#Z5eD1

Każdy różnie reaguje na stres. Kiedy ja się stresuję... chce mi się w najzwyczajniej w świecie srać. Nieważne, czy mam egzamin, pokłócę się z przyjaciółką, czy może zagada do mnie chłopak, który mi się podoba, w każdej z powyższych sytuacji po prostu mam ochotę iść „na dwójeczkę”.

#LiNs2

Moja dziewczyna chodziła strasznie posępna, od jakiegoś tygodnia wyglądała jak chodząca chmura burzowa. Co nie powiedziałem, to było „źle”. Każde moje pytanie spotykało się z chłodnym odburknięciem z jej strony. Wiedziałem, że coś jest na rzeczy, że za coś ma focha i prędzej czy później moja dziewczyna wybuchnie, rzuci telefonem w ścianę albo wywali przez okno moje kilka rzeczy, które leżą w jej pokoju. Strach się bać. Zastanawiałem się, o co może chodzić, co ja znowu zrobiłem nie tak? Przestrzegam zasad, które moja dziewczyna mi wyznaczyła. Nie gadam z koleżankami, bo ona dostaje szału – kiedyś zrobiła mi taką awanturę za rozmowę z koleżanką z klasy, aż sąsiedzi chcieli dzwonić po suki. Daję jej do sprawdzenia raz w miesiącu telefon, żeby spojrzała sobie w SMS-y – i tak jej nie zdradzam, to co mi szkodzi? Nie wychodzę też sam na imprezy. Nie złamałem żadnej z tych zasad, więc nie miałem pojęcia, za co się złości.
I kiedy tak snułem rozmyślania, coś mnie tknęło, żeby odwrócić role i sprawdzić, co ona wypisuje na czatach. Skoro ona może mnie cały czas sprawdzać, to ja chyba też mam prawo? Więc pomyślałem, że obczaję, jak na mnie psioczy z przyjaciółkami i tym sposobem w końcu dowiem się, za co się gniewa.
No i TROCHĘ się zdziwiłem.
Żaliła się koleżankom, że polubiłem zdjęcie jakiejś dziewczyny i boi się, że zacznę ją zdradzać lub już to robię. Rozśmieszyło mnie to, bo ta laska to moja kuzynka. Ale czytałem dalej. I co się okazało? Moja dziewczyna sama miała jakiegoś fagasa na boku przez dobre kilka miesięcy. Zabawiała się z gościem, którego poznała na Tinderze. Dobrze wiedzieć, że miała tam konto. Nie dałem rady czytać tego dalej, więc nawet nie wiem, czy na jednym kochanku się skończyło. Płakała swoim przyjaciółkom, że umarłaby, gdybym ja zrobił tak samo.
Otóż nie musisz się martwić, kochanie, nie upadłem tak nisko jak ty.

PS Dobra rada dla wszystkich panów: uważajcie na swoje „zazdrosne” dziewczyny.

#FqedM

Wynająłem moje mieszkanie w Warszawie dwóm obcokrajowcom, którzy wpłacili zaliczkę, opłacili pierwszy miesiąc, a po tygodniu zniknęli wraz ze wszystkim, co było w mieszkaniu. Po prostu mnie okradli, i to mocno. Zgłosiłem to na policję, przyjechali, przez wiele godzin znudzeni spisywali moje zeznania. Dałem im wszystkie namiary, bo miałem podpisaną umowę, widziałem też ich dokumenty. Policja dostała imiona, nazwiska, numery telefonów i dałem im nawet linki do profili na Facebooku, powiedziałem im więc dokładnie, kto to zrobił, ale usłyszałem od nich jedynie, że to nieistotne i oni teraz będą prowadzić śledztwo. Jeszcze bardziej znudzeni tym wszystkim wyszli i widziałem, jak wlepiają komuś mandat za przechodzenie na czerwonym świetle — to, jak widać, dało się załatwić „od ręki”.

