#RYQME

Jestem uczniem 8. klasy i ostatnimi czasy mam coś takiego, że nic mi się nie chce. Dosłownie NIC.  Nie chodzi tu tylko szkołę. Nawet średnio mi się chce grać w gry (co było moim ulubionym hobby). Koledzy, z którymi gram w gry online, zauważyli, że coraz rzadziej jestem aktywny. Mój zegar biologiczny przez ostatnie tygodnie jest strasznie rozregulowany. Kładę się spać późno, przez co zasypiam na zajęcia. Czasami muszę uczyć się po nocach, bo mam za mało czasu, żeby przerobić cały materiał w dzień, albo zwlekam z nauką do ostatniego dnia. Jedyna rzecz, jaką lubię robić, to oglądanie streamów na twitchu i pisanie z innymi chatownikami, ale wiem, że ciągłe siedzenie w internecie pod postacią „anonimowego” użytkownika nie jest dobrą ucieczką od moich problemów.

Ktoś może powiedzieć, żebym porozmawiał z rodzicami o moim problemie, tylko moi rodzice nie są w stanie tego zrozumieć. „Dziecko powinno się uczyć i nie może mieć swoich własnych problemów”. Mojemu tacie bardzo zależy na moich ocenach, bo nie chce, żebym kiedykolwiek musiał ciężko (fizycznie) pracować, ale czy dobre oceny są w stanie mi to zagwarantować? Mama nie przykłada większej wagi do dobrych ocen, ale do tych złych już tak. Wiele razy słyszałem, że jestem najgorszy, bo śmieci nie wyniosłem etc., ale chyba to jest zagrywka większości matek.

Nie wiem, co mam robić, aby wróciła motywacja do nauki i ogólnie motywacja do życia. Sam nie chcę się teraz opuszczać w nauce, ponieważ niedługo egzamin. Liczę na poradę.

#23G7i

Nie daję rady. Od ponad 5 lat borykam się z anoreksją bulimiczną, obecnie jestem w stanie zagrożenia życia, moje BMI wynosi niecałe 12. Od razu uprzedzę wszelkie porady typu: TERAPIA! Spędziłam na niej ostatnie 3 lata, różni psycholodzy w różnych klinikach, psychiatra, który przepisywał antydepresanty, a nawet pobyt w szpitalu psychiatrycznym – nic to nie dało, problem jak był, tak jest, a wręcz wydaje mi się, że z każdą taką „zmianą” się zaostrzał. Relacje w rodzinie też mam dobre – wspierający i kochający rodzice, z którymi otwarcie rozmawiam o chorobie. Zrobili wszystko, ciągali po lekarzach, już nie wiedzą, co robić.

Ja jestem tym po prostu zmęczona. Nie mam na nic siły, brak pasji, zainteresowań, nie mam znajomych, całe moje życie kręci się wokół kalorii. Od ostatniej wizyty u lekarza schudłam 10 kg, nie jestem w stanie nic zjeść. Nie mogę się na niczym skupić, całą dobę odczuwam niepokój i nieuzasadniony stres, nie mam siły wstać z miejsca i nie mogę spokojnie przespać nawet jednej nocy. Z drugiej strony mam świadomość problemu, czuję nieregularne bicie serca, wypadły mi włosy, bolą mnie mięśnie, mam wiecznie przekrwione oczy i opuchnięte ciało. Widzę w lustrze osobę chorą, która wygląda przerażająco i groteskowo, gdy się uśmiecha... a jednak nie potrafię nic z tym zrobić. Nawet gdy próbuję zrobić sobie „fit zdrowy obiad”, czyli w moim przypadku sałatę z marchewką i pomidorem, i mówię sobie: „Nie ma opcji, że od tego przytyjesz, a jak nie zjesz, to umrzesz!”, to i tak kończy się zwróceniem pokarmu w toalecie. Samo uczucie jedzenia w żołądku obniża mój nastrój, sprawia, że czuję się winna, tłusta.

Chciałabym znowu spotykać się z ludźmi, naprawdę się uśmiechać, nie kłaść się spać z obawą, że mogę się już nie obudzić, bo w nocy stanie mi serce. Chciałabym korzystać z życia na nowo, a tymczasem liczę kalorie z espresso... Brak we mnie jakiejkolwiek motywacji i siły do nauki. Próbowałam wszystkiego, szukałam porad w internecie, czytałam, co mi grozi, przeglądałam wywiady z tymi, którym udało się pokonać chorobę, mimo wszystko wciąż tkwię w martwym punkcie. Wiem, że wzrost wagi to nie wszystko, cały problem tkwi w głowie, ale ja jestem w takim dołku, że najpierw muszę zrobić wszystko, by mój organizm miał w ogóle paliwo, by działać. Nie wiem, kiedy wyzdrowieję, nie wiem w ogóle, CZY wyzdrowieję...

