Kiedy byłam w wieku przedszkolnym, rodzina bardzo często powtarzała mi, że dziadek nieustannie obserwuje mnie z nieba. Szczególnie często babcia lubiła używać tego tekstu, żeby zganić moje złe zachowanie.
Wyobraźcie sobie moje rozpaczliwe próby ochronienia mojej prywatności, wyrażane przez zasłanianie się w toalecie przy każdej wizycie i proszenie dziadka w myślach, żeby przestał na mnie patrzeć...
Nie anonimowe, ale z serii jak dzieci potrafią zinterpretować słowa dorosłych.
Mając kilka lat, zawsze gdy mama mówiła mi, że w mieście był korek, byłam przekonana, że na ulicy ktoś położył korek od takich napojów z dzióbkiem dla dzieci i nikt nie potrafił tego korka ominąć. Nigdy nie rozumiałam, dlaczego dorośli nie potrafią omijać tak małych rzeczy.
Stwierdziłam, że muszę pogadać o „tych sprawach” z moją córką po tym, jak znalazłam w pralce stringi. Absolutnie nie przyznała się do tego, że to są jej majtki i nawet pokazała mi, że przecież byłyby na nią za duże.
Skończyło się na dość dziwnej rozmowie z moim synem.
Zazwyczaj obcinam sam sobie włosy, mam maszynkę do tego w domu. Mój wiek to 16 lat, jestem dość młodym człowiekiem, mieszkam jeszcze z mamą.
Dziś obciąłem sobie włosy na głowie, jak zawsze byłem bez podkoszulki i w samych majtkach. Mama siedziała w pokoju obok i oglądała telewizję, ja tym samym odpaliłem już odkurzacz, by szybko pozbyć się zaległych włosów na ziemi. Po wyczyszczeniu podłogi wpadłem na pomysł, by odkurzyć samego siebie (no bo przecież resztki włosów były na mnie). Wziąłem więc tę tubę od odkurzacza i zacząłem powoli jeździć po moim ciele, tak by się nie przyssało. Po odkurzeniu klaty, głowy oraz pleców, spojrzałem na majtki... Były całe we włosach. Czemu by ich też nie odkurzyć? Przyłożyłem tubę do majtek, a ta zaczęła wciągać mojego penisa... Zgadnijcie, jaka była mina matki, która wkurzona tym, że na jej filmie używam odkurzacza, zobaczyła syna podczas „stosunku” z nim. :D
Mam 150 cm wzrostu. Ojciec mojego byłego chłopaka oznajmił mu, że ma się ze mną niezwłocznie rozstać, bo przecież „taki karzeł nie będzie nawet w stanie urodzić ci dziecka”.
Genetycznie jest ze mną wszystko w porządku, wzrost raczej spowodowany jest tym, że mam niskich rodziców. Nic nie zmieni już faktu, że zdanie, które usłyszałam już kilka lat temu, nadal sieje spustoszenie w mojej głowie, każąc mi się zastanawiać, czy jestem coś warta.
Mam koło trzydziestki, męża, dzieci, dom. Zanim doszłam do tego etapu, mieszkając w rodzinnym domu, przeżywałam piekło, które zgotowała mi moja mama. Wyzwiska od kur..., dz..., s... były na porządku dziennym. Przychodząc ze szkoły, zamiast usłyszeć coś w stylu: „Co tam, jak w szkole?”, słyszałam: „Gdzie się kur... pierd...? Ile zarobiłaś?”. Dla niej byłam nikim – szarpała mnie, rzucała we mnie różnymi przedmiotami, podduszała poduszką. Jak próbowałam wyjść, to kluczyła drzwi. Niszczyła mi zeszyty, książki, bo twierdziła, że jestem tępa, zniszczyła również moje nagrody z różnych konkursów czy zawodów lekkoatletycznych.... Ale po wyjściu za mąż i urodzeniu pierwszego dziecka jej zaufałam, było w miarę normalnie. Jak widziałam, jak bawi się z moim dzieckiem, to stopniowo jej wszystko wybaczałam. Ale moja mama to roszczeniowa materialistka... Pokłóciłyśmy się, zresztą nie pierwszy raz, i nie pierwszy raz mi wygarnęła, ile to ona mi pomaga, że te parę złotych, co jej płacę za pilnowanie dzieci, to śmiech na sali (studiuję zaocznie, a ona pilnuje moje dzieci, gdy mąż musi iść do pracy), że jej nic nie pomagam (woziłam ją autem, gdzie chciała, załatwiałam jej sprawy w banku, robiłam zakupy, przywoziłam do siebie na obiady itp.). Groziła mi, że jak poskarżę się mojemu bratu (brat jest starszy ode mnie i się z nią nie cacka), to tu przyjedzie i mnie zniszczy, zaczęła najeżdżać na mojego męża... Eh, sporo tego było.