Śledztwo oczywiście nie przynosi żadnych rezultatów, ja jestem w tak zwanej dupie, a obcokrajowcy pewnie szukają kolejnego mieszkania w Warszawie, które okradną w ten sam sposób.

#KdPMu

Wszystko zaczęło się bodajże w podstawówce, wtedy odkryłam swoją fascynację krwią, cierpieniem, bólem i śmiercią. Nie byłam wyrzutkiem, nie miałam problemów z rówieśnikami, a nawet skora jestem przypuszczać, że byłam lubiana. Jako gnojek nie różniłam się od dzieciaków ze szkoły czy też z podwórka, jednak kryłam w sobie coś dziwnego. Chciałam sprawiać ludziom ból, być przyczyną ich śmierci. Pragnęłam tego tak bardzo, że uciekałam w świat fantazji, o którym wiedziałam, że prędzej czy później wyjdzie również do świata realnego. Bałam się tej myśli, tego, co mogę zrobić. Chciałam tego, a jednocześnie uciekałam przed tym w normalność. Byłam zabawną, pokręconą nastolatką z gronem zaufanych znajomych i przyjaciół. Zawsze pozytywnie nastawiona do życia i skora do pomocy. Nie była to maska, to byłam prawdziwa ja, ale zawsze tkwiła we mnie ta druga strona.

Dzisiaj jestem coraz bliżej szaleństwa, wiem, że moje drugie ja chcę wyjść na wolność. Kilka razy prawie mu się udało. Np. w momencie gdy prawie udusiłam mojego brata, opamiętałam się tylko ze względu na brak możliwości co do ukrycia zwłok, co również mnie przeraża. Za każdym razem tak to się kończy, mój głos rozsądku mówiący, że gdy to zrobię, nie dam rady ukryć dowodów. Moją głowę zaprzątają różne obrazy, w dużej części przerażające. Myślałam nad samobójstwem, bo nie chcę kiedyś kogoś skrzywdzić. Wole umrzeć z myślą, że nie zabiłam niewinnej osoby niż być potworem. Boję się tych myśli, planów, jak dopracować wszystko do perfekcji, jak pozostać nieuchwytną.

Boli, mnie to, że nie jestem normalna i nigdy już pewnie nie będę. Chciałam się tym z wami podzielić, ot tak dodać tu coś od siebie. Nie wiem, co o mnie pomyślicie, ale wystarczy mi, co ja o sobie myślę. Czuję do siebie odrazę, bo wiem, że to nie mogą być tylko myśli, a ja jestem po prostu chora.

#uVaOR

Sytuacja, którą opiszę, wydarzyła się w Anglii, w nieistotnym mieście.

Jadę sobie autobusem, gdy dosiada się do mnie jakaś pani w średnim wieku. Nic nadzwyczajnego. Dostaję SMS-a od dziewczyny z listą zakupów. Babka obok otwiera oczy i patrzy na mój telefon. Nagle na jej twarzy pojawia się dziwny grymas, chyba myślała, bo po chwili popatrzyła na mnie, jakbym był jakimś psychopatą. Zaczęła mruczeć pod nosem obelgi w moją stronę z racji tego, że jestem Polakiem, wiadomo tylko czysta rasowo Brytania! I w sumie zlałbym ją ciepłym moczem, gdyby w tych swoich pomrukach pełnych nienawiści nie zaczęła najeżdżać na moją kobietę (cud dziewczynę).

Babka wysiadła z autobusu, a ja za nią. Weszliśmy razem do jakiejś niedużej firmy. Kobieta odwróciła się i zapytała, czemu ją śledzę. Ja na spokojnie podałem jej teczkę z recepcji i pouczyłem, że to nieładnie tak zwracać się do nowego szefa. Otrzymała ode mnie także burę za brak kultury. Mój wywód skwitowałem tym, że ma szczęście, bo się spieszę i nie wystawię jej żadnego upomnienia. Może jeszcze nacieszyć się pracą oraz napsuć krwi innym ludziom. Na koniec poprawiłem jej plakietkę na piersi i wyszedłem.

