#CbKpF

Mój chłopak (25 lat), ma ciekawe, aczkolwiek dość nieopłacalne hobby. Robi muzykę. Myślicie, że jest cokolwiek znany i zarabia na tym? Nic z tych rzeczy. Z zawodu jest programistą, mimo że bez studiów i matury, radzi sobie w tym lepiej niż absolwenci uczelni. Jednak nie lubi tej pracy, mimo że mógłby całkiem nieźle zarabiać. Tylko że kompletnie mu się nie chce. Ostatnio robi raz na jakiś czas zlecenie, by nie być zupełnie gołym. Mieszkamy razem, on płaci większość miesięcznej kwoty. Ja studiuję, nie mam pracy, więc niewiele się mogę dołożyć. Mimo że jest całkiem inteligentnym facetem, nie rozumie, że bez pieniędzy nie będziemy mogli mieszkać razem. On woli jednak zajmować się tym mniej realnym, niż czymś, na czym mógłby naprawdę zarabiać. Lubię jego muzykę, jednak jest to coś, co wśród większości uchodzi za ekstremalne i kontrowersyjne. Żeby mógł zarabiać na tym, musiałby mieć wiele tysięcy odtworzeń i współpracować z jakąś wytwórnią. A jego kanał na YouTube w ciągu prawie 3 lat twórczości ma mniej niż 100 subskrypcji. Kocham go i chciałabym, żeby coś się zmieniło. Gdy się poznaliśmy, zachęciłam go skutecznie do podjęcia pracy, jednak teraz to nie działa. On jednak woli się zajmować tylko muzyką.

#T13Lr

Nie radzę sobie z praktycznie wszystkim.
Pomimo nauki często dostaję słabe oceny, mimo że w domu umiałam wszystko. Przejmuję się tym, dokładnie tak, ale dlaczego?
Rodzice, pomimo że wiedzą i widzą, w jakim stanie znajduję się na co dzień, już od podstawówki mimo prób dogadania się z nimi i chęci rozmowy z mojej strony, aby porozmawiać szczerze, zwyczajnie mnie olewają i wytykają mi błędy z przeszłości, jakiekolwiek, jak i powtarzają, jak bardzo beznadziejna jestem i jak dobrze by było, gdyby mnie jednak nie było. Często mi powtarzają, że skończę 18 lat i mnie wywalą z mieszkania i będą mieli wywalone na to, czy se poradzę, czy też nie.
Nie powiem, bo jest mi przykro, tym bardziej że co dzień jest tylko gorzej i nie wiem, co ze sobą zrobić.

#kdpnu

W trzeciej klasie szkoły podstawowej (w wieku 8 lat) uczęszczałam bardzo często do kościoła i na dodatkową katechezę, z racji tego, że zbliżała mi się I Komunia Święta. Na jednej z takich mszy (prawdopodobnie była to droga krzyżowa) mówiliśmy o zdradzeniu Pana Jezusa przez Judasza. W pewnym momencie mszy ksiądz zapytał się: „W jaki sposób Judasz zdradził Pana Jezusa?”. Pewien chłopiec zgłosił się do odpowiedzi, po czym ksiądz podszedł do niego z mikrofonem. Chłopak odpowiedział tak, jak było to opisane w Biblii, czyli zdradzenie Pana Jezusa poprzez ucałowanie go przez Judasza. Ja — uważająca, że chłopak chce zakozaczyć przed znajomymi i że tak nie było, bo jak to, że dwa chłopy i pocałunek — zaśmiałam się pod nosem.
Mój szok, kiedy zakonnica zwróciła mi uwagę — ogromny.
No cóż, nie wiedziałam...

#owJt6

Moi znajomi, jak na młode małżeństwo, już dużo wycierpieli. Dość szybko w urodziła im się córka, parę miesięcy po narodzinach okazało się, że ich córka jest chora i przez brak wiedzy na temat choroby, moi znajomi musieli pochować Małą.
Po dwóch latach zdecydowali się na kolejne dziecko i nic nie zapowiadało tragedii, ale druga córka zachorowała na tę samą chorobę, która tym razem została szybko zdiagnozowana. Na potrzeby wyznania, bo ma zostać anonimowe, nie będę wnikać w szczegóły – wada jest po prostu genetyczna. Lekarze mówią, że operacja może się udać, ale jest 50 procent szans na to, że ich dziecko dożyje do jakiegoś normalnego wieku, ale przy tym będzie musiało bardzo uważać na siebie – zakaz biegania, uprawiania sportów, całe życie praktycznie u lekarzy, a Julka dożyje do około 15-20 lat. Drugie 50 procent – że operacja się nie uda i dziecko nie przeżyje.

