#sOWer

Ostatnio byłem na obozie pływackim. Hotel, w którym mieszkaliśmy, miał windę.
Wracałem z kolegami z obiadu. Byliśmy bardzo nażarci i nie za bardzo nam się chciało wchodzić po schodach, więc wjechaliśmy windą na nasze piętro, a potem... wcisnęliśmy wszystkie guziki – no taki kiepski żart. Wychodzimy z windy na naszym piętrze, a tam stoi gość z ręcznikami, widocznie musiał jechać do pralni na samym dole. Usłyszałem tylko soczyste „O ku**a...” i się zmyłem.

Jeśli jakimś cudem czyta to ten pan z obsługi hotelowej, to najmocniej przepraszam!

#rpAtG

Lat temu naście odkryłam Internety i onetowskie blogaski (które to Onet pierw przeniósł na WordPress, a potem i tak wszystkie usunął jakoś w 2017 (?)). Tam też stawiałam pierwsze kroki w pisaniu opowiadań, fanfiction, czy czasami trywialnego pamiętniczka dziewczynki. Niestety, bliskie rodzeństwo miało dostęp do moich haseł, więc co chwila były na bloga włamy, zmienianie treści i wyśmiewanie mnie. Wszystko skasowałam i na jakiś czas zapomniałam.
Niestety, brak pisania mi bardzo przeszkadzał. Założyłam więc w tajemnicy nowy e-mail niezwiązany z moim imieniem czy zainteresowaniami i nowego bloga. Było to opowiadanie pisane w pierwszej osobie, nie wstawiałam żadnych imion związanych z rodziną, czasami jednak przytaczałam jakieś sytuacje ze szkoły czy domu, ale bez szczegółów. Obok tekstu była ramka z opisem, że zbieżności są przypadkowe, a akcja zmyślona.
O blogu powiedziałam jedynie przyjaciółce. Któregoś razu na naszej-klasie skomentowała moje zdjęcie jakimś dziwnym tekstem i przytoczyła tam mój pseudonim blogaskowy. I potem się zaczęło.

Nie mam pojęcia, kto wrzucił w Google tego nicka i jak się rozniosło, ale...
Rodzice zrobili mi awanturę o coś, czego nie zrobiłam, a na blogu zrobiła to główna bohaterka. Ile ja się nasłuchałam, jaki to im wstyd przynoszę, a w dodatku wujek Józek się z nich śmieje, bo to on im pokazał tę stronę.
Rodzeństwo obrażone – w jakiejś postaci dostrzegli podobieństwo do samych siebie i ich rzekomo obrażałam. Moje tłumaczenia i przeprosiny zdały się na nic. Jedna siostra po dziś dzień praktycznie się do mnie nie odzywa, jak nie musi, choć minęło tyle lat.

Choć blog został wtedy szybko skasowany, niesmak mam do dziś. Oglądałam czasami snapshoty z tego bloga na InternetWaybackMachine, ale nawet po tylu latach nie rozumiem, co zrobiłam nie tak, czy też gdzie opisałam kogoś tak, by go skojarzyć z moją siostrą.

Trochę żal mi straconych opowiadań, byłaby fajna pamiątka.

#0x2nY

W mojej malutkiej wsi w kościele jest taka tradycja, że co roku w Boże Narodzenie ksiądz woła wszystkie dzieci do lat 14 do przodu przed ołtarz. Mamy tam zawsze taką stajenkę z boku i to przy niej gromadzą się wszystkie dzieci. Razem się modlą, śpiewają i witają Jezuska... A teraz moja opowieść.

Ja, lat około 9, idę z resztą dzieci na środeczek, do Jezuska. „A teraz wszystkie dzieci niech uklękną przy naszym Jezusku małym i będziemy się modlić” – tak też zrobiliśmy. Było nas tam bardzo dużo. Klęczę sobie ja, przede mną dużo dzieci, za mną dużo dzieci. Nagle poczułam, że zachciało mi się kichać. Na nieszczęście nie było to urocze kichnięcie... Tak kichnęłam, że w tym samym momencie puściłam głośnego bąka, na cały kościółek.

Nigdy nie zapomnę tych śmiechów wokół mnie i słów roześmianego księdza: „ojoj, na zdrowie!”.

#5cYrT

Mam wyrzuty sumienia odnośnie do relacji mojego partnera z jego matką, może Wy pomożecie mi osiągnąć spokój ducha.

Znamy się z Tomkiem kilka ładnych lat. Na początku byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Bardzo się wspieraliśmy we wszystkich trudnych sytuacjach, a zwłaszcza on mnie, kiedy urodziłam córkę 3 lata temu i postanowiłam nie być z jej ojcem (temat na osobną historię). Tomek jest jej ojcem chrzestnym. Minęły 2 lata od tego wydarzenia i zupełnie nagle rozwinęło się między nami coś więcej. Po 4 miesiącach od momentu rozpoczęcia naszego związku partner poinformował o tym swoich rodziców. Liczyliśmy na pozytywną reakcję, ponieważ wielokrotnie widziałam się z jego matką, kiedy jeszcze się przyjaźniliśmy i zawsze bardzo mnie lubiła, wręcz uwielbiała. Niestety po wiadomości, że jesteśmy razem, zmieniło się to o 180 stopni.

