Parę lat temu latem byłem na obozie sportowym. Super warunki, świetny plan dnia, dużo zajęć i zabaw, ogólnie super, no prawie super. Szefową obozu i najwyżej postawioną osobą w kadrze była pani K. K była zagorzałą feministką i w ogóle się z tym nie kryła. Otwarcie głosiła, że faceci to lenie, obiboki i że przez nich na świecie jest źle. Resztę kadry stanowiły kobiety, które nie raz wtórowały jej w feministycznych hasłach, a także dwóch facetów, po których widać było, że nie mają za dużo do powiedzenia. Na samym obozie na 26 osób było tylko 6 chłopaków (wliczając mnie), więc w skrócie: mieliśmy przerąbane.
Na cały obóz przypadały dwie łazienki: damska i męska. Przez to, że dziewczyn było więcej, to niejednokrotnie korzystały z naszego kibla i prysznica. Niby okej, nie mielibyśmy nic przeciwko gdyby nie to, że dziewczyny po każdym skorzystaniu z naszego prysznica zostawiały w łazience istny syf. To wyglądało tak jakby stado facetów, którzy przez 10 lat się nie myli, umyło się pod naszym prysznicem w tym samym momencie. Oczywiście pani K o syf oskarżała nas (czyli chłopaków) i co wieczór, za karę, musieliśmy po dziewczynach myć i naszą łazienkę, i ich.
Kulminacyjny moment jednak nadszedł później. Był to już drugi tydzień obozu. Nad ranem okazało się, że męski kibel został czymś zatkany. Pani K oznajmiła, iż na 100% to wina męskiej części obozu i postanowiła nas ukarać: zakaz udziału w zabawach tego dnia, dodatkowa wachta przy sprzątaniu obozu i myciu sprzętu portowego i zakaz jedzenia deseru tego dnia. Dodatkowo zapowiedziano nam, że jeśli usługa hydraulika będzie kosztowna, to nasi rodzice będą płacić za naprawę, a nas się wywali wcześniej z obozu. Oczywiście żaden z nas do tego się nie przyznał, bo i nie miał do czego, a zagadka, kto zatkał kibel, wyjaśniła się wieczorem.
Po wizycie hydraulika i po tym, jak naprawił kible, okazało się, iż został on zatkany... zużytymi tamponami i podpaskami. To jednoznacznie wskazywało, że to dziewczęca część obozu za tym stoi.
Rodzice chłopięcej strony obozu nie musieli płacić za naprawy, a i nas wcześniej z obozu nie usunięto. Ale też nie usłyszeliśmy żadnego „przepraszam” ani ze strony dziewczyn z obozu, ani ze strony pani K czy innych kadrowiczów, którzy przez cały obóz dawali milczącą zgodę na takie nas traktowanie. Co więcej, dziewczęca część obozu nie poniosła żadnej kary za zatkanie kibla....
Jeśli to jest równość płci w rozumieniu feministek, to ja się nie dziwię, że tylu ludzi je krytykuje.
Mam ekstremalnie oszczędną matkę. Mycie się w deszczówce albo gaszenie świateł to nie jest jeszcze taka tragedia. Jest zimno, co oznacza wyrzucanie wszelakich produktów za okno i odłączenie lodówki aż do wiosny, bo „oszczędność”. Picie czterech, pięciu herbat z jednej torebki to już norma. Z dzieciństwa pamiętam przykładanie do rany babki leczniczej (zielonego liścia z trawnika) zamiast plastra, lizanie papki „cukrowo-wodnej” zamiast słodyczy i przekazywanie sobie ciuchów z pokolenie na pokolenie, co kończyło się tym, że chodziłam w męskich bluzach i dresach kuzyna 15 lat starszego ode mnie... Już nie wspomnę o składaniu koca na cztery i wkładanie do poszewki zamiast zwykłej poduszki, NO BO SZKODA HAJSU NA POŚCIEL. Zdarzało się również zalepianie dziur wokół okien plasteliną, bo pianka to wydatek...
Trudno mi opisać więcej, takich sytuacji są tysiące i naprawdę wstyd komukolwiek się przyznać, jakie warunki mam w domu.
Co jest z ludźmi nie tak? Jak bardzo trzeba być pustym człowiekiem, aby zaparkować samochód przed bramą straży pożarnej? Otóż taka sytuacja to norma i to nie tylko w naszej okolicy! Inne jednostki zmagają się z tym samym problemem.
Ile to już razy się zdarzyło, że wpadamy do remizy, chłopaki krzyczą: „Dawać! Dawać! Szybko! Wypadek, osoby uwięzione w pojeździe!”. Wszyscy uwijają się jak w ukropie, aby jak najszybciej przebrać się w nomexy, otwieramy bramę i szok! Trzy samochody zaparkowane centralnie przed jedynym garażem jednostki... Jakie było tłumaczenie właścicieli? Bo oni tylko na chwilę do sklepu wyszli zakupy zrobić.
