#5wfUZ
W moim przypadku było nieco podobnie. Na uczelni, gdzie studiowałam, był pewien wykładowca. Lekarz, prowadzący niektóre zajęcia dla studentów medycznych kierunków. Nowy, względnie młody, z osiągnięciami w swojej dziedzinie, pasją do zawodu i usposobieniem tak pogodnym, że szybko stał się, z tego co słyszałam, ulubionym prowadzącym swoich studentów.
Zaciekawił mnie. Na koło naukowe, któremu patronował, zapisałam się tylko z tego względu. Coraz chętniej przychodziłam na jego zajęcia, coraz bardziej mi zależało, żeby się wybić na tle grupy i zrobić na nim wrażenie. Chciałam, by widział we mnie kogoś zdolnego. Kogoś równie ambitnego, co on. Zadurzyłam się jak głupia małolata, chociaż miałam już ćwierć wieku na karku... Po obronie dyplomów "mój" wykładowca zakończył współpracę z dotychczasową uczelnią i przeniósł się do innego miasta; jak się okazało, miał tam wykładać na kierunku lekarskim.
Myśl o nim nie dawała mi spokoju. Musiałam jakoś nawiązać kontakt, ale nie miałam śmiałości napisać przez portal społecznościowy, więc... Postanowiłam dostać się na jego uczelnię, na medycynę. Zabrakło mi jednak sporo punktów, ale nie poddałam się. Znalazłam pracę, poszukałam kursu przygotowującego do matury i starałam się. Pierwsza poprawa matury poszła tak sobie, druga odrobinę lepiej, za to trzecie podejście okazało się strzałem w dziesiątkę. Tak. Przez trzy lata dążyłam do celu, by znaleźć się jak najbliżej byłego wykładowcy.
Dostałam się, a gdy wpadliśmy na siebie na terenie kampusu, okazało się, że mnie zapamiętał! Najpierw absolutna euforia. A potem mimowolnie wspomniał o narzeczonej.
Minęły trzy lata, na uczelni sobie nieźle radzę, angażuję się i mogę chyba powiedzieć, że bardzo lubię swoją aktualną ścieżkę edukacji. Tylko dalej boli mnie, że moja pogoń skończyła się w ślepej uliczce. Nikt nie wie, jak głupim motywem się kierowałam idąc na te studia i nikt nie ma pojęcia, że zatracam się w nauce i zajęciach dodatkowych, żeby zapomnieć o fakcie, iż on ma, teraz już, żonę.
Wstawka z "Legalną blondynką" pasuje tu jak pies do jeża (moja matka katowała ten film przez wiele lat), aczkolwiek podziwiam, że wraz z nieco prozaicznym powodem przyszła mobilizacja i ci wyszło :)
Moja przyjaciółka wybrała Portugalię jako kraj na wymianę studencką bo wpadła jej w głowę ta głupia piosenka "Ai se eu tu pegu". Jest już pracująca w zawodzie lekarką 😁
Moment moment. Miałaś 25 lat jak się zadluzylas, pisanie matury 3 lata z rzędu. To 28 lat, wiek dostania się na studia. Wykształcenie lekarza ze specjalnością trwa 10 lat. Także 38 lat to wiek pierwszego realnego dochodu. Nice
Bo to prawda, szinigami. Od dawna mnie zastanawia jak to się dzieje, że na studiach, które trwają tak długo i wymagają takiego wysiłku można spotkać tyle dojrzałych osób... Chyba nie ma drugiego kierunku, na którym jest tak duży rozstrzał wiekowy.
Pewnie poprawiają po kilka razy matury, w międzyczasie studiując coś innego albo pracując i trochę lat im to zajmuje. Najlepiej wybyć na speckę za granicę i wtedy jest git, zaczynasz jako tako zarabiać, a nie jak rezydenci u nas.
Tyle pracy, tytanicznego wrecz wysilku, zelaznej konsekwencji w dazeniu do celu i wszystko perdu. On ma, teraz juz, zone. Troche kojarzy mi sie ze stara grecka tragedia.
Na szczęście nikt nie umarł :D
No, jeszcze nie jestes lekarzem. :)
Słucham?
Droga zawodowa lekarzy bywa wybrukowana ofiarami ich bledow w sztuce. W koncu na kims trzeba sie uczyc. Przy odrobinie (nie-) szczescia przytrafic sie moze kazdemu. Mamy wiec potencjalna, starozytna epickosc w perspektywie lat przyszlych. Nie przejmuj sie jednak, bledy zawodowe lekarzy zakopuje sie lub pali. Nie trzeba na nie patrzec.
"bledy zawodowe lekarzy zakopuje sie lub pali. Nie trzeba na nie patrzec. "
guzik prawda...
Na błędy chirurgów plastycznym można napatrzeć się wszędzie, a już na pewno włączając tv czy tym bardziej internet....
Wyznanie to bujda na resorach. Jestem studentką lekarskiego i to się kupy nie trzyma.
