#B5Vq8

Mam 16 lat i chodzę do liceum. W mojej klasie wszyscy uważają mnie za fajną osobę, która pogada i pomoże. W domu mam ojca alkoholika, który raz jest super fajnym tatą, a za chwile śmierdzącym tą trucizną ojcem. Moja matka zajmuje się mną i dwa lata młodszym bratem. Pracuje i ogarnia dom. Może to symbol miłości, że nas nie porzuciła, ale ja czuję, jakby mnie nie chciała. Nie mam do kogo się zwrócić z problemem, bo wiem, że nikt mnie nie rozumie. Zaczęłam się martwić swoją wagą, mimo że jest w normie. Od dwóch tygodni jem mniej, a od paru dni zwracam posiłki. Załamuję się w środku. Mam ataki paniki, gdy tylko przechodzę koło żuli. Boję się spać, bo mam paraliże senne. Czuję, że nie jestem dla nikogo ważna i mają mnie gdzieś.

#JsZn1

Mam ponad 30 lat, jestem żoną i matką. Anonimowe jest to, co robię w swoim wolnym czasie. Znacie grę League of Legends? No więc tak... Kiedy mąż ma nockę, a dziecko już zostaje położone do łóżka, to ja sobie siadam przy biureczku i odpalam LOL-a. Stara baba ze mnie, ale ta gra wywołuje u mnie takie emocje, że jak ktoś z mojej drużyny źle zagra, to zaczynam go wyzywać.

Mąż nie wie, wiem tylko ja. Wiem, że to gra dla dzieci (ewentualnie młodych osób), ale nie mogę się powstrzymać, żeby w nią nie zagrać w wolnej chwili. Gorzej z tym, że wywołuje u mnie takie skrajne emocje, że nie panuję nad sobą.

#jubHD

Jestem dorosłą kobietą, mam za sobą kilka dłuższych związków, a w obecnym jestem od trzech lat. Ciąży mi jednak jeden problem – są nim moje reakcje na atrakcyjnych mężczyzn.

Mojego obecnego partnera bardzo kocham, dobrze nam razem, dbamy o nasz związek, o brak rutyny. Jednak za każdym razem, kiedy widzę bardzo atrakcyjnego mężczyznę (wydatne kości policzkowe, mocne rysy, muskularna albo szczupła sylwetka), to coś we mnie wstępuje. Niesamowicie mnie ciągnie do kontaktu z takimi facetami, czasem aż ciężko się opanować. Nie ciągnie mnie do nich w czysto erotyczny sposób: chcę, żeby mnie zauważyli, żeby zwrócili na mnie uwagę. Lubię ich zapach, w autobusie niby niechcący trącam ich, przechodząc, ramieniem, a potem rozpamiętuję to nocami. Próbuję łapać ich spojrzenia. W mojej pracy jeden z kolegów jest w moim typie i każda zmiana, którą z nim dzielę, to dla mnie emocjonalny rollercoaster. Kiedy pyta, czy zrobić mi kawę, prawie odlatuję, tak jak wtedy, kiedy się do mnie uśmiechnie.

Czuję się z tym naprawdę źle, bo mój chłopak to porządny gość. Nie wygląda jak model, ale jest zadbany, zawsze umyty i ogolony. Zdaję sobie sprawę, że ocenianie ludzi przez pryzmat mieszanki genów odpowiadających za układ kości i kondycję włosów jest idiotyczny, tak jak wiem, że z żadnym tych ludzi nie miałabym takiego kontaktu jak z moim kochanym, dobrym chłopakiem, ale nie wiem, co z tym zrobić. Do psychologa poszłam, żeby usłyszeć, że to naturalne, że atrakcyjni mężczyźni mi się podobają, i póki nie zdradzam, to wszystko jest w porządku. Tylko ja nie czuję się w porządku. Wyobrażam sobie, jak okropnie poczułabym się, jakby on czuł to samo wobec kobiet ładniejszych niż ja. Czasem czuję, że powinnam się z nim rozstać, żeby być w porządku, z drugiej strony nie wyobrażam sobie życia bez niego.

#Fxy5h

Są czasem takie dni, gdy człowiek wstanie lewą nogą i pada mu system chłodzenia mózgu. W takich wypadkach lepiej chyba zostać w domu. Wczoraj tak miałam. Dosłownie wszystko mi leciało z rąk, rano umyłam zęby farbą do włosów, posłodziłam sobie jajecznicę i przypadkiem zatrzasnęłam kota w pralce. W drodze do pracy chciałam wyjąć komórkę z torebki i wypadł mi z niej krem do rąk, który jak na złość potoczył się ulicę. W porę go uratowałam przed kołami rozpędzonych samochodów, ale… dostałam od przechodzącego obok patrolu Straży Miejskiej mandat za bezprawne wtargnięcie na jezdnię.
Na koniec dnia poszłam do chińskiej knajpy na sajgonkę z frytkami po wietnamsku. Pomyliłam sosy i musiałam ze łzami w oczach (i ogniem w ustach) zjeść moje danie w zalewie typu „niemiłosiernie piekąca dupa”. Na koniec wyszłam z knajpy, wrzeszcząc życzliwe: „Dzień dobry!”. Kiedy po czterdziestu minutach wróciłam do restauracji, żeby zabrać klucze do mieszkania, które zostawiłam na stole, pan Azjata stojący za ladą powitał mnie radosnym: „Do widzenia!”.
Tak, to jeden z tych dni, które powinno się po prostu przespać...

