Mam siostrę starszą o 11 lat. Jak miałem 7 lat, to miała chłopaka, który mieszkał u nas na osiedlu. W dzień przed maturą pokłócili się i on z nią zerwał, na dodatek SMS-em. Bardzo to przeżywała, pół dnia płakała, a wiedziałem, że ta matura to było coś bardzo ważnego. Byłem bardzo wkurzony, że on sprawił taką przykrość siostrze.
Chłopak ten miał samochód i był z niego bardzo dumny. Poszedłem na pole, znalazłem kamień o ostrej krawędzi, zakradłem się do jego samochodu i porysowałem mu klapę od bagażnika. Byłaby to świetna zemsta, gdyby nie to, że pogodzili się dwa dni później. Nigdy nikomu o tym nie powiedziałem.
O zdradzie.
Z A. Byliśmy razem dwa lata. Z charakteru małomówny, dość bystry. Zawsze obojętny, nie okazujący żadnych uczuć w stosunku do mnie. Spotykaliśmy się w weekendy, mimo że mieszkał niedaleko. Z intymnością też było kiepsko. Wymówki, oczywiście z jego strony. W końcu i ja przestałam mieć ochotę. Przytulał się do mnie tylko wtedy, gdy wiedział, że mam okres, przecież wtedy nic nie będzie. Ciągle grał w gry, potrafił zamknąć się na 8 godzin w pokoju i z niego nie wychodzić, prowadząc rozmowy z kolegami. A po zakończonej grze do mnie nie odzywać się ani słowem. Był leniwy, zawsze ze wszystkim zwlekał, granie do późna i wstawanie po południu. Spotkanie ze mną odkładał do późnych godzin. Całe swoje wolne dni spędzałam sama czekając na niego. Myślałam, że taki ma charakter i zaakceptowałam stan rzeczy, przecież ludzie są różni. Nigdy nie wiedziałam na czym stoję, nie określał się. Ufałam mu i wierzyłam, nigdy nie dał mi żadnego powodu do podejrzeń o zdradę.
Dzień jak co dzień, wyszedł do pracy (wtedy łaskawie został u mnie na noc). Ja postanowiłam, że nie pójdę do pracy. Zadzwoniłam i powiedziałam, że jestem chora, nie będzie mnie cały tydzień. Mam 2 prace, mieszkam sama, więc muszę sobie jakoś radzić. Ciężkie miesiące bardzo dały mi w kość i od pewnego czasu byłam okropnie styrana. Nie miałam już siły na nic. W tym swoim lenistwie stwierdziłam jednak, że pojadę na miasto coś sobie kupić, nigdy na nic sobie nie pozwalam, więc odrobina przyjemności mi się należy. Przechodząc obok kawiarenki w oknie dostrzegłam swojego chłopaka pijącego kawę, uśmiechniętego. Nie był sam. Towarzyszyła mu Karyna z rzęsami na pół kilometra. Po pierwsze szok, a później... Weszłam do kawiarni i przysiadłam się do nich.
A. zrobił się blady jak ściana. A ja z uśmiechem na ustach, przedstawiłam się i zaczęłam rozmowę z Karyną. Pochwaliłam zgrabną sylwetkę, kazałam wstać, powiedziałam, że ma fajny tyłek, pochwaliłam rzęsy i kręcone włosy, które A tak bardzo lubi. Nawet zaczęłam się z nią porównywać. Gdy Karyna zajarzyła co się święci, zaczęła się zbierać do ucieczki. Więc powiedziałam, że świetnie, że już wychodzimy. Pójdziemy do mnie i dam jej rzeczy A., skoro dziś się do niej wprowadza, to musi coś przecież ze sobą mieć, i nie ma z czym zwlekać. Powiedziałam też, aby go pilnowała, bo przecież to taki skarb, że każda kobieta w mieście na niego leci.
A próbował mnie odciągnąć, ale byłam bardzo miła również dla niego. Gdy zaczęli uciekać i w końcu wyszli z kawiarni, zostałam sama i się rozpłakałam, wszystkie nerwy puściły. Ludzie mnie pocieszali, ale do mnie nic nie docierało. Cierpiałam strasznie. Napisałam A. żeby zabrał swoje rzeczy, bo inaczej wyrzucę. Happy-Endu brak. Moja samoocena spadła do zera. W tej chwili nie ufam nikomu. Nie wiem czy kiedykolwiek będę.
Mój chłopak ( nazwijmy go Bartek) ma 23 lata, pracuje za granicą, jeździ vanem po Europie. Na porządku dziennym jest u niego zapraszanie ludzi bezdomnych/proszących o pieniądze na jedzenie na obiad. Porozmawia, pośmieje się z nimi, daje im trochę odpocząć od problemów. Ktoś zgubił pieniądze i nie ma na pociąg albo mu brakuje? Dołoży bez mrugnięcia okiem. Ludzie biorą tylko wtedy od niego numer konta i na następny dzień oddają, nigdy nie było z tym żadnego problemu.