Wiecie, jakie to jest okropne uczucie? Stoisz przed tym garażem i masz świadomość, że ktoś tam potrzebuje twojej pomocy, że prawdopodobnie jesteś ostatnią deską ratunku dla tej osoby, ale nie możesz mu pomóc, bo nawet z najszczerszymi chęciami nie masz takiej możliwości :/
I tu chciałbym zaapelować do wszystkich ludzi! Myślcie, co robicie, jak i gdzie parkujecie swoje samochody! Może skrócicie sobie drogę do sklepu o dwie minuty, ale czy te wasze dwie minuty warte są czyjegoś życia?
Mam dość tego, że jedynie od swojego ojca słyszę w kółko tylko „matura i prawo jazdy” – tylko i wyłącznie w kontekście tego, że tego nie zdam. Ciągle tylko „nie zdasz matury, nie zdasz prawa jazdy, nie uczysz się, nic nie robisz”.
Specjalnie nie powiedziałam rodzicom o tym, że miałam dzisiaj próbną maturę z matematyki, oczywiście, że mieli o to problem. Dzisiaj przy nich robiłam na aplikacji test na prawko. Przy jednej złej odpowiedzi zapytałam się ich o wyjaśnienie tego błędu. Od razu się włączyła jego zacięta płyta, a że ja jestem osobą, co umie „odpyskować” i od razu mu wygarnęłam, że właśnie dlatego mu nie powiedziałam o tej maturze i że nie powiem mu o teoretycznym egzaminie, jazdach ani praktycznym egzaminie.
To jest jeden z wielu problemów, jaki mam z ojcem. Czasami wolałabym nie mieć ojca niż mieć takiego. Pije. Oczywiście dla ludzi jesteśmy idealną rodzinką. Kłóci się z mamą, oskarża ją o każdy problem w rodzinie. Wygarnął jej, że się mną nie interesuje i ma mnie gdzieś. To nieprawda, bo to właśnie z mamą mam świetny kontakt. Rozmawiamy, a jak nie rozmawiamy, to siedzimy w wygodnej ciszy. Z tatą jest mi niezręcznie. Czuję się przy nim obco, nie wiem, o czym mam z nim rozmawiać, nie mam mu nic do powiedzenia. Zawsze staram się szybko zjeść obiad, żeby tylko zdążyć przed jego przyjściem, aby tylko nie musieć z nim siedzieć. To jest już mój instynkt. Wiem, jak to brzmi, ale ja nie potrafię być z nim sam na sam.
Za 25 dni mam 18 lat i mam dość. Nie mogę się doczekać, aż wyjadę na studia i nie będę musiała go oglądać.
Mam 16 lat i chodzę do liceum. W mojej klasie wszyscy uważają mnie za fajną osobę, która pogada i pomoże. W domu mam ojca alkoholika, który raz jest super fajnym tatą, a za chwile śmierdzącym tą trucizną ojcem. Moja matka zajmuje się mną i dwa lata młodszym bratem. Pracuje i ogarnia dom. Może to symbol miłości, że nas nie porzuciła, ale ja czuję, jakby mnie nie chciała. Nie mam do kogo się zwrócić z problemem, bo wiem, że nikt mnie nie rozumie. Zaczęłam się martwić swoją wagą, mimo że jest w normie. Od dwóch tygodni jem mniej, a od paru dni zwracam posiłki. Załamuję się w środku. Mam ataki paniki, gdy tylko przechodzę koło żuli. Boję się spać, bo mam paraliże senne. Czuję, że nie jestem dla nikogo ważna i mają mnie gdzieś.
Mam ponad 30 lat, jestem żoną i matką. Anonimowe jest to, co robię w swoim wolnym czasie. Znacie grę League of Legends? No więc tak... Kiedy mąż ma nockę, a dziecko już zostaje położone do łóżka, to ja sobie siadam przy biureczku i odpalam LOL-a. Stara baba ze mnie, ale ta gra wywołuje u mnie takie emocje, że jak ktoś z mojej drużyny źle zagra, to zaczynam go wyzywać.
Mąż nie wie, wiem tylko ja. Wiem, że to gra dla dzieci (ewentualnie młodych osób), ale nie mogę się powstrzymać, żeby w nią nie zagrać w wolnej chwili. Gorzej z tym, że wywołuje u mnie takie skrajne emocje, że nie panuję nad sobą.
Jestem dorosłą kobietą, mam za sobą kilka dłuższych związków, a w obecnym jestem od trzech lat. Ciąży mi jednak jeden problem – są nim moje reakcje na atrakcyjnych mężczyzn.
Mojego obecnego partnera bardzo kocham, dobrze nam razem, dbamy o nasz związek, o brak rutyny. Jednak za każdym razem, kiedy widzę bardzo atrakcyjnego mężczyznę (wydatne kości policzkowe, mocne rysy, muskularna albo szczupła sylwetka), to coś we mnie wstępuje. Niesamowicie mnie ciągnie do kontaktu z takimi facetami, czasem aż ciężko się opanować. Nie ciągnie mnie do nich w czysto erotyczny sposób: chcę, żeby mnie zauważyli, żeby zwrócili na mnie uwagę. Lubię ich zapach, w autobusie niby niechcący trącam ich, przechodząc, ramieniem, a potem rozpamiętuję to nocami. Próbuję łapać ich spojrzenia. W mojej pracy jeden z kolegów jest w moim typie i każda zmiana, którą z nim dzielę, to dla mnie emocjonalny rollercoaster. Kiedy pyta, czy zrobić mi kawę, prawie odlatuję, tak jak wtedy, kiedy się do mnie uśmiechnie.
