#HcppT

Byłem w parku z psem, pies się załatwił - dwójeczka.
Zostałem upomniany przez panią, że nie sprzątnąłem, więc żeby nie psioczyła dalej, posprzątałem po moim psie.

Wracając tą samą drogą widzę, jak pani wysadza dziecko do załatwienia się, nawet nie w jakimś dyskretnym miejscu.
Widząc to, po tym, jak już dziecko się załatwiło, podszedłem do pani i zasugerowałem, że odchody to odchody i po dziecku też wypada sprzątnąć i wręczyłem jej woreczek.

Mina tej pani była warta wszystkiego :D

#XUWvk

Kilka lat temu brałam ślub. Jak to zwykle bywa, przy tworzeniu listy gości weselnych powstał problem kogo zaprosić, a kogo nie. Tutaj muszę nakreślić ogólną sytuację u mnie w rodzinie: z dalszych krewnych utrzymuję kontakt tylko z rodzeństwem dziadka od strony mamy i ci byli zaproszeni, rodzice taty nie żyją, natomiast rodzeństwo babci od strony mamy stoczyło się w patologię - siłą rzeczy widzieć ich nie chciałam nawet na ślubie. Niestety dowiedzieli się o nim, bo mieszkają w tym samym miasteczku co babcia, a wiadomo, jak szybko wieści w takich miejscach się rozchodzą.

Ile starowinka się musiała nasłuchać, jaką to ma wyrodną wnuczę, jaką niedobrą, co rodziny się wstydzi, że oni mnie wydziedziczą (heh, nie wiem z czego, z długów?), i oni koniecznie muszą mnie zobaczyć, wypić ze mną wódkę i bawić się do białego rana. Przy takim podejściu nie dostali adresu, wydębili go jednak od babci - zapomniała, że miała go nie dawać. Trudno, jakoś przeżyję. Jak się okazało, nie do końca...

Prezenty od gości przenieśliśmy do samochodu teścia, miał nas z mężem odwieźć po ślubie do mieszkania - abstynent z wyboru i się uparł, nie będziemy narzekać :D Idziemy sobie do restauracji, w której ma być wesele (jakieś 5 minut na piechotę z kościoła), gdy rozlega się alarm samochodu. Nietypowe, bo sobotnie popołudnie, żadnej burzy nie ma, boisko do piłki nożnej co prawda obok, ale ogrodzone naprawdę wysoką siatką... Świadek i kuzyn poszli zobaczyć, co się dzieje. Po paru minutach dostaję telefon, że natychmiast mamy przychodzić, a po drodze kupić coś na uspokojenie.

Gdy docieramy na miejsce, naszym oczom ukazuje się straszny widok. Samochód teściów z rozbitą szybą, obok stoi brat babci, trzymany mocno przez tych, którzy poszli zobaczyć, co się stało. Obok leży jakaś rura, którą najprawdopodobniej wybił okno, stąd alarm. Telefon na policję oraz karetkę - siostra niedoszłego złodzieja zemdlała (nie dziwię się jej).

Co się okazało? Szanowny krewny postanowił się zemścić. Stwierdził, że jest stratny brakiem zabawy, więc my - jako że bogatsi (nieprawda, przez pierwsze trzy lata żyliśmy od pierwszego do pierwszego) - musimy być proporcjonalnie stratni. I postanowił ukraść nam prezenty... Alkohol wyżarł mu mózg tak bardzo, że nie pomyślał, że usłyszymy to i zareagujemy, albo sądził, że zdoła zabrać chociaż parę i się ulotnić.

Efekt - on w więzieniu, nie miał z czego zapłacić za szkody, bo bezrobotny. Teściowie wymienili samochód, bo koszt wymiany przewyższał jego wartość. Babci na szczęście nic się nie stało, my bawiliśmy się mimo wszystko w miarę dobrze. Tylko wciąż zastanawiam się, jak można być tak głupim...

