#LiNs2
I kiedy tak snułem rozmyślania, coś mnie tknęło, żeby odwrócić role i sprawdzić, co ona wypisuje na czatach. Skoro ona może mnie cały czas sprawdzać, to ja chyba też mam prawo? Więc pomyślałem, że obczaję, jak na mnie psioczy z przyjaciółkami i tym sposobem w końcu dowiem się, za co się gniewa.
No i TROCHĘ się zdziwiłem.
Żaliła się koleżankom, że polubiłem zdjęcie jakiejś dziewczyny i boi się, że zacznę ją zdradzać lub już to robię. Rozśmieszyło mnie to, bo ta laska to moja kuzynka. Ale czytałem dalej. I co się okazało? Moja dziewczyna sama miała jakiegoś fagasa na boku przez dobre kilka miesięcy. Zabawiała się z gościem, którego poznała na Tinderze. Dobrze wiedzieć, że miała tam konto. Nie dałem rady czytać tego dalej, więc nawet nie wiem, czy na jednym kochanku się skończyło. Płakała swoim przyjaciółkom, że umarłaby, gdybym ja zrobił tak samo.
Otóż nie musisz się martwić, kochanie, nie upadłem tak nisko jak ty.
PS Dobra rada dla wszystkich panów: uważajcie na swoje „zazdrosne” dziewczyny.
#FqedM
Śledztwo oczywiście nie przynosi żadnych rezultatów, ja jestem w tak zwanej dupie, a obcokrajowcy pewnie szukają kolejnego mieszkania w Warszawie, które okradną w ten sam sposób.
#KdPMu
Dzisiaj jestem coraz bliżej szaleństwa, wiem, że moje drugie ja chcę wyjść na wolność. Kilka razy prawie mu się udało. Np. w momencie gdy prawie udusiłam mojego brata, opamiętałam się tylko ze względu na brak możliwości co do ukrycia zwłok, co również mnie przeraża. Za każdym razem tak to się kończy, mój głos rozsądku mówiący, że gdy to zrobię, nie dam rady ukryć dowodów. Moją głowę zaprzątają różne obrazy, w dużej części przerażające. Myślałam nad samobójstwem, bo nie chcę kiedyś kogoś skrzywdzić. Wole umrzeć z myślą, że nie zabiłam niewinnej osoby niż być potworem. Boję się tych myśli, planów, jak dopracować wszystko do perfekcji, jak pozostać nieuchwytną.
Boli, mnie to, że nie jestem normalna i nigdy już pewnie nie będę. Chciałam się tym z wami podzielić, ot tak dodać tu coś od siebie. Nie wiem, co o mnie pomyślicie, ale wystarczy mi, co ja o sobie myślę. Czuję do siebie odrazę, bo wiem, że to nie mogą być tylko myśli, a ja jestem po prostu chora.
#uVaOR
Jadę sobie autobusem, gdy dosiada się do mnie jakaś pani w średnim wieku. Nic nadzwyczajnego. Dostaję SMS-a od dziewczyny z listą zakupów. Babka obok otwiera oczy i patrzy na mój telefon. Nagle na jej twarzy pojawia się dziwny grymas, chyba myślała, bo po chwili popatrzyła na mnie, jakbym był jakimś psychopatą. Zaczęła mruczeć pod nosem obelgi w moją stronę z racji tego, że jestem Polakiem, wiadomo tylko czysta rasowo Brytania! I w sumie zlałbym ją ciepłym moczem, gdyby w tych swoich pomrukach pełnych nienawiści nie zaczęła najeżdżać na moją kobietę (cud dziewczynę).
Babka wysiadła z autobusu, a ja za nią. Weszliśmy razem do jakiejś niedużej firmy. Kobieta odwróciła się i zapytała, czemu ją śledzę. Ja na spokojnie podałem jej teczkę z recepcji i pouczyłem, że to nieładnie tak zwracać się do nowego szefa. Otrzymała ode mnie także burę za brak kultury. Mój wywód skwitowałem tym, że ma szczęście, bo się spieszę i nie wystawię jej żadnego upomnienia. Może jeszcze nacieszyć się pracą oraz napsuć krwi innym ludziom. Na koniec poprawiłem jej plakietkę na piersi i wyszedłem.
Co w tym anonimowego? Tak naprawdę wcale nie jestem żadnym nowym szefem w tej firmie, tylko małym człowieczkiem z chęcią zemsty. Jej mina i strach w oczach z obawy, że straci pracę — coś pięknego, ale ile się stresu najadłem co wtedy, to moje :)
#jqGmA
#3C3oi
Oczywiście okazało się, że moje założenia nie do końca się sprawdziły — patologii tam nie brakuje, ale do rzeczy...
