Głupio przyznać, ale niepokoją mnie therianie i otherkin. Therianie to osoby wierzące, że mentalnie są psami lub kotami, a nie ludźmi. Noszą maski zwierząt i chodzą na czterech nogach na Tik Toku.
Otherkin to osoby, które wierzą, że nie są ludźmi tylko czymkolwiek innym - jak np. Elf czy kosmita (widziałam taki przyladek). Ludzie na Reddit i Tumblr próbowali mnie przekonać, że to normalne, ale ja wciąż podchodzę do tego bardzo sceptycznie.
Mam 37 lat, jedyny związek miałem ponad 10 lat temu, nigdy nie było u mnie seksu, a seks z przypadkową osobą, jak i „lekkich obyczajów” nie wchodzi w grę, musi być u mnie uczucie. Czemu w trakcie związku go nie było? Otóż ona go nie chciała ze mną, wolała z innym. Każda próba poznania jakiejś dziewczyny na portalach randkowych czy czatach kończy się klapą, gdy tylko widzą, jak wyglądam (patyczak 50 kg ze względu na tzw. zespół Marfana).
Od paru miesięcy w ogóle nie czuje potrzeby żeby jeść, głod stał się dla mnie komfortowy i czuję się winna, gdy po całym dniu w pracy w końcu coś z tym robię.
Okropnie się tego wstydzę, jestem przy tuszy i nie widze scenariusza, w którym kiedykolwiek ktoś mi w to uwierzy.
W tym roku mam 50 lat. Dopiero po czterdziestce zacząłem zauważać, ile mam w sobie traum z dzieciństwa i jak one bardzo przeszkadzały mi w życiu. Nadal przeszkadzają, ale już je dostrzegam i potrafię zneutralizować, wyjaśnić sobie.
Jednak jak pomyślę, że mógłbym mieć tę wiedzę w wieku 30 lat i jak bardzo moje życie mogłoby wyglądać inaczej...
Uświadomienie sobie pewnych spraw, wydarzeń z przeszłości, które ciągle mają wpływ na twoje życie, pozwala zdjąć z siebie ciężar.
Jeśli masz 30 lat i czujesz, że sobie nie poradzisz ze wszystkim z przeszłości, nie męcz się, idź na terapię, pogadaj z kimś, weź leki. Nie czekaj.
„Zycie jest takie piękne...”
Rok 2013. Juwenalia w Poznaniu. Byłem wtedy studentem drugiego roku na Politechnice Poznańskiej. Zbliżała się późna godzina, koło 23. Żegnaliśmy się już ze znajomymi, każdy zmierzał w swoją stronę. Po kilku minutach, w miejscu nieco mniej zatłoczonym, zaczepia mnie para młodych osób - prawdopodobnie studentów. Dziewczyna zachęca cicho: "Ej, znamy perkusistę zespołu Myslovitz, chodź z nami, to go poznasz!". Kątem oka widzę, że w zaroślach do których zamierzali mnie zaprowadzić, stały dwie inne osoby, nieśmiało spoglądając na mnie z ukrycia... Ale wydało mi się to bardzo dziwne i podejrzane... Po co miałoby im zależeć, żebym poznał kogoś takiego? Przyspieszyłem kroku i wsiadłem do pierwszej taksówki stojącej na poboczu. Do dziś wracam myślami do tamtej sytuacji. Co by się stało, gdybym poszedł z nimi? Kim byli ci ludzie? Pewnie nigdy nie poznam odpowiedzi...
Brat wyjechał na zarobek za granicę. Życie nie było dla niego łaskawe i po wielu perypetiach został na tym świecie sam. Ma mnie i siostrę, nie licząc dalszej rodziny która jest tylko na zdjęciach.
Zostawił w dużym mieście swoje mieszkanie. Żadne luksusy ale na własność troszkę ponad 50m. Chciał bym te mieszkanie doglądał, uznał że nie chce wynajmować no bo nie wie, jak mu się życie na obczyźnie potoczy i przynajmniej na początku chce mieć gdzie wrócić w razie potrzeby. Dostałem klucze i umówiliśmy się że będę zaglądał tam raz na miesiąc albo przy okazji.