#ejLBs

Moja dziewczyna strofowała mnie, bo ostatnio zacząłem być bardziej „fit”. Ćwiczę, schudłem 20 kg. Okazało się, że kiedy byłem większy, to ona „wydawała się przy mnie mniejsza”, więc kiedy schudłem, namawiała mnie, bym znowu przytył albo ode mnie odejdzie. No i odeszła...

#bgxb7

Gdy byłem jeszcze dzieckiem, moja mama zawsze mówiła: „Synku, idź posprzątać pokój” i zawsze sprzątałem, bo wiedziałem, że nie mogę w przyszłości żyć w chlewie, aż do teraz... Mogę mieć burdel w pokoju przez tydzień i dopiero jak się z kimś umawiam i wiem, że później pójdziemy do mnie, to sprzątam.
Raz przyszedłem do domu z laską 10/10, aż się dziwiłem, że z kimś takim mogę przyjść do domu. Niby nie jestem brzydki, ale nie jestem też jakoś wybitnie przystojny. Puściłem muzykę, było super i zabawnie. Poszła do łazienki, a ja dalej się zastanawiałem, jak to jest możliwe, że ona jest ze mną.
Przy którejś kolejnej wizycie zapytała się, jak to jest, że zawsze mam czysto w domu i zadbanie, że się dostojnie ubieram i ładnie pachnę. Dodała później, czy nie męczy mnie to czasami. Powiedziałem jej prawdę, że tak szczerze, to nie przeszkadza mi brud i nieład – zrozumiała to, a ja jeszcze bardziej się zdziwiłem...
Raz poszliśmy do niej. Wtedy zrozumiałem, dlaczego ona mnie zrozumiała... Ja rozumiem, można mieć porozwalane ciuchy w pokoju, bo się nie chce ich ułożyć normalnie i umieścić w szafie, zrozumiem nawet, że wszystko jest porozwalane i tak dalej. Nie rozumiem jednej rzeczy... Jak można nie umyć sufitu z dwutygodniowego jajka... Dosłownie, na suficie było jajko i już było tak zaschnięte, że wydawałoby się, że to kawałek sufitu... W całej kuchni jebało jajem. Nie mówiąc o tym, że cała kuchnia była zastawiona brudnymi naczyniami.
Może i mogę czasem mieć burdel u siebie, ale jej syfu nie wytrzymałem. Więcej się nie spotykaliśmy.

#z1Nj4

Gdy wysiadałem z auta, wypadł mi portfel, a w nim wszystkie dokumenty i sporo kasy. Dowiedziałem się o tym, gdy przyszedł po mnie na zajęcia pan z recepcji, bym przyszedł odebrać zgubę, bo ktoś znalazł mój portfel. Od razu zrobiło mi się gorąco i zacząłem się pocić.

Znalazła go na oko 40-letnia kobieta, która postanowiła być uczciwa. Równie dobrze mogła zabrać wszystkie pieniądze, a resztę wrzucić do śmieci, robiąc mi tym niemało problemów. Gdy w podzięce chciałem wręczyć tej pani pieniądze za uczciwość, to jeszcze się oburzyła. 
Jestem szalenie wdzięczny tej kobiecie, że pofatygowała się i oddała mi portfel, takich ludzi szanuję. Wiara w ludzkość odzyskana :)

#HHBsz

Moja mama jest wolną kobietą i od niedawna zaczęła spotykać się z kimś nowym. Nie mam z tym problemu, natomiast mam problem z jej „wyborem”.

Facet przesiaduje u nas non stop. Punkt szósta rano – przyjeżdża na kawę przed robotą, po pracy przyjeżdża na obiad i siedzi do wieczora, przy okazji łapiąc się na kolację. Jeśli akurat ma nocki, to przyjeżdża prosto po robocie, zajmuje łazienkę przez przynajmniej godzinę (jeśli tego dnia mam zajęcia na uczelni na 08:00, to nie mogę się wyszykować), idzie spać, wstaje na gotowy obiad, siedzi kilka godzin i łaskawie wychodzi do pracy. Ktoś może teraz powiedzieć, że po prostu chcą spędzać razem czas. Sprzeczałabym się, ale ostatecznie mogłabym przyjąć takie wyjaśnienie. Problem w tym, że facet przychodzi nawet pod nieobecność mojej mamy, ba!, ma własne klucze do mieszkania i przychodzi pod nieobecność kogokolwiek.

