#k5nmi

Zawsze miałem marzenie by mieć dużą rodzinę i dużo dzieci. W pewnym sensie moje marzenie się spełniło. Z żoną mam trójkę, siostra ma trójkę, brat ma dwójkę. Fantastycznie. Czasem jednak zdarzają się gorsze momenty. Jak ostatni weekend.

Nasza mama zarządziła, iż zabiera kobiety z naszej rodziny na weekend w spa. Mama, żona, siostra i bratowa wyjechały w piątek popołudniu. Tata nagle przypomniał sobie, że umówił się z kolegami na wyjazd na ryby i wróci w poniedziałek. Brat niespodziewanie musiał pilnie wyjechać w konferencję na cały weekend. Szwagier zupełnie przypadkiem musiał wziąć dyżur w szpitalu na cały weekend (jest anestezjologiem).

W rezultacie musiałem przez ok. 48h zajmować się sam całym potomstwem swoim i rodzeństwa: łącznie sztuk 8 (5 dziewczynek, 3 chłopców), lat od 6 do 12. Ledwo panuję nad własnymi, nie mówiąc o takiej masie. Dodatkowo, nasze skarby uwielbiają zabawę w dom. Ale zmodyfikowaną - u nas bawią się w burdel, w melinę, w parlament i w więzienie. Za cholerę nie mam pojęcia jak to wymyśliły (dla jasności jesteśmy raczej normalną rodziną). Gdy w poniedziałek rodzinka wróciła, miałem zdemolowane mieszkanie i zdemolowaną głowę. Momentami myślę, że było mieć inne marzenie.

#5qYbo

Od wczoraj chodzę zestresowana, boję się wychodzić z domu.

Mam 16 lat i jestem alternatywką. Lubię mój styl, ubieram się na czarno, noszę glany, kabaretki, łańcuchy. Oprócz tego czerwone włosy, mocny makijaż, na razie jeszcze bez piercingu (rodzice się nie zgadzają). Dodam jeszcze, że jestem dość niska, no i niestety ostatnio przytyłam.

Jako że są ferie, pojechałam na cały dzień do koleżanki, wracałam pociągiem. Godzina 21, oprócz mnie w zasięgu wzroku jedzie tylko facet koło trzydziestki, łysiejący i mocno przy kości. Siedzi dwa rzędy dalej przodem do mnie, częściowo zasłania go oparcie fotela. Widzę, że gapi się na mnie, no ale już przywykłam, że niektórych mój wygląd drażni. Na kolanach trzyma torbę, pomyślałam, że coś tam szuka, bo jego ręka wciąż się porusza...

W końcu moja stacja. Żeby wyjść, muszę przejść obok tego gościa. Dobrze się domyślacie, ten po*eb cały czas się onanizował. Mówi do mnie: „Przepraszam, ale wyobraziłem sobie, że siadasz mi na mordzie. Może dasz się zaprosić na kawę?”. Byłam w takim szoku, że nawet nie krzyknęłam. W ostatniej chwili wybiegłam z pociągu, on próbował biec za mną, ale zaplątał się w spodnie i wywalił.

Wróciłam do domu, jak akurat nikogo nie było. Z nerwów zasnęłam dopiero rano. Boję się, że on jakimś cudem dowie się, gdzie mieszkam. Nie wiem, co mam robić, wstydzę się komukolwiek powiedzieć. Rodzice i tak naciskają, żebym wróciła do zwykłych ubrań, teraz mieliby kolejny powód. Na policji pewnie by mnie wyśmiali. A ja przecież jeżdżę tym pociągiem do szkoły, boję się, co będzie po feriach.