Czas mijał, po pół roku brat nadal pracował i układał sobie życie kilka tysięcy kilometrów od domu. Pojechałem do mieszkania i wtedy się zaczęło. Wszystko na raz.
W mieszkaniu zagościli tzw Squatersi. Łącznie 5-6 osób 2 kobiety reszta mężczyźni. próbę wejścia do mieszkania uniemożliwił mi wymieniony zamek a po chwili mocne odepchnięcie przez jednego z nich który drzwi otworzył. Przerażony wizją że się ich nie pozbędę wróciłem do samochodu mówiąc że pomyliłem piętra.
Postanowiłem zastanowić się na chłodno co z tym zrobić.
Wtedy zadzwonił brat. Uznał że chce zjechać do Polski na dwa trzy tygodnie, ogarnąć mieszkanie, wynająć je i pozałatwiać trochę spraw.
Trzeba było działać szybko. Powiedziałem mu o całej sprawie i uznaliśmy że załatwimy to sami, bez policji.
Brat wrócił, dodam tylko że to człowiek słusznej postury a i ja ułomkiem nie jestem. Zorganizowałem grupę ludzi. Wszystko było gotowe.
Brat wrócił. Razem z nim w sobotę ok 14 pojechałem pod mieszkanie, na miejscu było już 5 moich znajomych.
Poszedłem do mieszkania, zadzwoniłem dzwonkiem i gdy drzwi się uchyliły bez żadnego ostrzeżenia wparowalem do środka. Za mną reszta ,, ekipy ".
Na miejscu były 3 osoby 1 kobieta dwóch facetów. Posadziliśmy ich na kanapie w salonie, nie stawiali jakiegoś większego oporu. Zabraliśmy im telefony i zaczęliśmy ich pytać o to dlaczego się włamali. Jak to oni że to prawo że im chuja zrobimy i tak dalej. W międzyczasie pozostali pakowali do worków wszystko co nie było meblami i wyposażeniem i wynosili do postawionego przy wejściu busa. Ktoś myślała że to wyprowadzka i bez żadnych problemów w 2 godziny mieszkanie zostało opróżnione. Potem wyprowadziliśmy ich z tego mieszkania, zabraliśmy klucze i czekaliśmy na policję. Ta się pojawiła po około 2h. Otworzyłem drzwi, udawałem wielkie zdziwienie, pokazałem że z bratem robimy tu remont porządki i tak dalej i że to pomyłka. Uwierzyli. Squatersi się wynieśli i więcej ich nie widziałem ale w drzwi i zamki zainwestowalismy sporo, do tego alarm i kamery. Nam się udało dzięki wsparciu... Ale ile jest takich którym się nie udało i latami płacą za takie szuje społeczne?
Mam 19 lat, jestem w 4 klasie technikum. Został mi rok szkoły. We wakacje zaczynam pracę na 2 miesiące (restauracja). Boli mnie to że moi rodzice w niczym nie chcą mi pomóc. Mój samochód zaczął się psuć, mam zapłacić sama za mechanika. Bo „pracujesz więc utrzymujesz” (słowa taty). Nie mam pieniędzy nie wiem co mam zrobić. Jest mi bardzo przykro, szczególnie że moja młodsza siostra dostaje wszystko to co by chciała a ja na wszystko muszę sama sobie zapracować..
Moja była założyła kiedyś profil na FB z moim imieniem i nazwiskiem, który wypełniła moimi nagimi zdjęciami i wysłała z tego profilu zaproszenia do wszystkich moich znajomych.
Jakiś czas temu wygrałem ogromną kwotę pieniędzy w loterii.
Pojechałem zarobić na chleb za granicę i od czasu do czasu w drodze z pracy "skreślałem" i wysyłałem kupony. Ledwo starczało mi na czynsz, ale kupon skreśliłem.
