#ip47r

Od zawsze wychowywałam się bez ojca, ale też nigdy nie narzekałam na jego brak, nie myślałam o tym, że go nie ma, nie zazdrościłam innym, że mają oboje rodziców, Mama zawsze spełniała się w roli nie tylko swojej, ale i jego. Ojca znam, mieszka niedaleko, ale kontakt mamy zerowy. On ma swoją rodzinę i "nowe" dzieci. Wszyscy dookoła doskonale znają naszą sytuację.

Podobieństwo między mną a przyrodnią siostrą jest kolosalne, skóra zdjęta ze mnie. Nie tylko skóra niestety, lubimy to samo, te same rzeczy nam się podobają, mamy podobne zainteresowania. Nie powiem, że jesteśmy koleżankami, ale jeśli się spotkamy, to jak najbardziej lecimy na tych samych falach. Najśmieszniejsze są sytuacje, kiedy znajdziemy się obie w grupce wspólnych znajomych i zaczynamy dzielić się swoimi wrażeniami czy poglądami na jakiś temat. Wygląda to mniej więcej w ten sposób:
- Ja lubię coś tam.
- Ja też, ale bardziej podoba mi się coś tam.
- Tak samo jak mi, zawsze uważałam, że coś tam.
- Dokładnie, zgadzam się z tobą w 100%.
itd.

A wiecie co najbardziej bawi wtedy mnie i moich znajomych? To, że Młoda nie ma nawet pojęcia o łączących nas więziach. Cóż, najciemniej pod latarnią ;)

#LugMY

Gdy byłam małym dzieckiem, moja mama wyszła za mąż za potwora. Bicie, molestowanie, wyzwiska były na porządku dziennym, stały się nieodłącznym elementem zarówno mojego dzieciństwa, jak i dorastania. Wiele razy kabel rozciął mi skórę na plecach, nie dostawałam obiadu i kolacji, jeśli nie nauczyłam się całej tabliczki mnożenia (miałam wtedy 7 lat), stałam boso w samej podkoszulce i majtkach w zimnej łazience. Nie radziłam sobie z tym, niszczyło mnie to psychicznie, a dalsza rodzina nie miała o niczym pojęcia. Ukrywałam siniaki i rany, nie ćwiczyłam na wf-ie, nawet latem ubierałam bluzy.

Kończąc podstawówkę, wkręciłam się w sporo starsze towarzystwo, przy którym nie brakowało mi alkoholu, papierosów, po pewnym czasie doszły narkotyki różnego typu. Nie chciałam eksperymentować, tylko się wykończyć. Przez głodzenie nabawiłam się anoreksji, z której do tej pory nie wyszłam. Jako nastolatka zostałam dwukrotnie wykorzystana, wpierw przez partnera matki, potem przez kolegę. Okaleczanie się, próby samobójcze, co rusz pobyt w psychiatryku nie były u mnie czymś nadzwyczajnym. Byłam wyrzucana z domu bądź też sama uciekałam, byle tylko nie dostać po raz kolejny, choćby za czwórkę z geografii, bo przecież powinnam dostawać same piątki. Tutaj wtrącę, że mam rodzeństwo, które było traktowane zupełnie inaczej.

Sześć lat chodziłam do psychiatrów, którzy stwierdzili u mnie borderline, silną depresję, trzy różne nerwice. Gdy skończyłam 18 lat, było jeszcze gorzej. Ojczym nie dawał mi spokoju, co do minuty miałam wyliczony czas, w jakim miałam się wyrobić z powrotem ze szkoły. Życzyłam jemu jak najgorzej, matce też - pozwalała mu na to wszystko. Nie miałam w niej oparcia.
Kilka lat temu oboje zmarli, a ja zaczęłam żyć na własną rękę, tak leci już trzeci rok.

Nie minęło dużo czasu (od mojego ''pójścia na swoje''), a moje życie powoli się normuje. Co prawda rzuciłam szkołę, nie mam pełnego wykształcenia, nie mam już rodziny z powodu zdarzenia losowego, ale z każdym miesiącem coraz bardziej czuję, że żyję. Mam wspaniałego narzeczonego, mieszkamy razem, oboje pracujemy. Wreszcie nie muszę martwić się o przyszłość, nikt mnie już nie gnębi, a do tego spodziewamy się synka. Z młodzieńczych nałogów zostało mi tylko palenie, dalej walczę z powracającą anoreksją, problemami z sercem, psychiki jednak nie wyleczyłam.

Gdy patrzę na rosnący brzuch i wyobrażam sobie swoje dziecko, zastanawiam się, jakim człowiekiem była moja matka i jej partner. Nie wyobrażam sobie, bym mogła swojemu maleństwu zrobić podobną krzywdę. Zabiłabym, gdyby włos spadł mu z głowy. Jak widać, niektórzy ludzie wybitnie dzielą swoje dzieci na ''aniołki;' i ''te bachory, co mogłam usunąć''. Tak, często słyszałam ten tekst.

Prośba do każdego - nie bądźcie obojętni. Wasz moralny paraliż często jest dla kogoś tragiczny w skutkach.

