#8WLoK
Mimo to moja córka była bardzo dojrzała, szybko dorosła i się usamodzielniła. Zaraz po szkole średniej wyjechała na studia za granicę, nie chciała nawet ode mnie pieniędzy, chciała iść sama do pracy i zarobić, choć oczywiście ja i tak co miesiąc wysyłałem jej ile mogłem, sobie zostawiałem tylko tyle, by wystarczyło mi na opłaty i jedzenie.
Teraz Nela ma 27 lat, prowadzi w Anglii własną firmę, jest niesamowicie inteligentną buisnesswoman. Ze względu na pracę odwiedza mnie tylko dwa razy w roku, dodatkowo raz w roku ja jadę do niej. Mógłbym częściej, ale nie jestem w stanie.
Nikt nie wie, że nie potrafię pogodzić się z tym, że moja córka sama sobie radzi w życiu i już mnie nie potrzebuje, że sypia z mężczyznami, że pije alkohol, że sama płaci za swoje rachunki, że ma prawo jazdy i jest dobrym kierowcą, że sama zapisuje się do dentysty.
Za każdym razem, gdy przyjeżdża i widzę jak się zmienia, poważnieje, pięknieje, jest coraz mądrzejsza, moje serce powoli umiera.
Nie radzę sobie z tym.
Każdej nocy płaczę i tęsknię za moją małą córeczką, która przybiegała do mnie, gdy upadła i rozbiła sobie kolano, zrywała dla mnie polne kwiaty i malowała laurki na dzień ojca.
Jednocześnie z całych sił wspieram ją w tym co robi, jestem z niej dumny i cieszę się, że spełnia swoje marzenia.
Wiem, że tak wygląda życie, nigdy nie próbowałem jej powstrzymać przed robieniem tego, czego pragnie, ale w głębi siebie nie umiem tego zaakceptować.
Moim największym sekretem jest to, że często mam myśli, że byłoby lepiej, gdyby Nela umarła jako dziecko. W ten sposób na zawsze zachowałaby swoją niewinność, a ja zapamiętałbym ją jaką małą dziewczynkę. Jej śmierć bolałaby mnie mniej, niż to uczucie, które mi towarzyszy - że straciłem dziecko, choć ono wciąż żyje.
Chyba czujesz się niepotrzebny już, bo ona nie jest już małą dziewczynką. Otóż dziecko zawsze potrzebuje rodzica. I może nie przybiegnie do ciebie jak uderzy się w kolano, ale zwróci się do ciebie jeśli będzie jej źle. Myślę, ze bardzo się kochacie.
Piękny komentarz! 😍
Syndrom pustego gniazda. Całe życie poświęca się dziecku, bo dzieci są absorbujące. Potem dziecko dorasta i odchodzi i zostaje po nim pustka. Trzeba nauczyć się żyć na nowo. Na nowo zająć się sobą i swoim wewnętrznym dzieckiem.
Bardzo niezdrowym jest opierać swoje życie na wspomnieniach bycia niezbędnym do przeżycia :(
Bo ciagle panuje przekonanie, ze rodzic, w momencie przyjscia na swiat dziecka, powinien zapomniec o sobie na najblizsze 18-20 lat. Nawet majac dziecko powinno sie myslec tez o sobie i swoich marzeniach.
Dlatego wychodzę z założenia, że dziecko nie może być dla rodzica całym światem. We własnym życiu trzeba być trochę egoistą. Człowiek skupia się przez 20 lat na drugiej osobie, a potem, kiedy ona wylatuje z gniazda, to jest zaskoczony i ma wrażenie, że życie się skończyło. Trzeba mieć jakieś zainteresowania, pasje, czas dla siebie.
Autorze, jesteś na co dzień po prostu samotny. Może przygarnij zwierzaka, żeby umilał Ci dni, kiedy córka jest daleko. To też istota, która będzie Cię potrzebować.
Ja bym szukał przyjaciółki z którą może dzielić pasję. Podróżować, malować, skakać na bangi czy uprawiać sex bez zabezpieczenia na polu cebuli. Potrzbuje bratniej duszy
Zawsze mnie zastanawia, czemu mężczyźni mają takiego jobla na punkcie seksu. Czemu tak bardzo przeżywają, że córka sypia z facetami. Jezu Chryste, to tak obrzydliwe, że aż boli. Jakoś kobiety nie przeżywają, że po synku skacze jakaś laska.
bo ludzcy mężczyźni instynktownie patrzą na kobiety jak na swoją własność i dążą do seksualnej wyłączności w swojej rodzinie. to jest instynkt, zwierzęca część naszej osobowości. kobiety mają bardziej liberalne podejście do kwestii seksu, bo nie mają zakodowanego "bronienia" (często w bardzo dosłownym, fizycznym sensie) swoich mężczyzn przed seksem z innymi kobietami.
