#8hJcA

Jestem singielką. Kiedyś to się nazywało po prostu stara panna, dzisiaj mówi się singielka.
Do pewnego momentu nie przeszkadzało mi to, ale po przekroczeniu 30 zaczęło.

Nie chodzi tutaj oczywiście o seks, o ten nietrudno, niezależnie czy w związku jesteś, czy nie. Czuję, że stoję w miejscu. Moi przyjaciele założyli rodziny, mają dzieci, ich świat nie zmienił. Ja coraz mniej do tego ich świata pasuję, bo mamy zupełnie inne problemy. I chociaż oni mi tego w żaden sposób nie okazują i akceptują mnie taką jaką jestem, to coraz trudniej mi się uśmiechać, gdy jestem u nich, patrzę na szczęśliwe małżeństwo z fajnymi dziećmi, słyszę o ich planach i wiem, że jedyne co planuję to wyjazd na samotny urlop, chociaż wcale nie chcę być na nim sama.

Trudne są noce. Nawet nie wiecie, jak można potrzebować dotyku. Takiego zwykłego położenia się obok kogoś i czucia go. Najgorsze są takie sny, gdy czujesz, że jesteś kochana, gdy po prostu ktoś cię obejmie. Budzisz się i leżysz w łóżku sama. W pokoju jesteś sama. Przez chwilę czujesz jeszcze ciepło tego snu, ale ono szybko ucieka i zostaje samotność.

Z całym życiem zostaje się samemu. Nie mam z kim dzielić się ani tym co złe, ani tym co dobre. Najpiękniejszy widok oglądamy samemu nie cieszy tak bardzo.
I moje ulubione pytania rodziny: czy już kogoś mam, co z dzieckiem, bo zegar biologiczny tyka. I co ja mam im odpowiadać: że wiem, że mnie to przeraża i że jestem nieszczęśliwa? Nikt się tego nie domyśla, bo nie robię z siebie ofiary losu, dużo się uśmiecham i jestem pogodna.
Smutna jestem u siebie w pokoju.

#yQhLU

Jakiś czas temu byłem na imprezie ze znajomymi z pracy. Poszliśmy do miejscówki znajdującej się 5 minut pieszo od mojego domu. Można tam było dobrze zjeść, potańczyć i pograć w bilarda.

Nie byłem mocno pijany, była 20:00, a ja byłem dopiero po pierwszym piwie. Siedzieliśmy przy stole, a ja poczułem nagły skurcz brzucha, miałem wrażenie, że jeżeli za 5 sekund nie znajdę się w WC, to zesram się w gacie. Do łazienki wyleciałem jak z procy. Gdy wbiegłem do środka, tuż przed samymi drzwiami do toalety nie zdążyłem, narobiłem w spodnie. Nie wiem jakim cudem, ale na szczęście nikogo oprócz mnie nie było w łazience. Na moje też szczęście drzwi wyjściowe z budynku były niedaleko łazienki i miałem też bluzę, którą mogłem przewiązać się w pasie.

Dzięki tym sprzyjającym okolicznościom szybko udałem się do domu (2 minuty lekkim biegiem), przebrałem się, umyłem i wróciłem do kolegów po około 30 minutach. Kolegom powiedziałem, że dzwonił sąsiad, że mój pies biega przed moją posesją po chodniku, że niby uciekł, ale okazało się, że to nie mój pies - uwierzyli i nie drążyli tematu.

#EVPDc

Mam 28 lat, z wykształcenia jestem związana z psychologią, jednak nie pracuję w zawodzie. Zaraz po zakończonej nauce zostałam prywatnym detektywem. Brzmi ciekawie, ale pościgów i wybuchów tu nie ma. Początek mojej pracy był trochę trudny. Musiałam się wdrożyć, praca w terenie była dla mnie stresująca, wymagała nieraz gry aktorskiej, maksymalnego skupienia, nauki śledzenia, siedzenia po 16 godzin w samochodzie itp.

