#pF2bL

Kiedy miałam z 6, może 7 lat, w telewizji zobaczyłam reklamę, już nie pamiętam, czy płynu do naczyń, proszku do prania czy środka do prania dywanów, w każdym razie w reklamie pukali do drzwi, wchodzili z kamerą do mieszkania i pytali, czym pani myje/pierze/czyści. Wtedy pomyślałam, że co to będzie, jeśli oni przyjdą do nas (a moja mama w ogóle nie dbała o porządek w domu), więc postanowiłam, że będę codziennie sprzątać, bo przecież każdy, kto ma telewizor, zobaczy, jaki mam bałagan w domu. Nawet zaangażowałam w to moją młodszą siostrę. Mama nas popierała i mówiła, że jej to nie przeszkadza, że ktoś zobaczy, co mamy w domu, ale nie ma nic przeciwko temu, żebyśmy sprzątały w razie jakby przyszli do nas.

Po jakoś roku oglądałam tv z moim kuzynem, powiedział akurat, jak leciała owa reklama: „Ci aktorzy mogli lepiej grać w tej reklamie, przecież widać, jakie to jest udawane. Przecież nikt nie ma takiego porządku przy trójce małych dzieci”. Dopiero wtedy dowiedziałam się prawdy, ale nie przyznałam się kuzynowi, w co wierzyłam, a gdy powtórzyłam jego słowa mamie, ta powiedziała tylko: „Myślałam, że dłużej będziecie w to wierzyć, tak przynajmniej do osiemnastki”.

#ZrWxh

20 lat — stwierdziłem, że uzależnienie od papierosów jest złe. Rzucam. Pół roku nie paliłem, ale im mniej paliłem, tym bardziej mnie kusiło piwko i inne procenty.
21 lat — chyba jestem uzależniony od alkoholu, piwo po szkole musi być, piwo na weekend obowiązkowo, więc postanowiłem, że rzucam. Zamiast piwa coś dobrego do picia, najlepsza była coca-cola... I tak rzuciłem alkohol, ale uzależniłem się od cukru...
23 lata — myślę, że już nie jestem uzależniony od cukru, słodzę, gdy mam ochotę i jedną łyżeczkę na kubek, nie pięć, jak kiedyś. Słodkie napoje odstawione.
Zastanawiacie się pewnie co następne?
Masturbacja i porno... Brak cukru powodował straszny stres, chciałem się go pozbyć.
Z tym uzależnieniem poszedłem do specjalisty.
26 lat — jestem czysty. No, może zostały małe nawyki typu: anonimowe zawsze w WC, ale to chyba najmniej szkodliwe dla zdrowia uzależnienie.

Jeżeli chcecie pozbyć się nałogu, zróbcie to profesjonalnie, najlepiej z kimś, kto się w tym specjalizuje. Terapeuta, może psycholog, ale nie radzę robić tego na własną rękę.

#29zLl

Swoją przygodę z jeździectwem rozpoczęłam pewnej jesieni. Bywałam tam raz w tygodniu. W grudniu organizowana była stajenna wigilia, w której mieli uczestniczyć kursanci i instruktorzy. Po prostu wszyscy przyjaciele stajni. Bardzo się na to wydarzenie cieszyłam. Wiedziałam, że tradycją są prezenty dla koni. W jednym z jeździeckich sklepów kupiłam kopystkę, uwiąz i komplet szczotek. Wszystko zapakowałam w świąteczną torbę i pojechałam. W budynku przy stajni kręciło się już sporo osób, których nie znałam. Ale powiedziałam po prostu cześć, a oni wskazali, że spotkanie jest na piętrze. Weszłam tam, a pod choinką stały wielkie torby, wszystkie z tego samego sklepu jeździeckiego. Postawiłam tam i swoją skromną i widziałam, jak przychodzące osoby patrzyły na nią ze zdziwieniem. Było mi bardzo niezręcznie. Ale to nie było najgorsze. Ludzie, którzy dołączali, siadali na drugim końcu stołu niż ja i zaczęli w pewnym momencie śpiewać kolędy. Zrobiło mi się potwornie przykro. Ja nie znałam tych ludzi, nie czułam się wystarczająco odważna, żeby sama do nich podejść i myślę, że jednak grupie jest łatwiej powiedzieć: „Chodź do nas, co tam będziesz sama siedziała”. Opuściłam więc tę imprezę i wróciłam do domu. Przestałam tam również brać lekcje. Dzisiaj pewnie bym podeszła sama, ale wtedy poczułam się okropnie, taka wykluczona.

#lW0Gg

Toaleta w markecie całodobowym.
Zamontowali nam nowe pojemniki na papier. Solidne i metalowe. Pięknie, ładnie... ale papier i tak ciągle kładą na podłodze koło kibla i szczotki. Prosiłem raz, drugi, trzeci. Bez efektu.
Teraz za każdym razem, jak jestem w toalecie, to załatwiam swoją potrzebę, wrzucam całą rolkę do kibla i spłukuję.