I tak się zastanawiam... Jestem chyba bardzo oziębły, bo mimo całego współczucia, to ja z chęcią bym im powiedział, żeby dali Julce odejść. Żeby zamiast się rozmnażać i przekazywać wadliwe geny, zaadoptowali dziecko. Będą jej cały okres dziecięcy tłumaczyć, że nie wolno biegać jej z innymi dziećmi? Będą tłumaczyć 15-letniej osobie, że niestety jest chora i operacja się nie udała i że umiera?
Ratowanie dzieci w takich przypadkach to straszny egoizm, moim zdaniem. To one będą się męczyć z chorobą całe życie, a nie wiadomo, ile pożyją. A rodzice będą patrzeć, jak dziecko umiera praktycznie drugi raz.

#4lLu2

Studiowałam architekturę. Na pierwszym roku przy wszelkich projektach mieliśmy absolutny zakaz rysowania i projektowania w programach komputerowych. W semestrze były dwa przedmioty z dużymi projektami, tworzonymi cały semestr. W trakcie semestru odbywały się 2-3 przeglądy, czyli ocena dotychczasowych postępów w pracy. Przegląd wyglądał tak, że tworzyliśmy plansze 100x70, które potem wystawialiśmy w korytarzu, a prowadzący zajęcia architekci chodzili i oceniali każdą pracę. Końcowe zdanie projektu wyglądało identycznie. Na planszy znajdowały się rzuty budynków, przekroje, wizualizacje, szkice, zagospodarowanie działki itd. Wszystko miało być rysowane ręcznie, nawet napisy. Jako udogodnienie pozwalano nam plansze składać komputerowo, czyli mogliśmy zeskanować nasze rysunki i w programie graficznym układać te skany w estetyczną całość. Takie rozwiązanie było najczęściej wykorzystywane, bo nie trzeba było się bawić w przyklejanie kartek, skalowanie, kserowanie, przerysowywanie.
Ja miałam jednak sekret.
Każdy jeden rysunek, każdy szkic, każda literka — wszystko robiłam w Photoshopie. Opanowałam do perfekcji imitowanie rysunku odręcznego, robiłam delikatne błędy (plamki z tuszu, lekko nierównoległe linie itd.), używałam pędzli doskonale imitujących cienkopisy, markery, ołówki, potem nawet akwarele (a to jedyna technika, której nie potrafię „na żywo”, zawsze wychodzi mi obrzydliwa plama zamiast obrazka). Oszczędziłam sobie wiele godzin pracy i materiałów. Przez rok NIKT się nie zorientował. Jedna „kosa” pochwaliła nawet przy wszystkich moje wykonanie. Dodatkowo moje projekty tworzyłam w programach 3D, dzięki czemu nie musiałam robić wizualizacji z wyobraźni ani z makiet. Rzuty, przekroje — wszystko robiło się samo.

Uważam za idiotyczne takie ograniczenie komputera w pracy młodych studentów, bo w zawodzie używa się tylko tego. Nawet makiet się samemu nie klei, tylko w programie tworzy i drukuje. Czy było to nie fair w stosunku do ludzi z grupy? Być może... Równie nie w porządku była też pomoc od rodziców-architektów, kupowanie prac, zlecanie zadań z konstrukcji i mechaniki studentom, dla których to było banalne, czy nawet ściąganie na egzaminach. Oprócz ocen w granicach 4-5 nie miałam z tego nic. Prace nie szły na konkurs, nie miałam nawet stypendium. Niemniej jednak było to zagranie nieczyste, dlatego przyznaję się do tego tu, kilka lat po skończeniu studiów ;)

PS Makiety kleiłam sama, bez kombinowania, zarywałam przez nie noce jak wszyscy i też były chwalone, nie takie ze mnie beztalencie ;)

#tAwff

Ostatnio trafiłem na wyznanie o zawiści nauczycieli ze względu na posiadanie lepszego samochodu od nich, więc ja bym chciał opowiedzieć swoją historię.

