Miałam 8 lat i byłam sama w domu. Nagle dzwoni dzwonek do drzwi, oczywiście miałam zabronione otwieranie komukolwiek. Ale przez wizjer widzę, że to policjant, więc lekko przestraszona, ale ostrożnie otwieram. Policjant chciał sprawdzić, czy przez nasze okno nie ma dobrego widoku na sąsiedni blok, ponieważ podobno ktoś tam systematycznie kradnie. Po chwili zastanowienia powiedziałam, że wpuszczę go, jeśli pokaże mi swoją odznakę, odparł, że nie ma takiego obowiązku. To mnie trochę zdziwiło, więc poprosiłam, by chociaż powiedział, jak się nazywa, policjant zirytowany zagroził, że odpowiem za utrudnienie śledztwa i poszedł.
Udał się prosto do mojej sąsiadki, którą okradł. Okazało się, że był to złodziej przebrany za policjanta.
Mam dwie młodsze siostry, które czasem bardzo mnie denerwowały i którym za młodu wmawiałam różne historie. Oto jedna z nich.
Gdy miałam 14 lat, a najmłodsza siostra miała 5, wmówiłam jej, że mama zamiast rosołu, jej ulubionej zupki, gotuje zupę ze szczurów, w dodatku śpiewałam piosenkę: "dwa szczury w rosole sobie posolę i sobie zjem". Na potwierdzenie wyjęłam z garnka dwa korzenie pietruszki, wmawiając jej, że ze szczurów zostały tylko ogony. Tę straszną historię potwierdziła moja druga siostra.
Przy niedzielnych obiadach mama wpychała najmłodszej siłą ten rosół, ona płakała, a my śmiałyśmy się wniebogłosy.
Trauma rosołu minęła jej po 3 latach.
Informacja przydatna dla kobiet w ciąży i ich partnerów/partnerek lub kobiet singielek w ciąży.
Z praktycznie każdego punktu w Polsce, zakładając budżet 500 zł, możecie dostać się do państwa, w którym legalnie możecie przerwać ciążę, która zagraża wam, jest wynikiem gwałtu, płód jest nieodwracalnie uszkodzony lub po prostu nie możecie w danej sytuacji pozwolić sobie na dziecko.
Dolna część kraju - kierunek Czechy.
Górna część kraju - Szwecja, UK i inne.
Lewa strona - Niemcy.
Prawa strona - tu warto skorzystać z lotniska WAW, więc praktycznie każdy kierunek.
Co do tego jak to zorganizować, to mnóstwo poradników jest w sieci, zależnie od kraju, do którego chcecie się udać, nie jest to skomplikowany proces ani drogi. Na pewno tańszy niż lata spędzone przy umierającym dziecku i kolejne spędzone u psychologa i pieniądze wydane w aptece na leki psychotropowe.
Polska przypomina ciemnogród.
Błagam... Idź na wybory następnym razem. Polska nie przetrwa kolejnych lat absurdu. Znajdą się kraje, które sięgną po nasze ziemie i dobra, widząc, że rządzący to owce podążające za baranem z kotem.
Wydaje Ci się, że to niemożliwe? Ukraińcy też tak myśleli, a Rosja otwarcie im zabiera ziemię, śmiejąc się w twarz całemu światu.
Rozejrzyj się.
Jako mała dziewczynka byłam oczkiem w głowie tatusia. Codziennie po pracy bawił się ze mną, nawet gdy był bardzo zmęczony. Jednak tego dnia było inaczej. Z podekscytowaniem w towarzystwie lalek, miśków i innych skarbów czekałam na tatę. W tym czasie rodzicielka robiła obiad, a dokładniej ubijała kotlety.
Ukochany tatuś wrócił z dużym spóźnieniem, z czego nie byłam zadowolona, bo w końcu pobawić się trzeba, a za chwilę wieczorynka. Wbrew moim oczekiwaniom, zamiast bawić się poszedł spać. Byłam bardzo rozżalona tym faktem. Z wielkim grymasem powędrowałam do kuchni. Tam moim oczom ukazał się piękny, błyszczący tłuczek do mięsa. Stwierdziłam, że będzie idealny do obudzenia taty.
Chwyciłam narzędzie zbrodni, z wielką radością pohasałam do pokoju, w którym spała moja ofiara. Nie myśląc wiele zadałam cios tłuczkiem prosto w wielkie czoło taty. W wielkim szoku zerwał się na równe nogi. Nie był w stanie zrozumieć tego co się właśnie stało. Mama słysząc niepokojące odgłosy, przyszła sprawdzić co się dzieje. Widząc tatę z okrągłym śladem w kratkę na czole nie mogła powstrzymać się od śmiechu.
Od tamtego czasu wszystkie niebezpieczne przedmioty były trzymane z dala ode mnie.
