#j84UN

20 lat temu, gdy byłam małą dziewczynką (nie chodziłam jeszcze do szkoły), spał u nas w domu kolega mojej mamy partnera. Tak się złożyło, że tylko w moim pokoju dało się rozłożyć materac. Tak więc, leżę sobie wygodnie w swoim łóżeczku i powoli usypiam, obok leży ten gość na tym swoim materacu. Leżę sobie tak jakiś czas i nie mogę usnąć i nagle czuję, jak moje spodnie od piżamy zostają ściągnięte. Nie śpię, ale mam od samego początku zamknięte oczy, więc typ myślał, że śpię. Ułożył mi nogi tak, aby były "rozłożone", poczułam język sami wiecie gdzie. Nie wiedziałam co mam robić. Pomyślałam, że dziś się nie kąpałam i było mi zwyczajnie wstyd z tego powodu i ogólnie nie wiedziałam co się dzieje. Czekać na rozwój sytuacji? Uznałam, że najlepiej będzie się obudzić. Powiedziałam do niego: "Myślisz, że ja nie wiem co ty robisz? Zaraz zawołam moja mamę i przestaniesz". On powiedział tylko, żeby to była nasza tajemnica. Dotrzymałam słowa i nikomu nic nie powiedziałam (do czasu aż byłam na tyle dorosła, że się dowiedziałam co się wydarzyło). Nie wiem do tej pory kim był ten facet, moja mama nic nie pamięta.

A anonimowe jest to, że nie mogę znieść minetki i umiem dojść tylko gdy wyobrażam sobie dalszy rozwój sytuacji, gdybym się nie odezwała...

#Jgu91

Mam problem z napisaniem tego wyznania, bo dopiero niedawno zaakceptowałam to co się stało, że to w ogóle się wydarzyło.
Byłam wtedy dość samotna i poszukiwałam przyjaciół. Poszłam do domu jednego gościa, którego poznałam przez internet, z którym wcześniej wyszłam kilka razy na spacer. Mieszkał ze współlokatorkami. To było już drugie nocowanie u niego. Przyniósł wino. Mam bardzo mocną głowę, a pomimo tego po chwili nie panowałam nad sobą. Pamiętam dosłownie wszystko, więc to nie była żadna pigułka gwałtu. Nagle jakby mnie przyćmiło i po chwili zorientowałam się, że uprawiam seks. Nie czułam zupełnie nic, ani jak mnie rozbierał, ani jak zaczął ze mną spółkować. Skończył i ja nic nie zrobiłam. Wykorzystał mnie, a ja spałam u niego i nic z tym nie zrobiłam. Następnego dnia po prostu wyszłam. Udając, że wszystko jest w porządku.
To był mój drugi raz, pierwszy był z moim byłym chłopakiem jednak wtedy popłakałam się z bólu i przerwaliśmy.

Tuż po tym wydarzeniu poznałam chłopaka i wbrew swoim poglądom chciałam jak najszybciej zacząć uprawiać seks. Jakby to miało zmyć z mojej psychiki wcześniejsze wydarzenie. Teraz, po 2 latach, zaczynam o tym coraz więcej myśleć, mimo że chciałam o tym jedynie zapomnieć. I coraz bardziej podupadam przez to na psychice. Czuję się brudna i zła na siebie, że nic z tym nie zrobiłam. Najgorsze było to, że zachowałam się w tamten dzień jakby nic się nie stało. I chyba za to jestem na siebie zła.

#p62IJ

Zostałam obrzezana.