Nic się nie układało jak powinno i nawet rozstałem się ze swoją dziewczyną z którą byłem ponad 6 lat. Ona po prostu zostawiła mnie dla Francuza o bardziej opalonych rysach, który obiecał jej gruszki na wierzbie. Kiedy chciałem wszystko rzucić i wrócić do Polski okazało się, że zostałem milionerem. Myślałem, że to tylko w filmach i że coś takiego może spotkać wszystkich, ale nie mnie. Szok, to jak nic powiedzieć. Jednego dnia jesteś nikim a następnego dnia budzisz się z milionami na koncie.
Trudno w to uwierzyć. Zawsze byłem skromnym facetem i introwertykiem, który nie wierzy w siebie, zawsze ten, który przegrywa czy stoi z boku.
Poszedłem tego samego dnia i tak do pracy, bo nie wierzyłem, że mnie to spotkało, że pomyłka, że sam nie wiem.
Zgłosiłem się po wygraną i szystko okazało się prawdą. Tego samego dnia rzuciłem pracę. Po prostu nie poszedłem do pracy i nie odbierałem telefonów.
Nie odbiło mi i trudno było mi się przyzwyczaić, że stać mnie na wszystko.
Nikomu nie powiedziałem o tym początkowo. Tym bardziej, że jestem jedynakiem a relacje z moimi rodzicami już wcześniej było bardzo złe i nie utrzymywaliśmy kontaktu.
Natomiast zadbałem o siebie. Jak mawiają nie ma ludzi brzydkich a jedynie są biedni.
Zrobiłem nowe zęby, kupiłem ciuchy, fryzura i kilka miesięcy na wyjeździe chodziłem na siłownię trenując z osobą, która mnie prowadziła. Zawsze chciałem mieć na to czas, ale nigdy nie było. Wcale nie szpanowałem pieniędzmi. Po prostu odpoczywałem i zwiedzałem miejsca, które chciałem zobaczyć. Nie rzucałem się w oczy, nadal byłem nikim, ale lepiej prezentującym się i bardziej pewnym siebie.
Po kilku miesiącach pojechałem do Polski, do miejscowości z której pochodziłem ja i moja była. Spotkałem jej mamę, która nie poznała mnie początkowo. Chwilę porozmawialiśmy ze sobą i pożaliła się, że jej cóka jest w toksycznym związku z tym jej nowym, że przypuszcza, że jest przemoc, narkotyki i inne problemy. Powiedziała, że zawsze podobałem jej się jako mężczyzna, tzn. dla jej cóki i że miałaby ze mną dobrze gdybyśmy byli razem, ale wie, że po tym co mi zrobiła to pewnie nie ma już żadnych szans na sklejenie tego. Ona miała ją, urodziła w wieku 16 lat a ja byłem starszy od jej córki. Różnica wieku między mną a jej mamą była tylko "kilka lat". Celowo nie podaję zbyt wielu informacji. Jej mama była atrakcyjną kobietą, ale nigdy wcześniej nie przeszło mi przez myśl, aby patrzeć na nią jak na kobietę.
Zaprosiłem ją na obiad, kawę i tak dobrze zaczęło nam się rozmawiać, że zrobiło się "fajnie". Zauważyła, że jestem jakiś inny .... cdn.
Jestem oszczędna i nie lubię, gdy ktoś wyrzuca jedzenie. Dlatego ilekroć moi współlokatorzy wyrzucą pieczywo (w woreczku), zabieram je do swojej szafki i ścieram później na bułkę tartą. Biorę też z kosza na śmieci reklamówki, by w nie wrzucać śmieci z mojego pokoju. A dziś dołożyłam do kanapki ćwiartkę papryki, którą ktoś wywalił do śmieci (leżała na woreczkach i papierowych opakowaniach, umyłam ją dokładnie).
Boli mnie takie marnotrawstwo.
Dodaj anonimowe wyznanie