Czuję się z tym naprawdę źle, bo mój chłopak to porządny gość. Nie wygląda jak model, ale jest zadbany, zawsze umyty i ogolony. Zdaję sobie sprawę, że ocenianie ludzi przez pryzmat mieszanki genów odpowiadających za układ kości i kondycję włosów jest idiotyczny, tak jak wiem, że z żadnym tych ludzi nie miałabym takiego kontaktu jak z moim kochanym, dobrym chłopakiem, ale nie wiem, co z tym zrobić. Do psychologa poszłam, żeby usłyszeć, że to naturalne, że atrakcyjni mężczyźni mi się podobają, i póki nie zdradzam, to wszystko jest w porządku. Tylko ja nie czuję się w porządku. Wyobrażam sobie, jak okropnie poczułabym się, jakby on czuł to samo wobec kobiet ładniejszych niż ja. Czasem czuję, że powinnam się z nim rozstać, żeby być w porządku, z drugiej strony nie wyobrażam sobie życia bez niego.
Są czasem takie dni, gdy człowiek wstanie lewą nogą i pada mu system chłodzenia mózgu. W takich wypadkach lepiej chyba zostać w domu. Wczoraj tak miałam. Dosłownie wszystko mi leciało z rąk, rano umyłam zęby farbą do włosów, posłodziłam sobie jajecznicę i przypadkiem zatrzasnęłam kota w pralce. W drodze do pracy chciałam wyjąć komórkę z torebki i wypadł mi z niej krem do rąk, który jak na złość potoczył się ulicę. W porę go uratowałam przed kołami rozpędzonych samochodów, ale… dostałam od przechodzącego obok patrolu Straży Miejskiej mandat za bezprawne wtargnięcie na jezdnię.
Na koniec dnia poszłam do chińskiej knajpy na sajgonkę z frytkami po wietnamsku. Pomyliłam sosy i musiałam ze łzami w oczach (i ogniem w ustach) zjeść moje danie w zalewie typu „niemiłosiernie piekąca dupa”. Na koniec wyszłam z knajpy, wrzeszcząc życzliwe: „Dzień dobry!”. Kiedy po czterdziestu minutach wróciłam do restauracji, żeby zabrać klucze do mieszkania, które zostawiłam na stole, pan Azjata stojący za ladą powitał mnie radosnym: „Do widzenia!”.
Tak, to jeden z tych dni, które powinno się po prostu przespać...
Moja dziewczyna strofowała mnie, bo ostatnio zacząłem być bardziej „fit”. Ćwiczę, schudłem 20 kg. Okazało się, że kiedy byłem większy, to ona „wydawała się przy mnie mniejsza”, więc kiedy schudłem, namawiała mnie, bym znowu przytył albo ode mnie odejdzie. No i odeszła...
Gdy byłem jeszcze dzieckiem, moja mama zawsze mówiła: „Synku, idź posprzątać pokój” i zawsze sprzątałem, bo wiedziałem, że nie mogę w przyszłości żyć w chlewie, aż do teraz... Mogę mieć burdel w pokoju przez tydzień i dopiero jak się z kimś umawiam i wiem, że później pójdziemy do mnie, to sprzątam.
Raz przyszedłem do domu z laską 10/10, aż się dziwiłem, że z kimś takim mogę przyjść do domu. Niby nie jestem brzydki, ale nie jestem też jakoś wybitnie przystojny. Puściłem muzykę, było super i zabawnie. Poszła do łazienki, a ja dalej się zastanawiałem, jak to jest możliwe, że ona jest ze mną.
Przy którejś kolejnej wizycie zapytała się, jak to jest, że zawsze mam czysto w domu i zadbanie, że się dostojnie ubieram i ładnie pachnę. Dodała później, czy nie męczy mnie to czasami. Powiedziałem jej prawdę, że tak szczerze, to nie przeszkadza mi brud i nieład – zrozumiała to, a ja jeszcze bardziej się zdziwiłem...
Raz poszliśmy do niej. Wtedy zrozumiałem, dlaczego ona mnie zrozumiała... Ja rozumiem, można mieć porozwalane ciuchy w pokoju, bo się nie chce ich ułożyć normalnie i umieścić w szafie, zrozumiem nawet, że wszystko jest porozwalane i tak dalej. Nie rozumiem jednej rzeczy... Jak można nie umyć sufitu z dwutygodniowego jajka... Dosłownie, na suficie było jajko i już było tak zaschnięte, że wydawałoby się, że to kawałek sufitu... W całej kuchni jebało jajem. Nie mówiąc o tym, że cała kuchnia była zastawiona brudnymi naczyniami.
Może i mogę czasem mieć burdel u siebie, ale jej syfu nie wytrzymałem. Więcej się nie spotykaliśmy.
Dodaj anonimowe wyznanie