Skoro prośby i skargi nie pomagały, to nie przestanę, dopóki się nie nauczą.
I życzę im miłego wygrzebywania.

#j9Rh8

Gdy miałam 17 lat, część moich znajomych zaczęła pracować. Mnie się zbytnio nie chciało, nie potrzebowałam pieniędzy ani nie chciałam marnować wolnego czasu, jednak po licznych awanturach ze strony rodziców znalazłam pracę. Z czasem ją pokochałam i przychodzę tam nawet wtedy, kiedy mam wolne.
Teraz mam 23 lata i rodzice robią mi awantury, że nie korzystam z młodości, tylko spędzam cały czas w pracy.

#yC06b

Matka mojego męża całe życie miała go głęboko gdzieś, a ojczym go nie znosił. Pozbyli się go z domu i nie interesowało ich to, czy ma co jeść, czy czegoś potrzebuje (bo np. popsuła mu się pralka i nie było go stać na nową, a starej nie dało się już naprawić). Kiedy potrzebował pożyczyć na koniec miesiąca jakieś drobne kwoty, to zaraz w dzień wypłaty od samego rana teściowa dosłownie bombardowała go tysiącami SMS-ów, kiedy odda pieniądze. Nie brakowało jej kasy, po prostu nie interesowała się nigdy swoim pierworodnym, był niechcianym dzieckiem, jej mąż go nie cierpiał, teściowa dbała tylko o dzieci urodzone ze związku ze swoim mężem. Gdy w pewnym krytycznym momencie (pracodawca nie zapłacił mu raty za studia i nie powiadomił go tym — mąż musiał opłacić cały semestr z góry z dnia na dzień) matka odmówiła mu pożyczenia pieniędzy na jedzenie ani nie zgodziła się, żeby przyszedł na obiad — powiedziałam dość. Kontakt się urwał, lata mijały.

Zgadnijcie, kto po pięciu latach odezwał się do nas? Jak się okazało, młodsza siostra męża pilnie potrzebuje pieniędzy, bo sytuacja taka, że ani okresu, ani adresu... A tu trzeba kupić wózek i całą wyprawkę dla dziecka. Czemu teściowa się odezwała? Bo owdowiała i jest jej ciężko, a my tak dobrze zarabiamy, dzieci nie mamy, to moglibyśmy jej pomóc. Jak to stwierdziła: „Przecież obowiązkiem rodziny jest sobie pomagać!”. Mamusia była bardzo zdziwiona, gdy odmówiliśmy. Przez lata traktowała syna jak powietrze, a teraz mówi o pomaganiu? Chyba trochę za późno na pojednanie, zwłaszcza że zależy jej tylko na naszych pieniądzach, a nie towarzystwie.

#VgoGn

Mam dosyć wstydliwy pęcherz, toteż każda próba jego opróżnienia w miejscu publicznym jest bardzo trudnym zadaniem. A na dodatek relacje w pracy z niektórymi pracownikami miewają się raczej sztywniutko... Po prostu paraliżuje mnie ich obecność, a może i świadomość obecności i fakt, że mogłyby znienacka pojawić się w części socjalnej.
Wpadłam więc na genialny pomysł. Obserwowanie w telefonie płynącego potoku, rzeki — ważne, aby były to naturalne krajobrazy. Działa! Idzie mi o wiele sprawniej i jest mniej krępująco :)

#wsuMd

Mój dziesięcioletni syn wyrasta na potwora. Wiem, że to straszne, kiedy ojciec mówi tak o własnym dziecku, ale taka jest prawda. W zasadzie od małego były z nim problemy. Jako maluch lubił kogoś uszczypnąć, uderzyć, dokuczyć jakiemuś zwierzakowi. Oczywiście od razu tłumaczyliśmy mu, że tak nie wolno i pilnowaliśmy, żeby tak nie robił. Najpierw myśleliśmy, że z tego wyrośnie, ale było i jest coraz gorzej. Wychowywaliśmy go tak samo jak dwoje pozostałych dzieci, traktujemy je równo.
Jednak syn już w przedszkolu dokuczał innym dzieciom, niszczył zabawki i nie słuchał opiekunek. Żadne tłumaczenia, prośby, nagrody i kary nie pomogły. Dowiedzieliśmy się, że kiedy dzieci są u moich rodziców, młody zadawał się z synem sąsiadów, który miał na niego zły wpływ. Kiedy rozmowa z rodzicami chłopca nic nie dała, odcięliśmy go od kolegi. Zresztą niedługo później ta rodzina się wyprowadziła.
Od podstawówki chodzimy z synem do psychologa. Stosujemy się do jej rad, kontrolujemy, co młody ogląda i w co gra, założyliśmy blokadę rodzicielską na internecie, motywujemy i chwalimy, gdy odniesie sukces. Przez jakieś 1,5 roku działało. Teraz jest piekło.
Niejeden raz przyłapałem syna na rzucaniu kamieniami w psy i koty (dlatego nie mamy własnych zwierząt), biciu ich i kopaniu. Praktycznie codziennie są awantury o odrabianie lekcji, sprzątanie po sobie. Synowie mieszkali razem w jednym pokoju, dopóki starszy pewnej nocy nie nasikał młodszemu bratu na twarz. Musimy też pilnować, żeby nie znęcał się nad młodszym bratem – już kilka razy musieliśmy tłumaczyć się z siniaków młodszego w przedszkolu. W dodatku od września musieliśmy zmienić szkołę syna, bo razem z dwoma innymi kolegami dokuczał mniejszemu koledze, zniszczyli mu okulary i wsadzili głowę do sedesu. Niestety to nasz syn był prowodyrem. W nowej szkole już pojawiają się na niego skargi.
Cała sytuacja bardzo odbija się na całej rodzinie. Z żoną dość często się kłócimy, bo ona dla świętego spokoju ustępuje synowi, a potem ja słyszę bezczelne teksty: „i tak matka mi odda telefon”. Coraz częściej muszę odejść na bok, żeby ochłonąć i nie zlać synowi tyłka. On to wie i mi o tym regularnie przypomina. 14-letnia córka jest zdecydowana, żeby za dwa lata pójść do szkoły z internatem, większość czasu spędza w bibliotece lub u koleżanek. Młodszy syn jest bardzo cichym i spokojnym dzieckiem, wszyscy twierdzą, że aż za bardzo. Niestety starszy wymaga tyle sił i energii, że dla córki i młodszego syna mamy mało czasu. Boję się, że syn wyrośnie na psychopatę, że kiedyś kogoś mocno skrzywdzi i wyląduje w więzieniu.

