Zakochałam się w alkoholiku. Kiedy się poznaliśmy nie wiedziałam że pije. On był w stanie długo to ukrywać, sprawiał na mnie dobre wrażenia, niczego nie podejrzewałam. W momencie jak zorientowałam się co się dzieję, byłam już bardzo zaangażowana w znajomość z nim. Spotykaliśmy się w dalszym ciągu, sama miałam wtedy ciężki czas w życiu, a czas z nim był dla mnie odskocznią od problemów.
Byłam tak w niego zapatrzona, że świata poza nim nie widziałam. To wszystko trwało ponad rok, z czasem jego problem stawał się coraz bardziej ewidentny. Ciągle tracił pracę, rosły mu długi, nie płacił za czynsz itp. W dodatku zupełnie nie widział nic złego w tym, że pije, nie miał zamiaru z tym walczyć, iść na terapię.
Zdawałam sobie sprawę, że ta znajomość nie ma przyszłości, że jego problemy stają się moimi i że nie mogę nic zrobić, by zechciał podjąć walkę z nałogiem. Wszyscy wokół powtarzali mi, że ten człowiek zniszczy mi życie. Więc odeszłam. To była dla mnie bardzo trudna decyzja, ciężko było mi się odnaleźć w życiu codziennym, wszystko mi o nim przypominało. Wyjechałam za granicę, odcięłam się od naszego wspólnego środowiska, chciałam zacząć gdzieś od nowa.
Od tego czasu mijają dwa lata. Poukładałam sobie całkiem dobrze życie, mam pracę, mieszkanie, nowych znajomych ale nie potrafię o nim zapomnieć. Minęły dwa lata a on ciągle mi się śni, ciągle mam wrażenie, że lada moment znowu się spotkamy. Wiem że to była słuszna decyzja ale co z tego jak nic mnie nie cieszy, wszystko stało mi się obojętne. Dołuje mnie to, że już nigdy się nie spotkamy, że nie wiem co u niego słychać. Próbowałam spotykać się z innymi mężczyznami ale nie odczuwałam wobec nich żadnych emocji, więc dałam spokój.
Funkcjonuję, ogarniam codzienność, mam spokojne poukładane życie, ale wieczorami kiedy zostaje sama wpatruje się w ścianę i zastanawiam się czy kiedykolwiek o nim zapomnę i będę w stanie ruszyć dalej.
Pomimo tego, że obostrzenie dotyczące noszenia maseczek kiedy wychodzi się z domu i przebywa się na dworze bądź w sklepie zostało zniesione (oczywiście nie całkowicie, ale część ludzi przestała przywiązywać jakąkolwiek wagę do ich noszenia, nawet w zatłoczonych miejscach) ja nadal je noszę - czy to na ulicy, czy w sklepie. Powód?
Wreszcie mogę się uśmiechać pełną gębą i nikt nie widzi moich żółtych zębów i pryszczatej twarzy.
Wreszcie nie mam oporów wychodzić do ludzi, i myślę, że przedmiot ten zostanie ze mną na dłużej! (nawet po skończeniu się pandemii).
Byłam striptizerką.
Zanim zaczniecie mnie oceniać przeczytajcie do końca. Cała historia zaczęła się 5 lat temu. Poznałam mężczyznę, zakochałam się. Dość szybko. Okazało się że jestem w ciąży. Niestety ojciec dziecka zniknął bardzo szybko z naszego życia. Próbowałam utrzymać siebie i synka. Niestety było to dla mnie trudne. Opłacić rachunki, czynsz itp. Po roku walki o przetrwanie podjęłam pracę w klubie gogo. Z góry uprzedzam ze nigdy nie uprawiano tam sexu. Tancerka erotyczna to nie prostytutka. Niestety większość tego nie rozumie. Po paru latach kupiłam dom. Po sfinalizowaniu zakupu. Opuściłam miasto wyjechałam na drugi koniec kraju i chce żyć na nowo.boje się jednak ze przeszłość mnie dopadnie.
Zmieniłam wygląd. Podjęłam pewne kroki inwestycyjne dzięki których mam bezpieczną przyszłość. Przez jakiś czas mogę odpocząć od jakiejkolwiek pracy. Może część klientów o mnie zapomni. W końcu nigdy nie wiadomo. Czy którego kiedyś nie spotkam. Zastanawia mnie jednak jedno. Czy jest możliwość normalnie żyć. Przyszłość kiedyś mnie dopadnie i nie będzie już tak kolorowo. Dlaczego ludzie tak źle oceniają dziewczyny tak pracujące. Uwalam, że lepiej tańczyć przed kimś niż mu się oddać czy po prostu go okraść.niestety większość tak nie myśli..
Jakieś 10 lat temu, gdy miałam może 15 lat, byłam z przyjaciółką nazwijmy ją Ola na mieście, dodając Ola miała okres i no jak to czasem bywa, zapomniała ze sobą wziąć podpasek.
