#xVPK2

Zacznę od tego, że w tym roku zaczęłam studia, więc musiałam wybrać sobie jakiś wf. Moja babcia zawsze pyta o wszystkie nowe rzeczy, więc i tym razem powiedziałam jej, co wybrałam. Sęk w tym, że babcia, jako że ma już swoje lata, bardzo często myli lub przekręca jakieś słowa.

Dzisiaj rano słyszę jak babcia rozmawia przez telefon ze swoją koleżanką. Opowiada jej właśnie o moich studiach i nie zwróciłabym na to specjalnej uwagi, gdyby nie ostatnie zdanie: "No i jakoś dziwnie ma ten plan ułożony, dzisiaj tylko ma ten wf, to jest jakiś... striptiz".

Fitness. Zapisałam się na fitness.

#8EzIk

Z każdym dniem, jak widzę co się dzieję w tym kraju, dochodzę do wniosku, że zamiast chodzić na studia i się uczyć tych nikomu nie potrzebnych informacji, by potem jak niewolnik pracować w 10 osób w pokoiku 3x4 m, lepiej by było zorganizować sobie 4 hektary ziemi gdzieś w dziczy z dala od miast i cywilizacji (nie w Polsce) i żyć w spokoju, polując na jelenie i hodując warzywa. Zdaję sobie sprawę, że całkiem odciąć się nie da, ale minimum kontaktu, np. by sprzedać skórę, kupić ubrania czy narzędzia jestem w stanie znieść.
Bycie takim "pustelnikiem" bez kibla, ogrzewania, spożywczaka na rogu i bieżącej wody nadal byłoby dla mnie szczęśliwsze od tego wyścigu szczurów i fałszywych ludzi.

Co w tym anonimowego? Wszystko. Spróbuj komuś to powiedzieć, a cię wyśmieją i spróbują nawrócić. Zaczęłam kilka kursów, typu stolarka, krawiectwo, łowiectwo itp. żebym w przyszłości jak spłacę wszystkie długi, które na mnie pozaciągali rodzice, mogła w końcu kupić własny kawałek ziemi i uciec z tego wariatkowa i w końcu być szczęśliwa. Gdyby nie moje zerowe umiejętności w każdej dziedzinie manualnej, bo "po co ci to? ucz się, będzie ci łatwiej" uciekłabym już teraz.

#mDd0D

Poznań. Wracałam z uczelni. Na dobre rozpoczęła się jesień, zatem na dworze jest już wietrznie i zimno. Czekałam na przystanku na tramwaj, zmarznięta, głodna i zmęczona. Wsiadłam do pojazdu, który gwałtownie ruszył, szarpnęło mną ostro do tyłu i ledwo zdążyłam chwycić się barierki. Tuż obok, gdzie stałam, siedział starszy pan. Staruszek. Uśmiechnął się dobrotliwie, widząc mnie w tej sytuacji i chyba ogólnie w takim nastroju. Nie zwróciłam na to zbytnio uwagi, jednak gdy znowu podniosłam wzrok, ten pan nadal się do mnie uśmiechał - zrobiło mi się bardzo miło i postanowiłam odwdzięczyć się uśmiechem. Rzadko uśmiechamy się do siebie bez powodu, ot tak, jesteśmy zbyt zabiegani, aby uchwycić w pędzie czyjeś spojrzenie i po prostu się uśmiechnąć.

Ale to nie koniec historii. Tramwaj zatrzymał się na pewnym przystanku, a starszy pan wstał i... chwycił mnie za tyłek, po czym pośpiesznie wysiadł. Byłam tak oszołomiona, że nie zdążyłam zareagować i aż do swojego przystanku zbierałam szczenę z podłogi.

#RxvB0

Czas szkoły średniej, pierwszych sympatii.. Tego dnia szłam odwiedzić moją najlepszą koleżankę. Akurat razem ze swoim chłopakiem wycinali wkładki do butów. Pół żartem, pół serio na odchodnym poprosiłam Kubę o wkładki rozmiaru 38.

Jestem w domu, za chwilę dzwonek do drzwi, a tam uśmiechnięty Kuba z wkładkami. Może to głupie, ale nikt mnie nigdy nie zaskoczył takim drobiazgiem. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że widzę go ostatni raz.

