Mam 26 lat i sporą nadwagę. Leżałem na łóżku, pobolewał mnie brzuch, a przyznać trzeba, że mój brzuch mógłby mieć swoją własną orbitę w swojej największej fazie... Ale od kilkunastu miesięcy walczę z nim, jak mogę – dieta i lekkie ćwiczenia kardio, takie, na jakie pozwalała mi tusza.
Pod palcami wyczułem miejsce, które mnie boli – dość twarde, nieustępliwe i promieniujące przy naciskaniu... Przerażony wchodzę w internet i jest diagnoza (szybciej niż najznakomitszy lekarz ją wystawiłem) – przepuklina. No dramat...
Załamany i zrezygnowany udałem się do lekarza.
Lekarz przeprowadził wywiad, zrobił badania i USG i... okazało się, że to moje mięśnie, które mają zakwasy po nowym treningu.
PS Na swoje usprawiedliwienie powiem, że odkąd skoczyłem 14-15 lat, nie było możliwości wyczuć moich mięśni, bo były tak słabe i wiotkie i pod taką górą tłuszczu.
Piątek, trzynastego. Nigdy nie byłam przesądna, ale po tym, co mnie ostatnio spotkało, bać się będę tego dnia panicznie.
Jak zawsze pod koniec tygodnia poszłam do mojego ulubionego klubu. Nic nie zapowiadało katastrofy. Wręcz przeciwnie. Przy barze ktoś mnie potrącił. „Wybacz, jestem taką niezdarą!” – zaśmiał się przesympatyczny chłopak o intrygującej urodzie.
Chwilę pogadaliśmy, pośmialiśmy się. Gość wydawał się bardzo inteligentny i nad wyraz uprzejmy. Tak fajnie nam się rozmawiało, że barman musiał ze trzy razy pytać mnie co podać. Problem zaczął się, kiedy przyszło mi płacić za piwo. Ani w kieszeni, ani w torebce nie mogłam znaleźć portmonetki. Wpadłam w panikę. Jeszcze dobrze wieczór się nie zaczął, a ja już zgubiłam najcenniejszą rzecz, jaką posiadałam! Dobrze, że dokumenty trzymałam osobno, bo lipa byłaby straszna! Z opresji uratował mnie wspomniany chłopak. Powiedział, że będzie zaszczycony, jeśli zgodzę się, aby postawił mi piwo. Znaleźliśmy jakiś zaciszny stolik. Szymon, bo tak się nazywał mój nowy znajomy, co chwilę mnie uspokajał. „Ostatnio miałem spory zastrzyk gotówki, więc naprawdę, nie stresuj się. Poza tym fajnie mi się z tobą gada, więc tym bardziej będzie mi miło sponsorować dzisiejszy wieczór”.
Trzy piwa później Szymon zaproponował wizytę w pobliskim barze sushi. Uwielbiam sushi, ale to przecież takie drogie jedzenie! Byłam trochę zażenowana, że chce mnie zaprosić. On jednak nie słuchał moich cichych protestów, chwycił mnie mocno za rękę i bezceremonialnie zabrał mnie z klubu. Spodobało mi się to nawet.
Zjedliśmy po dwie, najbardziej wypaśne porcje! A to jeszcze nie był finał wieczoru. Okazało się, że mój rycerz ma w zanadrzu coś jeszcze. Przed barem złapał taksówkę i pojechaliśmy do modnego lokalu w centrum miasta, gdzie za sam wstęp płaci się 50 zł! I tym razem na nic nie zdały się moje cichutkie sprzeciwy. Przegadaliśmy resztę wieczoru. Potem jeszcze kupił wielką butelkę drogiego, ale pysznego wina i uiścił rachunek. Czułam się pijana i absolutnie oczarowana Szymonem.
Mój wybawca wynajął pokój w hotelu. Kochaliśmy się całą noc, a nad ranem zasnęliśmy wtuleni w siebie. Było cudownie.
Rano obudziłam się sama. Po moim „nocnym kochanku” nie było śladu. Za to na półeczce koło telewizora leżała… moja portmonetka. Pusta. I dopiero wtedy dotarło do mnie, że to ja byłam sponsorką wszystkich atrakcji z ubiegłego wieczora.
Wtedy, gdy stałam przy barze i Szymon potrącił mnie, co było początkiem naszej znajomości, tak naprawdę wyjął mi portmonetkę z kieszeni. Zostałam dosłownie i w przenośni „wydym#na”.
