#tabnX

Ale wstyd :/

20 lat temu, gdy chodziłem do podstawówki, zazdrościłem innym (pam-pam-pam) kolorowych długopisów!!! Tak, tych jakże super kolorowych, jakich ja i mój kolega nie mieliśmy. Starzy po prostu nam ich nie kupowali, bo twierdzili, że są niepotrzebne. Tylko ja i mój przyjaciel z dzieciństwa ich nie mieliśmy.

Kumpel wpadł na pomysł, że skoro na korytarzu ktoś zostawił piórnik, to można było się „poczęstować” – tak też zrobiliśmy. Jakie to było cudowne uczucie! Ja też mam! Cóż, nie skończyło się to na jednym piórniku. Codziennie jakiś plecak był przez nas plądrowany... Mało tego, plan był inny, hyc za plecak i do kibla... Potem jak gdyby nigdy nic odkładaliśmy niezauważeni. Kiedy dreszczyk emocji był coraz większy, bo coraz więcej dzieci płakało z powodu „zguby”, wzięliśmy plecak i o zgrozo wsadzaliśmy go do sedesu, spuszczając wodę (jak wiadomo, całość namokła wraz z podręcznikami), oczywiście po przekopaniu zawartości. Z wielkim szokiem stwierdziliśmy, że nie został pochłonięty przez toaletę.


Udając, że wszystko OK, zostawialiśmy te biedne plecaki, a nasze piórniki pękały w szwach od łupów. Starzy jak pytali, to wzajemnie mówiliśmy, że pożyczone czy też dostaliśmy w prezencie – nie wiem, czemu łykali, ale działało. 
Po tych dziwnych incydentach w szkole zaczęli szukać sprawców zniszczonych plecaków oraz założyli monitoring. Upiekło się, ale wstyd pozostał. 
Teraz jako dorosły człowiek palę się na myśl, że np. kasjerka naliczyła za mało w sklepie i wracam dopłacić, a co dopiero kradzież... Chyba ręce by mi odpadły :(

#DdmEi

Ciepłe wrześniowe popołudnie, pakuję mojego małego do wózka i lecę na spacer. Park jak zawsze obfituje w osoby powyżej pięćdziesiątego piątego roku życia, którym najzwyczajniej nudzi się w życiu do tego stopnia, że muszą gdzieś wyjść i napsuć komuś krwi, bo w domu nie ma komu.

Po około 2 czy 3 h chodzenia i pchania wózka siadłam na ławce, na której już stacjonowały dwie babinki. Kątem ucha mogłam usłyszeć kilka historii z życia parafii, życia obu pań, jak i mojego własnego.

„Ty patrz, Halinko, ile to teraz nastoletnich gówniar chodzi albo w ciąży, albo z wózkiem. W naszych czasach jakby taka się pokazała z brzuchem czy nie daj Boże z dzieckiem, to wszyscy by gadali. Toż to wstyd, w tym wieku?”
Wiedziałam, że dwie larwy piją do mnie, swoim żabim wzrokiem co chwila spoglądały to na mnie, to na syna. W pewnym momencie jedna odwróciła się w moim kierunku i zaczęła swój monolog, druga przytakiwała i wtrącała co moment swoje trzy grosze.
„Niełatwo tak dziecko wychowywać co? Gdzie macie tatusia, sami tak spacerujecie? Ja to tu często cię dziecko widuję z wózkiem, a tatusia to ani razu z wami nie było. Uczysz się jeszcze, czy szkoła już poszła na bok, jak dziecko przyszło na świat?”

Siedziałam tam i słuchałam, jak jedna biadoliła przez drugą. W pewnym momencie, gdy dały mi dojść do głosu, odpowiedziałam tylko, że mam 27 lat i nie przepadam za tego typu opiniami. Nie musiałam się zbyt długo tłumaczyć, bo sytuację uratował mój mąż. Podjechał zziajany i mówi, że zapomniałam telefonu, a dwa razy dzwoniła pani ordynator, że jak najszybciej muszę podjechać do szpitala, bo moja pacjentka „czuje, że to już” i rodzić beze mnie nie chce!

Zanim pędem poleciałam do auta, obie geriatryczki serdecznie mnie przeprosiły :)

#fHUTj

Jestem w klasie maturalnej na profilu biol-chem. Ostatnio na biologii omawialiśmy układ rozrodczy człowieka. Od nauczycielki usłyszeliśmy, że jeśli kobieta uprawiała seks i okres spóźnił jej się nawet o jeden dzień, to znaczy, że ta kobieta była w ciąży, ale poroniła.

Nie wiem już, czy w cokolwiek wierzyć tej kobiecie.

