#3lWLH

Od kilku lat udaję orga$m. Nie osiągam go nigdy, zawsze muszę udawać. Nigdy podczas stosunku z żoną. Bo jestem mężczyzną.
Mam wytrysk, er3kcję w miarę okej, ale nie potrafię się podniecić. Podczas współżycia też nie mam prawie żadnych doznań.
W końcu postanowiłem coś z tym zrobić. W tajemnicy przed żoną udałem się do seksuologa. Podjęliśmy terapię. Okazało się, że przyczyną dolegliwości jest uzależnienie od p0rnogr@fii i m@sturbacji. Mimo że nie praktykuję tego od około czterech lat. Faktycznie, kiedy jeszcze to robiłem (już po ślubie), zawsze miałem super doznania. A z żoną lipa.
Dodam jeszcze, że w nałóg wpadłem, mając około 12 lat (p0rn0gr@fia doszła później wraz z dostępem do internetu) i trwał on przez kilkanaście lat. Gdybym mógł cofnąć czas...
Mam nadzieję, że uda mi się z tego wyjść. Może będę kiedyś musiał to wyznać żonie? Nie wiem...

#KrnqU

Zawsze szanowałem to, co zrobili dla nas nasi dziadkowie i babcie w czasie drugiej wojny światowej, nadal to szanuję.
Zawsze też uważałem, że zrobiłbym to samo, co oni wtedy. A teraz, gdy mogłaby wybuchnąć trzecia wojna światowa, zacząłem się bać. Mam nadzieję, że w odpowiednim momencie nie będę się bał i zrobię to, co będzie potrzeba i będę bronił dumnie kraju z orzełkiem na piersi.

#4YZiy

Jestem ze swoim chłopakiem od ponad 5 lat.  Ostatnimi czasy tematem numer jeden w jego rodzinie stał się fakt, że jego brat ma dziewczynę. I wtedy to, 10-letnia siostra mojego ukochanego, jako ciekawe świata dziewczę, wypala do niego z pytaniem: „A ty też masz dziewczynę?”. Mnie zamurowało, jego też, po czym oboje wybuchliśmy śmiechem. I teraz nie wiem, czy młoda mnie bardzo lubi i traktuje już jak członka rodziny, czy nie lubi i bardzo by chciała już inną przyszłą bratową…

PS Jak ją zapytałam, kim w takim razie jestem według niej dla jej brata, to stwierdziła, że przyjaciółką.

#Q2nIt

Jestem jedną z nielicznych kobiet w mojej firmie na stanowisku inżynieryjno-technicznym i szczerze mówiąc, znam się na swojej robocie. Mimo to wręcz boję się odwiedzać firmową kuchnię, ponieważ każda, nawet krótka wizyta w tym pomieszczeniu kończy się szczegółowymi pytaniami na temat moich aktualnych zajęć, ocenianiem mojej pracy lub sugerowaniem, że to nie jest praca dla mnie.

Mówcie, co chcecie, ale mimo że świat idzie do przodu, wiele miejsc pracy wciąż wypełniają stereotypy lub zwykły szowinizm.

#EZvL6

Byłam z mężem na zakupach. Cofnął się po coś do sklepu, ja już wyszłam. Nie dał mi kluczyków, więc oparłam się o nasz samochód i czekałam na niego. Gdy usłyszałam dźwięk centralnego zamka, już miałam wsiadać, ale do drzwi od strony kierowcy podszedł jakiś obcy facet.
– A pani dokąd chce jechać?
– A co to pana obchodzi? – warknęłam.
Facet parsknął śmiechem i otworzył drzwi.
– Halo, co pan robi?!
- No... wsiadam.
– I co pan ma niby zamiar zrobić?!
– Odjechać. SWOIM samochodem.

Cóż... Nasz, identyczny, stał dwa miejsca parkingowe dalej. Nie przyznałam się mężowi.

