#0wei6

Panicznie boję się pluskiew. Pół roku temu złapałam dziwną wysypkę. Nie wiedziałam od czego mogła być. Wyglądała trochę jak wielokrotne ugryzienia komara. Zmagałam się z nią bardzo długi czas, aż w końcu postanowiłam udać się do lekarza.., Tam dowiedziałam się, że to ugryzienia, za które mogą być odpowiedzialne pluskwy!

Od razu po przyjeździe do domu zdjęłam materac od łóżka i mało nie zemdlałam.. Oszczędzę wam opisów, ale było tego PEŁNO!!! Nigdy wcześniej nie zrobiło mi się tak słabo, jak wtedy. Walczyłam z nimi miesiącami aż zdecydowałam się zmienić całe łóżko... Od tamtej pory panicznie boję się pluskiew. Zmieniam pościel co trzy dni, nie znoszę kurzu, brudu, niepoukładanych rzeczy. Mam wrażenie, że w zostawionej na widoku bluzie zalęgną się pluskwy... Szoruję się dokładnie codziennie po dwa razy, wytrzepuję pościel nawet wtedy, kiedy nie kładę się do łóżka. Mam paranoję. Doszło nawet do tego, że nie chcę spać w obecnym mieszkaniu, więc rozważam przeprowadzkę. Nawet podczas snu nie dają mi spokoju. Wiele razu śniło mi się, że obchodzą mnie pluskwy, a ja nie mogę nic zrobić. Wykańcza mnie to, ale nie mogę przestać..

#2jvQ0

Było to kilka lat temu. Chodziłam do gimnazjum w niewielkim miasteczku. Wszyscy wszystkich znali, wszystko o sobie wiedzieli. Byłam szczupła i wysoka, jednak miałam bardzo obfity biust. Jako uczennica klasy pierwszej gimnazjum nosiłam rozmiar C, co było przyczyną plotek. Dziewczyny z ostatniej klasy śmiały się, że wypycham sobie stanik skarpetkami. Dobijało mnie to. 

Pewnego dnia idąc korytarzem usłyszałam kolejne docinki i wyzwiska. Bardzo się zirytowałam. Nie myśląc podeszłam do nich i podnosząc bluzkę i stanik pokazałam im piersi. 

Nigdy nie zapomnę ich min, może i pół szkoły widziało mój biust, ale pozbyłam się wrednych lasek.

#qrReE

Zaczęło się od tego, że zjadłam sobie na kolację dżem. Taki co nie wiem kiedy otwarty, ale nie wygląda jakoś podejrzanie. Biednemu studentowi żal wyrzucać, co nie? Jestem z gatunku tych ludzi, którzy lubią sobie uciąć czasem wieczorną drzemkę, tak też było tym razem. Ze snu wybudził mnie ogromny ból brzucha. Na składzie w akademiku mamy taką niepisaną zasadę, że jak się świeci w kiblu to znaczy, że ktoś tam jest. No więc czekam, aż się zwolni i czekam. I nic. W pewnym momencie poczułam, że już dłużej nie wytrzymam i niewiele myśląc kucnęłam nad koszem.

Niby nic, ale później okazało się, że nikogo w tej łazience nie było...

PS: Tak, nie przyszło mi do głowy zapukać.

#Q59uc

Pogubiłam się w życiu i zupełnie straciłam poczucie tego kim jestem.

