#m9pUa
Zaczynając od pokolenia, które było dorosłe, gdy wybuchła II wojna światowa, jasne, że tragedia, zniszczenia, śmierć.
Ludzie, którzy byli dorośli po wojnie, mogli za darmo dostać domy, pole rolne. Wybierali sobie, który dom chcą, później spółdzielnie rozdawały ziemię (mam na myśli tereny poniemieckie, nie wiem, jak było w innych regionach).
Mój pradziadek przybył z Kielc, bo na Dolnym Śląsku stały puste domy. Tutaj się osiedlił, wziął ziemię. Nie mam na myśli osób z Kresów wschodnich, oni musieli zostawić swoje majątki.
Każdy mógł wtedy mieć własny dom, ziemię.
Idąc dalej, czasy wczesnej komuny, wystarczyło pracować w państwowej spółce, szczególnie PKP, dostawali od razu mieszkania, które później wykupywali za bezcen. Wystarczyło po prostu pójść do zakładu pracy, zakłady pracy budowały mieszkania, ale to zazwyczaj w miastach.
Na wsi wystarczyło dobrze się zakręcić, ludzie budowali piętrowe domy, nie biorąc kredytów.
Dziadek miał jedynie 7 ha ziemi, trzymał około 50 sztuk bydła, żył na naprawdę dobrym poziomie - nowy maluch z fabryki, kupno mieszkania we Wrocławiu (jasne, że na kredyt, ale szybko go spłacił).
Przykłady, które podałem, nie są z YT, insta czy innego portalu, to są przypadki, jakie miały miejsce w mojej rodzinie. Sami wiecie, jak to ma się do dzisiejszych realiów, gdzie ze zwykłej pracy ciężko ubierać na wkład własny.
Dziadkowie zawsze powtarzali, że za komuny żyło im się najlepiej. Kapitalizm i UE zniszczyli małych rolników i tych zarabiających najniższą krajową, skazując ich na biedę.
Trochę tu uogólniasz, pomijając kilka istotnych smaczków.
Po wojnie faktycznie było więcej mieszkań niż ludzi i dlatego „rozdawano” domy, ale nie była to własność, tylko decyzja administracyjna. Do około 1950 r. istniało realne ryzyko wysiedlenia z dnia na dzień. Do tego wiele z tych domów było w tragicznym stanie technicznym, często bez wody, prądu czy kanalizacji.
W PRL mieszkania faktycznie były tanie, ale na przydział czekało się nawet 10-15 lat. Nie było wyboru lokalizacji ani standardu, a trzy pokoje dla czteroosobowej rodziny były normą. W przypadku mieszkań zakładowych zmiana lub utrata pracy często oznaczała również utratę mieszkania.
Na wsi sytuacja wyglądała inaczej, bo działki były głównie dziedziczone, nie istniały plany zagospodarowania, więc budowano praktycznie bez ograniczeń. Budowy trwały latami, często systemem gospodarczym, z pomocą rodziny i sąsiadów. Nie było obecnych norm energetycznych ani rozbudowanych wymogów formalnych. Trzeba też uczciwie powiedzieć, że „dobre zakręcenie się” nierzadko oznaczało po prostu wynoszenie materiałów z pracy.
Jednym z czynników, które dziś wpływają na wysokie ceny mieszkań, jest masowy wykup lokali w latach 90. Wiele osób posiadających już domy kupowało dodatkowe mieszkania „na okazji”, często pod wynajem. W skali kraju zmniejszyło to pulę mieszkań dostępnych na rynku wtórnym, a państwo nie odbudowało zasobu publicznego. W efekcie nowi nabywcy zostali skazani głównie na rynek pierwotny.
W PRL budowano masowo, ale budowano źle. Dziś żaden deweloper nie odebrałby budynku, w którym ściany nie są pionowe, kąty nie mają 90 stopni, podłogi są krzywe, w pomieszczeniu jest jedno gniazdko, a rury idą przez środek mieszkania. Wtedy nie było to problemem - brałeś to, co było, albo czekałeś kolejne kilkanaście lat.
