#V5NQT

Miałam w klasie, którą uczę, chłopaka – i co tu dużo mówić, był dziwny, chociaż to mało powiedziane. Dziecko miało nierówno pod kopułą: wyzywał, bił nawet nauczycieli, wykonywał dziwne ruchy, krzyczał coś, czego nikt nie rozumiał (do tego stopnia, że katechetka pomyślała, iż jest opętany). Jakakolwiek reakcja ze strony nauczycieli kończyła się fiaskiem, bo rodzice chłopca mieli to w głębokim poważaniu.

Miarka się przebrała, kiedy chciał uciec ze szkoły, wyskakując przez okno z drugiego piętra. Chłopaka zabrano na obserwację na oddział zamknięty. Po czterech tygodniach psycholodzy stwierdzili, że dzieciak musi iść do szkoły specjalnej, bo bycie w szkole publicznej stwarza zagrożenie dla niego i innych.

Co na to rodzice? Że to jest spisek przeciwko nim, że ich dziecko jest normalne i że to wszystko wina klasy, do której on uczęszcza. Chłopiec został przeniesiony do innej szkoły (także publicznej) w tym samym rejonie.

Dziecka jest nam szkoda, jednak z koleżankami modlimy się, by nie wrócił do naszej szkoły.

#oVF6y

Chciałam się poradzić w sprawie, która od dłuższego czasu mnie męczy. Sama nie wiem, czy coś ze mną jest nie tak i nie potrafię cieszyć się tym, co mam. Chodzi o mój związek i mojego partnera. 

Jesteśmy razem od liceum, już ponad 5 lat. Do pewnego momentu był to burzliwy związek, z czasem jednak udało nam się większość rzeczy wypracować. Jednak po 5 latach wkradła się z mojej strony pewna nuda w związku. Zaczęłam się zastanawiać nad tym, jak by to było z kimś innym. Jak by to było być singlem, bo tak naprawdę nie miałam okazji doświadczyć życia singla, więc po prostu mnie to ciekawi. Dużo osób naokoło zaczęło się zaręczać, co wywołuje u mnie jakiś niepokój i strach. Mam 23 lata, on też, ale nie czuję się kompletnie gotowa na takie deklaracje, nawet nie mieszkamy razem. Zastanawia mnie, skąd mieć pewność, że to właśnie z tą osobą chce się spędzić resztę życia. Przecież w życiu nie ma nic pewnego. Boję się małżeństwa, a nie chciałabym rozwodu, ponieważ doświadczyłam rozwodu rodziców jako dziecko.

Jeśli chodzi o seks, to sprawa też podupadła, po 5 latach nie jest to już dla mnie takie ekscytujące i coraz częściej odmawiam lub robię to tylko żeby jemu nie było smutno. Jest to frustrujące dla obojga, ja czuję presję, a on czuję się nieatrakcyjny. Nie wiem, jak to zmienić, a bardzo bym chciała.  Jest bardzo przystojny i dobrze zbudowany, miałby powodzenie. Ja to widzę natomiast z drugiej strony – czuję, że już nic mnie nie zaskoczy.

Druga bardzo uwierająca mnie sprawa to według mnie brak wspólnych pasji i zainteresowań. On jest bardziej typem domatora, niewiele potrzebuje do szczęścia. Ja uwielbiam sport, podróże, poznawanie nowych rzeczy, potrzebuję adrenaliny. Nie chcę, żeby życie przeleciało mi przez palce. Wciągnęłam go trochę w narciarstwo i chodzenie po górach, ale to zawsze wygląda tak, że muszę go namówić, wymyślić cały plan, nocleg, wszystko jest na mojej głowie. On za to zawsze jest kierowcą. Chciałabym, żeby on kiedyś wyszedł z inicjatywą, gdzieś mnie zabrał, pokazał coś nowego, żebym czuła, że dzięki temu związkowi się rozwijam. Jego zainteresowania to piłka nożna i siłownia. Oprócz tego jest bardzo ambitną osobą i rozwija się zawodowo w szybkim tempie, co podziwiam oczywiście i wiem, że odniesie zawodowy sukces.

Teraz nadchodzą wakacje, a ja zamiast radości czuję smutek, bo wiem, że będę musiała proponować i namawiać, a on tylko będzie mówił, że nie jest w stanie się określić, że zobaczymy (zawsze jest jakieś „ale”), w końcu gdzieś pojedziemy, zrobimy, ale będzie to takie wymuszone i nie da tyle radości, chciałabym, żeby to przychodziło obustronnie, swobodnie. Ja bardzo chcę eksplorować świat i próbować nowych dyscyplin sportowych, nie wyobrażam sobie innego życia.

