#fehOC
Innym razem nauczyciel od WF-u na wywiadówce powiedział, że dziwnie robię jakieś ćwiczenie, że może to wynikać z wady kręgosłupa. Gdy przyjechali goście, mama o tym również im opowiedziała, a do tego kazała mi przy wszystkich zademonstrować, jak wykonuję to ćwiczenie, by wszyscy mogli ocenić i skomentować. Nie chciałam, odmawiałam, ale mama się uparła, więc musiałam. Czułam się jak małpa w cyrku. Upokorzona.
I wyobraźcie sobie, że tak się często działo z przykrą dla mnie rzeczą – mama rozpowiadała to na prawo i lewo, bo to przecież ciekawa plotka, pogłębiając tym mój wstyd i obniżając jeszcze bardziej poczucie własnej wartości.
Nie róbcie tego swoim dzieciom. Ich problemy to ich problemy i mają zostać zatajone przed gośćmi. Wy też nie chcielibyście, żeby koleżanka rozpowiedziała na imprezie waszą wstydliwą historię. Nie róbcie z tragedii lub ze wstydliwego problemu swojego dziecka dobrej historii do opowiadania przy kawce.
Moja mama też tak robiła. A teraz jak przyjeżdża to tak do moich dzieci. Pokaż co umiesz, powiedz wierszyk, zaśpiewaj piosenkę, pokaż ćwiczenie... Dokładnie jak do małpek w ZOO. I się dziwi, że ja się denerwuję .
Oj tam denerwowa się. Po prostu mówisz: "Mamo to teraz twoja kolej. Robisz skłon, bo chcemy zobaczyć czy sobie założysz skarpetki na starość czy mamy już sprawdzać czy sobie odkładasz tak jak i my pieniądze na opiekunkę. A teraz robisz wymachy rąk, a teraz pajacyk." Od razu przejdzie chęć występów.
Ja do tej pory pamiętam jak moja ciotka opowiadała mojej mamie coś związanego z jej synem i on to uslyszał i wprost, głośno, powiedział że nie życzy sobie by ona (jego mama) opowiadała o tej sytuacji innym, bo to jego prywatna sprawa. Byłam w takim szoku, że można tak głośno zakomunikować swoje granice, że mimo że minęło ponad 20 lat, to nadal to pamiętam. I do tej pory o tym myślę, jak słyszę jakiś rodziców opowiadających o prywatnych sprawach dziecka innym ludziom.
Kuźwa, u mnie to samo było. A potem się mama dziwi, że się o czymś nie mówi. Nie mówi się przy kimś, kto nie umie jęzora za zębami utrzymać.
Mamy takiego gościa w pracy, który ze szczegółami opowiada o wstydliwych problemach swojej nastoletniej córki. Włącznie z zaburzeniami odżywiania czy wizytami u ginekologa. Nie chcę tego słuchać, ale on się świetnie czuje upokarzając własne (już prawie dorosłe) dziecko i wymienia się z innymi rodzicami takimi opowieściami.