Co w tym anonimowego? Tak naprawdę wcale nie jestem żadnym nowym szefem w tej firmie, tylko małym człowieczkiem z chęcią zemsty. Jej mina i strach w oczach z obawy, że straci pracę — coś pięknego, ale ile się stresu najadłem co wtedy, to moje :)

#3C3oi

Kiepskie doświadczenia w związkach, a zarazem duża potrzeba bliskości cielesnej skłoniły mnie do założenia konta na jednym z portali towarzyskich. Bałam się jakichś przelotnych znajomości klubowych, a tak sobie wydedukowałam, że na portalu łatwiej będzie znaleźć kogoś, kto ma takie same preferencje, więc spędzimy razem czas na z góry ustalonych warunkach, a po wszystkim nie będziemy mieć wobec siebie żadnych dalszych oczekiwań.

Oczywiście okazało się, że moje założenia nie do końca się sprawdziły — patologii tam nie brakuje, ale do rzeczy...

Po mocnym odsiewie pojawiło się kilku kandydatów do potencjalnego spotkania. I choć kasy mi nie brakuje, ustaliliśmy, że spotkanie odbędzie się za ustaloną kwotę, żeby mieć taki bufor psychologiczny — że to tylko transakcja, a nie randka.
Spotkaliśmy się z jednym gościem. Po pierwszym skrępowaniu rozluźniliśmy się, zaczęły się jakieś delikatne czułości, po czym — nie wiedzieć jak i czemu — przeszliśmy do rozmowy. Przegadaliśmy kilka godzin na chyba wszystkie możliwe tematy, w tym rzeczy, o których w życiu bym nie pomyślała, że w ogóle kiedykolwiek wypowiem je na głos. Stwierdziliśmy, że niebezpiecznie dobrze nam się rozmawia. Chyba nigdy z nikim nie gadałam tak szczerze. On też. Okazał się niesamowitym człowiekiem, o ogromnej sile charakteru, zwłaszcza że życie go nigdy nie rozpieszczało.
Ostatecznie do niczego między nami nie doszło. Już w drzwiach oddałam mu kasę, nie byłam w stanie jej zatrzymać. Wyszłam wstrząśnięta, poruszona i — choć to zabrzmi patetycznie — jakoś odmieniona. Natychmiast po spotkaniu weszłam na portal, żeby usunąć konto i zobaczyłam, że on zawiesił swoje.

Kusi mnie bardzo, żeby nawiązać z nim kontakt przez media społecznościowe i spróbować jakoś kontynuować tę znajomość czy potraktować to jako jednorazowe spotkanie z psychoterapią w pakiecie. On z jakiegoś powodu ten profil zawiesił — czy z tego samego co ja? Czy właśnie po to, żeby uniknąć jakiegokolwiek kontaktu? Z drugiej strony unika go tym sposobem nie tylko ze mną. Cóż, nie wiadomo.
Ja od kilku dni chodzę jak w amoku. I wniosek z tego, że... no właśnie nie mam wniosku. Może tylko taki, że z wrażliwością i emocjami nie da się igrać, zwłaszcza jeśli się nie jest wystarczająco silnym, żeby się od nich odciąć w razie komplikacji.

#ymNjN

Mam nadreaktywny pęcherz już od kilku lat, głównie w nocy, choć za dnia też się zdarza, ale bardzo rzadko.

Ostatnio było dużo lepiej, przestałam chodzić tak często do toalety. Aż do dzisiaj, mam wyjazd, pięć godzin w jedną stronę.

Pozdrawiam ja, odwiedzająca każdą stację benzynową. Na szczęście jeszcze godzina drogi do domu.