Rozmowa tylko pogarsza sprawę, on mówi, że wcale tak nie jest.

#24hGS

Nigdy nie mogłam zarzucić mojemu tacie, że miał wobec mnie jakieś ciągoty seksualne, nic z tych rzeczy. Jednak jednego razu, gdy mnie odwiedził, przy pożegnaniu pocałował mnie w usta. To było kilka lat temu. Ciągle mam nadzieję, że to było przypadkiem, jednak nie mogę pozbyć się tego uczucia niesmaku. Niestety, tato już nie żyje, nie mam jak go o to zapytać, a nawet jeżeli by żył, to pewnie bym i tak do tego nie wróciła.

#Pa5rW

Jestem instruktorką fitness. Moja 4-letnia córeczka zapytała mnie po raz pierwszy, co robię w mojej pracy. Powiedziałam jej więc, że ćwiczę i tańczę razem z zespołem kilku innych pań.
Stwierdziła, że „to nie jest prawdziwa praca, tylko zabawa”. Po chwili dodała, że szkoda, że nie jestem strażakiem, bo teraz nie wie, co powiedzieć dzieciom w przedszkolu.

#LDC1F

Jestem w długotrwałym związku i wszystko jest OK, ale zmagam się z pewnym problemem, przez który wstyd mi było się związać z kimkolwiek, a jeszcze przez to zaliczyć wtopę już na pierwszej randce... Otóż pierdzę. Ale nie byle jak... Głośno i wyjątkowo smrodliwie.

Problem dotyczy całej rodziny, wszyscy zawsze pierdzieliśmy, że aż cud, iż jeszcze żyjemy. Nie jadamy nie wiadomo jak ciężkostrawnych rzeczy, nie jesteśmy też grubasami, którzy obżerają się chipsami, więc jeśli takie było wasze wyobrażenie o nas, to przepraszam za jego zrujnowanie.

Moja dziewczyna rozumie to i żartuje z tego, ale mi za każdym razem robi się wstyd, bo widzę, jak bardzo próbuje się nie skrzywić, gdy poczuje woń. Gdy jesteśmy z dala od siebie, bo mieszkamy nieco oddaleni, to jest łatwiej, ale wciąż słychać, gdy rozmawiamy ze sobą za pomocą komunikatorów głosowych. Jakbym został youtuberem, to wiadomo, z czego bym słynął :/

#zrO6l

Mieszkam z rodzicami w domku jednorodzinnym. Mamy kota – wrednego, zezowatego sierściucha, który w typowej dla kotów złośliwości lubi czasem coś przeskrobać.
Jakiś czas temu złapałem bestię na gorącym uczynku, jak wydrapywała swoje szpony na drogiej kanapie w salonie. Postanowiłem kota ukarać i bezceremonialnie wyrzuciłem go za drzwi domu, myśląc sobie, że taka reprymenda będzie dla niego wyraźnym znakiem, że nie zamierzam akceptować takiego zachowania.
Od tego czasu sierściuch przebrzydły drapie kanapę za każdym razem, gdy ma ochotę wyjść na dwór...

#tvGDs

Chcecie naprawdę anonimowe wyznanie?
Swego czasu miałam mocne problemy z trądzikiem – próbowałam wszelkich sposobów, żeby się go pozbyć. Naprawdę wszelkich...
Wyczytałam gdzieś, że poranny mocz ma właściwości lecznicze. I tak oto przez cały miesiąc z samego rana przemywałam twarz swoimi ciepłymi siuśkami.

PS Efekt średni.

#DiR2g

Mój były chłopak wmawiał mi przez dłuższy czas, że mogłabym schudnąć, że powinnam ubierać się bardziej seksownie, że mogłabym o siebie zadbać, bo powinnam wyglądać jak te wszystkie modelki w internecie i telewizji.

Problem w tym, że przy wzroście prawie 170 cm ważyłam 49 kg. Nigdy nie uważałam się za osobę, która waży za dużo. Nie czułam się również dobrze w krótkich spódniczkach, które ledwo zakrywają majtki, i bluzkach z dekoltem do pasa. Ubierałam się ładnie, zawsze schludnie, ale i stosownie do okoliczności. Zawsze o siebie dbałam, higiena to u mnie podstawa.

Gdy w końcu z nim zerwałam, miesiąc później znalazł sobie nową dziewczynę. 150 cm, 80 kg, chłodzącą w tłustych włosach i zwykłych, sportowych ubraniach... I w zasadzie nic w tym złego, oprócz faktu, że próbował wmówić mi, że jestem gruba i zanim się od niego uwolniłam, wpadłam w straszne kompleksy.
Dodaj anonimowe wyznanie