Niedaleko mojego domu jest park. Któregoś dnia postanowiłam wybrać się tam z moim psem. Pies, jak to pies, musiał się załatwić. Był spuszczony ze smyczy i aby się załatwić, wlazł w jakieś krzaki. Oczywiście miałam przy sobie woreczek, by po nim sprzątnąć, ale jeżeli załatwił się w krzakach (były tak gęste, że nie mogłam tam wejść), to uznałam, że raczej nikomu nie będzie to przeszkadzało...
Wszystko widziała jakaś starsza pani. Podeszła do mnie i zaczęła krzyczeć, bo jak tak można?! Nie sprzątać po własnym kundlu?! Magicznym sposobem wdarła się w te krzaki, podniosła ręką to, co zrobił piesek i... wcisnęła mi to w rękę. Nie powiem, nieźle mnie zaskoczyła...
Dodaj anonimowe wyznanie
Nie polecam rozważań o tym, co przeszkadza innym mniej czy bardziej. A starsza pani... chorobliwie zdeterminowana.
Najwyraźniej te magiczne krzaki nie były aż tak gęste, jak i pies i seniorka tam weszli. Nie ma co szukać wymówek, po psie trzeba sprzątać. To kwestia kultury.