Dziś powiedziałam dość. Po jej godzinnej litanii przez telefon, jaka to jestem niedobra, niewdzięczna, powiedziałam jej, że życzę jej wszystkiego dobrego i żegnam. Po odłożeniu telefonu popłakałam się, coś we mnie pękło, tak jakby ona już dla mnie umarła... Dzwoniła dziś już z 10 razy, ale nie odebrałam. W końcu odcięłam pępowinę.
Podczas mojego pierwszego wyjazdu na narty (miałam wtedy 7 lat), spotkała mnie sytuacja, o której nie mogę zapomnieć do dziś. Uczyłam się jeździć na łagodnej, lekko pochyłej zielonej trasie, przeznaczonej dla dzieci. Strefa ta była specjalnie oddzielona, wyciąg orczykowy, prowadzący na górę poruszał się wolniej niż inne. Widać było, że trasa przeznaczona jest dla początkujących.
Po skończonych zajęciach z instruktorem zatrzymałam się na dole stoku w odległości około dziesięciu metrów od końca zjazdu. Zaczęłam zdejmować buty i narty, mój opiekun odszedł na chwilę, pomóc innym dzieciom z grupy. Usłyszałam szum, odwróciłam się. W moją stronę pędził dorosły mężczyzna, zjeżdżając z niewiarygodną prędkością prosto na mnie. Przejechał na trasę dla dzieci z głównej trasy. Strach mnie sparaliżował, wszystko działo się zbyt szybko. Kiedy mężczyzna znajdował się w odległości kilku metrów ode mnie, kobieta zjeżdżająca z trasy zajechała mu drogę. Niczego nie zauważyła, patrzyła na swoje dziecko. Narciarz wjechał w nią z niewiarygodną siłą, przetoczyli się kawałek, lądując niecały metr ode mnie. Ten widok był okropny, plątanina kończyn, nart (kobiecie nawet się nie wypięły) i kijków oraz krew cieknąca z jej twarzy. Zaczęli zbiegać się ludzie, dzwonili na pogotowie, próbowali uspokoić dziecko kobiety. Wtedy wrócił mój opiekun, odciągnął mnie od miejsca wypadku.
Następnego dnia z wiadomości dowiedziałam się, że kobieta ma silny wstrząs mózgu, w kilku miejscach złamane żebra i nogę.
Do tej pory nie mogę sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby ten (jak się okazało) pijany mężczyzna wjechał wtedy we mnie – drobną siedmiolatkę. Możliwe, że nie przeżyłabym tego wypadku.
Miałem taką kłopotliwą sytuację, że dość mocno zaprzyjaźniłem się z jedną dziewczyną. Między nami oczywiście nic nie było, ale zabierała mi strasznie dużo czasu. Opowiadała mi między innymi o swoich facetach, o seksie z nimi, szaleństwach imprezowo-łóżkowych itd. Ogólnie nic, co chciałbyś słyszeć o dziewczynie, która mogłaby być brana pod uwagę. Tak więc byłem typowym „przyjacielem gejem” w tej całej znajomości. Żeby to jakoś wreszcie ukrócić, postanowiłem, że wyznam jej miłość, żeby się wkurzyła, obruszyła, odwróciła i przestała w końcu ciągle mnie zagadywać itd. (wiem, że za każdym razem robiła tak innym facetom, którzy wyznawali jej miłość – opowiadała mi o tym).
No więc mówię jej najbardziej niezręcznie jak umiem, że ją kocham i martwiłem się tylko o stopień jej wku*wienia.
Powiedziała mi, że ona też mnie kocha.
Fuck :/
Moja teściowa zabrała wnuki do zoo. Dzieciaki wróciły zachwycone, a teściowa z wielkim zdziwieniem odkryła, że leniwce istnieją naprawdę. Do tej pory była przekonana, że to rasa wymyślona na potrzeby „Epoki lodowcowej”.
W takich momentach bardzo się martwię, że dzieciaki mają jej geny.
Mam dwadzieścia pięć lat, gram regularnie w teatrze amatorskim. W końcu dostałam świetną rolę, jakby napisaną specjalnie dla mnie. Jednak był jeden minus – miałam się całować. A ja nigdy wcześniej tego nie robiłam. Jestem za stara, żeby takiej rzeczy nie mieć za sobą, więc nie mogłam się przyznać. Bałam się, że odstawię coś głupiego i się wyda. Dlatego poradziłam się mojej przyjaciółki, jedynej osoby, która była wtajemniczona. Powiedziała, że powinnam przejść się po mieście się wycałować, nabrać wprawy i nie stresować się taką drobnostką. Więc poszłyśmy.
Zwykle jestem nieśmiała, jednak teraz wczułam się w swoją rolę i ruszyłam na podbój męskich serc. To była najdziwniejsza noc w moim życiu. Poszłyśmy między innymi do pubu i na wieczór poezji. Pocałowałam czterech sympatycznych facetów, nie wiedziałam nawet, że to będzie takie proste. Spektakl się udał i nikt się nie dowiedział.
Dodaj anonimowe wyznanie