Od 5 lat leczę się psychiatrycznie, od 8 chodzę od psychologa do psychologa. Diagnozy zmieniały się często, od depresji przez ChAD, aż do ostatniej, jaką jest zespół zaburzeń z pogranicza. Dzięki ostatniej diagnozie powoli uczę się tego kim jestem, zaczynam rozumieć pewne zachowania, jednak wciąż nie potrafię pogodzić się ze swoją przeszłością. Wiem, że nie wszystko było zależne ode mnie, rodziny alkoholików się nie wybiera, a 5-letnie dziecko nie do końca rozumie, że dotyk może być krzywdzący. Potem jednak wszystko po prostu się działo. Zainteresowanie wśród rówieśników wzbudzało się poprzez swoje wczesne dorastanie, chłopcy chętnie się przyjaźnili, gdy tylko pozwalałam dotknąć im swoich piersi. Dorośli mężczyźni chętnie wysyłali 12-latce swoje nagie zdjęcia, pisali co by to z nią nie zrobili. Nawet moment, w którym dorosły mężczyzna odebrał mi dziewictwo, nie był niczym złym. W końcu tak było od zawsze, nikt nigdy nie powiedział mi, że to coś złego. Pół roku później kolejny, zaraz po nim następny. Zaczęły się przygody z alkoholem, kolejni mężczyźni i kobiety, więcej alkoholu, wiele kłamstw. Zupełne szaleństwo, dopóki byłam w centrum uwagi czułam się dobrze. Tylko kiedy zostawałam sama wszystko się zmieniało. Zaczęły się ataki paniki, po których nie pamiętałam tego co mówiłam czy robiłam. Jeszcze więcej kłamstw i manipulacji, żeby tylko nie być "tą złą". Udawanie ofiary. Groźby samobójstwem, kilka prób na pokaz. Jakby cała moja osoba krzyczała "spójrz na mnie!".

Na dzień dzisiejszy mam kilkanaście pozycji w CV, nigdzie dłużej niż trzy miesiące. Kilkadziesiąt miejsc zamieszkania, nie dłużej niż dwa miesiące w jednym miejscu. Około setki partnerów seksualnych. Szukając wrażeń popadłam w narkomanię. No i właśnie... ostatni pobyt w szpitalu psychiatrycznym był jak kubeł z zimną wodą. Kim jestem, co lubię, jaka jestem? Jestem niczym, robiłam w swoim życiu tak wiele rzeczy, że nie potrafię ani jednej w zadowalającym stopniu. Piętno mojego szalonego życia ciągnie się za mną, gdziekolwiek się pojawię. Mimo iż leki uspokoiły nieco huśtawki emocji i staram się pilnować, to nie pamiętam wielu rzeczy z dnia poprzedniego, zamazuje mi się chronologia. Wciąż działam impulsywnie, mam milion pomysłów w ciągu dnia. A jak emocje opadną, wciąż jestem wrakiem.

#RVSLd

Kilka lat temu poznałem fajną dziewczynę, umawialiśmy się jakiś czas, było fajnie, dziki seks, ale w pewnym momencie ona się odcięła.

Dwa lata temu miałem zjazd rodzinny (bardzo duża rodzina, wiele osób się nie zna) - wpadliśmy na siebie i okazało się, że to moja dalsza kuzynka :)

#0jwio

Cztery lata ma mój syn - od tego czasu moje pożycie z partnerką uległo diametralnie zmianie nawet wcześniej bo już w czasie ciąży. Myślałem ze po urodzeniu dziecka to się zmieni ale niestety to nie nastąpiło jest coraz gorzej - do zbliżeń i czułości dochodzi bardzo rzadko i czuje ze raczej jest to wymuszone.

Po prostu przelała swoją miłość na syna a ja już się nie liczę. Próbowałem rozmów, które nic na dłużej nie dały. Jestem w kropce zależy mi na rodzinie, ale potrzebuje bliskości czułości. Od dłuższego czasu rozładowuje napięcie masturbacja, ale to nie wystarcza - co byście zrobili na moim miejscu?

#xnRfl

Cierpię na zespół Tourette'a odkąd miałam 15 lat. Obecnie mam 23.

Jakiś miesiąc temu umówiłam się z chłopakiem, podchodziłam do tego sceptycznie, ale przyjaciółka powiedziała, że muszę się wreszcie z kimś umówić. Więc poszłam. Chłopak miał 25 lat i wydawał się być super. Miło nam się gadało, był jeden problem. Nie przyznałam się do choroby. Bałam się, że się przestraszy i nie będzie chciał już więcej się ze mną spotkać. Więc powstrzymywałam tiki cały wieczór na każdej randce. To było naprawdę trudne, więc co jakiś czas wychodziłam do toalety by tam się "wytikać". Spotkaliśmy się, raz, drugi, trzeci. Na prawdę go polubiłam.