Mój ojciec pochodzi z Egiptu, z mamą poznali się w Anglii i tutaj ja się urodziłam i wychowałam. Znam zarówno język polski, jak i arabski.
Gdy miałam 7 lat, pojechaliśmy całą rodziną do Egiptu, tata chciał, żebym poznała dziadków i resztę jego rodziny, a także kulturę i obyczaje.
Na początku było fajnie, dziadkowie byli super mili, więc gdy zaproponowali rodzicom, że zabiorą mnie na wycieczkę, żeby oni mogli spędzić czas razem, tata nic nie podejrzewał. Wtedy zaczął się mój koszmar. Dziadkowie zabrali mnie do jakiegoś obskurnego motelu, rozebrali do naga, przywiązali do łóżka. Babka powtarzała, że teraz będę czysta, że to dla mojego dobra i że będę jej za to wdzięczna. Krzyczałam, płakałam, nie rozumiałam co się dzieje. Później przyszła jakaś kobieta, miała ze sobą nóż. Pamiętam morze krwi pomiędzy moimi nogami, straszliwy ból, mój niekończący się krzyk. Nie pamiętam jak wróciliśmy do domu, nie byłam w stanie iść, ciągle traciłam przytomność, ktoś mnie niósł.
Następne co pamiętam, to tata krzyczący i szarpiący dziadka, przyjechała policja, a potem rodzice gdzieś mnie zabrali.
Wróciliśmy do Anglii, ja pojechałam prosto do szpitala. Przeszłam kilka operacji, chirurdzy próbowali naprawić to, co zrobiła tamta kobieta, ale niewiele dało się zrobić. Wycięto mi łechtaczkę i wargi sromowe, resztę zaszyto byle jak, na szybko.
Wdała się infekcja, czułam, jakby moje miejsca intymne płonęły żywcem. Choć wciąż dostawałam leki przeciwbólowe i tak wszystko czułam.

Pamiętam tatę siedzącego przy mnie całymi dniami, jego rozpacz. Płakał i prosił mnie o wybaczenie. Pamiętam mamę, która nie potrafiła poradzić sobie z żalem do taty, obwiniała go o wszystko. Rodzice rozwiedli się, co jeszcze pogorszyło sytuację.

Dziś, 20 lat później, jestem dorosłą, samodzielną kobietą.
Przeszłam kolejne operacje, ale moja wagina nigdy nie będzie wyglądała normalnie. Do tego towarzyszy mi wiele innych konsekwencji. Mam ciągle nawracające infekcje, okropny ból przy oddawaniu moczu i podczas okresu, brak jakiejkolwiek przyjemności płynącej z dotyku, masturbacji. Nigdy nie byłam w związku i nigdy nie będę. Nie rozbiorę się przed żadnym mężczyzną, bo wyglądam ohydnie. Dotyk w okolicach intymnych oznacza jedynie ból i wiem, że jakiekolwiek zbliżenie przepełnione będzie cierpieniem, nie przyjemnością. Nigdy nie założę rodziny, nie urodzę dzieci.
Przez wiele lat zmagałam się z myślami samobójczymi, pół swojego życia spędziłam u psychologów i psychiatrów. Nikt nie pomógł mi uporać się z przeszłością.

Każdej nocy dręczą mnie koszmary. By przespać całą noc, potrzebuję alkoholu.
Najgorsza jest świadomość, że wciąż wiele dziewczynek, kobiet, przeżywa to samo każdego dnia, a ja nie mogę im pomóc. I smutno mi. Strasznie mi smutno.

#7K0Cs

Nigdy nie miałam łatwo w życiu. Połowę dzieciństwa spędziłam w domu dziecka. Nie tylko z tego, ale z wielu innych powodów zawsze czułam się gorsza od innych. Pozwalałam sobą pomiatać i co gorsza uważałam, że na to zasługuję. W wieku 17 lat przeżyłam kolejną traumę. Poznałam faceta, który sprawił, że poczułam się naprawdę wyjątkowa, a moje kompleksy odeszły. Przez 3 lata czułam się jakbym wygrała miliony w lotto. On nie był może księciem z bajki, ale kochał i szanował - tak mi się wtedy wydawało. Po 3 latach zdradził mnie z moją kuzynką. Uprzedzając pytania - nie, nie był pijany i nie było to na imprezie. Okazało się, że mieli romans już od kilku dobrych miesięcy, a ja zaślepiona jego urokiem niczego nie zauważyłam.

Kiedy to się stało, byłam na drugim roku studiów. Przez to wszystko o mało go nie zawaliłam. Piłam na potęgę, żeby nie myśleć, przez miesiąc nie pojawiałam się na zajęciach. Po roku on i moja kuzynka zaplanowali ślub. Dziwnie się czułam, gdy dostałam zaproszenie, ale jakoś aż tak bardzo już nie bolało. Podczas mojej znajomości z nim byłam osobą "przy kości", ale jemu nigdy to nie przeszkadzało, a przynajmniej tak mówił. Po rozstaniu długi czas nie byłam w stanie jeść normalnie, bo większość lądowała z powrotem do miski. W miesiąc zeszło mi 5 kg.
Kiedy już doszłam do siebie, stwierdziłam, że warto wziąć się za siebie, bo przecież szczupłym jest łatwiej :). Po roku ważyłam już w sumie 15 kg mniej.

