#uAy6s

Kilka lat temu pracowałam w sklepie odzieżowym znanej marki, trzeba było dwoić się i troić, żeby klient wyszedł zadowolony.

Układam ubrania i widzę, że jakaś pani stoi przy kasie, no to biegnę... Podchodząc, słyszę: „I jak tam minął dzień?”, więc ja od razu zaczynam jej opowiadać, zadowolona, bo wiadomo, że są klientki, które lubią sobie porozmawiać i zwykle są one bardzo sympatyczne.

Nagle coś mi nie gra, widzę, że pani robi wielkie oczy i patrzy na mnie z mieszaniną zdziwienia i rozbawienia, a po chwili mówi: „Poczekaj, oddzwonię do ciebie” i zakłada włosy za ucho, a tam moim oczom ukazuje się słuchawka bezprzewodowa...

Myślałam, że zapadnę się pod ziemię.
HansVanDanz Odpowiedz

Zupełnie bezpodstawnie. To klientka winna uciąć słowami "to nie do pani/rozmawiam przez telefon".
Społeczeństwo jest jakieś przewrażliwione.
Tak wielu z błahostek zapada się pod ziemię, robią ze wszystkiego traumy, obrażają się z byle powodu etc.
Co z wami ludzie?

KarolinaPoludniowa Odpowiedz

To jak w znanym żarcie, gdzie jeden gość wszedł do toalety i rozmawiał z kimś przez telefon, a drugi gość z kabiny obok odpowiadał na wszystkie jego pytania:))

wyzwolonaa Odpowiedz

Byłaś przemęczona, bo robiłaś pracę którą powinny wykonywać co najmniej dwie osoby. Normalna firma zatrudniłaby po prostu więcej pracowników, no ale przecież premia dla jaśnie pana prezesa jest ważniejsza

Dodaj anonimowe wyznanie