#ZQ1fZ

Mam siostrę cioteczną młodszą o 6 lat. Gdy ja miałam jakieś 10 wiosen, mała spała u mnie. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, ale nasikałam jej na piżamę. Opróżniłam na nią całą zawartość pęcherza i pobiegłam do mamy naskarżyć, że Ania zlała się w łóżku.

Nie ma to jak przypomnieć sobie historię sprzed ponad 10 lat :/

#onKJA

Wychowałem się w biednej rodzinie, ojciec mechanik w Polmozbycie, matka pielęgniarka, troje dzieci, już w 1 klasie technikum chodziłem po szkole pomagać ojcu na warsztacie, od 17 roku życia utrzymywałem się zupełnie sam. Na studia nie było mnie stać, ale wiedziałem, że mechanikiem nie chcę być i chcę od życia czegoś więcej. Tak więc moi znajomi studiowali, bawili się i imprezowali, ja pracowałem na warsztacie, a następnie uczyłem się, w weekendy pisałem projekty, wiedziałem, że IT to przyszłość. Nauczyłem się pisać programy, miałem pomysły i je wdrażałem. Sprzedałem kilka programów i założyłem firmę. W wieku 25 lat już nie pracowałem na warsztacie, a sam zacząłem przyjmować ludzi do mojej firmy. Po 30 poznałem moją przyszłą żonę – maturzystkę, było nam dobrze, ja rozwijałem firmę, ona studiowała, po studiach pierwsza ciąża, potem druga i trzecia i jednocześnie jej doktorat. Firma prosperowała, ale zabierała coraz więcej mojego czasu. 
W pewnym momencie powiedziałem dość. Po narodzinach drugiego dziecka sprzedałem firmę za pokaźną sumkę i stwierdziłem, że mam już dość kasy, aby żyć godnie. Nie potrzebuję jeździć bentleyem – VW mi wystarcza, nie muszę latać na Mauritius – Turcja/Hiszpania mi wystarczy, nie muszę ubierać się u Prady, ciuchy z sercówki są spoko – moja żona też się z tym zgadza, nie lubi blichtru, drogich ciuchów czy gadżetów – jak dostała torebkę Louis Vuitton, to leży ta torebka w szafie, bo boi się ją zniszczyć, a chodzi ze zwykłą. Ja Wole mieć czas dla siebie i rodziny niż marnować życie, aby zarobić na przyjemności, na które i tak nie będę mieć czasu. Mamy dom, dwa nowe samochody, żadnych kredytów, żyję z odsetek od obligacji, czynszów z posiadanych mieszkań i dywidend ze środków ze sprzedaży firmy – łącznie wpływy to ok. 50 tys. zł miesięcznie – wystarczy na więcej niż godne życie. 
Wygląda jak bajka, dlaczego mam być nieszczęśliwy? Powodem jest moja żona, która po macierzyńskim z trzecim dzieckiem rozpoczęła pracę – rozumiem, nie po to studiowała i pisała doktorat, aby być kurą domową. Niemniej praca ta jej zajmuje 10 godzin dziennie, a i mówi, że jej nie lubi. Pieniędzy z tego jakiś specjalnych nie ma – ok. 8 tys. zł. Przychodzi do domu, to musi odpocząć, a później idzie spać, wstaje do pracy, wraca zmęczona i tak wkoło. A ja ogarniam cały dom, sprzątam, koszenie, odśnieżanie, zaprowadzam dzieci do przedszkola/szkoły, gotuję obiad, przyprowadzam dzieci, bawią się z nimi, odrabiam lekcje i tak dalej, nawet ciasta piekę. Czyli trochę zamieniliśmy się rolami — ona pracuje, ja zajmuję się domem, z tym że to też ja ten dom utrzymuję finansowo. Nie rozumiem, po co pracuje, mamy wszystko oprócz wzajemnej bliskości i nie mogę jej przekonać, aby rzuciła pracę lub znalazła coś na pół etatu, abyśmy znowu żyli razem szczęśliwi, bo nie chcę być dłużej prawie samotnym ojcem.

#bracH

W gimnazjum mieliśmy kolegę, powiedzmy, z opóźnionym myśleniem. Tzn. najpierw zrobił, potem myślał, co zrobił, a co powinien był zrobić. Nazwijmy go Kaziu.

Jechaliśmy pociągiem do Berlina. Większa ekipa ze szkoły, jakieś cztery przedziały nasze. Lato, więc okna otwarte jak się tylko dało. My w przedziale ze wspomnianym kolegą.
Cała nasza szóstka jadła pizzę. Zostało kilka kawałków w jednym pudełku i dwa puste pudełka. W pewnym momencie Kaziu wstaje, bierze dwa kawałki pizzy i wyrzuca przez okno. My w szoku, nie wiemy, co się dzieje. Kaziu się śmieje, bierze teraz puste pudełka, chce je wyrzucić. Zanim to zrobił, wbiegł nasz nauczyciel. Z resztkami pizzy na twarzy, za to bez okularów.

Akurat gdy nasz kolega pozbywał się resztek jedzenia, wychowawca wychylił się przez okno w sąsiednim przedziale. Przysmak Włochów uderzył go w twarz, zrzucając mu okulary.

Tłumaczenie Kazia?
Ta pizza go tak kusiła, a jemu się chciało porządnie srać i nie mógł jeść więcej...

