#K3OMi

Przyłapałam faceta koleżanki z pracy na zdradzie. Po prostu trafiłam do baru, w którym umówił się ze swoją kochanką, kiedy miał być na wyjeździe służbowym (całowali się, ręce błądziły po partiach ciała, na których kończy się koleżeństwo. I tak, to na pewno był on, podeszłam do niego specjalnie bardzo blisko, aby się upewnić, a na dodatek kobieta zwracała się do niego po imieniu, a to ma całkiem nietypowe). Zrobiłam im kilka zdjęć, aby później pokazać je koleżance.
Co z tego wynikło? 
Że jestem zazdrosną o jej szczęście kurwą, co to tylko wpycha nos w nie swoje sprawy i że pewnie w sumie to te zdjęcia podrobiłam, bo jestem w końcu fototechnikiem i ona w to nie wierzy, bo gadała z facetem o północy przez kamerkę i był w hotelu (w barze widziałam go między 23:30 a 23:45 – potem wraz z kochanką udali się na parking i po prostu odjechali). Dodatkowo koleżanka rozpowiedziała wszystkim, jak to próbuję zniszczyć jej życie i teraz wśród grona znajomych z pracy to ja wyszłam na tę złą i zazdrosną o jej życie miłosne (bo skoro nie mam faceta, a mam koty, to na pewno jestem zazdrosna!).

Cóż, sumienie mam czyste, ale weź tu, kurna, pomagaj ludziom.

#FvYdG

Miałem przyjaciółkę, która dość lubiłem, ale nie wiedziałem, czy chce czegoś więcej, czy po prostu przyjaźni. Z tego, co wiem, to jeżeli nie spróbuję, to się nie dowiem, a nie chciałem potem żałować, tak więc zapytałem. Chyba mnie zignorowała albo nie usłyszała, w każdym razie nie powtarzałem. Kilka dni później zapytała, czy nie zechciałbym z nią być. Pomyślałem, że spróbuję, skoro i tak chciałem... Ona nagle wpadła w zakłopotanie, zapytałem, co jest. Powiedziała, że to był zakład z koleżanką...

No nie powiem, wkurzyłem się, jak dla mnie było to nie fair, i z tego się nie robi zakładów. Przez dłuższy czas nie widziała w tym nic złego, a ja próbowałem jej uświadomić, że to jednak nie było spoko.

Ludzie, czy to ze mną jest coś nie tak, czy raczej z tym, co zrobiła? Nie wiem, co myśleć.

#zA7FS

Jak byłam dzieciakiem (gdzieś w początkowych klasach podstawówki), sąsiadki próbowały nauczyć mnie grać w warcaby, jednak ja nie chciałam z nimi grać. Nigdy nikomu nie powiedziałam dlaczego. Otóż…

Gdy one mówiły „za niebicie tracisz życie”, ja słyszałam „zaj*bie cię, tracisz życie”. A ja nie chciałam tego mówić, bo w domu uczyli mnie, że przeklinanie jest nieładne.

#cOA4Y

Historia z serii kłamstwo ma krótkie nogi, jednak bez szczególnie moralizującego zakończenia. A mianowicie...

Zacznijmy od krótkiego wstępu. Chodzi o mojego młodszego brata... Odkąd sięgam pamięcią gość miał niezdrowy gen warunkujący kłamanie, jednak bez szczególnego talentu do jego stosowania. Praktycznie za każdym razem został na nim przyłapany, aczkolwiek rodzice grozili tylko palcem i zazwyczaj się na tym kończyło. W połączeniu z brakiem jakichś szczególnych konsekwencji do dziś prowadzi ów proceder. Obecnie ma 20 lat. W tym roku poprawiał maturę, gdyż w poprzednim szczególnie mu nie poszło. Przez cały rok dokładał wszelkich starań, żeby jak najlepiej ją teraz napisać, czyli siedział w domu, oglądał telewizję, grał na komputerze... i w sumie to by było na tyle. Do pracy też nie wyruszył bez szczególnego wytłumaczenia, nie i koniec. Młody, zdrowy chłopak i leserował przez cały rok. Nawet teksty w stylu, że osoby niepełnosprawne pracują, a on siedzi w domu, nie pomogły. Zero wstydu.