Dzień po tym dowiedziałam się, że Kuba się powiesił po rozstaniu z moją najlepszą koleżanką.
Takie oto wspomnienie, kiedy widzę wkładki do butów...

#7GUDA

Zapewne każdy pamięta niedawno tu wstawioną historię kobiety, która jadąc pociągiem spotkała przystojnego chłopaka, który napisał jej swój numer na książce "Mały Książę" (http://anonimowe.pl/WtWO8). Czytając tę historię tak się wkręciłam, że mówię sobie: "Skoro takie cuda się zdarzają... Czemu miałabym nie zaryzykować?".

Wzięłam więc ze sobą książkę "Niezgodna" i wyruszyłam w podróż pociągiem. Nie wiem jakim cudem, ale ja również spotkałam mój ideał chłopaka. Wysoki, umięśniony z powalającym uśmiechem. Pogadaliśmy chwilkę, ja udawałam, że czytam od czasu do czasu książkę przez moją 8-godzinną podróż, aż w końcu zostawiłam książkę z zakładką i poszłam do toalety - zgodnie z planem miał mi napisać swój numer.

Koniec końców jak wróciłam, już go nie było. Szkoda tylko, że wraz z jego zniknięciem zniknął mój portfel i telefon, których ze sobą nie zabrałam... A numeru brak...
Żyć nie umierać.

#GmMO5

Pewnego dnia wróciłam później do domu. Wiedziałam, że się spóźnię, więc wcześniej zadzwoniłam do mojego chłopaka, żeby zrobił coś szybkiego na obiad. Zaproponował spaghetti, zgodziłam się.

Kiedy przyszłam do domu, powiedział, że za chwilę będzie gotowe, ale próbował, dodał kilka przypraw i nadal mu czegoś brakowało. Usiadłam przy stole, podał mi talerz:
- Spróbuj czego tu brakuje.
Patrzę na talerz, potem na chłopaka.
- A makaron?
- K**wa, wiedziałem, że o czymś zapomniałem.

#cpT1a

Moi rodzice mają nad morzem lodziarnię. Jako że nie jestem już mała postanowili, że muszę zacząć pracować. Więc kiedy powiedziałam im, że potrzebuję nowych jeansów odparli, że dostanę, ale muszę zastąpić na cały dzień ich pracownika, który akurat zachorował. Zgodziłam się i tu przechodzimy do sedna.

Już w roku szkolnym siedząc na przerwie w sklepiku w swoich nowych jeansach, idealnie podkreślających moje tylne zderzaki, usłyszałam dzwonek, więc zebrałam się, żeby wrócić do klasy. W tym samym czasie kolega wychodząc przez te same drzwi, wpadł na mnie, rozlewając swoją świeżo zakupioną kawę na.... moje ukochane nowe jeansy. Wściekła wydarłam się na niego: "Oszalałeś?! Na te spodnie musiałam zrobić ze 50 lodów!".

Cały sklepik zamarł i poczułam na sobie zdegustowane spojrzenia dziewczyn i nauczycieli oraz rozpalone spojrzenia napalonych chłopców. To był najgorszy początek nowego roku szkolnego. Załamana wybiegłam ze szkoły i poszłam do lodziarni rodziców... Zrobić sobie loda na pocieszenie.

#Dtmei

Jestem kobietą, osobą wierzącą, dotąd niemściwą. Zawsze szanowałam inne religie, kulturę lub orientacje. Każdy człowiek ma prawo mieć swoje zdanie i żyć po swojemu, o ile nie narzuca innemu jak ma żyć. Gdy kilka lat temu zaszłam w ciążę, bardzo modliłam się o zdrowe dziecko. Nie szłam na dodatkowe badania diagnozujące choroby dziecka, żeby nie musieć podejmować decyzji o usunięciu ciąży w przypadku ciężkiej wady. Zaufałam Bogu i miałam to szczęście, że urodziłam zdrowego synka. Ale ja to ja, a przy drugiej ciąży już bym tak nie zrobiła.

