Sytuacja miała miejsce jakieś 7-8 lat temu, chodziłam wtedy do pierwszej klasy liceum, praktycznie codziennie jeździłam 30 km autobusem, żeby być w szkole. Kurs tego autobusu miał zawsze ten sam kierowca, który zawsze zatrzymując się pod moją szkołą ruszał z przystanku zanim wszyscy z niego wysiedli - mnie raczej udawało wyskakiwać z niego "na czas".. Ale przyszedł dzień, kiedy to podążałam do szkoły w nowych spodniach za kilka stów - szpan kosmiczny, myśl, że koleżanki oszaleją z zazdrości... W zasięgu mojego wzroku jest już przystanek, szykuję się do wyjścia, a tu nagle przede mną pełno ludzi. Przeciskam się za nimi, żeby wyjść tylnymi drzwiami, ale jednak się okazuje, że dla mnie jest za późno... Łapię rączkę od drzwi (wtedy to nie były automaty) i latam jak Pocahontas na linach, ocierając swoimi nowiutkimi jeansami o krawężnik. Słyszę, jak ludzie w autobusie krzyczą do kierowcy, żeby się zatrzymał, ale zero reakcji, więc kilku kolegów z ogromnym entuzjazmem krzyczało: "skacz!". Skoczyłam...
Spodnie podarłam, kolano rozwaliłam, w szkole nie chciałam się pokazywać, a wszyscy "obserwatorzy" przy każdym spotkaniu prosili o jeszcze jeden popisowy numer.
Ale spodnie mam do tej pory! Najmodniejsze w tym sezonie, bo podarte na kolanie!
Dodaj anonimowe wyznanie
I przez tyle czasu nikt nie złożył na niego skargi? Chyba że sam sobie był szefem, ale i tak nie usprawiedliwia to chamstwa.
Ja też o tym pomyślałam. Rozumiem, że kierowcy się spieszy, by być na czas, ale nie kosztem zdrowia pasażerów, którzy z takiego autobusu mogą zwyczajnie wypaść, a w szoku po wypadnięciu można i nogę czy rękę wsadzić pod koła... Jeśli kierowca się nie wyrabia z czasem, to trzeba rozważyć zmianę planu o kilka minut. Chyba że kierowca jest po prostu pieprznięty, to powinien zostać zwolniony, bo tak nie może być, że człowiek albo wcale nie wysiądzie na swoim przystanku, albo jest narażony na upadek lub przejechanie, bo musi wyskakiwać czym prędzej. A starsze osoby, które dodatkowo poruszają się wolniej? Tragedia.
U nas była podobna sytuacja z kierowcą który uciekał z przystanku zanim wszyscy do niego doszli. Skargi nikt nie złożył ale kierowca w tajemniczych okolicznościach dostał po mordzie. Potem już nigdy nie pomylił się nawet o minutę.
Dobrze, że nie przywaliłaś głową o krawężnik. Kierowca to palant.
Że rodzice nic mu nie zrobili to się dziwię. Ale chyba bardziej mnie zdumiewa, że nikomu nigdy nic się nie stało... Chociaż właściwie w tamtych czasach wiekszość z nas była odporna odarcia i nie narzekaliśmy jak te dzisiejsze śnieżynki! ;-)
kiedyś do podobnego kierowcy doszedł pasażer i zapytał czy wiezie ludzi czy świnie?
a kierowca: a co, przytrzasnąłem którejś ryj?
Co w tym anonimowego? Naprawdę nikomu byś nie opowiedziała tej historii?