#5Phau

Jestem bałaganiarą. Walczę z tym, bo momentami sama mam dość tego, że w ciągu jednego wieczoru potrafię zamienić pokój w pobojowisko. Moja koleżanka z kolei jest pedantką.

Któregoś dnia stwierdziłam, że koniec z tym syfem i przez parę godzin posprzątałam cały pokój. No, prawie cały. Zostały jeszcze tylko ubrania, które wszystkie (dosłownie) od paru dni, zamiast w szafie, leżały na podłodze. Wyżej wspomniana koleżanka powiedziała, że zanim je poukładam i powsadzam do szafy, muszę je wszystkie wyprać. No OK, przyjmuję to na klatę. Jednak chwilowe zaćmienie mózgu, spowodowane zapewne zmęczeniem po kilkugodzinnych porządkach, spowodowało, że bez większego namysłu postanowiłam wszystkie te ubrania wyprać jeszcze tego samego dnia. Nie zwracając kompletnie uwagi na to, że była już dość późna pora, zrobiłam po kolei ok. 6 prań... Niestety, nie wzięłam pod uwagę tego, że nie będę miała gdzie powiesić tych wszystkich ubrań. Do mniej więcej pierwszej w nocy udało mi się znaleźć miejsce dla 4 prań. Ubrania wisiały dosłownie WSZĘDZIE. Na telewizorze, karniszu, grzejnikach, wieszakach, drzwiach od szafy, krzesłach - nawet na wszystkich klamkach dumnie zawisły skarpetki. Pozostałe ubrania niestety skisły i musiałam prać je kolejny raz.

Przez kilka następnych dni cały mój pokój wyglądał jak jedna wielka suszarnia i w ogóle nie było widać, ile pracy włożyłam w to, żeby było czysto. Jak ubrania wyschły, trzeba je było poskładać, a że kompletnie nie miałam na to czasu, a nie chciałam wkładać nieposkładanych do szafy... znowu wylądowały na podłodze :D


PS Już się trochę ogarnęłam i po wejściu do mojego pokoju przynajmniej widać podłogę...

#TbvqO

Często w ramach wychowania rodzice straszą swoje dzieci konsekwencjami, które mogą być następstwem różnych występków. Jest to np. "jak nie posprzątasz w pokoju, to wyrzucę ci zabawki" itp. Myślę, że każdy wie o czym mówię.
Nic jednak nie przebije mamy mojego chłopaka, która mówiła mu, że jeśli wyjedzie rowerem poza własne podwórko, to źli panowie wytną mu nerkę.

PS Działało.

#VbWE0

Sytuacja miała miejsce na typowym spotkaniu z przyjaciółmi, a działo się to całkiem niedawno. Z racji tego, że w mojej "paczce" były same wstydliwe osoby stało się coś, co zapamiętam chyba do końca życia.

Jak już wspomniałam, siedzieliśmy sobie ze znajomymi, rozmawialiśmy i miło spędzaliśmy czas. Nagle jeden z kolegów wpadł na pomysł zamówienia pizzy. Wszyscy jednogłośnie się zgodzili.
Zaczęła się kłótnia o to, kto dzwoni. W końcu padło na najsłabszego w stadzie, który wiedział, że jeżeli nie zadzwoni, nic nie zje (a był podobno bardzo głodny).

Kolega dzwoni. Pot leje mu się z czoła, serce bije coraz mocniej..
- Witam, jestem Maciek Nowak, mieszkam w Poznaniu i chciałbym zamówić pizzę...
Wszyscy wybuchli śmiechem.
Maciek patrzy na nas, my na Maćka, a w słuchawce nagle słychać przerywanym głosem, w którym można było usłyszeć donośny śmiech "Niech pan jeszcze numer buta poda".

Kolega, który był bardzo zestresowany zamówieniem pizzy, chyba już nigdy po nią nie zadzwoni.

#EhuZf

Dzień ślubu kuzyna, wstaję rano, a że staram się być fit, to podstawowe zdrowe śniadanko i woda, której dziennie piję 1,5 litra. Ślub miał odbyć się o 17:00, więc w domu wyżłopałam już ok. 1 litra. Nie pomyślałam jednak o tym, że po takiej ilości mój pęcherz może tego nie wytrzymać.

Dojechaliśmy do kościoła, ceremonia już się zaczęła, a ja czuję, że zaraz mój pęcherz eksploduje. Staram się zająć myśli czym innym, by tylko nie skupić się na tym, że zaraz poleję się w majty. Wpadłam na pomysł, że przecież mam lustrzankę i gdy będę chodzić po kościele i popstrykam zdjęcia, to zapomnę przez moment i trochę mi ulży. Myliłam się i czułam, że nie dam już rady. OK, no nic, muszę wyjść z kościoła i poszukać jakiejś toalety.

