#O0xBV

Były tutaj różne historię, jednak muszę się z kimś podzielić tym co mam do powiedzenia.

Odkąd pamiętam każdy z moich znajomych, gdy miał jakiś problem, to przychodził do mnie. Poznałam problemy takie jak nieszczęśliwa miłość, próby samobójcze, brak akceptacji przez otoczenie, czy po prostu brak atencji. Nie chodzi mi o to, że przeszkadza mi to, że ludzie szukają u mnie rozwiązania swoich problemów, chodzi o to, że ja nie potrafię tych rozwiązań znaleźć. Nie wiem dlaczego ludzie mi tak ufają i zwierzają się ze swoich problemów. Chciałabym potrafić im wszystkim pomóc, ale czasami jedyne co potrafię napisać to "będzie dobrze", albo zwykłe "nie martw się".

Jak to ma niby komuś pomóc?! Czasem nie potrafię rozwiązać własnych problemów, a co dopiero czyiś? Jakbym wiedziała jak mogę im pomóc, co mogę powiedzieć aby czuli się lepiej, to bym z chęcią pomagała, ale nie potrafię.

#g93eM

Chodziłem do gimnazjum w małym miasteczku. Była tam jedna szkoła, więc i brak możliwości, by się przenieść.
Do mojej klasy chodziła „elita szkoły”, czyli syn burmistrza i jego bogate znajomki. Zawsze musieli być najlepsi.

Miałem z nimi fajne relacje, bo jak oni grałem w piłkę w „reprezentacji”, ale po cichu ich nie lubiłem, w sumie nikt nie lubił, ale potrafili zgnoić człowieka i zawsze uchodziło im to na sucho, więc nikt nie chciał podpaść. Miałem też świetnego nauczyciela, dzięki któremu polubiłem jego przedmiot. Był wymagający, ale i sprawiedliwy, przy czym tak świetnie prowadził zajęcia, że bez nauki i powtórek spokojnie dostawało się 4, jakoś wszystko w głowie zostawało.


Miałem też w klasie biednego chłopaka, którego wychowywała tylko matka, ale był piekielnie inteligentny. Teraz wiem, że miał zespół Aspergera, w tamtych czasach jeszcze niezdiagnozowany. Elita zaczęła się nad nim znęcać, bo miał lepsze oceny, poprawiał ich, gdy popełniali błąd przy tablicy - a to kradli mu książki, a to wklejali gumy do zeszytów, wbijali jajko do piórnika. Ot, takie chamskie kawały... On się nie skarżył, nie przejmował, co wkurzało ich jeszcze bardziej. W trzeciej klasie zmienili nam wychowawcę na tego nauczyciela. On zauważył problem.


W międzyczasie elita dała zdjęcia i profile na socjal media (era przedfacebookowa) tego kolegi z Aspergerem na fora gejowskie i inne tego typu. Nagle na jego kontach zaczęli wypisywać różne wiadomości zboki i jego matka przyszła do szkoły szukać pomocy. Elita chwaliła się tym przed jakimś meczem, wszystko wiedziałem.
I gdy niby poszedłem zapytać tego nauczyciela, czy mogę coś na piątkę zrobić, to powiedziałem mu o całej sytuacji, prosząc, by zachował to w tajemnicy.
Nauczyciel zaczął wyciągać konsekwencję, wyjaśniać sprawę, namawiać matkę poszkodowanego do zgłoszenia sprawy na policję.

Finalnie elicie obniżono tylko zachowanie. Mimo wszystko pod koniec dyrka podniosła im na bardzo dobre, a syn burmistrza zaczął się przechwalać, że dostanie 5 z  przedmiotu  wychowawcy i będzie miał średnią 5.0, pomimo iż nie zasłużył. Dyrektorka i władze naciskały nauczyciela, by postawił mu piątkę, ale ten był nieugięty aż do wystawienia ocen. Nie wiem co zrobili, ale stało się coś, że nauczyciel musiał podwyższyć mu ocenę, starą skreślić w dzienniku i poprawić. I się zaczęło... Koleś siedział z linijką na lekcjach, skreślał każdemu uczniowi, którego uczył, jego dawną ocenę i podwyższał o stopień. Kto miał już szóstkę, dostawał od niego książkę. I mówił wszystkim: "Podziękujcie synowi burmistrza, skoro on może, to wy też". No i wszyscy mu dziękowali, a jemu było głupio. Mimo to ta historia ciągnęła się za nim nawet w liceum - nie był tam lubiany.

Nauczyciel odszedł po tym wszystkim i wykładał na uczelni. Niby nikt nie wie, że to ja zakapowałem, i mało to dało, ale do tej pory mam satysfakcję, że tak bardzo namieszałem.

#SiNRj

Moja 17-letnia córka przyznała się, że jest w ciąży. Musiałem być w mocnym szoku, bo pierwszą z mojej strony odpowiedzią było: "Zrób sobie z chłopakiem testy na choroby przenoszone drogą płciową. Jeśli współżyjecie krócej niż 3 miesiące, to poczekaj do takiego czasu z HIV-em, bo może wyjść fałszywie ujemny".

