#yrRGJ

Działo się to kilkanaście lat temu w Święta Wielkiej Nocy. Miałam wtedy mniej więcej 8 lat. Wielkanoc, to i wiadomo, koszyczek, jajka, święconka i inne pierdolety, marsz do kościoła wszystko poświęcić. Właśnie o to poświęcenie poszło. Jako dziecko naszło mnie rozkmina, skąd właściwie bierze się ta woda święcona? Jak księża ją zdobywają?
A że nie byłam dzieckiem zbyt cierpliwym, to zaraz po wyjściu z kościoła dorwałam mojego starszego prawie o dekadę brata, coby rozwiał moje wątpliwości. On natomiast z całą powagą odpowiedział mi, że wodę święconą wyciska się z aniołów, które spadły na ziemię i że czasem księża przed świętami wyruszają na specjalne polowania na nie.

Oczywiście nie uwzględniłam faktu, że brat może robić sobie jaja z młodszej siostry i we wszystko uwierzyłam. Za każdym razem zastanawiałam się jakiego biednego anioła tym razem zmasakrowano, żeby móc skropić ludzi w kościele oraz że to musiało być dla nich niesłychanie przykre spaść z nieba i skończyć na końcu kropidła.

Potem się ksiądz na religii zdziwił, jak go zapytałam, ile aniołów w swoim życiu zdążył wycisnąć.
Dodaj anonimowe wyznanie