Jestem w fatalnym stanie psychicznym. Jestem bardzo „terytorialna”, a jakiś obcy facet pomieszkuje sobie w moim domu i czuję się przez to strasznie niekomfortowo. Wstaję rano – Iksiński, przychodzę z zajęć – Iksiński, siedzę w wannie – do mieszkania wchodzi Iksiński. A dla mnie to kompletnie obcy facet, równie dobrze mogłabym wziąć losowego przechodnia z ulicy i „wprowadzić” do domu...

Próbowałam rozmawiać o tym z mamą. Facet nie jest bezdomny, z powodzeniem mógłby odświeżyć się w domu, wyspać i przyjechać do mojej mamy. Do niej, nie do mnie albo do pustego mieszkania. Mogliby czasami spędzać czas w jego domu (NIGDY tego nie robią, zasada jest taka, że do niego się nie jeździ). Mama na wszystkie moje słowa reaguje płaczem, że rzekomo chcę, żeby była nieszczęśliwa i jej nie kocham, bo gdybym kochała, toby mi Iksiński nie przeszkadzał. Jedyne co udało mi się wynegocjować, to żeby facet nie sypiał w naszym domu (poza sytuacjami, kiedy rano przychodzi prosto z nocki) i to tylko dlatego, że ją „przepłakałam” i histeryzowałam bardziej niż ona.

Dodatkowo facet ma bardzo wulgarny i prostacki dowcip, a przy tym jego bezpośredniość ociera się wręcz o chamstwo. Facet potrafi „w żartach” stwierdzić, że wyskoczyły mi na twarzy jakieś krostki, bo za mało się rucham. Kiedy przymierzam jakieś nowe ubrania, to niewybrednie komentuje. Wszystko niby w żartach, wszyscy się śmieją, więc ja też udaję, że mnie to bawi i nie komentuję, bo wtedy mama się obraża i robi awantury.

Planuję się wyprowadzić, ale jestem studentką, mam mocno ograniczone możliwości i finanse, więc nie mogę zbytnio przebierać w mieszkaniach. To, które wybrałam, zwolni się dopiero za kilka miesięcy. Facet non stop mi mówi, że nie może się już doczekać, aż się wreszcie wyprowadzę i może wreszcie znajdę kogoś, kto mnie dobrze... no.

Jest mi potwornie przykro, że obcy wyrzuca mnie z mojego mieszkania z aprobatą mamy, a ta bezsilność, że nic nie mogę zrobić, mnie dobija.

#Tvloc

Zadurzyłam się w Bartku, młodszym ode mnie o 8 lat koledze mojego brata. Postanowiłam w końcu do niego zagadać. No i zagadałam. Okazało się, że mamy bardzo podobny gust filmowy. Rozmawiało się miło, więc umówiliśmy się do kina. Do tej pory nie wiem, czy to była randka, czy po prostu spotkanie koleżeńskie. Było jednak świetnie. Potem spotkaliśmy się jeszcze dwa razy. Tym razem to już były randki.
Niestety przy drugiej wiedziałam już, że nic z tego nie będzie.
Bartek był miły, zabawny, niegłupi, fajnie się gadało, no i był przystojny (oj no, nie oszukujmy się i nie ukrywajmy, że to nie ma znaczenia). Osiem lat różnicy wieku to chyba jednak było dla nas za dużo. Mimo wszelkich zalet chłopak był jeszcze bardzo niedojrzały. Inne poglądy na życie, inne cele. Nie wiem, czego ja się właściwie spodziewałam? Za bardzo to wszystko idealizowałam w głowie. Głupia ja. Podobny gust filmowy to za mało, by próbować budować na tym coś więcej.
Szczęście w nieszczęściu, on myślał podobnie. Zakończyliśmy to, zanim jeszcze w ogóle zaczęliśmy. Obyło się bez dramatów.
Nie to, że nie wywarło to na mnie żadnego wrażenia. Szkoda, wiadomo, ale czasem tak bywa. Teraz skupiam się na pracy i czekam, co dobrego życie przyniesie. Bartka czasem widuję (kolega brata, więc to nieuniknione). O dziwo, nie jest jednak dziwnie. Rozmawiamy normalnie. On nie jest AŻ tak niedojrzały, ale wiem, że to i tak nie „to”.
Brat trochę się na nas wkurzył, no bo jego siostra i jego kumpel? No ale już mu przechodzi. Wczoraj nawet powiedział mi, że w sumie szkoda, że nam nie wyszło, bo przynajmniej miałby fajnego szwagra. Tak czy inaczej, nie żałuję. Przynajmniej nie będę się całe życie zastanawiać „co by było gdyby”. I żałować, że może straciłam miłość życia, bo bałam się zaryzykować i odezwać? Teraz wiem, że nie straciłam :)
Dodaj anonimowe wyznanie