Tyle jest tu wyznań o pokrzywdzonym rodzeństwie, czy kobietach pozostających bez pomocy. I nic mną tak nie wstrząsnęło, jak obecna ustawa zakazująca aborcji w przypadku ciężkiej wady. Jeśli nie można przerywać ciąży, aby uniknąć cierpienia, bo tylko Bóg daje i zabiera życie, to zawód lekarza też powinien być zakazany. Dlaczego lekarze ratują ludzkie życie wbrew Bogu, który zsyła na człowieka śmiertelną chorobę? Myślę, że Bóg jest miłosierny dla osób, które z miłości do chorego dziecka nie chcą sprowadzać go na świat, aby w tak okrutny sposób cierpiało.

Przechodząc do sedna sprawy - wczoraj byłam u mojej fryzjerki. Tak sobie gadamy i temat zszedł właśnie na tę ustawę. Ręce mi dosłownie opadły po tym, co od niej usłyszałam:

1) bardzo dobrze, że zakazują aborcji, bo dziecko zabijane w brzuchu czuje ból - a urodzone dziecko ciężko chore nie czuje bólu, i to o wiele dłużej?
2) kobiety nie powinny tak się nad sobą użalać, tylko normalnie urodzić i pochować - w dupie mając te kobiety, które nie mają tak silnej psychiki, żeby przez 9 miesięcy chodzić ze świadomością, że noszą pod sercem często zdeformowane dziecko, a później jeszcze je przez kilka godzin rodzić i zajmować się pogrzebem. A co w przypadku jeśli takie cierpiące dziecko będzie żyło kilka lat?
3) ludzie teraz powinni zająć się poważniejszymi sprawami, np. padaniem firm przez pandemię, a nie znajdować sobie temat zastępczy - dziewczyna ma strach u dupy, że wkrótce nie będzie mogła wykonywać pracy przez koronę.

Powiedziałam, że większość ludzi ma inne zdanie i na pewno wyjdą protestować na ulice, to stwierdziła, że pokrzyczą, pokrzyczą i przestaną.

I w tym momencie ta suka obudziła we mnie demona. Mam zamiar podkablować ją gdzie tylko się da, żeby jej „dziecko” jakim jest jej firma ucierpiało, a wraz z nią i ona, a mam na nią kilka haków. Niech poczuje co to strach i strata. Nie daruję jej, że w tak bezduszny sposób wypowiada się o kobietach. Skoro ona może być suką dla innych kobiet, to ja mogę być suką dla niej.

PS Mam drugą koleżankę, również popierająca tę ustawę, bardzo wierzącą, ale mówi o tym w bardzo delikatny sposób, z szacunkiem i współczuciem dla kobiet. Porozmawiałyśmy, powymieniałyśmy się argumentami i tyle, ale tej francy nie daruję.

#G7lrx

Było to kilka lat temu. Wracaliśmy z Niemiec. Ciągnęliśmy ze sobą ładny, duży kemping. Pomimo że podczas jazdy przebywanie w środku jest zabronione, to znajomemu chciało się spać i poszedł do środka. Rozebrał się i w majtkach spał sobie smacznie, kiedy my jechaliśmy dalej. 

Po dłuższym czasie stanęliśmy na stacji po kawę. Znajomy się w tym momencie przebudził, niepostrzeżenie wyszedł za kemping i oddawał w najlepsze sobie mocz, gdy my odjechaliśmy bez niego. Tak więc został przy granicy po polskiej stronie, w samych majtkach, bez telefonu. 

Szybko zjawiła się policja, wytłumaczył, że pomimo zakazu spał w kempingu podczas jazdy, a my lecimy właśnie A4 w kierunku Katowic. Policja na kogutach zaczęła nas gonić. Gdy nas złapali, zapytali kogo mamy w kempingu. Jak kogo? Przecież się nie przyznamy, bo jest za to mandat. Mówimy, że nikogo nie ma. Pytanie się powtórzyło kilka razy, aż wkurzony kumpel krzyczy z radiowozu "Kur.. zostawiliście mnie na stacji, wszystko powiedziałem". Dostaliśmy mandat, ale do dziś się śmiejemy ze spania w kempingu podczas jazdy.
Dodaj anonimowe wyznanie