Zgadzam się z większością twierdzeń, ale nie uważam, żeby mieszkania, które wybudowano po upadku komuny, były pod każdym względem lepsze od tych starszych. W wielu nowych albo w miarę nowych blokach wszystko słychać (nie tylko głośną rozmowę, ale nawet kichnięcie, wibracje telefonu albo jego dzwonek). Mieszkałam w wielu różnych blokach i to dla mnie nie do zniesienia. To już bym wolała krzywe ściany. Np. moja babcia mieszka w blokach, które powstały za komuny i jest dużo ciszej. Wiem, bo mieszkałam u niej jakiś czas.
@PeggyBrown2022:
Mieszkam w bloku wybudowanym około 1975 roku - słyszę wszystko co się dzieje na klatce, oraz każdy podniesiony delikatnie głos z mieszkania nade mną, a z pionu technicznego słyszę nawet zwykłe rozmowy z całego pionu.
Dodają do tego że nade mną mieszka autystyczny dzieciak który komunikuje się jedynie wyciem (ciągłym, prawie bez przerwy) to sobie wyobraź jakie to przyjemne.
@PeggyBrown2022
Bloki (nawet te, pochodzące z podobnego okresu) są bardzo różne pod względem akustyczności.
Wiele zależy od sposobu ich konstruowania, od rodzaju użytych płyt, przede wszystkim stropowych, a także od poprawności prowadzenia kanałów wentylacyjnych.
Mieszkanie, które kupiłam kilka lat temu, nigdy nie miało solidnego remontu generalnego. Okazało się, że (jakby nie dość było efektów akustycznych) czuję dym papierosowy z mieszkania poniżej, a także obiady sąsiadów obok (przez cienką ściankę, w miejscu lokalizacji szafy wnękowej).
Nie planowałam żadnej generalki, jestem tu tylko na trochę, ale musiałam kupić silikon i pozaklejać newralgiczne miejsca (głównie styki ścianek działowych z płytami stropowymi).
Nie, nie narzekam. Kaloryfery ciepłe, woda też.
Reszta ogarnięta.
Dajemy radę 🤗
@Shido
Dziękuję za merytoryczny komentarz.
Świadomość tego, o czym piszesz, jest nikła - najlepszym dowodem jest wyznanie, z którego wynika, że "kiedyś" wszyscy mieli wszystko za friko, co jest oczywistą bzdurą.
Współczuję sąsiedztwa - mam w bloku podobną akustykę, ale mieszkam na ostatniej kondygnacji, więc jakby trochę mi lepiej.
Zaś co do przetrwania - mnie osobiście pomagają słuchawki oraz dalekie spacery wśród natury.
Tak, tylko gdyby UE nas za uszy nie wyciągnęła z wszystkich długów, które zaciągnął komunizm, to bylibyśmy dzisiaj w jeszcze większej D... Nie wierzysz? Porownaj nas do krajów z byłego bloku wschodniego, którym nie udało się do Unii dostać. Nie można wiecznie żyć na kredyt, a spółki państwowe w szczególności upolitycznione w czasach PRL, na siebie zwyczajnie nie zarabiały. Do tego dochodzi kwestia zamkniętego rynku, braku dostępności wielu produktów, itd. Nie mówię, że kapitalizm jest dobrym systemem, ale masz bardzo wąski horyzont, przez który oglądasz komunizm i jego realia. A ludzie zawsze będę mówić, że "za komuny było lepiej" z dwóch powodów: po pierwsze bo w trudnych czasach łatwiej było odsiać ludzi niewartych uwagi, a po drugie jak spiewal Andrzej Sikorski "To nie tęsknota jest za komuną, to jest tęsknota za młodościa"
Unia nie miała z tym nic wspólnego. W pierwszej połowie lat 90. nastąpiły restrukturyzacja i umorzenie części rat kapitałowych oraz odsetek. Operacja była możliwa dzięki poparciu USA po udanej akcji polskiego wywiadu w Iraku.