Zanim zacząłem swoją przygodę z motoryzacją, miesiącami przeglądałem wiele stron poświęconych motoryzacji, mój wzrok najbardziej przyciągały projekty przeznaczone do driftu. Po zdaniu prawka chyba jak każdy zapragnąłem mieć swoje cztery kółka, padło na zmęczone BMW e36 i tak zaczęła się zabawa. Wiele miesięcy pracy – a to koła, a to gleba itp. itd. Pewnego dnia osiągnąłem swój cel i podjechałem driftowozem pod szkołę. Wtedy właśnie zaczęły się problemy, ciągłe wizyty u pani pedagog, bo jestem niebezpieczny na drodze, dyrektor postanowił wezwać policję, by mnie zmusili do oddania dowodu rejestracyjnego i wiele innych sytuacji. Po mojej stronie stał jedynie ksiądz uczący w mojej szkole.

Pewnego dnia był festyn szkolny, więc wpadłem na pomysł, by podratować budżet placówki i na pustym placu ustawić przeszkody, zaprezentować swoje umiejętności i za drobną opłatą zrobić rundę z pasażerem.
Najbardziej zaskakujące było to, że przejechał się ze mną każdy z moich antyfanów i uznał, że to, co robię, jest świetne!
Od tamtej pory miałem spokój, a także grono osób chętnych pomagać.

#jKWI0

Moim marzeniem było zostać policjantką. Moim rodzicom, a w szczególności mamie, to się nie podobało. Niestety nie dostałam się do szkoły policyjnej za pierwszym razem, więc postanowiłam przeczekać rok na farmacji, tak jak chcieli rodzice. I wtedy zaczął się mój koszmar. Matka stała się bardzo surowa. Nie mogłam wychodzić w weekend z koleżankami, spotykać się z chłopakiem, iść po zajęciach na siłownię. Jeśli już udało mi się uprosić ją o pozwolenie na wyjście ze znajomymi, miałam być zawsze o 21 w domu. Argument był jeden – „dopóki my cię utrzymujemy, robisz, co każemy, masz się uczyć, a o policji zapomnij”. Doszło do tego, że w wieku 20 lat dostawałam szlaban na komórkę, a ze znajomymi miałam kontakt tylko na uczelni. 
Wytrzymałam tak niecałe 3 lata. W końcu się zbuntowałam i złożyłam papiery o przyjęcie mnie do policji. Udało mi się. Początki były ciężkie, ale teraz jest w miarę dobrze. Jeszcze muszę sobie dorabiać jako opiekunka lub sprzątaczka, ale najważniejsze jest, że wyprowadziłam się z domu i w końcu mogę mieć swoje życie.

#IS3JH

Moja siostra była kiedyś bardzo wesołą, zabawną, otwartą i towarzyską dziewczyną. Pomaganie innym było u niej na pierwszym miejscu. Mimo młodego wieku (16 lat) była bardzo dojrzała i odpowiedzialna. Miała ambicje, chciała iść na studia, samorealizować się. Oprócz cudownego charakteru miała niespotykaną urodę. Po prostu była śliczna. No właśnie. Była. W pewien wieczór wyszła na spacer do parku, aby zobaczyć się z przyjaciółką. Jako że była dość wczesna godzina, nikt w domu nie był przeciwny. Na spotkanie nie dotarła. Przypadkowa starsza kobieta znalazła moją siostrę następnego dnia rano w lesie, 10 km od naszego domu. Całą we krwi, posiniaczoną, ale żywą. W szpitalu nie pozostawiono nam złudzeń. Została brutalnie pobita i wykorzystana.

Od tamtego wydarzenia minęło już trochę czasu, ale siostra się nie podniosła. Była trzy razy w szpitalu psychiatrycznym, ma depresję i zespół stresu pourazowego. Nie wychodzi ze swojego pokoju. Z nikim nie rozmawia. Siedzi tylko w swoim pokoju, ogląda telewizję, śpi ponad 15 godzin na dobę i je do granic swoich możliwości. Zaczęła robić sobie krzywdę, więc z pokoju zniknęły wszystkie przedmioty, którymi mogłaby się samookaleczać. Nawet jeść musi plastikową łyżeczką pod nadzorem mamy. 

Chciałbym móc cofnąć czas. Chciałbym znów móc pożartować z moją siostrą, Mam nadzieję, że będę mógł z nią kiedyś normalnie porozmawiać.
Dodaj anonimowe wyznanie