Aha.. Czyli jeśli ja jestem poliamoryczny i razem z moją partnerką uprawiamy seks zarówno z kobietami, jak i mężczyznami (mimo tego, że jestem hetero), to.. Nie jestem facetem? Cholera.. Kutas i jaja jakby na miejscu..
Nikjaknik - nie każdy. Mi tam perspektywa tego, że moja córka będzie miała życie seksualne jakoś nie spędza snu z oczu. Co więcej, nawet jej tego życzę. Akceptacja własnego ciała i czerpanie z niego rozkoszy daje dużo szczęścia, poczucia bliskości, spełnienia. Wszystko to rzeczy, których mojemu dziecku życzę. Co więcej, nie jestem hipokrytą i pamiętam jeszcze co sam robiłem w wieku nastoletnim, więc nie zamierzam odwalać manian w postaci kontrolowania jej, gdyby chciała pojechać z chłopakiem/dziewczyną pod namioty itp. Jeżeli ktoś będzie kochał i szanował moje dziecko - będzie miał we mnie wsparcie i przyjaciela. Jeśli nie.. Cóż, mam nadzieję, że Młoda będzie na tyle ogarnięta, by sama go/ją kopnąć w dupę, a ja.. Chętnie pomogę.
Nikjaknik, też mnie to ciekawi. Nawet często porusza się taki motyw w filmach itp.
Umbriel. Bo na szczęście jesteś normalny. Ale motyw ze schizami no córka ma życie erotyczne jest bardzo częsty.
Normalny?... No tak, to mnie jeszcze nie nazywano...🤣
Umbriel - czyli jeśli ludzie zazwyczaj lubią piwo albo czekoladę, to jeśli nie lubię piwa i czekolady, to nie jestem człowiekiem? bo to ten sam level logiki. generalnie bardzo wku*wiająco zaprezentowałeś przykład użycia naraz generalizacji i argumentu anegdotycznego, zupełnie jak te wszystkie special snowflakes, które z tyłka wyskakują z tekstem: "czyli jak nie chcę mieć dzieci, to nie jestem prawdziwą kobietą?!?!??!", podczas gdy nigdy nikt tak nie twierdzil.
Cud, że to dziecko wyszło na ludzi. Ale w sumie na papierze wszystko jest możliwe.
To jest trochę chore, jakbyś zastępował sobie.żonę córką.
Ja niczego takiego nie odczułam w tym wyznaniu. Autorowi po porostu jest żal, ze jego mała córeczka której był potrzebny radzi sobie teraz sama a on czuje się już po prostu nikomu niepotrzebny. Jedynie nie podoba mi się ostatni akapit.
Jedno z dziwniejszych wyznań jakie czytałam.
Współczuję Autorze, myślę że ciężko jest się pogodzić nagle z poczuciem, że się jest mniej potrzebnym, nie niezbędnym do życia dla kogoś, dla kogo się tyle poświęciło. Właśnie dlatego warto mieć swoje życie i trochę rozbić takie emocje niż kumulować je na jednej osobie. Z samym uczuciem, że dziecko dorasta i już nie wróci to co było ciężko się pogodzić i przeżywa chyba każdy rodzic, albo przynajmniej większość. To może być kwestia tego, że wychowywałeś sam i oddawałeś całą troskę w jej stronę. Pocieszę Cię trochę Autorze, że Nela mimo że się zmieniła to dalej ta sama osoba i na pewno wiele w niej jest "z tamtej dziewczynki", a przynajmniej przyczyniło się to do tego jaką jest teraz. Może warto pomyśleć o zwierzaku? Myślę, że z moimi rodzicami byłoby podobnie gdyby nie mieli pieska, którym się mogli zająć gdy wyjechałam na studia :)
Po prostu czujesz, że przestałeś być jej potrzebny, bo sama sobie dobrze radzi.
Znajdź sobie jakieś hobby.
Niewinność? A teraz jest winna?
Myślę, że autorowi chodziło o taką bezradność, która uzależniała córkę od niego...
Poważnie, jest ktoś, kto nie wie, że niewinność w języku polskim ma więcej znaczeń niż jedno? W takim razie cieszę się, że mogę trochę wspomóc edukację. Proszę bardzo:
niewinność
1. «brak winy»
2. «nieświadomość zła; też: bycie niewinnym»
3. «błahość, nieszkodliwość»
4. «o kimś nieśmiałym, skromnym, naiwnym lub pozującym na takiego»
@Bezdomna
Dziękuję 😁😉