#sVsma
Od tej chwili nawiązałam, hmmm, jak by to nazwać, „szczególną więź” z moim kupskiem. Jestem tak dumna z mojego organizmu, że po wielu przegranych walkach w końcu pokonał choróbsko, że teraz za każdym razem, gdy udaję się do toalety z grubszą sprawą, jestem tak dumna z moich zdrowo pracujących jelit jak matka, której dziecko przyniosło piątkę z matmy. Za każdym razem spędzam chwilę, patrząc na moje „dzieło” i oceniając jego kolor, wielkość i zapach (robię to też, żeby upewnić się, że choroba nie wraca – oznaką tego byłby np. zielony kolor), a jeśli wszystko jest w porządku, rozczulam się i myślę sobie, że wreszcie mi się coś udało. Analizuję w myślach, ile czasu minęło od ostatniej wizyty w toalecie, co ostatnio zjadłam, jakie uczucia mi towarzyszyły przy załatwianiu się, czy nic mnie nie bolało – generalnie poświęcam temu więcej myśli niż moim osiągnięciom edukacyjnym ;D
Ostatnio udało mi się zrobić wyjątkowo dorodną dwójkę. Była duża, miała właściwy kolor i konsystencję, no po prostu żywe świadectwo zdrowo pracujących jelit, przeciwieństwo wszystkiego, z czym walczyłam przez ostatnie miesiące. Moja duma była tak wielka, że przez chwilę miałam szczerą ochotę sięgnąć po telefon i wysłać zdjęcie wszystkim znajomym, aby się pochwalić – niech wiedzą, jakie moje jelitka są dzielne!
Coś mi mówi, że dobrze, że zdołałam się powstrzymać, bo mogliby już nie być moimi znajomymi ;D
No kurczę, masz się z czego cieszyć. Powrót do zdrowia po dłuższej i bolesnej chorobie do okazja do radości :)
No ja Cie troche rozumiem :D Przez bezsenność miałam problem z wypróżnianiem. Bezsenności nie wyleczyłam, ale problemy z perystaltyką już tak. Gdy każdego dnia rano idę do łazienki, to potem czuję aż euforię.
A ja chciałabym wiedzieć co pomogło.
Trochę "gówniane" te wyznanie ale co kto lubi...