Na którejś z kolei randce (wczoraj)... chciał mnie pocałować. Oczywiście się zestresowałam, bardzo go lubiłam, chciałam żeby wszystko było idealnie. A jak to bywa gdy się zestresuję mam gorsze tiki, dużo gorsze. No więc już prawie mnie pocałował, a ja mu prosto w twarz tiknęłam. Nigdy nie było mi tak głupio. Zaczęłam się więc tłumaczyć, gdy w pewnej chwili mi przerwał i powiedział, że podejrzewał, że mam zespół Tourette'a. Czasami widział, że często mrugałam, zdarzało się, że chrząknęłam, potrząsnęłam głową, zrobiłam jakiś grymas. Nie zdawałam sobie sprawy, że to robię, wydawało mi się, że udawało mi się powstrzymać tiki. Wtedy dodał jeszcze, że moje tiki mu nie przeszkadzają.
Jednak on widział tylko część. Normalnie mam dużo gorsze tiki ale ja wciąż zastanawiam się czy przestać powstrzymywać tiki? Wiem, wiem, ma mnie kochać za to jaka jestem bla, bla, bla. Ale ja wiem, że moje tiki mogą być i są uciążliwe, i denerwujące. Ciężko wytrzymać w towarzystwie kogoś kto co chwila się porusza albo wydaje z siebie dźwięki. Jestem z nim umówiona na czwartek i kompletnie nie wiem co robić...

#cR8WU

Stwierdziłam, że nie chcę faceta w swoim życiu. Idę przez ten piedestał życia i tak sama, faceci pojawiają się tylko wtedy gdy korzyść widzą dla siebie. Dodałam tutaj kilka wyznań, wszystkie opierały się o tok myślenia dziecka, dzięki czemu stanowiły źródło licznych komentarzy. Dzięki temu sama siebie upewniłam w przekonaniu, że nie chcę związku. Znacznie bardziej wolę być sama, co w rzeczywistości przełożyło się na decyzję o zakupie mieszkania. Po co kobiecie kredyt na głowie i trzy pokoje, kiedy nie chce faceta w swoim życiu.

Zdecydowałam, że zamiast zostać w przyszłości sama z brzuchem, bo w mojej historii facet ucieknie i nie mieć możliwości zarobienia na kromkę chleba, zdecydowanie bardziej wolę kupić najmniejsze możliwe mieszkanie, przez kolejne lata zająć się urządzaniem własnych kątów i przejść przez życie sama. Może z czasem zmieni się moje podejście, w co wątpię, przynajmniej na dzień dzisiejszy nie poznałam wartości w związku, a może nawet nie chcę.
Nie zamierzam jednak ani sprzedawać swoich kątów, ani zamieniać, ani dzielić ich na papierze. Nie zamierzam również mieć dzieci, chociaż wiem, że są prawdziwym szczęściem, więc musiałabym być bardzo stara i ślepa, żeby podjąć decyzję o wspólnym mieszkaniu. 

I nie... nie mam depresji... Jestem szczęśliwa, myślę logicznie, a przede wszystkim znam swoją wartość. To wszystko zebrane do kupy nie pozwala mi na kolejny związek, mimo że mówi się do trzech razy sztuka.

#2AdaS

Od 17 roku życia tkwię w relacjach BDSM.

W wielkim skrócie: zaczęło się od relacji opartych na fizyczności. To były raczej przelotne romanse z dominacją w roli głównej. Z początku byłam „switch”, czyli mogłam być stroną uległą lub dominującą (w zależności od woli). Z czasem zrozumiałam, że lepiej odnajduję się w roli dominy. Od tej pory mam kontakt jedynie z osobami o naturze uległej. Kiedy znalazłam chłopaka, byłam pewna, że będę zmuszona zrezygnować z dotychczasowego stylu życia. Już na 2 albo 3 spotkaniu powiedziałam mu o moich preferencjach i w pełni je zaakceptował. Nasza znajomość kwitła, a ja niejednokrotnie mogłam wykazać się w roli dominy. Opiszę wam, na czym mniej więcej polega nasza relacja.

