#TjPpo

Pracuję w sklepie zoologicznym. Wczoraj przyszła kobieta z psem rasy Shiba Inu, czyli takim jak sławny Pieseł. Stanęła przy regale z karmami, a pies grzecznie siedział koło niej. Przyszedł kolejny klient, chłopak koło 16 lat. Jak tylko zauważył tego psa to przystanął, zaczął mu się przyglądać, po czym podszedł do niego i zaczął nawijać do psa “Pieseł wow, uszanowanko, taki zoologiczny, taka karma, wow, uszanowanko…”.

Pies wydawał się zadowolony że ktoś do niego gada, ale kobieta zrobiła przerażoną minę i prawie biegiem uciekła ze sklepu.

#XcU0q

Trudno mi o tym mówić, ale... zostałam sprzedana do burdelu (jeżeli nie wierzysz, przewiń).

Pewnie zastanawiacie się, jak? A no tak, że w internecie zobaczyłam ogłoszenie o pracę. W Norwegii, na truskawkach, oczywiście na czarno. Ja, jako dziewczyna po pierwszym roku studiów, chciałam dorobić sobie w wakacje, więc się zgodziłam.
Przyjechałam na miejsce zbiórki tydzień później. 

Wcześniej chcieli zrobić jakieś badania sprawności fizycznej i ogólnej kondycji, zdrowia i w ogóle. Powiedzieli, że dziewczyny, które przejdą wszystko pomyślnie, przejdą do kolejnego pomieszczenia na podpisanie jakiejś zgody na transport czy coś, a te, które nie przejdą, cofną się do domu. Wreszcie nadeszła moja kolej. Weszłam do gabinetu. Zostałam spytana o dane, które, oczywiście, podałam. Później przyszedł "lekarz". Kazał rozebrać mi się do bielizny. Byłam zdziwiona, ale zrobiłam to. 

Później pół godziny badał moje mięśnie, żołądek, wątrobę i takie tam. Po tym czasie kazał mi przejść do następnego pokoju. Uradowana, że jadę, weszłam. Wtedy ten mężczyzna zamknął drzwi na zamek i kazał rozebrać mi się do naga. Spytałam się, czy to badanie jest potrzebne, a on uśmiechnął się i odpowiedział, że tak. Zależało mi na tej pracy, więc zrobiłam to i położyłam się na fotelu do badań. Wtedy się zaczęło. Do sali weszło dwóch mężczyzn, obezwładniło mnie i przypięło do fotela. 

Wtedy mężczyzna podający się za lekarza zaczął wsadzać m palec w wiadome miejsce i czekać, aż wytrysnę, aby to, co z wiadomego miejsca się wydobyło, dać na tackę. Później, w kajdanach przeprowadzono mnie do jakiejś furgonetki. Jechaliśmy parę godzin. Potem wysadzono nas w jakimś nieznanym mieście. Wprowadzono nas do osobnych pomieszczeń, kazano nam się ubrać w koronkowe halki sięgające do pępka, leżeć z rozwartymi nogami na łóżku. 

Nacięto nam prawe udo, i powiedziano, że jeżeli będziemy protestować, na naszych nogach pojawi się więcej nacięć.

I tak leżałam. Gwałcona, wylizywana, macana. Przez rok. Pewnego dnia przyszła do nas policja, wyprowadzając nas wszystkie (a było nas około 30) z tego okropnego miejsca. 

To było rok temu, do teraz boję się zatrudnić gdziekolwiek czy pójść do lekarza, co dopiero ginekologa. Pozdrawiam wszystkich z podobnymi przeżyciami.

#4WuLk

Moja żona, Ala, nie jest zbyt atrakcyjną kobietą. Ma nadwagę, problemy z cerą, wypadające włosy. Nie jestem ślepy, widzę to, zresztą i słyszę od niej narzekania każdego dnia, ale uważam, że wygląd nie jest najważniejszy, kocham ją taką, jaką jest.
Ala ma też przyjaciółkę, piękną i seksowną Laurę. Jeśli ktoś kiedykolwiek zastanawiał się, czy istnieje kobieta idealna, to ona jest tego najlepszym przykładem. Poza wyglądem ma też wyjątkową charyzmę, poczucie humoru i klasę, do tego jest inteligentna i świetnie gotuje. Nie znam faceta w naszym otoczeniu, który by jej nie pragnął.