To było kilka lat temu. Następnego dnia po nocnym koncercie szłam do szkoły i delikatnie mówiąc, nie ogarniałam. Mieszkałam w Warszawie i moja szkoła była dosyć oddalona od domu. Żeby do niej dotrzeć, musiałam jechać busem i potem przesiąść się do metra.
Tak więc przystanek Metro Pole Mokotowskie, ja na luzie wysiadam sobie z busa i kieruję się w stronę metra. Jako że niedawno skręciłam sobie kostkę, a schody były zwykle dosyć oblodzone i śliskie - chciałam więc tym razem pojechać windą. Widzę - jakaś kobieta wchodzi do windy, no to biegnę i krzyczę: "Zatrzymać drzwi, zatrzymać drzwi!'. Laska na mnie spojrzała jak na chorą psychicznie, ale przytrzymała drzwi.
Weszłam. Stoimy. Myślę "Czemu winda nie jedzie?". Rozglądam się, a tam jakiś automat do wrzucania monet. Pytam się kobiety: "Odkąd windy tu są płatne?". Ona na to - "Nie wiem odkąd windy są płatne, ale to jest budka telefoniczna...".
Wysłałam wczoraj mojego chłopaka na większe zakupy. Zazwyczaj w takich sytuacjach marudzi, a że do tego jest trochę skąpy, to zawsze narzeka na to, że dużo kupujemy. Ja się tym nie przejmuję, kupujemy tyle, ile nam potrzeba, nie wywalamy żywności, a że mieszkamy kawałek od miasta, to zakupy robi się raz na jakiś czas, za to duże.
Warto wspomnieć, że po pracy, a przed zakupami chłopak wstąpił do jakiegoś baru, żeby coś szybko przekąsić.
Wracał już ze sklepu na naszą wioskę, gdy nagle zbladł i oblał się potem. Zakręciło mu się w brzuchu i wiedział, że już teraz natychmiast musi się zatrzymać, bo inaczej narobi w gacie. Postanowił załatwić swoje potrzeby szybko w pobliskim polu. Zjechał z drogi, wyskoczył z auta i pojawił się pewien problem - ani chusteczek, ani ręcznika papierowego, żadnej gazety, dosłownie nic do podtarcia. Nie mając żadnego innego wyjścia, podtarł się paragonem.
Po powrocie do domu pierwszy raz się cieszył, że tyle rzeczy kupujemy, bo dzięki temu mu paragonu starczyło :D
Przychodzi w życiu dziewczyny taka romantyczna chwila, kiedy mówi ona "tak" przed tym jedynym, a on na pamiątkę tego dnia zakłada na jej palec pierścionek. W końcu oficjalne zaręczyny. Oglądam na palcu moje cudo, podziwiam, bo pierścionek taki idealny.
Po chwili zadaję kluczowe pytanie "A czemu akurat ten? Co cię w nim urzekło?". Odpowiedź była jak najbardziej w stylu mego mężczyzny "Bo kojarzył mi się z tobą... Najpierw jak go zobaczyłem, to pomyślałem "matko, jakie to brzydkie", ale im bardziej się przyglądałem, to tym bardziej mi się podobał".
Uwielbiam nasz związek i poczucie humoru w nim panujące :)
Za nastolatka zawsze się śmiałem się z wariatów. Ale chyba w końcu karma wróciła, bo sam zaczynam wariować. Zaczęło się dość niewinnie, ale w końcu skończyło na tzw. "Słyszenia głosów". Kiedyś wydawało mi się to niemożliwe ale odczułem na własnym umyśle, że prawda może być bardziej okrutna. Ale od początku.
Zaczynało się niewinnie, pracowałem dużo poza domem, dużo hoteli, wyjazdów zagranicznych itd. W końcu zacząłem słyszeć nieprzychylne informacje na mój temat od osób, z którymi mieszkałem lub pracowałem. No cóż trudno, przykro na duchu, ale przecież nie będę toczył kłótni o coś co de facto nie było skierowane do mnie tylko w tajemnicy o mnie. Tyle, że nie było żadnej tajemnicy. Coś zaczęło mi nie pasować dopiero gdy "osoby" zaczynały mówić o rzeczach, o których nie mogły wiedzieć, czyli sprawy z dzieciństwa albo bardzo odległe dla nich, o których nie mogły mieć pojęcia.
Przeraziłem się gdy zacząłem słyszeć głosy osób, na które bylem pewien na 1000%, że są kilkaset albo kilka tysięcy km ode mnie, a mimo to słyszałem ich głosy gdzieś za rogiem czy 2 pokoju. Mieszkanie oczywiście sprawdzone po kilkakroć. Najgorsze, że jestem pewien, że tych rozmów nie ma jakaś część mojego umysłu, jest przekona, że je słyszy i to dosłownie czuję w fizyczny sposób, ciężko jest spać gdy np. słyszysz jak Twój brat czy kolega mówi o Tobie same podłości, a Ty nie możesz usnąć. A tyle, że ich wcale nie ma w tym samym mieszkaniu.
