#Z6VPN

Podczas wycieczki do Chin, ja i mój chłopak zatrzymaliśmy się w hostelu. Nasz pierwszy wieczór spędziliśmy na integracji, podczas której obficie lał się alkohol. Następnego dnia nie czułam się najlepiej. Wybraliśmy się do restauracji, w której samemu wybiera się i nakłada sobie jedzenie. Wzięłam jakiś ryż z przyprawami, trochę sosu i zasiedliśmy do jedzenia. Wyjątkowo ciężko szło mi jedzenie ryżu pałeczkami, więc w końcu sięgnęłam po łyżkę. Wtedy okazało się, że ryż na mnie patrzy. To, co wzięłam za przyprawy, w rzeczywistości było maleńkimi rybkami. Chyba żyły.

#8smMT

Parę lat temu mój kuzyn spowodował wypadek. Jechał pijany. Uciekł z miejsca zdarzenia. Na szczęście obserwowali to ludzie, którzy szybko zadzwonili po pogotowie i uratowali dziewczynę. Jechała skuterem, kierownica wbiła się jej w brzuch - dostała krwotoku, miała powybijane większość zębów. Dzisiaj ma się dobrze, w miarę dobrze.

Mój kuzyn nie siedział w więzieniu, dostał wyrok w zawieszeniu, do dzisiaj spłaca długi. Stracił prawo jazdy. I dalej jeździ pijany. Jego żona także prowadzi po alkoholu i nie zdaje sobie sprawy, jakie sprawia niebezpieczeństwo.

Tydzień temu pokłócili się. Oboje pijani. Pierwsza pojechała ona, a za nią on. Bardzo im odwala, kiedy piją. Widziałam, jak kuzyn wsiadał za kierownicę. Był to pierwszy raz, nie mieszkam z nimi. Długo nie musiałam myśleć. Zadzwoniłam na policję, podałam marki samochodów i numery rejestracyjne.

Złapali ich. Tym razem nic nikomu się nie stało. Czy mam wyrzuty sumienia? Nie mam, ale nikomu nie powiedziałam, że to ja zadzwoniłam. I nie wiem czemu, ale nie mam odwagi.

#QNdFd

To, co opiszę, wydarzyło się ponad 10 lat temu. Miałam jakieś 14/15 lat, z racji wieku i szalejących hormonów musiałam się jakoś wyżyć i ukojenie odnalazłam w pisaniu pamiętnika. Czar prysł, kiedy dostał się on w ręce mojego starszego brata. Najgorsze było to, że miałam naprawdę polot i w dość rozbudowanych esejach pisałam o uczuciu, którym darzyłam jednego chłopaka, a który oczywiście nic o tym nie wiedział. Każdego dnia przeżywałam piekło z obawy, że w jakiś sposób podpadnę bratu, a on mu wszystko wyjawi.

I stało się, pamiętam, że był listopadowy wieczór, a ja dostałam SMS: "Czy to prawda, co powiedział mi Twój brat?" W tym momencie mój świat się zawalił, a ja myślałam, że najpierw brata uduszę, a później zapadnę się pod ziemię. Z rozpaczy postanowiłam, że nie będę przebywała w jednym domu ze zdrajcą i po naoglądaniu się wielu życiowych seriali, postanowiłam, że muszę to przetrawić gdzie indziej. Żeby było bardziej dramatycznie nagrałam na mp3 100x piosenkę Edyty Bartosiewicz "Opowieść" i wyszłam. Miałam szczęście, bo pogoda mi sprzyjała - padał ulewny deszcz. Byłam zachwycona, że mogę delektować się moją tragedią w taki sposób, ale po jakimś czasie trochę mi się to znudziło. Nie chciałam być w domu, w którym przebywał ten zdrajca, więc postanowiłam, że poczekam na jedyny autobus jaki jeździł z mojej wsi o tej porze i udam się do koleżanki, która mieszkała na stancji. Zabrałam plecak z książkami, jakieś ubrania na zmianę, wyłączyłam telefon i uciekłam. Wszystko przebiegło sprawnie, dotarłam do koleżanki, spędziłam u niej noc, a na drugi dzień najzwyczajniej w świecie udałam się do szkoły. Tam dowiedziałam się, że przez całą noc szukało mnie pół wsi, a moje zniknięcie najbardziej przeżył mój brat, który ponoć (ciężko mi w to uwierzyć) płakał jak bóbr, że to wszystko przez niego.

Nieraz słucham mojej czternastoletniej kuzynki i śmiać mi się chce z jej problemów, ale właśnie wtedy przypominam sobie o mojej historii i stwierdzam, że nie można w żaden sposób bagatelizować uczuć nastolatków, bo są one tak samo silne jak u osób dorosłych.