Nigdy w życiu nie zdradziłem mojej żony, nie w sensie fizycznym, ale mam problem, z którym już sobie nie radzę. Moje ciało i umysł nie chcą słuchać rozumu. Gdy tylko Laura pojawia się w zasięgu mojego wzroku, jestem gotowy. Hormony buzują, wielokrotnie musiałem wychodzić w jej obecności do łazienki, by sobie ulżyć. Często miewam z nią sny erotyczne, a podczas seksu z żoną przed oczami mam jej najlepszą przyjaciółkę.
Nie chcę tego, nienawidzę się z tego powodu, ale nic na to nie poradzę. Nie potrafię zapanować nad swoim ciałem, snami, wizjami, które ciągle pojawiają się w mojej głowie.

Chciałbym, by Laura zniknęła z naszego życia. Wiem, że to jedyny sposób, bym nie zdradzał wciąż mojej żony psychicznie. Ale byłbym strasznym egoistą, gdybym powiedział o tym Ali. Dziewczyny przyjaźnią się od dziecka, razem dorastały, mieszkały na studiach, teraz Laura mieszka niedaleko nas. Jest jedyną przyjaciółką mojej żony, są dla siebie jak siostry. Razem jeździmy na wakacje, spędzamy święta, sylwestra, urodziny, Laura była świadkiem na naszym ślubie.
A ja muszę ją znosić tak blisko mnie - w bikini na plaży, w krótkiej spódniczce, a nawet w zwykłych dresach i bez makijażu, bo i tak wygląda idealnie.
Nie radzę sobie z tym coraz bardziej. Nie powiem o niczym żonie, bo wiem jak bardzo by ją to zraniło.

Czasem mam wrażenie, że Laura wie jak na mnie działa, ale nigdy nie zrobiła nic niestosownego, wręcz stara się nie zostawać ze mną sam na sam, nigdy nie podchodzi zbyt blisko, do zdjęć zawsze ustawia się jak najdalej mnie, tak samo gdy siedzimy przy stole. Jestem jej za to wdzięczny, a jednocześnie przerażony tym, co mógłbym zrobić, gdybym został z nią sam na sam, a ona choćby małym gestem pokazała mi, że jest mną zainteresowana.
Wiem, że byłbym zdolny zdradzić żonę, czuję się z tego powodu jak śmieć i nie wiem już co robić.

#ufrXJ

Byłam ostatnio na imprezie w damskim gronie, gdzie poznałam dziewczynę imieniem Ewa. Bardzo dobrze nam się gadało, więc leciał jeden drink za drugim. Dowiedziałam się wielu rzeczy o Ewie, między innymi tego że pracuje na stacji benzynowej i że trzy miesiące temu rzucił ją chłopak, z którym była ponad dwa lata. 

W pewnym momencie zobaczyła zdjęcie mojego chłopaka na tapecie i powiedziała że go kojarzy, lecz nie pamięta skąd. Pokazałam jej więc inne zdjęcie (notabene zrobione podczas naszej pół-rocznicy) i wówczas jej się rozjaśniło. Wypiła kolejnego drinka i wyznała mi, że mi zazdrości życia erotycznego. Mojego chłopaka kojarzy ponieważ notorycznie kupuje u niej prezerwatywy. 

A ja jestem dziewicą.

#EMw9O

Zawsze zastanawiało mnie, czy wróżki serio potrafią przewidywać przyszłość i wszystko wiedzą. Jest tyle programów w tv i dzwonią ludzie, a te ich przepowiednie się zgadzają, bo potwierdzają to na antenie. Wiele razy to słyszałam, ale spodziewałam się, że każdemu mówią podobne rzeczy i dlatego jakoś to wszystko dalej funkcjonuje.
Pewnego dnia pomyślałam sobie, że pójdę do wróżki z mojego miasta i zobaczę z ciekawości, czy mi się to sprawdzi i czy dowiem się o swoim życiu czegoś nowego. Nie pokazałam jej dowodu ani nic, przyszłam sama, ubrana zwyczajnie, nie miałam obrączki. Widziałyśmy się pierwszy raz. Nie mogła mnie znaleźć w necie, bo profil na Fb mam zablokowany. Niemożliwe, żeby mnie znała, umówiłam się telefonicznie podając swoje nazwisko i drugie imię, którym się nie posługuję. Bardzo to dziwne, ale widziała o moim mężu, o jego zmianie pracy, o ciąży najlepszej przyjaciółki. Wiedziała nawet, że moi rodzice niedawno mieli remont w domu i że mama nie jest zadowolona z mebli. Nie wiem, naprawdę nie wiem jak to się stało, że o tym wszystkim wiedziała. Niczego jej nie sugerowałam. Siedziałam tam i nic, nawet głową nie kiwałam. Ona w trakcie tych „przepowiedni” nie patrzyła mi na twarz, tylko w rękę, więc jakby ciężko byłoby jej zaobserwować moją mimikę.

