#81mkK

Przed chwilą przeczytałem wyznanie o tym, jak rodzice zmuszają do nauki dzieci od podstawówki. Nie mówię tutaj o chodzeniu do szkoły, a po szkole uczeniu się jakiś czas po czym czas wolny. Mówię o twardym "obozie koncentracyjnym" tworzonym dla dzieci przez niektórych rodziców, i właśnie to wyznanie chciałbym skierować do osób, które mają dzieci bądź zamierzają mieć, by dać im do myślenia.

Od dziecka nie lubiłem się uczyć, serio.
W rodzinie niejednokrotnie słyszałem, oczywiście nie wprost, że jestem totalnym debilem, osłem, tępakiem i niemotą, która w życiu nic nie osiągnie. Jedynymi osobami, które we mnie wierzyły byli moi rodzice. Nigdy nie narzucali mi przymusu nauki na najwyższy poziom, jedynie taki, żeby zdać, co nie zawsze się udawało (klasy nie zawaliłem, ale semestr się zdarzyło). Do czego zmierzam: moi rodzice dali mi tzw. wolną rękę, i mimo zawalonych semestrów nigdy nie podnosili na mnie głosu, a jedynie wymagali, bym poprawiał wszystko na oceny co najmniej dopuszczające.

Osoby z moja mentalnością, czyli oby zdać, zazwyczaj przez rodzinę i społeczeństwo są skazywane na roboty na łopacie, czy jako tzw. robol na budowie (osobiście szanuje każdy zawód, pamiętajcie: żadna praca nie hańbi). Ale na własnej osobie chcę pokazać, że tak nie musi być. Po skończeniu gimnazjum część mojej rodziny widziała mnie w szkole zawodowej, na jakimś kierunku, po którym od razu będę mógł iść do pracy, ale mimo mojego lenistwa poszedłem do liceum humanistycznego. Jakie było zdziwienie, gdy dumny oświadczyłem, że dostałem się na humana, i jakie dobijające były opinie, że jestem leser, i z tego kierunku wylecę tak szybko, jak się tam dostałem. Dobrze się domyślacie: skończyłem ten kierunek, ba! Zdałem maturę (jako jedyny z rodziny, tak na marginesie), lecz to nie wystarczyło, i moja rodzina (nie licząc rodziców) nadal miała mnie za zero. Dlatego zrobiłem coś, co jeszcze parę miesięcy temu sam uważałem za idiotyzm: poszedłem na studia. Stara śpiewka: wyje*** cię stamtąd, tak szybko, jak tam się dostałeś. I co? Właśnie zdałem część semestru w terminach zerowych, z wcale nie najgorszym wynikiem, bez siedzenia po paręnaście godzin w książkach, a jedynie powtarzaniu z notatek.

Zakończenie: Tak jak wspominałem na początku, da się wychować dziecko bez zmuszania go do nauki w każdej wolnej chwili, czego osobiście jestem przykładem, i dziękuję moim rodzicom za to, czego mnie przez coś takiego nauczyli: samodzielności, i ponoszenia konsekwencji za swoje czyny, bo zawsze gdy coś mi nie poszło w szkole, to sam musiałem się z tego wykaraskać, nie z powodu tego, że mnie olewali, a chcieli mnie tego nauczyć.
szarymysz Odpowiedz

"część mojej rodziny widziała mnie w szkole zawodowej, na jakimś kierunku, po którym od razu będę mógł iść do pracy, ale mimo mojego lenistwa poszedłem do liceum humanistycznego" W kontekście dzisiejszej sytuacji na rynku pracy może technikum lub zawodówka nie byłyby gorszym rozwiązaniem...

AnonimADHD Odpowiedz

No a co po tych studiach gdzie do pracy?
Na kasę do biedronki?

Czaroit Odpowiedz

Polecam poczytać o szkole Summerhill, gdzie nie ma nakazu uczenia się, ani nawet uczęszczania na zajęcia! Powstały dwie książki o niej, Summerhill oraz Nowa Summerhill. Jest również serial, o tym samym tytule.

Summerhill to najpiękniejsza szkoła, o jakiej kiedykolwiek słyszałam. W której najważniejsze wartości to szacunek dla każdego oraz wolność. Poczytajcie sobie, jakie to przynosi skutki w praktyce. Zwłaszcza wobec tzw. trudnych uczniów, których wszystkie inne instytucje spisały na straty. Którzy mieli być zbyt głupi i krnąbrni, by w ogóle "wyjść na ludzi".

Autorze, skoro jesteś na humanie, to lubisz czytać. Z całego serca polecam Ci te pozycje, to miód na serce. Pewnie znajdziesz w jakiejś biblio.

Postac Odpowiedz

To, że się dostałeś na studia, wcale nie znaczy, że będziesz miał dobrą pracę.
Mi też rodzice nigdy nie kazali się uczyć. Zupełnie do niczego mnie nie zmuszali. Jak mówiłam, że nie chcę iść do szkoły, to było „to nie idź”. Jak dostałam pierwszą jedynkę, to było „uczeń bez pały jest jak żołnierz bez karabinu”. Jak po szkole siedziałam przed komputerem póki nie poszłam spać, to nie mówili nic.
Co roku miałam świadectwo z czerwonym paskiem. Na studiach stypendium naukowe. Pracę też znalazłam fajną, ale ze względu na długą przerwę na dzieci, na razie zarobki mam słabe.

Dodaj anonimowe wyznanie