Lekarz nigdy ze mnie nie wyjdzie.

Dla ciekawskich: wszystko jest OK, chłopak nie rzucił jej, bardzo ją wspiera, planują ślub. Żonę tak rozśmieszyła moja odpowiedź, że nie zrugała mnie, jak w takich sytuacjach zwykle bywa.

#Iwc3K

Kojarzycie to "oszustwo" dla dzieci, kiedy mówi się im, że ich pies czy kot uciekł, żeby nie przekazywać tej traumatycznej wiadomości, że tak naprawdę umarł? Mi rodzice powiedzieli, że mój pies umarł. Dwa miesiące później spotkałem go w parku z nowym właścicielem. Tego samego dnia znalazłem ich archiwalne ogłoszenie w internecie - sprzedali go za 500 zł.

#BggTx

Dziwnie się czuję z tym, że mój brat debil nie potrafi nawet chwili poświęcić swoim dzieciom.
Szybkie streszczenie: mieszkam z moim mężem, jak na razie nie mamy dzieci. Najpierw chcemy zarobić na coś większego.
Mój brat ma "narzeczoną", z którą ma trójkę dzieci (Kamil 1rok, Zuzia 3 latka, Karol 7 lat). Między mną a moim bratem jest 10 lat różnicy, pierwsze dziecko miał w wieku 27 lat. Wtedy też umarła nasza mama, a ojciec rok później. Ja musiałam radzić sobie sama, zawsze SAMA. Jemu wszyscy pomagali, bo przecież on ma dziecko, ja nie...

Dzieci tylko ze mną gdzieś wychodzą. Jeździliśmy do zoo, do aquaparku, tam gdzie dzieci powinny być chociaż raz. Często też zabieram dzieci do mnie na obiad. Zawsze kupię im jakiś jogurt, owoc. Nie ma problemu. Pewnego razu Karol zapytał, czy może banana. Zdziwiło mnie to, bo wie, że jak ma na coś ochotę, to ma to po prostu brać. Po czym powiedział, że on w sumie to nie je owoców, bo mama z tatą nie kupują. Często też pytam, co jadł na obiad - "mama nie robiła obiadu, musiałem jeść u sąsiadki", "mama mówi, że nie mamy pieniędzy na jedzenie"...

Z tego co wiem, to oni nie są biedni. Często jak do nich przychodzę, to widzę opakowania po pizzy i daniach na wynos. Zresztą on zarabia za granicą, więc to nie są małe pieniądze. Rozumiem on, ona i troje dzieci to koszt, ale mają sporo dodatków, te całe 500+ i jego wypłatę! Jak to możliwe, że dzieci chodzą głodne?!? Średni dzieciak je ciągle tylko mleko, a ma 3 lata! Nic innego mu nie dają. U mnie je np. paluszki rybne, frytki, chleb smażony w jajku, jakieś owoce. Coś, co ja jadłam, gdy byłam mała. Do tego 3-latek dalej robi w pampersy! Mimo, że zapowiada, zanim zrobi siku. Rozumiem, to jest łatwiejsze, jeśli ma się dwójkę dzieci, żeby przebrać pampersa i mieć spokój. Co nie przyjdę, Zuzia siedzi w łóżeczku, zero wychodzenia, żeby pochodzić czy cokolwiek. Najmłodszy zaczyna broić. Ostatnio wzięłam go na spacer, nie było nas ze trzy godziny i przez cały czas był szczęśliwy. Wrócił do domu. Wchodzimy, stoimy w drzwiach, a on w płacz! Nie dało się go uspokoić! Czy tak powinno reagować dziecko, gdy wraca do domu? Jak przychodziłam, żeby po prostu im coś przynieść i Zuzia mnie widziała, od razu się cieszyła, krzyczała "ciocia, ciocia!", a gdy jej nie brałam, od razu płacz, często w ten sposób wymuszała, żeby wyjść gdziekolwiek z tego cholernego łóżeczka. Dzieci są ubieranie w jakieś stare ciuchy, czasem brałam Zuzię na zakupy (bo Karol musiał odrabiać lekcje czy coś - wszystko sam, bo przecież to on chodzi do szkoły) i kupowałam jej ciuchy takie, że jeśli by wychodziła gdzieś ze mną, żeby jakoś wyglądała. W domu zrobiłam "przedszkole" - mam łóżeczko, pełno mat edukacyjnych, zabawek, różnych gier, puzzli, żeby każde dziecko się odnalazło.
A mój brat ma wszystko w dupie. Mam dość.

#QtfH9

Wychowywałam się na wsi, totalne zadupie. Najgorsze były wakacje. Zero kontaktu z rówieśnikami, tylko najbliższa rodzina przez dwa miesiące. Koszmar nastolatki. I nuda, dla zabicia której wymyślało się różne rzeczy.

Pewnego dnia siostry i ja urządziłyśmy zabawę w sekcję zwłok na podwórku. Na desce miałyśmy rybie głowy, które cięłam na fragmenty skalpelem, do tego wyjmowanie, oglądanie i macanie oczu, języków, mózgów i skrzeli. Wszystkie fragmenty rybich ciał porównywane z podręcznikiem biologii.
Akurat trafił do nas jakiś zbłąkany przyjezdny i po zobaczeniu nas z tymi kawałkami rybich zwłok poszedł zapytać naszego ojca, czy wychowuje przyszłych chirurgów, czy psychopatów, bo już wcześniej słyszał, że miejscowi są dziwni.