Zapomniałabym o najważniejszym - do brata jeszcze długo się nie odzywałam, ale dzięki niemu zyskałam cudowną miłość, która trwa do dziś :)

#eI6hj

W wieku chyba 15 lat, będąc w gimnazjum, trenowałem w szkolnym klubie. Wygraliśmy zawody wojewódzkie i zaczęliśmy treningi do mistrzostw Polski. Zmieniono nam trenera na bardziej doświadczonego, starszego pana z brzuszkiem, który na różnych wyjazdach lubił sobie wypić z innymi trenerami. Jeden z wyjazdów szczególnie utkwił mi w pamięci.

Po przejechaniu przez pół Polski na zawody zameldowaliśmy się w hotelu, w którym mieliśmy spać. Okazało się, że nasze pokoje są 2-osobowe. Było nas czworo - ja, dwóch kolegów i trener, a że jak już wspomniałem trener lubił popić, to nie pasowało mu, że ma być z którymś z nas w pokoju. Wymyślił, że będziemy przenosić łóżko przez korytarz hotelu. Koledzy przenoszą, a ja na czatach, czy nikt nie widzi. Trener między nami biega przejęty i spocony, krzyczy raz po raz "ku*wa, szybko, szybko z tym łóżkiem, żeby nikt nie zobaczył!". 

Po akcji zakończonej sukcesem zobaczyliśmy, że idealnie naprzeciw nas jest kamera i sprzątacz, który zerka zza drzwi. Po chwili wyszedł i powiedział, że jak dotąd nikt nie przenosił łóżka, bo goście szli do recepcji i prosili o zmianę pokoju na "trójkę" i "jedynkę", a nie błaźnili się przed ochroną i zarządem hotelu, który zapewne obserwował z wyżej wspomnianej kamery nasze wyczyny.

#puXsR

Kiedyś, za dzieciaka, siedziałem na czereśni. Zebrało mnie na kupę, ale nie chciało mi się schodzić na dół. Postanowiłem załatwić sprawę na górze. Niestety klocek nie doleciał do gruntu i spoczął na gałęzi niżej. Po chwili na drzewo wchodził mój kolega. To nie był dla niego dobry dzień...

Dla mnie też, bo jak już wszedł na górę, to wytarł ręce w moje ciuchy i włosy.

#Ns1vw

Dawno temu panował zwyczaj wkładania umierającym osobom, a raczej już zmarłym, gromnicy w ręce.

Kiedy prababcia zaczęła odchodzić na drugi świat po długiej chorobie, wszyscy się zebrali nad jej łóżkiem i zaczęli płakać. W końcu babcia z zamkniętymi oczami wydała głośne westchnięcie, a potem nastąpiła cisza.  Ktoś jej włożył w dłonie gromnicę. Jakież było zdziwienie, kiedy "zmarła" otworzyła oczy i z oburzeniem w głosie powiedziała: "To jeszcze nie jest mój czas, ja tylko sobie przysnęłam".

#2fiLd

Moja koleżanka ma bardzo nadopiekuńczą matkę. Do tego stopnia, że zakazywała jej jakiejkolwiek samodzielności i uważała, że niepotrzebnie jej córka chce zdobywać jakąkolwiek edukację, skoro mają rodzinną firmę i są bogaci. Dziewczyna skończyła więc naukę po gimnazjum, nawet nie zadając sobie tyle trudu, by skończyć zawodówkę. I wtedy czar prysł. Firma jej rodziców zbankrutowała i zostali na lodzie. Koleżanka próbowała znaleźć pracę, ale przez brak wykształcenia było ciężko.

To jednak nie sprawiło, że jej mama zrozumiała swój błąd, wręcz przeciwnie. Planowała w życiu córki absolutnie wszystko twierdząc, że jest nieomylna i ona wie najlepiej. Decydowała za nią, jak ma się ubierać, co ma robić, ile makijażu może nosić... A nawet wybrała za nią suknię ślubną. Koleżanka nie miała zupełnie nic do powiedzenia w sprawie własnego wesela, ponieważ finansowali je głównie jej rodzice za ostatnie pieniądze, które im zostały po firmie.

Tak było przez lata. Matka wpychała się w każdy obszar życia mojej koleżanki i była obrażona, kiedy coś szło nie po jej myśli, na przykład córka zechciała się wyprowadzić do męża (co powinno być normalne po ślubie). Twierdziła bowiem, że jej miejsce jest przy mamie.

W końcu dziewczyna nie wytrzymała i wyjechała za granicę, gdzie nareszcie jest wolna, pracuje, kończy edukację i planuje z mężem posiadanie dzieci. Jej matka oczywiście nie rozumie dlaczego "wyrodne dziecko" uciekło od rodziny. Do dziś nie zdaje sobie sprawy, że to co ona nazywała miłością było tak naprawdę próbą ubezwłasnowolnienia.
Próbuje mnie po dziś dzień ubłagać o jakikolwiek kontakt do córki, bo przecież "to jej własne dziecko", ale moja koleżanka zabroniła mi przekazywać numer telefonu czy adres jej aktualnego zamieszkania. Twierdzi, że tak jest najlepiej, w końcu mając prawie 30 lat stała się dorosłą, odpowiadającą za siebie osobą.

