#hGNoT
Był upalny dzień. Jak co dzień jechaliśmy dokądkolwiek po cokolwiek, byle jechać. Tata za kółkiem bardzo dużo wyklinał i wyzywał innych kierowców, bo przecież on, typowy Janusz, jeździł najlepiej na świecie, a wszyscy inni prawo jazdy to na pewno załatwili sobie z Ukrainy. A że umysł pięciolatki był chłonny jak gąbka, to i katastrofa murowana.
Tego dnia było gorąco jak w piekle, okna otwarte na oścież. Stanęliśmy sobie grzecznie na czerwonym. Na pasie obok stanął równo z nami inny kierowca. I widzi małego słodkiego pączka z kokardkami we włosach i sukienusi w kwiatusie, to zaraz do mnie przez otwarte okna:
- A puci puci kochanie, a ti ti ti.
Ja natomiast z właściwą sobie gracją i niespodziewanie dobrą dykcją odparłam tak, jak wyobrażałam sobie, że tatuś by mu powiedział:
- Spie*dalaj, baranie!
Gościu oniemiał i z wrażenia nie zauważył zielonego światła. Tata zbił ze mną mega wychowawczą pionę. Mama natomiast zbiła pionę z taty czołem, a ja od tamtej pory po gumy turbo chodziłam pieszo.
"I widzi małego słodkiego pączka z kokardkami we włosach i sukienusi w kwiatusie" - nie wiem jak was, ale mnie tłuste dzieci odrzucają. Jednak nikt nie nazywa paczkiem dziecka o normalnej wadze.
Nie rozumiem dlaczego dorośli mówią do dzieci i zwierząt jak do malych debili.
Dlaczego nie nazywa? Jak oglądam stare zdjęcia, to małą mnie czasem nazywam pączkiem, a wagę miałam zupełnie w normie, tylko twarz miałam taką "pyzatą" :D A mówienia do dzieci, jak do debili, też nie rozumiem.
Bo tak trzeba. Książeczki dla.dzieci pisze się jak dla zidiociałych dorosłych.
W sumie zależy do jak małych dzieci. Bo na przykład niemowlaki uwielbiają jak człowiek zachowuje się jak debil. Im debilniej do takiego niemowlaka mówisz tym bardziej go to bawi. No ale to z boku jest zdecydowanie żenujące.
Gorzej gdy dziecko podrosnie, a dorosly ciagle jak debil.
Pewnie, zapuść małemu wiadomości z giełdy albo coś innego dla dorosłych.
Ahhaha genialne :D ah to były czasy, gdy za takie głupoty ie zabierało się dzieciaków :D
Czytałam gdzieś w internecie już ta historie. Słowo w słowo
Już to gdzieś czytałam...
Zaraz pojawią się pewnie głosy oburzenia, ale jak dla mnie to tata na medal.
No nie wiem potem te rozwydrzone dzieci idą do szkoły i nie mają szacunku do nikogo. Pewnie jestem staroświecka, ale wierze, że kultura świadczy o człowieku, a jej brak w dorosłym życiu, w pewnych kręgach, stygmatyzuje.
Wydaje mi się, że u jej ojca chyba nie wywoływało to oburzenia...
Zaliczylam podobną przygodę, gdy ojciec wjechał na pusty plac manewrowy, wziął mnie na kolana i pozwalał kierować kierownicą pod jego nadzorem. Na plac wszedł instruktor jazdy, podszedł do auta i poinformował, ze to jest miejsce do nauki jazdy samochodem. A ja mu odparłam oburzona "A pan myśli, że co ja niby robię?". Miałam mniej niz 4 lata i nie było mnie w zasadzie widać zza tej kierownicy.
To bylo dodane 2 lata temu jakies jak nie lepiej, ktos zgapia!
Kto tak niby robi?
Mało dojrzały ten ojciec.