1. Mam pełną dominację i kontrolę nad partnerem. Zmuszam go do pewnych czynności, zadaję mu ból, kompromituję go, a on czuje podniecenie.
2. W trakcie aktu mam dodatkowe przywileje, których partner nie ma.
3. Używam igieł, pejczy i innych narzędzi do fizycznego zadawania bólu.

4. Za przejawy nieposłuszeństwa partner musi odbywać kary. Jedną z nich jest na przykład zakaz dotykania mnie przy rozbudzaniu jego potrzeb, zamykanie w klatce, krępowanie, podduszanie, wbijanie igieł.

Mój partner jest w pełni uległy. Żyjemy tak nie tylko seksualnie, ale i na co dzień. Odpowiada to mi i jemu, wyprzedzając komentarze - on również chce takiej relacji. Mamy oczywiście słowo bezpieczeństwa oraz umowę, że jeśli ktoś będzie chciał przerwać ten typ relacji to druga strona musi się dostosować.

Mój partner jakiś czas temu powiedział mi o pewnym pomyśle. Wcześniej mieliśmy dość duże doświadczenie z trójkątami w klimacie BDSM, ale zdziwił mnie. Uznał, że chce spróbować trendu „cuckold”, który polega na kontrolowanej zdradzie, czyli na tym, że uprawiam seks z wcześniej wybranym mężczyzną, a mój partner na to patrzy. Praktykujemy to bardzo często, a partnerowi to bardzo się podoba. Nie ukrywam, że mi również. Od pewnego czasu partnera bardzo zadowala, jak robię pokaz na kamerce, a on przygląda się temu z boku.

Oprócz tego w naszym mieszkaniu posiadamy mały pokój zaaranżowany do zabaw BDSM.

Co jest anonimowe? Na co dzień jestem bardzo spokojną osobą. Studiuję filologię, nie wyróżniam się. Mało kto wie o moim trybie życia. Moi rodzice i rodzeństwo nie mają o tym pojęcia, a kiedy mnie odwiedzają, pilnuję i strzegę „małego pokoju”, żeby do niego nie weszli. Moje koleżanki nie wiedzą o prowadzonej przeze mnie relacji. Uważają mojego partnera za przebojowego, „dominującego” chłopaka. To nasz sekret, a my gramy pod publikę.

#U0INo

Mój mąż stwierdził, że schudnie. Teraz ma tylko 15 kg nadwagi, ale kiedyś był niebagatelnym grubasem, co za tym idzie ma przeogromne kompleksy. Oczywiście nie chcę, żeby był gruby i wspieram, nie kupuję słodkości, staram się gotować zdrowo. Razem uprawiamy sport. Problem w tym, że ja jestem chudziną, która potrzebuje dużo zjeść, bo inaczej mój organizm nie ma z czego czerpać, robię się drażliwa i jest mi słabo. Jak ja jem, on zawsze coś skubnie, więc potem nie chudnie. Potem się głodzi pół dnia, bo nie ma efektów, a wieczorem objada lodówkę. Rosną mu mięśnie, które ważą, katuje się, że przytył. Towarzyszą temu często wielkie fochy, bo zważył się po obiedzie i zobaczył pół kg więcej. Mam dość jego dram o tym jaki jest gruby i słaby, bo nie jest. Romantyczny wieczór po jego zważeniu mogę sobie wybić z głowy. Ma choroby współistniejące, leczy się, ale mam wrażenie, że to daje odwrotny efekt jeśli chodzi o wagę, choć wyniki się poprawiają.

Chciałabym, żeby kochał mnie z taką samą pasją, z jaką nienawidzi swoich boczków.
Dodaj anonimowe wyznanie