#YiyEq

Wczoraj w bloku obok mojego był mały pożar. Jako że do wejścia prowadzą schody, chodnik i jeszcze jedne schody, a ulica jest jednokierunkowa, to nie było gdzie indziej postawić wozu strażackiego, jak właśnie na ulicy.

Wóz sobie stoi, koguty migają, strażak na podnośniku wchodzi na balkon i nagle podjeżdża jakiś Janusz dużym BMW i trąbi na wóz... No ja qrwa nie wierzę. Facet wychodzi z auta i zaczyna drzeć się na strażaków, żeby zjechali na bok (no, ciekawe gdzie), bo on nie ma jak przejechać.
Ch^j z tym, że przez balkon widać ogień, ch^j z tym, że dziecko jest w mieszkaniu... ON MUSI PRZEJECHAĆ.
Na szczęście policja dała mu mandat i typ odjechał :))

#I3zFt

Mój młodszy brat (wtedy ok. 6-7 lat) często rozrabiał, biedna babcia nie mogła go nigdy poskromić i zamykała go w łazience. Chłopak pukał wtedy do drzwi i obiecywał, że już będzie grzeczny. Babcia była nieugięta, mówiła, że ma karę tyle i tyle czasu i koniec kropka. 
Po takich kilku karach mój rezolutny braciszek zaczął chować pod wanną zabawki i smakołyki... Już żadna kara nie była mu straszna :D Babcia myślała, że chłopak dzielnie znosi kary, a ten bawił się w najlepsze. Ja jako dobra siostra nigdy go nie wydałam :)

Brat już nie rozrabia, ale pomysłowość mu została :)

#IQfry

Parę lat temu latem byłem na obozie sportowym. Super warunki, świetny plan dnia, dużo zajęć i zabaw, ogólnie super, no prawie super. Szefową obozu i najwyżej postawioną osobą w kadrze była pani K. K była zagorzałą feministką i w ogóle się z tym nie kryła. Otwarcie głosiła, że faceci to lenie, obiboki i że przez nich na świecie jest źle. Resztę kadry stanowiły kobiety, które nie raz wtórowały jej w feministycznych hasłach, a także dwóch facetów, po których widać było, że nie mają za dużo do powiedzenia. Na samym obozie na 26 osób było tylko 6 chłopaków (wliczając mnie), więc w skrócie: mieliśmy przerąbane. 

Na cały obóz przypadały dwie łazienki: damska i męska. Przez to, że dziewczyn było więcej, to niejednokrotnie korzystały z naszego kibla i prysznica. Niby okej, nie mielibyśmy nic przeciwko gdyby nie to, że dziewczyny po każdym skorzystaniu z naszego prysznica zostawiały w łazience istny syf. To wyglądało tak jakby stado facetów, którzy przez 10 lat się nie myli, umyło się pod naszym prysznicem w tym samym momencie. Oczywiście pani K o syf oskarżała nas (czyli chłopaków) i co wieczór, za karę, musieliśmy po dziewczynach myć i naszą łazienkę, i ich.

Kulminacyjny moment jednak nadszedł później. Był to już drugi tydzień obozu. Nad ranem okazało się, że męski kibel został czymś zatkany. Pani K oznajmiła, iż na 100% to wina męskiej części obozu i postanowiła nas ukarać: zakaz udziału w zabawach tego dnia, dodatkowa wachta przy sprzątaniu obozu i myciu sprzętu portowego i zakaz jedzenia deseru tego dnia. Dodatkowo zapowiedziano nam, że jeśli usługa hydraulika będzie kosztowna, to nasi rodzice będą płacić za naprawę, a nas się wywali wcześniej z obozu. Oczywiście żaden z nas do tego się nie przyznał, bo i nie miał do czego, a zagadka, kto zatkał kibel, wyjaśniła się wieczorem.

Po wizycie hydraulika i po tym, jak naprawił kible, okazało się, iż został on zatkany... zużytymi tamponami i podpaskami. To jednoznacznie wskazywało, że to dziewczęca część obozu za tym stoi.

Rodzice chłopięcej strony obozu nie musieli płacić za naprawy, a i nas wcześniej z obozu nie usunięto. Ale też nie usłyszeliśmy żadnego „przepraszam” ani ze strony dziewczyn z obozu, ani ze strony pani K czy innych kadrowiczów, którzy przez cały obóz dawali milczącą zgodę na takie nas traktowanie. Co więcej, dziewczęca część obozu nie poniosła żadnej kary za zatkanie kibla....

Jeśli to jest równość płci w rozumieniu feministek, to ja się nie dziwię, że tylu ludzi je krytykuje.