#JWyYw

Osiemnaście lat temu trafiłem do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Niby nic w tym nadzwyczajnego, tylko nie zdawałem sobie sprawy, że następne 9 lat mojego życia (podstawówka i gimnazjum) to będzie wielkie piekło. Byłem całe życie przy sobie, miałem też odmienne poglądy od moich rówieśników, słuchałem rocka i metalu, nie paliłem papierosów, nie piłem alkoholu. Zamiast mieć cudowne dzieciństwo, moje życie zamieniło się w wielką walkę o przetrwanie, każdego roku modliłem się o weekend, ferie albo wakacje, żeby móc psychicznie odpocząć od szykan rówieśników, wyzwisk, znęcania się, poniżania. Moja szkoła miała to za nic, dyrekcja, żeby pozbyć się problemu, przepychała tylko z roku na rok moich oprawców, bo nie chciało im się nic z tym robić.
To 9 lat zniszczyło mnie psychicznie do granic możliwości, przestałem wychodzić z domu, przestałem utrzymywać jakikolwiek kontakt z rówieśnikami, czułem odrazę do ludzi, cieszę się w tym wszystkim tylko tym, że mam cudownych rodziców, którzy walczyli o moje bezpieczeństwo, bo o ile z jedną osobą można było sobie dać radę, o tyle z klasą czy innymi uczniami w pojedynkę nie wygrasz. Po 9 latach nauki poszedłem do technikum, natomiast stare nawyki zostały, chociaż poznałem masę nowych znajomych, od klasy trzymałem się z daleka, bo to też w większości nie byli ludzie, z którymi się dogadywałem.
Pięć lat po skończeniu technikum zdałem egzaminy, zdobyłem zawód, poszedłem do pracy. Zmieniłem ich do tej pory chyba z 15, tylko w dwóch spotkałem się z normalnymi ludźmi, w reszcie koszmar rozpoczynał się od nowa – wyzwiska, poniżanie, bo człowiek przyszedł bez doświadczenia. Miałem w sobie taką traumę z dzieciństwa, że kiedy ktoś krzyczał, paraliżował mnie strach, ze strachu bałem się nawet zasypiać, bo codziennie śniła mi się szkoła i przeżywałem to wszystko od nowa, przez 18 lat. Niedawno podczas rodzinnego spotkania przeszedłem załamanie nerwowe, moja psychika była zniszczona do tego stopnia, że bałem się nawet powiedzieć o tym rodzicom. Zamknąłem się w pokoju i rozpłakałem, bo już wszystko mnie przerosło. Dopiero moja mama, która już coś podejrzewała, przyszła do mnie rozpłakanego, powiedziałem jej o wszystkim, że nie daję sobie już tym rady. Znaleźliśmy wspaniałego psychiatrę, zapisałem się na wizytę i usłyszałem diagnozę: ciężka depresja reaktywna. Od tego momentu moje życie zaczęło nabierać kolorów i sensu, bo dostałem leki. Po tygodniu zmusiłem się, żeby wyjść do ludzi i doznałem szoku – przestałem czuć panikę, straciłem wrażenie, że każdy mnie obserwuje i zaraz wyśmieje, przestałem się bać krzyków, jestem bardziej pewny siebie, a kiedy ktoś zaczyna na mnie naskakiwać, słyszy moją zdecydowaną reakcję. 
Jaki z tego morał? Nie słuchajcie tych bzdur, że psychiatrzy leczą tylko wariatów, ja po 18 latach walki ze samym sobą pierwszy raz zacząłem się cieszyć życiem.

#N8sVg

Problemy męża z erekcją zniszczyły nasze małżeństwo. Tyle się nawarstwiło, że bardzo mocno pokłóciliśmy się o brak intymności i o mojego znajomego, i w przypływie emocji wykrzyczałam mu słowa, które nigdy nie powinny paść. Pierwszy raz w życiu widziałam, jak mąż płacze. Nie radzę sobie z wyrzutami sumienia. Przepraszam go już kilka dni, ale on traktuje mnie jak powietrze. Z drugiej strony nawet jakby mi wybaczył, boję się, że sprawność seksualna już nie wróci, bo mąż nie jest pierwszej młodości, a ja nie udźwignę życia bez seksu. Myślę, żeby odejść.

