#eMJYv
Kiedy się poznaliśmy, żyłam na własny koszt. Pracowałam, wynajmowałam kawalerkę. Kasy czasem mi brakowało, ale nigdy nie pożyczyłam od nikogo nawet złotówki.
Kiedy zaczęliśmy wspólne życie, on miał pracę i stary samochód, który już się sypał. Zamieszkaliśmy razem, wszystko świetnie się układało, nasze mamy za sobą przepadały, istna sielanka. Korzystaliśmy głównie z mojego konta – on przelewał całą swoją wypłatę, bo twierdził, że ja lepiej ogarniam wszystkie wydatki. Robiłam przelewy za mieszkanie, rachunki, internet itd.
Miałam super zdolność kredytową, więc kiedy samochód odmówił posłuszeństwa, wzięłam mały kredyt. Później trzeba było ogarnąć troszkę samochód, a to ubezpieczenie, a to wymiana czegoś. Na to również poszły pieniądze z kredytu. Wszystko układało się super, raty kredytu nawet nie odczuwaliśmy.
Pewnego dnia przez przypadek dowiedziałam się, że on ma jakiś kredyt, którego nie spłacał. Musiał naraz spłacić kilka rat, żeby sprawa nie trafiła do komornika. Wzięłam na siebie kolejne zobowiązanie, bo przecież się kochamy i musimy wspólnie dać radę.
W ciągu dwóch lat wyszło kilka takich „kwiatków” finansowych. Nie wiem, co ja sobie wyobrażałam, kiedy chciałam mu pomagać.
Zostawił mnie, kiedy miał już czyste konto, a ja to wszystko spłacam. Skonsolidowałam wszystkie kredyty, obecna rata jest na tyle niska, że jakoś daję radę, ale myśl, że przez najbliższe 7 lat będę co miesiąc wywalać pieniądze przez moją głupotę, po prostu mnie dobija. Czuję się jak największa idiotka.
#IoLm1
Jak można kazać człowiekowi skazać się na śmierć? NIE ROZUMIEM!
Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze, trzymajcie kciuki...
#paZtA
Kiedy wróciłam do domu, poinformowałam o tym całą rodzinę. Rodzice rozsiedli się wygodnie i oczekiwali na seans.
A ja pokazałam im RedTube...
#BfYQ0
Będąc w 9 tygodniu ciąży, nie mam brzucha jak piłka do kosza, szczególnie jak ubiorę się w sweter można go uznać za "kilka dodatkowych kilogramów". Fizycznie mam się naprawdę dobrze, nie mam prawie żadnych objawów... poza wymiotowaniem dzień w dzień dalej niż widzę. Zmieniłam dietę, piję samą wodę, biorę witaminy. Lekarz rozkłada ręce, mówi, że przejdzie, to tylko hormony. Trudno. Jakoś żyć trzeba.
Mąż w delegacji, ja mam do pracy na później, tak że rano po śniadaniu wpakowałam się do samochodu i wyjechałam na front. Zaraz wigilia, więc jak co roku ludzie zadeptują się w sklepach, walczą na miecze o karpia i wydzierają sobie z rąk ostatnią lalkę Barbie dla Dżesiki. Mimo ciągłych działań wojennych w marketach człowiek coś jeść musi, szczególnie jak dosłownie je za dwóch. Przebrnęłam przez sklep, nazbierałam zakupów do 1/3 kosza (około 20 artykułów). Stanęłam w kolejce i zajęłam się przeglądaniem internetu. Postałam tak sobie spokojnie dosłownie kilka minut, aż przyszedł on, ubrany cały na biało, z wózkiem pełnym zakupów, otoczony lekką mgiełką z taniej wody toaletowej. Owijam sobie szalikiem pół głowy, że niby zimno. Mimo że ledwo oddycham, to przez te resztki tlenu nadal czuję woń zapachu zakupionego w kiosku lub na poczcie.