#1k0cG

Mam dwadzieścia lat i wychowuję dwuletniego syna. Moi rodzice bardzo dużo mi pomagają. Dzięki nim mogłam pójść na studia. Oni, cała rodzina i część znajomych uważają mnie za bohaterkę, dzielną dziewczynę, która zaakceptowała i pokochała dziecko z gwałtu. Prawda jest zupełnie inna. Po prostu uprawiałam na imprezie seks z nieznajomym chłopakiem. Nie pamiętam, jak miał na imię, ani nawet za bardzo jak wyglądał. Nie wiem, czy bym go poznała. Byłam pijana, ale nie na tyle, żeby nie wiedzieć co robię. W każdym razie nikt mnie do niczego nie zmuszał. Facet użył prezerwatywy, ale musiała pęknąć, a my będąc pod wpływem alkoholu tego nie zauważyliśmy. Już wcześniej zdarzał mi się przygodny seks.

Kiedy okazało się, że jestem w ciąży, nie miałam odwagi przyznać się rodzicom, że wpadłam i nawet nie wiem z kim. Wymyśliłam więc bajeczkę, że zostałam zgwałcona. Nie miałam odwagi powiedzieć im, że ich ukochana zdolna córka się po prostu puszcza. Powiedziałam, że nie wyobrażam sobie usunąć ciąży, co akurat jest prawdą. Okazali mi dużo wsparcia i miłości, a ja do dziś czuję się obrzydliwie, że tak wszystkich oszukałam.
Bardzo kocham mojego syna i zajmuję się nim najlepiej jak potrafię, ale nie wiem co mu powiem, kiedy zapyta o ojca.

#7TV6S

Piszę to tutaj, ponieważ nawet nie mam komu tego powiedzieć, bo zaraz będzie, jaka jestem zła.

Urodziłam niedawno dziecko, z ojcem dziecka nie jesteśmy razem (zdrada), więc mała jest ze mną. Ale ona tak mnie drażni... każdy jej płacz podnosi mi ciśnienie, a gdy płacze godzinami płaczę razem z nią, bo już na to po prostu nie mam siły. Chwilami siedzę i tak cholernie żałuję. Nie mam czasu dla siebie, nawet żeby dobrze zjeść. A najgorsze w tym wszystkim chyba jest to, że ja bym chciała oddać ją ojcu, bo widzę, że psychicznie nie daję rady, ale zaraz będzie jaka ze mnie matka i że myślę tylko o sobie. Nie potrafię cieszyć się z tego, że ją mam, że jest ze mną. Może łatwiej by mi było, gdybyśmy znowu byli we trójkę, ale to jest niemożliwe.

#yBZ3i

Mam, a właściwie miałam babcię. Radziła sobie całkiem nieźle jako osoba w podeszłym wieku, lecz w pewnym momencie jej stan drastycznie się pogorszył - nie wychodziła w ogóle z łóżka. Niestety, zmarła dwa miesiące później.

Co w tym anonimowego?
To ja ją zabiłam.

Jako iż jestem z wykształcenia opiekunem medycznym, to postanowiłam, że się nią zajmę. Byłyśmy bardzo zżyte, przez co nie mogłam patrzeć, jak z każdym dniem uchodzi z niej życie (wyglądała jak trup i tylko kiwała głową). O ile z myciem czy przebieraniem pomagali mi krewni, tak co do kwestii tego co babcia je oraz podawania lekarstw tylko ja miałam prawo głosu.

Pewnego dnia po prostu przestałam podawać jej leki. Babcia praktycznie od razu zaczęła czuć się gorzej i umarła po kilku dniach. Do tej pory męczą mnie straszne wyrzuty sumienia, jednak wiem, że to jedyne co mogłam zrobić.

#G0lCA

Jestem dziewczyną, która w towarzystwie bardzo się stresuje i w związku z tym często doprowadza do paskudnych wpadek. Cztery lata temu Maciek - mój obecny mąż, a ówczesny narzeczony, zaprosił mnie na obiad do swoich rodziców. Oczywiście siedząc przy stole bałam się cokolwiek powiedzieć i długo walczyłam z sobą, aby wreszcie otworzyć dziób i nie wyjść na niesocjalnego wypłosza. Szkoda tylko, że akurat musiałam to zrobić w momencie, kiedy Maciek rozmawiał z ojcem o mechanicznych szczegółach budowy swojego nowego samochodu. Jak idiotka wyskoczyłam wtedy z hasłem: „A, ja mam seledynowego opla!”. Wszyscy zgromadzeni na wieczerzy spojrzeli na mnie pytająco, więc całkowicie ogłupiała, nieudolnie usiłując ukryć zażenowanie, chwyciłam jabłko leżące w owocowym koszyczku na stole i wgryzłam się w nie. Okazało się, że było sztuczne...
Dodaj anonimowe wyznanie