#KGqG7

Nie cierpię religii. Każdej, jaka tylko istnieje. Nie cierpię faktu jej istnienia. Tego, jaką krzywdę robi od wieków. I nie jestem w stanie pojąć, jak to możliwe, że w XXI wieku, w dobie nauki i wiedzy, ludzie są w stanie toczyć wojny o religie, być prześladowani za wiarę w coś, czego nikt nigdy na oczy nie widział, czy nawet za to coś zabijać niewinnych ludzi. A najbardziej absurdalne dla mnie jest to, że każda z tych religii powstała tysiące lat temu tylko dlatego, że ludzie zwyczajnie nie wiedzieli tego, co my wiemy teraz i szukali odpowiedzi na pytania: czym są te dziwne kropki nocą na niebie? Co jest po śmierci? Dlaczego zdarzają się powodzie czy susze? A choroby? Skąd się biorą?

I skoro już mowa o chorobach – nie mieli też świadomości o istnieniu chorób psychicznych, takich jak np. schizofrenia. Czy ktokolwiek zdaje sobie sprawę, ilu proroków siedzi aktualnie w psychiatrykach na całym świecie? Gdyby oni żyli te tysiące lat temu, dzisiejsze religie rozwinęłyby się zupełnie inaczej. Dziś to zwykle „świry” i nawet osoby wierzące uważają ich za takich. A sami wierzą w to, co wieki temu powiedzieli dokładnie tacy, jak te „świry” – schizofrenicy.

Nie przeczę, że jakiś tam bożek nie istnieje, bo wiara polega na tym, że się wierzy pomimo braku dowodów. Ale brak dowodu nie jest dowodem na istnienie ani na nieistnienie. I jeśli coś tam gdzieś istnieje, to jest to mieszanka wszystkich religii, a nie tylko jednej konkretnej i generalnie, patrząc na sytuację na świecie, ma nas głęboko w poważaniu. Człowiek, którego stać na choć odrobinę logicznego myślenia, jest świadomy, że gdyby urodził się w innym kraju, wierzyłby w coś zupełnie innego. Wszyscy ślepo wierzący i aktywnie biorący udział w obrzędach wymyślonych przez którykolwiek kościół są zwykłymi marionetkami sekty. Tak, sekty, choć dla was brzmi to absurdalnie, poczytajcie sobie prasę naukową, tak bardzo przeczącą waszej wierze, acz niemożliwą do odparcia, i przeanalizujcie strukturę pierwszej lepszej sekty, porównując te struktury do kościoła. Uprzedzam: każda cecha będzie się zgadzać.

Przykre to jest, że ludzie tak bardzo nie radzą sobie z wiedzą, a nawet z własnym życiem, że wciąż ślepo tłumaczą to zasadami wymyślonej przez starożytnych magicznej siły. Dla nich to pocieszenie, ale mi jest ich zwyczajnie szkoda.

#TySy8

Od jakiegoś czasu spotykam się ze wspaniałym chłopakiem. On jest parę lat ode mnie młodszy, ale to absolutnie nie komplikuje relacji między nami. Początkowo myślałam, że będzie to tylko taki przelotny romans, ale teraz już wiem, że to „na poważnie”. Mimo tego, że wspaniale nam się układa, jest jednak pewien dość znaczący zgrzyt między nami. Wyszedł on na jaw, kiedy zostałam zaproszona na obiad do rodzinnego domu mojego ukochanego, aby poznać jego najbliższych. Okazało się, że ojciec wybrańca mojego serca jest ginekologiem, do którego chodzę na regularne kontrole od zawsze. Od czasu tego spotkania mamy poważny problem w łóżku. Możecie się śmiać, ale świadomość tego, że mój potencjalny teść maczał we mnie palce, jeszcze zanim mój chłopak skończył szkołę, nie daje mi spokoju i na samą myśl o tym najchętniej wskoczyłabym w habit i wstąpiła do zakonu sióstr Zmartwychwstanek.
Dodaj anonimowe wyznanie