Ostatnio zadzwonił do mnie, że we Francji na stacji benzynowej zauważył dwójkę dzieci z ojcem, który rozpaczliwie grzebał przy aucie. Z racji tego, że mój chłopak skończył ''szkołę dla mechaników'', to podszedł. Faceta okradli i ma pusty bak, nie dojedzie do domu, a żona za kilka dni rodzi - tu pokazane zdjęcia + pełno obrazków Boga w aucie, łącznie z tatuażem na ramieniu, przedstawiającym Maryję. Bartek powiedział, że mu zatankuje. Ojciec dzieci poprosił także o kupno biletu na prom do Anglii. Wyszło około 300 euro. Dzieci wraz z ojcem (który się popłakał) szczęśliwe. Wymienili się numerem telefonu i konta w banku, i co? I nic. Pieniędzy nie ma, dał się oszukać.
Cóż, może ktoś z Was będzie miał podobną sytuację - tak teraz naciągają na pieniądze za granicą. Co na to Bartek? Nic. Powiedział tylko, że "mógł mnie za te pieniądze gdzieś zabrać, ale trudno". Nadal pomaga ludziom, nie zraził się.
Matka ma pretensje, że codziennie myję włosy. Mam łuszczycę głowy i często muszę używać bardzo tłustych maści, przez co moje włosy wyglądają ohydnie zaraz po kuracji, maksymalnie przetłuszczone jakby nie były myte od lat.
Spotkała mnie dzisiaj w nocy dziwna sytuacja. Zacznę od tego:
Pracuję za granicą, śpię w baraku przy budowie, i w tym baraku się stało coś dziwnego. W nocy około 3:00 przebudziłem się, światło zapalone (ja gaszę zawszę),wiec wstaję i idę wyłączyć , przy okazji wywróciłem się o buty (nie moje),
Damskie pantofelki w momencie, gdy się podniosłem dostrzegłem kobietę w łóżku (w baraku są dwa łóżka), nie wiem skąd przybyła, była w kiepskim stanie, krew zaschnięta na twarzy, cała w błocie. Gdy ją obudziłem okazało się, że jest polką (no proszę jaki świat mały). Po krótkiej rozmowie dowiedziałem się, że jestem ch###, bo ją obudziłem i nie chciałem wezwać taxi( chciałem najpierw żeby wytłumaczyła mi co robi w moim baraku) po około półtora godziny powiedziała, że przyjechała na wakacje, ale hotelu nie znalazła to poszła na imprezę i wracając się potknęła (stąd krew i błoto).
Na koniec pozwoliła się odwieść do hotelu poczekałem aż wejdzie do swojego pokoju i pojechałem do pracy prosto. O sprawie bym zapomniał gdyby nie to, że po pracy czekał na mnie samochód, karku z niego wyskoczył i dostałem w nos. Za co? Po ponoć ja ściągnąłem do siebie i chciałem wykorzystać. Na szczęście mamy monitoring. :)
Więcej nie pomagam w d### mam pomóc bliźniemu, który ci nóż w plecy wbije. Wiec jak ktoś chcę odpocząć, nie liczcie na mnie.
Ps. pozdrowienia z komisariatu.
Pps. Nos nie jest połamany.
Mój chłopak zawsze był egoistą.
W tygodniu warzywo, w weekend król imprez. Nie umiał się ze mną bawić, nie zabierał na randki. Za każdym razem gdy mówiłam, że to koniec, po miesiącu się ogarniał i było super.
Po ponad 3 latach zamieszkaliśmy razem i się zaczęło.
W tygodniu odzywał się do mnie tylko podczas obiadu i gdy kładliśmy się spać. W weekend zawsze kumple. Dla nich był cudowny, ja byłam jak jego mama.
Pranie, gotowanie i sprzątanie, dbanie o budżet i zakupy.
Miarka się przebrała, rzuciłam go.
Tylko jest jedno małe ale... on mieszka teraz w salonie, a ja w sypialni. Nie stać mnie na wynajęcie mieszkania, a nie chcę mieszkać z kimś obcym.
Dogadujemy się jak nigdy.
Tylko że ja dbam o siebie, ćwiczenia, dieta, kino i spotkania ze znajomymi.
A on cały dzień na kanapie, YouTube i zupki chińskie na obiad i kolacje.
Trochę mnie to śmieszy, a trochę mi go żal.
Patrzenie jak bezsensowne jest jego życie tylko bardziej mnie motywuje. I nie chcę, by się wyprowadził, bo znów byłoby tak samo jak zawsze - zatęskniłabym i byśmy do siebie wrócili, a tak to widzę co "straciłam".