Zaczęła mnie oczerniać przed Tomkiem i jego rodziną. Wszelkie zniewagi raczej po mnie spływały, stwierdziłam, że skoro w ciągu jednego dnia ta kobieta zmieniła kompletnie o mnie zdanie, to raczej nie zna mnie ani trochę i nie mam po co się tym przejmować. Wszelkie tego typu akcje znosiłam w milczeniu, nie komentowałam, nawet kiedy Tomek się wkurzał na matkę, stwierdziłam, że niepotrzebnie się nakręca, przecież większość teściowych nie lubi partnerów swoich dzieci. Czara goryczy przelała się, kiedy teściowa dowiedziała się, że mamy zamieszkać razem. Zaczęła wydzwaniać do Tomka, wysyłać do niego SMS-y, że jest zerem, idiotą, nic nigdy w życiu nie osiągnie, że jest na dnie i jeszcze przyjdzie do nich po pomoc, a ona wtedy go wyśmieje, że jest kłamcą i oszustem (teściowa ubzdurała sobie, że na pewno byliśmy razem o wiele wcześniej, tylko Tomek na pewno chciał ją oszukać). Kiedy pojechaliśmy oznajmić im, że jestem w ciąży i będą mieli wnuka, zaczęły się krzyki, wyzwiska. Na osobności matka próbowała wmówić Tomkowi, że złapałam go na dziecko, żeby nas utrzymywał (zarabiałam więcej od niego).

Po tym incydencie całe szczęście przejrzał trochę na oczy. Zaczął ignorować wybuchy matki i rozłączać się, kiedy zaczynały się ataki histerii. Matka zaczęła go również straszyć, że jeżeli nie dostarczy jej dyplomu i magisterki w wybranym przez nią terminie (nawet w dniu porodu zapytała tylko, kiedy je wreszcie dostanie), to będzie musiał jej oddać całe pieniądze, które wydała na jego edukację (a właściwie nie jej, tylko jej męża, ponieważ ona nie pracuje). Zaczęłam go nakłaniać do ograniczania kontaktu, bo widzę, jak mu przykro po jej telefonach. Mimo to mam wyrzuty sumienia, że odcinam go od rodziców i mam wrażenie, że gdyby nie ja, to by się tak z nimi nie kłócił.

#ovi9E

W lipcu zorganizowałam imprezę, wypiłam jednak trochę za dużo i położyłam się na chwilę spać. W międzyczasie reszta gości postanowiła urządzić sobie wojnę na pianę utworzoną uprzednio w wannie. Wszyscy w najlepsze bawili się na zewnątrz, rozmazując sobie ją po twarzach.
Wtedy właśnie poczułam się bardzo źle i niestety nie zdążyłam dobiec do łazienki  – zwymiotowałam na balkon i prosto na głowy ludzi na zewnątrz...
Czy ktoś się zorientował? Nie, dalej w najlepsze nacierali się pianą z zawartością mojego żołądka.
Zarzygałam własnych gości.

#SOxnf

Wczoraj jak zwykle wykonywałem moje obowiązki w pracy. Spadło sporo śniegu, więc standardowo moim zadaniem w takim czasie było rozsypanie soli na drogach (oczywiście przy pomocy mojej ciężarówki). Pod koniec mojej podróży (przejechałem około 100 km) zdałem sobie sprawę, że zapomniałem nacisnąć przycisk soli...

#yymYA

Ostatnio pokłóciłem się z jedną pracownicą u mnie w pracy, i to w trakcie spotkania firmowego. Z pół godziny później wylałem na nią kawę - oczywiście zupełnym przypadkiem i to nie miało nic wspólnego z wcześniejszą kłótnią. Czy ktoś wierzył w tę wersję wydarzeń? Do dzisiaj pewnie tak, bo dzisiaj przypadkiem trzasnąłem ją drzwiami w głowę. Do końca życia się z tego nie wytłumaczę.

#gGXSW

Babka wmuszała we mnie dziewczęce zachowania.

Miałam wtedy coś około 12 lat, rodzice wysłali mnie na wakacje do babci, do miejscowości oddalonej około 400 km.



Jestem bardziej za "wygodnymi" ubraniami. Matka starała się stroić mnie w sukienki i spódniczki. Gdy zaczęłam sama wybierać sobie ubrania, wszystko to w co mnie ubierała wylądowało na dnie szafy. Na uroczystości szkolne, czy święta wolałam założyć marynarkę i eleganckie spodnie. Mam lekką nadwagę, nie akceptowałam siebie.



Wracając do wakacji. Do babki przywiozłam spodnie, koszulki, kilka bluz. Wróciłam z miniówkami, kilkoma bluzkami z dekoltem, butami na obcasie i jeszcze większą nienawiścią do siebie. Razem z ciotką i kuzynkami stroiły mnie tak, abym do nich pasowała. Moja wygoda się nie liczyła, bo wygodnie mi było w brązowych bojówkach, które nie opinały się na grubych udach. W moich ubraniach ludzie nie zwracali na mnie uwagi. Okropnym uczuciem było gdy mnie przebrały i wszyscy zaczęli na mnie patrzeć.


Jeszcze gorszy moment był wtedy, gdy kilku chłopaków w wieku około 20 lat zaczęło do nas krzyczeć i gwizdać. Kuzynki i ich koleżanki zareagowały jakby złapały Boga za nogi, odmachiwały im, puszczały buziaki. A ja stałam w tej grupie jak ta "niewydymka" z szokiem w oczach, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Mentalnie byłam dzieckiem, a rok młodsza kuzynka wtórowała siostrze. Byłam zamknięta w sobie, nie umiałam się sprzeciwić, gdy dobierały mi ubrania. Nie chciałam też ściągnąć na nas wszystkie albo na samą siebie wstydu z powodu moich ubrań. To żadna tragedia, ale też nie było czymś przyjemnym. Babka twierdziła, że wie lepiej co dla mnie dobre.



Wciąż pamiętam obrzydliwie "głodny" wzrok niektórych facetów i zniesmaczenie kilku eleganckich kobiet, które tam spotkałam.
Dodaj anonimowe wyznanie