Kojarzycie to "oszustwo" dla dzieci, kiedy mówi się im, że ich pies czy kot uciekł, żeby nie przekazywać tej traumatycznej wiadomości, że tak naprawdę umarł? Mi rodzice powiedzieli, że mój pies umarł. Dwa miesiące później spotkałem go w parku z nowym właścicielem. Tego samego dnia znalazłem ich archiwalne ogłoszenie w internecie - sprzedali go za 500 zł.
Dodaj anonimowe wyznanie
Też bym sprzedała coś należącego do nich. Też za 500 zł. Jakiś fajny, cenny a nie za często wyciągany na co dzień drobiazg.
Żadna to pociecha po stracie przyjaciela, ale zawsze jakiś odwet...
Przecież właścicielami psa byli rodzice, a nie dziecko. To oni mieli prawo nim rozporządzać. Abstrahując od ówczesnego stanu prawnego dot. sprzedaży psów spoza hodowli.
Np. Telewizor. Nieźle by wkurzeni byli.
Może nie mieli pieniędzy na utrzymanie psa i dlatego musieli go sprzedać?
Moja siostra też mówi, że ma swojego psa, a wychodzeniem, karmieniem zajmuje się moja mama. Ba, miska z wodą potrafi być pusta, to nie naleje! No ale to jest jej pies 🤦♀️ nie mówię, że autorka robi tak samo, pokazuje tylko że są różne wersje.
Jakby dzieciak się nie zajmował psem i dlatego rodzice go by sprzedali, to moim zdaniem powinni najpierw go ostrzec "to Twój pies, jeśli nie będziesz się nim zajmować poszukamy mu innego właściciela, który się nim zaopiekuje jak należy". I jakby nie podziałało, to wtedy mogliby oddać/sprzedać psa a dziecko by wiedziało, że samo jest temu winne. Ja tu widzę sytuację, w której rodzice skrzywdzili i dziecko, i psa. Jasne, że dorośli są odpowiedzialni za ich dzieci i zwierzęta w domu. Ale odpowiedzialność to nie tylko zarządzanie, a wychowanie to także dawanie dobrego przykładu. Jeśli naprawdę z jakiegoś porodu nie było ich już stać na psa, to trzeba było zachować minimum przyzwoitości i powiedzieć dzieciakowi co i jak.
*powodu!
@Uzytkownik404: Zakładasz, że autorka wyznania mówi całą prawdę. Jeśli nie dopowiedziała o tym, że psa zaniedbywała to na jakiej podstawie wnioskujesz, że powinna napisać, że była ostrzegana? Tak właśnie wygląda manipulacja informacją. Przedstawiono Ci pewną wersję zdarzenia. Nie znasz szerszego kontekstu i nie wiesz czy została przekazana cała prawda, pół prawna czy g...prawda. Teraz co do "sprzedaży". Z prawnego punktu widzenia nieletni nie jest właścicielem prawnym niczego w gospodarstwie domowym. Nawet klocki lego należą do rodziców, choć dziecku wmawia się, że są jego. Można to porównać do użytkowania wieczystego. A więc nie ma tu mowy o kradzieży. Co najwyżej o naruszeniu warunków umowy. Twoja propozycja to z prawnego punktu widzenia kradzież z paserstwem czyli przestępstwo. A za to nieletni dostaje w najlepszym wypadku kuratora. I znam rodziców, którzy są zdolni donieść na własne dziecko. Tak więc zanim się odezwiesz, przemyśl to co chcesz przekazać.
500 plus, wersja zwierzęca.
Ciesz się, że żyje. Rodzice mojej koleżanki powiedzieli ze oddali psa, a ona go znalazła powieszonego w lesie.
Przy czymś takim miałabym głęboko w dupie, ż to rodzice i zrobiłabym absolutnie wszystko by bekneli za znęcanie się ze szczególnym okrucienstwem. O ile we łbie by mi jakiś bezpiecznk nie puścił, bo gorzej również mogłoby sie to skończyć.
Przynajmniej żyje.
Ale to przykre...
No dobra, a wiesz czemu go sprzedali? Bo nie napisałeś/aś. Może nie mieli za co opłacić rachunków, może był tydzień do wypłaty a zostało im 10zł? Najpierw spytaj o sytuację.
Poważnie Ty tak z tymi rachunkami?
To cud, że nie sprzedali dziecka pedofilom lub na części, bo im brakło na fajki lub prąd.
Wszystkie moje psy były traktowane jak członkowie rodziny i nie wyobrażam sobie sprzedać np. brata. Piesek to nie rzecz, to nie zabawka, którą się pozbywa gdy się znudzi.