Boję się, że stracę kontakt z rzeczywistością. Od dwóch lat choruję na schizofrenię. Początkowo objawy były lekkie, ale leki nie działały. Próbowałam sześciu różnych leków i od ponad pół roku jestem na dwóch z nich. Powiedziano mi, że jestem lekooporna i mam złe rokowania. Od jakiegoś czasu moje halucynacje zdarzają się kilka razy dziennie, są coraz bardziej realistyczne i już powoli mam problem, by rozpoznać, co jest prawdą. Leki jedynie powodują mi skutki uboczne – zmęczenie, zasłabnięcia, mdłości i zwroty głowy. Boję się, co będzie za kilka lat, skoro w niecałe dwa lata choroba tak bardzo się rozwinęła. Myślę czasem, czy nie lepiej byłoby umrzeć (ale nie planuję sobie nic robić), zanim właśnie stracę kontakt z rzeczywistością, zanim zrobię coś komuś. Boję się, że nie będę świadoma własnych czynów.
Dodaj anonimowe wyznanie
Nie wiem czy to Ci pomoże, ale wydawałoby się, że to rozwiązanie właśnie dla osób, którym leki nie pomagają na halucynacje. Tresuje się psy do pomocy schizofrenikom - jeśli chory widzi kogoś, wydaje komendę psu, żeby przywitał tę osobę. Jeśli pies nie reaguje, chory wie, że to tylko halucynacja. Wiadomo, to nie zastąpi dobrze działających leków, ale zawsze to jakaś pomoc, więc podrzucam
O, ciekawe z tymi psami.
A jesteś pewna, że masz halucynacje, a nie flashbacki? Mozesz podać jakieś przykłady?
W Polsce masowo myli się schizofrenię z zaburzeniami dysocjacyjnymi. Do ok. 2015 roku było dokładnie 3 psychiatrów, którzy się na tym realnie znali, w ostatniej dekadzie doszło... No, ja znam 3, ale powiedzmy, że nie o wszystkich słyszałam. Może z kilkunastu.
Po drugie: zasadnicze objawy obu zaburzeń są bardzo podobne i trzeba je precyzyjnie zróżnicować.
Po trzecie: wiele leków zawiera substancje czynne, a większość też pomocnicze, które są liberatorami histaminy lub inhibitorami DAO, a ich stosowanie, zwłaszcza w łączności z wieloma innymi lekami, powoduje blokowanie receptora NMDA, co...wywołuje farmakologiczne objawy dysocjacji. Podobne do schizofrenii. I kółko się zamyka.
Po czwarte: kliniczną cechą zaburzeń psychotycznych jest brak wglądu. A Ty, z Twojej wypowiedzi, tego raczej nie masz. Raczej, bo z krótkiej próbki trudno w 100% wyrokować.
Reasumując: Ja bym się tej diagnozie przyjrzała.
Chcesz, żebym Ci trochę pomogła?
Zwykle widzę cieniste postacie, kreskówkowe zwierzęta, swiatła, kształty, owady. Słyszę niezrozumiałe szepty, wołanie mojego imienia, piski. Widzę też, że tak jakby wyobraźnia naklada mi sie na obraz rzeczywistości - jak cos myślę to wiedzę to jakby przede mną stało/leżało. Mialam tez urojenia ze ktoś mnie śledzi, chce zgwałcić lub pobić, ze jestem ofiara gangstalkingu. Z objawów dysocjacyjnych mam problemy z pamięcią i wspomnieniami oraz derealizację.
Ze schizofrenią to jest tak, że 1/3 chorych nie funkcjonuje wcale, bo objawy choroby są zbyt nasilone, żyje od pobytu w szpitalu do wypisu i powrotu do szpitala. 1/3 z pomocą rodziny jakoś żyje, ale są na rencie niezdolni do pracy. Ostatnie 1/3 funkcjonuje dobrze, mogą pracować i być samodzielni.
Może niewiele pomoże, ale polecam jeden lifehack na to. Jeśli coś widzisz i nie jesteś pewna, że jest to prawdziwe, to wyceluj w to obiektywem aparatu lub kamery i spojrzeć na ekran, wtedy możesz wiedzieć czy to coś jest prawdziwe lub nie.
Zrób prześwietlenie głowy oraz badanie EEG czyli fal mózgowych.
Niektórzy pacjenci robią zdjęcia halucynacjom. Kiedy nie wychodzą - wiedzą, że tej rzeczy nie ma.