Przed wyjazdem na obóz harcerski kupiłem w sklepie ze śmiesznymi rzeczami sztuczną kupę do nabierania ludzi. Samo wkładanie kupy do śpiwora było znane z poprzednich wakacji i mocno oklepane. Zamiast śmiechu mogło wywołać co najwyżej uśmiech politowania. Trzeba było wysilić się nieco bardziej. Okazja trafiła się już na drugi dzień. Włożyłem „kupę” do koszyka z rogalikami i czekałem, co będzie dalej. A tymczasem zrobiło się gigantyczne zamieszanie przy wjeździe do obozu. Przybiegli zastępowi i mówią, że komendant hufca przyjechał. Drużynowy blady jak ściana, bo to nie było uzgodnione. Zaczął więc improwizować. Złapał koszyk z pieczywem i mówi:
„Panie komendancie, witamy chlebem i solą!”.
Nie muszę dodawać, co wziął do ręki komendant hufca i jaką minę zrobił. Ale drużynowy był w porządku – dowiedział się, że to ja podłożyłem „kupę” do koszyka, ale mnie nie wydał.
Dodaj anonimowe wyznanie