#jGbjI

Jestem dziewczyną i mam prawie 18 lat. Chciałabym podzielić się z wami moim kompleksem, który doskwiera mi na każdym kroku, a może i Wy macie na to jakąś radę. Otóż moim problemem jest wzrost. Mierzę 190 cm i chociaż już się do tego nawet przyzwyczaiłam, to i tak często mam z tego powodu problemy.
Wstydzę się chodzić gdziekolwiek, gdzie jest ktoś nowy. Boję się, co pomyśli o moim wzroście. Na imprezy czy do klubów już totalnie nie chcę się wybierać, bo byłabym wyższa od większości ludzi tam zebranych...
Problemem również jest płeć męska. Podoba mi się wielu chłopaków, dla których jestem za wysoka. Dodatkowo poznając kogoś w internecie, nie dopuszczam do spotkania na żywo, bo boję się konfrontacji.

Nigdy nie byłam z tego powodu wyśmiewana, przynajmniej nie w twarz. Sporadyczne żarty o „wieży” nie bolały mnie aż tak bardzo, jednak to, co czuję, zaczyna mnie powoli przerastać, gdyż zaczynam coraz bardziej się tego wstydzić.

#xKLXX

Zawsze dobrze się uczyłam i nie miałam problemu, żeby dać komuś ściągnąć. Jedynym problemem było dla mnie, jak ktoś cały czas mnie zaczepiał i pytał, co napisałam, rozpraszało mnie to.

Któregoś razu we wczesnej podstawówce mieliśmy jakiś sprawdzian z prostych działań matematycznych. Siedziałam wtedy z dość słabą koleżanką, która chciała ode mnie odpisać. Nie byłoby problemu, gdyby nie to, że mimo mojego przysuwania jej kartki z odpowiedziami ciągle pytała, co tam jest napisane. Wpadłam wtedy na szatański plan. Następne odpowiedzi pisałam ołówkiem, wielkimi cyframi, żeby było jej łatwo odczytać, tylko nie były to poprawne odpowiedzi. Powiedzmy, że napisałam 5+16=58 albo 2×8=50, czyli takie totalne bzdury, że gdyby pomyślała, to wiedziałaby, że to błąd. Kiedy ona już przepisała, zmazałam ołówek i długopisem napisałam już poprawne odpowiedzi.
Więcej ode mnie nie ściągała.

#vRZsP

Historia zdarzyła się na początku roku 2000. Urodziła się wtedy moja o ponad 3 lata młodsza siostra. Nawet się cieszyłam, bo byłam jedynaczką, a tu niespodzianka, będę miała z kim się bawić. Po narodzinach było z nią wszystko w porządku, więc po niecałym tygodniu zostały z mamą wypisane do domu. W końcu jest, pielęgniarka niesie młodą i podaje mamie. Ale moja mama przygląda się młodej i coś jej nie pasuje. Aż wreszcie stawia na nogi pół oddziału krzykiem: „To nie moje dziecko!”. Okazało się, że pielęgniarka pomyliła dzieci i zamiast mojej siostry, mama otrzymała całkiem inne dziecko. Matczyny instynkt jednak zadziałał jak należy i młoda zawitała w domu niecałą godzinę później.

Na szczęście całą sytuację dzisiaj wspominamy z dystansem, ale gdyby mama nie zauważyła różnicy w ich wyglądzie (był początek stycznia dość chłodnej zimy i dziewczynka była ciepło ubrana), mogło się to skończyć tragedią obu rodzin.