#9ZTTl

Nienawidzę pytań typu: „Wszystko u ciebie dobrze?”, „A jak tam u ciebie?”.
Jest po prostu k*rw@ wspaniale:
Ostatnio zmarła mi bliska osoba i nie miałam szans się z nią pożegnać, moja fobia społeczna wchodzi na poziom, kiedy zapłacenie za zakupy przy zwykłej kasie jest dla mnie przerażające, jestem hejtowana za swoją orientację, mam myśli s@mobó¡cz€, nie potrafię powiedzieć sobie komplementu, a co dopiero wymienić dobre rzeczy we mnie, moja idolka zniszczyła mi psychikę i wszystko, co robię, porównuję do niej, nie akceptuję siebie, tego, jak wyglądam, jaki mam charakter.
Ale jeśli padnie takie pytanie, to po prostu zakładam ten fałszywy uśmiech i odpowiadam: „Znakomicie!”.

#tLQxh

Co mam robić?

Z moim narzeczonym jesteśmy 8 lat, mieszkamy razem, w tym roku bierzemy ślub. W pracy poznałam faceta, rozwodzi się, pomimo że jest 20 lat starszy, to jest niesamowicie przystojny, cudownie się nam rozmawia. Zaiskrzyło i wylądowaliśmy u niego. On jest całkowitym przeciwieństwem mojego narzeczonego, jest romantyczny, zabawny, stara się o mnie. Z moim narzeczonym jest mi dobrze, ale w związku wieje rutyną, on nie potrafi być romantyczny. Gdy próbuję o tym rozmawiać, to narzeczony mówi, że wymyślam, że przecież jest dobrze.

Czym bliżej do tego ślubu, to coraz bardziej się waham. Czuję, że coraz bardziej zależy mi na tym drugim chłopaku, a co najgorsze, nie mam wyrzutów sumienia, że dochodzi do zdrady.

#0Wvkx

Jako dziecko byłam szalenie naiwna i łatwowierna.
Dwie z moich starszych kuzynek skrzętnie to wykorzystywały, dokuczając mi albo wmawiając najróżniejsze bzdury, w które ja święcie wierzyłam.
Pewnego wieczoru, kiedy mama wycierała mnie po kąpieli, mała ja wypaliłam:
- Mamo, jak dorosnę, to zostanę dziwką! Bo ona zawodowo jeździ na koniach!

Tak, moje kuzynki wkręciły mi, że dziwka i dżokejka to synonimy.
Wiem tylko tyle, że zarobiły niezły ochrzan od mojej matki.

#4db0N

Moja znajoma chciała nauczyć swoją 8-letnią córeczkę opiekuńczości i poczucia obowiązku i adoptowała psiaka ze schroniska, spełniając tym samym marzenie młodej o posiadaniu zwierzęcia.

Młoda, jak i cała rodzina psinkę wręcz ubóstwiała, pies z nimi spał, wylegiwał się na kanapie, nie pojechali na wakacje, bo nie było go z kim zostawić; generalnie traktowali go jak członka rodziny. Nagle młoda zaczęła się czuć źle, wymiotowała, mdlała, traciła czucie w kończynach. Lekarze, szpitale, diagnoza - rzadka choroba o ciężkim przebiegu. Młoda mogła od czasu do czasu, kiedy tylko jej stan na to pozwalał, przyjeżdżać do domu, warunkiem były dość sterylne warunki i żadnych zwierząt.

Znajoma z wielkim bólem serca dodała ogłoszenie na "spotted" pewnego miasta, że odda małą, posłuszną i wychowaną psinkę tylko w dobre ręce, ze względów rodzinnych. To była ostateczność, nikt pomimo starań nie mógł "przechować" psa do momentu wyzdrowienia małej. Odpowiedzią na ogłoszenie był jeden wielki hejt. "PIES TO NIE ZABAWKA", "JESTEŚ NIEODPOWIEDZIALNA" , "JAK TY BYŚ SIĘ CZUŁA JAKBY CIĘ ODDALI" i wiele innych, pojawiały się nawet wyzwiska.

Może warto czasem wstrzymać się z komentarzem, jeśli nie zna się sytuacji?
Dodaj anonimowe wyznanie