Uczę w szkole wiele lat i lepiej dogaduję się z uczniami niż z nauczycielami. Mam wrażenie, że większość nauczycieli to ludzie sztywni, bez empatii i bez zainteresowań. Skupieni tylko na sobie i na jakichś dziwnych zasadach. Czasem, kiedy między lekcjami mam wolne, bo nie mam dyżuru na korytarzu, to zamiast iść do pokoju nauczycielskiego, ja wolę zostać w otwartej sali. Zawsze wtedy przychodzą do mnie uczniowie, żeby pogadać, i bawię się z nimi doskonale. Gadamy o muzyce, śmiejemy się, wygłupiamy. Potrafią przyprowadzić kolegów i koleżanki z innych klas, żeby też posiedzieli ze mną. Dzięki temu znam mnóstwo uczniów, nawet z tych klas, w których nie uczę. Na dyżurach też często stoję w otoczeniu uczniów. W szkole zaczęli na to krzywo patrzeć. Pojawiły się plotki, że „kumpluję” się z dzieciakami. Nie wiem, co mam z tym zrobić. Ja naprawdę wolę spędzać z nimi mój wolny czas, bo są weseli i nie narzekają.
Dodaj anonimowe wyznanie
Nauczyciel powinien być dla uczniów właśnie nauczycielem, autorytetem, a nie kumplem. Na tym też polega specyfika tego zawodu, utrzymywanie profesjonalnego dystansu, a nie kolegowanie się z uczniami. Bardzo wątpię w prawdziwość tego wyznania, ale, jeśli tak jest, to wcale się nie dziwię, że nauczyciele na to krzywo patrzą i trudno to nazwać plotkami.
Też uważam, że nauczyciel powinien mieć autorytet i uczyć ledwie myślących ludzi poszanowania dla innych, bo poziom bezczelności zaniedbanej młodzieży bez żadnych wartości aż woła o pomstę do nieba.
KP
Podobnie jak relacja pracownik - przełożony. Dobrze, gdy relacje są poprawne i wiesz, że możesz np. przyjść z problemem, ale spoufalanie się na dłuższą metę nie kończy się dobrze.
=>KarolinaPoludniowa Są też tacy nauczyciele, którzy dla swoich uczniów są nauczycielami i autorytetami, a jednocześnie ci uczniowie wolą przyjść ze swoimi problemami do nich, a nie do rodziców lub pedagoga/psychologa szkolnego; czyli właśnie - jak do kumpla.
A ja uważam, że nie ma znaczenia, czy nauczyciel "kumpluje się" z uczniami, czy też nie. Kumpluje w znaczeniu spędza z nimi przerwy, rozmawia o muzyce, żartuje.
Prawdziwy SZACUNEK uczniów zdobywa się sercem, mądrością, uważnością na innych. A nie dystansem, zadartym wysoko kinolem czy reżimem. Tak można zdobyć jedynie poważanie. A poważanie dzielą od szacunku lata świetlne.
Szacunek płynie z serca. Jest w nim spokój, podziw i zaufanie. Ci, których szanujemy, stają się dla nas prawdziwymi autorytetami, wzorami, których pragniemy naśladować. Nosimy ich w sercach przez całe życie.
Poważanie płynie z umysłu i ze strachu. Tych, których poważamy, równocześnie się boimy. Możemy poważać nauczyciela albo szefa w pracy, bo wiemy, że mają nad nami pewien rodzaj realnej władzy. Ale równocześnie zawsze nimi GARDZIMY. Ponieważ poważanie nierozerwalnie związane jest z pogardą. Poważamy jedynie ludzi małych. Ludzi wielkich szanujemy.
Najlepszy nauczyciel to ten, który wzbudza głęboki szacunek uczniów.
Miernota wzbudzi jedynie poważanie. I będzie z tego powodu niezwykle dumna...
Zupełnie się z tym nie zgadzam. Dla mnie poważanie = szacunek, a pogarda (czasem spowinowacona ze strachem) jest przeciwieństwem tych uczuć. Przecież nie poważasz / nie szanujesz nauczycieli czy przełożonych TYLKO dlatego, że są wyżej w lokalnej hierarchii nad tobą.
Chyba, że mylisz poważanie z dobrym wychowaniem? :) Nauczycielowi czy szefowi zawsze mówisz "Dzień dobry", ale to nie jest równoznaczne z szanowaniem go.
szarymysz
Dam Ci na przykład szefa gangu. Jego podwładni go poważają, ponieważ się go boją. Wiedzą, że gdy się narażą, skończą zakopani w lesie.
Jednak w ich sercach nie ma zaufania, zachwytu, otwarcia. W ich sercach jest strach. A jeśli tylko nadarzy się sposobność, ten najodważniejszy i najambitniejszy z nich bez chwila wahania pośle szefa do piachu i zajmie jego miejsce.
Z własnego podwórka: Miałam w życiu nauczycieli, których poważałam i tych, których szanowałam.
Tych pierwszych się bałam. Na lekcjach siedziałam jak trusia, zadania zawsze odrobione. Tyle, że w nocy przed ich lekcjami nie spałam ze strachu. A na zajęciach cały czas bolał mnie brzuch. Niewiele też wiedziałam z tego, co było na lekcji, bo byłam zbyt zestresowana, by normalnie przyswajać wiedzę. Ale poważałam ich, i to bardzo! Siedziałam jak trusia i bez szemrania wykonywałam każde zadanie, ledwo ważąc się oddychać.
