Od niespełna tygodnia leżę w szpitalu na patologii noworodka. Mały ma lekkie problemy ze zdrowiem, a ja z karmieniem. Biust jak donice, a nic nie leci... Mówią, że za bardzo się stresuję i to przez to.
W przerwie między okładami i masażami czytam anonimowe i komentarze pod wyznaniami. Właśnie przeczytałam jeden komentarz – ubaw po pachy, POKARM ZACZĄŁ LECIEĆ! Anonimowe uczą, bawią i leczą :D.
Dodaj anonimowe wyznanie
Czyli jednak trza było wyluzować 😄
Gratuluję.
Weź lecytynę.