#RPvoB

Mam małego... Dla mnie to największy kompleks, bo boję się, że zbliżenie może dla partnerki nie być satysfakcjonujące. Tym bardziej że to jest w związku bardzo ważne. Kilka moich partnerek nawet nie chciało udawać. Dwie kobiety, które były dla mnie ważne i z którymi była budowana wspólna przyszłość, zrezygnowały, tłumacząc, że boją się zdrady, bo nie daję im tego, czego potrzebują.
Nie mam im za złe, rozstaliśmy się w zgodzie. Bo to rozumiem... Jest mi wstyd i nie potrafię sobie z tym poradzić.

#djf6w

Moja samoocena jest na tak niskim poziomie, że kiedy tylko nadarza się okazja, pożyczam znajomym różne rzeczy. To daje mi (jako tako) gwarancję, że spotkam się z nimi jeszcze przynajmniej raz.

Wszyscy myślą, że jestem taki altruistyczny, a tak naprawdę pobudki mam czysto egoistyczne.

#eZaiK

W tym roku Wielkanoc była wyjątkowa: wraz z moją żoną obchodziliśmy pierwsze święta w naszym nowym domu. Żona ozdobiła cały dom zajączkami i kurczaczkami. Na wszystkich roślinach zawisły pisanki-wydmuszki, w oknach pojawiły się kolorowe jajka i bazie, nawet pościel była w kury. Przygotowała też świąteczny koszyk, w którym… siedział nasz prezent świąteczny: królik. I poszła tak do kościoła, z tym gryzoniem w koszyku pod serwetką.

Boję się myśleć, co będzie na Gwiazdkę, nie jestem gotowy na renifera w garażu.

#Tn4vR

Jak mam owulację, to czuję, że wydziela mi się zapach z pochwy. Nie jest nieprzyjemny. Nazwałabym go specyficznym.
(Swoją drogą zastanawiam się, czy ktokolwiek też go czuje)
Haczyk tkwi w tym, że ten zapach mnie podnieca. Bardzo mocno.
Niewiele wtedy mi brakuje, żeby dojść. Zaciśnięcie ud i już.

Piszę to po matmie, na której parę razy tak właśnie zrobiłam (a w zasadzie utrzymywałam się cały czas w stanie podniecenia, od czasu do czasu mocniej zaciskając zęby). Potrafię bardzo ładnie maskować mój stan, a fakt, że obok siedzą chłopcy, dodatkowo podnieca. Ale i tak nie bardziej niż ten mój zapach.
Jestem nienormalna.

#hZko6

Mam pewien dość wstydliwy problem. Otóż w sytuacjach stresowych zaczynam się... drapać. Dzieje się tak przed każdym egzaminem, po każdej kłótni itp. Nie robię tego, by złagodzić uczucie swędzenia, gdyż tego w ogóle nie czuję. Rozdrapuję strupki, krostki na ciele, wyciskam pryszcze i zaskórniki. Czasem, gdy nic nie ma, po prostu trę skórę na twarzy, rękach, nogach i szyi. 
Robię tak od kilku lat, przez co mam wiele blizn i strupów, które staram się zakrywać, co w lecie jest niełatwe. Niektórych zmian nie da się zakryć. Jest to silniejsze ode mnie i nie mogę przestać tego robić.

#1CVPv

Jestem z moim chłopakiem już 5 lat, od roku jesteśmy zaręczeni. A ja odkryłam, że jego miłość mnie przytłacza. Widzę, że on mnie bardzo kocha i jest w stanie zrobić dla mnie bardzo wiele, może nawet wszystko. Robi wszystko, o co go poproszę, jest uczynny, troskliwy, pomocny. I nadopiekuńczy. A mnie to męczy. Na każdym kroku chce mnie obejmować, przytulać, przeprowadzać za rączkę przez przejście dla pieszych, zawozić z pracy i do pracy, bo przecież może mi się stać coś złego. No ideał. Na początku to było nawet urocze. Myślałam, że to taki etap zakochania i mu przejdzie. Ale nie, tak jest od pięciu lat, a ja już nie mam siły. Chciałabym, żeby dał mi wolną rękę, nie był nadopiekuńczy, miał własne zdanie, a nie ciągle mi przytakiwał.

Wielokrotnie próbowałam z nim rozmawiać o tym, że się duszę, mam dość jego nadopiekuńczości i potrzebuję więcej swobody. Nic to nie daje, bo on nie widzi problemu. Już nie mam siły i boję się, że dłużej tego nie wytrzymam i go zostawię. Kocham go i widzę, jak bardzo on mnie kocha i wiem, że to złamałoby mu serce. Ale już nie daję rady.

#l6sZB

Przed chwilą byłam świadkiem zaskakującej sceny w domowej łazience.
Moja mama pokazywała mojej siostrze (lat 15), w jaki sposób używać... mydła w kostce. Młoda chyba pierwszy raz w życiu widziała kostkę mydła na żywo i nie miała pojęcia, co z nią zrobić. Myślała, że trzeba nią pocierać skórę w wybranym miejscu.

Po tej sytuacji wysnułam dwa wnioski:
1. Namydlanie to nie jest taka oczywista sprawa.
2. Moją siostrę chyba podmienili w szpitalu, bo to niemożliwe, że jesteśmy spokrewnione.
Amen.
Dodaj anonimowe wyznanie