W końcu przyszedł dzień sądu ostatecznego! Ubrał się elegancko, zabrał dwa czarne długopisy i wyruszył. Po powrocie stwierdził, że fajne tematy, zadania mu siadły i że będzie dobrze.
My naiwni...

8 lipca były wyniki. Zapytany jak mu poszło (tu uwaga, ważne!) oświadczył, że dobrze, poprawił wynik o całe 10%, w zeszłym roku miał 34%, a teraz dostał 44%. Wow! Sukces życia! Następnie zmienił bardzo szybko temat i zaczął gadać piąte przez dziesiąte - o pogodzie, o tym, co widział, ile samochodów minął po drodze do domu. I tu zapala się czerwona lampka. Później kiedy skanował swoje zacne świadectwo i weszłam do pokoju, prawie wcisnął je w płytę skanera i przyciskał tam i poprawiał, aż nie wyszłam. Powiedziałam rodzicom, że coś tu jest nie tak. I miałam rację.

Okazało się, że ów geniusz poprawił maturę z 36% na 38%. Cóż... oczywiście nikt nie był w szoku. Osobiście obstawiałam, że napisze jeszcze gorzej. A tu proszę! 2 punkty progresu! Rodzice nie zrobili nic z tą informacją, bo ojciec woli głaskać po głowie BIEDNEGO synka, który jest zwyczajnym leserem i leniem. Najlepiej pchać przez całe życie ofiarę losu. Piszę to tylko dlatego, żeby wiedział. Bo czyta.

I jedyny morał jaki z tego wynika to to, że lepiej być młodszym rodzeństwem. Możesz być kłamcą i oszustem, okradać rodziców, a oni i tak będą cię kochać.

#c3QJm

Pamiętam, że już jako dziecko starałam się sama zarabiać na siebie, aby nie musieć prosić rodziców o pieniądze na moje zachcianki. W domu się nie przelewało, rodzice zarabiali najniższą krajową, czasem ledwo starczało "do pierwszego". Sytuacja poprawiła się, gdy mój 8 lat starszy brat poszedł do pracy. Otworzył jakiś dochodowy biznes i zaczął dokładać się do domowego budżetu. Nigdy nie zdradził, ile dokładnie zarabiał, ale było tego na tyle dużo, że to w praktyce on finansowo utrzymywał rodzinę, a i jemu samemu starczało na różne jego fanaberie. No, ale to była kasa "wspólna", ja nie miałam żadnych podstaw, żeby prosić regularnie o coś tylko dla siebie.

W liceum ja i moje trzy najlepsze przyjaciółki weszłyśmy w tak zwany "okres buntu". Zachowywałyśmy się jak typowa zepsuta młodzież: papierosy, alkohol, częste wizyty w klubach, seks z przypadkowymi chłopakami, ślepa pogoń za markowymi ciuchami... Ciuchy były tym, na co szło najwięcej kasy, moje zapasy gotówki szybko się wyczerpywały, a dziewczyny wydawały się mieć forsy jak lodu. Często mi coś fundowały i chociaż oponowałam, mówiąc, że nie trzeba, nie przyjmowały odmowy. Chęć posiadania modnych ubrań cały czas walczyła we mnie z nabytym już w dzieciństwie przekonaniem, że na własne głupoty powinnam zarabiać sama. Ale ostatecznie, choć z wyrzutami sumienia, jednak przyjmowałam ich prezenty, tym bardziej, że żadna nigdy nie chciała zwrotu kasy.

Z czasem dorosłyśmy, przystopowałyśmy, każda z nas zaczęła pracować i nie było już czasu na tak częste spotkania. Ostatnio spotkałyśmy się u mnie przy paru butelkach wina, zaczęło się wspominanie dawnych lat i zwierzenia. I tak oto dowiedziałam się, skąd miały tyle kasy na ciuchy. Okazało się, że wszystkie trzy uprawiały seks za pieniądze... z moim bratem.