Tych drugich nigdy się nie bałam. Z niektórymi często żartowałam. Za to na ich lekcjach zawsze byłam aktywna i miałam świetne oceny, nawet jeśli sam przedmiot niespecjalnie mnie interesował. Ponieważ jednak ONI byli interesującymi, zachwycającymi ludźmi, spijałam z ich ust każde słowo, przez co wiedza przyswajała się "sama".
Tych nauczycieli mam w sercu i głęboko szanuję do dziś.
Veto!
1/ Podwładni poważają szefa gangu nie dlatego, że się go boją, ale ponieważ reprezentuje te same wartości co oni, tylko jeszcze bardziej (nie wiem, jak to inaczej ująć): ma więcej pieniędzy, ma piękniejsze kobiety, jest bardziej brutalny. Gdyby nie te same wartości, to przecież nie byłoby ich w gangu, prawda? A boją się go niezależnie od tego, czy go poważają czy nie.
2/ Jak (a właściwe: za co?) miałbym poważać nauczyciela, którego się boję? Może być wybitnym specjalistą w swej dziedzinie, ale jest beznadziejnym nauczycielem, skoro swoimi zachowaniami wzbudza u uczniów strach i nerwowe bóle brzucha. Zero poważania, zero szacunku.
3/ Tych trzecich Nauczycieli (przez duże N) poważałem _i_ szanowałem z tych samych powodów, co Ty.
szarymysz
Ad. 1
Oczywiście, że dlatego go poważają, że reprezentuje ich wartości. O to właśnie chodzi w poważaniu. :)
Ad.2
Właśnie za to, że jest dobry w swojej dziedzinie. Że jest profesjonalistą, choć równocześnie okrutnym człowiekiem. Dlatego nie dostanie szacunku, tylko poważanie.
Ad.3
Których trzecich? 😄
Ja wymieniłam dwa rodzaje, Ty żadnego. Skąd Ci się wzięli trzeci?
I OK. W mojej wypowiedzi nie chodzi o nomenklaturę. Nie chcesz nazywać tego poważaniem, bo dla Ciebie poważanie jest równoznaczne z szacunkiem? Spoko. Znajdź słowo, które Tobie odpowiada.
Rzecz nie w nazewnictwie ale w meritum. Czyli uczuciach, jakie naprawdę dobry nauczyciel wzbudza w uczniach. O to chodziło w mojej wypowiedzi.
Dystans nie jest absolutnie potrzebny, by nauczyciel (czy ktokolwiek inny) wzbudzał w nas szacunek, by stał się dla nas wzorem do naśladowania. Byśmy chcieli go słuchać i za nim podążać. Byśmy widzieli w nim wielkość.
Tylko mali ludzie myślą, że szacunek osiąga się hierarchią, władzą, pieniędzmi, gadżetami itd. Tymczasem w ten sposób nikt nigdy nie dostał szacunku. Dostał co najwyżej poważanie (a Ty nazwij to sobie tak, jak Tobie pasuje. Respekt? Admiracja? Jeszcze inaczej? 🙂).
Ad.1. Ale w pierwszym poście napisałaś: "podwładni go poważają, ponieważ się go boją", o wartościach nie wspomniałaś. A to co innego.
Ad.2. Nie, nie i jeszcze raz nie! Jako uczeń mogę uznawać wiedzę i/lub fachowość nauczyciela, ale NIE będę poważał / szanował nauczyciela, przez którego uczniowie boją się iść do szkoły i boli ich brzuch ze strachu przed jego/jej lekcjami!
Zdecydowanie różnimy się w definiowaniu "szacunku" i "poważania". :)
Ad.3. Policzyłem hurtem od góry pozycje w Twoim poście:
1. gangsterzy
2. źli nauczyciele
3. dobrzy nauczyciele
Mój błąd; powinienem był napisać "Tych Nauczycieli". :)
szarymysz
No i OK. Wszystko jasne.
Nomenklatura zaś to duperele, a o duperele nie ma się co spierać. Pospieramy się pod innym postem. 😆
Dobrego dnia. 🙂
Twoi uczniowie mają ogromne szczęście. Ja miałam samych stereotypowych nauczycieli, których sensem życia było postawienie jak największej ilości pał
Ta twoja postać, którą tu bardzo nieudolnie kreujesz, też widzi sens życia w postawieniu jak największej ilości pał.
O wróciła nasza nieomylna "ekspertka od stylu pisania". Jak tam twoje śledztwo co do moich "fejkowych kont"? Ustaliłaś już coś?
Znakomity pojazd 😍 napisałbym coś właśnie takiego, ale mnie @Karolina ubiegła :)
Dragomir, ile razy ja chciałam coś napisać, a Ty mnie ubiegłeś. Albo napisałam za mało (praca), choć miałabym do powiedzenia więcej:) Ale liczę na Ciebie, jak czegoś nie napiszę ja, to tylko Ty, bo któżby inny:)
Choćbym dzień był cały w dąsach
Lico moje całe w pąsach 😄
@KarolinaPoludniowa to zrozumiałe, w końcu jesteś drugim kontem dragomira. To wyjaśnia twoją obsesję na moim punkcie
Ciebie tu każdy jedzie, bo jesteś słabym trollem. Mam nadzieję, że w prawdziwym życiu idzie ci chociaż trochę lepiej, chłopcze.
Zależy jaka to szkoła i jaki jest poziom umysłowy uczniów którymi się otaczasz. Jeśli to tak zwana najlepsza szkoła w mieście do której patologia nie ma wstępu to w sumie wiele nie ryzykujesz. Ale i tak może dojść do niezręcznej sytuacji kiedy swojego ulubionego ucznia będziesz musiał ukarać albo postawić niską ocenę.
Ogólnie ludzie nie mają zainteresowań, na każdym poziomie wykształcenia.