#ZOJw1

Z tego co słyszałam od różnych członków rodziny, pierwsze pół roku życia spędziłam w szpitalach. Opowiadali mi, jak bardzo moja mama się modliła o to, bym przeżyła. Prawie 26 lat później leżę w łóżku, w pustym mieszkaniu, walcząc z chęcią skończenia ze sobą. Czuję się jak ostatnia egoistka.

#nj6Gw

W podstawówce pojechaliśmy z klasą na wycieczkę do Zielonej Góry, wtedy też miałem urodziny. Moja klasa (wraz z dwiema nauczycielkami) pomyślała sobie, że zrobią mi niespodziankę. Niespodzianka jak niespodzianka, fajnie było, ale co się działo w trakcie, to jest najciekawsze. Zasłonili mi oczy, nic nie widziałem. Przez to, że nic nie widziałem, przypadkowo złapałem obiema rękami piersi mojej nauczycielki, wtedy powiedziała mi: „Wiem, że masz urodziny, ale nie przesadzajmy”...

Była to dla mnie tak bardzo krępująca sytuacja, że do dziś się czerwienię na samo wspomnienie. :)

#b97uM

Kiedy byłam jeszcze dzieckiem, w domu się nie przelewało, często brakowało podstawowych środków higieny osobistej, a na śniadanie, obiad i kolację podawano mi chleb z masłem i cukrem lub — tuż po wypłaceniu zasiłków przez pomoc społeczną — na bogato był chleb z dżemem. Włosy myłam zazwyczaj płynem do mycia naczyń, bo nic innego po prostu nie miałam. Było jeszcze jakieś mydło w kostce i papier toaletowy, to wszystko. Nie pytajcie, dlaczego rodzice nie pracowali, bo nie wiem. Na wszystko była wymówka — jak na moje, nie chciało im się pracować. Rodzice niezbyt się mną przejmowali, aby cokolwiek mieć lepiej sama, musiałam się postarać, zapracować... jednak kto przyjmie do pracy 10-latkę? Udało mi się w końcu złapać jakieś zajęcie — opieka nad sporo młodszym kolegą (miałam już 12 lat). Zarabiałam szalone 20 zł tygodniowo — bardzo mało patrząc na to, że codziennie pilnowałam go po szkole przez kilka godzin, ale było mi lżej, że w końcu będzie na podstawowe rzeczy... Póki nie okazało się, że całą kasę zabrali rodzice. Zniechęciłam się do tej pracy i pod pretekstem zbliżającego się sprawdzianu wycofałam się z opieki nad maluchem. Po jakimś czasie znowu znalazłam jakieś płatne zajęcie i znowu całą kasę zabierali mi rodzice — tak było za każdym razem, dopóki nie skończyłam 18 lat. Zrobiłam im wtedy ostrą awanturę o całokształt i mając w tajemnicy uzbieraną kasę na wynajem, wyniosłam się tego samego dnia.

Jako że przez lata byłam zaniedbana (ile można myć zęby samą wodą?), z biegiem czasu moje uzębienie bardzo ucierpiało (niedożywienie i brak najprostszej pasty do zębów zrobił swoje). Aktualnie do wyrwania mam prawie cały jeden łuk (zostały same korzenie, niektóre już zarastają dziąsłami), poszłabym to wszystko wyrwać, ale jestem bardzo młodą osobą i przy tak znaczącej utracie zębów jest spore ryzyko, że zdeformuje mi się szczęka (rozjadą się zęby, które mam zdrowe), ponadto z biegiem lat może ubywać kości i z czasem może okazać się, że nie będzie już na czym tej protezy mocować. Technologia poszła naprzód, dzisiaj można pojedynczo wymieniać zęby, ale kosztuje to krocie. Mimo tego, że pracuję, nie stać mnie na tak wielki remont uzębienia. Czuję się z tym źle. Stosuję specjalne dentystyczne preparaty, dzięki którym nic dalej się nie psuje, a bakterie się nie rozwijają i tak holuję przez życie to, co mi zostało z tych zębów w nadziei, że w końcu uzbieram na swoje „trzecie zęby” i je po prostu wymienię. W tej chwili jednak mając kredyt mieszkaniowy i przedszkolaka na utrzymaniu skupiam się nad tym, by to jemu niczego nie brakowało.

#X5Nlf

Kilka lat temu moja babcia dowiedziała się, że ma raka trzustki. Babcia jechała do szpitala z przekonaniem, że już nie wróci do domu. Jednak wszystko poszło dobrze i babcia po kilku tygodniach została wypisana. Co jakiś czas jeździła na badania kontrolne. Później przyszła pierwsza chemia — babcia po niej czuła się całkiem nieźle. Druga chemia — troszeczkę zaczęły jej wypadać włosy i powiedziała, że na trzecią chemię się nie zgodzi. W trakcie drugiej chemii okazało się, że są przerzuty. Lekarz odradził kolejnej serii chemioterapii ze względu na złe wyniki badań. Rak postępował bardzo szybko.