#MddHC

Dziś, kiedy wszedłem do pokoju za moją mamą, od razu w oczy rzuciła jej się paczka gumek leżąca na nocnym stoliku. Musiałem szybko coś wymyślić, by ją uspokoić i wypaliłem: "Nie martw się, nie są moje, któryś z moich kumpli musiał ostatnio zapomnieć je zabrać, ale nie wiem który". Dopiero po chwili dotarło do mnie jak to zabrzmiało.

#eQjgw

Miałam wtedy bodajże 6-7 lat. Był wieczór. Nie było nikogo w domu, więc postanowiłam zażyć sobie kąpieli i wcześniej położyć się do łóżka. Po wyjściu z łazienki udałam się naga do swojego pokoju, ponieważ jak to sklerotyk zapomniałam piżamy, aż nagle usłyszałam dźwięk otwieranego zamka. Do mieszkania wszedł mój brat i to na dodatek z kolegami. Jako że dzieliłam z nim pokój, wiedziałam, że zaraz wejdą i zastaną mnie gołą. Czym prędzej wskoczyłam do szafy, w której nietrudno się było zmieścić. Jak podejrzewałam, weszli do pokoju, a ja siedziałam w szafie chyba dobre pół godziny.

Chyba nie muszę opisywać ich spojrzeń, kiedy po upływie tego czasu wyszłam z szafy w samej zimowej kurtce :D

#eGjj2

Dla mnie jest to forma rozliczenia z przeszłością bez pokazywania twarzy, z uczuciami dziecka, które doświadczyło zła, ale i zahartowało się w ogniu na całe życie.

Mam dwie córki, które są dla mnie całym światem. Mam piękną żonę, która o tym nie wie i się nie dowie.
Opiszę tu relację z mojego pobytu w rodzinie adopcyjnej.

Rodzina pochodziła z Dolnego Śląska, ale z racji tego, że ojciec był marynarzem, zamieszkałem z nim i z matką w Trójmieście. Był dobrym człowiekiem. Twardy facet z zasadami. Otoczył mnie miłością i troską, lecz rzadko był w domu. Dziesięć miesięcy na morzu, na wakacje wracał. Kochałem go, był dla mnie autorytetem.
Matka tylko przy ojcu starała się być matką. Gdy był, pokazywała swoją dobrą stronę i nawet była miła.
Ojciec nie wiedział, że matka zapobiegliwie na miesiąc przed jego przyjazdem przestawała mnie bić. Ojciec dowiedział się, że jest coś nie tak, gdy po raz ostatni się z nim widziałem. Błagałem, żeby mnie zabrał ze sobą. Nigdy tego nie zrobił. Wpadł do oceanu podczas sztormu, ciało odnaleziono parę dni później.

Śmierć ojca wiązała się ze stratą głównego żywiciela rodziny. Miałem 11 lat, gdy matka zaczęła mnie głodzić mówią,c że to moja wina, że mój ojciec nie żyje. A jej nie stać na to, by trzymać w domu darmozjada.
Potrafiła tłuc mnie do nieprzytomności drewnianym kijem lub rzucać mną na meble i ściany. Złamała mi dwa razy prawą rękę i parokrotnie żebra. Na pogotowiu mówiła, że to od gry w piłkę i szlajania po pustostanach. Udawała troskę i żałowała mnie przy ludziach. W domu praktycznie dobijając.
Gdy miałem 13 lat stwierdziła, że mam się wynosić, bo ma mnie dość. Powiedziała, że zanim opuszczę dom po raz ostatni da mi nauczkę. Zamknęła drzwi od domu i wyciągnęła gaz pieprzowy. Prysnęła mi nim w oczy, po czym zaczęła okładać mnie kijem.
Coś we mnie pękło. To nie przypominało bicia, jakiego doświadczyłem wcześniej.
Przestraszyłem się, że zginę, że nic nie zobaczę. Że umrę na tym dywanie, który już tyle przyjął mojej krwi. Ostatkiem sił dotarłem do balkonu.
Mieszkaliśmy na drugim piętrze bloku mieszkalnego. Przeszedłem przez poręcz.
Wtedy powiedziała, żebym jeszcze chwilę poczekał. Że przecież musi skończyć...
Nie czekałem, zaszumiało mi w głowie i skoczyłem na krzaki rosnące pod balkonem.
Nie do końca chyba trafiłem, bo przy styku z podłożem straciłem przytomność.
Ocknąłem się w szpitalu tydzień później. Byłem w śpiączce farmakologicznej.
Mówi się, że w tym stanie coś się tam słyszy. Ja nie słyszałem nic. Pierwszy raz od dłuższego czasu wyspałem się jak niemowlę.
Psycholog, policja i kuratorka z opieki społecznej zaczęli mnie maglować dlaczego chciałem popełnić samobójstwo. Wykryli na mojej skórze gaz pieprzowy i wysłali do domu dziecka. Adopcję rozwiązano.

