#O0xBV
Odkąd pamiętam każdy z moich znajomych, gdy miał jakiś problem, to przychodził do mnie. Poznałam problemy takie jak nieszczęśliwa miłość, próby samobójcze, brak akceptacji przez otoczenie, czy po prostu brak atencji. Nie chodzi mi o to, że przeszkadza mi to, że ludzie szukają u mnie rozwiązania swoich problemów, chodzi o to, że ja nie potrafię tych rozwiązań znaleźć. Nie wiem dlaczego ludzie mi tak ufają i zwierzają się ze swoich problemów. Chciałabym potrafić im wszystkim pomóc, ale czasami jedyne co potrafię napisać to "będzie dobrze", albo zwykłe "nie martw się".
Jak to ma niby komuś pomóc?! Czasem nie potrafię rozwiązać własnych problemów, a co dopiero czyiś? Jakbym wiedziała jak mogę im pomóc, co mogę powiedzieć aby czuli się lepiej, to bym z chęcią pomagała, ale nie potrafię.
Niektórzy ludzie mają w sobie takie wewnętrzne ciepło i spokój, które sprawiają, że inni lgną, zwłaszcza, jak im smutno, źle i potrzebują wsparcia. Może jesteś jedną z takich osób. I wiesz, w większości przypadków wystarczy samo wysłuchanie i okazanie komuś zrozumienia, niektórzy szukają po prostu potwierdzenia, że wszystko będzie dobrze, a tak naprawdę nieliczni potrzebują konkretnej porady, więc jest szansa, że w ośmiu na dziesięć przypadków robisz to dobrze ;-)
"w większości przypadków wystarczy samo wysłuchanie i okazanie komuś zrozumienia, niektórzy szukają po prostu potwierdzenia, że wszystko będzie dobrze, a tak naprawdę nieliczni potrzebują konkretnej porady" - dokładnie. Pogląd, że osoba przychodząca sie wygadać przychodzi po konkretną radę to jedno z wiekszych nieporozumień w historii, bedącą źródłem niepotrzebnej frustracji.
Do mnie też ludzie lgną się wygadać, a nie powiedziałbym że mam w sobie jakieś wewnętrzne ciepło lub spokój, więc średnio trafna teoria
@Wolfdzban - stąd moje pierwsze słowo "niektórzy". Widocznie Ty do nich nie należysz :)
Czasem samo wypadanie się komuś, bardzo dużo może pomóc.
Ja kiedyś kumplowi wypadłem przez okno jak pijany siedziałem na parapecie u niego w pokoju i mnie pociągnęło do tyłu.
Na szczęście to był parter, taki na wysokości półpiętra i krzaki zamortyzowały upadek.
Co cie pociagnelo?
Ta odwieczna siła, miotająca każdym pijakiem na wszystkie strony.
Niektórzy nazywają to zaburzoną na skutek działania alkoholu pracą błędnika. Inni mówią po prostu, że halny wieje.
Jakby nikt tu nigdy nie padł ofiarą własnego słownika w telefonie...
Ach, czym jest drobna fraszka slownikowa w porownaniu z szalenstwem Dionizosa. Kto sie oddal w jego objecia, tanczyl z satyrami i menadami, urodzic sie musi na nowo, by wrocic do swiata ludzkiego. Bez pomocy raczej nie da rady. Ciepla i spokojna sluchaczka moze faktycznie bardzo pomoc.
Esinye
Nie gniewaj się, wiem, że to literówka ale nie mogłem się powstrzymać ;)
Corazwiecejpustki, ah, jak poetycko, ah jak artystycznie!
Ostrzenozeinozyczki, niech będzie, wybaczam
Lubię takie komentarze :D
Taniec z mendami jeszcze nikomu nie wyszedł na dobre :)
Nie chodzi o pomoc, a o wygadanie się, bez oceniania kogoś, czy bez rozpowszechniania tego
Nie masz nikomu znaleźć rozwiązań. Oni sami mają znaleźć sobie rozwiązania. Ty ich możesz wysłuchać, bo czasami to jedyne czego nam trzeba.
Weź słownik i zobacz co znaczy słowo atencja.
atencja «szczególny szacunek, względy okazywane komuś» no i co? W jaki sposób nie pasuje Ci to w kontekście wyznania?
Jeżeli brak szczególnego szacunku, względów, respektu i poważania ma być problemem - no to istotnie z kimś jest coś nie tak. Ale wtedy to potrzebne jest raczej wsparcie psychiatry.
jest to zwiazane z procesem mentalnym, ktory adaptuje wyrazy z obcych jezykow wraz z ich znaczeniem
np. ang attention- kojarzy nam sie nie z szacunkiem, bazowym znaczeniem teog slowa w jezyku polskim, tylko z uwaga poswiecana czemus lub czesciej komus- znaczeniem zapozyczonym z angielskiego
to podobnie jak wiekszosci ludzi wydaje sie, ze "eventually" znaczy "ewentualnie"
ale nie ;)
Ok, zwracam honor, w tym kontekście średnio pasuje. Aczkolwiek, szacunek to nie jest jedyne bazowe znaczenie tego słowa, dawniej atencja oznaczała również poświęcanie komuś uwagi - stąd chociażby zwrot "słuchać z atencją". Ot, taka ciekawostka językowa, przez którą pogubiliśmy się w tłumaczeniu.
Ale po co im chcesz pomóc? Nie zawsze się da komuś pomóc, czy znaleźć lek na wszystko. Fajnie, że dla nich jesteś i wgl, ale to oni muszą swoje problemy rozwiązywać, nie Ty. Zajmij się swoimi problemami i zobacz ile z tych przyjaciół Ci wtedy zostanie.
Zastanów się czy oni chcą rozwiązania, czy po prostu się wygadać i opanuj swoje nadambicje pseudopsychologiczne.
A ja mam tak, że każdemu pomoge, a sama nie daję sobie rady ze swoimi problemami....
Ja czasami w trudnych chwilach chciałabym tylko, żeby ktoś mnie przytulił i powiedział, że bezdzietnych dobrze. Niektórzy nie potrzebują rad, tylko wsparcia.
Większość ludzi nie szuka pomocy, chce tylko się wygadać i usłyszeć "będzie dobrze".
Powiem jeszcze, że jak komuś się udzieli rad, to jeszcze będzie gorzej...