Styczeń — babcia spaceruje, trzymając w jednej ręce laskę/kulę, czasami nawet daje radę bez żadnego podparcia.
Koniec stycznia/początek lutego — babcia spaceruje, trzymając w jednej ręce kulę, a w drugiej czyjąś rękę, bo nie jest w stanie sama dojść np. do łazienki.
Druga połowa lutego — babcia spaceruje z balkonikiem, bo musi mieć równe oparcie w obu rękach, nie jest już w stanie dojść do łazienki.
Pierwszy tydzień marca — babcia najczęściej siedzi na wózku inwalidzkim, po bardzo silnych lekarz przeciwbólowych jest osłabiona, praktycznie śpi po 15-18 godzin dziennie, bo nie da się jej dobudzić, już nie ma siły w nogach, żeby chodzić, że tak powiem, „na piechotę”.
Drugi tydzień marca — babcia już nie spaceruje, leży w łóżku albo siedzi w fotelu, żeby kręgosłup jej troszkę odpoczął, nie może ustać na nogach nawet z czyjąś pomocą.
Trzeci tydzień marca — babcia praktycznie nic nie je, ale przyjmuje dużo płynów, nerki przestają pracować.
Ostatni tydzień marca — babcia nie je, nie pije, pielęgniarka nie może wbić się w żyłę, aby założyć wenflon, bo wszystkie żyły są zapadnięte...
Siedziałam przy mojej kochanej babci, karmiłam ją, prowadziłam do łazienki, a gdy już nie mogła chodzić, zmieniałam pampersy. Nie żałuję, że nie wychodziłam na imprezy, spotkania ze znajomymi. Nie żałuję, że zawaliłam sobie pierwszy rok studiów i zaczynam moją edukację od początku. Myślę, że każdy domyśla się, jak ta historia się kończy... Kilka dni przed Wielkanocą babcia odeszła.
Powiem Wam, że nigdy w życiu nie przeżyłam czegoś tak okropnego — ta bezsilność, kiedy cierpi osoba, którą kochasz, kiedy krzyczy z bólu, umiera na twoich oczach, a ty nic nie możesz z tym zrobić...
Na koniec życzę Wam wszystkim, żeby Was i Waszych bliskich nie spotkało nigdy coś takiego.

PS Nigdy nie zapomnę tego lekkiego uśmiechu, który babcia miała na twarzy, gdy jej serduszko przestało bić. Po jej śmierci cierpiała cała rodzina, ale ja czułam ulgę, że cierpienie babci się skończyło.

#FuEEH

Jako dziecko bardzo, bardzo często dostawałam pieniądze od dziadków, wujostwa, a nawet kuzynów (tu warto zaznaczyć, że moja rodzina jest ogromna, nie ma jedynaków, wszyscy mają jakieś rodzeństwo, a to rodzeństwo ma po czworo dzieci, a ich dzieci mają już swoje dzieci i tak dalej, do tego każdy na wysokim stanowisku w pracy albo gdzieś poza Polską) i zawsze odkładałam je do skarbonki. Nigdy nie wiedziałam, na co je wydać i myślałam sobie, że może „starsza ja” będzie wiedzieć. Mając lat 14, miałam już grubo ponad osiemnaście tysięcy w skarbonce i znalazłam sobie dwa cele. Jednym z nich była wycieczka do Japonii, ale taka porządna, żebym mogła dużo pozwiedzać i kupić masę pamiątek, pójść na koncert. Drugi cel był jeszcze droższy.
Wszystko było pięknie aż do pierwszego września. Po rozpoczęciu wróciłam do domu i zobaczyłam zapłakaną mamę. Spytałam, co się stało. Powiedziała, że nie mamy pieniędzy, a co za tym idzie nie stać nas na zapłacenie rachunków i kupienie podręczników. Tata potwierdził jej słowa. Oczywiście oddałam im wszystko, co miałam.
Cóż... Następnego dnia siostra dostała ogromny telewizor, a brat konsolę i nowy telefon dotykowy. Za to, co zostało, wyremontowali swój pokój.
Najlepsze jest to, że rodzice dobrze zarabiają i mogli sami kupić te wszystkie rzeczy.

Nie, to jeszcze nie koniec.
Nie poddałam się. Zaczęłam zbierać na nowo. Tym razem nawet nie udawali. Po prostu zabrali moje pieniądze.

#LTGRj

Mam kuzyna, który jest starszy o dwa lata. Jako dzieci się nienawidziliśmy. Ciągle sobie dokuczaliśmy, a czasem dochodziło do rękoczynów. Zgoda między nami była tylko wtedy, gdy coś razem psociliśmy. 
Mieliśmy ok. 6 i 8 lat. Jego mama (moja chrzestna) robiła wielki remont. Na podwórku stało pełno beczek z wapnem, betonem i innymi miksturami oraz jakieś rury, blachy i co tylko. Padał deszcz i w beczkach była woda. Nikt nie pomyślał, żeby to posprzątać. Po podwórzu latały kury, kaczki itp., bo to w końcu wieś. Razem z kuzynem wpadliśmy na pomysł zbrodni doskonałej... Kuzyn podtopił dwie brązowe kury (po przygodzie z beczką były białe od wapna), a zwłoki schował pod blachami. Po paru dniach ciocia zorientowała się, że brakuje jej dwóch kur. Mój kuzyn popsuł zabawę, rozpłakał się i przyznał, że to nasza sprawka. Ja też się rozpłakałam i powiedziałam, że to on je zabił. Mój płacz był skuteczniejszy, bo nie dostaliśmy ochrzanu ani nic. Do dziś wszyscy się z tego śmieją, a mi żal tamtych kurek :-/.

#eDla0

Kiedy byłem dzieckiem, na oko 5-7 lat, przez tydzień regularnie w nocy obcinałem mojej mamie włosy (to były minimalne ilości, ledwo zauważalne). Dlaczego? Tak często miała wyjazdy służbowe, że stwierdziłem, iż z jej włosów stworzę drugą mamę, która nie będzie wyjeżdżać, tylko zajmować się mną.
Dodaj anonimowe wyznanie