Około 50 procent spraw dotyczy zdrady partnera. Czyli poznajemy plan dnia i tygodnia wybranka serca, potem śledzimy - przez dzień, tydzień, miesiąc - różnie to bywa. Montujemy też kamery o ile mamy taką możliwość prawną. Mieliśmy jedną taką sprawę nawet w dobie kwarantanny. Facet wyszedł na zakupy, potem szybki numerek z kochanką w samochodzie i powrót do domu. To była ultra szybka sprawa.

Inne, dosyć częste sprawy dotyczą poszukiwania krewnych, prawa własności do określonych nieruchomości, badanie drzewa genealogicznego. Wtedy spędzamy dnie w archiwach państwowych, kościelnych, prywatnych, robimy kwerendy i przeglądamy stosy dokumentów.

Pomagamy też w śledztwach, jednak jesteśmy zatrudniani przez rodziny osób poszkodowanych, zaginionych, zamordowanych lub rodziny tych, które nie wierzą, że ich krewni zostali słusznie skazani. Te sprawy są wymagające, trudne. Na teren jeżdżą byli policjanci, są lepiej traktowani niż młode osoby. Gdy to co odnajdziemy doprowadza do ponownego otwarcia sprawy czy daje nowe perspektywy działania, rodzina jest nam wdzięczna, utrzymuje kontakt, informuje co dalej, jednak jesteśmy pomijani gdy dojdzie już do rozwiązania czy przełomu w śledztwie, gdy czytamy nowe artykuły na ten temat. To policja zbiera fory. I jest to koszt tego, że pozwalają nam ze sobą współpracować. Nie utrudniają nam działań. To normalne.

I zawsze, gdy sprawa wejdzie na tory prawne (rozwód, próba odzyskania mienia itp. ) musimy zeznawać w sądzie.

Zaznaczę też, że działamy z dziennikarzami. Zlecają nam coś, wpadną na jakiś trop, a my badamy go dalej. Niektórzy chcą brać czynny udział w śledztwie, inni czekają tylko na teczkę z zebranymi danymi. Facet, z którym pracowałam uważał się za gwiazdę światowego kalibru, kobietka była profesjonalna, rzeczowa, gotowa się pobrudzić, byleby dostać to co chciała (dosłownie, nie w przenośni :)

Gdzie będzie anonimowość tego wszystkiego? Lubię czytać anonimowe. Z miesiąc temu przeczytałam tu wyznanie pewnej kobiety, które było też w pewnym stopniu poradą prawną i wskazówką dla innych w podobnej sytuacji. I dzisiaj ją spotkałam, opowiedziała mi wszystko to co już wiedziałam z tej strony, zrobiłam na niej niezłe wrażenie gdyż sporo rzeczy już wiedziałam. Pozdrawiam Cię o ile to czytasz, od poniedziałku zaczynam działać. Zwracajcie uwagę co i jak piszecie w sieci, bo najwięcej informacji zbieramy właśnie w Internecie (czasem przypadkowo :)

#MehGm

Na wstępie zaznaczam, że wyznanie będzie o związkach, więc jeśli nie chcesz czytać od razu przewiń. Z góry przepraszam, ale muszę gdzieś to z siebie wyrzucić.

Nie rozumiem facetów. Byłam w związku 4,5 roku. Rozstaliśmy się trochę w emocjach i złości, bo nie mogliśmy się po prostu dogadać. Po kilku tygodniach nagle nawiązaliśmy kontakt z jego inicjatywy i naprawdę byłam zadowolona, bo zobaczyłam, że się zmienił, że łatwiej nam się dogadać, ja też dużo rzeczy przemyślałam. Były rozmowy o powrocie, ale kończyły się na tym że "może za jakiś czas, bo na razie jest dobrze". Widziałam, że on się angażuje, ja robiłam to samo, zależało mi, a nasze relacje nie były tylko koleżeńskie. I wiecie już było tak fajnie, ale rozwój relacji się zatrzymał. Nie wiedząc co myśleć zapytałam wprost o co chodzi i dowiedziałam się, że on na razie nie chcę żadnych związków, chociaż mu zależy bla bla bla. Wkur*iłam się, bo dałam się wciągnąć w taką relację, robiąc sobie nadzieję na powrót i tym samym łamiąc sobie kolejny raz serce.

A teraz tak bardzo zastanawia mnie, po co utrzymywać takie relacje i robić komuś nadzieję, jak nie chce się nic więcej?