Po latach dowiedziałem się, że była chora, bardzo chora.
Nie potrafię jej zrozumieć, ale jej wybaczyłem.

#nvXIy

Jakiś czas temu, a było to w Halloween, sąsiad mojej koleżanki zszedł do piwnicy. Idąc korytarzem, zobaczył jakiś kształt. Było to coś przypominające wisielca. Sąsiad pomyślał sobie, że znowu jakieś dzieciaki żarty sobie robią, w końcu Halloween i tak dalej. Zawołał, żeby wyłazili, że to nie jest śmieszne.
Cisza.
Zawołał znowu.
Nadal cisza. Postanowił zapalić światło.

Jak się domyślacie lub nie, to nie była atrapa.

Tam naprawdę powiesił się człowiek.

#VUQV9

Odkąd pamiętam, zawsze miałam problemy z zasypianiem. Zawsze mi czegoś brakowało. Jak już zasnęłam, to spałam jak kamień. Jednak sam proces zasypiania był dla mnie udręką.

Kilka lat temu pojawiły się Szumisie. Co prawda są one przeznaczone dla dzieci, ale zdecydowałam się zakupić takiego misia, bo byłam już naprawdę zmęczona niemożnością normalnego zasypiania. To był strzał w dziesiątkę. Biały szum to jest właśnie to, co pozwala mi szybko zasnąć. Więc mam 23 lata i nie zasnę bez Szumisia.

#EDULr

W wieku 19 lat zaręczyłam się z chłopakiem, z którym byłam niecały rok. Dwa miesiące później dowiedziałam się, że jestem w ciąży...
Cieszy się z dziecka, stara się, jest aktualnie mężem, pociesza, komplementuje, pracuje po 12 godzin, aby zapewnić nam dobry start.
A ja nie mam odwagi powiedzieć mu, że często myślę o tym, żeby od niego odejść, bo przytłacza mnie to, jak się stara i ile dla nas poświęca. Martwię się, że zmarnuję mu życie. Kocham go i boję się, że to zniszczy w nim radość, zmieni, że potem będzie żałować.
Nigdy mu o tym nie powiedziałam i nie powiem.

#3Jk3c

Kiedy miałam 16-17 lat, wracałam sama, wieczorem, z osiemnastki mojej przyjaciółki. Jakoś nigdy nie przejmowałam się tym, że ktoś może mnie skrzywdzić czy okraść, w końcu takie spokojne, malutkie miasteczko... Trochę się przeliczyłam. W pewnym momencie poczułam nagłe szarpnięcie, ktoś zaczyna ciągnąć mnie w kierunku samochodu. Odpowiedź prosta – gvv@łciciel!
Już miałam zacząć krzyczeć i się wyrywać, gdy usłyszałam głośne: „Puść ją!”. Jakiś chłopak powalił mojego oprawcę na ziemię i zaczął okładać pięściami. Ja stałam wryta w ziemię i nie wiedziałam, co się dzieje. Mój bohater wstał, poprawił marynarkę i zapytał, czy wszystko okej. Odprowadził mnie również do domu.

Potem zaczęliśmy się spotykać, teraz jesteśmy po ślubie. I wiecie co? Po trzech latach małżeństwa dowiedziałam się, że tym „oprawcą” był przyjaciel mojego męża, który miał być tym złym, a mój ukochany miał mnie uratować z opresji, bo spodobałam mu się na osiemnastce przyjaciółki... I pomyśleć, że nie chciałam tam iść :P
Dodaj anonimowe wyznanie