#DLu4J

Miałem wtedy 16 lat, byłem trochę zakompleksionym chłopaczkiem. Mój starszy o 3 lata brat na czas nieobecności rodziców robił w domu całkiem spore domówki, zapraszał masę znajomych w swoim wieku, a ja z racji tego, że też tam mieszkałem, bywałem na tych jego „prywatkach”, mega onieśmielony towarzystwem ładnych dziewczyn. Na jednej z takich imprez wszyscy bardzo popili, było parę zgonów (włącznie z bratem i jego dziewczyną). Z racji tego, że dużo osób było zmuszonych zostać u nas na noc, ludzie byli poupychani dosłownie wszędzie: w moim łóżku spali jacyś znajomi brata, na podłodze też, nawet w wannie ktoś spał. Chcąc nie chcąc położyłem się spać tam, gdzie zostało jedyne sensowne miejsce – do łóżka brata, kładąc się praktycznie „w nogach”, razem z nim i jego dziewczyną.

Obudziło mnie coś, czego się nie spodziewałem – dziewczyna brata położyła stopy na moim sprzęcie. Brat spał, ona spała, wszyscy spali, był sam środek nocy. Zszokowany nawet się nie ruszyłem, a jej coś się śniło, bo mamrotała coś pod nosem i czasami drgała. Na jej nieszczęście, mimo że cała sytuacja trwała maksymalnie 15 sekund, dla mnie to wystarczyło... 
Nieświadomie, bo nieświadomie, ale to był pierwszy raz, gdy jakaś dziewczyna zrobiła mi dobrze. Choć nigdy żadnemu z nich o tym nie powiem.

#t9FsI

Mam ostrą postać dyskopatii odcinka lędźwiowego. Ale mam też trudną sytuację rodzinno-finansową i nie stać mnie na L4, muszę normalnie chodzić do pracy na magazynie, jak zwykły, zdrowy facet. Na utrzymaniu rodzina, dwójka niepełnosprawnych maluchów i żona, z którą mi się niezbyt układa. Do tego kłopoty finansowe po remoncie, gdzie oszukała mnie firma remontowa, ale nie o tym. Choruję. Mam charakterystyczny przykurcz, chodzę skrzywiony w lewo, każdy krok to potężny wysiłek, muszę zatrzymywać się co 2-3 metry i się układać na następne kilka kroków. Najgorzej jest od stycznia. 16.01 połamało mnie tak, że wywozili mnie do szpitala na morfinie. Teraz przed pracą zżeram 4-5 tabletek przeciwbólowych, gdzie dopuszczalna dawka to 2 na dobę. Ale muszę zeżreć te dropsy i zawijać się do pracy, tak codziennie. Po kilku godzinach „wejdą tabsy” no i trochę to rozchodzę. Daję radę 8-10 godzin stać, chodzić, jeździć na widlaku, wracać. Dopiero w domu zmiana pozycji to powrót bólu. Sen? Przerywany przy zmianie pozycji spania. A w domu dzieciaki lgną do taty, a tata nie da rady wziąć malucha na kolana. A jak weźmie, to okupuje to dawką bólu. I tak codziennie. 
Nie wiem, po co to piszę, tak po prostu muszę to wywalić z siebie, bo oszaleję z tego wszystkiego. Za ponad 3 tygodnie mam neurologowi powiedzieć, czy chcę iść na operację. Boję się trochę, ale boję się też każdego wyjścia z domu. Boli jak jasna cholera.
Dodaj anonimowe wyznanie