Martwicie się, że wyglądacie staro? Pocieszę was.
Sytuacja z dzisiaj:
Idę ze sklepu z 6-letnią kuzynką. Ona wcina sobie lody, a jakiś starszy pan idzie i mówi do niej: „Ale masz super mamusię, że ci lody kupiła”.
Mam 17 lat...
Kiedyś mój luby (wtedy jeszcze nim nie był) miał do mnie przyjechać po raz pierwszy, tak po prostu na piwko.
Byłam już w swojej kawalerce i robiłam kupę. Moja łazienka od drzwi wejściowych oddalona jest o 1,5 m, a że mieszkam sama, to nawet drzwi nie zamknęłam do toalety. W każdym razie było głośno... Nagle dostaję wiadomość, czy już wróciłam do domu. Z myślą, że na dojazd zejdzie mu z 15 min, ochoczo odpisałam: „Jasne, wpadaj śmiało”.
I WTEDY USŁYSZAŁAM PUKANIE...
I tym oto sposobem okazało się, że chłopak był pod drzwiami od kilkunastu minut i czekał, aż wrócę. Nigdy tak nie panikowałam, jak tu szybko się podetrzeć, jak spuścić wodę, przecież będzie słychać, no nic, musiałam to zrobić tradycyjnym sposobem, smród na kawalerce też się unosił, a psikać odświeżaczem nie będę, bo też przecież słychać. Otworzyłam i zachowywałam się tak jakby nigdy nic, ale mi się wydaje, że on wiedział.
Mój partner ma depresję. Świadomość społeczeństwa na temat tej choroby jest nadal zdecydowanie za mała, ale ludzie często nie zdają sobie sprawy, że życie osoby kochającej chorego też do łatwych nie należy. Do osób cierpiących na tę paskudę: dbajcie o partnerów, starajcie się dla nich, bo to prawdopodobnie osoby, u których zdobędziecie najwięcej zrozumienia i empatii.
Miłość to piękne uczucie. Jesteśmy w stanie sobie radzić nawet z największymi trudami życia, bo czujemy, jak mocno jesteśmy kochani, jak ufamy drugiej połowie i wiemy, że nic nas nie rozdzieli. Tak to wygląda przed większość dni. Jednak bywają momenty, gdy potrzeba dużo cierpliwości, ale też poniekąd odwagi. Szukanie powodów do obrażania się o najmniejszą rzecz, wbijanie szpilek w najczulsze punkty, byle jak najmocniej zabolało, mówienie o samobójstwie – to najprostsze rozwiązania, by komuś zadać cios. Cios, który boli o wiele bardziej niż cokolwiek innego. Są momenty, gdy czuć jak można bardzo łatwo sobie dać wejść na głowę, jak przeprasza się za rzeczy, za które nie powinno, bo to wyimaginowany problem, jak w bezsilności się płacze, bo znowu nie rozumie, czemu ktoś się do niego nie odzywa i nie pozwala dotknąć. Wszystko jeszcze bardziej potęgują używki. W moim przypadku, młodej kobiety, nie rozumiałam, jak bardzo nawet pojedynczy kieliszek może zmieniać percepcję, jak to zaburza ład i harmonię w duszy człowieka.
Bywa ciężko, bardzo ciężko, a przecież takich ludzi na świecie są miliony, ludzi, którzy chcą wspierać bliskie osoby w tej ciężkiej chorobie. Ktoś mi kiedyś zadał pytanie, „czemu właściwie nadal w tym tkwisz?”. Odpowiedź jest prosta: jeżeli się kocha, to stara się zrobić wszystko, by osoba sobie poradziła z chorobą, bo po deszczu i burzach zawsze przychodzi słońce. Przecież te wszystkie zachowania to niestabilność emocjonalna związana z chorobą, pamiętajmy o tym... Prawdziwe osoby to te czułe i kochające, wyrozumiałe. Mają swoją gorszą stronę, ale z nią można walczyć. Można, bo to już dwa lata, odkąd mój chłopak jest na terapii. Dwa lata, odkąd objawy się przestają nasilać, a obawa o gorszy dzień znika. Mogłam tym wszystkim rzucić i powiedzieć, że to dla mnie za dużo, ale prawda jest taka, że nic nie daje więcej satysfakcji niż położenie wszystkiego na jedną kartę i widok poprawy, znaczącej poprawy. Nigdy nie żałowałam, że zostałam u jego boku, a teraz nie żałuję, że wiążemy ze sobą coraz to poważniejszą przyszłość.
Przyłapałam faceta koleżanki z pracy na zdradzie. Po prostu trafiłam do baru, w którym umówił się ze swoją kochanką, kiedy miał być na wyjeździe służbowym (całowali się, ręce błądziły po partiach ciała, na których kończy się koleżeństwo. I tak, to na pewno był on, podeszłam do niego specjalnie bardzo blisko, aby się upewnić, a na dodatek kobieta zwracała się do niego po imieniu, a to ma całkiem nietypowe). Zrobiłam im kilka zdjęć, aby później pokazać je koleżance.
Co z tego wynikło?
Że jestem zazdrosną o jej szczęście kurwą, co to tylko wpycha nos w nie swoje sprawy i że pewnie w sumie to te zdjęcia podrobiłam, bo jestem w końcu fototechnikiem i ona w to nie wierzy, bo gadała z facetem o północy przez kamerkę i był w hotelu (w barze widziałam go między 23:30 a 23:45 – potem wraz z kochanką udali się na parking i po prostu odjechali). Dodatkowo koleżanka rozpowiedziała wszystkim, jak to próbuję zniszczyć jej życie i teraz wśród grona znajomych z pracy to ja wyszłam na tę złą i zazdrosną o jej życie miłosne (bo skoro nie mam faceta, a mam koty, to na pewno jestem zazdrosna!).