Apatia bezpośrednio nie miała, rzeczywiście duża część długów zostala umorzona w latach 90tych, ale wzrost gospodarczy po wejściu do UE również, pośrednio pomógł w spłacie reszty zadłużenia.
"później spółdzielnie rozdawały ziemię"
Spółdzielnie rolnicze nie rozdawały ziemi, przeciwnie: rolnicy najpierw dostawali ziemię w ramach słynnej reformy rolnej i "rozkułaczania", a potem namawiano ich lub zmuszano do wstąpienia ze swoją ziemią do spółdzielni, bo to wicie rozumicie własność prywatna źle widziana, obszarnicy, kułacy i takie tam. Swoją drogą wielu nie wstąpiło i dlatego PRL był dziwnym wyjątkiem wśród krajów obozu socjalistycznego: w żadnym innym kraju nie było (procentowo) tyle ziemi ornej w prywatnych rękach.
"Na wsi wystarczyło dobrze się zakręcić, ludzie budowali piętrowe domy, nie biorąc kredytów."
Ło paaanie, ile to domów zbudowano bez kredytów, ale za to dzięki znajomemu zaopatrzeniowcowi z pobliskiej budowy albo kombinatu... Wiecie jaka była najcięższa kara za czasów PRL? 2 lata bez znajomości. :))
"Dziadkowie zawsze powtarzali, że za komuny żyło im się najlepiej"
Mnóstwo ludzi to powtarzało, bo zapewne wtedy było im najlepiej. W wielu miejscach było się w pracy, a nie pracowało, bo "czy się stoi czy się leży to wypłata się należy"; w państwowych PGR-ach nic się nie opłacało, żaden PGR nie zarabiał na siebie, ale ludzie zarabiali i mieli dużo rzeczy za darmo albo bardzo tanio; normalnie - cud gospodarczy, manna z nieba i drzewko z pieniędzmi jak u Pinokia :)
Do tej pory wspominam znajomego rodziców, pana już nieżyjącego, który przez całe życie ciężko pracował w PRL jako fizyczny, złota rączka i takie tam. Zawsze najpierw wspominał jak to harował na trzech etatach jednocześnie(!), a potem, gdy już procenty zaczynały działać ;) przyznawał, że "do jednej pracy się spóźnił, z drugiej wyszedł wcześniej, a w trzeciej kimał." Taka to była harówa! Nic dziwnego, że o Solidarności i Wałęsie wyrażał się jak o największych niszczycielach jego szczęśliwego świata. :))
Pamiętaj, że ci ludzie kupowali mieszkania lub domy dosyć stare, często wymagające ogromnego remontu. Teraz nikt nie chce kupić starego, tylko się nowe marzą. Jest ciężko, ale kiedyś też było. Tylko ludzie pracowali, nie po 8 godzin, ale dużo dłużej.
Moi rodzice pracowali oboje, mieli 15 ha ziemi, krowy, owce, świnie i kury. Fakt, kupili dom. Pożyczając pieniądze od ludzi. Spłacili szybko, wyremontowali. Ale ile ich to pracy kosztowało, to tylko oni wiedzą.
Nikt nie mowi że kiedyś było łatwo, jasne że trzeba było na to wszystko pracować, remontować.
Tylko że teraz jest trudniej mieć cos swojego, nie zadłużając się na całe życie
Dlaczego tak uważasz? Bo nie masz nic swojego? Może zamiast siedzieć na anonimowych i mieć żal do świata, spójrz na swoje życie i realne możliwości podniesienia zarobków?
Jest trudniej ale w kilku dużych miastach do których wszyscy się pchają i podbijają przez to ceny. Jak ktoś chce mieszkać w tzw. Przesmyku Suwalskim albo niedaleko wschodniej granicy z mieszkaniem nie powinno być problemu. Oczywiście nie za darmo jak po wojnie ale bardzo tanio a jak kilkuletni wynajem to już zupełne grosze.
Doskonale ciebie rozumiem.