Od podstawówki byłem znany z nieliczenia się z uczuciami innych, na początku nie przeszkadzało mi to, wręcz cieszyłem się powodzeniem wśród rówieśników, jednak potem przerodziło się to w kilka sytuacji, przez które prawie wyrzucili mnie ze szkoły... W gimnazjum lubiłem łapać nauczycieli za słowo, znajdywać w ich regulaminach nieścisłości, nie podobało im się to. Kilka razy byłem wzywany do szkoły wraz z rodzicami, lecz oni nigdy nie mieli dla mnie czasu, zazwyczaj kończyło się to odcięciem pieniędzy na 2-3 dni. Gnębiłem też uczniów, lecz robiłem to na tyle inteligentnie, że nigdy nikt nie miał na mnie żadnego dowodu, jedna dziewczyna zmieniła szkołę przez moje ataki na jej osobę (przepraszam K. S.).
Pewnie zapytacie, dlaczego to robiłem?
Otóż spowodowane było to nakręcaniem przez resztę klasy, a czasami nawet szkoły i ogólną presję otoczenia, mój brak wychowania i zły kontakt z rodzicami. W połowie trzeciej gimnazjum zdałem sobie sprawę, że to, co robię, jest niemoralne, lecz było już za późno, byłem znienawidzony przez kadrę nauczycielską i część uczniów. Próbując się wycofać, wkopywałem się jeszcze bardziej, próbując przeprosić osobę, którą gnębiłem, zostałem wyśmiany przez innych rówieśników, jak i przez tę osobę. Patrząc z perspektywy czasu, myślę, że mogłem po prostu przestać, lecz wtedy to rozwiązanie wydawało mi się nieosiągalne...
Chciałbym szczerze przeprosić wszystkie osoby, które skrzywdziłem. Przez długi czas nawet nie wiedziałem, że to robię. Przepraszam.
Jestem właścicielką niewielkiej kwiaciarni. Od miesiąca codziennie przychodzi do mnie starszy mężczyzna, na oko grubo po sześćdziesiątce. Każdego dnia kupuje jedną czerwoną różę. Kiedyś nie wytrzymałam i zapytałam go, komu daje te kwiaty. Odparł, że zanosi je żonie. Pomyślałam sobie wtedy jak to cudownie, że są jeszcze na świecie ludzie, którzy tak bardzo się kochają i szanują po latach związku.
Wczoraj starszy pan znowu przyszedł po różę, a ja jak zwykle wybrałam dla niego najładniejszą. Żeby podtrzymać rozmowę o pogodzie, uśmiechnęłam się i powiedziałam: „Pańska żona musi być wspaniałą kobietą, że tak pan ją rozpieszcza”.
Mężczyzna posmutniał i odpowiedział: „Gdy żyła, była cudowną kobietą, ale wtedy tego nie doceniałem – zbyt rzadko dawałem jej kwiaty. Teraz chcę to nadrobić”.
Nawet sobie nie wyobrażacie, jak głupio się wtedy poczułam.
Dziś rano sąsiadka podrzuciła mi gazetę, bo wie, że lubię sobie poczytać czy czasem po prostu użyć ich jako podkładki. Jak wzięłam ją do rąk i przeczytałam skrawek, poczułam gulę w gardle. Zaczęłam drżeć, a łzy odebrały mi możliwość widzenia. Siedzę teraz kompletnie załamana, chciałabym się komuś wygadać, ale nie mam komu, jest mi tak bardzo źle.
W moim miasteczku zdarzył się ten sam przypadek, co lata temu ze mną (ja miałam wielkie szczęście, bo mnie uratowała moja mama, wymusiła na lekarzach cesarskie cięcie). Dziewczynka zaplątała się w pępowinę, dusiła się. Jej matka czuła, że coś jest nie tak, ale nie była pewna, w końcu to pierwsze dziecko. Jednak mimo wszystko kazano jej urodzić to dziecko naturalnie. Dziewczynka „żyje”. Nie widzi, nie rusza się, nie krzyczy, nie płacze. Ma niewydolność mózgu. Ale żyje.
To, co się stało, wstrząsnęło mną tak mocno, że nie jestem w stanie teraz myśleć o czymkolwiek innym. Tylko o niej. Nie znam jej, nie znam jej matki, ale okrutnie boli mnie świadomość, co jej matka może czuć, i świadomość tego, co ta maleńka utraciła. Okropnie boli mnie serce.
Kiedy zrobię kupę i się wytrę, to zawsze wkładam listek papieru toaletowego między pośladki, aby przypadkiem nie ubrudzić majtek. Czuję się wtedy lepiej.