Zawsze myślałam, że wróżki to ściema, ale teraz trochę się przestraszyłam i zaczynam się zastanawiać, jak to wszystko było możliwe.

#pybJU

Jestem facetem, zbliżam się do 30. Całkiem przystojny, zadbany, skończone studia, dobra praca, samochód, wypady na narty, grill, piweczko ze znajomymi. Każdego szanuję, staram się być dżentelmenem. Nie palę, piję okazjonalnie. Wszystko fajnie, ale kiedy chcę się umówić z jakąś kobietą na randkę lub przenieść znajomość na te "związkowe" tory - wszystko idzie w drobny mak. Internetowe portale randkowe też są niewypałem. Mam niedosłuch od urodzenia i noszę aparaty słuchowe. Za każdym razem słyszę ten sam tekst: "Jesteś fajnym facetem, ale... Nie martw się, znajdziesz dziewczynę, która cię pokocha". Możecie tą kasetę przewinąć 1000 razy.

W międzyczasie widzisz Sebixa, w 20-letnim gruzie spawanym z dwóch. Pet w gębie, żółte zęby, dorobi parę groszy dorywczo i sobie "zapina" panienkę na tylnym siedzeniu. Gdzie indziej facet bije kobietę, ale ona z nim dalej jest. Znowu słyszę o sytuacji z okolicy, kobieta pracuje, wychowuje dzieci, zajmuje się domem, a facet ma wywalone na wszystko, nie pracuje, chleje. Albo jeszcze gorzej, bije kobietę. Są też tacy, co po zaliczeniu panny zostawiają ją, co gorsza, bywa, że z dzieckiem (co jest dla mnie skrajną nieodpowiedzialnością i skurwysyństwem).

Czasem się zastanawiam, czy rzeczywiście warto być dobrym, pracować nad sobą, swoim charakterem i innymi aspektami. Może gdzieś popełniłem błąd? Może rzeczywiście zamiast starać się poznać kobietę, być szarmanckim, pójść na randkę, stworzyć związek, pojechać gdzieś razem, mieć wspólne plany, rozmowy, zaręczyny, ślub, dzieci, seks i wszystko co się wiąże z byciem razem, to może dzisiaj lepiej być takim zimnym sukinsynem, który bierze, pociupcia i zostawi jak zużytą zabawkę?

Jesteś ambitny, realizujesz się zawodowo, masz zainteresowania, a i tak jak przychodzi co do czego, to w sprawach związkowych jesteś u dziewczyn ostatni w kolejce. To boli. Zaczynam tracić wiarę w to wszystko.

#ZXgdR

Niestety, ale będę samotna. Zaczęło się od tego, gdy w wieku 18 lat poszłam sama na imprezę. Świetnie się bawiłam, jednak jakiś koleś wrzucił mi coś do drinka i... zrobił ze mną co chciał. Niewiele z tego pamiętam. Chodziłam do psychologa, psychiatry, brałam leki, rozmowy i nic, również składałam zeznania na policję i złapali sprawcę. Jednak ten strach dalej nie mijał.

W wieku 29 lat poznałam chłopaka o imieniu Karol. Chodziliśmy parę lat, jednak problem był taki, że od tamtego wydarzenia boję się zbliżeń - nawet pocałunek był dla mnie straszny. On długo czekał specjalnie dla mnie, ja jednak wiedziałam, że to nie przetrwa - jak się okazało, zerwał ze mną po 5 latach związku.