#0zsTQ

Moja historia zaczyna się, kiedy w wieku 20 lat poznałam Roberta. Byliśmy młodzi, dobrze się dogadywaliśmy, później przerodziło się to w coś większego. Po 8 latach znajomości wzięliśmy ślub, zamieszkaliśmy na początek w wynajętym mieszkaniu zanim nie kupimy swojego własnego kąta. Teraz jesteśmy 2 lata po ślubie, a ja coraz bardziej przychylam się do rozwodu.

Dlaczego? Robert jest alkoholikiem. Oczywiście widziałam symptomy już przed ślubem, ale teraz widzę, że ciągle go tłumaczyłam. Bo stresujący dzień w pracy, bo zbliża się ślub i się denerwuje, bo urodziny kolegi... Doszło do tego, że - już po ślubie - wpadał w naprawdę długie ciągi, potrafił nie pójść do pracy przez miesiąc. W którymś momencie nawet go zwolnili z powodu wiecznych nieobecności, on po dłuższym czasie znalazł sobie nową pracę. Byłam pewna, że bardzo nim to wstrząsnęło i że teraz już będzie dobrze.

Ale teraz ponownie wpadł w ciąg. Pije non stop, nie wiem już nawet skąd ma pieniądze, bo zablokowałam mu dostęp do konta i do gotówki. Zapisywałam go wielokrotnie do lekarzy i psychologów, próbowałam zaciągnąć siłą - wszystko na nic. To sprawiło, że zrobiłam retrospekcję swojego życia z nim i z perspektywy czasu widzę, że wszystko opierało się na mnie... Sprawy urzędowe, zakupy, posiłki, sprzątanie. I zadaję sobie pytanie - w takim razie do czego potrzebny mi Robert?

Zostałam wychowana w duchu "na dobre i na złe, dopóki śmierć nas nie rozłączy". Przysięgałam temu człowiekowi przed Bogiem, że nigdy go nie zostawię. Do tego dochodzi troska o niego - wiem, że jestem dla niego jedynym wsparciem, nawet nie będzie miał się gdzie wyprowadzić. Serce kroi mi się na myśl, że jakbyśmy się rozeszli, to załamałby się całkowicie. Są też przecież te dobre wspomnienia, zresztą nie znam życia bez niego. Po rozwodzie zostałabym 30-letnią kobietą bez niczego w życiu, nawet dzieci nie mamy.

Z drugiej strony męczę się, wiem, że Robert mną manipuluje. Wracam z pracy i widzę jego, leżącego pijanego. W domu syf, który muszę ogarnąć. Obiad muszę również ja ugotować, mimo, że on cały dzień siedział w domu. Martwię się o finanse, mieliśmy kupić mieszkanie i co uda nam się trochę odłożyć, to Robert to przepija.
Targają mną wątpliwości - na kogo wyjdę, kim będę, jeśli rozwiodę się z nim? Jeśli zostawię człowieka, który potrzebuje pomocy?

#yKRdM

Odnośnie wyznania o walorach akustycznych bloków. Parę dni temu byłam świadkiem bardzo ciekawej rozmowy sąsiadów. Ja tradycyjnie siadam sobie na kibelku i załatwiam potrzeby, kiedy tu nagle słyszę znad głowy"
- Ta ma małe cycki, ale jest na co popatrzeć.
- No tak tak, ale ja wolę większe miseczki, hehe.
Zaczęłam się histerycznie śmiać i na chwilę rozmowa ucichła. Miałam już wychodzić z łazienki gdy usłyszałam:
- Może chodźmy do kuchni, tam pogadamy.
XDD

#Ysl0O

Ludzie często obgadują innych za plecami, więc jak coś odwalą liczą na to, że nikt nie powie im tego prosto w twarz. Ja jestem ich totalnym przeciwieństwem. Jak coś mi nie pasuje, głośno o tym mówię patrząc w oczy tym, których sprawa dotyczy, a przeważnie chodzi na przykład o złamanie zasad, przewinienia, itp.

Ale nawiązałem o tym w celu przejścia do tematu o moich "kolegach".