Zatkało mnie i początkowo nie chciałam w to uwierzyć. Postanowiłam zapytać o to brata. Z pewnym wstydem, ale jednak, przyznał się do wszystkiego. Zapytany dlaczego tak robił, odparł coś w stylu: "Miałem 24 lata, ciągle byłem prawiczkiem, żadna dziewczyna nie chciała na mnie nawet spojrzeć, a jednocześnie miałem forsy jak lodu, więc jak tylko pojawiły się na widoku trzy pozbawione hamulców moralnych, szukające pieniędzy nastolatki, uznałem, że byłbym głupi, gdybym nie skorzystał z okazji."

Koleżanki powiedziały też, że ilekroć mój brat im płacić, dawał im coś ekstra, aby i mi też coś kupiły, bo - jak to określił: "Nie chcę, aby czuła się gorsza, a jednocześnie wiem, że jak zacznę jej tak bez powodu dawać kieszonkowe, to ta pijawka się przyzwyczai i już się od mojego portfela nie odklei". No cóż, ilekroć teraz przeglądam szafę i patrzę na ciuchy, które wtedy kupowałam albo dostawałam od przyjaciółek, jakoś mi się robi niedobrze.

#ApHjY

Mam 24 lata i wstydliwy problem.
Mam przerost warg sromowych. Brzydzę się sobą i tym, jak wyglądają moje okolice intymne. Z tego powodu nigdy nie uprawiałam seksu, unikam basenów i plaż (żeby nie zakładać stroju kąpielowego), nie noszę leginsów... a nawet nie byłam u ginekologa. Tak bardzo się boję i wstydzę. Pewnie myślicie "Rzeczywiście, lekarze nie takie rzeczy widzieli". Może i tak. Ale ja nie jestem lekarzem, coś, co dla nich może być nudną wizytą, dla mnie jest traumą i sprawia, że chce mi się wymiotować ze stresu.
Wizja zbliżenia z mężczyzną? Wyobrażam sobie, jak byłby obrzydzony, gdyby mnie zobaczył i nie umiem się przemóc, zaufać, że dla właściwego faceta nie będzie to miało znaczenia.

PS Nie, nie stać mnie na chirurga plastycznego.

#5II6w

Niedługo przed swoim ślubem pojechałem do stolicy na konferencję, na której poznałem pewną kobietę, nazwijmy ją Anią. Ania była wystrzałowa, inteligentna, świetnie się dogadywaliśmy – również po zakończeniu części oficjalnej. Trzy dni minęły jak z bicza strzelił. Nic dziwnego, że po powrocie do domu byłem jakiś dziwny, co nie uszło uwadze narzeczonej. Była sprzeczka, parę cichych dni, ale w końcu sytuacja wróciła do normy.

Przewińcie 10 lat do przodu. Ania wyskakuje mi na fejsie w znajomych znajomych. Z ciekawości wchodzę na jej profil, a tam... hasła pisowskie, hasła ultrakatolickie, imigranci do domu, aborcja to zło, tu różaniec, tam koronka.

Szczęka mi opadła i potoczyła się do kuchni. Jak żyję, nie spotkałem nikogo czyje pierwsze wrażenie tak bardzo różniło się od rzeczywistości.

#ZznpB

Uprawialiśmy seks z dziewczyną. Byliśmy dość cicho, gdyż w drugim pokoju był mój współlokator. W pewnym momencie tak zaszaleliśmy, że z hukiem spadliśmy z łóżka, wprost pod drewniany regał z jakimiś pierdołami i książkami. Regał się na nas przewrócił, rumor nieziemski się z tego zrobił.

Mój współlokator wpadł do pokoju, myśląc że coś mi się stało (w sumie chyba nie wiedział, że nie jestem sam). W momencie, gdy ogarnął co i dlaczego się stało, doszedłem... wprost na jego bose stopy. On zapytał tylko, czy nic się nam nie stało, pomógł wygramolić się spod sterty rupieci i wybuchając śmiechem, poszedł umyć nogi z mojego dzieła. My w tym czasie, również zanosząc się śmiechem, ubraliśmy się, współlokator wrócił pomóc sprzątać. Do dziś się z tego śmiejemy, a najbardziej współlokator, który od tego momentu do mojego pokoju wchodzi w kapciach xD.
Dodaj anonimowe wyznanie