Teraz mam 38 lat i dzisiaj uświadomiłam sobie, że najprawdopodobniej już nigdy nie założę rodziny. Mam dobrą pracę, dom, lecz ten cholerny strach przed zbliżeniami wszystko niszczy. Pomimo tego, że od tego zajścia minęło 20 lat. Dalej czuję obrzydzenie, gdy chłopak chce mnie przytulić.

Dziewczyny, uważajcie na siebie, ponieważ jeden błąd może zniszczyć wam całe życie.

#VjJl7

Mieszkam w kamienicy. Któregoś dnia zapchały się rury w toalecie. 
Na wyższym poziomie woda nie chciała spływać. Wszyscy sąsiedzi najpierw próbowali przepchać zator domestosem, kretem. Nic nie pomagało, a ponieważ bez muszli nie da się żyć, zdecydowaliśmy o wezwaniu prawdziwego specjalisty. Facet przyjechał, uruchomił żmijkę i przepychał z dwie godziny, ale bez skutku. Wezwał swojego kolegę i we dwóch stwierdzili, że muszą na moim poziomie wyciągnąć zator z rury. Wyjścia nie było, wspólnota miała zapłacić za remont, więc stwierdziłam, że dobra, kujemy. Jeden gość z góry pchał, drugi na dole miał wyciągnąć winowajcę.

W pewnym momencie hydraulik wyciągnął jakiegoś potwora z rury. Smród okropny, widok okrutny. Popatrzyliśmy na siebie i obydwoje zwymiotowaliśmy, ja do wanny, mężczyzna do zlewu. Po głębszej analizie i oględzinach okazało się, że to ciało kota, przeżarte przez domową chemię.

Zrobiła się okropna awantura, chciałam wiedzieć co za świr spuszcza w WC kota. Okazało się, że sąsiad z 3 piętra (mieszkam na 1) wynajmował mieszkanie studentom. Jedna z dziewczyn przywiozła ze wsi małego kota, kot po 3-4 miesiącach zdechł. Gdy chciała się go pozbyć okazało się, że w mieście nie można zakopać zwierzaka ot tak w ogródku, jak robili to jej przodkowie od lat. Należało oddać zwierzę do utylizacji i jeszcze za to zapłacić. Zaradna studentka początkowo chciała wywalić zwierzaka do śmieci, ale nie chciało jej się iść, bo była zmęczona (tak sie tłumaczyła), więc wrzuciła kota do muszli. Przepchała jakoś biedaka, ale niestety utknął miedzy piętrami.

Sąsiad musiał zapłacić za remont (po groźbach o nagłośnieniu sprawy), bo dziewczyny nie miały umowy najmu i nie poczuwały się do odpowiedzialności. 

W ramach zemsty zgłosiłam do urzędu, że wynajmuje mieszkanie bez odprowadzenia podatków. Z hydraulikiem poszłam na piwo i nawet przez chwilę coś tam było, ale zdechło jak ten kot.

#FDfdA

Tydzień temu urodziłam moją drugą córkę. Starsza córka Hania, która ma 3 latka, została w domu pod opieką babci. Kiedy w końcu przyjechaliśmy ze szpitala do domu, Hania popatrzyła na płaczące niemowlę w nosidełku, skrzywiła się i powiedziała "Możemy to trzymać w piwnicy?".

#01rAW

Parę lat temu poszłam na randkę z Krzyśkiem - wyjątkowo przystojnym chłopakiem, przy którym czułam się wręcz niekomfortowo onieśmielona.

Zaprosił mnie do restauracji. Po pysznym obiedzie kelnerka przyniosła nam kartę deserów. Uznałam, że zabawnie będzie zamówić zestaw lodowy o nazwie „Mokry sen dziewicy”. Wzięłam to w ciemno, nawet nie czytając co to danie zawiera. Dowiedziałam się dopiero, kiedy talerz trafił na stół. I tak też dostałam surowego banana wepchniętego między dwie kulki lodów. Do tego „zestawu” celowo nie było dołączonej łyżeczki.

Tak. Byłam czerwona ze wstydu, ale ku radości mojego randkowego partnera, zjadłam to bez używania rąk. W sumie dzięki tej „wpadce” przełamałam nieśmiałość, co bardzo pomogło w dalszym rozwoju naszej relacji. Dziś Krzysiek jest moim mężem.
Dodaj anonimowe wyznanie