Długo wahałam się, czy iść na wesele - niby nie bolało już tak bardzo, ale niesmak pozostał. On i moja kuzynka nie utrzymywali ze mną kontaktów, ja nie dodaję zdjęć w mediach społecznościowych, mieszkamy w innych miastach. Tydzień przed weselem zdecydowałam się, że jednak pójdę. Nie chciałam iść na wesele, a jedynie do kościoła. Spóźniłam się niecałe 5 minut, ale wszystkie tylne miejsca były już zajęte. Siedziałam z brzegu 6 rzędu, ale było widać mnie dosyć wyraźnie.

Po ceremonii osoby niezaproszone na wesele wręczały koperty przed kościołem. Mimo iż byłam na nie zaproszona, nie zamierzałam tam iść. Stałam więc grzecznie w kolejce, aby wręczyć i od siebie coś skromnego. Pan młody omal nie zemdlał, gdy mnie zobaczył - chyba miał nadzieję, że mimo zaproszenia się nie pojawię. Tak więc wręczyłam tylko kopertę i odeszłam pewnym krokiem, czując na sobie jego wzrok.

Co jest anonimowe? W kopercie była karta pamięci ze screenami jego rozmów z moim fikcyjnym kontem na portalu randkowym. Dodawałam tam tylko zdjęcia figury bez twarzy, dlatego on nie wiedział, że to ja. Biedaczek szukał tam pocieszenia, bo moja kuzynka będąc w 3 miesiącu ciąży ani myślała o sprawach łóżkowych. Jak można się domyślić, niespełna 2 miesiące od ślubu odbył się rozwód. Karta pamięci posłużyła jako dowód, tak więc wina spadła na niego. Możecie mówić, że jestem wredna, ale satysfakcja pozostała.

#pE7VN

Bardzo lubię się myć, jestem schludną kobietą w wieku 25 lat. Myję się dwa razy dziennie, dbam o to, by ubrania, które noszę zawsze były świeże i wyprasowane. Po dokładnej kąpieli wykonuję wiele zabiegów pielęgnacyjnych, jak np. pilling całego ciała, nawilżanie skóry balsamami, golenie niechcianych włosków, pielęgnacja włosów.
Każdy, kto patrzy na mnie z boku, widzi zadbaną kobietę. Jednak nie było tak od zawsze.

Lubię bardzo się myć, ponieważ za dziecięcych lat byłam brudnym dzieckiem. Rodzice rozliczali mnie z każdego nadprogramowego litra wody zużytego na mojego ciało, ale nie byliśmy biedną rodziną.
Do 12. roku życia myłam się w małej misce, choć posiadaliśmy wannę z bieżącą wodą ciepłą i zimną. Nauczono mnie, bym myła tylko twarz, ręce, okolice intymne i stopy. Gruntowna kąpiel była raz w tygodniu, w sobotę, bym była czysta na niedzielne nabożeństwo. Wtedy mogłam wykąpać się w wannie. I każdą taką kąpiel wspominam bardzo przyjemnie, kiedy całe moje ciało znajdowało się w wodzie. Pochodzę z małej wioski, ludzie bardzo lubią plotkować i zwracać wszystkim uwagę, dlatego kąpiel w sobotę była obowiązkowa dla wszystkich. Jako najmłodsza kąpałam się pierwsza, później w tej samej wodzie brat, mama i na końcu tata.

Do 12. roku nie przeszkadzało mi aż tak, że mogłam się porządnie kąpać raz w tygodniu. Gorzej, gdy zaczęłam dojrzewać, i w wieku 13 lat dostałam miesiączkę. Był to ogromny temat tabu i gdyby nie lekcje biologii, nie wiedziałabym co się ze mną dzieje. Włosy przetłuszczały się często i potrzebowałam je wymyć co dwa dni, miska wody nie starczyła mi na wykąpanie ciała z potu i do tego jeszcze umycia włosów. W domu było tylko zwykłe mydło i najtańszy szampon do włosów. Powiedziałam to rodzicom, na co odpowiedzieli, że skoro oni dają radę, to ja też powinnam.

