#jx11h
Jestem jedynaczką i większość życia spędziłam wyłącznie z mamą – osobą w ciężkiej depresji, lękami społecznymi, urojeniami i totalnym brakiem sił na walkę z życiem. Często słyszałam, że żyje tylko dla mnie. Gdy miałam 12 lat, usłyszałam od niej, że muszę się dobrze uczyć, iść na studia i mieć świetną pracę, bo będę musiała ją utrzymywać, ona sobie nie poradzi... Całe życie miałam ustawione wokół jej chorób i walczyłam ze światem sama. Wymagało to mnóstwa pomyłek i potknięć, o które matka (osoba bez pracy, wykształcenia, żadnego stałego zajęcia) robiła mi pretensje, bo jak mogłam nie wiedzieć...
Z przerażeniem patrzę, jak mój parter zmienia się w moją matkę. Już któryś raz z rzędu jesteśmy w sytuacji, gdy przez ponad rok nie ma pracy – zaczął szukać tylko dlatego, że mu kazałam. Z domu praktycznie nie wychodzi, spotykamy się wyłącznie z moimi znajomymi, jakiekolwiek wyjścia z domu dzieją się wyłącznie z mojej inicjatywy. On ma multum pomysłów na wszystko, ale nie zabierze się za nic, dopóki ja nie zacznę... Wiem, że ma depresję. Ale ja też mam! Mimo to udało mi się zrobić studia, pracuję, staram się rozwijać i próbuję różnych sposobów na dodatkowy zarobek. Po prostu czuję, że znowu jestem w tym sama.
Przeraża mnie to, chce mi się wymiotować i uciekać jak najdalej. Zaczynam myśleć, czy samej nie byłoby mi lepiej – martwiłabym się wyłącznie o siebie. Z drugiej strony rzucać wszystkim po 15 latach... Terapia dla par jest za droga na naszą obecną sytuację. Rozmowy niewiele dają. Nie wiem już co robić...
BYŁOBY CI LEPIEJ.
Choć oczywiście nie na początku, bo musiałabyś najpierw wyrwać znaczną część obcej tkani ze swojego jestestwa. Twoje wyznanie wygląda tak, jakbyś po prostu powtarzała wyuczony schemat, co jest zresztą dość powszechne. Wcześniej Twoje życie orbitowało dookoła matki, więc wchodząc w kolejny etap życia znalazłaś następcę, dookoła którego mogłaś kręcić się przez kolejne lata i to aż 15...
Użyję trochę brutalnej parafrazy, ale skoro Twoje myśli i tak idą już w tym kierunku, to chyba jesteś na nią gotowa. Pasożytowi nigdy nie zależy na zmianie status quo, gdy znajdzie już żywiciela.
Nie wiem ile masz lat, ale widzę, że dylemat utopionych kosztów jest tą najcięższą kotwicą, która zdaje się trzymać Ciebie w miejscu. Mówisz, że w końcu to 15 lat, jak mogłabyś to rzucić... odpowiedź: jak najszybciej i jak najdalej. Niech wizja kolejnych 15 lat w tym układzie doda Ci sił. Pomyśl o swoim życiu za rok, pięć, dziesięć i piętnaście od teraz. Niewiadomych jest masa, pewnie, trudno przewidzieć co życie przyniesie. Ale jest kilka rzeczy, które wiemy na pewno:
1. Będziesz miała mniej czasu niż masz teraz.
2. Będziesz jeszcze bardziej uwikłana w obecne schematy niż teraz.
3. Trajektoria Twojego życia raczej nie zmieni się o 180 stopni sama z siebie, więc szanse na jego generalną poprawę są najwyżej umiarkowane.
4. Będziesz miała mniejszy potencjał życiowy na każdym polu - może poza zawodowym.
Powodzenia.
"rzucać wszystkim po 15 latach..."
Tak.
U mnie trwało to jeszcze dłużej, ale gdy dotarłam do granic swej wytrzymałości, to po prostu spakowałam bety, zamówiłam transport i wyniosłam się na drugi koniec świata.
I zaczęłam drugie, naprawdę piękne, bez porównania piękniejsze od poprzedniego, życie.
Działaj.
Powodzenia 🌻
Autorko, a wyobrażasz sobie, że za 5, 10, czy 20 lat nadal będziesz tak żyła że swoim partnerem? Zrób coś, póki czas, proszę. No właśnie, to twój partner, a nie mąż więc trochę łatwiej się rozstać niż gdyby to był twój mąż (szarpanie się przy rozwodzie, podziale majątku, etc).
Byłoby lepiej samej. Dorosłość tak wygląda, że się bierze z życiem za bary i nie ma że boli. Szkoda jedynie, że dorosła byłaś od zawsze, a nigdy nie byłaś dzieckiem :((( współczuję.
I zastanów się, co byś poradziła przyjaciółce, która by przyszła z taką historią do ciebie, żeby prosić o radę? To jest odpowiedź na to.vo powinnaś robić
Albo ma tez ADHD i leczy sie nie na to co trzeba.