pewnym czasie podjęliśmy wspólnie decyzję, razem z Babcią, że trzeba będzie oddać ją pod profesjonalną opiekę. Tak też się stało. Wysłaliśmy ją do domu opieki w Aninie, gdzie miała profesjonalną opiekę, miłe panie na sali, a ostatnio jej dom seniora dostał nową, piękną i wyremontowaną siedzibę za Warszawą. Sale są 3-osobowe, posiłki dobre, a opieka jak wspomniałem wcześniej profesjonalna. Matka odwiedza ją co najmniej raz w tygodniu, ja zwykle co 3-4 (różnie to wychodzi, nie będę oszukiwał). Lecz ostatnia wizyta wywarła na mnie bardzo negatywne i ponure wrażenie.

Przyjechałem po raz pierwszy do niej ze swoją dziewczyną, obiecywałem jej od dawna, że w końcu ją pokażę. Było całkiem fajnie i miło, aż nagle Babcia wyskoczyła, że pisze wiersze. Było to dla mnie dość sporym szokiem, szczególnie, że jak się potem okazało było to 60 parę stron wierszy. Przeczytała kilka śmiesznych, dotyczących jej sąsiadów z innych sal, o siusianu w nocy czy innych przyziemnych sprawach. Były też poważniejsze o tematyce religijnej, ale był też jeden, który kiedy mi go przeczytała zamarłem. Nie wiedziałem co mam powiedzieć, a łzy same naszły mi do oczu, spojrzałem na dziewczynę i zobaczyłem, że czuje to samo. Co tu więcej mówić, sami czytajcie:

SAMOTNOŚĆ

Jak wyrwana z ziemi roślina zielona,
co szybko wysycha, gdy jest wyrzucona,
tak się ja dziś czuję, też z domu wyrwana.
Lecz się nie buntuję, taka wola Pana,
bym w późnej starości nie była przeszkodą
tym, co dzisiaj spokojne, młodsze życie wiodą.
Ja wiem, że w tym wydarzeniu jest znak Twej miłości,
bo chcesz mnie dopuścić do swej samotności.
I każde cierpienie, dane mi przez Ciebie,
przybliża me spotkanie ze świętymi w niebie.


Wiem, że ten wiersz bez opisu jest pewnie mało wart i będzie niezrozumiały dla sporej części ludzi. Wysyłam ten wiersz do was, bo moja Babcia nie wierzy sama w siebie. Uważa, że rymy są słabe, że nikogo, oprócz jej dwóch koleżanek z sali nie obchodzi to co pisze, a ja chcę jej pokazać, że ten wiersz, a także wiele innych ma w sobie to coś, chociażby przekaz emocjonalny. To co napisała dogłębnie mną wstrząsnęło.

#08m8C

Do mojej babci zadzwoniła pani z ofertą sprzedaży fotela bujanego. Babcia była nawet zainteresowana, dopóki nie usłyszała ceny. Niestety pani nie chciała dać się spławić wciąż wychwalając zalety produktu. W końcu babcia nie wytrzymała i zapytała:
- A masz taki fotel?
- Ależ oczywiście!
- To się bujaj.

I się rozłączyła xD

#Tz4kw

Stoję sobie ostatnio w kolejce w biedronce, przede mną starsza pani (siwa, twarz pomarszczona, ogólnie widać było, że ma 60-70 lat), na ladzie między jej zakupami stała butelka piwa.

Zakupy zbliżają się do kasjerki, ta nalicza zakupy, a kiedy dochodzi do podliczenia piwa, co robi? Pyta szanowną panią o dowód.

Ja rozumiem, że pełnoletność trzeba sprawdzać, ale chyba w pewnym wieku ta zasada przestaje obowiązywać. No chyba że chciała odmłodzić babcię i podnieść jej samoocenę, to już inna sprawa. :D

#SuhAq

Nadciągają czarne chmury, w oddali słychać grzmoty. Mimo to jako lekko przestraszona 9-latka postanowiłam szybko skoczyć do sklepu, aby osłodzić sobie ten czas oczekiwania na przyjście burzy. Zbliżam się do sklepu, rozlega się jeden z głośniejszych grzmotów i ze strachu aż podskoczyłam. Cale szczęście pod sklepem siedział Pan Żul, który postanowił pocieszyć mnie słowami "Spokojnie, to tylko aniołki beczki z winem toczą" ;)

Czyli jak pada deszcz, to ta beczka im pękła??
Dodaj anonimowe wyznanie