#4tPp8
#Vdfz1
a) są ode mnie
b) nie było mnie na pogrzebie z powodu choroby.
Dziś miałam gorszy dzień i wyrzuciłam wszystko, co babci przyniosłam, bo prędzej czy później i tak by wylądowało to w koszu, bo tak.
Przepraszam, ale musiałam o tym komuś powiedzieć, czuję się jak ostatni śmieć przez moją „ukochaną” rodzinkę. :(
#I9A0s
Było to ponad 2 lata temu i powiem jedno, była to jedna z najlepszych decyzji w naszym życiu. Zupełnie inne podejście państwa do przedsiębiorcy pozwala firmom rozwinąć w pełni skrzydła, co w efekcie pozwoliło nam stworzyć naprawdę świetny biznes. Nasza firma rozrosła się tak bardzo, że postanowiliśmy otworzyć kolejny oddział w miejscu jej zarejestrowania. Przy okazji podjęliśmy decyzję o opuszczeniu Polski i zamieszkaniu na stałe za granicą.
I tutaj pojawia się śmietanka intelektualna naszego społeczeństwa. Komentarze, że jesteśmy złodziejami, którzy patrzą tylko jak się nachapać, były niemal codziennością. Jedna z naszych sąsiadek rozpuściła nawet plotki po osiedlu, że bawimy się w jakieś „lewe interesy” i że pewnie teraz uciekamy przed problemami. Szczytem było, kiedy narzeczony kupił sobie nowy samochód, o którym marzył od lat, a mógł sobie na niego pozwolić w końcu po latach ciężkiej pracy. Na co dzień samochód zamykany był w garażu, bo wiadomo, że cebule kole w oczy i z pewnością takie osobniki ucieszy fakt, że „przypadkiem” coś się stanie z samochodem „sąsiada złodzieja”.
Tego dnia narzeczony zapomniał portfela z dokumentami, więc wrócił po niego, zostawiając samochód pod klatką. Nie było go dosłownie z 5 min maks, a ktoś poprzebijał opony i porysował cały bok od strony pasażera. Oczywiście od razu telefon na policję i oczekiwanie na przyjazd mundurowych, w akompaniamencie chyba wszystkich sąsiadów. Narzeczony był tak zdenerwowany, że obawiałam się, że dostanie tam wylewu, a oliwy do ognia dolał sąsiad, który przechodząc „przypadkiem” obok, rzucił do nas, że nikt tu nie chce takich złodziei jak my i że w ogóle bardzo dobrze, że „ktoś” nas tak urządził. Miał gościu szczęście, że akurat chwilę później pojawił się wzywany patrol, ponieważ gościu musiałby zacząć oszczędzać na protezę uzębienia.
Serio? Tak ludzi boli, że ktoś doszedł do czegoś w życiu cholernie ciężką pracą? Nikt nie ma pojęcia, ile wyrzeczeń, łez i nerwów kosztowało nas dojście do tego wszystkiego, co mamy. Cieszę się, że już niedługo uwolnimy się od tych moralnie przegniłych ludzi, których jedyną ambicją w życiu jest ciągnięcie wszystkich możliwych zasiłków „BO MIE SIĘ NALEŻY!”.
#GjrVk
14:30 Stoję w kolejce do kontroli na lotnisku. Odwracam się, pan podnosi 100 euro z podłogi, uśmiecha się do mnie uprzejmie i chowa banknot w kieszeń.
Pomyślałam, że to jego i też się uśmiechnęłam i nadal rozmawiałam z chłopakiem.
15:30 Dzwoni do mnie mama: włożyłam ci w torebkę 100 euro na Dzień Dziecka (szybkie obeznanie sytuacji – brak kasy).
15:45 Zgłoszenie do kontroli granicznej, na kamerze widać sytuację, ale nie widać, co uprzejmy pan podnosi.
16:00 Straż graniczna rusza porozmawiać z panem, ale pan już w samolocie, więc już poza zasięgiem straży granicznej.
Nie pozdrawiam uprzejmego pana.