#QHrjw

Dieta oparta na pizzy i coli chyba mi nie służy, bo ostatnio mi się przytyło. W zeszłym tygodniu wstałem rano i zobaczyłem, że jedyne czyste spodnie to takie, które pewien czas temu kupiłem na wyprzedaży z myślą „Jak schudnę, to będą pasowały”. Jakimś cudem udało mi się w nie wepchać, ale poważnie obawiałem się, czy nie zatrzyma mi się krążenie. Nie miałem już jednak czasu na wybrzydzanie, więc poszedłem w nich na uczelnię. Musiałem zajrzeć do biblioteki. Szwendałem się między regałami, gdy poczułem nieznośne uwieranie w okolicy krocza. W bibliotece było tylko kilka osób, a w mojej bezpośredniej okolicy nikogo, więc stanąłem w kąciku, rozpiąłem spodnie i zacząłem poprawiać. Po chwili usłyszałem dźwięk przesuwanych książek, obejrzałem się i zobaczyłem jakąś dziewczynę. Za Chiny nie wiem kiedy ona przyszła, ale na szczęście też była odwrócona tyłem do mnie. Gorączkowo wziąłem się za zapinanie spodni, jednocześnie patrząc na nią, żeby być pewnym, że nie odwróci się w moją stronę. I w tym właśnie krytycznym momencie ktoś do mnie zadzwonił... Dzwonek miałem wyłączony, ale same wibracje były wystarczająco donośne. Westchnąłem „Aaach” i od razu sięgnąłem do kieszeni po telefon. Laska obejrzała się i zastygła, gdy zobaczyła mnie — czerwonego i spoconego, z rozpiętym rozporkiem i głupią miną. Drugą ręką chciałem wskazać na telefon, uwięziony w ciasnej kieszeni, ale chyba wyglądało to, jakbym wskazywał na swoje krocze… Książka wypadła jej z ręki i uciekła niczym przerażona sarna. Jak rasowy debil od razu ruszyłem w pościg, żeby jej wyjaśnić sytuację. Jeszcze przyspieszyła, zniknęła za drzwiami i tyle ją widziałem.
Mam nadzieję, że już jej nie spotkam.

#9Ewu7

Opowieść trochę obrzydliwa, więc jeśli jesz, nie czytaj tego.

Jakiś czas temu w pracy poczułem potrzebę pójść do toalety. Otwierając klapę sedesu, zobaczyłem, że jest uświnione naokoło. Zdawałoby się, że to resztki papieru. Zrobiłem po lekkiemu, zamknąłem klapę na wszelki wypadek i spłukałem. Na szczęście nie ochlapało mnie, okazało się bowiem, że ktoś zapchał kibel, a po spłukaniu wszystko dosłownie pływało.

Na szczęście następnego dnia wszystko było elegancko.

#A1ga8

Historia zaczęła się kilka lat temu, kiedy zacząłem spotykać się z dużo starszą od siebie kobietą. Początek tej znajomości był niewinny. Ot, zwykła rozmowa, kawa na mieście czy wyjście do knajpki. Zawsze umieliśmy ze sobą rozmawiać na każdy temat, zawsze świetnie potrafiliśmy się dogadać w dosłownie każdym temacie. Z czasem zaczęły się też wspólne wyjazdy, na których bardzo zbliżyliśmy się do siebie. Zaczęło rodzić się w nas uczucie, nad którym ciężko było zapanować. Pokochaliśmy siebie najmocniej, jak sobie to można wyobrazić. Spędzaliśmy ze sobą każdy wolny dzień, każdy wyjazd planowaliśmy, żeby jak najwięcej tego czasu wykorzystać. Proste rzeczy cieszyły. Nieważne było miejsce, ważne było, że jesteśmy razem. Spotykaliśmy się po kryjomu kilka lat. Dokuczało mi to, że jest mąż obok. Wpędziło mnie to w ogromne problemy emocjonalne. Potrafiłem wybuchnąć płaczem nagle, nie radziłem sobie z życiem pod przykrywką. Sytuacja materialna nie pozwalała mi na życie wspólnie. W końcu nie wytrzymałem ciśnienia i podjąłem decyzję o tym, żeby żyć oddzielnie, ponieważ dokuczało mi to, że nawet oficjalnie nie mogliśmy się nigdzie pojawić. Wszystko było po kryjomu.

Staram się zacząć żyć obok innej kobiety. Nie umiem. Nie umiem powiedzieć „kocham”, czując zupełnie coś innego. Kocham nadal kobietę, z którą przeżyłem najpiękniejsze chwile w swoim życiu. Nie potrafię sobie poradzić. Wszystko kojarzy mi się z nią. Pragnąłem założyć rodzinę, mieć dziecko. Jednak z drugiej strony wiem, że rodzina nie zaakceptowałaby takiego stanu rzeczy. Zbyt duża różnica wieku. 
To, co opisuję, to bardzo duży skrót, bo nie umiem przelać w słowa tego, co czuję. Wstydzę się iść do psychologa i nikomu o tym nigdy nie powiedziałem. To tajemnica, która zjada mnie od środka.

#kMTrs

Moja dziewczyna zrobiła mi wczoraj awanturę. Krzyczała, żebym „sobie szedł do tej, z którą ją zdradzam”, że już wszystko wie, bo znalazła w moich rzeczach kulki analne i między nami definitywny koniec, nie wybaczy mi czegoś takiego, basta.

Znalazła w moim plecaku piłki do squasha.
Dodaj anonimowe wyznanie