My takie zdesperowane byłyśmy na rynku tego miasta i podchodziłyśmy do randomowych pań z pytaniem "Dzień dobry, mamy pytanie czy ma pani czasem podpaskę". Misja ta nie zakończyła się sukcesem.
Idziemy dalej, nie wiemy co robić czy kupić (ale to trzeba z całym opakowaniem chodzić), czy się dalej pytać (ale wyjdziemy na pokręcone).
W końcu zrezygnowane poszłyśmy do sklepu kupić paczkę jednak stając przy tych podpaskach wpadłam na genialny pomysł, żeby otworzyć opakowanie i zabrać jedną podpaskę i tak oto stałyśmy się złodziejami jednej podpaski.
Jako dziecko w wieku 7-13 lat byłam potężnym grubaskiem, żyłam codziennie z docinkami i wyzwiskami od rówieśników I co poniektórych starszych osób.
Jak miałam 13 lat, coś pękło, ogarnęłam się, ćwiczenia i BULIMIA. Od 13 lat wyglądam nienagannie. Co w tym anonimowego? A no to, że nikt nie wie, że ja będąc typową sportsmenką, układającą diety treningi dla innych ludzi z wiecznie uśmiechnięta twarzą, wracam do domu i głodzę się i czasem wymiotuję, bo boję się przytyć chociaż gram.
W domu jestem kłębkiem nerwów. Panicznie boję się oceny mojej sylwetki. Porównuję się do innych. Wykańcza mnie to psychicznie. Mimo, że nie mam teoretycznie co poprawiać to spędzam sobie sen z powiek jak coś poprawić, żeby nikt nie mógł mnie skrytykować. Męczę swojego faceta, że jestem brzydka itd., nie mam pojęcia ile wytrzyma ze mną, bo przez to, że mam niską samoocenę, potrafię być chorobliwie zazdrosna i szukać na siłę problemu, mimo to, że to ja mam ogromne powodzenie i zainteresowanie swoją osobą. Wiem, że jestem chora.
Piszę to ku przestrodze, że czasem głupi komentarz, w stronę kogoś, potrafi niszczyć życie w przyszłości tej osoby. Mimo wizyt u psychologa, nie widzę szans, żeby normalnie żyć, za bardzo boję się.
Moja katechetka postawiła sobie za cel "nawrócenie" mnie.
Jakby, na początku nie miałam pojęcia czy się śmiać czy płakać. Tak, słucham ciężkiej muzyki, ubieram się na czarno itd. Ostatnio dowiedziałam się że nawet krążą plotki o tym że jestem homoseksualna, co może być prawda bo naprawdę lubię dziewczyny (w TYM znaczniu). I od tego się zaczęło...
Jak tylko o tym usłyszała zaczęła mi mocno obniżać oceny, oczywiście bezpodstawnie patrząc na PSO. Jako że to mnie nie ruszyło bo tak szczerze uważam że oceny nie zawsze idealnie odwzorowują poziom wiedzy i ogólnie - nie zależy mi, po prostu, zaczęła wytykać moje największe kompleksy związane z wyglądem. Przy całej klasie. Na każdej lekcji.
A to że noszę krzyżyk nie w te stronę (naszyjnik), a to że mam parę kilogramów za dużo, a to że mam coś nie fajnego na ręce (blizny po samookaleczaniach).
Pewnego dnia szlag mnie trafił. Nagrałam ją mimo surowego zakazu, pokazałam nagranie najpierw rodzicom, a później dyrektorce naszej szkoły.
Sprawa trafiła do kuratorium, mam nadzieję że więcej nie zobaczę jej w żadnej szkole, ponieważ to naprawdę nie jest przyjemne, a znając życie nie byłam jedyna. Rok temu dziewczyna z mojej klasy odebrała sobie życie, mam tylko nadzieję że to nie z jej powodu.
Mojemu młodszemu bratu zepsuł mu się telefon, więc poszedł z nim do serwisu. Wzięli mu ten telefon do naprawy. Po kilku dniach zadzwonili że gotowy. Odebrał więc telefon i zauważył że strasznie porysowany i w ogóle w kiepskim stanie jest (a jego telefon cały czas był w etui więc po dwóch latach użytkowania wyglądał jak nowy).
Zaczął wykłócać ze sprzedawcą, ale nic nie wskórał i poszedł do domu. Jeszcze po drodze zauważył samochód na sprzedaż, fajne BMW. Oglądał sobie samochód (środek przez szybę) gdy przegoniło go dwóch typów - właściciele samochodu. Tylko szybkie nogi uratowały go przed kolejnymi kłopotami. Biedaczysko się rozpłakał w domu, aż mi się go żal zrobiło.
Poszłam więc do tego serwisu. Po drodze minęłam się z tymi od BMW, chyba akurat kebab jedli. Już za rogiem zadzwoniłam na numer z szyby BMW i umówiłam się na oglądanie samochodu - "Bo ja chciałam mojemu misiaczkowi niespodziankę zrobić". Chętnie się zgodzili na spotkanie. Umówiłam się więc z nimi pod serwisem telefonów i poszłam na kawę. Gdy wchodziłam do tego serwisu samochód już tam czekał chwilę i goście wyglądali na wkurzonych.