Zaczęło mnie mdlić. Czując co się święci i widząc sznur ludzi przede mną, zdecydowałam się pierwszy raz użyć argumentu "Czy mogę wejść bez kolejki? Jestem w ciąży i źle się czuję" (od razu zaznaczę, że w sklepie, w którym robiłam zakupy, nie było tak zwanych kas uprzywilejowanych). Zostawiając wózek podeszłam do kasy i kulturalnie zadałam rzeczone pytanie Pani Kasjerce po 60, wyglądającej jak uosobienie dobrodusznej babci. Jakie więc było moje zdziwienie, jak powiedziała, że się na to nie nabierze i jak chcę tak ludzi wrabiać, to mam sobie sztuczny brzuch kupić dla wiarygodności. Sporo osób z kolejki wyraziło aprobatę dla słów kasjerki. Nie jestem zbyt kłótliwą osobą, więc wróciłam do kolejki na swoje miejsce, powtarzając sobie, że ból i nudności to tylko psychika, gdzie mój duch walki? To jeszcze tylko chwila. I powiem, że trzymałam się naprawdę dobrze, przez jakieś 15 minut. Będąc już w połowie taśmy, rozpoczęłam haftować na podłogę.
Mina ludzi, którzy przed chwilą jeszcze obrabiali mi 4 litery między sobą - bezcenna. Złość kasjerki - warta jeszcze więcej. A mąż po powrocie, jak tylko usłyszał co się stało, zostawił pisemną skargę w BOK-u.
#u6e8S
W efekcie moment zaraz po seksie spędzamy oboje w toalecie. Ja się myję, on zaś wisi nad kiblem i rzyga.
Jak to mówią - nieważne jak, ważne, że razem.
#81mkK
Od dziecka nie lubiłem się uczyć, serio.
W rodzinie niejednokrotnie słyszałem, oczywiście nie wprost, że jestem totalnym debilem, osłem, tępakiem i niemotą, która w życiu nic nie osiągnie. Jedynymi osobami, które we mnie wierzyły byli moi rodzice. Nigdy nie narzucali mi przymusu nauki na najwyższy poziom, jedynie taki, żeby zdać, co nie zawsze się udawało (klasy nie zawaliłem, ale semestr się zdarzyło). Do czego zmierzam: moi rodzice dali mi tzw. wolną rękę, i mimo zawalonych semestrów nigdy nie podnosili na mnie głosu, a jedynie wymagali, bym poprawiał wszystko na oceny co najmniej dopuszczające.
Osoby z moja mentalnością, czyli oby zdać, zazwyczaj przez rodzinę i społeczeństwo są skazywane na roboty na łopacie, czy jako tzw. robol na budowie (osobiście szanuje każdy zawód, pamiętajcie: żadna praca nie hańbi). Ale na własnej osobie chcę pokazać, że tak nie musi być. Po skończeniu gimnazjum część mojej rodziny widziała mnie w szkole zawodowej, na jakimś kierunku, po którym od razu będę mógł iść do pracy, ale mimo mojego lenistwa poszedłem do liceum humanistycznego. Jakie było zdziwienie, gdy dumny oświadczyłem, że dostałem się na humana, i jakie dobijające były opinie, że jestem leser, i z tego kierunku wylecę tak szybko, jak się tam dostałem. Dobrze się domyślacie: skończyłem ten kierunek, ba! Zdałem maturę (jako jedyny z rodziny, tak na marginesie), lecz to nie wystarczyło, i moja rodzina (nie licząc rodziców) nadal miała mnie za zero. Dlatego zrobiłem coś, co jeszcze parę miesięcy temu sam uważałem za idiotyzm: poszedłem na studia. Stara śpiewka: wyje*** cię stamtąd, tak szybko, jak tam się dostałeś. I co? Właśnie zdałem część semestru w terminach zerowych, z wcale nie najgorszym wynikiem, bez siedzenia po paręnaście godzin w książkach, a jedynie powtarzaniu z notatek.
Zakończenie: Tak jak wspominałem na początku, da się wychować dziecko bez zmuszania go do nauki w każdej wolnej chwili, czego osobiście jestem przykładem, i dziękuję moim rodzicom za to, czego mnie przez coś takiego nauczyli: samodzielności, i ponoszenia konsekwencji za swoje czyny, bo zawsze gdy coś mi nie poszło w szkole, to sam musiałem się z tego wykaraskać, nie z powodu tego, że mnie olewali, a chcieli mnie tego nauczyć.