U mnie w szkole wyśmiewano brudne, brzydko pachnące dzieci, więc każdego poranka koło 4-5 godziny, gdy wszyscy jeszcze spali, brałam bardzo szybki prysznic w wannie. Od koleżanki na urodziny dostałam antyperspirant i pachnący żel pod prysznic, więc starałam się jak mogłam, by nie pachnieć brzydko. Nawet nie wiecie ile wysiłku wkładałam każdego dnia, by swoim brzydkim zapachem nie odstraszać ludzi ode mnie. W gimnazjum w szatniach od wf-u były prysznice, nosiłam z sobą ręcznik i najtańsze małe mydło. Gdy tylko szkoła po zajęciach pustoszała, szłam tam i kąpałam się ile tylko chciałam. Sprzątająca pani wiedziała o mojej sytuacji w domu, więc bez problemu otwierała dla mnie prysznic. A na mikołajki dostałam od niej dwa szampony, żel pod prysznic i antyperspirant w sztyfcie, bo nigdy nie miałam swoich pieniędzy.

Do liceum poszłam już do innego, większego miasta, miałam pokój w akademiku, dostawałam socjalne i dorabiałam po godzinach w lekkich pracach.
Już nigdy brzydko nie pachniałam.

#Pf4jq

Rano weszłam na wagę i z przerażeniem zobaczyłam, że przytyłam ponad 6 kilo... Postanowiłam, że koniec z podżeraniem, czas na drastyczne kroki. Wywaliłam do kosza wszystkie paluszki, czipsy i czekoladki znalezione w domu, a że doskonale wiem, że mam bardzo słabą silną wolę, to dla pewności od razu wyniosłam śmieci.
Przez cały dzień ochota coś słodkiego narastała i stało się... Poczekałam, aż się ściemni i polazłam grzebać do kontenera. Odnalazłam moje skarby i przytargałam do mieszkania, gdzie w spokoju pochłonęłam sporą część wyrzuconych wcześniej słodyczy.
Brzydzę się sobą :/

#gUuhH

Nienawidzę, jak ktoś mi mówi, że powinnam iść do ortodonty.

Mam widocznie wystające przednie zęby, a do tego cofniętą żuchwę. Ile się nasłuchałam w życiu, że jestem szczurem, królikiem, wiewiórką i pasztetem – nie zliczę! Cały czas byłam pewna, że to będzie tylko kwestia pieniędzy, odłożę na aparat i z głowy... No to po dwóch latach oszczędzania poszłam na wizytę. Okazało się, że mój problem to nie jest tylko kwestia estetyki. Nie wystarczy wepchnąć górnych zębów na miejsce i wyciągnąć żuchwy do przodu. Moje zęby nie pokrywają się ze sobą na dole i na górze, bo... mam za małą szczękę.
Naprawienie mojego zgryzu to byłby cykl: przygotowanie przedoperacyjne – wyrwanie 4 zębów – operacja – aparat – operacja – aparat.
Jedna z operacji to byłoby rozszerzanie szczęki, a druga dodatkowo ustawienie przesuniętych żuchwy i szczęki w odpowiednich pozycjach wobec siebie. Coś w okolicach 70 tysięcy, ale możliwość częściowej refundacji przez NFZ, bo prawdopodobnie załapałabym się na jakiś program operacji twarzoczaszki. Rozpłakałam się u lekarza.

Nie mogę zdecydować się na takie leczenie.
Już pomijając kwestię kosztów, chciałabym wyglądać normalnie, trudno, zawzięłabym się i jakoś to uciułała. Ale mam przewlekłą chorobę układu kostnego i istnieje prawdopodobieństwo, że stan zapalny zaatakowałby miejsca po operacji. Więc mam wybór: mega krzywy zgryz albo ryzyko bardzo zniekształconych i zniszczonych przez chorobę kości twarzoczaszki. Jestem leczona, leczenie przynosi efekty, ale nigdy nie będę zdrowa – i nigdy nie będę mogła spokojnie zdecydować się na taką operację. Wystarczy mi zdeformowanych nóg, nie potrzebuję do kompletu zdeformowanej twarzy.

Jeżeli ktoś ma wadę zgryzu, to zapewniam Was: jest świadomy istnienia ortodontów. Widocznie w jego życiu są jakieś przyczyny, które powstrzymują go od podjęcia takiego leczenia.