Spytałam sprzedawcy czy byłby skłonny oddać mi prawdziwy telefon brata czy może mój "Misiaczek" ma przyjść zapytać - to mówiąc wskazałam na stojącego na zewnątrz wkurzonego gościa od beemki. Chyba ten widok wywarł na serwisancie spore wrażenie bo oddał bez słowa i nawet nie chciał żadnej kasy za naprawę. Ani nawet o telefon który dał wcześniej bratu nie zapytał. Teraz myślę sobie że trochę to było ryzykowne ale cóż... należało się im wszystkim.
Moja córka była najbardziej rozpieszczonym dzieckiem świata. Wychowywałem ją sam, żona zmarła, gdy mała miała 6 lat. Od tego czasu szliśmy przez świat tylko we dwoje, a Nela dostała w życiu wszystko, czego zapragnęła. Nigdy niczego jej nie odmówiłem, nigdy niczego jej nie zabroniłem.
Mimo to moja córka była bardzo dojrzała, szybko dorosła i się usamodzielniła. Zaraz po szkole średniej wyjechała na studia za granicę, nie chciała nawet ode mnie pieniędzy, chciała iść sama do pracy i zarobić, choć oczywiście ja i tak co miesiąc wysyłałem jej ile mogłem, sobie zostawiałem tylko tyle, by wystarczyło mi na opłaty i jedzenie.
Teraz Nela ma 27 lat, prowadzi w Anglii własną firmę, jest niesamowicie inteligentną buisnesswoman. Ze względu na pracę odwiedza mnie tylko dwa razy w roku, dodatkowo raz w roku ja jadę do niej. Mógłbym częściej, ale nie jestem w stanie.
Nikt nie wie, że nie potrafię pogodzić się z tym, że moja córka sama sobie radzi w życiu i już mnie nie potrzebuje, że sypia z mężczyznami, że pije alkohol, że sama płaci za swoje rachunki, że ma prawo jazdy i jest dobrym kierowcą, że sama zapisuje się do dentysty.
Za każdym razem, gdy przyjeżdża i widzę jak się zmienia, poważnieje, pięknieje, jest coraz mądrzejsza, moje serce powoli umiera.
Nie radzę sobie z tym.
Każdej nocy płaczę i tęsknię za moją małą córeczką, która przybiegała do mnie, gdy upadła i rozbiła sobie kolano, zrywała dla mnie polne kwiaty i malowała laurki na dzień ojca.
Jednocześnie z całych sił wspieram ją w tym co robi, jestem z niej dumny i cieszę się, że spełnia swoje marzenia.
Wiem, że tak wygląda życie, nigdy nie próbowałem jej powstrzymać przed robieniem tego, czego pragnie, ale w głębi siebie nie umiem tego zaakceptować.
Moim największym sekretem jest to, że często mam myśli, że byłoby lepiej, gdyby Nela umarła jako dziecko. W ten sposób na zawsze zachowałaby swoją niewinność, a ja zapamiętałbym ją jaką małą dziewczynkę. Jej śmierć bolałaby mnie mniej, niż to uczucie, które mi towarzyszy - że straciłem dziecko, choć ono wciąż żyje.
Może niektórzy stwierdzą, że to co napiszę jest głupie, ale jest coś, czego się wstydzę. Mianowicie będąc osobą, która ma na karku 36 lat, nie miałam jeszcze chłopaka. Może nie jestem miss świata czy jakąś wybitną paskudą, ale jakoś tak wyszło, że po dzień dzisiejszy jestem sama. Już nawet się do tego przyzwyczaiłam. Żaden z moich znajomych o tym nie wie, dlatego iż jak już napisałam się tego wstydzę, ale również boję się, że zostanę wyśmiana. Dodatkowo przez to, że do tej pory nie miałam chłopaka, nie chcę się spotykać z jakimkolwiek.
Wiem, że to może być głupie i mogę iść złym tokiem myślenia, ale niestety tego nie zmienię. Jeszcze tym bardziej, że są czasy takie jakie są.
Za wszystkie komentarze otuchy dziękuję.
Pozdrawiam.
Pracuję w sklepie zoologicznym. Wczoraj przyszła kobieta z psem rasy Shiba Inu, czyli takim jak sławny Pieseł. Stanęła przy regale z karmami, a pies grzecznie siedział koło niej. Przyszedł kolejny klient, chłopak koło 16 lat. Jak tylko zauważył tego psa to przystanął, zaczął mu się przyglądać, po czym podszedł do niego i zaczął nawijać do psa “Pieseł wow, uszanowanko, taki zoologiczny, taka karma, wow, uszanowanko…”.
Pies wydawał się zadowolony że ktoś do niego gada, ale kobieta zrobiła przerażoną minę i prawie biegiem uciekła ze sklepu.
Dodaj anonimowe wyznanie