Wyszłam przed kościół i szukam, obeszłam kościół i nic, nie ma ani toalety, ani jakiegoś ustronnego miejsca, bo wszędzie ludzie i samochody. Widzę jakiegoś pana i myślę, że może on będzie wiedział gdzie jest tu jakaś toaleta. Pytam i okazuje się, że wie! Moja radość była nie do opisania. Powiedział, że znajduje się za murem 30 metrów od kościoła. Podziękowałam serdecznie i biegnę w szpilach, myśląc tylko o tym, by się wypróżnić.

Schodzę po schodach w dół i widzę drzwi z napisem "WC", gwiazdki w oczach, wybawienie, no cudownie! Wchodzę, zamykam drzwi, załatwiam się i już chcę wychodzić, gdy nagle... zamek się zaciął! No pięknie, jak pech, to pech. Panika, prawie ryczę z bezradności i już w głowie myśli, że przesiedzę tu pewnie całą noc, bo każdy będzie zajęty i nie zauważy nawet mojej nieobecności. No niestety, zostaje jedno jedyne wyjście. Wyjść górą... Miałam obawy, że mogę uszkodzić lustrzankę ojca (za którą trochę dał i która nie była w futerale). Eh, ale nie było innego wyjścia. Szpile przerzucam przez drzwi, noga na klamkę, odbicie niczym ninja, przekładam nogi i hyc, genialnie, udało się!

W tym momencie weszła starsza babeczka, patrzy na mnie jak na debila, milcząc, a ja odparłam tylko "zaciął się zamek" i wyszłam. Cała i zdrowa, choć upocona i roztrzęsiona wróciłam do kościoła, a na weselu bawiłam się całkiem nieźle, więc tamten dzień nie był aż taki zły, choć zapamiętam go pewnie na długo :)

#0wqit

Moi dziadkowie bardzo się kochali, babcia była jak dama - zawsze pełny makijaż, szpilki i modna stylówka, pełna klasa, ale przy rodzinnym stole zawsze opowiadała najsprośniejsze żarty jakie można sobie wyobrazić. Zawsze w tajemnicy przed dziadkiem dawała mi i bratu po około 100 zł tygodniowo. Dziadek w tajemnicy przed babcią mniejsze sumki. W towarzystwie zazwyczaj sobie dogryzali, ale kiedy jedno wychodziło z pokoju, drugie mówiło jak bardzo kocha partnera. Byli bardzo oryginalną parą, tak bardzo żałuję, że babcia nie została z nami dłużej, tak wiele mogłaby mnie nauczyć i tyle ciekawych rzeczy opowiedzieć.

Babcia bardzo dużo paliła za młodu, miała tak chore płuca, że nie mogła normalnie oddychać. Pewnego dnia zemdlała i zabrało ją pogotowie. Trafiła na OIOM, nie wierzyłam, że ta silna kobieta zawsze z bezczelnym i chamskim żarcikiem płakała i była taka bezradna przy odwiedzinach. Ale było coraz lepiej, miała niedługo wyjść, trafiła na inną salę. Dziadek z tego powodu chciał jej zrobić niespodziankę. Odkąd pamiętam miała coś nie tak z łóżkiem. Dziadek postanowił kupić jej nowe, nie przychodził do szpitala często, bo musiał wszystko dopieścić. Babcia oczywiście o niczym nie wiedziała, pewnie się dziwiła dlaczego dziadka przy niej prawie wcale nie ma...

Wieczorem w dzień przed wyjściem odeszła. Po prostu zasnęła. Przez głupią niespodziankę nie pożegnali się porządnie, dziadek nie mógł sobie tego wybaczyć. Bardzo, bardzo, bardzo źle zniósł jej odejście, ale minęła kupa czasu i już jest lepiej, ciągle opowiada o babci i widzi ją w snach, wie, że czeka na niego, w dniu jej urodzin zawsze robi rodzinny obiad. Ma 90 lat, jest profesorem, nadal jeździ autem i wykłada na politechnice, jest też najlepszym dziadkiem na świecie :)

Ale nie wytrzymam, jak wam nie dopiszę jego jednej wtopy: raz babcia robiła mega obiad, wysłała dziadka po pyzy, a dziadek poszedł do PIZZERII i zamówił 10 "pyz". Wyobrażacie sobie złość babci, kiedy przychodzi cała rodzina na jej kaczkę i skrzydełka, a wszyscy jedzą pizzę? :D

#Z6VPN

Podczas wycieczki do Chin, ja i mój chłopak zatrzymaliśmy się w hostelu. Nasz pierwszy wieczór spędziliśmy na integracji, podczas której obficie lał się alkohol. Następnego dnia nie czułam się najlepiej. Wybraliśmy się do restauracji, w której samemu wybiera się i nakłada sobie jedzenie. Wzięłam jakiś ryż z przyprawami, trochę sosu i zasiedliśmy do jedzenia. Wyjątkowo ciężko szło mi jedzenie ryżu pałeczkami, więc w końcu sięgnęłam po łyżkę. Wtedy okazało się, że ryż na mnie patrzy. To, co wzięłam za przyprawy, w rzeczywistości było maleńkimi rybkami. Chyba żyły.
Dodaj anonimowe wyznanie