#MxTJl

Sytuacja miała miejsce jakieś 7-8 lat temu, chodziłam wtedy do pierwszej klasy liceum, praktycznie codziennie jeździłam 30 km autobusem, żeby być w szkole. Kurs tego autobusu miał zawsze ten sam kierowca, który zawsze zatrzymując się pod moją szkołą ruszał z przystanku zanim wszyscy z niego wysiedli - mnie raczej udawało wyskakiwać z niego "na czas".. Ale przyszedł dzień, kiedy to podążałam do szkoły w nowych spodniach za kilka stów - szpan kosmiczny, myśl, że koleżanki oszaleją z zazdrości... W zasięgu mojego wzroku jest już przystanek, szykuję się do wyjścia, a tu nagle przede mną pełno ludzi. Przeciskam się za nimi, żeby wyjść tylnymi drzwiami, ale jednak się okazuje, że dla mnie jest za późno... Łapię rączkę od drzwi (wtedy to nie były automaty) i latam jak Pocahontas na linach, ocierając swoimi nowiutkimi jeansami o krawężnik. Słyszę, jak ludzie w autobusie krzyczą do kierowcy, żeby się zatrzymał, ale zero reakcji, więc kilku kolegów z ogromnym entuzjazmem krzyczało: "skacz!". Skoczyłam...
Spodnie podarłam, kolano rozwaliłam, w szkole nie chciałam się pokazywać, a wszyscy "obserwatorzy" przy każdym spotkaniu prosili o jeszcze jeden popisowy numer.

Ale spodnie mam do tej pory! Najmodniejsze w tym sezonie, bo podarte na kolanie!

#C0fU1

Pewnego razu jechałam sobie autobusem do chłopaka. Była to sobota, bardzo wcześnie rano, w tym dniu miał odbyć się ślub z rodziny właśnie mojego lubego. Ja podekscytowana, że w końcu się wybawię tak jak należy, nie mogłam się doczekać. Zawsze w autobusie siadam na końcu, tam czuję się najlepiej, ale tym razem zrobiłam wyjątek, usiadłam sobie na pierwszym siedzeniu po lewej stronie od okna.

Jadę sobie, w głowie pełno kolorowych scenariuszy jak to sobie dzisiaj potańczę, w końcu pojem dobrych rzeczy i poznam członków rodziny mojego wybranka. Co może pójść nie tak? Cały czas miałam uśmiech na twarzy, czułam się wyjątkowo dobrze. Po prawej stronie od okna siedział mężczyzna, na pierwszy rzut oka straszny fleja, około pięćdziesiątki, zasnął sobie i trochę zrobiło mi się go szkoda, był wymęczony i śmierdziało od niego alkoholem. Wiadomo, takie sytuacje zdarzają się często w komunikacji miejskiej, ale ta była bardzo wyjątkowa.

Mężczyzna w pewnym momencie przebudził się z przerażeniem w oczach, spoglądał wokoło, coś gadał pod nosem, czegoś szukał. Jako miła dziewczyna, trochę zdezorientowana pytam go, czy mogę w czymś pomóc. Mężczyzna na mnie patrzy i mówi coś, czego kompletnie nie rozumiałam. Nie wydawało mi się, że dam radę się z nim jakkolwiek porozumieć... Mężczyzna zwątpił, a po chwili zasnął ponownie.

W międzyczasie zaczęłam rozmowę z kierowcą - młody, sympatyczny chłopak. W pewnym momencie zbyt gwałtownie zahamował i telefon wypadł mi z ręki, poleciał na sam przód. Już wymyślałam strategię jak to zrobić, żeby się nie przewrócić i go odzyskać, już wstałam, schyliłam się i nieszczęsny los chciał, że autobus znowu gwałtownie zahamował. Wyrzuciło mnie do przodu tak, że uderzyłam głową w szybę. Zrobiło mi się trochę słabo, mroczki przed oczami, odwróciłam się na kucaka i w tym samym czasie moje oczy dostrzegły coś dziwnego lecącego między krzesełkami tego autobusu. Szczęka... Patrzę i nie dowierzam, panika, że tak mocno przywaliłam w tę szybę, że wypadła mi moja szczęka! Już sobie wyobrażałam siebie, jak zamiast bawić się na weselu będę świętować z pielęgniarkami. Ale zaraz,  chwila, przecież nie czuję żadnego ubytku!

Facet się znowu przebudził, ja przed nim na kolanach, on w szoku, ja burak na twarzy. Biorę telefon, wstaję, dotykam swoich pięknych, kochanych ząbków - wszystko w porządku. Wciąż zamroczona biorę szczękę do ręki i nagle facet wpada w szał radości, bierze mi ją z ręki, czyści jak najszybciej może, wkłada do ust i z ulgą w głosie mówi ''A jo żem myślał, że jo jom na kawalerskim zostawił''.

Bawiliśmy się na tym samym weselu, było super :D
Dodaj anonimowe wyznanie