#Xb04a

Wszem wobec utarła się opinia, że ślub to najważniejszy dzień w życiu człowieka.
Dla mnie najważniejszym dniem w życiu okazał się jednak rozwód, bo to wtedy tak naprawdę moje życie zaczęło zmieniać się na lepsze.
Nic dziwnego. Pozbyłem się wtedy raka, który mentalnie zżerał mnie od środka każdego dnia. Pozbyłem się energetycznej wampirzycy, która przez lata skutecznie ściągała mnie na dno.

#0rbuQ

Jestem potworną syfiarą i naprawdę nie potrafię zrozumieć, z czego to wynika. Leczę się na depresję, ale moje obecne leki działają i normalnie chodzę do pracy (a raczej chodziłam, bo teraz pracuję zdalnie), jem, ćwiczę, myję się i piorę swoje ubrania. Natomiast moje mieszkanie to kompletny syf. Czytając to, pewnie myślicie, że mówię o lekkim bałaganie, ale ja pisząc o syfie, mam na myśli taką melinę, że już pod windą czuć ten smród. Właśnie przeczytałam karteczkę o jakimś odkażaniu klatki w moim bloku i boję się, że może chodzić o smród, jaki generuje moje mieszkanie, bo moi sąsiedzi mnie nie podejrzewają, bo sama wyglądam czysto i normalnie.

Mam zlew zapchany resztkami do tego stopnia, że zaginął mi w tym syfie nóż i zamiast sprzątnąć, po prostu kupiłam nowy. Podłoga nie widziała mopa od roku. Palę papierosy i na moim biurku ilość petów przerosła 10-krotnie popielniczkę i zajmują połowę biurka. Nie wynoszę śmieci ani nawet nie zmieniam worka, wokół kosza również leżą śmieci. Na kuchence stoi z pięć brudnych garnków. Moja podłoga jest usłana najróżniejszego rodzaju śmieciami. Po całym mieszkaniu krążą muszki owocówki. Wszystko jest upierdzielone i brudne. Jedyne co tutaj jeszcze jest czyste to ja i moje łóżko, bo z jakiegoś powodu moje syfiarstwo nie obejmuje mojego legowiska. Poza tym brudne jest absolutnie wszystko. Obecnie do jedzenia mam jeden talerz, miskę, widelec, łyżkę i jeden kubek do kawy/herbaty. Cała reszta jest brudna i leży gdzieś pod śmieciami.

Nie jestem chora fizycznie, patrząc na obecny stan rzeczy, mam wątpliwości co do zdrowia psychicznego. Sugerowano mi zbieractwo, ale ja nie czuję przywiązania do tych śmieci. Gdyby ktoś je za mnie sprzątnął, byłabym zachwycona. Naprawdę nie wiem, z czego to wynika. Prawdę mówiąc, nawet mi to nie przeszkadza, ale wiem, że to nie jest normalne.

#A1eN4

Nie pamiętam, kiedy dokładnie dowiedziałam się, skąd się biorą dzieci, ale było to gdzieś na przełomie przedszkola i podstawówki.
Uświadomiła mnie moja starsza koleżanka z podwórka. Nawet mi to zaprezentowała na łodygach mleczy, wsadzając jedną do drugiej i wykonując serię odpowiednich ruchów.
Obraziłam się na nią na dobry tydzień, bo „moi rodzice nie mogliby zrobić czegoś tak obleśnego”.

#1vlhb

Kojarzycie tego mema z kotem przy komputerze i podpisem „Andrzej, to jebnie”? Otóż...
Akcja dzieje się w czasach, gdy mem był popularny. Ja to cicha i spokojna licealistka, nigdy w życiu nie przeklinałam ani nie powiedziałam żadnego brzydkiego słowa. Po prostu grzeczna, ułożona dziewczynka z aureolką nad głową.
Siedziałam w pokoju, czytając książkę, a mój ojciec przykręcał półkę do ściany. Chwilę patrzyłam na to, co robi, a potem nie wiedzieć czemu, mimowolnie powiedziałam: „Andrzej, to jebnie”... Tata patrzy na mnie w szoku, ja sama w szoku, czemu powiedziałam to na głos. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że tata faktycznie ma na imię Andrzej, a mema na pewno nie kojarzy.

Nigdy więcej przy nikim nie przeklęłam na głos :)

#ifvjl

Jestem pielęgniarką. Dla mnie fizjologia to nic strasznego, mogę Was zapewnić, że to jest nic w porównaniu ze śmiercią chorego.
Nie mogę znieść tych błagających o pomoc oczu. Swojej bezsilności w tym wszystkim.
Po każdej śmierci przychodząc do domu, płaczę i modlę się za tę osobę.
Większość ludzi, kabaretów, polityków opowiada bajki, jakoby cały dzień siedzimy w dyżurkach i pijemy kawusie. Nikt nie widzi naszych postrzępionych dusz i wylanych łez.
Na studiach uczyli nas, aby nie przywiązywać się do pacjentów, ale uwierzcie mi, tak się nie da. W tych momentach stajemy się ich przyjaciółmi. Na te kilka tygodni, miesięcy, jesteśmy ich wsparciem, psychologiem.
Kocham ten zawód, uwielbiam, jak pacjenci wychodzą do domu w otoczeniu szczęśliwej rodziny. Jednak za każdym razem jakaś cząstka mnie pęka, gdy ktoś umiera mi na rękach.