#OvLGd
#Sjrys
Miałam jakieś 8 lat, kiedy zaniepokojenie rodziców wzrosło na tyle, że zabrali mnie do psychologa. Świadomość na temat spektrum autyzmu nie była wtedy w Polsce zbytnio rozwinięta, a i ja nie byłam modelowym przypadkiem, więc minęło trochę czasu, zanim otrzymałam diagnozę. Mimo zaledwie kilku lat na karku zdążyłam już wtedy zauważyć, że jakakolwiek „inność” nie jest dobrze postrzegana. Bardzo chciałam być jak inne dzieci, mieć przyjaciół, dobrze się bawić.
Przez następne 10 lat wiele się zmieniło. Chodziłam regularnie na terapię, uczyłam się żyć z innymi ludźmi, kompensować swoje braki obserwacją, inteligencją i szybkim reagowaniem. Sporo dało mi wspólne wychowanie z rodzeństwem, sporo dał mi rozwój techniki (nagle okazało się, że można ignorować ludzi, nie mówić do nich i gapić się bezmyślnie w jakiś punkt i być uznanym za normalnego – byleby tym punktem był twój smartfon...). Gdyby ktoś teraz spotkał mnie na ulicy, nawet rozmawiał przez dłuższą chwilę, w życiu nie powiedziałby, że coś jest nie tak. Poszłam do normalnego liceum, jednego z lepszych w mieście i dobrze sobie tam radzę, utrzymuję nawet bliższe kontakty z kilkoma osobami.
Czyli co, mamy happy end?
Niekoniecznie. Zwykłe, codzienne życie jest dla mnie szalenie męczące. Nawet moi najbliżsi nie zauważają, jak wiele mnie kosztuje udawanie normalności. Wielu z nich uważa mnie za „wyleczoną”. A ja wciąż potrafię przespać ciurkiem 16 godzin po ciężkim dniu w szkole, dostać nagłego załamania nerwowego. Od stresu przed kontaktami międzyludzkimi wykraczającymi poza wypracowany schemat chce mi się wymiotować, trzęsą mi się ręce.
80% osób z zespołem Aspergera nie ma stałej pracy, większość mieszka dalej z rodzicami, tylko jakiś śmieszny procent zakłada własne rodziny. Boję się, że mi też nie uda się udźwignąć tego wszystkiego, a moja rodzina uzna mnie za darmozjada, bo przecież „wyrosłam z autyzmu” i to żadna wymówka.
#30vUI
Gdy tylko weszli, od razu przeszli do rzeczy: „Kaśka, usiądź. Weź głęboki oddech. Uwaga! Będziesz ciocią!” – powiedział Maciek. Szczęka mi opadła. Chwilę siedziałam w bezruchu, gapiąc się tępo w ścianę. Potem trzęsącymi się rękoma chwyciłam za paczkę fajek i zapaliłam jedną. Jąkając się, powiedziałam, że gratuluję i takie tam, a następnie w nerwach odprawiłam ich.
Pewnie myślicie, że zachowałam się jak ostatni burak. Cóż, może warto, abyście dowiedzieli się czegoś o przeszłości mojego brata. Otóż kiedy mieliśmy po 10-12 lat, często graliśmy w „nogę”. Byłam od Maćka znacznie lepsza w tej dziedzinie, a siła z jaką kopałam piłkę, zmiatała bramkarza razem z bramką! Podczas jednej z takich zabaw mój braciszek przyjął taki strzał prosto w krocze. Zwinął się w kulkę, zaczął płakać. Ból nie ustępował. Pogotowie. Szpital. Nerwy. Diagnoza: Maciek nigdy nie będzie mógł mieć dzieci.
Całe życie miałam z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia, mimo że przecież cios piłką w jaja wcale nie był żadnym zaplanowanym zamachem na płodność mojego braciszka. Rodzice stwierdzili, że powiedzą mu o tym w swoim czasie, jak dorośnie. Nie powiedzieli.
Teraz dowiedziałam się, że będzie ojcem. Nie mam pojęcia, co ciężej zniesie – informację, że jest bezpłodny, czy to, że jego ukochana go zdradza...
#mf4JD
#V1isF
Uprzedzając pytania, myślę, że poza tym jestem normalnym facetem, w dzieciństwie niczego mi nie brakowało, teraz na brak przyjaciół również nie narzekam. Sam nie wiem, co o tym myśleć.