Cóż, sumienie mam czyste, ale weź tu, kurna, pomagaj ludziom.
Jestem studentem i mam kota, dla którego co trzy miesiące robię porządne zapasy. Pewnego razu tuż po opłaceniu mieszkania poszedłem na zakupy, stoję przy kasie, chcę zapłacić, a tu co...? Zgubiłem portfel, którego już więcej nie odzyskałem.
W skrócie: przez prawie miesiąc wpierdalałem karmę razem z kotem.
Miałem przyjaciółkę, która dość lubiłem, ale nie wiedziałem, czy chce czegoś więcej, czy po prostu przyjaźni. Z tego, co wiem, to jeżeli nie spróbuję, to się nie dowiem, a nie chciałem potem żałować, tak więc zapytałem. Chyba mnie zignorowała albo nie usłyszała, w każdym razie nie powtarzałem. Kilka dni później zapytała, czy nie zechciałbym z nią być. Pomyślałem, że spróbuję, skoro i tak chciałem... Ona nagle wpadła w zakłopotanie, zapytałem, co jest. Powiedziała, że to był zakład z koleżanką...
No nie powiem, wkurzyłem się, jak dla mnie było to nie fair, i z tego się nie robi zakładów. Przez dłuższy czas nie widziała w tym nic złego, a ja próbowałem jej uświadomić, że to jednak nie było spoko.
Ludzie, czy to ze mną jest coś nie tak, czy raczej z tym, co zrobiła? Nie wiem, co myśleć.
Jak byłam dzieciakiem (gdzieś w początkowych klasach podstawówki), sąsiadki próbowały nauczyć mnie grać w warcaby, jednak ja nie chciałam z nimi grać. Nigdy nikomu nie powiedziałam dlaczego. Otóż…
Gdy one mówiły „za niebicie tracisz życie”, ja słyszałam „zaj*bie cię, tracisz życie”. A ja nie chciałam tego mówić, bo w domu uczyli mnie, że przeklinanie jest nieładne.
Mój tata ma na imię Piotr.
Mój chrzestny (bliski wujek) też ma na imię Piotr.
Mój drugi bliski wujek też ma na imię Piotr.
Jak byłam mała (miałam jakieś 5-8 lat), to myślałam, że na każdego mężczyznę, który ma żonę mówi się "Piotrek".
Historia z serii kłamstwo ma krótkie nogi, jednak bez szczególnie moralizującego zakończenia. A mianowicie...
Zacznijmy od krótkiego wstępu. Chodzi o mojego młodszego brata... Odkąd sięgam pamięcią gość miał niezdrowy gen warunkujący kłamanie, jednak bez szczególnego talentu do jego stosowania. Praktycznie za każdym razem został na nim przyłapany, aczkolwiek rodzice grozili tylko palcem i zazwyczaj się na tym kończyło. W połączeniu z brakiem jakichś szczególnych konsekwencji do dziś prowadzi ów proceder. Obecnie ma 20 lat. W tym roku poprawiał maturę, gdyż w poprzednim szczególnie mu nie poszło. Przez cały rok dokładał wszelkich starań, żeby jak najlepiej ją teraz napisać, czyli siedział w domu, oglądał telewizję, grał na komputerze... i w sumie to by było na tyle. Do pracy też nie wyruszył bez szczególnego wytłumaczenia, nie i koniec. Młody, zdrowy chłopak i leserował przez cały rok. Nawet teksty w stylu, że osoby niepełnosprawne pracują, a on siedzi w domu, nie pomogły. Zero wstydu.
W końcu przyszedł dzień sądu ostatecznego! Ubrał się elegancko, zabrał dwa czarne długopisy i wyruszył. Po powrocie stwierdził, że fajne tematy, zadania mu siadły i że będzie dobrze.
My naiwni...
8 lipca były wyniki. Zapytany jak mu poszło (tu uwaga, ważne!) oświadczył, że dobrze, poprawił wynik o całe 10%, w zeszłym roku miał 34%, a teraz dostał 44%. Wow! Sukces życia! Następnie zmienił bardzo szybko temat i zaczął gadać piąte przez dziesiąte - o pogodzie, o tym, co widział, ile samochodów minął po drodze do domu. I tu zapala się czerwona lampka. Później kiedy skanował swoje zacne świadectwo i weszłam do pokoju, prawie wcisnął je w płytę skanera i przyciskał tam i poprawiał, aż nie wyszłam. Powiedziałam rodzicom, że coś tu jest nie tak. I miałam rację.
Okazało się, że ów geniusz poprawił maturę z 36% na 38%. Cóż... oczywiście nikt nie był w szoku. Osobiście obstawiałam, że napisze jeszcze gorzej. A tu proszę! 2 punkty progresu! Rodzice nie zrobili nic z tą informacją, bo ojciec woli głaskać po głowie BIEDNEGO synka, który jest zwyczajnym leserem i leniem. Najlepiej pchać przez całe życie ofiarę losu. Piszę to tylko dlatego, żeby wiedział. Bo czyta.
I jedyny morał jaki z tego wynika to to, że lepiej być młodszym rodzeństwem. Możesz być kłamcą i oszustem, okradać rodziców, a oni i tak będą cię kochać.
Jak miałem jakieś 15 lat bawiłem się w zaliczanie miejsc. W każdym budynku zostawiałem swoje nasienie. Czy to u kolegi czy babci. W każdej toalecie zostawiałem coś po sobie.
Dodaj anonimowe wyznanie