Opowiem Wam historię o pięknej damie, jadowitym gadzie, weselu i siarce.
Stosunkowo dawno temu pracowałem na pewnej uczelni. Której to, przemilczę. W naszej katedrze dwóch było doktorów: ja i, nazwijmy go, dr Cham Nobilitowany, w skrócie Ch.N.
Na jeden z jego wykładów zaczął uczęszczać kolejny już rocznik, a wraz z nim pewna, dajmy na to, Ania. Dziewczyna uprzejma, ale z ciętą ripostą w zanadrzu, piękna, ale nie sztampowa ze swą urodą, oryginalna, ale nie prowokacyjna, niesamowicie inteligentna, do tego w wyjątkowo szczęśliwym związku. Nie lubiła bujnego życia towarzyskiego i ceniła sobie prywatność, ale nie introwertyczka - więc informacja, kiedy bierze ślub nie była czymś dziwnym. Miało to być po sesji letniej, więc tym bardziej jej zależało, aby zdać wszystko od razu.
Nie wiem, co w niej tak rozdrażniło Ch.N, ale stał się jeszcze bardziej skończonym dupkiem. Wyraźnie było widać, że to Ania go drażni. Nikt nie powiedziałby o niej złego słowa, nikt też poza mną nie zdawał sobie sprawy z przyczyny, dla której w dziwnym milczeniu z Ch.N kipiała żółć, a jad ciekł mu z pyska. Z tego co wiem, nie miał problemów typu rozwód/nieszczęśliwe małżeństwo, nie narzekał też na stan kawalerski. Według mnie, to było po prostu wrodzone ladacznicosyństwo.
Ania oczywiście jako jedyna egzaminu nie zdała. Ch.N dobrotliwie oznajmił, że w ramach poprawki zapyta ją w sobotę za tydzień. Nie słyszałem dokładnie tej rozmowy, ale nie miała wyboru i albo przyjdzie, albo 5 lat studiów idzie na marne (Ch.N. był niesamowicie kryty przez władze uczelni za sprawą rektora, taki typ co mu wszystko wolno i nikt mu nie podskoczy). Wyznaczył przymusową poprawkę na dokładną datę i godzinę (dowiedział się) jej ślubu. Dziewczyna wyszła z podniesioną głową, ale łzami w oczach. Zapytałem ją potem czy nie dałoby się zmienić godziny ślubu, ale nie, nie dało się.
W poniedziałek znów siedzieliśmy w katedrze i buc oznajmił mi wielce z siebie dumny, że taki ch..., jego wtedy nie będzie, bo sam jest zaproszony na wesele, a ja mam tylko wziąć jej podpis na notatce, którą mi tego dnia zostawi i indeks, by był dowód że przyszła - umowa była taka, że dwóję jeszcze poprawi, a za niestawiennictwo (sprawa nieformalna, zwolnienie nie wchodziło w grę) wylatuje. On trząsł się ze śmiechu, a ja z wściekłości.
Niedługo później przyszedł rektor, czerwony na twarzy. Stanął przed Ch.N.
- Żadnego ślubu ani wesela, kurna, nie będzie Ch.N.
Ch.N. aż zdjął nogi z biurka.
- Jak to nie? - Miauknął zawiedziony.
Rektor skrzywił się jak wcielenie szatana. Poczułem wtedy swąd siarki.
- Bo jakiś ch...j wyznaczył mojej przyszłej synowej egzamin na sobotę.
Świetnie bawiłem się na weselu Ani i rektorowego dziedzica, a po cichutku świętowałem też wyniesienie mnie na kierownika katedry...
Trochę obrzydliwe i nie jest to historia, którą opowiedziałbym komukolwiek.
Za dzieciaka, lata temu, wracaliśmy z kuzynem ze sklepu. Idziemy sobie i nagle mój kuzyn się zatrzymał. Podniósł coś z ziemi. Okazało się, że był to zużyty kondom związany w supeł... Wymyśliliśmy genialny plan, mianowicie, że rozwiążemy go, umyjemy i damy go mojej nieogarniętej siostrze, którą uważaliśmy za głupią i z którą ciągle się kłóciliśmy. Mieliśmy jej zamiar powiedzieć, że to balon o takim nietypowym kształcie, i myśleliśmy, że go nadmucha, a my będziemy mieli z niej ubaw. Kuzyn schował gumkę do kieszeni i poszliśmy dalej. Po drodze kłóciliśmy się kto go rozwiąże, a kto go umyje, padło na mnie... Plan wydawał nam się genialny, a wizja mojej poniżonej siostry utrudniła nam racjonalne myślenie.
Minęło ponad 15 lat, a siora do dzisiaj ma ubaw i płacze ze śmiechu na wspomnienie mnie stojącego przy zlewie i usiłującego zębami rozsupłać zużytą gumkę. Ja wspominając to myślę tylko jedno - fuj!
Dodaj anonimowe wyznanie