#2OAit
Pani uznała, że się z niej naśmiewam, bo, jak to ujęła, "nikt normalny w dzisiejszych czasach nie mówi obecny zamiast jestem". Zostałam zwyzywana od niewychowanych gówniar, które nic nie wiedzą o życiu.
Nawet nie wiem, jak to skomentować.
#deBEe
No cóż, wesoło mi nie było, ale jednocześnie podziwiając jej piękno, postanowiłem zostawić ją w mojej wyobraźni jako idealną kobietę. Nie zawsze można zdobyć to, czego się pragnie, no ale marzenia są po to, żeby je mieć ;)
#LqhBh
Poznajesz faceta, w którym się zakochujesz z wzajemnością. Dogadujecie się. Macie podobne cele i priorytety. Zamieszkaliście razem – tu również się fajnie zgrywacie. Jest też seks, może trochę krótki, ale dobry. Jesteś usatysfakcjonowana.
Po pewnym czasie seksu jest mniej. Raz na tydzień, później raz na dwa. Zastanawiasz się, co się stało. Chcesz rozmawiać – rozmowa jest bardzo ważna. On jest zmęczony, zestresowany, rodzice są chorzy, nie ma tak częstej ochoty jak Ty. OK. Akceptujesz to, ale chcesz kompromisu. Jeśli jedna strona lubi seks codziennie, a druga raz na dwa tygodnie, to można kochać się raz w tygodniu.
Na początku się udaje. Jednak zauważasz z czasem coraz mniejsze zaangażowanie. Seks trwa max 5 minut, nie ma żadnej gry wstępnej. Ty robisz mu czasem loda, on nigdy się nie odwdzięcza. Twierdzi, że nie lubi, ale nie nadrabia inaczej.
Scenariusz jest zawsze ten sam, chociaż chciałabyś coś zmienić. Pora dnia, miejsce – zawsze to samo. Koronkowa bielizna i pończochy? Żadnej specjalnej reakcji. Seks jest chujowy. Próbujesz rozmawiać, czule, delikatnie. W końcu dowiadujesz się, że on nie ma ochoty, bo ma negatywne doświadczenia seksualne związane z byłą żoną (nie masz nic wspólnego z ich rozwodem). Próbujesz zachęcić go do psychologa, nic.
Ty próbujesz dać mu czas. Nigdy już pierwsza nie inicjujesz. Nie chcesz go do niczego zmuszać, jednocześnie w głębi duszy żebrzesz o ten seks. Zaczynasz analizować. Czyli na początku gdy się kochaliście nie miał żadnej traumy, a teraz już tak? A może udawał, zmuszał się? Dlaczego w temacie seksu mówi o złych doświadczeniach eks, gdy Wy jesteście razem już półtora roku? Starasz się być najlepsza – jesteś zawsze lojalna, wspierasz. Poza tym naprawdę dobrze się dogadujecie. Dlaczego więc seks zanikł? Bo seksu już nie ma od miesiąca. Nie pamiętasz, żeby przejechał dłonią po Twoim udzie czy pocałował w szyję. Oczywiście on codziennie przytula Cię i po powrocie z pracy i przed snem.
Już nie jesteś taka sama. Przestajesz w siebie wierzyć. Twoja niska samoocena odbija się na pracy czy w codzienności. Zamykasz się w sobie. Stajesz się milcząca. On pyta co się dzieje, ale Ty nie wiesz, co mu powiedzieć. Kochasz go, ale masz dość. Chcesz odejść, ale kto odchodzi od drugiej osoby z takiego powodu? Drażni Cię, że on nie myśli o Twoich potrzebach. Myślałaś o odejściu już kilka razy. Ale ostatnio on wspomina o ślubie i budowie domu – Twoich dwóch największych marzeniach, a jego lękach, w końcu on jeden ślub miał już za sobą, a dom? Robi to dla Ciebie, stara się.
Co jest więc nie tak? Co robisz? Co myślisz? Co chcesz mu powiedzieć?