#P71XY

Od zawsze byłem tylko ja i mama. Wychowywałem się bez ojca, więc matka robiła, co mogła, by zastąpić mi oboje rodziców. Ojciec zostawił matkę, gdy miałem 6 lat. Przechodziłem przez momenty buntu w liceum, kiedy potrafiłem powiedzieć matce, że to jej wina, że ojciec nas zostawił, jednak doskonale wiem, że to nieprawda i że to jej zawdzięczam wszystko, co mam w życiu. Skończyłem studia informatyczne, dostałem dobrą pracę, spłacam teraz swoje mieszkanie. I jestem jej wdzięczny za to, że mnie wychowała i kochała całym sercem. Z mamą mam jednak pewien problem. Przez to, że zawsze byliśmy tylko we dwójkę, ona zamknęła się na wszystko, co ze mną niezwiązane. Nigdy nie znalazła sobie faceta, nie ma prawdziwych przyjaciół, z rodziną kontaktuje się sporadycznie. Teraz kiedy wyprowadziłem się z domu, oboje mocno odczuwamy tę zmianę. I ona chyba sobie z tym nie radzi.

Codziennie do mnie przychodzi, dwa razy dziennie. Sprząta mi w mieszkaniu, robi zakupy, sprawdza, co mam w szafkach, robi porządek w ubraniach. I niby nie ma w tym nic złego, ale… ja mam 32 lata, chcę żyć samodzielnie. Matka potrafi zrobić mi awanturę, bo znalazła paczkę prezerwatyw w szufladzie. Nie godzi się na to, bym się z kimś spotykał, wciąż powtarza, że „mam na to jeszcze czas”. Jestem przekonany, że to przez nią nie mogę sobie znaleźć dziewczyny, bo każdą odstrasza. Dwa razy próbowałem jej kogoś przedstawić i za każdym razem dziewczyna dzień po spotkaniu z moją matką zrywała ze mną. Ona potrafi wyzwać każdą kobietę, która się pojawi w pobliżu. Kontroluje mnie: kiedy wychodzę, z kim i gdzie. Dzwoni po nocy, by sprawdzić, czy wróciłem do domu o tej porze, o której ona KAZAŁA mi wrócić. Dyryguje całym moim życiem, a ja czuję się uwięziony.

Mimo że kocham swoją mamę nad życie, to nie mogę już z nią wytrzymać. Chciałbym, żeby znalazła sobie faceta albo zajęcie, by zwyczajnie zaczęła żyć własnym życiem. Matka odbiera to w ten sposób, że chcę ją wyrzucić ze swojego życia, bo już dorosłem i jej nie potrzebuję. A przecież to nie tak. I nie mam pojęcia, co zrobić w tej beznadziejnej sytuacji, jak pomóc jej zrozumieć, że nie da się tak żyć.

#XIwVj

Lubię pisać opowiadania. Nie robię tego jednak jak większość ludzi i nie zaczynam od pomysłu, który wpadł mi do głowy i rozwinął się potem w całą historię. Mam natomiast przebłyski różnych fikcyjnych rozmów w głowie, które pojawiają się w najróżniejszych momentach. Mogę robić obiad, biegać, uczyć się, albo nawet spędzać czas z inną osobą, i nagle w głowie słyszę głosy ludzi, którzy rozmawiają. Skrupulatnie je zapisuję i potem na ich podstawie wymyślam resztę.

Nie mam pojęcia, skąd się to bierze, nie jestem chora i głosy do niczego mnie nie namawiają. Po prostu czasem są i opowiadają mi swoją historię.

#hnmRZ

Jeszcze 5 lat temu sport był moim całym życiem. Siatkówka, lekkoatletyka. Odnosiłam pierwsze sukcesy. Poświęciłam temu 11 lat. I nagle poważny uraz kręgosłupa i połamane żebra. I decyzja lekarza: koniec ze sportem. Długa i ciężka rehabilitacja, dzięki której mogę funkcjonować normalnie. Jednak do sportu już nigdy nie wróciłam, bo każdy nawet najmniejszy trening kończy się kontuzją. 
Minęło 5 lat, a ja dalej czuję się, jakby ktoś zabrał mi najważniejszą część życia.

#cgdlk

Jestem niezależny, pracuję, ubieram się w normalne, czyste ubrania, dbam o higienę, myję zęby. Nie jestem chamem ani popychadłem, jestem miły, potrafię rozbawić, potrafię zainteresować, pogadać o byle czym, mam przeróżne zainteresowania. Nie mam żadnego schorzenia ani choroby fizycznej, nie mam żadnej choroby psychicznej
ani nie jestem zboczony. Mimo to wszystkie moje relacje są kruche jak szkło.
Nie chodzi mi o miłosne relacje. Czy to kobieta, czy mężczyzna – możemy gadać, śmiać się, dyskutować, wypić piwo, ale to wszystko nie znaczy nic.
Mam wrażenie, jakby wszyscy podświadomie uznawali mnie za złego i odrzucali.
Ludzie nie odzywają się pierwsi, przedkładają błahe relacje z byle jaką pierwszą osobą ponad mnie. Mogą mi się zwierzać z bóg wie czego, mogę pomagać im w wielu rzeczach, ale to nic nie znaczy. Minie trochę czasu i nikt nie napisze „co tam?”, nikt nie chce się spotkać, nikt nie podeśle nawet głupiego mema, nikt nie przejdzie choć centymetr w stronę głębszej znajomości. Nikogo nie obchodzę.
Tak wyglądają relacje międzyludzkie dorosłych.

Czasami czuję się, jakbym był jedyną osobą na świecie.
Dodaj anonimowe wyznanie