#0KlUG

Mam ekstremalnie oszczędną matkę. Mycie się w deszczówce albo gaszenie świateł to nie jest jeszcze taka tragedia. Jest zimno, co oznacza wyrzucanie wszelakich produktów za okno i odłączenie lodówki aż do wiosny, bo „oszczędność”. Picie czterech, pięciu herbat z jednej torebki to już norma. Z dzieciństwa pamiętam przykładanie do rany babki leczniczej (zielonego liścia z trawnika) zamiast plastra, lizanie papki „cukrowo-wodnej” zamiast słodyczy i przekazywanie sobie ciuchów z pokolenie na pokolenie, co kończyło się tym, że chodziłam w męskich bluzach i dresach kuzyna 15 lat starszego ode mnie... Już nie wspomnę o składaniu koca na cztery i wkładanie do poszewki zamiast zwykłej poduszki, NO BO SZKODA HAJSU NA POŚCIEL. Zdarzało się również zalepianie dziur wokół okien plasteliną, bo pianka to wydatek...
Trudno mi opisać więcej, takich sytuacji są tysiące i naprawdę wstyd komukolwiek się przyznać, jakie warunki mam w domu.

#CFhyF

Co jest z ludźmi nie tak? Jak bardzo trzeba być pustym człowiekiem, aby zaparkować samochód przed bramą straży pożarnej? Otóż taka sytuacja to norma i to nie tylko w naszej okolicy! Inne jednostki zmagają się z tym samym problemem.

Ile to już razy się zdarzyło, że wpadamy do remizy, chłopaki krzyczą: „Dawać! Dawać! Szybko! Wypadek, osoby uwięzione w pojeździe!”. Wszyscy uwijają się jak w ukropie, aby jak najszybciej przebrać się w nomexy, otwieramy bramę i szok! Trzy samochody zaparkowane centralnie przed jedynym garażem jednostki... Jakie było tłumaczenie właścicieli? Bo oni tylko na chwilę do sklepu wyszli zakupy zrobić.

Wiecie, jakie to jest okropne uczucie? Stoisz przed tym garażem i masz świadomość, że ktoś tam potrzebuje twojej pomocy, że prawdopodobnie jesteś ostatnią deską ratunku dla tej osoby, ale nie możesz mu pomóc, bo nawet z najszczerszymi chęciami nie masz takiej możliwości :/

I tu chciałbym zaapelować do wszystkich ludzi! Myślcie, co robicie, jak i gdzie parkujecie swoje samochody! Może skrócicie sobie drogę do sklepu o dwie minuty, ale czy te wasze dwie minuty warte są czyjegoś życia?

#yHh4Y

Mam dość tego, że jedynie od swojego ojca słyszę w kółko tylko „matura i prawo jazdy” – tylko i wyłącznie w kontekście tego, że tego nie zdam. Ciągle tylko „nie zdasz matury, nie zdasz prawa jazdy, nie uczysz się, nic nie robisz”.
Specjalnie nie powiedziałam rodzicom o tym, że miałam dzisiaj próbną maturę z matematyki, oczywiście, że mieli o to problem. Dzisiaj przy nich robiłam na aplikacji test na prawko. Przy jednej złej odpowiedzi zapytałam się ich o wyjaśnienie tego błędu. Od razu się włączyła jego zacięta płyta, a że ja jestem osobą, co umie „odpyskować” i od razu mu wygarnęłam, że właśnie dlatego mu nie powiedziałam o tej maturze i że nie powiem mu o teoretycznym egzaminie, jazdach ani praktycznym egzaminie.
To jest jeden z wielu problemów, jaki mam z ojcem. Czasami wolałabym nie mieć ojca niż mieć takiego. Pije. Oczywiście dla ludzi jesteśmy idealną rodzinką. Kłóci się z mamą, oskarża ją o każdy problem w rodzinie. Wygarnął jej, że się mną nie interesuje i ma mnie gdzieś. To nieprawda, bo to właśnie z mamą mam świetny kontakt. Rozmawiamy, a jak nie rozmawiamy, to siedzimy w wygodnej ciszy. Z tatą jest mi niezręcznie. Czuję się przy nim obco, nie wiem, o czym mam z nim rozmawiać, nie mam mu nic do powiedzenia. Zawsze staram się szybko zjeść obiad, żeby tylko zdążyć przed jego przyjściem, aby tylko nie musieć z nim siedzieć. To jest już mój instynkt. Wiem, jak to brzmi, ale ja nie potrafię być z nim sam na sam.
Za 25 dni mam 18 lat i mam dość. Nie mogę się doczekać, aż wyjadę na studia i nie będę musiała go oglądać.
Dodaj anonimowe wyznanie