#zNhVh

Przyjechałam do Polski odwiedzić rodziców. Przyszła niedziela, pojechaliśmy do Kościoła. Trochę mi nie w smak było wstawać na 9 rano, ale oni chodzą tylko na tę godzinę. Mają też swoje miejsca w swojej ławce i biada temu, kto tam usiądzie.
Trochę pomarudziłam, ale pojechałam z nimi.
Przejeżdżając koło parku, zobaczyłam idącego poboczem pokrwawionego kota. Szedł chwiejnie i widać było, że potrącił go samochód. Zatrzymałam się i wysiadłam z auta.
Kociak bardzo się bał i nie chciał podejść, ale mam swoje dwa koty i wiem jak z nimi postępować. Po dłuższej chwili wzięłam go na ręce.
Wtedy rodzice, którzy oburzeni przyglądali mi się z auta, wyskoczyli z wrzaskiem, że nie, oni tego śmierdziela do samochodu nie wpuszczą, a poza tym mam to zostawić i przestać się wygłupiać, bo się spóźnimy.
Odpowiedziałam, że w takim razie niech jadą sami, ja pójdę z nim na nogach. Zrobili mi okropną awanturę o to, że nie pójdę do Kościoła, i to przez jakiegoś zwierzaka. Tak - to było w tej chwili najważniejsze. Przecież nie ma innych mszy, (oprócz czterech innych) i co ludzie powiedzą...

Nie odpuściłam i odjechali wkurzeni.

Zadzwoniłam do weterynarza, który zajmuje się moimi kotami, jeśli zabieram je ze sobą do Polski. Moi rodzice nie wpuszczają mnie z nimi do domu, więc na ten czas zostawiam je u niego, tak się umówiliśmy. Przyznam się, że korzystam z jego pomocy, kiedy trzeba koty szczepić i odrobaczać, bo za granicą jest okropnie drogo.

Opisałam sytuację, zgodził się przyjechać i obejrzeć sierściucha. Kitku przeżył, był mocno potłuczony, było jedno złamanie i trzeba było szyć. Za wszystko zapłaciłam z własnej kieszeni.

Zadzwoniliśmy też do fundacji, bo nie mogę mieć trzeciego kota i obiecali znaleźć mu kochający dom.
A moi rodzice? Cóż. Naburmuszeni i obrażeni, bo sąsiedzi wiedzieli, że przyjechałam, a w Kościele mnie nie widzieli.
Cóż, raczej nieprędko się ponownie zobaczymy.

#0zkkA

Słowem wstępu - mając 6 lat byłam regularnie molestowana przez swojego starszego kuzyna. Nikomu nigdy o tym nie powiedziałam, bo na początku wmawiano mi, że rodzice będą na mnie źli, kiedy się dowiedzą. Kiedy zorientowałam się, że to co się dzieje nie jest normalne, zwyczajnie zaczęłam się tego bać. Ot co, zwykła wiejska mentalność, w której to ofiary często stawiane są na pozycji "kusiciela".

Z tego powodu zaczęłam interesować się własną seksualnością bardzo wcześnie. Pierwsze porno, masturbacje i "stosunek" miałam już za sobą w wieku 11 lat. To właśnie wtedy zaczęłam regularnie korzystać ze stron typu czatek czy 6obcy. Na początku jedynie pisałam, wymieniałam się z innymi "doświadczeniem", podając się za znacznie starszą osobę. Po jakimś czasie wkręciłam się w RP. Potrafiłam godzinami siedzieć na komputerze i wymieniać się z obcymi erotycznymi scenariuszami. Niedługo później doszedł sexting oraz coś, na myśl o czym robi mi się niedobrze.
W wieku 12 lat zaczęłam wysyłać obcym mężczyznom poznanym w sieci swoje nagie zdjęcia. Nie wiem, co miałam wtedy w głowie. Nie wiem też jakim cudem moi rodzice niczego nie zauważyli. Przestałam dopiero jakieś pół roku później, kiedy poznana w sieci dziewczyna w odpowiedzi na moje zachęty wysłała mi zdjęcie, na którym rozpoznałam samą siebie. Wtedy wystraszyłam się i przestałam to robić.

Obecnie mam 17 lat. Do dziś czuję się z tym okropnie. Przeraża mnie wizja, że gdzieś tam w sieci (albo na czyichś prywatnych dyskach) mogą znajdować się nagie zdjęcia dwunastoletniej mnie. Słabo mi na myśl, że kogoś tego typu zdjęcia faktycznie podniecały, bo swoimi czasy miałam dość spore branie u dużo starszych mężczyzn (zresztą u kobiet też, bo i z nimi zdarzało mi się wymieniać zdjęciami).
Dodaj anonimowe wyznanie