#sVsma
Od tej chwili nawiązałam, hmmm, jak by to nazwać, „szczególną więź” z moim kupskiem. Jestem tak dumna z mojego organizmu, że po wielu przegranych walkach w końcu pokonał choróbsko, że teraz za każdym razem, gdy udaję się do toalety z grubszą sprawą, jestem tak dumna z moich zdrowo pracujących jelit jak matka, której dziecko przyniosło piątkę z matmy. Za każdym razem spędzam chwilę, patrząc na moje „dzieło” i oceniając jego kolor, wielkość i zapach (robię to też, żeby upewnić się, że choroba nie wraca – oznaką tego byłby np. zielony kolor), a jeśli wszystko jest w porządku, rozczulam się i myślę sobie, że wreszcie mi się coś udało. Analizuję w myślach, ile czasu minęło od ostatniej wizyty w toalecie, co ostatnio zjadłam, jakie uczucia mi towarzyszyły przy załatwianiu się, czy nic mnie nie bolało – generalnie poświęcam temu więcej myśli niż moim osiągnięciom edukacyjnym ;D
Ostatnio udało mi się zrobić wyjątkowo dorodną dwójkę. Była duża, miała właściwy kolor i konsystencję, no po prostu żywe świadectwo zdrowo pracujących jelit, przeciwieństwo wszystkiego, z czym walczyłam przez ostatnie miesiące. Moja duma była tak wielka, że przez chwilę miałam szczerą ochotę sięgnąć po telefon i wysłać zdjęcie wszystkim znajomym, aby się pochwalić – niech wiedzą, jakie moje jelitka są dzielne!
Coś mi mówi, że dobrze, że zdołałam się powstrzymać, bo mogliby już nie być moimi znajomymi ;D
No kurczę, masz się z czego cieszyć. Powrót do zdrowia po dłuższej i bolesnej chorobie do okazja do radości :)
No ja Cie troche rozumiem :D Przez bezsenność miałam problem z wypróżnianiem. Bezsenności nie wyleczyłam, ale problemy z perystaltyką już tak. Gdy każdego dnia rano idę do łazienki, to potem czuję aż euforię.
Gratuluję i rozumiem. Mam CU i też walczyłem o swoją pierwszą remisję 1,5 roku i od 5 lat spokój. Pamiętam jarando jak moje dwójki zaczęły wyglądać jak dwójki a nie jak barszcz ukraiński.
A ja chciałabym wiedzieć co pomogło.
Ciężka choroba, która sama zniknęła 🤷
Coś tam się leczyła, nie pomogło, a teraz sra z lubością.
Skoro tak analizujesz to może przydać ci się informacja - kał jest niczym innym jak odpadem produkcyjnym - organizm wywala to, czego nie zdołał strawić. Duży balas oznacza nic innego, jak to, że w tym co się zjadło, było dużo składników które były zbędne i nie do strawienia. Takim elementem jest np. błonnik - żaden kręgowiec nie jest w stanie strawić samodzielnie błonnika. Gatunki roślinożerne mają do tego wyspecjalizowany układ pokarmowy, gdzie żyją sobie odpowiednie bakterie, które błonnik rozkładają. Z kolei gatunki mięso, czy wszystkożerne (do tych drugich należą ludzie), takiej specjalizacji nie posiadają - więc błonnik po prostu przelatuje niestrawiony przez układ pokarmowy. Jego jedyna funkcja to ewentualnie powiększenie gówna, tak by ze ścian jelit wyskrobało elementy, które zalegają.
Trochę "gówniane" te wyznanie ale co kto lubi...