#BCnsZ

Kiedy miałam z 5 lat, mama zostawiła mnie z moim wujkiem, a jej bratem. Wujek, znając moje umiejętności robienia sobie i otoczeniu krzywdy, pochował wszystkie niebezpieczne przedmioty typu sekatory, grace i piły, które mogły być w zasięgu moich rączek. Jednak zapomniał schować siekiery, którą rano rąbał drewno, i zostawił ją na widoku... A mój mały dziecięcy móżdżek wymyślił sobie, że zostanę drwalem i pomogę wujkowi przy domu. Tak więc wzięłam tę siekierę i zaczęłam nią wymachiwać, a że była ciężka, a moje staty na niskim poziomie, to ta siekiera spadła mi na palec. Na szczęście celowność też miałam na średnim poziomie, więc uderzyłam się bokiem, a nie ostrzem. Na tę akcję nadszedł wujek, który momentalnie odebrał mi siekierę i zabrał do domu. Tam stwierdził, że palec jest tylko przymiażdżony, więc tylko przykleił plasterek. A że wujcio bał się jak ognia tego, że moja mama na spółkę z babcią zrobią mu za tę akcję jesień średniowiecza, to dostałam tylko lekki opiernicz za zabawę narzędziami, a także frytki i pozwolenie na obejrzenie Cartoon Network w ramach milczenia na ten temat.

#q4JGF

Mój chłopak mieszkał w Anglii, przyjeżdżał co dwa, trzy miesiące do Polski, ale czasami ja bywałam u niego.
Gdy przyleciałam do niego, odebrał mnie z lotniska i pojechaliśmy do jego mieszkania. Zdążyliśmy się przywitać długim przytulasem, a drzwi wejściowe się otworzyły, weszła nimi jakaś dziewczyna, rzucając się mojemu chłopakowi na szyję z tekstem, że bardzo za nim tęskniła. Kochany nawet nie wiedział, co powiedzieć, a kiedy zapytała, kim jestem, to stwierdził, że... jestem jego kuzynką i właśnie wracam do Polski, dlatego moja torba, której nawet nie zdążyłam rozpakować, stoi w przedpokoju. Byłam w takim szoku, że po prostu wyszłam. 
Teraz wracam do domu i powiem wam, że 3 lata związku poszły się je*ać. A myślałam, że go znam...

#cXgL8

Niecałe trzy tygodnie temu zmarła moja babcia, która była dla mnie jak druga matka. To był wielki szok i ból dla mojej rodziny, bo babcia była zdrowa jak ryba i nic nie wskazywało na przedwczesną śmierć. Od tamtego dnia cierpię na bezsenność i muszę łykać jedną tabletkę dziennie, aby zmrużyć choć na chwilę oczy.

Ostatnio w szkole byłam w połowie przytomna, ponieważ wzięłam tabletkę zbyt późno i nadal działała. Pomyślałam, że pójdę do pani pedagog, powiem, co i jak i zapytam, czy pozwoli mi odczekać czas na działanie tabletek, żebym przypadkiem nie zasnęła na lekcji. Pożałowałam tego prawie od razu. W środku musiałam opowiadać wszystko co i jak, ze szczegółami. Pominę fakt, że przerywano mi w połowie zdania, aby dodać monolog, który nie pasował do mojej sytuacji i brzmiał jak cytat z „mondrej” książki. W skrócie, ja o zupie, a ona o d*pie. W połowie rozmowy do pokoju przyszła wicedyrektorka i widząc mnie, zapytała, co się stało. I w tym momencie mój wk*rw osiągnął apogeum.
Moja wersja powiedziana pedagogowi: „Niedawno zmarła mi babcia i muszę brać nasenne, aby móc spokojnie spać, ale biorę tylko JEDNĄ na noc. Jednak dalej działa i nie chciałabym ZASNĄĆ na lekcji”.
Jej wersja powiedziana wicedyrektorce: „A bo dziewczynce zmarła babcia i wzięła GARŚĆ tabletek nasennych i BOI SIĘ, że ZEMDLEJE”.
No normalnie myślałam, że oszaleję. Od razu zaczęłam tłumaczyć, że to, co mówi pedagog to fałsz i żeby nie przekręcała moich słów. Jak szybko się pojawiłam, tak szybko pożegnałam się i wyszłam. Oczywiście o sytuacji powiedziałam mamie oraz dyrektorowi, który na początku nie mógł uwierzyć, że to prawda.

Jutro idę porozmawiać ponownie z tą panią pedagog, aby zakończyć sprawę – i nigdy więcej nie postawię nogi u żadnego pedagoga szkolnego. Wytłumaczcie mi, jak można tak chamsko przekręcać słowa ucznia na jego niekorzyść? Bo ja tego nie rozumiem...
Dodaj anonimowe wyznanie