Od kilku lat moje samopoczucie jest coraz gorsze, ostatnio bardzo się pogorszyło. Jako że nie jestem pełnoletnia, to sama do lekarza NFZ pójść nie mogę, ale prywatnie to co innego. Uzbierałam pieniądze na pierwszą wizytę (moi rodzice nie mogą o tym wiedzieć, zniszczyliby mi życie jeszcze bardziej) i poszłam, powiedziałam, co mnie boli, co się ze mną dzieje. Dowiedziałam się, że muszę brać leki i uczęszczać na terapię, bo bez tego nie wyjdę na prostą. No i na tym się to wszystko kończy.
Leżę teraz w łóżku i się zastanawiam, po co ja tam w ogóle poszłam. Przecież mnie nie stać na tę terapię, nie mam od kogo wziąć pieniędzy, do pracy nikt mnie nie chce, bo szukałam w wielu miejscach.
Wiem, że będę musiała wytrzymać do momentu, w którym się wyprowadzę i będę zdana sama na siebie, być może wtedy łatwiej mi będzie odłożyć pieniądze na terapię dla siebie. Ale nie teraz. Czuję się źle z tym, że poszłam do tego lekarza, on teraz oczekuje ode mnie wiadomości z terminem wizyty u psychiatry po receptę na leki.
A mnie na to nie stać.
Próbowałam się powiesić, wybrałam jeden z najbardziej odludnych fragmentów mojego miasteczka i w momencie kiedy już miałam to zrobić, drogą przejeżdżał na rowerze wikary.
Ja rozumiem, że postąpił szlachetnie, że od razu rzucił się do ratowania mnie, ale kurła, już nawet nie można się w spokoju zabić...
Zawsze po skończonej m@sturbacji jak najszybciej wyłączam film p0rno, który oglądam podczas, bo obrzydza mnie to, co ludzie na nim robią.
Historia ta wydarzyła się w liceum. Byłam z chłopakiem już od 2 lat. Niestety moja mama nigdy nie zgadzała się na to, żeby nocował on u mnie w domu. Jednak pewnego wieczoru, kiedy mama poszła na noc do pracy, postanowiliśmy, że ukryjemy przed nią fakt wspólnego nocowania. Kiedy mama wyszła do pracy, mój chłopak przyszedł do mnie, z założeniem, że wyjdzie o godzinie 7, kiedy moja mama kończy pracę. Mimo planu doskonałego postanowiłam jednak zachować pewne środki ostrożności i przed zaśnięciem schowałam jego buty i kurtkę do schowka na pościel w łóżku. Mimo tego, iż wiedziałam, że mama nie wróci do domu do godziny 7, coś nie dawało mi spokoju, po paru godzinach udało mi się jednak zasnąć.
Godzina 6 rano, a ja słyszę dźwięk klucza przekręcanego w zamku od drzwi frontowych! To ona! Jak się później okazało, szefowa zwolniła ją wcześniej do domu ze względu na zbyt dużą liczbę nadgodzin. Słysząc dźwięk otwieranych drzwi, szybko obudziłam swojego chłopaka, który w popłochu wskoczył do szafy, nie domykając jej jednak do końca. Leżałam w łóżku bez ruchu, licząc na to, że to tylko zły sen... to jednak nie był koniec atrakcji. Szybko zorientowałam się, że na oparciu od krzesła stojącego przy biurku w moim pokoju wisi jego kurtka! Modliłam się, żeby mama jak najszybciej poszła spać zmęczona po nocnym dyżurze i żeby nie weszła do pokoju jak każdego ranka w celu skorzystania z komputera. Na szczęście do pokoju nie wchodziła, ale spać też nie poszła! Mój chłopak siedział w szafie trzy godziny, zanim wymyśliłam jakiś plan. Nie mógł się w tym czasie ruszać, ponieważ z każdym jego ruchem szafa skrzypiała coraz bardziej. Na szczęście wpadłam na pomysł napisania do kolegi i poprosiłam go, aby przyszedł „pożyczyć ode mnie zeszyty”. Mama siedziała zamknięta w pokoju, więc gdy tylko kolega zadzwonił do drzwi, wyskoczyłam z łóżka jak poparzona, wzięłam z półki przypadkowe zeszyty i poleciałam otworzyć mu drzwi. W międzyczasie dałam też sygnał swojemu chłopakowi, żeby jak najszybciej wyszedł z szafy i biegł prosto w stronę wyjścia. Było mi go cholernie szkoda, patrząc na niego, nie do końca ubranego, wybiegającego zimnym rankiem z domu do samochodu. Na szczęście mama się nie zorientowała.
Obiecałam sobie, że opowiem jej tę historię na naszym ślubie. Niestety już nie jesteśmy razem z tym chłopakiem, więc nie będzie okazji.
Dodaj anonimowe wyznanie