Pierwszy był moim kolegą bardzo długo. Kupiłem grę na kompa, wtedy nie było kluczy przypisywanych do kont. Pożyczyłem mu na tydzień. Zgubił... Dostał ode mnie jazdę i to solidną. Wiecie jak zareagował? Był zaskoczony. Poważnie, nie dba o czyjąś własność, został zjechany i oficjalnie przestaliśmy się kolegować, bo nie zadaję się ze złodziejami, a ten jeszcze był zaskoczony. Jak głupim trzeba być, by komuś podpaść i dziwić się, że dostaje się ochrzan? Może nie oczekiwał ode mnie aż takiej bezpośredniości?

Inny zaś zaczął się kolegować ze mną zaraz po tym jak w bibliotece miał problem z drukowaniem notatek, więc zaoferowałem mu, że wydrukuję je u siebie, bo mam własną drukarkę. Po tym wychodziliśmy na miasto połazić tak przez miesiąc. Po tym zaczęło się dzwonienie w celu pożyczania rzeczy ode mnie i za cholerę nie chciał wyjść na boisko pograć w kosza, czy na piwko (już byliśmy pełnoletni). Ostatni raz gdy zadzwonił chciał pożyczyć kontroler bezprzewodowy do Xbox'a 360. Zareagowałem śmiechem, bo zanim odebrałem jego telefon myślałem, że założyłbym się z kimś o 100 zł, że chce coś pożyczyć. Powiedziałem mu bez owijania w bawełnę, że od dawna nie dzwonił, aż nagle dzwoni tylko po to by po raz kolejny coś pożyczyć ode mnie i ani razu nie zasugerował wspólnego piwka, kebaba, czegokolwiek.

Wiecie, jestem szczery do bólu, ale jak kogoś traktuję jak kumpla, to również szczerze. Jeszcze nie skończyłem monologu, a on się natychmiast rozłączył, co szczerze było satysfakcjonujące. Widziałem go parę razy, mierzyłem wzrokiem, ale nigdy nawet w oczy mi nie spojrzał. Może dotarło, że traktuje ludzi przedmiotowo i zależy mu tylko na korzyściach, a może po prostu widzi we mnie jakiegoś dziwaka jak ten poprzedni, co nie wstydzi się nawrzucać komuś bezpośrednio tego co o tej osobie myśli.

Powiem wam, że ta cecha nie jest lubiana. Ludzie chcą szczerości, ale zapominają, że prawda jest bolesna. Jeśli ktoś mówi, że woli najboleśniejszą prawdę, to nigdy ta osoba nie jest pewna tak naprawdę czego może się spodziewać. Jednak wszyscy wciąż wolimy słodkie kłamstewka.

#Jx8NO

Po dzisiejszej premierze "Zabawy w chowanego", postanowiłam dodać coś od siebie. Dlaczego anonimowo? Ponieważ przez 25 lat wypierałam to ze swojego umysłu. I nigdy nie mówiłam o tym nikomu. Ani rodzicom, ani mężowi, ani komukolwiek kto mógłby z tym coś zrobić.

Kiedy miałam 7 lat, byłam molestowana seksualnie przez księdza. Księdza, który przez parafię został dedykowany do pracy z dziećmi. Kilka spotkań w tygodniu, wspólne śpiewanie przy akompaniamencie gitary. A raz, dwa razy w miesiącu po takim spotkaniu chciał, żebym została. Na początku tylko mówił mi jak ładnie śpiewam, że powinnam dużo ćwiczyć i za kilka lat dołączyć do chóru kościelnego. Po jakimś czasie zaczął inicjować dotyk. Początkowo pozornie niewinny. Dotykał moich dłoni, kładł rękę na moim udzie. Z czasem jego dotyk stawał się bardziej intymny. Dotykał mojego krocza przez spodnie, kładł moja dłoń na swoim penisie. Po jakimś czasie, ten dotyk stawał się coraz gorszy. Dotykanie nagich genitaliów, zmuszanie mnie do masturbowania go. Następnie doszło zmuszanie do seksu oralnego. Ostatnim krokiem była penetracja. Miałam ledwo skończone 8 lat. I zostałam zgwałcona przez księdza. Potem zostawił mnie w spokoju. Widocznie dostał to, czego chciał.