1) ''Postanowiłam dostać się na jego uczelnię, na medycynę. Zabrakło mi jednak sporo punktów, ale nie poddałam się. Znalazłam pracę, poszukałam kursu przygotowującego do matury i starałam się. Pierwsza poprawa matury poszła tak sobie, druga odrobinę lepiej, za to trzecie podejście okazało się strzałem w dziesiątkę.'' - sporo punktów, powiadasz? To ja nie wiem gdzie ty studiowałaś, progi na lek są bardzo zbliżone w wielu miastach. A na lekarskim nie da się jednocześnie studiować, pracować i uczyć się do matury XDD. No chyba, że jesteś jakimś robotem.
2) ''Dostałam się'' - aha, z tego co rozumiem to szłaś od nowa na studia? Na nową uczelnię raczej się przenosimy :). Nie znam szczegółów, ale na pewno nie jest to takie hop siup jak ci się wydaje. W większości plan zajęć nie pokrywa się. I nie trzeba specjalnie poprawiać matury. No chyba że dostałaś się z 3 listy do Zielonej Góry.
3) ''Minęły trzy lata, na uczelni sobie nieźle radzę'' - to ile lat kiblowałaś? Co najmniej 3 lata na pierwszej uczelni, i teraz 3 na drugiej?
Ups, nie zrozumiałam do końca wyznania. Przepraszam autorko, wierzę ci XD. Powinnam się położyć chyba
kazdemu sie zdarza ;)\
1. mogla poprawiac te mature juz po swoich studiach, pracujac
2. jedne skonczyla, poprawila mature, poszla na drugie
3. no trzeci rok studiuje drugi kierunek :)
nicokaa69 tylko jak bedziesz kogos leczyc i stawiac diagnoze to bardziej sie przyłóż do czytania opisu przypadku albo do diagnozy bo marny bedzie z ciebie lekarz.
Wstyd ze studenci na lekarskim nie potrafią przeczytać ze zrozumieniem tak banalnego tekstu.
Tak jak mówi bazienka 👍
I spokojnie, Nicola, nawet słońce miewa zaćmienie 😅
Podziwiam wytrwałość :)
Kiepska motywacja do tych studiów.
Tak, wiem i gdybym sobie na nich nie radziła i/lub nie podobałyby mi się, dawno bym z nich zrezygnowała.
Czyli zablokowalas komuś miejsce na medycynie przez szczeniackie widzimisię... nie zostawiaj lekarzem.
Bo...? Motywacja może dziecinna, fakt, ale na samych studiach idzie mi więcej niż dobrze - dobre stopnie, stypendium naukowe - bardzo lubię to, co aktualnie robię i naprawdę świetnie się w tym środowisku odnajduję. Wiem, że to jest TO.
A czy ty myślisz, że na medycynę idą tylko osoby, które od dzieciństwa marzyły o zostaniu lekarzem? Wierz mi, dużo jest osób, które wybrały lekarski z równie głupich powodów co mój:
1) bo rodzina medyczna i "rodzice kazali"
2) dla pieniędzy
3) dla szpanu
I takie osoby powykruszały się, w większości, stosunkowo szybko. Nie widzę powodów, dla których ja bym nie miała zostawać lekarzem.
Faktycznie, niezła blondynka z Ciebie.
O ile pamiętam, na dzienne można zdawać do 26. roku życia. Coś się zmieniło?
Serio? Nigdy nie słyszałam o takim prawie. Owszem, potem już chyba nie przysługują wszystkie ulgi studenckie i chyba trzeba się inaczej ubezpieczać, ale studiować sobie można.
Jak studiowałam (dziennie, państwowo), to na zajęcia chodziła z nami babka, która spokojnie miała ponad 40 lat. Chyba tylko uczelnie artystyczne mają takie ograniczenie.
Pierwsze słyszę. Do 26. r.ż. to masz wszelkie ulgi płacowe, typu: komunikacja miejska czy nieodprowadzanie jakiegoś podatku przez pracodawcę (czyli więcej mamony na rękę dla ciebie), ale studiować możesz w każdym wieku. I powiem ci, że właśnie na medycynie jest dużo osób powyżej 26. r.ż. - a nawet 30tki czy w okolicach 40tki.
Ohlala
Jaki kierunek?
@Imaginarium Może na medycynie, no i obecnie. Osobiście pamiętam jak dziekan wezwał studentkę z mojego roku ( na drugim roku) i poinformował ją, że zostaje przeniesiona na zaoczne, ponieważ ma 28 lat i będzie powtarzać rok. Wstępne można było zdawać do 26 roku życia.
Czyżby, Kris. Nie ma czegoś takiego jak "zaoczna" medycyna. I nie ma przepisów mówiących o limicie wiekowym. Sama znam ludzi grubo po 30, a nawet 40 (!) roku życia, którzy studiują na lekarskim. Zazwyczaj są to absolwenci pielęgniarstwa, ratmedu, czasem farmacji, ale na uczelni mojej znajomej był facet pod czterdziestkę, dla którego było to wielkie życiowe marzenie, a jednocześnie pierwsze studia w życiu.
@Imaginarium Wyłożę dokładniej. Pisałem o innych studiach niż medyczne. Przeczytaj pierwsze zdanie mojego wpisu.
didja, mam 34, wlasnie skonczylam trzecie studia, kolezanka z roku ma 42
nie ma limitu wieku, ba sa uniwersytety 3 wieku, dla seniorow
Imaginarium ulgi w pkp to tak, ale w miastach na autobusy roznie, u mnie jest bez wzgledu na wiek