#DtUj9

Moja mama nie jest nadopiekuńcza, ale jest jedna rzecz, która mi szkodzi – wyręcza mnie, od zawsze. Za rok wybieram się na studia. Nigdy nie próbowała nauczyć mnie gotować, nie pokazała, jak się prasuje. Mimo że nie jestem głupia, to w aspekcie prac domowych jestem na poziomie 7-latka. Czasami jak śpię, przeciera mi kurze w pokoju i umyje podłogę, więc zostaje mi tylko odkładanie rzeczy z biurka na miejsce. Gdy parę lat temu chciałam usmażyć za nią kotleta, chociaż jednego, to powiedziała, że nie dzisiaj, bo coś tam. Jak miałam ostatnio wymięte spodnie po praniu i chciałam wyprasować, to chciała mnie wyręczyć, zamiast mi pokazać. Umiem usmażyć jakieś łatwe rzeczy, ale próbowałam to robić sama, raczej nie gotowałam czegoś nowego przy niej, bo by się czepiała i by mi nic nie wyszło. Raz na ruski rok zaczyna się drzeć, że inne dzieci to robią to, to i tamto, a ja nawet tego nie potrafię (jak miałam może 12 lat, to prawie przypaliłam budyń, to zaczęła mówić, że inne dzieci gotują obiady, a ja mam z tym problem). Skoro nic prawie ode mnie nie wymaga, to jak mam czegoś się nauczyć? Sama mam latać i się prosić? Nie widzi mi się to, podejrzewam, że ma taką cechę jak ja, czasami wole zrobić coś sama i się namęczyć, bo wiem, że wtedy osiągnę lepszy rezultat.
Studia to będzie skok na głęboką wodę, ale może owocny, tylko najem się na pewno sporo wstydu. Wolałabym, żeby rodzice dawali mi jakieś obowiązki i uczyli różnych prac, bo byłabym spokojna, że mieszkając samemu, na pewno sobie poradzę.

#mJ5hr

Ogarniałam mieszkanie, sprzątałam, w międzyczasie robiłam pranie i obiad. Nagle usłyszałam głośne pukanie do drzwi. Otworzyłam i moim oczom ukazuje się dwóch policjantów z poważnymi minami. Oblał mnie zimny pot, pomyślałam, że coś stało się mojemu mężowi. Zanim zdążyłam o cokolwiek spytać, oni stwierdzili, że zostali zaalarmowani przez przechodniów, którzy widzieli, jak potrząsam dzieckiem na balkonie. Odetchnęłam z ulgą i zaczęłam się śmiać. 
Zajęło mi kilka ładnych chwil, zanim wytłumaczyłam policjantom, że w rzeczywistości była to duża lalka mojej córki, którą chciałam otrzepać z kurzu i brudu na balkonie.

#PaN9M

Podobają mi się tylko i wyłącznie obiektywnie niezbyt urodziwi z wyglądu mężczyźni. Oczywista uroda mnie nudzi, a nawet odstrasza. Przystojniacy po prostu dla mnie nie istnieją, nie zauważam ich, bo zwyczajnie mnie nie ciekawią. Kiedy jednak wchodzę w interakcję z tym „nieurodziwym”, jestem w siódmym niebie. Najczęściej nie mogę oderwać od niego oczu i ukradkiem oglądam jego twarz i ciało, powoli uświadamiając sobie to, że każdy jego skrawek jest piękny. Oczywiście, żeby nie było tak kolorowo, żeby mężczyzna mi się spodobał, musi być również inteligentny, jest to warunek konieczny. O schludności nie muszę chyba wspominać, bo to logiczne. Tacy właśnie inteligentni brzydale zawsze kradli moje serce.

Faceci, pamiętajcie: nawet jeśli uważacie się za nieatrakcyjnych, to gdzieś tam za rogiem mogę czaić się ja, która ma na kim oko zawiesić :)

#gSgTs

Jestem instruktorem w samochodzie L, może wydaje się to być łatwą pracą, ale tak nie jest. Ludzie, których uczymy, są różni. Często zdarza się, że w ogóle nie słuchają tego, co się do nich mówi i o ile w tym momencie po prostu robimy np. łuk i przez to im nie wychodzi, tak też zdarza się, że nie słuchają, np. będąc na ruchliwym skrzyżowaniu, w rezultacie mówię im, aby dodali gazu, żeby szybko opuścić skrzyżowanie, a oni wciskają... hamulec. Instruktor w tym momencie może zrobić całe nic, bo w większości samochodów nauki jazdy instruktor ma jedynie sprzęgło i hamulec. Więc zdarza się, że staniemy na środku, światło dawno się zmieniło, bo ruszamy też powoli, a czasem zgaśnie. I sedno tego wpisu to inni kierowcy –  irytujący się, trąbiący itp., po czym lecą komentarze, że głupi instruktor nie potrafi ogarnąć sytuacji. No tak, czasem nie potrafi, bo po prostu fizycznie się nie da.

Jeżdżę też prywatnie, mijam L-ki i zawsze widząc je, zachowuję szczególną ostrożność, jak to mówi kodeks drogowy, a w życiu bym nie pomyślała, aby na takich trąbić.

#4wkpj

Chciałabym, żeby mój mąż zarabiał tyle, żebym ja mogła nie pracować i mieć więcej czasu na zajmowanie się nim, dzieckiem, domem, czytaniem i spacerami. Nie odnajduję się w życiu zawodowym, strasznie mnie ono męczy, za to bardzo dobrze czuję się w domu. Odpoczywam podczas obowiązków domowych, które nie są dla mnie obowiązkami, a czystą przyjemnością. Bardzo dobrze czuję się w domu. Kiedy opowiedziałam o tym w pracy, zostałam zlinczowana. Wiem, że to niemodne w tych czasach, ale to moje marzenie. Wierzę, że jest więcej takich kobiet, ale boją się o tym gdziekolwiek opowiedzieć.
Dodaj anonimowe wyznanie