Dlaczego nigdy nikomu nie powiedziałam? Bo wstyd był tak wielki, że nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Nie pamiętam nawet jak ten człowiek wyglądał ani jak się nazywał. Pamiętam tylko dotyk i głos. Głos, który mówił, że nikt nie może się dowiedzieć, bo to nasza tajemnica. I jeżeli ktoś się dowie, nie będę mogła już nigdy śpiewać.
Dzisiaj już sobie z tym poradziłam, trauma pozostała, ale jest pod kontrolą. Ale wiele lat było bardzo ciężkich. Koszmary, strach przed dotykiem czy jakimkolwiek intymnym kontaktem.
Gdybym wtedy miała w sobie odwagę, być może uchroniłabym inne dzieci przed podobnym losem. Ale nie miałam...

#TfPmM

Jestem w 8 miesiącu ciąży. Jest to nieplanowana ciąża. Ojciec mojego dziecka w ogóle nie przejmował się tym, że w niej jestem.

Poprosiłam go raz aby kupił coś małemu na wyprawkę - stwierdził jedno. Nie stać go. Gość zarabia 4K, po rachunkach, ratach itp zostaje mu 1,5k na miesiąc, ale go nie stać. Mniejsza o to.

Przestałam się o to prosić. Przez całą ciążę nie zapytał się jak się czuję, czy czegoś nie potrzebuję... olałam temat. Dałam radę sama, teraz tylko czekam na maluszka.

Odezwał się. Wczoraj. W sumie przyszedł do mojego mieszkania niezapowiedzianie. Z kwiatami lodami i czekoladami. Przeszedł o 20. Jak większość kobiet w ciąży o tej godzinie marzy się o prysznicu i łóżku żeby się położyć z każdą bolącą częścią ciała.
Pech chciał, że moja mama wpuściła go do domu.
Pech nr 1? To właśnie, że to JA wyszłam na ta najgorszą, bo chłop się stara, a ja go zlewam.
Że mam z nim być, bo to ojciec dziecka.
Dziecko powinno mieć ojca.
No cholera... żyjemy w czasach gdzie kobieta da sobie świetnie sama radę.
Ale nieee... co ludzie powiedzą. Bo przecież się stara, a to, że przez cała ciąże się nie odzywał nic nie znaczy ....

Mam dość.
Potrzebowałam to wyrzucić z siebie.

#LfN9e

Mam 24 lata, moja historia jest mega przykra... Byłam z facetem 5 lat, byliśmy po zaręczynach, mieliśmy zaplanowany ślub, wszystko w miarę ogarnięte, rok przed ślubem okazało się, że mój ukochany spotyka się z kobietą...

Standardowo, miał wymówki żeby się nie spotkać, bo zapracowany, bo pracy dużo (ma własną działalność). Byłam wyrozumiała, bo to początek firmy... aż do momentu kiedy przeczytałam słodkie wiadomości z babą, 10 lat starszą, która ma męża i 2 dzieci. Nawet się nie tłumaczył. Ja byłam załamana, miałam ochotę umrzeć, ktoś kogo tak kochałam tak mnie zawiódł. Rzuciłam wszystko, nie wychodziłam z łóżka, ryczałam całymi dniami. Po jakimś czasie doszłam w miarę do siebie, zaczęłam się spotykać z ludźmi, poznałam nowe znajomości. Nawet poznałam faceta, zaczęło nam się układać, poczułam, że żyję.

Ale co ja głupia zrobiłam? Odezwał się ex i z "miłości" rzuciłam dla niego wszystko. Początkowo było cudownie, staram się, jeździł, no jak kiedyś. A potem co? Zostałam tak zmieszaną z błotem, że znów nie chce mi się żyć. Może olałam miłość życia dla kogoś kto stwierdził, że jestem idiotką i już dawno mnie nie kocha, ale po prostu chciał jakoś zorganizować sobie czas żeby nie siedzieć samemu. Dzięki niemu teraz znów nie chce mi się żyć i czuje się jak zero... Być z kimś tyle lat i tak kochać, a w zamian jest się "opcją".
Dodaj anonimowe wyznanie