W mojej szkole jest mało papieru toaletowego, a jak już, to tylko ten szary, przypominający papier ścierny. Właśnie dlatego 1-2 razy w tygodniu przynoszę ze sobą rolkę tego dwu- czy nawet trzywarstwowego i zostawiam ją w którejś toalecie.
Czuję się wtedy jak bohaterka ratująca pupy innych uczniów.
Czasem mnie kusi, aby na stronach moich dawnych znajomych ze studiów umieścić niepochlebne opinie, ale tego nie robię. Byli to kiedyś bardzo źli ludzie.
Wstyd przyznać, ale za każdym razem, kiedy dzwoni do mnie nieznany numer, mam nadzieję, że to jakiś chłopak, który się we mnie podkochuje i dostał mój numer od którejś z moich koleżanek. A później wpisuję numer w wyszukiwarce.
Zawsze telezakupy lub nękający :/
W podstawówce uczyli o dorastaniu, o tym, że wtedy u kobiet to się zmienia i tamto, ale nigdy nie mówili (pewnie żeby nas nie straszyć) o bólu związanym z tymi zmianami.
Jako dziecko lubiłam leżeć na brzuchu — wtedy to była najwygodniejsza poza.
Pamiętam jak pewnej nocy, jak zwykle układając się w ulubiony sposób, poszłam spać. Jednak kiedy się obudziłam rano, coś było nie w porządku. Coś było inne. Czułam okropny ból klatki piersiowej. Pierwsza myśl: „Może się uderzyłam, jak spadłam z drzewa”, ale potem stwierdziłam, że ten ból jest inny. Zaczęłam dotykać miejsca na klatce i wyczułam jakieś guzki. A że byłam zaznajomiona ze wszelkiego rodzaju serialowymi dramatami, od razu wyciągnęłam wnioski i spanikowana i zapłakana myślałam, jak powiedzieć rodzicom, że najprawdopodobniej mam raka piersi i że wkrótce umrę.
Nie, nie był to rak. Po prostu piersi mi zaczęły rosnąć.
Dorabiam sobie jako sprzedawca w sklepach od początku studiów. Różnych klientów już miałam, ale ostatnio jedna kobieta rozłożyła mnie na łopatki.
Aktualnie już od jakiegoś czasu pracuję w sklepie z bielizną. Odkryłam tam, że najcięższa możliwa klientka to taka, która szuka biustonosza do sukienki. Spod tych cholernych sukienek zawsze coś wystaje ;)
Panie przychodzą więc z sukienkami, ze zdjęciami, szczegółowymi opisami, żeby jak najlepiej ten biustonosz dobrać.
Wczoraj przyszła kobieta, która wygrała wszystko. Otóż ta pani narysowała na swoim ciele markerem linie, dokąd sięga suknia, i mierząc biustonosze, sprawdzała tylko, czy nie nachodzi on na linie :)
Powiedziała, że nienawidzi się przebierać i dzięki temu nie musi taszczyć sukni ze sobą. Podziwiam :D
Ostatnio stwierdziłam, że jestem samodzielną kobietą i nie będę zawracać głowy przyjaciołom, tylko sama zrobię przemeblowanie w mieszkaniu.
Poszło nawet sprawnie, ale problem był z szafą, która nie mieściła się w drzwiach. Pozostało mi ją rozkręcić i skręcić w nowym miejscu.
No cóż, zostały mi cztery śruby i dwa dziwne elementy, ale szafa (na razie) stoi :)
Szukałam w Google informacji o poradniach psychiatrycznych w moim mieście i anoreksji. Nie ukrywam, mam spory problem. Mam też myśli samobójcze, jednak na ten temat niczego nie szukałam.
Od kilku dni co drugą stronę spersonalizowane reklamy wyświetlają mi domy pogrzebowe. Dzięki, Google, nie pomagasz.
Byłam rok z chłopakiem. Co spotkanie, to za każdym razem obsrał mnie jakiś ptak...
Chyba była to jakaś wróżba, bo gówno z tego wyszło.
Moja matka często powtarzała mi, że nie ma na świecie miłości, która mogłaby się równać z miłością matki do dziecka. Mówiła również, że dług zaciągnięty u naszych rodziców spłacamy naszym dzieciom.
Dziś sama jestem matką i muszę się z nią nie zgodzić. Żadne z moich dzieci nie osiągnęło jeszcze wieku szkolnego, ale to, jak one na mnie patrzą... To one kochają mnie najbardziej na świecie i ja to czuję. Nikt dotąd mnie tak nie kochał, nikt na mnie tak nie patrzył. I oczywiście to moje dzieci, jestem za nie odpowiedzialna i zapewniam im utrzymanie, ale nie uważam, żeby zaciągały u mnie jakikolwiek dług, bo moneta, którą mi płacą, jest znacznie cenniejsza. I codziennie, od kiedy są na świecie, nie mogę się nadziwić, że ktoś może cię tak po prostu i tak mocno kochać za to tylko, że jesteś. I ja też kocham je za sam fakt, że są na tym świecie i mam nadzieję, że zawsze będą to czuły i o tym wiedziały.
Uwielbiam seks.
Naprawdę. Mogłabym uprawiać go codziennie, 3 x dziennie i nadal byłoby mi mało. Może jestem uzależniona? Nie wiem. Według mnie chyba nie, skoro moje potrzeby skupiają się tylko na moim mężu. Nigdy nie chciałam go zdradzić ani tego nie zrobiłam, nie fantazjowałam o przygodnych igraszkach, nie jest mi też wszystko jedno z kim/kiedy/jak/gdzie.
Ale według mojego faceta moje wysokie libido to:
a) niezdrowa fascynacja (powinnam się zbadać, bo być może jestem nimfomanką).
b) przekleństwo, bo ile on może.
Uważa również, że powinnam się opanować, zamiast ciągle myśleć tylko o jednym.
Ja rozumiem, że może nie mieć ochoty, nikt nie lubi być zmuszany do zbliżeń, dlatego ja nie namawiam, grzecznie czekam, aż to on wykaże inicjatywę, jak już nie będzie zmęczony, smutny, dobity czy akurat najedzony (tak, wiem, dziwne wytłumaczenie, ale okej).
Problem jest taki, że przez te niespełnione potrzeby nie mogę normalnie funkcjonować, nieraz 3/4 czasu w pracy zajmuje mi fantazjowanie o tym, jak kochamy się po moim powrocie do domu, ale najczęściej to niestety nie następuje.
Kiedyś taka nie byłam, dzieje się tak mniej-więcej od 2 lat, a po ślubie jesteśmy już 4, tak że na pewno nie jest to żadna odwleczona faza miesiąca miodowego.
Nie odejdę od męża, kocham go, ale zaczynam się czuć jak jakaś poczwara. Może już go po prostu nie pociągam tak jak kiedyś.
Anonimowa część?
Będąc szczęśliwą mężatką od 4 lat, niebrzydką 28-latką, muszę codziennie zaspokajać się masturbacją, czasami nawet w pracy.
Przysięga mówi „w zdrowiu i w chorobie, w bogactwie i w biedzie”, ale o seksie niestety nic. Takie życie.
Dodaj anonimowe wyznanie