Mamy już z mężem oboje ponad 30 lat, jesteśmy razem 6, ale nadal wstydzę się i nie wiem jak się zachować, gdy ktoś mnie pyta o to, jak się poznaliśmy. Nie potrafię kłamać i zawsze mam wtedy taki głupi uśmiech na twarzy i robię się czerwona. Z reguły odpowiadam coś w stylu „przez znajomych” i staram się zmienić temat, ale wiem, że wygląda to dziwnie i podejrzanie. Nie mam też pojęcia co mam wymyślić i powiedzieć naszym dzieciom, jeśli kiedyś o to spytają.
Miałam w życiu bardzo zły okres i przez rok pracowałam w klubie jako "dziewczyna do towarzystwa", a on był moim klientem. Dodam tylko, że odeszłam stamtąd dzięki niemu, a może właściwie dla niego.
Jestem muzułmanką, jestem Polką, moja rodzina od zawsze żyła w Polsce i nie mam żadnych innych korzeni. Właściwie nawet nie wiem skąd pojawił się w niej islam, wiem tylko, który z pra - parę razy - dziadków przyjął go jako pierwszy, a teraz wierzy po prostu większość mojej rodziny (dość sporej, jeśli liczyć wszystkie ciotki, wujków itp). Moi rodzice, mimo że od dzieciństwa wychowali mnie w religii, nie mieliby problemów, gdybym z niej zrezygnowała, miałam taki okres, kiedy w sumie prawie to zrobiłam, ale ostatecznie sama dla siebie znalazłam powód, dla którego jednak wierzę. Co dziwne nigdy nie miałam zbytnio problemów przez swoją religię, nie chodzę w burce, ale mimo wszystko moje włosy są zakryte, a ubiór skromny, co rzecz jasna zwraca uwagę, ale najgorsze co usłyszałam to Allah Akbar wykrzyczane przez jakieś dziecko. Mój mąż też jest mojej wiary, sama go sobie znalazłam, bez udziału rodziców, Polak, którego kocham i jestem z nim już około 15 lat.
Na czym polega problem? Poznałam niedawno parę rodzin, przyjechali do Polski bardzo dawno, więc to nie z Syrii, ale też muzułmanie, i jestem kompletnie załamana zachowaniem ich kobiet. Ja mimo swojej wiary nigdy nie pozwoliłabym żadnemu mężczyźnie tak mnie traktować, jak one pozwalają. Szczególnie jedna, dałam jej kiedyś swój numer i się zaczęło. Codziennie potrafi do mnie dzwonić tylko żeby się skarżyć na męża, że wszystkie pieniądze są u niego, że schował jej dokumenty, że krzyczy, że to, tamto. A kiedy proponuję jej rozwiązania, które mogą jej realnie pomóc (mam znajomości w kilku ośrodkach dla samotnych mam, raz nawet już załatwiłam jej pokój i prawnika, żeby mogła uciec, zabrać swoje rzeczy itp.), to znajduje wymówki. Ta znajomość trwa już kilka lat i nadal to samo, ona tam siedzi, dzieci coraz więcej, on ma wszystko gdzieś. Mam wrażenie, że ona lubi być tą ofiarą, której wszyscy współczują i pomagają. Najpierw myślałam, że ona się go boi, ale teraz na 100% wiem, że nie.
Mam sporo znajomych Polek, Tatarek i innych swojej religii, ale wszystkie potrafią postawić faceta na miejsce, znają swoje prawa (których btw. mamy sporo) i obowiązki męża wobec siebie. Wcześniej myślałam, że to przez mężczyzn takie są, ale teraz nie wiem, skoro tak większość siedzi, to chyba im takie traktowanie pasuje. Oczywiście nie chcę powiedzieć, że ten facet jest porządnym człowiekiem, bo nie jest, ale wiem od męża, że ma taki charakter, że gdyby ta kobieta chciała coś zrobić, to już od dawna żyłaby normalnie albo by odeszła, on by nie chciał biegać po sądach i nie robiłby żadnych problemów.
Od jakiegoś czasu mam nowy numer, ale wiem, że ona czasem nadal próbuje się ze mną skontaktować. Ja mam dość.
Puściłem dziś tak żrącego gaza, że aż mi się pies wybudził i ugryzł mnie w nogę. Chyba za karę.
Bardzo wstydzę się tego, że mam duże policzki. Jestem szczupły - 67/183, jednak te policzki są moją udręka od zawsze. Ludzie często mi mówią, że mam podłużną twarz, jednak to nie wyklucza tego, że skóra na bokach mojej mordy po prostu momentami zwisa.
Dodaj anonimowe wyznanie