Po mocnym odsiewie pojawiło się kilku kandydatów do potencjalnego spotkania. I choć kasy mi nie brakuje, ustaliliśmy, że spotkanie odbędzie się za ustaloną kwotę, żeby mieć taki bufor psychologiczny — że to tylko transakcja, a nie randka.
Spotkaliśmy się z jednym gościem. Po pierwszym skrępowaniu rozluźniliśmy się, zaczęły się jakieś delikatne czułości, po czym — nie wiedzieć jak i czemu — przeszliśmy do rozmowy. Przegadaliśmy kilka godzin na chyba wszystkie możliwe tematy, w tym rzeczy, o których w życiu bym nie pomyślała, że w ogóle kiedykolwiek wypowiem je na głos. Stwierdziliśmy, że niebezpiecznie dobrze nam się rozmawia. Chyba nigdy z nikim nie gadałam tak szczerze. On też. Okazał się niesamowitym człowiekiem, o ogromnej sile charakteru, zwłaszcza że życie go nigdy nie rozpieszczało.
Ostatecznie do niczego między nami nie doszło. Już w drzwiach oddałam mu kasę, nie byłam w stanie jej zatrzymać. Wyszłam wstrząśnięta, poruszona i — choć to zabrzmi patetycznie — jakoś odmieniona. Natychmiast po spotkaniu weszłam na portal, żeby usunąć konto i zobaczyłam, że on zawiesił swoje.
Kusi mnie bardzo, żeby nawiązać z nim kontakt przez media społecznościowe i spróbować jakoś kontynuować tę znajomość czy potraktować to jako jednorazowe spotkanie z psychoterapią w pakiecie. On z jakiegoś powodu ten profil zawiesił — czy z tego samego co ja? Czy właśnie po to, żeby uniknąć jakiegokolwiek kontaktu? Z drugiej strony unika go tym sposobem nie tylko ze mną. Cóż, nie wiadomo.
Ja od kilku dni chodzę jak w amoku. I wniosek z tego, że... no właśnie nie mam wniosku. Może tylko taki, że z wrażliwością i emocjami nie da się igrać, zwłaszcza jeśli się nie jest wystarczająco silnym, żeby się od nich odciąć w razie komplikacji.
#ymNjN
Ostatnio było dużo lepiej, przestałam chodzić tak często do toalety. Aż do dzisiaj, mam wyjazd, pięć godzin w jedną stronę.
Pozdrawiam ja, odwiedzająca każdą stację benzynową. Na szczęście jeszcze godzina drogi do domu.
#KGqG7
I skoro już mowa o chorobach – nie mieli też świadomości o istnieniu chorób psychicznych, takich jak np. schizofrenia. Czy ktokolwiek zdaje sobie sprawę, ilu proroków siedzi aktualnie w psychiatrykach na całym świecie? Gdyby oni żyli te tysiące lat temu, dzisiejsze religie rozwinęłyby się zupełnie inaczej. Dziś to zwykle „świry” i nawet osoby wierzące uważają ich za takich. A sami wierzą w to, co wieki temu powiedzieli dokładnie tacy, jak te „świry” – schizofrenicy.
Nie przeczę, że jakiś tam bożek nie istnieje, bo wiara polega na tym, że się wierzy pomimo braku dowodów. Ale brak dowodu nie jest dowodem na istnienie ani na nieistnienie. I jeśli coś tam gdzieś istnieje, to jest to mieszanka wszystkich religii, a nie tylko jednej konkretnej i generalnie, patrząc na sytuację na świecie, ma nas głęboko w poważaniu. Człowiek, którego stać na choć odrobinę logicznego myślenia, jest świadomy, że gdyby urodził się w innym kraju, wierzyłby w coś zupełnie innego. Wszyscy ślepo wierzący i aktywnie biorący udział w obrzędach wymyślonych przez którykolwiek kościół są zwykłymi marionetkami sekty. Tak, sekty, choć dla was brzmi to absurdalnie, poczytajcie sobie prasę naukową, tak bardzo przeczącą waszej wierze, acz niemożliwą do odparcia, i przeanalizujcie strukturę pierwszej lepszej sekty, porównując te struktury do kościoła. Uprzedzam: każda cecha będzie się zgadzać.
Przykre to jest, że ludzie tak bardzo nie radzą sobie z wiedzą, a nawet z własnym życiem, że wciąż ślepo tłumaczą to zasadami wymyślonej przez starożytnych magicznej siły. Dla nich to pocieszenie, ale mi jest ich zwyczajnie szkoda.